zaczne tak
wybralam sie dzisiaj na 2 seanse

- w koncu 4 msc nie bylam w kinie
pierwszy odbyl sie w multikinie - i byl to "dom latajacych sztyletow"; jak
dla mnie piekny film - sliczna muzyka i barwne zdjecia, mankament to lightowa
fabulka, ale reszta nadrabia; szczegolnie motyw w bambusowym
(eukaliptusowym?) lesie, pory roku, sceny w "domu peonii"...
nie mam slow po prostu;
drugi - 2046 - w kinie pod baranami; o tym filmie ciezko mi cokolwiek
napisac, ale po obejrzeniu poprzedniego troszeczke mnie rozczarowal, nie
zebym chciala je porownywac, bo to zupelnie rozne swiaty, inaczej
opowiedziane, ale obydwa dotyczace milosci i obydwa nieszczesliwe - tzn bez
happy endu
co do kin - 1 w molochu zwanym multipleksem - reklamy, popcorn itp itd, ale
za to ze swietnym dzwiekiem i dobrym obrazem
2 - w malym, ale za to klimatycznym kinie - bez reklam, popcornu, ale za to
ludzie siedza na przyslowiowej kupie - slaby dzwiek - odglosy z zewnatrz, i
maly ekran
i stad moja refleksja, ze kurcze mimo calej sympatii do tych klimatycznych
kin, jednak duzo sie traci, ogladajac w nich filmy - nie wiem czemu mi sie
tak wydaje (moze przez sentyment do multikina, bo w nim pracowalam), ale
chcac obejrzec film na malym ekranie i ze slabym dzwiekiem, moge zrobic to w
domu na kompie
a wy co sadzicie???
jakie sa wasze ulubione kina?