31.01.09, 19:30
Może to głupie pytanie, ale czy gdzieś w Piasecznie można kupić wyroby sojowe,
najchętniej parówki. Tak lubiłam je za czasów studenckich, jakoś mi się
zachciało... Mogą też być kotlety. A może są w Auchan,tylko nie wiem, gdzie
szukać? Z góry dzięki.

Kasia
Obserwuj wątek
    • zemfiroczka Re: sojowe... 31.01.09, 23:20
      kadewu1 napisała:
      > A może są w Auchan,tylko nie wiem, gdzie
      > szukać? Z góry dzięki.

      Na dziale ze zdrową żywnością - to gdzieś blisko makaronów i kasz.

      W Almie też są (na przeciwko pieluch i rzeczy dla dzieciaków), w kauflandzie tudzież (półki vis a vis makaronów)
    • tomjani Re: sojowe... 02.02.09, 11:23
      kadewu1 napisała:

      > Może to głupie pytanie, ale czy gdzieś w Piasecznie można kupić
      > wyroby sojowe, najchętniej parówki. Tak lubiłam je za czasów
      > studenckich, jakoś mi się zachciało... Mogą też być kotlety. A
      > może są w Auchan,tylko nie wiem, gdzie szukać? Z góry dzięki.

      Wprawdzie nie w Piasecznie ale niewiele dalej bo w
      ursynowskim "Realu" przy Płaskowickiej pojawiły się po dłuższej
      przerwie "psie chrupki" ;-) sojowe, przydatne do gotowania gulaszu z
      makaronem. Byłem zaniepokojony ich przedłużającym się brakiem w
      warszawskich sklepach: czym żywiłbym się latem, podczas mazurskiego
      rejsu? Nawet gdybym miał wrócić do mięsnej diety, to które
      inne "mięso" nie psułoby się przez długie tygodnie, gdy nie ma
      lodówki do dyspozycji?
        • kadewu1 Re: sojowe... 02.02.09, 12:51
          NA bazarku bywam, ale do soi szczęścia nie mam. W ogóle te bazarkowe zdrowe
          sklepiki są troszkę nieprzewidywalne. Raz kupuję jajka eko bez problemu, raz nie
          ma nic, raz jest chlebek pycha, raz nie. Dzięki za namiary, w Auchan jestem co
          sobotę, to kupię te sojowe.
          K
      • marcin.brzezinski Re: sojowe... 03.02.09, 17:41
        tomjani napisał:

        > (...) Byłem zaniepokojony ich przedłużającym się brakiem w
        > warszawskich sklepach: czym żywiłbym się latem, podczas
        mazurskiego
        > rejsu? Nawet gdybym miał wrócić do mięsnej diety, to które
        > inne "mięso" nie psułoby się przez długie tygodnie, gdy nie ma
        > lodówki do dyspozycji?

        Odpowiedź prosta jak drut - Mazury na łódce to nie Ocean Spokojny na
        kajaku, więc sklep spożywczy jest w każdej wsi. A przez długie
        tygodnie nie psują się konserwy których na łódkę możesz zabrać nawet
        tonę ;-)

        • tomjani Re: sojowe... 04.02.09, 13:39
          marcin.brzezinski napisał:

          > Odpowiedź prosta jak drut - Mazury na łódce to nie Ocean Spokojny
          > na kajaku, więc sklep spożywczy jest w każdej wsi. A przez długie
          > tygodnie nie psują się konserwy których na łódkę możesz zabrać
          > nawet tonę ;-)

          Tiaaaa, tyle że ja wiem jak to wygląda w praktyce - na przykładzie
          tych co w odróznieniu ode mnie lubią pływać w wielkiej qpie.
          Wioskowe sklepy na Mazurach cieniutko przędą - bo przyjezdni
          przywożą całe zapasy żarcia z warszawskich, poznańskich czy
          krakowskich hipermarketów - busem tranzitem. A to co przywożą, dla
          mnie byłoby niejadalne kompletnie, nawet gdybym ponownie się zmięsił
          (bez względu na to że ryby jadam). Są to obowiązkowo: mielonka
          śniadaniowa ale nie jedzona z chlebem do czego była przewidziana
          lecz gotowana wraz z makaronem w charakterze gulaszu (w odóznieniu
          od bezwonnych sojowych "psich chrupków" zaczyna przeraźliwie
          śmierdzieć podczas gotowania, więc obowiązkowym dodatkiem staje się
          cebula która podczas rejsu gnije wskutek czego śmierdzi już cały
          jacht, choć oczywiście inaczej), słoiki pulpetów w sosie pomidorowym
          (ujednolicone danie na czas całego rejsu - jak pulpety to już nic
          innego) z konserw rybnych zaś - w żadnym wypadku jakieś tam
          fanaberie typu filety śledziowe czy z makreli tylko Paprykarz
          Szczeciński lub Sałatka Rybna Neptun. Do tego chleb przechowywany
          wraz ze wspomnianą wcześniej zgniłą cebulą przez dlugie tygodnie (to
          na rejsach morskich znamiennych tym że jedzie się busem tranzitem
          przez pół Europy aby potem szlajać się między portami odległymi o
          kilkanaście, z górą kilkadziesiąt km - za gramanicą w ogóle nie
          znają chleba a jedynie tosty), sztuczny miód (oszczędzać trzeba na
          każdym kroku, bo kazy obowiązkowo musi starczyć... wiadomo na co.
          Gorzałę oraz PIWO, PIWO, PIWOOO....

          A teraz zupełnie na poważnie (bo to co powyżej opisałem - to moje
          osobiste spostrzeżenia z wielu dawno minionych rejsów, do których
          wracać bym już nie chciał): naprawdę ciepły posiłek to coś więcej
          niż tylko kanapki z najlepszymi nawet konserwami. A cóż łatwiej,
          szybciej i praktyczniej (brudzi się tylko jeden gar w kórym gotuje
          się wszystko razem, nie trzeba nic przysmażać i podduszać) można
          przyrządzić niż taki gulasz sojewy z makaronem, olejem i przyprawami
          wszelakimi? Oczywiście, parę grzybków też można dorzucić jak się uda
          je znaleźć. Gdyby "psie chrupki" zostały wycofane, pozostałyby mi
          tylko racuchy (czasem smażę je i na jachcie ale zmywania więcej), a
          może... pierogi sojowe (i one smakują jak pierogi z mięsem). Na swój
          pierwszy rejs przygotowałem pasteryzowany farsz i zrobiłem z niego
          użytek na Mazurach. Ale lepienie pieogów okazało się w tych
          warunkach strasznym hardcorem - odtąd jadam je tylko w domu...
            • tomjani Re: sojowe... 04.02.09, 14:01
              teqilaa napisała:

              > teraz konserwy niemodne, chińskie żarcie rzadzi.

              Fakt, na dworcu PKP we Wrocławiu tylko najwytrwalsi odnajdą
              bar "Plus" gdzie można spożyć filet z mintaja. Gdzie się poza tym
              nie obejrzeć - tam tylko okienko, a w nim KNYSZA i PITA :-(
                • tomjani Re: sojowe... 04.02.09, 14:38
                  Warszaffka mało mnie interesuje - można wytrzymać bez jedzenia te
                  dodatkowe pół godziny zanim dojedzie się do domu. Natomiast gdy
                  odwiedzam Poznań - a często to się zdarza, parowozy w Wolsztynie to
                  ewenement na skalę światową (wszak nawet w Piasecznie ciuchcia służy
                  tylko do zabawy a nie dla codziennego dowozu ludzi do roboty) - to
                  obowiązkowo muszę odwiedzić dworcową cukiernię gdzie można nabyć
                  pyszne świeżutkie drożdżówki z kruszonką. Trzy takie buły za niecałe
                  5PLN - i już jest pożywne śniadanie przynajmniej na czas
                  przedpołudniowej jazdy "Piratem" z parowozem "Piękna Helena" do
                  Kołobrzegu, co ma miejsce w okolicach 1 czerwca. Niestety, w
                  ubiegłoroczny majowy weekend, akurat w sobotę gdy tłumy MKoli z
                  całej Polski (nie licząc Niemców którzy przyjechali własnymi
                  pociągami) waliły przez Poznań do Wolsztyna na coroczną Paradę
                  Parowozów - akurat wzięli i zrobili sobie wolne! Akurat wtedy gdy na
                  tylu klientów mogli liczyć. Komuś zależy na tym aby to zamknąć i
                  wzorem Wrocławia urządzić jeszcze jedną knyszarnię i piciarnię,
                  która zasmrodzi cały dworzec cebulą, kiełbachą i żółtym serem?
              • zemfiroczka Re: sojowe... 04.02.09, 16:38
                tomjani napisał:
                > dworcu PKP we Wrocławiu tylko najwytrwalsi odnajdą
                > bar "Plus"

                No to mi zagwozdkę dałeś, przez cztery lata przynajmniej raz w tygodniu przechodziłam przez pkp we Wrocku, ale baru nie kojarzę... To ten z ogródkiem na zewnątrz od strony Piłsudskiego?
                • tomjani Re: sojowe... 04.02.09, 17:20
                  zemfiroczka napisała:

                  > To ten z ogródkiem na zewnątrz od strony Piłsudskiego?

                  Nienienienie. Jak się wyjdzie z głównego tunelu pod peronami do
                  hallu dworcowego, trzeba skręcić w prawo (tj. w kierunku Opola ;-) )
                  Wejść na taką lekko podwyższoną "galeryjkę", minąć cośtamcośtam i
                  trafić do "Plusa".
                  Niestety ma on jedną poważną wadę: przesiadują tam nie tylko czynni
                  konsumenci ale i tacy którym się po prostu nudzi, więc chcieliby
                  choćby popatrzeć w telewizor. I jarają szlugi, bo im wolno.
                  Gdzie poszła się kichać ustawa antynikotynowa? :-(((
                  • zemfiroczka Re: sojowe... 04.02.09, 17:36
                    tomjani napisał:

                    > zemfiroczka napisała:
                    >
                    > > To ten z ogródkiem na zewnątrz od strony Piłsudskiego?
                    >
                    > Nienienienie. Jak się wyjdzie z głównego tunelu pod peronami do
                    > hallu dworcowego, trzeba skręcić w prawo (tj. w kierunku Opola ;-) )
                    > Wejść na taką lekko podwyższoną "galeryjkę", minąć cośtamcośtam i
                    > trafić do "Plusa".
                    > Niestety ma on jedną poważną wadę: przesiadują tam nie tylko czynni
                    > konsumenci ale i tacy którym się po prostu nudzi, więc chcieliby
                    > choćby popatrzeć w telewizor. I jarają szlugi, bo im wolno.
                    > Gdzie poszła się kichać ustawa antynikotynowa? :-(((
                    >

                    Aaaaa, wiem już! Po schodkach niedaleko wucetów ;)
          • marcin.brzezinski Re: sojowe... 05.02.09, 09:55
            ech...
            Każdy ma swoje doświadczenia.
            Nie zgodzę się z tobą że mielonka w konserwie nie nadaje się do
            gotowanie. Jest wręcz przeciwnie - na kanapce stanowi groźną broń
            chemiczną ;-)
            Znacznie więcej zabawy jest z przyrządzaniem wymyślnych dań
            wegetariańskich tak aby smakowały porównywalnie z prostymi daniami
            mięsnymi. W normalnych warunkach bojowych dieta roślinna smakuje po
            pewnym czasie jak glina, a na sam widok proteiny sojowej towarzystwo
            dostaje mdłości - proteina w czystej postaci ma bowiem sama z siebie
            smak gumki myszki i trzeba nie lada kucharza aby uczynił z takiego
            farfocla cokolwiek zjadliwego.

            W bardzo dawnych czasach gdy chadzałem więcej w góry, na jednym z
            dwutygodniowych przejść przewodnickich mieliśmy instruktorkę która
            narzuciła grupie dietę sojową. W połączeniu z dosyć survivalowym
            charakterem imprezy dało to mieszankę bardzo wybuchową - od tego
            czasu wiekszość z nas nie może patrzeć na wszelkie wyroby
            mięsopodobne a samo słowo "soja" nadal podnosi adrenalinę.
            Dla mnie jadanie tego typu paszy zawsze będzie pokutą za liczne moje
            występki ;-).
            • tomjani Re: sojowe... 05.02.09, 10:42
              marcin.brzezinski napisał:

              > Nie zgodzę się z tobą że mielonka w konserwie nie nadaje się do
              > gotowanie. Jest wręcz przeciwnie - na kanapce stanowi groźną broń
              > chemiczną ;-)

              Jeśli już - to raczej biologiczną. Botulina czyli jad kiełbasiany
              faktycznie trafił do arsenałów w czasach zimnej wojny.

              > Znacznie więcej zabawy jest z przyrządzaniem wymyślnych dań
              > wegetariańskich tak aby smakowały porównywalnie z prostymi daniami
              > mięsnymi. W normalnych warunkach bojowych dieta roślinna smakuje
              > po pewnym czasie jak glina, a na sam widok proteiny sojowej
              > towarzystwo dostaje mdłości - proteina w czystej postaci ma bowiem
              > sama z siebie smak gumki myszki i trzeba nie lada kucharza aby
              > uczynił z takiego farfocla cokolwiek zjadliwego.

              Ech, czego to ludzie nie wymyślą aby jak najszersze grono
              niezornientowanych wprowadzić w błędne mniemanie że prosto odstawić
              mięsnej chabaniny NIEDASIE. Już spotkałem się z opinią że owa kostka
              sojowa ma smak szarego mydła - może by tak ujednolicić zeznania aby
              wypaść bardziej wiarygodnie? A prawda jest taka że proteina sojowa
              (jak również gotowane ziarno sojowe) sama z siebie nie ma żadnego
              zauważalnego smaku, i smakuje tym czym ją przyprawimy. Zwykle
              zadowalam się zielem angielskim, pieprzem naturalnym i ziołowym,
              parę grzybków choćby suszonych też można dorzucić. Zwolennikom
              bardziej pikantnych potraw można rzecz jasna doradzić wszelkie
              czosnki, cebule czy inne papryki. Ale to przecież nic nowego: tak
              samo praktycznie pozbawione smaku jest przysłowiowe "wołowe z
              kością" a zwłaszcza kurczak z rosołu, a przecież takiego właśnie
              mięsa często używa się do pierogów. Zatem i z sojowego ziarna
              nietrudno jest zrobić "pierogi z mięsem" (ech, najwyższa pora, dawno
              się na to nie zdobyłem, wpadnę chyba dziś choćby na
              bazarek "Szembeka").

              > W bardzo dawnych czasach gdy chadzałem więcej w góry, na jednym z
              > dwutygodniowych przejść przewodnickich mieliśmy instruktorkę która
              > narzuciła grupie dietę sojową. W połączeniu z dosyć survivalowym
              > charakterem imprezy dało to mieszankę bardzo wybuchową

              To nie lepiej bylo zorganizować sobie wyjazd samemu, a nie w takim
              stadzie aby potem ponarzekać sobie na instruktorkę? Wciąż pamiętam
              wspomniany wyżej sztuczny miód na "rejsie" niesławnej pamięci
              Warszawskiego Yacht Clubu - ale dziś pływam samemu i tamtym
              pseudożeglarskim bydłem po prostu gardzę.

              - od tego czasu wiekszość z nas nie może patrzeć na wszelkie wyroby
              > mięsopodobne a samo słowo "soja" nadal podnosi adrenalinę.
              > Dla mnie jadanie tego typu paszy zawsze będzie pokutą za liczne
              > moje występki ;-).

              Wolałbyś nie wiedzieć ile soi się pakuje do mięsnopodobnych "wędlin"
              I żeby tylko soi! To już zdecydowanie mniej obrztydzenia powinny
              budzić wędliny sojowe - tam mielonych skór czy jelit bym się nie
              spodziewał.
              • teqilaa Re: sojowe... 05.02.09, 12:07
                eee wcale nie tak trudno zrobic cos dobrego z soji, ja notorycznie
                robie pasztet i smakuje wybornie. Czesto miele z odrobina oliwy
                dodaje do mięsa mielonego i robie pulpety. Tyz bardzo dobre. Ale nic
                nie zastąpi pieczonego soczystego kurczoka czy tez chrupiacego
                tłustego schaboszczaka! :D
                • tomjani Re: sojowe... 05.02.09, 13:23
                  teqilaa napisała:

                  > eee wcale nie tak trudno zrobic cos dobrego z soji, ja notorycznie
                  > robie pasztet i smakuje wybornie. Czesto miele z odrobina oliwy
                  > dodaje do mięsa mielonego i robie pulpety.

                  Znaczy wzorujesz się na producentach "mięsnych" wędlin zastępując
                  część surowca tańszą soją? ;-P

                  > Ale nic nie zastąpi pieczonego soczystego kurczoka czy tez
                  > chrupiacego tłustego schaboszczaka! :D

                  Eeee tam. W okolicach świąt można było kupić w "Waszym" Oszołomie
                  turbota. To ryba przypominająca trochę flądrę która jako żywo
                  smakuje tak jak kurczak (mam nadzieję że to naturalny jej smak a nie
                  wynikający z tego że tego że ona też była tuczona padłym drobiem z
                  fermy jak to ma miejsce z hodowlanymi pstrągami i łososiami :-( ) Co
                  do schaboszczaka: a taki gatunek grzyba jak boczniak ostrygowaty
                  znasz? Przy takiej pogodzie jaką mamy obecnie jest szansa znaleźć go
                  nie tylko na warztywnym bazarze czy też w hipermarkecie, ale i w
                  lesie, na starych usychających lub obalonych pniach drzew. On też
                  może być i chrupiący, i soczysty, i tłusty (wskutek smażenia), i
                  nawet "chrząstka" w postaci trzonka się znajdzie. Za to nie ma obawy
                  że przeżuwając go poczujemy w pewnej chwili przenikliwą woń
                  świńskiego gnoju jak to się zdarza w przypadku mięsnego
                  schaboszczaka. W ciepłej zaś porze roku można
                  usmażyć "schaboszczaka" z ogólnie znanej w tym zastosowaniu czubajki
                  kani, wytrawni zaś znawcy grzybów mogą sobie pozwolić na znacznie od
                  niej pospolitszego... muchomora czerwieniejącego :-)
                  • teqilaa Re: sojowe... 05.02.09, 14:38
                    tomjani napisał:
                    Znaczy wzorujesz się na producentach "mięsnych" wędlin zastępując
                    > część surowca tańszą soją?

                    nie wzoruje sie, ale czasem tak robie. Mieso wole naturalne a nie
                    jakies substytuty. A soje traktuje jak kazdy inny dodatek typu
                    fasola, groch...


                    Kotlety z grzybów, znam doskonale. To smak mojego dzieciństwa.
                    Kanie, boczniaki..sama zbierałam i smazyłam. Najlepsze żarcie na
                    świecie. Ale w dalszym ciągu twierdze że tak jak kurczak nie zastapi
                    turbota, tak kania nie zastąpi świnki w panierce! ja tam jestem
                    drapiezca i od czasu do czasu mięso poszarpac muszę! ;)
                    • stentonik Re: sojowe... 05.02.09, 15:08
                      tomjani napisał:
                      Za to nie ma obawy
                      że przeżuwając go poczujemy w pewnej chwili przenikliwą woń
                      świńskiego gnoju jak to się zdarza w przypadku mięsnego
                      schaboszczaka.

                      Noo to Ci się udało hehehe:)))

                      Jeśli soja ma być sporadyczną, od czasu do czasu serwowaną kulinarną odskocznią
                      to czemu nie! Ostatnio żona zrobiła mi królika w jakimś sosie i pod pozorem
                      kurczaka po burgundzku zjadłem z dokładką, więc i na schabowy z sojowej
                      struktury bym się zgodził gdyby mnie nie uświadomiono z czego to a danie byłoby
                      smaczne. Natomiast jeśli taka dieta staje się motywem przewodnim żywienia to ja
                      wzorem konserwytywnych babciów uważam, że robić sobie krzywdę można inaczej.

                      Zdrowy chłop a i baba nie blada mięcho muszą jeść!
                    • zemfiroczka Re: sojowe... 05.02.09, 16:22
                      teqilaa napisała:
                      > Kotlety z grzybów, znam doskonale. To smak mojego dzieciństwa.
                      > Kanie

                      Ożesz! Ale bym zjadła! Już nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam toto na widelcu...
                      • tomjani Re: sojowe... 06.02.09, 11:50
                        zemfiroczka napisała:

                        > > Kotlety z grzybów, znam doskonale. To smak mojego dzieciństwa.
                        > > Kanie
                        >
                        > Ożesz! Ale bym zjadła! Już nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam
                        > toto na widelcu.

                        Spróbuj muchomora, on jest o wiele pospolitszy, zwłaszcza na
                        początku lata. Ale tylko tego czerwieniejącego (Amanita rubescens).
                        Wcześniej jednak naucz się go odróżniać od innych, trujących
                        muchomorów, zwłaszcza plamistego i czerwonego, tego ogólnie znanego
                        pod który krasnoludki się chowają (z tym najgroźniejszym,
                        sromotnikowym mylone są na ogół prawdziwe kanie). Parę lat temu byl
                        wysyp dobrych muchomorów w Lasach Chojnowskich. Najadłem się wtedy
                        kotletów za wszystkie czasy. Następnie pochwaliłem się na forum
                        portalu www.grzyby.pl/ i... okazało się że nie ma się czym
                        chwalić - tam wszyscy znają i jedzą te grzyby ;-DDDD
                        • zemfiroczka Re: sojowe... 06.02.09, 16:16
                          tomjani napisał:
                          > Spróbuj muchomora, on jest o wiele pospolitszy, zwłaszcza na
                          > początku lata. Ale tylko tego czerwieniejącego (Amanita rubescens).
                          > Wcześniej jednak naucz się go odróżniać od innych, trujących
                          > muchomorów

                          No właśnie!... ;)
                  • marcin.brzezinski Re: sojowe... 05.02.09, 15:28
                    tomjani napisał:

                    > (...) Za to nie ma obawy
                    > że przeżuwając go poczujemy w pewnej chwili przenikliwą woń
                    > świńskiego gnoju jak to się zdarza w przypadku mięsnego
                    > schaboszczaka.(...)

                    No to ja nie wiem chłopie gdzie ty mięso kupowałeś - polecam zmienić sklep albo naprawić lodówkę....
                    Kotlecik schabowy zawsze pachnie cudownie, a zechciej zauważyć że prędzej gnojem pachnieć będą różne warzywa uprawiane ekologicznie bo na tym ponoć najlepiej rosną ;-)

                    Ja osobiście jestem tolerancyjny tzn. nie mam nic na przeciwko gdy ktoś koło mnie wcina tylko same rośliny.
                    Natomiast bardzo słabo samemu czuję się na takiej diecie. Chodziłem do różnych wegetariańskich restouracji aby się przekonać (a nie pracuję w Polsce więc wierzcie że były to miejsca naprawdę zaawansowane w tego typu kuchni) i za każdym razem miałem wrażenie że albo dostałem coś bez smaku co w dodatku kosztowało majątek, albo zjadłem coś po czym układ pokarmowy dostawał fircum-dyrdum. Mój organizm najlepiej funkcjonuje gdy regularnie dostaje troche mięska...
                    • tomjani Re: sojowe... 06.02.09, 12:17
                      marcin.brzezinski napisał:

                      > > (...) Za to nie ma obawy
                      > > że przeżuwając go poczujemy w pewnej chwili przenikliwą woń
                      > > świńskiego gnoju jak to się zdarza w przypadku mięsnego
                      > > schaboszczaka.(...)
                      >
                      > No to ja nie wiem chłopie gdzie ty mięso kupowałeś - polecam
                      > zmienić sklep albo naprawić lodówkę....

                      Nie mam pojęcia co to było, bo nie całe mięso tak capiało. Może było
                      z knura, i w tej sytuacji należało powiedzieć że świński gnój capi
                      knurem a nie mięso capi świńskim gnojem? W każdym razie to było
                      bardzo dawno, teraz tego experymentu już nie powtórzę

                      > Ja osobiście jestem tolerancyjny tzn. nie mam nic na przeciwko gdy
                      > ktoś koło mnie wcina tylko same rośliny.

                      właśnie widać jaki jesteś tolerancyjny - zupełnie jak szermierzy
                      tolerancji z wiadomych środowisk, tzw elit intelektualnych. Wmawiasz
                      innym niestworzone historie o jakiejś agresji... a pamiętasz czasy
                      stanu wojennego gdy tworzyly się tzw. społeczne komitety kolejkowe?
                      Ileż to determinacji trzeba bylo mieś w sobie aby w trzaskający mróz
                      warować w środku nocy pod "Supersamem" w oczekiwaniu że nad ranem
                      jakieś ścierwo rzucą? Wiedziała waadza ludowa jakimi środkami moża
                      upodlić przytłaczającą część narodu... :-(

                      > Chodziłem do różnych wegetariańskich restouracji aby się przekonać
                      > (a nie pracuję w Polsce więc wierzcie że były to miejsca naprawdę
                      > zaawansowane w tego typu kuchni) i za każdym razem miałem wrażenie
                      > że albo dostałem coś bez smaku co w dodatku kosztowało majątek,
                      > albo zjadłem coś po czym układ pokarmowy dostawał fircum-dyrdum.

                      To po jakiego nomen omen grzyba korzystałeś z restauracji gdzie
                      tylko czekali na podobnych klientówe którzy dadzą się wygolić po
                      kieszeni w oczekiwaniu na to że w zamian otrzymają coś wyjątkowego,
                      zamiast przyrządzać sobie posiłki samemu? I teraz jojczysz wlaściwie
                      nie wiadomo na co, zupełnie jak tacy ciemni starsi lokatorzy
                      czynszowej kamienicy którzy protestują przeciw otwarciu pizzerni na
                      parterze, motywujac to tym że okien nie idzie otworzyć bo do
                      mieszkań wdziera się wszechogarniający smród... oregano! Powiedziała
                      jedna druga pani drugiej pani i teraz każda to bezmyślnie powtarza.
                      Oregano - to delikatna ziołowa przyprawa, zbliżona do majeranku.
                      Jeśli coś z pizzerni śmierdzi (a z reguły faktycznie śmierdzi że
                      lepiej jest się zamknąć choćby w kiblu) - to śmierdzi stary tłuszcz,
                      przypalony żółty ser, smażony czosnek i cebula. Jak się przechodzi
                      obok McDonnalda to też śmierdzi stare, konserwowane niewiadomo czym
                      mięso, ale to nie znaczy że każde mięso śmierdzi tak samo. Jakbyś
                      trafił akurat na tzw kuchnię makrobiotyczną to też byś (słusznie)
                      narzekał na to że nawet ciasto smakuje tam jak tektura (bo oni dla
                      odmiany uważają cukier za najgorszą truciznę) ale to nie znaczyłoby
                      że wszystko co jest bez mięsa musi być bez smaku!

                      > Mój organizm najlepiej funkcjonuje gdy regularnie dostaje troche
                      > mięska...

                      To może spróbuj się ograniczyć na początek do ryb, i przekonasz się
                      czy będą jakiekolwiek róznice? Wspomniani wyżej makrobiotycy to już
                      sekciarze: wszelkie tzw diedy odbiałczające (egzystują np tacy
                      vitarianie którzy karmią swoich wyznawców jedynie listkami warzyw i
                      wodą z plastikowych butelek a wykluczają nawet rośliny strączkowe
                      takie jak przedmiotowa soja) mają na celu ubezwłasnowolnienie tych
                      co dają się na to nabrać.
                • zemfiroczka Re: sojowe... 05.02.09, 16:27
                  teqilaa napisała:
                  > eee wcale nie tak trudno zrobic cos dobrego z soji, ja notorycznie
                  > robie pasztet i smakuje wybornie.

                  Eee, ja tam cieciorkę wolę albo soczewicę, czerwoną najlepiej, o!
                      • len_y Re: sojowe... 05.02.09, 20:02
                        chyba jutro podskoczę na targowicę aby ciut ziaren kupić bo smaku robicie
                        dziewuchy tyle że hej! I tej cieciorki z grzybkiem i czosnkiem muszę spróbować
                        bo brzmi nieźle.
                        Tylko poprosił bym o jakiś instruktarz jak się do tego zabrać, nie musi być dla
                        początkujących bo fach ten mam w jednym palcu:)
                        • teqilaa Re: sojowe... 06.02.09, 11:16
                          jesli pieczarki i czosnek to soczewica. Cieciorka najlepsza bez
                          niczego :)
                          Żadna tam filozofia, gotujesz soczewice zieloną. Na patelni
                          podsmazasz pieczarki z wycisniętym czosnkiem, dodajesz zioła, ja
                          czasem dodaje cebulke i świeżą paprykę. Można dorzucic pomidorów
                          albo smietany. Na koniec dodajesz ugotowana soczewice i dusisz razem
                          wszystko na patelni przez chwilę. Żarło doskonałe i na ciepło i na
                          zimno! :) każdy moze sobie dopasowac wedle uznania, ale dla mnie
                          pieczarki i czosnek to podstawa! :)
                          • zemfiroczka Re: sojowe... 06.02.09, 16:21
                            teqilaa napisała:
                            > jesli pieczarki i czosnek to soczewica. Cieciorka najlepsza bez
                            > niczego :)
                            > Żadna tam filozofia, gotujesz soczewice zieloną. Na patelni
                            > podsmazasz pieczarki z wycisniętym czosnkiem, dodajesz zioła, ja
                            > czasem dodaje cebulke i świeżą paprykę. Można dorzucic pomidorów
                            > albo smietany. Na koniec dodajesz ugotowana soczewice i dusisz razem
                            > wszystko na patelni przez chwilę. Żarło doskonałe i na ciepło i na
                            > zimno! :) każdy moze sobie dopasowac wedle uznania, ale dla mnie
                            > pieczarki i czosnek to podstawa! :)

                            Ja bym do tego jeszcze sosik pomidorowy zrobiła z pomidorów z puszki, koniecznie ze świeżą bazylią. Oliwki też by się nadały - do tego sosu w sensie ;)
                          • len_y Re: sojowe... 06.02.09, 16:41
                            teqilaa napisała:

                            > jesli pieczarki i czosnek to soczewica. Cieciorka najlepsza bez
                            > niczego :)
                            > Żadna tam filozofia, gotujesz soczewice zieloną. Na patelni
                            > podsmazasz pieczarki z wycisniętym czosnkiem, dodajesz zioła, ja
                            > czasem dodaje cebulke i świeżą paprykę. Można dorzucic pomidorów
                            > albo smietany. Na koniec dodajesz ugotowana soczewice i dusisz razem
                            > wszystko na patelni przez chwilę. Żarło doskonałe i na ciepło i na
                            > zimno! :) każdy moze sobie dopasowac wedle uznania, ale dla mnie
                            > pieczarki i czosnek to podstawa! :)

                            Dzięki za przepis. Trzeba będzie wypróbować.
                            Soczewicę na targu dostanę czy gdzie indziej trzeba się udać?
                          • tomjani Re: sojowe... 08.02.09, 16:14
                            teqilaa napisała:

                            > Cieciorka najlepsza bez niczego :)

                            Właśnie klupiłem, bo w ursynowskim Realu gdzie poszukiwałem ziarna sojowego na
                            pierogi półki aż uginały się od sojowych kotletów i "psich chrupków" ale ziarna
                            nie było, była za to cieciorka. Miałem zamiar ugotować ją na pierogi, ale skoro
                            jest aż taka smaczna (piszą że orzechowa) to zrazu ją po prostu ugotuję a
                            pierogi zrobię tylko w wypadku gdy uznam że sama cieciorka jest "nieciekawa".
                            Przedtem jednak czeka mnie przez najbliższe dni "schabowopodobna" boczniakowa
                            dieta. Te grzyby trzeba szybko wykorzystać, zanim nie spleśnieją.
                            • zemfiroczka Re: sojowe... 08.02.09, 16:32
                              tomjani napisał:
                              > Przedtem jednak czeka mnie przez najbliższe dni "schabowopodobna" boczniakowa
                              > dieta. Te grzyby trzeba szybko wykorzystać, zanim nie spleśnieją.

                              A propos - zupę zrób! :)
                              • tomjani Re: sojowe... 09.02.09, 09:26
                                zemfiroczka napisała:

                                > > Przedtem jednak czeka mnie przez najbliższe
                                > > dni "schabowopodobna" boczniakowa dieta. Te grzyby trzeba szybko
                                > > wykorzystać, zanim nie spleśnieją.
                                >
                                > A propos - zupę zrób! :)

                                Z boczniaków jak mam rozumieć? Może to i dobry pomysł, bo po dwóch
                                kolejnych obiadach z kotletami zostało mi ich już cokolwiek za mało
                                na trzeci, więc pewnie zrobię tak jak radzisz i tę resztkę
                                boczniaków po prostu ugotuję. Tylko co to za zupa grzybowa
                                pozbawiona właściwego sobie koloru? Na szczęście mam ogromny zapas
                                zebranych w ub. roku suszonych lejkowców dętych - a już parę takich
                                niepozornych grzybków potrafi zabarwić każdą potrawę na niemal
                                czarny kolor. A wygotowana z nich "smoła" ma przyjemny, słodkawy
                                smak... ;-)
                                • zemfiroczka Re: sojowe... 09.02.09, 15:45
                                  tomjani napisał:
                                  > zemfiroczka napisała:
                                  > > A propos - zupę zrób! :)
                                  >
                                  > Z boczniaków jak mam rozumieć? Może to i dobry pomysł, bo po dwóch
                                  > kolejnych obiadach z kotletami zostało mi ich już cokolwiek za mało
                                  > na trzeci, więc pewnie zrobię tak jak radzisz i tę resztkę
                                  > boczniaków po prostu ugotuję. Tylko co to za zupa grzybowa
                                  > pozbawiona właściwego sobie koloru?

                                  A nienie, można ją podrasować - dodajesz koncentrat pomidorowy i po krzyku.
                                  O zobacz sobie tutaj---> kosawtalerzu.blogspot.com/2008/10/kropka-na-kocu-zdania.html

                                  Podduszasz na oliwie cebulę i pokrojone boczniaki, mieszasz z koncentratem, zalewasz bulionem i zapominasz na 20 minut zostawiając na ogniu. A potem już kosmetyka - pieprz, parmezan, zielona pietruszka i ostra sproszkowana papryka :)
                                • richo Re: sojowe... 09.02.09, 20:20
                                  tomjani napisał:

                                  > A wygotowana z nich "smoła" ma przyjemny, słodkawy
                                  > smak... ;-)

                                  No nie udało mi się znaleźć w tym roku. Dałbyś spróbować... ;)
                            • tomjani Re: sojowe... 03.03.09, 17:20
                              tomjani napisał:

                              > teqilaa napisała:
                              >
                              > > Cieciorka najlepsza bez niczego :)
                              > Miałem zamiar ugotować ją na pierogi, ale skoro jest aż taka
                              > smaczna (piszą że orzechowa) to zrazu ją po prostu ugotuję a
                              > pierogi zrobię tylko w wypadku gdy uznam że sama cieciorka
                              > jest "nieciekawa".

                              I już poznałem cieciorkę w obydwu postaciach. Jedzona solo
                              faktycznie jest niezła, choć aż taka rewelacja to nie jest - jak
                              wszystkie rosliny strączkowe, takie jak choćby dużo bardziej znana
                              fasola. W każdym razie można się tym najeść - dobrze że mogę włączyć
                              do jadłospisu kolejne danie.
                              Następnym razem zjadłem cieciorkę w pierogach. Tu odniosłem wrażenie
                              że jest od soi wyraźnie smaczniejsza. Coś za coś: soja była za to
                              tańsza.
                              • zemfiroczka Re: sojowe... 03.03.09, 17:57
                                tomjani napisał:
                                > Następnym razem zjadłem cieciorkę w pierogach. Tu odniosłem wrażenie
                                > że jest od soi wyraźnie smaczniejsza. Coś za coś: soja była za to
                                > tańsza.

                                Ożesz! w pierogach i ja bym zjadła, choć od jakiegoś czasu obiecuję sobie z czerowną soczewicą.

                                Aaaa - cieciorka ugotowana jest nieporównywalnie lepsza od zapuszkowanej - też masz takie wrażenie?

                                pozdro
                                zemfi
                                • drzejms-buond Re: sojowe... 04.03.09, 11:00
                                  ja wrzucam cieciorę puszkową na chwilę do gara- podgotowuję żeby zmiękła
                                  -można z niej ulepić kotleta...wszystko!...nawet SZACHY
                                  ;]
                                  w pierogach nie próbowałem- za dużo roboty ale kotleta zrobic umiem
                                • tomjani Re: sojowe... 04.03.09, 12:50
                                  zemfiroczka napisała:

                                  > Ożesz! w pierogach i ja bym zjadła, choć od jakiegoś czasu
                                  > obiecuję sobie z czerowną soczewicą.

                                  I ona w pierogach nawet barwą przypomina mięso? ;) Soczewicy jeszcze
                                  nie próbowałem - kupię pewnie przy najbliszej okazji, bez względu na
                                  to czy będzie wreszcie soja, czy też nie.
                                  >
                                  > Aaaa - cieciorka ugotowana jest nieporównywalnie lepsza od
                                  > zapuszkowanej - też masz takie wrażenie

                                  Nie mam pojęcia, bo nie kupuję niczego zapuszkowanego, co można
                                  kupić świeże. Ttym bardziej że zapuszkowane jest na ogół droższe.
                                  • zemfiroczka Re: sojowe... 04.03.09, 13:04
                                    tomjani napisał:
                                    > zemfiroczka napisała:
                                    >
                                    > > Ożesz! w pierogach i ja bym zjadła, choć od jakiegoś czasu
                                    > > obiecuję sobie z czerowną soczewicą.
                                    >
                                    > I ona w pierogach nawet barwą przypomina mięso? ;)

                                    Dla mnie nie musi go przypominać ;)



                                    > Nie mam pojęcia, bo nie kupuję niczego zapuszkowanego, co można
                                    > kupić świeże.

                                    No właśnie ja też gotuję, ale ostatnio czas mnie naglił i połasiłam się na zapuszkowaną - to nie było dobre posunięcie ;)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka