joanna74_3
30.09.08, 14:38
Witam, mam nadzieję na pomoc eksperta bądź może jakieś wskazówki od osób,
które miały podobne przejścia z bankiem Santander.
Historia jest długa i skomplikowana, więc nie będę jej szczegółowo teraz
przedstawiać. Zarysuje tylko sytuację końcową, czyli kanał, w jaki wpakowałam,
się stając się klientem Banku Santander.
Przejęłam kredyt po poprzednim właścicielu nieruchomości (dom w budowie).
Zawarłam z bankiem nową umowę i wszystko było dobrze, dopóki nie pojawił się dług…
Bank poza rzuceniem hasła, że „jest problem” i jakaś kwota do uregulowania,
nie informował mnie ani za co ja płacę, ani dlaczego, a co najlepsze, że TA
KWOTA ROŚNIE! Uwaga: Codziennie! Więc mocno zdezorientowana i jeszcze bardziej
wystraszona płaciłam. Raz. Drugi. Trzeci. Ale nie wpływało to bynajmniej na
uruchomienie kredytu.
A po drodze okazało się, że w umowie jest jakiś błąd. Umowa poszła do kosza.
Domagam się kolejnej umowy (dom w zawieszeniu, raty nie płacone do developera,
tylko ja dokładam i dokładam, z czego nic nie wynika!). Umowa jest
przygotowana, dzień przed podpisaniem umowy płacę kolejne pieniądze (a mówimy
tu o sumach typu 20 tysięcy, nie 20 złotych). Podpisuję umowę szczęśliwa, że
koszmar się skończył.
A koszmar się dopiero zaczął! Dostaje po 2 tygodniach informację, że nie można
uruchomić kredytu, bo jest do zapłacenia kolejne 1500 zł!
Jak wyjść z tego koszmaru?! Jak przerwać to wyłudzanie pieniędzy!? Jak zmusić
bank, żeby zaczął spłacać developera?!
POMOCY!!!
Uciekajcie od tego bandyckiego banku!!!!
Joanna