mateuszchol
27.05.05, 12:43
Wiem, że Ameryki nie odkrywam, ale mam silną wewnętrzną potrzebę napisania o
tym co mnie gryzie.
Uraz kolana - po weekendowych wyczynach sportowych. Pomoc doraźna = 0 zł (ufff
co za ulga! Dobrze, że płacę ZUS). Ale to nie wszystko:
1. Wizyta u ortopedy. Na kasę chorych terminy mniej więcej od drugiej połowy
czerwca do października. Wcześniej nie. No więc prywatnie, bo na zdrowie nikt
nie będzie żałował, a gdyby miało się coś paskudzić i do końca życia żałować,
że się nie wydało tej kasy?). Mimo, że "na swoim" a interes nie kwitnie
obecnie. 15 minut, w czasie których usłyszałem: "USG kolana. Tu ma Pan numery
telefonów". Nie, nie skierowanie. NUMERY TELEFONÓW. Komórki, pewnie do
koleszków, którym trzeba nakręcać interes. Co mi jest? Lekarz nie był w stanie
powiedzieć - badanie konieczne. 2 numery kosztowały 70 zł.
2. USG kolana - dziś wieczorem. 80 zł. Pełnopłatne badanie, nie ma, że boli.
Oczywiście nic się nie dowiem, z wynikiem muszę znów iść do ortopedy (kolejne
70 zł. Już się boję, że USG nic nie wykaże i będą kolejne pełnopłatne badania).
Podsumowując: wizyty (te, które były + te, które będą) + leki do tej pory:
240 zł.
Po jaką cholerę ja płacę ZUS?? Czy ktoś mi to wytłumaczy? A czy te pajace w
białych fartuchach płacą chociaż podatki? Gdzie ich kasy fiskalne? Mam
genialny pomysł na naprawienie wszystkich problemów budżetowych państwa: KASY
FISKALNE DLA LEKARZY. Oczywiście lobby zbyt silne i można zapomnieć.