Gość: lech
IP: 141.20.80.*
27.04.01, 10:54
Pamietam, ze kiedy mieszkalem w Anglii, zrozumialem, ze studiowac mozna wszystko- od
obrobki ze skrawaniem przez fryzjerstwo, na gender studies wlasnie, konczac. to poniekad
tez kwestia jezyka. w mowie polskiej utarlo sie bowiem, ze "studia" oznaczaja cos
szacownego, rzetelnego, naukowego. slowem, ze to co sie na uczelni ludziom pakuje do
glowy, spelnia jakies kryteria w stopniu takim, by owo "cos" mozna bylo nazwac nauka.
To przekonanie wydaje mi sie sluszne i wpajam je moim dzieciom, by nie daly z siebie
robic w przyszlosci idiotow, kiedy ktos im zacznie wmawiac, ze to, czy zasada wylaczonego
srodka obowiazuje czy nie,zalezne jest od plci, przekonan, tudziez kultury w jakiej sie
wyroslo.
Bylem na odczetach prowadzonych przez GS kilkakrotnie i musze przyznac, ze nigdy nie
slyszalem rownie wielkiej liczby nonsenow wypowiedzianych w ciagu dwoch godzin.
Nalezalem z reguly, jak nietrudno sie domyslic, do niewielu facetow na sali, a chyba za
kazdym razem bylem jedynym, ktory zabieral glos w dyskusji. Po ktoryms z kolei razie
przestalem zagladac do GS, bo stwierdzilem, ze panie, ktore tam nauczaja sa zamkniete na
wymiane mysli, szczegolnie z mezczyzna i to antyfeminista.
Reasumujac. Najchetniej zamknalbym GS, poniewaz:
1)jest to usankcjonowane przez panstwo, przez panstwo wspierane publiczne nauczanie
nie-wiadomo-czego.
2)Nieuzasadnione dotacje z budzetu panstwa dla GS obciazaja moja kieszen jako
podatnika.
Reszta powodow jest juz bardziej subiektywna, wiec poprzestane na tych dwoch.
Pozdrawiam
Lech