upowiec
19.03.05, 14:33
BIESZCZADY. Od kul nieznanych sprawców giną chronione prawem wilki. Dorosłe
osobniki tracą życie częściej niż w latach, gdy oficjalnie na nie polowano.
Młode wybierane są z legowisk i duszone.
Dotąd żaden kłusownik nie wpadł w sidła straży leśnej czy łowieckiej, ale
pewne jest, że w niektórych rejonach Bieszczadów wilcze watahy zostały
zdziesiątkowane. - Do niedawna w okolicach Paszowej i Stańkowej mieliśmy
sześć wilków, teraz jest trzy - twierdzi dr Roman Gula ze Stacji Badawczej
Fauny Karpat Muzeum i Instytutu Zoologii PAN w Ustrzykach Dolnych. - Te
osobniki nagle nie opuściły rodziny, raczej je wytępiono. Dowodem może być
fakt, że w tym samym czasie zmniejszyły się szkody w owczych stadach.
Sprawców nie udało się schwytać -dobrze zatarli wszelkie ślady. W zeszłym
roku w Bieszczadach i Beskidzie Niskim znaleziono trzy skłusowane wilki: dwa
w okolicach Magurskiego Parku Narodowego i jednego w Nadleśnictwie Komańcza. -
Wszystkie zginęły od kul - zapewnia dr Gula, który osobiście robił sekcję. -
Tu także sprawców nie wykryto.
Nieoficjalnie wiadomo, że zabijaniem wilków trudnią się nie tylko pospolici
kłusownicy, ale też pseudomyśliwi. Obwiniają oni wilki za nadmierną redukcję
jeleniowatych. - Wyżarły już prawie wszystko i wciąż są nienasycone - mówi
anonimowo myśliwy spod Ustrzyk Dolnych.
Zdaniem Tadeusza Zająca z Nadleśnictwa Lutowiska, etyczny myśliwy nigdy nie
strzeliłby do chronionego zwierzęcia. - To byłoby przestępstwo i hańba -
uważa. - Otrzymuję sygnały o kłusownictwie na wilki, ale z konkretnym
przypadkiem się nie spotkałem. Niemniej jednak coś jest na rzeczy, bo wilków
nie przybywa, a przecież co roku rodzą się młode.
Niedawno pod Roztokami k. Cisnej leśnicy zauważyli kulejącego wilka. Był
postrzelony, błąkał się po okolicy, w końcu przeszedł na Słowację. -
Niewykluczone, że właśnie tam został zraniony - przypuszcza Grzegorz
Łukacijewski, nadleśniczy z Cisnej. - U naszych południowych sąsiadów wilk
jest zwierzęciem łownym.
Łukacijewski nie stwierdził na swoim terenie przypadków zabijania wilków, ale
przyznaje, że co jakiś czas dochodzą do niego niepokojące informacje. - Na
razie poruszamy się tylko w sferze domniemań - mówi.
Według Radosława Szymczuka z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot,
bieszczadzkie wilki giną w tajemniczych okolicznościach odkąd zostały objęte
ochroną w 1998 r. - Nie wiemy, kto je zabija, ale mamy nadzieję, że prędzej
czy później komuś uda się udowodnić winę - mówi. -Nasi ludzie regularnie
penetrują teren, więc kłusownicy muszą mieć się na baczności.
O zagrożeniu dla wilczej populacji w słyszała też dr Sabina Nowak, szefowa
Stowarzyszenia dla Natury "Wilk”: - Na różnego rodzaju konferencjach już
wprost mówi się o strzelaniu do wilków, ale ludzi, którzy to robią trudno
złapać. Powód? Lasy w Bieszczadach są rozległe, teren mało zaludniony, więc
często brakuje świadków wydarzeń.
W woj. podkarpackim żyje ok. 250 wilków. Zgodnie z przepisami kodeksu
karnego, za zabicie chronionego zwierzęcia grozi kara grzywny, ograniczenia
wolności lub pozbawienia wolności do lat dwóch.
"Nowiny"
ANDRZEJ GÓRALSKI
18. Marca 2005 04:00