tgserwis
19.10.10, 00:19
Pewnie jest na tym forum sporo ludzi pamiętających Niewidzialną Rękę. To taka akcja dla dzieci i młodzieży z lat 70-tych 20 wieku mająca na celu niesienie pomocy ludziom w potrzebie. Poniżej wklejam fragment wywiadu z jednym z pomysłodawców tej akcji:
"Rozmowa z Maciejem Zimińskim, ojcem psa Pankracego, twórcą Teleranka i pomysłodawcą akcji 'Niewidzialna Ręka'
Maciej Wasielewski: Jest Pan współodpowiedzialny za kilka milionów dobrych uczynków...
Maciej Zimiński: Ja?
Za naprawione ławki w parkach, za pomoc starszym i schorowanym w rąbaniu drewna na opał, za powiązane w snopki zboże, za wodę przyniesioną ze studni, za umyte okna, wyremontowany plac zabaw...
W takim razie postaw mi proszę pomnik. Pomnik świętego Macieja!
Dobroczyńcami byli czytelnicy "Świata Młodych" i widzowie zaangażowani w wymyśloną przez Pana akcję "Niewidzialna Ręka".
Kochane dzieciary, bez nich nic by się nie udało! A jeśli już wspominasz akcję, to nawiasem mówiąc, nie była wyłącznie moją zasługą. Zrodziła się w gronie przyjaciół związanych z redakcją "Świata Młodych". Myślę w tej chwili o Januszu Domagaliku, Jurku Kacprzaku, Zbyszku Pawłowskim, Włodku Grzelaku, Jadwidze Dąbrowskiej, Zosi Chećko większość z nich już niestety odeszła do lepszego świata. Teraz rozśmieszają anioły.
Ale to Pan pierwszy napisał na łamach "Świata Młodych" o "Niewidzialnej Ręce".
To był apel. Wzywaliśmy dzieci do pomocy wszystkim tym, którzy jej potrzebowali. "Sprawa jest bardzo ważna! O tym możecie wiedzieć tylko wy i my – czyli sztab "Niewidzialnej Ręki". Ruszamy do akcji. W pogotowiu będziemy przez cały czas. W sposób niewidzialny spieszyć będziemy z pomocą wszystkim, którzy pomocy potrzebują. Zawsze – niewidzialnie! Ponieważ wiem, że mogę na was liczyć, czekam na wasze zgłoszenia" – tak to mniej więcej brzmiało...
Dzieci przysyłały do redakcji karteczki z odciśniętą w atramencie dłonią...
Dzięki wprowadzeniu tzw. Biletu Niewidzialnej Ręki nasza akcja przestała być hasłem, a stała się akcją niesienia pomocy. Po wcześniejszej rejestracji dzieci otrzymywały wydrukowane przez redakcję bilety i specjalny "tajny" numer. Tylko my, czyli redakcja i dziecko, wiedzieliśmy czyje nazwisko kryje się za numerem, dajmy na to 87203. "
I teraz mam pytanie do nauczycieli, wychowawców, pedagogów i wszystkich innych ludzi pracujących z dziećmi i młodzieżą:
Dlaczego za wstrętnej, strasznej komuny można było, a teraz się nie da? A może jednak można? Może się uda? Może ruszycie tyłki z wyściełanych gąbką krzeseł i foteli i zaczniecie coś robić dla aktywizacji młodych ludzi? Może warto przestać myśleć o kasie za nadgodziny i zrobić coś tak po prostu, dla ludzi?
Cholernie jestem ciekaw odzewu ludzi z "kręgu". I na początek parafrazując amerykańców powiem: Nie pytaj co dzieci zrobiły dla Ciebie. Zapytaj siebie co Ty zrobiłeś/aś dla nich.
A teraz czekam aż nauczyciele i działacze zaczną mnie opluwać.