Dodaj do ulubionych

kłusowanie na wilki !

19.03.05, 14:33
BIESZCZADY. Od kul nieznanych sprawców giną chronione prawem wilki. Dorosłe
osobniki tracą życie częściej niż w latach, gdy oficjalnie na nie polowano.
Młode wybierane są z legowisk i duszone.
Dotąd żaden kłusownik nie wpadł w sidła straży leśnej czy łowieckiej, ale
pewne jest, że w niektórych rejonach Bieszczadów wilcze watahy zostały
zdziesiątkowane. - Do niedawna w okolicach Paszowej i Stańkowej mieliśmy
sześć wilków, teraz jest trzy - twierdzi dr Roman Gula ze Stacji Badawczej
Fauny Karpat Muzeum i Instytutu Zoologii PAN w Ustrzykach Dolnych. - Te
osobniki nagle nie opuściły rodziny, raczej je wytępiono. Dowodem może być
fakt, że w tym samym czasie zmniejszyły się szkody w owczych stadach.
Sprawców nie udało się schwytać -dobrze zatarli wszelkie ślady. W zeszłym
roku w Bieszczadach i Beskidzie Niskim znaleziono trzy skłusowane wilki: dwa
w okolicach Magurskiego Parku Narodowego i jednego w Nadleśnictwie Komańcza. -
Wszystkie zginęły od kul - zapewnia dr Gula, który osobiście robił sekcję. -
Tu także sprawców nie wykryto.
Nieoficjalnie wiadomo, że zabijaniem wilków trudnią się nie tylko pospolici
kłusownicy, ale też pseudomyśliwi. Obwiniają oni wilki za nadmierną redukcję
jeleniowatych. - Wyżarły już prawie wszystko i wciąż są nienasycone - mówi
anonimowo myśliwy spod Ustrzyk Dolnych.
Zdaniem Tadeusza Zająca z Nadleśnictwa Lutowiska, etyczny myśliwy nigdy nie
strzeliłby do chronionego zwierzęcia. - To byłoby przestępstwo i hańba -
uważa. - Otrzymuję sygnały o kłusownictwie na wilki, ale z konkretnym
przypadkiem się nie spotkałem. Niemniej jednak coś jest na rzeczy, bo wilków
nie przybywa, a przecież co roku rodzą się młode.
Niedawno pod Roztokami k. Cisnej leśnicy zauważyli kulejącego wilka. Był
postrzelony, błąkał się po okolicy, w końcu przeszedł na Słowację. -
Niewykluczone, że właśnie tam został zraniony - przypuszcza Grzegorz
Łukacijewski, nadleśniczy z Cisnej. - U naszych południowych sąsiadów wilk
jest zwierzęciem łownym.
Łukacijewski nie stwierdził na swoim terenie przypadków zabijania wilków, ale
przyznaje, że co jakiś czas dochodzą do niego niepokojące informacje. - Na
razie poruszamy się tylko w sferze domniemań - mówi.
Według Radosława Szymczuka z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot,
bieszczadzkie wilki giną w tajemniczych okolicznościach odkąd zostały objęte
ochroną w 1998 r. - Nie wiemy, kto je zabija, ale mamy nadzieję, że prędzej
czy później komuś uda się udowodnić winę - mówi. -Nasi ludzie regularnie
penetrują teren, więc kłusownicy muszą mieć się na baczności.
O zagrożeniu dla wilczej populacji w słyszała też dr Sabina Nowak, szefowa
Stowarzyszenia dla Natury "Wilk”: - Na różnego rodzaju konferencjach już
wprost mówi się o strzelaniu do wilków, ale ludzi, którzy to robią trudno
złapać. Powód? Lasy w Bieszczadach są rozległe, teren mało zaludniony, więc
często brakuje świadków wydarzeń.

W woj. podkarpackim żyje ok. 250 wilków. Zgodnie z przepisami kodeksu
karnego, za zabicie chronionego zwierzęcia grozi kara grzywny, ograniczenia
wolności lub pozbawienia wolności do lat dwóch.

"Nowiny"
ANDRZEJ GÓRALSKI
18. Marca 2005 04:00
Obserwuj wątek
    • darino Szkody robią niewielkie ! 19.03.05, 21:35
      Co roku u nas w prasie pojawiają się doniesienia o podchodzeniu wilków pod
      zabudowania i o atakowaniu psów, ale szkód chyba nie czynią wielkich.
      U nas niewiele osób coś hoduje, a i wypasów nie ma od wielu lat.
    • upowiec Re: kłusowanie na wilki ! 24.03.05, 07:54
      BIRCZA. W potwornych męczarniach, przez kilkanaście dni potężny basior zdychał
      w lesie. Jego okaleczone szczątki znalazł wczoraj leśniczy w okolicach
      Grąziowej leśniczy Józef Czwerenko.
      Wilk wpadł we wnyki założone przez kłusowników. Stalowa pętla zacisnęła mu się
      na gardle. Zwierzę walczyło o życie i szarpało się, aż w końcu przegryzło
      stalową linkę. Potwornie okaleczony, z przeciętą tchawicą, wilk dowlókł się w
      okolice Grąziowej, gdzie na wzgórzu w kępie sośniny dogorywał z głodu i upływu
      krwi. Zdaniem leśników agonia trwała 2-3 tygodnie.
      - To był potężny samiec. Zanim wpadł w sidła, mógł ważyć nawet 70 i więcej
      kilogramów - ocenia Józef Czwerenko, leśniczy do spraw łowieckich w
      Nadleśnictwie Bircza.
      Nieznani sprawcy w Bieszczadach i na pogórzu dziesiątkują watahy wilków.
      Podejrzenia padają też na niektórych myśliwych, którzy podobno trudnią się
      zabijaniem wilków.
      Leśnicy chcą spreparować drapieżnika i wystawić go jako eksponat w Izbie
      Przyrodniczo - Leśnej, Leśnego Kompleksu Promocyjnego "Lasy Birczańskie”.
      Wystąpili już o zgodę w tej sprawie do wojewódzkiego konserwatora przyrody.
      - Mamy ciekawy pomysł, by wyeksponować tego wilka jako przykład ludzkiego
      okrucieństwa; z resztkami stalowej pętli. Ma to służyć nie tylko celom
      poglądowym, ale też wychowawczym - podkreśla Stanisław Rębisz, zastępca
      nadleśniczego w Birczy.

      Obława na kłusownika
      Policja i straż leśna tropią kłusownika, który spowodował śmierć basiora. Kiedy
      wpadnie w ich sidła, za zabicie chronionego zwierzęcia grozi mu kara grzywny,
      ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do lat dwóch.

      Naciskają na ministra
      Ponad 2,5 tysiąca mieszkańców bieszczadzkich wiosek podpisało się pod petycją
      do ministra środowiska w sprawie konieczności redukcji wilków. Dokument jest
      już na biurku szefa resortu. Zdaniem wójtów, sołtysów, leśników i rolników,
      zmniejszenie liczebności wilczej populacji w Bieszczadach jest konieczne.
      Sygnatariusze petycji argumentują m.in., że watahy trzebią zwierzynę leśną i
      gospodarską na niespotykaną dotychczas skalę. Ponadto wypierają inne chronione
      drapieżniki, m.in. niedźwiedzie i rysie.
      kp

      "Nowiny", JANUSZ MOTYKA
      24. Marca 2005 04:00
      • darino wilk skłusowany w Grąziowej 24.03.05, 08:14
        Na pewno nie był skłusowany na miejscu, pod bokiem pana Czwerynki !
    • upowiec wściekły wilk ? 30.03.05, 06:58
      BIESZCZADY. W ubiegły czwartek pięciu robotników leśnych w Nadleśnictwie
      Stuposiany (leśnictwo Czereszenka) spotkało w drodze do lasu wilka, który
      wyraźnie chciał ich zaatakować. Zwierzę najprawdopodobniej było chore na
      wściekliznę.

      Ponieważ próby odstraszenia zwierzęcia nie powiodły się, robotnicy zostawili
      pilarki i pozostałe narzędzia na drodze leśnej i wycofali się do samochodu. Gdy
      wrócili po dwóch godzinach drapieżnika już nie było.

      - Wyglądało to groźnie, skoro 5 tęgich drwali zawróciło z drogi do pracy - mówi
      Jan Mazur, nadleśniczy Nadleśnictwa Stuposiany. - Wysłałem na miejsce zdarzenia
      strażnika leśnego. W ciągu kolejnych dwóch dni nie udało mu się wypatrzyć
      wilka, ale doradzam wszystkim, by w lesie zachowali dużą ostrożność.

      Gdy wściekły wilk zostanie zlokalizowany, możliwa jest jego eliminacja. W
      wypadku zagrożenia dla ludzi decyzję o odstrzale może podjąć powiatowy lekarz
      weterynarii.

      Okolice Stuposian to teren uznany za "zapowietrzony" (zagrożony potencjalnie
      wystąpieniem wścieklizny). Latem ubiegłego roku wystąpił tu pierwszy od
      dziesięcioleci przypadek wścieklizny u wilka - zwierzę atakowało turystów i
      leśników - zostało wówczas odstrzelone za zgodą ministra środowiska. W lutym
      br. stwierdzono przypadek wścieklizny w Pszczelinach u lisa, który podszedł do
      dzieci na przystanku autobusowym i próbował je kąsać.

      ad

      Super Nowości z dnia 30_03_2005
    • upowiec wilki znowu zaatakowały ? 12.04.05, 07:04
      BRZOZÓW. – W zimie na śniegu w bardzo wielu miejscach zauważyliśmy ślady
      wilków. Oprócz tropów, zostawiały po sobie zabitą i rozwleczoną zwierzynę. W
      jednym miejscu można było znaleźć na przykład głowę dzika a w innym – jego
      nogi – opowiadał Bolesław Kostur, prezes Koła Łowieckiego "Jeleń" w Brzozowie.

      Wilki można zobaczyć za Sanem, na terenie Nadleśnictwa Dynów, w okolicach
      takich miejscowości jak Ulucz, Siedliska, Wołocz czy Huta Poręby. Przewiduje
      się, że jest ich tam około pięciu sztuk. – Wilki atakowały pojedyncze sztuki
      jeleni, saren i dzików. Stąd też często mogliśmy zaobserwować całe stada tych
      zwierząt. Wtedy one czuły się bezpieczniejsze, a wilk bał się zaatakować –
      mówił prezes Kostur. – Trudno nam na razie powiedzieć jak duże szkody
      poczyniły. Póki, co spotykamy rozwleczone po lesie pojedyncze części tuszy.
      Jednak już możemy stwierdzić, że w tym roku ubytki w zwierzostanie będą dość
      znaczne. Dopiero po dokładnych oględzinach w terenie będziemy mogli określić
      ich rzeczywistą liczbę.

      W tym roku zima sprzyjała wilkom. – Głęboka pokrywa śniegowa powodowała, że
      uciekająca sarna zapadała się w śniegu. Poza tym drapieżniki odstraszały głodną
      zwierzynę od miejsc, w których nasze koło wykłada im jedzenie. Stąd też była
      ona łatwym celem – tłumaczył Bolesław Kostur. – Z badań wynika, że wilk może
      zjeść na raz nawet dziewięć kilogramów mięsa, czyli tyle ile waży mała sarna –
      koźle. Skoro wilk żywi się kilka razy dziennie, to ile tego pokarmu trzeba, by
      mógł on zabezpieczyć swój głód.

      Problem ten można by było rozwiązać pozwalając na zmniejszenie okresu
      ochronnego wilka nawet do kilku miesięcy rocznie. – Wtedy myśliwi mogliby
      zredukować nadmierną ilość tych drapieżników. Jeżeli nie zostaną podjęte żadne
      prawne środki, to stan liczebny zwierząt łownych może zmniejszyć się do tego
      stopnia, że nie można ich będzie pozyskiwać w sposób legalny. Może dojść nawet
      do tego, że nastąpi jej gatunkowe wytępienie – dodał prezes Kostur.

      bel

      Super Nowości z dnia 12_04_2005
    • darino program ochrony wilków czy kolejna rada ? 20.05.05, 13:28
      Wojewoda Podkarpacki rozpoczął tworzenie rady, która ma się zająć przyszłością
      wilków. Z jednej strony chodzi o wypracowanie takich zasad ochrony wilków,
      które skutecznie gwarantowałyby ich przetrwanie jako gatunku, z drugiej zaś - o
      ograniczenie skali szkód wyrządzanych przez te drapieżniki wśród zwierząt
      gospodarskich.
      Inicjatywa wyłonienia takiej rady jest efektem ,,wilczego” seminarium, które
      na początku br. odbyło się w siedzibie Stacji Badawczej Fauny Karpat, Muzeum i
      Instytutu Zoologii PAN w Ustrzykach Dolnych.
      Jego współorganizatorami były WWF Polska oraz ustrzycka SBFK MiIZ PAN. Wzięli w
      nim udział przedstawiciele regionalnej administracji Lasów Państwowych, władz
      wojewódzkich odpowiedzialnych za ochronę przyrody, Bieszczadzkiego i
      Magurskiego Parku Narodowego, Związku Hodowców Owiec i Kóz oraz naukowcy,
      zajmujący się badaniem populacji wilka na Podkarpaciu.

      Obecny zasięg i liczebność wilki na Podkarpaciu osiągnęły pod koniec lat 80.
      ub. w.
      Od 1998 r. są one tutaj gatunkiem objętym ochroną ścisłą. Ścisła ochrona wilka
      w województwie podkarpackim została wprowadzona, mimo że nie był on tu
      gatunkiem zagrożonym.
      Po objęciu wilka ochroną ścisłą nie zrobiono za dużo, by ten zapis zrealizować.
      Nie wdrożono planu ochrony, a także nie określono metod egzekucji przyjętych
      uregulowań prawnych. Ochrona gatunkowa wilka nie doprowadziła też do
      zmniejszenia polaryzacji stanowisk społeczeństwa i do wygaszenia konfliktu
      wokół kontrowersyjnie postrzeganego gatunku.

      "Gazeta Bieszczadzka" nr 10, 20-05-2005
      • darino nie ma zgody na odstrzał !!! 20.05.05, 13:31
        Co dalej z petycją?

        Czas jakiś temu Związek Bieszczadzkich Gmin Pogranicza wystosował do
        Ministerstwa Środowiska w Warszawie petycję w sprawie zmiany statusu wilka w
        Bieszczadach. Mówiąc po ludzku, chodziło o wyrażenie przez MŚ zgody na odstrzał
        jakiejś ilości tych drapieżników.

        Z rozmowy, jaką 28 kwietnia 2005 r. przeprowadziłem z merytorycznym
        pracownikiem Departamentu Ochrony Przyrody MŚ, jasno wynika, że zgody na zmianę
        statusu wilka nie będzie. Stosowną odpowiedź na swą petycję ZBGP za jakiś czas
        otrzyma.
        Równocześnie ministerstwo zaproponuje związkowi wdrożenie w życie dyrektyw,
        będących efektem sporządzonego przez Instytut Ochrony Przyrody w
        Krakowie „Opracowania wytycznych do ograniczenia szkód powodowanych przez
        chronione gatunki zwierząt: wilka, niedźwiedzia i bobra”.
        Obszar tematyczny „wilk” został opracowany przez prof. Jędrzejewskiego z
        Krakowa, który bieszczadzkie wilki zliczył własną, uznaną powszechnie metodą.

        Po wstąpieniu Polski do UE wiele decyzji w ochronie środowiska od Warszawy
        przejęła Bruksela. Obecnie zmiana statusu któregokolwiek gatunku dużych
        drapieżników musi być zaaprobowana przez stosowne ciało w Komisji Europejskiej.
        • upowiec wilki czynią coraz więcej szkód 15.06.05, 01:41
          miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,2766397.html
          "We wtorek w urzędzie wojewódzkim odbyło się spotkanie poświęcone regionalnej
          strategii ochrony zarządzania populacją wilka. Wzięli w nim udział
          przedstawiciele Ministerstwa Ochrony Środowiska, leśnicy, myśliwi, rolnicy i
          naukowcy zajmujący się badaniami nad wilkiem. Głównym celem tej strategii jest
          ochrona wilka na Podkarpaciu, ale równocześnie zmniejszenie szkód wyrządzanych
          przez te drapieżniki. O tym, że jest to coraz większy problem, świadczą kwoty
          odszkodowań wypłacanych hodowcom. Od 1999 do 2005 roku rolnicy otrzymali ponad
          370 tys. zł. Wilki zagryzły ponad tysiąc owiec, 36 sztuk bydła, 39 kóz, 10
          źrebiąt i 30 psów. - Dzięki badaniom, które prowadzimy od kilku lat, wiemy
          coraz więcej o tych drapieżnikach. Jedna wataha wilcza, czyli 4-5 osobników,
          żyje na obszarze około 300 km kw. Jak udało nam się zbadać, co drugi dzień
          zjada sarnę, jelenia - powiedział prof. Henryk Okarma z PAN w Krakowie.
          Naukowiec przyznał, że wilków w Bieszczadach jest coraz więcej i niestety
          rośnie liczba ataków na zwierzęta gospodarskie.

          Dr Roman Gula ze stacji PAN w Ustrzykach Dolnych powiedział, że mimo wielu
          badań nie ma dowodów na to, że są wilki, które wyspecjalizowały się w
          polowaniach na owce i kozy. Wywołało to ostry sprzeciw hodowców owiec. - To
          może trzeba wprowadzić nową definicję wilka. Bo to może nie jest już wilk, ten,
          który czatuje pod owczarniami, i jest już tak znany hodowcom, że nadali mu
          imię? - spytał Stanisław Kutyma prezes Związku Hodowców Owiec. Rolnicy uważają,
          że należy eliminować wilki zabijające owce. Dr Gula przyznał, że w rejonach,
          gdzie jest hodowla zwierząt gospodarskich, trzeba brać pod uwagę kontrolę
          populacji drapieżników.

          Zespół, który zajmuje się problemami ochrony wilków, ma w szybkim czasie
          ustalić wielkość populacji wilków. Nie jest wykluczone, że będzie ona
          zmniejszana."
          • darino Re: wilki czynią coraz więcej szkód 28.06.05, 04:25
            "BIESZCZADY. Hodowcy owiec i kóz z Bieszczadów są za odstrzałem wilków. Ich
            zdaniem to jedyny sposób, aby wreszcie przestały one zagryzać zwierzęta
            hodowlane. Sprzeciwiają się temu naukowcy i Ministerstwo Środowiska.

            Nadal nie wiadomo, w jaki sposób powstrzymać wilki, które zagryzają już nie
            tylko zwierzęta łowne, sarny czy jelenie. Niektóre z nich wyspecjalizowały się
            w zabijaniu owiec i kóz, które są wypasane nieopodal gospodarstw. Żadne
            zabezpieczenia, ogradzanie siatką czy inne sposoby ochrony nie pomagają. Wilki
            stały się perfidne i bez obawy podchodzą do obejść gospodarzy.

            Podczas spotkania w Urzędzie Wojewódzkim poinformowano, że suma odszkodowań
            wypłacanych hodowcom zagryzionych zwierząt hodowlanych rośnie z roku na rok. W
            2003 roku była to kwota 106 tys. zł, a w roku ubiegłym ponad 115,5 tys. zł. W
            latach 1999-2005 z budżetu wojewody podkarpackiego hodowcy otrzymali
            odszkodowania na łączną sumę ponad 372 tys. zł. W tym okresie wilki zagryzły
            ponad 1000 owiec, 36 sztuk bydła, 39 kóz, 10 źrebiąt i 30 psów.

            - Opracowujemy regionalną strategię ochrony i zarządzania populacją wilka w
            województwie podkarpackim - mówi prof. Henryk Okarma z Polskiej Akademii Nauk w
            Krakowie. - Do końca roku musimy znaleźć sposób, aby zwierzęta przestały
            zagryzać owce i kozy. Na ten cel do 2008 roku przeznaczymy 100 tysięcy złotych.
            Próbujemy znaleźć kompromis z hodowcami, którzy domagają się odstrzału.
            Niestety, nie jest to łatwe, bo zarówno urzędnicy z Ministerstwa Środowiska,
            jak i naukowcy oraz leśnicy są temu przeciwni. Wilki od 1998 roku są bowiem pod
            ochroną.

            Przedstawiciel PAN-u dodał, że nie ma efektywnych sposobów zabezpieczenia
            przed wilkami. Według różnych danych, w Bieszczadach wilków jest od 200 do 400.
            Jednak większość z nich poluje na sarny, jelenie czy zające. Tylko nieliczne
            wyspecjalizowały się w zabijaniu owiec. Szkody wyrządzone przez wilki
            odnotowano w 6 województwach. Jednak największe zagrożenie jest na Podkarpaciu."
            www.pressmedia.com.pl/sn/wydarzenia/d2.asp?u_file=G%2ETXT
            • darino czy pies jest zwierzęciem gospodarskim ? 01.07.05, 01:10
              "Czy pies to zwierzę gospodarskie? Rolnik odpowie: tak. Tak jak krowa czy owca.
              Ale Ministerstwo Ochrony Środowiska uważa inaczej i nie płaci odszkodowań, gdy
              wilk zagryzie psa.

              - Nie będę płacił podatku- odgraża się pan Bolek, robotnik leśny ze Stuposian.
              Zimą wilki przyszły pod dom i po Burku, który pilnował obejścia, została tylko
              obroża i odgryziona psia głowa.W Żubraczem wilki podchodziły pod drzwi domów.
              Ludmiła Majewska miała dwa psy, wieczorem mniejszego wypuściła na chwilę z
              domu. Wilki dopadły go tuż przy drzwiach. W ubiegłym roku w Bieszczadach
              drapieżniki zabiły kilkadziesiąt psów. Dokładnej liczby nikt nie zna. - Za psa
              nie można otrzymać odszkodowania, więc rolnicy już nawet nie zgłaszają takich
              przypadków - mówi Janusz Kurnik, wojewódzki konserwator ochrony przyrody w
              Rzeszowie, który w imieniu Skarbu Państwa wypłaca odszkodowania za szkody
              spowodowane przez żubry, wilki, rysie, niedźwiedzie i bobry.

              Dlaczego za psa nie przysługuje odszkodowanie? Bo pies nie jest zwierzęciem
              gospodarskim. - Jeszcze do maja ub. roku, jak komuś wilki zjadły psa, to
              odszkodowanie dostał. Bo płaciliśmy ogólnie za szkody, teraz możemy wypłacić
              odszkodowanie tylko za szkody wyrządzone w pogłowiu zwierząt gospodarskich -
              dodaje Kurnik. Według ministerstwa są nimi tylko konie, bydło, świnie, owce,
              kozy, drób, zwierzęta futerkowe i pszczoły. - Choć logika by wskazywała, że
              pies na wsi jednak jest zwierzęciem gospodarskim. Sygnalizowaliśmy Ministerstwu
              potrzebę zmiany rozporządzenia, ale efektów nie widać - przyznaje wojewódzki
              konserwator przyrody.

              Od 1999 do 2005 roku rolnicy z Podkarpacia otrzymali ponad 370 tys. zł. Wilki
              zagryzły ponad tysiąc owiec, 36 sztuk bydła, 39 kóz, 10 źrebiąt i 30 psów."
              miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,2796963.html
            • darino szkody wyrządzane przez zwierzęta chronione ... 05.11.05, 03:12
              "O ponad 60% w stosunku do ub. r. wzrosły odszkodowania wypłacane za szkody
              wyrządzone przez zwierzęta prawnie chronione. Z budżetu Wojewody Podkarpackiego
              w 2005 r. do końca września br. wypłacono już 227 tys. zł.
              Od początku br. odnotowano 65 zgłoszeń odnośnie do szkód wyrządzonych przez
              bobry na łączną kwotę prawie 80 tys. zł. Są to głównie zniszczone bądź
              podtopione grunty i uprawy rolne oraz leśne, zniszczone drzewa, drzewka i
              groble. Szkody wyrządzone przez niedźwiedzie wyniosły niespełna 18 tys. zł.
              Najwięcej - prawie 146 tys. - trzeba było zapłacić za szkody wilcze. Najmniej
              szkód spośród zwierząt chronionych wyrządziły żubry. Odszkodowania za
              spowodowane przez nie szkody wyniosły 164,50 zł.
              Protokoły ze szkód spływają nadal. Część odszkodowań nie została jeszcze
              wypłacona ze względu na wyczerpanie się środków w budżecie wojewody. W związku
              z zaistniałą sytuacją Wojewoda Podkarpacki zwrócił się do Ministra Finansów o
              zwiększenie środków na wypłatę odszkodowań. Pierwszy wniosek w tej sprawie,
              opiewający na kwotę 15 tys. zł., trafił już do ministerstwa. W miarę napływania
              kolejnych wniosków od poszkodowanych rolników i hodowców wojewoda będzie
              występował o przyznanie dodatkowych pieniędzy."
              "Gazeta Bieszczadzka" nr 22
        • darino kolejny wniosek o odstrzał 01.12.05, 09:04
          "Mieszkańcy okolic Zagórza chcą odstrzału wilków. Za pośrednictwem Urzędu Gminy
          złożyli już w tej sprawie wniosek do Ministerstwa Środowiska. W ostatnim
          tygodniu w okolicznych wsiach wilki zagryzły cztery psy, a jednego raniły. Po
          raz pierwszy drapieżniki osaczyły też człowieka.

          W tej sprawie jeszcze nie ma jednak decyzji ministerstwa. Wiadomo natomiast, że
          wojewoda podkarpacki zgodził się na odstrzał czterech wilków z okolic Rabego,
          które zagryzały owce w okolicznych stadach. W ostatnich pięciu latach liczba
          wilczych ataków w naszym województwie wzrosła prawie trzykrotnie – z 68 w 2000
          roku do 183 w 2005. Tylko w tym roku hodowcom w ramach odszkodowań wypłacono
          ponad 170 tys. zł."
          www.pressmedia.com.pl/sn/wydarzenia/d2.asp?u_file=NN%2ETXT
        • darino jest zgoda na odstrzał 4 wilków 20.12.05, 21:34
          miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,3076840.html
          • darino zabito 2 wilki 12.01.06, 01:08
            "Myśliwi zabili dwa z czterech wilków, które pozwolił odstrzelić minister
            środowiska. Jeden z drapieżników został zabity niedaleko hodowli owiec.

            - Stało się w pobliżu gospodarstwa Antoniego Dydaka w Rabem. Drugi wilk został
            zabity koło Ustrzyk Dolnych - informuje Joanna Budzaj, rzecznik wojewody
            podkarpackiego.

            Odstrzału wilków domagali się gospodarze z Rabego. Tam w ostatnim czasie wilki
            robiły pogrom w biały dzień, zagryzały owce i uwiązane na łańcuchach psy. Dały
            się we znaki również hodowcom z gmin Czarna, Lutowiska i Ustrzyki Dolne.
            Minister środowiska zgodził się odstrzał czterech drapieżników, ale obwarował
            to kilkoma ograniczeniami. - Wilki mogą być odstrzelone tylko poza zwartymi
            kompleksami leśnymi, ich eliminacji mogą dokonać wyznaczeni imiennie myśliwi,
            którzy każdorazowo przed wejściem w teren muszą się zwrócić do jego zarządcy,
            by określił warunki przebywania myśliwego - przypomina Edward Marszałek z
            Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych. O każdym zastrzelonym wilku informowany
            jest wojewódzki konserwator przyrody oraz lekarz weterynarii lub pracownik
            naukowy PAN w Ustrzykach Dolnych.

            Na Podkarpaciu, głównie w Bieszczadach i Beskidzie Niskim, żyje ok. 400 wilków.
            W ubiegłym roku drapieżniki zabiły 373 owce, 21 krów i cieląt, 29 kóz i 2
            konie. Za wyrządzone szkody wojewoda wypłacił rolnikom 187 tys. zł."
            miasta.gazeta.pl/rzeszow/1,34962,3107117.html
    • upowiec Re: kłusowanie na wilki ! 12.06.05, 09:30
      dziennik.pap.com.pl/index.html?dzial=ROZM&poddzial=POL&id_depeszy=16669853
      [PAP, 2005-06-01,12:42]
      Leśniczy uratował wilczycę

      "Jeden z leśników Nadleśnictwa Bircza na Podkarpaciu uratował życie dwuletniej
      wilczycy, która wpadła we wnyki założone przez kłusowników - poinformował w
      środę PAP nadleśniczy Zbigniew Kopczak.
      Były to wnyki przygotowane na jelenie. Wilczyca szła tropem tych zwierząt i
      wpadła w śmiertelną pułapkę. Miała jednak dużo szczęścia, gdyż dość szybko
      odnalazł ją leśniczy. "Tylko dzięki temu przeżyła, gdyż była ranna, i gdyby
      dłużej została we wnykach, nie miałaby szans na uwolnienie się" - powiedział
      Kopczak.

      Mimo że wadera była zraniona, zachowała tyle siły, że nie pozwoliła ludziom do
      siebie podejść. Musiano ją uśpić, a dopiero potem wypuścić na wolność.
      Wcześniej założono jej obrożę telemetryczną, która służy do śledzenia wędrówki
      zwierzęcia."
      • czesio48 Re: kłusowanie na wilki ! 28.06.05, 17:20
        To musi być bardzo głupi leśniczy
    • darino strona "Ratuj wilki" 14.08.05, 16:02
      www.wolfpunk.most.org.pl/ulve/
      • darino ciekawy felieton Adama Wajraka o wilkach 24.11.05, 08:17
        "W tym roku mija pewna ważna rocznica. Przypomniałem sobie o niej, gdy niedawno
        razem z przyjaciółmi wybrałem się do lasu na spacer z oswojonymi wilkami z
        Parku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie. Dziesięć lat temu w Parku Narodowym
        Yellowstone wypuszczono pierwsze z 31 wilków, które schwytano wcześniej w
        Kanadzie. Nie było to jednak zwykłe przemieszczenie tych drapieżników, ale
        największy eksperyment dotyczący ochrony przyrody, jaki miał miejsce na
        świecie. Powrót wybitych w latach 30. XX w. wilków poprzedziły bardzo
        szczegółowe badania, które miały przekonać zarówno opinię publiczną, jak i
        amerykański Kongres, że zwierzęta te powinny wrócić do Yellowstone. Ale co
        ważniejsze, naukowcom nadarzyła się niebywała okazja, by się przyjrzeć, jaki
        jest wpływ tego dużego drapieżnika na ekosystem, w którym od dziesiątków lat
        był on nieobecny.

        Otóż, jak zapewne wszyscy się spodziewali, najpierw doszło do znacznego
        przerzedzenia populacji jeleni wapiti. Ich liczebność spadła niemal o połowę,
        choć niektórzy naukowcy twierdzą, że taki spadek to zasługa nie tylko wilków,
        ale też srogich zim i polujących przy granicach parku myśliwych. Co ważniejsze,
        jelenie, które nie znały tych drapieżników i przez lata pasły się spokojnie
        niczym krowy, musiały zmienić swoje zwyczaje. Stały się bardziej czujne i
        częściej się przemieszczają, a to ma wpływ na roślinność parku. O tym jednak za
        chwilę. Dostało się - i to bardzo - kojotom, które wilki zaczęły zabijać niemal
        tuż po ich wypuszczeniu. Ta awersja do mniejszych konkurentów zaowocowała
        przerzedzeniem populacji kojotów o połowę. Zyskały za to lisy, amerykańskie
        kuny, rosomaki oraz kruki, czyli zwierzęta niegardzące padliną. Padlina zajęła
        też ważniejszą pozycję w diecie niedźwiedzi, które, gdy trzeba, potrafią
        odgonić wilki od stołu. Dzięki wilkom padlina stała się łatwiej dostępna, bo od
        czasu, gdy wróciły do parku, nie pojawia się tylko i wyłącznie w wielkich
        ilościach pod koniec zimy, gdy roślinożercy padają z głodu. Wilki dostarczają
        padlinę stale i mniej więcej w tej samej ilości w postaci resztek po ucztach.
        Zresztą nie wszystkie roślinożerne zwierzęta, jak twierdzą amerykańscy
        naukowcy, straciły na powrocie wilków do Yellowstone. Bizony znakomicie
        potrafią się bronić przed atakami tych drapieżników, a to, że wilki
        przetrzebiły jelenie, sprawiło, że te olbrzymy mają znacznie więcej pokarmu.
        Antylopom z rodziny widłorogów również się nieco poprawiło, ataki ze strony
        kojotów były główną przyczyną śmierci młodych. Najciekawsze jednak jest to, że
        dzięki nim do wielu miejsc w parku wróciły bobry. Co bóbr ma wspólnego z
        wilkiem? Zupełnie nie mogłem tego zrozumieć. Na zdrowy rozum niemal nic, choć
        wilki od czasu do czasu potrafią bobra upolować. Dopiero gdy zobaczyłem zdjęcia
        rzek z czasów, gdy wilków w parku nie było, zrozumiałem. Zrobiono je dwa lata
        temu. Dopóki wilków brakowało, jelenie ogołacały brzegi rzek z roślinności, a w
        szczególności z wierzb. Wierzba, czyli podstawowy pokarm bobrów, wróciła nad
        rzeki w Yellowstone dopiero wtedy, gdy pojawiły się wilki. Wpływ wilków na ich
        otoczenie na pewno bardzo zależy od miejsca i nie wszędzie jest taki sam.
        Jednak lekcja, jaka płynie z Yellowstone, jest taka, że ten drapieżnik jest
        niezwykle ważnym elementem ekosystemu. Jego wpływ nie ogranicza się wyłącznie
        do tego, że nie pozwala się nadmiernie rozmnożyć np. jeleniom."
        serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,3025451.html
        • nina40 Re: ciekawy felieton Adama Wajraka o wilkach 24.11.05, 08:54
          Rzeczywiście, ciekawe informacje. Nawet nie pomyslałam jak ważna i zauważalna
          jest rola wilków w ekosystemie. Przede wszystkim "dokarmiają" inne zwierzęta.
        • darino II felieton Adama Wajraka o wilkach 13.12.05, 13:10
          "W ostatnim felietonie pisałem o powrocie wilków do Parku
          Narodowego "Yellowstone" i korzyściach z tego płynących. Myślałem, że do wilków
          już długo nie będę wracał. Okazało się, że nic z tego.

          Otóż jakiś czas temu pojawiła się w lokalnej prasie podkarpackiej, a później w
          krajowej informacja, że wilki zaatakowały w Bieszczadach nastolatka. Jak
          twierdzili miejscowi przedstawiciele władz leśnych i łowieckich, chłopiec miał
          wracać wieczorem do domu, gdy otoczyły go cztery wilki. Spłoszyły je światła
          samochodu, który tamtędy przypadkowo przejeżdżał. Między wierszami można
          przeczytać, że tylko to uratowało mu życie. Po jakimś czasie pojawiła się
          notka, że nie chodzi o jeden przypadek, ale "odnotowano kilka prób ataków
          wilków na ludzi". Czytając te doniesienia, można było odnieść wrażenie, że
          południowy wschód Polski nawiedziła plaga wilków ludojadów. Brakuje w tym tylko
          jednego dość ważnego szczegółu, a mianowicie ofiar. Nawet nie chodzi mi o to,
          że ktoś został zagryziony i zjedzony przez wilczą watahę. Pomimo prób nie udało
          mi się znaleźć kogokolwiek, kogo by bieszczadzkie wilki choć zadrapały. Zresztą
          naukowcy zajmujący się wilkami w tym rejonie twierdzą, że takiego wypadku
          raczej nie znajdę. Na czym więc polegają wilcze ataki?

          Otóż okazuje się, że nastolatek szedł nocą do domu i czegoś się przestraszył.
          Zatrzymał więc jadącego samochodem kuzyna i po jakimś czasie zobaczyli w
          światłach samochodu wilki. Inna historia to chory na wściekliznę wilk, który
          zbliżał się do ludzi i został zastrzelony. Wygląda więc na to, że ataki to
          raczej przypadkowe spotkania z wilkami i nic poza tym, bo nawet sprawa z chorym
          na wściekliznę wilkiem nie skończyła się choćby małym zranieniem jakiegoś
          człowieka. Na pierwszy rzut oka wygląda to wszystko na jakieś nieporozumienie i
          pomyłkę. Przecież jeżeli przyjmiemy, że atakiem jest spotkanie jakiegoś
          zwierzęcia, to nasze lasy, w których poza wilkami żyją jelenie, łosie, dziki, a
          czasami żubry, powinny należeć do niezwykle niebezpiecznych. Dlaczego nikt o
          tym nie pisze i nie alarmuje, gdy ktoś zobaczy niedźwiedzia, który w
          przeciwieństwie do wilków naprawdę czasami może wytarmosić i poranić człowieka,
          jeżeli ten wejdzie mu w drogę? Skąd nagle te wilki takie groźne? Odpowiedź
          wydaje się bardzo prosta. Otóż wilk to gatunek od blisko ośmiu lat chroniony na
          terenie całego kraju. I choć jest chroniony, to wielu myśliwych chciałoby do
          niego postrzelać. A jak tu strzelać do chronionego zwierzęcia bez powodu?
          Najpierw trzeba to jakoś społeczeństwu wytłumaczyć, a wielu ludzi nie da już
          sobie wcisnąć bajki o tym, że "wilki to szkodniki zagryzające jelenie dla
          przyjemności mordu". Trzeba znaleźć coś mocniejszego. A co może być lepsze niż
          ataki na ludzi. Niech się wszyscy boją bestii. Metoda prosta i bardzo
          skuteczna, no i wypróbowana, bo żywcem wzięta z bajki o Czerwonym Kapturku."
          serwisy.gazeta.pl/nauka/1,52582,3063617.html
          • czesio48 Re: II felieton Adama Wajraka o wilkach 13.12.05, 17:21
            Pojedz w Biesczady, porozmawiaj z hodowcami owiec.
            • darino wilki zasmakowały w psach ? 26.02.06, 15:06
              "- Trzy dni przed zagryzieniem Reksia patrzyłam z wnuczkiem przez okno -
              opowiada Teresa Dwornicka z Jałowego. - Po drugiej stronie drogi na pagórku
              siedziało wilczysko. Chyba sobie pooglądał teren i potem przyszedł po naszego
              psa.

              W czasie tegorocznej zimy wilki rozsmakowały się w psach. Wiadomości o
              zagryzieniu psów przez wilki docierają z różnych części Bieszczadów. Jeszcze
              nigdy do tej pory od wilczych kłów nie zginęło tyle psów. Dołączyły do nich
              psy - ponad 10 - z Jałowego i - będącego od kilku lat częścią Ustrzyk Dolnych -
              Jasienia. Większość została zagryziona w styczniu.

              Nie wiadomo, co im się stało
              - Najpierw wilki zabrały mi suczkę Niunię. Miała mieć małe. Rozdarły ją i
              zjadły. Łono zostało. Były w nim trzy małe. Małe później zostały wybrane z
              łożyska przez kruki - opowiada Kazimierz Ślączka. - W jakiś czas po Niuni wilki
              zjadły mi Bolka. To był piękny pies, krasy. Że on się dał złapać, to się
              dziwię, bo tak szybko biegał.
              Po Bolku na polu sąsiada K. Ślączki zostało jedynie trochę kłaków i ogon. Ogon
              Bolek miał kudłaty, pewnie dlatego wilkom nie posmakował. - Skurczysyny - mówi
              o wilkach pan Kazimierz - aż pod sam dom mi podchodziły. Teraz jak
              ofladrowałem, to już nie przyłażą. Dwa psy straciła w takich samych
              okolicznościach, mieszkająca kilkadziesiąt metrów od Ślączki, Danuta
              Sadkowska: - W styczniu wilki zżarły nam Lolka. Wcześniej porwały Rudego. Psy
              biegały koło domu. Sąsiad słyszał w nocy, że wilki grasowały, wstawał i
              wychodził na podwórko. Następnego dnia znalazł tylko sierść po Lolku. Wcześniej
              nigdy wilki pod nasz dom nie podchodziły. A w tym roku nie wiadomo, co im się
              stało...

              Już się nie pobawi
              Wiktor Domaradzki z Jałowego wygrzebuje spod śniegu błyszczący łańcuszek: - Do
              tego łańcucha była przywiązana Diana. Wilki urwały łańcuch i ją zabrały. Diana
              była siedmiomiesięcznym dalmatyńczykiem. Synowa Bronisława i Krystyny
              Domaradzkich kupiła ją u hodowców pod Krosnem. Była ozdobą gospodarstwa i
              ulubienicą dzieci. Bardzo lubiła się z nimi bawić.
              - Słyszałam, jak zapiszczała w nocy z 21 na 22 stycznia. Pewnie wtedy ją
              złapał. Ona była młoda. Na noc ją się przywiązywało, żeby gdzieś na wieś nie
              poszła - opowiada pani Krystyna. - Urwis, nasz drugi pies, tak się wystraszył,
              że wygryzł dziurę w drzwiach do kotłowni i tam się schował.
              - Rano ojciec mówi, że nie ma Diany - kontynuuje Wiktor Domaradzki. - Koło budy
              były plamy krwi. Łańcuszek urwany. Były ślady wilków. Poszliśmy po tych
              śladach. Za potokiem na śniegu krew. Dalej jeszcze co 20-30 m widać było krew.
              Co to dla niego taki dalmatyńczyk. On go za jednym razem kłapnął.

              Włosy mi się zjeżyły
              W następną noc - z 22 na 23 stycznia - wilki zawitały u Józefy i Michała
              Pączków. Ich gospodarstwo leży w samym środku Jałowego, kilkadziesiąt metrów od
              skrzyżowania drogi Ustrzyki D.-Czarna z drogą do Bandrowa. Od domostwa
              Domaradzkich dzieli ich ze 300 m. - Nawet nie było nic słychać. Rano nie było
              przy budzie ani psa, ani łańcucha. Myśleliśmy, że się urwał - relacjonuje pani
              Józefa. - Poszłam koło stajni. Wtedy zobaczyłam ślady wilka. Włosy mi się na
              głowie zjeżyły. Już wcześniej jeden pies nam zginął bez śladu. Teraz drugi.
              Przy budzie było widać, że była szarpanina."
              "Gazeta Bieszczadzka" nr 4
    • darino "krwawy sport" 30.12.05, 09:22
      wiadomosci.onet.pl/1220621,11,item.html
    • darino list od ULV 31.12.05, 14:02
      "Witaj !

      Niestety znow potrzebna jest kampania w obronie wilkow, tym razem protest
      dotyczy Polski. Poniżej informacja oraz adresy, na ktore można wysyłać
      protesty.

      Pozdrawiamy,

      kampanierzy ULV
      ULV - Ratuj Wilki!
      www.wolfpunk.most.org.pl/ulve/
      * * * *

      Bieszczady: minister wydaje zgodę na odstrzał
      31.XII.2005.

      8 grudnia 2005 roku Minister Środowiska, Jan Szyszko, na wniosek hodowców
      z miejscowości Rabe, wydał zgodę na odstrzał czterech wilków. Decyzja
      uprawomocniła się 22 grudnia 2005 i obowiązuje do dnia 28 lutego włącznie.
      Zgoda została wydana na wniosek... hodowców. Zgoda dotyczy obszaru gmin
      Czarna, Lutowiska oraz Ustrzyki Dolne (obwody łowieckie 55 i 57). Zgoda
      została co prawda obwarowana kilkoma ograniczeniami, jednak nadal
      pozostaje zgodą na odstrzał. Zezwolenie wydano, mimo iż w Polsce wilki są
      pod całkowitą ochroną.

      Warto dodać, iż niedługo przed wydaniem zgody - pod koniec listopada -
      media podkarpackie donosiły o rzekomym ataku wilczej watahy na nastolatka.
      Jak się później okazało informacja była fałszywa. Cytując za Gazetą
      Wyborczą z 12 grudnia 2005 "okazuje się, że nastolatek szedł nocą do domu
      i czegoś się przestraszył. Zatrzymał więc jadącego samochodem kuzyna i po
      jakimś czasie zobaczyli w światłach samochodu wilki" (pełen tekst artykułu
      można znaleźć w archiwum Gazety Wyborczej online:
      serwisy.gazeta.pl/nauka/1,52582,3063617.html ). Jak więc widać
      przed odstrzałami sztucznie tworzono "antywilcze" nastroje.

      Pomóż bieszczadzkim wilkom

      Prosimy o pilne wysyłanie protestów przeciw odstrzałom (choćby
      kilkuzdaniowych, choć dłuższe są oczywiście wskazane) na niżej podane
      adresy Sekretariat.Ministra@mos.gov.pl , Jan.Szyszko@sejm.pl

      Prośbom o zgodę na odstrzał często towarzyszą informacje o atakach wilków
      na zwierzęta gospodarskie. Zapytajcie więc w swoich protestach czy
      ministerstwo zamiast zgadzać się na odstrzał nie powinno zainteresować się
      edukowaniem hodowców jak chronić stada hodowlane. Zapytajcie też czy
      decyzję opiniowała Państwowa Rada Ochrony Przyrody (kilka lat temu
      negatywna opinia Rady przyczyniła się do powstrzymania odstrzałów).

      Niezależnie od maili warto napisać też protest w formie "papierowej" na
      adres:

      Jan Szyszko
      Ministerstwo Środowiska
      ul. Wawelska 52/54
      00-922 Warszawa

      Zasady porządkowe:
      1. Podpisujemy się pod listami - politycy nie uznają anonimów.
      2. Piszemy kulturalnie - chcemy być brani na poważnie!


      ULV - Ratuj wilki!
      www.wolfpunk.most.org.pl/ulve/
    • tyrawa "Smierc wilkom" - samorzady groza blokadami 27.03.06, 08:04
      www.gcnowiny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20060327/REGION00/60326008/-1/CALYREGION

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka