Dodaj do ulubionych

No dobra, co z tą depilacją?

09.11.07, 19:15
Zakładam osobny wątek, to może więcej osób się wypowie. Miotam się w tej kwestii od 13 lat, miałam różne fazy. W sumie problemem dla mnie jest nie tyle ból, co upierdliwość depilacji, zwłaszcza pachwin, i konieczność częstego powtarzania. Z goleniem jeszcze gorzej.
Obserwuj wątek
    • sir.vimes Re: No dobra, co z tą depilacją? 09.11.07, 20:32
      Linia bikini :
      dla mnie paradoks - TRZEBA depilować przed basenem a ja po każdym rodzaju
      depilacji obawiam się basenowej inefkcji (podrażnienia, tylko lasera jeszcze nie
      próbowałam).
    • skrzydlate Re: No dobra, co z tą depilacją? 09.11.07, 21:03
      upierdliwe to jest

      fakt
      zbędny trud, chociaż efekty estetyczne - przy założeniu odpowiednich norm
      estetycznych oczywiście - są
    • andziulindzia Re: No dobra, co z tą depilacją? 09.11.07, 21:48
      A ja golę tylko nogi i to bez ud. Na basen kupiłam sobie kostium z z
      takimi jakby spodenkami i sprawa załatwiona. NMie znoszę dopilacji
      bikini. Raz spróbowałam i mało nie padłam z bólu. Od tej pory
      absolutnie odmawiam takich idiotycznych zabiegów kosmetycznych i nie
      jestem zarośnięta, nie wzbudzam obrzydzenia swoim wygladem a nawet
      ludzie uważają mnie za atrakcyjną. Więc sobie myślę, że ta depilacja
      jest zwyczajnie zbędnym okrucieństwem na własnym ciele
    • triss_merigold6 Re: No dobra, co z tą depilacją? 11.11.07, 16:54
      Kwestia przyzwyczajenia. Do bikini używam maszynek, nogi woskiem
      depiluję na lato a na co dzień też maszynka. Zapuszczona źle się
      czuję.
      • jagandra A depilacja przedramion? 11.11.07, 18:17

        • jagandra Re: A depilacja przedramion? 11.11.07, 18:17
          Wysłało mi się. Chciałam tylko napisać, że jest coraz powszechniejsza.
          • ledzeppelin3 Re: A depilacja przedramion? 11.11.07, 20:57
            Nie, nie i jeszcze raz nie...niestety łamię się w kwestii pach i
            podudzi, choć też nie za często (raz na dwa tygodnie). Pachwiny,
            cipka- za bardzo boli, żebym mogła sobie to robić. Mąż chce mnie
            taką jaką Bozia stworzyła, choć oczywiście cały czas jakiś cholerny
            głosik wewnątrz mnie pyta, czy ja aby mogeę być zaakceptowana taka
            jak jestem. Ale mnie zapewnia, że łysa cipka kojarzy mu się z
            dzieckiem i patykiem by nie tknął. A efekt estetyczny? Wszystko jest
            kwestią umowną i niczym więcej, jak wyskubywane czoła arystokratek w
            Średniowieczu, łyse czaszki Egipcjanek i lansowana obecnie sylwetka
            kobieca pod tytułem: dupka dwunastoletniego chłopca + stojący na
            baczność biust czwórka
          • triss_merigold6 Re: A depilacja przedramion? 11.11.07, 22:24
            Kwestia gustu, mnie to lekko brzydzi, chyba, że dama ma bujne i
            ciemne owłosienie. Do głowy by mi nie przyszło depilować
            przedramiona.
          • malila Re: A depilacja przedramion? 12.11.07, 19:39
            Nie. Depilacji przedramion - zdecydowanie nie. Tak samo depilacji
            brazylijskiej. Wystarczą mi problemy z depilacją pach (którą
            wykonywałabym zdecydowanie rzadziej, gdyby nie pocenie), depilacją
            pachwin - tylko do kostiumu - i depilacją łydek. Nie satysfakcjonuje
            mnie żadna metoda, bo po wosku skóra jest bardzo podrażniona,
            wrastajace włoski są gorsze niż te już wyrośnięte, a golenie to
            metoda dobra na trzy godziny. A o ile odrastające włoski da się
            przeżyć na łydkach, to w pachwinach doprowadzają mnie do szału i
            podrażniają skórę. To już wolę wosk - nawet jeśli w pachwinach boli
            jak cholera.
            A propos bólu - przypomniała mi się uwaga mojej mamy, którą
            wygłosiła lata temu, kiedy ja jeszcze byłam nastolatką, a która
            brzmiała mniej więcej tak: "ty to jesteś mało odporna na ból". Tyle
            pamiętam. Nie pamiętam, czego ta uwaga dotyczyła, nie pamiętam
            żadnych innych słów, majaczy mi się tylko jakiś związek z porodem,
            który dla mojej mamy był traumatycznym przeżyciem, a o którym
            opowieści wiele razy udało mi się wysuchać. I kiedy tak depiluję
            sobie te pachwiny, to pojawia się we mnie uczucie satysfakcji, że
            taka jestem silna i odporna na ból;) To idiotyczne. Mam nadzieję, że
            moja córka nie doświadczy tej głupiej rywalizacji pt "która wytrzyma
            więcej".
            • sir.vimes Re: A depilacja przedramion? 12.11.07, 19:58
              Moja mama też lubiła robić podobne uwagi.

              Dla niej osoba , która płacze w czasie nastawiania kości czy punkcji na żywca to
              histeryczka (i nie myśl, ze to ja płakałam ;P - przy kazdej przygodzie z
              chirurgią bardziej bałam się jej komentarza niż bólu).

    • turbomini Re: No dobra, co z tą depilacją? 12.11.07, 09:09
      Niestety również padam plackiem przed wzorcami obowiązującej estetyki :).
      Preferuję golenie od czasu jak kosmetyczka poparzyła mnie woskiem...na 2 dni
      przed wyprawą w góry.
    • dagmama Re: No dobra, co z tą depilacją? 12.11.07, 10:31
      Ja wybrałam golenie i jest to już dla mnie normalne, jak mycie
      zębów. Grunt, to dobre maszynki.
      No, ale ja golę WSZYSTKO. To znaczy pachy, łydki i cipkę. Nie ma
      mowy, żebym zapuściła jakieś włosy miedzy nogami.
      • mankencja Re: No dobra, co z tą depilacją? 12.11.07, 22:53
        > Ja wybrałam golenie i jest to już dla mnie normalne, jak mycie
        > zębów. Grunt, to dobre maszynki.

        mam tak samo

        > No, ale ja golę WSZYSTKO. To znaczy pachy, łydki i cipkę. Nie ma
        > mowy, żebym zapuściła jakieś włosy miedzy nogami.
        >

        tu prawie tak samo, bo ja cipke tylko czesciowo - tak, zeby nie
        wystawalo spod (skapych raczej) majtek
    • falafala Re: No dobra, co z tą depilacją? 12.11.07, 21:35
      Gole sie pod pachami, nie wyobrazam sobie miec tam wlosow, nigdy nie mialam
      golilam jak tylko zaczely mi rosnac. Gole lydki i okolice bikini w odpowiedni
      ksztalt. Zaleznie od ochoty zmieniam "fryzure" :-)
    • iokepine Re: No dobra, co z tą depilacją? 15.11.07, 17:36
      Pachy i łydki - gdy jest lato, kiedy zakładam rajstopy, a nie spodnie i gdy mam
      bluzeczkę z krótkimi rękawkami i gdy chodzę na basen.

      Cipka i przedramiona - nigdy.

      Na basen mam kostium kąpielowy z króciutkimi nogaweczkami. Bikini i stringów nie
      noszę, więc nie mam problemów, że jakieś włosy gdzieś mi wystają :)

      Aha, golę się maszynką, żadnych wymyślnych tortur pt. woski czy depilacje
      śmierdzącymi chemikaliami depilatorami :]


      To tylko kwestia mody, nic więcej. Jestem przekonana, że gdy nodne będą znów
      łyse głowy albo zamiast własnych przyklejane sztuczne brwii, wiele kobiet będzie
      tak chodzić. Kłania sie Gustav le Bon i "Psychologia tłumu"
      • kocia_noga Re: No dobra, co z tą depilacją? 15.11.07, 18:22
        Jestem jedyną osobą która lubi swoje włosy.Pachy gole czasem wole
        się częsciej umyć,poza tym nie mam problemów z potliwością.Nic poza
        tym, no może włoski w pachwinach ale tylko tyle,żeby nie wystawały
        spod kostiumu kapielowego.
        Moje włosy sa piekne i moje.Dobre i pozyteczne.
    • e_r_i_n Re: No dobra, co z tą depilacją? 18.11.07, 13:10
      Pachy gole regularnie (co dwa - trzy dni).
      Nogi całe + bikini (nie calkowicie, ale dosyc mocno) regularnie rwe
      woskiem u kosmetyczki. Nie jest to dla mnie trauma (chociaz zawsze
      siebie oceniałam jako nieodporna na bol) - chodze do swietnej
      dziewczyny, ktora meczy mnie godzine, ale potem mam na dluzszy czas
      spokoj.
      Przedramiona zostawiam w spokoju :).
      • dagmama Re: No dobra, co z tą depilacją? 19.11.07, 10:34
        Ile czasu jest spokój po wyrwaniu woskiem?
        • jagandra Re: No dobra, co z tą depilacją? 19.11.07, 14:45
          W moim przypadku wosk w okolicach bikini starcza raptem na tydzień :(
          • dagmama Re: No dobra, co z tą depilacją? 19.11.07, 16:30
            To niedobrze. Ja chciałam zrobić nogi, ale jeśli to tak boli (raz
            depilowałam brwi) i starcza raptem na tydzień... Chyba, że włosy
            potem odrastają słabsze i można rzadziej.
            Poczekam do lata:-)
            • jagandra Re: No dobra, co z tą depilacją? 19.11.07, 16:51
              Nogi robię depilatorem, więc nie wiem, jak jest z woskiem, ale depilatorem tak nie boli, starcza na dłużej i włoski z czasem słabną. Pewnie dużo zależy od tego, jakie kto ma owłosienie :)
            • e_r_i_n Re: No dobra, co z tą depilacją? 22.11.07, 14:11
              Ja mam totalnego spokoju 2 tygodnie - ewentualne pojedyncze wloski
              sobie wyrywam sama :). Wlosy po kilku depilacjach sa zdecydowanie
              mniej widoczne, jasniejsze. I naprawde az tak nie boli :).
            • e_r_i_n Re: No dobra, co z tą depilacją? 22.11.07, 14:11
              Aha, ja chodze co 3-4 tygodnie - no bo trzeba wlosy troche
              wyhodowac, zeby je wywoskowac ;).
    • triss_merigold6 W sumie to nie bardzo rozumiem... 20.11.07, 09:43
      Dla mnie depilacja to nawyk higieniczno-kosmetyczny, taki jak
      codzienny prysznic czy nakładanie odżywki na włosy.
      Taa... jasne, mogę kontestować wymogi kulturowe estetyki ale po co?
      Wolę siebie wydepilowaną, mężczyzna woli mnie wydepilowaną więc nie
      mam dysonansu. BTW z paroma panami miałam w życiu do czynienia -
      żaden, absolutnie żaden nie był zwolennikiem zarośniętych nóg czy
      solidnego bobra u kobiety.
      • kocia_noga Re: W sumie to nie bardzo rozumiem... 20.11.07, 18:20
        To zdaje się do mnie.
        Nie kontestuje, tylko ignoruję.Robię to co lubię.
        Ale wiem dobrze że temat jest drażliwy i nie ma mowy o bezkarnym
        ignorowaniu, o nie! Przeważnie sypią się domniemania na temat
        smrodu, obrzydliwości i ewentualnej chorobie psychicznej.Więc
        poniewaz nie jestem kontestatorką to staram się niezbyt wychylac.
        Poza tym jestem w zgodzie ze swoją estetyka, pzrekonaniem a nawet
        HYGIENĄ (sik!).Nie interesują mnie też wyniki badań statystycznych
        mówiących o usrednionym facecie, co on lubi a co nie.Mojemu się
        podobam i nawzajem.
        Ty i tak łagodnie mnie potraktowałas- uzyłas tylko jednego słowa
        nacechowanego przyganą, mianowicie 'bobra':)
        Ale wiem,że mogłabym nieźle oberwac.
        W sumie ta sprawa jest źródłem mojego nieustannego zdziwienia i
        dociekań.Nie rozumiem, tłumaczę sobie tak i owak, i nadal nie
        rozumiem: czemu trzeba cierpieć,żeby być akceptowalną?
        Czemu trzeba cokolwiek zmieniać, a trzeba, w swoim ciele, żeby nie
        narazić się na dezaprobatę?
        Niby wiem, ale nie czuję blusa.Jakaś inna chyba jestem.
        • malila Re: W sumie to nie bardzo rozumiem... 20.11.07, 18:37
          kocia_noga napisała:
          > Nie rozumiem, tłumaczę sobie tak i owak, i nadal nie
          > rozumiem: czemu trzeba cierpieć,żeby być akceptowalną?

          Nawet nie tyle akceptowaną, ale żeby nie narazić się na śmieszność.
          Podziwiam Cię, Kocia. Mnie nie stać na kompletne zignorowanie
          nakazów kulturowych, które przypadku depilacji nóg nie mają nic
          wspólnego z higieną. Depilacja cipki zresztą też nie.
          • ledzeppelin3 Re: W sumie to nie bardzo rozumiem... 20.11.07, 20:06
            Miałam raz przyjemność 9wątpliwą) z panem, co mnie namówił do
            ogolenia bobra. Młoda byłam, głupia. poszłam na to. I NIGDY WIĘCEJ.
            Może, gdyby tak nie bolało, to odrastanie, wrastanie, łysość.
            Dlaczego ja mam cierpieć? Bo taka moda? Nie i koniec, na szczęście
            taki pan lubiący goliznę był tylko jeden, reszcie było absolutnie
            wszystko jedno, no poza moim teraźniejszym, który nie lubi beaku
            włosów w okolicach płciowych.
            Ale nie jestem na tyle pewna siebie, niestety, żebym mogła z ręką na
            nieogolonym bobrze przysiąc, że gdyby wszyscy jak jeden mąż panowie
            domagali się golenia, to nie goliłabym.
            • ledzeppelin3 Re: W sumie to nie bardzo rozumiem... 20.11.07, 20:19
              Tak naprawdę moda na depilację trafiła pod polskie strzechy z
              początkiem lat 90-tych. W latach 70-tych w filmie "Ostatnie tango w
              Paryżu" Maria Schneider latała z nieogoloną cipką i pachami, tak
              samo w "Nieznośnej lekkości bytu" Kundery, gdize Binonche
              prezentowała nieogolone pachy. I pamiętam moją fascynację niemalże
              erotyczną pewną laską, spytaną przez dziennikarza na ulicy, czy jej
              zdaniem depilacja jest obowiązkowa. Powiedziała, że ona się nie
              goli. Miała ze dwadzieścia lat i była zjawiskowo piękna. Wtedy
              pomyślałam, jak cholerny seksapil ma pewna siebie kobieta,
              pieprząca "obyczajowe" normy...
              • malila Re: W sumie to nie bardzo rozumiem... 20.11.07, 21:53
                ledzeppelin3 napisała:

                > Tak naprawdę moda na depilację trafiła pod polskie strzechy z
                > początkiem lat 90-tych.

                Wydaje mi się, że odrobinę wcześniej, chociaż nie ma to właściwie
                żadnego znaczenia:) Ale przypomniało mi się, że pierwszej depilacji
                dokonałam w 1988 roku. Nasz zespół tańca towarzyskiego miał w
                programie lambadę. Depilowałyśmy się w zespole równo. (Z tego
                okresu - nomen omen;) - pamiętam też swój pierwszy tampon;)) Mój
                ojciec coś tam próbował mi opowiadać o tym, jak swego czasu
                zafascynowała go dziewczyna, która miała takie piękne włoski na
                nogach, ale myślałam sobie wtedy: ale trujesz, stary, teraz się
                włosków nie nosi.

                > Wtedy
                > pomyślałam, jak cholerny seksapil ma pewna siebie kobieta,
                > pieprząca "obyczajowe" normy...

                To prawda. Taka kobieta jest jak magnes. I tak strasznie ich
                brakuje.
                Odkąd pamiętam nie chciałam być tak podporządkowana normom i
                mężczyźnie, jak moja matka. O pewne elementy swojej niezależności
                musiałam walczyć z trudem. Kiedy je wywalczyłam, poczułam się silna.
                Pewnego dnia moja matka postawiła się. Nie sądziłam, że to będzie
                miało na mnie tak ogromny wpływ. Nie czułam ciężaru, który dźwigam,
                dopoki nie wspomogła mnie silna matka.
                • ledzeppelin3 Re: W sumie to nie bardzo rozumiem... 21.11.07, 12:11
                  malila napisała:
                  Mój
                  > ojciec coś tam próbował mi opowiadać o tym, jak swego czasu
                  > zafascynowała go dziewczyna, która miała takie piękne włoski na
                  > nogach, ale myślałam sobie wtedy: ale trujesz, stary, teraz się
                  > włosków nie nosi.
                  No właśnie, moja mama też opowiadała, jak w latach 60-tych i 70-tych
                  kobiety na plazy specjalnie "wygarniały" włosy łonowe spod majtek
                  kostiumu, żeby je było widać i to było najbardziej seksi:D
          • kocia_noga Re: W sumie to nie bardzo rozumiem... 20.11.07, 20:16
            malila napisała:


            Mnie nie stać na kompletne zignorowanie
            > nakazów kulturowych, które przypadku depilacji nóg nie mają nic
            > wspólnego z higieną. Depilacja cipki zresztą też nie.
            >

            Próbowałam depilacji, nie spodobało mi się.Włosy pod pachami uważam
            za PIĘKNE.Mozna je myć i pzrecierać,oraz dezodoryzować i nie wonieją.
            te gole, to mój kompromis.
            A co do cipki, to wiemy o tym tylko ja i mój mąż.
        • turbomini Re: W sumie to nie bardzo rozumiem... 21.11.07, 09:33
          Dla mnie golenie czy niegolenie ma podłoże, no nie wiem jak to nazwać,
          pierwotne...(?). To znaczy, że jak przyszłam na świat, to wszystkie (większość?)
          już się goliły czy tam depilowały. Przez wiele lat w ogóle nie roztrząsałam więc
          żadnego "za" i "przeciw", bo nie było żadnego "za" i "przeciw". Depilacja nie
          wynikła z jakichkolwiek moich wyborów i zaczęłam się nad nią zastanawiać dopiero
          lat 25 mając, a więc dość niedawno :), ale myślę, że ona już za głęboko siedzi w
          moim mózgu. Wiecie, to jest, no nie wiem, jakby komuś powiedzieć: "Nie myj
          głowy, łój ma pozytywny wpływ na twoje włosy". To jakaś blokada. Rozumiesz,
          kocia, o co mi chodzi? To w większości z nas siedzi już za głęboko, w głowie.
          • kocia_noga Re: W sumie to nie bardzo rozumiem... 21.11.07, 12:58
            Chyba rozumiem. ja jestem sporo starsza, więc mam pewne porównanie,
            albo inne doświadczenia.Ale też pamiętam w latach 80. Jak jedna
            koleżanka usiłowała mnie namówic na codzienne golenie nóg, w
            domyśle - mycie zębóqw, droga kolezanko nie takie straszne :))).
            W sumie też łatwiej mi ignorowac, bo od starszej pani się tak bardzo
            nie wymaga żeby była trędi.No i łatwiej mi akceptować włosy jako cos
            naturalnego i pięknego, bo pamiętam,ze i tak było.
            No to sobie wyobraź,że nowe pokolenie lasek, co teraz jest w
            piaskownicy przestaje golic nogi, pachy, cipki i co tam jeszcze,
            farbuje sobie te włoski na srebrno albo tęczowo,we wzorki i tak
            paraduje.Ty mogłabyś mieć wtedy uczucie,ze niezbyt ci to pasuje i
            pozostajesz przy jedwabistej gładkości, ale żeby cię palcem nie
            wytykali zostawisz ciut koperku na nogach i zafarbujesz na różowo.
        • triss_merigold6 Gdzie tu cierpienie? 21.11.07, 14:27
          Przy depilacji woskiem faktycznie jest niemiło ale żyletką? Golę się
          tyle lat, że najwyraźniej skóra nie reaguje podrażnieniem i nie mam
          dyskomfortu.
          BTW nie pisałam o uśrednionym facecie tylko o tych z którymi miałam
          okoliczność a sporo ich było.;)

          Wytłumaczę Ci to możliwie streszczając: zawsze interesowali mnie
          atrakcyjni mężczyźni o dużym powodzeniu u kobiet, takie piękne samce
          z testosteronem. Siłą rzeczy konkurencja ze strony innych kobiet
          konkretna, panowie mieli wybór. Uroda, figura, podkreślenie
          seksualnych wabików wysuwało się na pierwszy plan w pierwszym
          kontakcie - na mysz w worku nie zwróciliby uwagi. Proste? Coś za
          coś. Ja też miałam/mam wybór i zwracam uwagę na pociągających
          fizycznie o określonych cechach wyglądu zewnętrznego a nie na
          wiotkich intelektualistów, metroseksualnych czy np. karki.
          • kocia_noga Re: Gdzie tu cierpienie? 21.11.07, 16:34
            No to już rozumiem, co miałaś na mysli, mianowicie,że faceci jakich
            ty spotykałaś mieli gust podobny do Twojego.
            I fajnie.Moi mieli podobny do mojego :).Dodam że nieinteresowałam
            się nigdy tymi na topie, ale miałam i mam pewien swój typ.Mną też
            nigdy ( a z resztą nie dam glowy, może po prostu nie pamiętam) nie
            interesował się żaden facet z dziesiątki najwyżej notowanych na
            seksualnym rynku srodowiska.
            Golenie nie jest uciążliwe, jasne.Golę pachy, już o tym pisałam, ale
            wolałabym nie, bo mi się te włoski podobają.
            I byłoby wszystko ok, gdyby nie to,ze na golenie jest nacisk i
            sankcje społeczne idą w ruch.Nie jest tak,ze ty wolisz, bo ci się
            podoba, a ja nie golę, bo podoba mi się inaczej.Na mnie jest
            wywierana presja.
        • sir.vimes Dokrawanie 21.11.07, 16:01
          Dla mnie argument o gustach panów można kierować do np. tancerek w lokalach -
          dla nich gusta mężczyzn to rzecz istotna. Dla mnie nie.

          Jeżeli ktos lubi być zarośniety - niech zarasta, jeżeli ktoś lubi być łysy -
          droga wolna.

          Nie wiem czemu "kanon urody" ma ścigać nawet zawartość moich majtek. IMO nie ma
          sensu "dokrawać" się do kanonu - chudnąć dziesieć kilo wbrew swojej miłości do
          fałdek i ciastek; golić cipke na łyso wbrew WŁASNEMU gustowi i własnej wygodzie
          itp...
          Warto robić to albo dla siebie - albo wcale.
          W jakiejś powieści czytałam o wybielaniu odbytu - wybielona skóra ładnie
          prezentuje się przy wypianiu pupy i wygląda jak na retuszowanych zdjęciach
          porno. Mam wrażenie, że i coś takiego dałoby się wylansować jako absolutny wymóg.
          • triss_merigold6 Re: Dokrawanie 21.11.07, 16:11
            Spójrz na to co napisałam wyżej.;) Atrakcyjność fizyczna zwiększa
            szanse na zainteresowanie i dobór odpowiadającego partnera. Niemniej
            konieczna nie jest, bo gusta są różne i zależy w jakiej grupie się
            szuka.
            Ja mam banalnie i prosto: ponieważ sama nie akceptuję nadwagi u
            mężczyzny to sama nie mogę bezkarnie utyć 10 kg co przy mojej
            budowie dawałoby solidną nadwagę. Dzięki genom i kontrolowaniu tego
            co jem pozostaję przy figurze sprzed dobrych 10 lat, to komfortowa
            sytuacja.
            • sir.vimes Re: Dokrawanie 21.11.07, 18:10
              Hm, to zależy jakiego partnera poszukujesz- jeżeli takiego dla którego
              atrakcyjność fizyczna według aktualnie obowiązującego kanonu jest priorytetem to
              pewnie zwiększa. Jeżeli jakiegokolwiek innego - nie zwiększa.
              • dagmama Re: Dokrawanie 21.11.07, 20:11
                sir.vimes napisała:

                > Hm, to zależy jakiego partnera poszukujesz- jeżeli takiego dla
                którego
                > atrakcyjność fizyczna według aktualnie obowiązującego kanonu jest
                priorytetem t
                > o
                > pewnie zwiększa. Jeżeli jakiegokolwiek innego - nie zwiększa.



                To nie jest takie proste, chyba każdy widzi to inaczej. Ja zostałam
                wychowana w poczuciu takiego OCZEKIWANIA na tego jedynego - pewnie w
                trosce o moją cnotę, żebym z byle kim sie nie puściła - potem
                zrobiłam się trochę cyniczna.
                Mój mężczyzna przywiązuje wagę do "obowiązującego kanonu". To
                znaczy, lubi, jak jestem szczupła, wydepilowana, zadbana. Ale tak
                sobie myślę, że ja też to lubię. Czyli on tak naprawdę lubi, jak
                jestem zadowolona.
                Gdyby powiedział: a co ty na to, kochanie, gdybyś wybieliła sobie
                odbyt, jak dziewczyny na filmach porno?
                Miałabym dwie drogi. Powiedzieć, że dlaczego nie, to by było
                interesujące albo palnąć mówkę, jak to nie jestem przedmiotem, który
                sobie kupił i ma być jak on chce, bo jak nie, to go wyrzuci i kupi
                nowy.
                Muszę go zapytać, bo na razie mam wrażenie (może mylne) że inne cechy
                niż wygląd tak naprawdę decydują o tym, że jesteśmy razem i to już
                dość długo.
                • malila Re: Dokrawanie 21.11.07, 21:25
                  dagmama napisała:
                  > Ja zostałam
                  > wychowana w poczuciu takiego OCZEKIWANIA na tego jedynego - pewnie
                  w
                  > trosce o moją cnotę, żebym z byle kim sie nie puściła - potem
                  > zrobiłam się trochę cyniczna.

                  Ja także zostałam wychowana w poczuciu oczekiwania na tę właściwą
                  osobę, ale z innym podtekstem. Mój ojciec mawiał mi często, żebym
                  nie robiła tego z byle kim, ale też często dawał do zrozumienia, że
                  seks to fajna rzecz. (On w ogóle często nawiązywał do seksu, trochę
                  prowokował, trochę buntował się przeciwko pruderii, czasem czułam
                  przesyt seksualnymi skojarzeniami, ale dzięki temu znam chyba
                  wszystkie możliwe związane z seksualnością repliki;)) To dało mi
                  poczucie, że jestem warta tego, bym to ja podjęła decyzję, z kim
                  chcę to zrobić i że pod tym względem nie muszę spełniać niczyich
                  oczekiwań. Z drugiej strony wymagał ode mnie bym spełniała kryteria
                  obowiązujego kanonu urodu. Co zaowocowało tym, że szukałam
                  mężczyzny, który nie będzie widział większej różnicy między
                  mną "idealną" a mną 10 kilo grubszą. I paradoksalnie odrzucałam
                  wszystkich, którzy wprawdzie pozytywnie oceniali moje ciało, ale
                  oceniali je przez pryzmat obowiązujących trendów. Równocześnie,
                  kiedy już swojego M znalazłam, chcialam być dla niego "ideałem".
                  Wiem jednak, ze on tego ode mnie nie oczekuje.
              • triss_merigold6 Jeszcze jaśniej 22.11.07, 14:54
                Przepraszam Cię za osobistą wycieczkę ale odnoszę wrażenie, że
                kierowanie się kryterium wyglądu zewnętrznego uważasz za coś
                pośledniego, "gorszego gatunku". A jeśli facet ocenia kobietę pod
                kątem urody to już seksista i prymityw. No sorry... z biologią się
                nie wygra.

                Wracając do tematu: interesowali mnie mężczyźni, którzy mieli/mogli
                mieć piękne kobiety, dużo kobiet, popularni towarzysko, wręcz z
                naklejką "podrywacz" na czole. Do takich panów jest konkurencja,
                sami są przystojni lub powalająco przystojni więc nie zwrócą uwagi
                na kobietę brzydką, zaniedbaną, nieefektowaną.
                Co do kryteriów "zgodności z obowiązującym kanonem" - właściwie to
                należy do niego tylko (w naszej kulturze) bycie szczupłą, zadbane
                ciało i twarz bez widocznych zniekształceń, to IMO niewygorowane
                oczekiwania... Litości, zawsze tak było i jest: kobieta ładna ma
                większe szanse na randkę niż brzydka a jeśli jest brzydka to może
                właśnie - na tenpierwszy rzut oka - pociągać figurą.
                • sir.vimes Re: Jeszcze jaśniej 22.11.07, 15:29
                  "kierowanie się kryterium wyglądu zewnętrznego uważasz za coś
                  pośledniego, "gorszego gatunku". A jeśli facet ocenia kobietę pod
                  kątem urody to już seksista i prymityw."

                  Nie znam ani jednego udanego związku w którym to kryterium było priorytetem. Z
                  tego co widzę wokół - takie związki rozpadają sie niesłychanie szybko. Jeżeli
                  chodzi o romans - pewnie wystarczy uroda i nic złego w tym nie widzę.
                  Ale jeśli chodzi o "życie" to raczej facet, który kieruje się tylko i wyłącznie
                  tym, czy dziewczyna spełnia "wymogi sezonu" raczej się nie nadaje. Bo - wymogi
                  sezonu się zmienia a twarz(i inne części ciała) zostaną, dwa - każdy może
                  zachorować, stracić rękę czy cokolwiek i fajnie byłoby być nadal kochanym a nie
                  obserwować obrzydzenie na twarzy partnera / partnerki.

                  Oczywiście, że kobieta ładna/przystojny mężczyzna mają większą szansę na większą
                  ilość randek i romansów w życiu - ale w kwestii "prawdziwego związku" to jest
                  już mniej istotne. Zresztą, idealny partner to taki któremu podobasz się , bo
                  tak - nie dlatego, ze jesteś zgodna z kanonem.

                  Czasem ładne (wg. kanonu) dziewczyny i chłopcy nie mogą nadziwić się związkom w
                  którym jedno jest "pasztetem" , a drugie "modelką/modelem". A ten model/modelka
                  mogą uważać swojego "paszteta" za nieporównywalne do niczego bóstwo. Tak jest
                  najzdrowiej.

                  Swoją drogą - mój mąż obserwował mnie w stanach dość obrzydliwych (typu - po
                  długim pobycie w szpitalu; z nogą po operacji - porośniętą gęstym włosem;) - i
                  tak jak "normalnie" dbam o to by wyglądać ładnie - to gdyby w takiej chwili
                  zobaczyła choćby ślad zdziwienia, rozczarowania, obrzydzenia moim nagłym brakiem
                  wdzięku;) - wiedziałabym , że to nie "Ten".
                  Z tym, że chyba jednak wygrałam (wygraliśmy?) z biologią - i widziałam taką samą
                  miłość i cokolwiek bądź - jak zawsze.
                  Reasumując - randki randkami, uroda urodą ale wiele zbudować się tylko na tym
                  nie da.
                  I nie chodzi o seksizm...

                  • triss_merigold6 Re: Jeszcze jaśniej 22.11.07, 15:45
                    Auć. Mnie cały czas chodzi o to pierwsze wrażenie, ktore przesądza o
                    dalszym rozwoju znajomości. Punkt wyjścia. Tu działa biologia, w
                    momencie selekcji.
                    Urodziwy chłop po przegadanej godzinie może okazać się idiotą i urok
                    pryska, to samo dotyczy kobiety. Po kilku tygodniach może okazać się
                    chamem albo typem o nieakceptowalnych poglądach i też urodą nie
                    nadrobi.

                    O co Ci chodzi z "wymogami sezonu"? Naprawdę bardzo wielu panów
                    znałam i jeśli mieli preferencje to w ogolnym zarysie bez
                    wyszczególniania, że np. usta koniecznie pełne, włosy ciemne, oczy
                    błękitne itd. Większość prozaicznie bardziej zwracała uwagę na
                    zgrabną (co nie znaczy chudą!) sylwetkę, ruchy, seks appeal.

                    Gdybym miała sie dopasować do gustu aktualnego to powinnam wyglądać
                    jak Joanna Liszowska (IMO - gruba), bo jemu się akurat duże baby z
                    obfitym biustem podobają. I co? I nic, nie mam stresów.
                    BTW nie znam, nie znałam układów w których jedna strona jest dużo
                    bardziej atrakcyjna fizycznie od drugiej, z opowiadań, z mediów -
                    owszem ale na żywo tego nie widziałam. Chyba, że laski z dresami ale
                    to kwestia doboru gatunkowego i oceny przez portfel/bmw.
                    • sir.vimes Re: Jeszcze jaśniej 22.11.07, 18:36
                      "Mnie cały czas chodzi o to pierwsze wrażenie, ktore przesądza o
                      dalszym rozwoju znajomości. Punkt wyjścia. Tu działa biologia, w
                      momencie selekcji."

                      Moim zdaniem tak nie jest.
                      To znaczy owszem- zdarzało mi się wypatrywać "ładnej buzi" , kiedy miałam w
                      planach "wakacyjny romans" czy coś podobnego... Tak poza tym - moje związki
                      zazwyczaj "wyrastały" ze znajomości rozpoczętych fascynacją czyimś intelektem
                      (przynajmniej z mojej strony tak było). Najdłuższy (aktualny) związek rozpoczął
                      się od pięknej przyjaźni. Z kwestii fizycznych - jakoś zawsze istotny był dla
                      mnie zapach. Znam kilku pięknych, dobrych i inteligentnych mężczyzn , których
                      naturalny zapach mnie odrzuca.

                      > BTW nie znam, nie znałam układów w których jedna strona jest dużo
                      > bardziej atrakcyjna fizycznie od drugiej, z opowiadań, z mediów -
                      > owszem ale na żywo tego nie widziałam.

                      No ja znam.
    • andziulindzia Re: No dobra, co z tą depilacją? 20.11.07, 20:49
      A właściwie dlaczego nikt nie wymaga golenia/depilowania owłosienia
      od mężczyzn? U nich to juz nie jest zabieg higieniczno-estetyczny?
      Przecież faceci niektórzy ilością owłosienia przypominają naczelne!
      • malila Re: No dobra, co z tą depilacją? 20.11.07, 21:16
        andziulindzia napisała:

        > A właściwie dlaczego nikt nie wymaga golenia/depilowania
        owłosienia
        > od mężczyzn? U nich to juz nie jest zabieg higieniczno-estetyczny?
        > Przecież faceci niektórzy ilością owłosienia przypominają naczelne!

        To chyba chodzi o podkreślenie różnicy między kobietą i mężczyzną.
        Poza tym bezwłose ciało to ciało młodej dziewczynki czyli istotki
        bezbronnej, skłonnej do podporządkowywania się. Pamiętam jak moja
        babcia mawiała, że kobiety z wąsikiem to kobiety temperamentne:)
        • kocia_noga Re: No dobra, co z tą depilacją? 20.11.07, 22:03
          A przypomniała mi się Madonna.Widziałam jej zdjęcie z początków
          kariery, bardzo ładne, artystyczne.Miała podniesiona ręke i włosy
          pod pachami bardzo pieknie się układające, wijace się po skórze.
          A z tym temperamentem to może być fakt.
          • jagandra Re: No dobra, co z tą depilacją? 21.11.07, 09:41
            Fajnie piszecie, właśnie tego mi brakowało :)
            U mnie dysonans wynika z tego, że z jednej strony chcę się podobać taka jaka jestem, pamiętam, że jak miałam te 15-16 lat podobało mi się moje bujne skądinąd owłosienie łonowe. Nie podoba mi się też, że muszę znacznie więcej pracy włożyć w to, by się podobać, od facetów nie wymaga się tyle. Chociaż wymaga się coraz więcej... co też mnie smuci. Smuci mnie, że zaczyna się moda na wydepilowane klaty u facetów, bo choć nie mam nic przeciwko gołym, to niektórzy mają naprawdę świetne to owłosienie :)
            No ale mam też drugą stronę. Kiedyś podobało mi się bujne owłosienie, teraz samej mi się już nie podoba. Nie podobają mi się też gołe cipki, ale włosy wystające spod majtek są nie bardzo. No i mam z tym problem, bo przecież kiedyś, w jakimś takim naturalnym odruchu, te włosy mi się podobały. Poza tym to kwestia postawienia granicy, bo nie da się w ogóle o siebie nie dbać. Złości mnie, gdy mój mąż łazi po domu w poplamionej i dziurawej bluzie. I myślę, że może moja niechęć do golenia/ depilacji to efekt lenistwa, tak samo nie chce mi się ścierać kurzu, mieszkam w zakurzonym mieszkaniu i jednak nie czuję się z tym do końca dobrze.
            W głębi duszy chyba jestem abnegatką, ale ciągle się miotam. A miotam się chyba dlatego, że mi za bardzo zależy na akceptacji innych ludzi.
            • dagmama Ale to są ostatnie włosy. 21.11.07, 10:33
              Które nam zostały po czasach, kiedy wszyscy ludzie mieli futro. Nie
              po to, żeby było ciepło. A po co? Po to, by zachować zapach
              atrakcyjny dla samca. Po co nam to teraz, skoro zapach nie jest już
              podstawą dobrania się w pary?

              Dziękuję, mam wrażenie, że łatwiej mi zachować higienę teraz, kiedy
              się dokładnie depiluję.
              Ja tam nie lubię włosów na klatce piersiowej u faceta i owłosieni
              mnie kompletnie nie biorą. Co więcej, mogę popatrzeć z przyjemnością
              na nagi, atletyczny tors jakiegoś modela, który prawdopodobnie się
              depiluje. I bardzo dobrze.
              • jagandra Re: Ale to są ostatnie włosy. 21.11.07, 10:44
                Po co nam to teraz, skoro zapach nie jest już
                > podstawą dobrania się w pary?

                Czytałam gdzieś, że właśnie jest, feromony i te rzeczy.

                > Ja tam nie lubię włosów na klatce piersiowej u faceta i owłosieni
                > mnie kompletnie nie biorą. Co więcej, mogę popatrzeć z przyjemnością
                > na nagi, atletyczny tors jakiegoś modela, który prawdopodobnie się
                > depiluje. I bardzo dobrze.

                Kwestia gustu. Pamiętam ognisko, przy którym śpiewał facet dość mocno zbudowany, o takich góralskich czy tatarskich, dzikich rysach, śniady, ostrzyżony na jeża, ubrany w koszulkę bez rękawków, tak że widać było umięśnione ramiona i część owsłosionej klaty. Mniam :)
                Najfajniej by chyba było, gdyby było różnorodnie, a nie tak wszyscy podciągnięci pod jeden kanon.
                • dagmama Re: Ale to są ostatnie włosy. 21.11.07, 10:55
                  Feromony są w pocie, nie we włosach, ja tam gruczołów potowych nie
                  ruszam:-)

                  Jagandra, nigdy, przenigdy nie podobał mi się mężczyzna o brązowych
                  oczach, a co dopiero jakiś egzotyczny typ. Wszystkie moje sympatie
                  miały zielone albo niebieskie oczy.
                  Nikomu nie dyktuję, kto ma sie podobać, ale ja lubię taki akurat
                  kanon:-)
                  • ledzeppelin3 Re: Ale to są ostatnie włosy. 21.11.07, 12:07
                    Ale to są chyba kwestie bardzo osobnicze, kwestie gustu i upodobań,
                    i nie wiem, do jakiego stopnia można robić z nich jakieś
                    obowiązujące wszystkich "normy".
                    Można lubić wtulać twarz w męskie owłosienie łonowe i wdychać ten
                    jedyny w swoim rodzaju zapach. I nie jest to zapach potu bynajmniej.
                    I ta kwestia higieny- no dla mnie włosy na ciele mają tyle wspólnego
                    z higieną, co zeby mądrości. Pot, to i owszem- świadczy o braku
                    higieny, ale włosy?
                    Zresztą, nie zdarzyło się Wam spocić pod pachami tak, że na bluzce
                    były mokre palmy, i nie odczuwałyście tego jako upokorzenie? Albo
                    przynajmniej skrajne zakłopotanie? Bo ja tak. Miałam tak w okresie
                    dojrzewania, uważałam się z tego powodu za niekobiecego potwora. Bo
                    przecież Prawdziwa Kobieta (czyli dziewczynka- efebica tak naprawdę,
                    według dzisiejszego kanonu kobiecości) nie poci się, nie puszcza
                    bąków i nie ma owłosienia poza głową.
                    Jezu, co my same sobie robimy...
                    • dagmama Re: Ale to są ostatnie włosy. 21.11.07, 12:27
                      To co? Jestem tak zindoktrynoana, że sama sobie wmówiłam, że lubię
                      być ogolona? I, że tak jest higienicznie?
                      Możliwe. Ja sobie wiele rzeczy robiłam. Golenie to najmniejszy
                      problem.
                      • ledzeppelin3 Re: Ale to są ostatnie włosy. 21.11.07, 12:43
                        Nie, najlepiej jest, jak nikt nic nie musi i robi to, co uważa za
                        fajne
                        Bo wiesz, w przypadku depilacji to jest tak jak pisała Kocia Noga-
                        nie depilujesz się, jesteś niechluj/abnegat/uciekłeś z psychiatryka
                        Bo na razie jest coś bez sensu- wmawia się wszystkim kobietom, że z
                        depilacją jest tak, jak z leczeniem kanałowym zebów- musi boleć, ale
                        trzeba to robić. A to nie ten kaliber.
                        • dagmama Re: Ale to są ostatnie włosy. 21.11.07, 12:59
                          Za wmawianie najbardziej uważam filmy porno. Panienki są po prostu
                          nierzeczywiste. Wydepilowane są chyba laserowo, filmowane w
                          specjalny sposób, tak, ze skóra wydaje się idealna. Sam ich biust to
                          temat na następny wątek.
                          • malila Re: Ale to są ostatnie włosy. 21.11.07, 13:04
                            dagmama napisała:

                            > Za wmawianie najbardziej uważam filmy porno.

                            A tam, porno. Co gazetę otworzę, to retusz, retusz, retusz...
                            Pfeiffer po pięćdziesiątce jest, nie? A na zdjęciu wygląda jakby
                            wczoraj 18 świeczek dmuchała. Zresztą może tyle i dmuchała.
                    • jagandra Re: Ale to są ostatnie włosy. 21.11.07, 13:20
                      > Zresztą, nie zdarzyło się Wam spocić pod pachami tak, że na bluzce
                      > były mokre palmy, i nie odczuwałyście tego jako upokorzenie? Albo
                      > przynajmniej skrajne zakłopotanie?

                      Tak :) W górach się czasami pocę tak, że mam większą część bluzki mokrą i czuję się z tym dobrze.
                  • jagandra Re: Ale to są ostatnie włosy. 21.11.07, 13:16
                    > Feromony są w pocie, nie we włosach, ja tam gruczołów potowych nie
                    > ruszam:-)

                    No ale napisałaś, że włosy są niepotrzebne, bo się nie dobieramy kierując zapachem :) To chyba jest takie automatyczne skojarzenie - jak włosy to spocone i nieumyte, a przecież tak nie jest. Z drugiej strony coś w tym jest, dla mnie włosy mają związek z naturą, więc też z potem i zapachem ciała.

                    > Jagandra, nigdy, przenigdy nie podobał mi się mężczyzna o brązowych
                    > oczach, a co dopiero jakiś egzotyczny typ. Wszystkie moje sympatie
                    > miały zielone albo niebieskie oczy.

                    Mi się podobają różni. Tłumaczę to tym, że mam bardzo zróżnicowanych genetycznie przodków ;)

                    > Nikomu nie dyktuję, kto ma sie podobać, ale ja lubię taki akurat
                    > kanon:-)

                    No i w porządku. Mężczyźni zresztą nie są wciśnięci tak mocno w żaden kanon. Kobiety bardziej :( Mają być bezwłose, bo inaczej są nieapteczyne :( A powinno być tak, że jedne kobiety wolą się golić, inne nie i jednym facetom podobają kobiety owłosione, a innym nieowłosione.
              • malila Re: Ale to są ostatnie włosy. 21.11.07, 13:12
                dagmama napisała:

                > Po co nam to teraz, skoro zapach nie jest już
                > podstawą dobrania się w pary?

                Co nie jest? Jak nie jest? To dlaczego ja wącham koszule mojego
                faceta?:) W dodatku owłosionego na klacie faceta. To owłosienie nie
                stanowiło jakiegoś kryterium doboru, ale było przyjemną
                niespodzianką. Przyjemność została:)
                • verdana Re: Ale to są ostatnie włosy. 21.11.07, 13:23
                  A dla mnie jest to wyłącznie kwestia mody - nie higieny, nie seksu,
                  nie podobania się facetom, tylko mody jako takiej. Można się jej
                  podporządkować w takim stopniu, w jakim się chce, ale na pewno
                  znajda się osoby, ktore sprzeciwianie się modzie będą oceniać z
                  punktu widzenia moralnosci.
                  Kiedys kobiety nosiły gorsety - te co nie nosiły, były oceniane jako
                  rozpustne. Teraz te, co się nie golą, moga być oceniane jako
                  niedbałe. Doklłdnie to samo - ocenianie przestrzegania mody z punktu
                  widzenia moralnosci.
                  A w ogóle, jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Obecny
                  trend golenia się przez facetów (klatki piersiowej, znaczy) prowadzi
                  Gilette. Wiecie, ile kasy jest z depilacji?
                  • malila Re: Ale to są ostatnie włosy. 21.11.07, 13:27
                    Jak ja się cieszę, że tipsy nie są obowiązkowe...
                  • dagmama Re: Ale to są ostatnie włosy. 21.11.07, 13:49
                    Verdano, uwielbiam takie argumenty kasowe. Gol się, sprzedamy
                    maszynki, karm butelką, sprzedamy ci mieszanki, nie przymuszaj
                    dziecka do nocnika, sprzedamy ci pieluchy, dbaj o włosy, sprzedamy
                    ci odżywki.
                    Nie popadajmy w paranoję:-)
                  • jagandra Re: Ale to są ostatnie włosy. 21.11.07, 14:00
                    Coś w tym jest. Dla mnie właśnie kasa jednym z argumentów przeciw depilacji woskiem u kosmetyczki. Natura nie opłaca się żadnym producentom.
                  • triss_merigold6 No i git 21.11.07, 14:15
                    Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jestem dzieckiem
                    epoki "Cosmopolitan" - depiluję, pilinguję, wklepuję kremy a w
                    określonych sytuacjach zakładam buty na wysokim obcasie. W pewnych
                    sytuacjach nie wyjdę z domu bez makijażu. Mam to wkodowane kulturowo
                    podobnie jak nakaz bycia szczupłą i długowłosą. Sobie się podobam.;)
                    Mam dość ostre kryteria oceny męskiej atrakcyjności seksualnej (na
                    użytek osobisty) więc nie rusza mnie, że sama podlegam ocenie z tej
                    perspektywy. Gramy fair w tym przypadku.

                    Nie oceniam braku depilacji z punktu widzenia moralności tylko
                    kanonów estetyki i podkreślam - to do Kociej - że osobiście nie znam
                    pana, który preferowałby bujne owłosienie łonowe u kobiety. Za
                    zdanie całej męskiej populacji nie odpowiadam.

                    Co do męskiej depilacji to nie wierzę, żeby się przyjęła, tu reklama
                    niewiele zdziała. Ogolona klatka piersiowa u dorosłego mężczyzny,
                    który nie jest zawodowym pływakiem wygląda IMO niemęsko.
                    • dagmama Re: No i git 21.11.07, 14:25
                      A ja mam nadzieję, że się przyjmie. I żeby brzuszki zrzucić:-)))
                    • ledzeppelin3 Re: No i git 21.11.07, 18:27
                      > Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jestem dzieckiem
                      > epoki "Cosmopolitan" - depiluję, pilinguję, wklepuję kremy a w
                      > określonych sytuacjach zakładam buty na wysokim obcasie. W pewnych
                      > sytuacjach nie wyjdę z domu bez makijażu. Mam to wkodowane
                      kulturowo
                      > podobnie jak nakaz bycia szczupłą i długowłosą. Sobie się
                      podobam.;)
                      > Mam dość ostre kryteria oceny męskiej atrakcyjności seksualnej (na
                      > użytek osobisty) więc nie rusza mnie, że sama podlegam ocenie z
                      tej
                      > perspektywy. Gramy fair w tym przypadku
                      Nie fair jest jednak to, że istnieje taki cholerny przymus bycia
                      trejdi i dzieckiem Cosmo. Nie jesteś trejdi- jesteś pasztetem. To
                      jest nie fair.
                      Wmawianie ludziom, że jest tylko jedna droga do celu (jeśli mówimy o
                      celu jako o zdobyciu partnera, bo rozumiem, że wszystko sprowadza
                      się do tego), jest nie w porządku. Nienawidzę przymusu.
                      • triss_merigold6 Re: No i git 22.11.07, 14:58
                        Można być jeszcze hippiską, panną z Oazy, kobietą w wersji sportowej
                        etc. do wyboru do koloru. Obok Kate Moss masz Monikę Bellucci na
                        widok ktorej chyba wszystkim facetom staje. Możesz sobie z trendów
                        wybrać taki jaki Ci pasuje i uskuteczniać.
                        • ledzeppelin3 Re: No i git 22.11.07, 16:29
                          No własnie, Belucci. sztandarowy przyklad, bo tylko jeden. Masz
                          jedną jedyną Belucci z w miarę kobiecym ciałem i tłumy
                          anorektycznych aktorek i modelek w rozmiarze zero. Belucci niestety
                          nie jest znakiem czasu, ona jest wyjątkiem potwierdzającym smutną
                          regułę: trzeba się bzykać do upadłego, ale jeść tylko sałatę.
                • dagmama Re: Ale to są ostatnie włosy. 21.11.07, 13:45
                  malila napisała:

                  > dagmama napisała:
                  >
                  > > Po co nam to teraz, skoro zapach nie jest już
                  > > podstawą dobrania się w pary?
                  >
                  > Co nie jest? Jak nie jest? To dlaczego ja wącham koszule mojego
                  > faceta?:) W dodatku owłosionego na klacie faceta. To owłosienie
                  nie
                  > stanowiło jakiegoś kryterium doboru, ale było przyjemną
                  > niespodzianką. Przyjemność została:)
                  >

                  Pewnie taki atawizm. Bo właśnie wybierając go nie kierowałaś sie
                  zapachem. Pewnie z nim najpierw porozmawiałaś:-)
                  • malila Re: Ale to są ostatnie włosy. 21.11.07, 13:49
                    Nie. To on mnie zaczepiał:))
                    • jagandra Re: Ale to są ostatnie włosy. 21.11.07, 13:59
                      Może Cię zaczepiał dlatego, że mu się (niekoniecznie świadomie) spodobał Twój zapach? :)
                      • malila Re: Ale to są ostatnie włosy. 21.11.07, 14:11
                        E, niee. My byliśmy sobie przeznaczeni i on to od razu zobaczył:))
                • kocia_noga Re: Ale to są ostatnie włosy. 21.11.07, 16:38
                  Dokładnie! Zapach mojego faceta to było to, co mnie od razu
                  najbardziej ruszyło i rusza cały czas.
    • andziulindzia A farbujecie sobie włosy łonowe? 26.11.07, 12:34
      Przypomniała mi się pewna scena z filmu: jedna pani z zemsty na
      swoim partnerze ufarbowała sobie włosy łonowe na różowo przy użyciu
      szczoteczki do zębów partnera. Szczoteczke wypłukała i odłozyła do
      kubeczka. Nie było to pokazane tylko ta pani opowiadała koleżance.
      Nie pamietam oczywiście co to był za film ani kto tam grał, ale tak
      jakoś mi się przypomniało.

      No to jak: farbujecie czy nie? A może macie zamiar?
      • jagandra Re: A farbujecie sobie włosy łonowe? 26.11.07, 19:34
        Nigdy nie farbowałam i nie przyszło mi to do tej pory do głowy.
        • kocia_noga Re: A farbujecie sobie włosy łonowe? 26.11.07, 21:12
          A ja tak.I strzygłam i goliłam i farbowałam.tzreba zrobić próbę
          koniecznie na uczulenie, nawet używając farby roślinnej.
          To takie eksperymenty robione już dośc dawno.Teraz nie chciałoby mi
          się, poza tym zrobiłam się czcicielką natury.
      • mankencja Re: A farbujecie sobie włosy łonowe? 26.11.07, 23:37
        chwilowo nie planuje, ale jesli juz, to na zielono :)
        zielony to najlepszy kolor na swiecie, moglabym przemalowac na
        zielono caly swiat.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka