Dodaj do ulubionych

agorafobia

15.02.05, 19:06
Jak sobie radzić z agorafobią w momencie, kiedy musisz wykonywać swoje
obowiązki, co zakłada konieczność przemieszczania się, podróżowania?
Obserwuj wątek
    • milionynas Re: agorafobia 28.05.05, 22:38
      ciuta1 napisała:

      > Jak sobie radzić z agorafobią w momencie, kiedy musisz wykonywać swoje
      > obowiązki, co zakłada konieczność przemieszczania się, podróżowania?

      Boleslaw Prus, znany agorafobik, przed podroza kareta zakladal sobie papierowy
      worek na glowe. Tyle ciekawostek.
      Teraz serio:
      Mam nadzieje, ze jestes w terapii, a to zaklada takze farmakoterapie.
      Proszki dadza Ci ulge, a psychoterapia dlugotrwale wyleczenie.
      Tylko po wielu proszkach nie zaleca sie prowadzic wozu.
      - dobrej nocy - milionynas.


      • ciuta1 Re: agorafobia 13.06.05, 18:27
        To ciekawe - nie wiedziałam, że Prus był agorafobikiem. Muszę kiedyś wypróbować
        tę metodę, jeśli lęki kiedyś wrócą.:)

        A tak na poważnie, to oczywiście chciałabym, żeby już nigdy nie wróciły. Na
        terapię chodzę, ale jest mi bardzo ciężko, bo muszę wywlekać sprawy, o których
        wolałabym nie myśleć, albo nie pamiętać. Uzewnętrzniać i nazywać problemy, które
        wolałabym gdzieś głęboko skryć,tak jak dotychczas. Tylko że to jest ślepa
        uliczka, zdaję sobie z tego sprawę. Dlatego pozdrawiam wszystkich, którzy tak
        jak ja walczą.
        • puma1 Re: agorafobia 29.06.05, 10:46
          Proszę podpowiedz mi jak zacząć To leczyć ,w moim przypadku nie chodzi o
          pajaki,te mi nie przeszkadzają natomiast Węże ,nie daja mi życ spokojnie.
    • nihil4 Re: agorafobia 17.07.05, 14:33
      Jeżeli masz faktycznie agorofobię, to albo walka z nią wedle własnych
      ustalonych reguł. Piekielnie trudna sztuka. Czy wykonalna nie wiem.
      A więc pozostaje renta i ciągła walka z chorobą "psa łańcuchowego".

      Nihil4
      • ciuta1 Re: agorafobia 18.07.05, 00:22
        Ja raczej mam, jak by to nazwać...okresową agorafobię. Tzn. przez pewien okres
        jest, i wtedy bywało że sama nie wyjde z domu, a potem walczę i przez pewien
        czas jest spokój, tzn. funkcjonuję w miarę normalnie. Ale boję się, że to będzie
        wracać, tak jak wracało już 2 razy. Nie wiem, jak się z tego wyleczyć, a opcja z
        rentą jakoś mnie przeraża i bynajmniej nie zadowala. W związku z tym, chciałbym
        skierować pytanie do wszystkich, którzy cierpią na coś podobnego, jak sobie z
        tym radzicie? Jakie są wasze sposoby? I co was tak naprawde przeraża, kiedy
        boicie się wychodzić z domu czy podróżować samotnie? Jeśli oczywiście
        chcielibyście się podzielić, bo wiem, że to dość...osobiste pytanie. Pozdrawiam.
        • spastykoojaca Re: agorafobia 04.08.05, 14:14
          nie chcę żeby ludzie mnie widywali, zapamiętywali - to pewnie skrajny brak
          akceptacji samej siebie...
          poza tym zewnętrznosć wydaje mi się skomplikowana w sesie bodźców zmyslowych,
          halaśliwa, duszna, "zagęszczona", gorąca...
          czasem nawet nie chcę odkryć kołdry, żeby w tą "zewnętrznosc" nie wpuścić ani
          kawalka ciala
          a jesli zmusze się do wyjścia w takim ostrym stanie, to na dluższy czas
          odechciewa mi się naprawdę, czyli - lepiej nie walczyć? tzn - lepiej nie na
          siłę...
          pozdrawiam
          aaaaa propos - co z rentą? można dostać na sgorafobię?
          (wydaje się to być malo prawdopodobne w praktyce - trzebaby gdzieś wyjść,
          gdzieś być zarejestrowanym, coś udowodnić - ogólnie - wyjść...
          czyli nitz z tego:))
        • izulka64 Re: agorafobia 24.02.06, 20:09
          Hmm...jak sobie z tym radzę?Szczerze mówiąc to naprawdę zależy.Są takie miejsca
          gdzie spokojnie potrafię przejść sama bez niczyjej pomocy.Bać wtedy też się
          mniej boję( nie mówię,że w ogóle). U mnie dodatkowym problemem jest
          niepełnosprawność.Chodzę samodzielnie,ale nie tak jak każdy!Kiedy byłam mała
          było tylko...moje "inne chodzenie".Z czasem(miałam wtedy ok.11,12 lat)
          przyczepił się do mnie ten straszny "lęk przestrzeni"(jak ja to nazywam).Teraz
          mam już 19 lat,ale lęk towarzyszy mi nadal!To bardzo trudne!Szczególnie kiedy
          chcę wyjść na miasto po zakupy,do kina,sama do szkoły,odwiedzić Babcię,tak jak
          wykonują to moi rówieśnicy,ale nie daje rady!Nie potrafię się odważyć!Kiedy
          jednak uda mi się przejść jakąś małą odległość samodzielnie(powtarzam, nie jest
          to duża odległość) jestem z siebie bardzo dumna.Wtedy tak naprawdę wierzę,że
          mogę kiedyś ten lęk pokonać!Moim plusem jest to,że mam osoby,które bardzo mi
          pomagają!W szkole są to koledzy i koleżanki( z którymi zawsze chodzę), poza
          szkołą jest to moja Mama!Bez Niej,bez Moniki(mojej przyjaciółki)i Tomka(mojego
          chłopaka) nie ruszam się sama z domu.To smutne i przerażające!Dla niektórych
          mogłoby się może wydać śmieszne!Dla mnie...hmm dla mnie to ogromny
          problem.Czasem myślę o przyszłości...i wtedy bardzo się boję!Ale mam wiele
          wielką wiarę i nadzieję!Teraz jestem w trzeciej klasie LO,po szkole średniej
          chciałabym pójść na Psychologię( o której myślę 4 lata).Chcę założyć rodzinę i
          normalnie cieszyć się życiem.Przecież jestem normalnym człowiekiem tylko trochę
          zlęknionym!Obawiam się,że sama nie będę potrafiła sobie pomóc!Mam nadzieję,że
          spotkam keidyś kogoś kto przetłumaczy mi do rozumu,iż nie mogę bać się
          chodzić.Albo może jednak sama to zrouzmiem.Przecież w końcu chcę zostać panią
          psycholoszką.Zdaję sobie sprawę z tego,że to "choroba",którą powoduje nasza
          psychika.A i jeszcze jedno...kiedy ktoś pyta mnie o moje marzenia, na myśl
          przychodzą mi dwa...po pierwsze dostać się na psychologię, po drugie...chyba
          sama wiecie...Pozdrawiam serdecznie!!!
          • ida37 Re: agorafobia 25.03.06, 20:20
            Ja walczę też z tym lękiem! Pokonuje małe odległości sama, ale w mieście, na
            ulicy - tracę kontakt z otoczeniem-tak jakby kadry filmu się na moment
            zatrzymały. Zazwyczaj jest przy mnie moja mama i kiedy jej mówie, że "to"
            przyszło, to ona mnie rozśmiesza i bierzemy to na wesoło. Rzeczywiście doznania
            z zewnątrz - obrazy, dźwięki stają się wtedy inne i chyba to budzi taki lęk.
            Mam również wtedy zawroty głowy i brak poczucia równowagi i stabilności podczas
            chodzenia. Mam od kilku lat tę "przypadłość". Jakieś 2 lata było ok, ale teraz
            leczę to poważnie i miło wspominam chwile, gdy byłam taka beztroska i niczym
            ograniczona. Potrafiłam wyjechać sama za granicę, nie bałam się wyzwań, szłam
            przebojem przez życie. Moje problemy zaczęły się w momencie podjęcia pierwszej
            pracy. Bardzo się wszystkim stresowałam i zostało mi tak do dziś...Pozdr.
          • premium0 Re: agorafobia 07.01.08, 23:52
            witam.ja męcze sie z tym od 7 lat,jak przeczytalam ta wypowiedz tak jakbym
            siebie widziala:((tylko ze u mnie w domu tak naprawde mysla ze ja poprostu nie
            mam ochoty gdzies jechac sama czy isc gdzies sama.glupie wyjscie z rodzinka do
            kosciola konczy sie tym ze stoje podtrzymujac sie czyjegos ramienia bo tak mi
            sie kreci w glowie ze mam wrazenie ze sie przewroce.na zakupy jak z kims jade
            nie moze mi ktos zejsc z oczu bo zaraz dopada mnie panika....juz nie mam sily na
            to.poszukuje jakiegos terapeuty....tylko ze to nie jest takie proste...juz nie
            raz probowalam:((
    • ufreyek Re: agorafobia 21.09.06, 15:40
      ja tez tego nie potrafie. moje otoczenie nie wierzy, ze nie wychodze przez
      strach...mysla, ze to czyste lenistwo---bo przeciez bylam tyle razy zagranica--
      ale zawsze byl ktos ze mna--gorzej, jesli mam zwyczajnie wyjsc z domu---do kogo
      po porade?
    • agorofobik Re: agorafobia 25.05.07, 11:41
      CZY U WSZYSTKICH AGORAFOBIKÓW ALKOHOL UWALNIA OD TEGO LĘKU ?? 2 PIWKA I MOGĘ
      CHODZIĆ PO MIEŚCIE...WIEM , ŻE TO NIE RECEPTA BO DOCELOWO PROWADZI DO
      UZALEŻNIENIA , ALE POMAGA NP. ZAŁATWIĆ JAKIES SPRAWY NA MIESCIE
      • monikapanika Re: agorafobia 25.05.07, 15:12
        Oj,a co ja mam z "tym"...
        Mam 16 lat, a moja agorafobia zaczęła się rok temu. Wyjście na miasto, do kina
        jest praktycznie niemozliwe. Nie ruszam się nigdzie bez moich tabletek (sedatif
        PC). Są bez recepty, ale czeka mnie wizyta u psychiatry... :/
        Moje ataki to cos strasznego... Nie czuje wlasnego ciala, powietrza, mam
        wrazenie, ze nikt mnie nie slyszy, nie widzi, ze zaraz umre, jest mi duszno,
        mam suchosc w ustach, czuje sie jak w innej rzeczywistosci. To wszystko jest w
        psychice, nie jestem w stanie tego opanowac, kiedy sie zaczyna mam wrazenie jak
        bym sie wynurzala z wody, ale zamiast wody jest powiertze (nie wiem, czy ktos
        rozumie to co pisze) Boje sie jechac do tego psychiatry, boje sie przyjmowac
        lekow. Boje sie isc do liceum ,boje sie studiow. Boje sie ze to powroci i bede
        sama...
        • madzia3112 Re: agorafobia 21.02.09, 01:34
          Moniczko Znam ten ból .. :( Ja mam 18 lat i mam to samo co Ty :/ do
          tego ja mam lęk przed sytuacjami bez wyjscie... nie moge niemal
          chodzić do szkoły bo jak zmaykają sie drziw od klasy to ja zaczynam
          panikowac.. jak coś to pisz na meila
          madzia3112@o2.pl
      • anula52 Re: do agorafobika 05.07.07, 18:32
        no mi też pomaga ;) ale jak biorę trraz prochy to chyba już mogę zapomnieć o
        piwkach? :(
        • w.konek2 Re: do agorafobika 14.11.07, 16:52
          ja tez kiedys rozwiązywalem problem chodzenia w miare normalnie ale jak
          trzezwialem to mialem trudnosci z dojsciem do lazienki a choroba sie nasilala i
          powstawalo bledne kolo bo jak mialem ochote przypomniec sobie jak jest fajnie
          normalnie chodzic to musialem sie napic lekarz mi powiedzial ze juz mam muzg
          uszkodzony a picie tylko dawalo zludzenie normalnosci teraz jestem anonimowym
          alkocholikiem juz 7 lat i bralem ruzne leki ale nadal cierpie na agorafobie mam
          nieraz dni w kturych czuje sie w miare lepiej chociaz niemam skali poruwnawczej
          do normalnosci bo zapomnialem jak to jest normalnie chodzic spoglądac w gure
          stanac na srodku pustego placu juz pisząc to zle sie czuje ktos pisal ze mial
          psa ja tez mialem i gdy trzymalem smycz byko lepiej ale pies to chwilowe
          pozbycie sie leku i niezawsze sie sprawdzalo np.zauwazylem ze po trawie lub
          chociaz po innej nawierzchmi niz goly beton asfalt lepiej chodze i jestem
          spokojniejszy wiec gdy bardzo musze gdzies wyjsc planuje trase tak zeby bylo jak
          najwiecej zieleni są trudnosci gdyz mieszkam w miescie w bydgoszczy ale wierze
          ze kiedys bede mugl normalnie chodzic a teraz musze z tym zyc bo ninaleze do
          ludzi kturzy sie zalamuja chociaz duzo dawnych bliskich mi osób smiało sie gdy
          muwilem ze niedam rady przejsc przez jezdnie ale musze sam walczyc teraz biore
          zomiren taki sobie jak ktos jest z bydgoszczy lub okolic to mozemy sie spotkac a
          do wszyskich mam prosbe dajcie dobre rady lub namiary do dobrych lekarzy i
          piszcie o swojej walce z tą chorobą pozdrawiam wszystkich agorafobików.
        • w.konek2 Re: do agorafobika 03.12.07, 08:45
          co wy z tym piciem pisalem juz ze tez tak próbowalem ale to tylko zwiekszylo
          lęki jak trzezwialem i czy juz tutaj nikt niezaglada juz jestesce wyleczeni?
          zadnych porad opisuw wlasnych doswiadczen szkoda bo ja niemoge sobie poradzic z
          agorafobia od kilkunastu lat i myslalem ze tutaj znajde pokrewne dusze ale
          niekture wypowiedzi sa zartobliwe i bez sensu niech wchodzi ktos kto ma cos do
          powiedzenia zastanawiam sie nad hipnoza co wy nato?
          • aldara.35 Re: do agorafobika 13.02.08, 12:07
            Mam nadzieje ze jeszcze ktos tu zagląda!!
            Niestety rowniez walcze z agorafobią.Jeszcze niedawno balam sie
            wyjsc przed klatke,teraz pokonuje sama niewielkie odleglosci.Jestem
            na psychoterapi i początki leczenia wydlądaly tak ,ze codziennie
            musialam wyjsc na chwilke choc kawaleczek od domu.Na początku to
            były wyjscia do kosza na smieci!Stopniowo coraz dalej i
            dalej....organizm ,,przekonuje,,sie ze nic zlego sie nie dzieje i
            nie reaguje lękiem.Padlo tu gdzies pytanie ,czego najbardziej boimy
            sie w czasie ataku,ja najbardziej boje sie TYCH odczuc.Poza tym nic
            mnie nie przeraza nawet swiadomosc ze moge zemdlec!Nawet sobie czasem
            (w trakcie ataku)tego zycze,aby przestac to czuc.Pozdrawiam
            • daisy56 Re: do agorafobika 15.02.08, 13:15
              A ja własnie najbardziej boje się, że zemdleje. Obawiam sie tylko i
              wyłącznie tego i całego zbiegowiska ludzi jakie temu zazwyczaj
              towarzyszy. Chyba nie pozbęde się takich mysli do końca zycia:((
              • aldara.35 Re: do agorafobika 16.02.08, 12:38
                ja rowniez na początku wlasnie tego sie najbardziej balam,ale prawda
                jest taka ze jak przychodzi cos gorszego od tego uczucia(napad
                lękowy)to wtedy widzimy ze to ,,mdlenie,,jeszcze nie było tym czyms
                najgorszym.Nie zemdlejesz-to tylko takie uczucie w glowie.Poza tym
                organizm w nerwicy dziala na takich obrotach ze omdlenie jest prawie
                niemozliwe.Dla niektorych-niestety
                • titeuff Re: do agorafobika 20.02.08, 02:03
                  u mnie zaczęło się to już bardzo dawno temu... w 2 klasie szkoły
                  podstawowej kiedy zemdlałam na lekcji, pozniej chyba na początku
                  nawet nieswiadomie obawiałam sie kolejnych takich zdarzeń przy
                  rówiesnikach... nastepnie zaczął mnie przesladować fakt omdlenia
                  wszędzie: nie stałam na apelach ze wszystkimi, zle się czułam na
                  bardziej wymagających lekcjach...zaczęlam chodzić do
                  psychologa...ale lęk jakoś szybko wbił się w moj rytm zycia ( mama
                  mowila ze ona tez sie boi do tej pory miejsca w ktorym zemdlala)
                  wiec przestałam...w liceum bylo coraz ciezej kiedy nauczyciele byli
                  bardzo wymagający a w klasach same lampy świetlówkowe (to mnie
                  wprowadzalo w straszny niepokoj)ja niestety siedzialam na kazdej
                  lekcji z zegarkiem, zalana potem...nikt nie zauwazal jakis "chorych"
                  cech u mnie poniewaz maskowalam sie dobrze(tzn. wygladalam jakbym
                  nie mogla wysiedziec na lekcji z nudów a nie z przerażenia...)bylam
                  raz u lekarza dostałam xanax na straszne lekcje ktorych najbardziej
                  sie balam (to byla jedna wizyta) poniewaz moj tato jest lekarzem to
                  sam mi wypisywal leki...oczywiscie nie bralam ich duzo raz na jakis
                  czas...lęki dopadaly mnie w hipemarketach, kosciolach no i w klasach
                  na lekcjach...ale na tym sie konczylo. Na studiach zaczęlam sie bac
                  jezdzenia autobusami ale jakos to mi przeszlo...nie mialam pojecia
                  co to za choroba nigdy o tym nie czytalam...2 lata temu w czasie
                  upałow stojąc na wielkim skrzyzowaniu dostalam ataku paniki na
                  srodku jezdni.. i to juz byl szok...wczesniej balam sie ptrzebywać
                  w pomieszczeniach zamknietych a teraz...no i tak to sie rozkrecilo
                  teraz juz boję sie "oderwac" od ziemi (i nie chcodzi tylko o
                  samoloty), mam lęk przestrzeni, nie przejdę przez żaden most,boje
                  sie placów, chodzę tylko przy jakichs budynkach idac przez plac czy
                  wiekszą ulicę mam lęki, nogi jak z waty i to wszystko co
                  najgorsze...nauczylam sie z tym zyc ale zeby unikac coraz to
                  wiekszej ilosci miejsc nie mam juz siły...jestem bardzo oporna zeby
                  pojsc do lekarza bo wiem ze zadne gadanie mi nie pomoze...w leki tez
                  zabardzo nie wierzę...no i tez sama wiem ze nie przelamię sie( bo
                  probowalam, chodziłam w moje " sreaszne" miejsca i
                  coo...nic) ...wiec hmmm...co robic? myslalam o hipnozie i marzylam
                  zeby to bylo tak: czary mary i po chorobie...ale nie wiem gdzie isc
                  a boję sie jakis szamanow zeby jeszcze gorzej nie poprzestawiali mi
                  w glowie...życie jest takie ciężkie kiedy inni owszem mają
                  problemy...ale my oprócz tego mamy WIELKI mur ktory przeslania nam
                  świat...zazdroszę ludziom zwyklego zycia, tego ze moga spokojnie
                  przechadzac sie po centrach handlowych kupując ubranka i przechodzic
                  pzrz mosty, podrózować....poprostu tego wszystkiego czego ja nie
                  moge robic...uff w koncu cos napisalam...pozdrawiam wszystkich
                  • w.konek2 re. do titeuf 22.02.08, 11:15
                    ja tez niemoge chodzic przez mosty itp itd ale ja naprzyklad lepiej sie czuje
                    jak chodze po trawie lub innej nawierzchni niz gladka wypolerowana sliska trace
                    ruwnowagetez gdy stane i niemam zadnego oparcia to juz jest panika teraz juz
                    planuje i podobnie jak ty jestem wiezniem wlasnego umyslu ruwniez staram sie
                    prubowac pokonywac takie miejsca gdzie mialem leki ale bez powodzenia leczylem
                    sie teraz lekiem xetanor 3 miesiace bez rewelacji teraz dostalem Histimerck
                    seroxat i xanax napisze jakie beda efekty pozdrawiam i piszcie bo to jest
                    chociasz pocieszajace ze niejestem sam.
                    • titeuff Re: re. do titeuf 22.02.08, 22:32
                      też się cieszę, że nie jestem sama:)...w ogole jak sie czujesz po
                      tym seroxacie?? bo ja wzięłam jedną tabletkę( czyli najmniejsza
                      wlaściwą dawkę) i normalnie wygladalam i czułam sie jak
                      zaćpana...kręciło mi sie na maxa w glowie...wiec stwierdzilam ze to
                      raczej nie dla mnie...ale ze poczytalam o tym zaczęlam znowu go brac
                      tym razem od 1/4 zeby przyzwyczaić organizm do tej
                      substancji...xanax tylko biorę jak wychodzę np na uczelnię lub do
                      jakiego "niebezpiecznego" dla mnie miejsca... nie pomaga jakoś
                      specjalnie, ale napewno czuję się z nim bezpieczniej. ZAuwazyłam
                      również ze najgorzej jest poruszać sie po takim nagim betonie i jak
                      wlasnie idę po moście to czuję taką twardą powierzchnię i uginają mi
                      się nogi. Jeśli most jest drewniany to jest duzo lepiej...nie wiem
                      dlaczego...pozdrawiam
                      • aja38 Re: re. do titeuf 26.02.08, 18:35
                        Ja tez mam podobnie,lątwiej mi chodzic po miekiej
                        powierzchni,zauwazyłam ze na plazy,po piasku moge chodzic bez
                        oporów,to samo po trawnikach,po gołych betonowych placach w
                        pojedynke to odpada. I o co tu chodzi??
                        • youknowmyname Re: re. do titeuf 29.02.08, 22:28
                          titeuf-jakbym czytała o sobie,aż mnie ciarki przeszły-chyba nawet
                          jesteś w podobnym wieku.nie chcę się użalać,ale jestem takiego
                          zdania jak Ty-ludzie mają problemy,ale nie przeżywają codziennie
                          takiego koszmaru.
                          • titeuff Re: re. do youknowmyname 04.03.08, 17:36
                            Dzięki za odpowiedź :) mam 24 lata... Wiec jak Ty sobie z tym wszystkim radzisz?? pozdrawiam
                            • youknowmyname Re: re. do youknowmyname 08.03.08, 10:34
                              ojjjj na tą chwilę jest bardzo cięzko,biorę leki,ale one nie bardzo
                              pomagają.Pozdrawiam
                      • w.konek2 Re: re. do titeuf 07.04.08, 11:07
                        dawno niepisalem ale widze ze wszyscy zdrowi bo sie niewypowiadaja a po
                        seroxasie niewiem juz sam bo niepotrafie byc obiektywny wobec siebie ale gorzej
                        niejest i bede go bral nadal we wrzesniu ide do szpitala na oddzial lekuw
                        mieszkam w Bydgoszczy a jest to jeden z niewielu w Polsce no to do wrzesnia bede
                        na lekach bede pisal jak jest ale wierze ze w koncu sie wylecze bo bez wiary nic
                        niemozna osiagnac pozdrawiam.
                  • leojoa1 Re: do agorafobika 28.03.08, 21:13
                    jakbym siebie czytała...
                    dokładnie tak samo się czuję
                    • w.konek2 Re: do agorafobika 07.04.08, 11:14
                      leojoa1 napisała:

                      > jakbym siebie czytała...
                      > dokładnie tak samo się czuję
                      ale napisz wiecej to pomaga pozdrawiam.
                      • titeuff Re: do w.konek2 08.04.08, 21:53
                        ja też biorę paxtin czyli seroxat i chyba jest troche lepiej:)
                        • klekle.pl Re: do w.konek2 15.04.08, 19:59
                          Mam pytanie jak osoba chora na agorafobię ma chodzic na spotkania z psychiatra skoro odczuwa lęk przed wychodzeniem z domu?jest na to jakis sposób...?
                          • w.konek2 Re: do w.konek2 16.04.08, 10:47
                            klekle.pl napisała:

                            > Mam pytanie jak osoba chora na agorafobię ma chodzic na spotkania z psychiatra
                            > skoro odczuwa lęk przed wychodzeniem z domu?jest na to jakis sposób...?
                            Oczywiscie ze jest np. jezeli idzie sie z osobą towarzysząca lub nawet jak jest
                            blisko przychodnia to w moim przypadku biore rower i jade rowerem bo moge
                            jezdzic i sie czegos trzymam tylko checi i duzo prób powodzenia.
                        • w.konek2 Re: do w.konek2 17.04.08, 15:28
                          powodzenia ja sie lecze od 12 lat i wiem juz ze trzeba cierpliwosci przy tej
                          horobie niekturzy chca zaraz miec efekty po paru tabletkach albo jak sie zle
                          poczuja odstawiaja to doniczego nieprowadzi pozdrawiam.
                        • w.konek2 Re: do w.konek2 17.04.08, 15:31
                          titeuff napisała:

                          > ja też biorę paxtin czyli seroxat i chyba jest troche lepiej:)
                          zycze powodzenia pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka