Dodaj do ulubionych

"Polska": Batalia o podatek liniowy

    • Gość: Marko Nie tutaj jest problem. IP: 217.147.104.* 10.07.09, 12:19
      Problem jest w (dot. pracownikow najemnych):
      1. Nieadekwatnych do rzeczywistosci kosztow uzyskania przychodu.
      2. Zanizonych progow podatkowych. Jesli juz chca tej progresji to proponuje:
      a. kwota wolna = 12xplaca minimalna
      b. 18% do kwoty 500 000 zl.
      c. 32% 500 000 - 1 000 000 zl.
      d. 40-50% powyzej 1 000 000 zl.
      e. Zadnych ulg.

      Takie ustawienie problemu powoduje, ze:
      1. Wiecznie poszkodowani 'biedni' maja swoje igrzyska (prezio w polskim z nazwy
      banku zarabia duuuzo powyzej 1 000 000 zl).
      2. Klasa srednia widzi na kontach w banku bezposrednie przelozenie praca-pieniadz.
    • cothbiro Kontra nr 1a 10.07.09, 12:22
      Wprowadzenie przez Słowację podatku liniowego zdaniem wielu
      analityków znacznie zwiększy atrakcyjność inwestycyjną tego kraju.
      Stracić ma na tym Polska, od której odwróci się kapitał zagraniczny.
      Teza ta jest wysoce wątpliwa, warto więc zastanowić się nad blaskami
      i cieniami podatku liniowego, zwłaszcza że znów pojawiła się
      propozycja wprowadzenia go w Polsce.

      Zacznijmy od argumentów przemawiających za podatkiem progresywnym.
      Są one na tyle silne, że skłoniły zdecydowaną większość krajów
      wysoko rozwiniętych do stosowania tego typu opodatkowania dochodów.

      Po pierwsze, przemawia za tym teoria marginalna ekonomii: 100
      złotych dodatkowego dochodu ma zupełnie inną wartość (użyteczność)
      dla kogoś, kto zarabia 1000 złotych miesięcznie niż dla tego, kto
      zarabia 10 tys. zł. Malejąca krańcowa użyteczność kolejnych
      jednostek dochodu sprawia, że progresja podatkowa nie jest aż tak
      uciążliwa dla lepiej zarabiających, jak dla tych, którzy zarabiają
      mniej. Biorąc zatem pod uwagę użyteczność dochodów całego
      społeczeństwa, progresywne opodatkowanie wyższych z nich dochodów
      jest bardziej optymalne.

      Po drugie, trzeba pamiętać, że oprócz podatków dochodowych są także
      podatki pośrednie, które obciążają wydatki. Wraz ze wzrostem
      dochodów skłonność do oszczędzania rośnie (maleje odsetek wydawanego
      dochodu), zatem osoby mniej zarabiające są relatywnie bardziej
      obciążone podatkami pośrednimi niż ci, których stać na odkładanie
      większej części zarobków. Jeśli uwzględnić łączne ciężary podatkowe
      (pośrednie i bezpośrednie), okazuje się, że mimo progresji wraz ze
      wzrostem dochodu relatywne obciążenie podatnika nie rośnie, lecz
      maleje. Przy założeniu, że podatnicy o miesięcznych dochodach brutto
      1000 zł całość wydają na konsumpcję, a podatnicy zarabiający 10 tys.
      zł tylko połowę, pierwsi przeznaczają na utrzymanie państwa około
      36,6 proc. dochodu, a drudzy 26,3 proc. Uwzględnienie różnic w
      strukturze konsumpcji (biedniejsi wydają relatywnie więcej na
      konsumpcję opodatkowaną niższą stawką VAT, np. żywność) i
      opodatkowania dochodów kapitałowych zasadniczo nie zmienia tych
      proporcji. Mówiąc krótko, biedni płacą relatywnie więcej podatków.

      Nierówności a rozwój

      Warto też zauważyć, że w grę wchodzi negatywna zależność między zbyt
      dużymi nierównościami społecznymi a możliwościami rozwojowymi
      gospodarki. Często mówi się, że wzrost gospodarczy, prawie tak jak
      przypływ, podnosi wszystkie łodzie. To prawda - ale podnosi je
      nierównomiernie: bogatsi zyskują relatywnie o wiele więcej niż
      biedniejsi. W USA w ostatnich dwudziestu latach wzrost gospodarczy
      znacznie zwiększył realne dochody najlepiej zarabiających, a płaca
      realna niżej zarabiających prawie się nie zmieniła.

      Nierówność społeczna z definicji polega na relatywnym rozwarstwieniu
      dochodów, a nie na ich nominalnych zmianach. Wzrastające nierówności
      społeczne, jak wskazują na to m.in. badania Banku Światowego, mogą
      prowadzić do narastania społecznych napięć, utrudnionego dostępu
      najbiedniejszych do edukacji (zwłaszcza do studiów wyższych),
      wzrostu przestępczości, pogłębienia patologii, apatii społecznej, co
      często przekłada się na wolniejszy wzrost gospodarczy i niższą
      jakość życia.

      Istotne jest również, że te nierówności stanowią zagrożenie dla
      demokracji i wzrostu gospodarczego, gdyż stanowią atrakcyjną pożywkę
      dla politycznych ekstremizmów, dla partii odwołujących się do
      populizmu i demagogii, których programy polityczne szkodzą
      rozwojowi. Wysoki poziom poparcia dla skrajnie demagogicznych
      polityków wśród polskich rolników nie wynika ze spadku ich
      nominalnych dochodów (one rosną od lat), ale z przekonania, że ich
      dochody relatywnie spadły w stosunku do pozostałej części
      społeczeństwa.

      Nie chodzi więc o to, na jaki nas stać samochód, ale o to, co stoi w
      garażu sąsiada. Elity społeczne, godząc się na pogłębienie
      nierówności społecznych, same podcinają gałąź, na której siedzą.

      Niski i prosty

      Przy analizie podatku liniowego często pojawia się założenie, że
      podatek progresywny musi być wysoki, a liniowy niski. Jest ono
      całkowicie nieuprawnione - zarówno w systemie liniowym, jak i
      progresywnym obciążenie podatkiem dochodowym może być różne. Stawka
      podatku liniowego na Litwie wynosi 33 proc., a najwyższa stawka
      podatku progresywnego w Singapurze tylko 28 proc. Podatki
      progresywne również mogą być niskie, choć niekoniecznie w tym samym
      stopniu dla wszystkich. Zamiast więc stawiania alternatywy: niski
      liniowy czy wysoki progresywny, warto skoncentrować się na obniżce
      ciężarów w ramach systemu progresywnego. Jest tutaj przecież sporo
      możliwości: zmiana liczby stawek, zmniejszenie tempa progresji,
      ruchy dotyczące progów dochodowych itd.

      Jako nieodłączną zaletę podatku liniowego wymienia się również jego
      prostotę. To też nie musi być prawdą. Czy system podatkowy w
      Estonii, gdzie jest podatek liniowy oraz kilkanaście różnego rodzaju
      ulg, zwolnień, wyłączeń etc., jest rzeczywiście prostszy od np.
      podatku progresywnego bez żadnych ulg i zwolnień? Podatek jest wtedy
      prosty, gdy wiadomo, co jest kosztem, co dochodem i jak obliczyć
      podstawę opodatkowania. Warunek ten mogą spełnić obydwa rodzaje
      podatków. Zeznanie PIT przy progresywnych stawkach mogłoby się
      zmieścić na jednej kartce, jeśli do końca wyeliminuje się psujące
      cały system podatkowy ulgi i zwolnienia. W takim scenariuszu jedyną
      różnicą - z punktu widzenia prostoty - między podatkiem progresywnym
      a podatkiem liniowym byłoby jedno dodatkowe działanie na
      kalkulatorze (dla dochodów przekraczających pierwszy próg
      opodatkowania).

      Podatnicy nie uciekną

      Często mówi się, że Polska - idąc za przykładem naszych sąsiadów -
      powinna jak najszybciej wprowadzić podatek liniowy, bo bez tego
      przegramy regionalną konkurencję o bezpośrednie inwestycje
      zagraniczne, a polscy obywatele zmienią rezydencje i opodatkują się
      np. na Ukrainie.

      O wielkości inwestycji zagranicznych decyduje jednak wiele
      czynników, a wysokość podatków wcale nie jest najważniejsza (w
      przeciwieństwie np. do jakości infrastruktury, dostępności
      wykwalifikowanej siły roboczej etc.). Przede wszystkim dla
      potencjalnych inwestorów nie jest ważna stawka PIT, ale CIT, a ta od
      stycznia tego roku jest w Polsce jedną z najniższych w Europie.
      Przyszła decyzja Hyundaia co do wyboru Polski bądź Słowacji na
      miejsce inwestycji w niemal żadnym stopniu nie będzie zależna od
      wysokości PIT.

      Co zaś do argumentu, że lepiej zarabiający Polacy będą się przenosić
      do krajów ościennych, aby płacić niższe podatki (dotyczy to zresztą
      tylko Słowacji, Ukrainy i Rosji, gdyż w krajach nadbałtyckich
      najniższa stawka podatku liniowego wynosi 25 proc., co przy
      efektywnym opodatkowaniu najlepiej zarabiających Polaków na poziomie
      około 29 proc. nie wydaje się wystarczająco atrakcyjne), to pojawia
      się pytanie, dlaczego np. Duńczycy, których duża część płaci PIT
      według stawki ponad 60 proc., nie przenieśli się jeszcze do Rosji?

      Nie przenieśli się, bo - zmieniając podatkową rezydencję -
      straciliby bezpłatny dostęp do służby zdrowia, wysokiej jakości
      edukacji, czystych ulic, niskiej przestępczości itp. Dodatkowym
      problemem są też uprawnienia emerytalne - dotyczące ich przepisy w
      poszczególnych krajach znacznie się różnią (wiek emerytalny,
      wielkość składek etc.). Ilu Polaków zamieniłoby Polskę na Ukrainę
      czy Rosję?

      Przy dyskusji o podatku dochodowym zawsze warto pamiętać, że jest on
      istotnym, ale tylko jednym ze składników systemu podatkowego.
      Twierdzenie więc, że podatek liniowy będzie zbawienny dla systemu
      finansów publicznych i całej gospodarki, jest bardzo naiwnym
      uproszczeniem.

      Co najmniej tak samo ważne jak reforma podatku dochodowego jest
      uporządkowanie systemu podatków majątkowych, m.in. wprowadzenie
      podatku od wartości nieruchomości (tzw. podatku katastralnego).
      Oznacza to nie tylko zapewnie
    • cothbiro Kontra nr 1b 10.07.09, 12:23
      Przede wszystkim - deficyt

      Niemal w każdym tekście o podatku liniowym punktem wyjścia jest
      założenie, że proporcjonalne opodatkowanie dochodów ma charakter
      prowzrostowy. Jest to co najmniej uproszczenie. A wysoce wątpliwe
      jest podawanie przykładu Rosji jako kraju, którego ostatnie sukcesy
      gospodarcze można przypisać wyłącznie podatkowi liniowemu.
      Wysuwający taki argument z reguły nie wspominają o pozytywnych
      efektach głębokiej dewaluacji rubla w 1998 roku i hossie na rynku
      surowców, choć ropa i gaz to ponad 60 proc. rosyjskiego eksportu.
      Podatek liniowy w Rosji czy na Ukrainie trzeba traktować bardziej
      jako potwierdzenie niewydolności tamtejszych służb skarbowych niż
      instrument polityki ekonomicznej.

      O tym, że podatek progresywny wcale nie przeszkadza (a może pomaga?)
      osiąganiu wysokiego tempa wzrostu, świadczą przykłady państw wysoko
      rozwiniętych oraz tzw. azjatyckich tygrysów; nadrobiły one
      zaległości rozwojowe przy progresywnym opodatkowaniu dochodów
      osobistych. Przykład krajów azjatyckich wskazuje również na to, że
      progresywne podatki nie są szkodliwe dla wzrostu nawet w
      gospodarkach o niskim i średnim poziomie PKB.

      Niskie podatki najczęściej korzystnie wpływają na wzrost
      gospodarczy. Ale możliwość ich obniżenia dotyczy w tej samej mierze
      podatku liniowego, co i progresywnego. Nie zawsze jednak obniżenie
      podatków jest jednoznacznie pozytywne dla gospodarki, jeżeli nie
      towarzyszą mu odpowiednie dostosowania po stronie wydatków
      budżetowych.

      Polska, wprowadzając 19-proc. stawkę opodatkowania wszystkich
      dochodów z działalności gospodarczej (co, notabene, można uznać za
      wprowadzenie podatku liniowego boczną furtką) i radykalnie obniżając
      CIT, dokonała właśnie jednej z największych w historii obniżek
      podatków. Wydaje się jednak, że z punktu widzenia stanu finansów
      publicznych już dalej podatków obcinać nie można. Zamiast tego
      trzeba zabiegać o zmniejszenie deficytu budżetowego i długu
      publicznego, które poważnie zagrażają stabilności naszej gospodarki
      i mogą mieć o wiele bardziej negatywne konsekwencje (np. przez tzw.
      efekt wypierania) dla wzrostu gospodarczego niż skala obciążeń
      fiskalnych gospodarki. Walczmy z deficytem, a nie z progresją
      podatkową.

      ANDRZEJ LICHOTA, MARCIN PIĄTKOWSKI, JACEK TOMKIEWICZ
      • cothbiro Kontra nr 2a 10.07.09, 12:25
        Ostatnio pojawia się wiele głosów w mediach propagujących
        wprowadzenie w Polsce tak zwanego podatku liniowego. Platforma
        Obywatelska, uczyniła z postulatu wprowadzenia podatku liniowego
        jeden z głównych punktów swojego programu (choć w oficjalnym
        programie rządu koalicyjnego jak na razie takiego zapisu nie ma).
        Z wprowadzeniem podatku liniowego łączy się nadzieje, że zapewni to
        wzmocnienie naszej gospodarki, oddali groźbę pogorszenia
        koniunktury, przyspieszy długookresowe tempo wzrostu itd., nie
        wspominając już o powszechnej szczęśliwości i cudzie gospodarczym.
        Warto przeto przyjrzeć się temu, co kryje się pod hasłem „podatek
        liniowy”, zwłaszcza że nagromadziło się tu wiele nieporozumień.
        Nieporozumieniem jest przede wszystkim sama nazwa: „podatek
        liniowy”. Powstała ona w wyniku niezbyt trafnego przetłumaczenia
        tytułu wydanej w 1995 r. książki dwóch ekonomistów amerykańskich,
        Roberta E. Halla i Alvina Rabuschki, „The Flat Tax” (już w 1998 r.
        przetłumaczonej i wydanej w Polsce), który prawidłowo powinien
        brzmieć „podatek jednolity”. Jednakże na tym nie kończy się
        nieporozumienie. Zarówno określenie podatek liniowy, jak i podatek
        jednolity, to tylko nowe nazwy dla podatku proporcjonalnego, o
        którym od 200 lat toczy się dyskusja, w której przeciwstawiany jest
        on podatkowi progresywnemu.
        W dyskusji tej wypowiadali się tacy klasycy liberalnej myśli
        ekonomicznej jak Adam Smith czy Jean Baptiste Say – notabene
        popierając umiarkowaną progresję w opodatkowaniu – czy młodszy od
        nich John Stuart Mill, zwolennik podatku proporcjonalnego. Książka
        Halla i Rabuschki nie stanowiła odkrycia problemu, lecz raczej
        otwarcie nowego etapu dyskusji.Powierzchownie odczytując przesłanie
        książki Halla i Rabuschki, można mniemać, iż chodziło im o
        zastąpienie w federalnym podatku dochodowym pięciostopniowej skali
        progresywnej (od 15 do 39,6 proc.) jednolitą stawką 19 proc.
        Jednakże właściwy sens tej propozycji może być zrozumiany jedynie w
        szerszym kontekście ówczesnego amerykańskiego systemu podatkowego.
        Wielka liczba ulg, odchyleń i luk w prawie pozwalała – jak pisze
        Hall i Rabuschka – „niektórym bardzo bogatym ludziom płacić
        niewielkie lub nawet żadne podatki”. Możliwości te wymagały jednak
        korzystania z bardzo drogich usług doradców podatkowych, a więc
        mogły z nich korzystać osoby o bardzo wysokich dochodach; przy
        niższych było to po prostu nieopłacalne.
        Hall i Rabuschka połączyli wprowadzenie jednolitej stawki podatkowej
        z likwidacją ulg i odliczeń oraz luk prawnych, dzięki między innymi
        maksymalnemu uproszczeniu zasad ustalania podstawy opodatkowania.
        Wydaje się wprawdzie, że pisząc o tych zasadach, nie w pełni zdawali
        sobie sprawę z niektórych strukturalnych trudności, ale to już
        sprawa uboczna. Generalnie Hall i Rabuschka pragnęli zapewnić
        sprawiedliwy i uczciwy – posługując się idiomem fair and squire –
        system opodatkowania dochodów. W związku z tym uważali za niezbędne
        wysokie kwoty wolne, na poziomie zapewniającym pokrycie kosztów
        utrzymania na „przyzwoitym” poziomie. Konkretnie proponowali – w
        warunkach 1995 r. – 16,5 tys. dol. dla małżonków rozliczających się
        wspólnie plus 4,4 tys. dol. na każdą osobę pozostającą na utrzymaniu
        (niekoniecznie dzieci) oraz 14 tys. dol. dla jednej osoby
        prowadzącej gospodarstwo domowe. Opodatkowanie dotyczyło tylko
        nadwyżek ponad wymienione kwoty. W ten sposób miała być zapewniona
        sprawiedliwa ochrona podatników o niższych dochodach.
        Jeśli idzie o podatników o wysokich dochodach, to zasada
        sprawiedliwości i uczciwości opodatkowania miała polegać przede
        wszystkim na zablokowaniu możliwości legalnego uchylania się od
        podatku w drodze wykorzystywania wspomnianych ulg, odliczeń i luk
        prawnych przy równoczesnym obniżeniu teoretycznych stawek
        podatkowych. Dla budżetu federalnego cała ta reforma miała być –
        według obliczeń Halla i Rabuschki – neutralna, a ciężar obciążeń
        podatkowych przesunięty w stronę wyższych dochodów.
        Warto zauważyć, że Hall i Rabuschka nie proponowali obniżenia
        opodatkowania w odniesieniu do dochodów przekraczających kwotę wolną
        do dość niskiego poziomu 19 proc., gdyż ich propozycje odnosiły się
        tylko do federalnego podatku dochodowego, a w Stanach Zjednoczonych
        istnieją także stanowe podatki dochodowe, przeważnie progresywne (w
        skali często od 2 do 8 proc.).
        • cothbiro Kontra nr 2b 10.07.09, 12:26
          Sens wprowadzenia w Polsce podatku liniowego w odniesieniu do
          dochodów osób fizycznych (podatek dochodowy od osób prawnych ma od
          dwudziestu lat charakter liniowy) byłby zasadniczo odmienny od tego,
          czego chcieli Hall i Rabuschka. W Polsce nie ma tak zawiłego systemu
          ulg podatkowych i luk w prawie pozwalających uchylić się od
          opodatkowania posiadaczom wysokich dochodów. Polski podatek
          dochodowy od osób fizycznych jest dość przejrzysty i jednoznaczny,
          nie ma więc problemu jego uproszczenia; oczywiście można wskazać na
          wiele niejasności i wątpliwych rozwiązań, ale mają one znaczenie
          marginesowe. Problemem jest natomiast rozkład obciążeń podatkowych
          na poszczególne grupy podatników i w tym kierunku zmierzają – choć
          raczej tego nie eksponując – propozycje „wprowadzenia podatku
          liniowego”, czyli – precyzyjnie rzecz ujmując – wyeliminowania
          progresji, występującej obecnie w opodatkowaniu części wysokich
          dochodów.
          Wyraźnie trzeba powiedzieć, że opodatkowaniu progresywnemu podlega
          tylko część wysokich dochodów. Podatnicy prowadzący pozarolniczą
          działalność gospodarczą (bardzo szeroko rozumianą, z wolnymi
          zawodami łącznie) mogą korzystać z opodatkowania stawką
          proporcjonalną 19 proc. W 2006 r. według danych Ministerstwa
          Finansów było ich 328 tys., a ich dochód do opodatkowania wynosił
          średnio 163 tys. zł. Także dochody o charakterze kapitałowym –
          odsetki od pożyczek i lokat, dywidendy, dochody z operacji
          giełdowych, z tytułu udziału w spółkach itd. – opodatkowane są
          stawką liniową 19 proc., a zasada niekumulowania z innymi dochodami
          powoduje wyłączenie ich z progresji.
          Najwyższa stawka progresji – 40 proc. (dla dochodów powyżej 74 tys.
          zł rocznie w 2006 r., a w roku bieżącym 85,5 tys. zł) dotyczyła
          tylko 266,5 tys. podatników uzyskujących łącznie dochód 35,0 mld zł,
          to znaczy średnio 132,8 tys. zł. Średnie opodatkowanie dochodu
          wynosiło dla tej grupy podatników 29,6 proc. (łącznie ze składką na
          ubezpieczenie zdrowotne).
          Wprawdzie w 2006 r. istniał – istnieje także w roku bieżącym – drugi
          przedział progresji ze stawką 30 proc. dla dochodów w granicach 37 –
          74 tys. zł (w roku bieżącym 44,5 – 85,5 tys. zł), ale zgodnie ze
          znowelizowaną 16 listopada 2006 r. ustawą o podatku dochodowym od
          osób fizycznych zniknie on z końcem roku.
          Od 1 stycznia 2009 r. dochody nie przekraczające 85,5 tys. zł w
          skali rocznej (według progu tegorocznego, ale kwota ta dla 2009 r.
          zostanie podwyższona w związku z zasadą waloryzacji) będą
          opodatkowane według stawki 18 proc., a dopiero dla nadwyżki ponad
          ten poziom stosowana będzie stawka 32 proc. Nastąpić ma więc znaczne
          zmniejszenie obciążenia podatkowego dochodów średnich (z 30 proc. na
          18 proc.) i nieco słabsze, ale też znaczące, dochodów wyższych (z 40
          proc. na 32 proc.). Jeżeli przyjąć strukturę podatków z 2006 r., to
          stawka 32 proc. dotyczyć będzie zaledwie 1,1 proc. podatników.
          Daleko idące ograniczenie progresji w podatku dochodowym od osób
          fizycznych będzie nader kosztowne dla budżetu państwa. W warunkach
          2009 r. może to oznaczać zmniejszenie wpływów – według szacunków
          autora – 17 do 20 mld zł, tzn. blisko 1,5 proc. prognozowanego PKB,
          przy czym trzeba pamiętać, iż w roku bieżącym wpływy zmniejszą się o
          ponad 7 mld zł w związku z wprowadzeniem hojnych ulg rodzinnych.
          Nowy rząd deklaruje jednak, że wprowadzi zgodnie z obecnym
          brzmieniem ustawy nową, tak radykalnie spłaszczoną skalę podatkową
          od 1 stycznia 2009 r., choć nie ułatwi to realizacji ambitnych
          zamierzeń w zakresie redukcji deficytu i poziomu długu publicznego.
          Dalsze obniżenie stawki 32 proc. do 18 proc. kosztowałoby jakieś 10
          mld zł (0,7 proc. PKB), co z całą pewnością przekraczałoby granicę
          wytrzymałości budżetu.
          Kluczową sprawą jest tutaj właśnie wytrzymałość budżetu, przy czym
          przez budżet rozumiemy tutaj całe finanse publiczne, a więc nie
          tylko budżet państwa, lecz także budżety samorządowe, fundusze
          celowe i inne podmioty zaliczone do sektora finansów publicznych z
          tym, że budżet państwa jest centralnym ogniwem, regulatorem
          zasilania finansowego pozostałych podmiotów.
          Wytrzymałość budżetu zależy od kombinacji trzech elementów:
          dostępnych dochodów, niezbędnych wydatków oraz możliwego do
          przyjęcia deficytu, to znaczy tej części wydatków, która nie jest
          finansowana dochodami, lecz zaciąganymi pożyczkami. Ostatnie dwa
          lata cechowała wysoka – w związku z bardzo dobrą koniunkturą –
          dynamika dochodów przewyższająca dynamikę wydatków, co pozwoliło na
          dość łatwe zmniejszenie deficytu.
          Niektórzy uwierzyli, że sytuacja taka będzie trwać stale, co stworzy
          możliwość obniżenia podatków i innych danin publicznych stanowiących
          zasadniczą część (ponad 80 proc.) dochodów sektora finansów
          publicznych. Dużo już w tym kierunku zrobiono – o podatku dochodowym
          od osób fizycznych była już mowa, ale trzeba też uwzględnić
          obniżenie składki na ubezpieczenie rentowe, co oznacza utratę
          dochodu rzędu 24 mld zł – jak daleko można jeszcze iść, to właśnie
          jest pytanie, na które trzeba znaleźć odpowiedź, zanim wysunie się
          propozycje kolejnych obniżeń podatków.
          • cothbiro Kontra nr 2c 10.07.09, 12:26
            Trzeba pamiętać z jednej strony, że dobra koniunktura musi się
            skończyć i to prawdopodobnie w niezbyt odległym momencie, a z
            drugiej, że deficyt trzeba dalej zmniejszać. W tym układzie
            możliwości obniżenia podatków zależą od możliwości obniżania
            wydatków, biorąc pod uwagę, że część obniżek wydatków powinna
            posłużyć zmniejszeniu deficytów. Racjonalne reformy podatkowe
            powinny być neutralne dla finansów publicznych.
            Takie założenie przyjmowali w swych propozycjach Hall i Rabuschka,
            ale nie chcą o tym pamiętać nasi domorośli reformatorzy podatków.
            Skłonni są natomiast opowiadać, że na reformie podatkowej wszyscy
            podatnicy skorzystają, choć jeśli wszyscy mają skorzystać, to
            znaczy, że budżet straci. A to oznacza wzrost deficytu, który będzie
            finansowany pożyczkami, od których trzeba płacić odsetki (nikt
            przecież nie pożycza bezinteresownie!), a później spłacać. Z czego? –
            z podwyższonych ponownie z konieczności podatków.
            Entuzjaści podatku liniowego i obniżenia stawek podatkowych lubią
            opowiadać, iż realizacja ich projektów nie musi powodować
            zmniejszenia wpływów budżetowych. Z jednej strony twierdzą, że
            ludzie uchylający się dziś od płacenia podatków wzruszą się i zaczną
            uczciwie je płacić, z drugiej zaś strony obniżka stawek spowoduje
            takie przyspieszenie wzrostu gospodarczego, iż wzrosną dochody i
            płacone od nich – mimo obniżenia stawek – podatki. Taki sposób
            myślenia Joseph Stiglitz nazwał „szamańską ekonomią” („Szalone lata
            dziewięćdziesiąte”, s. 169).
            Wprawdzie utopią jest oczekiwanie, iż obniżenie stawek podatkowych –
            konkretnie wprowadzenie podatku liniowego – spowoduje takie
            przyspieszenie wzrostu gospodarczego, którego efekty zrekompensują
            budżetowe bezpośrednie skutki obniżenia stawek, to jednak warto się
            zastanowić, czy podatek liniowy w ogóle może wpłynąć na
            przyspieszenie wzrostu. Odpowiedź nie może być jednoznaczna, gdyż
            wszystko zależy od szerszego kontekstu.
            Gdyby wprowadzenie podatku liniowego oznaczało odejście od gęstej
            skali progresywnej z wieloma szczeblami dotyczącymi zwłaszcza
            niskich i średnich dochodów, to niewątpliwie można by oczekiwać
            przyspieszenia. Oznaczałoby to usunięcie hamulców dla inicjatywy,
            zwiększania wysiłku itd. dla pracowników i drobnych przedsiębiorców.
            Jeśli natomiast – a tak byłoby w Polsce – podatek liniowy miałby
            oznaczać tylko zmniejszenie obciążenia podatników o wysokich
            dochodach (nie będących przedsiębiorcami, bo ci już płacą podatek
            liniowy), trudno oczekiwać takiego bodźcowego efektu.
            Chodzi bowiem głównie o pracowników na wysoko płatnych posadach, a
            dla nich dostatecznym bodźcem jest chęć utrzymania się na tych
            posadach. Natomiast obniżenie podatku nie miałoby wpływu na ich
            zachowanie. Oczywiście można by mówić o pewnej niesprawiedliwości,
            że menedżer czy specjalista na etacie płaci od takiego samego
            dochodu znacznie wyższy podatek niż przedsiębiorca czy
            przedstawiciel wolnego zawodu, ale to już inna sprawa.
            Zwolennicy podatku liniowego powołują się na to, że został on
            wprowadzony w wielu krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Jednakże
            analogia to słaby argument w sensie merytorycznym, a okoliczności
            wprowadzenia podatku liniowego były w poszczególnych krajach różne.
            Przede wszystkim w niektórych z nich – na Litwie, Łotwie, w Estonii,
            a ostatnio w Czechach – podatek liniowy to nie jest podatek niski,
            stawki wynoszą po dwadzieścia kilka procent.
            Często stawki ustalane były na poziomie najwyższej stawki
            progresywnej. W niektórych krajach wprowadzenie podatku liniowego o
            dość niskiej stawce stanowiło krok w kierunku ucywilizowania
            stosunków podatkowych, gdyż wcześniej występowało zagrożenie
            uchylania się od płacenia podatków. Dotyczy to w pewnym stopniu
            Rosji, ale tam budżet opiera się na dochodach z tytułu royalities,
            tzn. opłat z tytułu eksploatacji ropy i gazu, a podatek od osób
            fizycznych mógłby zostać całkowicie zniesiony tak, jak w niektórych
            krajach Zatoki Perskiej.
            W niektórych krajach, np. w Słowacji, wprowadzenie podatku liniowego
            było elementem szerokiej, kompleksowej reformy podatkowej, w innych
            aktem pojedynczym.
            Wszędzie obowiązujące poprzednio podatki dochodowe miały skale
            progresywne znacznie bardziej rozbudowane niż ma to miejsce dzisiaj
            w Polsce. (bez uwzględnienia zmian mających wejść w życie w 2009
            r.). Nader zróżnicowana jest skala stawek wprowadzonego podatku
            liniowego od dochodów osób fizycznych. W 2007 r. kształtowała się
            ona od 10 proc. w Albanii do 27 proc. na Litwie.
            Jedynie na Łotwie wprowadzono podatek liniowy bez kwoty wolnej,
            tzn. – jak określają niektórzy polscy zwolennicy – „czysty podatek
            liniowy”. Określenie to robi humorystyczne wrażenie, gdy wiemy, jaką
            wagę do zapewnienia wysokiej kwoty wolnej przywiązywali Hall i
            Rabuschka, twórcy koncepcji podatku liniowego.
            • cothbiro Kontra nr 2d 10.07.09, 12:28
              Różnie kształtuje się relacja stawki podatku od osób fizycznych do
              stawki podatku od osób prawnych. Tylko w sześciu krajach (m. in. w
              Słowacji, Estonii, Rumunii) obie stawki są równe, natomiast w trzech
              krajach (na Litwie i Łotwie oraz w Czarnogórze) stawka dla osób
              fizycznych jest wyższa niż dla osób prawnych, zaś w trzech krajach
              (w Rosji, na Ukrainie i w Gruzji) odwrotnie – wyższa jest stawka dla
              osób prawnych.
              W tych warunkach powstają wątpliwości, czy rozwiązania podatkowe
              wprowadzane pod hasłem podatki coś łączy poza rezygnacją z
              progresji. Dlatego też bardzo trudno jest oceniać efekty
              wprowadzenia podatku liniowego w poszczególnych krajach, które to
              uczyniły. Dotyczy to zwłaszcza wpływu na wzrost gospodarczy, na
              który lubią się powoływać entuzjaści podatku liniowego.
              Ogłoszona w sprawie podatku liniowego opinia Europejskiego Banku
              Centralnego (opublikowana we wrześniowym numerze „Biuletynu
              Miesięcznego EBC”) jest niezmiernie powściągliwa. „Jeśli idzie o
              bodźce do pracy, inwestowania i wprowadzania innowacji badania
              empiryczne przeprowadzone w odniesieniu do krajów bałtyckich,
              Gruzji, Rumunii, Rosji, Słowacji i Ukrainy nie przyniosły
              jednoznacznych dowodów na to, że wprowadzenie podatku rzeczywiście
              przyniosło oczekiwane korzyści…
              Jeśli chodzi o wzrost gospodarczy, to chociaż państwa Europy
              Środkowej i Wschodniej odnotowały wysokie realne stopy wzrostu PKB,
              to korzystny wynik mógł być niezależny od wprowadzenia podatku
              liniowego. W analizach empirycznych z ostrożnością podchodzi się do
              ustalenia związków przyczynowych, gdyż reformy podatkowe były zwykle
              częścią kompleksowego zestawu daleko idących reform fiskalnych i
              strukturalnych, które mogły odegrać większą rolę niż sam podatek
              liniowy”.
              Tym bardziej nie można oczekiwać takiego wpływu w Polsce, gdzie od 1
              stycznia 2009 r. dla 99 proc. podatników podatek dochodowy od osób
              fizycznych będzie miał charakter liniowy, zwłaszcza że wśród nich
              znajdują się samodzielni przedsiębiorcy. Dlatego też należy przestać
              mówić o wprowadzeniu podatku liniowego jako istotnym problemie
              społeczno-gospodarczym, bo likwidacja szczątkowej progresji
              odnoszącej się do drobnej grupy wyższych urzędników i menedżerów
              takim problemem nie jest.
              Podatek liniowy reklamowany jest jako podatek szalenie prosty i
              łatwy w obsłudze zarówno dla podatnika, jak i organu podatkowego.
              Jest to tylko półprawda, gdyż – jak stwierdza Europejski Bank
              Centralny – „rezultaty badań wskazują na fakt, iż złożoność systemu
              podatkowego niekoniecznie wynika z progresywnych stawek podatkowych,
              lecz raczej z definicji podstawy opodatkowania i możliwości
              uzyskania zwolnień podatkowych”. Nieprawdą jest twierdzenie, że
              wprowadzenie w Polsce podatku liniowego pozwoli zrezygnować z
              obowiązujących w Polsce ponad 100 zwolnień przedmiotowych. Otóż gdy
              w konstrukcji podatku zakłada się, że przedmiotem podatku są
              wszelkie przychody pieniężne pomniejszone o koszty uzyskania, to
              konieczne jest zwolnienie przychodów, które z natury rzeczy nie
              stanowią dochodu, np. odszkodowania za szkody rzeczywiste (damnum
              energens, w przeciwieństwie do odszkodowań za nieosiągnięte korzyści
              czyli lucrum cessans) oraz zwroty np. kosztów, nadpłat itp.Jeśli zaś
              pod hasłem wprowadzenia podatku liniowego kryje się postulat
              obniżenia stawek podatkowych – np. do 16 proc. w obu podatkach
              dochodowych – jest to nieodpowiedzialna demagogia.
              Na razie stawki 18 i 19 proc. muszą stanowić nienaruszalny fundament
              polskich finansów publicznych. Na rozważenie możliwości ich
              obniżenia przyjdzie czas, gdy zostanie dokonana reforma wydatków
              publicznych, a deficyt sektora finansów publicznych zostanie
              zredukowany poniżej 1 proc. PKB, zgodnie z wymaganiami podpisanego
              przez Polskę paktu stabilizacji i wzrostu. Żelazną zasadą finansów
              publicznych jest to, że obniżanie podatków musi być poprzedzone
              zmniejszeniem wydatków i redukcją strukturalnego deficytu. W
              ostatnim czasie zasada ta została w Polsce wyraźnie naruszona i
              dalsze obniżanie podatków stworzyłoby sytuację wysoce niebezpieczną.


              Andrzej Wernik
              • cothbiro Kontra nr 3a 10.07.09, 12:30
                Ostatnio ożywiła się dyskusja na temat podatku liniowego.

                Oczywiście, że się ożywiła. Jest to kwestia dużych pieniędzy dla
                niektórych...

                Dla niektórych? Podatek liniowy przedstawiany jest jako rozwiązanie
                doskonałe dla wszystkich: służy rozwojowi gospodarczemu (vide
                przykład Rosji i Słowacji), pobudza produktywność, ogranicza szarą
                strefę, jest sprawiedliwy.

                Odpowiem w trzech słowach, no może w pięciu: wszystkie te zalety są
                kłamstwem. Ordynarnym kłamstwem, bo jest to niemożliwe i
                teoretycznie, i praktycznie. Rosja ma dobre wyniki nie z powodu
                podatku liniowego, ale dzięki wysokim cenom surowców, zwłaszcza ropy
                i gazu. Na Słowacji żaden efekt przyśpieszenia związany z podatkiem
                liniowym nie nastąpił. Badania naukowe wykazują, że wszystkie
                rzekome skutki i zapowiedzi dotyczące tego podatku są niesprawdzone.

                Ale szarą strefę ogranicza?

                Szara strefa rodzi się głównie w strefie dochodów niskich. Chodzi
                przeważnie o biednych ludzi, którzy nie zatrudniają się oficjalnie,
                pracują "na lewo", mało zarabiają. Dla nich podatek liniowy jest bez
                znaczenia. W istocie zaś potęguje on szarą strefę, bo jego
                wprowadzenie wiąże się z likwidacją ulg podatkowych, a wtedy
                przestajemy prosić o rachunki. Gdy rzemieślnik mówi: chce pan za
                1000 zł bez rachunku czy za 1200 zł z rachunkiem, to przy istnieniu
                ulg każdy brał rachunek, odpisywał sobie stosowną sumę i był
                spokojny, że uczciwie wszystko załatwił. A bez ulgi - każdy woli za
                1000 zł bez rachunku. I tak się rozwija szara strefa. Nawet jakby
                wprowadzono podatek liniowy na poziomie 15 czy 16%, nic się nie
                zmieni. Wielu ludzi nie będzie chciało płacić, bo 15% piechotą nie
                chodzi, zwłaszcza przy większych transakcjach.

                Komu przede wszystkim zależy na podatku liniowym?

                Chodzi o interes wąskiej grupy, dla której wprowadzenie tego podatku
                oznacza zmniejszenie obciążeń - konkretnie o 6% Polaków, wchodzących
                w drugą i trzecią grupę podatkową. Ja też wchodzę, ale patrzę na
                interes ogólnogospodarczy, a ordynarne kłamstwo zawsze mnie
                denerwuje. Na temat podatku liniowego wypisywana jest masa głupstw
                przez ludzi, którzy się nie znają i nie są ekonomistami. Jeden
                z "ekspertów" cytował nawet piosenkę Beatlesów, "Taxman" - o
                urzędniku podatkowym, który ich ograbiał - twierdząc, że płacenie
                90% podatku dochodowego musiało Beatlesów bardzo zniechęcać. Jakoś
                nie zauważyłem, żeby podatek dochodowy zniechęcił ich do napisania
                jeszcze wielu świetnych piosenek. Rozpadli się z powodów
                charakterologicznych, a nie w wyniku wysokiego podatku dochodowego,
                nadal śpiewali i należeli do najbogatszych muzyków brytyjskich.

                I nawet nie przenieśli się z płaceniem podatków za granicę jak ABBA.

                Skoro ABBA mogła, to się przeniosła. Przecież każdy system
                podatkowy, niezależnie od wysokości stawek, może być skonstruowany
                źle lub dobrze. Wysokie stawki raczej potrafią zachęcać do
                aktywności. W czasach gdy Elvis Presley zaczynał robić wielką
                karierę, najwyższa stawka podatku dochodowego w USA wynosiła właśnie
                ok. 90%. Oczywiście, wbrew głupstwom, które się dziś u nas wypisuje,
                wcale nie przeszkadzało to rozwojowi gospodarczemu. Presley jednak
                przehulał i rozdał swoje pieniądze, zabrakło mu więc na zapłacenie
                podatku. Co zrobił? Dał dodatkowo parę koncertów, wszyscy na tym
                skorzystali, a on zarobił na podatek. W rzeczywistości podatek
                liniowy nie służy rozwojowi gospodarczemu. Przeciwnie, szkodzi mu.

                Dlaczego?

                Dlatego, że wysysa siłę nabywczą mniej zamożnych obywateli. Dziś w
                Polsce podatek dochodowy faktycznie płacony przez osoby fizyczne
                wynosi średnio 16%. Aż 94% Polaków jest w pierwszej grupie
                podatkowej. Tu stawka wynosi 19%, ale w rzeczywistości, dzięki ulgom
                i kwocie wolnej, płacą oni 13,5%. W drugiej grupie - stawka 30% -
                jest 5% Polaków, płacących naprawdę 20%. Wreszcie 1% najbogatszych,
                którzy weszli w trzeci próg (40%), płaci tylko 30-procentowy
                podatek. Ludzie z drugiej grupy podatkowej płacą podatek dochodowy
                kosztem wydatków konsumpcyjnych i kosztem oszczędności. 1%
                najbogatszych - tylko z oszczędności, bo konieczność zapłacenia
                podatku w żaden sposób nie uszczupla zaspokojenia ich potrzeb
                konsumpcyjnych. Natomiast biedniejsi płacą wyłącznie kosztem
                konsumpcji. Gdy więc przesuwa się obciążenie podatkowe na
                biedniejszych, spada ich siła nabywcza. Ograniczenie siły nabywczej
                94% społeczeństwa zaszkodzi gospodarce.

                Przecież, jak się u nas twierdzi, to bogaci są kołem zamachowym
                rozwoju gospodarczego.

                Ten najbogatszy 1% obywateli przynosi do budżetu piątą część
                wszystkich wpływów podatkowych z tytułu PIT. Gdyby został
                wprowadzony podatek liniowy w wysokości 20% od dochodu - a
                faktycznie ok. 17% po uwzględnieniu kwoty wolnej - to obciążenie
                podatkowe zostanie przesunięte na barki 94% mniej zamożnych Polaków.
                Oznaczałoby to zwiększenie podatku o 2 punkty procentowe - czyli
                zamiast 13,5% jak dziś, płaciliby 15,5%. To niby niewiele więcej,
                ale będzie to dla nich wzrost średnio aż o 15%, co ludzie słabo
                zarabiający z pewnością odczują (niektórzy, np. ci, którzy z powodu
                zwiększenia kwoty wolnej w ogóle nie będą płacić PIT, może
                skorzystają, inni jednak zapłacą jeszcze więcej).

                Czy właśnie z tych wszystkich powodów żaden wysoko rozwinięty kraj
                świata nie wprowadził podatku liniowego?

                Oczywiście. Przykładowo w USA jest progresywny podatek dochodowy i
                od osób fizycznych, i od firm, do tego fenomenalny system ulg: na
                dzieci, na żonę, na babcię i dziadka, ba, nawet na teściową, jeśli
                się ją utrzymuje. System podatkowy ma nie utrudniać obywatelowi
                zaspokajania jego potrzeb. Uważam, że w Polsce, tak jak w USA za
                czasów prezydentury Billa Clintona, najniższa stawka podatku
                dochodowego mogłaby wynosić 10%, potem 15%, a górna, naprawdę dla
                najbogatszych, nawet 50%, oczywiście przy istnieniu ulg na określone
                cele (np. zakup mieszkania czy remont). Ulgi podatkowe są prawem
                obywatela, a poza tym przynoszą korzyści gospodarce. Ich
                ograniczanie spowodowało w ostatnich latach realny wzrost fiskalizmu
                i większe obciążenie obywateli. Oczywiście, ci wszyscy szamani
                ekonomiczni likwidujący w Polsce ulgi, wcześniej skwapliwie z nich
                skorzystali, stawiając sobie domy. Uczciwy, kompetentny i obiektywny
                naukowiec nie może być zwolennikiem podatku liniowego i zniesienia
                ulg, gdyż wie, że to absurd ekonomiczny.

                • cothbiro Kontra nr 3b 10.07.09, 12:31
                  W Polsce jednak znacznie częściej i dobitniej słychać głosy
                  zwolenników wprowadzenia podatku liniowego i likwidacji ulg.

                  Bo to propaganda jak za Gierka, nielicząca się z faktami. Podatek
                  liniowy leży w interesie zachodnich właścicieli gazet, menedżerów,
                  przedstawicieli instytucji kapitałowych. Oni często odnoszą
                  wrażenie, że w Polsce jest wysoki podatek dochodowy. Tymczasem w
                  porównaniu z innymi krajami nasze stawki podatkowe nie są wysokie,
                  problem w tym, że mamy niskie dochody. Dochód ludzi płacących w
                  Polsce stawkę 40%, w Europie Zachodniej jest w ogóle wolny od
                  podatku albo wchodzi w najniższą stawkę. Gdy ktoś stamtąd przyjeżdża
                  do naszego kraju, przeżywa szok: musi oddać państwu znacznie więcej
                  niż na Zachodzie. A to dlatego, że tu jego dochody są w najwyższej
                  grupie podatkowej. Może więc, co proponowałem już dawno, ludzie
                  przyjeżdżający z Zachodu powinni mieć większe koszty uzyskania
                  przychodu, żeby nie musieli tyle płacić.

                  Jeśli wśród ekspertów zajmujących się w praktyce finansami są
                  właściwie sami przeciwnicy podatku progresywnego, to może mają oni
                  trochę racji?

                  Obniżenie podatku dochodowego dla najbogatszych i zmniejszenie siły
                  nabywczej biedniejszych oznacza, że zostaje więcej środków w
                  systemie finansowym. I to wyjaśnia - powiem brutalnie, że wręcz
                  demaskuje - zainteresowanie sektora finansowego wprowadzeniem
                  podatku liniowego. Dlatego właśnie wszyscy tzw. ekonomiści z różnych
                  banków i instytucji finansowych przekonują gorąco, jak to wspaniale
                  podatek liniowy służy gospodarce. Nie służy gospodarce. Podatek
                  liniowy służy tylko sektorowi finansowemu. Będzie więcej pieniędzy
                  we wtórnym obrocie, to więcej pieniędzy trafi do banków, będą je
                  inwestować, brać większe prowizje; poprawi się koniunktura na
                  giełdzie, bo ją też zasili więcej pieniędzy.

                  Poprawa koniunktury na giełdzie jest chyba dobra dla całej
                  gospodarki?

                  Dla giełdy i dla graczy giełdowych. Jak pokazują ostatnie lata,
                  wzrosty i spadki na polskiej giełdzie mają minimalny wpływ na tempo
                  wzrostu gospodarczego. Na gospodarkę wpływają głównie wydatki ludzi
                  biedniejszych. Ich trzeba niżej opodatkować, bo jeśli zostaną im
                  jakieś dochody, wydadzą je na cele rynkowe, a to poprawi koniunkturę
                  w kraju i zwiększy obroty przedsiębiorców. Zmniejszy się też wtedy
                  nacisk na wzrost płac, ograniczony zostanie wzrost kosztów pracy, co
                  jest także korzystne dla przedsiębiorców. Ludzie biedniejsi i
                  średnio zamożni powinni płacić mniejszą stawkę, bo ich pieniądze
                  zostają w gospodarce. Progresywny podatek dochodowy jest więc lepszy
                  z punktu widzenia mechanizmów gospodarczych - oraz sprawiedliwszy.

                  Zwolennicy podatku liniowego uważają zaś, że niesprawiedliwe jest
                  różnicowanie stawek w zależności od dochodu.

                  Jeśli mówimy o sprawiedliwości, to mówmy o całkowitym obciążeniu
                  obywatela daniną na rzecz państwa. Całkowita danina składa się, z
                  grubsza biorąc, z dwóch podatków - pośredniego VAT oraz dochodowego.
                  Podatek pośredni jest degresywny, bo działa wtedy jedno z
                  podstawowych praw ekonomicznych - prawo malejącej stopy konsumpcji
                  wraz ze wzrostem dochodu. Czyli im kto bogatszy, tym mniejszą część
                  swych dochodów wydaje na cele konsumpcyjne, większą zaś akumuluje,
                  pomnażając majątek. Jeśli ktoś zarabia 2 tys. zł miesięcznie, to
                  praktycznie całość dochodu przeznacza na konsumpcję. Jego danina na
                  rzecz państwa poprzez VAT od wydatków konsumpcyjnych wynosi średnio
                  ok. 11% zarobków. Ktoś, kto zarabia 100 tys. zł miesięcznie i wydaje
                  na konsumpcję nawet 20 tys. zł, płaci zaś daninę w postaci VAT
                  wynoszącą niewiele ponad 2% swych zarobków. Progresywny podatek
                  dochodowy z wyższą stawką dla bogatszych pozwala więc częściowo
                  zniwelować degresywny charakter VAT. Jeśli zatem patrzymy na łączne
                  opodatkowanie obywatela - a tylko tak trzeba patrzeć -
                  niesprawiedliwy jest podatek liniowy, sprawiedliwa jest zaś
                  progresja. Dlatego - powtarzam - dochody najbogatszych powinny być
                  opodatkowane wyżej niż biedniejszych.


                  Wywiad z Jerzym Żyżyńskim
                  • dolegapit Re: Kontra nr 3b 10.07.09, 14:29
                    świetny wywiad, kiedyś miałem zajęcia z Żyżyńskim, ciekawy i mądry
                    facet
                    • profzwdrhab Re: Kontra nr 3b 13.07.09, 09:45
                      Zgoda ad Żyżyński!
    • Gość: Kagan RPO za niesprawedliwoscia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.09, 12:27
      RPO nie wie, co mowi. Dla osoby z dochodem miliona zl rocznie, to
      nwet 90% podatek nie jest problemem, bo mu wciaz zostaje 100 tys. na
      reke, ale dla kogos, kto zarabia 10 tys. zl na rok, to nawet 10%
      podatku jest za duzo, bo jak tu wyzyc z rodzina za 9 tys. zlotych na
      rok?
      • Gość: kagancwel jestes ch...em IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.09, 12:33
        dla kogos kto zarabia 1 mln pln rocznie podatek 90% jest problemem
        bo ktos kto jest tak dobry ze potrafi tyle zarobic chce miec swoj
        jacht, mercedesa S600 i wille na lazurowym wybrzezu a nie wegetowac
        w polsce i kupowac w tesco jezdzic tramwajem tak jak durny motloch
        ktory nic nie potrafi
      • nikodem_73 Re: RPO za niesprawedliwoscia 10.07.09, 12:36
        No ba! A jak ktoś zarabia 10 milionów rocznie, to nawet jak zapłaci 99% podatku
        to nie ma problemu bo przeżyje :> A sprawiedliwie to będzie jak każdy dostanie
        od państwa miskę ryżu i miejsce w czworakach :>
        • Gość: Kagan Re: RPO za niesprawedliwoscia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.09, 12:47
          Sprawiedliwie bedzie wtedy, gdy podatki beda placic ci, ktorych na
          to stac.
          • nikodem_73 Re: RPO za niesprawedliwoscia 10.07.09, 13:27
            No. To tak właśnie jest teraz. :> Po prostu urzędnicy ustalają kogo stać :>
    • Gość: x "Polska": Batalia o podatek liniowy IP: *.2a.pl 10.07.09, 12:31
      Moim zdanime podatek liniowy powinien wynosic do 20% bez kwot wolnych od
      podatkow. Dlaczego ma wynosic tylko 15%? Podatek powinien byc liniowy,
      automatycznie odprowadzany przez pracodawce by masie Polakow nie zawracac glowy
      wypelninaniem deklaracji podatkowych co jest czaso i kosztochlonne a szczegolnie
      kontrolowanei tego...
    • Gość: borys "Polska": Batalia o podatek liniowy IP: 91.208.150.* 10.07.09, 12:32
      a kiedy zmainy w systemach emerytalnych, i to nie głównie
      mundurowych, bo ci muszą mieć jakieś preferencje, ale wszystkie inne
      typu górnicy?
    • Gość: dc99 Oj naiwne dzieci IP: 82.160.49.* 10.07.09, 12:33
      zanim znowu zaczniecie niezdrowo podniecać się liniowym zadajcie sobie 2 pytania:
      1) od kiedy to RPO jest zwolennikiem liniowego
      2) dlaczego wyskoczył z tym pomysłem akurat w momencie gdy rząd kombinuje jak by
      tu PODWYŻSZYĆ podatki

      Cała sprawa to klasyczna "zasłona dymna" w celu odwrócenia uwagi opinii
      publicznej. W czasie gdy różni neoliberalni expierdzi i "niezależni" ekonomiści
      (na żołdzie rynków finansowych) będą znowu w tivi bić nieświeżą pianę jaki to
      liniowy jest cacy cacy wtedy rząd sobie bez rozgłosu i przez nikogo nie
      niepokojony przepchnie takie podwyżki jakie zechce. A Wy zajęci podniecaniem się
      fantazjami liniofilów nawet tego nie zauważycie i obudzicie się z rączką w nocniku.

      Ideologicznych fantazji neoliberałów takich jak "podatek liniowy" co to leczy
      raka, pryszcze i choroby serca na szczęście nikt już AD2009 nie traktuje poważnie.
      • nikodem_73 Re: Oj naiwne dzieci 10.07.09, 12:41
        Progresywność/liniowość podatku tak naprawdę ma znaczenie drugorzędne. Sam to
        bym wolał podatek progresywny 1%/2%/3% niż liniowy 90% :)
        • Gość: dc99 Liniowy to dogmat religijny IP: 82.160.49.* 10.07.09, 12:53
          > Progresywność/liniowość podatku tak naprawdę ma znaczenie
          > drugorzędne. Sam to bym wolał podatek progresywny 1%/2%/3% niż
          > liniowy 90% :)

          Jak dla kogo. "Podatek liniowy" to dla neoliberałów dogmat religijny - nieważne
          stawki, nieważny sens, nieważne rezultaty. Dogmaty przyjmuje się na wiarę ma być
          liniowy bo tak nam objawił bożek wolny rynek.

          Ciekawostka: tegoroczna 2-stawkowa skala podatkowa została tak naprawdę
          zaproponowana już 10 lat temu (tzw. podatek quasi-liniony Bauca) i już wtedy
          teoretycznie mogłaby obowiązywać. Ale wyznawcy nieomylnego ajatollacha
          Balcerowicza do upadłego (i nieskutecznie) upierali się przy liniowym. Woleli
          płacić wyższe podatki byle tylko móc zachować słuszną linię ideologiczną.
          • nikodem_73 Re: Liniowy to dogmat religijny 10.07.09, 13:29
            Widzisz - jestem libertarianinem. Mnie interesuje aby lewiatanowi oddać jak
            najmniej. Nie ważne w jakiej formie.
            • Gość: dc99 Re: Liniowy to dogmat religijny IP: 82.160.49.* 10.07.09, 13:41
              > Widzisz - jestem libertarianinem. Mnie interesuje aby lewiatanowi
              > oddać jak najmniej. Nie ważne w jakiej formie.

              Taak, widzieliśmy ostatnio sporo takich liberałów, którzy twierdzili że podatki
              to wszelkie zło tego świata. Ciekawe tylko że potem sami pierwsi ustawili się w
              kolejce po pieniądze z podatków właśnie. Moralność liberała to moralność Kalego.
              • nikodem_73 Re: Liniowy to dogmat religijny 10.07.09, 13:50
                Bo podatki to prawnie usankcjonowana grabież.

                A z tych co ustawiali się kolejkach po dotacje publiczne to tacy liberałowie jak
                ze mnie biskup Rzymu. Liberałowie tym wszystkim firmom pozwoliliby po prostu
                liberalnie zbankrutować. I tyle. Od kiedy interwencjonizm jest liberalny?
                • Gość: dc99 Re: Liniowy to dogmat religijny IP: 82.160.49.* 10.07.09, 14:12
                  > Bo podatki to prawnie usankcjonowana grabież.

                  Świetnie, od jutra zacznij budować swoje prywatne drogi (nie chcesz płacić to
                  wynocha z państwowych), wynajmnij sobie własny legion ochroniarzy i detektywów
                  (nie chcesz płacić to państwo nie ma obowiązku Cię ochraniać), wybuduj sobie na
                  działce własny szpital (skoro nie chcesz płacić, nie łudź się tylko że będzie
                  Cię stać prywatnie na poniesienie pełnych kosztów leczenia czegoś groźniejszego
                  niż grypa), itp. itd.

                  Prowizja w banku to też prawnie usankcjonowana grabież, abonament za telefon to
                  też prawnie usankcjonowana grabież bo i konto i telefon w praktyce trzeba mieć.
                  Może tego też nie chcesz płacić?

                  A tak w ogóle to jak Ci się nie podobają podatki to zapraszam do takiego
                  Afganistanu czy innej Somalii. Tam żaden Lewiatan nie będzie dusił sobiepana
                  liberała jakimiś podatkami, będziesz miał prawdziwą złotą wolność.

                  > A z tych co ustawiali się kolejkach po dotacje publiczne to tacy > liberałowie
                  jak ze mnie biskup Rzymu. Liberałowie tym wszystkim
                  > firmom pozwoliliby po prostu liberalnie zbankrutować. I tyle.

                  Tylko ciekawe że zanim ustawili się w kolejce byli ikonami liberalizmu i głosili
                  poglądy identyczne z Twoimi: że podatki to usankcjonowana grabież.

                  > Od kiedy interwencjonizm jest liberalny?

                  Od zawsze. Oczywiście cacy liberalny jest interwencjonizm w interesie liberałów,
                  be fuj i ohyda jest jedynie interwencjonizm niezgodny z interesem liberałów.

                  Podaj mi jakikolwiek miejsce i czas kiedy nie było interwencjonizmu. Pomijając
                  wspólnotę pierwotną oczywiście, bo już nawet wśród ludów myśliwsko-zbierackich
                  jakaś forma interwencjonizmu jest (duchy przodków powiedziały szamanowi
                  plemienia że w tym roku nie można polować na antylopy). Jeżeli nie potrafisz to
                  znaczy że Twój liberalizm to utopia i równie dobrze można głosić że podstawą
                  gospodarki powinny być zrzucane z nieba przez archanioła Gabriela złote monety.
                  • nikodem_73 Re: Liniowy to dogmat religijny 10.07.09, 14:29
                    > Świetnie, od jutra zacznij budować swoje prywatne drogi (nie chcesz płacić to

                    A czy ja coś pisałem nt. niepłacenia podatków? Po prostu stwierdziłem oczywisty
                    fakt. Nie masz co się pieklić i rzucać jakimiś absurdalnymi pomysłami. I tak nie
                    zmienisz tego, że podatki od haraczu różnią się tylko tym, że te pierwsze są
                    pobierane w majestacie prawa.

                    > Prowizja w banku to też prawnie usankcjonowana grabież, abonament za telefon to
                    > też prawnie usankcjonowana grabież bo i konto i telefon w praktyce trzeba mieć.
                    > Może tego też nie chcesz płacić?

                    To może Cię oświecę - można wybrać taki bank, który nie pobiera prowizji od
                    operacji, które w praktyce wykonujesz, a telefon możesz mieć prepaidowy
                    :> Z podatkami takiego wyboru nie masz.

                    > A tak w ogóle to jak Ci się nie podobają podatki to zapraszam do takiego
                    > Afganistanu czy innej Somalii. Tam żaden Lewiatan nie będzie dusił sobiepana
                    > liberała jakimiś podatkami, będziesz miał prawdziwą złotą wolność.

                    Im dalej czytam tym bardziej bredzisz.

                    > Tylko ciekawe że zanim ustawili się w kolejce byli ikonami liberalizmu i głosil
                    > i
                    > poglądy identyczne z Twoimi: że podatki to usankcjonowana grabież.

                    No i? To ma niby oznaczać, że liberalizm to wyciąganie pieniędzy od podatnika?
                    Ale wiesz o tym, że implikacja nie jest odwrotna?

                    > > Od kiedy interwencjonizm jest liberalny?
                    > Od zawsze. Oczywiście cacy liberalny jest interwencjonizm w interesie liberałów
                    > ,
                    > be fuj i ohyda jest jedynie interwencjonizm niezgodny z interesem liberałów.

                    Bredzisz. Nie ma "dobrego interwencjonizmu" z liberalnego punktu widzenia. Jeśli
                    ktoś twierdzi inaczej (jak np. "ikona liberalizmu" /chłe chłe chłe/ Greenspan)
                    po prostu nie jest liberałem.

                    > Podaj mi jakikolwiek miejsce i czas kiedy nie było interwencjonizmu. Pomijając
                    > wspólnotę pierwotną oczywiście, bo już nawet wśród ludów myśliwsko-zbierackich
                    > jakaś forma interwencjonizmu jest (duchy przodków powiedziały szamanowi
                    > plemienia że w tym roku nie można polować na antylopy). Jeżeli nie potrafisz to
                    > znaczy że Twój liberalizm to utopia i równie dobrze można głosić że podstawą
                    > gospodarki powinny być zrzucane z nieba przez archanioła Gabriela złote monety.

                    Pewnie, że interwencjonizm "od zawsze" występuje. Tyle, że w różnym natężeniu. A
                    hasło "na problemy socjalizmu więcej socjalizmu" (a przepraszam: "na problemy
                    interwencjonizmu...") do mnie nie przemawia.

                    PS. A jeśli chcesz mnie obrazić atakami ad personam to musisz się bardziej postarać.
                    • Gość: dc99 Re: Liniowy to dogmat religijny IP: 82.160.49.* 10.07.09, 14:45
                      > A czy ja coś pisałem nt. niepłacenia podatków?

                      Owszem pisałeś że podatki to "duszenie przez lewiatana" i dalej w tej poetyce
                      więc w Twoim idealnym świecie podatków by nie było. Chyba że nie potrafisz
                      przewidzieć konsekwencji swoich poglądów dalszych niż te że że w styczniu
                      zarobisz 50zł więcej. To że w lutym nie zarobisz nic, w marcu się okradną a w
                      kwietniu dostaniesz pałą w łeb tego już przewidzieć nie potrafisz.

                      > To może Cię oświecę - można wybrać taki bank, który nie pobiera
                      > prowizji od operacji, które w praktyce wykonujesz, a
                      > telefon możesz mieć prepaidowy :>

                      Argumenty w stylu "you forgot Poland". I powiedz mi tylko co to zmienia że
                      zamiast abonamentu płacisz doładowania? Koszt jest kosztem.

                      > Z podatkami takiego wyboru nie masz.

                      Na pewno prepaidowa karta podatkowa była by rozwiązaniem wszystkich problemów
                      świata.

                      > Im dalej czytam tym bardziej bredzisz.

                      Co nie spodobała się Somalia? A takie są właśnie konsekwencje braku państwa, za
                      którego utrzymanie niestety trzeba płacić. Podatkami właśnie.

                      > No i? To ma niby oznaczać, że liberalizm to wyciąganie pieniędzy > od
                      podatnika? Ale wiesz o tym, że implikacja nie jest odwrotna?

                      To ma oznaczać że liberałowie to hipokryci którzy gęby mają pełne szczytnych
                      idei ale tak naprawdę chcą jedynie nachapać jak najwięcej dla siebie. Liberalizm
                      tym tylko różni się od komunizmu że ma innego wroga klasowego.

                      > Pewnie, że interwencjonizm "od zawsze" występuje. Tyle, że w
                      > różnym natężeniu. A hasło "na problemy socjalizmu więcej
                      > socjalizmu" (a przepraszam: "na problemy interwencjonizmu...") do > mnie nie
                      przemawia.

                      To na czym w takim razie polege ten Twój idealny kapitalizm który podobno
                      degeneruje się od 100lat? Zaczynasz sam sobie przeczyć.
                      • nikodem_73 Re: Liniowy to dogmat religijny 10.07.09, 15:05
                        > Owszem pisałeś że podatki to "duszenie przez lewiatana" i dalej w tej poetyce
                        > więc w Twoim idealnym świecie podatków by nie było.

                        Łżesz. Niczego takiego nie napisałem. To, że Tobie tak się wydaje, to
                        generalnie Twój problem. Napisałem, że jestem zainteresowany aby płacić jak
                        najmniej. I tyle.

                        > Chyba że nie potrafisz
                        > przewidzieć konsekwencji swoich poglądów dalszych niż te że że w styczniu
                        > zarobisz 50zł więcej. To że w lutym nie zarobisz nic, w marcu się okradną a w
                        > kwietniu dostaniesz pałą w łeb tego już przewidzieć nie potrafisz.

                        A tu dyskutujesz sobie ze swoim wyobrażeniem o tym co ja myślę.

                        > Argumenty w stylu "you forgot Poland". I powiedz mi tylko co to zmienia że
                        > zamiast abonamentu płacisz doładowania? Koszt jest kosztem.

                        Zgadza się. Tyle tylko, że masz wybór. Przy podatkach takowego wyboru nie
                        masz. Nie masz możliwości zrezygnowania z części "usług".

                        > > Z podatkami takiego wyboru nie masz.
                        > Na pewno prepaidowa karta podatkowa była by rozwiązaniem wszystkich problemów
                        > świata.

                        Może nie świata, ale pewnie. Tyle tylko, że to nie przejdzie, bo ludzie umieją
                        liczyć i znakomita większość by nie płaciła na coś co uznałaby za zbędną. No i
                        oznaczałoby, że masa urzędników straciłaby posady.

                        > Co nie spodobała się Somalia? A takie są właśnie konsekwencje braku państwa, za
                        > którego utrzymanie niestety trzeba płacić. Podatkami właśnie.

                        Bredzisz, bo nigdzie nie postulowałem zniesienia państwa.

                        > To ma oznaczać że liberałowie to hipokryci którzy gęby mają pełne szczytnych
                        > idei ale tak naprawdę chcą jedynie nachapać jak najwięcej dla siebie.

                        To ma oznaczać, że owi "liberałowie" nie są liberałami. I nawet gdyby Greenspan
                        ("ikona liberalizmu" chłe chłe chłe) stwierdził, że należy wszystko
                        znacjonalizować, nie oznacza to, że liberalizm opiera się na nacjonalizacjach.

                        > Liberalizm
                        > tym tylko różni się od komunizmu że ma innego wroga klasowego.

                        A możesz wskazać kto jest "wrogiem klasowym" liberalizmu?

                        > To na czym w takim razie polege ten Twój idealny kapitalizm który podobno
                        > degeneruje się od 100lat? Zaczynasz sam sobie przeczyć.

                        Na tym, że istnieje rząd minimalny, który zajmuje się jedynie tymi kwestiami,
                        które gwarantują istnienie państwa jako instytucji, oraz zapewniają spokój
                        wewnętrzny i zewnętrzny. Czyli są państwowe sądy, policja i wojsko (+ minimalna
                        administracja). "Resztą zajmujesz się drogi obywatelu sam, bo w końcu już jesteś
                        dużym chłopcem".

                        A od ponad 100 lat administracje wszystkich krajów się rozrastają, a państwo
                        uzurpuje sobie prawo do "pomagania" w coraz większej ilości dziedzin.
                        • Gość: dc99 Re: Liniowy to dogmat religijny IP: 82.160.49.* 10.07.09, 15:18
                          > Łżesz. Niczego takiego nie napisałem. To, że Tobie tak się
                          > wydaje, to generalnie Twój problem. Napisałem, że jestem
                          > zainteresowany aby płacić jak najmniej. I tyle.

                          Zaproponowałeś absurdalne stawki 1%/2%/3%. Czyli tak jakby podatków w ogóle nie
                          było. To że nie pamiętasz co sam piszesz to generalnie Twój problem.

                          > A tu dyskutujesz sobie ze swoim wyobrażeniem o tym co ja myślę.

                          Dyskutuję z tym co napisałeś w postach. Podając cytaty. Tylko że potrafię
                          przewidzieć dalsze niż Ty sam konsekwencje Twoich poglądów.

                          > Zgadza się. Tyle tylko, że masz wybór. Przy podatkach
                          > takowego wyboru nie masz. Nie masz możliwości zrezygnowania z
                          > części "usług".

                          Konkretnie poproszę, wymień z których usług państwa chciałbyś zrezygnować.

                          > Bredzisz, bo nigdzie nie postulowałem zniesienia państwa.

                          Do tego w praktyce sprowadza się Twoja propozycja skali podatkowej 1%/2%/3%.

                          > To ma oznaczać, że owi "liberałowie" nie są liberałami.

                          Taaak, pamiętamy to. Prawdziwych komunistów też nigdy i nigdzie nie było, ci
                          realni zawsze mieli jakieś "błędy i wypaczenia".

                          > A możesz wskazać kto jest "wrogiem klasowym" liberalizmu?

                          Każdy kto nie prowadzi działalności gospodarczej (czyli wedle Bochniarzowej
                          "tchórze", "pijacy", "frustraci" i "nieudacznicy"), oraz każdy kto nie płaci
                          podatku w 3 przedziale (wedle Balcerowicza tylko płacących 3 przedział zalicza
                          się do ludzi).

                          > Na tym, że istnieje rząd minimalny, który zajmuje się jedynie
                          > tymi kwestiami, które gwarantują istnienie państwa jako
                          > instytucji, oraz zapewniają spokój wewnętrzny i zewnętrzny. Czyli > są
                          państwowe sądy, policja i wojsko (+ minimalna administracja). > "Resztą
                          zajmujesz się drogi obywatelu sam, bo w końcu już jesteś
                          > dużym chłopcem".

                          Czyli po prostu państwo które ma zapewnić spokój bogaczom, a w szczególności
                          chronić ich przed biednymi. Takie podejście to mieli Ludwik XV i XVI z
                          otoczeniem ("jak nie mają chleba to niech jedzą bułki") i jakoś specjalnie się
                          to nie sprawdziło. Ciekawe swoją drogą czemu "zapomniało Ci się" o infrastrukturze?
                          • nikodem_73 Re: Liniowy to dogmat religijny 11.07.09, 00:06
                            > Zaproponowałeś absurdalne stawki 1%/2%/3%. Czyli tak jakby podatków w ogóle nie
                            > było. To że nie pamiętasz co sam piszesz to generalnie Twój problem.

                            A to niby dlaczego? Wszystko jest kwestią wydatków. Poza tym nawet obecnie
                            więcej przychodu państwo ma z podatków pośrednich. Ba - podatek dochodowy to
                            stosunkowo młody wynalazek. Wcześniej jakoś państwa radziły sobie przy liniowym 0%.

                            > Dyskutuję z tym co napisałeś w postach. Podając cytaty. Tylko że potrafię
                            > przewidzieć dalsze niż Ty sam konsekwencje Twoich poglądów.


                            > > Zgadza się. Tyle tylko, że masz wybór. Przy podatkach
                            > > takowego wyboru nie masz. Nie masz możliwości zrezygnowania z
                            > > części "usług".
                            > Konkretnie poproszę, wymień z których usług państwa chciałbyś zrezygnować.

                            Ze służby zdrowia, szkolnictwa, programu modernizacji wsi, miast, regionów
                            takich i owakich, laptopa dla każdego ucznia i dziesiątków programów na każdym
                            poziomie państwa, gdzie urzędnicy wydają m.in. moje pieniądze na rzeczy, które
                            sami uznają za ważne. Czyli ze wszystkiego za wyjątkiem sądów, policji i wojska.

                            > > Bredzisz, bo nigdzie nie postulowałem zniesienia państwa.
                            > Do tego w praktyce sprowadza się Twoja propozycja skali podatkowej 1%/2%/3%.

                            To Ty tak twierdzisz.

                            > Taaak, pamiętamy to. Prawdziwych komunistów też nigdy i nigdzie nie było, ci
                            > realni zawsze mieli jakieś "błędy i wypaczenia".

                            Jeśli komuniści (np. chińscy) wprowadzają wolny rynek to przestają być
                            komunistami. To chyba proste?

                            > Każdy kto nie prowadzi działalności gospodarczej (czyli wedle Bochniarzowej
                            > "tchórze", "pijacy", "frustraci" i "nieudacznicy"), oraz każdy kto nie płaci
                            > podatku w 3 przedziale (wedle Balcerowicza tylko płacących 3 przedział zalicza
                            > się do ludzi).

                            No to właśnie wymieniłeś 100% populacji. Mały hincik - nie ma już 3ciego
                            "przedziału".

                            > Czyli po prostu państwo które ma zapewnić spokój bogaczom, a w szczególności
                            > chronić ich przed biednymi. Takie podejście to mieli Ludwik XV i XVI z
                            > otoczeniem ("jak nie mają chleba to niech jedzą bułki") i jakoś specjalnie się
                            > to nie sprawdziło. Ciekawe swoją drogą czemu "zapomniało Ci się" o infrastruktu
                            > rze?

                            Państwo ma zapewnić spokój wszystkim.

                            A o infrastrukturze nie "zapomniało mi się". Powiedz mi - ile rząd federalny
                            zapłacił za zbudowanie połączeń kolejowych w USA? Na infrastrukturze też można
                            zarabiać.
    • Gość: Facet W Trybunale Konstytucyjnym w większości przedstawi IP: 94.72.100.* 10.07.09, 12:39
      SLD i Pisu wątpliwe aby byli przeciw podatkowi progresywnemu. W końcu bogaty może oddać większą część dochodu państwu
      • Gość: ilu jeszcze mądryc Re:Podatek liniowy miał być panaceum na dobrobyt IP: *.chello.pl 10.07.09, 12:44
        Balcerowicz ciągle przypominał jaki to raj jest dzięki niemu na
        Łotwie.No i co się okazało,że Łotwa jest praktycznie bankrutem.
        Teraz znalazł się następny prorok?
    • Gość: Anka "Polska": Batalia o podatek liniowy IP: *.ssp.dialog.net.pl 10.07.09, 12:42
      Rzecznik ma rację, ludzie którzy dobrze zarabiają pracują często po
      12 i 14 godzin , są dobrze wykształceni ..i dlatego mają być karani
      podatkiem? Albo chcesz dorobić do pensji biorąc np.prace zlecone (
      a nie "fuchy") ...płacisz!
      • Gość: ilu jeszcze mądryc Re: "Polska": Batalia o podatek liniowy IP: *.chello.pl 10.07.09, 12:48
        Pieprzysz bzdury.Dobrze zarabiają przeważnie ci którzy dostają fuchy
        po znajomości albo karierowicze i politykierzy.Dlaczego w Niemczech
        nie wprowadzono podatku liniowego?Wzorujmy się na mądrzejszych .
        Dość już tych eksperymentów na ludziach.
        • nikodem_73 Re: "Polska": Batalia o podatek liniowy 10.07.09, 13:31
          Masz jakieś kompleksy, że uważasz iż dobrze zarobić może ("przeważnie") ktoś kto
          dostał pracę z protekcji, lub jest karierowiczem?
    • wlodzimierz.ilicz Debil z UPR zaskarża pasy, inny debil RPO zaskarża 10.07.09, 12:43
      podatek progresywny stosowany w całej Europie.
      Czy warto było odchodzić od socjalizmu skoro teraz głupota (jako
      zdecydowanie lżejsza od rozumu) wypływa na wierzch życia społecznego?
      • imw mądry to Ty nie jesteś :( 10.07.09, 13:15
        niestety ale nie rozumiesz czym jest wolność wyboru :(

        od socjalizmu nikt nie odszedł, w Polsce socjalizm prlowski zamieniono na
        socjalizm unijny
      • nikodem_73 Re: Debil z UPR zaskarża pasy, inny debil RPO zas 10.07.09, 13:33
        Wiesz... gdyby głupota była naprawdę lżejsza od rozumu to właśnie nadawałbyś z
        jonosfery :>

        To, że "wszyscy tak robią" jest może argumentem dla 16tolatka. Dorosły powinien
        się raczej zastanowiać.
      • Gość: radeks A kolejny debil "lenin" wypisuje brednie IP: *.chello.pl 10.07.09, 15:13
        • wlodzimierz.ilicz Europa już dawno uznała za brednie to co 10.07.09, 15:37
          wypisują tu polscy chciwi, liberalni złodzieje.
          XIX wiek już się skończył ale chamscy polaczkowie jeszcze tego nie
          zauwazyli.
          • Gość: shaqu liberalizm nie polega nazłodziejstwie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.09, 15:49
            twoje teksty pachną prowokacją albo młodym wiekiem
            właśnie dzisiaj, kiedy socjalizm kwitnie mamy niewolnictwo!
            Człowieku, przecież każdy płaci podatki wszędzie gdzie tylko postawi nogę!
            Urzędnicy zabierają nam ponad 75% dochodów! Czy nie jest to niewolnictwo!?
            • Gość: Kagan Re: liberalizm nie polega nazłodziejstwie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.09, 16:56
              Wynies sie wiec do Somalii - tam nie rzadu, wiec nie ma tez podatkow!
              • imw dlaczego popadasz w skrajność? 10.07.09, 21:03
                nie masz żadnych logicznych argumentów?
                • profzwdrhab Re: dlaczego popadasz w skrajność? 11.07.09, 10:51
                  A to bylo do kogo?
    • Gość: versus buahaha IP: *.ijp-pan.krakow.pl 10.07.09, 13:15
      gratuluje pomysłu! wszyscy narzekają że nie mamy w Polsce autostrad, kolei wysokich prędkosci, porządnych uczelni i dobrej służby zdrowia. Tyle że całą tę infrastrukturę w Europie zachodniej zbudowano właśnie w oparciu o solidarność spoleczną i podatki progresywne. Coż, jak zwykle blizej nam do nieokiełznanych barbarzyncow niz cywilizowanej europy. Skonczymy jak w USA: z ogromną polaryzacją społeczną, milionami ludzi poza system opieki zdrowotnej, fatalną infrastrukturą publiczną etc. Az chce sie zapłakać ...
      • imw dlaczego dróg i autostrad nie buduje się 10.07.09, 13:17
        z podatków od paliw?

        PS. czy wiesz, że w kapitalizmie w XIX były mniejsze dysproporcje majątkowe
        między ludźmi?
    • Gość: cent Czas podwyższyć podatki bezrobotnym IP: *.adsl.inetia.pl 10.07.09, 13:19
      to będzie skutkować natychmiastowym podjęciem pracy przez
      bezrobotnego
      • Gość: Kagan Re: Czas podwyższyć podatki bezrobotnym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.09, 13:42
        Ciekawe, gdzie bezrobotny znajdzie dzis prace, gdy bezrobocie znow
        jest ponad 10% i rosnie...
    • Gość: euro67 Blamaz rzecznika IP: *.fbx.proxad.net 10.07.09, 13:19
      Znow braki filozofi prawa klaniaja sie p. Kochanowskiemu! Widocznie
      przysypial na wykladach a ksiazek wogole nie czytal. Zasadza
      sprawiedliwosci spolecznej (bedaca podstwa demokratyczngo panstwa
      prawa) nie polaga na matematycznym "od kazdego po rowno", ale na
      etycznym "od kazdego proprcjonalnie do jego mozliwosci".
      Sprawiedliwsc nie polega na tym, aby biedny musial oddac bochenek
      chleba, a bogaty np. butelke szampana, bo pierwszy odbiera sobie od
      ust, a drugi choc oddaje proporcjonalnie wieksza sume, to nie
      odczuwa zadnego ciezaru. Nie na tym polega sprawiedliwosc w panstwie
      prawa! Po drugie, sens podatkow jest w tym, ze pozwala Panstwu na
      redystybucje dobr i (tylko bardzo czesciowe) wyrownanie szans!
      • nikodem_73 Re: Blamaz rzecznika 10.07.09, 13:36
        > etycznym "od kazdego proprcjonalnie do jego mozliwosci".

        "Każdemu wg potrzeb, każdy wg możliwości"? Ja to już kiedyś słyszałem.

        Nie wiem tylko dlaczego mówi się dziś, że tamci panowie nie byli etyczni.
    • Gość: spięty Uczciwy to jest podatek ryczałtowy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.09, 13:20
      Nawet na podatku liniowym, bogaty zapłaci więcej podatku, a tak naprawdę od
      Państwa dostaje tyle samo co ubogi, więc to taka "prawie sprawiedliwość" z tym
      liniowym...
      • krwawy_krolik Re: Uczciwy to jest podatek ryczałtowy... 10.07.09, 23:42
        Nie zapomnij odliczyć korzyści jaki bogaty czerpie z tego, że państwo utrzymuje infrastrukturę, edukuje mu siłę roboczą i dba o to, żeby widoku z willi nie psuli trędowaci żebracy na ulicach.
        • profzwdrhab Re: Uczciwy to jest podatek ryczałtowy... 11.07.09, 10:44
          Otoz to. Panstwo sluzy bogatym, a ci poradza sobie i bez panstwa.
          Oto paradoks, ukazujacy nieracjonalnosc kapitalizmu rynkowego i
          pozornosc oraz fasadowosc demokracji burzuzyjnej.
    • carlos_m "Polska": Batalia o podatek liniowy 10.07.09, 13:21
      mimo, ze sam place najwyzszy podatek to uwazam, ze przy obecnej
      konstrukcji (32% najwyzsza skala i dosyc wysoki prog) jest OK i Ci
      lepiej zarabiajacy powinni placic troche wiecej, aby panstwo moglo
      zaopiekowac sie potrzebujacymi, starszymi, chorymi ipt
      wspolobywalelami.
      niesprawiedliwe moim zdaniem jest nierowne traktowanie lub nadmierne
      benefity niektorych grup zawodowych:
      - KRUS
      - podatki kleru
      - wczesniejsze emerytury
      - duza skala recistow
      - przywileje poslow
      - darmowe bilety dla kolejarzy
      - i pewnie jeszcze kilka innych....
      • Gość: przemek Re: "Polska": Batalia o podatek liniowy IP: 170.252.72.* 10.07.09, 13:32
        I tak płacą więcej, bo taki sam % liczy się od większej kwoty. Tyle
        samo płaciliby gdyby obowiązywało pogłówne....
      • Gość: dd Re: "Polska": Batalia o podatek liniowy IP: *.ostc-pl.com 10.07.09, 13:49
        No przy podatku liniowym placa wiecej. 18% od 2000 zl to wiecej niz 18% od 1000 zl.
    • carcharodon.carcharias Wrótce podatek liniowy = 30% 10.07.09, 13:35
      I co wy na to osiołki ?? :))
      W ten sposób Tusku dogodzi kolesiom z BCC a jednocześnie zwiększy wpływy budżetowe.
    • dolegapit Niech Pan Kochanowski nie ośmiesza urzędu RPO 10.07.09, 14:18
      O jakiej my mówimy dyskryminacji? Przecież każdy do wysokości
      określonych zarobków płaci ten sam podatek, dopiero po przekroczeniu
      tego progu płaci większy. Jeśli jednak RPO uważa że progresywny
      system podatkowy jest dyskryminujący to się po prostu ośmiesza.
      Myślę jednak że ten artykuł jest tylko kaczką dziennikarską.
      • Gość: Ha Re: Niech Pan Kochanowski nie ośmiesza urzędu RPO IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.09, 15:06
        Przecież to właśnie jest dyskryminacja, wyższe stawka podatkowa , bo
        ktoś przekroczył jaki próg, a może tak wprowadzimy wyższy podatek
        dla tych którzy nie przekraczają poziomu inteligenci 100. Przecież
        to też tyklo próg.
    • sammler "Polska": Batalia o podatek liniowy 10.07.09, 14:18
      Cóż, lepiej późno niż wcale. Ta jawna dyskryminacja powinna zostać już dawno
      zlikwidowana. Nie ma ona żadnego uzasadnienia, także fiskalnego (bo jeśli o to
      chodzi, zawsze można tak skalkulować stawkę podatku, by nie zmniejszyć dochodów
      budżetu).

      Zresztą samo wprowadzenie podatku liniowego w kraju takim jak Polska na pewno
      przełożyłoby się na zwiększenie wpływów podatkowych, bez względu na wysokość
      stawki (ta na pewno byłaby niższa niż najwyższa obecnie obowiązująca). Wystarczy
      sobie przypomnieć, jaki efekt wywarło wprowadzenie podatku liniowego dla firm.

      S.
      • Gość: dc99 Kali ukraść krowę. IP: 82.160.49.* 10.07.09, 14:29
        > Nie ma ona żadnego uzasadnienia, także fiskalnego (bo jeśli o to
        > chodzi, zawsze można tak skalkulować stawkę podatku, by nie
        > zmniejszyć dochodów budżetu).

        Czyli w tłumaczeniu z neoliberalnej nowomowy na Polski: należy biednym
        podwyższyć podatki po to żeby najbogatsi płacili mniej. Ciekawe czemu ktoś
        miałby przymusowo płacić więcej tylko po to żeby Tobie żyło się dostatniej panie
        miłośniku złotej wolności?
    • Gość: konrad.ludwik02 Nie od rzeczy byłoby, gdyby p. RPO ... IP: *.bielsko.dialog.net.pl 10.07.09, 14:20
      Nie od rzeczy byłoby, gdyby p. RPO przeczytał sobie art. 2
      Konstytucji RP: "Polska jest demokratycznym państwem prawnym
      urzeczywistniającym zasadę sprawiedliwości społecznej" (mniej
      więcej), a potem dopiero zabierał głos w sprawie podatku liniowego.
      • piccolo61501 Re: Nie od rzeczy byłoby, gdyby p. RPO ... 10.07.09, 14:22
        tylko w taki sposob mozna uratowac gospodarke,bo:

        Kapitalizm jest aut:
        -podstawowa przyczyna upadku wszystkich PRYWATNYCH bankow w Niemczech i na
        swiecie (a takze wkrotce w Polsce )sa stojace po stronie "pasyw
        bankowych"zobowiazania w stosunku do tych ,ktorzy maja oszczednosci w bankach,sa
        one zrownowazane
        poprzez udzielane kredyty:Jezeli tych sie nie udziela lub znacznie ogranicza
        wtedy dochodzi do zachwiana systemow bankowych ,co w koncu prowadzi do upadku
        bankow.Rosnace w ostatnich latach milionowe i miliardowe zyski bogaczy,lokowane
        sa od lat nie na gieldach lecz trzymaja oni wlasnie grube miliardy (w Niemczech
        obecnie 5 Bilionow) w bankach i to oni spowodowali krysys calego systemu
        bankowego.Teraz ci panowie wolaja podatnikow o pomoc a panstwa jak USA,Niemcy
        ,Angliqa i inne kraje laduja w te marode banki nasze pieniadze.Ten system
        bankowy i tak nie jest do uratowania.
        Nalezaloby pieniadze wlozyc w panstwowy bank, ktory bedzie udzielal
        kredytow.Inaczej pieniadze dane tym marodnym bankom przepadaja jak w kamien w
        wode a nam zostaja astronomiczne dlugi ,ktore beda splacac cale nastepne generacje.
        • piccolo61501 Re: Nie od rzeczy byłoby, gdyby p. RPO ... 10.07.09, 14:26
          Zaprasz na maly wyklad: pieniadz i dlug
          www.youtube.com/watch?v=Ue_lzEIVhnE
    • Gość: Zaan "Polska": Batalia o podatek liniowy IP: 192.38.148.* 10.07.09, 14:29
      FACET MA RACJE. BOGACI SA UZALEZNIENI OD TYCH BIEDNYCH - BEZ TYCH RZESZ
      BIEDNYCH CIULACZY NIE MIELIBY SWOICH FIRM - POPYTU NA SWOJE SZMATY,
      SWIECIDELKA CZY USLUGI. OD TEGO SA UZALEZNIENI JAK ROZA OD WODY. IM WIECEJ
      SRODKOW DA SIE BIEDNYM TYM WIECEJ ONI WYDADZA - NA NAJBARDZIEJ PODSTAWOWE
      POTRZEBY - I TO TU NA MIEJSCU. IM WIECEJ PIENIEDZY ZOSTAWI SIE BOGATYM - TYM
      WIECEJ WYDADZA NA ZAGRANICZNE TOWARY I POZA KRAJEM. TAKZE SKAPSTWO BOGATYCH
      MOZE SIE OBROCIC PRZECIW NIM.
      • wasserman.w.wannie Re: "Polska": Batalia o podatek liniowy 10.07.09, 16:34
        Gość portalu: Zaan napisał(a):

        > FACET MA RACJE. BOGACI SA UZALEZNIENI OD TYCH BIEDNYCH - BEZ TYCH
        RZESZ
        > BIEDNYCH CIULACZY NIE MIELIBY SWOICH FIRM - POPYTU NA SWOJE SZMATY,
        > SWIECIDELKA CZY USLUGI. OD TEGO SA UZALEZNIENI JAK ROZA OD WODY.
        IM WIECEJ
        > SRODKOW DA SIE BIEDNYM TYM WIECEJ ONI WYDADZA - NA NAJBARDZIEJ
        PODSTAWOWE
        > POTRZEBY - I TO TU NA MIEJSCU. IM WIECEJ PIENIEDZY ZOSTAWI SIE
        BOGATYM - TYM
        > WIECEJ WYDADZA NA ZAGRANICZNE TOWARY I POZA KRAJEM. TAKZE SKAPSTWO
        BOGATYCH
        > MOZE SIE OBROCIC PRZECIW NIM.

        Oj dzidzi-dzidzi... Czy Wy naprawdę myślicie, że właściciele fabryk,
        banków etc. płacą podatek PIT? Przecież oni mają swoje fundacje na
        Kajmanach dzięki czemu do Skarbu Państwa ni złotówki nie wpływa.

        Stawki 30-40 procent nie płacą najbogatsi, lecz tzw. klasa średnia,
        ludzie, którzy wiele godzin spędzili na dokształcaniu się, nauce
        języków obcych, odbywali bezpłatne staże byleby tylko zdobyć
        doświadczenie, i teraz pracują po 10-14 godzin na dobę, maila
        służbowego sprawdzają nawet w święta, i jak coś się dzieje w ich
        projekcie niedobrego to na urlopie biorą komórkę i laptopa i ratują,
        co się tylko da. Pracę dostają nie po znajomości, lecz ze względu na
        kompetencje. Milionów nie zarabiają, nikogo nie wykorzystują, bo są
        pracownikami NAJEMNYMI, za to dużo konsumują, wspierając tym samym
        budżet, płacą gigantyczne pieniądze na składki zdrowotne, których
        nie wykorzystują, bo mają prywatne ubezpieczenie zdrowotne...

        I tak, dowalić im, nałożyć na nich 70 % podatków - skoro chciało im
        się wkuwać angielskie słówka zamiast iść na piwko jak większość ich
        rówieśników to powinni za to zapłacić, no bo przecież nie może być
        tak, że jak ktoś w życiu ciężko pracował na swój sukces to ma mieć
        lepiej, niż moczymorda po zawodówce który po odbębnieniu 8 godzin
        przy tokarce idzie przepić tą swoją pensję 1800 brutto, a czasem
        pojedzie w ramach "S" na "pokojową" manifestację by zdemolować pół
        Warszaway protestując przeciwko "niesprawiedliwościom" społecznym...

        Niestety, w Polsce często wyłazi ta katolicka moralność -> głupi i
        biedny to człowiek uczciwy, a jak ktoś się już czegoś dorobił to
        jest mordercą, aferzystą, złodziejem, krwiopijcą.

        To też tłumaczy, dlaczego politycy-niedudacznicy, którzy w wieku 40-
        50-60 lat są dumni z tego, że nie mają dosłownie nic (ani
        mieszkania, ani samochodu, ani oszczędności, często nawet własnego
        konta bankowego) są stawiani za wzór uczciwości. Toż to najuczciwsi
        są kloszardzi, więc żeby było uczciwie, wprowadźmy zmianę do
        konstytucji z biernym prawym wyborczym tylko dla bezdomnych, i
        będziemy mieć państwo mlekiem i miodem płynące...
    • Gość: bip Zlikwidować "Rodzina na swoim za cudze" IP: *.chello.pl 10.07.09, 14:47
    • krwawy_krolik RPO nazywa sie teraz RPN 10.07.09, 14:55
      Rzecznik Praw Najbogatszych
    • Gość: blb "Polska": Batalia o podatek liniowy IP: *.aster.pl 10.07.09, 15:13
      Jakoś za PiS mu się to nie przypomniało...
    • greetgreet kartofle mobilizują zaplecze. Najpierw Skrzypek 10.07.09, 15:39
      nie chce wypłacić dywidendy z NBP, teraz kolejny staje okoniem rządowi...
    • Gość: jajo "Polska": Batalia o podatek liniowy IP: *.acn.waw.pl 10.07.09, 16:22
      zdaje sie źe to kapitaliści ,librałowie i wszyscy którzy przejęli rządy po
      komunie wpajali nam źe sprawiedliwie to nie znaczy po równo - prawda-
      a teraz w myśl zasady socjalistycznej:-co je moje to i twoje ale co moje to
      nie rusz!- przeczą sami sobie, zrobią wszystko źeby nas wykończyć a później
      będą wykańczać nasze dzieci i wnuki
      • profzwdrhab Re: "Polska": Batalia o podatek liniowy 13.07.09, 09:48
        Niestety, ale w roku 1989 wpadlismy z deszczu pod rynne! PRL byl
        daleki od idealu, ale obecna RP wola wrecz o pomste do nieba, ze
        swym olbrzymim bezrpobociem, ogolna nedza, brudem, smrodem i
        beznadzieja, ze mlodzi z niej uciekaja, i to milionami!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka