Natchniona stwierdzeniem Candycandy o nieporuszaniu kontrowersyjnych
tematów w początkach znajomości zapytuję - co o tym sądzicie?

Wiem, może warto nie straszyc upatrzonej ofiary juz na samym
początku

)), ale z drugiej strony - czy to ma sens? Mamy liczyć na
to, że potem, ogłupiona naszymi wdziękami, ofiara przełknie wszelką
kontrowersję?
...jest w tym oczywiście sporo racji, bo z drugiej strony to się po
prostu sprawdza, ale... No właśnie, jak Wy to robicie?