Dodaj do ulubionych

Ślub humanistyczny dwóch lesbijek

05.08.08, 01:14
www.racjonalista.pl/kk.php/s,5994
Krok w dobrym kierunku. Może do ludzi z czasem zacznie coś docierać?
i za jakieś kilkadziesiąt lat legalizacja małżeństw homoseksualnych
będzie w Polsce faktem>
Obserwuj wątek
    • bertrada Re: Ślub humanistyczny dwóch lesbijek 05.08.08, 05:08
      No i byłaś szybsza. Właśnie miałam taki wątek założyć. ;P
    • heretic_969 Prywatne śluby - proszę bardzo. 06.08.08, 04:37
      Mogą śluby brać dwie kobiety, dwóch mężczyzn, trzech mężczyzn, mężczyzna i
      hipopotam. Dopóki rząd się nie miesza wszystko jest OK.
      • znana.jako.ggigus Re: Prywatne śluby - proszę bardzo. 06.08.08, 12:55
        rzad generalnie nie miesza do slubow
        a ja uwazam, ze inni ludzie nie powinni sie mieszac do tego, jesli dwoje
        doroslych ludzi ma ochote byc razem z papierkiem
        • johnny-kalesony Re: Prywatne śluby - proszę bardzo. 06.08.08, 13:49
          Gigi, masz na myśli trójkąt?


          Pozdrawiam
          Keep Rockin'
          • six_a Re: Prywatne śluby - proszę bardzo. 08.08.08, 08:54
            trójkąt czy nie, ale na papierku wszystkim jednak zależy...
            takim czy innym
        • saszenka2 Re: Prywatne śluby - proszę bardzo. 07.08.08, 01:05
          Księży, wszelkich fanatyków religijnych i generalnie nikogo nie
          powinno obchodzić, że dwoje dorosłych ludzi chce zarejestrować
          związek. Państwo ma tylko jedno zadanie, stworzyć podstawy prawne do
          zawarcia związku pomiędzy dwoma osobami tej samej płci. Do tego, kto
          z kim i z jakich przyczyn bierze ślub nie powinno się mieszać. Jak
          się komuś ślub gejow nie podoba, to niech na niego nie idzie, ani
          sam nie bierze, ale wara mu od tego, że dwoje dorosłych ludzi chce
          zalegalizować swój związek.
          • herkus-monte Re: Prywatne śluby - proszę bardzo. 08.08.08, 05:59
            buahahahaha
          • heretic_969 Chwileczkę... 09.08.08, 02:55
            Państwo ma tylko jedno zadanie, stworzyć podstawy prawne do
            > zawarcia związku pomiędzy dwoma osobami tej samej płci.

            Ale dlaczego ma to robić? Poza tym skutki prawne decyzji państwowych odczuje
            całe społeczeństwo.

            Do tego, kto
            > z kim i z jakich przyczyn bierze ślub nie powinno się mieszać.

            Czyli rozumiem, że przeciw małżeństwom poligamicznym nic nie masz?

            Jak
            > się komuś ślub gejow nie podoba, to niech na niego nie idzie, ani
            > sam nie bierze, ale wara mu od tego, że dwoje dorosłych ludzi chce
            > zalegalizować swój związek.

            Aha, czyli można się z czymś nie zgadzać, ale trzeba zaakceptować przeciwny
            pogląd, tak? Powiedz mi, dlaczego przeciwnicy homomałżeństw mają ulegać ich
            zwolennikom?
            • znana.jako.ggigus a co ci przedzkadzaja homomalz.? 09.08.08, 14:48
              tak serio? co ci przeszkadza, ze sasiadko obok np. zyja razem i sa po slubie? i
              jakie skutki slubow homoseks. ma poniesc cale spoleczenstwo? jakie skutki slubow
              w ogole dla spoleczenstwa sa?
              tak ciekawa jestem po prostu
              • znana.jako.ggigus ps argument poligamii jest nietrafiony 09.08.08, 14:50
                bo poligamia oznacza gorasza pozycje starszej czy kolejnej zony
                wiec nie ma co porownywac poligamii z malz. homo
                argumentujesz jak ci przeciwnicy abrocji, ktorzy kaza zabijac marudzace,
                6-letnie dziewczynki np.
              • stephen_s To ja odpowiem... 09.08.08, 15:05
                ... bo dochodzę do wniosku, że z małżeństwami homoseksualistów też mam problem.
                Z punktu widzenia wyłącznie liberalnie rozumianych praw jednostki, oczywiście te
                śluby są OK - bo dają homoseksualistom szczęście. Jednak z punktu widzenia
                społeczeństwa już niekoniecznie, tak samo jak np. zalegalizowane konkubinaty -
                społeczeństwo tak naprawdę potrzebuje stabilnych, (wielo)dzietnych związków, bo
                bez nich wymrze po prostu. To jest brutalne, ale taka jest chyba prawda...

                Ja osobiście powiem tak: znam argumenty za homoseksualnymi małżeństwami, ale
                mimo nich po prostu nie jestem w stanie przemóc wątpliwości, czy powinno się na
                nie pozwalać. Może wyłazi ze mnie konserwa, ale naprawdę ostatnio częściej
                nachodzi mnie myśl, że homoseksualne małżeństwa po prostu sprzeczne z tym, co mi
                się wydaje, hm, normalne.
                • kocia_noga Re: To ja odpowiem... 09.08.08, 15:37
                  stephen_s napisał:

                  > społeczeństwo tak naprawdę potrzebuje stabilnych, (wielo)dzietnych
                  związków, bo
                  > bez nich wymrze po prostu...

                  I zakaz ślubów homoseksualnych w czymś tu pomoże / przeszkodzi?
                  Napisz koniecznie jak ty to widzisz, bo ja nie widzę żadnego związku.
                  Uważasz, że dwóch pedziów jeśli się im zabroni wziąć ślub, to się
                  ożenią, stworzą stabilną wielodzietną rodzinę?
                  Weź i mi wytłumacz.





                  > nachodzi mnie myśl, że homoseksualne małżeństwa po prostu
                  sprzeczne z tym, co m
                  > i
                  > się wydaje, hm, normalne.

                  No i to rozumiem, wygląda mi na szczere: mam uprzedzenia i dlatego
                  zabronię czegos innym ludziom.To, że będą z tego powodu
                  nieszczęśliwi, to trudno - ważne że ja nie ucierpię z powodu
                  naruszenia mojej estetyki.
                  • stephen_s Re: To ja odpowiem... 09.08.08, 16:24
                    > I zakaz ślubów homoseksualnych w czymś tu pomoże / przeszkodzi?

                    To nie chodzi o zakaz. Raczej o to, że z punktu widzenia państwa danie komuś
                    ślubu to przywilej - więc daje je się tym związkom, których realnie
                    społeczeństwo potrzebuje.

                    > No i to rozumiem, wygląda mi na szczere: mam uprzedzenia i dlatego
                    > zabronię czegos innym ludziom.

                    No nie, ja Cię bardzo proszę - nie wmawiaj mi, że mam uprzedzenia wobec
                    homoseksualistów.

                    Wyrażenie wątpliwości, czy coś mieści się w granicach normy, ma być
                    uprzedzeniem? Nie sądzę.

                    W ogóle mam takie wrażenie, że w obecnych czasach pojęcie "normalności" stało
                    się czymś straszliwie wstydliwym i od czego należy uciec. ALe czy się da? Mam
                    wątpliwości...
                    • kocia_noga Re: To ja odpowiem... 09.08.08, 20:41
                      stephen_s napisał:

                      z punktu widzenia państwa danie komuś
                      > ślubu to przywilej - więc daje je się tym związkom, których realnie
                      > społeczeństwo potrzebuje.

                      Państwo według ciebie potrzebuje stabilnych wielodzietnych związków -
                      co ma udzielanie ślubów z tym wspólnego?
                      W chwili ślubu nic nie wiadomo ani o dzizetności ani o stabilności.
                      Wygląda to na łatanie upzredzenia byle czymś co nawet z daleka nie
                      pzrypomina argumentu.
                      • strangeday Re: To ja odpowiem... 09.08.08, 21:01
                        ależ to bardzo proste:

                        w ujęciu "tradycyjnym" celem ślubu jest założenie rodziny i posiadanie dzieci.
                        a to, jako rzecz 'korzystna społecznie', spotykało się ze wsparciem państwa - dlatego ma swoje odbicie w prawie.

                        pytanie czy i jakie 'przywileje' jest sens przyznać parom, które takiego celu nie mają z definicji...

                        • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 09.08.08, 21:25
                          Nie ujeciu 'tradycyjnym', ale 'teoretycznym'.
                          W praktyce coraz wiecej ludzi dzieci miec nie chce - w malzenstwie
                          czy poza nim czy w zwiazku nieformalnym.
                          Istnienie malzenstw homo w niczym dzietnosci panstwu nie ujmuje,
                          chociaz i nie przysparza - ale to chyba nie problem? Za to
                          statystyki towarzystw ubezpieczeniowych dowodza, ze ludzie w
                          stalych zwiazkach zyja zdrowiej. Wiec malzenstwa homo sa w
                          interesie panstwa - oszczedzi w ten sposob na kosztownej opiece
                          medycznej.

                          A prawo dziedziczenia po partnerze, prawo do decydowania o jego
                          losie w szpitalu, odwiedzin szpitalnych, dziedziczenia niektorych
                          swiadczen, ubezpieczenia itd to nie jest zaden, do cholery,
                          przywilej.
                          • stephen_s Re: To ja odpowiem... 09.08.08, 22:14
                            > W praktyce coraz wiecej ludzi dzieci miec nie chce

                            Dużo bym dał, by wiedzieć, czemu...

                            > A prawo dziedziczenia po partnerze, prawo do decydowania o jego
                            > losie w szpitalu, odwiedzin szpitalnych, dziedziczenia niektorych
                            > swiadczen, ubezpieczenia itd to nie jest zaden, do cholery,
                            > przywilej.

                            Ja bym chciał zobaczyć argumenty, że tego wszystkiego pary homoseksualne nie
                            mogą mieć bez małżeństwa.
                            • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 09.08.08, 23:12

                              Argument jest jeden: fakty.
                              • stephen_s Re: To ja odpowiem... 09.08.08, 23:35
                                To znaczy jakie fakty?

                                Ja bym po prostu chciał zobaczyć porządną argumentację wykazującą, że wszystko
                                to, o czym piszesz, nie jest możliwe w ramach istniejącego prawa.
                                • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 00:15

                                  Fakty sa takie, ze w swietle obowiazujacego prawa zwiazki homo maja
                                  takie same prawa, jak bezdzietne konkubinaty, czyli zadne. W
                                  swietle prawa partner mezczyzny, z ktorym zyje od pietnastu lat
                                  jest dla niego obca osoba. Myslalam, ze to oczywista oczywistosc i
                                  nie trzeba ci porzadnie tlumaczyc, ze trawa jest zielona.
                                  • stephen_s Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 00:26
                                    OK, ale w takim razie po kolei: czego związki homoseksualne potrzebują, a czego
                                    w prawie brakuje? Rozważmy to na spokojnie.
                                    • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 00:52
                                      Nie jestem prawniczka i nigdy sie specjalnie tematem nie
                                      zajmowalam, o tyle, o ile mnie nie dotyczyl, bo ja tez zyje w
                                      konkubinacie :) Moge sie wiec mylic, ale.

                                      Podstawowe korzysci spoleczne, jakie z automatu ma
                                      wspolmalzonek/ka, a nie ma wspolpartner/ka, to wg mojej bardzo
                                      ogolnej wiedzy:

                                      *prawo do wspolnej adopcji
                                      *prawo do opieki/adopcji biologicznego dziecka partnera/ki po jego
                                      smierci
                                      *obowiazek alimentacyjny (na dziecko i/lub eksa)
                                      *prawo do wspolnego rozliczania sie podatkowego
                                      *prawo do otrzymywania swiadczen po smierci partnera/ki typu
                                      renta/emerytura
                                      *prawo do dziedziczenia co najmniej polowy majatku w przypadku
                                      smierci partnera/ki i braku testamentu
                                      *mozliwosc doswiadczenia istotnego rytualu przejscia, jakim jest
                                      malzenstwo oraz spolecznych i emocjonalnych jego konsekwencji

                                      Oczywiscie - niektore (bardzo niektore) z rzeczy niedostepnych
                                      konkubinatom homo czy hetero mozna uregulowac umowami cywilnymi.
                                      Ale to zwiazne jest z oplatami i formalnosciami, o ktore malzenstwo
                                      klopotac sie nie musi, noi - to dotyczy imo jedynie mniej istotnych
                                      rzeczy typu prawdo do odwiedzin w szpitalu czy pelnomocnictwo w
                                      decydowaniu o kontynuowaniu leczenia i takich tam. Noi nawet jesli
                                      para o _wszystkim_ pomysli wprzody i upelnomocni sie na wszelkie
                                      mozliwe okolicznosci, nie jest powiedziane ze np po smierci jednego
                                      z nich chciwa rodzina nie podwazy testamentu, bo ustawowo (nie
                                      wiem, nie jestem prawnikiem) zdaje sie ma do tego prawo.
                                      • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 01:02
                                        bene_gesserit napisała:

                                        > Nie jestem prawniczka i nigdy sie specjalnie tematem nie
                                        > zajmowalam, o tyle, o ile mnie nie dotyczyl, bo ja tez zyje w
                                        > konkubinacie :) Moge sie wiec mylic, ale.
                                        >
                                        > Podstawowe korzysci spoleczne, jakie z automatu ma
                                        > wspolmalzonek/ka, a nie ma wspolpartner/ka, to wg mojej bardzo
                                        > ogolnej wiedzy:
                                        >
                                        > *prawo do wspolnej adopcji
                                        > *prawo do opieki/adopcji biologicznego dziecka partnera/ki po jego
                                        > smierci
                                        > *obowiazek alimentacyjny (na dziecko i/lub eksa)
                                        > *prawo do wspolnego rozliczania sie podatkowego
                                        > *prawo do otrzymywania swiadczen po smierci partnera/ki typu
                                        > renta/emerytura
                                        > *prawo do dziedziczenia co najmniej polowy majatku w przypadku
                                        > smierci partnera/ki i braku testamentu
                                        > *mozliwosc doswiadczenia istotnego rytualu przejscia, jakim jest
                                        > malzenstwo oraz spolecznych i emocjonalnych jego konsekwencji
                                        >
                                        > Oczywiscie - niektore (bardzo niektore) z rzeczy niedostepnych
                                        > konkubinatom homo czy hetero mozna uregulowac umowami cywilnymi.
                                        > Ale to zwiazne jest z oplatami i formalnosciami, o ktore
                                        malzenstwo
                                        > klopotac sie nie musi, noi - to dotyczy imo jedynie mniej
                                        istotnych
                                        > rzeczy typu prawdo do odwiedzin w szpitalu czy pelnomocnictwo w
                                        > decydowaniu o kontynuowaniu leczenia i takich tam. Noi nawet jesli
                                        > para o _wszystkim_ pomysli wprzody i upelnomocni sie na wszelkie
                                        > mozliwe okolicznosci, nie jest powiedziane ze np po smierci
                                        jednego
                                        > z nich chciwa rodzina nie podwazy testamentu, bo ustawowo (nie
                                        > wiem, nie jestem prawnikiem) zdaje sie ma do tego prawo.
                                        >
                                        Rodzina może mieć nawet prawo do zachowku, ale załóżmy, że partner
                                        miał tolerancyjnych rodziców, którzy nie będą walczyć o mieszkanie,
                                        w którym mieszkał ze swoją wieloletnią partnerką, ale partnerka
                                        zapłaci podatek, którego nie musiałaby uiścić jako żona, jeśli w
                                        określonym terminem zgłosiłaby do urzędu podatkowego, że nabyła
                                        spadek. No i szpital. Mam papier zezwalający na informowanie mnie o
                                        stanie zdrowia partnera, ale partner miał wypadek. Wątpię, żebym
                                        pamiętała o zabraniu ze sobą odpowiedniego aktu notarialnego, bo nie
                                        to mi w głowie. Poza tym pełnomocnictwa kosztują i to niemało.
                                        • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 01:20

                                          Z tego, co pamietam z uczelni z prawa rodzinnego (ale wyklady byly
                                          jakies 15 lat temu i moglo sie pozmieniac, wiec nie wiem), nie
                                          objety testamentem nieslubny nie ma zadnego prawa do mojego
                                          majatku. Slubny natomiast z automatu dostaje jego polowe, a polowa
                                          jest do podzialu miedzy ewentualne dzieci nasze lub moje. To
                                          reguluje jakas ustawa.
                                          Natomiast jesli testament jest, i jesli zachcialo mi sie uczynic
                                          mojego nieslubnego glownym spadkobierca, moze on dostac moj
                                          majatek, ale niekoniecznie musi. Bo reszta rodziny na podstawie tej
                                          ustawy mozna testamet zaskarzyc i wygrac.

                                          Oczywiscie - jest wielu ludzi, ktorzy maja normalna rodzine i nie
                                          musza sie o takie rzeczy martwic, ale wg mojej wiedzy moze sie
                                          zdarzyc, ze po 40 latach wspolnego mieszkania i smierci jego
                                          wlasciciela, jego partner zostanie wyrzucony - w swietle prawa - na
                                          bruk.
                                          • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 01:25
                                            bene_gesserit napisała:

                                            >
                                            > Z tego, co pamietam z uczelni z prawa rodzinnego (ale wyklady byly
                                            > jakies 15 lat temu i moglo sie pozmieniac, wiec nie wiem), nie
                                            > objety testamentem nieslubny nie ma zadnego prawa do mojego
                                            > majatku. Slubny natomiast z automatu dostaje jego polowe, a polowa
                                            > jest do podzialu miedzy ewentualne dzieci nasze lub moje. To
                                            > reguluje jakas ustawa.
                                            > Natomiast jesli testament jest, i jesli zachcialo mi sie uczynic
                                            > mojego nieslubnego glownym spadkobierca, moze on dostac moj
                                            > majatek, ale niekoniecznie musi. Bo reszta rodziny na podstawie
                                            tej
                                            > ustawy mozna testamet zaskarzyc i wygrac.
                                            >
                                            > Oczywiscie - jest wielu ludzi, ktorzy maja normalna rodzine i nie
                                            > musza sie o takie rzeczy martwic, ale wg mojej wiedzy moze sie
                                            > zdarzyc, ze po 40 latach wspolnego mieszkania i smierci jego
                                            > wlasciciela, jego partner zostanie wyrzucony - w swietle prawa -
                                            na
                                            > bruk.
                                            >
                                            Gdybyś miała partnera, a on dziecko, a on mimo wszystko uczynił Cię
                                            jedyną spadkobierczynią, to dziecko ma prawo do zachowku, a w ogóle
                                            każdy testament można spróbować podważyć. Nawet jak dostaniesz to
                                            mieszkanie, to jesteś w gorszej sytuacji, bo płacisz spory podatek,
                                            nieważne, że łożyłaś na remonty, że w nim mieszkałaś, dlatego
                                            związki formalne mają łatwiej i odmawianie gejom prawa do zawarcia
                                            takowego, oznaczają zgodę na sytuację, że dwóch partnerów mieszka
                                            razem, łoży na dom, jeden umiera, a drugi ląduje na bruku.
                                            • stephen_s Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 01:42
                                              Tutaj mała dygresja: Bene, jasne, że żyjąc w konkubinacie, nie masz tych samych
                                              przywilejów, co żona - ale co w takim razie przeszkadza Ci po prostu wyjść za mąż?
                                              • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 01:46

                                                Stefa, na boga, wez sie laskawie odczep i nie baw w psychologa :)

                                                Wazne jest, ze my mamy wybor, a nasi przyjaciele, ktorzy sa ze soba
                                                dluzej niz my - nie.
                                                • stephen_s Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 01:53
                                                  Nie bawię się w psychologa. Po prostu uważam, że skoro zdecydowałaś się na życie
                                                  w konkubinacie, to chyba powinnaś rozumieć, jakie są tego konsekwencje?

                                                  Jeżeli żyjesz z kimś w konkubinacie, czyli nie tworzycie sformalizowanej
                                                  rodziny, to oczywiste, że nie dziedziczycie po sobie itd. Jesteście tak blisko,
                                                  że jesteście gotowi po sobie dziedziczyć itd.? To świetnie, w takim razie
                                                  jesteście gotowi do małżeństwa. Dlaczego go nie zawrzeć?
                                                  • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 02:01

                                                    Alez doskonale wiem, jakie sa tego konsekwencje. Jak napisalam -
                                                    byla to decyzja. Konsekwencje wymienilam powyzej na twoja prosbe,
                                                    miales sie do nich ustosunkowac. Na razie wychodzi na to, ze wolisz
                                                    probowac pouczac mnie i zajmowac sie mna a nie tematem watku.

                                                    I _naprawde_ nie jestes dla mnie partnerem do rozmowy o moim zyciu
                                                    osobistym, a twoja chec dyskusji tego publicznie wydaje mi sie
                                                    cokolwiek niesmaczną.
                                                  • stephen_s Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 02:15
                                                    Nie miałem zamiaru Cię pouczać, jeśli tak wyszło, to przykro mi.
                                                  • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 02:19
                                                    Napisales:

                                                    > To znaczy jakie fakty?
                                                    >
                                                    > Ja bym po prostu chciał zobaczyć porządną argumentację
                                                    wykazującą, że wszystko
                                                    > to, o czym piszesz, nie jest możliwe w ramach istniejącego prawa.

                                                    A potem:

                                                    > OK, ale w takim razie po kolei: czego związki homoseksualne
                                                    potrzebują, a czego
                                                    > w prawie brakuje? Rozważmy to na spokojnie.

                                                    A ja ci odpowiedzialam:

                                                    > Podstawowe korzysci spoleczne, jakie z automatu ma
                                                    > wspolmalzonek/ka, a nie ma wspolpartner/ka, to wg mojej bardzo
                                                    > ogolnej wiedzy:
                                                    >
                                                    > *prawo do wspolnej adopcji
                                                    > *prawo do opieki/adopcji biologicznego dziecka partnera/ki po
                                                    jego
                                                    > smierci
                                                    > *obowiazek alimentacyjny (na dziecko i/lub eksa)
                                                    > *prawo do wspolnego rozliczania sie podatkowego
                                                    > *prawo do otrzymywania swiadczen po smierci partnera/ki typu
                                                    > renta/emerytura
                                                    > *prawo do dziedziczenia co najmniej polowy majatku w przypadku
                                                    > smierci partnera/ki i braku testamentu
                                                    > *mozliwosc doswiadczenia istotnego rytualu przejscia, jakim jest
                                                    > malzenstwo oraz spolecznych i emocjonalnych jego konsekwencji

                                                    I nici z twojego ustosunkowania sie, pomijajac psycho-osobiste
                                                    wtrety ot.
                                                    A juz-juz wykazywales zapal w kierunku dyskusji scisle
                                                    merytorycznej. Argumenty leza i kwicza i nikt sie nimi nie zajmie.
                                                  • stephen_s Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 02:23
                                                    Jejuuuu, widziałem Twojego posta, po prostu na niego jeszcze nie
                                                    odpowiedziałem... Spokojnie.

                                                    BTW. Nie bądź hipokrytką, bo Ty nie raz mnie publicznie psychoanalizowałaś i nic
                                                    sobie nie robiłaś z moich próśb, byś sobie dała spokój.
                                                  • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 02:29

                                                    Analizowania twojej postawy nie sposob bylo uniknac, bo w miejsce
                                                    argumentow wkladales 'ja tak czuje', 'uwazam po prostu' i zero
                                                    argumentow 'spoza ciebie', odnoszacych sie do rzeczywistosci poza-
                                                    stefanowej, wiec sam stawales sie argumentem i przedmiotem rozmowy.
                                                    Z wlasnej inicjatywy. Albo rybka albo pipka.
                                      • stephen_s Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 11:49
                                        Zgodnie z obietnicą, odnoszę się do praw, jakie związki homoseksualne mogłyby
                                        mieć z racji ślubu:

                                        > *prawo do wspolnej adopcji

                                        Jak pisałem gdzie indziej, mam bardzo poważne wątpliwości, czy pary
                                        homoseksualne powinny mieć prawo do adopcji.

                                        > *prawo do opieki/adopcji biologicznego dziecka partnera/ki po jego
                                        > smierci

                                        To mogłoby mieć sens, przynajmniej w pewnych wypadkach.

                                        > *obowiazek alimentacyjny (na dziecko i/lub eksa)

                                        Zaraz, to można płacić alimenty na samego eksa? Nie wiedziałem.

                                        > *prawo do wspolnego rozliczania sie podatkowego

                                        To ma sens.

                                        > *prawo do otrzymywania swiadczen po smierci partnera/ki typu
                                        > renta/emerytura

                                        Moment. Aby na pewno tak jest? Mi się wydaje, że prawo właśnie na takie coś nie
                                        zezwala...

                                        > *prawo do dziedziczenia co najmniej polowy majatku w przypadku
                                        > smierci partnera/ki i braku testamentu

                                        OK, to ma sens.

                                        > *mozliwosc doswiadczenia istotnego rytualu przejscia, jakim jest
                                        > malzenstwo oraz spolecznych i emocjonalnych jego konsekwencji

                                        To już jest argument "ezoteryczny". Równie dobrze ja mogę napisać, że związek
                                        męsko-damski jest podstawą kultury i dlatego nie mozna sankcjonować związków
                                        homoseksualnych...
                                        • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 13:29
                                          stephen_s napisał:

                                          > Zgodnie z obietnicą, odnoszę się do praw, jakie związki
                                          homoseksualne mogłyby
                                          > mieć z racji ślubu:
                                          >
                                          > > *prawo do wspolnej adopcji
                                          >
                                          > Jak pisałem gdzie indziej, mam bardzo poważne wątpliwości, czy
                                          pary
                                          > homoseksualne powinny mieć prawo do adopcji.

                                          Twoje watpliwosci nie zmieniaja faktu, ze pary homo tego zrobic nie
                                          moga. A wiele i tak wychowuje dzieci - swoje wlasne, biologiczne.

                                          > > *prawo do opieki/adopcji biologicznego dziecka partnera/ki po
                                          jego
                                          > > smierci
                                          >
                                          > To mogłoby mieć sens, przynajmniej w pewnych wypadkach.

                                          A pary homoseksualne tego zrobic w Polsce nie moga.

                                          > > *obowiazek alimentacyjny (na dziecko i/lub eksa)
                                          >
                                          > Zaraz, to można płacić alimenty na samego eksa? Nie wiedziałem.

                                          Nie wiem. Za granica to jest praktykowane, u nas pewnie bardzo
                                          rzadko. Pary homseksualnej to nie dotyczy. Nie maja tego prawa.

                                          > > *prawo do wspolnego rozliczania sie podatkowego
                                          >
                                          > To ma sens.

                                          Pary homoseksualne ten sens nie obejmuje.

                                          > > *prawo do otrzymywania swiadczen po smierci partnera/ki typu
                                          > > renta/emerytura
                                          >
                                          > Moment. Aby na pewno tak jest? Mi się wydaje, że prawo właśnie na
                                          takie coś nie
                                          > zezwala...

                                          Moja pracujaca tylko w domu babcia po smierci dziadka zyje od
                                          kilkudziesieciu lat z emerytury po nim. Pary homoseksualne nie maja
                                          tego prawa.

                                          > > *prawo do dziedziczenia co najmniej polowy majatku w przypadku
                                          > > smierci partnera/ki i braku testamentu
                                          >
                                          > OK, to ma sens.

                                          Bez watpienia, ale par homoseksualnych to nie dotyczy.

                                          > > *mozliwosc doswiadczenia istotnego rytualu przejscia, jakim jest
                                          > > malzenstwo oraz spolecznych i emocjonalnych jego konsekwencji
                                          >
                                          > To już jest argument "ezoteryczny". Równie dobrze ja mogę
                                          napisać, że związek
                                          > męsko-damski jest podstawą kultury i dlatego nie mozna
                                          sankcjonować związków
                                          > homoseksualnych...

                                          Ty skonczyles psychologie, tak? I piszesz, ze spoleczne i
                                          emocjonalne funkcjonowanie czlowieka to 'ezoteryka'????????
                                          Na jakiej podstawie twierdzisz, ze zwiazek k-m jest podstawa
                                          kultury?

                                          Noi na jakiej podstawie twierdzisz ze prawa, ktore daje malzenstwo
                                          to przywileje? Zwlaszcza po tym, co tu napisales.
                                          • stephen_s Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 14:46
                                            Co do argumentów prawnych zbiorczo: OK, rozumiem, że są argumenty za tym, by
                                            jakoś takie sprawy uregulować. Czy jednak musi to się odbywać poprzez
                                            małżeństwo? Nie da się po prostu tak zmodyfikować prawa, by w sytuacjach, które
                                            wymieniłaś, homoseksualistom można było iść na rękę?

                                            > Ty skonczyles psychologie, tak? I piszesz, ze spoleczne i
                                            > emocjonalne funkcjonowanie czlowieka to 'ezoteryka'????????

                                            Napisałem to w tym sensie, że pod koniec zmieszałaś argumenty czysto prawne z
                                            argumentem kulturowym, tj. rytuałem przejścia. Argumentując w ten sposób, równie
                                            dobrze można powiedzieć, że małżeństw homoseksualnych być nie może, bo podważają
                                            heteroseksualną rodzinę będącą podstawą społeczeństwa itd. To jest ta sama
                                            kategoria argumentów. Nie mówię, że zła - ale nie mieszajmy ich z prawem.

                                            BTW. Państwo nie ma obowiązku gwarantować komukolwiek doświadczania rytuałów
                                            przejścia.

                                            > Noi na jakiej podstawie twierdzisz ze prawa, ktore daje malzenstwo
                                            > to przywileje? Zwlaszcza po tym, co tu napisales.

                                            Zaraz, a nie są to przywileje? Ja mogę np. poznać dziewczynę, mieszkać z nią
                                            itd. I nie czułbym się nijak poszkodowany tym, że rozliczamy się oddzielnie, nie
                                            możemy po sobie z automatu dziedziczyć itd. To jest zupełnie normalne.
                                            Oczywiście, możemy zdecydować się, że chcemy mieć takie możliwości - ale wtedy
                                            jest dla mnie oczywiste, że zakładamy rodzinę, czyli bierzemy ślub. Bo te
                                            możliwości to są przywileje, za którymi idą też pewne zobowiązania.
                                            • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 16:20
                                              stephen_s napisał:

                                              > Co do argumentów prawnych zbiorczo: OK, rozumiem, że są argumenty
                                              za tym, by
                                              > jakoś takie sprawy uregulować.

                                              Byl taki wniosek w sejmie, w 2004.
                                              Rzad jednak odmowil zajmowania sie ta sprawa. Pary homoseksualne
                                              nie maja w Polsce zadnych praw.

                                              Czy jednak musi to się odbywać poprzez
                                              > małżeństwo? Nie da się po prostu tak zmodyfikować prawa, by w
                                              sytuacjach, które
                                              > wymieniłaś, homoseksualistom można było iść na rękę?

                                              Ustanowiony umowa prawna zwiazek partnerski daje duzo roznych
                                              udogodnien, ale nie jest rytualem przejscia. Co nie zmienia faktu,
                                              ze w Polsce pary homo nie maja prawa do zawarcia takiej umowy.

                                              > > Ty skonczyles psychologie, tak? I piszesz, ze spoleczne i
                                              > > emocjonalne funkcjonowanie czlowieka to 'ezoteryka'????????
                                              >
                                              > Napisałem to w tym sensie, że pod koniec zmieszałaś argumenty
                                              czysto prawne z
                                              > argumentem kulturowym, tj. rytuałem przejścia.

                                              Nie zmieszalam.
                                              Wymienilam argumenty prawne, a na koniec najwazniejszy -
                                              obyczajowy. Imo wiele par ma w nosie przywileje podatkowe, ma
                                              normalne rodziny wiec nie bedzie miala problemow z dziedziczeniem,
                                              zarabia dobrze, wiec nie musi domagac sie renty po zmarlym, a
                                              adoptowac dzieci maja pewnie ochote tak rzadko, jak pary hetero.
                                              Ale chca byc _malzenstwem_, chca przekroczyc prog, ktory w zyciu
                                              wielu ludzi jest tak istotny, jak narodziny i smierc i ktory czesto
                                              okreslaja jako 'najszczesliwszy w zyciu'. Homoseksualisci tylko
                                              dlatego, ze sa homoseksualni nie maja do tego prawa.

                                              Argumentując w ten sposób, równi
                                              > e
                                              > dobrze można powiedzieć, że małżeństw homoseksualnych być nie
                                              może, bo podważaj
                                              > ą
                                              > heteroseksualną rodzinę będącą podstawą społeczeństwa itd.
                                              To jest ta sama
                                              > kategoria argumentów. Nie mówię, że zła - ale nie mieszajmy ich z
                                              prawem.

                                              Nie, nie mozna.
                                              W jaki sposob istnienie zwiazkow homo podwaza rodzine hetero?
                                              (Tylko blagam - nie pisz o intuicji, nie probuj pisac o mnie i w
                                              ogole ogranicz repertuar do twardych, sprawdzalnych faktow albo
                                              logicznej argumentacji, dziekuje z gory).

                                              >
                                              > BTW. Państwo nie ma obowiązku gwarantować komukolwiek
                                              doświadczania rytuałów
                                              > przejścia.

                                              Pytanie, czy panstwo ma prawo komukolwiek tego zabraniac.
                                              Czyli jak: mowa nienawisci i publiczne hajlowanie ok, slub ludzi,
                                              ktorzy od lat sie kochaja i szanuja - nie ok?


                                              > > Noi na jakiej podstawie twierdzisz ze prawa, ktore daje
                                              malzenstwo
                                              > > to przywileje? Zwlaszcza po tym, co tu napisales.
                                              >
                                              > Zaraz, a nie są to przywileje? Ja mogę np. poznać dziewczynę,
                                              mieszkać z nią
                                              > itd. I nie czułbym się nijak poszkodowany tym, że rozliczamy się
                                              oddzielnie, ni
                                              > e
                                              > możemy po sobie z automatu dziedziczyć itd. To jest zupełnie
                                              normalne.
                                              > Oczywiście, możemy zdecydować się, że chcemy mieć takie
                                              możliwości - ale wtedy
                                              > jest dla mnie oczywiste, że zakładamy rodzinę, czyli bierzemy
                                              ślub. Bo te
                                              > możliwości to są przywileje, za którymi idą też pewne
                                              zobowiązania.

                                              Jakie zobowiazania?
                                              Czy pary homo nie sa w stanie ich wypelnic?
                                            • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 23:51
                                              stephen_s napisał:

                                              > Co do argumentów prawnych zbiorczo: OK, rozumiem, że są argumenty
                                              za tym, by
                                              > jakoś takie sprawy uregulować. Czy jednak musi to się odbywać
                                              poprzez
                                              > małżeństwo? Nie da się po prostu tak zmodyfikować prawa, by w
                                              sytuacjach, które
                                              > wymieniłaś, homoseksualistom można było iść na rękę?
                                              >
                                              > > Ty skonczyles psychologie, tak? I piszesz, ze spoleczne i
                                              > > emocjonalne funkcjonowanie czlowieka to 'ezoteryka'????????
                                              >
                                              > Napisałem to w tym sensie, że pod koniec zmieszałaś argumenty
                                              czysto prawne z
                                              > argumentem kulturowym, tj. rytuałem przejścia. Argumentując w ten
                                              sposób, równi
                                              > e
                                              > dobrze można powiedzieć, że małżeństw homoseksualnych być nie
                                              może, bo podważaj
                                              > ą
                                              > heteroseksualną rodzinę będącą podstawą społeczeństwa itd. To jest
                                              ta sama
                                              > kategoria argumentów. Nie mówię, że zła - ale nie mieszajmy ich z
                                              prawem.
                                              >
                                              > BTW. Państwo nie ma obowiązku gwarantować komukolwiek
                                              doświadczania rytuałów
                                              > przejścia.
                                              >
                                              > > Noi na jakiej podstawie twierdzisz ze prawa, ktore daje
                                              malzenstwo
                                              > > to przywileje? Zwlaszcza po tym, co tu napisales.
                                              >
                                              > Zaraz, a nie są to przywileje? Ja mogę np. poznać dziewczynę,
                                              mieszkać z nią
                                              > itd. I nie czułbym się nijak poszkodowany tym, że rozliczamy się
                                              oddzielnie, ni
                                              > e
                                              > możemy po sobie z automatu dziedziczyć itd. To jest zupełnie
                                              normalne.
                                              > Oczywiście, możemy zdecydować się, że chcemy mieć takie
                                              możliwości - ale wtedy
                                              > jest dla mnie oczywiste, że zakładamy rodzinę, czyli bierzemy
                                              ślub. Bo te
                                              > możliwości to są przywileje, za którymi idą też pewne zobowiązania.
                                              >

                                              Ale czy sam ślub gwarantuje bycie rodziną? Jeśli tak uważasz, ja
                                              także uważam swojego męża za rodzinę, to geje też mają prawo ją
                                              zakładać. Nie piszesz nic o obowiązku posiadania dziecka, jesteście
                                              rodziną bez niego, więc oni również.
                                        • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 23:46
                                          Jeśli eksowi znacznie pogorszy się stan materialny po rozwodzie, to
                                          ma prawo do alimentów. Tak stanowi polskie prawo.
                                        • okrent9 Re: To ja odpowiem... 14.08.08, 00:56
                                          stephen_s napisał:

                                          "*mozliwosc doswiadczenia istotnego rytualu przejscia, jakim jest
                                          malzenstwo oraz spolecznych i emocjonalnych jego konsekwencji

                                          To już jest argument "ezoteryczny". Równie dobrze ja mogę napisać,
                                          że związek męsko-damski jest podstawą kultury i dlatego nie mozna
                                          sankcjonować związków homoseksualnych..."

                                          Jeśli dla Ciebie argument wytoczony przez bene_gesserit
                                          jest "ezoteryczny", to ciekawi mnie, w jakich kategoriach
                                          rozpatrujesz fakt, że w USA Afroamerykanie mogą teraz w środkach
                                          komunikacji miejskiej siedzieć gdzie im się żywnie podoba, zamiast
                                          tylko w oddzielonym sektorze?
                                    • okrent9 Re: To ja odpowiem... 14.08.08, 00:48
                                      stephen_s napisał:

                                      "OK, ale w takim razie po kolei: czego związki homoseksualne
                                      potrzebują, a czego w prawie brakuje? Rozważmy to na spokojnie."

                                      Miałam wiele lat, by rozważyć to na spokojnie. Brakuje
                                      potwierdzenia, zatwierdzenia związku. Samego faktu. Który
                                      szerokiej "publice", niekoniecznie w swojej masie wyedukowanej i
                                      uświadomionej, unaoczni, że poważny, wyłączny związek dwóch kobiet
                                      albo dwóch mężczyzn zasługuje na dokładnie taki sam szacunek i
                                      ochronę prawną, jak podobny związek między dwiema osobami przeciwnej
                                      płci. Legalizacja małżeństw jednopłciowych również homoseksualnym
                                      osobom stanu wolnego umożliwia NORMALNE życie, życie wolne od
                                      skazanych na oczywiste niepowodzenie prób wiązania się z osobami
                                      przeciwnej płci. Jak byś się czuł, gdyby ktoś ci powiedział, że nie
                                      masz prawa ożenić się z wybraną przez siebie kobietą, którą z
                                      wzajemnością kochasz? że nie "zasługujesz" na to, by wasz związek
                                      chroniło prawo?
                                      • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 14.08.08, 23:21
                                        okrent9 napisała:

                                        > stephen_s napisał:
                                        >
                                        > "OK, ale w takim razie po kolei: czego związki homoseksualne
                                        > potrzebują, a czego w prawie brakuje? Rozważmy to na spokojnie."
                                        >
                                        > Miałam wiele lat, by rozważyć to na spokojnie. Brakuje
                                        > potwierdzenia, zatwierdzenia związku. Samego faktu. Który
                                        > szerokiej "publice", niekoniecznie w swojej masie wyedukowanej i
                                        > uświadomionej, unaoczni, że poważny, wyłączny związek dwóch kobiet
                                        > albo dwóch mężczyzn zasługuje na dokładnie taki sam szacunek i
                                        > ochronę prawną, jak podobny związek między dwiema osobami
                                        przeciwnej
                                        > płci. Legalizacja małżeństw jednopłciowych również homoseksualnym
                                        > osobom stanu wolnego umożliwia NORMALNE życie, życie wolne od
                                        > skazanych na oczywiste niepowodzenie prób wiązania się z osobami
                                        > przeciwnej płci. Jak byś się czuł, gdyby ktoś ci powiedział, że
                                        nie
                                        > masz prawa ożenić się z wybraną przez siebie kobietą, którą z
                                        > wzajemnością kochasz? że nie "zasługujesz" na to, by wasz związek
                                        > chroniło prawo?
                                        I na dodatek na co dzień musisz odpowiadać na pytanie:"Kiedy
                                        znajdziesz sobie jakiegoś faceta i weźmiesz ślub?". W Polsce związek
                                        pomiędzy dwiema kobieta czy para mężczyzn wciąż jest traktowana
                                        niepoważnie, bo prawo wskazuje, że tylko jeden typ związku zasługuje
                                        na szacunek i jest wart realizacji. Jest to związek heteroseksualny.
                          • strangeday Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 00:22
                            jak najbardziej tradycyjnym - w znaczeniu: "historycznym"
                            chodzi mi o źrodło prawnego uprzywilejowania małżeństwa

                            zdrowie to chyba słaby argument; chyba więcej korzyści by już
                            przyniosło np. opodatkowanie tłustgo żarcia czy papierosów (pomijam
                            sens tego...)

                            co do szpitala itp. spraw to w sumie czemu nie, niech będzie jakaś
                            forma rejestracji takich związków. natomiast zrównywanie prawami (i
                            nawet użycie słwoa "małżeństwo") to już naduzycie i pomieszanie
                            pojęć.
                        • stephen_s Re: To ja odpowiem... 09.08.08, 22:13
                          > w ujęciu "tradycyjnym" celem ślubu jest założenie rodziny i posiadanie dzieci.
                          > a to, jako rzecz 'korzystna społecznie', spotykało się ze wsparciem państwa - d
                          > latego ma swoje odbicie w prawie.

                          Dokładnie.
                        • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 00:51
                          strangeday napisał:

                          > ależ to bardzo proste:
                          >
                          > w ujęciu "tradycyjnym" celem ślubu jest założenie rodziny i
                          posiadanie dzieci.
                          > a to, jako rzecz 'korzystna społecznie', spotykało się ze
                          wsparciem państwa - d
                          > latego ma swoje odbicie w prawie.
                          >
                          > pytanie czy i jakie 'przywileje' jest sens przyznać parom, które
                          takiego celu n
                          > ie mają z definicji...
                          >
                          Ale dlaczego zakładasz, że homoseksualiści dzieci mieć nie będą i
                          dlaczego z automatu heterycy mają ich chcieć? Jeśli przyjąć Twoją
                          logikę, to ja również nie powinnam mieć prawa do ślubu, bo z męzem
                          dzieci nie planujemy.
                          • stephen_s Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 01:44
                            > Ale dlaczego zakładasz, że homoseksualiści dzieci mieć nie będą i
                            > dlaczego z automatu heterycy mają ich chcieć?

                            Z bezdzietnymi heterykami to dobre pytanie, ale z kim dzieci będą mieć
                            homoseksualiści?
                            • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 23:22
                              stephen_s napisał:

                              > > Ale dlaczego zakładasz, że homoseksualiści dzieci mieć nie będą i
                              > > dlaczego z automatu heterycy mają ich chcieć?
                              >
                              > Z bezdzietnymi heterykami to dobre pytanie, ale z kim dzieci będą
                              mieć
                              > homoseksualiści?
                              >
                              Lesbijka może zajść w ciążę, korzystając z banku spermy. Geje też
                              mogą mieć biologiczne i adoptowane potomstwo. A nie wszyscy heterycy
                              mają dzieci i chcą je mieć.
                              • stephen_s Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 00:07
                                > Lesbijka może zajść w ciążę, korzystając z banku spermy.

                                I to też nie jest wg mnie całkiem normalne...
                                • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 00:16


                                  NOi co, ze to nie jest wg ciebie calkiem normalne?
                                • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 00:59
                                  stephen_s napisał:

                                  > > Lesbijka może zajść w ciążę, korzystając z banku spermy.
                                  >
                                  > I to też nie jest wg mnie całkiem normalne...
                                  >
                                  Wg Ciebie nie jest, ale z biologicznego punktu widzenia, dziecko ma
                                  szanse urodzić się zdrowe, a z emocjonalnego mieć kochającą rodzinę.
                                  I czy pary niemogące mieć dzieci, bo partner bezpłodny, które
                                  skorzystają z banku spermy, też uznasz za "nie całkiem normalne"?
                          • strangeday Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 00:48
                            hej!

                            to źle wyciągnięty wniosek: nic takiego nie napisałem.
                            pisałem o tym skąd w prawie wzięło się uprzywilejowanie małżeństwa.

                            po pierwsze, kiedyś takie stwierdzenie jak "my dzieci nie planujemy"
                            zwyczajnie nie istniało!
                            raz - nie było choćby antykoncepcji. dwa - niepłodność była nawet
                            przesłanką do nieważności małżeństwa.

                            czyli w tym "ujęciu tradycyjnym" - jeśli ktoś się żenił/wychodził sa
                            mąż, to po to (poza innymi sprawami), żeby mieć dzieci.


                            ja bym powiedział tak - jak to często się zdarza, prawo nie nadąża
                            za życiem...


                      • stephen_s Re: To ja odpowiem... 09.08.08, 22:12
                        > Państwo według ciebie potrzebuje stabilnych wielodzietnych związków -
                        > co ma udzielanie ślubów z tym wspólnego?

                        Ślub stabilizuje związek. Choćby przez to, że nie jest tak prosto się rozwieść...

                        Nota bene, czy nie jest to argument, który podnosi się w obronie małżeństw
                        homoseksualnych? Że zawarcie ślubu zapewni tym związkom większą trwałość?

                        > Wygląda to na łatanie upzredzenia byle czymś co nawet z daleka nie
                        > pzrypomina argumentu.

                        Ja Cię jednak bardzo proszę - rozmawiajmy poważnie, a nie inwektywami.
                        • kocia_noga Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 06:58
                          stephen_s napisał:

                          > > Państwo według ciebie potrzebuje stabilnych wielodzietnych
                          związków -
                          > > co ma udzielanie ślubów z tym wspólnego?
                          >
                          > Ślub stabilizuje związek.

                          No jakoś nie. Około połowa związków kończy sie rozwodem pomimo slubu.
                          A nieustosunkowałeś się do korzyści płynących z poslubiania
                          partnerów w związku homoseksualnym; pytałeś, co takiego tracą w
                          aktualnej sytuacji, nie mogąc wziąc slubu, a na udzieloną odpowiedź
                          zamilkłeś.
                          Możesz napisać wyraźnie - pzryznać,że traca dużo, albo argumentować
                          dalej.Zignorowanie stwarza ci mozliwość wyskakiwania z takim
                          zapytaniem przy najblizszej dyskusji na ten temat.
                          • stephen_s Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 11:28
                            > No jakoś nie. Około połowa związków kończy sie rozwodem pomimo slubu.

                            Gdyby nie śluby, pewnie rozpadałoby się więcej...

                            > A nieustosunkowałeś się do korzyści płynących z poslubiania
                            > partnerów w związku homoseksualnym

                            Rany, przecież powiedziałem, że zostawiam to na rano, nie?
                            • stephen_s Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 11:50
                              Chciałaś, to masz:

                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=83006515&a=83218897
                            • kocia_noga Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 14:38
                              stephen_s napisał:

                              > > No jakoś nie. Około połowa związków kończy sie rozwodem pomimo
                              slubu.
                              >
                              > Gdyby nie śluby, pewnie rozpadałoby się więcej...


                              gdyby nie sluby, nie byłoby w ogóle małżeństw.
                              A małżeństwa były trwałe jeszcze kilkadziesiąt lat temu dlatego,że
                              nie było rozwodów.
                              Więc może, jak radzi kościół, państwo powinno zakazać rozwodów?
                              • stephen_s Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 14:49
                                > gdyby nie sluby, nie byłoby w ogóle małżeństw.
                                > A małżeństwa były trwałe jeszcze kilkadziesiąt lat temu dlatego,że
                                > nie było rozwodów.
                                > Więc może, jak radzi kościół, państwo powinno zakazać rozwodów?

                                Tak daleko bym się nie posuwał :)

                                Natomiast chyba nie zaprzeczysz, że małżeństwo sprzyja większej trwałości
                                związku? Dla mnie jest to oczywiste - małżeństwo to forma umowy, która jest
                                pewnego rodzaju hamulcem dla par, które mają kryzys i rozważają rozstanie się.
                                Oczywiście, państwo nie powinno uniemożliwiać rozstania się - ale instytucja
                                małżeństwa sprawia, że ludzie nie rozchodzą się przy pierwszej lepszej kłótni. I
                                to jest dobre.
                                • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 23:52
                                  stephen_s napisał:

                                  > > gdyby nie sluby, nie byłoby w ogóle małżeństw.
                                  > > A małżeństwa były trwałe jeszcze kilkadziesiąt lat temu
                                  dlatego,że
                                  > > nie było rozwodów.
                                  > > Więc może, jak radzi kościół, państwo powinno zakazać rozwodów?
                                  >
                                  > Tak daleko bym się nie posuwał :)
                                  >
                                  > Natomiast chyba nie zaprzeczysz, że małżeństwo sprzyja większej
                                  trwałości
                                  > związku? Dla mnie jest to oczywiste - małżeństwo to forma umowy,
                                  która jest
                                  > pewnego rodzaju hamulcem dla par, które mają kryzys i rozważają
                                  rozstanie się.
                                  > Oczywiście, państwo nie powinno uniemożliwiać rozstania się - ale
                                  instytucja
                                  > małżeństwa sprawia, że ludzie nie rozchodzą się przy pierwszej
                                  lepszej kłótni.
                                  > I
                                  > to jest dobre.
                                  >
                                  I dlaczego tego odmawiasz gejom? Może im też małżeństwo pomogłoby w
                                  znalezieniu kompromisu?
                                • okrent9 Re: To ja odpowiem... 14.08.08, 01:04
                                  stephen_s napisał:

                                  "małżeństwo to forma umowy, która jest pewnego rodzaju hamulcem dla
                                  par, które mają kryzys i rozważają rozstanie się. Oczywiście,
                                  państwo nie powinno uniemożliwiać rozstania się - ale instytucja
                                  małżeństwa sprawia, że ludzie nie rozchodzą się przy pierwszej
                                  lepszej kłótni. I to jest dobre."

                                  A Ty chciałbyś, żeby pary jednopłciowe rozchodziły się po pierwszej
                                  lepszej kłótni, prawda? :P
                              • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 23:49
                                kocia_noga napisała:

                                > stephen_s napisał:
                                >
                                > > > No jakoś nie. Około połowa związków kończy sie rozwodem pomimo
                                > slubu.
                                > >
                                > > Gdyby nie śluby, pewnie rozpadałoby się więcej...
                                >
                                >
                                > gdyby nie sluby, nie byłoby w ogóle małżeństw.
                                > A małżeństwa były trwałe jeszcze kilkadziesiąt lat temu dlatego,że
                                > nie było rozwodów.
                                > Więc może, jak radzi kościół, państwo powinno zakazać rozwodów?
                                >
                                >

                                Tak jak na Malcie, ale nie sądzę, żeby mieszkańcy tego państwa byli
                                przez to szczęśliwsi.
                        • six_a Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 10:06
                          no ale jak to jest?
                          jednym ludziom pozwalamy się połączyć w związek, nawet jeśli
                          mieliby się potem rozwieść albo nie mieć dzieci, i to jest jak
                          najbardziej zgodne z prawem.
                          a innym ludziom nie pozwalamy?

                          przecież państwo nic na tym nie zyskuje
                          bo część hetero, która weźmie ślub i tak się rozwiedzie, czyli ze
                          stabilizacji nici, a ta część homo, która mogłaby się ustabilizować
                          w takim sensie, o jakim mówisz, nie będzie mogła zawrzzeć związku w
                          ogóle.

                          skoro już mamy taką rzeczywistość, a nie inną, oraz małżzeństwa
                          bezdzietne i nieplanujące, ale jednak małżeństwa, to bezsensowne
                          jest używanie argumentu, że ślub jest bezpośrednio związany z
                          chęcią posiadania potomstwa i dlatego korzystny dla państwa.
                    • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 00:50
                      stephen_s napisał:

                      > > I zakaz ślubów homoseksualnych w czymś tu pomoże / przeszkodzi?
                      >
                      > To nie chodzi o zakaz. Raczej o to, że z punktu widzenia państwa
                      danie komuś
                      > ślubu to przywilej - więc daje je się tym związkom, których realnie
                      > społeczeństwo potrzebuje.
                      >
                      > > No i to rozumiem, wygląda mi na szczere: mam uprzedzenia i
                      dlatego
                      > > zabronię czegos innym ludziom.
                      >
                      > No nie, ja Cię bardzo proszę - nie wmawiaj mi, że mam uprzedzenia
                      wobec
                      > homoseksualistów.
                      >
                      > Wyrażenie wątpliwości, czy coś mieści się w granicach normy, ma być
                      > uprzedzeniem? Nie sądzę.
                      >
                      > W ogóle mam takie wrażenie, że w obecnych czasach
                      pojęcie "normalności" stało
                      > się czymś straszliwie wstydliwym i od czego należy uciec. ALe czy
                      się da? Mam
                      > wątpliwości...
                      >
                      I przez Twoje wątpliwości najlepiej, żeby homoseksualiści nadal nie
                      mogli się dowiedzieć, co słychać u ich partnera, adoptować dzieci.
                      Piszesz o dobru społeczeństwa. Na dobrą sprawę legalizacja związków
                      homoseksualnych jest jak najbardziej pozytywna dla społeczeństwa, bo
                      to jest szczęśliwsze, a geje i lesbijki mogą adoptować dzieci,poza
                      tym mogą zdecydować się na in vitro(głownie lesbijki, ale nie
                      tylko), bo łatwiej jest wychowywać dziecko dwóm kobietom, kiedy
                      społeczeństwo traktuje je jak pełnoprawną rodzinę.
                      • stephen_s Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 02:00
                        > I przez Twoje wątpliwości najlepiej, żeby homoseksualiści nadal nie
                        > mogli się dowiedzieć, co słychać u ich partnera, adoptować dzieci.

                        Tak, mam poważne wątpliwości, czy homoseksualiści powinni móc adoptować dzieci.
                        Zbyt jeszcze mało wiemy o kształtowaniu się psychiki dziecka, by ocenić, czy
                        takie rodziny są dla dzieci dobre.

                        Ja wiem, ze to brzmi brutalnie, ale człowiek jest istotą biologiczną i pewne
                        ograniczenia ma. Np. tak banalne, że jest organizmem dziennym, nie nocnym. Tak
                        samo możliwe jest, że po prostu dla prawidłowego rozwoju człowiek potrzebuje
                        heteroseksualnej rodziny. Dopóki nie ustalimy, czy tak nie jest, mam
                        wątpliwości, czy można eksperymentować na dzieciach w imię postępu.

                        Więc jeśli argumentem za małżeństwami homoseksualnymi ma być to, że dzięki temu
                        będą mogły one mieć dzieci, to ja tym bardziej mam wątpliwości, czy te
                        małżeństwa powinny istnieć.
                        • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 02:04
                          Dzieci w parach homo wychowuja sie od lat i jakos nie slyszalam,
                          aby wyrastaly na dewiantow, ku.. i zlodziei czy mialy pelzajace
                          IQ. Jestem przekonana, ze gdyby tak bylo, prawicowe media galopkiem
                          zrobilyby z tego uzytek.
                          • heretic_969 Doprawdy? 10.08.08, 02:15
                            Nic nie wiadomo, na kogo się te dzieci wychowują. Jeśli coś wiesz, to podaj
                            linka z badaniami na kogo one wyrastają. Ale coś wątpię, byś takie posiadała, bo
                            ich zwyczajnie nie ma.
                            • bene_gesserit Re: Doprawdy? 10.08.08, 02:22

                              Jesli bys pojal to, co przeczytales, to bys zrozumial, ze nie
                              posiadam wiedzy statystycznej na ten temat, ale posiadac jej nie
                              musze, bo gdyby istnialy dowody na ku..-i-zlodziei, to odpowiednie
                              srodowiska zrobilyby z nich uzytek dawno temu.
                              • heretic_969 Re: Doprawdy? 10.08.08, 02:28
                                Czyli przyznajesz, że nie masz żadnej wiedzy statystycznej ani dowodów. I myślę,
                                że takie powinnaś posiadać, by podejmować jakąkolwiek sensowną argumentację w
                                tej sprawie.
                                Argument, że strona przeciwna nie ma dowodów jest co najmniej śmieszny. Równie
                                dobrze oni mogliby stwierdzić, że na pewno homorodziny to wylęgarnia patologii,
                                bo inaczej zwolennicy tych rodzin trąbiliby, jakie to są one cudowne.
                                • bene_gesserit Re: Doprawdy? 10.08.08, 02:33
                                  Misiunia, nie ekscytuj sie tak, przeciez napisalam dwa posty wyzej,
                                  ze nie posiadam. A logiczny wywod ma range argumentu.
                                  • heretic_969 Re: Doprawdy? 10.08.08, 02:36
                                    Słonko, ja się wcale nie ekscytuję. I ciekaw jestem, co to za logika jest w
                                    Twojej argumentacji, bo na pewno nie jest to logika akademicka.
                                    • bene_gesserit Re: Doprawdy? 10.08.08, 02:39

                                      Nie mam pojecia, jestem prosta wsiowa dziewucha, gdzie mi tam do
                                      absolwentow polibudy ;)

                                      I - link pierwszy od gory z googla. Nie mam pojecia, co tam jest,
                                      ale jesli znajdziesz jakies argumenty na temat wiekszego odsetka
                                      dewiantow wsrod dzieci wychowywanych przez pary homo, nie omieszkaj
                                      doniesc, komu trzeba:
                                      www.apa.org/pi/parent.html
                                      • heretic_969 Re: Doprawdy? 10.08.08, 02:45
                                        Gdzie jest w tym badaniu uwzględniony wiek nastoletni oraz dorosłe życie tych
                                        dzieci? Bo wiesz, krótkoterminowo można udowodnić wszystko... np. to, że
                                        gospodarka rozwijała się wspaniale dzięki rządom PiS, bo oni akurat wtedy rządzili.
                                        • bene_gesserit Re: Doprawdy? 10.08.08, 02:55
                                          Mi sie tam nie chce zagladac. Moze zamiast spoczywac na piernatach,
                                          sprobuj znalesc w sieci statystyki kontra gejowskim rodzicom. I
                                          osadzona w merytoryce interpretacje, ktora uwzglednialaby nacisk
                                          zdrowej, hetero tkanki na takie rodziny i efekty tego nacisku na
                                          rodziny gejowskie, dziekuje z gory.
                                          • heretic_969 Re: Doprawdy? 10.08.08, 03:06
                                            Mógłbym spokojnie zacytować kilka badań (pochodzących głównie ze źródeł
                                            katolickich), ale po co? Wiadomo, że nie są one wiarygodne.
                                            Mi w zupełności wystarczy to, co dostarczają mi zwolennicy homo-rodzin. Np. z
                                            Twojego źródła (zresztą, jest ono niezwykle popularne) wynika, że brakuje danych
                                            na temat dzieci homoseksualnych mężczyzn (prawie wszędzie badane były lesbijki),
                                            brakuje danych dotyczących dorosłego życia tych dzieci, wreszcie, nie wiadomo
                                            często, czy badanie dotyczyło homoseksualnych rodziców, czy też par
                                            homoseksualnych wychowujących dzieci (np. gej wychowujący dziecko sam jest
                                            homoseksualnym rodzicem ale nie tworzy homoseksualnej "rodziny").
                                            Krótko mówiąc, proponujecie eksperyment na dzieciach. I to wystarczy by być
                                            przeciw.
                                            • bene_gesserit Re: Doprawdy? 10.08.08, 13:33

                                              Czym dokladnie rozni sie rodzina samotnego ojca gejowskiego od
                                              samotnego ojca hetero?

                                              Jak ci sie wydaje, jakie niebezpieczenstwa czekaja dzieci,
                                              wychowyane w rodzinach gejowskich? Dlaczego?
                                              Eksperyment na dzieciach, jak to byles laskawy nazwac, nie
                                              jest 'proponowany', ale trwa od dlugiego czasu - przeciez i geje, i
                                              lesbijki maja dzieci biologiczne i je wychowuja.
                                              • heretic_969 Re: Doprawdy? 10.08.08, 18:33
                                                > Czym dokladnie rozni sie rodzina samotnego ojca gejowskiego od
                                                > samotnego ojca hetero?

                                                Pewnie niewiele, jeśli w ogóle. Ale samotny gej-ojciec (albo gej wychowujący
                                                dziecko z kobietą) to nie "gejowska rodzina".

                                                > Jak ci sie wydaje, jakie niebezpieczenstwa czekaja dzieci,
                                                > wychowyane w rodzinach gejowskich? Dlaczego?

                                                Nieprawidłowy rozwój, nieprawidłowe relacje z oboma płciami, wypaczenie
                                                preferencji seksualnych. No i stres związany z reakcją społeczeństwa.
                                                A poza tym perspektywa dorastania z gejami jest wystarczająco "niebezpieczna".
                                                Niby z jakiej racji te dzieci mają akceptować homoseksualizm? Dlaczego homofile
                                                chcą nie tylko zmuszać ludzi do akceptowania homoseksualizmu, ale wręcz zmuszają
                                                nieświadome dzieci do przebywania z nimi?

                                                > Eksperyment na dzieciach, jak to byles laskawy nazwac, nie
                                                > jest 'proponowany', ale trwa od dlugiego czasu - przeciez i geje, i
                                                > lesbijki maja dzieci biologiczne i je wychowuja.

                                                Mają, ale nigdy wcześniej tego typu "rodziny" nie były wspierane przez
                                                rządzących. Jest pewna różnica między milczącą akceptacją (choć jest to przejaw
                                                hipokryzji) a otwartą afirmacją.
                                                • bene_gesserit Re: Doprawdy? 10.08.08, 21:07
                                                  heretic_969 napisał:

                                                  > > Czym dokladnie rozni sie rodzina samotnego ojca gejowskiego od
                                                  > > samotnego ojca hetero?
                                                  >
                                                  > Pewnie niewiele, jeśli w ogóle. Ale samotny gej-ojciec (albo gej
                                                  wychowujący
                                                  > dziecko z kobietą) to nie "gejowska rodzina".

                                                  To jest tzw rodzina niepelna. Samotny gej staje sie heterykiem? Bo
                                                  nie lapie.

                                                  > > Jak ci sie wydaje, jakie niebezpieczenstwa czekaja dzieci,
                                                  > > wychowyane w rodzinach gejowskich? Dlaczego?
                                                  >
                                                  > Nieprawidłowy rozwój, nieprawidłowe relacje z oboma płciami,
                                                  wypaczenie
                                                  > preferencji seksualnych.

                                                  Przeciez wiele dotychczasowych pokolen gejow wzrastalo w rodzinach
                                                  heteryckich. I mimo 'prawidlowych' wzrocow i mozliwosci rozwoju sa
                                                  gejami. Skad zalozenie, ze dziecko wychowywane w gejowskiej
                                                  rodzinie samo stanie sie homo?
                                                  A - i czy gryzie cie i lezy ci na sumieniu los dzieci w rodzinach
                                                  niepelnych i rodzinach nalogowcow?

                                                  > No i stres związany z reakcją społeczeństwa.

                                                  Ten stres zalezy akurat od ciebie. Troche dobrej woli i juz te
                                                  biedne dzieci nie beda na niego narazone.

                                                  > A poza tym perspektywa dorastania z gejami jest
                                                  wystarczająco "niebezpieczna".

                                                  Ale dlaczego? Jakbys mogl sypnac konkretami.

                                                  > Niby z jakiej racji te dzieci mają akceptować homoseksualizm?

                                                  Z jakiej mialyby go nie akceptowac?

                                                  Dlaczego homofile
                                                  > chcą nie tylko zmuszać ludzi do akceptowania homoseksualizmu, ale
                                                  wręcz zmuszaj
                                                  > ą
                                                  > nieświadome dzieci do przebywania z nimi?

                                                  Dlaczego homofile, misiu?
                                                  I co tym nieswiadomym dzieciom zli geje rodzice zrobia?
                                                  I czy zwiazek geja, ktory zwiazal sie z heteryczka i zrobil jej
                                                  piecioro dzieci, tkwi w tym zwiazku bez milosci dla pozorow jest
                                                  dla dziecka lepszy?

                                                  > Mają, ale nigdy wcześniej tego typu "rodziny" nie były wspierane
                                                  przez
                                                  > rządzących. Jest pewna różnica między milczącą akceptacją (choć
                                                  jest to przejaw
                                                  > hipokryzji) a otwartą afirmacją.

                                                  Jest, ona zasadniczo opiera sie na mniejszym stresie dla tych
                                                  biednych dzieci.
                                                  • heretic_969 Re: Doprawdy? 11.08.08, 02:13
                                                    > To jest tzw rodzina niepelna. Samotny gej staje sie heterykiem? Bo
                                                    > nie lapie.

                                                    Nie. "Gejowska rodzina" to dwóch panów i dzieciak (nie ich zresztą).

                                                    > Przeciez wiele dotychczasowych pokolen gejow wzrastalo w rodzinach
                                                    > heteryckich. I mimo 'prawidlowych' wzrocow i mozliwosci rozwoju sa
                                                    > gejami. Skad zalozenie, ze dziecko wychowywane w gejowskiej
                                                    > rodzinie samo stanie sie homo?

                                                    A gdzie ja tak napisałem? Istnieje ryzyko, co nie oznacza, że każde dziecko
                                                    wyrośnie na geja. Może ten los spotka np. 1 na 3? 1 na 5? 1 na 10? Ale spotkać
                                                    może, a faktów zaprzeczających nie ma żadnych.

                                                    > A - i czy gryzie cie i lezy ci na sumieniu los dzieci w rodzinach
                                                    > niepelnych i rodzinach nalogowcow?

                                                    Dlaczego ma mi leżeć na sumieniu. Nie moja wina. Nałogowcom powinno się odbierać
                                                    prawa do posiadania dzieci.

                                                    > Ten stres zalezy akurat od ciebie. Troche dobrej woli i juz te
                                                    > biedne dzieci nie beda na niego narazone.

                                                    Hahahahahaha... Chcesz kontrolować moje zachowanie, zabronić mi mówienia
                                                    nieprzyjemnych rzeczy? Aż takim samarytaninem nie jestem, bym rezygnował z mojej
                                                    wolności "bo komuś będzie przykro".

                                                    > > Niby z jakiej racji te dzieci mają akceptować homoseksualizm?
                                                    >
                                                    > Z jakiej mialyby go nie akceptowac?

                                                    Bo to ich prawo, prawo wolnych ludzi. Mają prawo uważać homoseksualizm za
                                                    obleśny, upośledzony, zdegenerowany itp.

                                                    > Dlaczego homofile, misiu?

                                                    Tak określam zwolenników homoseksualistów.

                                                    > I co tym nieswiadomym dzieciom zli geje rodzice zrobia?

                                                    Sama ich obecność w domu przez 20 lat życia wystarczy. Może się człowiekowi
                                                    zrobić niedobrze.

                                                    > I czy zwiazek geja, ktory zwiazal sie z heteryczka i zrobil jej
                                                    > piecioro dzieci, tkwi w tym zwiazku bez milosci dla pozorow jest
                                                    > dla dziecka lepszy?

                                                    Lepszy. Przynajmniej dziecko ma matkę.


                                                  • bene_gesserit Re: Doprawdy? 11.08.08, 02:49
                                                    heretic_969 napisał:
                                                    > Nie. "Gejowska rodzina" to dwóch panów i dzieciak (nie ich
                                                    zresztą).

                                                    Wielu gejow ma biologiczne dzieci.
                                                    I rozumiem - bo to niejasne tutaj jest = ze uwazasz, ze samotny
                                                    ojciec-gej jest w porzadku, ale dwojka gejow wychowujaca dziecko
                                                    jest nie w porzadku - tak? Dlaczego?

                                                    > A gdzie ja tak napisałem? Istnieje ryzyko, co nie oznacza, że
                                                    każde dziecko
                                                    > wyrośnie na geja. Może ten los spotka np. 1 na 3? 1 na 5? 1 na
                                                    10? Ale spotkać
                                                    > może, a faktów zaprzeczających nie ma żadnych.

                                                    Noale i w rodzinach heteryckich wzrastaja i heterycy, i geje. Wiec?

                                                    > > Ten stres zalezy akurat od ciebie. Troche dobrej woli i juz te
                                                    > > biedne dzieci nie beda na niego narazone.
                                                    >
                                                    > Hahahahahaha... Chcesz kontrolować moje zachowanie, zabronić mi
                                                    mówienia
                                                    > nieprzyjemnych rzeczy?

                                                    Alez skad - przeciez to ty sie kompromitujesz, twoj problem. Mow
                                                    sobie, co ci sie zywnie zapragnie.

                                                    Aż takim samarytaninem nie jestem, bym rezygnował z moje
                                                    > j
                                                    > wolności "bo komuś będzie przykro".

                                                    Chodzilo mi o pewna niekonsekwencje - walczysz jak lwiatko o to, by
                                                    dzieci mogly sie wychowywac w 'normalnych rodzinach', ale
                                                    jednoczesnie masz je w dupie, gloszac rzeczy ktore te dzieci rania.
                                                    Nie chodzi ci o ich dobro czy chodzi? Jesli nie o ich dobro, to o
                                                    co ci chodzi?

                                                    > > > Niby z jakiej racji te dzieci mają akceptować homoseksualizm?
                                                    > >
                                                    > > Z jakiej mialyby go nie akceptowac?
                                                    >
                                                    > Bo to ich prawo, prawo wolnych ludzi. Mają prawo uważać
                                                    homoseksualizm za
                                                    > obleśny, upośledzony, zdegenerowany itp.

                                                    Maja tez prawo uwazac homoseksualizm za normalny i ok. Rozumiem, ze
                                                    przejecie przez te dzieci najtwojszego swiatopogladu bys aprobowal,
                                                    ale przeciez nie jestes w stanie udowodnic, ze ten najtwojszy jest
                                                    lepszy. Chyba ze umiesz, chetnie poczytam.

                                                    > > Dlaczego homofile, misiu?
                                                    >
                                                    > Tak określam zwolenników homoseksualistów.

                                                    Placzesz pojecia.
                                                    Ja np nie jestem 'zwolenniczka homoseksualistow'. Czlowiek dla mnie
                                                    nie jest lepszy czy nawet dobry tylko dlatego, ze jest homo. Po
                                                    prostu nie jest dla mnie podczlowiekiem. Inny, ale rowny.

                                                    > > I co tym nieswiadomym dzieciom zli geje rodzice zrobia?
                                                    >
                                                    > Sama ich obecność w domu przez 20 lat życia wystarczy. Może się
                                                    człowiekowi
                                                    > zrobić niedobrze.

                                                    "Czlowiekowi'? Chyba tobie. Nie wiem, czy widzisz, ale w miejscu
                                                    argumentu, moj ty scisly umysle, masz jedynie swoje obrzydzenie.
                                                    To, bez obrazy, zalosne.

                                                    > > I czy zwiazek geja, ktory zwiazal sie z heteryczka i zrobil jej
                                                    > > piecioro dzieci, tkwi w tym zwiazku bez milosci dla pozorow jest
                                                    > > dla dziecka lepszy?
                                                    >
                                                    > Lepszy. Przynajmniej dziecko ma matkę.

                                                    Dzieci wdowcow tez nie maja matek. A dzieci lesbijek - az dwie.
                                                  • heretic_969 Re: Doprawdy? 11.08.08, 03:19
                                                    > I rozumiem - bo to niejasne tutaj jest = ze uwazasz, ze samotny
                                                    > ojciec-gej jest w porzadku, ale dwojka gejow wychowujaca dziecko
                                                    > jest nie w porzadku - tak? Dlaczego?

                                                    Nie napisałem, że jest w porządku. Ale jak człowiek jest sam, to nie ma
                                                    możliwości okazywania swoich preferencji seksualnych. Czyli dzieciak nie będzie
                                                    stykał się z homoseksualizmem.

                                                    > Noale i w rodzinach heteryckich wzrastaja i heterycy, i geje. Wiec?

                                                    Mi cały czas chodzi o to, że dorastanie z homoseksualistami może wypaczyć
                                                    seksualność dziecku. Póki co nie spotkałem się z dowodem, że tak na pewno nie
                                                    będzie.

                                                    > Alez skad - przeciez to ty sie kompromitujesz, twoj problem. Mow
                                                    > sobie, co ci sie zywnie zapragnie.

                                                    Dzięki. Niektórzy homofile są już mniej tolerancyjni.

                                                    > Chodzilo mi o pewna niekonsekwencje - walczysz jak lwiatko o to, by
                                                    > dzieci mogly sie wychowywac w 'normalnych rodzinach', ale
                                                    > jednoczesnie masz je w dupie, gloszac rzeczy ktore te dzieci rania.

                                                    Przecież nie robię tego po to, by te dzieci urazić, prawda? Nigdy nie spotkałaś
                                                    się z sytuacją, że ktoś kogoś w gniewie nazwał pedałem czy ciotą?

                                                    > Maja tez prawo uwazac homoseksualizm za normalny i ok.

                                                    Oczywiście, że mają. Czy twierdze inaczej?

                                                    Rozumiem, ze
                                                    > przejecie przez te dzieci najtwojszego swiatopogladu bys aprobowal,
                                                    > ale przeciez nie jestes w stanie udowodnic, ze ten najtwojszy jest
                                                    > lepszy.

                                                    Nie, nie jestem w stanie. Ale uważam obie postawy - zarówno akceptację jak i
                                                    brak akceptacji - za równorzędny wybór człowieka. Ale tacy jak Ty chcą zmuszać
                                                    wszystkich. Bo nikt nie może wiedzieć, jaki będzie stosunek tych dzieci do
                                                    homoseksualizmu.

                                                    > Ja np nie jestem 'zwolenniczka homoseksualistow'. Czlowiek dla mnie
                                                    > nie jest lepszy czy nawet dobry tylko dlatego, ze jest homo. Po
                                                    > prostu nie jest dla mnie podczlowiekiem. Inny, ale rowny.

                                                    Wyobraź sobie, że dla mnie geje też nie są podludźmi, wielu z innych jest z
                                                    pewnością lepszych ode mnie. Nie zmienia to faktu, że ich seksualność jest
                                                    nienormalna, chora.

                                                    > "Czlowiekowi'? Chyba tobie. Nie wiem, czy widzisz, ale w miejscu
                                                    > argumentu, moj ty scisly umysle, masz jedynie swoje obrzydzenie.

                                                    To poczytaj komentarze w internecie i przekonasz się, że to obrzydzenie podziela
                                                    mnóstwo ludzi. Ale nie o to chodzi. Chodzi mi o to, że ludzie mają prawo nie
                                                    akceptować homoseksualizmu, i to dotyczy także nieświadomych maluchów, gdy dorosną.
                                                  • bene_gesserit Re: Doprawdy? 11.08.08, 03:34
                                                    heretic_969 napisał:

                                                    > > I rozumiem - bo to niejasne tutaj jest = ze uwazasz, ze samotny
                                                    > > ojciec-gej jest w porzadku, ale dwojka gejow wychowujaca dziecko
                                                    > > jest nie w porzadku - tak? Dlaczego?
                                                    >
                                                    > Nie napisałem, że jest w porządku. Ale jak człowiek jest sam, to
                                                    nie ma
                                                    > możliwości okazywania swoich preferencji seksualnych. Czyli
                                                    dzieciak nie będzie
                                                    > stykał się z homoseksualizmem.

                                                    Co masz na mysli, piszac, ze 'nie bedzie mial mozliwosci okazywania
                                                    preferencji'?

                                                    > > Noale i w rodzinach heteryckich wzrastaja i heterycy, i geje.
                                                    Wiec?
                                                    >
                                                    > Mi cały czas chodzi o to, że dorastanie z homoseksualistami może
                                                    wypaczyć
                                                    > seksualność dziecku. Póki co nie spotkałem się z dowodem, że tak
                                                    na pewno nie
                                                    > będzie.

                                                    Dorastanie z heterykami tez moze 'wypaczyc'. I nie bardzo rozumiem,
                                                    jakie znaczenie ma czy dzieciak wyrosnie na homo czy hetero, jesli
                                                    bedzie ze soba szczesliwy?

                                                    > > Alez skad - przeciez to ty sie kompromitujesz, twoj problem. Mow
                                                    > > sobie, co ci sie zywnie zapragnie.
                                                    >
                                                    > Dzięki. Niektórzy homofile są już mniej tolerancyjni.

                                                    Nie jestem homofilem.

                                                    > > Chodzilo mi o pewna niekonsekwencje - walczysz jak lwiatko o
                                                    to, by
                                                    > > dzieci mogly sie wychowywac w 'normalnych rodzinach', ale
                                                    > > jednoczesnie masz je w dupie, gloszac rzeczy ktore te dzieci
                                                    rania.
                                                    >
                                                    > Przecież nie robię tego po to, by te dzieci urazić, prawda? Nigdy
                                                    nie spotkałaś
                                                    > się z sytuacją, że ktoś kogoś w gniewie nazwał pedałem czy ciotą?

                                                    Dzieciak dozorcy tak mowi na swojego mlodszego brata, jak sie na
                                                    niego wkurzy.
                                                    Noi - sadze, ze dla tych dzieci nie sa istotne twoje szlachetne
                                                    intencje, ale to, ze dzialania takich dobrych wujkow jak ty sporo
                                                    je kosztuja emocjonalnie.

                                                    > > Maja tez prawo uwazac homoseksualizm za normalny i ok.
                                                    >
                                                    > Oczywiście, że mają. Czy twierdze inaczej?

                                                    Wiec o co chodzi?

                                                    > Nie, nie jestem w stanie. Ale uważam obie postawy - zarówno
                                                    akceptację jak i
                                                    > brak akceptacji - za równorzędny wybór człowieka. Ale tacy jak Ty
                                                    chcą zmuszać
                                                    > wszystkich. Bo nikt nie może wiedzieć, jaki będzie stosunek tych
                                                    dzieci do
                                                    > homoseksualizmu.

                                                    Alez - o ile uliczni prorocy podobni tobie nie beda glosic swojego
                                                    obrzydzenia do tych 'paskudnych zbokow i degeneratow' czyli ich
                                                    kochajacych, fajnych rodzicow, beda one homoseksualizm akceptowac.
                                                    I nie beda mialy z tym problemu. Ktory pojawia sie dopiero wtedy,
                                                    kiedy do akcji wkraczaja szwadrony Najwyzszej Prawdy pt 'wasi
                                                    starzy to wredne zboczuchy'. Nie dlatego, ze to prawda, ale
                                                    dlatego, ze to im _utrudnia_ zycie. Nie gejowscy rodzice, ale
                                                    stosunek czesci spoleczenstwa do homoseksualistow.

                                                    > Wyobraź sobie, że dla mnie geje też nie są podludźmi, wielu z
                                                    innych jest z
                                                    > pewnością lepszych ode mnie. Nie zmienia to faktu, że ich
                                                    seksualność jest
                                                    > nienormalna, chora.

                                                    Przeciez to bzdura. Niemoralna nie jest, bo nikim jej nie krzywdza,
                                                    chora tez nie, bo nie ma jej w rejestrze chorob.

                                                    > > "Czlowiekowi'? Chyba tobie. Nie wiem, czy widzisz, ale w miejscu
                                                    > > argumentu, moj ty scisly umysle, masz jedynie swoje
                                                    obrzydzenie.
                                                    >
                                                    > To poczytaj komentarze w internecie i przekonasz się, że to
                                                    obrzydzenie podziel
                                                    > a
                                                    > mnóstwo ludzi.

                                                    Kiedy palono czarownice, przekonanie o slusznosci takiego
                                                    postepowania z kobietami podzielala znakomita wiekszosc obywateli.


                                                    Ale nie o to chodzi. Chodzi mi o to, że ludzie mają prawo nie
                                                    > akceptować homoseksualizmu, i to dotyczy także nieświadomych
                                                    maluchów, gdy doro
                                                    > sną.

                                                    Myslisz, ze homoseksualni rodzice piora im mozgi tak bardzo, ze gdy
                                                    dorosna nie sa w stanie wyrobic sobie wlasnego pogladu na wszystko,
                                                    wliczajac w to homoseksualizm? A moze boisz sie, ze obdarzane
                                                    miloscia dorosle dzieci po prostu nie zechca znienawidzic swoich
                                                    rodzicow tylko dlatego, ze maja inna orientacje?
                                                  • heretic_969 Re: Doprawdy? 11.08.08, 04:00
                                                    > Co masz na mysli, piszac, ze 'nie bedzie mial mozliwosci okazywania
                                                    > preferencji'?

                                                    Nie ma przecież partnera, prawda? Więc jakie znaczenie ma fakt, że w głowie ma
                                                    się ku panom? Z punktu widzenia dzieciaka on ma tylko jednego ojca.

                                                    > Dorastanie z heterykami tez moze 'wypaczyc'. I nie bardzo rozumiem,
                                                    > jakie znaczenie ma czy dzieciak wyrosnie na homo czy hetero, jesli
                                                    > bedzie ze soba szczesliwy?

                                                    Trzeba było od razu tak napisać. Czyli dla Ciebie to zupełnie obojętne, czy ktoś
                                                    żyje jako gej czy heteryk. Ok, ale nie zgadzam się z tym. Dla mnie między tymi
                                                    preferencjami nie ma równości.

                                                    > Noi - sadze, ze dla tych dzieci nie sa istotne twoje szlachetne
                                                    > intencje, ale to, ze dzialania takich dobrych wujkow jak ty sporo
                                                    > je kosztuja emocjonalnie.

                                                    To nie ja jestem zwolennikiem homorodzin tutaj. Jak się coś popiera, trzeba się
                                                    liczy ze wszystkimi aspektami.

                                                    > Alez - o ile uliczni prorocy podobni tobie nie beda glosic swojego
                                                    > obrzydzenia do tych 'paskudnych zbokow i degeneratow' czyli ich
                                                    > kochajacych, fajnych rodzicow, beda one homoseksualizm akceptowac.

                                                    Hihihihi, a skąd wiesz? Wszystkich ludzi oceniasz biorąc siebie za punkt
                                                    odniesienia? Naprawdę dla Ciebie jest to nie do przyjęcia, że ktoś nie akceptuje
                                                    homoseksualizmu?

                                                    > I nie beda mialy z tym problemu. Ktory pojawia sie dopiero wtedy,
                                                    > kiedy do akcji wkraczaja szwadrony Najwyzszej Prawdy pt 'wasi
                                                    > starzy to wredne zboczuchy'.

                                                    Znowu się zapytam: skąd to wiesz? Odkryłaś tajemnice wszystkich rozumów na świecie?

                                                    Nie dlatego, ze to prawda, ale
                                                    > dlatego, ze to im _utrudnia_ zycie. Nie gejowscy rodzice, ale
                                                    > stosunek czesci spoleczenstwa do homoseksualistow.

                                                    Stosunek, do którego mają najświętsze prawo. I stosunek, który homo-zwolennicy
                                                    powinni uwzględniać gdy przeprowadzają swoje eksperymenty.

                                                    > Przeciez to bzdura. Niemoralna nie jest, bo nikim jej nie krzywdza,
                                                    > chora tez nie, bo nie ma jej w rejestrze chorob.

                                                    1. Nie napisałem niemoralna a nienormalna. Zresztą, dla wielu niemoralne to też
                                                    jest.
                                                    2. Sugerujesz, że jak czegoś nie ma w rejestrze chorób, to nie jest chorobą?
                                                    Kurcze, to jacy szczęśliwi musieli być ludzie w średniowieczu, bo listy chorób
                                                    wtedy nie było, a więc chorób także nie.

                                                    > Kiedy palono czarownice, przekonanie o slusznosci takiego
                                                    > postepowania z kobietami podzielala znakomita wiekszosc obywateli.

                                                    Brak akceptacji dla homoseksualistów = akceptacja dla palenia czarownic? No cóż,
                                                    masz prawo tak uważać.

                                                    > Myslisz, ze homoseksualni rodzice piora im mozgi tak bardzo, ze gdy
                                                    > dorosna nie sa w stanie wyrobic sobie wlasnego pogladu na wszystko,
                                                    > wliczajac w to homoseksualizm?

                                                    Poglądy niewątpliwie wypaczają się pod wpływem otoczenia. A swoją drogą, to
                                                    rzeczywiście ciekawe, jakie poglądy będą mieć te dzieciaki, gdy dorosną...
                                                    Ciekaw też jestem, czy przypadkiem nie będą zastanawiać się, jak to by było,
                                                    gdyby miały normalną rodzinę...





                                                  • bene_gesserit Re: Doprawdy? 11.08.08, 15:51
                                                    heretic_969 napisał:

                                                    > Nie ma przecież partnera, prawda? Więc jakie znaczenie ma fakt,
                                                    że w głowie ma
                                                    > się ku panom? Z punktu widzenia dzieciaka on ma tylko jednego
                                                    ojca.

                                                    Noale pary gejowskie nie uprawiaja seksu na oczach dzieci, tylko co
                                                    najwyzej okazuja sobie czulosc - pocalunki, przytulenia, takie tam.
                                                    Jak to moze skrzywic dziecko?

                                                    > Trzeba było od razu tak napisać. Czyli dla Ciebie to zupełnie
                                                    obojętne, czy kto
                                                    > ś
                                                    > żyje jako gej czy heteryk. Ok, ale nie zgadzam się z tym. Dla
                                                    mnie między tymi
                                                    > preferencjami nie ma równości.

                                                    Wiem o tym, nie rozumiem jednak dlaczego.

                                                    > To nie ja jestem zwolennikiem homorodzin tutaj. Jak się coś
                                                    popiera, trzeba się
                                                    > liczy ze wszystkimi aspektami.

                                                    Nie jestem zwolenniczka homorodzin. Jestem zdania, ze jesli dwoje
                                                    ludzi sie kocha i chce pobrac, i nikogo tym nie krzywdzi, to
                                                    powinni miec do tego prawo.

                                                    > > Alez - o ile uliczni prorocy podobni tobie nie beda glosic
                                                    swojego
                                                    > > obrzydzenia do tych 'paskudnych zbokow i degeneratow' czyli ich
                                                    > > kochajacych, fajnych rodzicow, beda one homoseksualizm
                                                    akceptowac.
                                                    >
                                                    > Hihihihi, a skąd wiesz? Wszystkich ludzi oceniasz biorąc siebie
                                                    za punkt
                                                    > odniesienia? Naprawdę dla Ciebie jest to nie do przyjęcia, że
                                                    ktoś nie akceptuj
                                                    > e
                                                    > homoseksualizmu?

                                                    Alez jest do przyjecia. O ile to robi w domu po kryjomu.

                                                    > > I nie beda mialy z tym problemu. Ktory pojawia sie dopiero
                                                    wtedy,
                                                    > > kiedy do akcji wkraczaja szwadrony Najwyzszej Prawdy pt 'wasi
                                                    > > starzy to wredne zboczuchy'.
                                                    >
                                                    > Znowu się zapytam: skąd to wiesz? Odkryłaś tajemnice wszystkich
                                                    rozumów na świe
                                                    > cie?

                                                    Nie ma w tym zadnej tajemnicy. Wystarczy uruchomic empatie.

                                                    > Stosunek, do którego mają najświętsze prawo. I stosunek, który
                                                    homo-zwolennicy
                                                    > powinni uwzględniać gdy przeprowadzają swoje eksperymenty.

                                                    A to juz za pozno, bo pokolenie dzieci oficjalnie homoseksualnych
                                                    rodzicow juz doroslo. A uprzedzenia nic nie zmienia - tymbardziej
                                                    biegu histori. Jedynie utrudnia bogu ducha winnym ludziom zycie.

                                                    > > Przeciez to bzdura. Niemoralna nie jest, bo nikim jej nie
                                                    krzywdza,
                                                    > > chora tez nie, bo nie ma jej w rejestrze chorob.
                                                    >
                                                    > 1. Nie napisałem niemoralna a nienormalna. Zresztą, dla wielu
                                                    niemoralne to też
                                                    > jest.

                                                    Uwazasz, ze to, co nienormalne jest z definicji zle?

                                                    > 2. Sugerujesz, że jak czegoś nie ma w rejestrze chorób, to nie
                                                    jest chorobą?
                                                    > Kurcze, to jacy szczęśliwi musieli być ludzie w średniowieczu, bo
                                                    listy chorób
                                                    > wtedy nie było, a więc chorób także nie.

                                                    Cos ci sie tu pogmeralo z logika, badz-ze powazny.

                                                    > > Kiedy palono czarownice, przekonanie o slusznosci takiego
                                                    > > postepowania z kobietami podzielala znakomita wiekszosc
                                                    obywateli.
                                                    >
                                                    > Brak akceptacji dla homoseksualistów = akceptacja dla palenia
                                                    czarownic? No cóż
                                                    > ,
                                                    > masz prawo tak uważać.

                                                    O, dzieki - ale nie chce.
                                                    Chodzilo mi jedynie o wykazanie, ze nie zawsze to, co glosi
                                                    wiekszosc jest sluszne i dobre.
                                                    Ty eksperymentujesz z jakimis substancjami? Kiedys kojarzyles o
                                                    wiele latwiej. POwaznie i bez zlosliwosci pytam.

                                                    > > Myslisz, ze homoseksualni rodzice piora im mozgi tak bardzo, ze
                                                    gdy
                                                    > > dorosna nie sa w stanie wyrobic sobie wlasnego pogladu na
                                                    wszystko,
                                                    > > wliczajac w to homoseksualizm?
                                                    >
                                                    > Poglądy niewątpliwie wypaczają się pod wpływem otoczenia. A swoją
                                                    drogą, to
                                                    > rzeczywiście ciekawe, jakie poglądy będą mieć te dzieciaki, gdy
                                                    dorosną...

                                                    One juz dorosly. Zlinkowalam ci ich blogi, se mozesz poczytac.
                                                    Zlinkowalam badania - mozesz se poczytac.

                                                    > Ciekaw też jestem, czy przypadkiem nie będą zastanawiać się, jak
                                                    to by było,
                                                    > gdyby miały normalną rodzinę...

                                                    No, mozna. Jak bylam mala, zastanawialam sie, jak to by bylo,
                                                    gdybysmy wszyscy zyli w innym, 'normalnym' panstwie. Noi?
                                                  • heretic_969 Re: Doprawdy? 11.08.08, 17:48
                                                    > Noale pary gejowskie nie uprawiaja seksu na oczach dzieci, tylko co
                                                    > najwyzej okazuja sobie czulosc - pocalunki, przytulenia, takie tam.
                                                    > Jak to moze skrzywic dziecko?

                                                    No i to zupełnie wystarczy. Dziecko będzie dorastało z przekonaniem, że to
                                                    normalne, że dwóch mężczyzn się pieści i całuje. Podczas gdy normą jest jednak
                                                    zachowanie zupełnie inne - chłopcy w szkole (i nie tylko) rywalizują ze sobą,
                                                    wyzywają się, biją. Ten dzieciak po prostu może być kaleką - kolega go popchnie
                                                    a on co, zacznie się do niego przytulać?
                                                    Poza tym obserwowanie takich przytuleń i pocałunków przez 20 lat dorastania
                                                    spokojnie może odcisnąć swoje piętno też i na sferze seksualnej. Heterycy nie
                                                    zaczynają od pornografii, oni też obserwują, jak to inne dziewczyny i chłopcy
                                                    trzymają się za ręce, całują, pieszczą.

                                                    Dla
                                                    > mnie między tymi
                                                    > > preferencjami nie ma równości.
                                                    >
                                                    > Wiem o tym, nie rozumiem jednak dlaczego.

                                                    Dlatego, że jedno jest prawidłowym zachowaniem a drugie jest upośledzeniem,
                                                    które w dodatku pociąga ze sobą niezwykle szkodliwy styl życia. Polecam:
                                                    en.wikipedia.org/wiki/Homosexuality#AIDS.2C_STDs_and_other_health_issues
                                                    > Nie jestem zwolenniczka homorodzin. Jestem zdania, ze jesli dwoje
                                                    > ludzi sie kocha i chce pobrac, i nikogo tym nie krzywdzi, to
                                                    > powinni miec do tego prawo.

                                                    Przecież prawo do adopcji też popierasz.

                                                    > A to juz za pozno, bo pokolenie dzieci oficjalnie homoseksualnych
                                                    > rodzicow juz doroslo. A uprzedzenia nic nie zmienia - tymbardziej
                                                    > biegu histori. Jedynie utrudnia bogu ducha winnym ludziom zycie.

                                                    Same uprzedzenia to za mało, ale, jak sama się już zorientowałaś, wątpliwości
                                                    jest mnóstwo. A historię tworzą ludzkie działania, więc czemu niby nie dałoby
                                                    się zmienić jej biegu?

                                                    > Uwazasz, ze to, co nienormalne jest z definicji zle?

                                                    Nie, ale niewątpliwie niesie ze sobą wiele problemów.

                                                    > Chodzilo mi jedynie o wykazanie, ze nie zawsze to, co glosi
                                                    > wiekszosc jest sluszne i dobre.

                                                    Oczywiście. A czy ja gdziekolwiek powoływałem się na opinie większości nt.
                                                    homoseksualizmu?

                                                    > Ty eksperymentujesz z jakimis substancjami? Kiedys kojarzyles o
                                                    > wiele latwiej. POwaznie i bez zlosliwosci pytam.

                                                    Nie, nie eksperymentuję. Pisałaś kiedyś pod innym nickiem?

                                                    > One juz dorosly. Zlinkowalam ci ich blogi, se mozesz poczytac.
                                                    > Zlinkowalam badania - mozesz se poczytac.

                                                    Dziękuję. Blogi - choć z pewnością bardzo ciekawe - to jednak dosyć specyficzne
                                                    źródło. Natomiast, przy wolnym czasie, przejrzę część z tych badań (o ile będą
                                                    dostępne), ale coś wątpię, by one moje wątpliwości rozwiały.


                                                  • bene_gesserit Re: Doprawdy? 11.08.08, 21:13
                                                    heretic_969 napisał:

                                                    > > Jak to moze skrzywic dziecko?
                                                    >
                                                    > No i to zupełnie wystarczy. Dziecko będzie dorastało z
                                                    przekonaniem, że to
                                                    > normalne, że dwóch mężczyzn się pieści i całuje. Podczas gdy
                                                    normą jest jednak
                                                    > zachowanie zupełnie inne - chłopcy w szkole (i nie tylko)
                                                    rywalizują ze sobą,
                                                    > wyzywają się, biją. Ten dzieciak po prostu może być kaleką -
                                                    kolega go popchnie
                                                    > a on co, zacznie się do niego przytulać?

                                                    No wez no :)
                                                    Przeciez i heterycki ojciec piesci i caluje swojego synka. Co nie
                                                    oznacza, ze tenze chlopiec nie bedzie umial sie bic czy bedzie sie
                                                    przytulal do kazdego doroslego mezczyzny.
                                                    Ja np umialam sie bic, bo ojciec sie ze mna i moja siostra w to
                                                    bawil. Uczyl nas, ze poinnysmy miec lekko ugiete nogi, byc
                                                    pochylone do przodu, zeby pamietac o chronieniu twarzy i takie tam.

                                                    > Poza tym obserwowanie takich przytuleń i pocałunków przez 20 lat
                                                    dorastania
                                                    > spokojnie może odcisnąć swoje piętno też i na sferze seksualnej.

                                                    Jak do tej pory to ja wrzucilam ci kilka linkow z dowodami. Moze
                                                    laskawie znajdz jakies wiarygodne (czyli nade wszystko
                                                    pozareligijne) zrodlo z dowodami. 'Moze' to za malo na argument.
                                                    Heterycy nie

                                                    > zaczynają od pornografii, oni też obserwują, jak to inne
                                                    dziewczyny i chłopcy
                                                    > trzymają się za ręce, całują, pieszczą.

                                                    Przeciez wychowywane w homo-rodzinie dziecko - tak zreszta jak i
                                                    wychowywane przez samotnego rodzica - ma kontakt ze znaczacymi
                                                    osobami obu plci. Wujami, ciotkami, babciami, dziadkami, rodzicami
                                                    biologicznymi, przyjaciolmi rodziny itd.

                                                    > Dlatego, że jedno jest prawidłowym zachowaniem

                                                    Zapytany o powod twojej niecheci podajesz caly czas dyskusyjne,
                                                    ultrasubiektywne kryteria. A to 'nienormalnosc', a
                                                    to 'prawidlowosc' i takie w tym stylu. A ja prosze o konkrety.
                                                    KWykrztuśże jakis wreszcie.

                                                    a drugie jest upośledzeniem,
                                                    > które w dodatku pociąga ze sobą niezwykle szkodliwy styl życia.
                                                    Polecam:
                                                    >
                                                    en.wikipedia.org/wiki/Homosexuality#AIDS.2C_STDs_and_other_health_is
                                                    sues

                                                    Pozytynym stac sie moze rowniez heteryk, a nawet parumiesieczne
                                                    dziecko. I czy twoj argument oznacza, ze w czasach sprzed AIDS gej
                                                    byl ok?

                                                    > > Nie jestem zwolenniczka homorodzin. Jestem zdania, ze jesli
                                                    dwoje
                                                    > > ludzi sie kocha i chce pobrac, i nikogo tym nie krzywdzi, to
                                                    > > powinni miec do tego prawo.
                                                    >
                                                    > Przecież prawo do adopcji też popierasz.

                                                    Popieram prawo do adopcji dla zdrowych psychicznie _ludzi_.

                                                    > Same uprzedzenia to za mało, ale, jak sama się już zorientowałaś,
                                                    wątpliwości
                                                    > jest mnóstwo.

                                                    Z wymiany z toba zorientowalam sie, ze uzasadnionych watpliwosci
                                                    nie ma zadnych, sa natomiast obrzydzenie, uprzedzenia i stereotypy.

                                                    A historię tworzą ludzkie działania, więc czemu niby nie dałoby
                                                    > się zmienić jej biegu?

                                                    Bo geje i ich zycie nikomu tak naprawde nie wadza.
                                                    A ze stali sie wspoleczesnymi cyklistami i masonami to inna sprawa.
                                                    Znajdzie sie inna 'wszystkiemu winna' grupa, koltuny popuszcza
                                                    gejom i zajma sie blizej - bo ja wiem - muzulmanami np.

                                                    > > Uwazasz, ze to, co nienormalne jest z definicji zle?
                                                    >
                                                    > Nie, ale niewątpliwie niesie ze sobą wiele problemów.

                                                    Konkrecik? Albo jesli 'wiele' to najlepiej wiele konkrecikow.

                                                    > > Chodzilo mi jedynie o wykazanie, ze nie zawsze to, co glosi
                                                    > > wiekszosc jest sluszne i dobre.
                                                    >
                                                    > Oczywiście. A czy ja gdziekolwiek powoływałem się na opinie
                                                    większości nt.
                                                    > homoseksualizmu?

                                                    A kto ustala normy, jesli nie wiekszosc?

                                                    > > Ty eksperymentujesz z jakimis substancjami? Kiedys kojarzyles o
                                                    > > wiele latwiej. POwaznie i bez zlosliwosci pytam.
                                                    >
                                                    > Nie, nie eksperymentuję. Pisałaś kiedyś pod innym nickiem?

                                                    Pisalam i pamietam cie. Najpierw miales jazde, ze rodzina to samo
                                                    zlo, potem - ze jedyna forma milosci to dwie panny, a teraz to. Na
                                                    moje laickie oko masz jakis problem, i to raczej z tych wiekszych.

                                                    > Dziękuję. Blogi - choć z pewnością bardzo ciekawe - to jednak
                                                    dosyć specyficzne
                                                    > źródło. Natomiast, przy wolnym czasie, przejrzę część z tych
                                                    badań (o ile będą
                                                    > dostępne), ale coś wątpię, by one moje wątpliwości rozwiały.

                                                    Ja tez watpie, bo nie chcesz byc przekonany, wiec sobie ewentualny
                                                    dysonas poznawczy jakos wyjasnisz. Ciekawe czemu.
                                                  • heretic_969 Re: Doprawdy? 12.08.08, 00:23
                                                    > Przeciez i heterycki ojciec piesci i caluje swojego synka. Co nie
                                                    > oznacza, ze tenze chlopiec nie bedzie umial sie bic czy bedzie sie
                                                    > przytulal do kazdego doroslego mezczyzny.

                                                    Oj, coś mi się zdaje, że nie wiesz o czym mówisz. Jesteś kobietą, więc byłaś
                                                    pieszczona przez tatusia.
                                                    Poza tym, jeżeli już, to dla dziecka miłość rodzica jest naturalna. Nie jest
                                                    natomiast w ogóle naturalne, by miłowali się dwaj dorośli mężczyźni.

                                                    > Jak do tej pory to ja wrzucilam ci kilka linkow z dowodami. Moze
                                                    > laskawie znajdz jakies wiarygodne (czyli nade wszystko
                                                    > pozareligijne) zrodlo z dowodami. 'Moze' to za malo na argument.

                                                    Wrzuciłaś. No i co z tego? Tylko potwierdziło się to, co już dawno uważałem - że
                                                    jest ideologia a nie dowody.
                                                    Wymagasz też dowodów ode mnie... ale to na takich jak Ty spoczywa ciężar dowodu,
                                                    bo to wy chcecie zmienić kształt rodzin i eksperymentować na dzieciach, nie ja.

                                                    > Przeciez wychowywane w homo-rodzinie dziecko - tak zreszta jak i
                                                    > wychowywane przez samotnego rodzica - ma kontakt ze znaczacymi
                                                    > osobami obu plci. Wujami, ciotkami, babciami, dziadkami, rodzicami
                                                    > biologicznymi, przyjaciolmi rodziny itd.

                                                    Ma. No i? Czym innym jest kontakt "co pewien czas" a czym innym permanentne
                                                    przebywanie pod jednym dachem.

                                                    > Zapytany o powod twojej niecheci podajesz caly czas dyskusyjne,
                                                    > ultrasubiektywne kryteria. A to 'nienormalnosc', a
                                                    > to 'prawidlowosc' i takie w tym stylu. A ja prosze o konkrety.

                                                    Przykro mi, ale nienormalność homoseksualizmu i prawidłowość heteroseksualizmu
                                                    to nie są "ultrasubiektywne" ani nawet subiektywne pojęcia. Możesz faktów
                                                    zwyczajnie nie akceptować, tak samo jak możesz nie akceptować prawa grawitacji
                                                    albo to, że 2+2=4. Ale to nie oznacza, że tych faktów nie ma.

                                                    > Pozytynym stac sie moze rowniez heteryk, a nawet parumiesieczne
                                                    > dziecko.

                                                    Oczywiście, ale liczą się też proporcje. Jeżeli jeden procent społeczeństwa
                                                    przyczynia się do połowy zakażeń to coś jest mocno nie tak.

                                                    I czy twoj argument oznacza, ze w czasach sprzed AIDS gej
                                                    > byl ok?

                                                    Nie, bo są też i inne choroby (chociażby te wymienione w linku). I też jakoś
                                                    geje częściej je łapią.

                                                    > Z wymiany z toba zorientowalam sie, ze uzasadnionych watpliwosci
                                                    > nie ma zadnych, sa natomiast obrzydzenie, uprzedzenia i stereotypy.

                                                    Cóż, Twoja sprawa. Ja się w ogóle orientować nie musiałem, bo byłem przekonany,
                                                    że nie obronisz czegoś, czego nie da się obronić. Które jeszcze badania mam
                                                    podważyć?

                                                    > A ze stali sie wspoleczesnymi cyklistami i masonami to inna sprawa.
                                                    > Znajdzie sie inna 'wszystkiemu winna' grupa, koltuny popuszcza
                                                    > gejom i zajma sie blizej - bo ja wiem - muzulmanami np.

                                                    Mylisz się. Polacy są narodem tolerancyjnym, dowodzi tego nasza historia. To nie
                                                    ich problem, że Tobie się tolerancja z akceptacją i afirmacją myli.

                                                    > Pisalam i pamietam cie. Najpierw miales jazde, ze rodzina to samo
                                                    > zlo,

                                                    Łał, to długo już jesteś na forum. Ja tak pisałem 3 lata temu. Nie zdradzisz mi
                                                    swojej dawnej forumowej tożsamości?
                                                    Każdy chyba miał kiedyś jakiś flirt z lewactwem. Choć prawdę mówiąc mój stosunek
                                                    do instytucji rodziny bynajmniej nie zmienił się o 180 stopni. Tradycjonalistą
                                                    nigdy nie będę.

                                                    potem - ze jedyna forma milosci to dwie panny, a teraz to.

                                                    Ej, z tymi pannami to był żart. Naprawdę nie wiesz, że lesbijskie stosunki
                                                    między ładnymi kobietami kręcą wielu facetów?

                                                    Na
                                                    > moje laickie oko masz jakis problem, i to raczej z tych wiekszych.

                                                    Na moje laickie oko traktujesz forum zbyt serio.

                                                    > Ja tez watpie, bo nie chcesz byc przekonany, wiec sobie ewentualny
                                                    > dysonas poznawczy jakos wyjasnisz.

                                                    O nie, moja droga. Tak łatwo to tego nie wytłumaczysz. Nie zaprzeczam, że jestem
                                                    naturalnie emocjonalnie zaangażowany po jednej ze stron, ale gdybyś mi
                                                    przedstawiła miażdżące dowody, to, być może z wielką nienawiścią, ale na pewno
                                                    uznałbym wyższość argumentów zwolenników homo-rodzin (przynajmniej pod tym
                                                    względem).
                                                  • bene_gesserit Re: Doprawdy? 12.08.08, 00:42
                                                    heretic_969 napisał:

                                                    > Oj, coś mi się zdaje, że nie wiesz o czym mówisz. Jesteś kobietą,
                                                    więc byłaś
                                                    > pieszczona przez tatusia.

                                                    Moj siostrzeniec tez jest przytulany i calowany przez swojego ojca.
                                                    W niektorych rodzinach to normalne.

                                                    > Poza tym, jeżeli już, to dla dziecka miłość rodzica jest
                                                    naturalna. Nie jest
                                                    > natomiast w ogóle naturalne, by miłowali się dwaj dorośli
                                                    mężczyźni.

                                                    Moj facet ma brata. Strasznie sie kochaja, wliczajac to
                                                    poklepywania, niedzwiedzie, przytulenia.
                                                    > Wrzuciłaś. No i co z tego? Tylko potwierdziło się to, co już
                                                    dawno uważałem - ż
                                                    > e
                                                    > jest ideologia a nie dowody.

                                                    Jaka ideologia?

                                                    > Wymagasz też dowodów ode mnie... ale to na takich jak Ty spoczywa
                                                    ciężar dowodu
                                                    > ,
                                                    > bo to wy chcecie zmienić kształt rodzin i eksperymentować na
                                                    dzieciach, nie ja.

                                                    Hehehe.
                                                    Noale ok - jesli masz te dyskusje w dupie, to istotnie lepiej ja
                                                    zakonczmy. Adieu.

                                                    >
                                                    >
                                                    > > Przeciez wychowywane w homo-rodzinie dziecko - tak zreszta jak i
                                                    > > wychowywane przez samotnego rodzica - ma kontakt ze znaczacymi
                                                    > > osobami obu plci. Wujami, ciotkami, babciami, dziadkami,
                                                    rodzicami
                                                    > > biologicznymi, przyjaciolmi rodziny itd.
                                                    >
                                                    > Ma. No i? Czym innym jest kontakt "co pewien czas" a czym innym
                                                    permanentne
                                                    > przebywanie pod jednym dachem.
                                                    >
                                                    > > Zapytany o powod twojej niecheci podajesz caly czas dyskusyjne,
                                                    > > ultrasubiektywne kryteria. A to 'nienormalnosc', a
                                                    > > to 'prawidlowosc' i takie w tym stylu. A ja prosze o konkrety.
                                                    >
                                                    > Przykro mi, ale nienormalność homoseksualizmu i prawidłowość
                                                    heteroseksualizmu
                                                    > to nie są "ultrasubiektywne" ani nawet subiektywne pojęcia.
                                                    Możesz faktów
                                                    > zwyczajnie nie akceptować, tak samo jak możesz nie akceptować
                                                    prawa grawitacji
                                                    > albo to, że 2+2=4. Ale to nie oznacza, że tych faktów nie ma.
                                                    >
                                                    > > Pozytynym stac sie moze rowniez heteryk, a nawet parumiesieczne
                                                    > > dziecko.
                                                    >
                                                    > Oczywiście, ale liczą się też proporcje. Jeżeli jeden procent
                                                    społeczeństwa
                                                    > przyczynia się do połowy zakażeń to coś jest mocno nie tak.
                                                    >
                                                    > I czy twoj argument oznacza, ze w czasach sprzed AIDS gej
                                                    > > byl ok?
                                                    >
                                                    > Nie, bo są też i inne choroby (chociażby te wymienione w linku).
                                                    I też jakoś
                                                    > geje częściej je łapią.
                                                    >
                                                    > > Z wymiany z toba zorientowalam sie, ze uzasadnionych watpliwosci
                                                    > > nie ma zadnych, sa natomiast obrzydzenie, uprzedzenia i
                                                    stereotypy.
                                                    >
                                                    > Cóż, Twoja sprawa. Ja się w ogóle orientować nie musiałem, bo
                                                    byłem przekonany,
                                                    > że nie obronisz czegoś, czego nie da się obronić. Które jeszcze
                                                    badania mam
                                                    > podważyć?
                                                    >
                                                    > > A ze stali sie wspoleczesnymi cyklistami i masonami to inna
                                                    sprawa.
                                                    > > Znajdzie sie inna 'wszystkiemu winna' grupa, koltuny popuszcza
                                                    > > gejom i zajma sie blizej - bo ja wiem - muzulmanami np.
                                                    >
                                                    > Mylisz się. Polacy są narodem tolerancyjnym, dowodzi tego nasza
                                                    historia. To ni
                                                    > e
                                                    > ich problem, że Tobie się tolerancja z akceptacją i afirmacją
                                                    myli.
                                                    >
                                                    > > Pisalam i pamietam cie. Najpierw miales jazde, ze rodzina to
                                                    samo
                                                    > > zlo,
                                                    >
                                                    > Łał, to długo już jesteś na forum. Ja tak pisałem 3 lata temu.
                                                    Nie zdradzisz mi
                                                    > swojej dawnej forumowej tożsamości?
                                                    > Każdy chyba miał kiedyś jakiś flirt z lewactwem. Choć prawdę
                                                    mówiąc mój stosune
                                                    > k
                                                    > do instytucji rodziny bynajmniej nie zmienił się o 180 stopni.
                                                    Tradycjonalistą
                                                    > nigdy nie będę.
                                                    >
                                                    > potem - ze jedyna forma milosci to dwie panny, a teraz to.
                                                    >
                                                    > Ej, z tymi pannami to był żart. Naprawdę nie wiesz, że lesbijskie
                                                    stosunki
                                                    > między ładnymi kobietami kręcą wielu facetów?
                                                    >
                                                    > Na
                                                    > > moje laickie oko masz jakis problem, i to raczej z tych
                                                    wiekszych.
                                                    >
                                                    > Na moje laickie oko traktujesz forum zbyt serio.
                                                    >
                                                    > > Ja tez watpie, bo nie chcesz byc przekonany, wiec sobie
                                                    ewentualny
                                                    > > dysonas poznawczy jakos wyjasnisz.
                                                    >
                                                    > O nie, moja droga. Tak łatwo to tego nie wytłumaczysz. Nie
                                                    zaprzeczam, że jeste
                                                    > m
                                                    > naturalnie emocjonalnie zaangażowany po jednej ze stron, ale
                                                    gdybyś mi
                                                    > przedstawiła miażdżące dowody, to, być może z wielką nienawiścią,
                                                    ale na pewno
                                                    > uznałbym wyższość argumentów zwolenników homo-rodzin
                                                    (przynajmniej pod tym
                                                    > względem).
                                                  • heretic_969 Re: Doprawdy? 12.08.08, 00:51
                                                    Nie, nie mam dyskusji w dupie. Jeśli tak to odebrałaś, to przepraszam. Ale
                                                    zdania nie zmienię - to na tych, co proponują przemiany, spoczywa ciężar dowodu,
                                                    a nie na tych, co chcą zostawić rodzinę po staremu. Jeśli nie chcesz dalej
                                                    dyskutować to ok, i tak dziękuję. Pozdrawiam
                                                  • bene_gesserit Re: Doprawdy? 12.08.08, 00:57
                                                    Bzdury. Argument 'bo zawsze tak bylo' nie jest argumentem.
                                                    Po pierwsze - bo nie zawsze tak bylo. Po drugie - bo co z tego?

                                                    Cala twoja argumentacja sprowadza sie do 'a gdyby sie okazalo', 'a
                                                    jesli statystyki wykaza' i demonstrowaniu swojego obrzydzenia -
                                                    _niczego_wiecej_. I dopoki ich nie bedziesz mial czegos wiecej -
                                                    eot.
                                                  • heretic_969 Re: Doprawdy? 12.08.08, 01:04
                                                    Przykro mi, ale nie przedstawiłaś żadnego mocnego dowodu, więc dlatego się
                                                    czepiam. Spodziewałaś się, że będę wszystko przyjmował bezkrytycznie?
                                                    Ale OK, EOT, jeszcze raz pozdrawiam.
                                                  • saszenka2 Re: Doprawdy? 12.08.08, 23:51
                                                    heretic_969 napisał:

                                                    > > Przeciez i heterycki ojciec piesci i caluje swojego synka. Co nie
                                                    > > oznacza, ze tenze chlopiec nie bedzie umial sie bic czy bedzie
                                                    sie
                                                    > > przytulal do kazdego doroslego mezczyzny.
                                                    >
                                                    > Oj, coś mi się zdaje, że nie wiesz o czym mówisz. Jesteś kobietą,
                                                    więc byłaś
                                                    > pieszczona przez tatusia.
                                                    > Poza tym, jeżeli już, to dla dziecka miłość rodzica jest
                                                    naturalna. Nie jest
                                                    > natomiast w ogóle naturalne, by miłowali się dwaj dorośli
                                                    mężczyźni.
                                                    >
                                                    > > Jak do tej pory to ja wrzucilam ci kilka linkow z dowodami. Moze
                                                    > > laskawie znajdz jakies wiarygodne (czyli nade wszystko
                                                    > > pozareligijne) zrodlo z dowodami. 'Moze' to za malo na argument.
                                                    >
                                                    > Wrzuciłaś. No i co z tego? Tylko potwierdziło się to, co już dawno
                                                    uważałem - ż
                                                    > e
                                                    > jest ideologia a nie dowody.
                                                    > Wymagasz też dowodów ode mnie... ale to na takich jak Ty spoczywa
                                                    ciężar dowodu
                                                    > ,
                                                    > bo to wy chcecie zmienić kształt rodzin i eksperymentować na
                                                    dzieciach, nie ja.
                                                    >
                                                    >
                                                    > > Przeciez wychowywane w homo-rodzinie dziecko - tak zreszta jak i
                                                    > > wychowywane przez samotnego rodzica - ma kontakt ze znaczacymi
                                                    > > osobami obu plci. Wujami, ciotkami, babciami, dziadkami,
                                                    rodzicami
                                                    > > biologicznymi, przyjaciolmi rodziny itd.
                                                    >
                                                    > Ma. No i? Czym innym jest kontakt "co pewien czas" a czym innym
                                                    permanentne
                                                    > przebywanie pod jednym dachem.
                                                    >
                                                    > > Zapytany o powod twojej niecheci podajesz caly czas dyskusyjne,
                                                    > > ultrasubiektywne kryteria. A to 'nienormalnosc', a
                                                    > > to 'prawidlowosc' i takie w tym stylu. A ja prosze o konkrety.
                                                    >
                                                    > Przykro mi, ale nienormalność homoseksualizmu i prawidłowość
                                                    heteroseksualizmu
                                                    > to nie są "ultrasubiektywne" ani nawet subiektywne pojęcia. Możesz
                                                    faktów
                                                    > zwyczajnie nie akceptować, tak samo jak możesz nie akceptować
                                                    prawa grawitacji
                                                    > albo to, że 2+2=4. Ale to nie oznacza, że tych faktów nie ma.
                                                    >
                                                    > > Pozytynym stac sie moze rowniez heteryk, a nawet parumiesieczne
                                                    > > dziecko.
                                                    >
                                                    > Oczywiście, ale liczą się też proporcje. Jeżeli jeden procent
                                                    społeczeństwa
                                                    > przyczynia się do połowy zakażeń to coś jest mocno nie tak.
                                                    >
                                                    > I czy twoj argument oznacza, ze w czasach sprzed AIDS gej
                                                    > > byl ok?
                                                    >
                                                    > Nie, bo są też i inne choroby (chociażby te wymienione w linku). I
                                                    też jakoś
                                                    > geje częściej je łapią.
                                                    >
                                                    > > Z wymiany z toba zorientowalam sie, ze uzasadnionych watpliwosci
                                                    > > nie ma zadnych, sa natomiast obrzydzenie, uprzedzenia i
                                                    stereotypy.
                                                    >
                                                    > Cóż, Twoja sprawa. Ja się w ogóle orientować nie musiałem, bo
                                                    byłem przekonany,
                                                    > że nie obronisz czegoś, czego nie da się obronić. Które jeszcze
                                                    badania mam
                                                    > podważyć?
                                                    >
                                                    > > A ze stali sie wspoleczesnymi cyklistami i masonami to inna
                                                    sprawa.
                                                    > > Znajdzie sie inna 'wszystkiemu winna' grupa, koltuny popuszcza
                                                    > > gejom i zajma sie blizej - bo ja wiem - muzulmanami np.
                                                    >
                                                    > Mylisz się. Polacy są narodem tolerancyjnym, dowodzi tego nasza
                                                    historia. To ni
                                                    > e
                                                    > ich problem, że Tobie się tolerancja z akceptacją i afirmacją myli.
                                                    >
                                                    > > Pisalam i pamietam cie. Najpierw miales jazde, ze rodzina to samo
                                                    > > zlo,
                                                    >
                                                    > Łał, to długo już jesteś na forum. Ja tak pisałem 3 lata temu. Nie
                                                    zdradzisz mi
                                                    > swojej dawnej forumowej tożsamości?
                                                    > Każdy chyba miał kiedyś jakiś flirt z lewactwem. Choć prawdę
                                                    mówiąc mój stosune
                                                    > k
                                                    > do instytucji rodziny bynajmniej nie zmienił się o 180 stopni.
                                                    Tradycjonalistą
                                                    > nigdy nie będę.
                                                    >
                                                    > potem - ze jedyna forma milosci to dwie panny, a teraz to.
                                                    >
                                                    > Ej, z tymi pannami to był żart. Naprawdę nie wiesz, że lesbijskie
                                                    stosunki
                                                    > między ładnymi kobietami kręcą wielu facetów?
                                                    >
                                                    > Na
                                                    > > moje laickie oko masz jakis problem, i to raczej z tych
                                                    wiekszych.
                                                    >
                                                    > Na moje laickie oko traktujesz forum zbyt serio.
                                                    >
                                                    > > Ja tez watpie, bo nie chcesz byc przekonany, wiec sobie
                                                    ewentualny
                                                    > > dysonas poznawczy jakos wyjasnisz.
                                                    >
                                                    > O nie, moja droga. Tak łatwo to tego nie wytłumaczysz. Nie
                                                    zaprzeczam, że jeste
                                                    > m
                                                    > naturalnie emocjonalnie zaangażowany po jednej ze stron, ale
                                                    gdybyś mi
                                                    > przedstawiła miażdżące dowody, to, być może z wielką nienawiścią,
                                                    ale na pewno
                                                    > uznałbym wyższość argumentów zwolenników homo-rodzin (przynajmniej
                                                    pod tym
                                                    > względem).
                                                    A co złego jest w tym, że dwóch mężczyzn się kocha? Chyba tylko
                                                    tyle, że Ciebie to nie podnieca tak jak pornole, gdzie ukazywany
                                                    jest seks dwóch kobiet. Zobacz, jak wielu heteryckich tatusiów
                                                    nawiedza burdele, a następnie zaraża swoją żonę i czasami również
                                                    resztę rodziny. Może wtedy przestaniesz pleść głupoty, że to od
                                                    gejów wychodzi tak wiele zakażeń HIV.
                                                    Polska nie jest tolerancyjna, ona tolerancyjna była, ale przed
                                                    wiekami, kiedy z kolei reszta świata była ogarnięta nietolerancją,
                                                    teraz dla odmiany wahadełko wychyliło się w drugą stronę.
                                                  • heretic_969 Re: Doprawdy? 13.08.08, 02:39
                                                    > A co złego jest w tym, że dwóch mężczyzn się kocha? Chyba tylko
                                                    > tyle, że Ciebie to nie podnieca tak jak pornole, gdzie ukazywany
                                                    > jest seks dwóch kobiet. Zobacz, jak wielu heteryckich tatusiów
                                                    > nawiedza burdele, a następnie zaraża swoją żonę i czasami również
                                                    > resztę rodziny. Może wtedy przestaniesz pleść głupoty, że to od
                                                    > gejów wychodzi tak wiele zakażeń HIV.

                                                    Przykro mi, ale tak jest w rzeczywistości.
                                                    news.bbc.co.uk/2/hi/health/7539267.stm
                                                    www.cdc.gov/hiv/topics/surveillance/resources/factsheets/incidence.htm
                                                    www.focus.de/gesundheit/ratgeber/sexualitaet/aids-bericht-syphilis-erhoeht-hiv-risiko_aid_299873.html
                                                    > Polska nie jest tolerancyjna, ona tolerancyjna była, ale przed
                                                    > wiekami, kiedy z kolei reszta świata była ogarnięta nietolerancją,
                                                    > teraz dla odmiany wahadełko wychyliło się w drugą stronę.

                                                    Powtarzam: wy ciągle mylicie tolerancję, akceptację i afirmację. Tolerancja
                                                    oznacza, że nie wchodzimy w czyjeś życie buciorami. A miażdżąca większość
                                                    Polaków nie chce kastrować gejów, "leczyć" ich ani wygnać.
                                                  • saszenka2 Re: Doprawdy? 11.08.08, 23:52
                                                    heretic_969 napisał:

                                                    > > Noale pary gejowskie nie uprawiaja seksu na oczach dzieci, tylko
                                                    co
                                                    > > najwyzej okazuja sobie czulosc - pocalunki, przytulenia, takie
                                                    tam.
                                                    > > Jak to moze skrzywic dziecko?
                                                    >
                                                    > No i to zupełnie wystarczy. Dziecko będzie dorastało z
                                                    przekonaniem, że to
                                                    > normalne, że dwóch mężczyzn się pieści i całuje. Podczas gdy normą
                                                    jest jednak
                                                    > zachowanie zupełnie inne - chłopcy w szkole (i nie tylko)
                                                    rywalizują ze sobą,
                                                    > wyzywają się, biją. Ten dzieciak po prostu może być kaleką -
                                                    kolega go popchnie
                                                    > a on co, zacznie się do niego przytulać?
                                                    > Poza tym obserwowanie takich przytuleń i pocałunków przez 20 lat
                                                    dorastania
                                                    > spokojnie może odcisnąć swoje piętno też i na sferze seksualnej.
                                                    Heterycy nie
                                                    > zaczynają od pornografii, oni też obserwują, jak to inne
                                                    dziewczyny i chłopcy
                                                    > trzymają się za ręce, całują, pieszczą.
                                                    >
                                                    > Dla
                                                    > > mnie między tymi
                                                    > > > preferencjami nie ma równości.
                                                    > >
                                                    > > Wiem o tym, nie rozumiem jednak dlaczego.
                                                    >
                                                    > Dlatego, że jedno jest prawidłowym zachowaniem a drugie jest
                                                    upośledzeniem,
                                                    > które w dodatku pociąga ze sobą niezwykle szkodliwy styl życia.
                                                    Polecam:
                                                    > en.wikipedia.org/wiki/Homosexuality#AIDS.2C_STDs_and_other_health_issues
                                                    > > Nie jestem zwolenniczka homorodzin. Jestem zdania, ze jesli dwoje
                                                    > > ludzi sie kocha i chce pobrac, i nikogo tym nie krzywdzi, to
                                                    > > powinni miec do tego prawo.
                                                    >
                                                    > Przecież prawo do adopcji też popierasz.
                                                    >
                                                    > > A to juz za pozno, bo pokolenie dzieci oficjalnie homoseksualnych
                                                    > > rodzicow juz doroslo. A uprzedzenia nic nie zmienia - tymbardziej
                                                    > > biegu histori. Jedynie utrudnia bogu ducha winnym ludziom zycie.
                                                    >
                                                    > Same uprzedzenia to za mało, ale, jak sama się już zorientowałaś,
                                                    wątpliwości
                                                    > jest mnóstwo. A historię tworzą ludzkie działania, więc czemu niby
                                                    nie dałoby
                                                    > się zmienić jej biegu?
                                                    >
                                                    > > Uwazasz, ze to, co nienormalne jest z definicji zle?
                                                    >
                                                    > Nie, ale niewątpliwie niesie ze sobą wiele problemów.
                                                    >
                                                    > > Chodzilo mi jedynie o wykazanie, ze nie zawsze to, co glosi
                                                    > > wiekszosc jest sluszne i dobre.
                                                    >
                                                    > Oczywiście. A czy ja gdziekolwiek powoływałem się na opinie
                                                    większości nt.
                                                    > homoseksualizmu?
                                                    >
                                                    > > Ty eksperymentujesz z jakimis substancjami? Kiedys kojarzyles o
                                                    > > wiele latwiej. POwaznie i bez zlosliwosci pytam.
                                                    >
                                                    > Nie, nie eksperymentuję. Pisałaś kiedyś pod innym nickiem?
                                                    >
                                                    > > One juz dorosly. Zlinkowalam ci ich blogi, se mozesz poczytac.
                                                    > > Zlinkowalam badania - mozesz se poczytac.
                                                    >
                                                    > Dziękuję. Blogi - choć z pewnością bardzo ciekawe - to jednak
                                                    dosyć specyficzne
                                                    > źródło. Natomiast, przy wolnym czasie, przejrzę część z tych badań
                                                    (o ile będą
                                                    > dostępne), ale coś wątpię, by one moje wątpliwości rozwiały.
                                                    >
                                                    >

                                                    Coś się chłopie nie wyspałeś albo poimprezowałeś zdrowo, skoro takie
                                                    głupoty walisz.
                                                    "On go popchnie", a on go przytuli. Rozśmieszyłeś mnie tym. Podobnie
                                                    jak geje preferuję facetów, ale jak mnie któryś popchnie, to go
                                                    bynajmniej nie tulę, nie przechodzę obok obojętnie, ale się bronię.
                                                    Po prostu, jak ktoś atakuje, to człowiek się broni.
                                                  • okrent9 Re: Doprawdy? 14.08.08, 01:37
                                                    heretic_969 napisał:


                                                    "Podczas gdy normą jest jednak
                                                    > zachowanie zupełnie inne - chłopcy w szkole (i nie tylko)
                                                    rywalizują ze sobą,
                                                    > wyzywają się, biją."

                                                    Chryste Panie. Jak można uznawać, że to co powszechne (niestety w
                                                    wielu środowiskach w Polsce bijatyki między chłopcami wciąż są
                                                    powszechne) jest automatycznie "normalne"? Podpierałeś się w którymś
                                                    poście jakimiś "katolickimi źródłami" - a więc katolicyzm jest Ci
                                                    bliski. I mimo to głosisz, że wyzywanie się i bicie przez dzieci w
                                                    szkole jest normalne?

                                                    Ręce i nogi opadają...
                                                  • heretic_969 Re: Doprawdy? 14.08.08, 02:02
                                                    Ja tylko stwierdzam fakty. Walka między sobą jest czymś naturalnym wśród
                                                    heteroseksualnych samców, wynika prosto z biologii. Nie będę oceniał, czy to
                                                    jest właściwe, czy nie.
                                                  • okrent9 Re: Doprawdy? 14.08.08, 02:35
                                                    heretic_969 napisał:

                                                    > Ja tylko stwierdzam fakty. Walka między sobą jest czymś naturalnym
                                                    wśród
                                                    > heteroseksualnych samców, wynika prosto z biologii. Nie będę
                                                    oceniał, czy to
                                                    > jest właściwe, czy nie.

                                                    Rywalizacja może jest "czymś biologicznie naturalnym wśród samców",
                                                    jednak o ile mi wiadomo nawet dzikie zwierzęta nie walczą do krwi
                                                    ostatniej, a najczęściej te "walki" o samice polegają na
                                                    zastraszaniu przeciwnika, i tyle. Nie wiem, czemu chcesz "kalkować"
                                                    na ludzkie dzieci zachowania ze świata dzikich zwierząt, kiedy
                                                    równocześnie bez przerwy z atencją powołujesz się na kulturę,
                                                    religię, i inne wytwory ludzkiego ducha.

                                                    Niedawno czytałam jakiś artykuł na temat badań naukowych o
                                                    rywalizacji "seksualnej" (niestety nie pamiętam nawet gdzie był ten
                                                    artykuł, więc pewnie znów mi nie uwierzysz). Z badań wynikało, że w
                                                    społecznościach, gdzie to mężczyźni są "towarem deficytowym", nie
                                                    muszą już oni "starać się" tak bardzo o kobiety - to kobiety
                                                    zaczynają rywalizować o nich. A więc rywalizacja o partnera to nie
                                                    sprawa przypisana do płci męskiej. O partnera/partnerkę z całą
                                                    pewnością rywalizują też między sobą mężczyźni homo i lesbijki. A
                                                    bijatyki na pewno nie są odpowiednim sposobem rozwiązywania
                                                    konfliktów ani zdrowym sportem. Marzy mi się, żeby w naszych
                                                    szkołach wprowadzono jakieś zajęcia z komunikacji interpersonalnej.
                                                  • heretic_969 Re: Doprawdy? 14.08.08, 02:49
                                                    Z tymi samicami to oczywiście bardzo możliwe, przy czym jednak zazwyczaj te
                                                    deficyty samców nie występują. W każdym razie - zgadzam się, że to nie tylko
                                                    heteroseksualnych samców charakteryzuje walka o partnera/kę, ale wśród nich ta
                                                    rywalizacja jest zdecydowanie najostrzejsza. Testosteron też odgrywa swoją rolę.
                                                    Nie gloryfikuję bijatyk, tym niemniej nie znam kultury, w której one nie występują.
                                                  • saszenka2 Re: Doprawdy? 11.08.08, 23:44
                                                    heretic_969 napisał:

                                                    > > Co masz na mysli, piszac, ze 'nie bedzie mial mozliwosci
                                                    okazywania
                                                    > > preferencji'?
                                                    >
                                                    > Nie ma przecież partnera, prawda? Więc jakie znaczenie ma fakt, że
                                                    w głowie ma
                                                    > się ku panom? Z punktu widzenia dzieciaka on ma tylko jednego ojca.
                                                    >
                                                    > > Dorastanie z heterykami tez moze 'wypaczyc'. I nie bardzo
                                                    rozumiem,
                                                    > > jakie znaczenie ma czy dzieciak wyrosnie na homo czy hetero,
                                                    jesli
                                                    > > bedzie ze soba szczesliwy?
                                                    >
                                                    > Trzeba było od razu tak napisać. Czyli dla Ciebie to zupełnie
                                                    obojętne, czy kto
                                                    > ś
                                                    > żyje jako gej czy heteryk. Ok, ale nie zgadzam się z tym. Dla mnie
                                                    między tymi
                                                    > preferencjami nie ma równości.
                                                    >
                                                    > > Noi - sadze, ze dla tych dzieci nie sa istotne twoje szlachetne
                                                    > > intencje, ale to, ze dzialania takich dobrych wujkow jak ty sporo
                                                    > > je kosztuja emocjonalnie.
                                                    >
                                                    > To nie ja jestem zwolennikiem homorodzin tutaj. Jak się coś
                                                    popiera, trzeba się
                                                    > liczy ze wszystkimi aspektami.
                                                    >
                                                    > > Alez - o ile uliczni prorocy podobni tobie nie beda glosic
                                                    swojego
                                                    > > obrzydzenia do tych 'paskudnych zbokow i degeneratow' czyli ich
                                                    > > kochajacych, fajnych rodzicow, beda one homoseksualizm
                                                    akceptowac.
                                                    >
                                                    > Hihihihi, a skąd wiesz? Wszystkich ludzi oceniasz biorąc siebie za
                                                    punkt
                                                    > odniesienia? Naprawdę dla Ciebie jest to nie do przyjęcia, że ktoś
                                                    nie akceptuj
                                                    > e
                                                    > homoseksualizmu?
                                                    >
                                                    > > I nie beda mialy z tym problemu. Ktory pojawia sie dopiero wtedy,
                                                    > > kiedy do akcji wkraczaja szwadrony Najwyzszej Prawdy pt 'wasi
                                                    > > starzy to wredne zboczuchy'.
                                                    >
                                                    > Znowu się zapytam: skąd to wiesz? Odkryłaś tajemnice wszystkich
                                                    rozumów na świe
                                                    > cie?
                                                    >
                                                    > Nie dlatego, ze to prawda, ale
                                                    > > dlatego, ze to im _utrudnia_ zycie. Nie gejowscy rodzice, ale
                                                    > > stosunek czesci spoleczenstwa do homoseksualistow.
                                                    >
                                                    > Stosunek, do którego mają najświętsze prawo. I stosunek, który
                                                    homo-zwolennicy
                                                    > powinni uwzględniać gdy przeprowadzają swoje eksperymenty.
                                                    >
                                                    > > Przeciez to bzdura. Niemoralna nie jest, bo nikim jej nie
                                                    krzywdza,
                                                    > > chora tez nie, bo nie ma jej w rejestrze chorob.
                                                    >
                                                    > 1. Nie napisałem niemoralna a nienormalna. Zresztą, dla wielu
                                                    niemoralne to też
                                                    > jest.
                                                    > 2. Sugerujesz, że jak czegoś nie ma w rejestrze chorób, to nie
                                                    jest chorobą?
                                                    > Kurcze, to jacy szczęśliwi musieli być ludzie w średniowieczu, bo
                                                    listy chorób
                                                    > wtedy nie było, a więc chorób także nie.
                                                    >
                                                    > > Kiedy palono czarownice, przekonanie o slusznosci takiego
                                                    > > postepowania z kobietami podzielala znakomita wiekszosc
                                                    obywateli.
                                                    >
                                                    > Brak akceptacji dla homoseksualistów = akceptacja dla palenia
                                                    czarownic? No cóż
                                                    > ,
                                                    > masz prawo tak uważać.
                                                    >
                                                    > > Myslisz, ze homoseksualni rodzice piora im mozgi tak bardzo, ze
                                                    gdy
                                                    > > dorosna nie sa w stanie wyrobic sobie wlasnego pogladu na
                                                    wszystko,
                                                    > > wliczajac w to homoseksualizm?
                                                    >
                                                    > Poglądy niewątpliwie wypaczają się pod wpływem otoczenia. A swoją
                                                    drogą, to
                                                    > rzeczywiście ciekawe, jakie poglądy będą mieć te dzieciaki, gdy
                                                    dorosną...
                                                    > Ciekaw też jestem, czy przypadkiem nie będą zastanawiać się, jak
                                                    to by było,
                                                    > gdyby miały normalną rodzinę...
                                                    >
                                                    >
                                                    >
                                                    >
                                                    >

                                                    A dzieciaki z rodzin heteryckich, też się mogą zastanawiać, jak by
                                                    to było, gdybym miał dwóch ojców, zamiast ojca alkoholika i matkę
                                                    bojącą się pijanego ojca. Nawet to dziecko mające normalnych
                                                    rodziców heteryckich może się zastanawiać, jak by to było. Ale
                                                    gdybanie to gdybanie i każdemu się czasem zdarza. Też można gdybać,
                                                    co by było, gdybym wybrała prawo, a nie chemię i odwrotnie też.
                                                    Wpisuję się w to zasadę, że gdy mi źle, mam problem, to myślę, że
                                                    inni mają lepiej i im zazdroszczę.
                                                    Nie porównuj dzisiejszej medycyny, biologii w ogóle z czasami
                                                    średniowiecza, bo dzisiaj narzędzia poznawcze są coraz lepsze.
                                                  • heretic_969 Re: Doprawdy? 11.08.08, 23:51
                                                    Wiedziałem, że argument heteryków-alkoholików się pojawi. Saszenko, proszę,
                                                    przecież to śmieszne. Naprawdę w "rodzinach" homo nie zdarzają się patologie?
                                                  • saszenka2 Re: Doprawdy? 12.08.08, 00:00
                                                    heretic_969 napisał:

                                                    > Wiedziałem, że argument heteryków-alkoholików się pojawi.
                                                    Saszenko, proszę,
                                                    > przecież to śmieszne. Naprawdę w "rodzinach" homo nie zdarzają się
                                                    patologie?

                                                    Zdarzają się, ale chodziło o pokazanie Ci, że każdy ma czasami
                                                    wątpliwości, czy jego rodzina jest okej. Jak byłeś mały, to na
                                                    pewno zdarzało Ci się czegoś zazdrościć kolegom. No choćby taty
                                                    ganiającego wraz z synem za piłką, tego, że rodzice kolegi mają
                                                    telewizor i na pewno myślałeś, jak by to było, gdyby u nich mieszkał.
                                                  • saszenka2 Re: Doprawdy? 11.08.08, 23:39
                                                    A tak zupełnie na marginesie, to nie rozumiem obaw, że dziecko
                                                    stanie się homoseksualne. I co z tego, jeśli społeczeństwo nie
                                                    będzie go prześladować i znajdzie fajnego faceta, którego pokocha i
                                                    założą szczęśliwą rodzinę.
                                                  • saszenka2 Re: Doprawdy? 11.08.08, 23:22
                                                    heretic_969 napisał:

                                                    > > To jest tzw rodzina niepelna. Samotny gej staje sie heterykiem?
                                                    Bo
                                                    > > nie lapie.
                                                    >
                                                    > Nie. "Gejowska rodzina" to dwóch panów i dzieciak (nie ich
                                                    zresztą).
                                                    >
                                                    > > Przeciez wiele dotychczasowych pokolen gejow wzrastalo w
                                                    rodzinach
                                                    > > heteryckich. I mimo 'prawidlowych' wzrocow i mozliwosci rozwoju
                                                    sa
                                                    > > gejami. Skad zalozenie, ze dziecko wychowywane w gejowskiej
                                                    > > rodzinie samo stanie sie homo?
                                                    >
                                                    > A gdzie ja tak napisałem? Istnieje ryzyko, co nie oznacza, że
                                                    każde dziecko
                                                    > wyrośnie na geja. Może ten los spotka np. 1 na 3? 1 na 5? 1 na 10?
                                                    Ale spotkać
                                                    > może, a faktów zaprzeczających nie ma żadnych.
                                                    >
                                                    > > A - i czy gryzie cie i lezy ci na sumieniu los dzieci w rodzinach
                                                    > > niepelnych i rodzinach nalogowcow?
                                                    >
                                                    > Dlaczego ma mi leżeć na sumieniu. Nie moja wina. Nałogowcom
                                                    powinno się odbiera
                                                    > ć
                                                    > prawa do posiadania dzieci.
                                                    >
                                                    > > Ten stres zalezy akurat od ciebie. Troche dobrej woli i juz te
                                                    > > biedne dzieci nie beda na niego narazone.
                                                    >
                                                    > Hahahahahaha... Chcesz kontrolować moje zachowanie, zabronić mi
                                                    mówienia
                                                    > nieprzyjemnych rzeczy? Aż takim samarytaninem nie jestem, bym
                                                    rezygnował z moje
                                                    > j
                                                    > wolności "bo komuś będzie przykro".
                                                    >
                                                    > > > Niby z jakiej racji te dzieci mają akceptować homoseksualizm?
                                                    > >
                                                    > > Z jakiej mialyby go nie akceptowac?
                                                    >
                                                    > Bo to ich prawo, prawo wolnych ludzi. Mają prawo uważać
                                                    homoseksualizm za
                                                    > obleśny, upośledzony, zdegenerowany itp.
                                                    >
                                                    > > Dlaczego homofile, misiu?
                                                    >
                                                    > Tak określam zwolenników homoseksualistów.
                                                    >
                                                    > > I co tym nieswiadomym dzieciom zli geje rodzice zrobia?
                                                    >
                                                    > Sama ich obecność w domu przez 20 lat życia wystarczy. Może się
                                                    człowiekowi
                                                    > zrobić niedobrze.
                                                    >
                                                    > > I czy zwiazek geja, ktory zwiazal sie z heteryczka i zrobil jej
                                                    > > piecioro dzieci, tkwi w tym zwiazku bez milosci dla pozorow jest
                                                    > > dla dziecka lepszy?
                                                    >
                                                    > Lepszy. Przynajmniej dziecko ma matkę.
                                                    >
                                                    >
                                                    Dlaczego zakładasz, że to "nie ich dzieciak"? Na pewno nie jest ich
                                                    wspólnym potomkiem, ale biologicznym dzieckiem jednego z nich może
                                                    być. Nie wątpię, że w rodzinach, gdzie geje i lesbijki wychowują
                                                    dzieci, występują dzieci homoseksualne, bo wynika to z praw
                                                    matematyki. W każdym społeczeństwie jest kilka procent
                                                    homoseksualistów, więc siłą rzeczy w rodzinach homoseksualnych też
                                                    pojawiają się dzieci homoseksualne.
                                                  • heretic_969 Re: Doprawdy? 12.08.08, 00:35
                                                    > Dlaczego zakładasz, że to "nie ich dzieciak"? Na pewno nie jest ich
                                                    > wspólnym potomkiem, ale biologicznym dzieckiem jednego z nich może
                                                    > być. Nie wątpię, że w rodzinach, gdzie geje i lesbijki wychowują
                                                    > dzieci, występują dzieci homoseksualne, bo wynika to z praw
                                                    > matematyki. W każdym społeczeństwie jest kilka procent
                                                    > homoseksualistów, więc siłą rzeczy w rodzinach homoseksualnych też
                                                    > pojawiają się dzieci homoseksualne.

                                                    Zgadzam się. To oczywiste, że pojawi się kilka procent dzieci homoseksualnych.
                                                    Pytanie, czy nie pojawi się więcej. Weź pod uwagę fakt, że dziecko może się
                                                    urodzić biseksualne - a wtedy najbliższe otoczenie będzie miało szczególnie
                                                    silny wpływ. Poza tym, nawet jeśli dziecko urodzi się z orientacją
                                                    heteroseksualną, to nie ma stuprocentowej pewności, że to ona zadecyduje o jego
                                                    preferencjach.
                                        • okrent9 Re: Doprawdy? 14.08.08, 01:23
                                          heretic_969 napisał:

                                          "Gdzie jest w tym badaniu uwzględniony wiek nastoletni oraz dorosłe
                                          życie tych
                                          > dzieci? Bo wiesz, krótkoterminowo można udowodnić wszystko... np.
                                          to, że
                                          > gospodarka rozwijała się wspaniale dzięki rządom PiS, bo oni
                                          akurat wtedy rządz
                                          > ili."

                                          Nie wiem, na linka podanego przez bene nie zajrzałam - jestem w tej
                                          chwili zbyt zmęczona - ale wiem na pewno, że przeprowadzono badania
                                          na dorosłych dzieciach wychowanych w rodzinach homo w USA, bo
                                          czytałam te badania. Żadnych odchyleń od twojej statystycznej normy
                                          w tych badaniach nie opisano. Między innymi dlatego parę miesięcy
                                          temu Kalifornia urównoprawniła małżeństwa hetero i homo. Małżeństwa
                                          homo mają już dokładnie takie same prawa do adopcji.

                                          A tak na marginesie - 21-letnia córka mojej partnerki ma pracę,
                                          studiuje, wzięła ze schroniska kilka kotów, wynajmuje mieszkanie z
                                          koleżanką i ma mnóstwo znajomych obu płci, a przez dwa lata była w
                                          związku z chłopakiem w swoim wieku. 17-letni syn mojej partnerki ma
                                          dużą grupę koleżanek i kolegów, wiele różnych pasji, bardzo dobrze
                                          się uczy i dostał stypendium na uczelnię w Nowym Jorku. Masz jakieś
                                          dodatkowe pytania?

                                          Aa, tak na marginesie - miesiąc temu chłopak pomógł jej mi się
                                          oświadczyć. Takie oświadczyny z marzeń, w zamkowych ogrodach
                                          dostępnych dla turystów; trzeba było zadbać
                                          o "kameralność", "wyczaić" odpowiedni moment...
                                          • heretic_969 Re: Doprawdy? 14.08.08, 02:00
                                            Wiesz na pewno, że takie "badania" przeprowadzono, ale wskazać tych badań nie
                                            jesteś w stanie? Nawet szkoda, bo kolejne badanie pseudonaukowe bym rozłożył na
                                            kawałki, jak to już uczyniłem dwa razy w dyskusji z BG.
                                            A cieszę się, że dzieciom Twojej partnerki dobrze się wiedzie, ale... co to niby
                                            ma udowodnić? Razem je od chwili urodzenia wychowywałyście? Z postu Twojego
                                            wynika, że raczej nie.
                                            • okrent9 Re: Doprawdy? 14.08.08, 02:23
                                              heretic_969 napisał:

                                              "A cieszę się, że dzieciom Twojej partnerki dobrze się wiedzie,
                                              ale... co to nib
                                              > y
                                              > ma udowodnić? Razem je od chwili urodzenia wychowywałyście? Z
                                              postu Twojego
                                              > wynika, że raczej nie."

                                              Nie, nie od urodzenia, od ośmiu lat (a więc córka miała 12-13 lat,
                                              syn 9, kiedy pojawiłam się w ich życiu). Dzieci mają zresztą stały
                                              kontakt z ojcem. Jedyna oczywista różnica jaką jestem sobie w stanie
                                              w tej chwili wyobrazić pomiędzy doświadczeniami dziecka np.
                                              zaadoptowanego przez parę lesbijek w wieku niemowlęcym (czy też
                                              dziecka w ich związku poczętego metodą in vitro) a dziecka, które
                                              urodziło się w małżeństwie "tradycyjnym", w którym jedno z rodziców
                                              było homoseksualne, jest fakt, że dziecku adoptowanemu bądź
                                              poczętemu in vitro oszczędzone będzie doświadczenie rozwodu
                                              rodziców. I to akurat różnica na plus.

                                              Powiedziałam, że nie podam w tej chwili linków do tamtych badań, bo
                                              jest późno i mam ważniejsze sprawy na głowie niż szukanie ich w tej
                                              chwili w internecie. I naprawdę nie rozumiem, z czego wynika Twoje
                                              przekonanie o własnej mocarności jeśli chodzi o "rozkładanie na
                                              kawałki" badań, które określasz jako pseudonaukowe, skoro sam
                                              wrzuciłeś do dyskusji kontrargument do własnego wywodu (przypomnę:
                                              ten z legalizacją związku wpływającą na związku trwałość). Nie
                                              rozumiem też, czemu badania, które uznał Sąd Najwyższy stanu o
                                              populacji równej z populacją naszego kraju, nazywasz pseudonaukowymi.
                                              • heretic_969 Re: Doprawdy? 14.08.08, 02:42
                                                Rozumiem. Cieszę się, że się udało, życzę dalszego szczęścia, ale chyba
                                                przyznasz, że Twoje pojedyncze doświadczenie to trochę za mało by uznać je za
                                                twardy dowód w sprawie? Poza tym nie możesz wykluczyć, że pod wpływem waszego
                                                wychowania dzieci Twojej partnerki się jednak czymś różnią od innych (na plus
                                                czy minus).
                                                Nie ponaglam Cię do przedstawiania linków, wiem, że masz ważniejsze sprawy. Jak
                                                coś kiedyś będziesz miała to chętnie zobaczę. A określenie "pseudonaukowe" jest
                                                może zbyt mocne, tym niemniej sądzę, że te badania, które przynajmniej miałem
                                                okazję zobaczyć, nie stoją na odpowiednio wysokim poziomie.
                                                Co do decyzji SN w Kalifornii, to wydaję mi się, że pełne prawa do adopcji
                                                związki jednopłciowe miały już wcześniej. Teraz to właściwie chodziło o nazwę
                                                małżeństwo, bo związki partnerskie w tym stanie już wszystkie inne formalności
                                                załatwiały.
                                                Piszesz z Kalifornii, prawda? W takim razie gratuluję małżeństwa, szczerze:)
                                                Pozdrawiam

                          • stephen_s Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 02:19
                            > Dzieci w parach homo wychowuja sie od lat i jakos nie slyszalam,
                            > aby wyrastaly na dewiantow, ku.. i zlodziei czy mialy pelzajace
                            > IQ.

                            Nie rozumiem, po co używasz takiego języka. Nigdzie nie napisałem, że dzieci
                            homoseksualistów wyrastają na ku...

                            Przestańcie mi imputować rzeczy, których nie mówię.
                            • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 02:22

                              Znowu masz syndrom osaczonego kroliczka :)
                              Nigdzie nie napisalam, ze napisales :)
                              • stephen_s Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 02:25
                                Świetnie, w takim razie bądź łaskawa nie udzielać mi odpowiedzi, które nijak nie
                                mają się do tego, co mówię.
                                • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 02:34
                                  Ona ma sie wprost, ziew.
                                  To jak - nadal bedziesz sie oftopicznie czepiac, czy ustosunkujesz
                                  sie do faktow, o ktore prosiles >?
                                  • stephen_s Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 02:46
                                    Jutro.
                            • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 23:32
                              stephen_s napisał:

                              > > Dzieci w parach homo wychowuja sie od lat i jakos nie slyszalam,
                              > > aby wyrastaly na dewiantow, ku.. i zlodziei czy mialy pelzajace
                              > > IQ.
                              >
                              > Nie rozumiem, po co używasz takiego języka. Nigdzie nie napisałem,
                              że dzieci
                              > homoseksualistów wyrastają na ku...
                              >
                              > Przestańcie mi imputować rzeczy, których nie mówię.
                              >
                              Ale sporo sugerujesz.
                              • stephen_s Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 00:02
                                O nie, moja droga. To nie ja sugeruję, tylko Tobie się zdaje, że coś sugeruję.
                                Twój problem polega na tym, że masz czarno-białą wizję świata i dla Ciebie ktoś,
                                kto przyznaje się do zwykłych WĄTPLIWOŚCI co do adopcji dzieci przez pary
                                homoseksualne, urasta do kogoś, wg kogo dzieci homoseksualistów to k... . A jak
                                ktoś mówi o dobru społecznym, to staje się Hitlerem. Opanuj się! Świat nie jest
                                taki prosty.

                                Skoro uważasz mnie za taką konserwę, to wytłumacz mi, jakim cudem mogą być za
                                równouprawnieniem kobiet???
                        • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 23:29
                          stephen_s napisał:

                          > > I przez Twoje wątpliwości najlepiej, żeby homoseksualiści nadal
                          nie
                          > > mogli się dowiedzieć, co słychać u ich partnera, adoptować
                          dzieci.
                          >
                          > Tak, mam poważne wątpliwości, czy homoseksualiści powinni móc
                          adoptować dzieci.
                          > Zbyt jeszcze mało wiemy o kształtowaniu się psychiki dziecka, by
                          ocenić, czy
                          > takie rodziny są dla dzieci dobre.
                          >
                          > Ja wiem, ze to brzmi brutalnie, ale człowiek jest istotą
                          biologiczną i pewne
                          > ograniczenia ma. Np. tak banalne, że jest organizmem dziennym, nie
                          nocnym. Tak
                          > samo możliwe jest, że po prostu dla prawidłowego rozwoju człowiek
                          potrzebuje
                          > heteroseksualnej rodziny. Dopóki nie ustalimy, czy tak nie jest,
                          mam
                          > wątpliwości, czy można eksperymentować na dzieciach w imię postępu.
                          >
                          > Więc jeśli argumentem za małżeństwami homoseksualnymi ma być to,
                          że dzięki temu
                          > będą mogły one mieć dzieci, to ja tym bardziej mam wątpliwości,
                          czy te
                          > małżeństwa powinny istnieć.
                          >
                          Geje pochodzą z heteryckich rodzin i heteroseksualizm ich rodziców
                          jakoś się im nie udzielił. Czy dziecko w domu dziecka jest
                          szczęśliwe, gdy nie ma się do kogo przytulić, komu wręczyć laurki na
                          szkolnej akademii z okazji Dnia Matki? A czy nie liczy się przede
                          wszystkim szczęście dziecka, bo jeśli liczy się jego szczęście, to
                          lepiej dla niego mieć dwóch ojców, którzy go przytulą, pocieszą, gdy
                          nie pójdzie mu na zawodach sportowych.
                          • stephen_s Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 00:13
                            > Geje pochodzą z heteryckich rodzin i heteroseksualizm ich rodziców
                            > jakoś się im nie udzielił.

                            Nie o tym mówimy. Mówimy o tym, jaki potencjalnie wpływ na dziecko moze mieć
                            wychowywanie się w rodzinie homoseksualnej. Wiemy to? Moim zdaniem, nie wiemy.
                            Dlatego też wzdragam się przed robieniem eksperymentów na "żywym organizmie", bo
                            kto wie, do czego to doprowadzi.

                            > A czy nie liczy się przede
                            > wszystkim szczęście dziecka, bo jeśli liczy się jego szczęście, to
                            > lepiej dla niego mieć dwóch ojców, którzy go przytulą, pocieszą, gdy
                            > nie pójdzie mu na zawodach sportowych.

                            Powtarzam: NIE WIADOMO, czy te dzieci byłyby szczęśliwe.
                            • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 00:28

                              www.sciencedaily.com/releases/2007/09/070928215535.htm

                              Imho jedyne nieszczescia, ktore roznia dzieci z par homo od dzieci
                              z par hetero, to te spotykajace je od glupich ludzi, ktorzy maja
                              uprzedzenia.
                              • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 01:07
                                bene_gesserit napisała:

                                >
                                > www.sciencedaily.com/releases/2007/09/070928215535.htm
                                >
                                > Imho jedyne nieszczescia, ktore roznia dzieci z par homo od dzieci
                                > z par hetero, to te spotykajace je od glupich ludzi, ktorzy maja
                                > uprzedzenia.
                                >
                                Najciekawsze jest to, że homofob jeden z drugim prawi o dobru dzieci
                                wychowywanych przez gejów i o tym, że "społeczeństwo będzie im
                                uprzykrzać życie", a tak naprawdę to te homofobiczne jednostki
                                robią piekło dzieciom z takich rodzin. To tak jak biskupi. Trąbią,
                                że dziecko Tysiąc dotknie trauma z powodu niezrealizowanej decyzji
                                jego matki, a sam Kościól nazywa ją niedoszłą morderczynią i to on
                                krzywdzi to dziecko.
                              • heretic_969 No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 11.08.08, 02:31
                                temu źródłowi:

                                "The study involved 100 heterosexual couples and 100 lesbian couples with
                                children ages 4-8 who were raised by the couple since birth."

                                Czyli znowu to, co już wcześniej napisałem: brak jakichkolwiek danych o gejach,
                                a badania na dzieciach zupełnie pomijają nie tylko ich późniejszy dorosły wiek,
                                ale nawet i okres nastoletni.

                                "Child adjustment and parental characteristics were measured by questionnaires,
                                family observations by researchers, and diaries kept by the parents regarding
                                the amounts of time they spent in childrearing, household work, or paid work
                                outside the home."

                                Aha. Czyli jedynym źródłem są właściwie same lesbijki, bo to one odpowiadają na
                                pytania i one prowadzą notatniki. Plus jakieś obserwacje przez tajemniczych
                                badaczy, ale kim są ci badacze i jakie to obserwacje, tego nie wiadomo.
                                Nic dziwnego, że badania dają pozytywne efekty:)

                                > Imho jedyne nieszczescia, ktore roznia dzieci z par homo od dzieci
                                > z par hetero, to te spotykajace je od glupich ludzi, ktorzy maja
                                > uprzedzenia.

                                Imho głupimi ludźmi są ci, co uważają takie "badania" za wystarczające dowody.


                                • bene_gesserit Re: No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 11.08.08, 02:39
                                  Tego tez mi sie nie chce czytac, ale tobie dobrze idzie, wiec
                                  prosze:
                                  tinyurl.com/66fxcv
                                  • heretic_969 Re: No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 11.08.08, 02:56
                                    Tu już nawet nie ma czego komentować, bo artykuł nie przedstawia żadnych
                                    statystyk (generalnie opowiada o trzech nastolatkach z homorodzin, o których nic
                                    nie wiadomo poza tym, że są szczęśliwe) jedynie jest coś takiego:

                                    "What antigay groups continue to ignore is the fact that nearly 50 studies show
                                    there are no significant developmental differences between the children of gay
                                    parents and the children of straight parents."

                                    A o jakości jednego z tych badań napisałem posta wyżej:)
                                    • bene_gesserit Re: No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 11.08.08, 03:00

                                      kidsofqueers.blogspot.com/
                                      • bene_gesserit Re: No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 11.08.08, 03:12
                                        I tu - jest cala lista prac naukowych na temat:
                                        www.jeramyt.org/gay/gayhealth.html
                                        • heretic_969 Re: No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 11.08.08, 03:27
                                          To jest o zdrowiu psychicznym homoseksualistów, nie o ich dzieciach.
                                        • bene_gesserit Re: No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 11.08.08, 03:36
                                          Polecam ci punkt 2, zwlaszcza 2e
                                          • heretic_969 Re: No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 11.08.08, 04:07
                                            Widzę, widzę. Już o jakości dwóch z tych badań miałem okazję się przekonać. Na
                                            szczęście pozostałe nie są zalinkowane, więc nie muszę po kolei po nich jechać,
                                            bo pewnie byś tego chciała:)
                                            • bene_gesserit Re: No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 11.08.08, 15:52

                                              Sprawdzilam pare tytulow - jednen byl dostepny w sieci w calosci, z
                                              drugiego mozna bylo przeczytac abstrakt. Polecam.
                                      • heretic_969 Re: No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 11.08.08, 03:26
                                        A to jest blog kobiety, która miała geja-ojca.
                                        ?
                                        • bene_gesserit Re: No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 11.08.08, 03:44

                                          Tam jest zlinkowanych duzo blogow doroslych i doroslawych dzieci
                                          par homoseksualnych. Pomyslalam, ze warto, bys sie zapoznal z
                                          informacjami wprost od 'pokrzywdzonych'.
                                          • heretic_969 Re: No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 11.08.08, 04:12
                                            A co to niby za dowód, że kilkadziesiąt ludzi sobie założy sobie bloga i opisze
                                            swoje doświadczenia? Swoją drogą, ja też mogę założyć takiego bloga...
                                            BTW, z tego co szybko wyczytałem wynika, że kobieta mająca ojca-geja już miała
                                            rozwód. Nic nie sugeruję oczywiście.
                                            • bene_gesserit Re: No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 11.08.08, 15:54

                                              Nie chodzi o zaden dowod tu akurat, bo swiadectwa sa jednostkowe i
                                              subiektywne. Ale ciekawie poczytac, ze te dzieciaki to normalni
                                              ludzie, a nie homoseksualne potwory o siedmiu glowach i dlugich
                                              jezykach. Noi rowniez o tym, ze najwiekszy problem maja - one i ich
                                              rodzice - z koltunstwem, nie z homoseksualizmem rodzicow.
                                            • bene_gesserit Re: No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 11.08.08, 15:59
                                              heretic_969 napisał:

                                              > A co to niby za dowód, że kilkadziesiąt ludzi sobie założy sobie
                                              bloga i opisze
                                              > swoje doświadczenia? Swoją drogą, ja też mogę założyć takiego
                                              bloga...

                                              A, dopiero teraz do mnie dotarlo.
                                              Heteric, jesli masz problem ze swoja seksualnoscia, to _najgorsza_
                                              z mozliwych opcja jest wypluwanie obrzydzenia w Internecie. Moge
                                              popytac o dobrych specjalistow, bo mam znajomosci w branzy.
                                              To sie oczywiscie wiaze z twojej strony z wielkim wysilkiem, ale
                                              potem jest juz tylko lepiej. Daj znac na priva, jakby co.
                                              • heretic_969 Re: No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 11.08.08, 17:53
                                                Nie, nie mam problemów z moją seksualnością. Ale dziękuję za troskę:)
                                                • bene_gesserit Re: No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 11.08.08, 21:05

                                                  Smiem watpic, ale to nie temat na watek. Prosze bardzo.
                                            • saszenka2 Re: No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 11.08.08, 23:46
                                              heretic_969 napisał:

                                              > A co to niby za dowód, że kilkadziesiąt ludzi sobie założy sobie
                                              bloga i opisze
                                              > swoje doświadczenia? Swoją drogą, ja też mogę założyć takiego
                                              bloga...
                                              > BTW, z tego co szybko wyczytałem wynika, że kobieta mająca ojca-
                                              geja już miała
                                              > rozwód. Nic nie sugeruję oczywiście.

                                              Miała rozwód i co z tego? Spójrz na znajome z hetryckich rodzin, ile
                                              z nich jest po rozwodzie? Też zapewne takie znajdziesz. Ludziom się
                                              czasami nie układa i kończą taki układ. I dobrze, bo jak wyciągną
                                              wnioski, to kolejny związek może być naprawdę udany.
                                              • heretic_969 Re: No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 12.08.08, 00:28
                                                Ja wiem, ale gdyby okazało się, że dzieci wychowane w homo-rodzinach rozwodzą
                                                się znacznie częściej niż dzieci z heteroseksualnych rodzin, to o czymś by to
                                                świadczyło, prawda? Najwyraźniej byłby to dowód na to, że jednak jakieś różnice
                                                między tymi dziećmi istnieją i mają wpływ na dorosłe życie.
                                                • saszenka2 Re: No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 12.08.08, 23:54
                                                  heretic_969 napisał:

                                                  > Ja wiem, ale gdyby okazało się, że dzieci wychowane w homo-
                                                  rodzinach rozwodzą
                                                  > się znacznie częściej niż dzieci z heteroseksualnych rodzin, to o
                                                  czymś by to
                                                  > świadczyło, prawda? Najwyraźniej byłby to dowód na to, że jednak
                                                  jakieś różnice
                                                  > między tymi dziećmi istnieją i mają wpływ na dorosłe życie.

                                                  A udowodniono coś takiego? Nie trzeba być wychowywanym w
                                                  homorodzinie, żeby się rozwodzić kilkakrotnie. Kiedyś był artykuł o
                                                  patchworkowych rodzinach. Psycholog przyznał, iż tak naprawdę
                                                  największe szanse na szczęśliwe małżeństwo mają te pary, które stają
                                                  na ślubnym kobiercu po raz trzeci. Nawet ciekawie to argumentował,
                                                  osadzając to przemyśleniach związanych z doświadczeniem życiowym.
                                                  Wiele par się rozwodzi, bo do siebie nie pasuje.Nie trzeba mieć
                                                  wcale dwóch ojców.
                                                  • heretic_969 Re: No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 13.08.08, 02:44
                                                    Ja tylko sugeruję, że bardzo wiele rzeczy pozostało niezbadanych, by wysuwać
                                                    wnioski, że dzieci z rodzin hetero i homo niczym się nie różnią. Oczywiście, że
                                                    rozwody zdarzają powszechnie, ale jeśli jedna grupa rozwodzi się częściej od
                                                    innej, to znaczy, że najprawdopodobniej stoją za tym jakieś czynniki.
                                    • saszenka2 Re: No i niby co udowodniłaś? Przyjrzyjmy się 11.08.08, 23:31
                                      heretic_969 napisał:

                                      > Tu już nawet nie ma czego komentować, bo artykuł nie przedstawia
                                      żadnych
                                      > statystyk (generalnie opowiada o trzech nastolatkach z homorodzin,
                                      o których ni
                                      > c
                                      > nie wiadomo poza tym, że są szczęśliwe) jedynie jest coś takiego:
                                      >
                                      > "What antigay groups continue to ignore is the fact that nearly 50
                                      studies show
                                      > there are no significant developmental differences between the
                                      children of gay
                                      > parents and the children of straight parents."
                                      >
                                      > A o jakości jednego z tych badań napisałem posta wyżej:)

                                      www.youtube.com/watch?v=zjlsayMjumc
                                      Bardzo fajna piosenka. Nie widzę, żeby ten chłopak brzydził się
                                      swoimi ojcami, żeby oni się nad nim pastwili, wygląda na
                                      szczęśliwego.
                          • heretic_969 Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 02:37
                            A czy nie liczy się przede
                            > wszystkim szczęście dziecka, bo jeśli liczy się jego szczęście, to
                            > lepiej dla niego mieć dwóch ojców, którzy go przytulą, pocieszą, gdy
                            > nie pójdzie mu na zawodach sportowych.

                            Bo Ty tak uważasz? A jeśli dzieciak od takiego przytulania nie będzie
                            szczęśliwy, tylko dostanie wymiotów?
                            • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 02:40

                              Uczucie obrzydzenia jest nabywane spolecznie.
                              Jesli nie nabedzie obrzydzenia do homoseksualistow, nie dostanie
                              wymiotow. Chyba, ze tacy kolesie jak ty beda go usilnie reedukowac.
                              • heretic_969 Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 02:59
                                Sugerujesz, że obrzydzenie do homoseksualistów (w tym wypadku męskich) nie ma
                                podłoża biologicznego?
                                To w takim razie skąd się wzięło u (przynajmniej części) społeczeństwa?
                                • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 03:02

                                  A mozesz zlinkowac jakies badania, w ktorych udowodniono
                                  istnienie 'genu obrzydzenia do homoseksualistow' i wyjasnic, czemu
                                  mimo jego istnienia odsetek homoseksualistow jest taki sam w
                                  roznych kulturach?
                                  • heretic_969 Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 03:35
                                    > A mozesz zlinkowac jakies badania, w ktorych udowodniono
                                    > istnienie 'genu obrzydzenia do homoseksualistow'

                                    Ja nic nie napisałem, że taki gen istnieje. To Ty stwierdziłaś, że obrzydzenie
                                    do homoseksualistów jest nabywane społecznie, a nie biologiczne. Ja się w tej
                                    sytuacji pytam: jak to jest to możliwe? Czyżby ludzie sobie to, ot tak po
                                    prostu, wmówili bez żadnej przyczyny?



                                    • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 03:43

                                      Troche sie gubie.
                                      BO jesli nie jest jednak nabywany spolecznie, to skad sie bierze?
                                      Roboczo odrzucmy dzialanie Ducha Swietego, ok? Jesli to zrobimy, to
                                      wychodzi, ze bierze sie z genow. Wiec nadal czekam na na te badania.

                                      Obrzydzenie do gejow u czesci spoleczenstwa bierze sie, jak sadze,
                                      z powodu wielusetletniej dzialalnosci Kosciola. Ktory z automatu
                                      pietnuje kazde zachowanie seksualne nie prowadzace do prokreacji, a
                                      zwlaszcza takie pozaslubne. To Kosciol wdrozyl i rozpropagowal te
                                      optyke, ktora wsiakla tak gleboko, ze zmienia sie dopiero teraz,
                                      kiedy coraz wiecej narodow w coraz wiekszym stopniu sie laicyzuje i
                                      poddaje refleksji odziedziczone po chrzescijanstwie normy.

                                      W starozytnych kulturach Europy homoseksualizm nie byl pietnowany -
                                      przeciwnie, niekiedy byl uwazany za najwyzsza i najszlachetniejsza
                                      forme milosci. Jak wiec widzisz, stosunek do homo jest zmienny w
                                      czasie, a wiec od kultury zalezny.

                                      To jak z tym genem? Bo tu mozesz sobie poczytac o uczuciu
                                      obrzydzenia - nic nowego, ale moze nieco ci rozjasni w glowce:
                                      tinyurl.com/56s5vr
                                      • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 15:54
                                        Liczylam na odpowiedz, bo mnie to naprawde ciekawi.
                                      • heretic_969 Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 18:06
                                        > BO jesli nie jest jednak nabywany spolecznie, to skad sie bierze?
                                        > Roboczo odrzucmy dzialanie Ducha Swietego, ok? Jesli to zrobimy, to
                                        > wychodzi, ze bierze sie z genow. Wiec nadal czekam na na te badania.

                                        Ja niczego kategorycznie nie stwierdziłem.
                                        Ja po prostu sugeruję, że jeśli coś jest nabywane społecznie, to ok - ale skąd w
                                        takim razie to coś wzięło się u społeczeństwa? A społeczeństwo to przecież zbiór
                                        jednostek.

                                        > Obrzydzenie do gejow u czesci spoleczenstwa bierze sie, jak sadze,
                                        > z powodu wielusetletniej dzialalnosci Kosciola. Ktory z automatu
                                        > pietnuje kazde zachowanie seksualne nie prowadzace do prokreacji, a
                                        > zwlaszcza takie pozaslubne. To Kosciol wdrozyl i rozpropagowal te
                                        > optyke, ktora wsiakla tak gleboko, ze zmienia sie dopiero teraz,
                                        > kiedy coraz wiecej narodow w coraz wiekszym stopniu sie laicyzuje i
                                        > poddaje refleksji odziedziczone po chrzescijanstwie normy.

                                        Ja nie znam zbyt wiele religii, które miałyby pozytywny stosunek do
                                        homoseksualizmu, więc nie można przypisać wszystkiego kościołowi katolickiemu.
                                        Poza tym jest jeszcze druga sprawa. Przyjmijmy nawet, że ok, to religie stoją za
                                        niechęcią do gejów. Ale przecież za każdą religią stoją konkretni ludzie - skąd
                                        się w takim razie u nich wziął niechęć do homoseksualizmu? A poza tym, jak to
                                        możliwe, że skoro ludziom homoseksualizm nie przeszkadza, to tak łatwo
                                        zaakceptowali doktryny, które go zwalczają?

                                        > W starozytnych kulturach Europy homoseksualizm nie byl pietnowany -
                                        > przeciwnie, niekiedy byl uwazany za najwyzsza i najszlachetniejsza
                                        > forme milosci. Jak wiec widzisz, stosunek do homo jest zmienny w
                                        > czasie, a wiec od kultury zalezny.

                                        Oczywiście. Przy czym nasza wiedza na temat obyczajowości starożytnych kultur
                                        jest jednak mocno ograniczona (nieliczne źródła, często sprzeczne ze sobą), więc
                                        raczej nie wchodziłbym na ten teren.

                                        • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 21:25
                                          heretic_969 napisał:

                                          > Ja niczego kategorycznie nie stwierdziłem.
                                          > Ja po prostu sugeruję, że jeśli coś jest nabywane społecznie, to
                                          ok - ale skąd
                                          > w
                                          > takim razie to coś wzięło się u społeczeństwa? A społeczeństwo to
                                          przecież zbió
                                          > r
                                          > jednostek.

                                          Wyjasnilam przeciez?
                                          Noi jesli zgodzisz sie, ze to sie nie wzielo z genow, to musialo
                                          powstac pod wplywem kultury. Naszej, bo w innych roznie sie
                                          stosunek do homoseksualistow ksztaltowal. Tresciwy rzut
                                          antropologiczny na temat:
                                          www2.fmg.uva.nl/gl/queerant.html

                                          > Ja nie znam zbyt wiele religii, które miałyby pozytywny stosunek
                                          do
                                          > homoseksualizmu, więc nie można przypisać wszystkiego kościołowi
                                          katolickiemu.

                                          Nie KK, ale chrzescijanstwu. Nie wszystkiego, ale niecheci do
                                          homoseksualistow w naszym kregu kulturowym. Jesli przeczytalesz
                                          zlinkowany artykul, to dowiesz sie, ze ta nienawisc to nie jest
                                          zjawisko powszechne, wspolne dla wszystkich kultur i wszystkich
                                          czasow.

                                          > Poza tym jest jeszcze druga sprawa. Przyjmijmy nawet, że ok, to
                                          religie stoją z
                                          > a
                                          > niechęcią do gejów. Ale przecież za każdą religią stoją konkretni
                                          ludzie - skąd
                                          > się w takim razie u nich wziął niechęć do homoseksualizmu?

                                          Homoseksualizm to lamanie jednej z X norm chrzescijanstwa - 'nie
                                          cudzoloz'. Notoryczni grzesznicy. Za co mieliby xianie ich kochac?

                                          A poza tym, jak to
                                          > możliwe, że skoro ludziom homoseksualizm nie przeszkadza, to tak
                                          łatwo
                                          > zaakceptowali doktryny, które go zwalczają?

                                          A poza tym, jak to mozliwe, ze kilkadziesiat lat temu normalni
                                          ludzie zaczeli - w setkach tysiecy a potem w milionach - mordowac
                                          innych? I jak to mozliwe, ze do dzis dnia ideologia, ktora za tym
                                          mordem stala ma sie dobrze, a nawet przezywa renesans?

                                          > Oczywiście. Przy czym nasza wiedza na temat obyczajowości
                                          starożytnych kultur
                                          > jest jednak mocno ograniczona (nieliczne źródła, często sprzeczne
                                          ze sobą), wię
                                          > c
                                          > raczej nie wchodziłbym na ten teren.

                                          A ja bym wchodzila, bo zrodel jest akurat bardzo wiele - od pism
                                          Platona i Herodota, przez erotyczne rysunki po utwory literackie i
                                          mity. Nie moze byc mowy o pomylce czy nadinterpretacji.
                                          • heretic_969 Re: To ja odpowiem... 12.08.08, 00:40
                                            > Noi jesli zgodzisz sie, ze to sie nie wzielo z genow, to musialo
                                            > powstac pod wplywem kultury.

                                            Ale skąd się bierze kultura?
                                            Być może się źle wyraziłem, albo niejasno. Ja cały czas się pytam o źródła
                                            niechęci do homoseksualistów, a Ty piszesz, że to sprawka religii,
                                            społeczeństwa, kultury.
                                            Ale przecież to nie jest wytłumaczenie, bo religia, społeczeństwo i kultura nie
                                            są narzucone człowiekowi z góry, ale to on je tworzy. Więc wynika z tego jasno,
                                            że przynajmniej w pewnych jednostkach niechęć do homoseksualistów ukształtowała
                                            się albo biologicznie, albo pod wpływem jakiś doświadczeń.
                                            • kot_w_zimie Re: To ja odpowiem... 12.08.08, 15:14
                                              Ale ostre potępienie homoseksualizmu występuje szczególnie w judaizmie i
                                              religiach z niego się wywodzących-chrześcijaństwie i islamie. Pogańska
                                              starożytność takie zachowania tolerowała a nawet afirmowała. U Żydów panował
                                              kult płodności i wielka troska o powiększanie liczebności narodu.
                                            • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 12.08.08, 23:57
                                              heretic_969 napisał:

                                              > > Noi jesli zgodzisz sie, ze to sie nie wzielo z genow, to musialo
                                              > > powstac pod wplywem kultury.
                                              >
                                              > Ale skąd się bierze kultura?
                                              > Być może się źle wyraziłem, albo niejasno. Ja cały czas się pytam
                                              o źródła
                                              > niechęci do homoseksualistów, a Ty piszesz, że to sprawka religii,
                                              > społeczeństwa, kultury.
                                              > Ale przecież to nie jest wytłumaczenie, bo religia, społeczeństwo
                                              i kultura nie
                                              > są narzucone człowiekowi z góry, ale to on je tworzy. Więc wynika
                                              z tego jasno,
                                              > że przynajmniej w pewnych jednostkach niechęć do homoseksualistów
                                              ukształtowała
                                              > się albo biologicznie, albo pod wpływem jakiś doświadczeń.
                                              Rodzisz się w danej kulturze, żyjesz w otoczeniu osób, które mają
                                              takie, a nie inne spojrzenie na otaczającą rzeczywistość, zostajesz
                                              wpisany w schemat. Część osób będzie niepokornych i będzie próbowała
                                              się z niego uwolnić, część nie zauważy, że została zamknięta w
                                              sztywnym schemacie, że nie miała żadnego wpływu na jego tworzenie.
                                            • okrent9 Re: To ja odpowiem... 14.08.08, 02:00
                                              heretic_969 napisał:

                                              "religia, społeczeństwo i kultura nie są narzucone człowiekowi z
                                              góry, ale to on je tworzy."

                                              Jak to nie są narzucone z góry? Oczywiście, że są. Rodzimy się w
                                              konkretnych społecznościach i od dziecka jesteśmy indoktrynowani
                                              przez przedstawicieli panującej religii, i wchłaniamy aktualną
                                              miejscową kulturę... Tworzyć możemy pewne nowe wzorce dopiero w
                                              momencie, kiedy stać nas na spojrzenie z pewnego dystansu i analizę
                                              istotnych faktów... Większość społeczeństwa jednak zbyt jest zajęta
                                              sama sobą, by mieć czas na autorefleksję. Dlatego "dziedziczymy" tak
                                              wiele przestarzałych, niepotrzebnych uprzedzeń. Dlatego
                                              społeczeństwa zmieniają się powoli.
                                        • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 23:55
                                          heretic_969 napisał:

                                          > > BO jesli nie jest jednak nabywany spolecznie, to skad sie bierze?
                                          > > Roboczo odrzucmy dzialanie Ducha Swietego, ok? Jesli to zrobimy,
                                          to
                                          > > wychodzi, ze bierze sie z genow. Wiec nadal czekam na na te
                                          badania.
                                          >
                                          > Ja niczego kategorycznie nie stwierdziłem.
                                          > Ja po prostu sugeruję, że jeśli coś jest nabywane społecznie, to
                                          ok - ale skąd
                                          > w
                                          > takim razie to coś wzięło się u społeczeństwa? A społeczeństwo to
                                          przecież zbió
                                          > r
                                          > jednostek.
                                          >
                                          > > Obrzydzenie do gejow u czesci spoleczenstwa bierze sie, jak
                                          sadze,
                                          > > z powodu wielusetletniej dzialalnosci Kosciola. Ktory z automatu
                                          > > pietnuje kazde zachowanie seksualne nie prowadzace do
                                          prokreacji, a
                                          > > zwlaszcza takie pozaslubne. To Kosciol wdrozyl i rozpropagowal te
                                          > > optyke, ktora wsiakla tak gleboko, ze zmienia sie dopiero teraz,
                                          > > kiedy coraz wiecej narodow w coraz wiekszym stopniu sie
                                          laicyzuje i
                                          > > poddaje refleksji odziedziczone po chrzescijanstwie normy.
                                          >
                                          > Ja nie znam zbyt wiele religii, które miałyby pozytywny stosunek do
                                          > homoseksualizmu, więc nie można przypisać wszystkiego kościołowi
                                          katolickiemu.
                                          > Poza tym jest jeszcze druga sprawa. Przyjmijmy nawet, że ok, to
                                          religie stoją z
                                          > a
                                          > niechęcią do gejów. Ale przecież za każdą religią stoją konkretni
                                          ludzie - skąd
                                          > się w takim razie u nich wziął niechęć do homoseksualizmu? A poza
                                          tym, jak to
                                          > możliwe, że skoro ludziom homoseksualizm nie przeszkadza, to tak
                                          łatwo
                                          > zaakceptowali doktryny, które go zwalczają?
                                          >
                                          > > W starozytnych kulturach Europy homoseksualizm nie byl
                                          pietnowany -
                                          > > przeciwnie, niekiedy byl uwazany za najwyzsza i
                                          najszlachetniejsza
                                          > > forme milosci. Jak wiec widzisz, stosunek do homo jest zmienny w
                                          > > czasie, a wiec od kultury zalezny.
                                          >
                                          > Oczywiście. Przy czym nasza wiedza na temat obyczajowości
                                          starożytnych kultur
                                          > jest jednak mocno ograniczona (nieliczne źródła, często sprzeczne
                                          ze sobą), wię
                                          > c
                                          > raczej nie wchodziłbym na ten teren.
                                          >
                                          Bo Kościół doi kasę od ludzi, a geje nie dadzą na chrzest, na
                                          pierwszą komunię, na bierzmowanie, nie będą mieć dziewięciorga
                                          dzieci. Dziś dzieci mogą mieć, ale przed wiekami nikt o in vitro czy
                                          inseminacji, bankach spermy nie slyszał, więc szans na kaskę nie
                                          było.
                                • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 23:35
                                  heretic_969 napisał:

                                  > Sugerujesz, że obrzydzenie do homoseksualistów (w tym wypadku
                                  męskich) nie ma
                                  > podłoża biologicznego?
                                  > To w takim razie skąd się wzięło u (przynajmniej części)
                                  społeczeństwa?

                                  Z kultury i strachu przed nieznanym, przed innością.
                                  W Grecji przed wiekami nikt homoseksualistów nie potępiał, wręcz
                                  przeciwnie.
                            • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 23:25
                              heretic_969 napisał:

                              > A czy nie liczy się przede
                              > > wszystkim szczęście dziecka, bo jeśli liczy się jego szczęście,
                              to
                              > > lepiej dla niego mieć dwóch ojców, którzy go przytulą, pocieszą,
                              gdy
                              > > nie pójdzie mu na zawodach sportowych.
                              >
                              > Bo Ty tak uważasz? A jeśli dzieciak od takiego przytulania nie
                              będzie
                              > szczęśliwy, tylko dostanie wymiotów?

                              Równie dobrze Twój dzieciak dostać wymiotów od przytulania przez
                              Ciebie. Po prostu nic na siłę. Jak ktoś jest dobrym rodzicem,
                              oparciem, to dziecko się do niego garnie i tuli. Zawsze lubiłam się
                              tulić do rodziców, babć i chrzestnego, ale niektórym ciotkom nie
                              dawałam się przytulić i tyle. Lesbijkami one nie były. Po prostu
                              każdy ma ludzi, których darzy sympatią, miłością i się do nich tuli
                              i takich, których trzyma na dystans. Dać dzieciakowi wybór.
                    • six_a Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 09:43
                      >W ogóle mam takie wrażenie, że w obecnych czasach
                      pojęcie "normalności" stało się czymś straszliwie wstydliwym i od
                      czego należy uciec.

                      ale to, dla Ciebie jest normalne, nie musi być równie normalne dla
                      reszty? czy musi?

                      więc to "normalne" jest mocno płynne, prawda?
                      "nienormalne" łatwiej zdefiniować. "nienormalne" jest wszystko to,
                      co służy jednej, zwykle marginalnej grupie, a przeszkadza i
                      utrudnia życie pozostałym. w takim sensie legalne związki
                      homoseksualne trudno uznać za nienormalne, ponieważ oprócz budzenia
                      różnych odczuć indywidualnych, realnie nikomu nie przeszkadzają.

                      czyli to, że u Ciebie wg Ciebie związki te nie będą się
                      kwalifikować jako normalne, nie oznacza automatycznie, że są
                      nienormalne.

                      a co do promowania przez państwo. gdyby państwo było aż tak
                      nastawione na silne wiązanie ludzi i produkcję potomstwa, to
                      najprościej byłoby zakazać rozwodów. jakoś ku temu nie zmierza,
                      więc nie sądzę, by państwo, legalizując takie czy inne związki,
                      cokolwiek promowało.
                    • okrent9 Re: To ja odpowiem... 14.08.08, 00:34
                      stephen_s napisał:

                      "I zakaz ślubów homoseksualnych w czymś tu pomoże / przeszkodzi? To
                      nie chodzi o zakaz. Raczej o to, że z punktu widzenia państwa danie
                      komuś ślubu to przywilej - więc daje je się tym związkom, których
                      realnie społeczeństwo potrzebuje."

                      Stephen_s, wiesz, czego społeczeństwo potrzebuje? Ludzi, którzy mogą
                      skupić się na pracy i tworzeniu szczęśliwych, stabilnych związków.
                      Legalizacja małżeństw jednopłciowych wyzwala wcale niemałą
                      statystycznie grupę osób homoseksualnych od głębokiej frustracji
                      związanej z brakiem szacunku dla ich ludzkiej godności.
                      Dyskryminacja tworzy frustratów. Im społeczeństwo we frustratów
                      uboższe, tym szczęśliwsze.
                • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 00:45
                  stephen_s napisał:

                  > ... bo dochodzę do wniosku, że z małżeństwami homoseksualistów też
                  mam problem.
                  > Z punktu widzenia wyłącznie liberalnie rozumianych praw jednostki,
                  oczywiście t
                  > e
                  > śluby są OK - bo dają homoseksualistom szczęście. Jednak z punktu
                  widzenia
                  > społeczeństwa już niekoniecznie, tak samo jak np. zalegalizowane
                  konkubinaty -
                  > społeczeństwo tak naprawdę potrzebuje stabilnych, (wielo)dzietnych
                  związków, bo
                  > bez nich wymrze po prostu. To jest brutalne, ale taka jest chyba
                  prawda...
                  >
                  > Ja osobiście powiem tak: znam argumenty za homoseksualnymi
                  małżeństwami, ale
                  > mimo nich po prostu nie jestem w stanie przemóc wątpliwości, czy
                  powinno się na
                  > nie pozwalać. Może wyłazi ze mnie konserwa, ale naprawdę ostatnio
                  częściej
                  > nachodzi mnie myśl, że homoseksualne małżeństwa po prostu
                  sprzeczne z tym, co m
                  > i
                  > się wydaje, hm, normalne.
                  >
                  Ty zawsze miałeś konserwatywne poglądy, choć temu zaprzeczałeś,
                  teraz jesteś to w stanie przyznać. To już jakaś zmiana.
                  A czy całe nasze życie ma być podporządkowane "dobru społeczeństwa"?
                  Chciałbyś zrobić z nas drugie państwo hitlerowskie, gdzie dla "dobra
                  społeczeństwa" kobiety miały rodzić jak najwięcej "Aryjczyków
                  czystej krwi". Prawa jednostki i ich wolność są ważniejsze od "dobra
                  narodu"? Bo co ci daje naród? Żywi Cię, ubiera? Dlaczego masz się
                  kierować tym, aby naród był liczny?
                  • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 00:48
                    Kiedys wdalam sie w dluzsza dyskusje z pania, ktora tez wskazywala
                    na 'dobro spoleczne' jako argument koronny i decydujacy. Chodzilo o
                    zebrakow i bezdomnych - jako nieprodukujacych zadnego dobra
                    spolecznego glosowalaby ona za jakims humanitarnym sposobem
                    definitywnego sie ich pozbycia. Zamilkla dopiero wtedy, kiedy
                    spytalam, czy zdecydowalaby sie na eutanazje, kiedy np choroba
                    uniemozliwilaby jej wytwarzanie spolecznego dobra.

                    Imho przesada to najgorszy z faszyzmow.
                    • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 00:55
                      bene_gesserit napisała:

                      > Kiedys wdalam sie w dluzsza dyskusje z pania, ktora tez wskazywala
                      > na 'dobro spoleczne' jako argument koronny i decydujacy. Chodzilo
                      o
                      > zebrakow i bezdomnych - jako nieprodukujacych zadnego dobra
                      > spolecznego glosowalaby ona za jakims humanitarnym sposobem
                      > definitywnego sie ich pozbycia. Zamilkla dopiero wtedy, kiedy
                      > spytalam, czy zdecydowalaby sie na eutanazje, kiedy np choroba
                      > uniemozliwilaby jej wytwarzanie spolecznego dobra.
                      >
                      > Imho przesada to najgorszy z faszyzmow.

                      Nikt nie ma obowiązku dawać czegoś społeczeństwu. Za co? Z jakiej
                      racji? Jak to mój tato zwykł mawiać:"Naród cię nie wyżywi, nie
                      ubierze, nie przytuli, gdy będzie ci źle". I to jest prawda. Trzeba
                      się kierować przede wszystkim własnym dobrem i dobrem bliskich osób,
                      bo to one nam pomogą, kiedy znajdziemy się na zakręcie.
                      • stephen_s Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 01:50
                        > Nikt nie ma obowiązku dawać czegoś społeczeństwu. Za co? Z jakiej
                        > racji? Jak to mój tato zwykł mawiać:"Naród cię nie wyżywi, nie
                        > ubierze, nie przytuli, gdy będzie ci źle".

                        Rozumiem, że sama sobie szyjesz ubrania, przyrządzasz jedzenie z własnoręcznie
                        upolowanej dziczyzny itd.?
                        • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 02:02
                          Nie, wszystko dostaje od spoleczenstwa za darmo, z milosci i z
                          checi spoleczenstwa, by byla odziana, obuta i nakarmiona.
                          • stephen_s Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 02:18
                            Oczywiście, że nie dostaje tego za darmo. Tym niemniej dostaje.

                            Sorry, ale człowiek współczesny nie jest w stanie przeżyć bez pomocy innych. Nie
                            rozumiem, jak możecie to negować i udawać, że społeczeństwu nic nie
                            zawdzięczacie. Jedzenie, ubrania, leki, mieszkania, że o kulturze nie wspomnę,
                            spada Wam z nieba..?
                            • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 02:25
                              Nie, nie dostaje. Kupuje. Tak samo jak kupuje aparat prawny,
                              socjal, wyksztalcenie dla dzieci, dzialajace wiezienia, rzad itd.
                              Gdyby moi rodzice, a potem ja nie placilibysmy podatkow, byli bysmy
                              tego wszystkiego pozbawieni.
                              Troche jakbys mi wyrzucal, ze nie czuje wdziecznosci do firmy ecco,
                              w ktorej sklepie kupilam sobie fantastyczne nowe buciki.
                              • stephen_s Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 02:47
                                Nie chodzi o czucie wdzięczności, ale o świadomość, że jesteśmy zależni od
                                reszty społeczeństwa. I jeśli społeczeństwo się stoczy, to my też to odczujemy.
                                • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 02:57

                                  No, czyli caly czas jestesmy w relacji handlowej.
                                  Spoleczenstwo ma sei nie staczac, bo mi bedzie zle. Jesli daje cos
                                  spoleczenstwu, to po to, zeby sie nie stoczylo, i zeby mi bylo
                                  dobrze.
                                  Zadzwonie do tego sklepu i podziekuje za buciki, bo sa superowskie.
                                  • stephen_s Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 11:26
                                    > No, czyli caly czas jestesmy w relacji handlowej.
                                    > Spoleczenstwo ma sei nie staczac, bo mi bedzie zle. Jesli daje cos
                                    > spoleczenstwu, to po to, zeby sie nie stoczylo, i zeby mi bylo
                                    > dobrze.

                                    A nie?

                                    Oczywiście, jest też inny powód, dla których wypada coś dawać społeczeństwu -
                                    to, że społeczeństwo jest wartością samą w sobie. Ale rozumiem, że jak o tym
                                    zacznę mówić, to znowu zaczną się porównania do Hitlera...
                                    • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 13:34

                                      Nie wiem, co ma do tego Hitler, ale dla mnie spoleczenstwo nie jest
                                      wartoscia sama w sobie. Dlatego ciekawa jestem, o jaka konkretnie
                                      wartosc ci chodzi, co jest takiego 'samego w sobie' w
                                      spoleczenstwie fajnego. Hm?
                                    • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 23:45
                                      stephen_s napisał:

                                      > > No, czyli caly czas jestesmy w relacji handlowej.
                                      > > Spoleczenstwo ma sei nie staczac, bo mi bedzie zle. Jesli daje
                                      cos
                                      > > spoleczenstwu, to po to, zeby sie nie stoczylo, i zeby mi bylo
                                      > > dobrze.
                                      >
                                      > A nie?
                                      >
                                      > Oczywiście, jest też inny powód, dla których wypada coś dawać
                                      społeczeństwu -
                                      > to, że społeczeństwo jest wartością samą w sobie. Ale rozumiem, że
                                      jak o tym
                                      > zacznę mówić, to znowu zaczną się porównania do Hitlera...
                                      >
                                      Argumentacja, że jest to "dobro samo w sobie" do mnie nie
                                      przemawia. "Wojsko dobre samo w sobie" "Kościól dobry sam w sobie".
                                      Wszystko można tak podsumować.
                              • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 23:37
                                bene_gesserit napisała:

                                > Nie, nie dostaje. Kupuje. Tak samo jak kupuje aparat prawny,
                                > socjal, wyksztalcenie dla dzieci, dzialajace wiezienia, rzad itd.
                                > Gdyby moi rodzice, a potem ja nie placilibysmy podatkow, byli
                                bysmy
                                > tego wszystkiego pozbawieni.
                                > Troche jakbys mi wyrzucal, ze nie czuje wdziecznosci do firmy
                                ecco,
                                > w ktorej sklepie kupilam sobie fantastyczne nowe buciki.
                                Mam takie same refleksje. Nie będę wynosiła pod
                                niebiosa "Deichmanna" i padała przed nim na kolana, bo zapłaciwszy
                                120 zł, mogłam zabrać ze sobą upatrzone buty. To czysta relacja
                                handlowa.
                            • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 23:31
                              stephen_s napisał:

                              > Oczywiście, że nie dostaje tego za darmo. Tym niemniej dostaje.
                              >
                              > Sorry, ale człowiek współczesny nie jest w stanie przeżyć bez
                              pomocy innych. Ni
                              > e
                              > rozumiem, jak możecie to negować i udawać, że społeczeństwu nic nie
                              > zawdzięczacie. Jedzenie, ubrania, leki, mieszkania, że o kulturze
                              nie wspomnę,
                              > spada Wam z nieba..?
                              >
                              Mieszkanie zawdzięczam mojemu tacie i mamie, którzy mi je kupili.
                              Jedzenie zawdzięczam swojej pracy, także dodatkowym zleceniom,
                              odzież tak samo. Nikt mi tego za darmo nie daje, tak samo, jak ja za
                              darmo dla nikogo nie świadczę usług. To czysty biznes i ekonomia.
                        • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 23:26
                          stephen_s napisał:

                          > > Nikt nie ma obowiązku dawać czegoś społeczeństwu. Za co? Z jakiej
                          > > racji? Jak to mój tato zwykł mawiać:"Naród cię nie wyżywi, nie
                          > > ubierze, nie przytuli, gdy będzie ci źle".
                          >
                          > Rozumiem, że sama sobie szyjesz ubrania, przyrządzasz jedzenie z
                          własnoręcznie
                          > upolowanej dziczyzny itd.?
                          >
                          Ale to wszystko mam za swoją kasę, a owe materiały i żywność
                          wyprodukowali także Hiszpanie, Grecy, Chińczycy.
                          • stephen_s Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 00:10
                            > Ale to wszystko mam za swoją kasę, a owe materiały i żywność
                            > wyprodukowali także Hiszpanie, Grecy, Chińczycy.

                            I co z tego? Tak czy siak, są to inni ludzie. Od ich istnienia jest zależne
                            Twoje istnienie.
                            • bene_gesserit Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 00:31


                              No tak.
                              Bez istnienia innych ludzi w postaci matki i ojca, nie byloby mnie
                              na swiecie. Co nie oznacza, ze kapuje to 'samo w sobie', bo nie
                              kapuje :)
                            • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 01:02
                              stephen_s napisał:

                              > > Ale to wszystko mam za swoją kasę, a owe materiały i żywność
                              > > wyprodukowali także Hiszpanie, Grecy, Chińczycy.
                              >
                              > I co z tego? Tak czy siak, są to inni ludzie. Od ich istnienia
                              jest zależne
                              > Twoje istnienie.
                              >
                              Niekoniecznie. Gdybyś mieszkał na wsi odległej od wszelkich
                              zabudowań, to mógłbyś sam uprawiać np. marchew, sałatę, ziemniaki.
                  • stephen_s Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 01:48
                    > Ty zawsze miałeś konserwatywne poglądy, choć temu zaprzeczałeś,
                    > teraz jesteś to w stanie przyznać.

                    Jakbym miał konserwatywne poglądy, to nie byłbym za równouprawneinei kobiet :P

                    > A czy całe nasze życie ma być podporządkowane "dobru społeczeństwa"?
                    > Chciałbyś zrobić z nas drugie państwo hitlerowskie, gdzie dla "dobra
                    > społeczeństwa" kobiety miały rodzić jak najwięcej "Aryjczyków
                    > czystej krwi".

                    Nie sprowadzaj wszystkiego do skrajności.

                    Dobro społeczeństwa jest ważne, bo bez społeczeństwa pojedyncze jednostki nie
                    przeżyją.

                    > Bo co ci daje naród? Żywi Cię, ubiera?

                    A nie?

                    > Dlaczego masz się
                    > kierować tym, aby naród był liczny?

                    O liczność tu nie idzie, ale zapobieganie starzeniu się społeczeństwa. Które ma
                    wymierne negatywne skutki.

                    Poza tym, może to staroświeckie, ale wolałbym, by ludzkość jednak nie wymarła :)
                    • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 10.08.08, 23:25
                      stephen_s napisał:

                      > > Ty zawsze miałeś konserwatywne poglądy, choć temu zaprzeczałeś,
                      > > teraz jesteś to w stanie przyznać.
                      >
                      > Jakbym miał konserwatywne poglądy, to nie byłbym za
                      równouprawneinei kobiet :P
                      >
                      > > A czy całe nasze życie ma być podporządkowane "dobru
                      społeczeństwa"?
                      > > Chciałbyś zrobić z nas drugie państwo hitlerowskie, gdzie
                      dla "dobra
                      > > społeczeństwa" kobiety miały rodzić jak najwięcej "Aryjczyków
                      > > czystej krwi".
                      >
                      > Nie sprowadzaj wszystkiego do skrajności.
                      >
                      > Dobro społeczeństwa jest ważne, bo bez społeczeństwa pojedyncze
                      jednostki nie
                      > przeżyją.
                      >
                      > > Bo co ci daje naród? Żywi Cię, ubiera?
                      >
                      > A nie?
                      >
                      > > Dlaczego masz się
                      > > kierować tym, aby naród był liczny?
                      >
                      > O liczność tu nie idzie, ale zapobieganie starzeniu się
                      społeczeństwa. Które ma
                      > wymierne negatywne skutki.
                      >
                      > Poza tym, może to staroświeckie, ale wolałbym, by ludzkość jednak
                      nie wymarła :
                      > )
                      >
                      Steph, to nie idź jutro do roboty i czekaj, aż dostaniesz chleb,
                      wodę mineralną, adidasy od "narodu". To, co jesz, to efekt Twojej
                      pracy, bo zarobiłeś kasę, aby móc kupić tę żywność.
                      Nie sprowadzam do skrajności. Hitler też chciał, żeby społeczeństwo
                      rosło w liczebność, w tym celu macica kobiety stała się niemalże
                      dobrem narodowym.
                      • stephen_s Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 00:09
                        Steph, to nie idź jutro do roboty i czekaj, aż dostaniesz chleb,
                        > wodę mineralną, adidasy od "narodu". To, co jesz, to efekt Twojej
                        > pracy, bo zarobiłeś kasę, aby móc kupić tę żywność.

                        Ale nie wytwarzam tej żywności sam! Jasne, kupuję ją - ale jeśli ktoś inny jej
                        nie wytworzy, to cała kasa tego świata nie sprawi, że to jedzenie się pojawi na
                        moim stole.
                        • saszenka2 Re: To ja odpowiem... 11.08.08, 01:01
                          stephen_s napisał:

                          > Steph, to nie idź jutro do roboty i czekaj, aż dostaniesz chleb,
                          > > wodę mineralną, adidasy od "narodu". To, co jesz, to efekt Twojej
                          > > pracy, bo zarobiłeś kasę, aby móc kupić tę żywność.
                          >
                          > Ale nie wytwarzam tej żywności sam! Jasne, kupuję ją - ale jeśli
                          ktoś inny jej
                          > nie wytworzy, to cała kasa tego świata nie sprawi, że to jedzenie
                          się pojawi na
                          > moim stole.
                          >

                          Ale gdybyś żył sam na Ziemi, to nie musiałbyś płacić za jabłka
                          zrywane z drzewa. Ty im dajesz jakąś usługę, np. nową technologię,
                          dzięki której żywność się nie psuje, oni Ci dają jabła i jajka.
                      • stephen_s Tak na marginesie - prawo Godwina 11.08.08, 00:23
                        Saszenka - wiesz, co to jest prawo Godwina? Oraz "reductio ad Hitlerum"?

                        pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Godwina
                        en.wikipedia.org/wiki/Reductio_ad_Hitlerum

                        Zastanów się, proszę, czy to nie stosuje się do tego, co Ty do mnie piszesz.
                        • bene_gesserit Re: Tak na marginesie - prawo Godwina 11.08.08, 00:32


                          Stefa, kto jak kto, ale ty akurat masz najmniejsze prawo do
                          pouczania innnych, jak sie powinno dyskutowac, panie 'tak
                          czuje'/'taka jest moja intuicja'.
                          • stephen_s Re: Tak na marginesie - prawo Godwina 11.08.08, 00:35
                            Ja nie pouczam. Ja wskazuje, że Saszenka wg mnie może popełniać błąd logiczny,
                            który został napiętnowany już w 1950 roku. :)
                            • bene_gesserit Re: Tak na marginesie - prawo Godwina 11.08.08, 01:11

                              Ty sie wez sam napietnuj najpierw :)
                        • saszenka2 Re: Tak na marginesie - prawo Godwina 11.08.08, 01:12
                          stephen_s napisał:

                          > Saszenka - wiesz, co to jest prawo Godwina? Oraz "reductio ad
                          Hitlerum"?
                          >
                          > pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Godwina
                          > en.wikipedia.org/wiki/Reductio_ad_Hitlerum
                          >
                          > Zastanów się, proszę, czy to nie stosuje się do tego, co Ty do
                          mnie piszesz.
                          >
                          Stefek, a słyszałeś o czymś takim, jak naginanie świata do własnego
                          widzimisię? Wszystko ma byc tak, jak ja chcę, bo "tylko moja
                          moralność jest moralnością"? Ty i kler uważacie, że macie prawo
                          dyktować innym, jak mają żyć. Że trzeba dążyć do prokreacji, że
                          najlepiej, żeby geje nie zawierali małżeństw, bo to "nie całkiem
                          normalne". Każdy powinien żyć, jak chce i dopóki nie robi nikomu
                          krzywdy, reszcie nic do tego. Dyktatorów świat miał już wielu. Nie
                          podoba Ci się Szwecja, bo ma zbyt daleko idące ustawy, a sam chcesz
                          decydować o życiu innych ludzi.
                • znana.jako.ggigus rozumiem, ze to dla ciebie, steph, 10.08.08, 21:34
                  malo normalne
                  ale dlaczego Twoje zdanie ma byc wiazace dla innych?
                  sa jakies przeslanki
                  • stephen_s Re: rozumiem, ze to dla ciebie, steph, 11.08.08, 00:06
                    Mam wrażenie, że wracamy do starej dyskusji na temat relatywizmu...

                    Po prostu są kwestie, gdzie trudno wg mnie uznać, że ja mam swoje zdanie, a cała
                    reszta świata niech robi, jak uważa. W pewnych kwestiach trzeba powiedzieć, że
                    się coś uważa za niewłaściwe i że nie chce się, by inni coś robili.
                    • saszenka2 Re: rozumiem, ze to dla ciebie, steph, 11.08.08, 00:58
                      stephen_s napisał:

                      > Mam wrażenie, że wracamy do starej dyskusji na temat relatywizmu...
                      >
                      > Po prostu są kwestie, gdzie trudno wg mnie uznać, że ja mam swoje
                      zdanie, a cał
                      > a
                      > reszta świata niech robi, jak uważa. W pewnych kwestiach trzeba
                      powiedzieć, że
                      > się coś uważa za niewłaściwe i że nie chce się, by inni coś robili.
                      >

                      I znowu Stefek chce dyktować światu swoje "jedynie słuszne normy",
                      bo nie wie, czy to właściwe, ale "wydaje mu się", że to "ma sens
                      samo w sobie", aby wszystkich upychać w pewnych schematach.
            • saszenka2 Re: Chwileczkę... 10.08.08, 00:42
              heretic_969 napisał:

              > Państwo ma tylko jedno zadanie, stworzyć podstawy prawne do
              > > zawarcia związku pomiędzy dwoma osobami tej samej płci.
              >
              > Ale dlaczego ma to robić? Poza tym skutki prawne decyzji
              państwowych odczuje
              > całe społeczeństwo.
              >
              > Do tego, kto
              > > z kim i z jakich przyczyn bierze ślub nie powinno się mieszać.
              >
              > Czyli rozumiem, że przeciw małżeństwom poligamicznym nic nie masz?
              >
              > Jak
              > > się komuś ślub gejow nie podoba, to niech na niego nie idzie, ani
              > > sam nie bierze, ale wara mu od tego, że dwoje dorosłych ludzi
              chce
              > > zalegalizować swój związek.
              >
              > Aha, czyli można się z czymś nie zgadzać, ale trzeba zaakceptować
              przeciwny
              > pogląd, tak? Powiedz mi, dlaczego przeciwnicy homomałżeństw mają
              ulegać ich
              > zwolennikom?
              Bo przeciwnicy odbierają jedno z fundamentalnych praw parom
              homoseksualnym, jednocześnie nikogo do ślubu homoseksualnego nie
              przymuszając. Nie podoba Ci się taki ślub, to go sobie nie bierz,
              ale nie ograniczaj prawa do tworzenia rodzin z formalnego punktu
              widzenia parom homoseksualnym.
              • heretic_969 Re: Chwileczkę... 10.08.08, 02:23
                > Bo przeciwnicy odbierają jedno z fundamentalnych praw parom
                > homoseksualnym,

                Jakich praw? Bo małżeństwo to przywilej, nie prawo. Przywilej, który z czegoś
                wynika (funkcja prokreacyjna). Co prawda nie wszystkie pary hetero mają dzieci,
                ale to nie jest argument za małżeństwami homoseksualnymi, tylko za tym, by
                przywileje przyznawać parom mającym dzieci.

                Nie podoba Ci się taki ślub, to go sobie nie bierz,
                > ale nie ograniczaj prawa do tworzenia rodzin z formalnego punktu
                > widzenia parom homoseksualnym.

                Nie mam nic przeciwko ślubom homoseksualistów, dopóki jest to ich prywatna
                sprawa. I nie ograniczam im prawa do tworzenia rodzin. Oni sami sobie
                dobrowolnie to robią.
                • bene_gesserit Re: Chwileczkę... 10.08.08, 02:37
                  heretic_969 napisał:

                  > Co prawda nie wszystkie pary hetero mają dzieci,
                  > ale to nie jest argument za małżeństwami homoseksualnymi, tylko
                  za tym, by
                  > przywileje przyznawać parom mającym dzieci.

                  To jest swietny pomysl.
                  Malzenstwo - przywilej sam w sobie i zwiazane z nim rozne
                  udogodnienia spoleczne - mogloby przyslugiwac tylko tym, ktorzy
                  maja dzieci. Wiec ludzie robiliby sobie dzieci, zeby miec
                  przepustke do np prawa wspolnej ulgi podatkowej. To jest swietnie
                  pomyslane, wuju.

                  Czy przewidujesz przywileje tylko dla tych, ktorzy urodza i
                  wychowaja, czy dostana je rowniez ci, ktorzy urodza dziecko dla
                  ojczyzny, poczym oddadza je ojczyznie na wychowanie? Bo roznie bywa.
                  • heretic_969 Re: Chwileczkę... 10.08.08, 02:41
                    > Czy przewidujesz przywileje tylko dla tych, ktorzy urodza i
                    > wychowaja, czy dostana je rowniez ci, ktorzy urodza dziecko dla
                    > ojczyzny, poczym oddadza je ojczyznie na wychowanie? Bo roznie bywa.

                    Oczywiście, że mam na myśli te pary, co mają dzieci czyli je płodzą a potem
                    wychowują. Ciotko.
                    • bene_gesserit Re: Chwileczkę... 10.08.08, 02:46

                      Wyobrazam sobie, jak to jest byc dzieciakiem urodzonym dla
                      ojczyzny, w zaleznosci od jej potrzeby urodzic sie Malym zolnierzem
                      (wrzuc w przegladarke Motherhood Cross, bo to stary pomysl jest)
                      albo trywialnym malym Platnikiem Podatkow. Dziecko z obowiazku,
                      dziecko jako przepustka do podatkowego i prawnego raju rodzicow.
                      Trzebaby chyba dla tego pokolenia stworzyc by bylo jakis
                      ultrakompleksowy system opieki terapeutycznej od urodzenia do
                      smierci. Przedni pomysl, wszyscy niespelnieni psychologowie by sie
                      zalapali i jeszcze bysmy musieli importowac z Chin czy skads.
                      • heretic_969 Re: Chwileczkę... 10.08.08, 02:53
                        Ludzie płodzą dzieci głownie dla siebie, i nie wiem, co państwo musiałoby
                        zrobić, by stało się inaczej. Może rozdawać becikowe po milion złotych? Ale
                        budżet by nie wytrzymał.
                        Tu nie chodzi o płodzenie dzieci dla ojczyzny, tylko o wspieranie pewnych zachowań.
                        • bene_gesserit Re: Chwileczkę... 10.08.08, 02:59

                          Jesli = tak jak w twoim projekcie - dziecko byloby jedyna
                          przepustka do pewnych istotnych przywilejow, z pewnoscia znalezliby
                          sie liczni chetni na posiadanie potomstwa jako przepustki do
                          przywilejow.
                          • heretic_969 Re: Chwileczkę... 10.08.08, 03:08
                            Ale posiadanie potomstwa to jedno, a wychowanie to drugie. Nigdzie nie
                            napisałem, że przywileje mają obejmować tych, co spłodzą dziecko a potem je oddadzą.
                            • kocia_noga Re: Chwileczkę... 10.08.08, 07:17
                              heretic_969 napisał:

                              nie
                              > napisałem, że przywileje mają obejmować tych, co spłodzą dziecko a
                              potem je odd
                              > adzą.



                              Sam pomysł udzielania slubu tylko rodzicom którzy wykazali,że
                              opiekuja się dziećmi jest świetny, ale istnieje w twojej głowie
                              jedynie :)
                              Ale poza dobrem jakim są nowi członkowie społeczeństwa, istnieją tez
                              inne dobra, mierzalne jaknajbardziej. I to te dobra wzrosną, kiedy
                              jakaś ilość ludzi będzie mogła zawrzeć ze sobą małżeństwo.
                              Ilośc niewielka,dodam.
                              A co do dzieci i ich dobra, to wiadomo że niektórzy ludzie są bardzo
                              złymi rodzicami i cechy świadczące o tym łatwo stwierdzić, więc
                              dlaczego nie ma żadnej społecznej energii skierowanej pzreciwko
                              małżeństwom pzremocowców albo alkoholików, narkomanów, psychopatów,
                              a krzyk się rozlega, z powodu par homoseksualnych?
                              ja wiem, ale nie powiem, spróbuj ty.
                              • heretic_969 Re: Chwileczkę... 10.08.08, 17:16
                                > Sam pomysł udzielania slubu tylko rodzicom którzy wykazali,że
                                > opiekuja się dziećmi jest świetny, ale istnieje w twojej głowie
                                > jedynie :)

                                Nie ślubu, a pewnych przywilejów, głównie podatkowych.

                                > Ale poza dobrem jakim są nowi członkowie społeczeństwa, istnieją tez
                                > inne dobra, mierzalne jaknajbardziej. I to te dobra wzrosną, kiedy
                                > jakaś ilość ludzi będzie mogła zawrzeć ze sobą małżeństwo.
                                > Ilośc niewielka,dodam.

                                Ale jakie są to dobra? Myślałem, że związki ludzi to wyłącznie ich sprawa. Co
                                niby dobrego wyniknie dla innych, że ktoś z kim się ożeni? Bo korzyści, jakie
                                odnosi społeczeństwo w wyniku większej dzietności - zwłaszcza, gdy ta jest
                                fatalna, jak w Polsce - są oczywiste.

                                > A co do dzieci i ich dobra, to wiadomo że niektórzy ludzie są bardzo
                                > złymi rodzicami i cechy świadczące o tym łatwo stwierdzić, więc
                                > dlaczego nie ma żadnej społecznej energii skierowanej pzreciwko
                                > małżeństwom pzremocowców albo alkoholików, narkomanów, psychopatów,
                                > a krzyk się rozlega, z powodu par homoseksualnych?

                                Pewnie dlatego, że rodziny patologiczne istniały od zawsze, a "rodziny"
                                homoseksualne to nowy wynalazek.
                                I nie sądzę, by nie było nagonki. Wręcz przeciwnie, prawo w cywilizowanych
                                krajach rodzinom patologicznym raczej nie sprzyja.
                                • kocia_noga Re: Chwileczkę... 10.08.08, 19:47
                                  heretic_969 napisał:
                                  Co
                                  > niby dobrego wyniknie dla innych, że ktoś z kim się ożeni? Bo
                                  korzyści, jakie
                                  > odnosi społeczeństwo w wyniku większej dzietności - zwłaszcza, gdy
                                  ta jest
                                  > fatalna, jak w Polsce - są oczywiste.

                                  Niekoniecznie oczywiste.Weź np pod uwagę dzietnośc meneli czy
                                  czcigodnych Romów - nie korzyści, lecz obciążenie dla społeczeństwa.
                                  A szczęście chocby pojedynczego człowieka to jego lepsze zdrowie,
                                  lepsze kontakty z innymi, lepsza praca.
                                  • heretic_969 Re: Chwileczkę... 11.08.08, 02:45
                                    > Niekoniecznie oczywiste.Weź np pod uwagę dzietnośc meneli czy
                                    > czcigodnych Romów - nie korzyści, lecz obciążenie dla społeczeństwa.

                                    Stuprocentowa racja, faktycznie, chyba przesadziłem z tym dobrodziejstwem
                                    dzietności.

                                    > A szczęście chocby pojedynczego człowieka to jego lepsze zdrowie,
                                    > lepsze kontakty z innymi, lepsza praca.

                                    Z tą pracą to niekoniecznie, często człowiek nieszczęśliwy wpada w pracoholizm,
                                    by zapomnieć o troskach...
                                    Ale małżeństwo służy tak naprawdę tylko jednemu: przyczynia się trwałości
                                    związku. Jeśli ktoś jest nieszczęśliwy, to małżeństwo mu nie pomoże, a jeżeli
                                    jest szczęśliwy, to małżeństwo mu nie jest potrzebne.
                                    • saszenka2 Re: Chwileczkę... 11.08.08, 23:27
                                      heretic_969 napisał:

                                      > > Niekoniecznie oczywiste.Weź np pod uwagę dzietnośc meneli czy
                                      > > czcigodnych Romów - nie korzyści, lecz obciążenie dla
                                      społeczeństwa.
                                      >
                                      > Stuprocentowa racja, faktycznie, chyba przesadziłem z tym
                                      dobrodziejstwem
                                      > dzietności.
                                      >
                                      > > A szczęście chocby pojedynczego człowieka to jego lepsze zdrowie,
                                      > > lepsze kontakty z innymi, lepsza praca.
                                      >
                                      > Z tą pracą to niekoniecznie, często człowiek nieszczęśliwy wpada w
                                      pracoholizm,
                                      > by zapomnieć o troskach...
                                      > Ale małżeństwo służy tak naprawdę tylko jednemu: przyczynia się
                                      trwałości
                                      > związku. Jeśli ktoś jest nieszczęśliwy, to małżeństwo mu nie
                                      pomoże, a jeżeli
                                      > jest szczęśliwy, to małżeństwo mu nie jest potrzebne.
                                      Ale małżeństwo to fantastyczny symbol przejścia dla niektórych par
                                      na wyższy poziom. Nie każdy go potrzebuje, ale niektórzy jak
                                      najbardziej. I takie wydarzenie może być dla nich czymś
                                      wzmacniającym dodatkowo związek.
                            • bene_gesserit Re: Chwileczkę... 10.08.08, 13:39

                              No nie, oni moga to dziecko zatrzymac. Jesli by je urodzili po to,
                              zeby otrzymac przywileje, to jesli do zatrzymania przywilejow to
                              dziecko nadal byloby im potrzebne, to pewnie by je trzymali.

                              Wyzej pytalam sie o jakosc takiego 'trzymania dziecka', poniewaz
                              mam watpliwosci, czy motywacja splodzenia i 'wychowywania' dziecka-
                              przepustki nie stworzylaby jednostki (a raczej pokolenia jednostek)
                              z licznymi zaburzeniami emocjonalno-psychicznymi - od nerwic przez
                              borderline'y po ciezkie jakies schizofrenie. Czy w twojej wizji
                              jest miejsce na kontrolowanie jakosci wychowania? Bo jesli nie, to
                              naprawde mozna sie na jej realizacji przejechac - opieka
                              psychiatryczna nad pokoleniem bylaby bardzo kosztowna, a i pozytku
                              z pacjentow psychiatryka dla spoleczenstwa niewiele.
                • saszenka2 Re: Chwileczkę... 10.08.08, 23:35
                  heretic_969 napisał:

                  > > Bo przeciwnicy odbierają jedno z fundamentalnych praw parom
                  > > homoseksualnym,
                  >
                  > Jakich praw? Bo małżeństwo to przywilej, nie prawo. Przywilej,
                  który z czegoś
                  > wynika (funkcja prokreacyjna). Co prawda nie wszystkie pary hetero
                  mają dzieci,
                  > ale to nie jest argument za małżeństwami homoseksualnymi, tylko za
                  tym, by
                  > przywileje przyznawać parom mającym dzieci.
                  >
                  > Nie podoba Ci się taki ślub, to go sobie nie bierz,
                  > > ale nie ograniczaj prawa do tworzenia rodzin z formalnego punktu
                  > > widzenia parom homoseksualnym.
                  >
                  > Nie mam nic przeciwko ślubom homoseksualistów, dopóki jest to ich
                  prywatna
                  > sprawa. I nie ograniczam im prawa do tworzenia rodzin. Oni sami
                  sobie
                  > dobrowolnie to robią.
                  Ale dlaczego wszystko ma się do prokreacji? Jesteśmy szczurami, czy
                  ludźmi? Ślub to element kultury, a nie biologii. Ludzie stworzyli
                  taką kulturę, w której formalizuje się związek. I ludzie dowolnej
                  orientacji powinni mieć do tego prawo, by przeżyć to niezwykłe
                  wydarzenie, jeśli tylko zechcą.
    • herkus-monte Re: Ślub humanistyczny dwóch lesbijek 08.08.08, 05:51
      teraz tylko czekac na "chrzest humanistyczny" hehe ;)
      • pavvka Re: Ślub humanistyczny dwóch lesbijek 08.08.08, 09:07
        Bo oczywiście śluby nie istniały zanim ich KK nie wynalazł.
        • kocia_noga Re: Ślub humanistyczny dwóch lesbijek 08.08.08, 09:28
          ani chrzciny :)
          • pavvka Re: Ślub humanistyczny dwóch lesbijek 08.08.08, 09:34
            Na nazwę 'chrzciny' chyba jednak chrześcijaństwo ma copyright (co
            nie znaczy, że nie było/ nie ma podobnych obrzędów w innych
            religiach).
            • kocia_noga Re: Ślub humanistyczny dwóch lesbijek 08.08.08, 09:48
              No wiem, ale nie chciało mi się pisać "obrzęd przyjmowania
              nowourodzonego członka do społeczności".
    • magnusg Jak bylem na kolonii tez mialem slub 08.08.08, 10:43
      z rowiesniczka,czyli 9 albo 10-latka:))
      To mniej wiecej cos podobnego jak slub tych dwoch lesb.
      Takie same skutki prawne i taki sam poziom blazenady.
      • wzr1 Re: Jak bylem na kolonii tez mialem slub 12.08.08, 23:16
        > z rowiesniczka,czyli 9 albo 10-latka:))
        > To mniej wiecej cos podobnego jak slub tych dwoch lesb.
        > Takie same skutki prawne i taki sam poziom blazenady.

        Skutki prawne takie same, błazsenada podobna dla normalnych, gorzej
        z tymi oświeconymi co mylą pojęcia i rodziną chcą nazwać coś co już
        na samym początku jest uschłą gałęzia. A jeszcze łamią konstytucje

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka