Gość: kamila
IP: *.ssp.dialog.net.pl
06.10.11, 12:03
Podczas zabiegu dłutowania zatrzymanej ósemki doszło u mnie bądź do podrażnienia lub nawet uszkodzenia nerwu językowego (nie mam kompletnie czucia w połowie języka).
Od czasu do czasu mam w tej "nieczułej" części języka coś w rodzaju prądu, takiego krótkiego impulsu na koniuszku. Ponadto od dwóch dni polowa języka mnie pali, jakby ktoś położył mi na niej rozżarzony węgiel.
Lekarz wykonujący zabieg stwierdził, że to dobre objawy, że nerw się odbudowuje.
I tyle. Żadnych leków, zabiegów. Kazał czekać.
Tylko, że mija już 11 doba od zabiegu a ja nie mogę jeść tą stroną po której miałam wykonywany zabieg, bo najzwyczajniej gryzę język do krwi. Bardzo mnie to martwi, boję się, ze do czasu powrotu czucia całkiem zanikną mi mięśnie z drugiej strony twarzy, bo regeneracja nerwu podobno trwa nawet pół roku a czasem rok...
I tu moje pytanie-czy zasadne jest w takim wypadku czekanie?
Czy może udać się do jakiegoś lekarza? Nie wiem, pierwszego kontaktu bądź neurologa?
Łykam wit B compositum i B6 w dużych dawkach, ale żadnego leku na receptę nie dostałam, a słyszałam, że przy uszkodzeniach nerwów należy przyjmować jakieś preparaty wspomagające odbudowę nerwu. Ponoć istnieją również zabiegi (chyba jakieś prądy) które są pomocne w takim wypadku (?).
Bardzo proszę o rady, bo jestem zupełnie zagubiona, nie wiem czy słuchać chirurga czy też szukać pomocy gdzie indziej. A nie chcę siać niepotrzebnej paniki i zawracać komuś głowę. Nie chciałabym jednak stracić czasu na czekanie, jeśli mogłam jakoś sobie pomóc.