Dodaj do ulubionych

ile u was trwa zauroczenie???

19.01.07, 09:39
Witam.

Jestem singlem z odzysku. Półtorej roku temu rozwiodłem się po kilkunastu
latach małżeństwa. Przebolałem już rozpad mojego małżeństwa i z lepszym lub
gorszym skutkiem próbuję sobie poukładać życie na nowo.

Nowym doświadczeniem są dla mnie relacje damsko-męskie. Przez te kilkanaście
lat małżeństwa kobiety traktowałem jak koleżanki i nie bawiłem się nigdy w
damsko-męskie gierki.
Teraz uczę się tego na nowo. Nie powiem raczej z dobrym skutkiem. Nie mam
problemów z nawiązywaniem nowych relacji z kobietami.

Niestety nie pamiętam własnie jak przebiegają te początki znajomości i czuję
się w tym trochę zagubiony. W ostatnim czasie zdarzyło mi się trochę
powazniej zaangażować. Niestety za pierwszym razem sprawy nie wyszły poza
fazę pierwszego zauroczenia. Potrwało to 2 miesiące, wzajemne zauroczenie,
chemia, namiętność potem nagłe jej wycofanie i stwierdzenie, że ona jednak
potrzebuje czasu. smile Potem okazało się, że pojawił się ktoś inny. smile))

Ostatnio jednak ponownie coś takiego mi się przydarzyło, znowu wielkie
baaaach, wzajemne zauroczenie, fascynacja, namiętność od pierwszego spotkania.
Mój lekki sceptycyzm przełamany przez nią. Teraz mijają 3 miesiące i znowu
sprawy przybrały jakiś taki dziwny obrót. Niby wszystko wygląda, że jest ok.
Kontakt niby jest, ale jakiś taki chłodniejszy (acha ważne może jest to, że
to związek na odległość i widujemy się co 2 tygodnie). Wcześniej ona
przejawiała inicjatywę, teraz zdecydowanie rzadziej dzwoni, rzadziej pisze.
Wszystko nie jest już takie emocjonalne. W rozmowie powiedziała, że wszystko
nadal jest ok i że po prostu ona nie potrafi żyć na takich wysokich obrotach
zbyt długo. Potrafię to w sumie zrozumieć. Tylko mimo wszystko brakuje mi tej
temperatury między nami. Teraz ten kontakt zaczyna wyglądać jak między
dwojgiem bardzo dobrych znajomych, mam kilka przyjaciółek, z którymi mam
podobny kontakt (no może nie tak częsty).
Zależy mi na tej relacji, to fantastyczna dziewczyna, tylko zastanawiam się
czy to nie jest jednak już początek końca.
Stąd moje pytanie, czy to normalne, że ta temperatura spada mniej więcej po
takim okresie i następuje taka faza dużo spokojniejsza???
Jak to u was wygląda???
Obserwuj wątek
    • pulsarkowy Re: ile u was trwa zauroczenie??? 19.01.07, 10:19
      tak sobie zgaduje, ze ta "faza" to sprawa totalnie indywidualna - moze trwac 2
      tygodnie a moze 2 lata smile
      wiem, wiem... nie pomagama... big_grin
      • hrabii Re: ile u was trwa zauroczenie??? 19.01.07, 10:25
        Ano nie pomagasz. wink
        Nie wiem za bardzo co dalej. Szczerze mówiąc czuję się trochę sfrustrowany.
        Mam takie wrażenie jakby ona po bliższym przyjrzeniu się zobaczyła trochę
        innego mnie i jakby była trochę rozczarowana.
        Najśmieszniejsze jest to, że przez cały czas trwania naszej znajomości ja
        niczego ani nikogo nie udawałem, przez cały czas byłem sobą. smile
        • zeppelia Re: ile u was trwa zauroczenie??? 19.01.07, 10:44
          ja się mogę jedynie podłączyc do pytania :]
          Szczerze mówiąc, pierwszy raz spotykam się z sytuacją, kiedy facet zadaje takie
          pytania bo wydawało mi się, ze to zwykle panowie się odsuwają, podczas gdy
          kobiety trwają w silnym zaangażowaniu.
          Jak widać reguł brak ;]
        • anula36 Re: ile u was trwa zauroczenie??? 19.01.07, 10:44
          Najśmieszniejsze jest to, że przez cały czas trwania naszej znajomości ja
          > niczego ani nikogo nie udawałem, przez cały czas byłem sobą. smile

          A co w tym jest takiego smiesznego??

          Dla mnie zwiazek tego typu czyli, widzimy sie 2 razy na miesiac bylby fajna przygoda, odskocznia od codziennosci, ale to wszystko. Zaangazowanie w cos takiego zjadloby mnie emocjonalnie.Bywaja ludzie ktorzy maja ograniczona wyobraznie i samotnego zycia na codzien nie oslodzia im maile, a tesknota bardziej meczy niz cieszy.
          • hrabii Re: ile u was trwa zauroczenie??? 19.01.07, 11:13
            No własnie ja na początku tez byłem sceptyczny. To ona mnie przekonywała, że
            warto spróbować.
            Jak się spotykamy to spędzamy ze sobą cały weekend. Więc to nie są tylko zwykłe
            spotkania.
            Co do tęsknoty to rzeczywiście męczy.
            Chociaż tak czasem się zastanawiałem. Oboje jesteśmy po przejściach, więc z
            pewnym bagażem, ona ma 5 letnią córkę, ja też. To powoduje że mamy pewne
            obowiązki. Nawet mieszkając bliżej siebie trudno byłoby o codzienne spotkania.
            Więc takie weekendowe bycie ze sobą nie jest taką najgorszą opcją.
            • zeppelia Re: ile u was trwa zauroczenie??? 19.01.07, 11:25
              heh. Tez bym się wycofywała, gdyby facet miał takie podejście.
              Nie wiem jak to ująć ale rozumiem czemu tak się dzieje.
              Zwiałabym gdzie pieprz rosnie albo zamęczyłabym się.
              Kobiety są odważne, przekonują że warto, walczą a potem płaczą, bo wybrankowi
              wystarczy np znajomość weekendowa.
              • z_mazur [...] 19.01.07, 11:56
                Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
                • zeppelia Re: ile u was trwa zauroczenie??? 19.01.07, 12:41
                  Choćbyś nie wiem jak się starał, Twoja relacja zawsze będzie jednostronna, więc
                  zamiast rozważać na forum, porozmawiaj z cudowna kobietą wink
                  Żaden mędrzec nie rozwieje tych wątpliwosci.
                  Do dzieła.
    • mojave777 Re: ile u was trwa zauroczenie??? 19.01.07, 10:57


      W twoim poście wyczytałem pomiędzy wierszami jakieś takie niezdecydowanie,
      próby szukania reguł, skutecznych recept na zamienienie zauroczenia w trwały
      związek i chyba też jakieś wątpliwości, czy ciągnąć to dalej i jak to ciągnąc.

      I jezeli ja to wyczytałem, to pewnie opisane niewiasty również.

      A może po prostu schowaj swoje wątpliwości do kieszeni, zdobądź się na jakieś
      szalone czyny i w sposób fantastyczny pokaż tej fantastycznej dziewczynie, że
      rzeczywiście jest fantastyczna ( czytaj: nieziemska) smile

      eM.

      _____
      Bądź Sową!
      • hrabii Re: ile u was trwa zauroczenie??? 19.01.07, 11:17
        > W twoim poście wyczytałem pomiędzy wierszami jakieś takie niezdecydowanie,
        > próby szukania reguł, skutecznych recept na zamienienie zauroczenia w trwały
        > związek i chyba też jakieś wątpliwości, czy ciągnąć to dalej i jak to ciągnąc.

        To nie ma takich reguł??? wink
        No to załamka. smile))

        Co do wątpliwości to nasunęły się po tym ochłodzeniu kontaktu. Pojawiło się
        pytanie, "czy to jest napewno to???". I rzeczywiście mam problem jak to dalej
        ciągnąć.
        • anula36 Re: ile u was trwa zauroczenie??? 19.01.07, 11:20
          a jakich jest 10 pewnych znakow ze to na pewno towink
          A mnei sie wydawalo ze tylko ludzie pozostajacy bardzo dlugo poza zwiazkiem idealizuja bycie z kims do tego stopniawink
          • a.niech.to Re: ile u was trwa zauroczenie??? 20.01.07, 19:49
            A mnie się zdaje, że to ludzie bilansujący zyski i straty. Jeśli saldo im
            wychodzi dodatnie, to tkwią w swoim omamie do grobowej deski.
      • blue_a1 Re: ile u was trwa zauroczenie??? 21.01.07, 01:31
        fajnie napisane...
    • blue_a1 Porozbieram: 21.01.07, 01:13
      - na Boga, PÓŁTORA ROKU, nigdy: półtorej. Ten koszmarek słyszy się często. Ciarki.

      - znów zareaguje emocjonalnie: NIGDY, nigdy nie chciałabym być w związku, w
      którym to kobieta dzwoni, zabiega, pierwsza pisze. Spróbuj odwrócić role. Obecne
      są jakieś pochrzanione. Moim zdaniem, rzecz jasna. Niby równouprawnienie, ale to
      Ty jesteś mężczyzną. Co to dla mnie znaczy? Tym, który zdobywa.

      - ponoć najdłużej zauroczenie sobie trwa półtora roku. Potem jest czas na
      miłość. Moja ulubiona Estes pisze, że właściwie mało kto pomyślnie przechodzi
      próbę, raczej ludzie nawiewają. Cytuję Biegnącą z wilkami. I wierzę jej, gdy
      pisze, że namiętność przygasa i znów płomień bucha do góry. Kurczę, tak właśnie
      jest. Ale też miłość jest dla odważnych. Wierzę jej, gdy pisze, że tam gdzie
      jeden oddech się kończy, tam drugi się zaczyna. Aby się nie bać, gdy coś w
      związku dwojga się komplikuje. Resztę przeczytasz. Gdy zechcesz.

      - spokojniejszy czas wykorzystałabym na rozmowy. na jeszcze lepsze poznanie jej.
      uwielbiam to w związku. można iść do łóżka lub nie, rozmowa może być przed, po,
      ale nigdy w trakcie smile

      - tak w ogóle - zazdroszczę Ci. ale działaj rozważnie i nie bój się.

      • burykrow Re: Porozbieram: 21.01.07, 01:18
        Czego zazdrościsz blue? Jeśli można zapytać.
        • blue_a1 hello, bury 21.01.07, 01:26
          tego, że może zrobić użytek z własnej głowy i stworzyć coś pięknego, dobrego.
          ma materiał, mówiąc przyziemnie. zazdroszczę, bo obecnie mam tylko własną
          bezsenność. nawet nie użalam się nad sobą, ale usilnie rozmyślam, z czym to jeść.
          ale to wątek hrabii, nie mój
      • hrabii Re: Porozbieram: 22.01.07, 10:03
        blue_a1 napisała:

        > - na Boga, PÓŁTORA ROKU, nigdy: półtorej. Ten koszmarek słyszy się często.
        Ciarki.

        Ok zgoda. smile


        > - znów zareaguje emocjonalnie: NIGDY, nigdy nie chciałabym być w związku, w
        > którym to kobieta dzwoni, zabiega, pierwsza pisze. Spróbuj odwrócić role.
        Obecne
        > są jakieś pochrzanione. Moim zdaniem, rzecz jasna. Niby równouprawnienie, ale
        to
        > Ty jesteś mężczyzną. Co to dla mnie znaczy? Tym, który zdobywa.

        To nie tak że to ona się ze mną kontaktowała, ja przejawiałem inicjatywę. To ja
        częściej pisałem, dzwoniłem interesowałem się. Tylko po prostu kiedyś oddźwięk
        był większy. Działało to w dwie strony jak sprężenie zwrotne. Raz ja ją
        zaskoczyłem jakimś niespodziewanym kontaktem, raz ona mnie.


        > - ponoć najdłużej zauroczenie sobie trwa półtora roku. Potem jest czas na
        > miłość. Moja ulubiona Estes pisze, że właściwie mało kto pomyślnie przechodzi
        > próbę, raczej ludzie nawiewają. Cytuję Biegnącą z wilkami. I wierzę jej, gdy
        > pisze, że namiętność przygasa i znów płomień bucha do góry. Kurczę, tak
        właśnie
        > jest. Ale też miłość jest dla odważnych. Wierzę jej, gdy pisze, że tam gdzie
        > jeden oddech się kończy, tam drugi się zaczyna. Aby się nie bać, gdy coś w
        > związku dwojga się komplikuje. Resztę przeczytasz. Gdy zechcesz.

        Fajne jest to co napisałaś. Bardzo mi się spodobało.


        > - spokojniejszy czas wykorzystałabym na rozmowy. na jeszcze lepsze poznanie
        jej.
        > uwielbiam to w związku. można iść do łóżka lub nie, rozmowa może być przed,
        po,
        > ale nigdy w trakcie smile

        No i porozmawialiśmy. Stwierdziła, że rzeczywiście odsuwa się ode mnie. I że po
        prostu widzi we mnie kilka cech, których nie jest w stanie zaakceptować i nie
        sądzi żebym ja był w stanie je zmienić.
        Tak więc dobrze odczytywałem jej zachowanie w ciągu ostatnich dni.
        Niestety nie udało się tym razem.

        Smutno mi. Ale jestem jej wdzięczny za szczerość i za to, że umiała mi to w ten
        sposób powiedzieć.


        > - tak w ogóle - zazdroszczę Ci. ale działaj rozważnie i nie bój się.

        Co do zazdrości to już nie ma czego.
        Bać się nie bałem, a co do rozwagi to chyba wcześniej jej zabrakło.

        Wygląda na to, że to jednak nie było "TO". Szkoda bo zaczynałem w to wierzyć.
        Jestem ciekaw ile czasu teraz się będę zbierał do kupy.
        • blue_a1 To poczytam Tobie dalej: 22.01.07, 11:36

          zazwyczAJ jedna ze stron po jakimś czasie mówi: TO NIE TO. Zaryzykuję
          stwierdzenie, że ZAWSZE. I nawiewa. Ponoć to naturalne. Też nie wierzyłam wink
          Jeśli po pewnym czasie wraca - wygrywa. Ma miłość. Oboje mają. Jeśli nie wraca -
          w następnym związku ma to samo. I dobrze jej tak smile

          ja też się zbieram, wyjdzie mi albo nie...
          • blue_a1 nie wiem, czy pocieszenie, 22.01.07, 12:05
            ale na taką/takiego nawiewającego nie można byłoby potem liczyć, no - w
            chorobie np.

            idealistka ze mnie? nie wiem, ale to znowu df od Estes, którą kupuję: miłość to
            zostać wtedy, gdy każda komórka ciała krzyczy "uciekaj!"

            trzymaj się
            • zeppelia Re: nie wiem, czy pocieszenie, 22.01.07, 20:36
              idealistka, idealistka
              ale jak rzekł ostatnio mój niepoznany poznawany kumpel, bez idealistów, świat
              już dawno przestałby istnieć :]
              [mówiąc to, siedział już 3-cią godzinę, w samej koszulce, na dworze,
              "pielęgnując" nieprzytomnego kolegę, który nieco za dużo wypił wink
          • anula36 Re: To poczytam Tobie dalej: 22.01.07, 19:42
            Jeśli po pewnym czasie wraca - wygrywa. Ma miłość. Oboje mają.

            Sugerujesz ze Hrabia powinien wrocic do slubnej Hrabiny?odgrzeja milosc jak kotleta i zapanuje sielanka?
            • blue_a1 Ha, wiedziałam, że tu się potknę 22.01.07, 20:41
              Powiedz, jak wielu ludzi odchodzi bez powodu?
              Hr. zostawmy na razie w spokoju.
              • anula36 Re: Ha, wiedziałam, że tu się potknę 22.01.07, 21:31
                to jest watek Hrabuiego, nieladnie go rozwadniac czczym filozofowaniem.
                Na wszelki wypadek pojde wytrzec kurzewink
                • blue_a1 Ha ha ha!!! 22.01.07, 21:59
                  smile
                  to ja tego, nastawię wodę na herbatę smile
                  • jagodnik Re: Ha ha ha!!! 27.01.07, 00:34
                    blue bardzo ciekawie odpowiedziałaś, szacuneczek smile))
                    To facet jest zdobywcą, ma wiedzieć czego chce, ma mieć jaja krótko mówiąc.
                    • blue_a1 dziękuję :) 27.01.07, 01:13
                      lubię czasem sobie brać, to co mi się podoba, ale tak naprawdę ciekawiej jest,
                      gdy jestem zdobywana, gdy to on zagarnia mnie ramieniem potem etc.

                      - ta, która lubi być zdobywana wink
                    • fleshless Re: Ha ha ha!!! 27.01.07, 08:38
                      jagodnik napisał:

                      > blue bardzo ciekawie odpowiedziałaś, szacuneczek smile))
                      > To facet jest zdobywcą, ma wiedzieć czego chce, ma mieć jaja krótko mówiąc.

                      coś jak Conan The Zdobywca?

                      ;]
                      • blue_a2 Niekoniecznie... 27.01.07, 11:06
                        Przeczytane:

                        ~~Dziewczyny przychodziły do nas do akademika. Czuliśmy się nieswojo. Coś jak
                        krowy wkraczające na nie swój teren.~~

                        Koniec cytatu. Mocne? Bardzo. Czasem widzę pod firmą panie czekające na swoich
                        facetów. Flesh, ja ich nie pojmuję. Faceta czekającego (na mnie)- rozumiem smile
                        • fleshless Re: Niekoniecznie... 27.01.07, 11:37
                          blue_a2 napisała:

                          > Przeczytane:
                          >
                          > ~~Dziewczyny przychodziły do nas do akademika. Czuliśmy się nieswojo. Coś jak
                          > krowy wkraczające na nie swój teren.~~
                          >
                          > Koniec cytatu. Mocne? Bardzo.

                          raczej bełkotliwe.
                          • fleshless c.d. 27.01.07, 11:48
                            taki cytat rodem z pamiętnika pryszczatego, mieszczańskiego nastolatka...

                            to nie chodzi o to, żeby na siłę zmieniać, czy odwracać role męskie z kobiecymi,
                            ale żeby mieć do tego trochę dystansu, rozumieć, że to ma w sobie dużo z teatru,
                            a nie jak bezwolny baran wchodzić nieświadomie w przygotowane przez popkluturę
                            ramy i jeszcze, co jest największą porażką, myśleć, że to są nasze własne
                            decyzje i że taka jest nasza natura...

                            kiedy ludzie stają wobec siebie nadzy, kiedy dokonujesz operacji na żywym
                            mięsie, takie powierzchowne stereotypy nie mają żadnego znaczenia, a w każdym
                            razie okazują się zupełnie nieużyteczne, nieprzystające...
                            wtedy trzeba brać sprawy w swoje ręce i naprawdę na żywaca przeżywać życie a nie
                            oglądać się na pozornie gotowe rozwiązania - bo tak naprawdę nie ma takich
                            rozwiązań... tak naprawdę jesteśmy skazani na błądzenie - tak wygląda życie...
                            jesteśmy skazani na intuicję, wdawanie się w szarpaninę z małostkami może
                            spowodować, że stracimy z oczy i przegapimy to, co jest naprawdę ważne, ale co
                            cholernie trudno pojąć, nie mówiąc o tym, żeby to opisać...
                            • zeppelia Re: c.d. 27.01.07, 11:55
                              <oklaski>
                              • fleshless Re: c.d. 27.01.07, 12:09
                                zeppelia napisała:

                                > <oklaski>
                                >

                                <ukłony>
                            • blue_a2 :)) 27.01.07, 11:58
                              Lubię, gdy piszesz, ale jeśli powiem, że bełkot...obrazisz się?
                              Nie obrażaj się i posłuchaj. Potrafię poderwać, gdy ktoś mi się podoba
                              (oczywiście, że nie zawsze skutecznie). I jest we mnie potem smutek. Że sama
                              sięgnęłam. Frajda jest chwilowa - "O, umiem, mogę". I chwila potem - i co z tego uncertain

                              Etap, gdy jak ładnie piszesz stajemy przed sobą nadzy, metaforycznie - spadają
                              maski jest już bardziej zaawansowany. Wtedy można się odkryć. I przywiązać go do
                              łóżka i itd. smile
                              Fajny jest woal. Niezdradzanie do końca swoich emocji. Na początku.

                              P.S. Wierzysz w nieśmiałych mężczyzn?
                              • blue_a2 P.S. 27.01.07, 12:00
                                Bo ja nie wierzę. Nie ma nieśmiałych facetów. Pozornie nieśmiały mężczyzna zrobi
                                bardzo wiele, aby dotrzeć do Nieznajomej, będzie próbował ją zdobyć, nawet jeśli
                                narazi się na śmiech. Są tacy, któym nie zależy. Nie nieśmiali.
                                • fleshless Re: P.S. 27.01.07, 12:04
                                  blue_a2 napisała:

                                  > Bo ja nie wierzę. Nie ma nieśmiałych facetów. Pozornie nieśmiały mężczyzna
                                  zrobi > bardzo wiele, aby dotrzeć do Nieznajomej, będzie próbował ją zdobyć,
                                  nawet jeśli > narazi się na śmiech. Są tacy, któym nie zależy. Nie nieśmiali.

                                  To już jest zupełnie co innego... To jest po prostu kwestia, powiedzmy
                                  dojrzałości, i odpowiedzialności i wiedzenia czego się chce...
                                  ;P
                                  • blue_a2 Re: P.S. 27.01.07, 12:14
                                    no to jasne. nie wiesz, czego chcesz.
                                    • fleshless Re: P.S. 27.01.07, 12:21
                                      blue_a2 napisała:

                                      > no to jasne. nie wiesz, czego chcesz.

                                      jasne?
                                      znaczy na mój temat jasne, co ja wiem, a czego nie, co chce, a co nie wiem?
                                      po trzech postach na krzyż?
                                      to jest niemożliwe... ;]
                                      • blue_a2 plączesz się 27.01.07, 12:29
                                        cytuję Ciebie.
                                        • fleshless nie, ależ skąd. 27.01.07, 12:31
                                          po prostu nie ja jestem tematem tej rozmowy.
                                          • blue_a2 poniekąd nie :-P 27.01.07, 12:34
                                            • fleshless na pewno nie ;P 27.01.07, 12:36

                              • fleshless Re: :)) 27.01.07, 12:02
                                blue_a2 napisała:
                                > ale jeśli powiem, że bełkot...obrazisz się?

                                Nie, nie obrażę się. Ale też tego nie kupię ;P
                                a tak swoją drogą to podtrzymuję wszystko co powiedziałem:
                                przynosisz mi jakiś standardowy punkt widzenia statystycznego typa i ja mam to
                                uznać za miarę? Nie ma takiej możliwości. ;P


                                > P.S. Wierzysz w nieśmiałych mężczyzn?

                                Hmm... Jak by to powiedzieć... Ja jestem nieśmiałym mężczyzną... ;]
                                • blue_a2 Nie... 27.01.07, 12:04
                                  Może po prostu jesteś leniwy.
                                  Albo nigdy nie drgnęło Tobie nic (np. serce) na tyle mocno, aby DZIAŁAĆ.
                                  • fleshless Re: Nie... 27.01.07, 12:08
                                    blue_a2 napisała:

                                    > Może po prostu jesteś leniwy.
                                    > Albo nigdy nie drgnęło Tobie nic (np. serce) na tyle mocno, aby DZIAŁAĆ.

                                    Być może...
                                    Ale nie koniecznie.
                                    Jest parę taki decyzji w moim życiu, których nie da się wytłumaczyć inaczej niż
                                    tylko brakiem wiary w siebie albo tchórzostwem. Albo jednym i drugim.
                                    ;]
                                    • blue_a2 Trudno wyczuć, na ile piszesz poważnie 27.01.07, 12:13
                                      nie mówię o innych obszarach życia tongue_out mówię o tym, że oto na horyzoncie jawi
                                      się dziewczyna kobieta, którą chcesz mieć (albo inne słowo). Prędzej czy później
                                      coś zrobisz. Zapomnisz całkiem o tym, że jesteś nieśmiały.
                                      • fleshless Trudno. Sama musisz sie zorientować ;P 27.01.07, 12:19
                                        blue_a2 napisała:

                                        > oto na horyzoncie jawi
                                        > się dziewczyna kobieta, którą chcesz mieć (albo inne słowo). Prędzej czy
                                        > później coś zrobisz. Zapomnisz całkiem o tym, że jesteś nieśmiały.

                                        Z niejaką przykrością, ale muszę powiedzieć, że może, ale nie musi tak być... ;]
                                        co nie znaczy, że nieśmiałosci nie da się przełamać...
                                        ale to jest zupełnie inny temat ;]
                                        • blue_a2 wyobraź sobie, 27.01.07, 12:33
                                          że masz ostatnia szansę porozmawiania z kobietą, która podoba Ci się od
                                          dłuższego czasu. Przegapisz okazję? Ne podejdziesz? Nie napiszesz listu? Zatem
                                          nie zależy Tobie aż tak bardzo, skoro spokojnie pozwolisz jej odejść...
                                          • fleshless Re: wyobraź sobie, 27.01.07, 12:36
                                            blue_a2 napisała:

                                            > że masz ostatnia szansę porozmawiania z kobietą, która podoba Ci się od
                                            > dłuższego czasu. Przegapisz okazję? Ne podejdziesz? Nie napiszesz listu? Zatem
                                            > nie zależy Tobie aż tak bardzo, skoro spokojnie pozwolisz jej odejść...

                                            obawiam się że psycha ludzka jest czasami troche bardziej skomplikowana i
                                            wielobiegunowa... ;P
                                            • blue_a2 dobra, przepraszam 27.01.07, 12:41
                                              myślałam, że ten X coś jednak zrobi. A on włączył hamulce. Szkoda.
                                              Jak myślisz, czy X pluje sobie potem w brodę?
                                              Ciekawe, jaki jest jego monolog wewnętrzny: I tak mnie nie zechce? Będzie się
                                              śmiała? -

                                              ale tu znów wkracza jego miłość własna i Bukietowa (Co inni powiedzą), a nie
                                              impuls "chcę poznać tę dziewczynę", podoba mi się
                                              • fleshless Re: dobra, przepraszam 27.01.07, 13:11
                                                blue_a2 napisała:

                                                > myślałam, że ten X coś jednak zrobi. A on włączył hamulce. Szkoda.

                                                to nie tyle hamulce, co w skrajnych przypadkach wręcz fizycznie odczuwalny
                                                paraliż... aczkolwiek taka sytuacja to chyba zarezerwowana jest dla skrajnej
                                                deprechy, chociaż czy ja wiem...


                                                > Jak myślisz, czy X pluje sobie potem w brodę?

                                                owszem pluje sobie
                                                chociaż czasem, z czasem jak nabierze trochę dystansu to się nadziwić nie może,
                                                jak to się stało, że tak go to zaaferowało... co też daje do myślenia, że sama
                                                fascynacja nic jeszcze nie musi znaczyć, potrafi zgasnąć równie szybko jak się
                                                zapaliła, a najgosze jest to, że to potrafi być niesamowicie ślepe...
                                                czy aby na pewno o to chodzi?


                                                > Ciekawe, jaki jest jego monolog wewnętrzny: I tak mnie nie zechce? Będzie się
                                                > śmiała? -

                                                to też jest możliwe, ale bardziej chodzi o myśli typu: "nie dam rady, nie mam
                                                nic do powiedzenia, jestem beznadziejny" ;]


                                                > ale tu znów wkracza jego miłość własna i Bukietowa (Co inni powiedzą),

                                                nie wiem, nad tym się nie zastanawiałem

                                                >a nie
                                                > impuls "chcę poznać tę dziewczynę", podoba mi się

                                                z tym podobaniem się to nie jest taka prosta sprawa...
                                                skąd możesz wiedzieć czy Ci się ktoś podoba, kiedy go w ogóle nie znasz? ;]
                                                • mumuja Re: dobra, przepraszam 27.01.07, 13:24
                                                  flesh napisał:
                                                  skąd możesz wiedzieć czy Ci się ktoś podoba, kiedy go w ogóle nie znasz? ;]

                                                  czasem jest coś takiego, że bach i od pierwszego kontaktu, nawet czasem nie
                                                  rozmowy, ktoś cię zaczyna fascynować i już wiesz, że ta osoba będzie kimś dla
                                                  ciebie i podoba się tobie, abstrahując nawet od miłości, ja tak mam. Może to
                                                  się nazywa intuicja, szósty zmysł bliżej niedefiniowalny
                                                  • fleshless Re: dobra, przepraszam 27.01.07, 13:29
                                                    mumuja napisała:

                                                    > flesh napisał:
                                                    > skąd możesz wiedzieć czy Ci się ktoś podoba, kiedy go w ogóle nie znasz? ;]
                                                    >
                                                    > czasem jest coś takiego, że bach i od pierwszego kontaktu, nawet czasem nie
                                                    > rozmowy, ktoś cię zaczyna fascynować i już wiesz, że ta osoba będzie kimś dla
                                                    > ciebie i podoba się tobie, abstrahując nawet od miłości, ja tak mam. Może to
                                                    > się nazywa intuicja, szósty zmysł bliżej niedefiniowalny
                                                    >

                                                    może...

                                                    może to tylko taka racjonalizacja, żeby łatwiej było rozgoryczenie własną
                                                    niemocą... ;]
                                                    ale może można też wyciągać z tego wnioski ;]
                                                • blue_a2 to są uniki n/t 27.01.07, 14:04
                                                  • fleshless tzn? n/txt 27.01.07, 14:12

                                                  • blue_a2 Re: tzn? n/txt 27.01.07, 14:15
                                                    Skoro z jakichś powodów nie chcesz sięgnąć po znajomość (albo nie możesz), to
                                                    wmówisz sobie, że "może ona jednak nie jest tak interesująca, jak wygląda"

                                                    napisałeś o depresji. w stanie skrajnej depresji człowiek poczuje żywsze bicie
                                                    serca do kogoś? jeśli poczuje, to się jednak odważy...
                                                  • fleshless Re: tzn? n/txt 27.01.07, 14:31
                                                    blue_a2 napisała:

                                                    > Skoro z jakichś powodów nie chcesz sięgnąć po znajomość (albo nie możesz), to
                                                    > wmówisz sobie, że "może ona jednak nie jest tak interesująca, jak wygląda"

                                                    można czegoś bardzo pragnąć, a mimo to zastygnąć w bezruchu i nie sięgnąć po to...
                                                    wbrew sobie
                                                    zresztą, mniejsza z tym

                                                    > napisałeś o depresji. w stanie skrajnej depresji człowiek poczuje żywsze bicie
                                                    > serca do kogoś? jeśli poczuje, to się jednak odważy...

                                                    no to może nie tyle o deprechę chodzi, może o zaniżoną samoocenę...
                                                    to swoją drogą dobre pytanie, bo człowiek w depresze jest cholernie
                                                    egocentryczny i roszczeniowy, ma skłonność do upatrywania w czyjejś
                                                    przychylnosci miary swojej wartości, jest uczuciowo pazzerny - to jest bardzo
                                                    niebezpieczne...

                                                    wiesz co, nie chce mi się już w tym babrać... ;]
                                                    meczy mnie to
                                                  • blue_a2 OK, dzięki 27.01.07, 14:34
                                      • zeppelia Re: Trudno wyczuć, na ile piszesz poważnie 27.01.07, 12:21
                                        a dopuszczasz opcję, nieulegania wrażeniom wzrokowym?
                                        Obawiam się, że sa panowie, którzy czują drganie w okolicy mostka, dopiero po
                                        poznaniu pani, niezaleznie od stopnia jej atrakcyjności.
                                        A kawestia manier [bo tak nazywam to o czym mówisz] to zupełnie inna kwestia
                                        [choć przyznam, że jest kwestią wierzchnią] smile
                                        • blue_a2 nie, nie piszę o manierach 27.01.07, 12:28
                                          Co masz na myśli? Wręcz przeciwnie - o braku manier.
                                          Zgoda smile ale nieśmiały Flesh (przepraszam, że na Twoim przykładzie Flesh smile nie
                                          dojdzie do etapu rozmowy. Bo jak twierdzi - jest nieśmiały smile
                                          Można mieć nerwicę i sto piętnaście fobii i jeśli ktoś nam się podoba, COŚ zrobimy.
                                          Chyba, że sami nie wiemy, czego nam do szczęśnia potrzeba (cyt. Flesha)
                                          • zeppelia Re: nie, nie piszę o manierach 27.01.07, 12:50
                                            Wiem o czym mówisz ale ja miałam na myśli coś innego.
                                            Ludzie są różni, nieśmiali, leniwi, mądrzy, bezmyślni... nie zamierzam
                                            frustrować się z powodu tego, że niesmiały jest nieśmiały a niekulturalny,
                                            niekulturalny.
                                            Równie dobrze, mogłabym mieć pretensje, że nie kocha mnie facet, który mnie nie
                                            kocha. To absurd.

                                            Racja, jak się podoba, to się odezwie i wszystko jasne.
                                            A jeśli ktos nie wie czego chce, to pozwólmy mu do cholery szukać [szukaj a
                                            znajdziesz]

                                            Korzystasz ze wskazówki, podejmiesz to co Ci dane, gdzie tu miejsce na wiedzę?
                                            Czy ktoś wie lepiej czego ja potrzebuję? Chcę szukać sama, choćby okrężną drogą,
                                            za to jak kiedy, będę pewna, że tego właśnie chcę.
                                            • blue_a2 ... 27.01.07, 14:08

                                              > A jeśli ktos nie wie czego chce, to pozwólmy mu do cholery szukać [szukaj a
                                              > znajdziesz]

                                              Oczywiście. Ale niech nie zasłania się nieśmiałością, tylko wprost powie: sam
                                              nie wiem, czego chcę.

                                              >
                                              > Korzystasz ze wskazówki, podejmiesz to co Ci dane, gdzie tu miejsce na wiedzę?
                                              > Czy ktoś wie lepiej czego ja potrzebuję? Chcę szukać sama, choćby okrężną drogą
                                              > ,
                                              > za to jak kiedy, będę pewna, że tego właśnie chcę.

                                              Zgromadzę sobie maksymalnie dużo danych od różnych osób i wybiorę swoją drogę.
                                              Niektórym jednak żadna wiedza nie jest potrzebna i do końca życia nie bedą
                                              wiedzieli czego chcą. Ponadto: jeśli chcesz wybrać swoją drogę, w przybliżeniu
                                              musisz znać ścieżki innych. Dla odrzucenia. Chyba zbaczamy z tematu.
                                              • zeppelia Re: ... 27.01.07, 14:28
                                                myślisz, że wszyscy się nas sobą zastanawiają? nie wszyscy.
                                                Skoro się nie zastanawiają, nie wiedzą że nie wiedzą. to takie poruszanie się w
                                                wodzie, przy użyciu łyżew.
                                                Czyli mamy określoną wiedzę i doświadczenia i nie od razu wpadamy na to, że w
                                                łyżwach pływać się nie da [bo wczesniej doświadczalismy wody tylko w formie
                                                twardej np].
                                                Niektórzy na to wpadają a inni toną w nieświadomości.
                              • mumuja Re: :)) 27.01.07, 13:30
                                blue_a2 napisała:


                                Potrafię poderwać, gdy ktoś mi się podoba
                                > (oczywiście, że nie zawsze skutecznie). I jest we mnie potem smutek. Że sama
                                > sięgnęłam. Frajda jest chwilowa - "O, umiem, mogę". I chwila potem - i co z
                                tego uncertain

                                to z tego, że może być coś fajnego z tego. Kto powiedział, że to facet musi
                                sięgać? cholerny stereotyp powiedział. Zresztą sięgać może i potem. To, że Ty
                                poderwałaś, nie oznacza całkowitej odsłony ani Twojej osobowości, ani celów,
                                ani pragnień. Ot, poderwanie i tyle.
                                • blue_a2 napisałam tylko o preferencjach... 27.01.07, 14:03
                                  że wolę, gdy jest inaczej (ang. prefer)
                                  • jagodnik Re: napisałam tylko o preferencjach... 28.01.07, 23:44
                                    >kiedy ludzie stają wobec siebie nadzy, kiedy dokonujesz operacji na żywym
                                    mięsie, takie powierzchowne stereotypy nie mają żadnego znaczenia, a w każdym
                                    razie okazują się zupełnie nieużyteczne, nieprzystające...

                                    Hehehehe. Szkoda gadać, znowu blue napisałaś co o tym myślę smile
                                    • fleshless Re: napisałam tylko o preferencjach... 29.01.07, 11:52
                                      osz Ty!

                                      Jak śmiesz kpić z mojego patosu?! ;P
                                    • blue_a2 jesteś facetem? 29.01.07, 14:34
                                      Fajnym? to zakochaj sie we mnie tongue_out

                                      to nie moje słowa, to nie ja pisałam smile)
                                      to chyba fleshless
    • dzika_zdzicha Re: ile u was trwa zauroczenie??? 29.01.07, 05:29
      uuu, o wiele za długo. wink i jest to charakterystyczne baaach, które sprawia, że
      odejmuje mi mowę i że zachowuję się jak skończona kretynka. big_grinDDD czyli uciekam
      przed "obiektem" albo trzęsę się, jak w delirce. "oswojenie" mnie zajmuje trochę
      czasu... wink
      • jagodnik Do blue 29.01.07, 23:44
        Tak skomentowałaś co napisał fleshless:
        "Lubię, gdy piszesz, ale jeśli powiem, że bełkot...obrazisz się?
        Nie obrażaj się i posłuchaj. Potrafię poderwać, gdy ktoś mi się podoba
        (oczywiście, że nie zawsze skutecznie). I jest we mnie potem smutek. Że sama
        sięgnęłam. Frajda jest chwilowa - "O, umiem, mogę". I chwila potem - i co z
        tego uncertain"

        I Twój komentarz spodobał mi się smile
        Co do zakochania... To jest odpowiedzialność, wiesz?
        • blue_a2 Pewnie, że wiem :-P 30.01.07, 00:15
          Żart. I tak mi miło, że przytakujesz.
          I jeśli piszesz do mnie, pisz pode mną -
          teraz napisałeś pod zdzichą tongue_out
          • jagodnik Re: Pewnie, że wiem :-P 30.01.07, 00:45
            W tytule jest napisane, że to do Ciebie smile
            A poza tym... kto szuka ten znajdzie smile smile Dobranoc.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka