Chinki nie chca zyc

23.10.08, 14:56
Z najnowszej Polityki:

"Co roku blisko 300 tys Chinczykow odbiera sobie zycie. O ile w
krajach rozwinietych tragedie te wynikaja przede wszystkim z
zaburzen psychicznych, to w Chinach glowna przyczyna jest bieda.

Inaczej niz na Zachodzie, gdzie notuje sie wiecej samobojstw wsrod
mezczyzn mieszkajacych w miastach, w Panstwie Srodka na swoje zycie
najczesciej targaja sie wiejskie kobiety. Chinki nie wytrzymuja
presji zwiazanej z modernizacja kraju. Masowa migracja zarobkowa
mezczyzn do miast sprawia, ze w wielu przypadkach to na barkach
kobiet spoczywa samotne wychowanie dzieci i uprawa roli, zmaganie
sie z brakiem dostepu do czystej wody, bezprawnymi wywlaszczeniami
i erozja gleby. Na dodatek mlode kobiety cierpia z powodu niskiej
pozycji zajmowanej w konserwatywnym spoleczenstwie. Mimo rozmiarow
problemu wladze zdaja sie go nie dostrzegac, a pomoc kieruja
glownie do mieszkancow miast.

(Procz tego w Polityce bardzo ciekawy fragment ksiazki o Jerzym
Waldorffie, traktujacy o jego 60-letnim zwiazku z tancerzem,
Mieczyslawem Jankowskim.)
    • gotlama Re: Chinki nie chca zyc 23.10.08, 22:53
      Może krajach Zachodu mężczyźni nie widzą powodu by żyć, a w Chinach kobiety mają
      dużo powodów by umrzeć?
      • wojna71 Re: Chinki nie chca zyc 24.10.08, 11:07
        A nie jest tak, że wg gło teraz się nie dziwię, jak przestrzegano przed
        chińskimi facetami.
        • seattle92 Re: Chinki nie chca zyc 24.10.08, 17:22
          A co jest nie tak z chińskimi facetami???
          Lepiej dostrzeż to, co jest z polskimi facetami. Chamstwo, prostactwo aż z nich
          wychodzi. A Chińczycy to chociaż są mili ;>
          • saszenka2 Re: Chinki nie chca zyc 01.11.08, 02:14
            seattle92 napisała:

            > A co jest nie tak z chińskimi facetami???
            > Lepiej dostrzeż to, co jest z polskimi facetami. Chamstwo,
            prostactwo aż z nich
            > wychodzi. A Chińczycy to chociaż są mili ;>

            Nie przesadzajmy. Nie wszyscy Polacy to prostacy, nie generalizujmy,
            bo zamazujemy w ten sposób rzeczywisty obraz.
          • wilk.w.owczej.skorze Re: Chinki nie chca zyc 08.11.08, 02:39
            Czyżbyś mówiła o facetach swojego życia?
        • aiczka Re: Chinki nie chca zyc 25.10.08, 01:02
          To nie jest kwestia "chinskich facetow" tylko kwestia Chin w ogole. Rzesze ludzi
          wedruja ze wsi do miasta, zeby zarobic cokolwiek by utrzymac rodziny. W miastach
          z jednej strony sa potrzebni, zeby pracowac za grosze nad budowa Nowego Swiata,
          a z drugiej niepozadani, bo kazdy naplyw ludnosci to obciazenie dla rozmaitych
          sluzb. Oczekuje sie, ze przywedruja, popracuja (najlepiej nie mieszkajac nigdzie
          i nie chorujac) i wroca ze swoimi problemami na wies.
          Rodziny zostaja na wsi. Dzieci czesto u dziadkow albo w "szkolach z internatem"
          czy raczej przytulkach, bo wtedy oboje rodzice moga wyruszyc do miasta w nadziei
          na zarobek. Jesli ktores musi zostac z dziecmi, to dosc naturalne, ze bedzie to
          matka, ktora jako slabsza fizycznie ma pewnie mniejsze szanse na znalezienie
          pracy (facet moze sie zaciagnac i na budowe i do zamiatania a ona tylko do
          zamiatania itp.).
          Mysle, ze postrzeganie tego problemu przez pryzmat dyskryminacji kobiet to
          przesada. To sa po prostu tragedie dotykajace calych rodzin. Ci, ktorzy dostaja
          sie do miasta i nawet dostaja tam prace, nie zyja w warunkach lepszych niz ci
          zostajacy na wsi. Obie strony cierpia z powodu rozstania i biedy.
          • easz Re: Chinki nie chca zyc 26.10.08, 01:04
            aiczka napisała:
            > Mysle, ze postrzeganie tego problemu przez pryzmat dyskryminacji
            kobiet to
            > przesada. To sa po prostu tragedie dotykajace calych rodzin. Ci,
            ktorzy dostaja
            > sie do miasta i nawet dostaja tam prace, nie zyja w warunkach
            lepszych niz ci
            > zostajacy na wsi. Obie strony cierpia z powodu rozstania i biedy

            Być może, ale myślę, że to tak na razie. Chiny są w pewnym sensie na
            początku drogi, którą wcześniej przeszedł zachód i naprawdę mogłyby
            nie powtarzać wszystkiego. Poza tym, w artykule jest wyraźnie
            napisane, że o samobójstwa kobiet chodzi. Tych, co to ich dziwnym
            trafem nie zabito zaraz po urodzeniu za to, że się nie urodziły
            chłopcami, w tym kraju, w którym nie ma dyskryminacji ze względu na
            płeć...
            • aiczka Re: Chinki nie chca zyc 26.10.08, 03:37
              Owszem, mowa o samobojstwa kobiet. Zapewne gorzej znosza fatalne warunki i
              czesciej targaja sie na swoje zycie. Wydaje mi sie jednak, ze sytuacja w Chinach
              jest po prostu ciezka dla wszystkich. Rzad i przedsiebiorcy maja za nic losy
              szarych obywateli niezaleznie od ich plci.
              To, ze zgodnie ze swoja kultura Chinczycy uwazaja syna za "cenniejsze" dziecko
              to jest zupelnie inna kwestia - to przeciez nie jest powod, dla ktorego "biedna
              kobieta zostaje na wsi i boryka sie z brakiem biezacej wody" itp. Mysle, ze
              jesli ktos juz wychowuje corke, to jednak ja kocha. Jest dosc prawdopdobne, ze
              odsetek osob majacych mniej lub bardziej uswiadomione pretensje do dziecka, ze
              jest niewlasciwej plci jest w Chinach zwiekszony, ale nie jest to jedyny kraj, w
              ktorym to zjawisko wystepuje. Zasadnicza przyczyna nasilajaca je jest prawna
              regulacja liczby potomstwa, ktora jest skrajnym okrucienstwem wobec wszystkich
              obywateli.
              Wydaje mi sie wazne, zeby Chiny zrobily krok w strone ludzkiego traktowania
              ludzi w ogole. Gdyby Chinczycy zyli w bardziej normalnych warunkach, z pewnoscia
              wiele problemow dotyczacych bardziej zenskiej czesci spoleczenstwa rozwiazaloby
              sie lub oslablo naturalnie.
              • kropka_bordo Re: Chinki nie chca zyc 26.10.08, 20:39
                tak, tak, życie jest ciężkie... i nie ma co dyskutować czy dla czarnej lesbijki
                z jedną nogą jest cięższe niż dla białego Brytyjczyka z klasy średniej, a jeżeli
                ktoś narzeka, znaczy jakiś słabszy czy wybrakowany jest. Uhm.
                • aiczka Re: Chinki nie chca zyc 26.10.08, 22:05
                  Z pewnoscia nie ma sensu w rozmowie o Chinach. Co bys chciala "Chinom"
                  powiedziec? Droga partio, popraw los swoich kobiet, bo mezczyznom jest
                  wystarczajaco dobrze? To nie ten etap po prostu.
                  • bene_gesserit Re: Chinki nie chca zyc 30.10.08, 21:31
                    Oczywiscie, ze rozmowa o Chinach ma sens.
                    Jasne, ze szary obywatel moze zrobic niewiele - ot, podpisac
                    petycyjke, ot pojsc raz w roku na jakas demonstracje. Ale imo
                    _swiadomosc_ wiele zmienia.

                    Informacja z tego watku jest ciekawa rowniez dlatego, ze w krajach
                    z naszego kregu kulturowego to mezczyzni o wiele czesciej
                    popelniaja samobojstwa.
              • easz Re: Chinki nie chca zyc 26.10.08, 22:12
                aiczka napisała:

                > Owszem, mowa o samobojstwa kobiet. Zapewne gorzej znosza fatalne
                warunki i
                > czesciej targaja sie na swoje zycie. Wydaje mi sie jednak, ze
                sytuacja w Chinac
                > h
                > jest po prostu ciezka dla wszystkich. Rzad i przedsiebiorcy maja
                za nic losy
                > szarych obywateli niezaleznie od ich plci.

                Zgadzam się.

                > To, ze zgodnie ze swoja kultura Chinczycy uwazaja syna
                za "cenniejsze" dziecko
                > to jest zupelnie inna kwestia - to przeciez nie jest powod, dla
                ktorego "biedna
                > kobieta zostaje na wsi i boryka sie z brakiem biezacej wody" itp.
                Mysle, ze
                > jesli ktos juz wychowuje corke, to jednak ja kocha.

                Kocha, tak, ale mi się wydaje też, że jeśli jednak dziewczynka ma z
                zasady, z góry mniejszą wartość jak sama piszesz, to to idzie dalej -
                ma gorszy start, mniejsze szanse i możliwości wszystkiego w
                przyszłości. Nie mówiąc już o tych dziewczynach, których urodzenie i
                istnienie jest trzymane w tajemnicy, a czytałam, że było/jest coś
                takiego praktykowane na chińskiej wsi, raz, żeby tylko dziecko mogło
                przeżyć, dwa, żeby była pomoc w gospodarstwie(?).

                > Jest dosc prawdopdobne, ze
                > odsetek osob majacych mniej lub bardziej uswiadomione pretensje do
                dziecka, ze
                > jest niewlasciwej plci jest w Chinach zwiekszony, ale nie jest to
                jedyny kraj,
                > w
                > ktorym to zjawisko wystepuje. Zasadnicza przyczyna nasilajaca je
                jest prawna
                > regulacja liczby potomstwa, ktora jest skrajnym okrucienstwem
                wobec wszystkich
                > obywateli.

                Tak, ale jakby większym okrucieństwem jednak w stosunku do
                dziewczynek, których to dotyczy BARDZO bezpośrednio, kiedy to
                właśnie je się zabija:(

                > Wydaje mi sie wazne, zeby Chiny zrobily krok w strone ludzkiego
                traktowania
                > ludzi w ogole. Gdyby Chinczycy zyli w bardziej normalnych
                warunkach, z pewnosci
                > a
                > wiele problemow dotyczacych bardziej zenskiej czesci spoleczenstwa
                rozwiazaloby
                > sie lub oslablo naturalnie.

                Właśnie o to mi chodziło, z tym że obawiałam się/obawiam, że idąc tą
                drogą nie ustrzegą się przed naszymi błędami, przynajmniej pewne
                symptomy kulturowe o tym świadczą.
                • aiczka Re: Chinki nie chca zyc 10.11.08, 00:43
                  > Kocha, tak, ale mi się wydaje też, że jeśli jednak dziewczynka ma z
                  > zasady, z góry mniejszą wartość jak sama piszesz, to to idzie dalej -
                  > ma gorszy start, mniejsze szanse i możliwości wszystkiego w
                  > przyszłości.
                  To nie do konca jednoznaczne, bo nie tak dawno wyjasniano fakt, ze chinskie
                  dziewczynki osiagaja w jakichs-tam testach z matematyki statystycznie lepsze
                  wyniki niz chlopcy tym, ze chodza do szkoly takze w tedy, kiedy chlopcy musza
                  pomagac w gospodarstwach. Problem jest wiec zlozony.
                  • kocia_noga Re: Chinki nie chca zyc 11.11.08, 10:08
                    aiczka napisała:

                    chinskie
                    > dziewczynki osiagaja w jakichs-tam testach z matematyki
                    statystycznie lepsze
                    > wyniki niz chlopcy tym, ze chodza do szkoly takze w tedy, kiedy
                    chlopcy musza
                    > pomagac w gospodarstwach.


                    A jakie te fakty mają znaczenie w tamtym społeczeństwie?
                    Jak się wiążą z pozycją społeczną, dobrobytem, szacunkiem ,
                    prestiżem itp?
                    Czy zdolności matematyczne automatycznie awansują dziewczynki na
                    pełnowartościowych ludzi?
                    Czy zdobycie przez nie edukacji wpływa na ich późniejsze losy?
    • wen_yinlu Re: Chinki nie chca zyc 30.10.08, 18:45
      To tylko jedna strona medalu - jest sporo Chinek (z takimi miałam okazję
      rozmawiać w poprzedniej pracy - firma importowa), które kształcą się, świetnie
      mówią i piszą po angielsku, prowadzą negocjacje biznesowe, a w niektórych
      firmach są menedżerami wysokiego stopnia. Te kobiety przysyłały mi zdjęcia z
      niesamowitych wycieczek, widać było pewne siebie i uśmiechnięte twarze, wydawały
      pieniądze na perfumy, modne ubrania, kino... a nie tylko na to, co niezbędne.

      Natomiast przepaść jest spora między losem tych kobiet, a ich rówieśniczek z
      biednych wsi. Niektóre z takich kobiet same wyruszają do miast, a później kończą
      na piętrze w "barach karaoke" albo "polują" na cudzoziemca - no ale czy tak jest
      tylko w Chinach?
      Są w Chinach kobiety bardzo przedsiębiorcze, studiują na prestiżowych uczelniach
      za granicą, później wracają i otwierają szkoły językowe, firmy handlowe... Jeśli
      mają pieniądze na start (wsparcie finansowe od rodziny), potrafią je naprawdę
      dobrze wykorzystać. Gorzej jeśli tych pieniędzy nie ma i jedyne co pozostaje to
      wizja małżeństwa z rozsądku, a później samotność na wsi z dzieckiem, z małą
      działką przy rzece, która nocą świeci wszystkimi kolorami tęczy i strach w ogóle
      kijem trącić warzywa które tam cudem wyrosły.
      Kiedyś czytałam o poziomie nowotworów w niektórych wsiach Chin, to włosy mi się
      jeżyły na głowie. Najgorsze jest to, że ubodzy ludzie nie chcieli/nie mogli się
      stamtąd przenieść i jedli to co sobie wyhodowali na skażonej glebie, bo
      zasadniczo nie mieli wyboru. A i tak byli szczęśliwi, że coś wyrosło...

      Natomiast przypomniała mi się rozmowa z Koreańczykiem z jednej firmy - pytałam,
      czemu nie mogę się od pewnego czasu skontaktować z jedną konkretną kobietą z
      którą negocjowałam ceny. Na to z rozbrajającą szczerością pan ów odpowiedział,
      że pani X wzięła ślub tydzień temu no i on zajmie jej miejsce, bo teraz pani X
      ma domowe obowiązki jako żona... "sama rozumiesz" dodał, "musi zajmować się mężem".
Pełna wersja