20.11.02, 11:32
Czytam, slucham, sam korzystam z uslug jedeg
no z bankow... I tak mnie nachodzi refleksja ze od paru lat banki zachowuja
sie tak jakby byly sprzedawcami marchewki na targowisku: zupelnie nie dbaja o
swoj wizerunek i skubia klienta nie tylko ze niemilosiernie, ale glupio. Za
cholere nie widac zeby oni mieli swiadomosc ze klientow maja jako cala
branza - na lata. O co mi chodzi: moje banczydelko naklada na mnie iles tam
durnowatych (co do skali) oplat za wszystko [sporzadzenie zestawienia,
rozliczenie karty, prowizja za to i za tamto, a jeszcze prowadzenie konta
etc.], strach pomyslec coby bylo gdybym jeszcze chcial jaki kredyt
(niedoczekanie wasze :-))]. Wydaje mi sie ze z psychologicznego punktu
widzenia jest to durne, bo sprawia na kliencie wrazenie ze jest skubany (?)
wiele razy.
Znany mi bank z EU (nieduzy, lokalny bank skandynawski) zalatwial to o wiele
prosciej: nie bylo zadnych oplat za prowadzenie, wlasciwie za nic, nawet za
zlecenia stale. I tylko raz do roku placi sie ok. 25 USD za karte VISA. Per
saldo wychodzi chyba na to samo.
Niechby kto, kto sie np. zawodowo zajmuje public relations (jak to, qrcze
nazwac po polsku?) napisla tu co jako fachowiec sadzi o bankach w tym
wzgledzie. Moze ja, durne edu., sie myle?

PS. Jeszcze z tego co slysze, to im lepszych klientow dany bank usiluje
przyciagnac, tym bardziej i na wiecej sposobow usiluje ich skubac.
To jest chyba nieprofesjonalne, co?

PS.' Na swoj BZ WBK specjalnie nie narzekam, ale nigdy nie mialem zludzen.
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka