Dodaj do ulubionych

kobieta i grzech (?!)

IP: *.chello.pl 14.11.03, 18:57
W religii judeo - chrześcijańskiej kobieta została obarczona winą za grzech
pierworodny, za co miała być na nią nałożona kara m.in. podległości
mężczyźnie. Dla mnie to jedna z największych hańb cywilizacji opartej na tej
religii. Fantastycznie skonstruowana wygodna wymówka dla poddaństwa kobiety,
dla usprawiedliwiania krzywdzenia kobiet, obarczania ich winą za wszystko
(patrz choćby aborcja, która może być zalegalizowana lub nie wyłącznie przez
mężczyzn, bo ich na razie u władzy jest więcej), kobieta jest zawsze "sama
sobie winna", kto widzi jszcze jakieś przykłady? itp...(możecie sprawdzić -
księga rodzaju rozdz3 wers 16). jestem strasznie wkurzona jak o tym myślę.
jak wybacza się takie rzeczy? (już ponad dwa tysiące lat takich rzeczy?)
Obserwuj wątek
    • e_wok Re: kobieta i grzech (?!) 14.11.03, 19:11
      Inna kobieta, Maryja, odkupila ten grzech. Wspolczesna doktryna Kosciola
      Katolickiego zdecydowanie sprzeciwia sie jakiejkolwiek formie dyskryminacji
      kobiet i stoi na stanowisku, ze kobieta moze sie realizowac w dowolnie
      wybranej dziedzinie zycia, a instynkt macierzynski dziala dokladnie tak samo
      jak instynkt "ojcowski", z czego wynika, ze obie plcie sa w jednakowym stopniu
      powolane do realizowania sie na gruncie rodziny, jakkolwiek kobieta jako
      dajaca zycie jest w tym wzgledzie troche uprzywilejowana. Wszelkie formy
      podporzadkowania kobiety mezczyznie zostaly wytkniete jako blad i
      niesprawiedliwosc w liscie przeslanym przez Jana Pawla II do uczestniczek
      konferencji do spraw kobiet w Pekinie (pelny tekst na www. opoka. org, jest
      tam wyszukiwarka). Chociaz Kosciol uwaza, ze obie plcie roznia sie od siebie
      to uwaza, ze te roznice nie moga byc powodem dyskryminowania kobiet zarowno w
      rodzinie jak i w relacjach spolecznych.
      Tak to wyglada teoretycznie. W praktyce zdarzaja sie ludzie, ktorzy wlasnie
      religia katolicka uzasadniaja dyskryminacje.
      • Gość: maria Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.chello.pl 14.11.03, 19:31
        pocieszające, ale to tylko słowa. przecież chyba się zgodzisz, że kościół k
        jest organizacją patriarchalną. trzeba zmienić czynem a nie słowami. (choć
        słowo, jak wiadomo na początku...). "bóg ojciec, syn boży i duch święty"? nuie
        widzę kobiety. ksiądz, a czy jest kobieta ksiądz w k katolickim?
      • Gość: Monika Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.chello.pl 14.11.03, 20:44

        A czym uzasadnia Kościół zakaz kapłaństwa kobiet ?
        W pierwszym kościele były. O jednej pisze Paweł z Tarsu, chyba w Liście do
        Rzymian. Więc w Biblii jest kobieta kapłan, słownie - jedna.
        • Gość: maria Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.chello.pl 14.11.03, 20:48
          nie chcę urazić wierzących, ale Biblia jest dla mnie tylko i wyłącznie męskim
          sposobem patrzenia na świat. Myślę, że wizja kobiet ad. świata jest nieco
          inna, i gdyby dwie wizje ze sobą złączyć moglibyśmy świat uzyskać ciekawszy...
          uhh, żeby to nie była tylko utopia...mam nadzieję, że za jakieś sto lat się
          coś ruszy . (a może teraz?)
          • Gość: man Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.acn.waw.pl 14.11.03, 20:51
            jesteś tego pewna naga magdo?
            • Gość: maria Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.chello.pl 14.11.03, 20:53
              czekałam na ciebie ;)
              • Gość: man Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.acn.waw.pl 14.11.03, 20:56
                zawieszam chwilowo działalność detektywistyczną. Nawet Filip Marlowe się
                męczy ;-)
                • Gość: Monika Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.chello.pl 14.11.03, 21:06
                  Gość portalu: man napisał(a):

                  > zawieszam chwilowo działalność detektywistyczną. Nawet Filip Marlowe się
                  > męczy ;-)


                  Upada kolejny mit :<
        • e_wok Re: kobieta i grzech (?!) 14.11.03, 21:52
          Chodzi zapewne o diakonise Febe. Nie wiadomo, czy pelnila ona funkcje
          kaplanskie czy przewodniczyla po prostu gminie chrzescijanskiej w Rzymie.
          Jesli chodzi o Sw. Pawla, to sam troche sie placze w zeznaniach. O grzechu
          mowi tak jakby byl wylacznie grzechem Adama, odkupionym potem przez Chrystusa,
          ale pewnie nalezy to traktowac symbolicznie. W liscie do Koryntian pisze , ze
          kobieta jest chwala mezczyzny, i ze dla niego zostala stworzona, a nie
          odwrotnie, ale natychmiast mowi "Zreszta u Pana ani mezczyzna nie jest bez
          kobiety ani kobieta bez mezczyzny. Jak bowiem kobieta powstala z mezczyzny tak
          mezczyzna rodzi sie przez kobiete". Mysle, ze nie ma co rozpamietywac tylko
          przyjac wspolczesna katolicka wykladnie "kwestii kobiecej" - wyglada niezle.
          A ze wciaz pelno oszolomow, ktorzy uwazaja, ze wiedza lepiej niz sam Papiez -
          no to jest, przyznaje, problem.
          • Gość: Monika Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.chello.pl 14.11.03, 22:07
            e_wok napisała:

            > Chodzi zapewne o diakonise Febe. Nie wiadomo, czy pelnila ona funkcje
            > kaplanskie czy przewodniczyla po prostu gminie chrzescijanskiej w Rzymie.

            chcesz powiedziec ze nie wiadomo jaką funkcję w kosciele pełnili diakoni ? Czy
            tylko nie wiadomo jeśli chodzi o Febe, bo była kobietą ?

            • e_wok Re: kobieta i grzech (?!) 14.11.03, 23:58
              Z przypisow w moim egzemplarzu wynika, ze w tlumaczeniu uzyto
              slowa "diakonisa" , ktore najprawdopodobniej nie wystepowalo w czasach kiedy
              Sw. Pawel prowadzil swoja misje. Wspolczesnie diakon oznacza osobe bez pelnych
              swiecen kaplanskich. Byc moze uzyto w tlumaczeniu tego slowa wlasnie dla
              okreslenia osoby, ktora pelni wazna role w gminie chrzescijanskiej, ale nie
              jest kaplanem. Nie wiem jakie slowo wystepuje w oryginalnymm tekscie, nie wiem
              nawet czy bylo hebrajskie, skoro Pawel byl Zydem, czy lacinskie, no bo pisal
              do Rzymian. Nie przypominam sobie takze uzasadnienia dla sprzeciwu wobec
              wyswiecania kobiet, Papiez powolal sie w tym przypadku na dogmat o
              nieomylnosci.
              • Gość: Monika Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.chello.pl 15.11.03, 00:49

                e_wok napisała:

                > Z przypisow w moim egzemplarzu wynika, ze w tlumaczeniu uzyto
                > slowa "diakonisa" , ktore najprawdopodobniej nie wystepowalo w czasach kiedy
                > Sw. Pawel prowadzil swoja misje.
                > Wspolczesnie diakon oznacza osobe bez pelnych swiecen kaplanskich.

                Mnie chodziło o czasy Pawła.

                > Byc moze uzyto w tlumaczeniu tego slowa wlasnie dla okreslenia osoby, ktora
                > pelni wazna role w gminie chrzescijanskiej, ale nie
                > jest kaplanem. Nie wiem jakie slowo wystepuje w oryginalnymm tekscie, nie
                > wiem nawet czy bylo hebrajskie, skoro Pawel byl Zydem, czy lacinskie, no bo
                > pisal do Rzymian.

                Z tego co wiem najstarsze teksty jakie się zachowały były pisane po grecku.
                Paweł władał tym jezykiem podobno biegle. Sprawdzę jakie to było słowo.
                Teksty po łacinie to dużo późniejsze tłumaczenia z greki. Hebrajskie nie
                istniały. Jesli są jakieś to także tłumaczenia i to późniejsze od łacińskich.

                > Nie przypominam sobie takze uzasadnienia dla sprzeciwu wobec
                > wyswiecania kobiet, Papiez powolal sie w tym przypadku na dogmat o
                > nieomylnosci.

                Możesz szerzej napisać na ten temat. Czy papież się sprzeciwia kałaństwu a on
                jest nieomylny, więc nie ma dyskusji bo on nie chce ?

              • Gość: Monika Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.chello.pl 15.11.03, 01:22
                Takst z tysiąclatki mówi:

                (1) Polecam wam Febę, naszą siostrę, diakonisę Kościoła w Kenchrach. (2)
                Przyjmijcie ją w Panu tak, jak się świętych winno przyjmować. Wesprzyjcie ją w
                każdej sprawie, w której pomocy waszej będzie potrzebowała. I ona bowiem
                wspierała wielu, a także i mnie samego.

                Gdańska zaś:

                (1) A zalecam wam Febę, siostrę naszę, która jest służebnicą zboru
                Kienchreeńskiego; (2) Abyście ją przyjęli w Panu, jako przystoi świętym, i
                stali przy niej, w którejkolwiek by was rzeczy potrzebowała; albowiem i ona
                wielom gospody użyczała, aż i mnie samemu. (3)

                Brzeska:

                (1) Zalecam wam Febę siostrę naszę, która jest służebnicą kościoła
                Kenchreeńskiego. (2) Abyście ją przyjęli w Panu, jako przystoi świętym i
                ratujcie ją, w którejby was rzeczy potrzebowała, abowiem ta wiele ich w dom
                swój przyjmowała i mnie też samego.

                Poznańska:

                (1) Polecam waszej opiece Febe, naszą siostrę, która przebywa i usługuje
                Kościołowi w Kenchrach. (2) Przyjmijcie ją w Panu godnie - jak przystało
                świętym - i pośpieszcie jej z pomocą w każdej potrzebie, bo i ona opiekowała
                się wieloma, a także mną samym.

                vulgata:

                (1) commendo autem vobis Phoebem sororem nostram quae est in ministerio
                ecclesiae quae est Cenchris (2) ut eam suscipiatis in Domino digne sanctis et
                adsistatis ei in quocumque negotio vestri indiguerit etenim ipsa quoque
                adstitit multis et mihi ipsi

                septuaginta:

                (1) sunisthmi de umin foibhn thn adelfhn hmwn ousan diakonon thv ekklhsiav thv
                en kegcreaiv (2) ina authn prosdexhsye en kuriw axiwv twn agiwn kai parasthte
                auth en w an umwn crhzh pragmati kai gar auth prostativ pollwn egenhyh kai
                autou emou

                Jak widzisz w polskiej wersji mamy usługijącą opiekunkę, która z czasem
                awansuję na służebicę udzielającą gospody by skończyć jako diakonissa.

                W vulgacie jest ona pełniącą monisterio czyli pełniącą służbę, a w grece -
                diakonon czyli diakonką lub diakonissa.

                Pozostaje wyjaśnić jaką funkcję pełnili w ówczesnym kościele diakon i i
                diakonissy. Może się gdzieś doszperam.
                • Gość: Zły Wilk dobra robota... :-) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.11.03, 08:50
                  Jestem pod wrażeniem Twojej dociekliwości i pracowitości.
                  Pozdrawiam -
              • Gość: Monika Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.chello.pl 15.11.03, 01:51
                Znalazłam to w necie:

                Święcenia kobiet Diakonów
                We wczesnym Kościele w diecezjach posługujących się językami greckim i
                starosyryjskim udzielano święceń diakońskich kobietom. Były to wyraźnie
                autentyczne, sakramentalne święcenia, równe święceniom udzielanym mężczyznom.

                Obrzęd święceń
                Ten wniosek jest oparty na poniższych faktach:

                Podczas rytuału święceń w stosunku do diakona i do diakonisy używano tych same
                greckich słów: cheirotonia lub cheirothesia, t.j. ‘włożenie rąk’, ‘święcenia’.
                Zarówno mężczyźni jak i kobiety otrzymują święcenia od Biskupa.
                Święcenia diakońskie tak mężczyzn jak i kobiet mają miejsce w sanktuarium
                przed ołtarzem, podczas Mszy Świętej i w bardzo doniosłej chwili, czyli po
                świętej Anaforze. Tak zwanych mniejszych święceń, jak np. lektorat czy
                subdiakonat, udzielano po prostu przez nałożenie rąk poza sanktuarium i nie w
                trakcie Mszy Świętej.
                W obu wypadkach Biskup udziela święceń przez nałożenie rąk na głowę osoby
                mającej otrzymać święcenia (jest to materia sakramentu kapłaństwa).
                Biskup wzywa Ducha Świętego prosząc Go, by zstąpił na mężczyznę czy kobietę
                diakona słowami tej samej modlitwy: ‘Przyjmij Ducha Świętego...’ (forma
                sakramentu kapłaństwa).
                Zarówno kobieta jak i mężczyzna mający otrzymać święcenia czekają stojąc na
                stopniach przed drzwiami wiodącymi do sanktuarium, są prowadzeni do ołtarza i
                tam otrzymują święcenia od Biskupa.
                Biskup odmawia dwie modlitwy będące częścią święceń, co jest charakterystyczne
                dla wyższych święceń.
                Podczas udzielania święceń mężczyźnie i kobiecie Biskup odmawia modlitwę
                ekfoneze (=po cichu): ‘Łaska Boża....’, charakterystyczną dla wyższych
                święceń.
                Ze względu na obecność innych przedstawicieli kleru jak i ludu, święcenia mają
                publiczny charakter.
                Zarówno kobieta jak i mężczyzna diakoni otrzymują stułę będącą oznaką władzy
                kościelnej.
                Zarówno diakon iak i diakonisa dostają kielich podczas Komunii, który
                diakonisa osobiście stawia na ołtarzu.
                Autentyczny tekst rytuału święceń dla kobiet diakonów zachował się w kilku
                drogocennych manuskryptach:

                w formie skróconej w Konstytucjach Apostolskich (500 po.Chr.);

                w grecko bizantyjskim rytuale znajdującym się w Rękopisie Mikołaja rękopis ten
                pochodzi najpóźniej z 9go wieku po Chr.); Polska!!

                w grecko-bizantyjskim rytuale znajdującym się w rękopisie Jerzego Warusa
                [George Varus manuscript] (conajmniej z 10go wieku po Chr.); duplikat tego
                dokumentu znajduje się w bibliotece Barbarini.
                w grecko bizantyjskim rytuale, znajdującym się w watykańskim rękopisie nr.
                1872 (rękopis pochodzi z 11go wieku lub wcześniej);
                w siedmiu greckich rękopisach, z których Goar zrekonstruował rytuał święceń
                diakońskich la kobiet;
                w starosyryjskim rytuale w indyjskim, nestoriańskim rękopisie
                Obecnie pracuję nad innymi, licznymi rękopisami z Uniwersytetu w Leiden i
                British Library i mam nadzieję wkrótce przedstawić tu wyniki!
                Istnieje kilka drobnych różnic, które nie zmieniają jednak zasadniczych cech
                święceń.

                Sakramentalny charakter święceń diakońskich kobiet jest niezaprzeczalny.
                Przede wszystkim materia i forma święceń udzielanych mężczyznom i kobietom są
                identyczne i wyrażają ze strony biskupa intencję przekazania autentycznej
                władzy duszpasterskiej

                ...”Ktokolwiek by twierdził, że święcenia nie sprowadzają Ducha Świętego, a
                zatem że Biskup daremnie wypowiada słowa: „Przyjmij Ducha Świętego”, lub że
                nie wyciskają one niezatartego znamienia [kapłaństwa] na duszy...niech będzie
                potępiony.
                Sobór Trydencki, Kanon 4. Denziger nr. 964

                Osąd ekspertów
                Podczas gdy niektórzy tradycyjni teologowie w dalszym ciągu zaprzeczają, że
                święcenia diakonis miały charakter sakramentalny, coraz większa ilość
                ekspertów zgodnie stwierdza, że święcenia kobiet diakonów bewarunkowo
                stanowiły część sakramentu kapłaństwa.

                J. Morinus, Commentarius de sacris ecclesiae ordinationibus, Antwerp, 1695, P.
                III. ex. X. f. 143ff.
                A. Ludwig, ‘Weibliche Kleriker in der altchristlichen und
                frühmittelalterlichen Kirche’, in Theologisch-praktische Monatschrift 20
                (1910) str. 548-557, 609-617; 21 (1911) str. 141-149.
                „Cheirotonia diakonis i związane z nią ceremonie jest równoznaczna ze
                święceniami diakonów. Wszystkie formuły święceń są tego dowodem, począwszy od
                konstytucji apostolskich i Testamentum do Monofisytów i zwolenników
                Nestoriusza, jak i również formuły przekazanej przez Mateusza Blastaresa".
                „Święcenia diakonis są wyjątkowym wydarzeniem w historii Kościoła. Nie ma
                żadnej wątpliwości, że należały do wyższych święceń.” ”Evangelos
                Theodorou, ‘Die Weihe, Die Segnung der Diakoninnen’ (w języku nowogreckim),
                Theologia 25 (1954) str. 430 - 469.
                „Święcenia diakonis są morfologicznie zupełnie takie same jak chierotonia
                wyższego kleru”. Evangelos Theodorou, ‘Das Ambt der Diakoninnen in der
                kirchlichen Tradition. Ein orthodoxer Beitrag zum Problem der
                Frauenordination’, US 33 (1978) str. 162-172.
                J. Funk, "Klerikale Frauen?" in Österreichisches Archiv für Kirchenrecht 14
                (1963) pp. 274-280.
                L. Zscharnack, Der Dienst der Frau in den ersten Jahrhunderten der
                christlichen Kirche, Göttingen, 1902, str. 130ff.
                J. Daniélou, "Le ministère des femmes dans l’Église ancienne, " w La Maison-
                Dieu 61 (1960) str. 70 - 96.
                „Zbytnie forsowanie argumentów przeciwko święceniom kobiet diakonis
                doprowadziłoby w rzeczywistości do sprzeciwienia się sakramentalnym święcenion
                diakonów.” Ch. R. Meyer, ‘Ordained Women in the Early Church’, w The Catholic
                Citizen 53 (1967) str.118.
                Cipriano Vagaggini, ‘L'Ordinazione delle diaconesse nella traditione greca e
                byzantina’, Oriente Christiano Patristico (OrChrP) 40 (1974) str. 145 - 189.
                Roger Gryson, Le ministère des Femmes dans l'Église ancienne, Gembloux,
                Duculot 1972; ‘L’Ordination des Diaconesses d'après les Constitutions
                apostoliques’, MSR 31 (1974) str. 41-45.
                Herbert Vorgrimler, Sacramental Theology, The Liturgical Press, Minnesota
                1992, str.272-273: „Możliwość święceń diakońskich dla kobiet to zupełnie co
                innego. Takie święcenia istniały we wczesnych wiekach Kościoła. ...Kwestia,
                czy ich święcenia miały charakter sakramentalny nie mogła być rozważana zanim
                doszło do rozważań na temat teologii Sakramentów u szczytu okresu
                scholastycznego. W liturgii bizantyjskiej mają one wszelkie cechy wyższych
                święceń.”
                Andreas Christof Lochmann, Studien zum Diakonat der Frau, Siegen 1996.
                Walter Gross, Frauen Ordination. Stand der Diskussion in der katholischen
                Kirche, München 1996.
                A. Jensen, ‘Das Amt der Diakonin in der kirchlichen Tradition des ersten
                Jahrtausend’, in Diakonat. Ein Amt für Frauen in der Kirche
                • Gość: BD Re: kobieta i grzech (?!) IP: 195.136.36.* 15.11.03, 10:06
                  Witam,

                  To ja odpowiem dość krótko cytatem z encykopedii katolickiej:

                  ------------------
                  For the valid reception of the Sacrament of Orders, it is necessary that the
                  minister be a bishop and the recipient a baptized person of the male sex. (...)
                  The early Church condemned as an absurdity the female priesthood of Montanism
                  and of the Collyridiani, and it never regarded the Apostolic institute of
                  deaconesses as a branch of Holy orders.
                  ------------------

                  Pragnę też zwrócić uwagę, że pisma zawierające tradycję Kościoła: Patrologia
                  Gracea i Latina liczą łącznie ponad 400 grubych tomów - żonglując cytatami i
                  interpretacjami można udowodnić wszystko. Kapłaństwo kobiet i poparciem KK dla
                  homoseksualizmu to wręcz bułeczka z masłem. Wystarczy siegnąc po ksiązki
                  wydawnictwa Uraeus.

                  Pamiętajmy też, że w chrześcijaństwie wszyscy są kapłanami - niektórzy
                  natomiast dodatkowo otrzymują sakrament kapłaństwa i są kapłanami służebnymi.
                  To są dość podstawowe rzeczy doktrynalne.

                  Jak ktoś chce poczytać Encyklopedią Katolicką, Summę Teologiczną, Patrystykę
                  itd. to zapraszam do:

                  www.newadvent.org/

                  pozdrawiam,

                  BD

                  • sagan2 Re: kobieta i grzech (?!) 17.11.03, 08:44
                    no czekaj, ale czy cytaty, ktore podala Monika sa
                    nieprawdziwe? czy te ustalenia na temat swiecen diakonow
                    i diakonis sa falszywe?
                    to, ze zostaly "zreinterpretowane" na nowo w
                    encyklopedii, nie oznacza, ze sa falszywe. a jesli
                    zostaly "zreinterpretowane", to dlaczego?

                    za g. bruno tez trzeba bylo przeprosic...
                    (a propos, znam wlocha, ktory sie nazywa gb i w dodatku
                    jest fizykiem :)
                    • Gość: BD Re: kobieta i grzech (?!) IP: 195.136.36.* 17.11.03, 09:18
                      Witam,

                      sagan2 napisała:

                      > no czekaj, ale czy cytaty, ktore podala Monika sa
                      > nieprawdziwe? czy te ustalenia na temat swiecen diakonow
                      > i diakonis sa falszywe?

                      Wczytaj się w to co pisała Monika. Tam nie ma żadnych cytatów mówiących o
                      kapłaństwie kobiet, a jedynie jakieś wywody (których prawdziwości zbadać nie
                      sposób) nt. osądów "coraz większej liczby ekspertów" (he, he) o statucie
                      diakonis.

                      BTW:A ja spotkałem się z argumentem, że istnienie diakonis w kościele wschodnim
                      nie wynikało z jakiegoś równouprawnienia, ale wręcz przeciwnie - z bardzo
                      silnego rozdzielenia ról płciowych.

                      Z tego co wiem, obecny papież (który ma w kościele status meta-experta)
                      wypowiedział się wręcz, że Kosciół "nie ma nawet uprawnień by zgodzić się na
                      kapłaństwo kobiet". I była to wypwiedź klasy "ex cathedra". Na ten temat
                      napisano sporo. Jest np. książka D. Olewiństkiego "W obronie mszy świętej..."
                      (Antyk), która dość szczegółowo rozważa i ten problem.

                      > za g. bruno tez trzeba bylo przeprosic...

                      Akurat nie widzę związku kapłaństwa kobiet ze sprawą Bruno (z wyprawami
                      krzyżowymi i Inkwizycją również jakbyś chciała podrążyć temat).

                      pozdrawiam,

                      BD
                      • sagan2 Re: kobieta i grzech (?!) 17.11.03, 09:55
                        Gość portalu: BD napisał(a):


                        > Wczytaj się w to co pisała Monika. Tam nie ma żadnych
                        > cytatów mówiących o kapłaństwie kobiet,

                        no czekaj, przeciez ona pisze, ze mianowanie diakonow i
                        diakonis wygladalo *identycznie* (przypuszcza, ze sa
                        zapisy (cytaty) obu obrzadkow), wiec to jest fakt.
                        dlaczego w takim razie diakon i diakonisa mieliby sie
                        roznic? skoro "mianowani" zostali tak samo?

                        pozostaje ciagle niewyjasniona sprawa, jaka byla roznica
                        miedzy diakonem i kaplanem (Tad ciagle nie odpowiedzial).
                        moze Ty wiesz?

                        > a jedynie jakieś wywody (których prawdziwości zbadać
                        > nie sposób) nt. osądów "coraz większej liczby
                        > ekspertów" (he, he) o statucie diakonis.

                        dlaczego nasmiewasz sie akurat z tych "ekspertow", a nie
                        z tych, ktorzy redagowali encyklopedie?

                        > BTW:A ja spotkałem się z argumentem, że istnienie
                        > diakonis w kościele wschodnim nie wynikało z jakiegoś
                        > równouprawnienia, ale wręcz przeciwnie - z bardzo
                        > silnego rozdzielenia ról płciowych.

                        nie rozumiem? czy byli tak tylko kaplani i diakonisy, nie
                        bylo diakonow? gdzie bylo to rozdzielenie plciowe?


                        > > za g. bruno tez trzeba bylo przeprosic...
                        >
                        > Akurat nie widzę związku kapłaństwa kobiet ze sprawą
                        > Bruno (z wyprawami krzyżowymi i Inkwizycją również
                        > jakbyś chciała podrążyć temat).

                        ma zwiazek o tyle, ze kosciol mylil sie juz w przeszlosci
                        (z czego, wyciagam wniosek, ze *moze* bylic sie i teraz).
                        czyli "tylko glupiec nie zmienia zdania"...
                        ... zmienil w sprawie "srodka swiata", moze zmienic i w
                        innych.

                        ps. dopatrywanie sie wszedzie palenia na stosie i
                        inkwizycji nie jest *moja* domena...
                        • Gość: BD Re: kobieta i grzech (?!) IP: 195.136.36.* 17.11.03, 14:53
                          Witam,

                          sagan2 napisała:

                          > no czekaj, przeciez ona pisze, ze mianowanie diakonow i
                          > diakonis wygladalo *identycznie* (przypuszcza, ze sa
                          > zapisy (cytaty) obu obrzadkow), wiec to jest fakt.

                          Polecam więcej krytycyzmu odnośnie wiary w tego typu cytatologię. Jak już
                          pisałem - wyrywając je z kontekstu można osiągnąc wszystko. Jest cała masa
                          innych pułapek - np. ktoś może się powołać na Tertuliana jako wykładnie
                          Tradycji, choć tak naprawdę jest nią tylko część jego poglądów, bo pod koniec
                          życia został heretykiem (montanistą). Ksiązka D. Olewińskiego, na która się tu
                          powoływałem, wręcz kipi od cytatów i referencji - z 1000 przypisów, niektóre
                          cytaty w oryginale (po grecku). Zrozum, że niespecjalista nie ma tu prawie
                          żadnych szans odróżnić ziarna od plew, manipulacji do faktów.

                          > pozostaje ciagle niewyjasniona sprawa, jaka byla roznica
                          > miedzy diakonem i kaplanem (Tad ciagle nie odpowiedzial).
                          > moze Ty wiesz?

                          Jest ona dokładnie opisana w Encyklopedii katolickiej, do której link podałem.

                          > dlaczego nasmiewasz sie akurat z tych "ekspertow", a nie
                          > z tych, ktorzy redagowali encyklopedie?

                          Bo uważam, że specjaliści redagujący encyklopedię katolicką mają większą wiedzę
                          na temat katolicyzmu niż "jacyś experci" użyci do wsparcia mocno
                          nieortodoksyjnych teorii. Inny pogląd jest spiskową teorią dziejów. To tak,
                          jakbyś wierzyła, że prawdziwi eksperci od fizyki są na forach
                          parapsychologicznych.

                          > nie rozumiem? czy byli tak tylko kaplani i diakonisy, nie
                          > bylo diakonow? gdzie bylo to rozdzielenie plciowe?

                          Zdaje się, że diakonisy miały pilnować kobiet - taki rozdział płci (jeszcze
                          poszukam o co dokładnie chodziło).

                          pozdrawiam,

                          BD
                          • sagan2 Re: kobieta i grzech (?!) 17.11.03, 15:14
                            Gość portalu: BD napisał(a):


                            > Polecam więcej krytycyzmu odnośnie wiary w tego typu
                            > cytatologię. Jak już pisałem - wyrywając je z kontekstu
                            > można osiągnąc wszystko.

                            ale ktore z powyzszych cytatow sa nieprawdziwe? o czym
                            mowiace? bo rozumiem, ze skoro twierdzisz iz sa faszywe
                            (przeklamane), to umiesz to udowodnic.
                            co nie jest prawda? ze we wczesnym kosciele byli diakoni
                            i diakonisy? ze ich "mianowanie" odbywalo sie dokladnie
                            tak samo (bez wzgledu na plec)?
                            nie bardzo wiem, co i czemu zarzucasz?

                            > Ksiązka D. Olewińskiego, na która się tu powoływałem,
                            > wręcz kipi od cytatów i referencji - z 1000 przypisów,
                            > niektóre cytaty w oryginale (po grecku). Zrozum, że
                            > niespecjalista nie ma tu prawie żadnych szans odróżnić
                            > ziarna od plew, manipulacji do faktów.

                            rozumiem, ze Ty jestes specjalista, bo cytaty Moniki
                            zaliczyles do plew?


                            > Jest ona dokładnie opisana w Encyklopedii katolickiej,
                            > do której link podałem.

                            dziex, zagladne.


                            > Bo uważam, że specjaliści redagujący encyklopedię
                            > katolicką mają większą wiedzę na temat katolicyzmu niż
                            > "jacyś experci" użyci do wsparcia mocno
                            > nieortodoksyjnych teorii.

                            ale co jest ta "mocno nieortodoksyja rworia"? ze istnialy
                            kobiety diakonisy (we wczesnym chrzescijanstwie)? ze ich
                            wyswiecanie bylo identyczne z wyswiecaniem diakonow?
                            gubie sie...

                            > To tak, jakbyś wierzyła, że prawdziwi eksperci od
                            > fizyki są na forach parapsychologicznych.

                            zakladam, ze Ty, nie bedac fizykiem, nie odroznisz
                            prawdziwego eksperta od "jakiegos eksperta"?
                            o ile wiem, nie jestes ekspertem teologicznym? wiec skad
                            wiesz, co warci sa eksperci przytoczeni przez Monike?
                            czyzby tylko stad, ze nie zgadzasz sie z ich pogladami?


                            • Gość: BD Re: kobieta i grzech (?!) IP: 195.136.36.* 18.11.03, 16:04
                              Witam,

                              sagan2 napisała:

                              > co nie jest prawda? ze we wczesnym kosciele byli diakoni
                              > i diakonisy? ze ich "mianowanie" odbywalo sie dokladnie
                              > tak samo (bez wzgledu na plec)?

                              Jesteś złośliwa, czy nie umiesz czytać. Problem nie obraca się wokół diakonów i
                              diakonis, a relacji diakonatu do święceń kapłańskich.

                              > zakladam, ze Ty, nie bedac fizykiem, nie odroznisz
                              > prawdziwego eksperta od "jakiegos eksperta"?

                              Nie trzeba być ekspertem w fizyce, by odróżnić eksperta w fizyce od
                              nieeksperta. Są prose metody np. ISI / lista filadelfijska.

                              > o ile wiem, nie jestes ekspertem teologicznym? wiec skad
                              > wiesz, co warci sa eksperci przytoczeni przez Monike?
                              > czyzby tylko stad, ze nie zgadzasz sie z ich pogladami?

                              Dlatego, że ich status w teologii katolickiej jest taki jak status
                              parapsychologów w fizyce.

                              pozdrawiam,

                              BD
                              • sagan2 Re: kobieta i grzech (?!) 19.11.03, 08:36
                                Gość portalu: BD napisał(a):


                                > Jesteś złośliwa, czy nie umiesz czytać. Problem nie
                                > obraca się wokół diakonów i diakonis, a relacji
                                > diakonatu do święceń kapłańskich.

                                czyli nie negujesz faktu istnienia diakokow i diakonis w
                                poczatkach istnienia kosciola?
                                czy teraz sa diakoni? czy sa diakonisy?


                                > Nie trzeba być ekspertem w fizyce, by odróżnić eksperta
                                > w fizyce od nieeksperta. Są prose metody np. ISI /
                                > lista filadelfijska.

                                rozumiem, ze sprawdziles, ze zaden z cytowanych przez
                                Monike autorow na zadnej liscie sie nie znajduje?
                                czy uwazasz, ze wszyscy eksperci znajduja sie na
                                listach??? przy takim rozczlonkowaniu nauki i takiej
                                ilosci naukowcow?

                                > Dlatego, że ich status w teologii katolickiej jest taki
                                > jak status parapsychologów w fizyce.

                                rozumiem, ze nie jestes ani fizykiem ani teologiem, ale
                                potrafisz rozroznic ekspertow od nie_ekspertow w kazdej z
                                tych dziedzin? masz ochote sprobowac?...
                                • Gość: BD Re: kobieta i grzech (?!) IP: 195.136.36.* 19.11.03, 10:53
                                  Witam,

                                  sagan2 napisała:

                                  > czyli nie negujesz faktu istnienia diakokow i diakonis w
                                  > poczatkach istnienia kosciola?
                                  > czy teraz sa diakoni? czy sa diakonisy?

                                  Chyba nikt tego nie neguje. Co do diakonis odsyłam zresztą do postu tada, z
                                  linkiem na ten temat (w tym wątku).

                                  To, co mi się nie podoba, to styl dowodzenia. Święty Paweł pisze o diakonisie
                                  Febie, ale też bardzo wyraźnie pisze, że kobiety mają na zgromadzeniach
                                  milczeć. Dla feminoteolożek pierwsze jest argumentem za kapłaństwem kobiet,
                                  drugie za mizoginizmem Pawła. Tak nie można!

                                  Tzn. oczywiście tak można, ale to bez sensu. Na tej zasadzie muzułmanie
                                  znajdują w Nowym Testamencie wyrażoną explicite akceptację dla poligamii
                                  (ciekawe, czy ktoś z was wie gdzie - ot taka mała zagadka).

                                  Przyjrzyj się dokładnie całej stronie, do której link podała Monika - autorki
                                  beż żenady sugerują, że są mądrzejsze w ocenie rangi dogmatycznej pewnych
                                  wypowiedzi od samego papieża, który się nie zna, nie konsultuje z kim trzeba
                                  itd.

                                  Argumenty za kapłaństwem kobiet przypominają mi modną gdzieniegdzie
                                  alternatywną archeologię. Nie wiem czy spotkałaś się z tym - są np. zdjęcia
                                  odcisków ludzkich stóp na śladach kopalnych dinozaurów. Nikt nie udownił na
                                  100% że to oszustwo. TAk więc masa ludzi wierzy, że ludzie żyli w czasach
                                  dinozaurów (albo dinozaury w czasach ludzi np. 5000 lat temu). Jest cała
                                  książka o tych sprawach o wdzięcznym tytule "Zakazana archeologia". Idąc Twoim
                                  tokiem rozumowania, powinniśmy uwierzyć w te rewelacje.

                                  Ale tak się nie wnioskuje. Naprawdę nie potrzebuje dowodu na to, że ludzka
                                  stopa obok stopy brontozaura jest fałszerstwem. W zupełności wystarczy mi moc
                                  dowodów na to, że ludzie nie żyli razem z dinozaurami i opinie ortodoksyjnej
                                  archeologii. I nie muszę się na archeologii znać, to kwestia rozsądnego
                                  traktowania "całości" informacji. Feminteolożki tymczasem pastwią się nad
                                  wyłuskanymi drobiazgami niczym zwolennicy wszelkiej maści spisków, UFO itd. :)

                                  pozdrawiam,

                                  BD
        • Gość: wilczyński Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.net24.prv / 82.160.17.* 09.11.04, 12:46
          1Tm, 2,12
          "Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam"

          Tak, w pierwszym kościele były kobiety kapłani, parytety, marsze równości a
          wśród rękopisów znad Morza Martwego odnaleziono list Kingi Dunin do Jarugi
          Nowackiej.
    • tad9 Re: kobieta i grzech (?!) 14.11.03, 19:27
      Gość portalu: maria napisał(a):

      > W religii judeo - chrześcijańskiej kobieta została obarczona winą za grzech
      > pierworodny, za co miała być na nią nałożona kara m.in. podległości
      > mężczyźnie.

      A cóż to jest religia judeochrześcijańska? Masz na myśli tzw. kościół
      jerozolimski?

      możecie sprawdzić -
      > księga rodzaju rozdz3 wers 16).

      Musisz wiedzieć, że ta opowieść jest dość znana. Jeśli odkryłaś ją dopiero
      niedawno, będę musiał Cię zapytać: gdzie byłaś do tej pory?

      >jestem strasznie wkurzona jak o tym myślę.
      > jak wybacza się takie rzeczy? (już ponad dwa tysiące lat takich rzeczy?)

      Dlaczego 2000? Mam wrażenie, że ta historia jest nieco starsza ....


      A co do wybaczania - Bóg Ci wybaczy (nawet ten post!)

      • Gość: maria Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.chello.pl 14.11.03, 19:35
        :)
        religia judeochrześcijańska? musisz wiedzieć, że to skrót myślowy dość znany
        (rozwinięcie special for you: kultura oparta na tradycji
        judeochrześcijańskiej). gdzie byłeś do tej pory?
        • tad9 Re: kobieta i grzech (?!) 14.11.03, 21:05
          Gość portalu: maria napisał(a):

          > :)
          > religia judeochrześcijańska? musisz wiedzieć, że to skrót myślowy dość znany
          > (rozwinięcie special for you: kultura oparta na tradycji
          > judeochrześcijańskiej). gdzie byłeś do tej pory?


          O ile termin "cywilizacja judeochrześcijańska" jest używany, o tyle
          termin "religia judeochrześcijańska" jest raczej niespotykany, przynajmniej w
          odniesieniu do czasów współczesnych. "Kultura oparta na tradycji
          judeochrześcijańskiej", a "religia judeochrześcijańska" to nie to samo.
    • Gość: Triss Merigold Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.acn.waw.pl 14.11.03, 20:46
      Super, że niewierzących ten problem właściwie nie dotyczy...
      • Gość: maria Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.chello.pl 14.11.03, 20:52
        oj, chyba dotyczy... cała kultura pokutuje
    • nadszyszkownik.kilkujadek Kapłaństwo kobiet? 14.11.03, 22:33
      Tak właściwie: dlaczego? Jakie konkretnie pożytki odniosłybyście, Szanowne
      Panie, z kapłaństwa kobiet? Jakie pożytki odniósłby Kościół Rzymskokatolicki?

      Pojawienie się nowej wyznawczyni 'poddaństwa kobiety' stanowi na tym forum
      najmilszy przerywnik.

      (-) Kilkujadek

      -
      Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
      • e_wok Re: Kapłaństwo kobiet? 15.11.03, 00:00
        Tzw. swieza krew, ktora byc moze pomoglaby przezwyciezyc kryzys, w tym kryzys
        powolan.
      • Gość: Monika Re: Kapłaństwo kobiet? IP: *.chello.pl 15.11.03, 00:35
        nadszyszkownik.kilkujadek napisał:

        > Tak właściwie: dlaczego?

        Dlatego że są kobiety które czuja powołanie do kapłaństwa. Nie powinny czuć ?
        Możliwe. Osobiście nigdy niczego takiego nie czułam. Uważasz że z osobami
        które czuja powołanie jest coś nie tak ?

        > Jakie konkretnie pożytki odniosłybyście, Szanowne Panie, z kapłaństwa
        > kobiet?

        Pewnie dla powołanej to sprawa życiowa. Bóg ją woła, ona to czuje a Kościół
        się sprzeciwia. Takiego dylematu mężczyzna nie ma.

        Ja nie jestem katoliczką, ale myślę, że sporo kobiet wolałoby iśc do spowiedzi
        do kobiety. Pomyśl o młodej 15 letniej dziewczynie którą ktoś zgwałcił i nie
        wie czy popełniła grzech, albo boi się powiedzieć rodzicom. O kobiecie, która
        poroniła trzeci raz. O zdradzonej i pobitej żonie. Ksiądz to trochę jak
        psycholog albo czasami i ginekolog. To są często bardzo intymne rozmowy. Ja z
        obcym mężczyzną bym o pewnych sprawach nigdy nie rozmawiała. Katoliczki są
        zmuszone. Dlaczego ?

        > Jakie pożytki odniósłby Kościół Rzymskokatolicki?

        Takie same jakie odnosi z kałaństwa mężczyzn. Podobno kosciół to wspólnota a
        wspólnota ta składa się z kobiet i mężczyzn.


        • nadszyszkownik.kilkujadek Spowiedź jako psychoanaliza 15.11.03, 03:41
          To rozumiem. Spowiedź to, jakby na to nie spojrzeć, wczesna forma
          psychoterapii. Ale ksiądz jako ginekolog? To coś naprawdę nowego...

          Argumentacja Ewok do mnie trafia o tyle, że rozumiem jej - jako zdeklarowanej
          katoliczki - troskę. Nie mam na ten temat zdania, bom niezrzeszony - nie będę
          zatem udawał, że się 'z troską pochylam' nad sprawą, która tak naprawdę jest mi
          obojętna. Z zainteresowaniem śledzę jednak dyskusję i używaną w niej
          argumentację. Zwłaszcza te zgwałcone i zdradzane mnie wzruszyły. Czy
          zdradzające też mogą liczyć na większą otwartość? Byc może, jak to zakreśliła w
          swych historio-fantasmagoriach Anita Diamant, wogóle powinna być osobna religia
          dla kobiet i mężczyzn?
          No, ale żarty na bok.

          Jestem przekonany, że 'wymagania' stawiane kościołom (nie mam na myśli tylko
          Kościoła Katolickiego) przez zlaicyzowane, lub laicyzujące się, społeczeństwa
          Zachodu (np. kapłaństwo kobiet, akceptacja seksu homoseksulnego, antykoncepcji,
          aborcji itp.) są tak naprawdę formułowane przez ludzi, którzy nie mają do tego
          prawa i nie byliby w stanie dotrzymać swojej strony umowy. Wiem, że
          sformułowanie 'umowa' jest nieco pokraczne, wyjaśniam więc szybko, o co mi
          chodzi.
          Otóż argumentuje się, że religijność spada i żeby temu zaradzić, Kościół
          (katolicki, anglikański) 'musi się dostosować' - i wtedy kościoły znów sie
          wypełnią (czyli jest wymaganie i jest obietnica nagrody po spełnieniu
          wymagania).
          Tylko że ludzie nie dlatego przestają uczęszczać w niedzielę, że gej nie może
          być biskupem, ale dlatego (jak mniemam), że nie ma w nich 'bojaźni bożej' (w
          cudzysłowie, bo nie jestem pewien, co to jest). Nie chce im się po prostu - bo
          i po co chodzić, jak ktoś w Boga nie wierzy?
          Tu dochodzimy do punktu zasadniczego. Europejczycy i Północni Amerykanie to
          kurcząca się frakcja w Chrześcijaństwie. Z punktu widzenia, jak by na to nie
          spojrzeć, globalnych instytucji wprowadzanie zmian które mogłyby alienować
          wyznawców w Afryce czy Ameryce Płd. po to, aby Europejczycy westchnęli z
          uznaniem 'O! jaki postępowy Kościół....' to bardzo ryzykowny ruch. Zamieszanie
          w Kościele Anglikańskim jest tego dobitnym świadectwem.
          Tak naprawdę ostrożny konserwatyzm służy lepiej, niż niewczesna postępowość.

          Jeśli już mowa o zmianach, mam wrażenie, że najwcześniej doczekamy
          się 'odgrzeszenia' prezerwatywy i pigułek.

          (-) Kilkujadek

          -
          Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
          • mlody.panicz Re: Spowiedź jako psychoanaliza 15.11.03, 09:41
            dokladnie tak. dodam jeszcze, ze szczegolnie smieszy mnie troska, jaka osoby
            spoza Kosciola wykazuja wobec jego wplywu duchowego. gdyby choc czesc tej
            energii przeznaczyc na partie feministek, to niechybnie mielibysmy za dwa lata
            rzad z pania graff jako premierem, a kinga dunin zostalaby prezydentem :)
            pozdrawiam
            mp
          • Gość: tad Diakoni IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 15.11.03, 09:55

            Wtrącam 3 grosze do dyskusji:

            Diakon nie posiadał PEŁNYCH święceń kapłańskich. Rozwodzenie się nad tym, czy w
            tłumaczeniu tekstu powino się pisać "diakonisa" czy "służąca" jest biciem
            językowej piany, ponieważ diakoni pełnili właśnie rolę służebną (co nie
            wyklucza innych zajęć). Słowo "ministrant" czy "minister" także można
            przetłumaczyć jako "usługujący" i językowo na jedo wyjdzie (kwestię
            samopoczucia ministrów pomijam). Argument, że kobiety powinny być kapłanami, bo
            niektóre mają ochotę jest wart tyle, co argument, że osoby bez formalnego
            wykształcenia wyższego powinny móc używać tytułów naukowych, bo wiele ma na to
            ochotę, a do tego jest wykształconych lepiej niż niejeden magister czy doktor.
            Otóż, tak jak w przypadku tytułów naukowych istnieją pewne formalne wymogi,
            które trzeba spełnić by móc ich używać, tak też w przypadku kapłaństwa istnieje
            szereg formalnych wymogów, a jednym z nich jest płeć męska. W przypadku
            judaizmu takim wymogiem formalnym jest przynależność do plemienia Lewitów, i
            żaden Żyd niezależnie od płci, wykształcenia, pobożności czy zasłóg kapłanem
            zostać by nie mógł (gdyby odbudowano Świątynię), o ile nie byłby Lewitą.
            Niektóre reformowane synagogi posiadają rabinów-kobiety, ale jak wiadomo rabin
            to nie kapłan. Ktoś powie, że należy znieść te formalne wymogi i załatwione.
            Rzecz w tym, że najmocniej domagają się tego akurat ci, którzy nie tylko, że do
            KK nie należą, ale też życzą mu jak najgorzej (np. feministki).
            Jeśli chodzi o mnie, mam nadzieję, że w KK kapłanki nie pojawią się nigdy.
            • Gość: Monika Re: Diakoni IP: *.chello.pl 15.11.03, 15:45
              Tad, czy to znaczy ze artykuł który podałam wyzej:

              " Święcenia kobiet Diakonów
              We wczesnym Kościele w diecezjach posługujących się językami greckim i
              starosyryjskim udzielano święceń diakońskich kobietom. Były to wyraźnie
              autentyczne, sakramentalne święcenia, równe święceniom udzielanym mężczyznom."

              podaje fałszywe informacje ?
              • tad9 Re: Diakoni 15.11.03, 21:27
                Gość portalu: Monika napisał(a):

                > Tad, czy to znaczy ze artykuł który podałam wyzej:
                >
                > " Święcenia kobiet Diakonów
                > We wczesnym Kościele w diecezjach posługujących się językami greckim i
                > starosyryjskim udzielano święceń diakońskich kobietom. Były to wyraźnie
                > autentyczne, sakramentalne święcenia, równe święceniom udzielanym mężczyznom."
                >
                > podaje fałszywe informacje ?

                Skąd taki wniosek? Przecież z tego, co ja napisałem wcale coś takiego nie
                wynika. Napisałem jedynie, że diakonat nie równa się kapłaństwu. I tyle.
                • Gość: Monika Re: Diakoni IP: *.chello.pl 16.11.03, 15:10
                  tad9 napisał:

                  > Przecież z tego, co ja napisałem wcale coś takiego nie
                  > wynika. Napisałem jedynie, że diakonat nie równa się kapłaństwu. I tyle.

                  To czym rózniły się święcania na kapłana od święceń na diakona ?
                  Mówimy o początkach Kościoła do ok V w.
                  • tad9 Re: Diakoni 16.11.03, 16:02
                    Gość portalu: Monika napisał(a):


                    > To czym rózniły się święcania na kapłana od święceń na diakona ?
                    > Mówimy o początkach Kościoła do ok V w.

                    O tym, że się różniły świadczy sam fakt, że mamy oddzielne funkcje: diakoni i
                    kapłani. Diakoni nie byli kapłanami. Gdyby te dwie funcje były takie same, nie
                    byłoby potrzeby tworzenia odrębnych terminów, bowiem po prostu zlewały by się
                    ze sobą.

                    Na temat diakonis dydkutowaliśmy już na tym forum:

                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=4642855&a=4710645
                    • Gość: barbinator Re: Diakoni IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.11.03, 21:28
                      tad9 napisał:

                      > Gość portalu: Monika napisał(a):
                      >
                      >
                      > > To czym rózniły się święcania na kapłana od święceń na diakona ?
                      > > Mówimy o początkach Kościoła do ok V w.
                      >
                      > O tym, że się różniły świadczy sam fakt, że mamy oddzielne funkcje: diakoni i
                      > kapłani. Diakoni nie byli kapłanami. Gdyby te dwie funcje były takie same,
                      nie
                      > byłoby potrzeby tworzenia odrębnych terminów, bowiem po prostu zlewały by się
                      > ze sobą.
                      >
                      > Na temat diakonis dydkutowaliśmy już na tym forum:
                      >
                      > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=4642855&a=4710645



                      Zaciekawił mnie temat, więc pozwolę sobie się wtrącić i zauważyć, że nie
                      odpowiadasz na pytanie, które brzmiało: "czym konkretnie różniły się święcenia
                      diakońskie od kapłańskich?"
                      Jeśli nie potrafisz odpowiedzieć, to po prostu się do tego przyznaj (to nie
                      boli...)
                      Pozdr. B.
                      • tad9 Re: Diakoni 17.11.03, 15:46
                        Gość portalu: barbinator napisał(a):


                        > Zaciekawił mnie temat, więc pozwolę sobie się wtrącić i zauważyć, że nie
                        > odpowiadasz na pytanie, które brzmiało: "czym konkretnie różniły się
                        święcenia
                        > diakońskie od kapłańskich?"
                        > Jeśli nie potrafisz odpowiedzieć, to po prostu się do tego przyznaj (to nie
                        > boli...)

                        Chodzi Ci o sprawy czysto techniczne? Nie wiem. Być może istniała "techniczna"
                        bliskość, lub tożsamość święceń, ale nie istniała przy tym tożsamość funkcji.
                        Diakonat to nie kapłaństwo. Zresztą w owych czasach rytuał był jeszcze w
                        trakcie tworzenia się, i nie wiem, czy wogóle można mówić tutaj o jakimś jednym
                        worcu obowiązującym wszystkie kościoły. Istnieją przekazy o kobietach
                        nauczających (choś Paweł pisał, że nie powinny tego robić), ale nie znam
                        zadnych informacji o KAPŁANKACH chrześcijańskich. Jeśli takowe posiadasz -
                        chętnie je poznam.

                        > Pozdr.
                        • sagan2 Re: Diakoni 17.11.03, 16:28
                          tad9 napisał:

                          > nie znam zadnych informacji o KAPŁANKACH
                          > chrześcijańskich. Jeśli takowe posiadasz - chętnie je
                          > poznam.

                          chyba masz na mysli kaplanki katolickie? bo jesli mowa o
                          chrzescijanskich kaplankach, to od nich az sie roi w
                          kosciolach protestanckich (a to tez chrzescijanie...).
                          np jednego z moich 3 slubow udzielala nam kobieta-pastor
                          (moj maz jest protestantem)
                          • tad9 Re: Diakoni 17.11.03, 16:58
                            sagan2 napisała:


                            > chyba masz na mysli kaplanki katolickie? bo jesli mowa o
                            > chrzescijanskich kaplankach, to od nich az sie roi w
                            > kosciolach protestanckich (a to tez chrzescijanie...).
                            > np jednego z moich 3 slubow udzielala nam kobieta-pastor
                            > (moj maz jest protestantem)

                            Rzeczywiście chodzi mi raczej o katolickie. Co do "kapłanek chrześcijańskich" -
                            zdarzały się i zdarzają. Taki to już urok heretyków, że błądzą także i w tej
                            materii. W starożytności tez się tacy zdarzali - wspominam o tym w tekście, do
                            którego link podałem wyżej. Jedyne chrześcijaśkie "kapłanki" to kapłanki
                            heretyckie, czy to dawnej, czy dziś. I oby tak pozostało.
                            A co sądzisz o predestynacji?
                            • sagan2 Re: Diakoni 17.11.03, 17:07
                              tad9 napisał:

                              > Taki to już urok heretyków, że błądzą także i w tej
                              > materii.

                              > Jedyne chrześcijaśkie "kapłanki" to kapłanki
                              > heretyckie, czy to dawnej, czy dziś.

                              a wiesz, ze ONI nas nazywaja heretykami?...
                              ... co wg Ciebie definiuje pojecie "heretyk"?

                              > I oby tak pozostało.

                              pamietam Twoje stwierdzenie dawno temu, ze kobiety sie
                              nie nadaja i tyle. czy moge oczekiwac uczciwej (i
                              powaznej...) odpowiedzi: dlaczego? wg Ciebie, oczywiscie.

                              > A co sądzisz o predestynacji?

                              a co to ma do rzeczy?
                              ja wierze wolna wole
                              a gdy ktos mnie pyta, skad w takim razie wszechwiedzacy
                              bog wie, co sie zdarzy, odpowiadam:
                              "wyobraz sobie, ze zyjesz w 4 wymiarach. bog zyje w 4+n
                              wymiarach, gdzie n=1,2,3... "
                              • tad9 Re: Diakoni 17.11.03, 23:38
                                sagan2 napisała:


                                > a wiesz, ze ONI nas nazywaja heretykami?...

                                Cóż z tego? Mylą się (nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni)

                                > ... co wg Ciebie definiuje pojecie "heretyk"?

                                Ortodoksja.


                                > pamietam Twoje stwierdzenie dawno temu, ze kobiety sie
                                > nie nadaja i tyle. czy moge oczekiwac uczciwej (i
                                > powaznej...) odpowiedzi: dlaczego? wg Ciebie, oczywiscie.

                                Odpowiedziałem wtedy dość obszernie. Link do naszej rozmowy znajdziesz w tym
                                wątku, w jednym z moich postów (bodajże pierwszy z tych
                                zatytułowanych "Diakonisy").

                                > > A co sądzisz o predestynacji?
                                > a co to ma do rzeczy?

                                Nic. Pytam z ciekawości.

                        • Gość: Monika Re: Diakoni IP: 5.2.* / *.chello.pl 17.11.03, 17:15
                          tad9 napisał:

                          > Chodzi Ci o sprawy czysto techniczne? Nie wiem. Być może
                          > istniała "techniczna" bliskość, lub tożsamość święceń, ale nie istniała przy
                          > tym tożsamość funkcji.

                          Więc czym rózniły się te funkcje ?

                          > Diakonat to nie kapłaństwo.

                          Skoro wiesz i stwierdzasz to autorytatywnie, ponawiam pytanie. Czym rózniło
                          się w V w. kapłaństwo od diakonatu ?

                          Albo przytocz jakiś dokument z okresu do V w. w którym wystepują oba terminy :
                          kapłan i diakon, a w których wskazuje się na rozróznienie tych funkcji.

                          > Zresztą w owych czasach rytuał był jeszcze w trakcie tworzenia się, i nie
                          > wiem, czy wogóle można mówić tutaj o jakimś jednym worcu obowiązującym
                          > wszystkie kościoły.

                          A czy w jakichkolwiek czasach mozna mówić o jednym wzorcu obowiązującym dla
                          wszystkich kościołów ? Jeśli nie, na co to miał być argument ?

                          > Istnieją przekazy o kobietach
                          > nauczających (choś Paweł pisał, że nie powinny tego robić), ale nie znam
                          > zadnych informacji o KAPŁANKACH chrześcijańskich. Jeśli takowe posiadasz -
                          > chętnie je poznam.

                          Owszem już były podane informacje o diakonesach i ich świecaniach. Twierdziłeś
                          wcześniej, ze świecenia te nie były pełnymi świeceniami. Więc prosze podaj jak
                          wyglądały pełne święcenie w V w.


                          • tad9 Re: Diakoni 17.11.03, 19:04
                            Gość portalu: Monika napisał(a):


                            > Więc czym rózniły się te funkcje ?

                            O ile mi wiadomo diakoni nie pełnili funkcji liturgicznych, a przynajmniej nie
                            w tym wymiarze w jakim robili to kapłani.


                            > Skoro wiesz i stwierdzasz to autorytatywnie, ponawiam pytanie. Czym rózniło
                            > się w V w. kapłaństwo od diakonatu ?

                            Patrz wyżej.

                            > Albo przytocz jakiś dokument z okresu do V w. w którym wystepują oba
                            terminy :
                            > kapłan i diakon, a w których wskazuje się na rozróznienie tych funkcji.

                            Przytocz mi jakiś dokument, w którym mówi się o równorzędności tych funkcji.

                            > A czy w jakichkolwiek czasach mozna mówić o jednym wzorcu obowiązującym dla
                            > wszystkich kościołów ? Jeśli nie, na co to miał być argument ?

                            Owszem. Dziś np. można o tym mówić: KK jest "znormalizowany".

                            > Owszem już były podane informacje o diakonesach i ich świecaniach.
                            Twierdziłeś
                            > wcześniej, ze świecenia te nie były pełnymi świeceniami. Więc prosze podaj
                            jak
                            > wyglądały pełne święcenie w V w.

                            Chyba się nie rozumiemy. Nie przeczę wcale, że istniały święcenia na diakona, i
                            że dotyczyły one mężczyzn i kobiet. Były to PEŁNE święcenia na diakona.
                            Twierdzę jednak, że nie były one tożsame ze święceniami kapłańskimi. Jeśli
                            uważasz, że były tożsame, proszę o przedstawienie podstaw tego przekonania.

                            • Gość: tad Diakonisy raz jeszcze IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 17.11.03, 22:56
                              Ponieważ Monika nalega bym przedstawił jakieś informacje na temat początków
                              Kościoła i roli diakonis, przytaczam cytat z książki "Cywilizacja wczesnego
                              chrześcijaństwa" Marcelego Simona dotyczący organizacji kościoła w I-II
                              wieku: "Chrześcijaństwo od razu umieszcza się samo poza granicami ustalonych
                              ram. Jego podstawowe struktury kształtują się w dwóch pierwszych wiekach i
                              utrwalają się w tym, co czasem nazywane bywa protokatolicyzmem.(...) - dalej
                              fragment o gminie jerozolimskiej skupionej wokół apostołów. Wzmianka o
                              diakonach: Jeśli chodzi o Siedmiu, wywodzących się z grupy helenistów(...)mieli
                              oni w zasadzie "służyć przy stołach". Faktycznie jednak nie ograniczali się do
                              tych materialnych zadań: głoszą oni Słowo z tego samego tytułu, co Dwunastu i
                              są prawdziwymi przewodnikami duchowymi hellenistów(...). Jest rzeczą wątpliwą,
                              czy stanowiło ono (kolegium Siedmiu - tad) pierwotną formę diakonatu, jaki
                              później powstanie w Kościele. Organizacja wspólnot Pawłowych, którą ukazują nam
                              listy tego apostoła stanowi jaskrawy kontrast z organizacją Kościoła
                              jerozolimskiego. Władza jest tutaj natury charyzmatycznej: jest to wezwanie
                              Ducha, który zsyłając szczególną łaskę wyznacza ludziom różne zadania. Poprzez
                              zmienność w obrębie różnorodnych i niestałych darów duchowych, czyli
                              charyzmatów, dostrzec możemy triadę najważniejszych funkcji: apostołowie,
                              prorocy i didaskaloi, czyli uczeni w Pismie.(...). Ale już pojawiają się w
                              Kościołach pozapalestyńskich, całkiem podobnie jak w Jerozolimie, Starsi, czyli
                              prezbiterzy, a także episkopoi, czyli sprawujący pieczę i diakoni, wszyscy
                              prawdopodobnie wybrani przez gminy. W listach deutero-pawłowych, zwanych
                              pasterskimi, dostrzegamy zarysowującą się zmianę. Godności kapłańskie
                              charyzmatyczne pomału zanikają; związane z nimi uprawnienia przenoszą się na
                              urzędy instytucjonalne, a piastujący je kapłani przekazują godność następcom
                              przez nałożenie rąk, czyli ordynację (udzielenie święceń). W pismach ojców
                              apostolskich z końca I i początku II wieku mowa jest o dwóch rodzajach funkcji.
                              Jedni stale nazywani diakonami, czuwają nad życiem materialnym wspólnot i nad
                              działalnością charytatywną, drudzy spełniają funkcje przewodników duchowych i
                              funkcje liturgiczne, a nazywani są bądź prezbiterami, bądź biskupami. Funkcje
                              jednych jak i drugich są, zdaje się kolegialne; w każdej gminie jest wielu
                              diakonów i wielu prezbiterów-biskupów. Później, a po raz pierwszy bardzo
                              wyraźnie w Listach Ignacego z Antiochii w początkach II wieku urzędy
                              liturgiczne dzielą się inaczej. Odtąd w każdej większej gminie istnieje grupa
                              diakonów, grupa prezbiterów, a na ich czele jeden tylko biskup: jest to
                              początek episkopatu monarchicznego, który powoli przyjmie się w całym
                              chrześcijaństwie. Z początku sam tylko biskup, przedstawiciel Chrystusa,
                              strażnik i gwarant prawowierności, miał, jak się wydaje, prawo celebrowania
                              eucharystii. Później wraz z mnożeniem się gmin, część jego atrybucji przeszła
                              na prezbiterów. W końcu tej ewolucji biskupów znajdujemy już tylko w większych
                              ośrodkach, a nie na czele każdego kościoła lokalnego".
                              Dodaję link do ciekawego materiału o diakonisach

                              www.orthodox.pl/logos/diakonisy.htm
                              • Gość: Monika Re: Diakonisy raz jeszcze IP: *.chello.pl 17.11.03, 23:59
                                Tad jesteś niezastąpiony. Wszystko było bardzo interesyjące. Dziękuję.

                                W miedzyczasie też trochę szperałam w niecie i znalazłam kobiety prezbiterki.
                                Tylko częściowo wspomina o nich przytoczony przez ciebie atrykuł.

                                Wracając do diakonis. Chyba trudno ustlić jakie funkcje pełniły w I - IV
                                wieku. Coś się rozjaśnia dopiero od V i później. Ale jak twierdzi autor
                                przytoczonego przez ciebie fragmentu ksiązki, mogło to róznie wyglądać.

                                Ja znalazłam na przykład dyspozycje wydane w Nicei w 325, przez I sobór
                                powszechny, które zabraniają diakonom udzielania komunii prezbiterom i
                                biskupom, a także przywołuje ich do ograniczenia obowiązków do wyłacznego
                                służenia biskupom. Więc prawdopodobnie każda wspólnota rzadziła się trochę
                                własnymi prawami. Dopiero od tego soboru można chyba mówic o próbie jakiegoś
                                ujednolicenia przepisów.

                                Skoro diakoni starali się poszerzyć zakres swego działania, dlaczego nie mogły
                                się podobnie zachowywac i diakonesy. Zwłaszcza, że w V wieku pojawiają się
                                prezbiterki.

                                Prwdopodobnie niektóre diakonesy doczekały się wyższych święceń i zostawały
                                prezbiterkami. Jeśli diakonesa=diakon w swięceniach i funkcjach, to
                                prezbiterka=prezbiter. Czy to nie jest dowód którego szukałeś odnośnie kobiet
                                kapłanek ?



                                • tad9 Re: Diakonisy raz jeszcze 18.11.03, 16:21
                                  Gość portalu: Monika napisał(a):


                                  > W miedzyczasie też trochę szperałam w niecie i znalazłam kobiety prezbiterki.

                                  Ale dość marnie się prezentują - w przeciwieństwie do diakonis, które
                                  mają "mocną" tradycję.

                                  > Wracając do diakonis. Chyba trudno ustlić jakie funkcje pełniły w I - IV
                                  > wieku.

                                  A więc na jakiej podstawie utrzymujesz, że odgrywły rolę jaką chciałabyś, by
                                  odgrywały? Te przekazy które istnieją świadczą raczej o czymś przeciwnym.


                                  > Ja znalazłam na przykład dyspozycje wydane w Nicei w 325, przez I sobór
                                  > powszechny, które zabraniają diakonom udzielania komunii prezbiterom i
                                  > biskupom, a także przywołuje ich do ograniczenia obowiązków do wyłacznego
                                  > służenia biskupom. Więc prawdopodobnie każda wspólnota rzadziła się trochę
                                  > własnymi prawami. Dopiero od tego soboru można chyba mówic o próbie jakiegoś
                                  > ujednolicenia przepisów.

                                  Zatem, cokolwiek było wcześniej - nie jest obowiązującym wzorem. Dlaczego sobór
                                  nicejski miałby być uniewazniony z powodu tego, co może ZDARZAŁO się wcześniej?

                                  > Skoro diakoni starali się poszerzyć zakres swego działania, dlaczego nie
                                  >mogły się podobnie zachowywac i diakonesy.

                                  Wiesz, że się tak zachowywały, czy też przypuszczasz, że mogły? Coś mi się
                                  zdaje, że to drugie.


                                  >Zwłaszcza, że w V wieku pojawiają >się prezbiterki.

                                  "Pojawienie się" owych prezbiterak jest dość marnym dowodem na cokolwiek -
                                  jeśli pisząc o prezbiterkach masz na mysli to, co zawiera tekst który
                                  przytaczasz niżej. Mogły to być bowiem lokalne wybryki (autorka tekstu cytuje
                                  nawet papieża potępiającego takie praktyki, oraz fragment potępiającego listu z
                                  roku 235 - o ile pamiętam). Słowem, zdarzały się wybryki na wzór sekty, o
                                  której pisałem w materiale, do którego link podałem w poscie "Diakoni".

                                  > Prwdopodobnie niektóre diakonesy doczekały się wyższych święceń i zostawały
                                  > prezbiterkami.

                                  Prawdopodobnie? To troszkę mało ....

                                  Jeśli diakonesa=diakon w swięceniach i funkcjach, to
                                  > prezbiterka=prezbiter. Czy to nie jest dowód którego szukałeś odnośnie kobiet
                                  > kapłanek ?

                                  Nie jest. Nie ma dowodu, że istniała powszechna praktyka tego rodzaju, w
                                  przeciwieństwie do praktyki powoływania diakonis. O tym, że zdarzały się
                                  lokalne wybryki wiadomo było już dawno, i nie trzeba było "teologii
                                  feministycznej" by to "odkryć". Zdarzały się (i to w stosunkowo późnym
                                  średniowieczu) kobiety noszące krzyż biskupi, ale z tego nie wynika, że były
                                  kapłankami.
                                  • Gość: Monika Re: Diakonisy raz jeszcze IP: *.chello.pl 18.11.03, 22:21
                                    tad9 napisał:

                                    > Gość portalu: Monika napisał(a):

                                    > > W miedzyczasie też trochę szperałam w niecie i znalazłam kobiety prezbiter
                                    > > ki.

                                    > Ale dość marnie się prezentują - w przeciwieństwie do diakonis, które
                                    > mają "mocną" tradycję.

                                    Marnie ? czy mało udokumentowane ? Bo to, że historią prezbiterek mało się
                                    zajmowan, lub wcale, jeszcze nic nie znaczy. Nie tak dawno i o Troii mówiono,
                                    że nie istniała. Tez "marnie" się prezentowała. Gdyby nie niejaki Schiliemann,
                                    pewie do dziś bys twierdził, że to bajka.
                                    >
                                    > > Wracając do diakonis. Chyba trudno ustlić jakie funkcje pełniły w I - IV
                                    > > wieku.
                                    >
                                    > A więc na jakiej podstawie utrzymujesz, że odgrywły rolę jaką chciałabyś, by
                                    > odgrywały? Te przekazy które istnieją świadczą raczej o czymś przeciwnym.
                                    >
                                    Pozwól, że przytoczę encyklopedie pwn:

                                    DIAKONAT [łac. < gr.], urząd kośc. i święcenie sakramentalne, stanowiące
                                    oprócz biskupstwa i prezbitariatu trzeci stopień kapłaństwa hierarchicznego;
                                    wg Dziejów Apostolskich pierwszych 7 diakonów ustanowili apostołowie w
                                    Jerozolimie. W Kościele pierwotnym diakonat obejmował trojaką posługę —
                                    liturgiczną, nauczycielską i charytatywną. Przy siedzibach biskupich
                                    powoływano po 7 diakonów. W Kościele katol. po Soborze Watykańskim II w
                                    związku z potrzebami misji wznowiono diakonat stały o charakterze trwałego
                                    stopnia hierarchicznego, udzielanego mężczyznom żonatym oraz mężczyznom
                                    zobowiązującym się do życia w celibacie. W Kościele prawosławnym diakonat jest
                                    święceniem i urzędem o stałym charakterze, a diakoni są pomocnikami kapłanów.
                                    W Kościołach protestanckich diakonat jest wyłącznie urzędem obsadzanym przez
                                    gminę.

                                    Przeczytałeś ?
                                    "TRZECI STOPIEN KAPŁAŃSTWA"
                                    "OBEJMOWAŁ POSŁUGĘ LITURGICZNĄ, NAUCZYCIELSKĄ I CHARYTATYWNĄ"

                                    > > Ja znalazłam na przykład dyspozycje wydane w Nicei w 325, przez I sobór
                                    > > powszechny, które zabraniają diakonom udzielania komunii prezbiterom i
                                    > > biskupom, a także przywołuje ich do ograniczenia obowiązków do wyłacznego
                                    > > służenia biskupom. Więc prawdopodobnie każda wspólnota rzadziła się trochę
                                    > > własnymi prawami. Dopiero od tego soboru można chyba mówic o próbie
                                    > > jakiegoś ujednolicenia przepisów.
                                    >
                                    > Zatem, cokolwiek było wcześniej - nie jest obowiązującym wzorem.
                                    > Dlaczego sobór nicejski miałby być uniewazniony z powodu tego, co może
                                    > ZDARZAŁO się wcześniej?

                                    Nie, nie twierdzę tego. Twierdzę wręcz coś przeciwnego. Skoro mówimy o
                                    tradycji. To w tradycji Kościoła do 325 roku diakonat był pojmowany dużo
                                    szerzej niż chciałbyś to przyznac. A wiec przez okres blisko 300 lat, a to
                                    nie mało, diakoni zajmowali się także posługą liturgiczną.

                                    A więc i diakonisy pełniące identyczną rolę jak diakoni (sam to przyznałeś),
                                    spełniały posługę liturgiczną, Takie są fakty historyczne. Gdyby nie było to
                                    rozpowszechnioną praktyką, sobór nicejski nie zajmowałby się tym.

                                    > > Skoro diakoni starali się poszerzyć zakres swego działania, dlaczego nie
                                    > > mogły się podobnie zachowywac i diakonesy.
                                    >
                                    > Wiesz, że się tak zachowywały, czy też przypuszczasz, że mogły? Coś mi się
                                    > zdaje, że to drugie.

                                    A ty wiesz, że tak się nie zachowywały, czy też przypuszczasz ? Cos mi się
                                    zdaje, że to drugie.


                                    > >Zwłaszcza, że w V wieku pojawiają się prezbiterki.

                                    > "Pojawienie się" owych prezbiterak jest dość marnym dowodem na cokolwiek -
                                    > jeśli pisząc o prezbiterkach masz na mysli to, co zawiera tekst który
                                    > przytaczasz niżej. Mogły to być bowiem lokalne wybryki (autorka tekstu
                                    > cytuje nawet papieża potępiającego takie praktyki, oraz fragment
                                    > potępiającego listu z roku 235 - o ile pamiętam). Słowem, zdarzały się
                                    > wybryki na wzór sekty, o której pisałem w materiale, do którego link
                                    > podałem w poscie "Diakoni".

                                    odnoszę sie do tego co niżej napisane, ale także do tego:

                                    www.womenpriests.org/traditio/otran_1.htm
                                    i do tego:

                                    www.womenpriests.org/it/theology/otranto.htm
                                    Papież owszem potępia ale dopiero około 490 roku. A więc pod koniec V wieku.
                                    Co znaczy, że do tej daty mogły swobodnie spełniać swoją rolę. Pozostaje
                                    jeszcze fakt autonomii biskupów, którzy mogli wyświęcac kobiety bez zezwolenia
                                    papieza. Tak jak nie podlegało jego kontroli wyświęcanie prezbiterów.

                                    > > Prwdopodobnie niektóre diakonesy doczekały się wyższych święceń i
                                    > > zostawały prezbiterkami.
                                    >
                                    > Prawdopodobnie? To troszkę mało ....

                                    Sam pisałeś o odpowiednim przygotowania do posługi kałańskiej. A kto miał
                                    lepsze przygotowanie niż diakon i diakonisa posiadający już swięcenia i
                                    praktykę ? Wnioskuję, że tak preabiterzy jak i prezbiterki wywodzili się w
                                    wiekszości z diakonów i diakonis. Myślis ze się mylę ?

                                    > > Jeśli diakonesa=diakon w swięceniach i funkcjach, to
                                    > > prezbiterka=prezbiter. Czy to nie jest dowód którego szukałeś odnośnie
                                    > > kobiet kapłanek ?
                                    >
                                    > Nie jest. Nie ma dowodu, że istniała powszechna praktyka tego rodzaju, w
                                    > przeciwieństwie do praktyki powoływania diakonis.

                                    Powszechna ? A niby dlaczego miałaby być powszechna ? Papież jest tylko 1
                                    (słownie jedne). Nie istniało powoływanie powszechne papieży. Czyżbyś z tego
                                    powodu negował istnieni tradycji powoływania papieża ?

                                    > O tym, że zdarzały się
                                    > lokalne wybryki wiadomo było już dawno, i nie trzeba było "teologii
                                    > feministycznej" by to "odkryć". Zdarzały się (i to w stosunkowo późnym
                                    > średniowieczu) kobiety noszące krzyż biskupi, ale z tego nie wynika, że były
                                    > kapłankami.

                                    O tym, że kobiety w Kościele były blokowane wszystkimi mozliwymi metodami,
                                    łącznie z zakazmi, którymi zajmowały się conajmniej 4 sobory swiadczy dobitnie
                                    o powszechnosci tej praktyki. Inaczej nie zajmowano by się tym przez około 200
                                    lat. Świadczy to także o tym, że usilnie starano się uniknąć powstanie
                                    tradycji, aby się później na ten brak powoływać. Jednak jak wynika z
                                    dokumentów, takie kobiety były, tradycja istniała, biskupi je wyświęcali.

                                    A jak napisałam już wyzej, biskupi w wyświęcaniu kapłanów posiadali całkowitą
                                    autonomię. Nie wysyłali listy potencjalnych kandydatów do papieża z prośba o
                                    zatwierdzenie i zezwolenie na wyświęcenie.

                                    A tytuł episkopa ? Czy nie świadczy o tym, że były też kobiety biskupi ? Jeśli
                                    przeczytałeś artykuły to wiesz, że w Rzymie była co najmniej jedna i to pod
                                    nosem samego papieża.

                                    • tad9 Re: Diakonisy raz jeszcze 19.11.03, 16:43
                                      Gość portalu: Monika napisał(a):

                                      > Marnie ? czy mało udokumentowane ? Bo to, że historią prezbiterek mało się
                                      > zajmowan, lub wcale, jeszcze nic nie znaczy. Nie tak dawno i o Troii mówiono,
                                      > że nie istniała. Tez "marnie" się prezentowała. Gdyby nie niejaki
                                      >Schiliemann, pewie do dziś bys twierdził, że to bajka.

                                      Wybacz Moniko, ale chyba nie widzisz, że potwierdzasz tym co piszesz, że sprawa
                                      udokumentowana jest marnie, wyrażając przy tym nadzieję, że KIEDYŚ może się to
                                      zmieni. Nie wiem czy się zmieni, i Ty też nie wiesz. Mówimy o tym co jest, a
                                      jest marnie, z czym najwyraźniej oboje się zgadzamy. Może zjawi się jakiś
                                      nowy "odkrywca Troi", ale na razie go nie ma.

                                      > DIAKONAT [łac. < gr.], urząd kośc. i święcenie sakramentalne, stanowiące
                                      > oprócz biskupstwa i prezbitariatu trzeci stopień kapłaństwa hierarchicznego;
                                      > wg Dziejów Apostolskich pierwszych 7 diakonów ustanowili apostołowie w
                                      > Jerozolimie. W Kościele pierwotnym diakonat obejmował trojaką posługę —
                                      > liturgiczną, nauczycielską i charytatywną. Przy siedzibach biskupich
                                      > powoływano po 7 diakonów. W Kościele katol. po Soborze Watykańskim II w
                                      > związku z potrzebami misji wznowiono diakonat stały o charakterze trwałego
                                      > stopnia hierarchicznego, udzielanego mężczyznom żonatym oraz mężczyznom
                                      > zobowiązującym się do życia w celibacie. W Kościele prawosławnym diakonat
                                      jest
                                      > święceniem i urzędem o stałym charakterze, a diakoni są pomocnikami kapłanów.
                                      > W Kościołach protestanckich diakonat jest wyłącznie urzędem obsadzanym przez
                                      > gminę.
                                      >
                                      > Przeczytałeś ?
                                      > "TRZECI STOPIEN KAPŁAŃSTWA"
                                      > "OBEJMOWAŁ POSŁUGĘ LITURGICZNĄ, NAUCZYCIELSKĄ I CHARYTATYWNĄ"

                                      No dobrze, ale nie napisałaś NIC nowego. Przecież o tym wszystkim już
                                      pisaliśmy. Pisaliśmy przecież, że istniały święcenia na diakona (zatem była to
                                      część stanu duchownego).A "posługa liturgiczna" nie oznacza jeszcze pełni praw
                                      liturgicznych. Jeśli diakonat nie różnił się od kapłaństwa, to po co tworzono
                                      ten urząd? A poza tym, ta definicja dotyczy współczesności.

                                      > Nie, nie twierdzę tego. Twierdzę wręcz coś przeciwnego. Skoro mówimy o
                                      > tradycji. To w tradycji Kościoła do 325 roku diakonat był pojmowany dużo
                                      > szerzej niż chciałbyś to przyznac. A wiec przez okres blisko 300 lat, a to
                                      > nie mało, diakoni zajmowali się także posługą liturgiczną.

                                      Tradycja Kościoła nie jest supermarketem, z którego wybierasz to, co Ci się
                                      podoba. Częścią tej tradycji szanowanoie postanowień soborów. Jeśli sobór
                                      powszechny coś ustalił, to jest to rzecz obowiązująca. I tyle.
                                      Co masz na myśli pisząc o "dużo szerszym pojmowaniu dikonatu"? Skąd takie
                                      informacje?

                                      > A więc i diakonisy pełniące identyczną rolę jak diakoni (sam to przyznałeś),
                                      > spełniały posługę liturgiczną, Takie są fakty historyczne. Gdyby nie było to
                                      > rozpowszechnioną praktyką, sobór nicejski nie zajmowałby się tym.

                                      Przyznałem, że święcenia na diakonisy równe były święceniom na diakonów,
                                      natomiast nie pisałem o równości funkcji. Przeciwnie, w tekście do którego link
                                      podałem w poscie "Diakoni" jest napisane coś wręcz przeciwnego: funkcje
                                      diakonów i diakonis według autora nie były takie same. A poza tym "spełnianie
                                      funkcji liturgicznych" nie oznacza jeszcze prawa do pełn4ego pełnienia
                                      liturgii.

                                      > A ty wiesz, że tak się nie zachowywały, czy też przypuszczasz ? Cos mi się
                                      > zdaje, że to drugie.

                                      No właśnie. Czyli oboje jesteśmy jak dzieci we mgle i nie ma o czym gadać.

                                      > Papież owszem potępia ale dopiero około 490 roku. A więc pod koniec V wieku.
                                      > Co znaczy, że do tej daty mogły swobodnie spełniać swoją rolę.

                                      Lub, że dopiero w V wieku wybryki tego rodzaju w jakimś rejonie stały się nagle
                                      na tyle głośne, że papież zareagował.

                                      >Pozostaje jeszcze fakt autonomii biskupów, którzy mogli wyświęcac kobiety bez
                                      >zezwolenia papieza.

                                      Co to znaczy "mogli wyświęcać"? Robili to, czy nie? A może raz czy dwa ZDARZYŁO
                                      się coś podobnego i dlatego WYRAŹNIE tego zabroniono?

                                      > Sam pisałeś o odpowiednim przygotowania do posługi kałańskiej. A kto miał
                                      > lepsze przygotowanie niż diakon i diakonisa posiadający już swięcenia i
                                      > praktykę ? Wnioskuję, że tak preabiterzy jak i prezbiterki wywodzili się w
                                      > wiekszości z diakonów i diakonis. Myślis ze się mylę ?

                                      I znów muszę napisać: może się mylisz, może nie. Ja nie wiem, i Ty nie wiesz.
                                      Sądzę, że się mylisz, bo trudno byłoby znaleźć dowody na powszechną praktykę
                                      przeskakiwania diakonis na stanowisko prezbiterów. Marna ilość przekazów na ten
                                      temat świadczy, że przypadki takie były czymś nadzwyczajnym i co więcej -
                                      potępianym przez większość kościoła.

                                      > Powszechna ? A niby dlaczego miałaby być powszechna ? Papież jest tylko 1
                                      > (słownie jedne). Nie istniało powoływanie powszechne papieży. Czyżbyś z tego
                                      > powodu negował istnieni tradycji powoływania papieża ?

                                      Czy możesz wyjaśnić dokładniej o co Ci chodzi w tym argumencie? Zdaje mi się,
                                      że potwierdzasz, że owo ewentualne powoływanie prezbiterek było czymś
                                      epizodycznym i wyjątkowym raczej, niż regularnym. Zatem generalna tendencja
                                      tradycji jest taka: kobiety nie mogą być księżmi. Zaś co do przykładu z
                                      papieżem - nie rozumiem go, proszę o wyjasnienia.

                                      > O tym, że kobiety w Kościele były blokowane wszystkimi mozliwymi metodami,
                                      > łącznie z zakazmi, którymi zajmowały się conajmniej 4 sobory swiadczy
                                      >dobitnie o powszechnosci tej praktyki.

                                      Nie. Świadczy to co najwyżej o tym, że praktyki takie miały miejsce, i o tym,
                                      że nie były "prawowierne" ale niekoniecznie o ich powszechności. Skoro było to
                                      tak powszechne, to gdzie ślady tej "powszechności"? Zresztą "powszechność" też
                                      NIE równałaby się "prawowierności". W końcu sobory ODRZUCAŁY takie rozwiązania.
                                      Z tego, że w IV synod toledański w 633 roku potępił produkowania przez księzy
                                      amuletów, nie wynika ani to, ze była to praktyka powszechna, ani tym bardziej,
                                      to, że do momentu potępienia była to "tradycja kościoła" mieszcząca się w
                                      ramach prawowierności. Wynika z tego, że zdarzali się niewykształceni księża,
                                      którzy nie wiedzieli, że wytwarzanie amuletów nie jest zajęciem dla księdza.

                                      > lat. Świadczy to także o tym, że usilnie starano się uniknąć powstanie
                                      > tradycji, aby się później na ten brak powoływać. Jednak jak wynika z
                                      > dokumentów, takie kobiety były, tradycja istniała, biskupi je wyświęcali.

                                      Jeśli to robili - łamali zasady. Z tego, że istnieli herety (np. katarzy) nie
                                      znaczy, że KK ma przyjąć "tradycje katarskie". Istnienie heretyckich tradycji
                                      nie sprawia, że trzeba unieważnić ortodoksję.

                                      > A jak napisałam już wyzej, biskupi w wyświęcaniu kapłanów posiadali całkowitą
                                      > autonomię. Nie wysyłali listy potencjalnych kandydatów do papieża z prośba o
                                      > zatwierdzenie i zezwolenie na wyświęcenie.

                                      I pewnie dlatego niektórzy biskupi nierozsądnie mogli łamać zasady i produkować
                                      jakieś "prezbiterki", o czym zresztą pisałem we wspomnianym już poscie do
                                      ktorego podałem link w tekscie "Diakoni".


                                      > A tytuł episkopa ? Czy nie świadczy o tym, że były też kobiety biskupi ?
                                      >Jeśli przeczytałeś artykuły to wiesz, że w Rzymie była co najmniej jedna i to
                                      >pod nosem samego papieża.

                                      Informacjom z artykułu warto przyjrzeć by się bliżej, bo może jest tak, że
                                      autorka coś pomieszała. Styl w jakim przemawia zaufania nie budzi. A co do
                                      kobiet-biskupów, to jeszcze w XI czy XII wieku były takie, które nosiły
                                      biskupie krzyże. Nie mogły jednak pełnić tych funkcji, do których potrzebne są
                                      święcenia niedostępne kobietom.
                                      • Gość: Monika Re: Diakonisy raz jeszcze IP: *.chello.pl 19.11.03, 18:22
                                        tad9 napisał:


                                        ) Wybacz Moniko, ale chyba nie widzisz, że potwierdzasz tym co piszesz, że
                                        ) sprawa udokumentowana jest marnie, wyrażając przy tym nadzieję, że KIEDYŚ
                                        ) może się to zmieni. Nie wiem czy się zmieni, i Ty też nie wiesz. Mówimy o
                                        ) tym co jest, a jest marnie, z czym najwyraźniej oboje się zgadzamy. Może
                                        ) zjawi się jakiś nowy "odkrywca Troi", ale na razie go nie ma.

                                        Tak czy inaczej dotarliśmy do punktu w którym jasno przyznajesz, że w Kościele
                                        istniały diakonki (lub diakonisy) i prezbiterki. To już coś. O ich funkcjach
                                        możemy porozmawiac później. Postaram się znaleźć jeszcze jakieś dokumenty. Jak
                                        na razie trochę przetłumaczyłam w kawałku : Diakoni czy diakonisy.

                                        ) ) DIAKONAT [łac. ( gr.], urząd kośc. i święcenie sakramentalne,
                                        ) ) stanowiące oprócz biskupstwa i prezbitariatu trzeci stopień kapłaństwa
                                        ) ) hierarchicznego;
                                        ) ) wg Dziejów Apostolskich pierwszych 7 diakonów ustanowili apostołowie w
                                        ) ) Jerozolimie. W Kościele pierwotnym diakonat obejmował trojaką posługę
                                        ) ) - liturgiczną, nauczycielską i charytatywną. Przy siedzibach biskupich
                                        ) ) powoływano po 7 diakonów. W Kościele katol. po Soborze Watykańskim II w
                                        ) ) związku z potrzebami misji wznowiono diakonat stały o charakterze trwałego
                                        ) ) stopnia hierarchicznego, udzielanego mężczyznom żonatym oraz mężczyznom
                                        ) ) zobowiązującym się do życia w celibacie. W Kościele prawosławnym diakonat
                                        ) ) jest święceniem i urzędem o stałym charakterze, a diakoni są pomocnikami
                                        ) ) kapłanów.
                                        ) ) W Kościołach protestanckich diakonat jest wyłącznie urzędem obsadzanym
                                        ) ) przez gminę.
                                        ) )
                                        ) ) Przeczytałeś ?
                                        ) ) "TRZECI STOPIEN KAPŁAŃSTWA"
                                        ) ) "OBEJMOWAŁ POSŁUGĘ LITURGICZNĄ, NAUCZYCIELSKĄ I CHARYTATYWNĄ"


                                        ) No dobrze, ale nie napisałaś NIC nowego. Przecież o tym wszystkim już
                                        ) pisaliśmy. Pisaliśmy przecież, że istniały święcenia na diakona (zatem była
                                        ) to część stanu duchownego).A "posługa liturgiczna" nie oznacza jeszcze pełni
                                        ) praw liturgicznych.

                                        Możesz zdefiniować "pełnię praw liturgicznych" ?

                                        ) Jeśli diakonat nie różnił się od kapłaństwa, to po co tworzono ten urząd? A
                                        ) poza tym, ta definicja dotyczy współczesności.

                                        Współczesniści ?
                                        Zdanie: "W Kościele pierwotnym diakonat obejmował trojaką posługę -
                                        liturgiczną, nauczycielską i charytatywną" jest definicią dotyczącą
                                        współczesności ???
                                        Dobrze widzę ??? Tad czy naprawdę przeczytałeś ?

                                        ) Tradycja Kościoła nie jest supermarketem, z którego wybierasz to, co Ci się
                                        ) podoba. Częścią tej tradycji szanowanoie postanowień soborów. Jeśli sobór
                                        ) powszechny coś ustalił, to jest to rzecz obowiązująca. I tyle.

                                        Co nie znaczy, że nastepny sobór nie moze ustalić czegoś wprost przeciwnego.
                                        Bo tak już było wiele razy :-)

                                        Więc własnie dlatego uważam, że trzaba dyskutować o kapłaństwie kobiet, o tym
                                        jaką faktycznie pełniły rolę w pierwszym kosciele i to bez sciemniania i
                                        opowiadania bajek, że nie było nigdy kobiet kapłanek ani apostołek, bo były.
                                        Są w Nowym Testamencie. Wystarzy poszukać.

                                        ) Lub, że dopiero w V wieku wybryki tego rodzaju w jakimś rejonie stały się
                                        ) nagle na tyle głośne, że papież zareagował.

                                        Więc przyznajesz, że nie były to sporadyczne wypadki, tylko na tyle
                                        powszechne, że aż papież zaingerował :-))) To mnie cieszy bo jestem tego
                                        samego zdania.

                                        Ale dlaczego zaingerował dopiero w V w. ? Może dlatego ze wczesniajszy kosciół
                                        nie chorował na tak ostrą mizoginie ?

                                        ) )Pozostaje jeszcze fakt autonomii biskupów, którzy mogli wyświęcac kobiety
                                        ) ) bez zezwolenia papieza.
                                        )
                                        ) Co to znaczy "mogli wyświęcać"? Robili to, czy nie? A może raz czy dwa
                                        ) ZDARZYŁO się coś podobnego i dlatego WYRAŹNIE tego zabroniono?

                                        Nie Tad nie masz racji. Biskupi cieszyli się duzą autonomią przez wiele
                                        wieków. Wyświęcali na kapłanów, osoby wybrane ze wspólnot im podległych,
                                        całkowicie mając do tego prawo.

                                        To raczej papież pisząc i upominając swych biskupów przekracza swoje
                                        kompetencje. Ciekawe czy biskupi go posłuchali, bo wiele razy wcale nie
                                        słuchali, powoływali się na własną autonomie i prawa. I wygrywali.

                                        Pragnę ci tylko przypomnieć ze w 325 roku cesarz zwołał I powszechny sobór w
                                        Nicei, na który wcale nie zaprosił biskupa Rzymu. Nie uznał tego za stosowne.
                                        Cesarz był głowę wszystkich wyznan w imperium, nosił tytuł pontifex maximus, i
                                        to on decydował o wszystkm. Tak tez powiadomił o swych decyzjach biskupa Rzymu
                                        i wcale z nim nie dyskutował na temat czy tamten się zgadza czy nie. Nie pytał
                                        go nawet o zdanie :-)

                                        Jasne jest ze biskup Rzymy, później zwany papieżem nie cieszył się wówczas
                                        zbyt wielkim prestiżem. Mało mógł rządzić a jeszcze mniej rozkazywać. Owszem
                                        mógł próbować to robić i próbował ale nie zawsze ze skutkiem.

                                        Nie dość tego na tym samym soborze uznaje się, ze głównym kosciołem który ma
                                        zwierzchnośc nad wszystkimi innymi pozostaje nadal kościół w Jerozolimie, pod
                                        nim dopiero są metropolie i to na równi. Kosciołowi rzymskiemu jeszcze nie
                                        przypisuje się żadnej wyjątkowosci.

                                        Jak widzisz ani biskup Rzymu nie był jeszcze papiezem, mimo, że niektórzy tak
                                        twierdzą, ani Rzym nie był stolicą apostolską. Jesteśmy na początku
                                        kształtowania się papiestwa.

                                        Przez nastepne 100 lat umacniała się rola papieża, raczej to byo powolny
                                        proces. ALe to chyba inny temat. Może nie ciągnijmy tego wątki jeśli nie
                                        będzię on całkowicie niezbędny, bo opowiemy sobie całą historię kościoła.

                                        ) Zaś co do przykładu z papieżem - nie rozumiem go, proszę o wyjasnienia.

                                        Uważam, że powołując się na powszechność popełniłeś błąd. Nie powszechność
                                        stanowi o tradycji, ale ciągłość. Tak jak w wypadku papieża. Tak jak w wypadku
                                        kobiet kapłanek, właśnie nie chciano tej ciągłości.

                                        ) Nie. Świadczy to co najwyżej o tym, że praktyki takie miały miejsce, i o
                                        ) tym, że nie były "prawowierne" ale niekoniecznie o ich powszechności.

                                        Że nie były "prawowierne" przed 490 rokiem musiałbyś udowodnić.

                                        ) Skoro było to tak powszechne, to gdzie ślady tej "powszechności"?
                                        ) Zresztą "powszechność" też NIE równałaby się "prawowierności".

                                        Tu się zgadzamy. Zresztą ja nie mam zamiaru udowadniać, że w kościele czy to w
                                        I w. czy to w V w., kobiety stanowiły 50% kapłanów. Ja tylko twierdze, ze
                                        kobiety były w kosciele profetkami, diakonkami, apostołkami, kaznodziejkami,
                                        prezbiterkami, biskupami, tworzyły pierwszą tradycję, później zostały
                                        zepchniete na margines, tradycja została zanegowana, wręcz uznana za
                                        nieistniejącą.

                                        W tekstach Nowego Testamentu zmieniano wręcz imiona kobiece na męskie aby
                                        ukryć jakąkolwiek wybitniejszą funkcję piastowaną przez kobiety. Wszystko w
                                        jednym celu łacznie z fałszerstwem.

                                        No i takie tłumaczenie jak na przykład tego typu: diakon to mężczyzna wybrany
                                        na reprezentanta koscioła, pełniący jedną z kuczowych ról w kosciele
                                        antycznym, diakonisa to posługująca w kościele. Następmy wybieg by
                                        zminimalizować pozycję i rolę kobiet.

                                        ) W końcu sobory ODRZUCAŁY takie rozwiązania.

                                        Sobory składające się z samych mężczyzn. Ale mi wyczyn ! Coś jak proces
                                        związany z aferą mięsną. Pamiętasz ? Jestem pewna, że tak.

                                        ) Z tego, że w IV synod toledański w 633 roku potępił produkowania przez
                                        ) księzy amuletów, nie wynika ani to, ze była to praktyka powszechna, ani tym
                                        ) bardziej, to, że do momentu potępienia była to "tradycja kościoła"
                                        ) mieszcząca się w ramach prawowierności. Wynika z tego, że zdarzali się
                                        ) niewykształceni księża, którzy nie wiedzieli, że wytwarzanie amuletów nie
                                        ) jest zajęciem dla księdza.

                                        Czy chcesz powiedzieć, że celebrowanie przez kobiete mszy, jest tyle warte co
                                        wytwarzaniem amuletów ?

                                        A tytuł episkopa ? Czy nie świadczy o tym, że były też kobiety biskupi ?

                                        Jeśli przeczytałeś artykuły to wiesz, że w Rzymie była co najmniej jedna i to
                                        pod nosem samego papieża, i to nie dlatego ze nosiła biskupi krzyż, tylko
                                        dlatego, że nosiła tytuł "episcopa".
                                        • Gość: Monika Re: Prezbiterka IP: *.chello.pl 19.11.03, 19:09
                                          Tad a co powiesz o prezbiterkach w Biblii ? Wiesz gdzie są ?
                                          • Gość: Monika Re: Prezbiterka IP: *.chello.pl 19.11.03, 19:12
                                            prezbiter (łc. presbyter z gr. presbýteros ‘starszy’ od présbys ‘stary’)
                                            1. religiozn. duchowny z pełnymi święceniami; kapłan.
                                            2. w prezbiterianizmie – przełożony gminy; starszy.

                                        • tad9 Re: Diakonisy raz jeszcze 19.11.03, 21:42
                                          Gość portalu: Monika napisał(a):

                                          ) tad9 napisał:
                                          )
                                          )
                                          ) ) Wybacz Moniko, ale chyba nie widzisz, że potwierdzasz tym co piszesz, że
                                          ) ) sprawa udokumentowana jest marnie, wyrażając przy tym nadzieję, że KIEDYŚ
                                          ) ) może się to zmieni. Nie wiem czy się zmieni, i Ty też nie wiesz. Mówimy o
                                          ) ) tym co jest, a jest marnie, z czym najwyraźniej oboje się zgadzamy. Może
                                          ) ) zjawi się jakiś nowy "odkrywca Troi", ale na razie go nie ma.
                                          )
                                          ) Tak czy inaczej dotarliśmy do punktu w którym jasno przyznajesz, że w
                                          Kościele
                                          ) istniały diakonki (lub diakonisy) i prezbiterki. To już coś. O ich funkcjach
                                          ) możemy porozmawiac później. Postaram się znaleźć jeszcze jakieś dokumenty.
                                          Jak
                                          ) na razie trochę przetłumaczyłam w kawałku : Diakoni czy diakonisy.
                                          )
                                          ) ) ) DIAKONAT [łac. ( gr.], urząd kośc. i święcenie sakramentalne,
                                          ) ) ) stanowiące oprócz biskupstwa i prezbitariatu trzeci stopień kapłaństwa
                                          ) ) ) hierarchicznego;
                                          ) ) ) wg Dziejów Apostolskich pierwszych 7 diakonów ustanowili apostołowie w
                                          ) ) ) Jerozolimie. W Kościele pierwotnym diakonat obejmował trojaką posługę
                                          ) ) ) - liturgiczną, nauczycielską i charytatywną. Przy siedzibach biskupich
                                          ) ) ) powoływano po 7 diakonów. W Kościele katol. po Soborze Watykańskim II w
                                          ) ) ) związku z potrzebami misji wznowiono diakonat stały o charakterze trwałego
                                          ) ) ) stopnia hierarchicznego, udzielanego mężczyznom żonatym oraz mężczyznom
                                          ) ) ) zobowiązującym się do życia w celibacie. W Kościele prawosławnym diakonat
                                          ) ) ) jest święceniem i urzędem o stałym charakterze, a diakoni są pomocnikami
                                          ) ) ) kapłanów.
                                          ) ) ) W Kościołach protestanckich diakonat jest wyłącznie urzędem obsadzanym
                                          ) ) ) przez gminę.
                                          ) ) )
                                          ) ) ) Przeczytałeś ?
                                          ) ) ) "TRZECI STOPIEN KAPŁAŃSTWA"
                                          ) ) ) "OBEJMOWAŁ POSŁUGĘ LITURGICZNĄ, NAUCZYCIELSKĄ I CHARYTATYWNĄ"
                                          )
                                          )
                                          ) ) No dobrze, ale nie napisałaś NIC nowego. Przecież o tym wszystkim już
                                          ) ) pisaliśmy. Pisaliśmy przecież, że istniały święcenia na diakona (zatem była
                                          ) ) to część stanu duchownego).A "posługa liturgiczna" nie oznacza jeszcze
                                          pełni
                                          ) ) praw liturgicznych.
                                          )
                                          ) Możesz zdefiniować "pełnię praw liturgicznych" ?
                                          )
                                          ) ) Jeśli diakonat nie różnił się od kapłaństwa, to po co tworzono ten urząd? A
                                          ) ) poza tym, ta definicja dotyczy współczesności.
                                          )
                                          ) Współczesniści ?
                                          ) Zdanie: "W Kościele pierwotnym diakonat obejmował trojaką posługę -
                                          ) liturgiczną, nauczycielską i charytatywną" jest definicią dotyczącą
                                          ) współczesności ???
                                          ) Dobrze widzę ??? Tad czy naprawdę przeczytałeś ?
                                          )
                                          ) ) Tradycja Kościoła nie jest supermarketem, z którego wybierasz to, co Ci się
                                          ) ) podoba. Częścią tej tradycji szanowanoie postanowień soborów. Jeśli sobór
                                          ) ) powszechny coś ustalił, to jest to rzecz obowiązująca. I tyle.
                                          )
                                          ) Co nie znaczy, że nastepny sobór nie moze ustalić czegoś wprost przeciwnego.
                                          ) Bo tak już było wiele razy :-)
                                          )
                                          ) Więc własnie dlatego uważam, że trzaba dyskutować o kapłaństwie kobiet, o tym
                                          ) jaką faktycznie pełniły rolę w pierwszym kosciele i to bez sciemniania i
                                          ) opowiadania bajek, że nie było nigdy kobiet kapłanek ani apostołek, bo były.
                                          ) Są w Nowym Testamencie. Wystarzy poszukać.
                                          )
                                          ) ) Lub, że dopiero w V wieku wybryki tego rodzaju w jakimś rejonie stały się
                                          ) ) nagle na tyle głośne, że papież zareagował.
                                          )
                                          ) Więc przyznajesz, że nie były to sporadyczne wypadki, tylko na tyle
                                          ) powszechne, że aż papież zaingerował :-))) To mnie cieszy bo jestem tego
                                          ) samego zdania.
                                          )
                                          ) Ale dlaczego zaingerował dopiero w V w. ? Może dlatego ze wczesniajszy
                                          kosciół
                                          ) nie chorował na tak ostrą mizoginie ?
                                          )
                                          ) ) )Pozostaje jeszcze fakt autonomii biskupów, którzy mogli wyświęcac kobiety
                                          ) ) ) bez zezwolenia papieza.
                                          ) )
                                          ) ) Co to znaczy "mogli wyświęcać"? Robili to, czy nie? A może raz czy dwa
                                          ) ) ZDARZYŁO się coś podobnego i dlatego WYRAŹNIE tego zabroniono?
                                          )
                                          ) Nie Tad nie masz racji. Biskupi cieszyli się duzą autonomią przez wiele
                                          ) wieków. Wyświęcali na kapłanów, osoby wybrane ze wspólnot im podległych,
                                          ) całkowicie mając do tego prawo.
                                          )
                                          ) To raczej papież pisząc i upominając swych biskupów przekracza swoje
                                          ) kompetencje. Ciekawe czy biskupi go posłuchali, bo wiele razy wcale nie
                                          ) słuchali, powoływali się na własną autonomie i prawa. I wygrywali.
                                          )
                                          ) Pragnę ci tylko przypomnieć ze w 325 roku cesarz zwołał I powszechny sobór w
                                          ) Nicei, na który wcale nie zaprosił biskupa Rzymu. Nie uznał tego za stosowne.
                                          ) Cesarz był głowę wszystkich wyznan w imperium, nosił tytuł pontifex maximus,
                                          i
                                          ) to on decydował o wszystkm. Tak tez powiadomił o swych decyzjach biskupa
                                          Rzymu
                                          ) i wcale z nim nie dyskutował na temat czy tamten się zgadza czy nie. Nie
                                          pytał
                                          ) go nawet o zdanie :-)
                                          )
                                          ) Jasne jest ze biskup Rzymy, później zwany papieżem nie cieszył się wówczas
                                          ) zbyt wielkim prestiżem. Mało mógł rządzić a jeszcze mniej rozkazywać. Owszem
                                          ) mógł próbować to robić i próbował ale nie zawsze ze skutkiem.
                                          )
                                          ) Nie dość tego na tym samym soborze uznaje się, ze głównym kosciołem który ma
                                          ) zwierzchnośc nad wszystkimi innymi pozostaje nadal kościół w Jerozolimie, pod
                                          ) nim dopiero są metropolie i to na równi. Kosciołowi rzymskiemu jeszcze nie
                                          ) przypisuje się żadnej wyjątkowosci.
                                          )
                                          ) Jak widzisz ani biskup Rzymu nie był jeszcze papiezem, mimo, że niektórzy tak
                                          ) twierdzą, ani Rzym nie był stolicą apostolską. Jesteśmy na początku
                                          ) kształtowania się papiestwa.
                                          )
                                          ) Przez nastepne 100 lat umacniała się rola papieża, raczej to byo powolny
                                          ) proces. ALe to chyba inny temat. Może nie ciągnijmy tego wątki jeśli nie
                                          ) będzię on całkowicie niezbędny, bo opowiemy sobie całą historię kościoła.
                                          )
                                          ) ) Zaś co do przykładu z papieżem - nie rozumiem go, proszę o wyjasnienia.
                                          )
                                          ) Uważam, że powołując się na powszechność popełniłeś błąd. Nie powszechność
                                          ) stanowi o tradycji, ale ciągłość. Tak jak w wypadku papieża. Tak jak w
                                          wypadku
                                          ) kobiet kapłanek, właśnie nie chciano tej ciągłości.
                                          )
                                          ) ) Nie. Świadczy to co najwyżej o tym, że praktyki takie miały miejsce, i o
                                          ) ) tym, że nie były "prawowierne" ale niekoniecznie o ich powszechności.
                                          )
                                          ) Że nie były "prawowierne" przed 490 rokiem musiałbyś udowodnić.
                                          )
                                          ) ) Skoro było to tak powszechne, to gdzie ślady tej "powszechności"?
                                          ) ) Zresztą "powszechność" też NIE równałaby się "prawowierności".
                                          )
                                          ) Tu się zgadzamy. Zresztą ja nie mam zamiaru udowadniać, że w kościele czy to
                                          w
                                          ) I w. czy to w V w., kobiety stanowiły 50% kapłanów. Ja tylko twierdze, ze
                                          ) kobiety były w kosciele profetkami, diakonkami, apostołkami, kaznodziejkami,
                                          ) prezbiterkami, biskupami, tworzyły pierwszą tradycję, później zostały
                                          ) zepchniete na margines, tradycja została zanegowana, wręcz uznana za
                                          ) nieistniejącą.
                                          )
                                          ) W tekstach Nowego Testamentu zmieniano wręcz imiona kobiece na męskie aby
                                          ) ukryć jakąkolwiek wybitniejszą funkcję piastowaną przez kobiety. Wszystko w
                                          ) jednym celu łacznie z fałszerstwem.
                                          )
                                          ) No i takie tłumaczenie jak na przykład tego typu: diakon to mężczyzna wybrany
                                          ) na reprezentanta koscioła, pełniący jedną z kuczowych ról w kosciele
                                          ) antycznym, diakonisa to posługująca w kościele. Następmy wybieg by
                                          ) zminimalizować pozycję i rolę kobiet.
                                          )
                                          ) ) W końcu sobory ODRZUCAŁY takie rozwiązania.
                                          )
                                          ) Sobory składające się z samych mężczyzn. Ale mi wyczyn ! Coś jak proces
                                          ) związany z aferą mięsną. Pamiętasz ? Jestem pewna, że tak.
                                          )
                                          ) ) Z tego, że w IV synod toledański w 633 roku potępił produkowania przez
                                          ) ) księzy amuletów, nie wynika ani to, ze była to praktyka powszechna, ani tym
                                          ) ) bardziej, to, że do momentu potępienia była to "tradycja kościoł
                                          • tad9 Pożarło mi post! -dla Moniki 19.11.03, 21:56
                                            tad9 napisał:

                                            > Gość portalu: Monika napisał(a):
                                            >
                                            > ) tad9 napisał:
                                            > )
                                            > )
                                            > ) ) Wybacz Moniko, ale chyba nie widzisz, że potwierdzasz tym co piszesz, że
                                            > ) ) sprawa udokumentowana jest marnie, wyrażając przy tym nadzieję, że KIEDYŚ
                                            > ) ) może się to zmieni. Nie wiem czy się zmieni, i Ty też nie wiesz. Mówimy o
                                            > ) ) tym co jest, a jest marnie, z czym najwyraźniej oboje się zgadzamy. Może
                                            > ) ) zjawi się jakiś nowy "odkrywca Troi", ale na razie go nie ma.
                                            > )
                                            > ) Tak czy inaczej dotarliśmy do punktu w którym jasno przyznajesz, że w
                                            > Kościele


                                            Napisałem odpowiedź na ten post (powalającą!), ale wyszły z tego jakieś
                                            dziwactwa, co widać wyżej. Pierwszy raz widzę coś takiego na tym forum i nie
                                            wykluczam udziału Diabła. Tak czy owak, spróbuję jutro post odtworzyć. O ile
                                            będzie jakieś jutro, bo jak napisano: nie znacie dnia ani godziny.
                                        • tad9 Re: Diakonisy raz jeszcze 20.11.03, 19:33
                                          Gość portalu: Monika napisał(a):

                                          > Tak czy inaczej dotarliśmy do punktu w którym jasno przyznajesz, że w
                                          >Kościele istniały diakonki (lub diakonisy) i prezbiterki. To już coś.

                                          Obawiam się, że nadal się nie rozumiemy. Ja nie przeczę, że istniały kobiety
                                          noszące tytuł diakonisy, prezbiterki, czy biskupa. Twierdzę, tylko, że nie
                                          mogły one sprawować liturgii. Jeśli nawet ZDARZYŁO się, że jakaś kobieta
                                          liturgię sprawowała, był to WYJĄTEK od reguły, potępiany w Kościele. To, co
                                          ogłaszasz jako wielkie feministyczne "odkrycia", to sprawy powszechnie znane.
                                          Naprawdę myślisz, ze to feministki "odkryły" diakonisy, czy prezbiterki?

                                          > Możesz zdefiniować "pełnię praw liturgicznych" ?

                                          Sprawowanie eucharystii.

                                          > Dobrze widzę ??? Tad czy naprawdę przeczytałeś ?

                                          Jak widać nie dość dobrze, ale niczego to nie zmienia.

                                          > Co nie znaczy, że nastepny sobór nie moze ustalić czegoś wprost przeciwnego.
                                          > Bo tak już było wiele razy :-)

                                          Wybacz Moniko, ale nie jest to argument. Dopóki ów hipotetyczny sobór się nie
                                          zdarzy, obowiązują poprzednie, prawda?

                                          > Więc przyznajesz, że nie były to sporadyczne wypadki, tylko na tyle
                                          > powszechne, że aż papież zaingerował :-))) To mnie cieszy bo jestem tego
                                          > samego zdania.

                                          Niczego takiego nie przyznałem.

                                          > Nie Tad nie masz racji.

                                          Zwracam uwagę, że nie odpowiadasz na moje pytanie. Nie pytałem o to, czy
                                          biskupi mogli wyświęcać bez zgody papieża, tylko o to, czy wyświęcali kobiety
                                          na księży - tzn, czy kobiety po takich święceniach mogły sprawować
                                          eucharystię.

                                          > Pragnę ci tylko przypomnieć ze w 325 roku cesarz zwołał I powszechny sobór w
                                          > Nicei, na który wcale nie zaprosił biskupa Rzymu. Nie uznał tego za stosowne.
                                          (...)

                                          I tu być może masz odpowiedź dlaczego papież tak późno wydał potępiające
                                          orzeczenie w interesującej nas sprawie. Zrobił to gdy wzrosło znaczenie
                                          papiestwa. Wcześniej o prawowiernosć dbały raczej same kościoły lokalne. Ile
                                          znasz kościołów lokalnych, w których kobiety sprawowały eucharystię?


                                          > Uważam, że powołując się na powszechność popełniłeś błąd. Nie powszechność
                                          > stanowi o tradycji, ale ciągłość. Tak jak w wypadku papieża. Tak jak w
                                          >wypadku kobiet kapłanek, właśnie nie chciano tej ciągłości.

                                          Ciągłość powiadasz? Skoro tak, nie ma o czym mówić. Nie istnieje wszak zadna
                                          ciągła tradycja wyświęcania kobiet na księży w KK, prawda? Poza tym teoria o
                                          spisku mężczyzn mnie nie przekonuje. Proszę o dowody (tylko, nie popadaj w
                                          błędne koło: skoro coś takiego uchwalono, to był spisek, a o tym, że był spisek
                                          świadczy, że coś takiego uchwalono)

                                          > Że nie były "prawowierne" przed 490 rokiem musiałbyś udowodnić.

                                          Wcale nie muszę. Mnie zupełnie zadowalają obowiązujące ustalenia soborów, czy
                                          papieży.

                                          > Tu się zgadzamy. Zresztą ja nie mam zamiaru udowadniać, że w kościele czy to
                                          w
                                          > I w. czy to w V w., kobiety stanowiły 50% kapłanów. Ja tylko twierdze, ze
                                          > kobiety były w kosciele profetkami, diakonkami, apostołkami, kaznodziejkami,
                                          > prezbiterkami, biskupami, tworzyły pierwszą tradycję,

                                          Ależ nikt temu nie przeczy, ani tego nie "ukrywa". Chodzi o to, że generalna
                                          linia była taka: kobieta NIE MOŻE odprawiać ofiary (eucharystii).


                                          > W tekstach Nowego Testamentu zmieniano wręcz imiona kobiece na męskie aby
                                          > ukryć jakąkolwiek wybitniejszą funkcję piastowaną przez kobiety. Wszystko w
                                          > jednym celu łacznie z fałszerstwem.

                                          Proszę o dowody. Kto zmieniał, co, i skąd wiesz w jakim celu?

                                          > No i takie tłumaczenie jak na przykład tego typu: diakon to mężczyzna wybrany
                                          > na reprezentanta koscioła, pełniący jedną z kuczowych ról w kosciele
                                          > antycznym, diakonisa to posługująca w kościele. Następmy wybieg by
                                          > zminimalizować pozycję i rolę kobiet.

                                          Mylisz się, jeśli istniała różnica funkcji pomiędzy diakonami a diakonisami. A
                                          o tym, że istniała pisze autor tekstu, do którego Cię odsyłałem.

                                          > Sobory składające się z samych mężczyzn. Ale mi wyczyn ! Coś jak proces
                                          > związany z aferą mięsną. Pamiętasz ? Jestem pewna, że tak.

                                          Sobory składające się z osób mających uprawnienia do podejmowania decyzji w
                                          sprawach Kościoła. To, że Tobie nie podoba się akurat ich płeć naprawdę nie ma
                                          najmniejszego znaczenia.

                                          • Gość: Monika Re: Diakonisy raz jeszcze IP: *.chello.pl 20.11.03, 22:02
                                            tad9 napisał:

                                            > Obawiam się, że nadal się nie rozumiemy. Ja nie przeczę, że istniały kobiety
                                            > noszące tytuł diakonisy, prezbiterki, czy biskupa. Twierdzę, tylko, że nie
                                            > mogły one sprawować liturgii. Jeśli nawet ZDARZYŁO się, że jakaś kobieta
                                            > liturgię sprawowała, był to WYJĄTEK od reguły, potępiany w Kościele. To, co
                                            > ogłaszasz jako wielkie feministyczne "odkrycia", to sprawy powszechnie
                                            > znane.

                                            > > Możesz zdefiniować "pełnię praw liturgicznych" ?
                                            >
                                            > Sprawowanie eucharystii.
                                            >
                                            > > Dobrze widzę ??? Tad czy naprawdę przeczytałeś ?
                                            >
                                            > Jak widać nie dość dobrze, ale niczego to nie zmienia.

                                            Niczego nie zmienia ? No więc tam było napisane, że DIAKONI SPRAWOWALI
                                            EUCHARYSTIĘ. Ty twierdziłeś przez ileś tan postów z rzędu, że aboslutnie nie
                                            sprawowali eucharystii. Podałam ci definicje, ty jakoś nie dośc dobrze
                                            przeczytałeś i nadal pytasz. Podałam ci decyzje z soboru nicejskiego w którym
                                            znajdziesz potwierdzenie, ze diakoni sprawowali eucharystię, a ty nadal
                                            pytasz.

                                            Z analizy tekstów biblijnych wiemy, że wcale nie istniał podziały na diakonów
                                            i diakonisy, że u Pawła istniej tylko jedne termin "diakonos", więc jest
                                            ewidentne, że poczatkowo była tylko jedna funkcja, sprawowana tak przez
                                            mężczyzn jak i przez kobiety.

                                            Na dodatek jesli istnieje tylko jedne termin "diakonos" jak odróżnisz w
                                            dokumentach czy to była kobieta czy mężczyzna ? To po prostu przez kilkaset
                                            lat nie było ważne.

                                            Więc odpowiedz jest pozytywna. Tak w pierwszym kosciele kobiety sprawowały
                                            eucharystie na równi z mężczyznami i ta praktyka nikogo nie dziwiła. Sytuacje
                                            się zmienia od V wieku. Nie przeczę. Ale przez prawie 5 wieków kobiety to
                                            robiły. Tak diakonisy jak i prezbiterki, które miały jeszcze wyższe święcenia.

                                            > Zwracam uwagę, że nie odpowiadasz na moje pytanie. Nie pytałem o to, czy
                                            > biskupi mogli wyświęcać bez zgody papieża, tylko o to, czy wyświęcali
                                            > kobiety na księży - tzn, czy kobiety po takich święceniach mogły sprawować
                                            > eucharystię.

                                            Tak, mogły. Nigdzie przed 490 rokiem nie jest napisane, że nie mogły. A niby
                                            dlaczago by nie mogły ? Pierwsze diakonki, prezbiterki, profetki i apostołki
                                            są udokumentowane w Biblii, więc przez wiele lat mogły.

                                            Jeśli twierdzisz, że nie mogły to musisz to udokumentowac, ale nie chcesz.
                                            Oczywiście nie moge cię zmusić :-))

                                            > I tu być może masz odpowiedź dlaczego papież tak późno wydał potępiające
                                            > orzeczenie w interesującej nas sprawie. Zrobił to gdy wzrosło znaczenie
                                            > papiestwa. Wcześniej o prawowiernosć dbały raczej same kościoły lokalne. Ile
                                            > znasz kościołów lokalnych, w których kobiety sprawowały eucharystię?

                                            Prezbiterki są udokumentowane w: Tropeii (Kalabiea), na Sycylii, w Ipponie, we
                                            Francji, Tracji, Dalmacji (jeśli dobrze pamiętam). Wszystkie noszą tytuły
                                            prezbiterek, a jak wiadomo prezbiter ma pełne święcenia. Więc nie istniały
                                            przeszkody aby nie sprawowały euchrystii.

                                            Jest też jeden dokument, w którym opisane jest jak dziewice sprawowały
                                            eucharystję. Dziewice, które nie miały, żadnych święceń a jednak miały prawo
                                            sprawowania euchrystii. Jak widać kiedyś nie byli takimi formalistami jak
                                            dziś. Niestety nie mogę go znaleźć w tej chwili. W kazdym razie to jakiś
                                            biskup opisuje lokalne tradycje. Jak znajde gdzie to było to zamieszcze link.
                                            Ale nie obiecuje, bo już szukałam i gdzieś im się zgubiło, a nie potrafię
                                            odtworzyć z pamięci ani adresu ani autora. Liczę już tylko na przypadek.

                                            Gdyby prezbiterki miały pełnić inną funkcję niz prezbiter z pewnościa
                                            nazwanoby je inaczej. Lekarz i lekarka pełnią tą sama funkcję. Gdyby ona
                                            wynosiła ze nim brudne opatrunki nazywałaby się salową, a nie lekarką, lub w
                                            najlepszym wypadku pielęgniarką.

                                            Sam mnie w jednym z poprzednich postów pytałeś dlaczego są dwie nazwy diakon i
                                            prezbiter. Skoro są to znaczy że pełnia dwie rózne funkcje. Teraz ja ciebie
                                            pytam dlaczego jest tylko jedna nazawa dla prezbitera i prezbiterki ?

                                            > Ciągłość powiadasz? Skoro tak, nie ma o czym mówić. Nie istnieje wszak zadna
                                            > ciągła tradycja wyświęcania kobiet na księży w KK, prawda?

                                            Tak zgadzam się. Historia to historia, nie da sie zaprzeczyć. Dlatego też i
                                            teolożki przytaczają raczej argumenty teologiczne a nie historyczne. Te
                                            historyczne są drugorzedne, lecz nie bez znaczenia. Przez 500 lat, jakby nie
                                            było, kobiety miały dużo lepsza pozycje w Kościele niż później. O tym nie
                                            należy zapominać. Mnie osobiście interesuje historia kobiet, więc dla mnie to
                                            już tylko czysta ciekawość.

                                            > Poza tym teoria o spisku mężczyzn mnie nie przekonuje. Proszę o dowody
                                            > (tylko, nie popadaj w błędne koło: skoro coś takiego uchwalono, to był
                                            > spisek, a o tym, że był spisek świadczy, że coś takiego uchwalono)
                                            >
                                            > > Że nie były "prawowierne" przed 490 rokiem musiałbyś udowodnić.
                                            >
                                            > Wcale nie muszę. Mnie zupełnie zadowalają obowiązujące ustalenia soborów,
                                            > czy papieży.

                                            > Ależ nikt temu nie przeczy, ani tego nie "ukrywa". Chodzi o to, że generalna
                                            > linia była taka: kobieta NIE MOŻE odprawiać ofiary (eucharystii).

                                            Ale tego nie ustalono przed VI wiekiem. Więc jakby nie było odepchnięto 500-
                                            letnią tradycję. Dlaczego nagle od VI wieku nie może, a wczesniej nikt o tym
                                            nie mówił ?

                                            > > W tekstach Nowego Testamentu zmieniano wręcz imiona kobiece na męskie aby
                                            > > ukryć jakąkolwiek wybitniejszą funkcję piastowaną przez kobiety. Wszystko
                                            > > w jednym celu łacznie z fałszerstwem.
                                            >
                                            > Proszę o dowody. Kto zmieniał, co, i skąd wiesz w jakim celu?

                                            Miałam na myśli Junię. Bo do tej pory w polskiej Biblii jest płci męskiej. To
                                            jest w poście pod tytułem - apostołka Junia.

                                            > Mylisz się, jeśli istniała różnica funkcji pomiędzy diakonami a
                                            > diakonisami. A o tym, że istniała pisze autor tekstu, do którego Cię
                                            > odsyłałem.

                                            Owszem ale on pisze szerzej o czasach po V wieku. O wczesniejszym nie pisze
                                            nic konkretnego. Nie pisze też o tym, ze faktycznie poczatkowo nie istniał
                                            żaden podział miedzy diakonów i diakonisy, ze istniał tylko jedne termin
                                            "diakonos" więc tylko jedna funkcja bez wzgledu na płeć. Jakoś zgrabnie ten
                                            argument pomija.

                                            > Sobory składające się z osób mających uprawnienia do podejmowania decyzji w
                                            > sprawach Kościoła. To, że Tobie nie podoba się akurat ich płeć naprawdę nie
                                            > ma najmniejszego znaczenia.

                                            Nie to, że nie podoba mi się ich płeć. Płeć dla mnie nie ma znaczania, ale
                                            wyraźnie ma dla nich znaczenie i to mi się nie podoba. Oczywiście moje zdanie
                                            nie ma najmniejszego znaczenia.


                                            • tad9 Re: Diakonisy raz jeszcze 21.11.03, 00:03
                                              Gość portalu: Monika napisał(a):

                                              ) Niczego nie zmienia ? No więc tam było napisane, że DIAKONI SPRAWOWALI
                                              ) EUCHARYSTIĘ. Ty twierdziłeś przez ileś tan postów z rzędu, że aboslutnie nie
                                              ) sprawowali eucharystii.

                                              Nie pisze tam nic o sprawowaniu eucharystii, lecz o pełnieniu funkcji
                                              liturgicznych o ile pamiętam. Diakoni nie sprawowali eucharystii. Początkowo
                                              nie robili tego nawet prezbiterzy. Eucharystię sprawować zaczęli prezbiterzy
                                              mniej więcej od III wieku, wcześniej zajmowali się tym tylko biskupi. Dopiero,
                                              gdy ilość wiernych stała się tak duża, że biskupów było zbyt mało, prawo do
                                              sprawowania ofiary przeszły na prezbiterów.

                                              ) Z analizy tekstów biblijnych wiemy, że wcale nie istniał podziały na diakonów
                                              ) i diakonisy, że u Pawła istniej tylko jedne termin "diakonos", więc jest
                                              ) ewidentne, że poczatkowo była tylko jedna funkcja, sprawowana tak przez
                                              ) mężczyzn jak i przez kobiety.

                                              Jedna nazwa nie oznacza, że nie istniał podział FUNKCJI diakonów mężczyzn i
                                              diakonów kobiet, tak samo, jak dwie nazwy nie musiałyby przeczyć jednolitości
                                              funkcji. Zresztą, funkcje mogły być te same, nie obejmujące eucharystii.

                                              ) Na dodatek jesli istnieje tylko jedne termin "diakonos" jak odróżnisz w
                                              ) dokumentach czy to była kobieta czy mężczyzna ? To po prostu przez kilkaset
                                              ) lat nie było ważne.

                                              To oznacza, że urząd miał taką a nie inną nazwę, ale niekoniecznie, że diakini
                                              kobiety i mężczyźni robili dokładnie to samo. Według cyrowanego przeze mnie
                                              tekstu funkcje różniły się.


                                              ) Więc odpowiedz jest pozytywna. Tak w pierwszym kosciele kobiety sprawowały
                                              ) eucharystie na równi z mężczyznami i ta praktyka nikogo nie dziwiła. Sytuacje
                                              ) się zmienia od V wieku. Nie przeczę. Ale przez prawie 5 wieków kobiety to
                                              ) robiły. Tak diakonisy jak i prezbiterki, które miały jeszcze wyższe
                                              święcenia.

                                              Proszę o FAKTY, a nie o spekulacje. Proszę o PRZYKŁADY kobiet sprawujących
                                              eucharystię. Ile takich znasz?

                                              ) Tak, mogły. Nigdzie przed 490 rokiem nie jest napisane, że nie mogły. A niby
                                              ) dlaczago by nie mogły ? Pierwsze diakonki, prezbiterki, profetki i apostołki
                                              ) są udokumentowane w Biblii, więc przez wiele lat mogły.

                                              Rozumiem, że nie potrafisz w sposób POZYTYWNY udokumentować swojego
                                              twierdzenia, i jedynym argumentem jest ów brak zakazu (zresztą temu brakowi też
                                              warto się przyglądnąć)? Taka argumentacja jest SPEKULACJĄ. Gdzie są DOWODY
                                              POZYTYWNE? Przecież w ciągu kilkuset lat powinno ich się trochę uzbierać,
                                              prawda?

                                              ) Jeśli twierdzisz, że nie mogły to musisz to udokumentowac, ale nie chcesz.
                                              ) Oczywiście nie moge cię zmusić :-))

                                              Jeśli twierdzisz, że to robiły, to musisz to udokumentować, ale nie chcesz.
                                              Oczywiście nie mogę Cię zmusić. ;-P

                                              ) Prezbiterki są udokumentowane w: Tropeii (Kalabiea), na Sycylii, w Ipponie,
                                              we
                                              ) Francji, Tracji, Dalmacji (jeśli dobrze pamiętam). Wszystkie noszą tytuły
                                              ) prezbiterek, a jak wiadomo prezbiter ma pełne święcenia. Więc nie istniały
                                              ) przeszkody aby nie sprawowały euchrystii.

                                              Ależ oczywiście, że są udokumentowane, to nie jest ŻADNE
                                              feministyczne "odkrycie": "Wbrew hasłom feministek oba roszczenia: władzy kość.
                                              i sakramentu kapł. nie są bynajmniej nowe, a ponadto dawne nie sprawdziły się.
                                              W pierwszych wiekach chrześcijaństwa kobiety sprawowały - przejściowo i bez
                                              święceń - faktyczną władzę biskupią i prezbiterialną w niektórych Kościołach
                                              wschodnich przedchalcedońskich (Jakobici, Nestorianie, Ormianie); działo się to
                                              w przypadkach, gdy władza była dziedziczona w rodzinach i kiedy kobiety
                                              rządziły w imieniu nieletnich dziedziców urzędu; również w Kościele Katolickim
                                              w starożytności, a zwłaszcza w średniowieczu, kobiety nierzadko faktycznie
                                              rządziły Kościołami lokalnymi, biskupstwami, parafiami i zakonami (także
                                              męskimi), w imieniu władzy monarszej lub książęcej; wtedy biskupi i prezbiterzy
                                              byli spychani do pełnienia tylko funkcji liturgicznych; Kościół uważa, że
                                              praktyki te stanowiły niedopuszczalne mieszanie się społeczności świeckiej w
                                              sprawy kościelne" (ks. Czesław Bartnik, Kapłaństwo kobiet). W materiale który
                                              cytuję jest też fragment o odłamach chrześcijaństwa, które praktykowały pełne
                                              święcenia kapłańskie kobiet: "Święcenia kapłańskie kobiet mają długą historię w
                                              niekatolickich odłamach chrześcijaństwa; poczynając od II wieku były one
                                              udzielane kobietom mn. wśród kotyrydianów, marcjanistów, popuzynianów,
                                              agapetów, w sekcie czczącej Matkę Jezusa jako Boginię. Z nową siłą roszczenia
                                              te wystąpiły w XVIw. w ramach reformacji, w Polsce wśród "braci polskich", choć
                                              tutaj faktycznych święceń nie było; święcenia kobiet na "kapłanki" i "biskupki"
                                              podjął u nas "Kościół Katolicki Mariawitów", odłamu Felicjańskiego; swięceń
                                              udzielał 1922-934 abp mariawicki, J. Kowalski, który sakrę biskupią otrzymał od
                                              kościoła starokatolickiego w Holandii". Mowa jest tu jak widzisz o funkcjach
                                              tytularno-administracyjnych.

                                              ) Jest też jeden dokument, w którym opisane jest jak dziewice sprawowały
                                              ) eucharystję. Dziewice, które nie miały, żadnych święceń a jednak miały prawo
                                              ) sprawowania euchrystii.

                                              JEDEN? Słyszałaś coś o kryterium reprezentatywności w historii? A poza tym, czy
                                              aby nie była to dziewica z odłamu kotyrdianów, marcjanistów,
                                              popuzynianow ....itd? Sprawowanie eucharystii bez święceń? Coś mi się zdaje, że
                                              nie można UOGÓLNIAĆ takich przypadków. Zgodzisz się ze mną?

                                              )Jak widać kiedyś nie byli takimi formalistami jak
                                              ) dziś. Niestety nie mogę go znaleźć w tej chwili. W kazdym razie to jakiś
                                              ) biskup opisuje lokalne tradycje.

                                              LOKALNA TRADYCJA? Tak myślałem .....

                                              )Jak znajde gdzie to było to zamieszcze link.
                                              ) Ale nie obiecuje, bo już szukałam i gdzieś im się zgubiło, a nie potrafię
                                              ) odtworzyć z pamięci ani adresu ani autora. Liczę już tylko na przypadek.

                                              A do tego link zaginął .....

                                              ) Gdyby prezbiterki miały pełnić inną funkcję niz prezbiter z pewnościa
                                              ) nazwanoby je inaczej. Lekarz i lekarka pełnią tą sama funkcję. Gdyby ona
                                              ) wynosiła ze nim brudne opatrunki nazywałaby się salową, a nie lekarką, lub w
                                              ) najlepszym wypadku pielęgniarką.

                                              Wybacz, ale to dziecinny argument. Jedność nazwy nie musi oznaczać jedności
                                              funkcji. Pytam raz jeszcze czy masz jakieś KONKRETNE przykłady, poza tą
                                              zaginioną dziewicą?

                                              ) Sam mnie w jednym z poprzednich postów pytałeś dlaczego są dwie nazwy diakon
                                              )i prezbiter. Skoro są to znaczy że pełnia dwie rózne funkcje. Teraz ja ciebie
                                              ) pytam dlaczego jest tylko jedna nazawa dla prezbitera i prezbiterki ?

                                              Prezbiterat dla kobiet mógł łączyć się z innym rodzajem działalności, niż
                                              prezbiterat dla mężczyzn. Poza tym, prezbiterzy przez długi czas nie sprawowali
                                              eucharystii, więc nie twierdzę, że funkcje kobiet i mężczyzn prezbiterów wtedy
                                              się nie różniły. Czy aby pojawienie się wyraźnych zakazów nie wiąże się czasem
                                              z upowszechnianiem się zwyczaju, że nie tylko biskup, ale i prezbiter sprawować
                                              może eucharystię?

                                              ) Tak zgadzam się. Historia to historia, nie da sie zaprzeczyć. Dlatego też i
                                              ) teolożki przytaczają raczej argumenty teologiczne a nie historyczne.

                                              I o takich możemy porozmawiać. Historyczne są słabiutkie!

                                              )Te historyczne są drugorzedne, lecz nie bez znaczenia. Przez 500 lat, jakby
                                              )nie było, kobiety miały dużo lepsza pozycje w Kościele niż później.

                                              Tak czy owak, nic nie wskazuje na to, by istniał rozpowszechniony zwyczaj
                                              zgodnie z którym kobiety mogły być kapłankami (w sensie możliwości sprawowania
                                              eucharystii). Raz jeszcze pytam: czy potrafisz wyjść poza SPEKULACJE?

                                              ) Ale tego nie ustalono przed VI wiekiem. Więc jakby nie było odepchnięto 500-
                                              ) letnią tradycję. Dlaczego nagle od VI wieku nie może, a wczesniej nikt o tym
                                              ) nie mówił ?

                                              Czego nie ustalono przed VI wiekiem? Gdzie są te wszystkie kapłanki, ktore
                                              działały w Kościele przez KILKASET lat? Zachowała się pamięc o jakichś tam
                                              agapetach, a nie ma śladów kilkusetletniej tradycji obecnej wewnątrz ko
                                              • Gość: Monika Re: Do Tada 1 IP: *.chello.pl 21.11.03, 16:13
                                                Nazbierało się tyle, że odpowiem w więcej niż jednym poście. Przepraszam Tad,
                                                ale inaczej nie dam rady. Muszę teraz dojść do detali. Ty wymagasz dowodów i
                                                słusznie, więc to zajmie trochę więcej miejsca. Innych materiałów jeszcze
                                                szukam.
                                                Zacznujmy od poczatku Twojego postu:

                                                tad9 napisał:

                                                ) Gość portalu: Monika napisał(a):
                                                )
                                                ) ) Niczego nie zmienia ? No więc tam było napisane, że DIAKONI SPRAWOWALI
                                                ) ) EUCHARYSTIĘ. Ty twierdziłeś przez ileś tan postów z rzędu, że aboslutnie
                                                ) ) nie sprawowali eucharystii.
                                                )
                                                ) Nie pisze tam nic o sprawowaniu eucharystii, lecz o pełnieniu funkcji
                                                ) liturgicznych o ile pamiętam. Diakoni nie sprawowali eucharystii. Początkowo
                                                ) nie robili tego nawet prezbiterzy. Eucharystię sprawować zaczęli prezbiterzy
                                                ) mniej więcej od III wieku, wcześniej zajmowali się tym tylko biskupi.
                                                ) Dopiero, gdy ilość wiernych stała się tak duża, że biskupów było zbyt mało,
                                                ) prawo do sprawowania ofiary przeszły na prezbiterów.


                                                Rozumiem, że potrafisz w sposób POZYTYWNY UDOKUMENTOWAĆ swoje twierdzenia i
                                                poprzeć je czymś konkretniejszym.


                                                Z Biblii wynika, że były trzy stanowiska w pierwszym kościele: diakon czyli
                                                sługa, prezbiter czyli starszy i biskup czyli nadzorujący. Słowo kapłan
                                                pojawia się sporadyczni i odnosi się w większości wypadków do samego Jezusa
                                                lub do wszystkich w niego wierzących. Trzy wymienione wcześniej osoby (sługa,
                                                starszy i nadzorujący), miały pilnować bożej trzódki, aby nie zboczyła z
                                                drogi. Nie ma natomiast w całym tekście żadnej wskazówki, kto, dlaczego i
                                                kiedy ma sprawować eucharystię, ani razu nie występuje opis jej sprawowania,
                                                ani przez biskupa, ani przez nikogo innego. Z tego powodu w Biblii nie
                                                występuje ani razu postać, którą można by porównać z kapłanem pełniącym swoją
                                                funkcję podobną do tej w dzisiejszym kościele, ani nawet w kościele
                                                średniowiecznym. Nic o takiej roli nie wiemy. Kościół (eklesia), czyli cała
                                                wspólnota, zbierał się wyłącznie w domu prywatnym, tworzył rodzinę w Bogu i
                                                modlił się we własnym gronie, każdy z nich był święty, powołany i upoważniony
                                                do kapłaństwa a więc i do sprawowania kultu.

                                                "(19) A więc nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście
                                                współobywatelami świętych i domownikami Boga - (20) zbudowani na fundamencie
                                                apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus. (21)"
                                                (List do Efezjan)

                                                "(17) [Proszę w nich], aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały,
                                                dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznaniu Jego samego. (18)
                                                [Niech da] wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest nadzieja
                                                waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych (19) i
                                                czym przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących - na podstawie
                                                działania Jego potęgi i siły. (List do Efezjan)."

                                                "(23) Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej
                                                nocy, kiedy został wydany, wziął chleb (24) i dzięki uczyniwszy połamał i
                                                rzekł: To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to na moją pamiątkę! (25)
                                                Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: Ten kielich jest Nowym
                                                Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją
                                                pamiątkę! (26) Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich,
                                                śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie. (27) Dlatego też kto spożywa chleb lub
                                                pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. (28) Niech
                                                przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego
                                                kielicha." (List do Koryntian)

                                                "(5) wy również, niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa
                                                świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar,
                                                przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa. (6) To bowiem zawiera się w Piśmie:
                                                Oto kładę na Syjonie kamień węgielny, wybrany, drogocenny, a kto wierzy w
                                                niego, na pewno nie zostanie zawiedziony. (7) Wam zatem, którzy wierzycie,
                                                cześć! Dla tych zaś, co nie wierzą, właśnie ten kamień, który odrzucili
                                                budowniczowie, stał się głowicą węgła - (8) i kamieniem upadku, i skałą
                                                zgorszenia. Ci, nieposłuszni słowu, upadają, do czego zresztą są przeznaczeni.
                                                (9) Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem
                                                świetym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła
                                                potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła,
                                                (10) wy, którzyście byli nie - ludem, teraz zaś jesteście ludem Bożym,
                                                którzyście nie dostąpili miłosierdzia, teraz zaś jako ci, którzy miłosierdzia
                                                doznali." (1 List Piotra)

                                                "(19) Mamy więc, bracia, pewność, iż wejdziemy do Miejsca Świętego przez krew
                                                Jezusa. (20) On nam zapoczątkował drogę nową i żywą, przez zasłonę, to jest
                                                przez ciało swoje. (21) Mając zaś kapłana wielkiego, który jest nad domem
                                                Bożym, (22) przystąpmy z sercem prawym, z wiarą pełną, oczyszczeni na duszy od
                                                wszelkiego zła świadomego i obmyci na ciele wodą czystą. (23) Trzymajmy się
                                                niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo godny jest zaufania Ten, który dał
                                                obietnicę." (List do Hebrajczyków)

                                                "(5) i od Jezusa Chrystusa, Świadka Wiernego, Pierworodnego umarłych i Władcy
                                                królów ziemi. Temu, który nas miłuje i który przez swą krew uwolnił nas od
                                                naszych grzechów, (6) i uczynił nas królestwem - kapłanami Bogu i Ojcu
                                                swojemu, Jemu chwała i moc na wieki wieków! Amen." (Apokalipsa Jana)

                                                Celebracje, które są opisane w Dziejech Apostolskich i to bardzo pobieżnie,
                                                odnoszą się do proroków i nauczycieli, a więc ani do biskupa ani do presbitera:

                                                "(1) W Antiochii, w tamtejszym Kościele, byli prorokami i nauczycielami:
                                                Barnaba i Szymon, zwany Niger, Lucjusz Cyrenejczyk i Manaen, który wychowywał
                                                się razem z Herodem tetrarchą, i Szaweł. (2) Gdy odprawili publiczne
                                                nabożeństwo i pościli, rzekł Duch Święty: Wyznaczcie mi już Barnabę i Szawła
                                                do dzieła, do którego ich powołałem. (3) Wtedy po poście i modlitwie oraz po
                                                włożeniu na nich rąk, wyprawili ich."

                                                Nawet w czasach, w których została napisana "Didache", a więc 100 lat później,
                                                jeszcze nie ma, żadnej wzmianki o kapłanach celebrujących eucharystię, jedyna
                                                wzmianka, też bardzo ogólnikowa odnosi się do proroków i polecenie do
                                                wszystkich powołanych: „zgromadźcie się w dniu pańskim, łamcie chleb i
                                                dziękujcie, wcześniej spowiadając się z waszych błędów, aby wasza ofiara była
                                                czysta. W każdym czasie można ofiarować czysta ofiarę Bogu”. (tłumaczenie
                                                moje, pewnie niedokładne).

                                                Biskupom przypisana jest rola nadzorcza, ale nie ma mowy o sprawowaniu
                                                jakiegokolwiek kultu, więc nie pełnia funkcji kapłańskich:

                                                "Uważajcie na samych siebie i na całe stado, nad którym Duch Święty ustanowił
                                                was biskupami, abyście kierowali Kościołem Boga, który On nabył własną krwią."
                                                (Dzieje Apost. 20:28)

                                                Jeszcze w Liści do Tymoteusza jest dodane:

                                                "Biskup bowiem winien być, jako włodarz Boży, człowiekiem nienagannym,
                                                niezarozumiałym, nieskłonnym do gniewu, nieskorym do pijaństwa i awantur, nie
                                                chciwym brudnego zysku," (List do Tytusa 1:7)

                                                Ale nie ma mowy o żadnej liturgii, żadnym kulcie, i nic o eucharystii. No i :

                                                "Biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, rozsądny,
                                                przyzwoity, gościnny, sposobny do nauczania," (1 List do Tymoteusza 3:2)

                                                Jeszcze inne zdania mówią, w podobnym tonie, i głównie świadczą o tym, że ich
                                                rola skupia się na składaniu świadectwa wiary, dawaniu dobrego przykładu i
                                                zajmowaniu się wspólnotą w większym wymiarze niż inni jej członkowie. Zero
                                                kultu, jaki by on nie był, o tym ani słowa.

                                                Najważniejszym elementem tej epoki jest całkowity brak świątyń, w których
                                                celebruje się kult, nie ma też wiernych, wszyscy są powołani i wszyscy są
                                                święci, stanowią jedną wielką rodzinę w Bogu. Niektórzy z nich spełniają
                                                większą lub mniejszą posługę, ale nie ma mowy o kapłaństwie. Nie ma też
                                                rytuałów, ani nomenklatury z nią związanej. Wszyscy mogą się zwracać
                                                bezpośrednio do Boga, bez potrzeby
                                                • Gość: Monika Re: Do Tada 2 IP: *.chello.pl 21.11.03, 16:39
                                                  Nie zmiesciło się w jednym poscie. Oto zakonczenie:


                                                  Wszyscy mogą się zwracać bezpośrednio do Boga, bez potrzeby pośredników i na
                                                  jego pamiątkę spożywać chleb i wino.

                                                  Ty się upierasz, że na początku eucharystię sprawowali biskupi. Więc proszę
                                                  na podstawie Biblii i jakich chcesz dokumentów z I i II wieku udowodnij mi to
                                                  co twierdzisz.

                                                  Udowodnij też, że w optyce przytoczonych cytatów kobiety nie łamały się
                                                  chlebem, nie piły wina, czyli ze nie sprawowały eucharystii pospołu ze
                                                  wszystkimi. Albo podaj teksty w których kobiety były z tej tradycji wyłączone
                                                  i jakiś mężczyzna dla nich sprawował kult jako kapłan, że to nie one same
                                                  były kapłankami powołanymi do sprawowania kultu.

                                                  Proszę też o dowody, że w ogóle do II wieku funkcję kapłana sprawował biskup
                                                  lub prezbiter. Proszę tez opisz jak wyglądały święcenia na biskupa i kto na
                                                  biskupa go wyświęcał.

                                                  Ja twierdzę, że w pierwszym kościele 100% kobiet sprawowało eucharystię, że
                                                  wszystkie one było kapłankami, czym dokładnie potwierdzam moją pierwotną tezę.

                                                  Tak, Tad, diakonki sprawowały eucharystię, były kapłankami w pełnym wymiarza i
                                                  Biblia jest na to dowodem.

                                                  Obal moją tezę.




                                                  • tad9 Re: Do Tada 2 21.11.03, 17:42
                                                    Gość portalu: Monika napisał(a):

                                                    > Tak, Tad, diakonki sprawowały eucharystię, były kapłankami w pełnym wymiarza
                                                    i
                                                    > Biblia jest na to dowodem.
                                                    >
                                                    > Obal moją tezę.

                                                    Zapraszam do mojego postu, który jest odpowiedzią na pierwszą część Twojego
                                                    postu.
                                                    >
                                                    >
                                                    >
                                                    >
                                                • tad9 Re: Do Tada 1 21.11.03, 17:40
                                                  Gość portalu: Monika napisał(a):
                                                  (....)
                                                  > Z Biblii wynika, że były trzy stanowiska w pierwszym kościele: diakon czyli
                                                  > sługa, prezbiter czyli starszy i biskup czyli nadzorujący. Słowo kapłan
                                                  > pojawia się sporadyczni i odnosi się w większości wypadków do samego Jezusa
                                                  > lub do wszystkich w niego wierzących (.....)

                                                  Moniko, opisałaś się niesamowicie, ale to, co zrobiłaś, jest po prostu
                                                  rozbudowanym dodatkiem, do fragmentu książki "cywilizacja wczesnego
                                                  chrześcijaństwa", który cytowałen, a dokładnie do tego miejsca, w którym mowa
                                                  jest o okresie "charyzmatycznym". Wg. Marcela Simona, już w listach
                                                  apostolskich widać wyłaniającą się organizację urzędów kościelnych: "Godności
                                                  kapłańskie charyzmatyczne pomału zanikają; związane z nimi uprawnienia
                                                  przenoszą się na urzędy instytucjonalne, a piastujący je kapłani przekazują
                                                  godność następcom przez nałożenie rąk, czyli ordynację (udzielenie święceń".
                                                  Tylko biskupi mieli święcenia tego rodzaju, że mogli sprawować eucharystię: "Z
                                                  początku sam tylko biskup, przedstawiciel Chrystusa, strażnik i gwarant
                                                  prawowierności, miał jak się wydaje, prawo celebrowania eucharystii".
                                                  Oczywiście, możesz chwycić się tego "jak się wydaje", ale znów będą to tylko
                                                  spekulacje.

                                                  >Trzy wymienione wcześniej osoby (sługa,
                                                  > starszy i nadzorujący), miały pilnować bożej trzódki, aby nie zboczyła z
                                                  > drogi. Nie ma natomiast w całym tekście żadnej wskazówki, kto, dlaczego i
                                                  > kiedy ma sprawować eucharystię, ani razu nie występuje opis jej sprawowania,
                                                  > ani przez biskupa, ani przez nikogo innego (......)

                                                  Bo też termin "kapłan" funkcjonuje dopiero od mniej więcej III wieku, wcześniej
                                                  funkcjonowały terminy: biskup i prezbiter: "Termin presbyteros (...)oznacza
                                                  człowieka sprawującego funkcje kapłańskie, nawet w religiach
                                                  niechrześcijańskixh. Znaczenie nie wynika z etymologii. Wyraz grecki (hiereus)
                                                  czy łaciński (sacerdos)który oznaczał kapłanów pogańskich albo żydowskich
                                                  uważanych zasadniczo za ofiarnikow, pojawia się w języku kościlelnym dopiero na
                                                  początku III wieku. Odnosi się najpierw do biskupa, potem do prezbitera.
                                                  Przyswojenie go w jego specyficznym sensie pogańskim lub żydowskim tłumaczy się
                                                  tym, ze eucharystia, centralny ryt chrześcijański, jest odtąd pojmowana jako
                                                  ofiara Nowego Przymierza, ktorą mogą składać tylko biskup lub prezbiter"
                                                  Z tego fragmentu wynika, że dopiero około III wieku ustala się odprawianie
                                                  eucharystii w sensie ofiary. Zatem, cokolwiek działo się wcześniej,
                                                  niekoniecznie ma charakter sprawowania eucharystii, w tym sensie w jakim
                                                  rozumie to Kościół. Tak więc NAWET jeśli w okresie "charyzmatycznym" były
                                                  kobiety-kapłanki charyzmatyczne (a trzeba by to udowodnić, czego dotąd nie
                                                  zrobiłaś, nie wyszłaś bowiem poza SPEKULACJE), nie były to kapłanki w sensie
                                                  katolickim, a co najwyżej "protokatolickim", nie odprawiały one eucharystii,
                                                  ale np. przewodiczyły modlitwie. Tu dochodzimy do ciekawego miejsca, zaznaczam
                                                  jednak, że to, co piszę poniżej, jest moją spekulacją, tzn. nie spotkałem się z
                                                  taką teorią w żadnym opracowaniu (ale też specjalnie nie poszukiwałem teorii na
                                                  ten temat). Otóż, początkowo spora część chrześcijan wywodziła się albo ze
                                                  środowiska zhellenizowanych Żydów, albo ze środowisk tzw. "bojących się Boga".
                                                  Ci ostatni, byli to poganie, których pociągał judaizm. Żydzi z diaspory
                                                  prowadzili bowiem akcję werbunkową wśród pogan, choć Rzymianie im tego
                                                  zabronili. Poganie których pociągał monoteizm zbliżali się do judaizmu (podobno
                                                  było ich sporo, ale trudno to dziś ocenić), ale bez przyjmowania wszystkich
                                                  przepisów rytualnych, szczególnie mocno odrzucało ich obrzezanie.
                                                  Chrześcijanie, którzy (po sporych kontrowersjach) odrzucili rytualizm judaizmu,
                                                  byli dla "Bojących się Boga" jak prezent z nieba. Tak więc środowisko wczesnego
                                                  chrześcijaństwa było "judaizujące" (w wydaniu zhellenizowanym), i można
                                                  przypuszczaś, że zwyczaje diaspory żydowskiej nie były im obce. Judaizm ma
                                                  opinię religii superpatriarchalnej, ale nie jest to do końca prawdą. Jak pisze
                                                  niemiecki historyk (pochodzenia żydowskiego): "Wbrew wszelkim stereotypom na
                                                  temat starożytnego judaizmu wiemy(...)na podstawie nowszych badań, że - w
                                                  każdym razie w synagogach hellenistycznego judaizmu - kobiety nie tylko były
                                                  równouprawnione w modlitwie, lecz ponadto - w całym rejonie śródziemnomorskim -
                                                  zarządzały synagogami(Micha Brumlik, Gnostycy, marzenie o samozbawieniu
                                                  człowieka). Być może wcześni chrześcijanie przyjęli zasady, to znaczy
                                                  liberalnych Żydów, to znaczy: kobiety są równoprawne jeśli chodzi o modlitwę i
                                                  administrację, ale - podobnie jak w judaizmie - NIE mogą sprawować ofiary (w
                                                  Świątyni Jerozolimskiej nigdy nie było kapłanek, choć oczywiście z plemienia
                                                  Lewitów pochodziły też kobiety). W miarę jak wykształcał się chrześcijański
                                                  odpowiednik ofiary (tzn. eucharystia)zaznaczano wyraźnie, że kobiety nie mogą
                                                  jej sprawować. Zatem, kiedy np. kiedy prezbiterzy zyskali z czasem prawo
                                                  sprawowania eucharystii - zaczęto odsówać kobiety od prezbiteriatu, lub
                                                  sprowadzano "kobiecy" prezbiteriat do roli tytularno-administracyjnej. Byłby to
                                                  więc nie tyle skutek wzrostu "mizoginizmu" w Kościele, lecz stałe trzymanie się
                                                  tej samej zasady, nie tyle ograniczenie roli kobiet, co POSZERZENIE funkcji
                                                  prezbiterów o elementy, które wykluczały pełnoprawny prezbiterat kobiet.

                                                  • Gość: Monika Re: Do Tada 1 IP: *.chello.pl 23.11.03, 20:13
                                                    tad9 napisał:

                                                    ) Moniko, opisałaś się niesamowicie, ale to, co zrobiłaś, jest po prostu
                                                    ) rozbudowanym dodatkiem, do fragmentu książki "cywilizacja wczesnego
                                                    ) chrześcijaństwa", który cytowałen, a dokładnie do tego miejsca, w którym
                                                    ) mowa jest o okresie "charyzmatycznym".

                                                    Nie, wcale tak nie jest. Ja napisałam coś całkiem innego. Nie zauważyłeś ?
                                                    Chyba mnie nie zrozumiałaś więc powtórzę i dokładnie wytłumaczę czego w Biblii
                                                    wcale nie ma, z czym się nie zgadzam, czego nie rozwijam.

                                                    ) Wg. Marcela Simona, już w listach apostolskich widać wyłaniającą się
                                                    ) organizację urzędów kościelnych: "Godności kapłańskie charyzmatyczne pomału
                                                    ) zanikają;

                                                    Organizacja pierwszego kościoła miała strukturę poziomą a nie piramidalną,
                                                    wszystkie funkcje miały charakter posługi wykonywanej przez osoby wybrane ze
                                                    wspólnoty, nie istniał kler, więc wszyscy są kapłanami i wszyscy po społu
                                                    sprawują ofiarę. Nikt nie jest z niej wyłączony.

                                                    Jakież to godności kapłańskie mógł ktokolwiek sprawować, skoro kapłanami byli
                                                    wszyscy ? Z Biblii wynika, że termin kapłan odnosi się do Jezusa i do
                                                    wszystkich wiernych, nie ma w Biblii innych kapłanów i nigdzie termin biskup
                                                    nie jest kojarzony z terminem kapłan. Ani apostoł ani profeta nie są w żadnym
                                                    wypadku kapłanami innymi niż cała wspólnota świętych.

                                                    ) związane z nimi uprawnienia przenoszą się na urzędy instytucjonalne, a
                                                    ) piastujący je kapłani przekazują godność następcom przez nałożenie rąk,
                                                    ) czyli ordynację (udzielenie święceń".

                                                    Autor musiałby udowodnić, że nakładanie rąk to ordynacja. Jezus używał
                                                    nakładania rąk w celu uzdrawiania. W Biblii nie ma ordynacji na kapłanów,
                                                    Jezus nie nałożył rąk na żadnego apostoła. Na Pawła też nigdy nikt nie nałożył
                                                    rąk. Po wyłączeniu Judasza apostołowie wybrali na jego następcę Stefana przez
                                                    ciągnięcie losów. Nakładaniem rąk wybierano proroków i nauczycieli, ale nie
                                                    kapłanów. Zacytuję jeszcze raz:

                                                    "(1) W Antiochii, w tamtejszym Kościele, byli prorokami i nauczycielami:
                                                    Barnaba i Szymon, zwany Niger, Lucjusz Cyrenejczyk i Manaen, który wychowywał
                                                    się razem z Herodem tetrarchą, i Szaweł. (2) Gdy odprawili publiczne
                                                    nabożeństwo i pościli, rzekł Duch Święty: Wyznaczcie mi już Barnabę i Szawła
                                                    do dzieła, do którego ich powołałem. (3) Wtedy po poście i modlitwie oraz po
                                                    włożeniu na nich rąk, wyprawili ich."

                                                    ) Tylko biskupi mieli święcenia tego rodzaju,

                                                    Tak ? Biblia opisuje cos innego. Znajdź mi w niej jedno wyświęcenie biskupa
                                                    przez nałożenie rąk :))))

                                                    ) że mogli sprawować eucharystię:

                                                    W Biblii euchrystię sprawiją wszyscy. Nie ma ani jednego przykładu sprawowania
                                                    aucharystii przez biskupa. Musiałbyś znaleźć taki przykład, żebym go
                                                    zaakceptowała jako FAKT.

                                                    ) "Z początku sam tylko biskup, przedstawiciel Chrystusa,

                                                    A to skąd wiął ? Bo w Biblii tego nie ma. Nie istnieją przykłady sprawowania
                                                    eucharystii przez biskupa do IV wieku.

                                                    ) strażnik i gwarant prawowierności, miał jak się wydaje, prawo celebrowania
                                                    ) eucharystii".

                                                    Znalazł to w Biblii ? Gdzie jest napisane, że biskup jest przedstawicielem
                                                    Jezusa i ze sprawuje euchstystię ???

                                                    ) Oczywiście, możesz chwycić się tego "jak się wydaje", ale znów będą to tylko
                                                    ) spekulacje.

                                                    A po co skoro ja dowodze czegoś odwrotnego ? Tad i ty mówisz, że ja rozwijam
                                                    myśl z twojego cytatu ? Jakim cudem to wyczytałeś z mojego postu ?

                                                    ) Bo też termin "kapłan" funkcjonuje dopiero od mniej więcej III wieku,
                                                    ) wcześniej funkcjonowały terminy: biskup i prezbiter: "Termin presbyteros
                                                    )(...)oznacza człowieka sprawującego funkcje kapłańskie, nawet w religiach
                                                    ) niechrześcijańskixh. Znaczenie nie wynika z etymologii. Wyraz grecki
                                                    ) (hiereus) czy łaciński (sacerdos)który oznaczał kapłanów pogańskich albo
                                                    ) żydowskich uważanych zasadniczo za ofiarnikow, pojawia się w języku
                                                    ) kościlelnym dopiero na początku III wieku.

                                                    No i od tego trzeba było zacząć. Przed III wiekiem nie ma kleru. Skoro nie ma
                                                    kleru a więc podziału na kler i laikat, wszyscy mogli sprawować funkcje
                                                    kapłana, funkcje do której powołał ich sam Jezus.

                                                    Więc powiedz mi Tad, skoro to wiesz, to dlaczego kiedy ja pisałam o diakonce
                                                    Febe, która jest w Biblii, ty mi oponowałeś, ze diakoni i diakonki nie mieli
                                                    pełnych święceń i z tego powodu nie mogli sprawować eucharystii ?

                                                    Więc o jakich niezbędnych święceniach do sprawowania eucharystii mówiłeś,
                                                    skoro by to robić wystarczyło być ochrzczonym, a kler nie istniał ?

                                                    Termin ieresu, scerdos pojawia się w literaturze klasycznej i odnosi się do
                                                    poetów, później u Filona z Aleksandrii łączy się z samym Logos (iereus logos),
                                                    i tak jak ty mówiłeś z kastą kapłańską w innych tekstach, ale w Nowym
                                                    Testamencie znajdziesz go tylko 1raz (słownie jedne) w odniesieniu do
                                                    konkretnego pogańskiego kapłana Jowisza, w Dziejach Apostolskich. Troszkę
                                                    mało, nieprawdaż ?

                                                    Na tym nie da się oprzeć tezy, że kapłaństwo wywodzi się z biskupów opisanych
                                                    w Biblii.

                                                    Wszystkie inne przytoczenia tego terminu, jak już pisałam w poprzednim poście
                                                    odnoszą się do Jezusa i wszystkich w niego wierzących. A więc powszechne
                                                    kapłaństwo obejmujące wszystkich.

                                                    Tad jeśli uważasz ze kobiety byłe z tego powszechnego kapłaństwa wyłączone,
                                                    musisz to udowodnić. Nie ma rady. Ja ci na słowo nie uwierzę. Proszę o jakieś
                                                    teksty z Biblii, które by potwierdziły istnienie kapłanów-mężczyzn
                                                    sprawujących eucharystię dla kobiet.

                                                    Ja na podstawie Biblii mogę stwierdzić, że Febe razem ze wszystkimi kobietami
                                                    i mężczyznami brała udział w łamaniu się chlebem i w piciu wina i jak to jest
                                                    opisane jeszcze w Didache:

                                                    „zgromadźcie się w dniu pańskim, łamcie chleb i dziękujcie, wcześniej
                                                    spowiadając się z waszych błędów, aby wasza ofiara była czysta. W każdym
                                                    czasie można ofiarować czysta ofiarę Bogu”.

                                                    Na podstawie tego tekstu da się także stwierdzić, że już wtedy ta tradycja
                                                    była pojmowana jako ofiara składana Bogu.

                                                    ) Odnosi się najpierw do biskupa, potem do prezbitera. Przyswojenie go w jego
                                                    ) specyficznym sensie pogańskim lub żydowskim tłumaczy się tym, ze
                                                    ) eucharystia, centralny ryt chrześcijański, jest odtąd pojmowana jako
                                                    ) ofiara Nowego Przymierza,

                                                    no to chyba nie czytałeś Didache ani Pawła

                                                    "(23) Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej
                                                    nocy, kiedy został wydany, wziął chleb (24) i dzięki uczyniwszy połamał i
                                                    rzekł: To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to na moją pamiątkę! (25)
                                                    Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: Ten kielich jest Nowym
                                                    Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją
                                                    pamiątkę! (26) Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich,
                                                    śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie. (27) Dlatego też kto spożywa chleb lub
                                                    pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. (28) Niech
                                                    przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego
                                                    kielicha." (List do Koryntian)

                                                    Tad czytałeś mój poprzedni post ? Bo ja to już cytowałam. Już Paweł rozumiał
                                                    eucharystię jaki NOWE PRZYMIERZE. Tu nie potrzeba czekać do III czy IV wieku.

                                                    ) ktorą mogą składać tylko biskup lub prezbiter" Z tego fragmentu wynika, że
                                                    ) dopiero około III wieku ustala się odprawianie eucharystii w sensie ofiary.

                                                    A ja temu przeczę na podstawie tego co wyżej. Musisz podać jakieś DOWODY,
                                                    które by przeczyły Pawłowi.

                                                    ) Zatem, cokolwiek działo się wcześniej, niekoniecznie ma charakter
                                                    ) sprawowania eucharystii, w tym sensie w jakim rozumie to Kościół.

                                                    Udowodnij !!! Czyżby Kościół nie uznawała Listu do Korytnian ???? A to dla
                                                    mnie nowość .... nie wiedziałam.

                                                    ) Tak więc NAWET jeśli w okresie "charyzmatycznym" były kobiety-kapłanki
                                                    ) charyzmatyczne (a trzeba by to udowodnić, czego dotąd nie zrobiłaś, nie
                                                    ) wyszłaś bowiem poza SPEKULACJE),

                                                    Wyszłam poza spekulacje i udowodniłam na podstawie Biblii. A ty masz jakieś
                                                    POZYTYWNE DOWODY, z których mogłabym wyczytać ze
                                                  • tad9 Re: Do Tada 1 26.11.03, 21:09
                                                    Kasuję początek, bo był kolejnym rozbudowanym przypisem do "okresu
                                                    charyzmatycznego" i zostawiam część najważniejszą:
                                                    Gość portalu: Monika napisał(a):
                                                    > Tad czytałeś mój poprzedni post ? Bo ja to już cytowałam. Już Paweł rozumiał
                                                    > eucharystię jaki NOWE PRZYMIERZE. Tu nie potrzeba czekać do III czy IV wieku.

                                                    I tu Moniko trafiłaś w samo sedno. PAWEŁ ROZUMIAŁ. Nie przeczę. Pytanie brzmi
                                                    jednak: ilu chrześcijan PODZIELAŁO wtedy rozumienie eucharystii jako ofiary?
                                                    Traktujesz rzecz niezwykle statycznie, tymczasem mamy do czynienia z
                                                    dynamicznym procesem. Jeśli wogóle można mówić o ortodoksji w tym czasie, to o
                                                    ortodoksji in statu nascendi. Zakładasz najwyraźniej doskonałą znajomość
                                                    Ewangelii wśród wczesnych chrześcijan, a przecież w czasie o którym tu mówimy
                                                    Ewangelie były dopiero redagowane. Przecież Paweł w swoim liście dopiero NAUCZA
                                                    czym jest eucharystia. List pochodzi z około roku 58 o ile się nie mylę, jak
                                                    myślisz, ile czasu potrzeba było, by idea eucharystii jako ofiary się
                                                    UPOWSZECHNIŁA? Czy aby nie dokonywało się to własnie w ciągu I-II wieku? Idee
                                                    Pawła, jak sama wiesz były przyjmowane z dystansem przez sam "kościół
                                                    jerozolimski", czyli najważniejszych apostołów. Nie będę opisywał tego
                                                    wszystkiego, bo znasz na pewno historię tych sporów i historię Soboru
                                                    Jerozolimskiego. W każdym razie w tamtym czasie spora część chrześcijan nadal
                                                    czuła się mocno związana z judaizmem. Punktem odniesienia dla nich nie
                                                    przestała być jeszcze Świątynia jerozolimska. Pawłowe rozumienie nauki Jezusa
                                                    było kontrowersyjne. Nabożeństwo o którym mówisz, wzorowane było na żydowskiej
                                                    wieczerzy domowej, i nie była to jeszcze eucharystia w sensie katolickim, tak
                                                    jak Żydzi nie rozumieli swoich modlitw podczas owej wieczerzy jako ofiary. Było
                                                    to coś w rodzaju spotkania modlitewnego, i - być może - przewodniczyć mogły mu
                                                    także kobiety. Przejście do eucharystii jako ofiary dokonało się z czasem, w
                                                    miarę jak zwycieżała - nazwijmy ją - "pawłowa wizja", a nie "z piątku na
                                                    sobotę". Uważam, że w miarę jak się dokonywało, kobiety były odsówane od
                                                    nabożeństw (może Paweł własnie dlatego zakazywał kobietom nauczać, że pojmował
                                                    eucharystię jako ofiarę składaną przez kapłana, a kapłaństwo wiązał też z
                                                    nauczaniem?). M. Simon twierdzi, że rodzenie się struktury kościoła widać już
                                                    w "Dziejach" i "Listach", Paul Johnson w "Historii chrześcijaństwa" pisze, że
                                                    już "..w czasie, kiedy pojawiają się wczesne źródła rzymskie, tj. na początku
                                                    II wieku, pierwowzór struktury klerykalnej został już stworzony. Pierwszy List
                                                    Klemensa podkreślał znaczenie "obyczajów i ładu" w Kościele, a częścią tego
                                                    ładu była struktura hierarchiczna. Kobiety miały być podporządkowane
                                                    mężczyznom, młodzi - starym, "rzesza" - prezbiterom lub biskupom i diakonom
                                                    wybranym do tego celu". Mamy zatem stopniowe przejście od swoistej "demokracji"
                                                    do struktury hierarchicznej i od sowobody doktrynalnej, do ortodoksji.

                                                    PS.
                                                    Nadal czekam na jakieś KONKRETNE przykłady, kobiet - księży. Spekulacji
                                                    przedstawiłaś już całkiem sporo .....
                                                  • Gość: Monika Re: Do Tada 1 c.d. IP: *.chello.pl 23.11.03, 20:31
                                                    A ty masz jakieś POZYTYWNE DOWODY, z których mogłabym wyczytać ze było
                                                    inaczej ?

                                                    > nie były to kapłanki w sensie katolickim, a co najwyżej "protokatolickim",
                                                    > nie odprawiały one eucharystii, ale np. przewodiczyły modlitwie.

                                                    Nie odprawiały eucharystii ? Udowodnij proszę !

                                                    Owszem zgadzam się z tobą, ze Kościół Katolicki powstał dopiero w IV wieku,
                                                    tak jak i kler, ale co do eucharystii to się nie zgodzę. I mogę się zgodzić,
                                                    że kobiety zostały od sprawowania eucharystii odsunięte od kiedy powstał KK, a
                                                    więc nie stał się to wcześniej niż IV wieku.

                                                    Tad próbujesz dowieść, ze do odprawiania eucharystii wymagane były jakieś
                                                    wyjątkowe zezwolenia i święcenia i, że do tego był niezbędny kler, więc jesli
                                                    nie było kleru to nie mogło byc eucharystii. Ale z Biblii wyłania się całkiem
                                                    inny obraz pierwszych chrześcijan. Wystarzyło być ochrzczonym i wiernym
                                                    Chrystusowi by stać się jego kapłanem i odprawiać eucharystię. To opisuje
                                                    Paweł, tego dowodzą listy Piotra i Apokalopsa.

                                                    "(5) i od Jezusa Chrystusa, Świadka Wiernego, Pierworodnego umarłych i Władcy
                                                    królów ziemi. Temu, który nas miłuje i który przez swą krew uwolnił nas od
                                                    naszych grzechów, (6) i uczynił nas królestwem - kapłanami Bogu i Ojcu
                                                    swojemu, Jemu chwała i moc na wieki wieków! Amen." (Apokalipsa Jana)

                                                    Czy „uczynił nas królestwem – kapłanami Bogu i Ojcu” odnosi się wyłącznie do
                                                    mężczyzn ?

                                                    A to zdanie coś ci mówi ?

                                                    Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie
                                                    ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w
                                                    Chrystusie Jezusie. (List do Galatów)

                                                    Co do kobiet w pierwszym kościele, ja podsumuje to tak, a jest to
                                                    podsumowanie oparte na Biblii:

                                                    Do III wieku kapłaństwo było powszechne i obejmowała wszystkich członków
                                                    kościoła, tak kobiety jak i mężczyzn, wszyscy mogli sprawować ofiarę
                                                    eucharystii, która istniała w kościele od dnia jego założenia. Kobiety nie
                                                    były z tego w żaden sposób wyłączone. (Mogę jeszcze raz podać wszystkie
                                                    cytaty, jeśli ich nie czytałeś) Nie ma żadnego sensu mówić o pełnych czy
                                                    niepełnych święceniach kogokolwiek bo takowe nie istniały, a więc i diakonki
                                                    nie były wyświęcane, tak jak nie był wyświęcany biskup. Byli wybierani ale nie
                                                    wyświęcani.

                                                    W IV wieku powstaje Kościół Katolicki a wraz z nim podział na kler i laikat. W
                                                    tym czasie kobiety zostają odsunięte od sprawowania eucharystii wraz z
                                                    większością wiernych.

                                                    Jeśli się z tym nie zgadzasz to musisz teraz ty dostarczyć POZYTYWNYCH
                                                    DOWODÓW, bo ja na twoje słowo, ze tak nie było, to niestety ci nie uwierzę.

                                              • Gość: Monika Re: Do Tada 3 IP: *.chello.pl 21.11.03, 17:43
                                                tad9 napisał:

                                                > Gość portalu: Monika napisał(a):


                                                > ) Z analizy tekstów biblijnych wiemy, że wcale nie istniał podziały na
                                                > )diakonów i diakonisy, że u Pawła istniej tylko jedne termin "diakonos",
                                                > )więc jest ewidentne, że poczatkowo była tylko jedna funkcja, sprawowana
                                                > )tak przez mężczyzn jak i przez kobiety.
                                                >
                                                > Jedna nazwa nie oznacza, że nie istniał podział FUNKCJI diakonów mężczyzn i
                                                > diakonów kobiet, tak samo, jak dwie nazwy nie musiałyby przeczyć
                                                > jednolitości funkcji.

                                                Dobrze widzę ???? No proszę !!!! a niedawno dowodziłeś zupełnie czegoś innego.
                                                Szybko zmieniasz zdanie. To ci przypomnę co pisałeś :

                                                Monika:
                                                To czym różniły się święcenia na kapłana od święceń na diakona ?
                                                Mówimy o początkach Kościoła do ok V w.

                                                Tad:
                                                O tym, że się różniły świadczy sam fakt, że mamy oddzielne funkcje: diakoni i
                                                kapłani. Diakoni nie byli kapłanami. Gdyby te dwie funkcje były takie same,
                                                nie byłoby potrzeby tworzenia odrębnych terminów, bowiem po prostu zlewały by
                                                się ze sobą.

                                                Znaczy, że teraz sam sobie przeczysz czy dementujesz to co pisałeś
                                                wcześniej ?

                                                Więc bardzo cię proszę o FAKTY, a nie o spekulacje. W oparciu o dokumnety z I
                                                i II wieku:

                                                1. Udowodnij, że diakoni nie byli kapłanami.
                                                2. Udowodnij, że diakonki nie były kapłankami.
                                                3. Udowdnij, że ktokolwiek w pierwszego Kościoła nie był jednoczenie wiernym i
                                                kapłanem.

                                                > Zresztą, funkcje mogły być te same, nie obejmujące eucharystii.

                                                To są twoję przypuszczenia, pobożne życenie czy cos więcej ? To też musisz
                                                udowodnić, proszę o FAKTY. Sam przecież stwierdziłeś niedawno, znowu zacytuję:

                                                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                                Zaciekawił mnie temat, więc pozwolę sobie się wtrącić i zauważyć, że nie
                                                odpowiadasz na pytanie, które brzmiało: "czym konkretnie różniły się święcenia
                                                diakońskie od kapłańskich?" Jeśli nie potrafisz odpowiedzieć, to po prostu się
                                                do tego przyznaj (to nie boli...)

                                                Tad:
                                                Chodzi Ci o sprawy czysto techniczne? Nie wiem. Być może istniała "techniczna"
                                                bliskość, lub tożsamość święceń, ale nie istniała przy tym tożsamość funkcji.
                                                Diakonat to nie kapłaństwo. Zresztą w owych czasach rytuał był jeszcze w
                                                trakcie tworzenia się, i nie wiem, czy w ogóle można mówić tutaj o jakimś
                                                jednym wzorcu obowiązującym wszystkie kościoły.

                                                Ale teraz już wiesz ? Jakieś nowe niespodziewane odkrycie naukowe ?


                                                > ) Na dodatek jesli istnieje tylko jedne termin "diakonos" jak odróżnisz w
                                                > ) dokumentach czy to była kobieta czy mężczyzna ? To po prostu przez
                                                > )kilkaset lat nie było ważne.

                                                > To oznacza, że urząd miał taką a nie inną nazwę, ale niekoniecznie, że
                                                > diakini kobiety i mężczyźni robili dokładnie to samo.

                                                Na czym opierasz to twierdzenie ? Na przypuszczeniach? No to proszę w oparciu
                                                o Biblię i o dokumnety z I i II wieku udowodnić to co piszesz.

                                                > Według cyrowanego przeze mnie tekstu funkcje różniły się.

                                                No to zaczytuj co mówi ten tekst o I, II i III wieku ?

                                                • tad9 Re: Do Tada 3 21.11.03, 19:37
                                                  Gość portalu: Monika napisał(a):

                                                  > Dobrze widzę ???? No proszę !!!! a niedawno dowodziłeś zupełnie czegoś
                                                  innego.
                                                  > Szybko zmieniasz zdanie. To ci przypomnę co pisałeś (.......)

                                                  Dobrze widzisz Moniko. Wcześniej mówiliśmy o dwóch RÓŻNYCH urzędach, a teraz
                                                  mówimy o podziale funkcji w ramach JEDNEGO urzędu. To dwie różne sprawy, które
                                                  WCALE nie muszą się łączyć. Nie ma doprawdy nic nadzwyczajnego w tym, ze
                                                  kobiety i mężczyźni objęci jedną nazwą: "diakoni", ze względu na różnicę płci
                                                  mogli pełnić różne funkcje. Może forma żeńska nie pojawiła się, bo diakonis nie
                                                  było zbyt dużo? Byłoby to mniej więcej tak, jak w przypadku słowa "minister",
                                                  są kobiety - ministrowie, a termin "ministerka" nie funkcjonuje (tylko nie
                                                  pisz, że przecież ministerki robią to samo co ministrowie, bo NIE o tym tu
                                                  mówimy. To był tylko przykład).


                                                  > 1. Udowodnij, że diakoni nie byli kapłanami.
                                                  > 2. Udowodnij, że diakonki nie były kapłankami.
                                                  > 3. Udowdnij, że ktokolwiek w pierwszego Kościoła nie był jednoczenie wiernym
                                                  >i kapłanem.

                                                  Moniko, to wszystko już było. W ten sposób będziemy dreptać w miejscu. Na temat
                                                  o którym tu piszesz wypowiadam się szerzej w poscie "do Tada 1".


                                                  > To są twoję przypuszczenia, pobożne życenie czy cos więcej ? To też musisz
                                                  > udowodnić, proszę o FAKTY. Sam przecież stwierdziłeś niedawno, znowu zacytuję:
                                                  (....)
                                                  > Ale teraz już wiesz ? Jakieś nowe niespodziewane odkrycie naukowe ?

                                                  Przepraszam, ale znów mylisz dwie sprawy. Do Barbinator pisałem o
                                                  kwestiach "technicznych" święcenia, i tych naprawdę nie znam (to znaczy nie
                                                  wiem, czy obrzęd święcenia diakona wymagał np. podrzucenia go 3 razy w górę i
                                                  poklepania po ramieniu, czy zanurzenia w beczce). Natomiast co do funkcji
                                                  diakona, to w literatury którą znam (cytowałem jedno opracowanie) wynika, że
                                                  diakoni eucharystii nie sprawowali.

                                                  > Na czym opierasz to twierdzenie ? Na przypuszczeniach? No to proszę w
                                                  >oparciu o Biblię i o dokumnety z I i II wieku udowodnić to co piszesz.

                                                  Opieram je na logice. Naprawdę może istnieć JEDNA nazwa urzędu, a w jej ramach
                                                  podział funkcji ze względu na płeć osób sprawujących ten urząd. Czy w istocie
                                                  tak było? Autor, którego cytuję twierdzi że tak.

                                                  > No to zaczytuj co mówi ten tekst o I, II i III wieku ?

                                                  O ile pamiętam, w tekście nie ma wcale mowy o żadnych wiekach.
                                              • Gość: Monika Re: Do Tada 4 IP: *.chello.pl 21.11.03, 18:37
                                                tad9 napisał:

                                                > Gość portalu: Monika napisał(a):
                                                >
                                                > ) Więc odpowiedz jest pozytywna. Tak w pierwszym kosciele kobiety sprawowały
                                                > ) eucharystie na równi z mężczyznami i ta praktyka nikogo nie dziwiła.
                                                > )Sytuacje się zmienia od V wieku. Nie przeczę. Ale przez prawie 5 wieków
                                                > )kobiety to robiły. Tak diakonisy jak i prezbiterki, które miały jeszcze
                                                > )wyższe święcenia.

                                                > Proszę o FAKTY, a nie o spekulacje. Proszę o PRZYKŁADY kobiet sprawujących
                                                > eucharystię. Ile takich znasz?

                                                Więc udowodniłam ci tystarczając podając cytaty z Biblii. Teraz jeszcze tylko
                                                dodam, że w pierwszym kościele nie potrzebe były , żadne swięcenie do
                                                sprawowania eucharytsii, wszyscy święci ( bo tak siebie nazywali) byli
                                                kapłanami.

                                                Teraz ty udowodnij, że tak nie było.

                                                > ) Tak, mogły. Nigdzie przed 490 rokiem nie jest napisane, że nie mogły. A
                                                > )niby dlaczago by nie mogły ? Pierwsze diakonki, prezbiterki, profetki i
                                                > )apostołki są udokumentowane w Biblii, więc przez wiele lat mogły.
                                                >
                                                > Rozumiem, że nie potrafisz w sposób POZYTYWNY udokumentować swojego
                                                > twierdzenia,

                                                Rozumiem, że dla ciebie Biblia nie jest dokumentem, który może cokolwiek
                                                udowodnić.

                                                > i jedynym argumentem jest ów brak zakazu (zresztą temu brakowi
                                                > też warto się przyglądnąć)?

                                                Tak brak, jest także dowodem. To co nie jest zabronione jest zezwolone. To
                                                podstawa prawa.

                                                > Taka argumentacja jest SPEKULACJĄ. Gdzie są DOWODY POZYTYWNE?

                                                Czyżbyś cytaty z Biblii uznawał za spekulacje ?
                                                Czym dla ciebie jest dowód pozytywny ?

                                                >Przecież w ciągu kilkuset lat powinno ich się trochę uzbierać, prawda?

                                                No tak nazbierało się tego sporo. Proszę podaj mi jakikolwiek dokument z I czy
                                                II wieku, w którym jasno jest napisane ze biskup jest kapłanem sprawująceym
                                                eucharystię i mającym do tego wyłaczne prawo.

                                                W innym wypadku uznam wszystkie twoje wywody jednynie za SPEKULACJE nie
                                                poparte żadnymi POZYTYWNYMI DOWODAMI.

                                                > ) Jeśli twierdzisz, że nie mogły to musisz to udokumentowac, ale nie chcesz.
                                                > ) Oczywiście nie moge cię zmusić :-))
                                                >
                                                > Jeśli twierdzisz, że to robiły, to musisz to udokumentować, ale nie chcesz.
                                                > Oczywiście nie mogę Cię zmusić. ;-P
                                                >
                                                >
                                                > ) Prezbiterki są udokumentowane w: Tropeii (Kalabiea), na Sycylii, w
                                                > ) Ipponie, we Francji, Tracji, Dalmacji (jeśli dobrze pamiętam). Wszystkie
                                                > ) noszą tytuły prezbiterek, a jak wiadomo prezbiter ma pełne święcenia. Więc
                                                > ) nie istniały przeszkody aby nie sprawowały euchrystii.
                                                >
                                                > Ależ oczywiście, że są udokumentowane, to nie jest ŻADNE
                                                > feministyczne "odkrycie": "Wbrew hasłom feministek oba roszczenia: władzy
                                                > kość. i sakramentu kapł. nie są bynajmniej nowe, a ponadto dawne nie
                                                > sprawdziły się. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa kobiety sprawowały -
                                                > przejściowo i bez święceń - faktyczną władzę biskupią i prezbiterialną w
                                                > niektórych Kościołach wschodnich przedchalcedońskich (Jakobici, Nestorianie,
                                                >Ormianie);

                                                Owszem, sprawowali także te funkcje męzczyźni bez święceń kapłańskich.
                                                Musiałbyś udowodnić, że przed III wiekiem istaniały jakiekolwiek swięcnia
                                                kapłńskie, by robić takie rozróznienie jak wyżej.

                                                Więc jeszcze raz nalegam, jak wyglądały święcenia kapłańskie w I i II wieku i
                                                kto ich udzielał ?

                                                > działo się to w przypadkach, gdy władza była dziedziczona w rodzinach i
                                                > kiedy kobiety rządziły w imieniu nieletnich dziedziców urzędu; również w
                                                > Kościele Katolickim w starożytności, a zwłaszcza w średniowieczu, kobiety
                                                > nierzadko faktycznie rządziły Kościołami lokalnymi, biskupstwami, parafiami
                                                > i zakonami (także męskimi), w imieniu władzy monarszej lub książęcej; wtedy
                                                > biskupi i prezbiterzy byli spychani do pełnienia tylko funkcji
                                                > liturgicznych; Kościół uważa, że praktyki te stanowiły niedopuszczalne
                                                > mieszanie się społeczności świeckiej w sprawy kościelne" (ks. Czesław
                                                > Bartnik, Kapłaństwo kobiet). W materiale który cytuję jest też fragment o
                                                > odłamach chrześcijaństwa, które praktykowały pełne święcenia kapłańskie
                                                > kobiet:

                                                A kiedy wprowadzono pełne święcenia mężczyzn ? Od kiedy tak naprawdę istnieje
                                                kler ? I kiedy nie było kleru co było ? Nie było żadnych święceń ? Bo niby kto
                                                miałby mieć wcześniej prawo do wyświęcania kogokolwiek ?


                                                > "Święcenia kapłańskie kobiet mają długą historię w niekatolickich odłamach
                                                > chrześcijaństwa; poczynając od II wieku były one udzielane kobietom mn.
                                                > wśród kotyrydianów, marcjanistów, popuzynianów, agapetów, w sekcie czczącej
                                                > Matkę Jezusa jako Boginię. Z nową siłą roszczenia te wystąpiły w XVIw. w
                                                > ramach reformacji, w Polsce wśród "braci polskich", choć tutaj faktycznych
                                                > święceń nie było; święcenia kobiet na "kapłanki" i "biskupki" podjął u
                                                > nas "Kościół Katolicki Mariawitów", odłamu Felicjańskiego; swięceń
                                                > udzielał 1922-934 abp mariawicki, J. Kowalski, który sakrę biskupią otrzymał
                                                > od kościoła starokatolickiego w Holandii". Mowa jest tu jak widzisz o
                                                > funkcjach tytularno-administracyjnych.
                                                >
                                                > ) Jest też jeden dokument, w którym opisane jest jak dziewice sprawowały
                                                > ) eucharystję. Dziewice, które nie miały, żadnych święceń a jednak miały
                                                > ) prawo sprawowania euchrystii.
                                                >
                                                > JEDEN? Słyszałaś coś o kryterium reprezentatywności w historii? A poza tym,
                                                > czy aby nie była to dziewica z odłamu kotyrdianów, marcjanistów,
                                                > popuzynianow ....itd? Sprawowanie eucharystii bez święceń? Coś mi się zdaje,
                                                > że nie można UOGÓLNIAĆ takich przypadków. Zgodzisz się ze mną?

                                                Nie nie zgadzam się. Jeden, ale bardzo znaczący, wzorujący się na najstarszej
                                                tradycji wywodzącej się w Biblii. Zresztą nadal go szukam wiec, podam później.
                                                >
                                                > )Jak widać kiedyś nie byli takimi formalistami jak dziś. Niestety nie mogę
                                                > )go znaleźć w tej chwili. W kazdym razie to jakiś biskup opisuje lokalne
                                                > )tradycje.
                                                >
                                                > LOKALNA TRADYCJA? Tak myślałem .....

                                                Co myślałeś ? To opisz mi ogólnie przyjęte tradycje, które były respektowana w
                                                każdym kosciele między IV a V wiekiem. Która tradycja nie była lokalna ?


                                              • Gość: Monika Re: Do Tada 5 IP: *.chello.pl 21.11.03, 19:03
                                                tad9 napisał:

                                                > Gość portalu: Monika napisał(a):
                                                >
                                                > )Jak znajde gdzie to było to zamieszcze link.
                                                > ) Ale nie obiecuje, bo już szukałam i gdzieś im się zgubiło, a nie potrafię
                                                > ) odtworzyć z pamięci ani adresu ani autora. Liczę już tylko na przypadek.
                                                >
                                                > A do tego link zaginął .....

                                                Ale go znajdę:)) Obiecuję
                                                >
                                                > ) Gdyby prezbiterki miały pełnić inną funkcję niz prezbiter z pewnościa
                                                > ) nazwanoby je inaczej. Lekarz i lekarka pełnią tą sama funkcję. Gdyby ona
                                                > ) wynosiła ze nim brudne opatrunki nazywałaby się salową, a nie lekarką, lub
                                                > ) w najlepszym wypadku pielęgniarką.
                                                >
                                                > Wybacz, ale to dziecinny argument. Jedność nazwy nie musi oznaczać jedności
                                                > funkcji.

                                                A co oznacza jedność nazwy ?

                                                > Pytam raz jeszcze czy masz jakieś KONKRETNE przykłady, poza tą zaginioną
                                                > dziewicą?

                                                Oczywiście, przytoczne wcześniej i chyba dość liczne fragmenty z Biblii.

                                                > ) Sam mnie w jednym z poprzednich postów pytałeś dlaczego są dwie nazwy
                                                > )diakon i prezbiter. Skoro są to znaczy że pełnia dwie rózne funkcje. Teraz
                                                > )ja ciebie pytam dlaczego jest tylko jedna nazawa dla prezbitera i
                                                > )prezbiterki ?
                                                >
                                                > Prezbiterat dla kobiet mógł łączyć się z innym rodzajem działalności, niż
                                                > prezbiterat dla mężczyzn.

                                                Mógł ???? Udowodnij to na podstawie dokumentów z I i II wieku. Inaczej uznam
                                                to za Spekulacje a nie DOWODY POZYTYWNE.

                                                > Poza tym, prezbiterzy przez długi czas nie sprawowali eucharystii,

                                                To też udowodnij na podstawie jakiś dokumentów z tej samej epoki. Proszę o
                                                FAKTY a nie spekulacje.

                                                > więc nie twierdzę, że funkcje kobiet i mężczyzn prezbiterów wtedy się nie
                                                > różniły. Czy aby pojawienie się wyraźnych zakazów nie wiąże się czasem
                                                > z upowszechnianiem się zwyczaju, że nie tylko biskup, ale i prezbiter
                                                > sprawować może eucharystię?

                                                Nie. Według mojego rozeznania, było wprost odwrotnie. Poczatkowo wszyscy mogli
                                                sprawować kult i byli równi w Bogu. Z czasem, gdy ukształtował się kler,
                                                zaczął on rościc sobie pretensje do eksluzywy i powoli wypychać wiernych z
                                                autentycznych członków koscioła do roli widzów, w pierwszym rzędzie kobiety.
                                                Później kiedy liczba wiernych wzrosła, wzrosło także i zapotrzebowanie na
                                                kapłanów, więc zadziałały siły odwrotne.
                                                >
                                                > ) Tak zgadzam się. Historia to historia, nie da sie zaprzeczyć. Dlatego też
                                                > ) i teolożki przytaczają raczej argumenty teologiczne a nie historyczne.
                                                >
                                                > I o takich możemy porozmawiać. Historyczne są słabiutkie!

                                                Nie takie słabiutkie. Chyba ze jak już pisałam, Biblia nie jest dla ciebie
                                                żadnym dokumentem.

                                                > )Te historyczne są drugorzedne, lecz nie bez znaczenia. Przez 500 lat, jakby
                                                > )nie było, kobiety miały dużo lepsza pozycje w Koś
                                              • Gość: Monika Re: Do Tada 6 IP: *.chello.pl 21.11.03, 19:11
                                                I o takich możemy porozmawiać. Historyczne są słabiutkie!

                                                )Te historyczne są drugorzedne, lecz nie bez znaczenia. Przez 500 lat, jakby
                                                )nie było, kobiety miały dużo lepsza pozycje w Kościele niż później.

                                                Tak czy owak, nic nie wskazuje na to, by istniał rozpowszechniony zwyczaj
                                                zgodnie z którym kobiety mogły być kapłankami (w sensie możliwości sprawowania
                                                eucharystii). Raz jeszcze pytam: czy potrafisz wyjść poza SPEKULACJE?

                                                Tak mogę i wyszłam. W Biblii są wszystkie na to dowody. Chyba, że Biblia to
                                                spekulacje ?

                                                ) Ale tego nie ustalono przed VI wiekiem. Więc jakby nie było odepchnięto 500-
                                                ) letnią tradycję. Dlaczego nagle od VI wieku nie może, a wczesniej nikt o tym
                                                ) nie mówił ?

                                                Czego nie ustalono przed VI wiekiem? Gdzie są te wszystkie kapłanki, ktore
                                                działały w Kościele przez KILKASET lat? Zachowała się pamięc o jakichś tam
                                                agapetach, a nie ma śladów kilkusetletniej tradycji obecnej wewnątrz ko

                                                Tu mi się post ucina.

                                                Uff......., skończyłam. Na temat II III i IV wieku jeszcze napiszę. Jak
                                                mówiłam muszę znaleźć materiały, niestety część jeszcze tłumaczę, jakos nie
                                                mam szczęscia do polskich tekstów.

                                                Pozdrawiam

                                  • Gość: Monika Re: Apostołka Junia IP: *.chello.pl 19.11.03, 16:49
                                    Tad a co powiesz na temat Junii, która była apostołką. Czy to wystarczy jako
                                    dowód ?
                                    • Gość: Monika Re: Apostołka Junia IP: *.chello.pl 19.11.03, 18:45

                                      w poznańskej Junia jest kobietą:

                                      (7) Pozdrówcie Andronika i Junię, moich krewnych i współwięźniów, którzy
                                      należą do grona wybitnych apostołów, którzy jeszcze przede mną należeli do
                                      Chrystusa.

                                      w warszawskeij też kobita apostołka

                                      Pozdrówcie Andronika i Junię, rodaków moich i współwięźniów moich, którzy są
                                      zaszczytnie znani między apostołami, a którzy już przede mną byli
                                      chrześcijanami.

                                      za to w brzeskiej junia juz zmieniła płeć :-)

                                      (7) Pozdrówcie Andronika i Junjasza powinowate moje i towarzysze więzienia
                                      mego, którzy znacznymi są między Apostoły i którzy też przede mną byli w
                                      Krystusie.

                                      w gdańskiej tak samo:
                                      (7) Pozdrówcie Andronika i Junijasza, krewnych moich i spółwięźni moich,
                                      którzy znacznymi są między Apostołami, którzy i przede mną byli w Chrystusie.

                                      w tysiąclatce nadal jest mężczyzną:

                                      Pozdrówcie Andronika i Juniasa, moich rodaków i współtowarzyszy więzienia,
                                      którzy się wyróżniają między apostołami, a którzy przede mną przystali do
                                      Chrystusa.

                                      Ale w vulgacie jest kobietą :-)

                                      salutate Andronicum et Iuniam cognatos et concaptivos meos qui sunt nobiles in
                                      apostolis qui et ante me fuerunt in Christo

                                      w septuagincie tez baba:

                                      aspasasye andronikon kai iounian touv suggeneiv mou kai sunaicmalwtouv mou
                                      oitinev eisin epishmoi en toiv apostoloiv oi kai pro emou gegonasin en cristw

                                      Ciekawe kiedy wreszcze w polskiej wersji doczekamy się powrotu apostołki
                                      Junii ?

                                      Co za niezreczna sytuacja .... hmm kobieta apostołka, przyjaciółka i
                                      współpracownica Pawła. A mówią ze nie było kobiet apostołek. Chyba coś im się
                                      pomyliło ?

                                      Acha... dla niedowiarków: sprawdzcie w Liście do Rzymian 16,7



                                      • tad9 Re: Apostołka Junia 19.11.03, 21:42
                                        Gość portalu: Monika napisał(a):

                                        > Co za niezreczna sytuacja .... hmm kobieta apostołka, przyjaciółka i
                                        > współpracownica Pawła. A mówią ze nie było kobiet apostołek. Chyba coś im się
                                        > pomyliło ?

                                        A któż Ci powiedział, że kobiety-apostołki nauczające chrześcijaństwa
                                        są "ukrywane" przez wraży patriarchat? Nic podobnego. Sądzę, że "Żywoty
                                        świętych" to nie jest Twoja ulubiona lektura (skłamałbym, gdybym powiedział, że
                                        są moją główną lekturą) Znasz np"Złotą legendę" Jakuba De Voragine? Oczywiście
                                        nie znasz, ale w średniowieczu była to jedna z najpopularniejszych książek
                                        Zachodu. Rodzaj zbioru "Żywotów świętych". Są tam i apostołki. Nikt tego
                                        nie "ukrywał". Maria Magdalena jest tam nawet nazywana "apostołką
                                        apostołów": "Jest to więc owa Maria Magdalena, ktorej Pan wyrządził tak wielkie
                                        dobrodziejstwo i dał dowody wielkiej miłości. Wypędził z niej bowiem siedmiu
                                        diabłów, rozpalił ją całą uwielbieniem do siebie, uczynił ją szczególnie bliską
                                        sobie, jak również swoją gospodynią i szafarką, ktorą zawsze chciał mieć przy
                                        sobie w podróży. Zawsze też łagodnie ją usprawiedliwiał: i przed faryzeuszem,
                                        który ją nazywał nieczystą, i przed jej siostrą, ktora oskarżała ją o lenistwo,
                                        i przed Judaszem, ktory nazywał ją rozrzytnicą. Widząc ją płaczącą Pan sam nie
                                        mógł powstrzymać łez. Z miłości do niej wskrzesił jej brata w cztery dni po
                                        jego śmierci. Z miłości do niej uzdrowił jej siostrę z krwotoku, na który
                                        cierpiała 7 lat.(...). Ona to w czasie łaski odbyła uroczystą pokutę, ona
                                        wybrała najlepszą cząstkę, siedząc u stóp Pana i słuchając słów Jego. Ona to w
                                        czasie męki Pańskiej stała pod krzyżem, ona przygotowała olejek, aby namaścić
                                        Jego ciało. Gdy uczniowie odeszli od grobu Pana, ona pozostała. Jej najpierw
                                        ukazał się zmartwychwstały Chrystus i uczynił ją apostołką apostołów". Dalej
                                        jest o podróży Magdaleny i grupy innych do Marsylii, gdzie Magdalena nawróciła
                                        tubylców: "Maria Magdalena zaś ujrzawszy, że lud schodzi się do świątyni, aby
                                        skladać ofiarę bożkom, podniosła się z twarzą łagodną i pogodną i poczęła w
                                        przekonywających słowach odwodzić ich od kultu bożków, a równoczesnie z wielką
                                        wytrwałością opowiadała im o Chrystusie. W końcu wszystkich oczarowała jej
                                        postać, zarówno jak wymow i łagodność jej słów. Nic też dziwnego, że usta,
                                        ktore pobożnym i słodkim pocałunkiem dotknęły stóp Zbawiciela, bardziej niż
                                        inne tchnęły urokiem słowa Bożego" (Legenda Aurea: Legenda na dzień św. Marii
                                        Magdaleny - 22 lipca). Podobnie siostra Magdaleny - Marta, ktora też wylądowała
                                        w Marsylii: "Po Wniebowstąpieniu Pana, gdy uczniowie Jego rozproszyli się,
                                        poganie wsadzili Martę wraz z jej bratem Łazarzem i siostrą Magdaleną, jak
                                        również św. Maksymiana, który je obie ochrzcił i opiekował się nimi na
                                        polecenie Ducha Świętego, oraz wielu innych ludzi na statki, z których
                                        uprzednio zabrali wiosła, żagle i stery i wszelką żywność. Pan jednak
                                        doprowadził ich szczęśliwie do Marsylii. Stamtąd dotarli w okolice Aix i
                                        nawracali ludzi na wiarę Chrystusową. Św. Marta zaś umiała przemawiać do ludzi
                                        i cieszyła się wielką miłością u wszystkich". W legendzie o św. Marcie pojawia
                                        się jescze jedna apostołka, i do tego w związku ze Słowiańszczyzną. Legenda
                                        kończy się tak: "Dzieje życia św. Marty spisała sługa jej imieniem Martilla,
                                        która później udała się do Sklawonii i tam głosiła wiarę Chrystusową, a w
                                        dziesieć lat po śmierci Marty zasnęła w pokoju" (Legenda na dzień św. Marty -
                                        19 lipca). Jak widzisz nikt tego apostołowania kobiet nie "ukrywał". A co do
                                        owej Słowiańszczyzny i Martilli, to jak można przeczytać w przypisie do
                                        legendy: "Sklawonia to tyle co Słowiańszczyzna. Niestety nie wiemy, do jakiej
                                        to legendy czyni aluzję Jakub de Voragine.


                                        • Gość: Monika Re: Apostołka Junia IP: *.chello.pl 19.11.03, 22:54
                                          Tad chyba żartujesz ?

                                          Piszesz o legendach i co najwyżej apokryfach, których Kościół nigdy nie uznał,
                                          jako dowód na co ?

                                          Tak "Złota legenda" jak i "Żywoty świętych" to bajki, może i fajnę,
                                          wzruszające, przepełnione wiarą, ale nic więcej. Zwykły objawa pobożności
                                          niektórych pisarzy i poetów średniowiecznych. W żadnym wypadku to nie są
                                          dokumenty. Dla Kościoła nie mają żadnej wagi, no może dla jakiegoś kaznodziei
                                          moralizatora, który z nich czerpał motywy.

                                          Chcesz Złota legende porównywać do Biblii ? Bój się Boga :-)

                                          Ja pisałam o Liście do Rzymian i o Junio, która dziwnym trafem zmieniła płeć,
                                          co udowodniłam wystarczająco.





                                          • tad9 Re: Apostołka Junia 20.11.03, 19:33
                                            Gość portalu: Monika napisał(a):

                                            > Tad chyba żartujesz ?

                                            Nie żartuję, to Ty - obawiam się - nie bardzo wiesz o czym piszesz.

                                            > Piszesz o legendach i co najwyżej apokryfach, których Kościół nigdy nie
                                            >uznał, jako dowód na co ?

                                            Na to, że utrzymywała się pamięć tradycji apostołek, i że nikt jej
                                            nie "ukrywał". Mniejsza o zgodność samych legend z prawdą. Co chcesz powiedzieć
                                            pisząc, że Kościół nigdy nie uznawał "Żywotów świętych"?

                                            > Tak "Złota legenda" jak i "Żywoty świętych" to bajki, może i fajnę,
                                            > wzruszające, przepełnione wiarą, ale nic więcej. Zwykły objawa pobożności
                                            > niektórych pisarzy i poetów średniowiecznych.

                                            Obawiam się, że niewiele wiesz o średiowieczu, skoro nazywasz "Żywoty Świętych"
                                            bajkami.

                                            >W żadnym wypadku to nie są
                                            > dokumenty. Dla Kościoła nie mają żadnej wagi, no może dla jakiegoś
                                            >kaznodziei moralizatora, który z nich czerpał motywy.

                                            Ależ tu nie chodzi o wartość legend jako dokumentu, lecz o pamięć tradycji i o
                                            fakt jej nieukrywania.

                                            > Chcesz Złota legende porównywać do Biblii ? Bój się Boga :-)

                                            Chcę powiedzieć, że "Żywoty Świętych" traktowano bardzo powaznie. Zaprzeczasz
                                            temu? Na jakiej podstawie?

                                            > Ja pisałam o Liście do Rzymian i o Junio, która dziwnym trafem zmieniła płeć,
                                            > co udowodniłam wystarczająco.

                                            Zlitujże się Moniko! A cóżeś Ty takiego "udowodniła"? Czy możesz mi wytłumaczyć
                                            jaki sens ma "fałszowanie" przekładów podczas, gdy w wersji greckiej i
                                            łacińskiej (języki liturgiczne!) zostawia się tekst "niesfałszowany"? To tak,
                                            jakby spiskowcy antykrzyżowieżowcy, chcąc zatrzeć pamięć o krzywej wieży,
                                            zniszczyli wszystkie jej miniaturki i widokówki, a zostawili samą wieżę
                                            sterczącą krzywo w Pizie. Możesz nie lubieć KK, ale nie powinnaś odmawiać
                                            inteligencji jego sługom.
                                            • Gość: Monika Re: Apostołka Junia IP: 5.2.* / *.chello.pl 20.11.03, 23:16
                                              tad9 napisał:

                                              > Gość portalu: Monika napisał(a):
                                              >
                                              > > Tad chyba żartujesz ?
                                              >
                                              > Nie żartuję, to Ty - obawiam się - nie bardzo wiesz o czym piszesz.

                                              Nie jest to faktycznie temat, który mnie pasjonuje, ale kilka ostrych kawałków
                                              znam, niezła jest bajka o latającym domku Matki Boskiej. Znam też legende o
                                              nieustrasznej Katarzynie z Aleksandrii i kilka innych. Znam chyba lepiej od
                                              tych legend apokryfy.
                                              Ze złotej legendy znam tylko historię o odnalezieniu krzyża przez helene,
                                              batalię pod mostem milwijskim i baltelię z maksencjusza, ale to chyba
                                              niewielę. Niezły był kawałek o Żydzie jak go złapano, pobito i wrzucono do
                                              studni z nieczystościami przez wiele dni morzono głodem, żeby perfidne bydle
                                              przyznało się gdzie został ukryty krzyż Jezusa. Naprawde ostry.

                                              Ty jak widzę lubisz kawałki bardziej soft :-))

                                              > > Piszesz o legendach i co najwyżej apokryfach, których Kościół nigdy nie
                                              > >uznał, jako dowód na co ?
                                              >
                                              > Na to, że utrzymywała się pamięć tradycji apostołek, i że nikt jej
                                              > nie "ukrywał". Mniejsza o zgodność samych legend z prawdą. Co chcesz
                                              > powiedzieć pisząc, że Kościół nigdy nie uznawał "Żywotów świętych"?

                                              Których apostołek ? Marii Magdaleny czy Marty ? Kościół uznaje je za
                                              apostołki ? W jakich dokumentach ? Chętnie poczytam ?

                                              Ja wiem, że zostały wyniesione na ołtarze jako święte, ale żeby je wymieniano
                                              obok Piotra i Pawła jako apostołki to jakoś jeszcze nie słyszałam. Muszę
                                              spytać jakiegoś księdza, ale myślę ze mi zaprzeczy.

                                              Jak do tej pory wiedziałam, że Kościół uznaje 12 apostołów. A ty mówisz ze
                                              jest ich dziś w Kościele 14 czy 15 czy ilu ?

                                              Napisz mi też, proszę, w jaki sposób "Żywoty świętych" wpłynęły na tradycje
                                              Kościoła. Co wniosły ? Jak dzięki "Złotej legendzie" odczytano na nowo "Nowy
                                              Testament" ?

                                              > > Tak "Złota legenda" jak i "Żywoty świętych" to bajki, może i fajnę,
                                              > > wzruszające, przepełnione wiarą, ale nic więcej. Zwykły objawa pobożności
                                              > > niektórych pisarzy i poetów średniowiecznych.

                                              > Obawiam się, że niewiele wiesz o średiowieczu, skoro nazywasz "Żywoty
                                              > Świętych" bajkami.

                                              Więc dobrze, to nie bajki, to legendy, na dobrze nazwijmy to hagiografią. ALe
                                              dalej pytam co to ma do tematu o którym mówimy. Ta hagiografia niczego nie
                                              dowodzi, poza łatwowiernością ludzi, którzy czytając ją myśleli ze czytają
                                              autentyczne dokumenty historyczne.

                                              > >W żadnym wypadku to nie są dokumenty.
                                              > >Dla Kościoła nie mają żadnej wagi, no może dla jakiegoś
                                              > >kaznodziei moralizatora, który z nich czerpał motywy.
                                              >
                                              > Ależ tu nie chodzi o wartość legend jako dokumentu, lecz o pamięć tradycji i
                                              > o fakt jej nieukrywania.

                                              Tradycji, której kościół nie uznaje. Więc dzięki tej "tradycji" i
                                              dzieki "Żywotom świętych" ilu mamy w końcu apostołów ?

                                              > > Chcesz Złota legende porównywać do Biblii ? Bój się Boga :-)
                                              >
                                              > Chcę powiedzieć, że "Żywoty Świętych" traktowano bardzo powaznie.
                                              > Zaprzeczasz temu? Na jakiej podstawie?

                                              Owszem wiem, w średniowieczy wierzono w istnienie jednorożca i feniksa,
                                              wierzono, że ziemia jest płaska a gwiazdy są przyklejone do nieboskłonu, który
                                              porusza się z woli bożej. Wierzono, ze antypody nie moga istnieć, bo ludzie po
                                              prostu by pospadali, wierzono też ze łamano świętych kołem a kości im się
                                              zrastały same, że gotowano ich w oleju i nic im się z tego powodu nie działo i
                                              wiele wiele innych rzaczy :-))) I to na poważnie. Dlaczego miałbym ci
                                              zaprzeczać. Wcale ci nie zaprzeczam. Jestem przekonana, że masz racje. Tylko,
                                              co z tego ?

                                              To własnie wtedy, między innymi zięki takie legendym o których piszesz,
                                              Kościół podtrzymywał, ciągle kwitnący, handel relikwiami. To z tamtych lat
                                              mamy do dzisiaj: 14 (słownie czternaście) napletów Jezusa, mleko w piersi
                                              Matki Boskiej, pióra ze skrzydła Archanioła Gabriela, fruwający dom Matki
                                              Boskiej, który obecne znajduje się w Loreto, gwożdzie i deski z krzyża Jezusa,
                                              z których możnaby dziś wybudować chyba nezłą altankę, podobno nawet włos z
                                              brody Pana Boga, jabłko z drzewa w raju i inne przeróżne cudowności.

                                              Oczywiście, że to poruszało machinę Kościelną i było traktowane na poważnie.
                                              Pielgrzymki prznosiły milionowe dochody kosciołom, nie mówiąc o sprzedawanych
                                              przy okazji odpustach i pomniejszych relikwiach, o które zabiegał kazdy
                                              pobożny pielgrzym. Jasne, że Kościół podsycał wiarę w świętych i zachęcał do
                                              pielgrzymek do ich grobów.

                                              > > Ja pisałam o Liście do Rzymian i o Junio, która dziwnym trafem zmieniła >
                                              > > płeć, co udowodniłam wystarczająco.
                                              >
                                              > Zlitujże się Moniko! A cóżeś Ty takiego "udowodniła"? Czy możesz mi
                                              > wytłumaczyć

                                              Juz pisałam i w innym poście. Jakimś dziwnym przypadkiem losu nie chciało
                                              przejść niektórym tłumaczom Biblii przez głowę, że Junia to kobieta i została
                                              Juniuszem.

                                              > jaki sens ma "fałszowanie" przekładów podczas, gdy w wersji greckiej i
                                              > łacińskiej (języki liturgiczne!) zostawia się tekst "niesfałszowany"?

                                              Zapominasz, że kiedyś ludzie byli ciemni, przez wiele lat nie czytali Biblii,
                                              nikt nie sprawdzał jak wyglądała wersja łacińska czy grecka.

                                              > To tak, jakby spiskowcy antykrzyżowieżowcy, chcąc zatrzeć pamięć o krzywej
                                              > wieży, zniszczyli wszystkie jej miniaturki i widokówki, a zostawili samą
                                              > wieżę sterczącą krzywo w Pizie. Możesz nie lubieć KK, ale nie powinnaś
                                              > odmawiać inteligencji jego sługom.

                                              Tu nie chodzi o moje sympatie. W Biblii Junia jest Juniuszem i nie ja jej
                                              zmieniłam płeć. Myślisz, że polscy tłumacze byli półanalfabetami ?

                                              Jakim cudem Junia jest Juniuszem ?

                                      • Gość: BD Re: Apostołka Junia IP: 195.136.36.* 20.11.03, 13:55

                                        www.christianarticles.org/Articles/McCord/APOSTLES.HTM

                                        www.newadvent.org/cathen/01626c.htm

                                        pozdrawiam,

                                        BD
            • Gość: Monika Re: Diakoni IP: *.chello.pl 17.11.03, 23:00
              Gość portalu: tad napisał(a):

              > Argument, że kobiety powinny być kapłanami, bo niektóre mają ochotę

              A słyszałeś kiedyś o powołaniu ?

              > jest wart tyle, co argument, że osoby bez formalnego wykształcenia wyższego
              > powinny móc używać tytułów naukowych,

              A kto twierdził, że kobieta, która czuje powołanie chciałaby zostać księdzem
              bez odpowiednich formalnego wykształcenie w tej dziedzinie ?

              > bo wiele ma na to ochotę, a do tego jest wykształconych lepiej niż
              > niejeden magister czy doktor.
              > Otóż, tak jak w przypadku tytułów naukowych istnieją pewne formalne wymogi,
              > które trzeba spełnić by móc ich używać, tak też w przypadku kapłaństwa
              > istnieje szereg formalnych wymogów,

              To nawet słuszne.

              > a jednym z nich jest płeć męska.

              A dlaczego ? Co jest takiego wyjątkowego w posiadaniu prącia ?

              Po ostanich aferach to chyba i homoseksualiscie będzie trudniej zostać
              księdzem. Więc powinienes napisać płeć męska, inklinacja heteroseksualna.

              > W przypadku judaizmu takim wymogiem formalnym jest przynależność do
              > plemienia Lewitów, i żaden Żyd niezależnie od płci, wykształcenia,
              > pobożności czy zasłóg kapłanem zostać by nie mógł (gdyby odbudowano
              > Świątynię), o ile nie byłby Lewitą.

              No i moze dlatego chrześcijanie stwierdzili, że Żydzi z Biblii nic nie
              zrozumieli ?

              > Niektóre reformowane synagogi posiadają rabinów-kobiety, ale jak wiadomo
              > rabin to nie kapłan. Ktoś powie, że należy znieść te formalne wymogi i
              > załatwione. Rzecz w tym, że najmocniej domagają się tego akurat ci, którzy
              > nie tylko, że do KK nie należą, ale też życzą mu jak najgorzej (np.
              > feministki).
              > Jeśli chodzi o mnie, mam nadzieję, że w KK kapłanki nie pojawią się nigdy.

              Mo muszę cię zmartwić bo już były :) Są w innych Kościołach, a w KK niebawem
              będą :)
              • tad9 Re: Diakoni 17.11.03, 23:37
                Gość portalu: Monika napisał(a):


                > A słyszałeś kiedyś o powołaniu ?

                Słyszałem, lecz prócz powołania istnieją pewne wymogi formalne. Już o tym
                pisałem.


                > A kto twierdził, że kobieta, która czuje powołanie chciałaby zostać księdzem
                > bez odpowiednich formalnego wykształcenie w tej dziedzinie ?

                Nie mówimy tu o wykształceniu, lecz o formalnych wymogach. Jednym z tych
                wymogów w przypadku kapłaństwa w KK jest płeć.

                > A dlaczego ? Co jest takiego wyjątkowego w posiadaniu prącia ?

                Cóż - takie pytanie mógł zadać tylko ktoś, kto prącia nie posiada.
                Co w tym posiadaniu wyjątkowego? Wiele rzeczy, a jedną z nich jest akurat to,
                że posiadacz prącia spełnia jeden z licznych formalnych wymogów, ktore spełniać
                trzeba, by zostać katolickim księdzem.

                > Po ostanich aferach to chyba i homoseksualiscie będzie trudniej zostać
                > księdzem. Więc powinienes napisać płeć męska, inklinacja heteroseksualna.

                Taka zasada już obowiazuje o ile mi wiadomo. Nie wiem, czy formalnie.

                > No i moze dlatego chrześcijanie stwierdzili, że Żydzi z Biblii nic nie
                > zrozumieli ?

                Nic? Kto tak stwierdził?

                > Mo muszę cię zmartwić bo już były :)

                W KK nie było, a heretyckie odłamy chrześcijaństwa nie są moim największym
                zmartwieniem

                > Są w innych Kościołach,

                Ich problem.

                >a w KK niebawem
                > będą :)

                Ja tego nie wiem i Ty tego nie wiesz. Nie wiem, czy "wogóle", nie wiem,
                czy "niebawem". Wiele wskazuje na to, że jednak wogóle (po orzeczeniu papieża w
                tej sprawie)
                • Gość: Monika Re: Diakoni IP: *.chello.pl 18.11.03, 00:06
                  tad9 napisał:

                  > >a w KK niebawem będą :)
                  >
                  > Ja tego nie wiem i Ty tego nie wiesz. Nie wiem, czy "wogóle", nie wiem,
                  > czy "niebawem". Wiele wskazuje na to, że jednak wogóle (po orzeczeniu
                  > papieża w tej sprawie)

                  Nie jeden papież już zmienił to co ogłaszał jego poprzednik :) Jako historyk
                  wiesz o tym doskonale. Ostani przepraszał za błedy. Następny też będzie :)
                • Gość: Monika Re: Diakoni IP: *.chello.pl 18.11.03, 01:52
                  tad9 napisał:

                  > > No i moze dlatego chrześcijanie stwierdzili, że Żydzi z Biblii nic nie
                  > > zrozumieli ?
                  >
                  > Nic? Kto tak stwierdził?

                  Tad jesteś historyk i inteligentny facet, wiec cię proszę nie udawał głupiego.
                  Ty swietnie wiesz co ja mam na myśli, ale skoro to co napisałam wyżej nie
                  wystarczyło, to chcę ci tylko przypomnieć, ze chrześcijanie wymyślili sobię
                  taką "piekną" tradycje:

                  "W średniowieczu przed intronizacją każdego nowego papieża: "Starsi żydowskiej
                  wspólnoty w Rzymie musieli stawić się przed nim z Torą (tożsamą z
                  Pięcioksiągiem), którą przyjmował ze słowami: «Potwierdzamy Prawo, ale
                  potępiamy lud żydowski i jego interpretację»". Ceremonia ta po raz pierwszy
                  miała miejsce w roku 1119, po raz ostatni zaś za Leona X w 1513 r. Później
                  została przeniesiona do wewnątrz, aby chronić żydowskich przedstawicieli przed
                  złym traktowaniem przez tłum."

                  Wystarczy jako wytłumaczenie ?

                  • tad9 Re: Diakoni 18.11.03, 16:21
                    Gość portalu: Monika napisał(a):

                    > tad9 napisał:
                    >
                    > > > No i moze dlatego chrześcijanie stwierdzili, że Żydzi z Biblii nic ni
                    > e
                    > > > zrozumieli ?
                    > >
                    > > Nic? Kto tak stwierdził?
                    >
                    > Tad jesteś historyk i inteligentny facet, wiec cię proszę nie udawał
                    głupiego.
                    > Ty swietnie wiesz co ja mam na myśli, ale skoro to co napisałam wyżej nie
                    > wystarczyło, to chcę ci tylko przypomnieć, ze chrześcijanie wymyślili sobię
                    > taką "piekną" tradycje:
                    >
                    > "W średniowieczu przed intronizacją każdego nowego papieża: "Starsi
                    żydowskiej
                    > wspólnoty w Rzymie musieli stawić się przed nim z Torą (tożsamą z
                    > Pięcioksiągiem), którą przyjmował ze słowami: «Potwierdzamy Prawo, ale
                    > potępiamy lud żydowski i jego interpretację»". Ceremonia ta po raz pierws
                    > zy
                    > miała miejsce w roku 1119, po raz ostatni zaś za Leona X w 1513 r. Później
                    > została przeniesiona do wewnątrz, aby chronić żydowskich przedstawicieli
                    przed
                    > złym traktowaniem przez tłum."
                    >
                    > Wystarczy jako wytłumaczenie ?


                    Nie wystarczy, ponieważ ma się marnie do tego o czym mówimy. Użyłaś mocnego
                    słowa "nic", tymczasem już formuła "Potwierdzamy prawo....", stoi w
                    sprzecznosci z Twoim "nic". Przecież stsrotestamentowi patriarchowie to także
                    bohaterowie chrześcijaństwa.
                    • Gość: Monika Re: Diakoni IP: *.chello.pl 18.11.03, 23:55
                      tad9 napisał:


                      > > tad9 napisał:
                      > >
                      > > > > No i moze dlatego chrześcijanie stwierdzili, że Żydzi z Biblii
                      > > > > nic nie zrozumieli ?

                      > > > Nic? Kto tak stwierdził?

                      > > Tad jesteś historyk i inteligentny facet, wiec cię proszę nie udawał
                      > > głupiego.
                      > > Ty swietnie wiesz co ja mam na myśli, ale skoro to co napisałam wyżej nie
                      > > wystarczyło, to chcę ci tylko przypomnieć, ze chrześcijanie wymyślili
                      > > sobię taką "piekną" tradycje:
                      > >
                      > > "W średniowieczu przed intronizacją każdego nowego papieża: "Starsi
                      > > żydowskiej wspólnoty w Rzymie musieli stawić się przed nim z Torą (tożsamą
                      > > z Pięcioksiągiem), którą przyjmował ze słowami: «Potwierdzamy Prawo, a
                      > > le potępiamy lud żydowski i jego interpretację»". Ceremonia ta po raz
                      > > pierwszy miała miejsce w roku 1119, po raz ostatni zaś za Leona X w 1513
                      > > r. Później została przeniesiona do wewnątrz, aby chronić żydowskich
                      > > przedstawicieli przed złym traktowaniem przez tłum."
                      > >
                      > > Wystarczy jako wytłumaczenie ?

                      > Nie wystarczy, ponieważ ma się marnie do tego o czym mówimy. Użyłaś mocnego
                      > słowa "nic", tymczasem już formuła "Potwierdzamy prawo....", stoi w
                      > sprzecznosci z Twoim "nic".

                      Prawo to nie Żydzi. Potwierdzenie prawa wskazuje wyłacznie na akceptację
                      przekazu boskiego. Prawo pochodzi od Boga a nie od Żydów. Akceptuje się prawo
                      ale własnie wyłacza Żydów, którzy są potępieni, bo nic z tego przekazu nie
                      zrozumieli i mimo, że nie zrozumieli (oczywiście według chrześcijan) upierali
                      się przy własnej interpretacji, która także jest potepiona.

                      > Przecież stsrotestamentowi patriarchowie to także bohaterowie
                      > chrześcijaństwa.

                      Ale kiedy żyli Patriarchowie to chrześcijan jeszcze nie było. Ja mówiłam
                      wyraźnie o chrześcijanach i o tym co twierdzili o Żydach od momentu kiedy
                      zaistnieli.

                      To nie ja napisałam «Potwierdzamy Prawo, ale POTĘPIAM LUD ŻYDOWSKI I JEGO
                      INTERPRETACJE». Wyraźnie jest napisane że lud zydowski jest potępiony, bez
                      wyłaczenia z tego potepinia kogokolwiek. Pretensję składaj do autora tego
                      zdania.








            • Gość: Monika Re: diakon czy diakonisa ? IP: *.chello.pl 19.11.03, 14:23
              Znazlałam jeszcze jedne ciekawy fragment:

              2. Non esiste il vocabolo «diacono» al femminile

              Il termine diakonos nella LXX e nel N.T. non appare mai al femminile. Solo in
              rarissimi caso appare nella letteratura classica, ma mai nella Koinè. Anche
              Febe (Rm 16, 1) è chiamata diakonos al maschile.

              Conoscendo questo si può meglio spiegare il discorso di Paolo: Egli sta
              parlando ai « diakonoi» dando loro i requisiti che dovranno possedere per
              compiere tale servizio. Oltre ai requisiti generali per tutti
              gli «inservienti »: maschi e femmine, egli richiede qualcosa di particolare
              alle donne e aggiunge poi altre richieste per i soli uomini. Non esistendo il
              temine femminile per parlare dei supplementari requisiti delle donne, avrebbe
              potuto ripetere il soggetto «diakonoi » aggiungendo «donne », ma essendo già
              chiaro il contesto, dato che già si stava parlando di questi «diakonoi », egli
              omette la ripetizione sottolineando solo il genere femminile di
              questi «inservienti ».

              Al v. 12 dà dei requisiti particolari per i maschi, cioè la fedeltà alla
              moglie, una buona guida per la famiglia. Questa richiesta fatta solo agli
              uomini può significare che, mentre gli uomini che assumevano tale compito
              dovevano avere una famiglia propria, alle donne questo non era necessariamente
              richiesto.

              Credo di non forzare il pensiero paolino interpretando in tale modo il
              discorso che si potrebbe così comprendere: «Ugualmente (ai vescovi) gli
              inservienti (maschi e femmine) siano dignitosi (. . .) e se sono
              irreprensibili fungano da inservienti. Ugualmente siano donne (inservienti)
              dignitose, non maldicenti, sobrie, fedeli in tutto. Gli inservienti (maschi)
              siano fedeli alle loro mogli . . . ».

              Nel Nuovo Testamento quando si parla di serva , nel senso a noi comune, si usa
              il vocabolo paidiske (29) , però quando Paolo parla di Febe, che era una
              collaboratrice nella chiesa, usa il termine maschile «diakonos » (Rm 16, 1).

              www.chiesadicristo-padova.it/pastorali6.htm

              Tłumaczę po kawałku od ręki. Z góru przepraszam z błedy.

              2. Non esiste il vocabolo «diacono» al femminile

              Nie istnieje słowo "diakon" w rodzaju żeńskim.

              Il termine diakonos nella LXX e nel N.T. non appare mai al femminile. Solo in
              rarissimi caso appare nella letteratura classica, ma mai nella Koinè. Anche
              Febe (Rm 16, 1) è chiamata diakonos al maschile.

              Termin "diakonos" w LXX Nowego Testamentu nie wystepuje nigdy w rodz. żeńskim.
              Tylko w bardzo rzadkich przypadkach w literaturze klasycznej. Ale nigdy w
              koine. Także Febe (List do Rzymian 16,1) jest nazywana w rodzaju męskim.

              Conoscendo questo si può meglio spiegare il discorso di Paolo: Egli sta
              parlando ai « diakonoi» dando loro i requisiti che dovranno possedere per
              compiere tale servizio.

              Wiedząc o tym, mozna lepiej wytłumaczyć dyskurs Pawła. On mówi o "diakonoi"
              przyznając im pełnię zalet, które powinni posiadać przy wypełnianiu ich
              posługi.

              Oltre ai requisiti generali per tutti gli «inservienti »: maschi e femmine,
              egli richiede qualcosa di particolare alle donne e aggiunge poi altre
              richieste per i soli uomini.

              Poza wymaganiami ogólnymi, dla wszystkich "sług": mężczyzn i kobiet, wymaga on
              coś szczgólnego od kobiet i dodaje później inne roszczenia wobec mężczyzn.

              Non esistendo il temine femminile per parlare dei supplementari requisiti
              delle donne, avrebbe potuto ripetere il soggetto «diakonoi »
              aggiungendo «donne », ma essendo già chiaro il contesto, dato che già si
              stava parlando di questi «diakonoi », egli omette la ripetizione sottolineando
              solo il genere femminile di questi «inservienti ».

              Jako ze nie istnieje dodatkowy termin w rodzju żeńskim aby mówić o
              wymaganiach wobec kobiet, [Paweł] mógłby powtórzyć podmiot "diakonoi"
              dodając "kobieta", ale to jest już jasne z kontekstu, jako że mówiło się o
              tych "diakonoi", on [Paweł] omija powtórznie, podkreślając tylko rodzaj żeński
              tych "sług".

              Al v. 12 dà dei requisiti particolari per i maschi, cioè la fedeltà alla
              moglie, una buona guida per la famiglia. Questa richiesta fatta solo agli
              uomini può significare che, mentre gli uomini che assumevano tale compito
              dovevano avere una famiglia propria, alle donne questo non era necessariamente
              richiesto.

              Ale w 12 wersie, podaje wymagania wobec mężczyzn, znaczy wierność żonom, dobre
              przewodnictwo w rodzinie. Stawia przed mężczyznami takie wymaganie, by
              zaznaczyć, że podczas gdy mężczyzni podejmowali tą rolę [zostawali "diakonoi"]
              powinni mieć własna rodzinę, od kobiet nie wymagano tego.

              Credo di non forzare il pensiero paolino interpretando in tale modo il
              discorso che si potrebbe così comprendere: «Ugualmente (ai vescovi) gli
              inservienti (maschi e femmine) siano dignitosi (. . .) e se sono
              irreprensibili fungano da inservienti. Ugualmente siano donne (inservienti)
              dignitose, non maldicenti, sobrie, fedeli in tutto. Gli inservienti (maschi)
              siano fedeli alle loro mogli . . . ».

              Myśle, że nie przekręce mysli pawłowej interpretując ją w taki sposób, że
              można z niej zrozumieć co następuje: "Jednakowo (biskupom) usługujący
              (mężczyzni i kobiety) są godni (...) i jeśli nienagannie pełnią posługę.
              Jednakowo godne kobiety, nie mówiące oszczerstw, powsciągliwe i wierne we
              wszystkim. Usługujący (mężczyzni) są wierni żonom...."

              Nel Nuovo Testamento quando si parla di serva , nel senso a noi comune, si usa
              il vocabolo paidiske (29) , però quando Paolo parla di Febe, che era una
              collaboratrice nella chiesa, usa il termine maschile «diakonos » (Rm 16, 1).

              W nowym Testamencie, gdy się mówi o sługach, w sensie potoczym, uzywa się
              słowa paidiske, jednak kiedy Paweł mówi o Febe, która była współpracownica w
              kościele, używa terminu męskiego "diakonos" (list do Rzymian 16,1).

              ---

              Mnie się nasuwa jedne wniosek. Paweł nie robi żadnego rozróznienia między
              kobietą a mężczyzną gdy mówi o diakonacie. Dla niego jest to bez znaczenia.
              Może Paweł nie był wcale takim mizoginem jak go posądzano ?

              Może to raczej jego nstępcy na siłe chcą rozrónić miedzy diakonem i diakonisą,
              aby od razy tej drugiej roli przypiąc łatkę roli podrzednej ?

              Jesli w pierwszym kosciele nie istniały dwie nazwy tylko jedna, więc wyraźnie
              jedna funkcja, jeden szacunek, jedne zakres obowiązków, a Paweł nie widział w
              tym nic dziwnego, CZy to nie znaczy, że kobiety poczatkowo były traktowane w
              identyczny sposób jak mężczyzni ?

              Czy mizognia jaka zapanowała w Kościele w późniejszych czasach nie jest wtórna
              w stosunku to tradycji nowotestamentowej ?

              Co sprawiło, że kobiety zostały odepchniete, ignoworane, pozbawione szacunku i
              godności ? Jakim cudem mogły później spełniać tylko role drugoplanową i
              podporządkowaną ?

              Jak to się stało, że chłopcy powiedzieli: to nasza piaskownica, będziemy się w
              niej bawić sami, a wy możecie tylko patrzec, słuchać i zazdrościć ?

              I kobiety na to się zgodziły ....





              • Gość: Monika Re: diakon czy diakonisa ? 2 IP: *.chello.pl 19.11.03, 15:23
                3. Febe: Rm 16, 1

                Nella maggioranza delle traduzioni bibliche e nei commentari Febe viene
                chiamata « diaconessa» nella chiesa di Cencrea (Rm 16, 1).


                W większosci tłumaczeń biblijnych w w komentarzach Febe jest
                nazywana "diakonisa" w kościle Kenrea.

                Qualcuno obietta che il temine diakonos dovrebbe essere tradotto «colei che
                serve » dato che nel N.T. tale termine indica appunto il servizio che i
                credenti operano per la chiesa.

                Niektórzy mają obiekcje, że termin diakonos powinien być tłumaczona jako "ta
                co służy" jako ze w NT taki termin wskazuje własnie na służbę którą wierni
                pełnia dla kościoła.

                « Il verbo diakoneo significa servire e nel N.T. indica sempre due cose ben
                precise e distinte tra loro. In primo luogo intende sottolineare il fatto che
                ogni cristiano è, e deve essere un «servitore» nella chiesa ( . . . ); in
                secondo luogo il termine diakonos indica un preciso ufficio » (30) .

                Słowo diakoneo znaczy służyć i w NT oznacza zawsze dwie precyzyjne rzeczy i
                rózne od siebie. Po pierwsze podkreśla fakt, że każdy chrześcijanian jest i
                powinien być "sługą" kościoła (...); po drugie tremin diakonos to konkterne i
                precyzyjnie określone stanowisko.

                Fin qui d'accorso, sennonché ho sentito spesso alcuni oppositori al «
                diaconato» di Febe chiamare « diaconi» i servitori di 1 Ti 3, 8, spiegandomi
                che il vocabolo «diakonos » usato per i maschi designa un ufficio, invece per
                le donne soltanto che esse compivano qualche servizio.

                Dotąd zgoda, ale słyszałam przeciwników "diakonatu" Febe,
                nazywających "diakonami" usługujących 1 tymeteusz 3,8, tłumaczacych, że
                słowo "diakonos" używane dla mężczyzn znaczyło stanwisko, natomiast dla kobiet
                tylko to ze spełniały jakies posługi.

                perché solo quando si parla di donne bisogna tradurre letteralmente con «
                servitori», ma quando si tratta di maschi si deve traslitterare il vocabolo
                originario e conservare « diaconi»?

                Dlaczego, tylko jesli chodzi o kobiety trzeba tłumaczyć "usuługująca", ale gdy
                chodzi o mężczyzn, to trzeba tłumaczyć "diakon" ?


                E' giusto dire che il « diakonos» è applicati a tutti i credenti e anche a una
                determinata categoria (31) , ma con questo non si può provare che Febe non
                facesse parte del secondo gruppo. Da notare che anche se è sbagliato
                tradurre « diakonos» con « diaconessa», non è nemmeno propriamente esatto
                tradurre un sostantivo « inserviente » con la perifrasi « colui (o colei) che
                serve».

                Sprawiedliwie powiedzieć, że "diakonos" odnosi się do wszystkich wiernych i
                także do pewnej okreslonej kategorii, ale nie da się udowodnić, że Febe nie
                stanowiła częsci tej drugiej grupy. Zauważmy, że nawet jeśli jest mylne
                tłumaczenie "diakonos" jako "diakonesa" jest niesłuszne także
                tłumaczenie "sługa" parafrazując " ten (lub ta) który służy"

                Febe non era una che serviva, magari saltuariamente la chiesa, ma era « una
                serva della chiesa» ossia specificatamente scelta per questo servizio.

                Febe nie była tą która służyła, może nawet sporadycznie w kościele, lecz "była
                sługa koscioła" co znaczy wybraną do tej funkcji.

                C'è una notevole differenza in quanto tutti possono servire, ma non tutti sono
                inservienti della chiesa.

                Jest róznica, gdyż wszyscy moga służyć, ale nie wszyscy są sługami kościoła.

                Che fosse stata scelta dalla chiesa per compiere il suo servizio lo si può
                dedurre dal fatto che viene detta «inserviente » (diakonos ), cioè non una che
                fa dei servizi generici che tutti possono e dovrebbero fare, ma una che la
                comunità aveva scelto per tale servizio.

                Że została wybrana do pełnienia pewnych funkcji można wywnioskować z faktu iż
                zostaje nazwana "sługą" (diakonos), co znaczy, nie ta która spełnia jakieś tam
                posługi ogólne, które mogliby wykonywać wszyscy, ale ta którą wspólnota
                wybrała do pełnienia funkcji.

                « Febe fu presentata alla chiesa di Roma come una diconessa (una inserviente)
                della chiesa di Cencrea. Questo suggerisce che essa fosse stata stabilita
                dalla chiesa per rappresentare la congregazione in qualche servizio speciale,
                appropriato per una donna» (32) .

                Febe została przedstawiona kościołwi w Rzymie jako diaconesa (sługa) kościoła
                w Kenarea. To sugeruje ze została wyznaczona prze kościoł by go reprezentować
                w specjalnych funkcjach stosowanych dla kobiety.

                Chi serviva, anche se con molto zelo, non sempre veniva chiamato «servitore».
                Nello stesso Rm 16 troviamo Trifena e Trifosa e Perside che faticano nel
                Signore (v. 12), ma di loro non viene detto che sono « inservienti».

                Kto słuzył, nie zawsze był nazywany sługą. W tym samym liscie do Rzymian 16,
                znajdziemy Trifena i Trifosa i Porside, którzy trudzą się w Bogu (v. 12), ale
                o nich nie mówi sie jako o sługach.

                A mio parere la conclusione più logica è che Febe non era una semplice sorella
                devota, ma anche una donna scelta dalla chiesa per svolgere un servizio
                specifico.

                Moim zdaniem logiczny wniosek jest taki, że Febe nie była zwykła pobożną
                siostrą, lecz kobietą wybraną dla kościoła aby w nim pełnić specyficzna
                funkcję.


              • Gość: Monika Re: diakon czy diakonisa ? errata IP: *.chello.pl 19.11.03, 16:04
                W tekscie:
                Termin "diakonos" w LXX Nowego Testamentu nie wystepuje nigdy w rodz. żeńskim.
                Tylko w bardzo rzadkich przypadkach w literaturze klasycznej. Ale nigdy w
                koine. Także Febe (List do Rzymian 16,1) jest nazywana w rodzaju męskim.

                powinno być:

                Termin "diakonos" w Septuagincie i Nowym Testamencie ....

                przepraszam za błąd
          • Gość: barbinator Re: Spowiedź jako psychoanaliza IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 15.11.03, 10:26
            nadszyszkownik.kilkujadek napisał:

            >
            > Jestem przekonany, że 'wymagania' stawiane kościołom (nie mam na myśli tylko
            > Kościoła Katolickiego) przez zlaicyzowane, lub laicyzujące się, społeczeństwa
            > Zachodu (np. kapłaństwo kobiet, akceptacja seksu homoseksulnego,
            antykoncepcji,
            >
            > aborcji itp.) są tak naprawdę formułowane przez ludzi, którzy nie mają do
            tego
            > prawa i nie byliby w stanie dotrzymać swojej strony umowy.

            (...)

            > Tak naprawdę ostrożny konserwatyzm służy lepiej, niż niewczesna postępowość.


            Zgadzam się z tym co napisałeś.
            Uważam jednak także, że KK powinien uważnie wsłuchiwać się w głosy swoich
            wyznawców a raczej, w tym przypadku, wyznawczyń. O ile bowiem opinia kogoś
            takiego jak ja nie ma (i nie powinna mieć) żadnego znaczenia, to jeżeli wśród
            praktykujących katoliczek pojawi się wystarczająco duża grupa pragnących
            dostępu do funkcji kapłańskich - wtedy Kościół powinien poważnie ich żądania
            rozważyć, bez zasłaniania się twierdzeniami typu "tak ma być, bo zawsze tak
            było i my tak chcemy, amen"
            Ostrożny konserwatyzm - TAK (w tej sprawie i wielu innych zresztą też...)
            Konserwatyzm jako dogmat - NIE


            >
            > Jeśli już mowa o zmianach, mam wrażenie, że najwcześniej doczekamy
            > się 'odgrzeszenia' prezerwatywy i pigułek.


            Obyś i w tej sprawie się nie mylił...
            Pozdr. B.



            • Gość: BD Re: Spowiedź jako psychoanaliza IP: 195.136.36.* 15.11.03, 10:48
              Witam,

              Gość portalu: barbinator napisał(a):

              > praktykujących katoliczek pojawi się wystarczająco duża grupa pragnących
              > dostępu do funkcji kapłańskich - wtedy Kościół powinien poważnie ich żądania
              > rozważyć

              A jednak nie rozumiesz o co w tym sporze chodzi. Bo wcale nie chodzi o to, że
              jedna grupa wtrąca się w wewnętrzne sprawy innej.

              Zgadzasz się zapewne z twierdzeniem, że np. państwo powinno się wtrącąć w
              sytuację kobiety maltretowanej przez mężą, a nie tylko czekać aż mąż łaskawie
              wysłucha prośby żony o niemaltretowanie. Zgodnie z tą logiką rozumowania
              ateista z zewnątrz mógłby się wtrącać w dyskryminację kobiet w Kościele. Ale ta
              analogia jest zupełnie nietrafiona.

              Analogia jest nietrafiona, bo Kościół (i religia w ogóle) jest instytucją
              opartą na innym systemie aksjomatycznym niż rzeczywistość świecka. Dlatego np.
              zupełnie bzdurne są argumenty typu "kościół jest niedemokratyczny", to tak
              jakby się czepiać, że system ubezpieczeń społecznych jest "niemistyczny".

              Niektóre rozwiązania działają w kościele na zasadzie praw fizyki - nie
              polemizuje się z nimi, nie głosuje się nad ich zniesieniem, stanowią integralny
              element rzeczywistości (w danym systemie aksjomatycznym!). Co gorsza - tzw.
              Urząd Nauczycielski Koscioła jest takim demiurgiem od jedynie słusznej
              interpretacji tych praw fizyki.

              > wtedy Kościół powinien poważnie ich żądania rozważyć, bez zasłaniania się
              > twierdzeniami typu "tak ma być, bo zawsze tak było i my tak chcemy, amen"

              Kościół nie musi rozważać żadnych _żądań_, ale może wysłuchać próśb wiernych w
              kwestii nie objętem twardym rdzeniem systemu aksjomatycznego (np. celibat jest
              już poza rdzeniem).

              Żeby idea była lepiej zrozumiała: czy uważasz, że ONZ czy jakaś najpoteżniejsza
              organizacja na świecie powinna rozważać żądania ludzi by zmienić parę
              niewygodnych praw fizyki czy biologii, a nie zasłaniać się twierdzeniami: "tak
              ma być, bo zawsze tak było".

              pozdrawiam,

              BD
              • Gość: barbinator Re: Spowiedź jako psychoanaliza IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 15.11.03, 13:49
                Gość portalu: BD napisał(a):

                > Żeby idea była lepiej zrozumiała: czy uważasz, że ONZ czy jakaś
                najpoteżniejsza
                > organizacja na świecie powinna rozważać żądania ludzi by zmienić parę
                > niewygodnych praw fizyki czy biologii, a nie zasłaniać się
                twierdzeniami: "tak
                > ma być, bo zawsze tak było".
                >



                Hmmm, to ty uważasz, że Ziemia obraca się wokół Słońca dlatego że ONZ tak
                postanowiła? Ciekawa koncepcja...:))
                Bo przecież o tym iż kobiety nie mogą być kapłanami ktoś kiedyś zadecydował,
                czyż nie? A więc z tym Słońcem to jest tak samo...?
                A na poważnie:
                Zwracam twoją uwagę na fakt iż Kościół w przeszłości wielokrotnie zmieniał
                zdanie w kwestiach uznawanych za fundamentalne - niegdyś w sprawie wykonywania
                sekcji zwłok i w ogóle zabiegów chirurgicznych, później transfuzji krwi,
                jeszcze później transplantacji narządów. Nawet w kwestii aborcji zdanie KK
                ewoluowało przez wieki a jego obecne stanowisko jest stosunkowo świeżej daty.
                Podtrzymuję to co napisałam o ingerencji osób nie związanych z Kościołem w jego
                wewnętrzne sprawy (tak więc przykłady które podajesz to chyba nie do mnie?)
                Podtrzymuję też to, że jeśli Kościół poważnie traktuje swoją definicję
                jako "wspólnoty wiernych" to będzie się pod ich wpływem zmieniał. Co bynajmniej
                nie oznacza rewolucji - raczej powolną ewolucję. Potraktuj to jako moje
                osobiste zdanie: uważam, że prędzej czy później (raczej później) KK dopuści do
                kapłaństwa zarówno kobiety jak i gejów. Zmieni także swój stosunek do
                antykoncepcji (prędzej, dużo prędzej) oraz niektórych praktyk biomedycznych.
                Nie zmieni zdania w kwestii aborcji. Być może zmieni w kwestii tzw prawa do
                godnej śmierci.
                Pozdr. B.
                • Gość: Zły Wilk KK IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.11.03, 17:00
                  Rozumiem, że jako osoba spoza Koscioła masz trudności w odróżnianiu dogmatów od
                  rozwiązań technicznych i dlatego tak łatwo mylisz jedno z drugim. Kościół nie
                  jest ugrupowaniem reprezentującym wolę swoich członków, lecz organizacją, która
                  ma za zadanie głosić wolę Boga. Ta zaś nie zmienia się zgodnie z aktualną modą.
                  Gdyby KK zmienił zdanie w tak ważnej kwestii, zapewne przestałby być katolicki.
                  Wówczas jego miejsce zająłby nowy, bardziej konserwatywny Kościół, który
                  wyłoniłby się wskutek rozłamu w KK. Tak jak w Angli, gdzie dopuszczenie
                  kapłaństwa kobiet doprowadziło do rozłamu w Kosciele Aglikańskim i przejscia
                  częsci duchownych na katolicyzm.

                  KK liczy 2 tysiące lat i przetrwa jeszcze bardzo długo, tymczasem feminizm jest
                  tylko przejsciową modą, która wkrótce podzieli losy marksizmu jako kolejna
                  skompromitowana ideologia.

                  Pozdrawiam -
                  • Gość: barbinator Re: KK IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 16.11.03, 12:48
                    Gość portalu: Zły Wilk napisał(a):

                    > Rozumiem, że jako osoba spoza Koscioła masz trudności w odróżnianiu dogmatów
                    od
                    > rozwiązań technicznych i dlatego tak łatwo mylisz jedno z drugim.



                    Być może, jednak to co ja myślę jest dla KK równie mało istotne jak to, co np
                    ty myślisz o feminizmie jest dla feministek. Wątpię, by moje wątpliwości
                    spędzały sen z powiek hierarchom Kościoła. Byłoby natomiast niedobrze, gdyby
                    podobnie odnosili się do analogicznych rozterek wyrażanych przez swoich
                    współwyznawców - tych których sługami są/powinni być jako kapłani. Ponieważ
                    szanuję KK i dobrze mu życzę, mam więc nadzieję iż ich rozumienie kościoła jest
                    inne niż twoje - raczej w duchu ecclesia i communio niż pouczania i potępiania.



                    Kościół nie
                    > jest ugrupowaniem reprezentującym wolę swoich członków, lecz organizacją,
                    która
                    > ma za zadanie głosić wolę Boga. Ta zaś nie zmienia się zgodnie z aktualną
                    modą.



                    Najwyraźnie więc Bóg też cechuje się pewną elastycznością i jak każdy dobry
                    szef potrafi zmieniać swoją wolę - co zresztą tylko dobrze o nim świadczy.
                    Gdyby nie to, po dziś dzień za wykonywanie operacji chirurgicznym groziłaby
                    anatema w najlepszym, a spalenie na stosie w najgorszym razie.
                    Z woli Boga, rzecz jasna...




                    > Gdyby KK zmienił zdanie w tak ważnej kwestii, zapewne przestałby być
                    katolicki.



                    Mówisz o antykoncepcji, eutanazji czy kapłaństwie kobiet? A co z aborcją,
                    czyżby Koścół twierdzący za Augustynem iż płód zyskuje duszę dopiero ok. 3
                    miesiąca życia płodowego (nb zadziwiająca zgodność z obecnymi poglądami pro-
                    life...) nie był katolickim, jest nim dopiero teraz...?



                    > Wówczas jego miejsce zająłby nowy, bardziej konserwatywny Kościół, który
                    > wyłoniłby się wskutek rozłamu w KK. Tak jak w Angli, gdzie dopuszczenie
                    > kapłaństwa kobiet doprowadziło do rozłamu w Kosciele Aglikańskim i przejscia
                    > częsci duchownych na katolicyzm.



                    Podobnie jak część księży katolickich przechodzi do innych kościołów w wyniku
                    konfliktu sumienia spowodowanego odmiennym od obowiązującej opinią w kwestii
                    antykoncepcji. Tego typu spory są rzeczą nieuniknioną - co więcej, gdyby nie
                    one Kościół już dawno by upadł. To właśnie dyskusje i rozłamy świadczą o
                    żywotności ideologii, także ideologii religijnych - nie zaś wymarzona przez
                    niektórych katolików (a raczej pseudokatolików) "jedność ideowo-moralna".
                    OT - dotyczy to także feminizmu.





                    > KK liczy 2 tysiące lat i przetrwa jeszcze bardzo długo, tymczasem feminizm
                    jest
                    > tylko przejsciową modą, która wkrótce podzieli losy marksizmu jako kolejna
                    > skompromitowana ideologia.



                    A wiesz ty Macieju co ja myślę? Wydaje mi się, że tacy ateiści jak ja dużo
                    lepiej służą dobru Kościoła i okazują mu większy szacunek niż tacy katolicy jak
                    ty.
                    Żyjemy w kraju w którym jałowy, werbalny antykomunizm splata się u wielu ludzi
                    w nieszczęsną całość z podświadomymi ciągotkami w kierunku totalitaryzmu i
                    faryzejskim podejściem do doktryny wiary. To fatalne połącznie jest bardzo dla
                    Kościoła szkodliwe i robi mu więcej krzywdy niż cały feminizm, liberalizm,
                    marksizm i hmmm... barbinatoryzm razem wzięte. Ciekawie pisze o zbliżonym
                    zagadnieniu dominikanin o. T.Bartoś, gorąco ci polecam jego artykuł:
                    www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,1776311.html
                    To tacy mądrzy ludzie jak on są przyszłością KK - i to im życzę jak najlepiej.
                    Oby tylko ich głos nie zginął w tłumie głosicieli jedynej słusznej i odwiecznej
                    prawdy...
                    Dla zachęty wklejam fragment tekstu o.Bartosia:


                    "To, co w Kościele może także przeszkadzać w istotny sposób w rozwoju
                    dojrzałości ludzkiego sumienia, to tendencja do formalnego regulowania
                    wszystkich aspektów życia jego członków. Tam, gdzie oficjalnie i urzędowo chce
                    się rozstrzygać o wartości każdej potencjalnej sytuacji moralnej, osobiste
                    sumienie staje się przeszkodą. I jak w dzieciństwie mama mówiła małemu dziecku,
                    co dobre i co jest złe, a dziecko w sposób naturalny tego słuchało, tak i w
                    Kościele istnieje tendencja, by dorosłym mówić WSZYSTKO, co dobre i co złe. A
                    dzieci Kościoła specjalnie wyboru już nie mają. Problemem jest tu
                    owo "wszystko", bo to ono nie pozwala na dojrzewanie sumień, nie pozwala na
                    dorastanie, wyklucza samodzielny wybór, skoro nie ma już pytań i wątpliwości, a
                    są gotowe na wszystko odpowiedzi.

                    W takim klimacie myślący inaczej, samodzielnie, poddawani są naturalnej presji
                    społecznej. W sytuacjach drastyczniejszych kończyć się to może bardziej lub
                    mniej dotkliwymi karami kościelnymi. Idealnie więc w takim środowisku mają
                    szansę funkcjonować ludzie o postawach oportunistycznych, którzy nawet jeśli
                    swoje myślą, to się tym głośno nie dzielą. Dla przykładu, duchowny
                    niepodzielający opinii Magisterium na temat niedopuszczalności antykoncepcji
                    (co nie jest rzadkim przypadkiem) nie ma możliwości ani mówić o tym publicznie,
                    bo kwestionowałby nauczanie Kościoła, ani tym bardziej mówić o tym swoim
                    penitentom. Obowiązuje go dyscyplina w duchu czystego pozytywizmu prawnego.
                    Zobowiązany jest w ten sposób do postępowania wbrew własnemu sumieniu, bo jego
                    osobisty pogląd nie ma żadnego znaczenia: może go zachować dla siebie. W
                    świeckich firmach i organizacjach człowiek, który nie zgadza się z poglądami
                    swoich zwierzchników, może podać się do dymisji. Ta droga jednak jest dla
                    duchownego zamknięta. Strukturalnie więc jest on zobowiązany, patrząc od strony
                    jego własnego sumienia, do dawania fałszywego świadectwa."

                    Pozdr. B.



                    • Gość: Zły Wilk "pluralizm katolicki" IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.11.03, 21:40
                      Gość portalu: barbinator napisał(a):

                      > Najwyraźnie więc Bóg też cechuje się pewną elastycznością i jak każdy dobry
                      > szef potrafi zmieniać swoją wolę - co zresztą tylko dobrze o nim świadczy.

                      Odczytywanie woli Bożej jest rzeczą ludzką - ludzie natomiast bywają omylni.

                      > Podobnie jak część księży katolickich przechodzi do innych kościołów w wyniku
                      > konfliktu sumienia spowodowanego odmiennym od obowiązującej opinią w kwestii
                      > antykoncepcji. Tego typu spory są rzeczą nieuniknioną - co więcej, gdyby nie
                      > one Kościół już dawno by upadł.

                      Dziwnym trafem kryzys dotyka same "postępowe" koscioły. Są tak bardzo otwarte
                      na potrzeby wiernych, ale... stoją puste. Koscioły katolickie zaś są pełne.

                      > To właśnie dyskusje i rozłamy świadczą o
                      > żywotności ideologii, także ideologii religijnych - nie zaś wymarzona przez
                      > niektórych katolików (a raczej pseudokatolików) "jedność ideowo-moralna".
                      > OT - dotyczy to także feminizmu.

                      Religia nie jest ideologią, jak Ci to już kilkakrotnie tłumaczyłem. Ideologia
                      zawiera odpowiedź na pytanie o rolę wybranej grupy (narodu, klasy społecznej,
                      płci) w historii i receptę na naprawę świata. Religia tego wszystkiego nie
                      zawiera.


                      > Dla przykładu, duchowny
                      > niepodzielający opinii Magisterium na temat niedopuszczalności antykoncepcji
                      > (co nie jest rzadkim przypadkiem) nie ma możliwości ani mówić o tym
                      > publicznie,
                      > bo kwestionowałby nauczanie Kościoła...

                      Biedny o. Bartoś, nie rozumie podstawowych spraw. Protestanci wymyslili kilka
                      wieków temu, że każdy powinien czytać samodzielnie Biblię i ją interpretować.
                      Zaowocowało to szeregiem rozłamów w kościołach protestanckich, gdyż niedouczeni
                      iterpretatorzy twórczo rozwijali swoje "umiejętności". Tymczasem KK zachował
                      jedność własnie dzięki temu, że KK zastrzegł sobie monopol na interpretację
                      Biblii.

                      Teraz o. Bartoś proponuje, żeby każdy ksiądz po swojemu definiował grzech...
                      łatwo sobie wyobrazić, do jakiego chaosu by to doprowadziło. Proboszcz nie
                      pozwala mi na coś - to zmieniam parafię...

                      Pozdrawiam -
                      • sagan2 Re: 'pluralizm katolicki' 17.11.03, 09:06
                        Gość portalu: Zły Wilk napisał(a):


                        > Odczytywanie woli Bożej jest rzeczą ludzką - ludzie
                        > natomiast bywają omylni.

                        a skad wiesz, ze nie myla sie wlasnie w tej, konkretnej
                        sprawie (dowolnej)?


                        > Dziwnym trafem kryzys dotyka same "postępowe" koscioły.
                        > Są tak bardzo otwarte na potrzeby wiernych, ale...
                        > stoją puste. Koscioły katolickie zaś są pełne.

                        zartujesz??? w niemczech, zarowno koscioly protestanckie
                        ja i katolickie sa puste. pelne sa polskie koscioly...
                        ... a na zjezdzie ekumenicznym w tym roku w berlinie byly
                        niewymowne tlumy ludzi (wiem, bo przypadkiem bylam wtedy
                        w berlinie, na wlasne oczy widzialam). i nie byli to
                        wylacznie wierni katoliccy, zapewniam Cie!!

                        w kosciele protestanckim (poza pewnymi swietami) NIE ma
                        obowiazku uczestniczenia w mszy swietej w niedziele...
                        ... moze w kosciele katolickim tlumy sa zwiazane z
                        obowiazkiem, a nie z potrzeba?...


                        > Biedny o. Bartoś, nie rozumie podstawowych spraw.

                        rozumiem, ze gdy kosciol zmieni swe zdanie na temat
                        antykoncepcji, celibatu lub kaplanstwa kobiet - dolaczysz
                        do schizmy?
                      • Gość: barbinator Re: 'pluralizm katolicki' IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 17.11.03, 10:34
                        Gość portalu: Zły Wilk napisał(a):

                        > Dziwnym trafem kryzys dotyka same "postępowe" koscioły. Są tak bardzo otwarte
                        > na potrzeby wiernych, ale... stoją puste. Koscioły katolickie zaś są pełne.


                        Tylko w Polsce a i tu różnie to bywa. Byłeś kiedyś we Francji czy w Niemczech?


                        >
                        > Religia nie jest ideologią, jak Ci to już kilkakrotnie tłumaczyłem. Ideologia
                        > zawiera odpowiedź na pytanie o rolę wybranej grupy (narodu, klasy społecznej,
                        > płci) w historii i receptę na naprawę świata. Religia tego wszystkiego nie
                        > zawiera.


                        Tłumaczyłes, ale nie przekonałeś z prostego powodu: nie masz w tej sprawie
                        racji. Przypominam definicję: "ideologia (gr. idéa ‘idea, wizerunek’ +
                        lógos ‘nauka’) społ., polit. zamknięty system różnego rodzaju pojęć, idei oraz
                        koncepcji wspólnie wyznaczających cel i sposób działań lub określający poglądy
                        jednostki lub grupy ludzi."



                        > Biedny o. Bartoś, nie rozumie podstawowych spraw. Protestanci wymyslili kilka
                        > wieków temu, że każdy powinien czytać samodzielnie Biblię i ją interpretować.
                        > Zaowocowało to szeregiem rozłamów w kościołach protestanckich, gdyż
                        niedouczeni
                        > iterpretatorzy twórczo rozwijali swoje "umiejętności". Tymczasem KK zachował
                        > jedność własnie dzięki temu, że KK zastrzegł sobie monopol na interpretację
                        > Biblii.


                        Mam wrażenie iż protestanci równie mało przejmują się swoim "brakiem jedności"
                        jak Łotysze czy Estończycy przejmują się upadkiem Związku Radzieckiego. Widzisz
                        Macieju, spora część ludzi traktuje wiarę jako coś prywatnego i jest wolna od
                        mocarstwowo-totalitarnych ambicji wyrażających się choćby zachwytem nad tłumami
                        na pochodach pierwszomajowych, uups chciałam powiedzieć na mszach i miarowym
                        skandowaniem: papież, papież... (kiedyś było "partia-lenin, partia-lenin..."
                        (uwaga dla postronnych: nie, nie uważam by ludzie chodzili do kościoła gdyż są
                        hipokrytami. Spora część uczestniczących w mszach wierzy szczerze i
                        autentycznie, za co mają mojąrównie szcaerą sympatię i szacunek. Moje uwagi
                        dotyczą raczej ludzi widzących KK jako instytucję totalitarną i mierzących jego
                        znaczenie tak jak to kiedyś czynili komuniści.)



                        >
                        > Teraz o. Bartoś proponuje, żeby każdy ksiądz po swojemu definiował grzech...
                        > łatwo sobie wyobrazić, do jakiego chaosu by to doprowadziło. Proboszcz nie
                        > pozwala mi na coś - to zmieniam parafię...



                        Mam wrażenie, że gdybyś jednak przeczytał ten artykuł który ci poleciłam to nie
                        napisałbyś takiego głupstwa jak to powyżej. Ale oczywiście mogę się mylić...
                        Pozdr. B.



                        >
                        > Pozdrawiam -
                    • tad9 Do Barbinator 17.11.03, 23:02
                      Gość portalu: barbinator napisał(a):


                      > Najwyraźnie więc Bóg też cechuje się pewną elastycznością i jak każdy dobry
                      > szef potrafi zmieniać swoją wolę - co zresztą tylko dobrze o nim świadczy.
                      > Gdyby nie to, po dziś dzień za wykonywanie operacji chirurgicznym groziłaby
                      > anatema w najlepszym, a spalenie na stosie w najgorszym razie.
                      > Z woli Boga, rzecz jasna...

                      Droga B. po raz drugi w tym wątku proszę Cię o udzielenie informacji na temat,
                      który po raz drugi poruszasz. Chodzi mi o ową anatemę lub spalenie na stosie za
                      wykonywanie operacji chirurgicznych. Czy mogę prosić o jakieś szczegóły? (tylko
                      proszę - nie odpowiadaj pytaniem na pytanie!)

                      • Gość: barbinator Re: Do Barbinator IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 19.11.03, 08:36
                        Niestety, nie znam szczegółów - w tej kwestii liczyłabym raczej na ciebie.
                        W popularnych opracowaniach typu encyklopedia medycyny piszą tylko coś
                        o "potępieniu przez kościół" czy "sankcjach religijnych i obyczajowych".
                        Czytałam kiedyś o tym bardziej szczegółowo w akademickim podręczniku historii
                        medycyny - niestety, leży teraz na półce w domu moich rodziców a to na drugim
                        końcu Polski...
                        Jeśli ty znasz jakieś szczegóły, to chętnie poczytam.
                        Pozdr. B.
                        • tad9 Re: Do Barbinator 19.11.03, 15:45
                          Gość portalu: barbinator napisał(a):

                          > Niestety, nie znam szczegółów - w tej kwestii liczyłabym raczej na ciebie.

                          Takie właśnie miałem wrażenie.

                          > W popularnych opracowaniach typu encyklopedia medycyny piszą tylko coś
                          > o "potępieniu przez kościół" czy "sankcjach religijnych i obyczajowych".

                          A Ty wysnułaś z tego wniosek o paleniu na stosie .....


                          > Czytałam kiedyś o tym bardziej szczegółowo w akademickim podręczniku historii
                          > medycyny - niestety, leży teraz na półce w domu moich rodziców a to na drugim
                          > końcu Polski...

                          A co konkretnie wyczytałaś?

                          > Jeśli ty znasz jakieś szczegóły, to chętnie poczytam.

                          Pewne znam, ale jeszcze z nimi zaczekam.

                          > Pozdr.
                • Gość: maria Re: Spowiedź jako psychoanaliza IP: *.chello.pl 15.11.03, 17:41
                  zwłaszcza, że gejów w kościele trochę jest. nie chcę teraz ośmieszać
                  instytucji kościoła, tylko zwrócić uwagę na paradoks moralności w KK ad. np.
                  seksu. Częśc młodych mężczyzn przyjmujących święcenia to geje, którzy
                  schronili się w kościele ze względu na m.in. potępienie społeczne, czy to, że
                  sami nie mogli znieść faktu, że czują się w tym społeczeństwie inni - a
                  wszystko to wywoływane jest m. in. przez kościół (do, którego się schronili)
                  głoszący, że homoseksualizm to grzech (inna sprawa, że kościół zastanawiająco
                  dużo rozprawia o seksie, choć obowiązuje celibat, więc pojęcia o tym zielonego
                  nie mają a w każdym razie mieć nie powinni :( )Paradoksem jest skrywana
                  obłuda tych księży, którzy są gejami, ale nadal muszą mówić to, co w kościele
                  obowiązuje, przez co przyczyniają się do smutnych przeżyć kolejnych gejów,
                  którzy strasznie to przeżywają itd.itd.
                  ojej :(
                • tad9 Re: Spowiedź jako psychoanaliza 15.11.03, 21:29
                  Gość portalu: barbinator napisał(a):


                  > Zwracam twoją uwagę na fakt iż Kościół w przeszłości wielokrotnie zmieniał
                  > zdanie w kwestiach uznawanych za fundamentalne - niegdyś w sprawie
                  wykonywania
                  > sekcji zwłok i w ogóle zabiegów chirurgicznych, później transfuzji krwi,
                  > jeszcze później transplantacji narządów.

                  Zainteresowała mnie kwestia stosunku KK do sekcji zwłok. Mogę prosić o jakieś
                  szczegóły? Co wiesz na ten temat?



                • Gość: BD Re: Spowiedź jako psychoanaliza IP: 195.136.36.* 17.11.03, 09:36
                  Witam,

                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                  > Hmmm, to ty uważasz, że Ziemia obraca się wokół Słońca dlatego że ONZ tak
                  > postanowiła? Ciekawa koncepcja...:))

                  Nie jest to niezależne od woli ONZ, ale zależy od praw fizyki. Tak samo jak
                  status święceń kobiet nie zależy od woli wiernych, ale od woli Boga.

                  > Bo przecież o tym iż kobiety nie mogą być kapłanami ktoś kiedyś zadecydował,
                  > czyż nie? A więc z tym Słońcem to jest tak samo...?

                  No więc własnie Bóg zdecydował, a Urząd Nauczycielski tylko Jego decyzję
                  przekazuje. Dlatego Papież powiedział, że kościół nie ma prerogatyw by dopuścić
                  kobiety do kapłaństwa, tak jak np. ONZ nie ma prerogatyw by zmienić prawa
                  fizyki.

                  By było jeszcze jaśniej: zadaniem Kościoła jest utrzymanie depozytu wiary, nie
                  jest nią natomiast spełnianie zachcianek wiernych. Kościół bez mrugnięcia okiem
                  powie "do widzenia" 99% procentom wiernych, jeśli taka decyzja jest potrzebna
                  do ochrony depozytu.

                  > Zwracam twoją uwagę na fakt iż Kościół w przeszłości wielokrotnie zmieniał
                  > zdanie w kwestiach uznawanych za fundamentalne - niegdyś w sprawie
                  > wykonywania sekcji zwłok i w ogóle zabiegów chirurgicznych, później
                  > transfuzji krwi, jeszcze później transplantacji narządów

                  Chyba sobie żartujesz. To są trzeciorzędne sprawy techniczne, a nie żadne
                  kwestie fundamentalne. Zmiana stanowiska w kwestii technicznej nie oznacza
                  wcale zmiany w kwestii fundamentalnej. Np. mamy następującą kwestię
                  fundamentalną "nie zabijaj". I jednocześnie popieramy stoswanie jakiegoś leku
                  X. Potem okazuje się (postęp nauki etc.) że lek X jest bardzo szkodliwy. Tak
                  więc przestajemy popierać stosowanie leku X. Zmieniliśmy zdanie w kwestii leku
                  X, ale ta zmiana wynikała z tego, że nie zmieniamy zdania w kwestii
                  fundamentalnej. Tak to mniej-więcej działa.

                  > jeszcze później transplantacji narządów. Nawet w kwestii aborcji zdanie KK
                  > ewoluowało przez wieki a jego obecne stanowisko jest stosunkowo świeżej daty.

                  Wbrew pozorom nie tak bardzo - pogląd taki bazuje raczej na wiedzy opartej z
                  wyrywanych z kontekstu cytatów np. ze Św. Tomasza. Jak się tymczasem przyjrzymy
                  problemowi bliżej (polecam np. książki O. Jacka Salija) to się okaże, że już od
                  pierwszych wieków stanowisko KK było tu dość podobne.

                  pozdrawiam,

                  BD
                  • sagan2 Re: Spowiedź jako psychoanaliza 17.11.03, 10:05
                    Gość portalu: BD napisał(a):


                    > Nie jest to niezależne od woli ONZ, ale zależy od praw
                    > fizyki. Tak samo jak status święceń kobiet nie zależy
                    > od woli wiernych, ale od woli Boga.

                    > No więc własnie Bóg zdecydował, a Urząd Nauczycielski
                    > tylko Jego decyzję przekazuje. Dlatego Papież
                    > powiedział, że kościół nie ma prerogatyw by dopuścić
                    > kobiety do kapłaństwa, tak jak np. ONZ nie ma
                    > prerogatyw by zmienić prawa fizyki.

                    czy dobrze zrozumialam:
                    poniewaz nie ma nigdzie zapisanej "wiadomosci" od Boga,
                    ze kobiety moga byc kaplanami, wiec kosciol, respektujac
                    zasade "maksymalnego bezpieczenstwa" (jesli cos nie jest
                    zabronione, to nie jest automatycznie dozwolone; tylko
                    to, co "jawnie" dozwolone/zapisane jest niezabronione),
                    nie moze "wprowadzic" kaplanstwa kobiet?

                    jesli cos pomieszalam, to wytlumacz, prosze.

                    a jesli tak jest, to mozesz mi napisac, w jakis sprawach
                    obowiazuja tak rygorystyczne reguly (z przykladami, jesli
                    mozna)? przeciez kosciol reguluje bardzo wiele spraw,
                    ktore nie sa konkretnie ujete w biblii.
                    • Gość: BD Re: Spowiedź jako psychoanaliza IP: 195.136.36.* 17.11.03, 15:13
                      Witam,

                      sagan2 napisała:

                      > jesli cos pomieszalam, to wytlumacz, prosze.
                      > a jesli tak jest, to mozesz mi napisac, w jakis sprawach
                      > obowiazuja tak rygorystyczne reguly (z przykladami, jesli
                      > mozna)? przeciez kosciol reguluje bardzo wiele spraw,
                      > ktore nie sa konkretnie ujete w biblii.

                      Sagan, czy Ty jesteś katoliczką? Bo pytasz jakbyś nie wiedziała jak działa
                      Kosciół. Kryterium "ujęte w Biblii" jest może ważne dla zielonoświątkowca, w
                      kościele katolickiem są trzy filary: Biblia, Tradycja i Urząd Nauczycielski.
                      Dopiero po zrozumieniu jak cały potrójny mechanizm funkcjonuje, można
                      przystąpić do kwestii szczegółowych.

                      pozdrawiam,

                      BD
                      • sagan2 Re: Spowiedź jako psychoanaliza 17.11.03, 15:17
                        Gość portalu: BD napisał(a):


                        > Dopiero po zrozumieniu jak cały potrójny mechanizm
                        > funkcjonuje, można przystąpić do kwestii szczegółowych.

                        wytlumacz (albo podaj link), prosze, z pewnoscia sa tutaj
                        nie_katolicy
                        • Gość: BD www.google.com :-) n.txt IP: 195.136.36.* 18.11.03, 16:26
              • Gość: maria Re: Spowiedź jako psychoanaliza IP: *.chello.pl 15.11.03, 17:32
                Po pierwsze prawa fizyki były odkrywane stopniowo, na początku nauka ta pełna
                była mylnych hipotez. (co zostawiam do przemyśleń)
                po drugie dyskryminacja kobiet we wszelkich instytucjach i przejawach kultury,
                nie jest prawem fizyki, tylko nie zauważaniem drugiej płci, traktowaniem jej
                jako płeć podrzędną. A częśc kobiet nie chce być już traktowana jako płeć
                podrzędna, odkąd kapnęła się, że podrzędną nie jest, że ta podrzędność jest
                iluzją podtrzymywaną w kulturze dla bezpieczeństwa starego porządku
                społecznego.
                Rozumiem, że jeśli jesteś wierzący irytują cię takie postulaty. Jednak
                religia, wiara i organizacja kościelna (tworzona przez ludzi, a dokł. prawie
                samych mężczyzn) to dwie różne sprawy.
                W niektórych religiach wschodnich najwyższa istota, bóg, czy moc - wszystko w
                podobnym sensie jest androgeniczna (czyli nie ma płci)
                czy naprawdę istnieje ktoś, kto wierzy, że jeśli istnieje taka najwyższa moc,
                bóg, czy jak kto nazywa, to jest nim mężczyzna? :))))
                do tego pewnie biały...
                historię kościoła tworzyli mężczyźni, ludzie, a nie żadne bóstwa, więc nie
                wszystko co ksiądz (nie zawsze rewelacyjnie wykształcony na dodatek) mówi w
                kościele jest niepodważalną prawdą
                tak uważam
      • Gość: barbinator Re: Kapłaństwo kobiet? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 15.11.03, 10:05
        nadszyszkownik.kilkujadek napisał:

        > Tak właściwie: dlaczego? Jakie konkretnie pożytki odniosłybyście, Szanowne
        > Panie, z kapłaństwa kobiet? Jakie pożytki odniósłby Kościół Rzymskokatolicki?



        Mnie osobiście do niczego to nie byłoby potrzebne, bo księdzem i tak bym nie
        została...;)
        Jednak ta sytuacja to trochę tak jakby człowiek bardzo bogaty mówił bardzo
        biednemu, że pieniądze szczęścia nie dają.
        Cóż, może i nie dają ale jednak lepiej je mieć niż ich nie mieć, prawda?
        Z kapłaństwem kobiet jest podobnie: komuś przed kim te drzwi są, przynajmniej
        teoretycznie, otwarte łatwo jest mówić "a po co wam to potrzebne" do tych,
        których nie wpuszcza się nawet do przedpokoju...
        Pozdr. B.
        • nadszyszkownik.kilkujadek Re: Kapłaństwo kobiet? 15.11.03, 20:22
          Być może jest tak, jak to napisałaś. Chciałem jednak zwrócić uwagę, że ja na
          przykład (Ty też raczej nie) nie mógłbym zostać członkiem rady plemiennej, choć
          na terenie podlegającym tejże mogę jak najbardziej zamieszkać. I nic mi do
          tego, niestety, w jaki sposób ta rada jest obierana - choć zawsze chciałem być
          Indianinem.

          (-) Kilkujadek

          -
          Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
      • malvvina Re: Kapłaństwo kobiet? 19.11.03, 09:43
        niezwykle atrakcyjne zajecie : moglabym (i moje siostry w przeszlosci)
        studiowac podczas gdy lud z ciemnoty zdychal
        zdychal tez z glodu i wojen podczas gdy zakony i inne koscioly schronieniem
        byly i wyzsza srednia zycia (i przezycia) ich mieszkancom zapewnialy
        Moglabym zwlaszcza i zwlaszcza i glownie w ksiazkach siedziec zamiast dzieci
        rodzic
        moglabym uniknac sprzatania ktorego nienawidze (bo sluzba kaplanom ksiezom to
        jedyna domena dozwolona siostrom zakonnym n'est-ce pas - oprocz modlitywy
        oczywiscie)
        eeeeh
        Pewnikiem uniknelabym dzis glupich pytan w stylu : "a pokaz mi dorobek
        literacki kobiet od wiekow" bo i ksiegi pisac bym mogla (no bo kto pisal ksiegi
        jak nie religijni ?)


        > Tak właściwie: dlaczego? Jakie konkretnie pożytki odniosłybyście, Szanowne
        > Panie, z kapłaństwa kobiet? Jakie pożytki odniósłby Kościół Rzymskokatolicki?
        >
        > Pojawienie się nowej wyznawczyni 'poddaństwa kobiety' stanowi na tym forum
        > najmilszy przerywnik.
        >
        > (-) Kilkujadek
        >
        > -
        > Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
    • Gość: doku A przecież faktycznie to mężczyźni są obarczeni... IP: *.chello.pl 15.11.03, 19:25
      ... grzechem pierworodnym, czyli mówiąc językiem ewolucjonizmu, genetycznie
      zakodowana skłonnością do zła. Kobiety są wyposażone w instynkty skłaniające je
      do czynienia dobra
    • Gość: Kato Re: kobieta i grzech (?!) IP: 212.244.77.* 17.11.03, 09:51
      Ktoś już napisał, że nie ma takiego cudactwa, jak "religia judeo-chrześcijańska", ale obserwując tok dyskusji da się zauważyc, że wszyscy skupili się na
      analizowaniu chrześcijaństwa, a konkretnie KK, natomiast pominęli owo "judeo". W judaizmie, jak i w odszczepieńczej jego wersji - islamie - kobieta jest trktowana
      nieporównywalnie gorzej niż w chrześcijaństwie, a zwłaszcza w katolicyzmie. Przecież to nie katolicy - mężczyźni w ocdziennej porannej modlitwie dziękują Bogu,
      że nie stworzył ich kobietą (ani inną istotą posledniejszego rodzaju).
      Dlaczego uczesnicy forum nie zajmą się żydami i ich dyskryminacją kobiet? Czyżby Kościół był łatwiejszym celem, bo Jego atakowanie jest "trendy" i na topie? Czy
      dlatego, że jest w konflikcie z pomysłami na życie feministek? Ale przecież to nie w kościołach są osobne sale modlitw dla kobiet i mężczyzn. To nie katolicy każą
      kobietom zasłaniać twarze. A kto słyszał o imamie - kobiecie? To Szanownych Pań Feministek nie drażni? Huzia na KK, bo tak łatwiej i politycznie poprawniej?
      Gratuluję odwagi.
      Serdeczności
      • Gość: barbinator Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 17.11.03, 11:45
        Gość portalu: Kato napisał(a):

        > W judaizmie, jak i w odszczepieńczej jego wersji - islamie -



        Czy mógłbyś jakos rozwinąć ten wątek? Nie spotkałam się jak dotąd z opinią
        mówiącą o pochodzeniu islamu od judaizmu. Czy to znaczy, że Mahomet był Żydem?




        kobieta jest trkto
        > wana
        > nieporównywalnie gorzej niż w chrześcijaństwie, a zwłaszcza w katolicyzmie.



        Dlaczego "a zwłaszcza" - czy to ma znaczyć, że w katolicyzmie kobieta jest
        traktowana lepiej niż w iinych wyznaniach chrześcijańskich? Możesz podać jakieś
        konkretne przykłady?



        Prz
        > ecież to nie katolicy - mężczyźni w ocdziennej porannej modlitwie dziękują
        Bogu
        > ,
        > że nie stworzył ich kobietą (ani inną istotą posledniejszego rodzaju).
        > Dlaczego uczesnicy forum nie zajmą się żydami i ich dyskryminacją kobiet?



        Pewno dlatego, że większość z nich nigdy żywego Żyda nie widziała na oczy...
        Z podobnych powodów np na forum Ogrody rozmawia się o uprawie jabłoni czy śliw,
        a nie rozmawia się o uprawie palm daktylowych.



        Czyżb
        > y Kościół był łatwiejszym celem, bo Jego atakowanie jest "trendy" i na topie?



        Nie sądzę. Czasami natomiast mam wrażenie, że przedstawianie potężnego
        polskiego Kościoła jako biednej małej sierotki którą wszyscy gwałcą, od
        jakiegoś czasu zaczyna być trendy...



        C
        > zy
        > dlatego, że jest w konflikcie z pomysłami na życie feministek?



        No, jeśli istotnie KK "jest w konflikcie z pomysłami na życie feministek" to
        raczej trudno się dziwić, że one go atakują, nie sądzisz? To chyba zupełnie
        racjonalne zachowanie.





        Ale przecież to
        > nie w kościołach są osobne sale modlitw dla kobiet i mężczyzn. To nie
        katolicy
        > każą
        > kobietom zasłaniać twarze. A kto słyszał o imamie - kobiecie? To Szanownych
        Pań
        > Feministek nie drażni? Huzia na KK, bo tak łatwiej i politycznie poprawniej?
        > Gratuluję odwagi.


        Widzisz, ilekroć (a zdarza się to dość często) na forum dyskutujemy kwestie
        sytuacji kobiet w innych niż europejska kulturach to zaraz ktoś wyjeżdża z
        uwagą w stylu "a co was to obchodzi, to inna kultura i wam wredne feministki
        nic do tego". Natomiast jak rozmawiamy o tym co "tu i teraz" to....
        ...przeczytaj swój post, to będziesz wiedział, co...
        Wniosek: ludziom trudno dogodzić, zaś generalnie wszystko co robią i mówią
        feministki zawsze jest złe i głupie z definicji.
        Pozdr. B.






        • Gość: Kato Re: kobieta i grzech (?!) IP: 212.244.77.* 17.11.03, 13:41
          Droga Barbinator, napisałaś:

          > W judaizmie, jak i w odszczepieńczej jego wersji - islamie -

          Czy mógłbyś jakos rozwinąć ten wątek? Nie spotkałam się jak dotąd z opinią mówiącą o pochodzeniu islamu od judaizmu. Czy to znaczy, że Mahomet był Żydem?

          Nie chcę wybiegać przed szereg. Lepiej zrobił to Paul Johnson w "Historii Żydów". Polecam.


          kobieta jest trkto > wana > nieporównywalnie gorzej niż w chrześcijaństwie, a zwłaszcza w katolicyzmie.

          Dlaczego "a zwłaszcza" - czy to ma znaczyć, że w katolicyzmie kobieta jest traktowana lepiej niż w iinych wyznaniach chrześcijańskich? Możesz podać jakieś
          konkretne przykłady?

          No niezupełnie, ale w żadnym innym wyznaniu chrześcijańskim nie ma tak silnego kultu Matki Boskiej - jak by nie było kobiety - a co za tym idzie częściowego
          przenoszenia należnej Jej czci na ogół kobiet.

          Prz > ecież to nie katolicy - mężczyźni w ocdziennej porannej modlitwie dziękują Bogu > , > że nie stworzył ich kobietą (ani inną istotą posledniejszego rodzaju). >
          Dlaczego uczesnicy forum nie zajmą się żydami i ich dyskryminacją kobiet?

          Pewno dlatego, że większość z nich nigdy żywego Żyda nie widziała na oczy... Z podobnych powodów np na forum Ogrody rozmawia się o uprawie jabłoni czy
          śliw, a nie rozmawia się o uprawie palm daktylowych.

          Tak, ale wystarczy nieco poczytać i sprawa staje się jasna. I jeżeli już jakiś temat drążymy, na samym początku zaznaczając, że jest on szerszy
          (judeo-chrześcijańska, a w konwencji Ogrodów: o uprawie palm i śliw), to konsekwencje też są oczywiste.

          Czyżb > y Kościół był łatwiejszym celem, bo Jego atakowanie jest "trendy" i na topie?

          Nie sądzę. Czasami natomiast mam wrażenie, że przedstawianie potężnego polskiego Kościoła jako biednej małej sierotki którą wszyscy gwałcą, od jakiegoś czasu
          zaczyna być trendy...

          Możliwe, ale częste atakowanie Kościoła jest faktem, temu chyba nie można zaprzeczyć? A ja wcale nie przedstawiam KK jako "biednej małej sierotki którą wszyscy
          gwałcą".

          C > zy > dlatego, że jest w konflikcie z pomysłami na życie feministek?

          No, jeśli istotnie KK "jest w konflikcie z pomysłami na życie feministek" to raczej trudno się dziwić, że one go atakują, nie sądzisz? To chyba zupełnie racjonalne
          zachowanie.

          Niewykluczone, ale gdzie miejsce na tolerancję? Przecież nie zgadzając się z kimś nie trzeba od razu go zwalczać.

          Ale przecież to > nie w kościołach są osobne sale modlitw dla kobiet i mężczyzn. To nie katolicy > każą > kobietom zasłaniać twarze. A kto słyszał o imamie -
          kobiecie? To Szanownych Pań > Feministek nie drażni? Huzia na KK, bo tak łatwiej i politycznie poprawniej? > Gratuluję odwagi.

          Widzisz, ilekroć (a zdarza się to dość często) na forum dyskutujemy kwestie sytuacji kobiet w innych niż europejska kulturach to zaraz ktoś wyjeżdża z uwagą w
          stylu "a co was to obchodzi, to inna kultura i wam wredne feministki nic do tego". Natomiast jak rozmawiamy o tym co "tu i teraz" to.... przeczytaj swój post, to
          będziesz wiedział, co...
          Wniosek: ludziom trudno dogodzić, zaś generalnie wszystko co robią i mówią feministki zawsze jest złe i głupie z definicji.

          Nie znajduję w moim poście nic, co można by uznać za usprawiedliwienie podsumowania przez Ciebie mojego stanowiska. Zwłaszcza zdania: "wszystko co robią i
          mówią feministki zawsze jest złe i głupie z definicji". Chodziło mi o konkretną sprawę i o tym była mowa. I, zdaje się, to ja poruszam kwestię traktowania kobiet w
          innych kulturach i to jako rozwinięcie kwestii poruszonej przez Marię. A chyba to forum nie ma za zadanie ograniczania się wyłącznie do spraw polskich czy
          katolickich?
          A poza tym: skąd wiesz, że ja jestem on, a nie ona?
          Serdeczności
          • Gość: barbinator Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 19.11.03, 09:15
            Gość portalu: Kato napisał(a):

            >
            > Nie chcę wybiegać przed szereg. Lepiej zrobił to Paul Johnson w "Historii
            Żydów
            > ". Polecam.


            Dziękuję, być może kiedyś tam zajrzę. Czy jednak mógłbyś tak w kilku zdaniach
            streścić o co w tym chodzi? Przyznasz chyba, że teza o pochodzeniu islamu od
            judaizmu brzmi dla laika (którym jestem) dość sensacyjnie. Oczywiście nie
            wątpię w to, że istniały różnorodne kulturowe oddziaływania wśród ludów
            semickich - ale jednak określenie islmu jako wersji judaizmu wymagałoby
            bardziej poważnego uzasadnienia.



            > No niezupełnie, ale w żadnym innym wyznaniu chrześcijańskim nie ma tak
            silnego
            > kultu Matki Boskiej - jak by nie było kobiety - a co za tym idzie częściowego
            > przenoszenia należnej Jej czci na ogół kobiet.



            Jakby to powiedzieć... Przyjmuję argument, ale się z nim nie zgadzam...:)


            >
            > Tak, ale wystarczy nieco poczytać i sprawa staje się jasna. I jeżeli już
            jakiś
            > temat drążymy, na samym początku zaznaczając, że jest on szerszy
            > (judeo-chrześcijańska, a w konwencji Ogrodów: o uprawie palm i śliw), to
            konsek
            > wencje też są oczywiste.



            Zgoda, tylko że trudno mieć pretensje do uczestników dyskusji o to, że nie
            poruszają wszelkich możliwych aspektów zagadnienia. Akurat ten wątek dotyczy
            pozycji kobiety w KK, nie zaś w judaizmie czy islamie. Jeśli odczuwasz
            niedosyt, to możesz napisać obszerny post na interesujący cię temat - tak jak
            to zrobiła Monika. Chetni do dyskusji zapewne się znajdą.



            >
            > Możliwe, ale częste atakowanie Kościoła jest faktem, temu chyba nie można
            zaprz
            > eczyć?


            Zaprzeczę. Nie uważam, by każda krytyka była równoznaczna z atakowaniem.
            Mam wrażenie, że część ludzi Kościołą reaguje przesadnie na krytykę, nawet
            życzliwą i pełną szacunku. Są w tym zresztą podobni do części feministek, które
            też czasami odbierają rzeczową krytykę jako atak. Tyle tylko, że feministki
            polskie to stosunkowo nieliczne i słabe ugrupowanie u którego jakoś łatwiej
            zrozumieć kompleks oblężonej twierdzy, zwłaszca że istotnie akurat one bywają
            często krytykowane bardzo ostro i mało merytorycznie. KK zaś to potęzna
            instytucja, która nie powinna nerwowo reagować na byle zaczepkę.




            >
            > Niewykluczone, ale gdzie miejsce na tolerancję? Przecież nie zgadzając się z
            ki
            > mś nie trzeba od razu go zwalczać.



            Oczywiście, że nie trzeba... Tylko pokaż mi gdzie na tym wątku ktoś
            próbuje "zwalczać Kościół" ;)



            >
            > Nie znajduję w moim poście nic, co można by uznać za usprawiedliwienie
            podsumow
            > ania przez Ciebie mojego stanowiska. Zwłaszcza zdania: "wszystko co robią i
            > mówią feministki zawsze jest złe i głupie z definicji". Chodziło mi o
            konkretną
            > sprawę i o tym była mowa. I, zdaje się, to ja poruszam kwestię traktowania
            kob
            > iet w
            > innych kulturach i to jako rozwinięcie kwestii poruszonej przez Marię. A
            chyba
            > to forum nie ma za zadanie ograniczania się wyłącznie do spraw polskich czy
            > katolickich?



            Na tym forum każdy może pisać o czym mu się podoba. NIewskazane jest tylko imho
            artykułowanie pretensji do innych, że dyskutują na "niewłaściwy" temat a
            zwłaszcza interpretowanie tego w taki sposób jak ty to zrobiłeś (m.in. "Huzia
            na KK, bo tak łatwiej i politycznie poprawniej? > Gratuluję odwagi")

            Po prostu: dyskutuj i daj dyskutować innym...



            > A poza tym: skąd wiesz, że ja jestem on, a nie ona?


            A kto jesteś? Po prostu napisz, będzie łatwiej...
            Pozdr. B.


            > Serdeczności
            • Gość: Bowke Re: kobieta i grzech (?!) IP: 212.244.77.* 19.11.03, 13:13
              Czy jednak mógłbyś tak w kilku zdaniach streścić o co w tym chodzi? Przyznasz
              chyba, że teza o pochodzeniu islamu od judaizmu brzmi dla laika (którym jestem)
              dość sensacyjnie. Oczywiście nie wątpię w to, że istniały różnorodne kulturowe
              oddziaływania wśród ludów semickich - ale jednak określenie islmu jako wersji
              judaizmu wymagałoby bardziej poważnego uzasadnienia.

              No przecież Kato napisał/a, że Johnson wyjaśnia dokładnie. Ja też czytałem
              Johnsona. Sama zajrzyj, to będziesz wiedziała o czym mowa. Nie każdy ma czas
              przepisywać książki. Nie leń się!


              Napisałaś: „trudno mieć pretensje do uczestników dyskusji o to, że nie
              poruszają wszelkich możliwych aspektów zagadnienia. Akurat ten wątek dotyczy
              pozycji kobiety w KK, nie zaś w judaizmie czy islamie.”

              A właśnie nieprawda. Przeczytaj dokładnie post Marii i nie dokonuj
              nadinterpretacji. Ona napisała: „W religii judeo - chrześcijańskiej kobieta
              została obarczona winą za grzech pierworodny, za co miała być na nią nałożona
              kara m.in. podległości mężczyźnie. Dla mnie to jedna z największych hańb
              cywilizacji opartej na tej religii. Fantastycznie skonstruowana wygodna wymówka
              dla poddaństwa kobiety, dla usprawiedliwiania krzywdzenia kobiet, obarczania
              ich winą za wszystko (patrz choćby aborcja, która może być zalegalizowana lub
              nie wyłącznie przez mężczyzn, bo ich na razie u władzy jest więcej), kobieta
              jest zawsze "sama sobie winna", kto widzi jszcze jakieś przykłady? itp...
              (możecie sprawdzić - księga rodzaju rozdz3 wers 16). jestem strasznie wkurzona
              jak o tym myślę. jak wybacza się takie rzeczy? (już ponad dwa tysiące lat
              takich rzeczy?)” I tylko ostatnie zdanie jest nawiązaniem do chrześcijaństwa,
              ale wcale nie do katolicyzmu. O ile wiem, Księga Rodzaju to część Pięcioksięgu,
              wchodzącego w skład Tory i uznawanego także przez islam. Dlaczego więc
              twierdzisz, że mowa o KK?

              Piszesz także: „Na tym forum każdy może pisać o czym mu się podoba. NIewskazane
              jest tylko imho artykułowanie pretensji do innych, że dyskutują
              na "niewłaściwy" temat a zwłaszcza interpretowanie tego w taki sposób jak ty to
              zrobiłeś (m.in. "Huzia na KK, bo tak łatwiej i politycznie poprawniej? >
              Gratuluję odwagi")
              Po prostu: dyskutuj i daj dyskutować innym...

              Ale piszesz również: „Jeśli odczuwasz niedosyt, to możesz napisać obszerny post
              na interesujący cię temat - tak jak to zrobiła Monika. Chetni do dyskusji
              zapewne się znajdą”.

              No to jak to jest naprawdę? Można pisać o czym się chce, czy trzeba pisać o
              czym Ty chcesz? Oj, feministki! (Tylko nie pisz, że nie jesteś feministką, bo
              pęknę ze śmiechu i będziesz miała mnie na feministycznym sumieniu!)

              Gduńsci Bowke


              • Gość: barbinator Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 19.11.03, 15:16
                Gość portalu: Bowke napisał(a):

                >
                > No przecież Kato napisał/a, że Johnson wyjaśnia dokładnie. Ja też czytałem
                > Johnsona. Sama zajrzyj, to będziesz wiedziała o czym mowa. Nie każdy ma czas
                > przepisywać książki. Nie leń się!



                Nie potrzebuję dokładnych wyjasnień. Zadowolę się niedokładnym - wystarczy
                kilka zdań. A jeśli nie chce ci się pisać, to bez urazy - ale po co się
                wtrącasz, tylko po to by sobie trochę pomarudzić?




                >
                > A właśnie nieprawda. Przeczytaj dokładnie post Marii i nie dokonuj
                > nadinterpretacji.



                Czy ty na pewno wiesz co znaczy słowo "nadinterpretacja"? Zapewniam cię, że
                niczego takiego nie dokonałam.



                I tylko ostatnie zdanie jest nawiązaniem do chrześcijańs
                > twa,
                > ale wcale nie do katolicyzmu. O ile wiem, Księga Rodzaju to część
                Pięcioksięgu,
                > wchodzącego w skład Tory i uznawanego także przez islam. Dlaczego więc
                > twierdzisz, że mowa o KK?



                Zapewne dlatego tak twierdzę, szanowny panie czepialski, że cały ten dość długi
                wątek - jakie by nie były intencje jego założycielki - dziwnym trafem obraca
                się wokół KK i jego stosunku do kobiet, zwłaszcza kapłaństwa kobiet. Być może
                Maria chciała rozmawiać o judaizmie, islamie, buddyzmie a nawet kulcie Elvisa
                Presleya, jednak tak się złożyło, że dyskusja potoczyła się inaczej.



                >
                > Piszesz także: „Na tym forum każdy może pisać o czym mu się podoba. NIews
                > kazane
                > jest tylko imho artykułowanie pretensji do innych, że dyskutują
                > na "niewłaściwy" temat a zwłaszcza interpretowanie tego w taki sposób jak ty
                to
                >
                > zrobiłeś (m.in. "Huzia na KK, bo tak łatwiej i politycznie poprawniej? >
                > Gratuluję odwagi")
                > Po prostu: dyskutuj i daj dyskutować innym...
                >
                > Ale piszesz również: „Jeśli odczuwasz niedosyt, to możesz napisać obszern
                > y post
                > na interesujący cię temat - tak jak to zrobiła Monika. Chetni do dyskusji
                > zapewne się znajdą”.
                >
                > No to jak to jest naprawdę?



                Naprawdę jest tak jak napisałam i doprawdy ciekawi mnie gdzie ty widzisz
                jakąkolwiek niespójność czy niekonsekwencję w przytoczonych cytatach. Mogę
                nawet powtórzyć: na forum możesz zaproponować dowolny temat w ramach wątku albo
                stworzyć własny wątek, nie pochwalam natomiast (to moja prywatna opinia do
                której jak sądzę mam prawo) pouczania dyskutantów na zasadzie "co z tego, że w
                Trąbkach Wielkich pobili listonosza skoro w Ameryce biją murzynów i o tym
                należy rozmawiać, bo to jest ważniejsze"



                Można pisać o czym się chce, czy trzeba pisać o
                > czym Ty chcesz? Oj, feministki! (Tylko nie pisz, że nie jesteś feministką, bo
                > pęknę ze śmiechu i będziesz miała mnie na feministycznym sumieniu!)


                Nie jestem feministką.
                Pozdr. B.



                >
                > Gduńsci Bowke
                >
                >
                • Gość: maria Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.chello.pl 22.11.03, 20:08
                  miałam na myśli KK, ponieważ wyznawców tej religii jest najwięcej w naszym
                  kraju. Ale jeśli mowa o innych religiach, też nie jest najlepiej jeśli chodzi
                  o "miejsce" kobiety.
                  to męskie wizje świata. i nie widzę w tym nic złego, pod warunkiem, że kobiety
                  stworzą wizję świata własną.
                  • Gość: Zły Wilk wizja feministyczna IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.11.03, 00:56
                    Gość portalu: maria napisał(a):


                    > to męskie wizje świata. i nie widzę w tym nic złego, pod warunkiem, że
                    kobiety
                    > stworzą wizję świata własną.

                    Tymczasem, w poście "idźmy dalej" stworzyłem dla Was feministyczną wizję
                    teologii chrześcijańskiej. Jak Ci się podoba? Może być? :-)
                    Pozdrawiam -
    • Gość: Monika Re: czyj grzech ? 1 IP: *.chello.pl 18.11.03, 02:09
      ORDYNACJA KOBIET - ŻYJĄCĄ TRADYCJĄ
      Dorothea McEwan
      ‘Pogranicza wrazliwosci w literaturze i kulturze’, Part II, Inga Iwasiow,
      Piotr Urbanski (eds.), Szczecin University Press 1999, pp. 111-128.

      Wstęp: feminizm, tradycją i teologia.
      Teologia feministyczna proponuje analizę teologii, krytykę teorii, namysł nad
      wzorcami i praktyką religii, a także model uprawiania teologii na sposób
      przekształcający. Aby zilustrować to złożone zadanie, wybrałam jako przykład
      problem ordynacji kobiet do urzędowego kapłaństwa w Kościele rzymskokatolickim.

      Ekklesia - wspólnota, założona przez Jezusa Chrystusa i wezwana do
      zaprzestania rozróżniania pomiędzy kobietami a mężczyznami, niewolnikami i
      wolnymi, wrogami a przyjaciółmi (Ga 3, 28) - w swej długiej historii stała się
      narzędziem ekskluzji połowy swoich członków. Urzędy diakona, prezbitera i
      biskupa są niedostępne dla kobiet, a zastrzeżone dla mężczyzn-celibatariuszy.
      Klerykalna kasta wyższa odmawia kobietom dostępu do tych urzędów oraz
      pełnienia ich, powołując się na jednostronnie
      interpretowaną "tradycję", "autorytet" i nauczanie Ewangelii. W rzeczywistości
      ujawnia to jedynie całą gamę argumentów socjologicznych, psychologicznych i
      antropologicznych opartych na lęku umacniającym dyskryminację, którą Jezus
      Chrystus pragnął zlikwidować.

      Wizja równości i prawo do niej muszą przekroczyć barierę retoryki. Mężczyźni i
      kobiety pragną wspólnie uczestniczyć w podejmowaniu decyzji. Chcą chronić
      swoje prawa i kierować własnym życiem. Na arenie społeczno-politycznej
      wywołało to szeroki ruch społeczny, w teologii zaś pojawienie się teologii
      wyzwolenia, opartej na podstawowej idei, że (w kontekście Ameryki Łacińskiej)
      ubodzy mogą uprawiać teologię i angażować się w refleksję teologiczną
      prowadzącą do radykalnego procesu uczestniczenia. Ludzie zrozumieli, że
      osobiste decyzje życiowe nie mogą być pozostawiane osobom stojącym na zewnątrz
      czy określane przez ekspertów z dziedziny religii, edukacji, profesji itp.
      Jeśli decyzje są pozostawiane "ekspertom", dochodzi do sprzeczności, a decyzje
      stają się szkodliwe, gdyż idee i wizje ludzi są błędnie określane, a "słuszne"
      decyzje są im narzucane z zewnątrz. Tekst - Ewangelia - jest ważny, ale
      istotny jest również kontekst, w którym jest on osadzony, przeżywany i
      przemyśliwany. Kiedy ludzie zrozumieli, że decyzje podejmowane w Rzymie czy
      gdziekolwiek poza ich własnym kontekstem są szkodliwe, rozmijają się z ich
      lokalnymi potrzebami, zdali sobie sprawę, iż ich duchowe potrzeby nie mogą
      dłużej być zaspokajane przez istniejące struktury.

      Chociaż teologowie wyzwolenia jasno zdali sobie sprawę z wyrządzanej ludziom
      niesprawiedliwości, nie zauważyli, że podobna niesprawiedliwość spotykał ze
      strony państwa i Kościóła kobiety. Uświadomienie sobie tego faktu zrodziło
      teologię feministyczną.

      W celu zgłębienia naszego tematu niezbędne jest przygotować narzędzi,
      zdefiniowanie feminizmu i teologii. "Feminizm pojmuje patriarchię jako
      wielowarstwowy system dominacji, oparty o panowanie mężczyzn nad kobietami,
      ale obejmujący również klasy, rasy i pokoleniowe hierarchie, klerykalizm,
      wojnę i panowanie nad naturą" (3). Feminizm jest więc analizą społeczeństwa
      dokonywaną z perspektywy kobiet, radykalnym stwierdzeniem, że kobiety są
      ludźmi a nie zwierzętami, prawną mniejszością, jucznymi bydlętami. Teologia
      feministyczna określa kobiety i mężczyzn jako równo stworzonych i "potępia
      męską dominację nad kobietami jako grzech" (4).Zadanie zdemontowania wzorów
      chrześcijaństwa patriarchalnego polega na zrekonstruowaniu radykalnie różnego
      rozumienia kluczowych prawd (Bóg, ludzkość, mężczyzna i kobieta, grzech i
      upadek, Chrystus i odkupienie).

      Przedstawiciele chrześcijańskiego feminizmu, obojga płci, pracują nad
      zakorzenieniem doświadczenia religijnego w "tu i teraz" i umieszczaniem
      intuicji teologicznych w tym samym kontekście. Jeśli ktoś wierzy w przesłanie
      zbawienia, przesłanie wiary chrześcijańskiej, wówczas feminizm proponuje mu
      krytykę współczesnej patriarchalnej i kyriarchalnej teologii(5). Zadaniem
      hierarchii nie jest poszukiwanie władzy, ale poszukiwanie możliwości zmiany
      swoich poglądów. Jeżeli Kościół jako instytucja nie może sam się zreformować i
      iść z duchem czasu, może zaprzestać spełniać rolę duchowego przewodnika i
      zostać opuszczony. Istotny Kościół - wierni - będzie szedł porzucając stare
      bukłaki, podobnie jak chrześcijaństwo judaizm.

      Teologia feministyczna dostarcza narzędzi potrzebnych do przejścia od
      pojmowania religii jako kontroli życia i świata do rozumienia jej jako
      ceniącej współudział wszsytkich. Feminizm nie pragnie uczynić z kobiety
      centrum świata, ale doprowadzić go do równowagi, proponując drogę wyjścia z
      dawnego dualizmu i dyskryminacji, doprowadzenie do inkluzji i wzajemności.

      Tradycja - przekazywanie opowieści, przekonań, praktyki - jest zdrową drogą
      włączenia do naszego doświadczenia mądrości przodków. Staje się ona niezdrowa,
      gdy przeszłości pozwala się żyć tylko w jednostronnym obrazie, nazwanym
      prawdziwym, a teraźniejszość z całą jej płynnością i zmiennością uważana się
      za zakłócającą dla tego, co nazywa się prawdą. Ale prawda nie może być
      ucieczką, fakty historyczne wyjdą na jawo, są one elementami obrazu, do
      którego pełni mamy dążyć. Słynna jest wypowiedź Gustava Mahlera przeciwko
      niewolniczemu trzymaniu się tradycji: "Tradycją nie jest czczeniem popiołu,
      ale podtrzymywaniem ognia".

      Większość tego, co tradycyjnie nazywamy teologią, "dotyczyło wyłącznie sfery
      umysłu. Tym, co dla mnie charakteryzuje teologię feministyczną jest włączenie
      w proces uprawiania teologii pozostałych sfer człowieczeństwa oraz naszych
      doświadczeń [...], by dokonywać refleksji teologiczej obejmującej umysł, ciało
      i doświadczeniami, oraz by budować wspólnoty, w których jest dla nas miejsce"
      (6). Historyczne doświadczenie kobiet "jest normatywne tak dalece, jak uznaje
      jako częściowe tradycyjne przedstawienie «ludzkiego» doświadczenia i dodaje do
      niego całe nowe wymiary [...]; demaskuje [również] patriarchalną teologię za
      to, czym ona jest, jako pół-teologię [half a theology]" w celu, jak określa to
      Pamela Dickie Young, "uczynienia jej całą"(7).

      Struktura i rozwój

      Pochodzę z mizogynicznej tradycji ekskluzji w Kościele rzymskokatolickim.
      Problemem nas, kobiet w Kościele, była relacja pomiędzy Kościołem-strukturą i
      jego rozwojem. Kościół stanowił wszechpotężną strukturę, ogłaszającą prawa i
      przepisy oraz zadającą cierpienie tym, którzy je złamali. Jednocześnie
      pojawiał się opór, nonkonformizm, niezgoda, zdrowa postawa stawiająca trudne
      pytanie: Dlaczego władza tej struktury chce zmusić mnie do określonego
      zachowania, skoro moje własne doświadczenie mówi mi, że to ja mam rację, nie
      ona?

      Historia oporu, niezgody, samodzielnego myślenia jest tak dawna, jak historia
      Kościoła. Jednakże jest to jej pomijany aspekt. Ci, którzy stawiali opór byli
      marginalizowani, określani mianem heretyków, zagubionych, a nawet bezbożników,
      pogan, członków sekt. Krótko mówiąc, historia Kościoła została napisana przez
      zwycięzców. Mężczyźni, kobiety i dzieci byli mordowani w dwunasto- i
      trzynastowiecznych krucjatach; przeważnie to kobiety były prześladowane i
      palone w czasach polowań na czarownice w wiekach XVI i XVII; protestantów
      wypędzano z ich gospodarstw i zmuszano do emigracji w wiekach XVII i XVIII;
      wreszcie Żydzi zostali wyniszczeni w antyjudaistycznych i antysemickich
      pogromach w wiekach XIX i XX. Historia Kościoła jest także historią napisaną w
      imieniu tych, którzy prześladowali ludzi określanych jako outsiderzy, inni,
      wrogowie. Mechanizm ekskluzji działa nadal wobec osób homoseksualnch, którym
      narzuca się szczególny sposób życia, a także wobec kobiet, którym mówi się, że
      nie są materiałem do kapłaństwa. Ci, którzy nie dostosowują się, muszą liczyć
      się z karą. Ale dzięki rodzące
      • Gość: Monika Re: czyj grzech ? 2 IP: *.chello.pl 18.11.03, 02:11
        Ci, którzy nie dostosowują się, muszą liczyć się z karą. Ale dzięki rodzącemu
        się w doświadczeniu uporowi licznych kobiet i mężczyzn, dokonuje się rozwój,
        nawet jeśli jest on boleśnie powolny.

        Proces metanoi

        Postęp oświeceniowy - zrozumienie, że to jednostki określają struktury a nie
        odwrotnie; zmiana, która zaszła w Europie w wiekach XVII i XVIII i uwolniła
        ludzką myśl od psychologicznych zahamowań - z czasem spowodował rozwój w
        społeczeństwach i Kościołach. Zasadnicze wydarzenia wywołane przez kobiety w
        sferze religii są charakterystycze dla końca XX stulecia. Kobiety stawiają
        trudne pytania, koncentrują swe zainteresowanie nie tylko na małych
        fragmentach społeczeństwa, ale również na nim całym. Wypracowały podstawę
        feminizmu - radykalne twierdzenie, że kobiety dzielą pełnię człowieczeństwa z
        mężczyznami. Po pierwsze, uświadamia im ono opresję i wyzysk kobiet w
        społeczeństwie, w pracy i w rodzinie, które uprawomocniają Kościoły. Po drugie
        zaś, niezbędność świadomego działania kobiet i mężczyzn na rzecz zmiany tej
        sytuacji, rozwój myślenia o osobowości, o osobowych wartościach i o wartości
        osobistych doświadczeń. Nie tych, które autorytety mogą czy powinny narzucać
        innym, ale to autorytety muszą się otworzyć, na nowo zdefiniować jako
        obdarzone władzą, przyjmujące ją na siebie. Nie może dłużej istnieć przymus
        kochania autorytetu. Chodzi o to, by kochać razem z autorytetem(8).

        To wszystko wprowadziło w fundamentalną zmianę, "w rozumienie zastąpienia
        sprywatyzowanych stwierdzeń o religii wspólnotowymi, odrzucenie modelu «władzy
        nad» na rzecz pozwolenia ludziom być religijnym na różnorodne sposoby, oraz
        radość z faktu, że tradycje religijne czynią nas siostrami i braćmi, którzy
        mają swój równy i niezastępowalny udział w rozwoju ich treści"(9).

        Dzięki postępowi oświeceniowemu społeczeństwa stały się bardziej otwarte,
        demokratyczne, współdziałające oraz odpowiedzialne. Stanowi to wyzwanie dla
        Kościołów. Niektóre zaakceptowały ten fakt, natomiast mój Kościół go
        zignorował. W mojej tradycji mówi się wierzącym, że Kościół jest wyrazem Bożej
        woli, że teologia jest niezmienna, a nowe intuicje nie mogą być wykorzystane.
        Co więcej, w moim Kościele mówi się nam, kobietom, że nawet zanim
        zapragnęłyśmy tego, on wiedział, że nie możemy być wyświęcane do urzędowego
        kapłaństwa. Kobiety odczuwają Boże wołanie, ale Kościół nie pozwala
        odpowiedzieć na nie. Kobiety pieką chleb, ale nie mogą go łamać. Odmawia się
        im pełnego dostępu do kapłaństwa po prostu z tego powodu, że są kobietami.
        Inaczej niż Chrystus, który kochał wszystkich, Kościół nie kocha tych z nas,
        które chcą żyć odpowiadając na powołanie do kapłaństwa. Nigdzie indziej, w
        jakimkolwiek aspekcie życia, kobiety nie godzą się na opresję. Ale są tu one w
        poważnej rozterce: Jak mogą być aktywne w swoich Kościołach, skoro nie mają
        równych praw? Jednak jak mogą nie być aktywne w swoich Kościołach, skoro je
        kochają? Odpowiedź jest taka, że to kobiety i mężczyźni są Kościołem (model
        inkluzywny), a nie ordynowani i nieordynowani (model hierarchiczny). Jeśli
        Kościół-struktura nie akceptuje zarówno mężczyzn, jak i kobiet, nie może żyć i
        przynosić owoców oraz dawać świadectwa. Strategia mająca na celu utrzymanie
        istniejącego stanu rzeczy nie może dłużej istnieć.

        Niech będzie wolno przytoczyć kilka przykładów z historii Kościoła-struktury,
        które ukażą niezbędność zmiany jego poglądów i nadążania za wiernym, za
        czasem, za potrzebami zwykłych ludzi. Pierwszym jest abolicja niewolników. Aż
        do wieku XIX Kościół wierzył, że niewolnictwo było stanem społecznymu
        stanowionym przez Boga; tylko niechętnie, w ślad za obywatelskim
        prawodawstwem, zaakceptował zmianę myślenia. Drugim przykładem jest scena jaka
        rozgrywała się w średniowieczu przed intronizacją każdego nowego
        papieża: "Starsi żydowskiej wspólnoty w Rzymie musieli stawić się przed nim z
        Torą (tożsamą z Pięcioksiągiem), którą przyjmował ze słowami: «Potwierdzamy
        Prawo, ale potępiamy lud żydowski i jego interpretację»"(10). Ceremonia ta po
        raz pierwszy miała miejsce w roku 1119, po raz ostatni zaś za Leona X w 1513
        r. Później została przeniesiona do wewnątrz, aby chronić żydowskich
        przedstawicieli przed złym traktowaniem przez tłum. Przykład trzeci. Dopiero w
        listopadzie 1992 r. Kościół rzymskokatolicki ogłosił, że to Galileusz (wielki
        włoski matematyk zmarły w roku 1642) miał rację, a Kościół się mylił: Ziemia
        nie jest płaska, ale rzeczywiście kulista. Nie przywołuję tych przykładów po
        to, aby ośmieszyć Kościół, ale by ukazać, że istnieje rozwój argumentacji,
        choć jest on boleśnie powolny. I wierzę, że Kościół musi się zmieniać
        szybciej - znacznie szybciej.

        Manifestacje mizogynii w społeczeństwach i religiach

        Każda forma religii degradowała kobiety. Tzw. normy społeczne powoływały się
        na idee religijne, aby utrzymywać różnorodność środków, które w rzeczywistości
        były dotkliwe dla kobiet: w Chinach praktyka wiązania stóp; w Indiach sutte -
        palenie wdów na stosach pogrzebowych mężów; w krajach islamskich okaleczanie
        genitaliów; w judaizmie i chrześcijaństwie tłumienie kreatywności, ponieważ
        system wiary mówił nam, kobietom, kim i czym jesteśmy, a zwłaszcza że jesteśmy
        drugą klasą, grzeszne i uwodzicielskie, potrzebujące męskiego "dozoru". Jest
        prawdą, że seksizm, stereotypy oparte na płci, "jest częścią zawikłanej sieci
        opresji, w której żyje większość z nas, a dostosowywanie się do niej nie czyni
        tego faktu opresji mniejszym" (11). Seksizm jest (mówiąc słowami Ivana
        Illicha) "dotychczas niewyobrażalnym indywidualnym poniżeniem połowy ludzkości
        opartym na podstawach socjobiologicznych"(12).

        W Kościele rzymskokatolickim jesteśmy konfrontowane z nauczycielami
        nauczającymi raczej prawa niż Ewangelii, kwestionującymi osobiste powołanie
        przez przypominanie, że instytucja nie może zaakceptować takiego powołania,
        przez wewnętrznie sprzeczne twierdzenie, że dla instytucji powołanie przez
        Kościół jest ważniejsze niż przez Boga. Jednakże w ostatnich 25 latach tysiące
        katolickich kobiet wstępują na publiczne urzędy w Kościele. Rozumienie tego,
        co konstytuuje ważne ministerium i kto ma kwalifikacje do sprawowania go
        zmienia się. Kobiety uczą i prowadzą badania, kształcą księży, ale
        jednocześnie nie mogą mieć pełnego udziału w życiu Kościoła zgodnie z danymi
        im przez Boga talentami. A przecież jest to dokładnie to, jak feminizm, a w
        szczególnie teologia femnistyczna, rozumie kierunek, jaki musi obrać nasz
        Kościół, by stał się inkluzywny.

        Nie pojmujemy jednak pełnego uczestnictwa wyłącznie jako obecności w systemie,
        który ciągle nami pogardza. Prezentujemy odmienne rozumienie kapłaństwa i
        ministerium. Ministerium jako czynienie użytku z danych przez Boga zdolności
        słuchania i wysłuchiwania, uzdrawiania i nauczania, karmienia i dzielenia, a
        kapłaństwo jako dana wspólnocie moc czynienia Bożej obecności pośród nas
        możliwą i potężną. To jest rozwój, jakiego wymaga się od ucieleśnionej czy
        wcielanej wiary w jej widzialnych strukturach i jej osobowym działaniu.
        Miałyśmy moralność uległości i posłuszeństwa; nie może ona już wystarczać.
        Wizja feministyczna proponuje nową moralność sprawiedliwości i równości oraz
        świętowanie bogactwa różnorodności.

        Dlatego cała dyskusja o ministerium musi być dyskusją o równości, poza
        sytuacją dyskryminacji. Sama w sobie kwestia ordynacji nie jest szczególnie
        ważna. Służy ona jednak jako pryzmat, w którym skupia się całość relacji,
        prawidłowe relacje i przywództwo, i wówczas staje się ona kamieniem
        probierczym wiarygodności kościelnej retoryki. Rosemary Radford Reuther
        wyjaśnia problem ordynacji nie koncentrując się wyłącznie na perspektywie
        socjologicznej, ale wskazując to, co jest złe w papieskiej deklaracji Mulieris
        dignitatem (O godności i powołaniu kobiety(13)), gdzie Jan Paweł II określa
        kobiety jako "równe w specj
        • Gość: Monika Re: czyj grzech ? 3 IP: *.chello.pl 18.11.03, 02:14
          gdzie Jan Paweł II określa kobiety jako "równe w specjalny, szczególny sposób".

          Zawarta w tym stwierdzeniu sprzeczność odsyła nas do deklaracji Kongregacji
          Doktryny Wiary O kwestii dopuszczenia kobiet do urzędowego kapłaństwa (14)
          oraz kanonu 1024 Kodeksu Prawa Kanonicznego: "Tylko ochrzczony mężczyzna (vir)
          godnie przyjmuje świecenia". Ruether pisze: "W nauczaniu Tomasza z Akwinu
          kobiety były fundamentalnie nierówne z natury. Przyjął on bowiem błędną
          arystotelesowską biologię, aby stwierdzić, że kobiety są wadliwymi czy «źle
          stworzonymi» ludźmi, którym brakuje pełnej, normatywnej natury ludzkiej. Z
          tego właśnie powodu nie mogą one reprezentować natury ludzkiej na
          jakiejkolwiek pozycji przywódczej w społeczenstwie. Tylko mężczyzna może
          reprezentować pełną czy normatywną naturę ludzką" (15). "Co za tym idzie,
          Chrystus stał się mężczyzną, aby przyjąć «pełnię człowieczeństwa». Tak więc
          tylko mężczyzna może reprezentować Chrystusa w kapłaństwie. Tomaszowe
          patriarchalne powiązanie antropologii, chrystologii i kapłaństwa było spójne.
          Jedynie na poziomie soteriologii Tomasz mógł odejść od tej patriarchalnej
          konstrukcji. Trzymając się starej chrześcijańskiej tradycji przyjmuje on, że
          owa nierówność kobiet jest przezwyciężana przez łaskę zbawienia zdobytego
          przez Chrystusa. Dlatego kobiety są włączone w zbawienie, pomimo ich
          niezdolności do pełni człowieczeństwa" (16). Albo innymi słowy: "Mówi się
          kobietom, aby były równe mężczyznom jako obraz Boży, ale jednak są one
          niezdolne do bycia obrazem Chrystusa"(17).

          Jednak dlaczego kobiety nie są zdolne do bycia obrazem Chrystusa? Tradycyjny
          pogląd, za którym opowiedzieli się Ojcowie Kościoła, ujawnia sprzeczność
          pomiędzy jego antropologią stworzenia a jego chrystologią. Zwykło się mówić,
          że "przyjmowało się, iż kobiety są nierówne i fundamentalnie niższe z natury,
          ale równe w porządku łaski" (18). Ale jako ochrzczeni zrozumieliśmy, że ta
          niezdolność została zmyta, "w Chrystusie owa nierówność została unieważniona.
          W języku Listu do Galatów (3, 28), w Chrystusie nie ma mężczyzny ani kobiety".
          I w rzeczywistości widzimy, że nowoczesne społeczeństwa świeckie zaakceptowały
          tę formułę niedyskryminacji. Nie możemy więc mówić o czyjejkolwiek nierówności
          wynikającej z natury. Po prostu doświadczenie społeczne nie pozwala wyznawać
          takiej interpretacji. Jednak by usprawiedliwić trwającą ekskluzję kobiet z
          ministerium, współczesny katolicyzm naucza o akceptacji kobiet jako równych z
          natury, tj. w świeckim społeczeństwie, "ale nierównych w porządku łaski" (19).
          Interpretacja stworzenia na obraz Boży obejmuje kobiety, podczas gdy
          interpretacja bycia obrazem Chrystusa - jak to się dzieje w dyskusji o
          ministerium - wyłącza je. Ten zgrabny zwrot teologiczny nadal jest przyczyną,
          dla której kobiety są wyłączone z urzędowego kapłaństwa w Kościele
          rzymskokatolickim(20).

          Nauczanie, że kobieta jest ochrzczona na obraz Boży, ale nie na obraz
          Chrystusa, jest przez wiele kobiet odrzucane. Teologia oznacza poszukiwanie
          wartości - wartości jedności i wspólnoty. "Bycie «na obraz Boży» oznacza bycie
          we wspólnocie. Nie jest to po prostu mężczyzna czy kobieta mogący
          odzwierciedlać Boga, ale jest to wspólnota w relacji"(21). To uzdalnia nas do
          przekroczenia indywidualizmu oraz do życia w prawdziwych relacjach.

          W swym domaganiu się równości kobiety zwracają uwagę na potrzebę prawdziwych
          międzyludzkich relacji oraz ich ponownego wyobrażenia. "Marzę o Kościele,
          który uzdalnia tę wspólnotę do rozerwania krat klatki opresji samonienawiści
          oraz do poruszania się z uskrzydloną nadzieją w kierunku wyzwolonego świata,
          który nie jest gdzieś w dalekiej w przyszłości, ale jest on powołany do
          istnienia teraz. Jest to Kościół oparty na mądrości wspólnotowej mocy i
          wspólnej odpowiedzialności, zobowiązany do leczenia podziałów i szanowania
          różnorodności" (22). To radykalnie nowe pojmowanie relacji w poprzek linii
          społecznego nauczania Kościoła jest twórczym sposobem wyrażania czci,
          posługiwania każdemu, bycia działaczami religijnymi i myślenia o sobie samych
          w teraźniejszości, dowartościowania naszego doświadczenia, a nie dewaluowania
          go.

          Źródła wczesnochrześcijańskie

          Wiele wyznań zaakceptowało kapłaństwo kobiet. Wskazują na Joela, który
          mówi: "A potem wyleję mojego Ducha na wszelkie ciało, i wasi synowie i wasze
          córki prorokować będą [...] Także na sługi i służebnice wyleję w owych dniach
          mojego Ducha" (3, 1-2). Niech będzie wolno obalić twierdzenie, że Biblia czyni
          żeńskie ministerium niemożliwym. Jak również, że kapłaństwo celibatariuszy
          jest lepsze. Wreszcie powiedzieć, że jest ono rzeczywiście co najmniej
          nieodpowiednie względem duszpasterskich potrzeb Kościoła, wobec tworzących
          wspólnotę mężczyzn i kobiet.

          Nasza walka jest długa i wytrwamy w niej. Rola kobiet w Kościele była bardzo
          znacząca od proklamacji przy grobie Jezusa aż do dnia dzisiejszego.
          Przypomnijmy sentencję: Tylko to jest nowe, co było zapomniane. Nie możemy
          zapomnieć, że wiele kapłanek pokazało nam drogę do sprawowania ministerium w
          równości.

          Przeanalizujmy szczególnie ten ostatni argument, który znamy z badań prof.
          Giorgio Otranto (23)i Mary Ann Rossi (24). Amerykańska klasycystka Mary Ann
          Rossi z University of Wisconsin-Madison przełożyła i skomentowała badania
          prof. Otranto, które dostarczyły wystarczających podstaw do zrekonstruowania
          roli kobiet w kapłaństwie w okresie wczesnochrześcijańskim. Otranto rzucił
          wyzwanie badaczom zajmującym się tym problemem, by wykazać pominięcie owych
          dowodów oraz poszukiwać jego przyczyn. Kluczem do zrekonstruowania
          zdefragmentowanego historycznego obrazu Otranto uczynił list papieża
          Gelazjusza I (492-496) skierowany do wszystkich biskupów południowej Italii
          oraz Sycylii. Dotyczy on organizacji lokalnych Kościołów, w szczególności zaś
          duchowieństwa. Punkt 26, znajdujący się na końcu listy rozporządzeń,
          stwierdza: "Usłyszeliśmy ku naszemu zaniepokojeniu, że boskie sprawy doszły do
          tak niskiego położenia, że kobiety są zachęcane do sprawowania nabożeństw przy
          świętych ołtarzach i do udziału we wszystkich sprawach przynależnych służbie
          płci męskiej, do której nie należą"(25).

          Co więcej, Otranto posługuje się materiałem obrazowym z fresków w rzymskich
          katakumbach Pryscylii, powstałych w II w. W kaplicy greckiej (Cappella Greca)
          widzimy zgromadzone wokół stołu siedem osób: jedna z nich błogosławi kielich,
          druga chleb, a trzecia rybę - symbol Jezusa Chrystusa. Umieszczone z drugiej
          strony kosze przypominają cud rozmnożenia chlebów na pustyni, potwierdzając
          wiarę w najbardziej ukryte tajemnice komunii eucharystycznej. Jedna z tych
          postaci ma na sobie welon; jest to kobieta zamężna lub wdowa. Inne wyglądają
          jak kobiety. Postać po lewej stronie bez wątpienia nie jest mężczyzną.
          Przewodniczy więc nie kapłan-mężczyzna, ale kobieta.

          Otranto powołuje się także na grób z wieku V w Bruttium (Kalabria) z
          inskrypcją: "Świętej pamięci Lety prezbitery, która żyła 40 lat, 8 miesięcy i
          9 dni, dla której mąż zbudował ten grób". Ponieważ uczeni dotąd nie mogli
          zaakceptować możliwości istnienia kapłanek, wyjaśniano, iż napis ten oznacza
          żonę prezbitera. Pomijając dowód zawarty w liście papieża Gelazjusza, nie
          istnieją inne źródła, w których mąż-prezbiter nie określałby siebie tym mianem
          na nagrobku żony(26).

          Dowodu archeologicznego dostarcza również mozaika Teodory Episkopy, znajdująca
          się nad wschodnim wejściem do kaplicy św. Zenona w rzymskiej bazylice św.
          Praksedy. Mozaika ta przedstawia cztery kobiece głowy, dziewicę Maryję stojącą
          pomiędzy św. Prudencją a św. Praksedą - córkami rzymskiej rodziny, która
          wyposażyła pierwszą świątynię na tym miejscu. Postać po lewej, z kwadratową
          aureolą, jest identyfikowana przez inskrypcję jako Theodora Episcopa. Z
          materiału jakiego dostarczają inne inskrypcje jasno wynika, że
          • Gość: Monika Re: czyj grzech ? 4 IP: *.chello.pl 18.11.03, 02:15
            Z materiału jakiego dostarczają inne inskrypcje jasno wynika, że została tu
            ona ukazana jako ta, której pomoc finansowa pozwoliła naprawić lub rozbudować
            kościół. Słowo episcopa wyjaśniano jako "żonę biskupa". Jednakże kobiety
            zamężne były zawsze oznaczane jako takie przez użycie słowa coniux, gune czy
            sumbios wraz z imieniem męża. Sugestia, że Teodora była żoną biskupa, jest
            szczególnie niewłaściwa, skoro jej nakrycie głowy jasno dowodzi, iż nie była
            ona zamężna(27).

            Potwierdzenia istnienia kapłanek w IV w. dostarcza także św. Atanazy, Doktor
            Kościoła. W De Virginitate daje on wskazówki wspólnocie dziewic. Po modlitwie
            przed południowym posiłkiem - mówi - "jeśli są z tobą dwie lub trzy dziewice,
            pozwól im składać dziękczynienie nad chlebem razem z tobą" oraz dodaje, że
            jakikolwiek obecny tam katechumen musi w tym momencie wyjść, jak się to do
            dziś dzieje w liturgii greckiej (28). Południowa Italia - obszar, na którym
            jest poświadczone istnienie kapłanek - była kulturowo związana z Grecją i
            Bizancjum, gdzie poczynając od III stulecia kobiety pełniły urząd diakonissy i
            w końcu wieku IV zostały zrównane z duchownymi-mężczyznami, otrzymując
            święcenia diakonatu przez włożenie rąk, z obrzędowym nałożeniem warunków
            prawnych oraz określonych obowiązków.

            Na przełomie IX i X w. Atto, biskup Vercelli wyjaśnienia znaczenie słów
            presbytera oraz diaconia w starożytnych kanonach. Odnosi je do kobiet
            przyjmujących święty stan. Cytuje Phoeba i dodaje, że sobór w Laodycei zakazał
            udzielenia kobietom święceń prezbiteriatu w kanonie 11: "Nie pozwala się tym,
            które są nazywane prebytidas, by były one wyznaczane do przewodniczyły w
            kościołach". Prebytidas znaczy presbytera(29). Pochodzący z ok. 235 r. list
            Firmiliana z Cezarei (Mauretania) do Cypriana w Azji Mniejszej potępia
            działalność kobiet, które przyciągają wielu wiernych i które chrzczą oraz
            sprawują Eucharystię zgodnie z liturgią Kościoła(30).

            W czasie gdy chrześcijańska wiara i praktyka rozwijały się pośród
            konkurujących ze sobą wpływów kulturowych, nie wyłączając mizogyni,
            seksistowskie uprzedzenia przywódców kościelnych oddaliły się od egalitaryzmu
            pierwotnych Kościołów domowych (31). Względna wolność, jaką zdawały się
            cieszyć kobiety w najwcześniejszym Kościele (jako gospodynie spotkań,
            zwołujące na nie, prowadzące je oraz przewodniczące Eucharystii), z czasem
            została zawężona i ograniczona. Proces ten rozpoczął się na początku wieku II,
            ale nie był całkowity - młode wspólnoty były prawdziwie autonomiczne. Stąd
            grupy, w których kobiety odgrywały wybitną rolę, istniały obok tych Kościołów
            domowych, w których nie miały one żadnego znaczenia. Uwstecznienie polegało na
            przejściu ze sfery prywatnej Kościołów domowych w bardziej sformalizowaną
            przestrzeń publiczną, w której socjologicznie problematyczna stała się ideą
            kobiecego przewodnictwa. Następowało teologiczne usprawiedliwienie, próbujące
            zalegitymizować proces oparty na działających konwencjach społecznych.
            Uprzedzenie to oddziałuje na nas aż do dziś. Zakaz istnienia kapłanek, jaki
            odnajdujemy w dokumentach soborów pierwotnego Kościoła, czyni jasną jedną
            kwestię: nie zostałyby one wydane, gdyby nie istniała szeroko rozpowszechniona
            praktyka.

            Przykład Kościoła anglikańskiego

            Z historii kobiet zaangażowanych Movement for the Ordination of Women,
            brytyjskiej organizacji działającej na rzecz udzielania święceń w Kościele
            anglikańskim, znamy argumenty, których używano przeciwko kobietom. Argument
            kairos - czas nie był dojrzały; Chrystus wyświęcił tylko mężczyzn; zgodnie z
            tradycją istnieją tylko księża-mężczyźni. Czas jednak nigdy nie jest dojrzały,
            Chrystus nie wyświęcił ani mężczyzn, ani kobiet, a w tradycji zarówno
            mężczyźni jak i kobiety pełnili funkcję kapłańską.

            Sytuacja anglikanek wielorako była ważna dla dawania świadectwa przez
            katoliczki. Anglikanki mówiły: Kairos jest teraz, pozwólcie nam dłużej nie
            przyjmować jakichkolwiek słów o niedojrzałym czasie. Dlaczego czas nigdy nie
            jest dla nas dojrzały? Czekałyśmy, ponieważ wierzyłyśmy, że otrzymamy
            święcenia. Zrobiłyśmy wszystko, czego hierarchowie od nas oczekiwali w
            zakresie przygotowania i studiów. Ale to wciąż nie było dość dobre. Mężczyźni
            zwiększali warunki z jednego synodu na następny. Mówili o solidarności z
            ubogimi, pozbawionymi praw obywatelskich, społecznie upośledzonymi w innych
            krajach, ale nie dostrzegali nas i naszych potrzeb. Mówili: "Co mógłby
            powiedzieć Rzym?", chociaż nigdy nie pytali o to, gdy decydowano o innych
            wydarzeniach. Dyskredytowali kobiety na wszelkich kościelnych spotkaniach,
            czynili z nich kozła ofiarnego, przeszkodę w prawdziwym ekumenicznym
            porozumieniu. Ale jednak pomimo wszystkich przeszkód kobiety osiągnęły
            kapłaństwo(32).

            To, co osiągnęły anglikanki, jest prawdziwie niezwykłe. Teologowie musieli
            przyznać, że nie było teologicznych powodów, które mogłyby pozostać po
            dokładnej analizie. Badania zostały zakończone, a katoliczki mogą z nich
            skorzystać. Ale droga do osiągnięcia kapłaństwa będzie inna niż w Kościele
            anglikańskim.

            Kościół ten jest bowiem Kościołem demokratycznym, to znaczy, że decyzje
            podejmuje się głosami większości. Podejmują je ciała zwane synodami,
            regularnie się spotykające i przygotowujące akty prawne oraz głosujące nad
            nimi przez podniesienie ręki. Kościół anglikański jest też Kościołem
            państwowym, to znaczy, że nie jest instytucją ponadnarodową, jak Kościół
            rzymskokatolicki. Decyzje powzięte w jednym kraju nie obowiązują w innych.
            Każdy synod krajowy ma moc podejmowania postępowych decyzji. W istocie Kościół
            episkopalny, będący w USA odpowiednikiem Kościoła anglikańskiego, głosował za
            udzielaniem święceń kobietom już w roku 1974, podczas gdy anglikański -
            dopiero w roku 1992.

            Kościół katolicki jest międzynarodowy i nie pracuje nad swoimi decyzjami w
            sposób demokratyczny. Rozwój będzie więc cokolwiek odmienny, a kobiety
            działające na rzecz ordynacji powinny budować sieci i platformy, które
            wprowadzą w dialog cały Kościół. Jest to proces uczenia się, który nadejdzie
            prędzej czy później w każdym kraju. Dziś nie jest już kwestią, czy feminizm a
            wraz z nim prawo kobiet do ordynacji będą ignorowane; jest tylko kwestią, jak
            długo tak będzie. Prowadzone są prace naukowe. Wiele kobiet zdobyło stopnie w
            dziedzinie teologii. Są one gotowe i chętne do budowania solidarnych sieci i
            struktur w społeczeństwie i w Kościele, aby pomóc Dobrej Nowinie w dotarciu do
            ludzi. Społeczeństwo jest bowiem przekonane, że "Priestly People Come in Both
            Sexes"(33).

            • Gość: Monika Re: czyj grzech ? 6 IP: *.chello.pl 18.11.03, 02:17
              Praktyka kobiecego ministerium dzisiaj

              Jednak ordynacja w systemie, który nienawidzi kobiet przyniesie efekty
              przeciwne do zamierzonych, jeśli dopuszczenie kobiet do święceń dokona się w
              atmosferze niechęcie, jeśli biskupi i księża nie zechcą współpracować z
              kobietami, jeśli równość zostanie osiągnięta kosztem doskonałości. Dlatego też
              katoliczki muszą pracować na rzecz zmiany struktur kościelnych w oparciu o
              zmienione rozumienie kobiety w stwórczym planie Boga. Chcą one wnieść proces
              oświecenia do Kościoła i pragną zakończenia wszelkich form dyskryminacji.

              Praktyka jest dzisiaj na nowo rozpowszechniona. Kobiety odprawiają
              nabożeństwa, żyją tradycją akceptacji każdego takim, jakim on jest, nie zaś
              według niektórych zawiłych stwierdzeń o kobiecości i komplementarności płci,
              tak ulubionych przez Watykan, ale zgodnie ze swym nowym rozumieniem równości
              mężczyzny i kobiety jako osób ludzkich stworzonych na obraz Boży. W tradycji
              anglikańskiej kapłaństwo kobiet zostało zaakceptowane; co najmniej 10%
              duchownych w Kościele anglikańskim stanowią kobiety (1957). Bez nich wiele
              parafii byłoby pozbawionych kapłana. Diecezją z największą liczbą kobiet jest
              Oksford (101), za nim Southwark i St. Albans. Biskup Ely, którego diecezja ma
              największą liczbę kobiet pracujących w parafiach, pisze: "Jestem szczęśliwy,
              że mogę dać świadectwo serdeczności, z jaką wiele różnorodnych parafii
              zapraszało do posługi kobiety-księży. Jest to bardzo zachęcające, że w tak
              krótkim czasie tak wiele wyświęconych kobiet służy Bogu w Kościele i to na
              względne wysokich stanowiskach. Jak to było do przewidzenia, na wszelkich
              płaszczyznach zauważa się w Kościele anglikańskim spowodowany przez te
              wydarzenia wzrost życia"(34).

              Kobiety te oraz ich współparafianki i współparafianie - wyszedły poza teksty,
              przepisy i presupozycje - zaczęli spotykać się i tworzyć wspólnotę. W ten
              sposób oni i my będziemy przywracać do równowagi jednostronną tradycję.

              Organizację działające na rzecz ordynacji w Kościele rzymskokatolickim
              nazywają się: w USA Women's Ordination Conference (WOC; jej periodykiem
              jest "New Women-New Church"); w Niemczech Maria von Magdala, w Niderlandach
              Vrouwens, w Wielkiej Brytanii Catholic Women's Ordination, w Irlandii Brothers
              and Sisters in Christ (BASIC), w Australii Ordination of Catholic Women oraz
              Women of the New Covenant, w Nowej Zelandii Catholic Women Knowing Our Place,
              w Południowej Afryce Women's Ordination in South Africa (WOSA), w Austrii
              Frauenforum Feministische Theologie. Wszystkie te organizacje są oparte na
              grupach, sieciach, mają swoje dni studium, kształcenia, periodyki, środki na
              prowadzenie badań, kampanie ochotników. Rozpoczęły one działalność w latach
              siedemdziesiątych. Większość krajowych organizacji przystąpiła do
              ogólnoświatowej organizacji o nazwie Women's Ordination World-Wide (WOW),
              założonej w roku 1996 na Pierwszym Europejskim Synodzie Kobiet w Gmunden
              (Austria). Zainteresowanie tym tematem nie spada, pomimo poświęconego mu
              papieskiego dokumentu Ordinatio Sacerdotalis z 1994 r., wyrażającego zakaz
              jakichkolwiek dyskusji w tym względzie. List kardynała Josepha Ratzingera w
              odpowiedzi na Dubium czyni ten zakaz daleko bardziej wątpliwym, a ordynację
              kobiet coraz bardziej naglącą i ważną.

              W kwietniu 1997 r. konferencja "Diakonat - urząd dla kobiet w Kościele"
              zgromadziła setki delegatów w celu przedyskutowania pierwszego stopnia
              kapłaństwa. Powiedziano wówczas, że niektórzy amerykańscy biskupi zaczęli
              przygotowywać dokument zwany indultem, grożący klątwą kobietom działającym na
              rzecz ordynacji. Tym, co przetrwało, jest pragnienie pójścia naprzód, poczucie
              solidarności pomiędzy mężczyznami i kobietami, którzy chcą widzieć rozwój
              naszego Kościoła. Pragną być dojrzałymi i odpowiedzialnymi chrześcijanami. Nie
              wyobrażają sobie dalszego podziału wartości, nazywania kobiet z jednej strony
              prostytutkami, syrenami, uwodzicielkami, czarownicami, a z drugiej - aniołami,
              matkami, słodkimi duszami, pobożnymi wdowami, dziewicami. Obsesja Kościoła
              związana z seksem, z interpretacją czystości i grzechu, wywołała w
              społeczeństwie seksualną dysfunkcję, którą Kościół zawsze uznawał za
              zasadniczą dla utwierdzania swej siły i autorytetu. Niektórzy chcieliby iść
              tak daleko, że wierzą, iż bez swej zdolności do manipulowania ogromną siłą
              strachu i nienawiści zrodzonej przez represję seksualną, Kościół mógłby
              przestać istnieć. Musi on jednak z pewnością porzucić nauczanie o seksualności
              z jego niedobrą teologią opartą na błędnym rozumieniu ludzkiej fizjologii.

              Katoliczki ubiegają się o ordynację, a nie o podporządkowanie [ordination, not
              subordination]. Chcemy ordynacji w obrębie opiekuńczej wspólnoty, nie zaś
              kastowego systemu pełnego reguł i regulacji, ponieważ człowiek potrzebuje
              prawa tylko wtedy, gdy jest pozbawiony związku z samym sobą. Kiedy rozmawiam z
              kobietami-księżmi w Kościele anglikańskim, mówią mi: "Teraz nie czuję się jak
              na wrogim terenie" (Kate Burns, która aby przyjąć święcenia wyjechała z Anglii
              do USA, ponieważ nie chciała czekać na ordynację w Brytanii)(35); "Sama jestem
              zdziwiona jak wiele znaczy dla mnie, że kobiety mogą przyjmować święcenia"
              (Hannah Ward); "To nie zwycięstwo mnie ukształtowało, ale długa
              dwudziestoletnia walka, która kazała mi powrócić do źródeł, wyrażać
              wątpliwości i pozbawiła mnie lęku" (Anthea); "Lud Izraela został ukształtowany
              na pustyni, w doświadczeniu próby" (Kathe Burns); "Byłyśmy outseiderkami, a
              oni byli wewnątrz; teraz my tam jesteśmy oni zaś są na zewnątrz i narzekają"
              (Monica Furlong o księżach, którzy nie chcą pracować razem z kobietami).
              Doświadczenie cierpienia uczyniło je ofiarami, ale doświadczenie nadziei dało
              im siłę do przetrwania.

              Ta wizja i nadzieja mogą być ujęte w trzy punkty:

              a) Kobiety i mężczyźni chcą, by społeczna nauczanie Kościoła, zalecenie "miłuj
              bliźniego swego" radykalnie zaczęło spełniać swoją rolę, radykalnie sięgnęło
              do korzeni, zostało podjęte i żyło. Widzimy to we wspólnotach Base w Ameryce
              Łacińskiej oraz w eksperymentalnych grupach modlitewnych w Wielkiej Brytanii
              oraz w wielu innych krajach.

              b) Kobiety i mężczyźni stosują kreatywne metody, aby zmienić swą drogę
              uczestnictwa, swój status jako działaczy religijnych, swe rozumienie
              uprawienia teologii i bycia Kościołem. Może to być inkluzyjny język; może to
              być inkluzyjne działanie w społeczności; może to być styl życia.

              c) Kobiety i mężczyźni pragną odejść od historii i tradycji mizogynii. Gdy
              biskupi powołują się na tradycję Kościoła twierdząc, że nie było w nim
              kapłanek, powołują się tylko na tradycję ekskluzji i nienawiści kobiet, na
              zadawane im rany, co jest z gruntu niechrześcijańskie i im prędzej to
              przezwyciężymy, tym lepiej. Dlatego, jeśli bliżej przyglądamy się tradycji,
              wiemy, że miało w niej miejsce wiele zmian. Musimy pytać biskupów, co znaczy
              dla nich słowo tradycja. Bowiem następujące kwestie były potępiane przez
              Kościół, a dziś już nie są: wolność myślenia, demokracja, żądanie odsetek za
              pożyczkę, msza w języku narodowym, nabożeństwa z niekatolikami. Z kolei kiedyś
              Kościół akceptował poniższe kwestie, a dziś już tego nie czyni: pogląd, że
              wszelkie pożądanie seksualne jest grzeszne; tortury i palenie heretyków;
              prześladowanie Żydów; żonaci księża; kapłanki; niewolnictwo; przekonanie, iż
              Słońce obraca się wokół Ziemi.

              Chrześcijaństwo posiada wizję czynienia możliwym wspólne życie ludzi, miłujące
              dążenie budowania właściwych relacji, współdziałanie na poziomie osobistym i
              społecznym poza klasizmem, rasizmem i seksizmem. To jest program na dziś.
              Wierzymy, że jako kobiety możemy pomóc strukturom kościelnym w rozwoju oraz że
              jako kapłanki możemy doprowadzić do wzrostu życia naszych wspólnot przez nowe
              rozumienie kapłaństwa.

              Kardynał Basil Hume z Westminsteru (Londyn) w odpowiedzi na dokument We Are
              Church, szcz
              • Gość: Monika Re: czyj grzech ? 6 IP: *.chello.pl 18.11.03, 02:20
                Poprzedni odcinek powinien nosić numer - 5 - mój błęd


                Kardynał Basil Hume z Westminsteru (Londyn) w odpowiedzi na dokument We Are
                Church, szczególnie zaakcentował, iż centralną substancją wiary jest depozyt
                zawarty w Credo oraz w dokumentach Kościoła (36). Jednakże udzielanie święceń
                kapłańskich kobietom nie zostało zabronione ani w Credo, ani w dokumentach
                Kościoła. I z tego czerpię nadzieję.

                Przełożył Piotr Urbański

                3. R. R. Ruther, Created Second, Sinned First. Women, Redemption, and the
                Challenge of Christian Feminist Theology. "Conscience", vol. XVIII, nr 1,
                wiosna 1997 (Washington), s. 4.

                4. Ibidem, s. 3.

                5. Na temat pojecia "kyriarchia" zob. D. McEwan, Chzrescijanstwo, feminizm i
                teologia feministyczna. Przelozyl P. Urbanski. "Pogranicza" 1996, z. 3.
                [Przyp. tlumacza.]

                6. P. Kowalke, What Can you Expect to Learn in Study/Action. "Women's
                Theological Centre", biuletyn, Boston, grudzien 1989, vol. 7, nr 4, s. 2.

                7. P. D. Young, Feminist Theology/Christian Theology: In Search of Method.
                Minneapolis, MN Fortress Press, 1990, s. 67.

                8. D. McEwan, Ich liebe nicht dei Autorität, ich liebe mit Autotität. Die Voll-
                Macht der feminischen Theologie. W zbiorze: Frauen und Macht. Dokumentation
                der 1. Deutschen Frauensynode. Frankfurt am Main: Spener Verlagsbuchhandlung
                GmbH, 1994, s. 41-48.

                9. M. Hunt, Spiral not Schism: Women-Church as Church. "Religion and
                Intellectual Life", Fall 1989, vol. VII, nr 1, s. 85.

                10. E. Gombrich, The Visual Arts in Vienna Circa 1900 and Reflections on the
                Jewish Catastrophe. London: The Austrian Cultural Institute, Occasions 1,
                1997, s. 32. Cytuje: F. Grovius, Das Ghetto in die Juden in Rom. 1853, reprint
                w: Wanderjahre in Italien. Red. F. Schullman. Dresden 1923, s. 286-287.

                11. M. Oduyoye, Reflections from a Third World Woman's Perspective. Cytowane
                w: Chun Hyung Kyung, Struggle to Be the Sun Again, Introducing Asian Women's
                Theology. London: SCM Press, 1991, s. 25.

                12. I. Illich, Gender. London: Boyars, 1983, s. 34.

                13. Mulieris Dignitatem, 15 sierpnia 1988.

                14. 15 pazdziernika 1976.

                15. R. R. Ruether, Women's Difference and Equal Rights in the Church. W
                zbiorze: The Special Nature of Women? Red. A. Carr i E. Schüssler Fiorenza.
                London: SCM Press, Concilium 1991/6, s. 15. Por. sw. Tomasz z Akwinu, Summa
                theologiae I 92.

                16. Ibidem, s. 15.

                17. Ibidem, s. 13.

                18. Ibidem, s. 14.

                19. Ibidem, s. 14.

                20. Zob. recenzje D. McEwan z: The Special Nature of Women? Red. A. Carr i E.
                Schüssler Fiorenza, Concilium 1991/6, w: "Feminist Theology", Sheffield:
                Sheffield Academic Press, no 2, January 1993, s. 127-132.

                21. E. Dominguez, A Continuing Challenge. W: V. Fabella, Mission of Women in
                the Church in Asia: Role and Position. "In God's Image", grudzien 1985-luty
                1986, s. 7.

                22. K. Sandhaas, Of Wings and Webs. Envisioning a Liberated Church and
                Inclusive Ministry. "Daughters of Sarah, wiosna 1993, Chicago: Women in
                Ministry, vol. 19, nr 2, s.32.

                23. G. Otranto, Sote sul sacerdozio femminile. "Vetera Christianorum" 19, s.
                341-360.

                24. M. A. Rossi, Priesthood, Precedent and Prejudice. "Journal of Feminist
                Studies in Religion, vol. 7, nr 1, s. s. 73-94; An A to Z in Feminist
                Theology. Red. L. Isherwood i D. McEwan. Sheffield: Sheffield Academic Press,
                1996, s. 186-187 (s. v. Presbytera.). Zob. takze "Everyman" Programme, BBC,
                The Hidden Tradition, 8 listopada 1992 (London).

                25. A. Thiel, Epistulae Romanorum Pontificum Genuinae. New York 1974.

                26. E. Diehl, Inscriptiones Latinae Christianae Veteres. 11-92. Dublin-Zurich
                1970.

                27. Zob. D. Irvin, The Ministry of Women in the Early Church: The
                Archeological Evidence. "Duke Divinity School Review", wiosna 1980.

                28. Patrologia Graeca, t. 28, kol. 267.

                29. Patrologia Latina, t. 134, kol. 114. Ep. 75,10.

                30. Corpus Cipreano. w: Corpus Scriptorum Ecclesiasticorum Latinorum.

                31. Zob. E. Schüssler Fiorenza, In Memory of Her. London: SCM Press, 1983.

                32. Zob. M. Furlong, A Dangerous Delight. Women and Power in the Church.
                London: SPCK, 1991.

                33. Jest to przeslanie drukowane na koszulkach, parasolach, szalach itp.
                noszonych przez anglikanki i katoliczki na spotkaniach, demonstracjach i
                nabozenstwach liturgicznych.

                34. Komunikat Caroliny W. Landrum w internetowej Feminist Theology List, 10
                maja 1997.

                35. Opinia wyrazona po przyjeciu swiecen w Londynie w 1994 r.

                36. Kard. B. Hume, Observations on the Declaration "We Are Church". List do
                radykalnych organizacji rzymskokatolickich w Wielkiej Brytanii z 28 listopada
                1996 r.

                www.womenpriests.org/pl/polish/mcewan.htm


                • tad9 czyj grzech ? 18.11.03, 16:25
                  Rewelacyjny tekst Moniko! Dziękuję. Świetnie obrazuje mentalność bojowniczek
                  o "kapłaństwo kobiet". KK powinien docenić "teologię
                  wyzwolenia", "zdemokratyzować się", zmienić stosunek do homoseksualistów,
                  zrealizować postualty feministek, uznać, że przez 2000 tys lat był połowicznym
                  kościołem drani wyzyskujących kobety. Nie ma to jak "myśl feministyczna"!
                  • Gość: Zły Wilk idźmy dalej... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.11.03, 21:20
                    Także Pan Bóg powinien zlożyć samokrytykę za patriarchalne traktowanie Matki
                    Boskiej - przez pośredników obcesowo powiadomił ją, że zamierza mieć z nią
                    dziecko - nie pytając jej o opinię, nie szanując jej feministycznego WOLNEGO
                    WYBORU! Jak tak mozna??!

                    Matka Boska także ma sobie wiele do zarzucenia - przez lata była fatalnym
                    wzorem do nasladowania dla milionów kobiet. Gdy patriarchalny oprawca
                    powiadomił ją o swojej decyzji zostania ojcem i użycia jej jako samicy
                    rozpłodowej, ona, zamiast zaprotestować przeciko jawnemu, patriarchalnemu
                    wyzyskowi, ględzi coś z pokorą "Oto ja, służebnica Pańska..." Ale wstyd...

                    Byc może należy dokonać reinterpretacji Biblii. Przedstawianie Boga jako Ojca
                    zapewne jest wynikiem męskiego spisku - w istocie jest to Bogini-Matka, która
                    poczęła dziecko z ziemską kobietą w związku lesbijskim...

                    Do rozstrzygnięcia pozostaje, dlaczego Chrystus był płci męskiej... Być może
                    chodziło o odkupienie grzechów mężczyzn (jak wiadomo, bedących źródłem
                    wszelkiego zła) kobiety natomiast, reprezentujące krystaliczne dobro, nie
                    potrzebowały odkupienia...

                    To był mój twórczy wkład w "teologię feministyczną"...
                    Pozdrawiam -
                    • Gość: Monika Re: idźmy dalej... IP: *.chello.pl 18.11.03, 22:24
                      Brawo. Mnie to się bardzo podobało. Podpisuje się pod tym :-)))
                      • Gość: Grünberger Re: idźmy dalej... IP: 212.244.77.* 26.11.03, 13:11
                        I oto wylazło, być może niechcący, na światło dzienne, choć ubrane w formę żartu, prawdziwe oblicze feminizmu - fanatyczny antykatolicyzm!
                        Na stos!
              • Gość: BD nowa świecka religia IP: 195.136.36.* 19.11.03, 11:59
                Witam,

                Powiem szczerze - czytając niektóre produkty feminioteologiczne przeraża mnie,
                jak postomderna może ludziom rozum odebrać. Nie jestem teologiem, ale podam
                parę ogólnych uwaga do przemyślenia:

                - w sporze o kapłaństwo kobiet notorycznie ignoruje się odróżnienie faktu
                udzielania święceń(?) kobietom (to kwestia czysto empiryczna) od kwestii
                ważności tych święcej (to kwestia czysto teologiczna, w której Urząd
                Nauczycielski ma status experta ostatecznego). Feministki postępują jakby
                chciały użyć pomiarów z rzeczywistości fizycznej do dowodzenia twierdzeń
                matematycznych.

                - wybiorczość w postrzeganiu materiału jest szokująca. Opisałem w innym mailu -
                wypowiedź św. Pawła o diakonisie Febie to argument za kapłaństwem kobiet,
                wypowiedź św. Pawła że kobiety mają na zgromadzeniach milczeć - to argument za
                mizoginizmem Pawła. Traktując "zmienne wejściowe" w ten sposób można udowodnić
                _wszystko_.

                - argumenty z zakorzenienia kulturowego są samoniszczące. Jezus wybrał na
                apostołów mężczyzn i wyjaśnia się to tym, że w tych czasach inaczej nie mógł
                (uwarunkowania kulturowe). Gdyby Jezus był rewolucjonistą czy pierwszym
                komunistą (jak twierdzą niektórzy) to wytłumaczenie jest OK.
                Ale, zgodnie z absolutnie podstawowym dogmatem chrześcijaństwa, Jezus był
                Bogiem wcielonym. Argument, że Boga ograniczały warunki kulturowe jest,
                powiedziałbym, lekko niepoważny. Tym bardziej, że Jezus w relacjach z
                faryzeuszami pokazał, że bynajmniej nie boi się naruszyć ludzkiej tradycji.

                Czemu "nowa świecka religia". Ano - wyjaśniałem tu wyżej, że spór wynika z
                fundamentalnego niezrozumienia czym jest religia dla wierzących. Religa dla
                wierzących jest dodatkowym systemem aksjomatycznym. Dlatego np. w innym
                systemie, gdzie np. nauki przyrodnicze opisują rzeczywistość, nie jest możliwe
                niepokalne poczęcie. Niemniej dla osoby wierzącej niepokalane poczęcie jest
                _faktem_ (nie metaforą itp.) tak jak np. faktem jest, że Madryt istnieje i jest
                stolicą Hiszpanii. Rzecz wyjaśnia kategoria "cudu" w drugim systemie
                aksjomatycznym. Są jeszcze inne systemy, np. ład społeczny jako efekt
                subiektywnych preferencji, subiiektywnego rozumienia sprawiedliwości.

                Trzeba umieć poszczególne systemy od siebie odróżniać. Np.
                kategoria "dyskryminacja" może sens w relacjach społecznych, ale nie ma sensu w
                relacjach fizycznych. Np. powiedzenie, że grawitacja dyskryminuje osoby otyłe,
                krępując im swodobę ruchu nie ma sensu, bo choć operacyjne kryterium
                dyskryminacji jest spełnione (na skutek działania X grupa Y znajduje się w
                gorszej pozycji) zostaje dokonana nieuprawniona ekstrapolacja kategorii z
                jednego systemu do drugiego.

                Tak jest i tu. Dykryminacja, demokracja, równouprawnie, to są kategorie z
                rzeczywistości społecznej, które nie mają sensu w odniesieniu do rzeczywistości
                pozaspołeczne, która obejmuje zarówno prawa fizyki, jak i sferę sacrum. Dla
                chrześcijanina Biblia jest "słowem Bożym", twierdzenie, że Biblia dysktryminuje
                oznacza twierdzenie, że Bóg dysktryminuje, czyli Pierwsza Przyczyna
                dyskryminuje - podobny bezsens jak "grawitacja dyskryminuje".
                Oczywiście nikt nie musi uznać takiego systemu - ale negując system
                aksjomatyczny nie ma chyba sensu dyskutować potem o jego szczegółowych cechach?

                "Nowa świecka religia" ponieważ traktuje ona kategorie umownego ładu
                społecznego (jakże subiektywne!) jako dogmaty religijne, przez które oceniamy
                całą rzeczywistość. Stąd właśnie domaganie się demokratyzacji Kościoła - tak
                samo sensowne, jakby Kościół domagał się mistycyzmu w wyborach parlamentarnych.
                Bardzo ciekawe, że błąd ten popełniają osoby, które lubią wypominać Kościołowi
                np. sprawę Galileusza - tam właśnie Kościoł niesłusznie ekstrapolował systemy
                aksjomatyczne i za tę pomyłkę przeprosił. A feministki nadal prezentują poziom
                mentalności z czasów inkwizycji :-)

                pozdrawiam,

                BD
                • Gość: Monika Re: nowa świecka religia IP: *.chello.pl 19.11.03, 12:31

                  Do BD.
                  Widzę, że przytaczasz tylko Febe. A o innych kobietach nie słyszałeś ?

                  więc zacytuję fragment z innego tekstu:

                  KOBIETA
                  Biblijne nosicielki urzędu

                  Rola kobiet w Biblii jest różnoraka. W Starym Testamencie są kobiety-
                  sędziowie – należała do nich Debora (Sędz. 4: 4). Są prorokinie, np. Miriam (I
                  Mojż. 15: 20), Chulda (II Król. 22: 4), czy Anna (Łuk. 2: 36-37). O
                  prorokiniach wspomina też Paweł apostoł (I Kor. 11: 5-6; 14: 33-36). Natomiast
                  starotestamentowe kapłaństwo jest zdecydowanie „męskie”.

                  Jezus działał na rzecz praw kobiet wyraźnie wbrew panującym zwyczajom.24
                  Kobiety znajdują się w otoczeniu Jezusa, są jego słuchaczkami (np. Maria –
                  Łuk. 10: 38-42 czy Samarytanka przy studni – pierwsza apostołka pogan). Są też
                  bohaterkami Jego opowieści, a warto pamiętać, że w kulturze semickiej kobieta
                  nie była tematem rozmów, gdyż to było w złym tonie. Na przykład w przypowieści
                  o zgubionej drachmie poszukująca kobieta (Łuk. 15: 8-10) stanowi według
                  niektórych egzegetów archetyp misjonarki, bowiem szuka tego, co zginęło, a
                  nie – jak by to chcieli widzieć niektórzy – jedynie krząta się po domu i
                  sprząta. W tym patriarchalnym świecie to właśnie kobiety są pierwszymi
                  apostołkami zmartwychwstania, to one odkrywają pusty grób i niosą do
                  Wieczernika tę radosną nowinę (Mat. 28: 1-8 i paralelne). To wreszcie im jako
                  pierwszym Zmartwychwstały ukazał się, a one rozpoznały go (Mat. 28: 9n i
                  paralelne).

                  W Kościele pierwotnym kobiety (wdowy, diakonisy) pełniły określone zadania (I
                  Tym. 5: 3-16; Rzym. 16: 1-2). Diakonisy przyczyniały się do niesienia Słowa
                  Bożego w świeckie środowiska. Nowy Testament wymienia z imienia: Tabitę (Dz.
                  9: 36n), Lidię (Dz. 16: 14n), Febę (Rzym. 16: 1-2). Do tej kategorii należy
                  również zaliczyć służbę wdów. Maria, Tryfena i Tryfoza wiele pracowały w Panu
                  (Rzym. 16:6.12). Ważną rolę pełniła też Pryscylla żona Akwili (Rzym. 16: 3;
                  Dz. 18: 18,26), która razem z mężem wykładała drogę Bożą, czyli nauczała.
                  Znane z imienia są też: Ewodia (Flp. 4: 2), zajmująca znaczące miejsce w
                  duchowym życiu zboru Filipii, oraz cztery córki Filipa ewangelisty (Dz. 21:9).
                  Porównując to z I Kor. 11: 5 i I Kor. 14 zauważamy, że funkcje prorockie w
                  Koryncie i innych zborach pierwotnego Kościoła oznaczała nader istotne,
                  zrozumiałe i natchnione Duchem zwiastowanie podstawowych prawd wiary, a więc
                  to, co nazywamy „kazaniem”, i to tym bardziej dlatego, iż w pierwotnym
                  Kościele wszystko było o wiele mniej formalne niż to jest dzisiaj.25

                  www.jednota.pl/artykuly/urzad_duch8-9_03.html
                  Kobiety u Pawła nie tylko ze były diakonisami, były także profetkami,
                  kaznodziejkami i nauczycielkami. Z pewnością nie milczały. Z pewnością Paweł
                  ich nie potępia, wręcz odwrotnie pochwala, pozdrawia i stawia za wzór. Namawia
                  innych by je wspomagali.

                  Teolożki nie powołują się tylko i wyłącznie na Febe i role jaką pełniła,
                  powołują się także na inne kobiety wymienianie przez Pawła.


                  > - w sporze o kapłaństwo kobiet notorycznie ignoruje się odróżnienie faktu
                  > udzielania święceń(?) kobietom (to kwestia czysto empiryczna) od kwestii
                  > ważności tych święcej (to kwestia czysto teologiczna, w której Urząd
                  > Nauczycielski ma status experta ostatecznego).

                  Możesz to rozwinąć ?



                  • Gość: BD Re: nowa świecka religia IP: 195.136.36.* 19.11.03, 13:18
                    Witam,

                    1. Wygląda na to, że nic z mojego teksu nie zrozumiałaś.

                    2. Nie lubię, jak ktoś zakłada, że jestem idiotą:

                    > Widzę, że przytaczasz tylko Febe. A o innych kobietach nie słyszałeś ?

                    Otóż o kobietach w Biblii przeczytałem zapewne więcej niż Ty (łącznie z całymi
                    książkami, np. "Kobiety w czasach Biblii" Eisenberga (nota bene: rabina)). Poza
                    tym przeczytałem też całą Biblię :)

                    Nb. nie wiem co nimi chciałaś udowodnić załączonym linkiem, że w Biblii kobiety
                    byłby nie tylko niewolnicami. No, też Amerykę odkryłaś.

                    > > - w sporze o kapłaństwo kobiet notorycznie ignoruje się odróżnienie faktu
                    > > udzielania święceń(?) kobietom (to kwestia czysto empiryczna) od kwestii
                    > > ważności tych święcej (to kwestia czysto teologiczna, w której Urząd
                    > > Nauczycielski ma status experta ostatecznego).

                    > Możesz to rozwinąć ?

                    Co tu rozwijać, to dość oczywista kwestia. Czym innym jest fizyczna strona aktu
                    wyświęcena - zbiór postrzegalnych rytuałów i formuł, czym innym strona
                    teologiczna - uznanie święcenia za ważne przy założeniu systemu aksjomatycznego
                    uwzględniającego dogmaty chrześcijańskie. Papież się ex cathedra w tej sprawie
                    wypowiadał.

                    pozdrawiam,

                    BD
                    • Gość: Monika Re: nowa świecka religia IP: *.chello.pl 19.11.03, 14:43
                      Gość portalu: BD napisał(a):

                      > Witam,
                      >
                      > 1. Wygląda na to, że nic z mojego teksu nie zrozumiałaś.

                      Przyznaję, że niewiele z twojego tekstu zrozumiałam. Ale nie wiem czy to moja
                      wina, czy to ty słabo tłumaczysz ? Nigdzie nie pisałam, że jestem geniuszem.
                      Więc miej cierpliwość i postaraj się oświecic mnie.

                      >
                      > 2. Nie lubię, jak ktoś zakłada, że jestem idiotą:

                      Wcale tefo nie zakładam. Gdyby tak było nie pisłabym do ciebie postu. Nie
                      widziałbym takiej potrzeby.
                      >
                      > > Widzę, że przytaczasz tylko Febe. A o innych kobietach nie słyszałeś ?
                      >
                      > Otóż o kobietach w Biblii przeczytałem zapewne więcej niż Ty (łącznie z
                      > całymi książkami, np. "Kobiety w czasach Biblii" Eisenberga (nota bene:
                      > rabina)). Poza tym przeczytałem też całą Biblię :)

                      Cieszę się bardzo. Więc nie będziesz miał problemów z wyjasnieniem mi o co ci
                      chodzi.

                      > Nb. nie wiem co nimi chciałaś udowodnić załączonym linkiem, że w Biblii
                      > kobiety byłby nie tylko niewolnicami. No, też Amerykę odkryłaś.

                      Podaje link, bo uważam ze jak przytaczam cudzy cytat to mam obowiązek dać
                      szansę czytającem aby mógł sprawdzić czy czegoś nie przekręciłam. To podstawa
                      dyskusji, dac przeciwnikowi do ręki materiał na którym się opieram.

                      > > > - w sporze o kapłaństwo kobiet notorycznie ignoruje się odróżnienie f
                      > > > aktu udzielania święceń(?) kobietom (to kwestia czysto empiryczna) od
                      > > > kwestii ważności tych święcej (to kwestia czysto teologiczna, w której >
                      > > Urząd Nauczycielski ma status experta ostatecznego).
                      >
                      > > Możesz to rozwinąć ?
                      >
                      > Co tu rozwijać, to dość oczywista kwestia. Czym innym jest fizyczna strona
                      > aktu wyświęcena - zbiór postrzegalnych rytuałów i formuł, czym innym strona
                      > teologiczna - uznanie święcenia za ważne przy założeniu systemu
                      > aksjomatycznego uwzględniającego dogmaty chrześcijańskie. Papież się ex
                      > cathedra w tej sprawie wypowiadał.

                      Kałaństwo męzczyzn nie jest dogmatem w Kościele. Więc chyba to ty mieszasz
                      pojęcia.

                      • Gość: BD Re: nowa świecka religia IP: 195.136.36.* 20.11.03, 13:05
                        Witam,

                        Gość portalu: Monika napisał(a):

                        > Przyznaję, że niewiele z twojego tekstu zrozumiałam. Ale nie wiem czy to moja
                        > wina, czy to ty słabo tłumaczysz? Nigdzie nie pisałam, że jestem geniuszem.

                        To raczej Twoja wina, ale nie wynika to bynajmniej z braku inteligencji, a ze
                        zbytniego przekonania o słuszności swojej wizji świata :)

                        > Więc miej cierpliwość i postaraj się oświecic mnie.

                        To wyjaśnie jeszcze raz, może się uda:

                        1. Pisanino feminoteologiczna bazuje na zupełnym niezrozumieniu tego czym jest
                        religia. Usiłuje extrapolować konstrukty systemu społecznego (dysktryminacja,
                        demokracja) na konstrukty religijne, które opierają się na apriorycznych
                        założeniach o zdeterminowanym przez Boga porządku świata. Jest to
                        nieporozmumienie podobne, jak oczekiwanie od wszystkich feministek by były
                        bardziej mistyczne i przepełnione Duchem Świętym.

                        2. Przyjęta metoda dowodzenia oparta jest na tzw. zniekształceniu
                        konfirmacyjnym. Rozpatruje się dowody przemawiające za, bez uwzględnienia
                        dowodów przemiawiających przeciw, zarówno formalnych jak i empirycznych. To
                        tak, jakby zebrać kilkuset polskich milionerów, którzy stali się nimi trafiając
                        6-kę w dużym lotku i twierdzić, że duży lotek to świetny sposób na życie,
                        abstrahując od formalnej charakterystyki tej gry (totalizator z prowizją) i
                        empirycznego faktu, że przytłaczająca większość graczy traci pieniądze.

                        > Napiszę tylko tyle. Kapłaństwo mężczyzn jak do tej pory nie jest w Kosciele
                        > dogmatem. Więc moze byc przedmiotem dyskusji.

                        Pisałem o systemie aksjomatycznym zawierającym dogmaty. Z dogmatów można
                        wywieźć 'niekwestionowane' zdania, nie będące explite dogmatami (na tym zresztą
                        polega każdy system aksjomatyczny).

                        Nieomylność papieża jest dogmatem w Kościele, a papież wypowiedział się na
                        temat niemożności uznania kapłaństwa kobiet i była to wypowiedź ex-cathedra.

                        pozdrawiam,

                        BD
                        • Gość: sagan Re: nowa świecka religia IP: *.desy.de 20.11.03, 13:23
                          Gość portalu: BD napisał(a):


                          > Nieomylność papieża jest dogmatem w Kościele, a papież
                          > wypowiedział się na temat niemożności uznania
                          > kapłaństwa kobiet i była to wypowiedź ex-cathedra.

                          czy to oznacza, ze jesli jakis inny papiez wypowie sie
                          "twierdzaco" na temat kaplanstwa kobiet (tzn uzna je za
                          normalne i dozwolone "od teraz"), to bedziesz uwazal, ze
                          wszystko (z kaplanstwem kobiet) jest ok?
                          • Gość: BD Re: nowa świecka religia IP: 195.136.36.* 20.11.03, 14:29
                            Witam,

                            Gość portalu: sagan napisał(a):

                            > czy to oznacza, ze jesli jakis inny papiez wypowie sie
                            > "twierdzaco" na temat kaplanstwa kobiet (tzn uzna je za
                            > normalne i dozwolone "od teraz"), to bedziesz uwazal, ze
                            > wszystko (z kaplanstwem kobiet) jest ok?

                            Nie biorę pod uwagi takiej sytuacji, podobnie jak np. nie zastanawiam się co
                            będzie jeśli np. po śmierci zobaczę Allaha i usłyszę od niego: "No, BD, nie
                            bylem przykladnym muzulmaninem, to teraz masz maly problem..."

                            pozdrawiam,

                            BD
                            • sagan2 Re: nowa świecka religia 20.11.03, 16:28
                              Gość portalu: BD napisał(a):


                              > Nie biorę pod uwagi takiej sytuacji

                              a dlaczego nie?
                              papieze juz zmieniali zdanie
                        • Gość: Monika Re: nowa świecka religia IP: *.chello.pl 20.11.03, 19:16
                          Gość portalu: BD napisał(a):

                          > Witam,
                          >
                          > Gość portalu: Monika napisał(a):
                          >
                          > > Przyznaję, że niewiele z twojego tekstu zrozumiałam. Ale nie wiem czy to
                          > > moja wina, czy to ty słabo tłumaczysz? Nigdzie nie pisałam, że jestem
                          > > geniuszem.
                          >
                          > To raczej Twoja wina, ale nie wynika to bynajmniej z braku inteligencji, a
                          > ze zbytniego przekonania o słuszności swojej wizji świata :)

                          1. a ty skąd znasz moja wizję swiata ?
                          2. co o niej wiesz ?

                          > > Więc miej cierpliwość i postaraj się oświecic mnie.
                          >
                          > To wyjaśnie jeszcze raz, może się uda:
                          > 1. Pisanino feminoteologiczna bazuje na zupełnym niezrozumieniu tego czym
                          > jest religia.

                          Przyznałeś ze teologiem nie jestes, wydaje mi się, ze religioznawcą tez nie.
                          Jeśli się mylę to mnie sprostuj.

                          1. Skąd pochodzi twoja wiedza na temat religii ?
                          2. Dyskutujesz na temat opinii teolozek feministycznych, profesorek teoligii,
                          wykładających na wyższych uczelniach i przygotowujących także księży do ich
                          posłannictwa, sam newiele wiedząc ani o religii ani o teologii.

                          > Usiłuje extrapolować konstrukty systemu społecznego (dysktryminacja,
                          > demokracja) na konstrukty religijne, które opierają się na apriorycznych
                          > założeniach o zdeterminowanym przez Boga porządku świata.

                          Widzę ze naprawde niewiele wiesz na temat religii. Jesteś pewny, że chcesz się
                          wypowiadć w tym temacie ?

                          Dokładnie to o czym piszesz jest jedną z podstawowych cech charakterystycznych
                          wszystkich religii. Mówiąc twoim językiem "wszystkie konstrukty systemu
                          społecznego" nakładają się na "konstrukty religijne", a te religijne na
                          społeczne w ciągłej relacji między sobą. Polecam lektury na ten temat kilku
                          strukturalistów i funcjonalistów. To juz raczej klasyka, powinna byc w każdej
                          bibliotece.

                          W sumie nic nie powiedziałeś. Stwierdziłeś fakt znany od lat w
                          religioznawstwie. To nawet nie może być zarzut. Raczej już na tej podstawie
                          moge powiedzieć, że nie wiesz o czym piszesz.

                          > Jest to nieporozmumienie podobne, jak oczekiwanie od wszystkich feministek
                          > by były bardziej mistyczne i przepełnione Duchem Świętym.

                          Jak na razie to twoje rozumowanie to nieporozumienie. Albo inaczej. Wytłumacz
                          mi jeszcze raz co poeta miał na myśli ?????

                          > 2. Przyjęta metoda dowodzenia oparta jest na tzw. zniekształceniu
                          > konfirmacyjnym. Rozpatruje się dowody przemawiające za, bez uwzględnienia
                          > dowodów przemiawiających przeciw, zarówno formalnych jak i empirycznych.

                          Może po prostu i tego nie wiesz ?( nie zakładam twej złej woli, raczej
                          ignorancję). Dowody przeciw już dawno feministki rozpatrzyły i uznały je za
                          niesłuszne. I maja do tego prawo. Gdyby uznały ich słuszności nie opowiadałyby
                          się za kapłaństwem kobiet. Czy to tak trudno zrozumieć ?

                          > To tak, jakby zebrać kilkuset polskich milionerów, którzy stali się nimi
                          > trafiając 6-kę w dużym lotku i twierdzić, że duży lotek to świetny sposób na
                          > życie, abstrahując od formalnej charakterystyki tej gry (totalizator z
                          > prowizją) i empirycznego faktu, że przytłaczająca większość graczy traci
                          > pieniądze.
                          >
                          > > Napiszę tylko tyle. Kapłaństwo mężczyzn jak do tej pory nie jest w
                          > > Kosciele dogmatem. Więc moze byc przedmiotem dyskusji.
                          >
                          > Pisałem o systemie aksjomatycznym zawierającym dogmaty. Z dogmatów można
                          > wywieźć 'niekwestionowane' zdania, nie będące explite dogmatami (na tym
                          > zresztą polega każdy system aksjomatyczny).

                          Czyli jak pisałaś juz gdzieś, jak się uprzesz to mozesz dowieść wszystko. Z
                          tym się zgadzam. Tylko, że ja daje taką mozliwość obu stronom zabierającym
                          głos w dyskusji, a ty wybiórczo. Feministki jak to robią to sa fe, natomiast
                          jak to robi ktoś inny to jego święte prawo.

                          Wątpię czy mnie w ten sposób o czymkolwiek przekonasz.

                          > Nieomylność papieża jest dogmatem w Kościele, a papież wypowiedział się na
                          > temat niemożności uznania kapłaństwa kobiet i była to wypowiedź ex-cathedra.

                          I tu się zgadzamo, to może byc problem. Ale gdy jedynym argumenten na
                          blokowanie kobiet jest dogmat o nieomylności papieże, to mozesz takiej
                          argumentacji użyć w stosunku do niepismiennej babci w Pcimiu Dolnym, ale nie
                          wobec profesorki teologii na uniwersytecie w Madrycie.

                          Zresztą papież nie odwazył się tego powiedzieć. Poczuł się zobowiązany zrzucic
                          całą odpowiedzialności na Boga. A w rzeczywistości użył argumentu siłowego: Ja
                          tak mówie i basta.

                          Papież doskonale wie ze nie istnieją zadne teologiczne podstawy do odmawiania
                          kobietom prawa do kapłaństwa. Gdyby istniały nie musiałby sie wypowiadać ex-
                          katedra, tylko zagiąłaby głupie baby wytaczając argumenty teologiczne.

                          Teolożki wiedzą też o tym że, przyjdzie następny papież i mozna będzie
                          rozpocząc wszystko od nowa. Jak się nie uda z nastepnym, to bedzie kolejny.
                          Tym bardziej, że coraz więcej księzy i biskupów przychyla się do ich poglądów.
                          Bez tego by nie było swięceń kobiet.



                          • Gość: BD Re: nowa świecka religia IP: 195.136.36.* 21.11.03, 10:20
                            Witam,

                            Gość portalu: Monika napisał(a):

                            > 1. a ty skąd znasz moja wizję swiata ?
                            > 2. co o niej wiesz ?

                            Mogę ją odczytać z tego, co piszesz. Jeśli nie wierzysz, proponuje mały
                            eksperyment - zamieńmy się rolami. Ja zostanę nowoczesną feminstką,
                            zwolenniczną społeczeństwa obywatelskiego, odwołującą się do ponowoczesnych
                            metod (strukturalizm itd).
                            Ty zostaniejsz konserwatywnym prakseologiem, apologetą katolickim, odowłującym
                            się do metodologii tradycyjnej itd. Jestem w stanie spokojnie wykrzesać z
                            siebie argumenty feministyczne. Czy Ty wykrzesasz moje argumenty?

                            > 2. Dyskutujesz na temat opinii teolozek feministycznych, profesorek teoligii,
                            > wykładających na wyższych uczelniach i przygotowujących także księży do ich
                            > posłannictwa, sam newiele wiedząc ani o religii ani o teologii.

                            Tylko, że te teolożki stanowią heretyzująca heterodoksję. Znowu dobierasz sobie
                            dane takie, jakie potrzeba w oderwaniu od całości rzeczywistości. Co zrobisz
                            np. z liczną grupą teologów dogmatycznych, którzy tego poglądu nie podzielają -
                            są głupsi?. Co zrobisz ze statusem meta-experta jaki w teologii ma Papież czy
                            (w penym stopniu) kardynał Ratzinger.

                            > mówiąc twoim językiem "wszystkie konstrukty systemu
                            > społecznego" nakładają się na "konstrukty religijne", a te religijne na
                            > społeczne w ciągłej relacji między sobą. Polecam lektury na ten temat kilku
                            > strukturalistów i funcjonalistów. To juz raczej klasyka, powinna byc w każdej
                            > bibliotece.

                            Tak byłoby, gdyby religia była czysto subkietywną metaforą ujmująca świat. Ale
                            dla chrześcijanina rzeczywistość naprzyrodzona jest faktem. (i wo ogóle
                            rzeczywistość jest faktem, a nie np. konstruktem społecznym). Mylisz "konstrukt
                            religijny" z jego reprezentacją w świecie społecznym, która jest czymś w
                            rodzaju epifenomenu.

                            Co do strukturalizmu: wybacz, ale tego typu pseudonaukowe (pseudintelektualne)
                            bełkoty nie przemawiają do mnie. Nie wiem czy spotkałaś się z nazwiskiem "Alan
                            Sokal" - jeśli nie, to polecam poszukać. Poza tym ciekawy link:

                            www.elsewhere.org/cgi-bin/postmodern/


                            > Dowody przeciw już dawno feministki rozpatrzyły i uznały je za
                            > niesłuszne. I maja do tego prawo. Gdyby uznały ich słuszności nie
                            > opowiadałyby się za kapłaństwem kobiet. Czy to tak trudno zrozumieć ?

                            Tak, trudno to zrozumieć - podobnie jak Twoją postawę, gdy cytat z Biblii
                            Tysiąclecia traktujesz conajmniej jakbyś otworzyła najtajniesze archiwa
                            Watykanu (zajrzałaś do moich liknów w sprawie Junii?). Mają prawo, tak jak
                            niektórzy mają prawo wierzyć w "zakazaną archeologię" czy w lądowanie kosmitów
                            w Rosewell.

                            Ja nie jestem specjalistą od teologii czy feminizmu, ale jestem nieskromnym
                            specjalistą (tym się zajmuje naukowo) od metod wnioskowania, zniekształceń we
                            wnioskowaniu potocznym i eksperckim itd. Dlatego pisze, to co pisze.

                            Podam prosty problem:

                            1. Paweł pisze o diakonisach (fakt)
                            2. Paweł pisze o tym, że kobiety mają na zgormadzeniach mliczeć (fakt)
                            3. Wszystkie słowa Pawła mają rangę objawioną (aksjomat)

                            Teolożki wnioskują na podstawie 1, ignorując 2, bądź odrzucajać 2 gwałcąc
                            aksjomat 3. Nie trzeba być profesorem by to widzieć. Choć oczywiście problem
                            jest bardziej skomplikowany niż ten przykład.

                            > Zresztą papież nie odwazył się tego powiedzieć. Poczuł się zobowiązany
                            > zrzucic całą odpowiedzialności na Boga. A w rzeczywistości użył argumentu
                            > siłowego: Ja tak mówie i basta.

                            W katolickim systemie aksjomatycznym to jest doskonały argument, wręcz jak
                            sformalizowany dowód w matematyce. Dziwne, że teolożki tego nie dostrzegają :-)

                            > Papież doskonale wie ze nie istnieją zadne teologiczne podstawy do odmawiania
                            > kobietom prawa do kapłaństwa.

                            Gęstnieją opary absurdu...

                            > Gdyby istniały nie musiałby sie wypowiadać ex-katedra, tylko zagiąłaby głupie
                            > baby wytaczając argumenty teologiczne.

                            Czy w takim razie zawsze gdy papież się wypowiada ex-cathedra to jest dowód na
                            brak argumentów? Czy dogmat o nieomylności papieża nie obowiązuje teolożek
                            katolickich w Madrycie?
                            Może jeszcze papież to zrobił, bo był bity w dzieciństwie. Albo jest ukrytym
                            homoseksualistą, podobnie jak np. św Paweł.

                            No nie powiem, Monty Python.

                            pozdrawiam,

                            BD
                            • Gość: Monika Re: nowa świecka religia IP: *.chello.pl 21.11.03, 15:44
                              Gość portalu: BD napisał(a):

                              Nie odpowiedziałeś na pytanie: co wiesz o religiach ? Ale możesz już nie
                              odowiadać. Nie wiesz nic.

                              > Tylko, że te teolożki stanowią heretyzująca heterodoksję.

                              To musisz udowodnić. Bo jak na razie to papież nie oskarżył ich o herezję, nie
                              są wykluczone z Kościoła.

                              > Znowu dobierasz sobie dane takie, jakie potrzeba w oderwaniu od całości
                              > rzeczywistości. Co zrobisz np. z liczną grupą teologów dogmatycznych,
                              > którzy tego poglądu nie podzielają - są głupsi?.

                              Ty to powiedziałeś :-)

                              > Co zrobisz ze statusem meta-> experta jaki w teologii ma Papież czy
                              > (w penym stopniu) kardynał Ratzinger.

                              Nic. Każdy ma takich ekspertów na jakich sobie zapracuje. Ja mam innych. I mam
                              do tego prawo. Takie są między innymi cele teologii, która jest nauką
                              całkowicie zaakceptowaną przez Kościół. Jak papież wyklnie teologów to pomyślę
                              co z tym zrobić.

                              > > mówiąc twoim językiem "wszystkie konstrukty systemu
                              > > społecznego" nakładają się na "konstrukty religijne", a te religijne na
                              > > społeczne w ciągłej relacji między sobą. Polecam lektury na ten temat
                              > > kilku strukturalistów i funcjonalistów. To juz raczej klasyka, powinna byc
                              > > w każdej bibliotece.

                              > Tak byłoby, gdyby religia była czysto subkietywną metaforą ujmująca świat.
                              > Ale dla chrześcijanina rzeczywistość naprzyrodzona jest faktem. (i wo ogóle
                              > rzeczywistość jest faktem, a nie np. konstruktem społecznym).

                              Więc nie masz zielonego pojęcią czym jest jakakolwiek religia. Poczytaj jakis
                              podręcznik. Nie chce mi się tłumaczyć podstaw.

                              > Mylisz "konstrukt religijny" z jego reprezentacją w świecie społecznym,
                              > która jest czymś w rodzaju epifenomenu.

                              Jak wyżej.

                              > Co do strukturalizmu: wybacz, ale tego typu pseudonaukowe
                              >(pseudintelektualne) bełkoty nie przemawiają do mnie.

                              Nie masz pojęcia czym jest strukturalizm.

                              > Ja nie jestem specjalistą od teologii czy feminizmu,

                              A to widać :-)))

                              > ale jestem nieskromnym

                              Z pewnością

                              > specjalistą (tym się zajmuje naukowo) od metod wnioskowania, zniekształceń
                              > we wnioskowaniu potocznym i eksperckim itd. Dlatego pisze, to co pisze.

                              Jezu Chryste !!!! Jesli mamy wszystkich ekpertów takich jak ty, to tragedia.
                              Strach się bać.

                              Nawet gdybyś był ekspertem w czymkolwiek, to nie zmienia faktu, że o religii
                              nie masz nawet bladego pojęcia. Wiec, Panie ekspercie, sam sobie wyciągnij
                              wnioski odnośnie własnych wniosków.

                              > Podam prosty problem:
                              >
                              > 1. Paweł pisze o diakonisach (fakt)
                              > 2. Paweł pisze o tym, że kobiety mają na zgormadzeniach mliczeć (fakt)
                              > 3. Wszystkie słowa Pawła mają rangę objawioną (aksjomat)
                              >
                              > Teolożki wnioskują na podstawie 1, ignorując 2, bądź odrzucajać 2 gwałcąc
                              > aksjomat 3. Nie trzeba być profesorem by to widzieć. Choć oczywiście problem
                              > jest bardziej skomplikowany niż ten przykład.

                              Już cię prosiłam, zastanów się czy naprawdę chcesz się wypowiadać w temacie o
                              którym nic nie wiesz ? Miej dla siebie litość. Nie musisz sie tak do końca
                              ośmieszać.

                              > Czy w takim razie zawsze gdy papież się wypowiada ex-cathedra to jest dowód
                              > na brak argumentów?

                              Wiesz w jakich okolicznościch powstał dogmat o nieomylności papieża i kiedy ?
                              Poinformuj się, później porozmawiamy.

                              > Czy dogmat o nieomylności papieża nie obowiązuje teolożek katolickich w
                              > Madrycie?

                              Oczywiście, ze obowiązuje, dlatego nadal są tylko teolożkami laickimi a nie
                              kapłankami.

                              Drogi BD.

                              Miej tyle skromności by nie wypowiadać się autorytatwnie o pracy
                              feministycznych teolożek i ich błędach, kiedy nie jestes w stanie zrozumieć
                              tego o czym piszą. Twoje przykłady są śmieszne, na poziomie liceum. Nie znasz
                              teologii feministycznej, ani argumentów, na których się opiera. Zwłaszcza nie
                              znasz ich argumentów teologicznych.











                              • Gość: BD Re: nowa świecka religia IP: 195.136.36.* 21.11.03, 16:17
                                Witam,

                                Gość portalu: Monika napisał(a):

                                > To musisz udowodnić. Bo jak na razie to papież nie oskarżył ich o herezję,
                                > nie są wykluczone z Kościoła.

                                Co się odwlecze to nie uciecze, machina KK jest w tym względzie bardzo
                                cierpliwa i trochę niegramotna (vide Hans Kung). Z drugiej strony, po co tracić
                                czas na "żywiołki pomniejszego płazu" jak je nazywał śp. J.M. Bocheński.

                                > Nic. Każdy ma takich ekspertów na jakich sobie zapracuje. Ja mam innych. I
                                > mam do tego prawo.

                                Jak już Ci mówiłem - masz prawo wierzyć w co chcesz, z ufoludkami włącznie. Są
                                jednak pewne przyjęte standardy oceny ekspertów. W naukach społecznych i
                                przyrodniczych pomaga w tym np. lista filadelfijska ISI. W naukach
                                teologicznych są inne - o których pisałem.

                                > Jezu Chryste !!!! Jesli mamy wszystkich ekpertów takich jak ty, to tragedia.

                                Jak widzę, drugie przykazanie to już Cię jako bardziej oświeconej od motłochu
                                nie obowiązuje.

                                Naprawdę, mam w bardzo głębokim poważaniu Twoje zdanie na temat moich
                                kompetencji. Inne zdanie ma PAN (i dwie wyższe uczelnie), KBN, redaktorzy paru
                                pism i gazet, organizatorzy zagranicznych konferencji, zarządy firm z polskiej
                                listy 500, korzystające z mojego doradzctwa etc.

                                > Wiesz w jakich okolicznościch powstał dogmat o nieomylności papieża i kiedy?

                                No, jeśli dla Ciebie dogmaty "powstają" to faktycznie - ciężko rozmawiać :)

                                > Miej tyle skromności by nie wypowiadać się autorytatwnie o pracy
                                > feministycznych teolożek i ich błędach, kiedy nie jestes w stanie zrozumieć
                                > tego o czym piszą. Twoje przykłady są śmieszne, na poziomie liceum.

                                Daj spokój. Usiłujesz tu przekazać jakąś pseudowiedzę ubraną w ładne słówka, a
                                sama popełniasz elementarne błędny, świadczące o tym, że nawet nie zadałaś
                                sobie trudu przeczytać Biblii. Przykład - "apostołka" Junia (zobacz podane
                                linki w tym wątku) czy Twoje wypowiedzi w stylu 'List do Rzymian w
                                septuagincie' - Septuaginta (LXX) to, moja Droga, grecki przekład (właściwe
                                grecka wersja) Starego Testamentu. Ja wolę wypowiadać się na poziomie
                                licealisty, który przynajmniej wie co jest w Biblii napisane, niż cytować
                                bełkot feminoteolożek samemu pozostając nieskażonym wiedzą podstawową.

                                pozdrawiam,

                                BD
                                • Gość: Monika Re: nowa świecka religia IP: *.chello.pl 21.11.03, 17:11
                                  Gość portalu: BD napisał(a):

                                  > Witam,
                                  >
                                  > Gość portalu: Monika napisał(a):
                                  >
                                  > > To musisz udowodnić. Bo jak na razie to papież nie oskarżył ich o herezję,
                                  > > nie są wykluczone z Kościoła.
                                  >
                                  > Co się odwlecze to nie uciecze, machina KK jest w tym względzie bardzo
                                  > cierpliwa i trochę niegramotna (vide Hans Kung). Z drugiej strony, po co
                                  >tracić czas na "żywiołki pomniejszego płazu" jak je nazywał śp. J.M.
                                  >Bocheński.

                                  Znaczy, że to co pisałeś w poprzenim poscie, na ten temat, to był bzdury.
                                  Cieszę się ze przyznajesz.

                                  > Jak już Ci mówiłem - masz prawo wierzyć w co chcesz, z ufoludkami włącznie.
                                  > Są jednak pewne przyjęte standardy oceny ekspertów. W naukach społecznych i
                                  > przyrodniczych pomaga w tym np. lista filadelfijska ISI. W naukach
                                  > teologicznych są inne - o których pisałem.

                                  Owszem inne, ale ty ich nie znasz.

                                  > Jak widzę, drugie przykazanie to już Cię jako bardziej oświeconej od
                                  > motłochu nie obowiązuje.

                                  Ano mnie nie obowiązuje :)))))

                                  > Naprawdę, mam w bardzo głębokim poważaniu Twoje zdanie na temat moich
                                  > kompetencji. Inne zdanie ma PAN (i dwie wyższe uczelnie), KBN, redaktorzy
                                  > paru pism i gazet, organizatorzy zagranicznych konferencji, zarządy firm z
                                  > polskiej listy 500, korzystające z mojego doradzctwa etc.

                                  Co nie zmiania faktu ze o religiach i o teologii nic nie wiesz.

                                  > > Wiesz w jakich okolicznościch powstał dogmat o nieomylności papieża i
                                  > > kiedy?

                                  > No, jeśli dla Ciebie dogmaty "powstają" to faktycznie - ciężko rozmawiać :)

                                  Znaczy, że przyznajesz, ze nie wiesz :))) Tak przypuszałam.

                                  > Daj spokój. Usiłujesz tu przekazać jakąś pseudowiedzę ubraną w ładne słówka,
                                  > a sama popełniasz elementarne błędny, świadczące o tym, że nawet nie zadałaś
                                  > sobie trudu przeczytać Biblii. Przykład - "apostołka" Junia (zobacz podane
                                  > linki w tym wątku) czy Twoje wypowiedzi w stylu 'List do Rzymian w
                                  > septuagincie' - Septuaginta (LXX) to, moja Droga, grecki przekład (właściwe
                                  > grecka wersja) Starego Testamentu.

                                  Jak zwykle mylisz się. Obecnie septuagintą nazywana jest grecka wersja Pisma
                                  Świętego w całości, tak Nowego jak i Starego Testamentu.

                                  Możesz sprawdzić tutaj :

                                  www.biblia.net.pl/menu.php
                                  Po prostu nie wysilono się aby jakoś inaczej nazwać grecką wersję Nowego
                                  Testamentu. Dodano ją do Starego. Jeśli znasz jakąś inna nazwę bardzo chętnie
                                  się od ciebie czegoś wreszczie nauczę, szanowny ekspercie.

                                  >Ja wolę wypowiadać się na poziomie licealisty,

                                  To jesteś licealistą czy ekspertem ?

                                  > który przynajmniej wie co jest w Biblii napisane, niż cytować
                                  > bełkot feminoteolożek samemu pozostając nieskażonym wiedzą podstawową.

                                  Mam wątpliwości czy wiesz co jest napisane w Biblii. Odsyłam cię do moich
                                  postów: Do Tada 1, Do Tada 2. Tam możesz sobie poczytać fragmenty z Biblii,
                                  Może cie oświecę.



                                  • Gość: BD Re: nowa świecka religia IP: 195.136.36.* 24.11.03, 11:15
                                    Witam,

                                    Gość portalu: Monika napisał(a):

                                    > Co nie zmiania faktu ze o religiach i o teologii nic nie wiesz.

                                    Nie, moja Droga, to Ty nie odróżniasz teologii od religioznastwa czy socjologii
                                    religii, które to dyscypliny różnią się w sposób fundamentalny. O tym będzie
                                    osobny mail.

                                    > Jak zwykle mylisz się. Obecnie septuagintą nazywana jest grecka wersja Pisma
                                    > Świętego w całości, tak Nowego jak i Starego Testamentu.
                                    > Możesz sprawdzić tutaj :

                                    > www.biblia.net.pl/menu.php

                                    Doprawdy, potrafisz człowieka rozbawić.

                                    www.biblia.net.pl/septuaginta/

                                    Co pisze: Grecki Stary Testament
                                    Link z tego samego site'u!!!

                                    > Po prostu nie wysilono się aby jakoś inaczej nazwać grecką wersję Nowego
                                    > Testamentu. Dodano ją do Starego.

                                    Pokaż mi, gdzie na tej stronie, na którą się powołujesz pisze, że dodano grecką
                                    wersję Nowego Testamentu do starego. Zgadujesz i piszesz bzdury.

                                    > Jeśli znasz jakąś inna nazwę bardzo chętnie
                                    > się od ciebie czegoś wreszczie nauczę, szanowny ekspercie.

                                    Grecki Nowy Testament nazywa to po prostu Grecki Nowy Testament. Tłumaczenie
                                    równoległe (słowo w słowo) zawierające tekst grecki i w innym języku to tzw.
                                    przekład interlinearny. I tyle.

                                    pozdrawiam,

                                    BD
                    • Gość: Monika Re: nowa świecka religia IP: *.chello.pl 19.11.03, 15:48
                      Zjadło mojego maila. Trudno. Nie chce mi sie pisać tego wszystkiego jeszcze
                      raz.

                      Napiszę tylko tyle. Kapłaństwo mężczyzn jak do tej pory nie jest w Kosciele
                      dogmatem. Więc moze byc przedmiotem dyskusji.






                • Gość: Monika Re: nowa świecka religia IP: *.chello.pl 19.11.03, 15:58
                  Jednk nie zjadło :-)
      • Gość: barbinator czy ktoś w końcu wyjaśni... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.03, 14:55
        Czy ktos mógłby to w końcu mnie, głupiej ateistce wyjaśnić dlaczego w końcu
        kobiety nie mogą pełnić w KK funkcji kapłańskich?
        Z dyskusji wynika przecież, że:

        1. Kapłaństwo mężczyzn nie jest dogmatem takim jak np niepokalane poczęcie,
        więc nie musi być przyjmowane "na wiarę"
        2. Nie istnieją dowody o charakterze teologicznym, na tyle mocne by nie dało
        się ich podważyć, na niemożność sprawowania funkcji kapłańskich przez kobiety
        3. Nie istnieją jednoznaczne zapiski w Pismie Świętym odnoszące się do zakazu
        kapłaństwa kobiet
        4. Jedyną dającą się zaakceptować i zrozumiałą dla mnie podstawą zakazu jest
        pogląd aktualnego papieża wygłoszony ex cathedra

        A skoro tak, to skąd pewność, że któryś z następnych papieży nie wygłosi ex
        cathedra poglądu odmiennego otwierającego drogę do kapłaństwa kobiet? Wziąwszy
        pod uwagę punkty 1, 2 i 3 oraz to, że pogląd papieża jest efektem jego własnych
        przemyśleń i jego własnego rozumienia tego co dla Kościoła najlepsze, taki
        scenariusz wydaje mi się bardzo prawdopodobny.
        Zwłaszcza, że poglądy papieży na kluczowe dla Kościoła kwestie już wcześniej
        zmieniały się dość często. Wcześniej w wątku ktoś stwierdził, że nic nie
        rozumiem gdyż nie odróżniam kwestii kluczowych (takich bez których
        przestrzegania KK przestałby być KK) od "kwestii technicznych". Niestety,
        jesteśmy kilkadziesiąt postów dalej a ja nadal nie rozumiem dlaczego właśnie
        wyłączność mężczyzn na kapłaństwo musi być kwestią kluczową. Czy celibat księży
        jest sprawą "kluczową" czy "techniczną"? - ja sądzę, że jest to sprawa dość
        podobna do kwestii kapłaństwa kobiet. Wiadomo, że w KK celibat kapłanów nie
        jest zasadą obowiązującą "od zawsze" - właściwie nawet przez większą część 2000-
        letniej historii KK żonaci i dzieciaci księża byli w pewien sposób tolerowani,
        choć spotykali się z krytyką a nawet bywali zmuszani do porzucenia rodziny by
        móc dalej pełnić funkcje kapłańskie.
        Uważam więc, że skoro celibat najwidoczniej nie był wówczas traktowany jako
        zagadnienie kluczowe - a działo się tak zapewne pod wpływem presji społecznej i
        oddziaływania ówczesnej obyczajowości na kościelne realia - to dlaczego tak
        samo nie miałoby kiedyś być z prawem kobiet do kapłaństwa?
        Pozdr. B.
        • Gość: BD Re: czy ktoś w końcu wyjaśni... IP: 195.136.36.* 21.11.03, 16:24
          Witam,

          Krótko, bo spieszę się na pociąg.

          Argumenty teologiczne istnieją - podawałem kilka linków, np. do newadvent. Co
          więcej - większość teologów je podziela. Wypowiedzi ex-cathedra nie są po to,
          by "udupić opozycję", ale by uciąć zbyt nachalne głoszenie poglądów błędnych,
          coby nie mieszać w głowie wiernym.

          Celibat księży jest i zawsze był sprawą techniczną. Co więcej - w obrębie KK
          spotkach księży żonatych, których celibat nie obowiązuje. Rozwiązanie tej
          frapującej zagadki zostawiam na po weekendzie. Tak więc analogia jest nieco
          nietrafna.

          pozdrawiam,

          BD
        • tad9 Re: czy ktoś w końcu wyjaśni... 21.11.03, 19:37
          Gość portalu: barbinator napisał(a):

          > Czy ktos mógłby to w końcu mnie, głupiej ateistce wyjaśnić dlaczego w końcu
          > kobiety nie mogą pełnić w KK funkcji kapłańskich?

          Zwracam uwagę, że ja właściwie toczę tu dyskusję czysto historyczną, a nie
          teologiczną. Wszystko co mam do powiedzenia w tym wątku, ogranicza się do
          zdania: generalna linia w KK zawsze była taka: kobiety nie mogą sprawować
          eucharystii, i jeśli nawet ZDARZYŁO się coś, co od tej linii odstawało, był to
          co najwyżej jakiś lokalny fenomen nie mogący ważyć na ogólnym obrazie. Reszta
          tego co piszę, jest przypisem do tego stwierdzenia. Więcej powiem, jesli tu
          dyskutuję, to nie z powodu jakichś głębokich emocji związanym z kapłaństwem
          kobiet w przeszłości, ale z powodu czci dla Obiektywizmu (który oboje tak mocno
          kochamy). Istnienie kobiet-księży w przeszłości jest mi obojętne, a na
          forum "Feminizm" nawet by mi się przydały. Nie raz już pisałem tutaj, że
          feministki przesadzają z tą mizoginią chrześcijańską. Bodajże po raz pierwszy
          staję tu niejako po stronie feministek, ale nic na to nie poradzę. Zgodnie z
          moim stanem wiedzy (nie twierdzę jednak, że jestem ekspertem w dziedzinie
          początków chrześcijaństwa), rzecz wyglądała tak, jak to ująłem wyżej. Jak dotąd
          nic, o czym napisała Monika nie jest dla mnie nowością (generalnie, bo są
          szczegóły o ktorych nie słyszałem, np. malowidło przedstawiające kobietę
          podpisane "biskup")i nie mogę na tej podstawie zmienić zdania. Dodam, że Monika
          sprawia na mnie wrażenie, jakby dopiero przedwczoraj przeczytała "Ewangelię"
          i "Dzieje Apostolskie", i stąd u niej to poczucie odkrywania niezwykłych
          tajemnic, ale nie będę się nad tym rozwodził.
          Co do mojego stosunku do kapłaństwa kobiet dziś - już się na ten temat
          wypowiadałem, więc po co mam strzępić sobie dalej język (a raczej ścierać
          palce)?


          • Gość: barbinator Re: czy ktoś w końcu wyjaśni... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.03, 20:25
            tad9 napisał:


            >
            > Zwracam uwagę, że ja właściwie toczę tu dyskusję czysto historyczną, a nie
            > teologiczną. Wszystko co mam do powiedzenia w tym wątku, ogranicza się do
            > zdania: generalna linia w KK zawsze była taka: kobiety nie mogą sprawować
            > eucharystii, i jeśli nawet ZDARZYŁO się coś, co od tej linii odstawało, był
            to
            > co najwyżej jakiś lokalny fenomen nie mogący ważyć na ogólnym obrazie.




            Oki, ja sobie siedzę grzecznie w kąciku i z zainteresowaniem śledzę twoją
            dyskusję z Moniką. Bardzo ciekawie sobie rozmawiacie (jestem pod wrażeniem
            wiedzy was obojga) i mam nadzieję, że ta dyskusja nie będzie waszą ostatnią -
            byłaby to strata dla forum, więc bądź miłym chłopcem Tad i nie zrażaj Moniki...
            np nie czepiaj się jak to tylko ty potrafisz...no, wiesz te "dowody pozytywne"
            i takie tam inne...:)).





            Reszta
            > tego co piszę, jest przypisem do tego stwierdzenia. Więcej powiem, jesli tu
            > dyskutuję, to nie z powodu jakichś głębokich emocji związanym z kapłaństwem
            > kobiet w przeszłości, ale z powodu czci dla Obiektywizmu (który oboje tak
            mocno
            > kochamy).



            Rzekłeś, Tad... Jestem zachwycona, że moje starania nawrócenia cię na drogę
            cnoty...tzn chciałam powiedzieć Obiektywizmu... w końcu się powiodły. Jak już
            kiedyś trafię do wrót specjalnego raju dla feminizujących ateistek a św. Piotr
            (będziemy tam miały mężczyzn w niektórych zawodach usługowych) zapyta mnie o
            moje dobre uczynki, to mu odpowiem: nawróciłam na Obiektywizm przynajmniej
            jedną zbłąkaną duszyczkę o imieniu Tad...




            Istnienie kobiet-księży w przeszłości jest mi obojętne, a na
            > forum "Feminizm" nawet by mi się przydały. Nie raz już pisałem tutaj, że
            > feministki przesadzają z tą mizoginią chrześcijańską. Bodajże po raz pierwszy
            > staję tu niejako po stronie feministek, ale nic na to nie poradzę.



            Proponowałabym jeszcze jedną rzecz - w ramach treningu Obiektywizmu...
            Przyznaj wreszcie, że niektórzy ludzie Kościoła faktycznie usiłowali (w dużym
            stopniu skutecznie) zafałszować historię poprzez zmienianie imienia apostołki
            Junii na apostoła Juniasza. Argument, że Kosciół nie zrobił nic złego i niczego
            nie zatajał gdyż w NIEKTÓRYCH źródłach (Żywoty Świętych i inne) Junia
            występuje, zaś tylko w niektórych innych (biblia warszawska i poznańska o ile
            pamiętam, i nie tylko te) postać Junii została zafałszowana - ten argument jest
            STRASZNIE SŁABY. Przy jego pomocy nawet komuniści mogliby się obronić przed
            zarzutem (ewidentnego przecież!) fałszowania historii.





            Dodam, że Monika
            > sprawia na mnie wrażenie, jakby dopiero przedwczoraj przeczytała "Ewangelię"
            > i "Dzieje Apostolskie", i stąd u niej to poczucie odkrywania niezwykłych
            > tajemnic, ale nie będę się nad tym rozwodził.


            Na mnie takiego wrażenia nie sprawia.



            > Co do mojego stosunku do kapłaństwa kobiet dziś - już się na ten temat
            > wypowiadałem, więc po co mam strzępić sobie dalej język (a raczej ścierać
            > palce)?
            >
            >


            A czy mógłbyś jednak jakoś odnieść się do mojego pytania?
            Przypomnę: skoro zakaz kapłaństwa kobiet nie jest dogmatem wynikającym z
            Biblii, skoro nie ma niepodważalnych argumentów teologicznych (bo gdyby takie
            były, to w ogóle nie istnieliby teologowie widzący możliwość wprowadzenia w
            przyszłości kapłaństwa kobiet - nie wierzę, by teolożki o których pisze Monika
            były po prostu głupie i niedouczone jak zdaje się to sugerować BD), skoro
            obecnie obowiązujące zasady opierają się wyłącznie na opinii obecnego papieża
            wynikającej z jego własnych przemyśleń i interpretacji Słowa Bożego...

            To w takim razie dlaczego mam przyjąć za pewnik iż żaden z jego następców w
            Rzymie nie dojdzie w tej kwestii do odmiennych wniosków i nie dopuści do
            stopniowego dochodzenia kobiet do funkcjii kapłańskich?
            Pozdr. B.
            • tad9 Re: czy ktoś w końcu wyjaśni... 23.11.03, 11:56
              Gość portalu: barbinator napisał(a):
              > np nie czepiaj się jak to tylko ty potrafisz...no, wiesz te "dowody
              >pozytywne" i takie tam inne...:)).

              Pomijając fortunność określenia "dowody pozytywne" wezwanie, by Monika
              przedstawiła coś w tym rodzaju jest zupełnie na miejscu. Argumet
              typu: "ponieważ nie wiadomo, czy kobiety nie mogły sprawować eucharystii, więc
              wiadomo, że mogły", jest spekulacją. Zresztą samo stwierdzenie "nie wiadomo czy
              nie mogły" jest wątpliwe, ponieważ te dokumenty, które wogóle mówią coś na ten
              temat, mówią głównie o tym, że kobiety nie mogły tego robić. Jak dotąd Monika
              przytoczyła jedną wzmiankę o jakichś dziewicach odprawiających eucharystię, co
              autor relacji, czyli opisujący rzecz całą biskup, określić miał jako "lokalną
              tradycję", i już samo to, sprawia wrażenie, że pisał o czymś w rodzaju
              ciekawostki. Otóż, nie wykluczam wcale istnienia takich przypadków, jednak jak
              mawia lud "jedna jaskółka wiosny nie czyni". Z tego, że istnieli
              tzw. "chrześcijańscy libertyni", którzy naukę o odpuszczeniu grzechów
              zrozumieli bardzo dosłowine, nie wynika, że taki libertynizm był główną linią
              chrześcijaństwa, ani tym bardziej, że dziś powinien nawrócić się nań cały KK.
              Istniało bardzo wiele lokalnych tradycji. W Szwajcarii np, w oklolicach miasta
              Zurzach, istniał w średniowieczu kult św. Vereny - patronki prostytutek, a
              jednym z elementów obchodów jej święta był "Kurwitaniec" (Hurentantz)tańczony
              przez miejscowych notabli, ku uciesze mieszkańców. Tradycja zanikła dopiero w
              XVI wieku, może pod wpływem reformacji, bo jak wiadomo, protestanci byli
              znacznie bardziej surowi obyczajowo, niż katolicy (dopiero kilkadziesiąt lat
              temu im się odmieniło, a i to nie wszystkim). Czy fakt istnienia tej tradycji
              znaczy, ze KK w śrdniowieczu otaczał szczególną czcią prostytutki, i że dziś w
              dniu św. Vereny "Hurentanz" winien być tańczony w Watykanie? Zgodnie z logiką
              Moniki - tak. Z tego, że nie ma żadnych zakazów dotyczących "Kurwitańca" wynika
              wg. jej sposobu rozumowania, że był praktykowany powszechnie.
              Co do owych kobiet odprawiających eucharytsię dodam jeszcze, że nie wiem (i
              chyba nikt nie wie), czy owe lokalnie dziewice, o których wspomina Monika nie
              należały czasem do jednej z licznych sekt, choćby i do takiej, której nazwa
              zginęła z pamięci potomnych, lub do takiej, których nazwy przytaczałem.

              >Jak już kiedyś trafię do wrót specjalnego raju dla feminizujących ateistek a
              >św. Piotr (........)

              Proszę o wyliczenie przypadków mojego nieobiektywizmu. Zaś co do zasług, ja za
              zasługę poczytuję sobie, to, że pewna niewiasta po dłuższym pobycie na
              forum "Feminizm" zdaje się być wobec feminizmu zdystansowana mocniej, niż była,
              gdy na owo forum zawitała.

              > Proponowałabym jeszcze jedną rzecz - w ramach treningu Obiektywizmu...(...)

              Nie przyznam, ponieważ zarzut oszustwa, a więc świadomego wprowadzania w błąd
              winien być udokumentowany, i warto też znać stanowisko drugiej strony. Oszustw,
              popenianych przez ludzi KK sporo jest w historii (średniowiecza), ale nie
              należy do nich ukrywanie, że kobiety były wśród ewangelizatorek, a więc, że
              mieściły się w jednym ze znaczeń słowa "apostoł". Proponuję, byś zapoznała się
              z tekstami, do których linki podał BD. Poza tym, dość trudno uwierzyć mi, że
              osoby przygotowujące biblię tysiąclecia fałszowały tekst kierując się
              patriarchalnym resentymentem.

              > Na mnie takiego wrażenia nie sprawia.

              Skąd więc u niej to poczucie ujawniania sensacji? Gdybym zaczął pisać tu posty
              w rodzaju: "Sensacja! Okazuje się, że pod Grunwaldem Krzyżacy przegrali!",
              nabrałabyś wątpliwości, czy interesowałem się wcześniej historią przygód
              polsko - krzyżackich.

              > A czy mógłbyś jednak jakoś odnieść się do mojego pytania?
              > Przypomnę:(.......)

              Trochę mnie przeceniasz. Nie jestem aż tak dobrym prorokiem. Jeśli śledzisz
              moją dyskusję z Moniką, to wiesz, ze w odniesieniu do przyszłości zajmuję
              stanowisko: "Ja nie wiem, i ty (tzn. Monika) nie wiesz jaka będzie". Co do
              feministycznych teolożek i ich poziomu: nie chcę odnosić się do wszystkich, ale
              jeśli jedną z nich jest pani, której tekst zamieściła powyżej Monika, to
              przyznasz chyba, że Twoje stwierdzenie, iż nie może być niemądrych teolożek-
              feministek, było ZBYT optymistyczne. Ten tekst jest po prostu przygłupi. Po
              zaaplikowaniu sobie kuracji zaproponowanej przez autorkę KK przypominałby coś w
              rodzaju hippisowskiej komuny, a już najpewniej byłby mocno zbliżony do naszej
              starej znajomej Koedukacyjnej Unii Rewolucyjno Anarchistycznej, słowem
              zmieniłby się tak dokumentnie, jak zmieniłby się ruch feministyczny
              zreformowany organizacyjnie i doktrynalnie przez Janusza Korwina - Mikke. Co do
              stanowiska innych teolożek - feministycznych, mogę służyć wywiadem jaki ukazał
              się w "Tygodniku Powszechnym", wywiadu z siostrą (Zgromadzenie Śióstr św.
              Józefa z Le Puy) Elizabeth Johnson, profesorką teologii dogmatycznej w
              jezuickim Uniwersytecie w NY, przewodniczącą Katolickiego Towarzystwa
              Teologicznego Ameryki. Jest tam też mowa o historii (nic o eucharystii, tylko o
              diakonisach, więcej nawypisywaliśmy już na tym forum, więc nie ma co
              przepisywać. Wspomniana jest św. Marta). Fragment wywiadu odnośnie święceń: "W
              moim przekonaniu nie można mówić, ze Chrystus nie powołał do grona swoich
              uczniow niewiast. Wiele kobiet, jak pokazuje nam to Ewangelia, podążało za Nim
              i tworzyło grono najbliższych uczniow. Kobiety, o czym nierzadko się zapomina,
              stały wiernie z Chrystusem podczas ukrzyżowania. Były pierwzymi świadkami Jego
              zmartwychwstania i świadectwo to przekazały dalej. Więcej: duża część kobiet
              piastowała wysokie stanowiska w pierwszych latach istnienia Kościoła, będąc
              prorokiniami, nauczycielkami, misjonarkami i liderkami wspólnot kościelnych.
              (...).Jest to powód, dla którego Papieska Komisja Biblijna (grono wybitnych
              katolickich biblistów), poproszona w 1975 przez Kongregację Nauki Wiary, o
              przebadanie święceń kobiet, odważyła się powiedzieć, że w Nowym Testamencie,
              nie ma żadnych wypowiedzi, które pozowliły twierdzić, iż kobiety nie mogą być
              powołanie do stanu duchownego". Tyle, wywiad, je dodam, że KK nie opiera się
              wyłącznie na Piśmie.


              > Pozdr.
              • Gość: barbinator Re: czy ktoś w końcu wyjaśni... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 23.11.03, 19:00
                tad9 napisał:


                Argumet
                > typu: "ponieważ nie wiadomo, czy kobiety nie mogły sprawować eucharystii,
                więc
                > wiadomo, że mogły", jest spekulacją.


                Dobrze, jest spekulacją - podobnie jak wiele innych stwierdzeń padających w tej
                rozmowie z obu stron - jednak jest to spekulacja dobrze podbudowana faktami.
                Wspomniałeś w tym wątku przypadek Lewitów, którzy jako jedyni mogą być
                kapłanami żydowskimi. Jest to zastrzeżenie nazwane po imieniu i bardzo
                dokładnie sprecyzowane, prawda? Gdzieś tam u góry zadbano, by nigdy w
                przyszłości człowiek nie będący potomkiem Lewiego nie mógł zostać kapłanem -
                najwyraźniej Najwyższa Istota uznała to zastrzeżenie za BARDZO ISTOTNE i
                postarała się by nikt nigdy nie miała w tej sprawie wątpliwości.
                Z kapłaństwem kobiet (a raczej mężczyzn) tak się nie stało, dlaczego?
                Mamy pełne prawo spekulować, że brak wyraźnie sformułowanego zastrzeżenia
                świadczy przynajmniej o (być może niechętnym) przyzwoleniu Najwyższego.
                Nie jest to argument rozstrzygający, ale zupełnie odrzucać go nie można.



                Otóż, nie wykluczam wcale istnienia takich przypadków, jednak jak
                > mawia lud "jedna jaskółka wiosny nie czyni". Z tego, że istnieli
                > tzw. "chrześcijańscy libertyni", którzy naukę o odpuszczeniu grzechów
                > zrozumieli bardzo dosłowine, nie wynika, że taki libertynizm był główną linią
                > chrześcijaństwa, ani tym bardziej, że dziś powinien nawrócić się nań cały KK.



                Zgoda, jednak fakt istnienia tych "libertynów" (zakładam, że nie byli oni
                uznani za heretyków, bo wtedy cały przykład jest bez sensu) świadczy o tym, że
                jest możliwe inne niż współczesne pojmowanie odpustu, że KK jest w stanie taką
                nowinkę wchłonąć i zaakceptować nie przestając być przy tym "katolickim", oraz
                że jeśli ta nowinka nie zdaje próby czasu - bo spotyka się z krytyką oddolną -
                po prostu zostaje zapomniana. Może kapłaństwo kobiet niegdyś, w innej sytuacji
                społeczno-obyczajowej nie sprawdziło się i dlatego zostało zapomniane i
                pogrzebane? Może współcześnie sprawdziłoby się lepiej? Raczej nie dowiemy się
                tego jeśli nie spróbujemy...




                > Istniało bardzo wiele lokalnych tradycji. W Szwajcarii np, w oklolicach
                miasta
                > Zurzach, istniał w średniowieczu kult św. Vereny - patronki prostytutek, a
                > jednym z elementów obchodów jej święta był "Kurwitaniec" (Hurentantz)tańczony
                > przez miejscowych notabli, ku uciesze mieszkańców.


                Abstrahując od tego, że Verena nigdy nie była prostytutką a obchody jej święta
                wcale nie muszą oznaczać pochwały prostytucji (tak jak obchody św. Floriana nie
                są pochwałą piromanii :)) to stosunek średniowiecznego KK do nierządnic jest
                ciekawym zagadnieniem. J.Rossiaud pisze tak: "Około 1400 r. (...) władze
                uczyniły z prostytucji element całokształtu miejskiego życia i narzędzie
                zdrowia psychicznego. I działo się to za przyzwoleniem kleru parafialnego. W
                drugiej połowie XIII w najbardziej przewidujący teologowie znacznie złagodzili
                surową ocenę zwykłego nierządu a po 1300 roku autorzy traktatów czy
                podręczników dla spowiedników wydają się go umieszczać gdzieś na pograniczu
                grzechu powszedniego" B.Geremek natomiast pisał tak: "I w tym wypadku zresztą
                scholastyka dokonuje pewnej rewizji postaw wobec prostytucji, wskazując na
                pewną jej użyteczność. Nie usuwa to infamii z tego zajęcia, ale stwarza
                podstawy pod pewne formy jej integracji w życie zorganizowane, a ściślej - w
                życie miejskie"
                Miało to odbicie w życiowych realiach: miasta organizowały burdele (prostibulum
                publicum) pod kontrolą municypialną , oddawane zazwyczaj w dzierżawę ludziom
                tzw "wykluczonym" np katom. "Kler już poprzez sam fakt zadawania sobie pytań
                dotyczących prawomocności zarobku, jakości pracy a więc i taryf prostytutek
                wprowadzał do sprzedajnej miłości element miary i racjonalizmu".
                Pora wyjaśnić dlaczego w ogóle o tym piszę.
                Przez liczne posty tego wątku przebija się kompletnie imho nieprawdziwa teza
                jakoby Kościół był z zasady niezależny od zmieniających się obyczajowości i mód
                intelektualnych.
                A to nieprawda i wystarczy choćby średnia znajomość historii by się o tym
                przekonać. Kościół zawsze reagował na przemiany obyczajowe i dostosowywał się
                do nich w sposób który fanatycy nazwą hipokryzją - a który ja nazwę mądrym i
                przewidującym.
                Bo Kościół jest mądry - nawet jeśli co niektórzy katolicy robią wszystko by
                mnie, ateistkę przekonać o czymś przeciwnym...



                Czy fakt istnienia tej tradycji
                > znaczy, ze KK w śrdniowieczu otaczał szczególną czcią prostytutki, i że dziś
                w
                > dniu św. Vereny "Hurentanz" winien być tańczony w Watykanie? Zgodnie z logiką
                > Moniki - tak. Z tego, że nie ma żadnych zakazów dotyczących "Kurwitańca"
                wynika
                > wg. jej sposobu rozumowania, że był praktykowany powszechnie.



                Nieszczególnie to właśnie wynika.
                Poza tym Monika pisze głównie o "powszechności kapłaństwa kobiet" w początkach
                chrześcijaństwa, kiedy to nie było jeszcze wyświęcania kapłanów i wszyscy
                członkowie zgromadzenia sprawowali eucharystię. Czy tak właśnie było, zgadzasz
                się z tym?
                Natomiast w późniejszym okresie kapłaństwo kobiet zdarzało się incydentalnie
                (Monika nie pisze, że było powszechne!) - ale jednak się zdarzało, co powinno
                jednak dawać do myślenia.
                Jeśli coś poplątałam, to sorry - piszę z pamięci a te sprawy są dla mnie nowe.




                > Proszę o wyliczenie przypadków mojego nieobiektywizmu.



                Próbowałam, ale komp mi się zawiesił z nadmiaru przetwarzanych danych...:))



                Zaś co do zasług, ja za
                > zasługę poczytuję sobie, to, że pewna niewiasta po dłuższym pobycie na
                > forum "Feminizm" zdaje się być wobec feminizmu zdystansowana mocniej, niż
                była,
                > gdy na owo forum zawitała.



                To nie o mnie, to nie o mnie...
                Ze mną było dokładnie odwrotnie, ale jest też i dobra wiadomość: to TEŻ twoja
                zasługa, Tad...



                > Nie przyznam, ponieważ zarzut oszustwa, a więc świadomego wprowadzania w błąd
                > winien być udokumentowany, i warto też znać stanowisko drugiej strony.
                Oszustw,
                > popenianych przez ludzi KK sporo jest w historii (średniowiecza), ale nie
                > należy do nich ukrywanie, że kobiety były wśród ewangelizatorek, a więc, że
                > mieściły się w jednym ze znaczeń słowa "apostoł". Proponuję, byś zapoznała
                się
                > z tekstami, do których linki podał BD. Poza tym, dość trudno uwierzyć mi, że
                > osoby przygotowujące biblię tysiąclecia fałszowały tekst kierując się
                > patriarchalnym resentymentem.



                Akurat w tysiąclatce to chyba była już Junia, nie Juniasz - przekłąmania były w
                bibliach poznańskiej i warszawskiej. Jak wyjaśnisz fakt zmienienia imienia
                żeńskiego na męskie nie nazywając tego oszustwem? Sugerujesz pomyłkę tłumacza?
                Jakieś inne "przyczyny obiektywne"? - mnie nic więcej do głowy nie przychodzi.




                > Trochę mnie przeceniasz. Nie jestem aż tak dobrym prorokiem. Jeśli śledzisz
                > moją dyskusję z Moniką, to wiesz, ze w odniesieniu do przyszłości zajmuję
                > stanowisko: "Ja nie wiem, i ty (tzn. Monika) nie wiesz jaka będzie".

                (...).Jest to powód, dla którego Papieska Komisja Biblijna (grono wybitnych
                > katolickich biblistów), poproszona w 1975 przez Kongregację Nauki Wiary, o
                > przebadanie święceń kobiet, odważyła się powiedzieć, że w Nowym Testamencie,
                > nie ma żadnych wypowiedzi, które pozowliły twierdzić, iż kobiety nie mogą być
                > powołanie do stanu duchownego". Tyle, wywiad, je dodam, że KK nie opiera się
                > wyłącznie na Piśmie.
                >
                >

                Właściwie to mi wystarczy - stwierdzenie "nie wiem jak będzie" jest dobrym
                podsumowaniem tej rozmowy. Ja też tego nie wiem, chociaż skłaniam się ku teorii
                iż za nie mniej niż 50 a nie więcej niż 100 lat któryś z papieży otworzy,
                początkowo ostrożnie, drogę do pełnego kapłaństwa kobiet.
                BD i Wilk mogą się co najwyżej pocieszać, że nie dożyją tych czasów...:)
                Pozdr. B.
                • Gość: Monika Re: czy ktoś w końcu wyjaśni... IP: *.chello.pl 23.11.03, 20:41
                  > > osoby przygotowujące biblię tysiąclecia fałszowały tekst kierując się
                  > > patriarchalnym resentymentem.
                  >
                  >
                  >
                  > Akurat w tysiąclatce to chyba była już Junia, nie Juniasz - przekłąmania
                  były w
                  >
                  > bibliach poznańskiej i warszawskiej. Jak wyjaśnisz fakt zmienienia imienia
                  > żeńskiego na męskie nie nazywając tego oszustwem? Sugerujesz pomyłkę
                  tłumacza?
                  > Jakieś inne "przyczyny obiektywne"? - mnie nic więcej do głowy nie
                  przychodzi.
                  >
                  >
                  W tyśiąclatce ciągle jest Junias

                  (7) Pozdrówcie Andronika i Juniasa, moich rodaków i współtowarzyszy więzienia,
                  którzy się wyróżniają między apostołami, a którzy przede mną przystali do
                  Chrystusa. (8)
              • Gość: Monika Re: czy ktoś w końcu wyjaśni... IP: *.chello.pl 23.11.03, 21:44
                tad9 napisał:

                > Pomijając fortunność określenia "dowody pozytywne" wezwanie, by Monika
                > przedstawiła coś w tym rodzaju jest zupełnie na miejscu. Argumet
                > typu: "ponieważ nie wiadomo, czy kobiety nie mogły sprawować eucharystii,
                > więc wiadomo, że mogły", jest spekulacją. Zresztą samo stwierdzenie "nie
                > wiadomo czy nie mogły" jest wątpliwe, ponieważ te dokumenty, które wogóle
                > mówią coś na ten temat, mówią głównie o tym, że kobiety nie mogły tego
                > robić.

                Tad je nie mówię, że nie wiadomo, ja mówę, że co nie było zabronione było
                dozwolone. Zawsze twierdziłam że Febe diakonesa mogła odprawiać eucharystię.
                Od pierwszego postu.

                A może jako wytrawny historyk podaj choć jeden dokument w którym ktos, przez
                IV wiekiem, stwierdza ze kobiety nie mogą sprawować echarystii. I utniemy tą
                dyskusję.

                To dla ciebie niewielki wysiłek. Udowodnij tak prostą rzecz, ja się walnę w
                piersi i wszystko odszczekam. Jeśli tego nie zrobisz, znaczy ze nie masz
                najmniejszego dowodu na to ze tak nie było.

                Albo choć udowodnij, na podstawie jednego dokumentu (jak widzisz nie jestem
                nawet wymagająca) ze eucharystię przed IV wiekiem sprawowli biskupi.

                Ty twierdzisz, że kobiety nie mogły sprawować eucharystii. Na czym opierasz to
                twierdzenie ? Chyba nie na Biblii i dokumentach z I, II i III wieku ?
                Więc może na fakcie, ze od IV wieku pojawiają się zakazy ? Słaby to dowód nie
                sądzisz ?


                • Gość: BD Re: czy ktoś w końcu wyjaśni... IP: 195.136.36.* 24.11.03, 11:47
                  Witam,

                  > A może jako wytrawny historyk podaj choć jeden dokument w którym ktos, przez
                  > IV wiekiem, stwierdza ze kobiety nie mogą sprawować echarystii. I utniemy tą
                  > dyskusję.

                  Żartujesz sobie. Przecież nawet na Twoim ulubionym sajcie jest np. wypowiedź
                  Tertuliana.

                  "On the Veiling of Virgins, chap. 9. "It is not permitted to a woman to speak
                  in the church; but neither (is it permitted her) to teach, nor to baptize, nor
                  to offer, nor to claim to herself a lot in any manly function, not to say (in
                  any) sacerdotal office."

                  Kontragument feministyczny: "But this opposition is clearly based on his
                  prejudices against women" jest tu zupełnie irrelewatny.

                  pozdrawiam,

                  BD
                  • Gość: Monika Re: czy ktoś w końcu wyjaśni... IP: *.chello.pl 24.11.03, 13:28
                    Wszystko byłoby fajnie gdyby Tertulian nie odszedł z Kościoła i nie załozył
                    swojej własnej sekty. Jak widać nauki Kościoła nie bardzo mu pasowały.

                    Tertulian nie mówi w imieniu Kościoła Katolickiego tylko swoim własnym i
                    nawyżej w imieniu swej sekty. A Tad stwierdził ze takowe go nie interesują. On
                    się sektami nie przejmuje.
                    • Gość: BD Re: czy ktoś w końcu wyjaśni... IP: 195.136.36.* 24.11.03, 15:29
                      Witam,

                      Gość portalu: Monika napisał(a):

                      > Wszystko byłoby fajnie gdyby Tertulian nie odszedł z Kościoła i nie załozył
                      > swojej własnej sekty. Jak widać nauki Kościoła nie bardzo mu pasowały.

                      Tertulian _jest_ Ojcem Koscioła, i wypowiedzi jego z czasów gdy był w Kościele
                      są traktowane jako część Tradycji. To, że później przystąpił do sekty
                      montanistów to inna sprawa (dlatego jest Tertulianem, a nie św. Tertulianem).

                      > Tertulian nie mówi w imieniu Kościoła Katolickiego

                      Ależ oczywiście, że mówił i uznają to nawet Twoje ukochane feminotelożki.
                      Prosiłaś wyraźnie o jakąkolwiek wypowiedź sprzed IV wieku. To, jak zachowujesz
                      się teraz pokazuje, że albo nie wiesz czego chcesz albo w ogóle nie jesteś
                      zainteresowana rzeczową dyskusją.

                      pozdrawiam,

                      BD
                      • Gość: Monika Re: czy ktoś w końcu wyjaśni... IP: *.chello.pl 24.11.03, 21:49
                        Gość portalu: BD napisał(a):

                        > Tertulian _jest_ Ojcem Koscioła, i wypowiedzi jego z czasów gdy był w
                        > Kościele są traktowane jako część Tradycji. To, że później przystąpił do
                        > sekty montanistów to inna sprawa (dlatego jest Tertulianem, a nie św.
                        > Tertulianem).
                        >

                        No więc sam widzisz jak to jest z Kościołem i heretykami. Sekciarz został
                        Ojcami Kościoła :)))

                        A ty tak się krzywiłeś na heretyzyjące teolożki feministyczne. Kto wie czy i
                        one nie zostaną Matkami Kościoła :)))



                • tad9 Re: czy ktoś w końcu wyjaśni... 25.11.03, 22:47
                  Gość portalu: Monika napisał(a):


                  > Tad je nie mówię, że nie wiadomo, ja mówę, że co nie było zabronione było
                  > dozwolone.

                  I tu się mylisz. Zasada ta, występuje w prawie, ale przenoszenie jej na
                  historię jest niczym nieuprawnione, choćby z tego powodu, że mogły nie
                  przetrwać źródła informujące nas o zakazach. Kierując się Twoim rodzajem
                  rozumowania mogłbym twierdzić np, że Eskimosi zbudowali z lodu piramidę 3 razy
                  większą od piramidy Cheopsa, ale im się roztopiła. Udowodnij mi, że jej NIE
                  zbudowali. Budują wszak lodowe domki - to ważna poszlaka! Albo udowodnij mi, że
                  Żydzi NIE popełniali mordów rytualnych.

                  >Zawsze twierdziłam że Febe diakonesa mogła odprawiać eucharystię.
                  > Od pierwszego postu.

                  Nie masz racji. W czasach Febe, trudno jeszcze wogóle mówić o eucharystii w
                  sensie sprawowania ofiary. A poza tym, czy masz jakiś DOWÓD potwierdzający, że
                  to robiła. Cokolwiek poza SPEKULACJAMI, że skoro nie jest powiedziane, że nie
                  mogła tego robić, to na pewno to robiła.



                  > A może jako wytrawny historyk podaj choć jeden dokument w którym ktos, przez
                  > IV wiekiem, stwierdza ze kobiety nie mogą sprawować echarystii. I utniemy tą
                  > dyskusję.

                  BD. niżej podaje Ci przykład Tertuliana. Zresztą, nawet gdyby nie było tego
                  przykładu, i tak nie świadczyło by to, o tym, że kobiety mogły sprawować
                  eucharystię. Czy możesz podać jakieś źródło WYRAŹNIE mówiące, że mogą to robić?
                  To proste pytanie. Twój argument, że "Tertulian to heretyk" nie jest poważny.
                  Tertulian nie dlatego odpadł od Kościoła, że był Tertulianem, a skoro tak, to
                  cokowlwiek powiedział było heretyckie, lecz dlatego, że w jakimś okresie
                  swojego życia zaczął głosić takie a nie inne poglądy. Sam Tertulian nie ma tu
                  nic do rzeczy. Liczą się poglądy. Cytat przytoczony przez BD "heretycki" nie
                  jest.

                  > To dla ciebie niewielki wysiłek. Udowodnij tak prostą rzecz, ja się walnę w
                  > piersi i wszystko odszczekam. Jeśli tego nie zrobisz, znaczy ze nie masz
                  > najmniejszego dowodu na to ze tak nie było.

                  Nie rozumiemy się. To TY chcesz tu czegoś dowieść. Mnie zupełnie wystarcza stan
                  obecny i tylko odnoszę się do tego, co piszesz, mówiąc: to, o czym piszesz nie
                  jest dowodem.

                  > Albo choć udowodnij, na podstawie jednego dokumentu (jak widzisz nie jestem
                  > nawet wymagająca) ze eucharystię przed IV wiekiem sprawowli biskupi.

                  Podawałem cytat i autora. Jeśli interesuje Cię skąd Marcel Simon czerpał
                  wiedzę - sprawdź go. Czy potrafisz podważyć to, co napisał?

                  > Ty twierdzisz, że kobiety nie mogły sprawować eucharystii. Na czym opierasz
                  >to twierdzenie ? Chyba nie na Biblii i dokumentach z I, II i III wieku ?
                  > Więc może na fakcie, ze od IV wieku pojawiają się zakazy ? Słaby to dowód nie
                  > sądzisz ?

                  Przypominam: to TY masz tutaj dowodzić. Raz jeszcze proszę: daj mi jakieś
                  źródła, a nie spekulacje.
                  • Gość: Monika Re: czy ktoś w końcu wyjaśni... IP: *.chello.pl 26.11.03, 14:27
                    tad9 napisał:

                    > Przypominam: to TY masz tutaj dowodzić. Raz jeszcze proszę: daj mi jakieś
                    > źródła, a nie spekulacje.

                    Tad zadam ci dwa pytania bez których nie jestem w stanie rozumieć twojej
                    pozycji. I proszę cię abyś mi na nie jasno odpowiedział.

                    1. Czy dla ciebie Biblia jest źródłem ? Tak czy nie ?
                    2. Czy dla ciebie Biblia jest dowodem ? Tak czy nie ?
                    • tad9 Re: czy ktoś w końcu wyjaśni... 26.11.03, 17:17
                      Gość portalu: Monika napisał(a):


                      > Tad zadam ci dwa pytania bez których nie jestem w stanie rozumieć twojej
                      > pozycji. I proszę cię abyś mi na nie jasno odpowiedział.

                      > 1. Czy dla ciebie Biblia jest źródłem ? Tak czy nie ?

                      Oczywiście, że jest źródłem historycznym.

                      > 2. Czy dla ciebie Biblia jest dowodem ? Tak czy nie ?

                      Dowodem czego?
    • Gość: miłka Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.chello.pl 19.11.03, 18:40
      Gość portalu: maria napisał(a):

      > W religii judeo - chrześcijańskiej kobieta została obarczona winą za grzech
      > pierworodny, za co miała być na nią nałożona kara m.in. podległości
      > mężczyźnie. Dla mnie to jedna z największych hańb cywilizacji opartej na tej
      > religii. Fantastycznie skonstruowana wygodna wymówka dla poddaństwa kobiety,
      > dla usprawiedliwiania krzywdzenia kobiet, obarczania ich winą za wszystko
      > (patrz choćby aborcja, która może być zalegalizowana lub nie wyłącznie przez
      > mężczyzn, bo ich na razie u władzy jest więcej), kobieta jest zawsze "sama
      > sobie winna", kto widzi jszcze jakieś przykłady? itp...(możecie sprawdzić -
      > księga rodzaju rozdz3 wers 16). jestem strasznie wkurzona jak o tym myślę.
      > jak wybacza się takie rzeczy? (już ponad dwa tysiące lat takich rzeczy?)

      Nie jesteś sama w swoim gniewie. Wybaczyć sie nie da, wyrównać krzywd też.
      Jedynie można walczyć o to, żeby nasze córki i wnuczki mogły żyć, wolne i
      pełnią życia.
      Pozdrawiam.
      • Gość: maria Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.chello.pl 22.11.03, 20:19
        fajnie napisałaś. myślę nawet, że już teraz mamy możliwość pozbywania się z
        głowy i życia schematów "kobiecość", "męskość" (ja nad tym pracuję, z pewnymi
        sukcesami :) ), niezależnie od tego czy cała kultura się zmieni czy nie.
        Pozdrawiam

        • Gość: Grünberger Re: kobieta i grzech (?!) IP: 212.244.77.* 26.11.03, 13:23
          Z tego postu wyraźnie widać, że feministki to współczesne cioty rewolucji. Dawniej wylkęty powstań ludu ziemi, dzisiaj wyklęte powstańcie kobiety i wszelkiej maści
          zboczeńcy i ekoterroryści.
          Feministki - feminazistki.
          • Gość: barbinator Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.11.03, 15:35
            zboczeńcy i ekoterroryści.
            > Feministki - feminazistki.


            A który z tych rzeczowników to twój podpis?
            • Gość: Grünberger Re: kobieta i grzech (?!) IP: 212.244.77.* 27.11.03, 09:09
              Grünberger, kotku.
      • Gość: Zły Wilk fascynujące wyznanie Miłki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.11.03, 00:51
        Gość portalu: miłka napisał(a):

        > Nie jesteś sama w swoim gniewie. Wybaczyć sie nie da, wyrównać krzywd też.
        > Jedynie można walczyć o to, żeby nasze córki i wnuczki mogły żyć, wolne i
        > pełnią życia.

        Możesz rozwinąć ten fascynujący wątek? Na kogo jesteś zagniewana? Komu i czego
        nie możesz wybaczyć? I z kim chcesz walczyć?
        Pozdrawiam -
    • nadszyszkownik.kilkujadek Reasumując... 21.11.03, 17:31
      Podstawowa teza 'teologii feministycznej' jest taka:
      Kościół miał być zupełnie inny, ale mężczyźni go nam ukradli.

      Nie można tak od razu?

      (-) Kilkujadek

      -
      Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
      • malvvina Re: Reasumując... 21.11.03, 18:03
        zeby tylko to ...
        :-)

        > Kościół miał być zupełnie inny, ale mężczyźni go nam ukradli.
        >
        > Nie można tak od razu?
        >
        > (-) Kilkujadek
        >
        > -
        > Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
      • Gość: barbinator Całkiem trafne podsumowanie... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.03, 19:02
        nadszyszkownik.kilkujadek napisał:

        > Podstawowa teza 'teologii feministycznej' jest taka:
        > Kościół miał być zupełnie inny, ale mężczyźni go nam ukradli.
        >
        > Nie można tak od razu?



        ... zapewne ironiczne jak to u krasnali bywa ale mnie i tak się podoba.
        Faktycznie, dzięki większej aktywności kobiet świat, w tym także i KK będzie
        inny - nie wiadomo czy lepszy, ale z pewnością inny.
        Pozdr. B.



        >
        > (-) Kilkujadek
        >
        > -
        > Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
        • Gość: tad Wszystko było inaczej, czyli ...... IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.03, 21:25
          ......historia z szarej strefy.
          Cz.I
          "Badania doprowadziły nas do zrekonstruowania starożytnego, egipskiego rytuału
          intronizacji króla sprzed 4 tys. lat, dzięki czemu mogliśmy następnie ustalić
          okoliczności pewnego mordesrtwa dokonanego około 1570 roku p.n.e, które dało
          asumpt do powstania ceremoni zmartwychwstania będącej bezpośrednią
          poprzedniczką współczesnych rytuałów masońskich.(...). Wbrew powszechnie
          uznawanym faktom cywilizacja Zachodu rozwinęła się na podstawie niezwykle
          starej filozofii ujętej w ramy tajemnego systemu, który na przestrzeni
          ostatnich 3 tys. lat dał o sobie znać w trzech kluczowych momentach historii"
          (Ch. Knight,R.Lomas, Klucz Hirama")
          "Mamy świadomość, że informacje przedstawione w poprzednich rozdziałach mogły
          zaszokować wielu czytelników. Zwłaszcza tych, którzy nie słyszeli o najnowszych
          odkryciach biblistów. Twierdzenie, że Nowy Testament przedstawia błędnie Jana
          Chrzciciela jako podwładnego Jezusa, oraz, że oficjalnym następcą Jezusa był
          praktykujący seksualne rytuały gnostyczny czarnoksiężnik Szymon Mag, pozostaje
          w sprzeczności z "tradycyjnym" chrześcijaństwem, wygląda to na jawną
          mystyfikację. Ale - jak widzieliśmy - wielu wybitnych badaczy Nowego Testamentu
          doszło niezależnie od siebie do powyższych wniosków"
          *L. Picknett, C. Prince, Templariusze)
          "Istnieje wiele przekładów Pisma Świętego. W Ujednoliconym Tłumaczeniu Pisma
          Świętego wydanym przez Wydawnictwo Harden nie podoba mi się to, że w przypadku
          słów wieloznacznych wybierano znaczenie odpowiadające celom religijnym.(...)W
          załączonej bibliografii wymieniam(...)prace na temat paleoastronautyki, bogów z
          kosmosu, fizyki altrnatywnej i tak dalej - w bibliografiach tych książek
          czytelnicy znajdą 3000 źródeł tematu"
          (W. Volkrodt, Było zupełnie inaczej, inteligentna technika w prechistorii)
          "W starych mitach pozostał ślad dawnego świata, sprzed gwałtu zadanego mu przez
          słowo i pismo. Babiloński mit o stworzeniu "Enuma Elisz", opowiada o powstaniu
          męskich bogów, przeciwko Tiamat, Wielkiej Matce, która przedtem rządziła
          wszechświatem. Gdy została zamordowana, z jej ciała uformowano ziemię i niebo,
          a naczelnym bogiem został Marduk. Zanim to jednak nastąpiło, musiał przejść
          próbę. Inni bogowie położyli przed nim szatę i powiedzieli: rozkazuj. Niszcz i
          twórz.(...)Dopiero gdy ta próba wypadła pomyślnie, Marduk zaczął władać
          światem, a wraz z nim męskie słowo. Przedtem kobiety nie potrzebowały słowa, po
          prostu dawały życie, nie musiały więc tworzyć rzeczywistości, ani tym bardzej
          niszczyć jej przemocą. Wówczas nie było też przemocy".
          (Kinga Dunin, Karoca z dyni)
          "Nazywany teraz "Eposem o stworzeniu" tekst znany był w starożytności ze swoich
          początkowych słów "Enuma Elisz" (Gdy na wysokościach). Aby rozpropagować
          supremację Madruka, babilońska wersja uczyniła z niego bohatera historii
          stworzenia. Aczkolwiek nie zawsze tak było. Jest dość dowodów by wykazać, że
          wersja babilońska eposu była arcydziełem religijno-politycznego fałszerstwa
          wcześniejszych wersji sumeryjskich, których bohaterami byli Anu, Enlil, Nurata.
          (...). Dlaczego jednak nie odczytać tego eposu dosłownie, ni mniej ni więcej,
          jak stwierdzenie kosmologicznych faktów przekazanych Sumerom przez Neflim.
          Decydując się na tak śmiałe i nowatorskie podejście, odkrywamy, że "Epos o
          stworzeniu" doskonale wyjasnia wydarzenia jakie prawdopodobnie miały miejsce w
          Układzie Słonecznym"
          (Z. Stichin, Dwunasta Planeta)
        • Gość: tad Wszystko było inaczej - czII IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.03, 21:25
          Motta cd:
          "Naszym zamiarem nigdy nie było obalenie, czy udowodnienie czegokolwiek, a już
          najmniej tego, do czego ostatecznie doprowadziliśmy nasze dociekania. W żadnym
          razie nie chcieliśmy negować podstaw zasad chrześcijaństwa. Początkowo
          staraliśmy się jedynie wyjaśnić pewną tajemnicę.(...).W trakcie tego
          natknęliśmy się po prostu na coś o wiele większego niż oczekiwaliśmy. To coś
          doprowadziło nas do szokujących, kontrowersyjnych, na pozór niedorzecznych
          wniosków"
          (M. Baigent, R. Leigh, H. Lincoln, Święty Graal, święta krew)
          "Książka ta jest wynikiem mojej ponad czterdziestoletniej pracy, ktorej celem
          było odkrycie, kim naprawdę był Jezus Chrystus. W toku badań napotkałem ogromne
          trudności, bynajmniej nie ograniczające się do problemów warsztatowych.
          Najtrudniejszym zadaniem okazało się uwolnienie umysłu od z góry przyjętych
          pojęć i w ogólności od tradycyjnego chrześcijańskiego nauczania"
          (H.J. Schonfiled, Ukrzyżowany? Nowa interpretacja życia i śmierci Jezusa)
          "Doszliśmy do wniosku, że góra Cardou jest miejscem ostatniego spoczynku zwłok
          Jezusa Chrystusa, Boga na Ziemi, ze jest to w istocie Grób Boga.(...).
          Ten "fakt" i koncepcje gnostycznego przesłania, zakładającego istnienie dwóch
          przeciwstawnych sił światła i ciemności, przetrwały przez dwa tysiąclecia, mimo
          wszelkich wysiłków Kościoła rzymskiego dążącego do usunięcia ich z umysłów
          ludzi Zachodu"
          (R. Andrews, P. Schellenberger, Grób Boga)
          "Nikt nie widział "narzędzia zbrodni". Mamy do czynienia wyłącznie z kampanią
          nienawiści, z niezwykle sugestywną wojną propagandową. Histria pełna jest
          oszustw tego typu, poczynając od "bajek" religijnych dotyczących magii i czarów.
          (...). Dzisiaj w każdym razie został rozbity mur milczenia wokół tych, którzy w
          sposób naukowy i odpowiedzialny odważyli się pisać, że "komory gazowe" Hitlera
          (także te w Oświęcimiu i Majdanku) są wyłącznie oszustwem"
          (R. Furisson, Mity holocaustu)
          "Książka ta pokazuje, jak przez stulecia w głębi tajnych towarzystw skrywany
          był odwieczny plan. Plan ten ma doprowadzić do poddania całej ludzkości
          pojedynczemu rządowi światowemu - Nowemu Porządkowi Świata.(...). Książka ta
          pokazuje, do czego dążą tajne stowarzyszenia i jak relaizują one swoje dążenia.
          Pokazuje ona jak symbole i emblematy pozostawiane przez grupy w spadku na
          przestrzeni stuleci nieuchwytnie wytyczają szlak ich następcom"
          (W.T. Still, Nowy Porządek Świata, odwieczny plan tajnych towarzystw)
          "Ukryty Kościół Graala podtrzymywał przez wieki odmienną wersję chrześcijaństwa.
          (...)Nadeszła chyba pora, by zbadać niektóre z miejsc, w jakich herezja Graala
          i ukryty Kościół unikając długiego ramienia Inkwizycji, krzewiły się w sztuce i
          literaturze Zachodniej Europy"
          (M. Starbird, Święta oblubienica)
          "Pierwszymi odkrywcami sekretów Wielkiej Piramidy, byli Anglicy John Taylor i
          Piazzi Smith. (...)Przekonani o konieczności przekazania ludziom prawdy o tym
          niezwykłym obiekcie, na badania piramidy poświęcili całe życie. W czasie tych
          wieleletnich dociekań często dokonywali odkryć, które szokowały historyków,
          astronomów i matematyków"
          (J. Łatek, Tajemnice piramidy Cheopsa)
          "Trzecie orędzie, trzecia tajemnica fatimska, zawiera informacje o faktycznym
          przebiegu wydarzeń, o "Operacji Fatima". Dopiero wiedząc o tym, można sobie
          wyobrazić, że papież i kardnałowie bledą po przeczytaniu tego tekstu. Wielkie
          orędzie fatimskie wciąż się przed nami ukrywa"
          (J. Fiebag, Tajne orędzie fatimskie)
          "Wszystkie trzy przedstawione zdarzenia łączy jedno twierdzenie - ludy
          indiańskie Mezoameryki i Ameryki Północnej miały kontakt z istotami z kosmosu.
          Do dziś są one w posiadaniu zapisów i przedmiotów, zawierających informacje o
          gościach z kosmosu, które dostarczą dowodów, że na ich i na nasze losy miały i
          nadal mają wpływ cywilizacje pozaziemskie"
          (P. Fiebag, Boski plan. Pozaziemskie świadectwa u Majów i Hopi)
          • Gość: Zły Wilk ja też, ja też... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.11.03, 00:44
            Ja też chcę na kolanie napisać sobie reinterpretację Biblii! Najlepiej
            feministyczną, tak jak już zacząłem w wątku "idźmy dalej". Chcę dołączyć do
            elitarnego grona wybitnych, niezależnych badaczy Pisma!

            Mam wszystkie potrzebne kwalifikacje - umiem czytać...

            Pozdrawiam -
            • Gość: Grünberger Re: ja też, ja też... IP: 212.244.77.* 26.11.03, 13:26
              No to przyjmij do wiadomosci, że nie masz odpowiednich kwalifikacji. Z twoich postów wynika bowiem wyraźnie, że oprócz czytania umiesz również myśleć
              samodzielnie. A to dyskwalifikujace w tym zacnym gronie
          • Gość: barbinator Re: Wszystko było inaczej - czII IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 23.11.03, 12:04
            Aż tyle pisania w odpowiedzi na moje mało chyba kontrowersyjne stwierdzenie?
            Rozczulające, doprawdy...
            A właściwe to co nieprawdziwego jest w zdaniu: "gdyby kobiety w większym
            stopniu współbudowały KK (np poprzez funkcje kapłańskie), to byłby on inny -
            może lepszy, może gorszy ale na pewno inny"?
            Uważasz, że to jakaś nadinterpretacja tekstu biblijnego?
            A którego konkretnie, bo nie zauważyłam odnośnika...? :))
            A może to zdanie jest nieprawdziwe... taaaaak uważasz...??? :-O
            Pozdr. B.
            • tad9 Re: Wszystko było inaczej - czII 23.11.03, 18:58
              Gość portalu: barbinator napisał(a):
              > Aż tyle pisania w odpowiedzi na moje mało chyba kontrowersyjne stwierdzenie?
              > Rozczulające, doprawdy...

              Cóż, droga B. myśli moje istotnie krążą tutaj często wokół Twojej osoby, lecz,
              przyznaję, gdym pisał posty "Wszystko było inaczej" wcale o Tobie nie
              pomyślałem (wybacz). Posty nic z Twoim stwierdzeniem wspólnego nie mają, a
              jeśli znalazły się one pod Twym postem, to dlatego tylko, że był akurat na
              końcu całego wątku. O co zatem autorowi chodziło? Chodziło mi o to, by zwrócić
              uwagę na fakt, że jeśli będziemy tworzyć historię na podstawie niekasnych
              poszlak, a brak dowodów przeczących naszym tezom traktować będziemy jako dowody
              ją potwierdzajace, to możemy wyczyniać z historią różne sztuki. Możesz mi
              wierzyć, że nie ma lepiej udokumentowanych historii, niż historie oparte na
              poszlakach. Autorzy teorii tego rodzaju cierpią zazwyczaj na nadmiar dowodów, a
              nie na ich brak. Często wydają kilka części swoich książek z ich hipotezami
              ("Klucz Hirama" ma bodajże drugą część, "Święty Graal, Święta krew, ma już
              zdaje się 3 części, podobnie "Dwunasta planeta" i, jak sądzę autorzy, nie
              powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Wszystkich przebija Daeniken, który wydał
              książek kilkanaście, i nadal pisze). Rewizjoniści "afroamerykańscy" dowiedli,
              że myśl Zachodu ma korzenie w Czarnej Afryce (tu mogą nie zgodzić się z nimi
              niektórzy Żydzi, którzy utrzymują, że greccy filozofowie ściągali z "Tory").
              Reizjoniści-homoseksualiści dowiedli niedawno, że "Stary Testament"
              homoseksualizmu wcale nie potępia, pewni Ukraińcy utrzymują, że pierwsza na
              świecie konstytucja to dzieło ukraińskie itd. Takie rewizje mają długą
              historię. Na przełomie XIX i XX wieku był modny rewizjonizm "rasowy" -
              zwłaszcza w Niemczech. W 1905 niejaki Ludwik Lottman wydał książkę, w której
              dowodził, że wszyscy sławni Włosi z czasów renesansu byli Germanami (w 1907
              zgermanizował w podobny sposób sławnych renesansowych Francuzów) Pojawiła się
              teoria, że Aryjczykiem był też Jezus, a przykazanie miłości wypływa z
              przykazania miłości rasy. Jeden z takich badaczy twiedził, że ostatni czysty
              Aryjczyk żył 1500 lat p.n.e i miał na imię Jehowa, inny odkrył całą aryjską
              cywilizację, zrekonstruował jej wierzenia i hierarchię kapłańską, i twierdził,
              że przetrwała - mimo tłumienia jej przez Kościół - prezez długie wieki.
              Ci "ariozofowie" zrobili pewną karierę w Niemczech nazistowskich. Feministki
              też mają w tym wszystkim spory udział. W 1920 Margaret Murray odkryła "religię
              czarownic", która przetrwała - mimo tłumienia jej przez Kościół - przez długie
              wieki (co i nie dziwi, bo wg. autorki wtajemniczonymi byli też królowie
              Anglii). Murray popularna jest w kręgach feministycznych po dziś dzień, jako
              jedna z "matek" ruchu wicca. Wogóle modny jest dziś rewizjonizm "płciowy" -
              zupełnie jak niegdyś rasowy. Pewna autorka frministyczna dowodzi np. że Lewici
              byli Indoeuropejczykami, i stąd patriarchalizm judaizmu (poszlaką jest np. to,
              że Abraham i "brahman" brzmią podobnie). Autorka księgi pt. "Pierwsza płeć"
              wszystkie wczesne osiągnięcia cywilizacyjne przypisuje kobietm (to z niej jak
              sądzę ściągała Kinga Dunin pisząc zacytowany przeze mnie fragment), a nasza
              Kazimiera Szczuka odkryła niedawno "wpływy boginiczne" w "Panu Tadeuszu", o
              czym pisałem (z pewnych względów pod swoją banderą) w wątku "Wielka
              feministyczna reinterpretacja"). Przeczytaj wywiad do którego podaję link, a
              potem jakieś teksty feministek badających mity, by "zrekonstruować kobiecość"
              nie skażoną patriarchatem, To naprawdę podobne "klimaty":

              www.niniwa2.cad.pl/FASZI.HTM
              a tu Kazimiera S.:

              www.oska.org.pl/biuletyn/b4/motywy.html



              > Pozdr.
              • Gość: barbinator Szczuka i "boginizm" IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 23.11.03, 19:41
                Zawsze zadziwia mnie to z jaką beztroską ludzie uważają, że o skomplikowanych
                zagadnieniach teorii literatury może rozmawiać każdy niezależnie od posiadanej
                wiedzy. Tacy ludzie uzurpują sobie prawo do wyśmiania czegoś, czego nie są w
                stanie zrozumieć - niekoniecznie z braku inteligencji tylko z braku
                odpowiedniego warsztatu i wiedzy fachowej (jak myślisz, co właściwie robią
                studenci, doktoranci, profesorowie polonistyki? Przez te wszystkie lata uczą
                się ortografii i wierszyków na pamięć?) Matematycy, fizycy, biolodzy mają pod
                tym względem łatwiej - ich żargon obfituje w ciągi symboli już na starcie
                niezrozumiałych dla laika co temuż laikowi uniemożliwia udawanie, że wszystko
                jest jasne i oczywiste (a jak nie jest to pewno wyłącznie dlatego, że taka np
                prof. Janion zwyczajnie pieprzy trzy po trzy) Z językiem literaturoznawcy jest
                inaczej: on używa słów powszechnie zrozumiałych, jednak buduje z nich frazy
                wypełnione treściami dostępnymi wyłącznie dla fachowca lub przynajmniej
                zdolnego i chętnego amatora. Ten język symboli jest wbrew pozorom równie trudny
                i niedostępny dla laika jak język fizyki czy matematyki. Warto zdawać sobie z
                tego sprawę.
                Pozdr. B.
                • tad9 Teresa Murrach nosi sukienkę..... 23.11.03, 20:26
                  ...z rzerzuchy wyhodowanej na własnym ciele, czyli o okultyzmie polonistycznym
                  i nie tylko.

                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                  > Zawsze zadziwia mnie to z jaką beztroską ludzie uważają, że o skomplikowanych
                  > zagadnieniach teorii literatury może rozmawiać każdy niezależnie od
                  posiadanej
                  > wiedzy. (.......)


                  Droga B. jest jedna rzecz, którą powinaś o mnie wiedzieć: nie robi na mnie
                  wrażenia żargon i przypisy. Na teksty które czytam, staram się patrzeć dość
                  trzeźwo. Skoro jest tak, jak piszesz powyżej, mam do Ciebie prośbę: wyjśnij mi
                  o co w tym chodzi. Cóż tak niezwykle tajemniczego jest w tekście pani Szczuki,
                  że - by go pojąć - należy być adeptem ezoterycznej dziedziny
                  zwanej "polonistyką". Jaka ukryta wiedza jest tam zawarta? Być może
                  rzeczywiście arkana polonistyki są niedostępne dla profanów. Jestem nim.
                  Polonistyczny okultyzm jest mi obcy. Proszę Cię więc o wprowadzenie w jego
                  sekrety (jeśli nie jest to wiedza aż tak tajemna, że nie można jej
                  upowszechniać na forum). Podaję jeszcze jeden link. Jest to rozmowa naszych
                  wybitnych feministek, które wzajemnie się nakręcając, doprowadzają się do
                  obsesji na punkcie czegoś, co nazywają "kobiecością". Znajdziesz tam także
                  wyjaśnienie tytułu mojego postu. Bardzo ciekawy materiał. Ja widzę
                  pokrewieństwo duchowe tych pań z bohaterem wywiadu "Hiperborejczyk" A Ty?

                  www.oska.org.pl/biuletyn/b6/dyskusja.html
                  > Pozdr.

                  • nadszyszkownik.kilkujadek Absolutnie OT: Antysemityzm i mizoginia 23.11.03, 23:40
                    Weźmy takie rozumowanie:
                    Gazety 'prawicowe' ('Życie' jak mniemam), nie zamieszczają antysemickich
                    artykułów dlatego, że polityczna poprawność nie pozwala. Rekompensują to sobie
                    mizoginią.

                    Nigdy nie czytywałem 'Życia', ale stwierdzenia budowane według wzorca 'to
                    antysemici, tylko że nie ujawniają swojego żydożerstwa, bo się boją' wyczerpuje
                    definicję słowa 'insynuacja'.

                    (-) Kilkujadek

                    -
                    Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
                  • Gość: barbinator Re: Teresa Murrach nosi sukienkę..... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 24.11.03, 09:55
                    tad9 napisał:

                    > Droga B. jest jedna rzecz, którą powinaś o mnie wiedzieć: nie robi na mnie
                    > wrażenia żargon i przypisy. Na teksty które czytam, staram się patrzeć dość
                    > trzeźwo.



                    Naprawdę w to wierzysz? To może poprośmy Sagan żeby zacytowała fragment tekstu
                    jakiegoś uznanego fizyka (nie musi być zaraz Einstein, wystarczy ktoś o dorobku
                    porównywalnym do Szczuki) a ty nam wtedy pokażesz jak to się "odrzuca żargon"
                    i "patrzy trzeźwo" na tekst którego się nie rozumie - wcale nie z braku
                    inteligencji (której tobie akurat nie brakuje), lecz zwyczajnie z braku wiedzy
                    w tej konkretnej dziedzinie. Zakładam, że taki sam z ciebie fizyk jak i krytyk
                    literacki więc ta próba dokładnie pokaże o co mi chodziło.
                    Pozdr. B.
                    • sagan2 Re: Teresa Murrach nosi sukienkę..... 24.11.03, 11:33
                      Gość portalu: barbinator napisał(a):


                      > Naprawdę w to wierzysz?

                      ja zaproponuje cos latwiejszego - nawet czytac nie trzeba
                      umiec...

                      prosze wejsc na strone:

                      arXiv.org/ps/hep-ph/0011276

                      otworzyc ps-file pod linkiem:

                      paper (100.1 kB)

                      przejsc na strone 12.

                      i odrzucic zargon...

                      Tad, slucham? Barbi moze tez sie z nami zabawic.
                    • tad9 Klimaty - cd 24.11.03, 17:52
                      Motto:
                      "Aby lepiej zrozumieć "Pana Tadusza" należy czytać historię ruchu robotniczego,
                      historię WKP(b)"
                      Bolesław Bierut.


                      Gość portalu: barbinator napisał(a):
                      > Naprawdę w to wierzysz? To może poprośmy Sagan żeby zacytowała fragment
                      >tekstu jakiegoś uznanego fizyka (nie musi być zaraz Einstein, wystarczy ktoś o
                      >dorobkuporównywalnym do Szczuki) a ty nam wtedy pokażesz jak to się "odrzuca
                      >żargon"

                      Droga B. Twój post napełnił me serce smutkiem. Prosiłem Cię o wprowadzenie mnie
                      w tajniki tekstu pani Szczuki, a otrzymałem coś zupełnie innego. Jest mi
                      przykro, bo jakiś złośliwy antyfeminista - a takich wszak nie brak! - gotów
                      pomysleć, sledząc naszą rozmowę, że nie jesteś w stanie spełnić mojej prośby, a
                      cała ta pisanina o okultyzmie polonistycznym, matematyce, fizyce itd. to
                      jedynie zasłona dymna, za którą nic się zgoła nie kryje. Nie wierzę, że tak być
                      może, i dlatego raz jeszcze proszę Cię o mały wykład, na temat tekstu
                      Kazimiery. Wyjaśnij mi też proszę, na jakiej właściwie podstawie uważasz, że
                      tekstu tego nie pojąłem? Przecież, nic zgoła nie mówiłem, o "skomplikowanych
                      zagadnieniach teorii literatury", nie napisałem nawet, że tekst jest głupi.
                      Stwierdziłem jedynie, że pani Kazimiera odkryła "motywy boginiczne" w "Panu
                      Tadeuszu", co jest faktem i że klimat jej tekstu przypomina mi klimat wywiadu z
                      Hiperborejczykiem, co jest moim wrażeniem, które można podzielać, lub nie
                      (podzielasz?). Ot, i wszystko. Za co więc smagasz mnie tak ostro?
                      Płonę też z ciekawości, co sądzisz o zdumiewającej teorii pani Bakir (to już
                      drugi tekst), zgodnie z którą prasa prawicowa nurza się w mizoginizmie, by
                      zrekompensować sobie w ten sposób niemożność dania upustu swym antysemickim
                      skłonnościom. Przyznam, że ja uważam teorię za przygłupią, ale i tu być może
                      czegoś nie rozumiem. Liczę, że Ty rzecz całą przystępnie mi wyjaśnisz. Nie
                      wiem, czy pamiętasz nieżyjącą już gazetę "Życie" (bo ona to służy paniom za
                      wzór gazety prawicowej). Ja pamiętam, i mogę z całym przekonaniem, powiedzieć,
                      że by oskarżać ją o "mizoginizm", czy kryoptoantysemityzm, trzeba być ...cóż,
                      nazwijmy to eufeministyczne "wybitną feministką", a nawet BARDZO "wybitną"
                      (wiesz, że w moich ustach nie jest to komplement). Skoro już mówimy
                      o "klimatach". Popatrzmy na to:
                      1) "Pedologia, niekonkretność, formalizm, apolityczność, obiektywistyczność,
                      eklekologia, oportunizm, to słowa straszaki w opisywanym tu okresie. Każdy
                      tekst czy wsytąpienie, w których się zjawiały, był z góry skazany, za uznanie
                      ich za wrogie. Czasem kolejność bywała odwrotna. By dane prace
                      zdyskfalifikować, wystarczyło doszukać się w nich któregoś z wymienionych
                      elementów. Autor stawał się "burżuazyjnym obiektywistą", a oznaczało to w
                      praktyce pozbawienie go możliwości publikacji, jeśli nie utraty pracy"
                      A. Radziwiłł, Model ideologii wychowawczej w latach 1948-1956)
                      2)Irigaray używa słowa "speculum" (wklęsłe narzędzie ginekologiczne z
                      lusterkiem często używane przy p. badaniach pochwy), aby uchwycić naturę i
                      funkcję "tosamości" w zachodniej filizofii i psychoanalizie. "Spekularyzacja",
                      komentuje Toril Moi, "sugeruje nie tylko lustrzany obraz pochodzący z wizualnej
                      penetracji, jakiej "spekulum" dokonuje w waginie", ale także "konieczność
                      postulowania podmiotu, który byłby zdolny do odbicia swojego własnego
                      jestestwa". Z powodu narcystycznej filozoficznej "specularyzacji" - której
                      skrótem jest średniowieczne określenie Boga, jako mysli, która myśli - męski
                      dyskurs nigdy nie był w stanie zrozumieć kobiety, tego co kobiece, jako
                      czegokolwiek innego niż odbicie mężczyzny, męskości. Jest zatem niemożliwością
                      pomyślenie "kobiecej kobiecości" w obrębie struktury patriarchalnej mysli.
                      Kiedy mężczyźni patrzą na kobiety, nie widzą kobiet, ale odbicie czy wizerunki
                      podobieństw mężczyzy"
                      R.P.Tong, Myśl feministyczna)
                      Byłybyż "tosamość" i "spekularyzacja" siostrami "pedologii" i "eklekologii"?
                      Jak myślisz?

                      pozdrawiam

                      PS

                      Jeśli znajdziesz chwilę czasu, napisz proszę koniecznie, jak rozumiesz
                      zdanie: "konieczność postulowania podmiotu, który byłby zdolny do odbicia
                      swojego jestestwa".




                      .
                      • Gość: barbinator Re: Klimaty - cd IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.03, 10:14
                        Dlaczego nie ustosunkujesz się w żaden sposób do tego co napisałam tylko
                        zmieniasz temat?
                        Tematem nie jest to, że ja lepiej rozumiem tekst Szczuki czy teksty Janion i
                        dlatego mam ci je wyjaśnić - na potrzeby tej dyskusji możemy przyjąć założenie,
                        że o metodologii badań literackich wiem równie mało (albo równie dużo, jak
                        wolisz) co i ty.
                        Chcę wiedzieć dlaczego uważasz, że ktoś czyja wiedza o badaniach literackich
                        zakończyła się na maturze z polskiego, wie na temat metodologii badań
                        literackich tyle samo co autorytet w tej dziedzinie jakim jest prof. Janion czy
                        jej zdolna uczennica K.Szczuka. Chcę też wiedzieć, czy masz to przekonanie
                        wyłącznie w odniesieniu do nauk humanistycznych, czy także i do ścisłych -
                        jeśli to drugie, to zapraszam na stronę z linku Sagan.
                        Jeśli pierwsze, to chcę wiedzieć dlaczego.
                        A może jednak przyznajesz, że twoja wiedza jest mniejsza a poloniści jednak
                        robią coś więcej niż piszą dyktanda i recytują wierszyki? Skoro tak, to czy nie
                        powinieneś z góry założyć iż pewne fragmenty tekstu mogą ci się wydać głupie
                        wyłącznie dlatego iż brak ci wiedzy do ich pełnego zrozumienia (nie wystarczy
                        rozumieć wszystkich słów by pojąć sens zdań...) a nie dlatego, że istotnie są
                        one głupie? Chciałabym poznać twoje odpowiedzi na te moje pytania, czy możesz
                        to zrobić?

                        Zwracam twoją uwagę, że mój pierwszy tekst miał dość ogólny charakter i nie był
                        napisany w celu obrony K.Szczuki która mnie ani ziębi ani parzy, jej tekst ma
                        zresztą raczej charakter dziennikarski niż naukowy i jest łatwy w odbiorze -
                        co nie znaczy, że nie daje się go przekręcić zwłaszcza że dla chcącego nic
                        trudnego.
                        Znacznie bardziej żenujące były twoje wcześniejsze wypowiedzi na temat prof.
                        Janion.
                        Jeżeli chcesz kontynuować tę rozmowę, to proszę byś odniósł się jakoś do moich
                        pytań zamiast pałać świętym oburzeniem jak dzięcielina panieńskim rumieńcem i
                        zadawać masę własnych, do niczego nie prowadzących pytań.
                        Jeśli nie chcesz na ten temat rozmawiać, to po prostu nie odpowiadaj, oki?
                        Tylko przestań już mieszać...
                        Pozdr. B.
                        • malvvina poczytac troche a potem gadac - specjalisci od sie 25.11.03, 10:22
                          dmiu bolesci



                          "Kopciuszek,Frankenstein i inne"
                          K. Szczuka
                        • tad9 Re: Klimaty 25.11.03, 16:44
                          Gość portalu: barbinator napisał(a):

                          > Dlaczego nie ustosunkujesz się w żaden sposób do tego co napisałam tylko
                          > zmieniasz temat?

                          Wcale nie zmieniam tematu. To Ty zdajesz sie unikać zadośćuczynienia mojej
                          prośbie. Do tego co napisałaś ustosunkowałem się w sposób, jaki uznałem za
                          właściwy: Ty piszesz o ezoterycznej polonistyce, ja proszę Cię, byś napisała w
                          jaki sposób Ty odbierasz tekst, o którym rozmawiamy.

                          > Tematem nie jest to, że ja lepiej rozumiem tekst Szczuki czy teksty Janion i
                          > dlatego mam ci je wyjaśnić - na potrzeby tej dyskusji możemy przyjąć
                          >założenie, że o metodologii badań literackich wiem równie mało (albo równie
                          >dużo, jak wolisz) co i ty.

                          Mylisz się. Tematem jest także to, jak rozumiesz tekst Szczuki. Sam ten temat
                          wprowadziłem do naszej rozmowy, więc wiem co mówię. Ponawiam więc prośbę.


                          > Chcę wiedzieć dlaczego uważasz, że ktoś czyja wiedza o badaniach literackich
                          > zakończyła się na maturze z polskiego, wie na temat metodologii badań
                          > literackich tyle samo co autorytet w tej dziedzinie jakim jest prof. Janion
                          >czy jej zdolna uczennica K.Szczuka.

                          A skąd u Ciebie przekonanie, że wyznaję taki pogląd? Możesz mi to wyjaśnić?
                          Ponieważ napisałem, że nie robi na mnie wrażenia żargon? A na Tobie robi?
                          Wystarczy trochę wyszukanych terminów, by Cię oczarować? Wątpię. Żargon na mnie
                          wrażenia nie robi, nie pisałem jednak, że mam coś przeciw niemu. Jeśli jest
                          potrzebny, niech go sobie używają i poloniści i fizycy. Mam coś przeciw
                          używaniu żargonu, jako przykrywki kryjącej pustkę. Nie spotkałaś się nigdy z
                          takimi tekstami, których forma góruje nad treścią?

                          >Chcę też wiedzieć, czy masz to przekonanie
                          > wyłącznie w odniesieniu do nauk humanistycznych, czy także i do ścisłych -
                          > jeśli to drugie, to zapraszam na stronę z linku Sagan.

                          Humaniści celują w biciu piany ze słów. Mają dużo większą swobodę, niż ci
                          nieszczęśnicy od nauk ścisłych.

                          > A może jednak przyznajesz, że twoja wiedza jest mniejsza a poloniści jednak
                          > robią coś więcej niż piszą dyktanda i recytują wierszyki? Skoro tak, to czy
                          >nie powinieneś z góry założyć iż pewne fragmenty tekstu mogą ci się wydać
                          >głupie wyłącznie dlatego iż brak ci wiedzy do ich pełnego zrozumienia (nie
                          >wystarczy rozumieć wszystkich słów by pojąć sens zdań...) a nie dlatego, że
                          >istotnie są one głupie? Chciałabym poznać twoje odpowiedzi na te moje pytania,
                          >czy możesz to zrobić?

                          Walczysz z wirtualnym potworem. Przypisujesz mi twierdzenia, których nie
                          przedstawiałem, ale skoro chcesz bym na te pytania odpowiedział, proszę bardzo:
                          nie wykluczam, że poloniści wiedzą o polonistyce więcej niż ja. Nie wykluczam
                          też jednak, że nawet utytułowana pani prof. może wypisywać bzdury, na których i
                          ja się poznam, chociażem nie polonista.

                          > Zwracam twoją uwagę, że mój pierwszy tekst miał dość ogólny charakter i nie
                          >był napisany w celu obrony K.Szczuki która mnie ani ziębi ani parzy, jej tekst
                          >ma zresztą raczej charakter dziennikarski niż naukowy i jest łatwy w
                          >odbiorze - co nie znaczy, że nie daje się go przekręcić zwłaszcza że dla
                          >chcącego nic trudnego.

                          Twój pierwszy tekst mnie zaskoczył, bo rzeczywiście był zupełnie "z innej
                          beczki",w każdym razie nie mogłem zobaczyć wielkiego związku, między nim, a
                          moim postem, w którym pisałem o tekście Szczuki. I nadal nie rozumiem, skąd się
                          wziął, a nawet nierozumiem tego jeszcze mocniej. Zastanówmy się: tekst jest
                          łatwy w odbiorze, ja nie oceniałem go tak czy inaczej (poza tym, ze
                          zaznaczyłem, iż tekst przypominał mi klimatem wywiad z Hiperborejczykiem, co
                          nie jest wartościowaniem). Skąd więc u Ciebie te "ogólne" uwagi o
                          wtajemniczeniu polonistycznym? Gdyby tekst był trudny, a do tego ja bym się z
                          niego natrząsał - widziałbym jakiś związek, niczego takiego jednak nie było.
                          Doprawdy - trudno zrozumieć kobiety ..... Może i ja zacznę zamieszczać tu i
                          ówdzie teksty "o ogólnym charakterze"? Ktoś np. pisze o kodeksie drogowym, a
                          ja: buch! coś ogólnego, o sadownictwie np. W końcu gdy się jedzie samochodem,
                          można zobaczyć sady przy drodze, więc jakiś związek tu jest. Kto wie, może
                          spróbuję?

                          PS.

                          Ponieważ, moje pytanie o owo "odbijanie jestestwa" związane jest zarówno z
                          Irigaray, jak i do J. Lacana (jak sądzę Irigaray on własnie inspirował,
                          swoją "teorią luster", czy czymś w tym guście), podaję link do ciekawego
                          materiału, gdzie pojawiają się te postacie:

                          www.mateusz.pl/wdrodze/nr318/318-03-wlodek.htm

                          > Znacznie bardziej żenujące były twoje wcześniejsze wypowiedzi na temat prof.
                          > Janion.

                          Jakie? Te że przez 10 lat fasycnował ją stalinizm? Fasycnował ją - to fakt.
                          Były jeszcze jakieś uwagi o jej wywiadzie dla "WO", bo też naplotła tam baba na
                          potęgę. Prosiłem Cię i przy tamtej okazji, byś wyjawiła mi głębię jej myśli, i
                          też się nie doczekałem. Trudno. A teraz? Może jednak napiszesz coś o tekście
                          Szczuki?

                          > Jeżeli chcesz kontynuować tę rozmowę, to proszę byś odniósł się jakoś do
                          >moich pytań zamiast pałać świętym oburzeniem jak dzięcielina panieńskim
                          >rumieńcem i zadawać masę własnych, do niczego nie prowadzących pytań.

                          Chcę kontynuować, i dlatego JAKOŚ się do Twoich pytań odniosłem. Moje pytania
                          do CZEGOŚ prowadzą, i dlatego proszę, byś na nie odpowiedziała.

                          > Jeśli nie chcesz na ten temat rozmawiać, to po prostu nie odpowiadaj, oki?
                          > Tylko przestań już mieszać...

                          Przepraszam, ale wpierw zamieszczasz teksty o "ogólnym charakterze", a potem
                          zarzucasz mi, że "mieszam"? Trzeba było napisać: "ten tekst ma charakter
                          ogólny, proszę nie brać go do siebie. Tak sobie piszę".

                          > Pozdr.
                          • Gość: barbinator drugie podejście (do trzech razy Szczuka...) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.03, 18:26
                            nie wykluczam, że poloniści wiedzą o polonistyce więcej niż ja. Nie wykluczam
                            > też jednak, że nawet utytułowana pani prof. może wypisywać bzdury, na których
                            i
                            >
                            > ja się poznam, chociażem nie polonista.


                            Naprawdę tak uważasz?
                            Skoro tak, to proponuję ci nieco inną zabawę niż poprzednia - ta w "małego
                            fizyka" najwyraźniej ci się nie spodobała. Wklejam niżej nieco podretuszowany
                            fragment tekstu właśnie takiej osoby o której piszesz wyżej czyli autorytetu w
                            dziedzinie badań literackich. "Podretuszowanie" polegało na zrobieniu przeze
                            mnie w tekście kilku pozornie drobnych błędów które jednak zupełnie wypaczają
                            sens tekstu i sprawiają, że staje się on bzdurny. Twoje zadanie będzie polegało
                            na wskazaniu, gdzie są błędy i jak powinno być poprawnie. Jak sądzę nie powinno
                            ci to sprawić najmniejszego kłopotu (Szczuce na pewno by nie sprawiło...)
                            Najpierw jest wiersz Konopnickiej (straszna grafomania, ale mniejsza z tym)

                            Wskroś rzek i gór, wskroś rzek i gór
                            Czuję cię, wiosko droga!
                            I słyszę twój szumiący bór
                            I widzę krzyż u proga
                            I łzy i znój, i łzy i znój
                            Co cię od wieku poją
                            O kraju mój, o kraju mój
                            Znów jestem twoją, twoją...

                            "Wiersz drugi o schemacie T+A+T żadną miarą nie da się uznać za hipermeter
                            jambiczny, a podobnie i szósty, który ma taką samą strukturę. Dlatego właśnie
                            pojęcia polipodii katalektycznych i hipermetrycznych tj wielostopowców
                            obciętych i przedłużonych, wydają mi się mało przydatne nawet tam, gdzie
                            mogłyby mieć zastosowanie największe, w wierszu jambicznym, czyli po prostu
                            męskim, przeplatanym układami innymi, i sądzę, że posługując się pojęciem
                            epikruzy można rzecz wyjaśnić znacznie prościej. Innymi słowy to, co poczytuje
                            się u nas za wiersze jambiczne, nazywać można trocheicznymi, amfibrachicznymi
                            lub trocheiczno-amfibrachicznymi z epikruzą, czyli po prostu spadkiem męskim,
                            stanowiącym odrębną grupę przyciskową."
                            Błędy są oczywiste, prawda?
                            Mam nadzieję, że zabawa ci się TYM RAZEM spodoba, byłabym NIEPOCIESZONA gdyby
                            stało się inaczej...
                            Pozdr. B.
                            • tad9 Re: drugie podejście (do trzech razy Szczuka...) 25.11.03, 21:56
                              Gość portalu: barbinator napisał(a):

                              > nie wykluczam, że poloniści wiedzą o polonistyce więcej niż ja. Nie wykluczam
                              > > też jednak, że nawet utytułowana pani prof. może wypisywać bzdury, na któr
                              > ych
                              > i
                              > >
                              > > ja się poznam, chociażem nie polonista.
                              >

                              > Naprawdę tak uważasz?

                              Naprawdę tak uważam. Np. w trakcie rozmowy (tej z "Ośki") kilku utytułowanych
                              pań, są tam też polonistki, padają jawne bzdury.


                              > Skoro tak, to proponuję ci nieco inną zabawę niż poprzednia - ta w "małego
                              > fizyka" najwyraźniej ci się nie spodobała (.......)

                              Robisz co możesz droga B., by uciec od tematu głównego, i - zwłaszcza - moich
                              pytań, ale - nic z tego. Ani myślę dać się wciągnąć w jakieś polonistyczne
                              zabawy, chyba, że tak techniczne zagadnienia potrzebne są, by pojąć tekst, o
                              którym tu mówimy. Jeśli udowodnisz, że tak jest - zajmę się Twoją zagadką.
                              Jeśli nie - nie widzę najmniejszego sensu, by się nią zajmować. Może więc
                              powiesz mi w końcu, jakież to polonistyczno-ezoteryczne elementy występują w
                              tekście Szczuki, które niewtajemniczonemu nie pozwalają go zrozumieć? Możesz mi
                              je wskazać? Podałem link do tekstu Kazimiery, i od tej pory zaczęło się piekło.
                              Za nic nie można wydusić z bywających tu pań nic konkretnego. Toczą rozważania
                              o zawiłościach polonistycznych, o fizyce, lingwistyce, podają wzory, zadają
                              zagadki, "abstrahują od feminizmu" itd, itp, a o tekście - poza ogólnikami -
                              nic. Żeby przynajmniej zgadzały się co do samego tekstu! Ty piszesz, że tekst
                              jest "łatwy w odbiorze", a Malwina, że jest "cholernie trudny", choć sugeruje,
                              że jest do takich rzeczy przyzwyczajona (ciekawa byłaby dyskusja między wami,
                              ale na nią nie liczę). Czy nie potrafisz po prostu powiedzieć czegoś "od
                              siebie" o tym tekście, poza tym, ze uważasz go za "łatwy w odbiorze"? Czy nie
                              możesz powiedzieć, co sądzisz, o "teorii prasy prawicowej" pani Bakir? Tym, co
                              utrudnia nasze rozmowy, jest personalizowanie przez Ciebie, naszych dyskusji.
                              Gdybyś tyle wysiłku ile wkładasz w zajmowanie się moją osobą, wkładała w
                              rozważanie moich argumentów, bylibyśmy już dużo dalej. Ale, coż - taki to już
                              kobiecy urok, że personalizują dyskusje. Chyba nie można tego uniknąć.
                              Dodam: nie każ mi cenić za intelekt kogoś, kto zaczynał od stalinizmu, a
                              skończył na feminizmie. To przekracza moje możliwości.
                              A poza tym, co to jest epikruza?

                              • Gość: barbinator trzecie podejście IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.11.03, 12:13
                                Cóż, najwyraźniej nie masz ochoty na konkretną rozmowę.
                                Uparcie nie przyjmujesz do wiadomości tego co ja piszę i brniesz w kolejne
                                bezsensowne pytania i użalanie się nad samym sobą a moją podłością.
                                Jeśli naprawdę wierzysz w to, że jesteś w stanie wychwycić wszelkie niuanse
                                znaczeniowe tekstu napisanego przez osobę będącą fachowcem w dowolnej
                                dziedzinie, i moje uwagi zupełnie nie dały ci do myślenia - to trudno, twoja
                                strata.
                                Co prawda nie rozumiem dlaczego w takim razie nie spodobały ci się moje zabawy
                                typu "mały fizyk" i "mały językoznawca", ale nie liczę już że mi to wyjaśnisz.
                                Ja natomiast coś ci wyjaśnię.
                                Zdarza mi się dość często czytać teksty z dziedzin na których znam się mało lub
                                wcale. Zazwyczaj trafiam w nich na fragmenty, które w moich uszach brzmią
                                głupio. Kiedyś, gdy byłam młodsza i powiedzmy... mniej rozbudzona
                                intelektualnie zdarzało mi się reagować podobnie jak ty to teraz robisz. To
                                znaczy stwierdzałam autorytatywnie "to jest jakiś bełkot".
                                Na szczęście z wiekiem człowiek mądrzeje i nabiera zdolności bardziej
                                realistycznej oceny własnych możliwości a zarazem szacunku do wiedzy innych.
                                Nadal zdarza mi się czytywać teksty z dziedzin na których mało się znam.
                                Nadal wiele z nich wydaje mi się głupich.
                                Jednak doświadczenie nauczyło mnie, że w 9 przypadkach na 10 tekst który wydał
                                mi się zupełnie zrozumiały a przy tym głupi - tak naprawdę został przeze mnie z
                                braku wiedzy źle odczytany.
                                Dlatego teraz dobrze się zastanowię zanim coś osądzę i w tym moje postępowanie
                                bardzo różni się od twojego (choć i mnie zdarza się grzech pochopnej oceny,
                                tyle że dużo dużo rzadziej niż tobie)
                                Zauważ że moja postawa bynajmniej nie wyklucza możliwości wyrażenia przeze mnie
                                odrębnego zdania w jakiejś kwestii i wcale nie przekreśla szans na dyskusję -
                                wrecz przeciwnie! Wyklucza natomiast autorytaryzm i przemądrzalstwo wyrażające
                                się w wyśmiewaniu, ironizowaniu lub kategorycznych stwierdzeniach typu "to jest
                                głupie - przecież widzę, że to jest głupie, nieważne że się nie znam".
                                Nie mam wielkiej nadzieji, że zrozumiesz o co mi chodzi (sposób w jaki
                                prowadzisz tę rozmowę udowadnia że w ogóle nie wiesz o co w niej chodzi i
                                czujesz się zaatakowany, w dodatku niesłusznie - to kompletne niezrozumienie
                                moich intencji)
                                Trudno, nic na to nie poradzę.
                                Pozdr. B.

                                PS
                                Jeszcze tylko parę wyjaśnień technicznych OT.
                                1. Tekst Szczuki "zinterpretowałeś" po swojemu na innym wątku, o którym sam
                                tutaj napomykałeś. Tamta interpretacja składała się z wyjętych z tekstu zdań,
                                lekko przekręconych i była bez sensu. Jeśli z tekstu Szczuki zrozumiałeś tylko
                                tyle, to lepiej więcej się nie baw w Demiurga (wiem, nie posłuchasz - dalej
                                będziesz to robił). Na bieżącym wątku o ile pamiętam żadnej interpretacji nie
                                dokonywałeś.
                                2. Malwina pisała o innym tekście, ja o innym.
                                3. Do zrozumienia tekstu Szczuki a nawet do zrozumienia tekstów Janion
                                znajomość stopy metrycznej konieczna nie jest. Jednak tak się jakoś składa, że
                                aby ktoś zechciał opublikować takie teksty jakie publikują S. czy J. a ktoś
                                inny zechciał je przeczytać od autora wymagana jest znajomość wielu spraw o
                                których ty nie masz bladego pojęcia. To powinno dać ci do myślenia, choć jak
                                sądzę nie da. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
                                4. Tekst Szczuki to standard w dziedzinie badań teoretycznoliterackich - po
                                prostu wszyscy robią to co ona, na różne sposoby. Można powiedzieć, że to co
                                napisała S. jest mało odkrywcze albo że poszukiwanie pierwistków symbolicznych
                                i magicznych w podświadomości naszej kultury zaczyna być nużące w odbiorze -
                                jednak samo stwierdzenie, że jest to po prostu głupie to dopiero jest GŁUPOTA.
                                Równie dobrze możesz sobie napisać, że mogliby wreszcie przestać ględzić tyle o
                                tej całej genetyce i teorii ewolucji, bo to głupie i nudne a w ogóle to chyba
                                każdy widzi, że człowiek od małpy się różni. I taką właśnie wartość mają twoje
                                komentarze na temat tekstu Szczuki (i nie tylko)
                                4. Znaczenie słowa epikruza jest w tekście. Nie zauważyłeś...?
                                5. Jeżeli jedyne co zrozumiałes z tego co ja piszę to jakieś uczucie potwornej
                                krzywdy którą ci wyrządzam moimi "insynuacjami" to po prostu się obraź i nie
                                odpowiadaj. No problem.
                                Pozdr. B.
                                • tad9 Re: trzecie podejście 26.11.03, 17:13
                                  Znów jestem zaskoczony droga B. Zamiast po prostu trzymać się konkretów, i
                                  porozmawiać o tekście Szczuki i rozmowie feministek, Ty wolisz wygłaszać
                                  pouczenia. Nie bardzo rozumiem, dlaczego z takim uporem unikasz tej rozmowy.
                                  Możesz mi to wyjasnić?


                                  Gość portalu: barbinator napisał(a):

                                  > Cóż, najwyraźniej nie masz ochoty na konkretną rozmowę.

                                  Cóż, najwyraźniej nie masz ochoty na konkretną romowę o konkrtenych tekstach.

                                  > Uparcie nie przyjmujesz do wiadomości tego co ja piszę i brniesz w kolejne
                                  > bezsensowne pytania i użalanie się nad samym sobą a moją podłością.

                                  Skoro tyle tu piszesz, o tym, że nie należy za szybko zarzucać czemuś
                                  bezsensu, proszę o wyjasnienie: na czym polega bezsens moich pytań? To, co
                                  piszesz, przyjąłem do wiadomości: zgadzam się, czasami czegoś nie rozumiemy.
                                  Cóż jeszcze mogę dodać?

                                  > Jeśli naprawdę wierzysz w to, że jesteś w stanie wychwycić wszelkie niuanse
                                  > znaczeniowe tekstu napisanego przez osobę będącą fachowcem w dowolnej
                                  > dziedzinie, i moje uwagi zupełnie nie dały ci do myślenia - to trudno, twoja
                                  > strata.

                                  Tego nie powiedziałem. Napisałem tylko, że nie robi na mnie wrażenia żargon.
                                  Czy na Tobie żargon jako żargon robi wrażenie?

                                  > Co prawda nie rozumiem dlaczego w takim razie nie spodobały ci się moje
                                  >zabawy typu "mały fizyk" i "mały językoznawca", ale nie liczę już że mi to
                                  >wyjaśnisz.

                                  Dlatego właśnie, że są zabawami. Wolę zajmować się tutaj konkretnymi rozmowami
                                  o konkretnych tekstach, czyli akurat tym, czego Ty tak rozpaczliwie starasz się
                                  w tym wątku unikać.

                                  > Ja natomiast coś ci wyjaśnię.
                                  > Zdarza mi się dość często czytać teksty z dziedzin na których znam się mało
                                  lub
                                  >
                                  > wcale. Zazwyczaj trafiam w nich na fragmenty, które w moich uszach brzmią
                                  > głupio. Kiedyś, gdy byłam młodsza i powiedzmy... mniej rozbudzona
                                  > intelektualnie zdarzało mi się reagować podobnie jak ty to teraz robisz.
                                  To>znaczy stwierdzałam autorytatywnie "to jest jakiś bełkot".

                                  To piękna i pouczająca opowieść, dziękuję za nią, ale powtarzam: TRZYMAJMY SIĘ
                                  KONKRETÓW. Przytocz przykłady tekstów, które nazwałem w tym wątku bełkotem, a
                                  ja wyjaśnię Ci, dlaczego to zrobiłem. OK? Dalszą część, Twoich "ogólnych
                                  rozważań" kasuję (choć niezwyle je sobie cenię).

                                  > Nie mam wielkiej nadzieji, że zrozumiesz o co mi chodzi (sposób w jaki
                                  > prowadzisz tę rozmowę udowadnia że w ogóle nie wiesz o co w niej chodzi i
                                  > czujesz się zaatakowany, w dodatku niesłusznie - to kompletne niezrozumienie
                                  > moich intencji)


                                  Jaki sposób? Chodzi Ci o to, że chcę konkretnej rozmowy, i unikam "zabaw"?
                                  Wydaje mi się to dość rozsądnym podejściem. Oczywiście, że czuję się
                                  niesłusznie zaatakowany.

                                  > Jeszcze tylko parę wyjaśnień technicznych OT.
                                  > 1. Tekst Szczuki "zinterpretowałeś" po swojemu na innym wątku, o którym sam
                                  > tutaj napomykałeś. Tamta interpretacja składała się z wyjętych z tekstu zdań,
                                  > lekko przekręconych i była bez sensu. Jeśli z tekstu Szczuki zrozumiałeś
                                  >tylko tyle, to lepiej więcej się nie baw w Demiurga (wiem, nie posłuchasz -
                                  >dalej będziesz to robił). Na bieżącym wątku o ile pamiętam żadnej
                                  >interpretacji nie dokonywałeś.

                                  Nie "zinterpretowałem", lecz zparafrazowałem, i podałem właściwie jako własny
                                  tekst. Taki "cytat" nie jest oceną. Czy możesz wskazać miejsce, w którym
                                  głoszę: "patrzcie jakie głupoty pisze Szczuka" powołując się na ów fragment?
                                  Poza tym, w jaki sposób Twoim zdaniem ów wyizolowany cytat zmienia znaczenie w
                                  stosunku do fragmentu znajdującego się w tekście?

                                  > 2. Malwina pisała o innym tekście, ja o innym.

                                  Być może. A o jakim tekście pisała Malwina?

                                  > 3. Do zrozumienia tekstu Szczuki a nawet do zrozumienia tekstów Janion
                                  > znajomość stopy metrycznej konieczna nie jest.

                                  Jestem zdumiony!


                                  >Jednak tak się jakoś składa, że
                                  > aby ktoś zechciał opublikować takie teksty jakie publikują S. czy J. a ktoś
                                  > inny zechciał je przeczytać od autora wymagana jest znajomość wielu spraw o
                                  > których ty nie masz bladego pojęcia. To powinno dać ci do myślenia, choć jak
                                  > sądzę nie da. Przynajmniej jeszcze nie teraz.

                                  Trzymajmy się konkretów. Czy uważasz, że nie rozumiem tekstu Szczuki, a jesli
                                  tak, to dlaczego tak uważasz. Czy możesz podać przykłady tekstów, które na tym
                                  forum zbrukałem, a których - Twoim zdaniem - nie rozumiałem? A jeśli nie
                                  potrafisz - o co Ci chodzi? Poza tym nadal liczę na odpowiedź na moje pytania,
                                  zwłaszcza na to: co sądzisz o teorii pani Bakir?


                                  > 4. Tekst Szczuki to standard w dziedzinie badań teoretycznoliterackich - po
                                  > prostu wszyscy robią to co ona, na różne sposoby. Można powiedzieć, że to co
                                  > napisała S. jest mało odkrywcze albo że poszukiwanie pierwistków
                                  >symbolicznych i magicznych w podświadomości naszej kultury zaczyna być nużące
                                  >w odbiorze - jednak samo stwierdzenie, że jest to po prostu głupie to dopiero
                                  >jest GŁUPOTA.

                                  Proszę o wskazanie miejsca, w którym nazywam ten teskt "głupotą", lub
                                  przyznanie, że czepiasz się mnie bez powodu właściwie. Swoją drogą, czy
                                  fragment dotyczący "Pana Tadeusza" uważasz, za mądry? To naciąganie koloru ....

                                  > 4. Znaczenie słowa epikruza jest w tekście. Nie zauważyłeś...?

                                  Pewnie, że nie zauważyłem, bo się w te łamańce nie wczytywałem.

                                  > 5. Jeżeli jedyne co zrozumiałes z tego co ja piszę to jakieś uczucie
                                  >potwornej krzywdy którą ci wyrządzam moimi "insynuacjami" to po prostu się
                                  >obraź i nie odpowiadaj. No problem.

                                  Ależ rozumiem doskonale o co Ci chodzi. Po prostu BARDZO chcesz uniknąć
                                  odpowiedzi na moje pytania. I tyle.


                                  > Pozdr.
                    • Gość: Zły Wilk polecam Einsteina IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.11.03, 21:00
                      Gość portalu: barbinator napisał(a):


                      > Naprawdę w to wierzysz? To może poprośmy Sagan żeby zacytowała fragment
                      tekstu
                      > jakiegoś uznanego fizyka (nie musi być zaraz Einstein,

                      Einstein akurat świetnie pisze, używa prostego, zrozumiałego języka i
                      obrazowych porównań, np. z windą. Gdy pominąć równania matematyczne, całą
                      resztę czyta się z przyjemnością.

                      Pozdrawiam -
                      • Gość: barbinator Re: polecam Einsteina IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 24.11.03, 21:25
                        Gość portalu: Zły Wilk napisał(a):

                        > Gość portalu: barbinator napisał(a):
                        >
                        >
                        > > Naprawdę w to wierzysz? To może poprośmy Sagan żeby zacytowała fragment
                        > tekstu
                        > > jakiegoś uznanego fizyka (nie musi być zaraz Einstein,
                        >
                        > Einstein akurat świetnie pisze, używa prostego, zrozumiałego języka i
                        > obrazowych porównań, np. z windą. Gdy pominąć równania matematyczne, całą
                        > resztę czyta się z przyjemnością.
                        >



                        Ależ oczywiście, jeżeli pominąć równania zapewne tak...
                        A o równaniach wystarczy napisać, że są głupie i sprawa załatwiona.
                        BTW, przeczytałeś WSZYSTKO co Einstein napisał i WSZYSTKO zrozumiałeś?
                        To gratuluję...
                        • Gość: Zły Wilk Re: polecam Einsteina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.03, 14:25
                          Nie muszę czytać wszystkiego, co napisal Einstein, by zauwazyć, że prawdziwy
                          geniusz potrafi pisac ludzkim językiem, tak, by nie komplikowac tego, co mozna
                          wyrazić prosto. Nb. to cecha noblistów. Kiepscy naukowcy, pseudonaukowcy i
                          zwolennicy wiedzy ezoterycznej ukrywają swoją ignorancję za pomocą mętnego
                          języka, w którym nie ma żadnej treści. BD ma rację - poczytaj troche o
                          prowokacji Sokala - może Ci to pomoze podnieśc się z kolan sprzed
                          modernistycznym belkotem.

                          Pozdraiwm
                          • sagan2 Re: polecam Einsteina 25.11.03, 18:50
                            Gość portalu: Zły Wilk napisał(a):

                            > Nie muszę czytać wszystkiego, co napisal Einstein, by zauwazyć, że prawdziwy
                            > geniusz potrafi pisac ludzkim językiem, tak, by nie komplikowac tego, co mozna
                            > wyrazić prosto. Nb. to cecha noblistów.

                            bardzo trudno jest opisac rzeczy trudne prostym i zrozumialym jezykiem (co nie
                            znaczy, ze nie powinno sie probowac!). jest to dar i to dany nielicznym. nie
                            sadze, aby "bycie geniuszem" mialo tu znaczenie, albo sie ten dar ma, albo nie.
                            wtedy mozna sie probowac tego w mozole nauczyc, ale nie wszystkim wychodzi,
                            niestety. przypuszczam, ze znalazloby sie mnostwo noblistow, ktorzy tego talentu
                            nie maja, duza czesc z nich pewnie sie uczy i stara, bo stajac sie raz osoba
                            publiczna czlowiek zaczyna rozumiec, ze nie jest sam na sam ze swoimi
                            badaniami... wazna tez (w tej nauce i staraniu sie) jest sprawa finansowa -
                            teraz potrzebne sa na ogol ogromne naklady na badania, oczywiscie rowniez te
                            prowadzace do nobla. a o pieniadze prosi sie... niefachowcow, "szarych ludzi"...
                            trzeba ich umiec przekonac :)
                            osobiscie boleje nad tym, ze nauka robi sie czesto zbyt hermetyczna, zbyt
                            zamknieta i ze nie dba o przekazanie swej potegi zwyklemu czlowiekowi. ale nie
                            sadze, aby "bycie geniuszem" rozwiazywalo ten problem. jak pisalam - uwazam to
                            za dodatkowy dar. geniusz moze go miec (einstain), ale moze i nie miec (choc
                            moze sie nauczyc ;)
                            znam mnostwo swietnych naukowcow, w tym co najmniej 1 nobliste, ktorzy w ogole
                            nie umieja "wyslawiac sie" o swoich badaniach (a szkoda)

                            > Kiepscy naukowcy, pseudonaukowcy i
                            > zwolennicy wiedzy ezoterycznej ukrywają swoją ignorancję za pomocą mętnego
                            > języka, w którym nie ma żadnej treści.

                            nie tylko oni. oni ukrywaja ignorancje. ale czasami taki jezyk jest zupelnie
                            naturalny dla jakiegos zagadnienia. i wtedy mozliwe sa dwie drogi - nie robic
                            nic, aby ten jezyk i przekaz stal sie "bardziej ludzki", albo wrecz przeciwnie.
                            sa przekaz (wynik badan) sie nie zmieni, zmienic sie moze styl.
                            a laik w obu przypadkach moze stwierdzic "lanie wody"...

                            oczywiscie jest jeszcze inna kwestia - jak wiele mozna wytlumaczyc (nie
                            powiedziec) bez tego tzw "zargonu" (wliczam w to rowniez rownania itp...). latwo
                            opowiadac o dodatkowych wymiarach, zwinietych lub rozwinietych, o ich rozmiarach
                            itp. mozna tez mowic, ilu takich dodatkowych wymiarow sie spodziewamy. wszystko
                            machajac rekami i bez jednego rownania. ale juz *wytlumaczyc* dlaczego tyle
                            konkretnie tych wymiarow byc moze bez rownan sie nie da...
                          • Gość: barbinator modernistyczny bełkot??? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.11.03, 13:02

                            BD ma rację - poczytaj troche o
                            > prowokacji Sokala - może Ci to pomoze podnieśc się z kolan sprzed
                            > modernistycznym belkotem.


                            POSTmodernistycznym bełkotem drogi Macieju...
                            Nikt tutaj nie oskarżał mnie (póki co, wszystko przede mną) o klęczenie przed
                            modernistycznym bełkotem, prowokacja Sokala też tyczyła się
                            POSTmodernistycznego bełkotu.
                            Nie wątpię iż jako prawdziwy geniusz z łatwością odróżnisz modernistyczny
                            bełkot od postmodernistycznego bełkotu i w ogóle bełkot od pseudobełkotu,
                            postbełkotu oraz antybełkotu.
                            Na wszelki wypadek przypomnę ci tylko, że postmodernizm tak się ma do
                            modernizmu jak antyfeminizm do feminizmu, nie zaś tak jak postkomunizm do
                            komunizmu...
                            Cóż, słowa których się nie rozumie bywają mylące;)
                            Pozdr. B.
                            • Gość: Zły Wilk postmodernistyczny bełkot IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.11.03, 20:53
                              Oczywiście, chodziło o postmodernistyczny bełkot. Przyznaję, zręcznie
                              wykorzystałaś moją pomyłkę do zmiany tematu. Takie uniki Twoja najmocniejsza
                              strona.
                              Wróćmy jednak do rzeczy...
                              Przeczytałaś już o Sokalu?

                              Pozdrawiam -
                              • Gość: barbinator Re: postmodernistyczny bełkot IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.11.03, 22:07
                                Oczywiście, chodziło o postmodernistyczny bełkot. Przyznaję, zręcznie
                                > wykorzystałaś moją pomyłkę do zmiany tematu


                                Do jakiej zmiany tematu? Dla mnie tematem jest pytanie: czy ktoś nie znający
                                jakiegoś zagadnienia może się o nim wypowiadać w sposób autorytatywny.
                                Przykładowo: jak się chce pisać, że posmodernizm to bełkot, to imho wypadałoby
                                nie mylić go przynajmniej z czymś wręcz przeciwnym. Twoja jak to
                                ująłeś "pomyłka" znakomicie się mieści w temacie tej częsci wątka. Bo o Sokalu
                                to chyba nie ze mną rozmawiałeś?


                                Przeczytałaś już o Sokalu?


                                O jezuuu, ty naprawdę pierwszy raz o prowokacji Sokala wyczytałeś na tym wątku!
                                No no, a jednak takie forum to dobra rzecz...
                                Pozdr. B.
                • malvvina Re: Szczuka i "boginizm" 23.11.03, 21:54

                  wlasnie sie z nia "bije" - cholernie trudne a zwycojnam
                  tlumacze sobie w glowie na francuski zeby zrozumiec :-)
                  interesujace bardzo
                  polecam
                • maly.ksiaze Oficjalna wykładnia 24.11.03, 05:51
                  Szanowna Barbinator,

                  O 'skomplikowanych zagadnieniach literatury' rozmawiać może oczywiście każdy -
                  nawet, jak widać na załączonym obrazku, Kazimiera Szczuka. Inną rzeczą jest, co
                  z tego wyniknie. Nie wiem, czy matematyka jest tu szczególnie dobrym
                  porównaniem, ale ponieważ Ty pierwsza go użyłaś, pójdę tym tropem.
                  Otóż jakiś czas temu krążył na Internecie żart wyśmiewający sposób pisania
                  artykułów do magazynów naukowych. Niestety, nie udało mi się go znaleźć, musisz
                  się przeto zadowolić moim streszczeniem.
                  Otóż aby napisać taki artykuł, potrzebna jest jakaś myśl przewodnia. Weźmy
                  takie równanie: 1 = 1. Tego jednak nikt nam nie opublikuje. Przekształcamy
                  zatem, niezależnie, obie strony tego równiania tak długo, aż każda strona
                  zajmie przynajmniej jedną pełną linię tekstu i będzie wystarczająco poplątana.
                  Teraz odwracamy wywód, dodajemy nieco komentarzy - i mamy nasz artykuł.

                  Wypracowanie K. Szczuki przypomniało mi ten właśnie żart, aczkolwiek przyznać
                  wypada, że kluczowe dla zrozumienia zdanie znajduje się tu na początku, nie na
                  końcu. Brzmi ono:
                  "dajemy sobie prawo do badania motywów boginicznych jako konkretyzacji pewnego
                  imaginarium, czyli sfery wyobraźni symbolicznej"
                  Jakiś czas temu (tu dzielę się z wami moim osobistym odkryciem) sklasyfikowałem
                  występującą w półpoważnej (tak, jak by była inna!) humanistyce metodę
                  interpretacyjną, polegającą na dość przypadkowym zestawianiu różnokolorowych
                  symboli-kamyczków w interesujące wzory. Logika uporządkowania ma tu znaczenie
                  drugorzędne - najistotniejsze jest to, czy układ jest ładny. Jeśli się spodoba
                  (trafia w gusta publiczności), aniołek podnosi główkę. Jeśli nie, aniołek
                  opuszcza główkę. 'Hiperborejczyk' i 'boginizm' to naprawdę ten sam klimat, choć
                  Szczukę znacznie przyjemniej się czyta (w zwykłych okolicznościach należałoby
                  to uznać za komplement, ale nie wiem, czy w tych okolicznościach tak zostałoby
                  to odczytane).
                  Takie nizanie starych historyjek na nowe sznureczki to z pewnością bardzo
                  przyjemne zajęcie, tyle że, moim zdaniem, nie strzymuje konkurencji biegłych w
                  swej sztuce pisarzy fantasy. Robią z grubsza to samo, ale mają większą 'wartość
                  dodaną' (od której z pewnością płacą należny podatek).

                  Drugi kawałek z Ośki jest równie pouczający, ale o tym może kiedy indziej -
                  jeśli wogóle ktoś będzie kontynouwaniem tej dyskusji zainteresowany. Chciałbym
                  jedynie zwrócić uwagę, że zagajenie owej dyskusji (B.Limanowska) zawiera
                  stwierdzenia, ewidentnie nieprawdziwe.

                  (-) Kilkujadek

                  -
                  Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
                  • nadszyszkownik.kilkujadek OT: Jasny gwint! 24.11.03, 05:57
                    Mydłem ICH! Nicki mi się pokiełbasiły! Wszystkich zainteresowanych przepraszam.
                    Nawiasem mówiąc, dłuższe kawałki chyba trzeba pisać w osobnym edytorze, bo w
                    tym małym okieneczku nie można porządnie zweryfikować tekstu, a na dodatek
                    takie hocki-klocki z tym logowaniem....stylistyki

                    (-) Kilkujadek

                    -
                    Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
                  • malvvina Re: Oficjalna wykładnia 24.11.03, 09:33
                    to nawet nie jest porownanie z matematyka
                    po prostu lingwistyka ma 100 % zwiazku z logika wiec z filozofia wiec z
                    matematyka (tak tak filozofia nie jest przedmiotem humanistycznym)
                    kazde zdanie mozna (czytelnie) przedstawic jako [vx]/a+n=µ idt itp
                  • Gość: barbinator Re: Oficjalna wykładnia IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 24.11.03, 10:02
                    Powiedz tak szczerze Kilkujadku, abstrahując od feminizmu i w ogóle tego forum -
                    nie zauważyłeś nigdy w odniesieniu do nauk humanistycznych tego zjawiska o
                    którym piszę a które można streścić jako lekceważenie? Ja spotykam się z tym
                    stale - ludzie nie rozumieją jakiegoś tekstu, gdyż brakuje im odpowiedniego
                    warsztatu fachowego, po prostu wykształcenia którego nie zastąpi ogólna (choćby
                    i wysoka!) inteligencja i wiedza w innych dziedzinach - a więc wybierają jakiś
                    wpadający w oko fragment, cytują go (albo co gorsza opisują po swojemu mocno
                    przekręcając) po czym tryumfalnie oznajmiają, że profesor X to idiota.

                    Przykład z matematykami czy fizykami był dobry, gdyż oni raczej nie mają takich
                    problemów - ich język nie daje szansy laikowi na niekonstruktywne włączenie się
                    do dyskusji - chociaż słyszałam już człowieka mówiącego z lekceważeniem o
                    fraktalach "kto by tam gadał o takich głupotach jak płatki śniegu"
                    Co do K.Szczuki to uważam iż nie masz racji a jej tekst jest raczej ciekawy
                    (nie twierdzę, że wybitny). Pana Tadeusza interpretowano już na tysiące
                    sposobów z których każdy w jakiś sposób wzbogacał nasze rozumienie tekstu. Nie
                    widzę nic złego w próbach interpretacji feministycznych i mam wrażenie że inni
                    też nie widzą, gdyż tzw feministyczna krytyka sztuki, literacka czy filmowa to
                    już uznane dyscypliny, których metodyka bywa stosowana także i przez krytyków
                    nie będących stricte feministami.
                    Pozdr. B.

                    • Gość: BD Re: Oficjalna wykładnia IP: 195.136.36.* 24.11.03, 11:59
                      Witam,

                      Gość portalu: barbinator napisał(a):

                      > Powiedz tak szczerze Kilkujadku, abstrahując od feminizmu i w ogóle tego
                      > forum nie zauważyłeś nigdy w odniesieniu do nauk humanistycznych tego
                      > zjawiska o którym piszę a które można streścić jako lekceważenie?

                      Czy nie uważasz, że nauki humansityczne same na to trochę zasłużyły:

                      www.elsewhere.org/cgi-bin/postmodern/

                      W tej kwestii: jeśli nie mówi Ci nic nazwisko Alana Sokal, to polecam poszukać
                      w necie - bardzo ciekawe rzeczy znajdziesz.

                      pozdrawiam,

                      BD
                    • nadszyszkownik.kilkujadek Powstań z kolan, Barbinator 25.11.03, 03:20
                      Kazimiera Szczuka, wbrew pozorom, nie jest kapłanką Bogini, lecz - jak mówi nam
                      stopka, polonistką, słuchaczka Szkoły Nauk Społecznych IFiS PAN, pracownikiem
                      IBL. Praca jak praca.
                      Nie wiem z jakiego powodu język, jakiego używa K. Szczuka w omawianym tekście,
                      miałby wogóle na kimkolwiek sprawiać specjalne wrażenie. Koniec końców jest to
                      krótki artykulik zamieszczony w feministycznym biuletynie, a nie dysertacja
                      doktorska. Doprawdy nie wiem, co znajdujesz tam niedostępnego dla przeciętnego
                      użytkownika własnego mózgu. Skoro dobre jest dla feministek, dlaczego nie
                      miałoby być dobre dla innych?
                      Oto autorka dosiada pióra i dziarsko cwałuje przez trzy książki, przywożąc nam
                      z podróży wyimki ilustrujące to, co chciałaby pokazać. Bardzo fajnie, co dalej?
                      Zwróć uwagę na konstrukcję całego artykułu: Szczuka najpierw
                      podszczypuje 'oficjalną naukę' (proponowałbym dwuletnie moratorium na
                      cytowanie 'Własnego pokoju'), następnie deklaruje "trudno mi, co prawda,
                      wchodzić w spory na temat naukowości i nienaukowości boginiocentrycznych
                      interpretacji" (czyli: jesteśmy w świecie fikcji, to wszystko spekulacje),
                      poetm już zaś 'sunie bez wysiłku w sedna środek'.
                      Wobec tego, żeby nie było wątpliwości: autorka pisze o rzeczach równoważnych
                      historii świata przedstawionej w serii o Conanie Barbarzyńcy, doskonale zresztą
                      sobie z tego zdając sprawę.

                      Zostaje nam jeszcze 'Pan Tadeusz'. Mickiewiczowska epopeja świętością nie jest
                      i każdy interpretować sobie może, nawet na feministyczne kopytko. Pozwól
                      jednak, że ja usmiechnę się ironicznie, mam bowiem wrażenie, że w tym
                      kontekście Mickiewicz znalazł się tylko po to, aby wstawić coś, do
                      czego 'rzesze czytelniczek' będą mogły się odnieść. Tu dodam, podobnie jak K.
                      Szczuka: 'być może'.
                      Dalej jest lepiej o tyle, że faktycznie "W szerokim zatem sensie motywów
                      boginicznych można się doszukiwać wszędzie tam, gdzie pojawiają się metafory i
                      obrazy kreujące boskość i moc kobiety." Doszukiwać się jak najbardziej można -
                      Matka Boska wkomponuje się tu idealnie, o ile oczywiście historię Jezusa
                      potraktuje się jako mit.
                      Oczywiście, racjonalne podejście do religii i mitologii rozkłada całą
                      tę 'boginiczność' do substancji prostych znacznie szybciej i skuteczniej, niż
                      da się to zrobić z nauką Chrystusa.

                      Abstrahując od absolutnie wszystkiego przyznam, że i owszem. Dołożę jeszcze, że
                      nie dziwię się temu wcale. Za L.Janerką: "tego pana nie lubimy, bo rozsiewa
                      wokół siebie pozór".
                      .

                      (-) Kilkujadek

                      -
                      Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
                      • Gość: barbinator Re: Powstań z kolan, Barbinator IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.03, 10:17
                        Nie rozumiem skąd w ogóle przyszło ci do głowy, że czuję jakieś uwielbienie dla
                        Szczuki - wyraźnie pisałam iż chodzi mi pewne szersze zjawisko, widoczne
                        zresztą na różnych forach (nie tylko internetowych) - na naszym jego wręcz
                        karykaturalnym przedstawicielem jest brumbrum, innym jednak też takie występy
                        pod publiczkę się zdarzają.
                        Mój post (ten pierwszy) jest raczej wyrazem szacunku do racjonalnego myślenia.
                        Jeśli przyjmiemy, że każdy może wyśmiać dowolny tekst, utwór, rozprawę naukową
                        itd napisaną przez fachowca w swojej dyscyplinie, występując przy tym z pozycji
                        równoprawnej wobec autora - to rodzi się pytanie po cholerę ci wszyscy
                        poloniści, psychologowie, fizycy, filozofowie, etnografowie itd w ogóle
                        studiują, zdobywają wiedzę wyrażającą się kolejnymi tytułami naukowymi?
                        Od czasu gdy kiedyś dawno temu ujrzałam mojego wykładowcę filozofii
                        dorabiającego sobie do chudej pensyjki sprzedawaniem książek na targowisku
                        (autentyczne, choć sprzed parunastu lat) myślałam, że gorsza pauperyzacja nauki
                        już trafić się nie może. Jednak gdy teraz widzę takie
                        przejawy "równouprawnienia i demokratyzacji" jak np wyśmiewanie przez
                        kompletnego laika tekstów prof. Janion, to czuję, że sięgneliśmy dna a wtedy
                        rozległo się pukanie od dołu...
                        Na wszelki wypadek wyjaśniam tylko: tekst Szczuki jest napisany dość prostym
                        językiem, nie zawiera wielkich mądrości, przez chętnego laika może być nieźle
                        przyswojony - jednak praktyka pokazuje że nawet taki tekst można przekręcić
                        sprowadzając go do absurdu:

                        " weźmy na warsztat inne znane dzieło patriarchalne, czyli "Pana Tadeusza". Czy
                        nie da się z niego czego feministycznego wycisnąć? Warto zauważyć, że
                        pojawiająca się w Inwokaji Panna Święta, to tożsama z naturą wojowniczka, matka
                        i opiekunka. Czyż nie mamy tu do czynienia z typowym motywem boginicznym
                        odkrywanym przez feministyczne badaczki pod skorupą patriarchalnej kultury?
                        Charakterystyczny ciąg figur: Litwa/Ojczyzna/Panna Święta/łono/przyroda może
                        być dalekim echem Bogini! Być może "bursztynowy świerzop", biel gryki i
                        rumieniec dzięcieliny, to owe trzy kolory aspektów Bogini. Co prawda czerń
                        zastąpiona została przez "bursztyn", ale to na użytek idylli! Zaprawdę "Pan
                        Tadeusz" niejedną kryje tajemnicę!"

                        Ja uważam, że jeśli ktoś tylko tyle zrozumiał z tego co Szczuka napisała, to
                        powinien sobie darować złośliwe komentarze i w ogóle darować sobie czytanie
                        tekstów krytycznoliterackich - dla własnego choćby dobra. Jednak podkreślam:
                        Szczuka i jej tekst był dla mnie tylko pretekstem do napisania czegoś co od
                        dawna mnie już irytuje, bynajmniej nie tylko na FF.
                        • nadszyszkownik.kilkujadek Bogini i Słońce 25.11.03, 17:18
                          > Jeśli przyjmiemy, że każdy może wyśmiać dowolny tekst, utwór, rozprawę
                          naukową
                          > itd napisaną przez fachowca w swojej dyscyplinie, występując przy tym z
                          pozycji
                          > równoprawnej wobec autora - to rodzi się pytanie po cholerę ci wszyscy
                          > poloniści, psychologowie, fizycy, filozofowie, etnografowie itd w ogóle
                          > studiują, zdobywają wiedzę wyrażającą się kolejnymi tytułami naukowymi?
                          [...]
                          > Jednak gdy teraz widzę takie
                          > przejawy "równouprawnienia i demokratyzacji" jak np wyśmiewanie przez
                          > kompletnego laika tekstów prof. Janion, to czuję, że sięgneliśmy dna a wtedy
                          > rozległo się pukanie od dołu...
                          Hamletyzujesz. Czy przypuszczasz, że wiedzę zdobywa się po to, aby oddzielić
                          się od profanów? Jeśli tak by miało być, to faktycznie, całe te 'badania
                          literackie' oderwały się już od powierzchni ziemii i należałoby je, w akcie
                          miłosierdzia, co prędzej sprowadzić na powierzchnię planety (bo w górnych
                          warstwach atmosfery jest diabelnie zimno). Sądzę jednak, że i samym luminarzom
                          scholastyki róznorakiej to nie leży - nie publikowaliby przecież w prasie
                          codziennej za wierszówkę jedynie.

                          Wszystkie te naukowe produkcje poddają się krytycznej analizie bez
                          konieczności robienia doktoratu. Owszem, nie podjąbym dyskusji 'w czasie
                          rzeczywistym' ani z prof. Janion, ani z K. Szczuką, bo za dużo rzeczy muszę
                          sprawdzać. Ale przeczytać, zrozumieć i 'się odnieść' - jak najbardziej mi
                          wolno.

                          > " weźmy na warsztat inne znane dzieło patriarchalne, czyli "Pana Tadeusza".
                          Czy
                          > nie da się z niego czego feministycznego wycisnąć? Warto zauważyć, że
                          > pojawiająca się w Inwokaji Panna Święta, to tożsama z naturą wojowniczka,
                          matka
                          > i opiekunka. Czyż nie mamy tu do czynienia z typowym motywem boginicznym
                          > odkrywanym przez feministyczne badaczki pod skorupą patriarchalnej kultury?
                          > Charakterystyczny ciąg figur: Litwa/Ojczyzna/Panna Święta/łono/przyroda może
                          > być dalekim echem Bogini! Być może "bursztynowy świerzop", biel gryki i
                          > rumieniec dzięcieliny, to owe trzy kolory aspektów Bogini. Co prawda czerń
                          > zastąpiona została przez "bursztyn", ale to na użytek idylli! Zaprawdę "Pan
                          > Tadeusz" niejedną kryje tajemnicę!"
                          Nie wiem, czy Tad chciał sprowadzić cały artykuł do tego akurat fragmentu, nic
                          nam o tym nie pisze. Osobiście ironię uważam za trafioną, bo fragment o Panu
                          Tadeuszu, zwłaszcza kolorów przemienienie, jest nader niezręczny i wzbudza
                          wesołość, nie zastanowienie.

                          Na marginesie: do tej pory przypuszczałem, że feminizm jest, w ogólności,
                          rzeczą poważną. Poszukiwanie w kulturze śladów Wielkiej Bogini (to ciekawy
                          temat zresztą) w kontekście feminizmu (patrz zakończenie artykułu) ma dla mnie
                          odcień nieco kabaretowy. Podobnie jak, wybacz porównanie, nawiązania do
                          mitologii Słońca w mistyce faszystów.

                          Jeśli zaś chodzi o fizyków - oni też zostali wyśmiani. Jakiś czas temu dwóch
                          włoskich dziennikarzy zorganizowało coś w stylu prowokacji Sokala. Zdaje się,
                          że nawet obronili doktorat. Był na ten temat artykuł w Polityce.

                          (-) Kilkujadek

                          -
                          Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
                          • malvvina Re: Bogini i Słońce 25.11.03, 18:28

                            mysle ze masz scisle wyksztalcenie. Humanistyczne nie pozwoliloby ci tego
                            napisac.


                            > Na marginesie: do tej pory przypuszczałem, że feminizm jest, w ogólności,
                            > rzeczą poważną. Poszukiwanie w kulturze śladów Wielkiej Bogini (to ciekawy
                            > temat zresztą) w kontekście feminizmu (patrz zakończenie artykułu) ma dla
                            mnie
                            > odcień nieco kabaretowy. Podobnie jak, wybacz porównanie, nawiązania do
                            > mitologii Słońca w mistyce faszystów.
                            >
                  • tad9 Re: Oficjalna wykładnia 24.11.03, 20:01
                    maly.ksiaze napisał:


                    > Drugi kawałek z Ośki jest równie pouczający, ale o tym może kiedy indziej -
                    > jeśli wogóle ktoś będzie kontynouwaniem tej dyskusji zainteresowany.

                    Ja jestem zainteresowany. I Barbinator też. Znam ją na tyle, że mogę to
                    powiedzieć z całym przekonaniem.
    • Gość: BD KK i feminoteologia - gdzie leży problem :) IP: 195.136.36.* 24.11.03, 12:47
      Witam,

      Jeszcze raz podejmę próbę wyjaśnienia kontrowersji wokół "feminoteologii". Ale
      zacznijmy od dowcipu z brodą:
      "Radzieckie radio podaje: afgańska wioska zbombardowała się sama!"

      Gdy w polemice z Moniką stwierdziłem, że dogmaty wiary są dla wierzącego
      faktami, odpowidziała, że nic nie rozumiem. Poniżej wykażę, że jest dokładnie
      odwrotnie.

      Pytanie o obiektywną prawdziwość dogmatów jest sprawą kluczową w tej
      dyskusji. "Twardy rdzeń" Katolicyzmu można opisać za pomocą grupy dogmatów -
      aksjomatów systemu, który nazwę K. Klasa ~K to wszystkie systemy o innym
      zestawie aksjomatów, np. protestantyzm czy ateizm.

      Istnieją zdania, których interpretacja zależy od systemu. Np. "Jezus
      zmartwychwstał i odkupił ludzkość". Jeśli K jest prawdziwy jest to
      najważniejsze zdanie, przez przyzmat którego powinniśmy ocenić całą ludzką
      egzystencję. Ale w systemie ateistycznym (A) jest to największe oszustwo w
      dziejach ludzkości, a KK jest największą instytucją przyczyniającą się do
      rozprzestrzenienia tego oszustwa.

      Dochodzimy tu do kluczowego momentu - system aksjomatyczny determinuje co jest
      explanansem, a co explanandum - co służy do wyjaśniania, a co wyjaśniamy. W
      systemie K mamy do czynienia z wyjaśnieniem opartym na działaniu Ducha Świętego
      w instytucji Kościoła, która ma zagwarantową niezniszalność i prawowierność
      ("bramy piekielne jej nie przemogą") i przez ten pryzmat oceniamy działania
      Kościoła.

      W systemie A jest zupełnie odwrotnie - tam "afgańska wioska zbombardowałą się
      sama!" - oceniając KK - największego oszusta w historii ludzkości możemy
      odwołać się li tylko do aparatu "przyrodzonego" np. nauk społecznych. Aksjomaty
      K (właściwie ich warstwa semantyczna) stają się zmienną wyjaśnianą przez
      socjologię, psychologię czy historię. W systemie A katolicki dogmat nie jest
      już opisem rzeczywistości, ale np. efektem walki o władzę (neofunkcjonalizm)
      czy problemem agencji (ekonomia instytucjonalna) etc. Oczywiście mamy tu
      symetrię - aksjomaty systemu A są zmiennymi wyjaśnianymi w systemie K - np.
      brakiem łaski.

      Jeśli ktoś myślał, że w tym miejscu zacznę udowadniać prawdziwość wiary
      katolickiej (systemu K), no to niestety - bardzo go rozczaruję - nie potrafię
      tego zrobić, bo w systemie K potrafi to zrobić tylko łaska Boga :)
      Chcę tylko zwrócić uwagę na fakt, że wewnętrznie sprzeczy jest system który
      pewne zmienne uważa jednocześnie za eksplanans i eksplanandum np. ateista,
      który wierzy w istnienie łaski Bożej, której mu brakuje. To klasyczny problem
      ciastkarski - nie można mieć ciastka i je zjeść. Jedną z osób na tym forum,
      które doskonale rozumieją i akceptują tę sytuację jest choćby Doku - będący
      konsekwentnym, 100% ateistą.

      Tak więc nikogo nie zachęcam do przejścia np. z A do K. Zwracam tylko uwagę na
      wymóg spójności systemu. W systemie K socjologia czy psychologii religii są
      użyteczne jako narzędzia do opisuju interacji semantycznej strony aksjomatów z
      rzeczywistością ziemską (np. inspirująca intelektualną debatę teoria Webera o
      związku protestantyzmu z kapitalizmem), natomiast (jeśli akcpetujemy K) te
      dziedziny są zupełnie irrelewantne do wyjaśnienia struktury systemu K. Ktoś,
      kto deklaruje werbalnie przynależność do K, nie może jednocześnie wyjaśniać
      struktury K np. seksizmem ojców Kościoła (seksizm jest zmienną wyjaśnianą przez
      K, a nie wyjaśniającą), choć oczywiście może to robić wybierając jeden z
      niezliczonej liczby systemów ~K.

      Argumenty feminoteologii katolickiej są właśnie tego typu nieporozumieniami.
      Nie wiem np. jak te panie godzą swoje stanowisko z całkiem oczywistym elementem
      K jak stałe działanie Ducha Św. w historii Kościoła - zachowują się trochę
      jakby ten Duch był dżinem zamkniętym w butelce, otwartej dopiero przez nie w XX
      wieku. By uprzedzić argumety dotyczące rzekomej zmiany stanowiska KK w
      historii - ecclesia semper reformanda i to też element systemu K - wyjaśniałem
      w poście do barbinator, że czasem właśnie stałość systemu K, wymaga zmiany
      stanowiska wobec kwestii technicznych. Co jest, a co nie jest kwestią techniczą
      również definiuje K.

      To co piszę, jest nieco bardziej abstracyjnym wyjaśnieniem stanowiska KK w
      sprawie kapłaństwa kobiet:

      "35. It is opportune to recall that problems of sacramental theology,
      especially when they concern the ministerial priesthood, as is the case here,
      cannot be solved except in the light of Revelation. The human sciences, however
      valuable their contribution in their own domain, cannot suffice here, for they
      cannot grasp the realities of faith: the properly supernatural content of these
      realities is beyond their competence. "

      W odpowiedzi na to, feminotelożki zaczynają od brytyjskiego "Sex Discrimination
      Act" czy ONZ-towskiego "International Convention on the elimination of all
      forms of discrimination against women".
      Wszystko z www.womenpriests.org Nie wiadomo - śmiać się czy płakać...

      Niestety, współczesne czasy są okresem upadku rozumu i logiki (polityczna
      poprawność itd.). Stąd mamy takie kwiatki jak teolog (już nie) katolicka Uta
      Ranke-Heinemann, która negowała spokojnie boskość Chrystusa, twierdząc jeszcze,
      że nikt inteligenty nie powiniem w XX wieku wierzyć w poczęcie z dziewicy.
      Argument Moniki, że skoro ktoś głosi tego typu poglądy (jako znany
      uniwersytecki teolog) a jeszcze nie wyrzucili go z KK, to są to poglądy równie
      dobre jak innych teologów, jest - mówiąc wprost - rżnięciem głupa.

      Bycie wielbionym uniwesyteckim intelektualistą nie jest dziś gwarancją niczego,
      co wykazał wspomniany przeze mnie w tym wątku Alan Sokal, pokazując, że król
      jest nagi wobec takich "mędrców" jak Lacan, Kristeva czy Deluze. Niektórzy
      intelektualiści myślą, że żonlgowanie "-izmami" stawia ich ponad prawami
      logiki. Nie myśli tak przysłowiowa babcia z Pcimia Dolnego i dlatego ma ona
      lepszy ogląd rzeczywistości niż niejeden profesor.

      Tak wygląda problem - jak już mówiłem - nikogo nie zamierzam przekonywać do
      przejścia na system K. Może jako zwolennik ~K wyjaśniać wszystkie posunięcia KK
      socjobiologą, walką o władzę czy patologiczną mizoginią ojców Kościoła.
      Proponuję tylko, by coniektórym system K nie mylił się z jednym z systemów
      alternatywnych.

      pozdrawiam,

      BD

      • Gość: Monika Re: KK i feminoteologia - gdzie leży problem :) IP: *.chello.pl 24.11.03, 15:14
        Gość portalu: BD napisał(a):


        > Gdy w polemice z Moniką stwierdziłem, że dogmaty wiary są dla wierzącego
        > faktami, odpowidziała, że nic nie rozumiem.

        Na takie stwierdzenie, ja opowiedziałam, że kapłaństwo mężczyzn nie jest
        dogmatem. Więc proszę nie przekręcaj moich słów.
        • Gość: BD Re: KK i feminoteologia - gdzie leży problem :) IP: 195.136.36.* 24.11.03, 15:56
          Witam,

          Gość portalu: Monika napisał(a):

          > > Gdy w polemice z Moniką stwierdziłem, że dogmaty wiary są dla wierzącego
          > > faktami, odpowidziała, że nic nie rozumiem.

          > Na takie stwierdzenie, ja opowiedziałam, że kapłaństwo mężczyzn nie jest
          > dogmatem. Więc proszę nie przekręcaj moich słów.

          Ani to, ani to. Nie miałem pod ręką tekstu to niedokładnie cytowałem. Chodziło
          mi o ten fragment dyskusji:

          ------------
          [BD]
          > Tak byłoby, gdyby religia była czysto subkietywną metaforą ujmująca świat.
          > Ale dla chrześcijanina rzeczywistość naprzyrodzona jest faktem. (i wo ogóle
          > rzeczywistość jest faktem, a nie np. konstruktem społecznym).

          [Monika]
          Więc nie masz zielonego pojęcią czym jest jakakolwiek religia. Poczytaj jakis
          podręcznik. Nie chce mi się tłumaczyć podstaw.

          -----------

          pozdrawiam,

          BD

          P.S. Znalazłaś już Septuagintę zawierającą Nowy Testament?

          P.S.2. Teraz sobie przypomniałem - w kwestii relacji feminizmu do postępowego
          katolicyzmu polecam Ci zajrzeć do "Studiów Socjologicznych" 3/2000.
          • Gość: Monika Re: KK i feminoteologia - gdzie leży problem :) IP: *.chello.pl 24.11.03, 22:03
            Gość portalu: BD napisał(a):

            > [BD]
            > > Tak byłoby, gdyby religia była czysto subkietywną metaforą ujmująca świat.
            > > Ale dla chrześcijanina rzeczywistość naprzyrodzona jest faktem. (i wo
            > > ogóle rzeczywistość jest faktem, a nie np. konstruktem społecznym).
            >
            > [Monika]
            > Więc nie masz zielonego pojęcią czym jest jakakolwiek religia. Poczytaj
            > jakis podręcznik. Nie chce mi się tłumaczyć podstaw.

            Widzę, ze nie posłuchałeś mojej rady i jeszcze nic nie przeczytałes.


            > P.S. Znalazłaś już Septuagintę zawierającą Nowy Testament?

            Jest na stronie którą podałam w poście. Chyba nie rozwinąłeś menu i nie
            widziałeś jakie są teksty pod haseł septuaginta?

            Gdybyś miał okazję trochę częsciej dyskutować o Biblii to byś się nie raz
            spotkał z takim sformułowaniem. Już samo twój zarzut swiadczy o sporadycznych
            kontaktach z tą tematyką. Wybaczam ci.

            >
            > P.S.2. Teraz sobie przypomniałem - w kwestii relacji feminizmu do
            > postępowego katolicyzmu polecam Ci zajrzeć do "Studiów Socjologicznych"
            > 3/2000.

            Dziękuję sprawdzę.

            Za to ja polecam ci zaznajomić się z katolicką nauką społeczną. Zobacz co
            Kosciół mówi o sprawiedliwości społecznej i równości, bo chyba ci umknęło, ze
            zajmuje się także tymi sparawami i zajmował dużo wczesniej niż feministki.





            • malvvina Re: KK i feminoteologia - gdzie leży problem :) 24.11.03, 23:26
              Litosc i jalmuzna to nie to samo co sprawiedliwosc spoleczna


              Zobacz co Kosciół mówi o sprawiedliwości społecznej i równości, bo chyba ci
              umknęło, ze
              > zajmuje się także tymi sparawami i zajmował dużo wczesniej niż feministki.
              >
              >
              >
              >
              >
              • Gość: Grünberger Pójdźmy dalej! IP: 212.244.77.* 26.11.03, 13:46
                A dlaczego poprzestawać na sprawiedliwości SPOŁECZNEJ? Pójdźmy dalej - stwórzmy kolejnego Frankensteina - sprawiedliwość FEMINISTYCZNĄ! Wtedy,
                podobnie jak za bolszewizmu wrogów ludu do ziemi, tk w nowej, świetlanej przyszłości samców. I "kosciół" sobie feministyczno-sprawiedliwy będziecie mogły
                założyć itd. I będzie pieknie i po femionistycznemu SPRAWIEDLIWIE. Do dzieła, feminazistki!
            • Gość: BD Re: KK i feminoteologia - gdzie leży problem :) IP: 195.136.36.* 25.11.03, 13:02
              Witam,

              Gość portalu: Monika napisał(a):

              > Jest na stronie którą podałam w poście. Chyba nie rozwinąłeś menu i nie
              > widziałeś jakie są teksty pod haseł septuaginta?

              Nie załamuj mnie - to efekt skótowy zapis w menu. O czym to ma świadczyć, jak
              na tym samym sajcie wyraźnie pisze, że Septuagina to Grecki Stary Testament.
              Wpisz sobie w Google "Septuaginta" - znajdziesz tysiące trafień. Wszystkie
              mówią wyraźnie - Grecki Stary Testament.

              > Gdybyś miał okazję trochę częsciej dyskutować o Biblii to byś się nie raz
              > spotkał z takim sformułowaniem.

              Na internecie są setki (pewnie ponad 1000) moich wypowiedzi w dyskusjach o
              Biblii. Sformułowanie to jest nieprawidłowe, aczkolwiek może używać je ktoś,
              kto skończył swoją edukację biblijną na poziomie dwóch lekcji liceum - z tego
              co pamiętam, w podręczniku licealnym z początku lat 90-tych coś takiego było.

              > Już samo twój zarzut swiadczy o sporadycznych
              > kontaktach z tą tematyką. Wybaczam ci.

              Żenujące.

              > Za to ja polecam ci zaznajomić się z katolicką nauką społeczną. Zobacz co
              > Kosciół mówi o sprawiedliwości społecznej i równości, bo chyba ci umknęło, ze
              > zajmuje się także tymi sparawami i zajmował dużo wczesniej niż feministki.

              Może mi nie uwierzysz, ale mam nawet w domu indeks wyższej uczelni, w którym
              jest zaliczenie wykładu i ćwiczeń z katolickiej nauki społecznej...

              ...z zajęć o Biblii też :-)))

              pozdrawiam,

              BD
      • Gość: Monika Re: KK i feminoteologia - gdzie leży problem :) IP: *.chello.pl 24.11.03, 23:40
        Gość portalu: BD napisał(a):

        > Argument Moniki, że skoro ktoś głosi tego typu poglądy (jako znany
        > uniwersytecki teolog) a jeszcze nie wyrzucili go z KK, to są to poglądy
        > równie dobre jak innych teologów, jest - mówiąc wprost - rżnięciem głupa.

        Znaczy nie potrafisz odeprzeć moich argumentów ?




        • Gość: BD Re: KK i feminoteologia - gdzie leży problem :) IP: 195.136.36.* 25.11.03, 13:14
          Witam,

          Gość portalu: Monika napisał(a):

          > Znaczy nie potrafisz odeprzeć moich argumentów ?

          Tak, poddaje się - nie potrafię.

          Teza, że jeśli profesor historii zaczyna głosić, że nie było obozów
          koncentracyjnych, to dopóki nie zostanie oficajnie upomniany, pogląd że nie
          było obozów jest tak samo dobry, jak pogląd, że obozy były - tak, to jest
          faktycznie agument nie do odparcia!

          :-)))

          pozdrawiam,

          BD
    • sagan2 z jeszcze innej strony... 24.11.03, 13:22
      a mnie ciekawi jeszcze inna rzecz.
      w ewangelii (slowie Bozym) nie ma zadnego zakazu
      kaplanstwa kobiet. kaplanstwo wylacznie mezczyzn nie jest
      dogmatem religijnym w kk.
      jaki jest wiec, poza szeroko rozumiana "tradycja", powod
      Waszej niecheci do kaplanstwa kobiet (to do tych, ktorzy
      sa niechetni ;)

      napisze jeszcze, dlaczego (wg mnie!) owa "tradycja" (nie
      majaca pokrycia w bezposrednim slowie Bozym), wydaje mi
      sie miernym wyjasnieniem.

      otoz wierze, ze kaplanstwo jest powolaniem, jest
      specjalnym darem od Boga. wierze rowniez, ze sa kobiety,
      ktore maja szczere powolanie (wynika to rowniez z tego,
      iz wierze, ze Bog protestancki to ten sam Bog, co Bog
      katolicki, oraz ze kobiety-ksieza, np prostestanckie,
      naprawde maja powolanie).
      dlatego dziwi mnie, dlaczego Bog mialby mowic do
      czlowieka, powolywac go do sluzby, bez zadnej mozliwosci
      spelnienia tego powolania. wyglada mi to na bardzo ponury
      zart.
      dla tych wszystkich, ktorzy zaraz stwierdza, ze nie mozna
      miec wszystkiego, czego sie zapragnie - przypominam, ze
      to nie jest pragnienie czlowieka, to jest pragnienie
      Boga, powolanie czlowieka przez Boga do sluzby! to nie
      jest ludzkie "widzimisie" tylko glos Boga.
      bo jesli "powolanie kobiece" uznac za widzimisie, to
      trzeba by to samo zrobic z "powolaniem meskim", czyz nie?
      • malvvina Re: z jeszcze innej strony... 24.11.03, 15:29
        nie, nie zrozumialas istoty problemu : kobiety sa nieczyste - maja miesiaczke
        Zabronione jest bogu sluzyc w takim stanie


        jest ludzkie "widzimisie" tylko glos Boga.
        bo jesli "powolanie kobiece" uznac za widzimisie, to
        trzeba by to samo zrobic z "powolaniem meskim", czyz nie?
      • Gość: BD Re: z jeszcze innej strony... IP: 195.136.36.* 24.11.03, 16:09
        Witam,

        sagan2 napisała:

        > katolicki, oraz ze kobiety-ksieza, np prostestanckie,
        > naprawde maja powolanie).

        Ciekawa opinia, biorąc pod uwagę, że w protestantyzmie wogóle nie ma księży i
        sakramentu kapłaństwa :)

        > dlatego dziwi mnie, dlaczego Bog mialby mowic do
        > czlowieka, powolywac go do sluzby, bez zadnej mozliwosci
        > spelnienia tego powolania.

        Hmmm... Więc np. legalizacji przez Kościół związków homoseksualnych również per
        analogiam byś się domagała?

        Ech... grochem o ścianę.

        pozdrawiam,

        BD
        • sagan2 Re: z jeszcze innej strony... 25.11.03, 09:21
          Gość portalu: BD napisał(a):


          > Ciekawa opinia, biorąc pod uwagę, że w protestantyzmie
          > wogóle nie ma księży i sakramentu kapłaństwa :)

          ale sa pastorowie, jest eucharystia, ludzie przystepuja
          do komunii. a duchowni protestancy sluza Bogu i ludziom z
          powolania. nie zgadzasz sie, ze oni maja powolanie?
          mozesz odpowiedziec na to pytanie? czy powolanie maja
          tylko duchowni katoliccy?

          > > dlatego dziwi mnie, dlaczego Bog mialby mowic do
          > > czlowieka, powolywac go do sluzby, bez zadnej
          > > mozliwosci spelnienia tego powolania.
          >
          > Hmmm... Więc np. legalizacji przez Kościół związków
          > homoseksualnych również per analogiam byś się >
          > domagała?

          ja o powolaniu do kaplanstwa, a Ty o homoseksualizmie...
          ja nie bardzo widze zwiazek, moze wyjasnisz?
          pisalam wyraznie, ze powolanie do kaplanstwa nie jest
          zwykla zachcianka, widzimisie. ja to traktuje powaznie, a
          Ty? czy uwazasz, ze kobieta moze miec powolanie do
          kaplanstwa? jest nie - dlaczego? jesli tak - myslisz, ze
          Bog zeslalby takie powolanie po to, aby "oprzec sie
          pokusie"? czy moglbys odpowiedziec na moje pytania (chyba
          zadalam je wystarczajaco konkretnie)?

          nie, nie domagalabym sie zalegalizowania zwiazkow
          homoseksualnych przez kosciol, bo o ile nie rozumiem
          powodow (oprocz "tradycji") przeciw kaplanstwu kobiet, to
          rozumiem argumentacje kosciola o tym, czym jest (wg kk)
          sakrament malzenstwa, jaka jest rola malzenstwa i
          rodziny. natomiast nie widze (moze ktos mnie wreszcie
          oswieci?) *racjonalnych* powodow przeciwko kaplanstwu
          kobiet (co jeszcze nie znaczy, ze go domagam, na razie
          chcialabym zrozumiec). a jesli nie ma takich powodow, to
          zawsze bedzie dyskusja, zwlaszcza, gdy jakas grupa jest
          dopuszczona do czegos, a innej takiego prawa sie odmawia.

          > Ech... grochem o ścianę.

          jakim grochem BD? nie odpowiedziales na moje pytanie -
          jakie sa racjonalne powody, oprocz kwestii "technicznych"
          i wypowiedzi papieza? jesli to sa Twoje jedyne argumenty
          przeciw, to tak napisz. nie musze sie z tym zgadzac, ale
          taki poglad mozna uszanowac. choc nadal nie
          odpowiedziales mi na pytanie, czemu sadzisz, ze jakis
          kolejny papiez nie zmieni zdania na ten temat (pytala o
          to rowniez Barbi), przeciez zdanie juz zmieniali?
          • Gość: BD Re: z jeszcze innej strony... IP: 195.136.36.* 25.11.03, 13:40
            Witam,

            sagan2 napisała:

            > > Ciekawa opinia, biorąc pod uwagę, że w protestantyzmie
            > > wogóle nie ma księży i sakramentu kapłaństwa :)

            > ale sa pastorowie, jest eucharystia, ludzie przystepuja
            > do komunii.

            Pastorowie to nie księża (pastor to urząd - rzecz utylitarna, kapłaństwo to
            sakrament). Nie ma eucharystii - znowu, jest tylko rytuał, symbolika, a
            katolicy uznają za dogmat transsubstancjację - rzeczywistą obecność Jezusa w
            komunii. To są fundamentalne różnice (coś jak rożnica między mężem a kolegą,
            między kartką na której pisze 100 zł, a banknotem 100 zł etc).

            > ja o powolaniu do kaplanstwa, a Ty o homoseksualizmie...
            > ja nie bardzo widze zwiazek, moze wyjasnisz?

            Analogia jest taka, że skoro niektórych Bóg uczynił homseksualistami (czującymi
            pociąg do własnej płci) to zakazywanie im stosunków/małżeństw homoseksualnych
            jest taka samo okrutne i irracjonalne jak zakazywanie kobietom czującym
            powołanie kapłaństwa. Oczywiście nie ja to wymyśliłem, tylko "druga strona" :)

            > jakim grochem BD? nie odpowiedziales na moje pytanie -
            > jakie sa racjonalne powody, oprocz kwestii "technicznych"
            > i wypowiedzi papieza?

            Co znaczy racjonalne powody - wiary nie da się ując w racjonalne ramy, poczytaj
            sobie dokładnie mój tekst o feminotelogii wyżej, wraz z cytatem o nauce i
            autorytecie Kościoła. Coś takiego też znalazłem:

            www.mateusz.pl/ksiazki/js-npp/js-npp_21.htm

            BTW: znowu per analogiam: czy skoro nie ma racjonalnych argumentów za poczęciem
            z dziewicy, to chrześcijanin powinien przestać w to wierzyć?

            > odpowiedziales mi na pytanie, czemu sadzisz, ze jakis
            > kolejny papiez nie zmieni zdania na ten temat (pytala o
            > to rowniez Barbi), przeciez zdanie juz zmieniali?

            Twój mąż zapewne nieraz zmieniał zdanie w różnych sprawach. Czy bierzesz pod
            uwagę, że kiedyś zmieni zdanie w Twojej kwestii, upozoruje wypadek i odejdzie z
            sąsiadką? To przecież nie jest niemożliwe :)

            Chodzi o system K - jeśli katolikowi wydaje się, że Kosciół zmienia zdanie w
            kwestii opisanej ex-cathdera, to albo temu komuś tylko się tak wydaje, albo
            tylko wydaje się mu, że jest katolikiem. Pisałem o tym w moim wywodzie o tym,
            co jest zmienną wyjaśnianą, a co wyjaśniająca w zależności od systemu
            aksjomatycznego.

            Nota bene: wątek ma duże szanse na rekord ilości wpisów na forum feminizm.
            Właściwie trudno zgadnąć dlaczego :)

            pozdrawiam,

            Bd
            • Gość: barbinator Re: z jeszcze innej strony... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.03, 14:28
              Chodzi o system K - jeśli katolikowi wydaje się, że Kosciół zmienia zdanie w
              > kwestii opisanej ex-cathdera, to albo temu komuś tylko się tak wydaje, albo
              > tylko wydaje się mu, że jest katolikiem.


              Czy mogę prosic byś sformułował to w sposób jednoznaczny i uniemożliwiający
              późniejsze wycofanie się? Konkretnie: napisz, że twoim zdaniem w całej historii
              KK nigdy nie miała miejsce sytuacja aby papież stwierdził ex cathedra coś
              stojącego w sprzeczności ze stwierdzeniem tej samej rangi wygłoszonym przez
              któregokolwiek z jego poprzedników.
              Pozdr. B.
              • Gość: BD Re: z jeszcze innej strony... IP: 195.136.36.* 25.11.03, 15:47
                Witam,

                Gość portalu: barbinator napisał(a):

                > Czy mogę prosic byś sformułował to w sposób jednoznaczny i uniemożliwiający
                > późniejsze wycofanie się? Konkretnie: napisz, że twoim zdaniem w całej
                > historii KK nigdy nie miała miejsce sytuacja aby papież stwierdził ex
                > cathedra coś stojącego w sprzeczności ze stwierdzeniem tej samej rangi
                > wygłoszonym przez któregokolwiek z jego poprzedników.

                Już pewnie się nie możesz doczekać, aż to potwierdzę, po czym zarzucisz mnie
                tysiącem argumentów, które obnażą fałszywość i zdumiewająca naiwność mojej tezy
                (co to będzie? lichwa? sekcja zwłok? może cos poważniejszego - np. brak
                zbawienie poza Kościołem - dogmat extra ecclesiam salus nulla?).

                Tymczasem sprawę wyłożyłem w poście o "feminoteologii" - niesprzeczność
                wypowiedzo ex-cathedra jest aksjomatem systemu K, dlatego w obrębie systemu
                K "sprzeczność" może być interpretowana tylko jako efekt niedoskonałości
                interpretacyjnej. To jest jednoznaczne sformułowanie problemu.

                pozdrawiam,

                BD
                • Gość: barbinator argument ostateczny... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.03, 18:52
                  niesprzeczność
                  > wypowiedzo ex-cathedra jest aksjomatem systemu K, dlatego w obrębie systemu
                  > K "sprzeczność" może być interpretowana tylko jako efekt niedoskonałości
                  > interpretacyjnej. To jest jednoznaczne sformułowanie problemu.


                  Masz rację, to jest absolutnie genialne i w dodatku niezwykle użyteczne. Ja
                  nawet mam w biurze kubek z napisem: "szef ma zawsze rację. Jak szef nie ma
                  racji, patrz punkt pierwszy"
                  Chyba dam sobie zrobić kubek z twoim tekstem, brzmi znacznie bardziej elegancko
                  a znaczy w końcu to samo.
                  W sumie kończymy rozmowę dość optymistycznym akcentem.
                  Jeśli kiedyś jakiś papież uzna prawo kobiet do odczuwania powołania
                  kapłańskiego i realizacji tego powołania, to po prostu powie się ludziom, że
                  Karol Wojtyła w gruncie rzeczy też tak myślał i wystąpiła tu tylko taka sobie
                  mała "niedoskonałość interpretacyjna".
                  No i bardzo dobrze, na moje wyszło - Kościół jest mądry i z każdej sytuacji
                  znajdzie wyjście:))
                  • Gość: BD Re: argument ostateczny... IP: 195.136.36.* 26.11.03, 12:46
                    Witam,

                    Gość portalu: barbinator napisał(a):

                    > Masz rację, to jest absolutnie genialne i w dodatku niezwykle użyteczne. Ja
                    > nawet mam w biurze kubek z napisem: "szef ma zawsze rację. Jak szef nie ma
                    > racji, patrz punkt pierwszy"

                    Twój sarkazm jest nie ma miejscu. Tego typu zasady stosuje się powszechnie.
                    Jeśli np. obudzisz się rano i zobaczysz swojego męża latającego na motylich
                    skrzydłach pod sufitem, to zapewne przyjmiesz, że za dużo wypiłaś poprzedniego
                    dnia, a nie że mąż jest motyloczłekiem (choć przecież widzisz motyloczłeka).
                    Wynika to z tego, że wizja motyloczłeka powoduje sprzeczność w systemie
                    aksjomatycznym, który uznajesz. Wolisz ufać systemowi, niż temu co widzisz.

                    Bardziej poważnie (acz to poprzednio też było poważnie):

                    > Jeśli kiedyś jakiś papież uzna prawo kobiet do odczuwania powołania
                    > kapłańskiego i realizacji tego powołania, to po prostu powie się ludziom, że
                    > Karol Wojtyła w gruncie rzeczy też tak myślał i wystąpiła tu tylko taka sobie
                    > mała "niedoskonałość interpretacyjna".

                    Próbowałem zakończyć temat w ten sposób, bo nie bawi mnie udowadnianie, że
                    Kościół nie jest wielbłądem na podstawie wyrwanych z kontekstu wypowiedzi
                    papieży czy świętych, których w necie można znaleźć na pęczki. Tym bardziej, że
                    aby spostować jedną tego typu (nawet mocno bzdurną) uwagę, trzeba naprawdę
                    trochę wysiłku i pisaniny.

                    Jeśli chcesz drążyć temat, proszę bardzo, ale pamiętaj, że:

                    Dogmat dotyczy wypowiedzi ex-cathdera w sprawach wiary.

                    I. musisz wykazać sprzeczność logiczną - to, że dwóch papieży mówi co innego na
                    ten sam temat nie implikuje jeszcze sprzeczności logicznej ich wypowiedzi.

                    II. musi chodzić o wypowiedzi ex-cathdera, a nie jakąkolwiek wypowiedź papieża.

                    III. musi chodzić o wypowiedź w sprawach wiary, a nie sprawach społecznych,
                    ekonomicznych, politycznych, medycznych, przyrodniczych etc.

                    Jak wspomniałem, dość powszechnie można spotykać odpowiedzi wyrywane z
                    kontekstu bądź po prostu nieprawdziwe. Interesują mnie tylko te, które dostępne
                    są w formie całego dokumentu, a nie cytaty cytatów z drugiej ręki.

                    To co, podejmiesz się to zrobić w taki - porządny sposób?

                    pozdrawiam,

                    BD
                    • Gość: barbinator Re: argument ostateczny... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.11.03, 13:17
                      Jeśli chcesz drążyć temat



                      Nie chcę, też uważam że nie warto.
                      Twoja odpowiedź w pełni mnie zadowala, nie mam też zadnych wątpliwości co do
                      tego, że w systemie aksjomatycznym KK wszystko jest jak należy - mądrzejsi ode
                      mnie nad tym pracowali. Wierzę iż teologowie są w stanie udowodnić, że
                      wypowiedź papieża X (ta z roku 2050 :)) przyznająca kobietom prawo do
                      sprawowania pełnej posługi kapłańskiej nie jest w sprzeczności logicznej z
                      wypowiedziami Jana Pawła - w systemie K naturalnie.
                      Jak już napisałam wcześniej, jest to akcent optymistyczny :))
                      Pozdr. B.

                      PS
                      Nie byłam sarkastyczna. Po prostu wychodząc od zasad mojego systemu
                      aksjomatycznego B twoje słowa wywołały u mnie niekontrolowaną reakcję skurczów
                      przeponowo-brzusznych, więc dałam temu wyraz...
                      • Gość: BD Re: argument ostateczny... IP: 195.136.36.* 28.11.03, 12:48
                        Witam,

                        > Wierzę iż teologowie są w stanie udowodnić, że
                        > wypowiedź papieża X (ta z roku 2050 :)) przyznająca kobietom prawo do
                        > sprawowania pełnej posługi kapłańskiej nie jest w sprzeczności logicznej z
                        > wypowiedziami Jana Pawła - w systemie K naturalnie.

                        Ten "argument" wraz z wszystkimi jakie dotąd wygłosiłaś w temacie można
                        podsumować następujacym dowcipem:

                        Jasio zaprosił Małgosię do siebie na upojny wieczór.
                        Następnego dnia niezmiernie zaciekawieni koledzy pytają "I jak było?"
                        Jasio na to: "Super! Rewelacja! Dziesięć razy, sztywne prześcieradło!"
                        Koledzy: "A ona?"
                        Jasio: "A... ona... Nie przyszła."

                        pozdrawiam :)

                        BD
                    • Gość: Monika Re: który poziom ? IP: *.chello.pl 26.11.03, 20:23



                      www.apologetyka.katolik.pl/odnowa/teologia/kaplanstwo_kobiet/index.php
                      • Gość: Monika Re: który poziom ? IP: *.chello.pl 26.11.03, 20:30
                        A to cytat specjalnie dla BD:

                        Wybitny amerykański teolog ks. Avery Dulles SJ, który bez zastrzeżeń przyjmuje
                        papieskie nauczanie wyrażone w „Ordinatio sacerdotalis” – w komentarzu do
                        dokumentu kard. Ratzingera stwierdził: „Wielu teologów utrzymuje, że
                        zarezerwowanie kapłaństwa służebnego dla mężczyzn jest prawdą wiary, nauczaną
                        przez Pismo Święte czytane w świetle tradycji katolickiej. Komentarz [kard.
                        Ratzingera] przyjmuje bardzo umiarkowaną linię, przypisując tę doktrynę do
                        drugiego poziomu nauczania, tak że jej odrzucenie nie jest herezją”.
                        • Gość: BD kotki i młotki IP: 195.136.36.* 27.11.03, 13:31
                          Jest takie brzydkie wyrażenie zawierające słowa "kotek" i "młotek" o metodzie
                          doszukiwania się szóstego dna jakiegoś problemu i udowadniania, że czarne to
                          tylko bardzo ciemnoszare.

                          Ogólnie to fajny tekst, wynika z niego, że wypowiedzi feminoteolożek są
                          _napewno błędne_ i powodują, że nie są one w pełnej komunii z Kościołem, ale
                          jeszcze nie muszą być z tego powodu nazwane heretyczkami. No to faktycznie,
                          jest się z tego cieszyć :)

                          www.newadvent.org/cathen/07256b.htm#REF_III

                          w tym kontekście moje określenie "heretyzująca heterodoksja" jest uderzająco
                          trafne :)))

                          pozdrawiam,

                          BD
            • sagan2 Re: z jeszcze innej strony... 26.11.03, 10:05
              Gość portalu: BD napisał(a):

              czy dobrze zrozumialam z twoich wywodow o banknotach, ze uwazasz powolanie
              pastorow protestanckich za "gorsze", albo ze uwazasz iz powolania nie maja?


              > Analogia jest taka, że skoro niektórych Bóg uczynił homseksualistami >
              > (czującym pociąg do własnej płci) to zakazywanie im stosunków/małżeństw
              > homoseksualnych jest taka samo okrutne i irracjonalne jak zakazywanie kobietom
              > czującym powołanie kapłaństwa.

              czyzbys porownywal stosunki seksualne z powolaniem kaplanskim? zakladam, ze
              widzisz (jakosciowa) roznice, a powyzszy tekst to tylko demagogia.
              pytam jeszcze raz (prosze odpowiedz): czy uwazasz, ze kobieta (katolicka) moze
              czuc prawdziwe powolanie do kaplanstwa? jesli nie - dlaczego, jesli tak - czy
              uwazasz jej powolanie za "gorsze" od powolania mezczyzny?


              > Co znaczy racjonalne powody - wiary nie da się ując w racjonalne ramy,

              *wiary* nie. ale przeciez kosciol jest instytucja (rowniez) z cala machina.
              uwazam, ze mozna szukac racjonalnych przyczyn "kwesti technicznych". dla mnie
              kaplanstwo kobiet taka kwestia jest. moge sie mylic, oczywiscie, ale na razie
              nie uslyszalam zadnych konkretnych argumentow. czytalam link do O. Saliji, ktory
              podales. probuje on wyjasniac (chocby tym, ze Jezus narodzil sie konkretnie
              mezczyzna, a nie kobieta oraz faktem, ze skoro zawsze, od poczatku kosciola tak
              bylo, widac cos musialo byc na rzeczy - akurat to do mnie nie trafia), ale
              troche mnie to nie satysfakcjonuje (choc nie mowie, ze zupelnie!). chcialabym o
              tym porozmawiac (tzn wyjasnic, to, co on powiedzial), z Toba mozna? jesli masz
              ochote, zacytuje fragmenty i mozemy sprobowac.
              zreszta ten link, ktory podales, porusza glownie, wg mnie, sprawe rownosci (lub
              nawet wyzszosci ;) kobiet w kk. akurat ja nigdy nie uwazalam kk za mizoginiczny,
              wiec te informacje mna nie wstrzasnely. ale sprawa kaplanstwa jest interesujaca.



              > BTW: znowu per analogiam: czy skoro nie ma racjonalnych argumentów za
              > poczęciem z dziewicy, to chrześcijanin powinien przestać w to wierzyć?

              powtarzam - wiara w rzeczy "nadprzyrodzone" (przynalezne do wiary, bedace jej
              jadrem) jest czyms zupelnie innym, niz "brak wiary" w technikalia. to tak,
              jakbys sie dziwil, ze ktokolwiek wierzacy moze miec jakiekolwiek watpliwosci
              dotyczace, chocby strojow czy fryzur zakonnikow. oczywiscie nie twierdze, sprawa
              plci kaplana jest porownywalna do strojow, ale, wg mnie, nalezy do podobnego
              zbioru. ciagle czekam na argumenty, ze nie nalezy. ze trzeba ja traktowac na
              rowni z niepokalanym poczeciem.


              > Twój mąż zapewne nieraz zmieniał zdanie w różnych sprawach. Czy bierzesz pod
              > uwagę, że kiedyś zmieni zdanie w Twojej kwestii, upozoruje wypadek i odejdzie
              > z sąsiadką?

              masz na mysli mojego *nastepnego* meza? bo ja wyraznie pisalam i innym papiezu.

              przeciez takie rzeczy sie zdarzaly w przeszlosci.
              czy mozesz poteoretyzowac i powiedziec mi, jaka bylaby Twoje reakcja na zmiane
              stanowiska kk w sprawie kaplanstwa kobiet?

              • Gość: BD Re: z jeszcze innej strony... IP: 195.136.36.* 26.11.03, 13:12
                Witam,

                sagan2 napisała:

                > czy dobrze zrozumialam z twoich wywodow o banknotach, ze uwazasz powolanie
                > pastorow protestanckich za "gorsze", albo ze uwazasz iz powolania nie maja?

                Tak, oczywiście. Dlatego właśnie należę do KK, a nie jestem np. ewangelikiem.
                Mam wrażenie, że ciągle nie rozumiesz o jak poważne rożnice chodzi - to, co dla
                protestantów jest kawałkiem ciasta, dla katolików jest _prawdziwym (nie
                symbolicznym!) ciałem Chrystusa_ - a Ty się tak spokojnie dziwisz, czemu ja
                uznaje ich powołanie za gorsze.

                Gdyby np. twoja koleżnka uważała, że np. można się co tydzień przespać z
                sąsiadem bez wiedzy męża, bo wierność to taka symbolika, to czy uważałabyś -
                przy swoim podejściu do sprawy - jej powołanie do małżeństwa za równie dobre?

                > czyzbys porownywal stosunki seksualne z powolaniem kaplanskim? zakladam, ze
                > widzisz (jakosciowa) roznice, a powyzszy tekst to tylko demagogia.

                Cieszę się, że uznajesz ten argument za demagogię - wyraźnie pisałem, że jest
                to argument "drugiej strony". Co ciekawe - tego typu argumenty popierające
                homoseksualizm w KK znajdziesz na stronie www.womenpriests.org - tej
                poświęconej kapłaństwu kobiet. Oni to traktują jako element "większego pakietu".

                > troche mnie to nie satysfakcjonuje (choc nie mowie, ze zupelnie!). chcialabym
                > tym porozmawiac (tzn wyjasnic, to, co on powiedzial), z Toba mozna?

                No ja nie jestem specem i czasu nie mam. Ale możesz zapytać O. Salija.
                www.mateusz.pl/wdrodze/

                O. Salij od wielu lat odpowiada na pytania czytelników "W drodze" w
                dziale "szukającym drogi". Na tej podstawie wydał kilka książek.

                > powtarzam - wiara w rzeczy "nadprzyrodzone" (przynalezne do wiary, bedace jej
                > jadrem) jest czyms zupelnie innym, niz "brak wiary" w technikalia.

                W KK kapłaństwo jest sakramentem (a więc związane jest ze sferą naprzyrodzoną)
                więc nie ogranicza się do technikaliów (ograniczałoby się, gdyby kapłan był li
                tylko urzędnikiem, to taka sama różnica mniej-więcej jak między ślubem
                kościelnym a cywilnym).

                > plci kaplana jest porownywalna do strojow, ale, wg mnie, nalezy do podobnego
                > zbioru. ciagle czekam na argumenty, ze nie nalezy

                Jest związane z sakramentami - tak jak do sakramentu małżeństwo potrzeba K i M,
                a nie np. K i K, M i M czy K+3M, tak i tu nie ma dowolności.

                > czy mozesz poteoretyzowac i powiedziec mi, jaka bylaby Twoje reakcja na zmiane
                > stanowiska kk w sprawie kaplanstwa kobiet?

                Nie, nie mogę i już pisałem dlaczego (też w odpowiedzi do barbinator).
                Takie teoretyzowanie jest czymś w rodzaju "grzesznych myśli" :)))

                pozdrawiam,

                BD
                • sagan2 Re: z jeszcze innej strony... 26.11.03, 13:54
                  Gość portalu: BD napisał(a):


                  > Tak, oczywiście. Dlatego właśnie należę do KK, a nie jestem np. ewangelikiem.
                  > Mam wrażenie, że ciągle nie rozumiesz o jak poważne rożnice chodzi - to, co
                  > dla protestantów jest kawałkiem ciasta, dla katolików jest _prawdziwym (nie
                  > symbolicznym!) ciałem Chrystusa_ - a Ty się tak spokojnie dziwisz, czemu ja
                  > uznaje ich powołanie za gorsze.

                  ale przeciez kaplanstwo to cos znacznie wiecej, niz sprawowanie eucharystii.
                  przynajmniej dla mnie. to wlasnie - powolanie do pracy dla Boga. (oczywiscie nie
                  mam zamiaru przekonywac nikogo, ze moje zdanie jest lepsze od czyjegos innego)

                  > Gdyby np. twoja koleżnka uważała, że np. można się co tydzień przespać z
                  > sąsiadem bez wiedzy męża, bo wierność to taka symbolika, to czy uważałabyś -
                  > przy swoim podejściu do sprawy - jej powołanie do małżeństwa za równie dobre?

                  bez wiedzy meza - nie, bo malzenstwo tworzy 2 ludzi. ale gdyby oboje uznali, ze
                  sypianie (za wiedza) z innymi osobami nie narusza wiernosci malzenskiej
                  (rozumianej przez nich bardziej w wymiarze duchowym), to czy mamy prawo uznac,
                  ze oni sie do malzenstwa mniej nadaja? ja uwazam, ze nie. znam osobiscie jedno
                  takie malzenstwo (nie jest to malzenstwo katolickie, dodam) i wg mnie sa swietna
                  wspolnota. zdarza im sie czasem sypiac z innymi osobami, ale zadne z nich nie
                  traktuje tego jako zdrade. zdrada mogloby byc natomiast "potajemne" pojscie do
                  kina, na wystawe, nawet na spacer z kims innym - dla nich wiez/wiernosc duchowa
                  jest duzo wazniejsza niz fizyczna.
                  jezeli obie strony rozumieja to tak samo i wlasnie to sobie przyzekaja w
                  przysiedze malzenskiej, to nie widze powodu, abysmy my mieli ich oceniac.


                  > Co ciekawe - tego typu argumenty popierające
                  > homoseksualizm w KK znajdziesz na stronie www.womenpriests.org - tej
                  > poświęconej kapłaństwu kobiet. Oni to traktują jako element "większego
                  > pakietu".

                  no wlasnie zauwazylam podobne zjawisko. jednym tchem mowi sie o kaplanstwie
                  kobiet w kk i o kulcie bogini! przeciez to jakies rozdwojenie jazni. mysle, ze
                  kojarzenie takich rzeczy ze soba wyrzadza wielka szkode tym kobietom, ktore
                  naprawde czuja powolanie. laczy ich pragnienia z czyms, co trudno w ogole nazwac
                  chrzescijanstwem, nie wspominajac z katolicyzmem. ktos im wyrzadza niedzwiedzia
                  przysluge...
                  ... w ogole uwazam, ze osoby niewierzace nie powinny sie wtracac w sprawy wiary
                  (o ile nie jest to jakis krwiozerczy kult, ktory godzi w prawa czlowieka...). o
                  kosciele (jakimkolwiek) powinni decydowac tylko do niego nalezacy i wierzacy
                  (nie mowie tu o dyskusji, ale o "wysuwaniu zadan")


                  > Nie, nie mogę i już pisałem dlaczego (też w odpowiedzi do barbinator).
                  > Takie teoretyzowanie jest czymś w rodzaju "grzesznych myśli" :)))

                  ok, nie namawiam do grzechu...
                  ale ciagle czekam na odpowiedz na pytania:
                  czy uwazasz, ze kobieta (katoliczka) moze czuc powolanie do kaplanstwa? jesli
                  nie - dlaczego? a jesli tak, czy uwazasz jej powolanie za cos "gorszego" od
                  meskiego?
                  odpowiedz wreszcie ;) bo zaczne myslec, ze sie tych pytan boisz...
                  • Gość: BD Re: z jeszcze innej strony... IP: 195.136.36.* 27.11.03, 12:49
                    Witam,

                    sagan2 napisała:

                    > ale przeciez kaplanstwo to cos znacznie wiecej, niz sprawowanie eucharystii.
                    > przynajmniej dla mnie. to wlasnie - powolanie do pracy dla Boga.

                    Sprawowanie Eucharystii jest czymś niepomiernie ważniejszym niż "praca". W
                    drugim przypadku kapłan pracuje, w pierwszym - dzięki niemu katolik ma do
                    czynienia z _prawdziwym_ ciałem Chrystusa Boga. To chyba nieco inny kaliber
                    rzeczy.

                    > ale ciagle czekam na odpowiedz na pytania:
                    > czy uwazasz, ze kobieta (katoliczka) moze czuc powolanie do kaplanstwa?

                    Może _czuć_ - jest to technicznie możliwe - podobnie jak ja mogę czuć powołanie
                    do macierzyństwa. Kościół uważa natomiast, że takie powołanie jest nieprawdziwe
                    tj. nie wypływa z oddziaływania Ducha Świętego.

                    pozdrawiam,

                    BD
                    • sagan2 Re: z jeszcze innej strony... 27.11.03, 13:11
                      Gość portalu: BD napisał(a):


                      > Może _czuć_ - jest to technicznie możliwe - podobnie jak ja mogę czuć
                      > powołanie do macierzyństwa. Kościół uważa natomiast, że takie powołanie jest
                      > nieprawdziwe tj. nie wypływa z oddziaływania Ducha Świętego.

                      gdzie moge o tym przeczytac?
                      • Gość: BD Re: z jeszcze innej strony... IP: 195.136.36.* 27.11.03, 13:35
                        It is sometimes said and written in books and periodicals that some women feel
                        that they have a vocation to the priesthood. Such an attraction however noble
                        and understandable, still does not suffice for a genuine vocation. In fact a
                        vocation cannot be reduced to a mere personal attraction, which can remain
                        purely subjective. Since the priesthood is a particular ministry of which the
                        Church has received the charge and the control, authentication by the Church is
                        indispensable here and is a constitutive part of the vocation: Christ
                        chose 'those he wanted' (Mk.3:13). On the other hand, there is a universal
                        vocation of all the baptized to the exercise of the royal priesthood by
                        offering their lives to God and by giving witness for his praise.

                        www.newadvent.org/docs/df76ii.htm

                        pozdrawiam,

                        BD
    • Gość: Monika Koniec świata :) IP: *.chello.pl 25.11.03, 00:37
      Teologia feministyczna - droga do przepaści
      Największe trudności miał Jezus w czasie ziemskiej działalności w ciele nie z
      nierządnicami, złodziejami, mordercami albo cudzołożnikami, lecz z teologami.
      Pod tym względem do dziś nic się nie zmieniło. Miejsce ówczesnych faryzeuszy
      zajęli dzisiaj moderniści, którzy na swoje sztandary wypisali hasła krytyki
      biblijnej i odmitologizowania Pisma Świętego. Jednym z takich bluźnierczych
      prądów jest teologia feministyczna, której szermierze wysilają się coraz
      bardziej, aby swoje zuchwałe myśli rozpowszechnić. Właśnie w ostatnich latach
      głośno propagowana jest w coraz to nowych wariantach ta zgubna ideologia,
      będąca produktem ubocznym wątpliwej wartości emancypacji kobiet.

      Pod teologią feministyczną rozumieją ją jej założyciele i zwolennicy to, że
      patriarchat (władza ojca) winien zostać zastąpiony przez matriarchat (władzę
      matki), czyli Bóg Ojciec ma być zastąpiony przez Boga Matkę. W zuchwałym
      zniekształcaniu prawd biblijnych twierdzi się nawet, że także w Jezusie
      istniał element zarówno męski jak i żeński. Chodzi więc rzekomo o parę
      mesjańską i do Jezusa Chrystusa należy w konsekwencji Jeza Chrysta (!) Do Boga
      należy bogini. Ten przerażający płód chorych mózgów nie jest bynajmniej jakimś
      kiepskim żartem. Jest on traktowany bardzo poważnie przez kobiety-
      przedstawicielki nowoczesnej teologii. Skoro koła te już przyjęły za swój
      cel "oczyszczenie" Starego i Nowego Testamentu i wyłuskanie z nich właściwych
      treści, deformacjom nie ma granic. I tak na przykład w materiałach
      kursu "Praktyka teologii feministycznej" rozważana jest bezwstydnie i
      niesmacznie, kwestia, czy krew niewiasty (z menstruacji) nie ma tej samej
      mocy, co zbawcza krew Jezusa, przelana na krzyżu?! Jedną z najbardziej
      wojowniczych zwolenniczek teologii feministycznej jest Elga Sorge, która
      dawniej była nauczycielką w szkole kształcącej pedagogów religijnych w Kassel.
      Jest ona znana między innymi z tego, że na nowo opracowała dziesięć przykazań,
      gdzie umieściła też takie sformułowanie: "Wolno ci cudzołożyć, gdyż nie możesz
      inaczej ...wolno też miłować męża swojej bliźniej". Odnośnie pierwszego
      przykazania pisze wspomniana feministka w czasopiśmie "Nasienie mężowe" -
      piśmie polemicznym dla kobiet o feministycznym ukierunkowaniu religijnym,
      ukazującym się w Monachium: "Ja jestem mądrością i siłą we wszystkim, a obok
      mnie siedzi Bóg, Syn Człowieczy, który przychodzi na obłokach nieba. Wolno wam
      czcić wszystkie Jego imiona i wszystkie moje imiona, jakie wszystkie ludy
      wynalazły. Wolno ci sporządzać sobie bez ograniczeń wiele moich obrazów i
      podobieństw oraz poznawać mnie i miłować we wszystkim co żyje, szczególnie w
      twoim bliźnim". Na zakończenie stwierdza z bezgraniczną
      zarozumiałością: "Kiedy przemówiła córka mądrości, kobiety i mężczyźni
      utracili wszelką bojaźń przed Panem, który groził im gniewem i karą, gdyż byli
      oni przecież bezgrzeszni jako dzieci wiecznej siły życiowej, która wszystko
      tworzy i nigdy nikogo nie niszczy. Krzyż, jako symbol zbawienia uznała Elga
      Sorge za "perwersyjny", a kto czci Chrystusa, jest rzekomo bałwochwalcą. Na
      zaproszenie księgarni "Ksantypa" wygłosiła pani Sorge prowokacyjny wykład w
      Manheim, gdzie beztrosko atakowała podstawy patriarchalnego Kościoła i butnie
      pytała, gdzie jest wiarygodność męskiej trójcy "Ojca Boga, Syna i Dziadka
      Ducha świętego"? Dlaczego nie ma obok siebie Ojciec, Bogini matki a Syn Bożej
      Córki? Cały Stary Testament nazwała wrogim kobietom ideologicznym garncem
      trucizny". Bóg musi być rzekomo przez kobiety "uziemiony" i sprowadzony na
      ziemię. Już dosyć długo siedział sobie wygodnie w niebie. Mówczyni nie miała
      też żadnych trudności z połączeniem swojego własnego pojęcia chrześcijaństwa z
      orientalnymi religiami matriachalnymi. Równie wstrząsające myśli
      rozpowszechnia Marga Buhrig, członek Prezydium Światowej Rady Kościołów, która
      w odczycie na Wydziale Katolickim w Luzernie domagała się feministycznej
      egzegezy Nowego Testamentu i krytyki patriarchatu. Przy swoim obdzieraniu z
      męskości obrazu Boga krytykowała obraz Boga od Augustyna do Lutra i
      wypowiedziała się za "Kościołem i bez władzy, z mocnym wkładem kobiety" . Jest
      zdumiewające, równocześnie jednak także niezmiernie smutne, w jak wielu
      rzeczach kościoły idą w pułapkę tego ducha czasu. Jezus przewidział to, kiedy
      powiedział swoim uczniom, że w ostatecznych czasach powstanie wielu
      zwodzicieli, że wszędzie rozpowszechni się niewiara i miłość wielu oziębnie. W
      ewangelickim biuletynie prasowym z maja 1983 r. znajduje się przykład, jak
      świadomie dąży feminizm do przejścia od Boga do bogiń: "W Akademii
      Ewangelickiej w Hofgeismar obchodzono w tym roku uroczyście początek maja w
      szczególny sposób: Otulone w kolorowe tkaniny tańczyły jaskrawo
      umalowane "czarownice" ...i święciły noc Walpurgi. Nie składano jednak ofiar
      diabłu, jak było to tradycyjnym zwyczajem, lecz zbudzonej z 3000 lat
      trwającego snu "bogini". Jako zbawczyni wystąpiła feministyczna filozof dr
      Heide Gottner - Abendroth z Monachium. Została ona zaproszona przez Akademię
      Ewangelicką, aby uczyć "chrześcijaństwo zdeformowane patriarchalnie"
      pogańskich obrzędów. "Nie potrzebujemy etyki" - wołała do kobiet - "gdyż
      bogini mieszka przecież w nas". Nie tylko Akademia Ewangelicka polubiła
      teologię feministyczną. Także Ewangelicki Związek Studentów RFN dał feministce
      Mary Daly okazję do popularyzowania swoich przekonań. Usilnie apelowała ona o
      przezwyciężenie "bałwochwalstwa Chrystusa", a to poprzez "rewolucję, jaka
      dokonuje się w świadomości kobiet". Na pewnym seminarium anarchistyczno-
      feministycznym (również z inicjatywy wspomnianego Związku Studentów) określono
      mimochodem małżeństwo jako najgorsze przykazanie.

      Katolicka kobieta - teolog Barbara Boecker uzasadniła teologię feministyczną,
      wskazując na to, że przez wiele stuleci teologia i wykładnia Biblii były
      wyłącznie usprawiedliwiane przez mężczyzn, częściowo kosztem prawdy. Bardzo
      brutalnie wypowiedziała się wiodąca feministka Gloria Steiner: "Mam nadzieję,
      że w roku 2000 będziemy nasze dzieci wychowywać w tym celu, aby nauczyły się
      wierzyć w możliwości człowieka, a nie wierzyły już w Boga". Do uzasadnienia
      teologii feministycznej włączyła się jednak niesławnie znana profesorka
      teologii Dorothe Solle "ciągle na nowo poddając najostrzejszej krytyce
      biblijny obraz Boga, a także modlitwę Jezusa "Ojcze nasz". We wspomnianym już
      złowieszczym czasopiśmie "Nasienie mężowe" zmieniono fragmenty "Ojcze nasz"
      następująco: "Przestań uwodzić nas w pokuszenie, sądzić, karać, nienawidzić,
      ale zbaw siebie i nas od tego zła panowania" Na konferencji Światowej Rady
      Kościołów w Vancouver 1983 domagała się pani Solle napisania nowej Biblii, w
      której Boga Ojca zastąpiono by boginią matką. Dosłownie powiedziała: "Ziemia
      należy do naszej bogini matki".

      Podobnie wypowiedziała się holenderska teolog Chaterina Halkes, która nazwała
      Biblię "książką obrzydliwą dla kobiet" i również zalecała napisać ją na nowo.
      Żądania zamiany trójjedynego Boga na "żeńską trójcę" i "wyzwolenia Boga z jego
      patriarchalnego więzienia" odezwało się też głośno na jednym z ostatnich
      Synodów Ewangelickich. Znaną stała się tam niejaka Christa Mulack, w której
      książce pt. "Maria jako feministka" matka Jezusa określona jest jako "Utajona
      bogini w chrześcijaństwie". Dalej autorka przyjmuje tezę Fryderyka Engelsa o
      matriarchacie jako pierwszym ustroju w społeczeństwie ludzkim. Ponadto Jezus
      nie tylko prowadził podobno z kobietami głębokie rozmowy duchowe, lecz
      także "utrzymywał stosunki cielesne". Apostoła Pawła oskarża o "męski
      egocentryzm", a Duch Święty jest dla niej po prostu rodzaju żeńskiego, a
      więc "duchini". Za patriarchalizmem nie kryje się rzekomo nic innego, jak
      tylko "zazdrość rodzicielska" mężczyzn. "Właściwie" - pisał pewien znawca tej
      widowni feministycznej - "teologia feministy
      • Gość: Monika Re: Koniec świata :) 2 IP: *.chello.pl 25.11.03, 00:40


        Dalej autorka przyjmuje tezę Fryderyka Engelsa o matriarchacie jako pierwszym
        ustroju w społeczeństwie ludzkim. Ponadto Jezus nie tylko prowadził podobno z
        kobietami głębokie rozmowy duchowe, lecz także "utrzymywał stosunki cielesne".
        Apostoła Pawła oskarża o "męski egocentryzm", a Duch Święty jest dla niej po
        prostu rodzaju żeńskiego, a więc "duchini". Za patriarchalizmem nie kryje się
        rzekomo nic innego, jak tylko "zazdrość rodzicielska" mężczyzn. "Właściwie" -
        pisał pewien znawca tej widowni feministycznej - "teologia feministyczna jest
        kontynuacją emancypacji kobiet, całkowitego zrównania kobiety z mężczyzną, a
        nawet podniesieniem kobiety nad mężczyznę.

        Punktem kulminacyjnym rewolucji feministycznej jest żądanie włączenia do
        naszej wiary starego kultu baalów i Asztarty, uprawianego przez Kanaanitów".
        Jest rzeczą oczywistą, że szatan przy pomocy teologii feministycznej usiłuje
        nie tylko rozłożyć Kościół Chrystusowy od wewnątrz, lecz ponadto także
        zniszczyć całe społeczeństwo, zbudowane na wartościach chrześcijańskich.
        Feminizacja społeczeństwa miałaby niewątpliwie za następstwo odrzucenie
        biblijnego porządku małżeństwa i rodziny, ugruntowanego w Piśmie Świętym.
        Większe swobody seksualne prowadziłyby do obcości pomiędzy mężczyzna a kobietą
        i w końcu do zniszczenia wszelkich wartości rodzinnych. Jak ścisły jest
        związek między feminizmem a miłością lesbijską, wynika z niedawno wydanej
        książki o znamiennym tytule: "Czy pomyślałby, że jest was tak wiele?" Trzy
        feministyczne wydawczynie tej książki publikują na jej łamach wypowiedzi
        kobiet lesbijskich, zajmujących stanowiska w służbie kościelnej. Wskazuje się
        przy tym na to, że nie ma żadnej "teologicznej ani ogólno-pedagogicznej
        podstawy" do odrzucenia homoseksualistów/ek pełniących funkcje w zborach. Na
        końcu pewnej polemiki z niewygodnymi dla nich wypowiedziami apostoła Pawła w
        Liście do Rzymian oraz w 1Liście do Koryntian pewna kobieta - proboszcz
        pisze: "Od kiedy żyję po lesbijsku, wyłazi mi gardłem kościelna gadanina o
        małżeństwie i rodzinie, szczególnie przy ślubach kościelnych". Ponadto uważa
        za godne ubolewania, że w liturgii nie ma prośby przyczynnej o szczęście dla
        lesbijek.

        Pod natchnieniem Ducha Bożego ustanowione zostały Boże porządki dla Jego
        stworzeń. Są one nieodwołalne, ponieważ są zgodne z wolą Świętego,
        Wszechmocnego Boga. Jeśli te przykazania lekceważymy, dotknie nas Boże
        przekleństwo. Tak jest napisane. Biblia wskazuje nam na wielu miejscach, że
        jest rzeczą okropną doświadczenie gniewu żyjącego Boga. Spotka to także
        wszystkich tych, którzy hołdują tej bluźnierczej teologii feministycznej.
        Ponadto Pismo Święte uczy nas, że Bóg jest jedyny absolutny. Jest to prawda
        niepodważalna i w żadnym wypadku i w żadnych okolicznościach nie może zostać
        naruszona przez zmieniające się stosunki społeczne, wpływające stulecia, czy
        jakiekolwiek prądy duchowe w świecie. Jak wiemy z 2 Mojżeszowej 20,2 nie ma
        zgodnie z Biblią żadnego tolerowania innych bogów, oprócz jednego, prawdziwego
        Boga. Ktoś powiedział: "Bóg nie jest tolerancyjny, nie jest też liberalny -
        Bóg jest ekskluzywny". Nie cierpi żadnego kompromisu, jeśli chodzi o inne
        bóstwa i odstępstwa od wzorców biblijnych. Bogowie wynalezieni przez ludzi nie
        są równouprawnieni z Bogiem. Kto jest ich czcicielem, kroczy błędną drogą do
        nikąd, drogą do śmierci, "gdyż Pan, twój Bóg jest Bogiem zazdrosnym. On jest
        ogniem trawiącym". Tak mówi 5 Mojżeszowa 4,24, zaś w Księdze Jozuego 24,20
        czytamy: "Jeśli opuścicie Pana i służyć będziecie obcym bogom, to On odwróci
        się od was, sprowadzi na was nieszczęście i wygubi was..." Te wypowiedzi
        biblijne są jednoznaczne i powinny być przestrogą dla wszystkich tych, którzy
        uważają, że mogą osiągnąć zbawienie na swój własny sposób.

        Kurt Quadflieg

        Przekład z czasopisma niemieckiego "Die gawa Fulle"
        Tłumaczył J. Kajfosz
        • sagan2 Re: Koniec świata :) 2 25.11.03, 09:48
          Gość portalu: Monika napisał(a):

          przeciez te nowe kulty/religie nie maja nic wspolnego z
          chrzescijanstwem! kazdy moze sobie zalozyc "sekte", o ile
          znajdzie wyznawcow... po co w to mieszac "cudzego"
          Boga?...


          > Te wypowiedzi biblijne są jednoznaczne i powinny być
          > przestrogą dla wszystkich tych, którzy uważają, że
          mogą
          > osiągnąć zbawienie na swój własny sposób.

          to powinno ucieszyc wszystkich anty... dzien, gdy wygina
          wszystkie teolozki feministyczne jest zapewne blisko...
          ... a przynajmniej nadejdzie nieublaganie, choc moze z
          opoznieniem... ;)
          • Gość: Zły Wilk nic wspólnego z chrześcijaństwem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.03, 14:20
            Chcesz powiedzieć, że feministyczna teologia nie ma nic wspólnego z
            chrześcijaństwem? No dobrze, zgadzam się z Tobą...
            Tylko dlaczego feministki chcą reformowac Kosciół Katolicki, zamiast załozyć
            własną sektę?

            Pozdrawiam -
            • sagan2 Re: nic wspólnego z chrześcijaństwem? 25.11.03, 16:48
              Gość portalu: Zły Wilk napisał(a):

              > Chcesz powiedzieć, że feministyczna teologia nie ma nic wspólnego z
              > chrześcijaństwem? No dobrze, zgadzam się z Tobą...

              przynajmniej to, co opisala Monika nie ma (wg mnie) nic wspolnego z
              chrzescijanstwem. nie sadze, ze tamte wypowiedzi wyczerpuja temat.
              sa przeciez feministki katolickie. tzn. nie wszystkie feministki chca tworzyc
              nowa religie, czy zmieniac stara.

              > Tylko dlaczego feministki chcą reformowac Kosciół Katolicki, zamiast załozyć
              > własną sektę?

              a chca reformowac? na pewno jakies chca. na pewno nie wszystkie.
              moze zakladaja tez wlasne sekty? kto je tam wie. tak samo jak nie-feministki.

              • Gość: Simone Re: nic wspólnego z chrześcijaństwem? IP: *.virt.pl / *.Zamkowa.virt.pl 02.12.03, 01:49
                podciagam watek
    • Gość: Buzdygan Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.siedlce.cvx.ppp.tpnet.pl 13.10.04, 11:27
      Kobiety sa jak góry.Im bardziej je kochasz -tym większa pewność ,że cię kiedyś
      strącą.Serce kobiety ma krótką pamięć. Tę amnezję determinuje biologia,a nie
      można kląć biologii, podobnie, jak nie można kląć cesarstwa za chuć imperialną.
      Jedyne cesarstwo, które znają kobiety, to cesarstwo, gdzie penis jest berłem.
      Zawód nie gra roli. Może być makler, żołnierz, chirurg, ekspedient, hydraulik,
      złodziej, profesor lub taksówkarz, byle umiał wytworzyć ową magię, co wprawia w
      wibrację hormony i rozbudza głodne futerkowe zwierzątko, które on nakarmi swoim
      Qtasem tak solidnie, iż rano od słodkiego bólu krocza dziewczyna myli krem do
      golenia z pastą do zębów. Samotnictwo daje tu mężczyźnie wygodę - chroni przed
      turbilencjami gry w miłość i multiorgazmowość, nie pozbawiając cię rozkosznej
      użyteczności dam. Czysty zysk."("Kielich") Waldemar Łysiak
    • Gość: Esmeralda Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.aster.pl / *.aster.pl 07.11.04, 22:51
      Myslę, że to nie jest kwestia tylko tej religii... Islam też postępuje z
      kobieta karygodnie!!!!
    • Gość: Dulce Re: kobieta i grzech (?!) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.11.04, 08:32
      W religii chrześcijańskiej jest wyraźnie mowa o "grzechu Adama" a nie
      o "grzechu Ewy". Co do poddaństwa kobiety to Pan Jezus to prostuje. Św. Paweł
      pisze "żony bądźcie poddane mężom" ale zaraz dodaje "zresztą bądźcie sobie
      nawzajem poddani".
      Religia nie jest źródłem dyskryminacji. Po prostu szowinistyczni faceci
      dopasowują ją sobie do własnych potrzeb. Jeżeli facet funkcjonuje na poziomie
      zajmowania lepszej-uprzywilejowanej pozycji to tak samo będzie w relacji do
      kobiet i będzie sobie szukał uzasadnienia dla takiej postawy w róznych
      dziedzinach, także w religii. Dyskryminacja kobiet jest dla facetów wygodna.
      Nie warto dla nich rezygnować z religii. Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka