Dodaj do ulubionych

Opowiadanie Świąteczne

20.12.06, 09:35
Moje palce zastrajkowały, ani pióra ani w klawisze....nic...
w dowod , że pamiętam o Was wklejam tekst napisany kiedys tam...
Kwadrans przed 8 rano, koniec śniadania
W ostatniej chwili przed wyjściem do szkoły Mały woła z przerażeniem " Mamo, daj mi jakiś kłębek
wełny , bo robimy na pracach ręcznych prezenty na Boże Narodzenie dla rodziców." Coż ? A cóż,
takiego.? pytam podając zieloną włóczke . "Dla Taty skarpetki , ale to tajemnica, a co dla ciebie
dowiesz się za 6 tygodni." Coś, takiego? żeby męczyć chłopców robótką na drutach skarpetek dla
ojców? Mamusiu!.To, b. pożyteczny i nie drogi prezent. Oczywiście synku. - i wypycham Małego do
szkoly.
Zauważam , że skrzynka na listy kipi. Kiedy ją otwieram cały plik reklam wysypuje się na schody. Są
w trzech językach, jak każda informacja na wszystkich produktach sprzedawanych w Szwajcarii.
Bardziej kolorowe, odswiętnejsze niż zwykle, choinkowe. Kartki, karteluszki, zeszyty, katalogi
różnego rodzaju sklepow, a wszędzie najwspanialsze pomysły na prezenty pod choinke. Taka kupke
makulatury będe wybierala ze skrzynki co drugi dzien. A nastepnie pakowala, wiazała (dopłacając, by
ja ode mnie wzięto). i wynosila te kupe zbędnej makulatury. O, nie.! Zaraz niech dzieci napiszą i
nakleją kartke na skrzynce: "Reklamy stop! Chronmy las, płuca naszej planety." Nikt już więcej nie
odważy sie dokładać mi śmieci. Roznosiciele reklam mają swoje rejony i pozwolenie policji, a każde
życzenie klijenta musi być respektowane.
Kiedy wojuje w kuchni z obiadem ktoś silnie dzwoni do drzwi. To młodzież szkolna, zbierają
zamówienia na znaczki pocztowe z motywem adwentowym, oczywiście jest dopłata na cel
charytatywny Pro Juventute.
Okres przedświąteczny to także wzmożona dzialalność charytatywna.
Zamawiam 20 zanczków, w końcu i tak trzeba będzie wysłać życzenia rodzinie. A kartki świateczne?-
pytam- "Prosze Pani, z kartkami to przyjdzie inna klasa, bo oni namalowali kartki, a w drodze
konkursu 10 najlepszych wydrukowano w 1000 egz. Mają je sprzedawać w najbliższym tygodniu, a
pieniądze przesłać na szpital dziecięcy w Rumunii."
Zagadałam się z młodzieża, co wyczuwa sie na kilometr, gdyz listonosz wita mnie : "O, coś się
przypalilo, dziendobry Pani." Ku mojej radości trzyma dla mnie gruba paczke poczty. Niestety za
chwile mina mi kwaśnieje. Przebiegłość sklepów i domów wysyłkowej sprzedaży nie zna ograniczeń.
Imiennie, chyba z książki telefonicznej, na adres domowy przysyłają różne zachęty do kupna ich
towarow, obiecując nagrody, dodatkowe konkursy, darmowe prezenty itp. Katalogi małe i duże, w
których jest wszystko na Boże Narodzenie, nawet papier toaletowy z motywem bombek, mnóstwo
kiczowatych drobiazgow, nikomu niepotrzebnych, ale z gwiazdką, aniołkiem, choinką,
dzwoneczkiem. Każda rzecz- gaget można bez zobowiązń zamowić na próbe, na trzy, pięc,
dzięsieć dni (zależnie od sklepu) a następnie odesłać na własny koszt i w stanie idealnym,
świadczącym , że przedmiot nie był używany. Załączone przez sklep wysyłkowy prezenty-nagrody
dla zamwiającego można zatrzymać dla siebie.
Nie mam czasu oglądać tych bzdur i natychmiast plik ląduje w koszu na makulature. Jest jeszcze
gruba koperta zadresowna na męża oraz druga dla córki. Tych nie ruszam. Odkładam razem z
Gazetka Gminna .
 Wreszcie zasiadamy do herbaty poobiedniej. Każdy lapie za swoja poczte. " O jaki świetny przysłali
kalendarz WWF Panda "- Wykrzykuje córka. Załączony rachunek z wypełnionym kwitem do zapłaty
natychmiast ląduje na ojcowskim biurku. "Dzieki Tato" A wiec to był ten gruby list do córki. Mąż
wzdycha głęboko, " No tak , do mnie przychodzą tylko rachunki." W jego grubym liscie jest śliczna
agenda Unicefu, także z załączonym kwitkiem do zapłaty. Nikt z domownikow nie zamawiał, tych
rzeczy, a więc teoretycznie można napisac gruba kreska zwrot i odesłac do nadawcy nie opłacając
przesyłki. Ale na tak wzniosłe cele, jak ochrona ginacych gatunkow i ratowanie skrzywdzonych,
głodujacych dzieci , mozna dokonać zakupu pożytecznych bądż co bądż agend na nadchadzący rok.
Tymczasem z radością czytam w Gminnej gazetce, ze sklepy w miasteczku będą otwarte do 21 szej
raz w tygodniu. Następnie, w trzy kolejne piątki przed B.Narodzeniem będzie Targ Bożo
Narodzeniowy zorganiozowany przez rożne Stowarzyszenia Kobiet.
Jest także olbrzymie ogłoszenie, że choinki należy wyrzucić-wystawić na śmieci kompostowe w
pierwszą środę po Nowym Roku. Tylko i jedynie, w tym dniu zostaną uprzątniete. O, Rany!  
Ledwie zaczął się adwent, a tu juz po świętach.

Kwadrans po pierwszej. Wszyscy wychodzimy, mąż do pracy , dzieci do szkoly , a ja na poszukiwanie
sukienki na bardzo elegancki wieczór (juz za tydzien) . Od dwóch miesięcy bezskutecznie
rozgladam się za czymś odpowiednim..Wyruszam w kurs z nadzieją, że przedswiąteczne
zaopatrzenie sklepow ułatwi mi wybór.

Nalge zaraz po Wszystkich Świętych hokus pokus i to małe miasteczko w środku Alp zrobiło sie
srebrzyste, złociste i kolorowe, gdzie niegdzie pojawiły się sztuczne choinki.Od pierwszej nidzieli
adwentowej swieca juz girlandy lampek , gwiazdek i dzwoneczków. Wróciłam jak do zaczarowanej
krainy. Ba, a dziś już nawet Sw. Mikołaj powiedział mi dziendobry w czerech językach. Tyle, bowiem
jest w tym kraju oficjalnie obowiązujących języków. Mimo wszystko odnoszę wrażenie, jakby
przepych wystaw był znacznie mniejszy niz w ubiegłych latach.
Aby przyciagnąć klienta, kazdy prześciga się w pomysłach,. A o to coraz trudniej. Trudniej jest
wszystkim, generalnie i poszczególnie. Sklepom sprzedac, a klientom kupic.
Nikt juz nie kupuje jak dawniej, pochopnie, bez zastanowienia i przeliczenia. Ludzie stali sie
rozsadniejsi i oszczedniejsi , a moze bardziej wybredni. Czy to nadmiar podaży, nasycenie rynku,
brak zdecydowania, strach przed bezrobociem, wstrzemiężliwość, czy ostrożność w wydawaniu
pieniedzy? Czy przepełnione szafy i piwnice nieużytecznymi przedmiotami, których żal wyrzucić, bo
drogo kosztowały, a za ich wyrzucenie trzeba zapłacić?. A ileż nazbierało się już takich zbędnych
klamorów w każdym domu.?.
Co roku ludzie obsypują się prezentami, "drobiazgami" dużymi i małymi, które pod choinką
pobudzają wyobrażnie dzieci i dorosłych, a w chwile po odpakowaniu z bajecznie błyszczącego,
kolorowego papieru i kupy wstążek wędrują do lamusa. Płacimy słono za każdy wystawiony worek ze
śmieciami , a każdy duży przedmiot wyrzucony musi być opłacony specjalnie. Czyżby i to mialo
wpływ, że wszyscy stali sie jakby skąpsi ?  Urząd Poczty  ogłosił piękną akcje, "Podaruj drugi raz" te
niepotrzebe prezenty można wysłać  do Czerwonego Krzyża lub Caritas?u  bez opłaty pocztowej.
Trafią jeszcze w okresie świątecznym do Rumuni , Bułgarii  i innych krajów. 
Obserwuj wątek
    • filomena1 Re: Opowiadanie Świąteczne 20.12.06, 09:39
      Zaczynam obchód sklepów w moim miasteczku, w czwartym znajduja wreszcie sukienke, która na
      pierwszy rzut oka wydaje mi się odpowiednia. I rzeczywiście po zmierzeniu stwierdzamy z
      ekspedientka, że uszyta jakby dla mnie i na tę właśnie okazję. Ale nie jest tania. Zastanawiam sie czy
      tak duży wydatek będzie aby napewno udanym zakupem? Czy spodobam się mężowi i dzieciom w
      nowej kreacji? Moze eksedientka, chcac sprzedac towar, klamie jak swietnie mi w tej kiecce ? Jakby
      odgadujac moje mysli proponuje : " Alez, prosze bardzo wziac suknie do domu i zmierzyc wraz z
      butami , ponczocham i bizuteria, no i napewno spodoba sie Pani mezowi." Jestem zaskoczona, mam
      wyraznie zdziwiona mine, bo zacheca mnie nadal: " przez 3 dni moze sie Pani zastanawiac a nastepnie
      badz zwrocic nam suknie badz nie, a wowczas wyslemy rachunek do domu. " Swietny pomysl , przy
      ladzie sprzedawczyni podaje mi bloczek i prosi o wpisanie nazwiska , adresu i telefonu. Nastepnie
      podaje moje marzenie starannie zapakowane w torbe firmowej sklepu. Jestem mocno "zastrzelona" . Jak
      to ? zadnego dokumentu tozsamosci, zadnej gwarancji, kaucji , nic? , ot tak, poprostu, dostalam suknie
      na piekne oczy? Okazuje sie, ze ekspedientka zna mnie z widzenia i wie na pewno, ze mieszkam w
      miasteczku. Ot, zaufanie do klienta!
      Postanawiam pojechac do miasteczka obok . Tam jest kilka boutique`ow z ciuchami dobrej marki.
      Istotnie sklepy pelne balowych, brokatowych sukien pachnacych juz sylwestrowym wieczorem,
      szampanem i konfetti. Jedynie " Mona Lisa " wloski sklepik z ciuchami wprost z Mediolanu wart jest
      mojego czasu. Ale niestety, nie spelnia moich oczekiwan. Jednakze, wlascicielka zagaduje mnie
      rozmowa o moim dziwnym akcencie. Dalsza, sympatyczna rozmowe prowadzimy po wlosku. Wreszcie
      proponuje suknie, ktorej jeszcze nie zdazyla wypakowac..Oniemaiala z zachwytu, nie baczac na cene
      sukienki natychmist ja mierze. Niestety, jest ociupinke za ciasna , wloska numeracja jest inna od
      niemieckiej. Sprzedawczyni nie daje za wygrana:-" Jest swietna krawcowa, ktora dopasuje suknie za
      doplata 10% ceny sukienki." Wlascicielka zapewnia mnie rownniez, ze dwa dni diety i po klopocie.
      Widzac brak mojego zdecydowania proponuje , abym wziela suknie na trzy dni do domu i spokojnie sie
      zastanowila. Prosi abym uwiarygodniala moje miejsce zamieszkania. Suknia wychodzi razem ze mna.
      Mimo wszystko szukam dalej czegos mniej drogiego. Spotkana znajoma doradza mi , aby podjechac
      20 km dalej do francuskojezycznego miasteczka. Francuska mentalnosc i gust roznia sie zanacznie od
      nienmieckiej. Istotnie , bystre oko moze dostrzec te roznice juz po wystawach sklepowych. Inna jest
      takze atmosfera. W sklepach z damska konfekcja sprzedawcami sa mezczyzni. Bardzo przystojny,
      mlody czlowiek namawia mnie na przymierzenie klasycznego, wytwornego, wieczorowego kostiumu.
      Przyznaje sie, przekonal mnie. Nie, nie do kupna, lecz do wziecia do domu na probe. Jak poprzednio,
      kostium wychodzi ze mna. Jestem usmiechnieta i dziekuje przystojnemu sprzedawcy. Mam dosc. Bola
      mnie nogi. Wracam do domu.
       
      Kolacja, siedzimy przy stole. Maly opowiada swoje przezycia z meczu z druga klasa , a corka co
      slychac w stajni u koni. Ja tez chce opwiedziec, ale nie dochadze do glosu gdy dzwoni dwonek do
      drzwi. Niestety, nie moge wpuscic przybyszow do przedpokoju , bo Maly by uslyszal w czym rzecz, a
      on jeszcze swiecie wierzy w sw. Mikolaja. Przybysze to mlodziez gimnazjalna, ktora organizuje dla
      dzieci Mikolaja, wedrujacego od domu do domu . Odwiedzi nas 6 grudnia w towarzystwie 3 aniolow i
      pacholka diabelskiego. Za niewielka oplata przyniesie paczuszke z lakociami i jedna rozge. Przyszly
      "Mikolaj" skrupulatnie zapisuje moje pochwaly i skargi. Przeczyta je ze zlotej ksiegi 6 grudnia o godz.
      17,30. podczas odwiedzin naszej rodziny .
       
      Wracam do kolacji , a tu: "kazdy mowi o czyms innym, jak zwykle w domu rodzinnym".
       
      Pod drzwiami na progu znajduje bialy duzy worek z czerwonym krzyzem, oraz czerwonym nadrukiem
      dnia i godziny zbiorki. Co za zbieg okolicznosci, na dzisieszy ranek zaplanowalam male
      przedswiateczne porzadki. Z wielka werwa zabieram sie za przeglad szaf. Nawet w kuchni znajduje
      jakas ostatnia filizanke, talerzyk, solniczke, ktorej nigdy nie uzywam. Co za swietna okazja, za darmo (
      bo nie trzeba placic 2 dolarow za worek) mozna pozbyc sie wielu rzeczy, ktore przydadza sie innym,
      potrzebujacym osobom.

      Listonosz przynosi dla mnie wielka koperte. Cieszy sie moja dusza, dzis moje imieniny! Ale zaraz
      radosc maleje. W kopercie jest takze dlugi list. Tym razem od inwalidow, bez rak i nog. Maluja
      trzymajac pedzel w ustach, lub w jakis inny niezwykly sposob. Jestem wstrzasnieta. Sprzedaja
      reprodukcje swoich artystycznych dziel.. Oczywiscie zaplace wolny datek za ich kalendarz i swiateczne
      pocztowki. Kazdego ranka bedzie mi przypominac, ze aby osiagnac szczescie, trzeba bardzo aktywnie
      go pragnac, poprostu podjac dzialanie.
      Reszta poczty zawiera reklamy adresowane na moje nazwisko, te laduja w codziennie pelniejszym
      koszu na makulature.

      Przy herbacie poobiedniej wpadam na pomysl dolozenia Czerwonemu Krzyzowi starych nart. Stoi kilka
      takich par w piwnicy, wysluzyly sie nie tylko moim dzieciom. Szkoda, niestety nie zmieszcza sie do
      worka. Pozbylibysmy sie ich za darmo, a tak trzeba bedzie w koncu odwiezc je na zlomowisko i uiscic
      oplate, wcale nie mala. Corka uswiadamia mnie, ze jedna z fabryk amunicji, aby uniknac likwidacji,
      przestawila sie na uzdatnianie starych nart. Znakomity pomysl uratowal kilkadziesiat miejsc pracy. Badz
      co badz Szwajcaria to raj narciarzy. Stare narty rozklada sie na materialy uzyte do ich produkcji. Metal
      wroci do huty, a plastiki, tworzywa sztuczne posluza do produkcji wykladzin antyhalasowych, mebli
      ogrodowych, palet, wyposazenia placow budowlanych. Uzytkownik w chwili pozbycia sie starych nart
      zaplaci za ten proces recylkulacji . Niebawem oplata zostanie przerzucona na chwile kupna, czyli
      bedzie wliczona w cene zakupu. Recylkulacja bedzie zobowiazany wytworca-producent. Krotko mowiac
      kupujac nowe, bedziemy sprzedawcy oddawac stare. Ta zasada jest nam juz znana. Corka doklada
      cos nie cos do worka dla Caritasu.
       Maz wykrzykuje z nad gazety :" O! dzisiaj barburka." Ale odkrycie! Nie spostrzegli odswietniejszego
      obiadu i specjalnego deseru. W Szwajcarii nie ma gornictwa jako takiego.( Jest jedna czy dwie
      odkrywkowe kopalnie soli) Budowniczy i wiertnicy tuneli celebruja dzien swojej Patronki 4 grudnia.
      Ciagle buduje sie i wierci nowe tunele. Staly sie one specjalnoscia Szwajcarow, tak jak ser, czekolada
      czy zegarki. Tuz obok, wierca tunel skracajacy droge do znanej miejscowsci Zermatt. Proboszcz i
      Prezydent Gminy zapraszaja wszystkie Barbary na msze w srodku tunelu w budowie. Chociaz oni
      (posrednio) o mnie pomysleli.
       O godz. 14 tej wjezdzamy do tunelu. Nie moge uwierzyc, ze znajduje sie w samym srodku gory, ktora
      chociaz ma tylko 3,5 tys. m npm, to zaslania mi cale niebo z okna w kuchni. Jest chlodno i wilgotno jak
      w jaskini. Plona swiece i lampki gornicze. Zaimprowizowany skromny oltarz tonie w swiezych kwiatach.
      Jest nas ok. 50 osob. Wiekszoscia sa mezczyzni w helmach. Pod koniec mszy sa uroczyste mowy i
      toasty wznoszone bialym winem, miejscowej produkcji, do ktorego podano suszone mieso i ser.
      Wzruszenie mija gdy wychodzimy na dzienne swiatlo. Wsiadam do samochodu, gdy ktos z za plecow
      mowi"- O, posze Pani, najwyzsza pora zmienic opony letnie na zimowe." To szef miejscowej policji, on
      takze byl na barburkowej mszy. "Prosze nie zwlekac i zaraz jechac do garazu."

      Laduje zimowe oponiska do bagaznika i ustawiam sie w kolejce do garazysty. Wyglada na to, ze tym
      razem nie uratuje sie od zakupu nowych opon. Stare nie gwarantuja bezpieczenstwa. Jestem okropnie
      zatroskana, nieprzewidzianym przedswiatecznym wydatkiem. A do tego klopot co zrobic ze starymi
      oponami. G
      • filomena1 Re: Opowiadanie Świąteczne 20.12.06, 09:41
        Jest zmierzch. Maly rynek miasta zapelnil sie straganami. Sa ona polaczone ze soba lancuchem
        girlandow kolorowych lampek. Kojarza mi sie z lancuchem serc dobrej woli. Za ladami stoja znajome
        mi twarze. Towarzystwo Matek przy kosciele rzymsko-katolickim, Stowarzyszenie Protestanckich
        Matek, Stowarzyszenie Wdow, Zwiazek Pielegniarek oraz Emerytek, Kolo Zainteresowan Gospodyn
        Wiejskich. Wyszystkie Panie wspolnie sprzedaja dzis wlasne wyroby, robotki reczne, oraz inne
        przedmioty ofiarowane na wielce wzniosly cel. Moja sąsiadka caly rok cos haftuje albo dlubie, na
        drutach i szydelkiem dziecinne paputki i szaliki. Uzyskane pieniadze przeznaczone sa na domy dla
        inwalidow ciala i ducha (tlumacz.doslowne). Czegoż tu nie ma ? Moja druga sasiadka zacheca
        przechodniow do kupna wiankow adwentowych. Sa stosunkowo drogie, ale sliczne, ze swiezych galazek
        choinki, pachna lasem, sa przyozdobione b. roznie. Przygotowano 300 wiankow. Kazdy wianek ma
        cztery recznie robione swieczki. Ilez pracy i serca wlozono w kazdy choinowy krazek. Obok kobieta,
        znana mi z wywiadowek, oferuje imponujace torty, ciastka domowego wypieku, jeszcze cieple,
        pachnace czekolada . Mozna zjesc na miejscu popijajac garaca herbata, kawa a nawet grzanym winem.
        Hmmmm zapach gozdzikow i i cynamonu nie pozwala sie oprzec pokusie. . Jest nawet lawa i stolik ,
        aby przycupnac na mrozie. Spotykam mnostwo znajomych. Targ to atrakcja dla mieszkancow miasta.
        Przede wszystkim jest okazja do spaceru, spotkan i rozmow w przedswiatecznej atmosferze. Wreszcie
        stoisko pelne robotek na drutach: skarpetki, swetry, itp, a nawet lalki i misie, robotki szydelkowe i
        b.trudne hafty. Sa chusty, szaliki, apaszki malowane technika batiku. Przedszkolanka sprzedaje
        pudeleczka z papier-maché, puzderka z drzewa czeresniowego, swieczniki z ceramiki. Te rekodziela
        zrobily uposledzone dzieci i dorosli. Srebrzysty stragan pelen ozdob choinkowych, lancuchow,
        srebrnych orzeszkow obsluguje emerytowana nauczycielka mojej corki. Tuz obok, olbrzymia lada ugina
        sie pod ciezarem ksiazek. To stoisko przewodniczacej Kobiecej Biblioteki. Zapuszczam nurka w stos
        ksiazek. Niestety dlugo natrafiam na "makulaturowe" pozycje. Tymczasem corka wynciaga mala
        ksiazeczke pt. W pustyni i w puszczy, wydanie szwajcarskie po niemiecku z 1936r, oraz Quo vadis,
        wyd. z 1941, po francusku.. A to ci polow skarbu!. Za kazda ksiazke chca od nas po 2 fr. a wiec mniej
        niz jeden worek dla kubla na smieci.
        Bardzo szczesliwe fundujemy sobie ciacho. Oczywiscie marchewkowy tort. Zypytuje znajoma o te
        Kobieca Biblioteke. Otoz kobiety w Konfederacji Helwetow (Szwajcarii) jeszcze do niedawna(1971)
        walczyly o swe prawa wyborcze i rownouprawnienie. Liczne organizacje kobiece i stowarzyszenia a
        takze Biblioteka, sa pozostaloscia tamtych czasow. Obecnie pomagaja innym i sobie samym. Co roku
        organizuja Targ na cele charytatywne, zazwyczaj dwa razy przed Swietami. (takze Wielkiej Nocy ) Jak do
        tej pory z duzym powodzeniem. Tort marchewkowy jest tak pyszny, ze postanawiamy kupic po kawalku
        dla pozotalych domownikow i wracamy do domu. Za naszymi plecami zostaja opustoszale stragany,
        blask kolorowych lampek, muzyka koled i ostatni kupujacy spacerowicze.
        Dzis zamiast kolacji jest marchewkowy tort.

        Pozdrawiam Wszystkich bardzo bardzo serdecznie Świątecznie i Noworocznie życzą gorąco i
        najszczerzej wszelkiej pomyślności

        Filomena1
    • filomena1 Re: Opowiadanie Świąteczne 20.12.06, 10:01
      Ten tekst powstał kiedys tzn z gora 10 lat temu na zamowienie GW regionalne i tam tez był
      opublikowany bodaj 11 lat temu. Moj Boże jak czas leci.... nic sie nie zdeaktualizowało, Dzieci urosły,
      Tunel do Zermatt juz gotowy, ba! w między czasie wywiercono następny, ten najdluższy w Europie , 37
      km , skracajacy podroż do Berna o 50 minut.
      To zycze zwycieskich bojżw kuchennych
      Filomena.
      • natla Re: Opowiadanie Świąteczne 20.12.06, 12:38
        Ładnie wprowadziłaś nas w świateczny nastrój....smile...tylko ten przemijający
        czas...
        A ja jestem bardzo ciekawa smaku tego marchewkowego tortu. Naprawde taki dobry?
        • filomena1 Re: Opowiadanie Świąteczne 20.12.06, 20:51
          natla napisałasuspicious A ja jestem bardzo ciekawa smaku tego marchewkowego tortu. Naprawde taki dobry?

          Natlo , tort jest swietny. Naprawde, wlasciwie to ciasto ni to biszkop ni to babka z marchewki utartej i
          mielonych orzechow, polany lukrem .

          a jesli chciłaby ktoś poczytac np, dla wprowadzenia w atmosfere zimowa i narciarska to na forum
          narty wkleiłam opowiadanko, tez wlasciwie świateczne tyle , że o spędzaniu czasu poza domem w
          święta .
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=380&w=54240962&v=2&s=0
          pozdrowka i wracam do piernika, Mam świetny przepis prabaci.
          Filomena 1
          • helvet Narciarskie i Świąteczne 21.12.06, 08:44
            no i wprowadzialas w zime oraz w swieta ,
            warto bylo sie z "nart " az tu pofatygowac wprost zjazdowym.
            Wesłych Swiat
            dla wszystkich
            • natla Re: Narciarskie i Świąteczne 21.12.06, 08:55
              ....i nawzajem smile
              Jak masz ochote, to mozesz "odgrzać" nasze wigilijne opowieści, które są
              zamieszczone w "Naszej książce". Wczoraj je sobie poczytałam z przyjemnoscią.
              • helvet Re: Narciarskie i Świąteczne 21.12.06, 09:04
                Dziekuje. nie, nie mam, po 1. jeszcze nie wigilia.
                A w ogole wigilii nie obchodze.
                wjechałem tu w nartach przypadkiem.


                • natla Re: Narciarskie i Świąteczne 21.12.06, 10:30
                  No to baw sie dobrze...a na drugi raz nie nanieś tyle śniegu wink))
                  A swoja droga, gdzie Ty znalazłeś śnieg? Chyba, że na igielicie zasuwasz. smile
                  • filomena1 Re: Narciarskie i Świąteczne 21.12.06, 23:13
                    Witaj helvet, przykro mi , że oberwało Ci sie za ten snieg od naszej kochanej adminki. Ona tak z dobrego
                    serca ma juz we krwi poustawiac wszystkich.....porządkowo.
                    Natlo, sniegu w C -helvetica jest co nie co, mrozu także, bo az!! obcenie -6 stopnia.
                    Mam pecha. Chciałam podunąć taki prezent świateczny, a tu okazuje sie plama- dubelton- powtora. Cała
                    ksiege macie juz zapisanych opowiadan okoloświątecznych, więc z czym ja sie wychylam.... ech.....
                    W każdym razie zdrowyych i radosnych w spokoju i cieple Swiatecznych dni az do Nowego Roku
                    włącznie, ktory zacznijcie wesoło i pogodnie na znak pomyslnosci w nadchodzacym 2007,
                    Filomena Pierwsza!
                    • graga211 Re: Narciarskie i Świąteczne 22.12.06, 01:04
                      Kochanieńka, odpusc sobie, chyba jestes nadto spieta kiedy wpisujesz sie na 50-
                      latki. My kochamy Ciebie tak samo jak siebie, a moze nawet Ciebie bardziej,
                      gdyz Ty masz odwage mowic/pisac wprost, niejako "na odlew". I dobrze, bo
                      dzisiaj właśnie taki jest najbardziej potrzebny, byle z głową...........
                    • natla Re: Narciarskie i Świąteczne 22.12.06, 07:23
                      Filomeno, a Tobie co się stało?
                      O jakim pechu, plamie,i wychyleniue Ty potworo piszesz? Księga zapisana
                      różnościami i Twoje opowiadanie też się tam znajdzie, bo po to ona istnieje.
                      Dzięki niej wiele świetnych i mniej świetnych płodów nie zniknie w piwnicy i
                      kirdyś znów kogoś tam skieruje, aby sobie poczytał i Twoje opowiadanka.
                      A to że Helvet naniósł śniegu, to fakt, i poszedł sobie, jak to chłop. Kundzia
                      musiała wycierać, bo szybko się u nas rozpuścił (+6) wink)
                      Pozdrówka dla Brk wink)
                      Wesołych Świąt.smile
                      • malwina52 Fil:) 22.12.06, 22:10
                        masz talent pisarski,
                        szkoda ze tak rzadko mozna Cie poczytac,
                        publikujesz swoje teksty nadal?
                        dzieki, udanych swiat zycze
                        • e-baba Re: Fil:) 23.12.06, 20:38
                          Bardzo podoba mi się, Filomeno, Twoje świąteczne opowiadanie. A szczególnie
                          zainteresował mnie fragment opisujący targ(?) na rynku. Jaka róznorodność
                          związków, stowarzyszeń, grup. I jaki czynny udział w nim biorą mieszkańcy
                          miasteczka. Podziwiam integrację środowiska.
                          Pozdrawiam świątecznie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka