zapalniczka
05.06.05, 21:04
jestem... rano wstalam za pozno, jak na zabicie i w niepelnym makijazu lecialam na autobus... jakies wykopy sie dzialy i to w niedziele, ulica jednokierunkowa stala sie dwu... wkurzylam sie i pobieglam pieszo na inny przystanek ktory byl w innym miescie zeby dojechac do innego z kolei miasta na wazne spotkanie... wbieglam do budynku w poszukiwaniu porzadanej przeze mnie osoby, oczywiscie spozniona jej nie zastalam, wiec powrot, tracac laciuszki w pewnym momencie wrocilam na przystanek i zastalam... ufffff... sniadanie odbylo sie w supermarkecie przy stoisku z pieczywem... z tym ze otwierano go dopiero 0 10.00 czyli godzine wymarzlam siedzac na wilgotnej hustawce z surowego drewna o cenie 399,- no i dostalam loda wreszcieeeeeee... nastepnie przez pol dnia bawilam wysysacz energii zyciowej, prawdziwego wampira ktory kazal mi bawic sie mini liste przebojow i czesal mi warkoczyki... a jak Wam minal ten piekny dzien? bo ja mam przed soba perspektywe wkucia 3 wykladow napisanych niezrozumialym jezykiem i probuje zebrac sily... niech mnie ktos trzepnie!!!