Może macie jakieś pomysły,coś mi podpowiecie...
Od sierpnia ciągle (z małymi przerwami)boli mnie żołądek (chyba)
Ból jest umiejscowiony dokładnie w ;dołku;pod (za )mostkiem.Na
początku był ostry,nie do wytrzymania,po lekach (polprazol,duomox
metrocośtam,ortanol przeszło ale teraz jest to uczucie takiego
ciągłego ucisku.Gdy zaczyna naprawdę mocno boleć promieniuje aż do
kręgosłupa,między łopatki

lekarz pierwszego kontaktu najpierw 3 mieisące leczył mnie na
refluks,nadkwasotę ,wrzody potem zrezygnowany wysłał na gastroskopię
(brr) i usg ,które nie wykazało NIC.Z kolei lekarz ,który wpychał
rurę gastro twierdził ,że albo to nerwy albo kręgosłup a nawet
skutki uboczne Mireny!!!.Rodzinny kazał się puknąć w czoło ...
zapisał mi belergot (na nerwice wegetatywną) i kazał pić siemię
lniane.Może to nerwy??nasiliło mi się gdy niedawno zdiagnozowano
nowotwór u mojego taty...
do kogo powinnam z tym jeszcze pójść jeśli gastrolog twierdzi że
wszystko ok? do psychiatry??