Dodaj do ulubionych

Przypomnijcie sobie...

03.04.05, 00:08
..czy ZAWSZE stosowaliście się do Jego nauk? Czy opieraliście swoje życie na
miłości bliźniego,na wyrozumiałości, na poszanowaniu drugiego człowieka? Czy
dalecy byliście od fałszu, knowań, nienawiści? Zastanówcie się nad sobą,
tutaj "boje się" nic nie pomoże. "Źdźbło w oku bliźniego..."
Obserwuj wątek
    • anula001 Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:14
      mylic sie jest rzecza ludzka, starac sie jest rzecza wielka.....
      • pararudychkucykow Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:17
        Moze pytanie nieco zadziorne - ale ile razy mozna sie mylic? wink
        Wydaje mi sie, ze do zycia trzeba podchodzic tak, jakby sie juz nigdy mialo nie
        niec szansy na poprawe tego co robimy. Moze to blad - ale mnie nie tak latwo sie
        rozgrzeszyc stwierdzajac "probowalam"...
        • zapalniczka Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:18
          ale wlasnie zycie chrzescijanina polega na ciaglym powracaniu do Boga, nie moze
          byc zawsze pieknie i ladnie...
          • pararudychkucykow Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:22
            Nie twierdze, ze zawsze jest pieknie i ladnie - walka ze swoimi slabosciami nie
            jest latwa. Ja uwazam po prostu, ze zawsze nalezy miec swiadomosc, ze drugiej
            szansy moze ni byc. Poza tym - przypowiesc o synu marnotrawnym nigdy do mnie nie
            przemawiala...
            • zapalniczka Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:25
              masz na mysli smierc? (z ta szansa)
              szkoda ze do Ciebie nie przemawia... nie przebaczylabys swojej corce/synu?
              • pararudychkucykow Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:28
                Nie tylko - jesli wyrzadzisz komus krzywde - to moze sie okazac, ze nie bedziesz
                miala mozliwosci wszystkiego odwrocic - przepraszam moze nie wystarczyc...
                Poniewaz ni chce uzywac stwierdzen kategorycznych powiem - w tej chwili jestem
                pewna, ze bym nie wybaczyla.
                • zapalniczka Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:33
                  nie wiesz tego czy te przepraszam nie wystarczy... dla kogos to moze byc bardzo
                  duzo, jak malo osob mowi teraz przepraszam? ludzie boja sie tego slowa... boja
                  sie pokazac ze upadli i nie maja racji a to jest odwaga, prawdziwa odwaga
                  przyznania sie do bledu i zalowania go...
                  co to znaczy ze niewybaczylabys? tzn niekochalabys?
                  • pararudychkucykow Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:44
                    Czasem milosc wymaga trudnych decyzji... To ze bym nie wybaczyla nie znaczy, ze
                    bym nie kochala...
                    • zapalniczka Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:46
                      milosci nie mozna zdefiniowac... ale kazdy z nas chyba czytal hymn o milosci...
                      polecam na ten wieczor... wszystkim smile
                    • anisua Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 11:03
                      pararudychkucykow napisała:
                      > Czasem milosc wymaga trudnych decyzji... To ze bym nie wybaczyla nie znaczy,
                      ze
                      > bym nie kochala...

                      dziecko kocha się chyba zawsze...
                      ale jak wybaczyć synowi,który zabił kogoś....
                      jak np.tych dwoje, co trzymali dziewczyne caly dzien w pociągu, a potem ja
                      wyrzucili...
                      jak wybaczyć synowi,który jest gwałcicielem?
                      nie wiem....
                      dopóty nie stanie sie w obliczu takiej sytuacji trudno mowić..
        • anula001 Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:25
          wiesz - z czasow dziecinstwa zapamietalam 1 msze sw i jedno kazanie:
          byla kiedys kobieta, niedobra egoistka,..Za plotem mieszkali jej biedni sasiedzi..
          kiedys ta kobieta stala przed domem, i zobaczyla sasiadke placzaca ze nie ma
          pieniadzy na jedzenia. Kobieta ta chciala odejsc, nie widziec jak zawsze jej
          lez, ale po namysle zerwala cebule i podzeszla do plotu i dala tamtej..
          Niedlugo potem kobieta ta zmarla, a Sw. Piotr na Sadzie Ostatecznym
          'przeswietlil' film jej zycia - zobaczyl egozim i pustke, ale pod koniec filmu
          zobaczyl tamta sytuacje i wpuscil ja do Nieba, bo uznal ze nie byla zla z natury...

          Nikt nie jest zly z natury, a Bog jest milosierny i kocha nas...
          • niedobrababa Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:27
            Anula, ale nigdy nie wiesz czy będąc całe życie egoistką zdążysz zrobić ten
            jeden dobry uczynek...
            • anula001 Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:29
              nie bylam, nie jestem i nie bede egoista...I dobrych uczynkow staram sie nie
              szczedzic...
              • niedobrababa Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:32
                Taaa...Ludzka pamięć ma to do siebie że wypiera złe rzeczy...To czy tacy święci
                jesteśmy jak tu twierdzimy okaże się ...kiedyś... Ja za to robiąc rachnek
                sumienia nie mogę do końca stwierdzić że jestem tak kryształowa jak
                Ty...Pozazdrościć...
                • zapalniczka Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:34
                  nikt nie jest krysztalowy... ania tez nie, ale wie ze nie jest zlym czlowiekiem
                  po prostu...
                • anula001 Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:34
                  moj Boze, a gdzies Ty wyczytala ze ja jestem krysztalowa...
                  Nie jestem, nikt procz Boga nie jest...
                  staram sie byc po prostu na co dzien a nie tylko od swieta dobrym czlowiekiem..
                  • niedobrababa Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:37
                    Dobrym człowiekiem??A cóż to oznacza? Wychodzę z założenia że nie mam to
                    oceniać.
                    • anula001 Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:39
                      jakos jednak mozna odroznic zlo od dobra,prawda? nawet dosc prosto....
                      • niedobrababa Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:42
                        Tak. Wiemy ze nie moralne jest zabicie drugiego człowieka. Wiemy że kradzież.
                        Itd itp. Ale często nie zauważamy tych drobnych, małych grzeszków, za które
                        poźniej także będziemy rozliczani...To taka konkluzja- opłakujemy śmierć
                        wielkiego człowieka...o którym tak naprawdę przypomnieliśmy sobie dopiero
                        dzisiaj...a On chciał żebyśmy pamiętali codzień...
                        • anula001 Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:46
                          wiec ze mna to jest tak ze poniewaz wiem, ze wielkich grzechow typu zabicie czy
                          zdrada nie popelnie. Zas staram sie wlasnie nad tymi malymi, codziennymi
                          panowac...I nie mowie, zeby mi znowu ktos nie zarzucil,ze jestem krysztalowa...

                          Ale przede wszystkim staram sie ciagle zauwazac ( w szerokim tego slowa
                          znaczeniu) drugiego czlowieka - kimkolowiek on jest - kims bliskim czy tylko
                          tym znanym z widzenia...
      • niedobrababa Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:25
        Dobrymi chęciami piekło wybrukowane-to a propos starania. Może warto zwyczajnie
        BYĆ dobrym, a nie tylko się STARAĆ...
        • zapalniczka Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:28
          i powstawac po upadkach a nie pograzac sie w nich...
    • tranzystor4 Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:49
      niedobrababa napisała:

      > ..czy ZAWSZE stosowaliście się do Jego nauk? Czy opieraliście swoje życie na
      > miłości bliźniego,na wyrozumiałości, na poszanowaniu drugiego człowieka? Czy
      > dalecy byliście od fałszu, knowań, nienawiści? Zastanówcie się nad sobą,
      > tutaj "boje się" nic nie pomoże. "Źdźbło w oku bliźniego..."

      Nie znam nauk papieża, nie interesuję się życiem kościoła, jestem ateistą.
      Śmierć papieża w ogóle mnie nie wzruszyła; nie popadłem w zadumę, nie płakałem,
      nie postawiłem w oknie świeczki. Zawsze jednak staram się być dobrym
      człowiekiem - na co dzień - i choć nie zawsze mi to wychodzi, uważam że jest to
      znacznie wartościowsze niż wypłakiwanie sobie oczu, które zakrawa mi na
      licytację "kto bardziej cierpi z powodu śmierci papieża".

      Nie chcę przez to powiedzieć, że osoby płaczące po śmierci papieża, jakby to
      umarł ich rodzony ojciec, nie były dobrymi ludźmi - nie, po prostu takie
      demonstracje wydają mi się podejrzane. Kiedy ja będę cierpieć po czyjejś
      śmierci, będę to robić w domu, z dala od ludzi i nie będę o tym pisał na jakimś
      forum internetowym.
      • anula001 Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:51
        >nie będę o tym pisał na jakimś forum internetowym.

        co nie oznacza ze my, czujac teraz taka potrzebe, nie mozemy pisac o tym..
      • niedobrababa Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 00:51
        I dziękuję Ci tranzystor. Naprawdę.
      • anisua Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 11:22
        tranzystor4 napisał:

        >
        > Nie znam nauk papieża, nie interesuję się życiem kościoła, jestem ateistą.
        > Śmierć papieża w ogóle mnie nie wzruszyła; nie popadłem w zadumę, nie
        płakałem,
        > nie postawiłem w oknie świeczki.

        hmmm...nie wierze, bys nawet przez chwile sie nie zastanowił...

        Zawsze jednak staram się być dobrym
        > człowiekiem - na co dzień - i choć nie zawsze mi to wychodzi, uważam że jest
        to
        > znacznie wartościowsze niż wypłakiwanie sobie oczu, które zakrawa mi na
        > licytację "kto bardziej cierpi z powodu śmierci papieża".
        > Nie chcę przez to powiedzieć, że osoby płaczące po śmierci papieża, jakby to
        > umarł ich rodzony ojciec, nie były dobrymi ludźmi - nie, po prostu takie
        > demonstracje wydają mi się podejrzane. Kiedy ja będę cierpieć po czyjejś
        > śmierci, będę to robić w domu, z dala od ludzi i nie będę o tym pisał na
        jakimś
        > forum internetowym.

        oczywiscie,ze ważniejsze jest jak postepujemy w zyciu, ale...
        my się tu nie licytujemy!!
        każdy inaczej przeżywa takie sytuacje...

        niektorzy chcą o tym mówić, pisać, chcą być z ludżmi, którzy czują tak jak oni
        to normalne, ludzkie...
        a inni wolą zamknąć się w domu...
        to nasze wybory...bardzo różne, jak różni są ludzie
        i ja to szanuje....
        i nie oceniam ...
        • tranzystor4 Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 11:45
          anisua napisała:

          > hmmm...nie wierze, bys nawet przez chwile sie nie zastanowił...

          Śmierć papieża interesuje mnie jedynie pod kątem reakcji społecznych. Jestem
          ciekawy, jakie będą długofalowe skutki śmierci papieża, czy będzie widoczna w
          zachowaniu ludzi i w jaki sposób. Ktoś tutaj chyba obawiał się zamieszek
          wywołanych przez agresywne subkultury, dla których jedynym autorytetem był
          papież. Tego akurat się nie obawiam, ale o tego typu reakcje mi chodzi.

          Krótkofalowe skutki już znam: świeczki w oknach, flagi papieskie na balkonach,
          czarne chorągiewki na autobusach. Jeden z moich znajomych wysłał mi na gadu
          łańcuszek nawołujący do zmiany opisu na nawiązujący do śmierci papieża (i
          sugerował, że jeżeli się nie zastosuję, mam się nad sobą zastanowić), inny
          napisał sobie w opisie "Papierz nie żyje. TO KONIEC!!", cytat jest dosłowny.

          > oczywiscie,ze ważniejsze jest jak postepujemy w zyciu, ale...
          > my się tu nie licytujemy!!
          > każdy inaczej przeżywa takie sytuacje...

          Świadomie na pewno nie, ale odnoszę wrażenie, że ludzie nakręcają się wzajemnie.
          Nie dociera do mnie po prostu, że swoje cierpienie można tak publicznie obnosić,
          jakby się nim chwaliło. I jeszcze te pretensjonalne tytuły w gazetach: "Wadowice
          na kolanach", "Poznań płacze". Szopka.

          > niektorzy chcą o tym mówić, pisać, chcą być z ludżmi, którzy czują tak jak oni
          > to normalne, ludzkie...

          Chodzi mi o formę, nie treść. Zresztą, widocznie niektórzy potrzebują być z
          tysiącem czujących tak samo, może ma to dla nich metafizyczne znaczenie.

          A poza tym wszystkim uważam, że teraz jest mu lepiej niż za życia, więc nie mam
          się czym smucić.
          • suza Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 11:59
            tranzystor4 napisał:
            >> A poza tym wszystkim uważam, że teraz jest mu lepiej niż za życia, więc nie
            mam się czym smucić.


            Na pewno ma juz Swiety Spokoj i nic go juz fizycznie nie boli.


            Bylabym nieszczera i teatralna, gdybym zaczela lamentowac i smarkac w
            chusteczke.

            Swoja droga, nie myslicie, ze w katolicyzmie jest jakis kult cierpienia i
            smutku ? Tendecje do samobiczowania i umartwiania sie ? Wszystkie te piesni,
            takie smetne...
            Nie chce nikogo obrazic, szanuje, to, ze ktos jest wierzacy, to tylko moje
            spostrzezenie.
    • tamara_t Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 11:13

      Przypomnijcie sobie...
      niedobrababa 03.04.2005 00:08 + odpowiedz


      ..czy ZAWSZE stosowaliście się do Jego nauk? Czy opieraliście swoje życie na
      miłości bliźniego,na wyrozumiałości, na poszanowaniu drugiego człowieka? Czy
      dalecy byliście od fałszu, knowań, nienawiści? Zastanówcie się nad sobą,
      tutaj "boje się" nic nie pomoże. "Źdźbło w oku bliźniego..."

      Czytając Cię ma się wrażenie, że mamy do czynienia z nieskazitelną moralnie
      osobą. Możesz o sobie powiedzieć to NA PEWNO???? Napisałaś „zastanówcie się” –
      rozumiem, że Ciebie to nie dotyczy... ]\to Tobie trzeba zazdrościć, nie Anuli...
      • niedobrababa Droga tamaro 03.04.05, 12:35
        Mój post miał na celu zwrócenie uwagi na to co zauważył tranzystor i suza.
        Teraz nagle wszyscy płaczą, rwą na sobie szaty, a czy WCZESNIEJ zastanawiali
        się nad swoim życiem? Tanara, czy z ręką na sercu możesz powiedzieć że Twój żal
        jest szczery, że każdego dnia stosowałaś się do nauk Papieża? Czy zwyczajnie
        uległaś owczemu pędowi, lub-co gorsza-zwyczajnie grasz?
        Ani przez moment nie twierdziłam że jestem nieskazitelna. Użycie formy "wy" to
        tylko figura retoryczna, nie oskarżenie, uczyli o tym w szkole podstawowej.
        Wybacz, ale nie zrozumialaś mojego postu. Jeśli czegoś nie rozumiesz-nie
        odpowiadaj, tak bedzie prościej.
        • tamara_t Re: Droga tamaro 03.04.05, 19:11

          > Mój post miał na celu zwrócenie uwagi na to co zauważył tranzystor i suza.
          > Teraz nagle wszyscy płaczą, rwą na sobie szaty, a czy WCZESNIEJ zastanawiali
          > się nad swoim życiem? Tanara, czy z ręką na sercu możesz powiedzieć że Twój
          żal
          >
          > jest szczery, że każdego dnia stosowałaś się do nauk Papieża? Czy zwyczajnie
          > uległaś owczemu pędowi, lub-co gorsza-zwyczajnie grasz?
          ---
          Najszczerszy żal po śmierci wielkiego człowieka, jaki się być może nigdy nie
          urodzi. To czy stosowałam jego nauki nie ma tu nic do rzeczy. Żal mi było też
          kiedy umarł Ciechowski, co nie znaczy że musiałam przestrzegać jego filozofii
          życiowej. Nie byłam na czuwaniu, na czterogodzinnych mszach, nie zachowywałam
          się inaczej niż zwykle. Jedyne to to że modliłam się za Niego, choć zwykle się
          nie modlę. Ale wiem, że dla niego modlitwa była ważna i że moja modlitwa by Go
          ucieszyłam. Nie będę Cię przekonywać czy modliłam się szczerze - ja to wiem.

          > Ani przez moment nie twierdziłam że jestem nieskazitelna.
          ---
          dziwne, bo takie sprawiłaś wrażenie

          Użycie formy "wy" to

          > Wybacz, ale nie zrozumialaś mojego postu.
          ---
          wybaczam

          Jeśli czegoś nie rozumiesz-nie
          > odpowiadaj, tak bedzie prościej.
          ---
          czy mi się zdaje, czy Ty mnie obrażasz? Powiedzmy że nie rozumiem. Skoro tobie
          sprawia to frajdę.


          Ludzie twierdzą, że Ziemia jest okrągła. Ale jak nie chcesz, wcale nie musisz im wierzyć.
    • suza Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 11:19
      Jestem niepraktykujaca od wielu lat. Sklamalabym, gdybym powiedziala, ze Papiez
      byl dla mnie kims waznym. Bo nigdy nie byl. A jednak - poruszyla mnie jego
      smierc. Ale nie tak histerycznie i placzliwie.
      Sama cholernie sie smierci boje, calego procesu umierania...I to mnie porusza
      zawsze, ktokolwiek umiera.
      Mysle o sobie, o bolu fizycznym. O ile mi wiadomo - Papiez bardzo cierpial,
      bolalo Go cale cialo.
      Niespecjalnie wierze z Tamten Swiat, ale jesli istnieje, to zazdroszcze
      Papiezowi - ma juz Swiety Spokoj i nie czuje juz nic.
      • anisua Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 13:32
        suza napisała:

        > Jestem niepraktykujaca od wielu lat.
        Sklamalabym, gdybym powiedziala, ze Papiez
        > byl dla mnie kims waznym. Bo nigdy nie byl.
        mnie tez daleko do prawdziwej katoliczki,
        ale Papieża ceniłam i cenię...

        A jednak - poruszyla mnie jego
        > smierc. Ale nie tak histerycznie i placzliwie.

        mnie tez poruszyla...płakałam
        nie histerycznie, nie na pokaz,w domu...
        ale śmierć dobrych ludzi mnie porusza,
        tak jak nadal porusza mnie smierc pacjentow, może tak gleboko w sobie, ale
        porusza
        zwłaszcza młodych ludzi...
        choc twarda baba jestem

        > Sama cholernie sie smierci boje, calego procesu umierania...I to mnie porusza
        > zawsze, ktokolwiek umiera.

        też się boję, bo nie wiem ..co dalej

        > Mysle o sobie, o bolu fizycznym. O ile mi wiadomo - Papiez bardzo cierpial,
        > bolalo Go cale cialo.

        czy cierpial??
        nie wiem, medycyna w ostatnich chwilach pozwala zmniejszac cierpienie,
        delikatne leki p/bolowe...
        a jesli byl półprzytomny..to chyba nie odczuwał..
    • dzika_zdzicha Re: Przypomnijcie sobie... 03.04.05, 12:55
      nie zawsze się stosowałam, a z niektórymi rzeczami głoszonymi przez kościół się
      wręcz nie zgadzam i nie mogę tego na razie zmienić. starałam się jednak
      rozważyć to, co Papież mówił. teraz mam dodatkową motywację. chociaż wysłuchać
      i rozważyć... może któregoś dnia naprawdę pojmę tę naukę..
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka