Paranoja....

09.07.05, 14:39
Witam,

Mam problem z kimś bardzo bliskim w rodzinie, a kto ma urojenia na temat
bliżej nie zidentyfikowanego spisku, nie będę się rozpisywać nad objawami, są
dość charakterystyczne i niestety postępują bardzo wyraźnie-do tego stopnia,
ze osoba ta podejrzewa, ze zatruwane jest jej jedzenie. Cały problem polega na
tym, jak skłonić ją do wizyty u psychiatry? Rozmawiałam już z kolegą
psychiatrą, poradził mi negowac spisek i odwoływać się do poczucia rozsądku i
uświadamiać, ze to objawy choroby. Efekt niestety jest taki, że i ja jestem
teraz w spisku. A sprawa wygląda coraz gorzej, boję się, ze niedługo
przestanie jeść ( a mieszka sama), albo zaatakuje kogoś z rzeczonego
"spisku". Wtedy pewnie będzie ją można zmusić do leczenia, ale wolałabym
uniknąć takiej eskalacji tej sytuacji.
Jeśli zagląda tu psychiatra, albo ktoś kto ma podobne doświadczenia-proszę o
pomoc...
    • kambaba Re: Paranoja.... 09.07.05, 17:02
      chyba masz ciężką sprawę do rozstrzygnięcia. A wizyta domowa psychiatry -
      znajomego?
      • snajper55 Re: Paranoja.... 09.07.05, 17:42
        kambaba napisała:

        > chyba masz ciężką sprawę do rozstrzygnięcia. A wizyta domowa psychiatry -
        > znajomego?

        On też pewnie do spisku należy. :( Niestety, ale chyba jedynym wyjsciem jest
        wystapienie o ubezwłasnowolnienie. Albo czekanie, aż coś się zdarzy. Tylko weź
        pod uwagę, iż w takiej sytuacji nbardzo prawdopodobna jest próba samobójcza.

        S.
    • primum_non Re: Paranoja.... 09.07.05, 18:19
      gu100 napisała:
      > Mam problem z kimś bardzo bliskim w rodzinie, a kto ma urojenia na temat
      > bliżej nie zidentyfikowanego spisku, nie będę się rozpisywać nad objawami, są
      > dość charakterystyczne i niestety postępują bardzo wyraźnie-do tego stopnia,
      > ze osoba ta podejrzewa, ze zatruwane jest jej jedzenie.

      To niedobrze,że nie napisałaś o co chodzi w tym spisku,poczytałbym.Problem jest trochę bardziej skomplikowany-często widzimy w filmach kryminalnych,jak zufanie do bliskiej osoby może być przyczyną naszej śmierci.Władza komunistyczna często oskarża dysydentów o chorobę psychiczną.Ocena istnienia spisku zależy także od naszej inteligencji i odporności psychicznej a także chęci zaangażowania się w problem po stronie uczciwości.Pomijam tu oczywiście sprawność i dokładność rozumowania i oceniania.Ale z drugiej stony potrzeba eliminować psychopatów i morderców także z rodzin i polityki,zanim zrobią coś celowego.Nie radzę tego,ale można spróbować przeczekać,aż choroba minie jak wszystko z czasem.Ciekawsze jest to,czy w tym spisku coś się nie trzyma kupy,co można by perswadować-takie rozmowy moim zdaniem należy zawsze prowadzić odniechcenia mimochodem,bo nie wierzę w możliwość perswazji w chorobie.Ale błędy można wyjaśnić.I o co w tym chodzi,to znaczy,czy ta osoba nie je,czy zamierza wyjechać do USA,itp.
      • wilknaanne Re: Paranoja.... 09.07.05, 18:25
        primum_non napisał:
        Samo sedno!
        Pozdrawiam.
      • snajper55 Re: Paranoja.... 09.07.05, 18:58
        primum_non napisał:

        > Nie radzę tego,ale można spróbować przeczekać,aż choroba minie jak wszystko z
        > czasem.

        Choroba sama, nie leczona, z czasem nie minie.

        > Ciekawsze jest to,czy w tym spisku coś się nie trzyma kupy,co można by perswa
        > dować-takie rozmowy moim zdaniem należy zawsze prowadzić odniechcenia mimocho
        > dem, bo nie wierzę w możliwość perswazji w chorobie.Ale błędy można wyjaśnić.

        Nie wiem jakie błędy chcesz wyjaśniać ? Chory na przykład twierdzi, że jest
        sterowany przez osoby, które widać w telewizorze. Albo ktoś za pomocą
        specjalnej aparatury wkłada mu obce mysli do głowy.

        S.
      • igu100 Re: Paranoja.... 09.07.05, 22:04
        Postaram sie opisac co się dzieje. To się zaczęło od czegoś co uznawalismy za
        dziwactwo starszej osoby (prawie 58 lat)-mianowicie telefon w domu miał byc na
        podsłuchu. Zresztą cały czas jest-gdy rozmawiamy przez telefon Alicja pozdrawia
        tych co podsłuchują i mówi "do nich", ze się im nie da. W Jej świecie jest grupa
        osób, które chca ja doprowadzić-własciwie nie wiadomo do czego-do tego, zeby
        uznano ja za niepoczytalną? Oni są wszedzie-w kazdym urzędzie, w sklepie, na
        targu-robia miny, daja sobie znakii wszystko jej utrudniają-nic nie moze
        załatwić, ma problemy z zakupami-bo ONI to powodują. Cały czas za nią chodzą i
        ja obserwują-też daja sobie znaki (np. usmiechają, sie, chrząkają), takze w
        innym niż jej rodzinne miescie.Nastają na jej zycie.Powodują róznego rodzaju
        uszkodzenia w domu. Nas (krewnych) tez juz w to wciagnęli, "przekabacili" na
        swoja stronę. Ona tego nie nazywa spiskiem (to ja tak napisałam)-ona mówi o
        grupie przemocy. Próbowałam sie dowiedzieć kim według niej są ci Oni-odpowiedz
        jest, ze jeszcze nie wie. Na poczatku myśleliśmy, ze się poprztykała ze
        znajomymi i robia sobie "uprzejmości", niepokój pojawił się gdy okazało sie, ze
        za nia chodza i daja sobie znaki i sa wszędzie. Dzis zaczęła sprawdzac jedzenie.
        Tak jak napisałam rozmawiałam z psychiatrą, który stwierdził, ze leczenie w tej
        chwli ma sens jesli ona sama zdecyduję sie na przynajmniej rozmowę z lekarzem,
        żeby tłumaczyc jej, ze to co sie dzieje to objawy choroby-też wspominał, zeby
        pokazywać jej luki w jej rozumowaniu. Ostrzegał mnie, że objawy beda się
        nasilac. Nijak nie mam doswiadczenia w postepowaniu w takich sytuacjach, a
        przyznam się, ze sprawa mnie przeraża. Zamierzam ja ściągnąć do siebie i
        poprosić psychiatre o wizytę domową, ale ona mnie też już wciagnęła do tej grupy
        i kombinuje na wszelkie sposoby żeby nie przyjeżdzać.
        Nie wiem co robić.
        • snajper55 Re: Paranoja.... 09.07.05, 22:26
          Takie objawy mogą też dawać "zwykłe" choroby, na przykład zaawansowana, nie
          leczona cukrzyca.

          S.
          • igu100 Re: Paranoja.... 09.07.05, 22:39
            A Ty wiesz, ze nie przyszło mi to do głowy. Cukrzyca t2 rzeczywiscie jest, ale z
            prawidłowym poziomem glikemii utrzymywanym dietą i ruchem. Nigdy tego nie
            sprawdzałam, wierzyłam w regularne wizyty u lekarza i pomiary FPG. Ale moze nie
            jest to tak do końca trzymane w ryzach...Chociaz myślę, ze zauwazyłabym. Tak
            zaawansowana cukrzyca dawałaby tez inne objawy
            Coż z choroba somatyczną znacznie łatwiej sobie poradzić, jakkolwiek tak czy
            inaczej to musi ocenic specjalista. I tu jest pies pogrzebany.

            snajper55 napisał:

            > Takie objawy mogą też dawać "zwykłe" choroby, na przykład zaawansowana, nie
            > leczona cukrzyca.
            >
            > S.
Pełna wersja