mechanicznapomarancza
03.07.06, 17:07
tak pisze, zeby sie pozalic..
we wrzesniu miala mnie odwiedzic kolezanka.
mieszka w londynie, jest jak najbardziej legalnie (teraz niby wszyscy sa
legalnie

ale ma dosc dobra prace - pracuje w przedszkolu,zna angielski,
dodatkowo jeszcze tam jakies kusy pozaczynala, wiec sie dalej ksztalci
(dyplom z polski)wszystkie papiery uporzadkowane.
my tez jak najbardziel legalnie, ja jeszcze z dzieckiem w domu, ale maz ma
stala prace (dostal z firmy potrzebne papiery, ktore musielismy wyslac kol -
potrzebwala przy ubieganiu sie o wize)
bylismy pewni ze ja dostanie.
nie dostala.
uslyszala, ze:
1. papiery ktore przyniosla swiadczace o swoim zatrudnieniu, napewno sa
falszywe, a pan odbywajacy z nia rozmowe nigdzie nie bedzie dzwonil, zeby
potwierdzic ich wiarygodnosc, bo nie musi.
2.napewno jedzie zeby wyjsc za mojego meza. (nie bylo dokumentu ze moj maz ma
juz jedna zone

nie mielismy pojecia ze taki dokument jest konieczny, a
kiedy zwrocila uwage mu na to ze w wymaganych papierkach jakie miala
dostarczyc nigdzie nie bylo wspomniane o koniecznosci dostarczenia dokumentu
stwierdzajacego stan cywilny osoby zapraszajacej, to uslyszala ze powinna sie
byla domyslec. i za skoro to nie ja ja zapraszam tylko moj maz, to pewnie
jestem nielegalnie.
zupelnie nie trafial argument, ze ja po prostu nie pracuje bo jestem w domu z
dzieckiem i nie moge w zwiazku z tym dostarczyc zadnych dokumentow z miejsca
zatrudnienia.
3.dowiedziala sie ze tez Polacy w Kanadzie to same problemy i on zna takich
Polakow..
uslyszala jeszcze pare innych niesympatycznych komentazy.
przez cala rozmowe pan mowil podniesionym glosem i byl bardzo niesympatyczny.
to taka silna baba, ktora nie placze, (ja bym tam pewnie sie uryczala, gdyby
mnie ktos tak potraktowal) ale jest jej przykro (mi tez) dlaczego ktos tak
moze nas traktowac? i ponizac?
wypisalam sie, ale nadal czuje sie okropnie