coraz częściej widzę w swoim jakże ciekawym otoczeniu, że ktoś kto jest
singlem ma strasznie zaniżoną samoocenę. jednak gdy tylko znajdzie kolejną
połówkę

robi się nadęty i zarozumiały. moim zdaniem to jest żałosne i...
niebezpieczne - bo za dużo zależy od drugiej strony. moim zdaniem człowiek
powinien polegać wyłącznie na sobie. zadaniem partnera nie powinno być
poprawianie naszej samooceny, rozwiązywanie naszych problemów za nas i stanie
się całym naszym światem.
w związku z tym dwa pytania:
1. jakie są Wasze odczucia w tym temacie?
2. w skali od 1 do 10, jaki macie stopień pewności siebie?

)))
ps. odnośnie do punktu numero duo, ja mam 100, czego i Wam życzę.

DDDDDDDDD