Gość: Ghost
IP: *.tfl.pl / 10.71.0.*
02.10.02, 15:09
Banki przy wymyślaniu kolejnych opłat postanowiły użyć terminu "prowizja"
lecz "Prowizja" (z łaciny provisio – przezorność, zapobiegawczość), to
wynagrodzenie pobierane przez instytucję, osobę prawną lub osobę fizyczną za
pomoc w zawarciu transakcji. Najczęściej jej wysokość ustalana jest
procentowo od wartości transakcji.
Reasumując - prowizja stanowi wynagrodzenie osoby która pośredniczy w
zawarciu transkakcji,
Mając powyższe na względzie w Polsce Banki cierpią na schizofrenię, ponieważ
są pośrednikami w zawieraniu umów kredytowych pomiędzy sobą a klientem.
Zastanawiam się czy trzymając się literalnej wykładni terminu "prowizja"
można by spróbować dochodzić w sądzie zwrotu zapłaconej prowizji w przypadku
nie wystąpienia de facto pośrednika przy zawieraniu umowy np. kredytu
bezpośrednio w Banku. Banki są profesjonalnymi uczestnikami obrotu
gospodarczego i zatem nie mogą podnosić braku znajomości używanych terminów,
za którymi kryją się konkretne pieniądze, zwłaszcza, że ich wynagrodzenie
stanowi marża i odsetki.
Zresztą marża (fr. marge z łc. margo ‘krawędź, brzeg’) ekon. to cena usługi
handlowej doliczana do ceny zakupu, a produkty banków nie są usługami
handlowymi lecz finansowymi;
Zastanawiam się jak Banki będą nazywać kolejne opłaty?