tornad1
31.12.12, 06:21
Posliznalem sie na osniezonych schodzach, upadlem na plecy i na nich kilka schodow zjechalem. Pozbieralem sie ale za kilka godzin sie zaczelo. Przeszywajacy bol i odruchowe naprezenia miesni. Bole w okolicach nerki ale jakby bardziej wewnatrz. Po miesiacu bole prawie ustaly i o sprawie zapomnialbym gdyby nie problemy z... wydalaniem. Zawsze mialem te sprawy uregulowane tak, ze w godzinach rannych , zawsze na koszt firmy, chodzilem do kibla. A teraz po tym wypadku bywa, ze i trzy dni z rzedu nie odczuwam potrzeby chodzenia tam gdzie i krol piechota chodzi. Wiec zaczalem parzyc ziolka, bodajze lisc senesu i to po kilku godzinach pomagalo. Ale co raz gorzej. Dzis wypilem napar z dwu woreczkow, potem jeszcze zaaplikowalem sobie przecier sliwkowy i zmajstrowalem tyle co kot, no moze pies. Czuje, ze to mi gdzies w jelicie grubym czy slepej kiszce zalega czego objawem jest czeste gazowanie, "wiatrami" zwane. Oczywiscie musze pojsc do lekarza ale jak wiem z praktyki, to zaraz zaczna sie przeswietlenia, niekonczace sie badania i zapewne jakies leczenia a moze i operacja. A ja tu W USA nie mam zadnego ubezpieczenia!
Pytanie czy to ma szanse jakos samo, z udzialem mojego w sumie dosc jak dotad zdrowego organizmu sie wygoic czy cos sie tam pourywalo i trzeba bedzie nosic woreczek? Aha mam 70 lat ale jeszcze pracuje. Obecnie na urlopie zdrowotnym, ktory zmuszony bylem sobie zafundowac. I czy siedzenie przy kompie pol dnia, a drugie pol, lezenie bykiem pomaga czy lepiej wziac sie za pakowanie i przedwczesnie wracac do Kraju gdzie mam ubezpieczenie i skromna emeryture.
Pzdr