Dodaj do ulubionych

Nie licz na przyjemne pożegnanie

29.10.09, 20:09
Ja liczyłam ale się przeliczyłam...Zacznę od tego, że jak niektórzy z Was
pamiętają w zeszłym roku w listopadzie dostałam nową pracę. Podobało mi się,
sprawdziłam się, pieniądze dobre i bardzo dobre czasami. Lojalnie i uczciwie
pracowałam przez ten cały rok. Ale kilka dni temu dostałam bardzo ciekawą
ofertę. Ta sama branża, większa drukarnia, maksymalnie więcej możliwości a co
najważniejsze dwukrotnie wyższa podstawa plus praktycznie ten sam % od zysku.
Samochód tylko do mojej dyspozycji i inne narzędzia do pracy w standardzie.
Tam gdzie do dzisiaj pracowałam za samochód do celów prywatnych płaciłam
ustawowe około 80gr/km. O innych warunkach nie wspomnęsmile
Tak więc dzisiaj złożyłam wypowiedzenie podkreślając, że mogę spokojnie
pracować jeszcze te 14 dni zgodnie z umową. Oczywiście podkreśliłam, ze moja
decyzja ma jedynie wymiar finansowy (chciałam być miłasmile
Ale na tym "pięknie" się skończyło. Argumenty szefowej może nie tyle mnie
zaskoczyły co wprawiły w zakłopotanie i zażenowanie. Komentarze o tym, ze za
miesiąc z tamtej pracy mnie wyrzucą i przyjdę do nich z płaczem to komentarze
lajtowe - moje dzieci będą lizały tynk z głodu jak stracę pracę. Hasła pt. "
to największy błąd w twoim życiu" pozostawię bez komentarza. Oczywiście zaraz
zabrano mi telefon służbowy (co bym nie poinformowała moich Klientów o moim
odejściuwink oraz dano mi do podpisu urlop...
Po tej rozmowie tylko utwierdziłam się w przekonaniu, ze zrobiłam dobrze. Od
poniedziałku zaczynam w tej firmie z Warszawy.
Ale zastanawiam się czy inaczej nie można się pożegnać? Grzecznie i z klasą?
Na zaczepki nie zareagowałam bo temat już sobie odpuściłam. Ale niesmak
pozostał....inaczej się nie da?
Obserwuj wątek
    • mola1971 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 29.10.09, 20:15
      Doniu, da się inaczej.
      Baba bez klasy, rozumu, wyobraźni i w ogóle idiotka.
      Widoczne nie tylko prawdziwych mężczyzn poznaje się nie po tym jak zaczynają lecz po tym jak kończą wink

      I przede wszystkim...
      GRATULACJE!!!

      P.S.
      Mam nadzieję, że numery klientów masz gdzieś jeszcze poza przejętym telefonem. Jakieś wizytówki? wink
    • nangaparbat3 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 29.10.09, 20:20
      A ta szefowa rozwiedziona czy dopiero in spe? Bo juz sobie wyobrazam, jak ten
      rozwod bedzie wyglądac - wygladał.
    • insula.incognita Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 29.10.09, 20:25
      Doniu, własnie wkroczyłaś sama, samodzielnie - w prawdziwe życie.

      Trzymaj się, będzie dobrze.
      Wszelkie szuje trzeba omijać wielkim łukiem.
      Tylko wierz, uwierz w siebie.
      • dsz27 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 29.10.09, 20:34
        Kontakty, wizytówki mam. Oczywiście topowi Klienci już są poinformowani przeze
        mnie telefonicznie. Mamy coś robić w temacie drukuwink
        A niesmak popijam winkiem, trzymajcie kciuki
        • mola1971 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 29.10.09, 20:40
          Wiesz, że z mojej strony na trzymanie kciuków (i nie tylko) zawsze możesz liczyć smile
          Będzie dobrze. Innej opcji nie ma.
          Spójrz na to z tej strony... Straciłaś TYLKO trochę złudzeń a zyskałaś drugi po parapetówce powód do opijania smile
          • dsz27 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 29.10.09, 21:12
            To tak jak Ty i Twoje sprawy --> moje kciuki już dawno maszsmile
            • mola1971 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 29.10.09, 21:16
              I dlatego i Ciebie i mnie tylko spokój może uratować smile
              MUSI być dobrze smile
              A w odpowiednim momencie jak już obie swoje sprawy pozałatwiamy spotkamy się i
              to opijemy smile
              W sąsiednim wątku faceci umawiają się na męską imprezę w bliżej nieokreślonym
              terminie to my się możemy umawiać na babską wink Na razie również w bliżej
              nieokreślonym terminie smile
              • dsz27 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 29.10.09, 21:26
                jestem ZAsmile
                • mola1971 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 29.10.09, 21:34
                  Się zdzwonimy smile
                  • dsz27 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 29.10.09, 21:39
                    Jeju zabrali mi dzisiaj służbowy telefonwink
                    Ale prywatnego im nie oddałamsmile
                    • mola1971 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 29.10.09, 21:47
                      Nie pamiętam który to prywatny a który służbowy więc na razie trzymam obydwa
                      numery smile
    • plujeczka Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 07:48
      widzisz Doniu klasa to jest coć z czym człowik się rodzi, tego nie
      nabedzie się w żadnej szkole, uczelni to się po prostu MA-pewnie ,ze
      niesmak pozostaje bo byłoby miło gdyby pozegnano się z Toba w sposób
      kulturalny ale nieststey niewielu pracodawców na to stać. Ty wiele
      razy udowodniłaś nam ,ze jestes dzielna i mądra , ciesze się z
      twojej nowej pracy a szczególne całysy posyłam kasi i Kubusiowi.
      ps. a pamietaj jak fajnie tłumaczyłaś się przede mna , że Kubuś stał
      raz w kacie?, do dzisiaj to pamietam i wspominam z łezka w oku.
    • dorata351 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 08:08
      Ja jetsem pewna, że mało tego , że Cie nie wyrzucą, to po miesiącu
      dadzą podwyżkę.
      • to.ja.kas Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 08:19
        Doniu, postępowania baby nie skomentuję, za nowe wyzwania kciuki
        trzymam.
        • mozambique Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 10:23
          a czemu sie dziwisz ?
          bez ogródek powiedziałas ze odchodzisz jedynie z powodów
          finansowcyh, nie dla żadengo tam rozwoju, polepszenia organizacji
          swoejgo zycia itp tylko po prostu dla kasy

          po prostu sprzedajesz sie drozej komu innemu

          analogiczna sytuacja wyglądałaby tak - wzywa cie szefowa i mówi ze
          znalazła na twoje miejsce TAŃSZEGO pracownika . Nie lepszego,
          zdolniejszego, efektywniejszego, bardziej dyspozycyjnego od ciebie a
          tylko i wyłacznei TAŃSZEGO. I przyjmuje go. I w zwiazku z tym
          wypad !

          dokałdnei w ten sposób ty ją potraktowałaś . I nagle stworzyłaś jej
          problem do załatwienia i to nie na 14 dni a na kilka miesiecy .

          nie dziwie sie jej - ona teraz dba o interesy swojej firmy , ty juz
          dla niej sie nie liczysz. POdobnie jak ona dla ciebie.
          Dorośnij.

          • dorata351 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 10:32
            Te 14 dni to pewnie okres wypowiedzenia, to jest w umowie i
            pracodawca dajac taką umowę ma swiadomość co to oznacza. Jesli
            pracujesz dla rozwoju, czy idei to super, wiekszość pracuje dla
            pieniędzy. Uważasz, ze jak ktoś jest takim niewdziecznikiem który
            sie sam osmielił zwolnić z pracy, to nalezą mu sie bluzgi. Daj
            spokój.Litosci.
            • mozambique Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 10:37
              ciekawe czy w gdyby w analigicznej sytuacji usłyszłą od szefowej to
              co napisałam wyzej to autorka dałaby w podzięce na mszę ?, albo
              przyniosła kwiaty i czekoladki w podzięce szefowej?, albo całowała
              ją po pietach ????

              raczej stawiam na bluzgi z ust autorki postu

              widac ze zadna z was nigdy firmy nie prowadziła albo pracowników nie
              zatrudniała
              • mola1971 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 10:49
                Wszystko ładnie pięknie tylko w żaden sposób nie tłumaczy to
                chamstwa i wróżenia z fusów, że dzieci tynk będą jadły.
                Sama zarządzam ludźmi i zdarza się, że ich decyzje perturbują mi
                pracę, ale w życiu do głowy mi nie przyszło by z tego powodu
                zachowywać się po chamsku.
          • rybak Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 10:58
            W krajach o rynkowej gospodarce, w których nie tak paternalistycznie i
            roszczeniowo traktuje się pracownika (a i pracodawcę też w efekcie), a i
            pracownik ma większe poczucie... wolności - podchodzi się do tego normalniej.
            Podpisujesz kontrakt. Tam jest wszystko jasno opisane. I tyle.
            Ludzie odchodzą z dnia na dzień, ab zgodnie z kontraktem, pracodawcy żegnają się
            z nimi podobnie i nikt z tego powodu nie rwie szat.
            Odchodzisz? Ok. Na biureczko telefon, kluczyki, hasła do kompa, strażnik juź
            czeka, ewentualnie sprawdzi, co wynosisz w pudełku i już.
            Nawiasem mówiąc - zwracam uwagę na coś, o czym tu nikt nie napisał chyba jeszcze
            - wyniesienie z pracy kontaktów operacyjnych - czyli bazy klientów (a jest nią w
            myśl prawa nawet JEDEN do nich telefon z danymi) - na Zachodzie - w myśl
            tamtejszych standardowych kontraktów - potraktowane zostałoby jako kradzież
            WŁASNOŚCI pracodawcy. Zdaje się, że w POlsce, gdyby ktoś się uwziął i miał
            dobrego żartego prawnika - też by za to po główce nie pogłaskali. Niedawno
            miałem propozycję... no, propozycję... nieważne... I gość na dzień dobry mówi,
            roztaczając tzw perspektywy - potrzebuję odtworzyć bazę ... nieważne kogo...
            Zanim wyszedłem ze spotkania (10 sekund po tym zdaniu gościa), powiedziałem
            tylko: a z tym to proszę do hakerów się zgłosić i od razu zapoznać się z
            orzeczeniami sądów w podobnych sprawach, proszę do mnie więcej nie dzwonić.
            Ale i w Polsce - twoje szczęście, że nie miałaś podpisanego dokumentu o zakazie
            konkurencji z okresem ochronnym. A propos - na pewno nie miałaś?wink
            • mozambique Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 11:04
              brawo rybak - dodatkowy rozumny głos
              w dodatku zwracasz uwage na sprawy prawno-finansowe , które
              zakolegowanej z szefową panience do głowy nie przyszły

              no i sprawdza sie zasada - z szefem nie nalezy przechodzic na "ty"
              • mola1971 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 11:09
                mozambique napisała:
                > no i sprawdza sie zasada - z szefem nie nalezy przechodzic na "ty"

                U mnie w pracy wszyscy do wszystkich zwracają się per ty a firma
                zatrudnia 12 tys ludzi.
                Do mojego szefa zwracam się per Stefan a moi pracownicy do mnie per
                Mariola. I jakoś wcale nie wpływa to negatywnie ani na jakość pracy
                ani na wzajemny szacunek.
                • rybak Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 11:21
                  Kultura firmy to jedno, kultura osobista - drugie.
                  W firmach,będących własnością dużych zachodnich koncernów, głównie niemieckich,
                  w których mówiliśmy sobie per ty - kwestie uczciwości stawiano bardzo wysoko. A
                  podchodzono przy tym, wbrew pozorom, do ludzi niesłychanie zadaniowo,
                  pragmatycznie. Ale może to specyfika zawodu.
                  Ale nigdy, przenigdy, ludziom z mojego otoczenia nawet na myśl by nie przyszło,
                  by odchodząc wynieść np. bazę ... no... klientów płacących firmie za coś
                  podpisujących z nią jakieś kontrakty albo choćby ngocjujących je. Z takimi
                  ludźmi nikt z mojego otoczenia - na płaszczyźnie zawodowej - nawet słowa by nie
                  zamienił.
                  Podsumowując:
                  Żegnanie w stylu szefowej autorki wpisu - dyskwalifikuje ją jako menedżera.
                  Zdecydowanie.
                  Żegnanie w stylu autorki wpisu: cytuję (może niedokłądnie) - "już coś z tymi
                  klientami w nowym miejscu będziemy robić razem" - dyskwalifikuje ją jako
                  pracownika. Też zdecydowanie.
                  • mola1971 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 11:38
                    Powiem tak... Największą wartość jaką odchodzący z pracy człowiek
                    ma, ma W GŁOWIE. Tego zresetować się nie da. To jest największa baza
                    danych i największa wartość tego człowieka jako pracownika.
                    I o tych, którzy w tej głowie mają dużo trzeba dbać. Z kolei Ci,
                    którzy mają niewiele i tak jeśli coś wyniosą (tego się nie uniknie
                    bo bywają egzemplarze gromadzące dane latami) to mogą sobie to za
                    przeproszeniem w buty wsadzić.
                    Na razie z tej firmy nie zamierzam odchodzić, ale jeśli kiedyś to
                    zrobię to zabiorę stąd tylko i wyłącznie swoją skromną osobę. A
                    nieskromnie powiem, że mój pracodawca jest tego świadomy i dba jak
                    umie i jak może bym tej osoby zbyt szybko stąd nie zabrała wink
                    • mozambique Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 12:12

                      moze autorka watku nie była tak wartosiowym pracownikiem aby warto
                      było o nią zabiegac ?

                      czy tylko mnie to przyszło do głowy
                      • mola1971 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 12:23
                        Chyba tylko Tobie.
                        Może warto się nad tym zastanowić? wink
                      • sonia_30 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 12:27
                        To pani boss powinna się ucieszyć z odejścia, a nie textami
                        żenującymi rzucać...nieprawdaż?
                        • mola1971 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 13:13
                          Prawdaż smile
                          Miałam taki przypadek, że wypowiedzenie umowy pewnej osoby przyjęłam
                          z radością. Normalnie kamień z serca mi spadł i zgodziłam się na to
                          by odeszła dosłownie w ciągu kilku dni od wręczenia wypowiedzenia.
                          Choć prawo dawało mi możliwość trzymania jej jeszcze przez trzy
                          miesięce. Tylko po co?
                • mozambique Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 11:35

                  w takich sytacjach łatwiej zawsze jest powiedziec ty + epitet niz
                  Pani jest + epitet
                  • mola1971 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 11:47
                    Jeśli ktoś na epitetach swój styl zarządzania opiera to zawsze
                    sposób znajdzie.
                    Krytykować można ludzkie zachowania, działania a nie samych ludzi.
                    Podstawa nie tylko zarządzania.
            • mola1971 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 11:14
              Rybaku, zakaz pracy u konkurencji kosztuje i rzadko który pracodawca
              ze względu na to decyduje się na wpisanie tego do kontraktu.
              Sztuka polega na tym by tak zarządzać ludźmi by nie chcieli
              odchodzić. Z niewolnika i tak nie ma pracownika.
              A co do baz klientów... Cóż, jeśli kogoś jedyną wartością na rynku
              pracy jest baza klientów poprzedniego pracodawcy to ja i tak mu
              świetlanej przyszłości nie wróżę.
              Znam Donię, mądra baba jest i jej nowy pracodawca chciał ją u siebie
              ze względu na to jakim handlowcem jest a nie ze względu na klientów.
              Dobry handlowiec sam stworzy nową bazę choćby miał zaczynać od zera,
              kiepski i tak guzik osiągnie nawet mając 10 baz klientów konkurencji.
              • rybak Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 11:23
                Zgadzam się. Ja Doni nie znam, ale wierzę Ci, jako mądremu człowiekowi, na
                słowo. Że ci "klienci co podrukują: to tylko taki wypadek przy pracy był.smile
                • mola1971 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 11:40
                  rybak napisał:
                  ale wierzę Ci, jako mądremu człowiekowi

                  Ty mnie nie kokietuj wink
                  A ze swoich niecnych celów niech się Donia sama tłumaczy tongue_out
                  Duża dziewczynka jest smile
                  • rybak Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 11:49
                    Nie kokietuję, stwierdzam fakt. A przesłanki, wybacz, pozostawię sobie.smile
              • kasiapfk Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 11:27
                Chamstwo szefowej jest niezaprzeczalne.
                Ale też uważam, że skandaliczne jest "zabieranie klientów" z jednej
                firmy do drugiej.
                Zakaż konkurencji kosztuje, to fakt. Ja takie umowy podpisuję z
                pracownikami.
                A nasza konmkurencja sama nam doniosła na byłego naszego pracownika,
                z którym się rozstalismy, że chciał sprzedąc naszą baze danych
                klientów. Takie niespodzianki też się zdarzają. Po prostu my na
                naszym terenie zawsze będziemy obok zaprzyjaźnionej konkurencji, a
                pracownik? Być może i żegnając się z konkurencją sprzeda ich
                klientów komuś, kto więcej płaci.
                • rybak Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 11:39
                  Dokładnie tak. Etyka w biznesie? Wbrew pozorom występuje. A oznacza po prostu
                  jasne i akceptowalne rynkowo, prawnie, osobiście, reguły postępowania obu stron.
                  Pracownicy nawet nie przypuszczają niekiedy, że szefowie konkurujących firm np.
                  mają wspólne hobby, spotykają się towarzysko - dokładnie jak politycy
                  przeciwstawnych opcji. Nic osobistego - zawód taki po prostu. Zwróć uwagę że
                  prawdziwi konkurenci obopólnie ugruntowanej na rynku pozycji - ZAWSZE mówią o
                  sobie publicznie z szacunkiem. Wojna niemerytoryczna się nie opłaca po prostu
                  nikomu, walkę prowadzi się na innych płaszczyznach. Bo - Mola - nawet jak się
                  wyniesie know-how, to nie wyniesiesz KULTURY firmy, motywacji ludzi - no właśnie.
                  A pracownik zachowujący się nieetycznie - najzwyczajniej w końcu wypada z rynku
                  pracy. Co ciekawe - pracodawca coraz częściej też. Są firmy i ludzie, z którymi
                  np. ludzie liczący się w mojej profesji NIGDY w życiu by nie pracowali - ani pod
                  ich kierownictwem, ani z nimi jako podwładnymi. Firmy zatrudniają nadal takich
                  ludzi, a potem się dziwią - że kompletowany przez nich zespoł jest do d..., albo
                  kierowany przez nich projekt zdycha.
                  No tak to jest. Natomiast - Mola - rozmawiać trzeba zawsze. Choć czasem człowiek
                  się dziwi - że pozornie sensowny rozmówca pali się tak głupio na rynku(bo
                  przecież nie tylko ze mną rozmawiał i nie tylko o tej ... bazie...) po jednym
                  spotkaniu. Cóż - życie niesie nieustanne niespodziankismile
                  • mola1971 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 11:42
                    rybak napisał:
                    > A pracownik zachowujący się nieetycznie - najzwyczajniej w końcu
                    wypada z rynku
                    > pracy. Co ciekawe - pracodawca coraz częściej też.

                    Amen.
                • dsz27 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 11:46
                  Nie mówimy o sprzedaniu bazy danych do innej firmy. Wszystkie kontakty i oferty
                  oczywiście zostawiłam na miejscu. Kilku zaprzyjaźnionych Klientów dostało ode
                  mnie informację o zmianie pracy i byli zainteresowani kontynuowaniem współpracy.
                  Nie ma przymusu do korzystania z oferty danej firmy tak więc moje przedstawienie
                  nowej oferty Klientowi pozostawia mu wybór. Nie mam zamiaru wykorzystywać
                  poufnych informacji o byłym pracodawcy. Z resztą takie zachowanie nie jest ode
                  mnie wymagane w nowym miejscu pracy.
                  • tricolour No to teraz proste pytanie... 30.10.09, 15:49
                    ... w jakim celu poinformowałaś zaprzyjaźnionych klientów o zmianie
                    miejsca pracy?

                    Gdyby nie chodziło o sprawy niezawodowe tylko osobicte, to miejsce pracy
                    nie ma znaczenia. Jeśli jednak ma znaczenie, to proszę o odpowiedź na
                    powyższe pytanie.

                    Zadałem je w jednym celu: Twoja szefowa może mieć kaprys poinformowania
                    Twojego nowego pracodawcy o sposobie w jakim rozstajesz się z pracą. Nie
                    pieniądze, ale opinia jest najważniejsza.
                    • dsz27 Re: No to teraz proste pytanie... 30.10.09, 16:55
                      Proste pytanie - prosta odpowiedź.
                      Oczywiście, że poinformowałam ich o zmianie pracy w celu
                      nawiązania/kontynuowania współpracy. Mam możliwość przedstawienia oferty
                      Klientom, z którymi współpracowałam. Oni z tej oferty mogą skorzystać lub ją
                      odrzucić.
                      Podkreślę raz jeszcze. Wszystkie kontakty, oferty i szczegółowe informacje na
                      temat Klientów zostawiłam w firmie, nie usuwałam ich ani nie czyściłam dysku,
                      mój następca może je wykorzystać w takim samym stopniu jak ja. Nie mam zamiaru
                      wykorzystywać wiedzy o kosztach, kredytach ani innych szczegółach mogących
                      niekorzystnie wpłynąć na wizerunek firmy. Można uznać to za kradzież a mnie za
                      złodziejkę bazy danych.
                      • tricolour A co będzie... 30.10.09, 17:06
                        ... gdy "chamska" szefowa poinformuje Twojego nowego pracodawcę, że masz
                        zwyczaj kraść informacje firmowe odchodząc nagle z pracy?

                        I taka opinia rozniesie się po ryku?
                        • dsz27 Re: A co będzie... 30.10.09, 17:24
                          Jeżeli taka sytuacja będzie miała miejsce, zmierzę się z tym i jakoś sobie z tym
                          poradzę. Pomimo wszystko sygnały jakie dostaję z "rynku" są dla mnie korzystne -
                          mam tu na myśli moje podejście do pracy i chęć współpracy ze mną Klientów,
                          którzy zostali poinformowani przeze mnie o moim odejściu, jak również tych,
                          którzy dowiadują się o tym po fakcie.
                          Pomimo, iż moja postawa nie jest odebrana pozytywnie, tego typu "praktyki" są
                          dosyć powszechne. Nie mam zamiaru się ani wybielać ani za bardzo tłumaczyć. To
                          tylko stwierdzenie pewnego stanu rzeczy.
                          • tricolour Kiedyś dość powszechną praktyką były... 30.10.09, 17:31
                            ... kradzieże odbiorników radiowych z samochodów więc powszechnośc
                            zjawiska nie może być jego oceną moralną. Złodzieje cieszyli się z
                            osiąganych zysków, ofiary martwiły się poniesionymi stratami.

                            Analogicznie Twoi klienci cieszą się, bo na starcie mają "swojego"
                            człowieka w Twojej nowej pracy, co da im korzyść. Ty się cieszysz, bo
                            osiągniesz korzyść (uznanie, może premię) u nowego pracodawcy.
                            Strata "chamskiej" szefowej równa jest przeniesionemu dochodowi do nowej
                            pracy. Ty jesteś powodem straty swojej szefowej - nie ma innej oceny tego
                            zjawiska.
                          • wiosenka.pl dsz27 30.10.09, 18:13
                            dsz27 napisała:

                            > Pomimo, iż moja postawa nie jest odebrana pozytywnie, tego
                            >typu "praktyki" są dosyć powszechne.

                            Ależ jest odbierana pozytywnie. Powodzenia!
                            Biznes polega na ogół na tym, że ktoś traci, aby zyskać mógł ktoś
                            inny. I nie o nieuczciwości tu mowa, ale o twardych regułach gry.
                            Jest umowa, dotrzymałaś warunków,więc OK, a sentymenty (dopiero po
                            długim czasie pojęłam) zostają w tyle.
              • mozambique Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 11:41
                Sztuka polega na tym by tak zarządzać ludźmi by nie chcieli
                > odchodzić.

                To z podręcznika działania KOła Miłosników Haftu Krzyżykowego ?
                bo napewno nie z zarządzania firma ani personelem
                • mola1971 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 11:45
                  mozambique napisała:
                  > To z podręcznika działania KOła Miłosników Haftu Krzyżykowego ?
                  > bo napewno nie z zarządzania firma ani personelem

                  Nie wiem gdzie i kim zarządzasz, ale w firmie w której pracuję (a
                  nie zajmuje się ona bynajmniej haftem tylko uwaga trudne słowo -
                  handlem. Ale też na H) tak właśnie się ludźmi zarządza.
                  Dodam, że jest to międzynarodowy koncern (i firma rodzinna zarazem)
                  a nie warsztat samochodowy w pana Czesia.
                  • mozambique Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 12:15

                    jak dla ciebei to trudne słowo na H to nie dziwota ze piszesz jak
                    piszesz
                    • mola1971 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 12:25
                      Po prostu piszę jak jest.
                    • rybak Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 12:34
                      Afrykańska dziewczyno - ad personam mówisz, czyli JUŹ nie masz racjiwink)

                      Mężczyźni jednak załatwiają takie sprawy prościej
                      - Szefie, długo o tym myślałem, ale myślę, że moje umiejętności i możliwości
                      wykorzystam lepiej gdzie indziej, od 1. nie pracuję, to wypowiedzenie, dziękuję,
                      dobrze mi było, ale jak pan wie, mam rodzinę, dzieci, psy, koty i co tam
                      jeszcze..., nie mogę myśleć tylko o sobie, ale na pewno kiedyś nasze drogi się
                      zejdą, bo nasz świat jest mały, projekty zlecone kończę na poziomie realizacji
                      doprowadzonym do miejsca, w których może bez problemu przejąć je osoba przez
                      pana wyznaczona..., przesłałem szczegołowe informacje w tej sprawie... Oto wydruk.
                      - Proszę się zastanowić, może do jutra, miejsce dla pana mam cały czas,
                      powiedzmy do końca przyszłego miesiąca, gdyby pan jednak zmienił zdanie... Bo
                      czeka nas sporo pracy w przyszłym roku, kwartale itd. I pojawią się nowe możliwości.
                      – Z wdzięcznością przyjmuję propozycję, nigdy nie mówię nigdy, niezależnie od
                      podjętej decyzji na pewno o niej poinformuję.
                      I uścisk dłoni. Szczery, co najlepsze.
                      Bo obie strony i tak pracują u KOGOŚ.

                      Nie lepiej tak?
                      U mnie raz już zdarzyło się, że stwierdziłem po paru tygodniach, iż zmieniając
                      pracę popełniłem duży błąd, i skorzystałem z takiej propozycji ku obopólnemu
                      zadowoleniu. I nikt z tego halo nie robił. Wiadomo, że takie propozycje padają
                      tylko raz, ale to też standard akceptowalny przez wszystkich i dla rozsądnych
                      firm i pracowwników opłacalny. To niepalenie mostów.
          • dsz27 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 11:31
            A więc zacznę od początku...
            Nie dziwię się, że właścicielka firmy mogła być zdenerwowana moją nagłą dla niej
            decyzją, doskonale rozumiem, że tracąc handlowca robiącego niemałe obroty jest w
            kropce. Ale komentarze uważam za nie na miejscu i co najmniej żenujące. Ja
            zdeklarowałam się do zakończenia współpracy zgodnie z warunkami zawartymi w
            umowie. Jestem też pewna, że gdyby role były odwrócone z moich ust nie poleciały
            by podobne komentarze, zabrałabym swoje rzeczy i good by! Oczywiście było by mi
            przykro. Ale ewentualne bluzgi uszły by ze mnie ale już nie w obecności
            zainteresowanych Pań.

            Fakt, że dziwię się aż takiej reakcji byłego pracodawcy uważasz za objaw mojej
            niedojrzałości (dorośnij?)

            Dodam jeszcze dla nakreślenia sytuacji, że dobry i świadomy pracodawca mając
            dobrego pracownika w swoim zespole musi mieć świadomość, ze obcinanie premii (bo
            tak i już) lub ich brak, inne obciążenia finansowe, które spadają na danego
            pracownika, nie będą miały poklasku u handlowca. Zmiana ustaleń odnośnie auta
            służbowego, komentarze pt., "że nie stosowne jest pytanie się o pieniądze które
            się zarobiło"... itd itd...to wszystko również miało wpływ na moją decyzję.

            Rybak poruszył ciekawy temat dotyczący bazy danych. Trudno mi się z tym nie
            zgodzić, jest to "materiał" wypracowany przez pracownika podczas pracy u
            konkretnego pracodawcy. Ale w moim odczuciu wypracowany przez konkretnego
            handlowca i czasami automatycznie kilku Klientów zmienia dostawcę właśnie ze
            względu na dobre kontakty z danym przedstawicielem handlowym (mając do tego taką
            samą lub lepsza ofertę). Nie mówię, że jest to etyczne czy uczciwe. Mówię, ze
            tak to po prostu działa.
            • rybak Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 11:47
              Etycznie i w sposób przy∆ęty na świecie działa to tak, że puszczasz do
              wszystkich klientów SŁUŻBOWEGO maila ze STAREJ pracy, że w dniu.... rozstajesz
              się z dotychczasowym pracodawcą i że ewentualny kontakt do ciebie, w razie
              konieczności wynikającej z zaszłości jakichś to.....
              I wszystko. Jeśli tak Cię cenią, to ten kontakt sobie przypomną też SAMI.
              A na pewno sama do nich nie dzwonisz po uprzątnięciu biurka i wyjściu ostatnim,
              mówiąc, że będziesz pracować tam a tam i zapraszasz ddo współpracy, bo ofertę
              masz taką a taką.
              Wiesz - różnica między cięciem a sztychem jednak jakaś nawet w pracy handlowca jest
              wink
              • dsz27 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 12:06
                Sposób przyjęty na świecie jest taki ale wczoraj zabroniono mi wysłać takiego
                maila do wszystkich Klientów tak więc uznałam, że poinformuję ich osobiście.
                Oczywiście nie wszystkich tylko tych bardziej "zaprzyjaźnionych".
                • rybak Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 12:12
                  Hmmm.... To Cię w pewnym stopniu tłumaczywink)
                  • tricolour Nie, nie tłumaczy... 30.10.09, 15:43
                    ... ponieważ zasady są proste: firma jest właściciela i to on ustala
                    reguły. Można się z nimi nie zgadzać, można zgadzać.

                    Osoba wynosząca bazy danych popełnia zwykłą kradzież informacji dla swojej
                    korzyści majątkowej. Taką samą kradzieżą jest telefon do kontrahenta z
                    informacją, że od dzisiaj tutaj nie prację, ale tam pracuję, bo taki
                    telefon ma na celu przejęcie tegoż klienta - dla jego pieniędzy, które
                    mają pójść za nami.

                    Pracodawca, od którego odchodzi pracownik, ma prawo zażądać zwrotu tego,
                    co napisałeś łącznie z natychmiastowym zwrotem komputera (i nośników) bez
                    prawa wysyłania jakichkolwiek informacji - wszak Donia wyraźnie
                    powiedziała, że odchodzi dla kasy bez żadnego merytorycznego powodu.
                    • mola1971 Re: Nie, nie tłumaczy... 30.10.09, 16:55
                      Tri, a czy kasa to nie jest merytoryczny powód?
                      Donia samotnie wychowuje dwoje dzieci ma kredyt na mieszkanie. W
                      takiej sytuacji kasa może być jak najbardziej jedynym powodem
                      odejścia z pracy. Oczywiście ważne są różne inne elementy w pracy
                      jak atmosfera i takie tam, ale ja zawsze powtarzam, że z atomsfery z
                      pracy zupy dzieciom nie nagotuję.
                      Na luksus pracowania również dla celów wyższych niż kasa można sobie
                      pozwolić gdy już ma się zaspokojone wszystkie podstawowe potrzeby.
                      • tricolour Pieniądze to powód finansowy, a nie merytoryczny. 30.10.09, 17:05
                        Rozumiem, że każdy chce więcej zarabiać - to jest rzecz zrozumiała. Jest
                        więc zrozumiałe, że Donia zmienia pracę na lepiej płatną. Jest też
                        oczywiste, że szefowa zachowała się skandalicznie.

                        A jeśli ma kredyt, to tym bardziej powinno jej zależeć na nieskazitelnej
                        opinii w starym i nowym miejscu pracy. W starym dlatago, że kiedyś może
                        jeszcze drogi się spotkają. W nowym dlatego, że przychodząc z kontaktami
                        biznesowymi ze starej pracy daje się czytelny sygnał, że opuszczając w
                        przyszłości nowego pracodawcę jemu też się coś ukradnie.
                        • mola1971 Re: Pieniądze to powód finansowy, a nie merytoryc 30.10.09, 17:25
                          Tri, bywają ludzie z którymi choćbyśmy nie wiem jak bardzo chcieli i
                          nie wiem jak bardzo starali rozstać się kulturalnie i w spokoju to
                          jest to niemożliwe.
                          Donia napisała, że chciała się rozstać w sposób kulturalny i
                          spokojny, ale się nie dało bo została potraktowana tak jak została.

                          Co do kontaktów biznesowych to każda branża ma swoją specyfikę. Nie
                          znam się na branży reklamowej w której pracuje Donia, więc nie będę
                          komentować. Na ten temat zresztą sama już wyczerpująco odpowiedziała.
                          Mogę tylko powiedzieć jak jest w branży w której pracuję ja. A w
                          moje branży gdyby ktoś, kto odchodzi z pracy nie mógł współpracować
                          z dostawcami czy kilentami odchodząc do konkurencji to musiałby
                          zmienić branżę. Np. dostawca pampersów czy innych alwaysów jest
                          tylko jeden.
                          • tricolour Dostawca tak, ale nie odbiorca... 30.10.09, 17:34
                            ... to odbiorca płaci za wykonane usługi więc chodzi o zabieranie
                            odbiorców (a w istocie - ich pieniędzy). Donia wyraźnie pisze, że chodzi o
                            klientów firmy.
                            • mola1971 Re: Dostawca tak, ale nie odbiorca... 30.10.09, 17:44
                              Tri, ale u mnie też o klientów chodzi choć są to klienci
                              indywidualni a nie firmy. Tyle tylko, że trudniejsze niż w branży
                              Doni jest sprawdzenie tego na ile działanie konkretnej osoby
                              wpłynęło na odejście klientów z jednej sieci do drugiej.
                              A jeśli chodzi o pieniądze to w moje branży właśnie dostawca i to co
                              się u niego wynegocjuje jest najważniejsze. I odejście do
                              konkurencji osoby, która zna warunki współpracy z dostawcą może być
                              niebezpieczne.
                              No ale tak jak pisałam, każda branża ma swoją specyfikę i trudno
                              porównywać gruszki z jabłkami.
                              • tricolour Nie ma znaczenia czy dostawcy czy odbiorcy... 30.10.09, 18:00
                                ... kradzież danych firmowych jest ewidentna ponieważ dane firmowe nie
                                były własnością pracownika, a były własnością firmową (właściciela).
                                • mola1971 Re: Nie ma znaczenia czy dostawcy czy odbiorcy... 30.10.09, 18:08
                                  Tri, kradzież danych oczywiście, że jest przestępstwem i to nie
                                  ulega wątpliwościom.
                                  Tyle tylko, że gdy długo się pracuje w danej branży to pewne dane ma
                                  się W GŁOWIE. I co zrobić? Zresetować się?
                                  Powiedzmy, że odchodzę do konkurencji. W tej firmie, w której
                                  pracuję mam dostęp do naprawdę ważnych danych (również finansowych)
                                  i wiele z nich mam w głowie. Czy wg Ciebie gdy odejdę do konkurencji
                                  i tam zobaczę, że za coś co w tej firmie płacę x a w nowej płacą
                                  x+50% choć dostawca jest ten sam to powinnam udawać, że tego nie
                                  widzę? Toż to totalny brak profesjonalizmu byłby.
                                  Teraz zmykam już do domku, ale jak dojadę to chętnie z Tobą dalej
                                  podyskutuję smile
                                  • tricolour Kraść można także z głowy... 30.10.09, 23:29
                                    ... po prostu są różne formy kradzieży.

                                    Donia zrobiła to wręcz zawodowo: zadzwoniła do klientów (nie swoich
                                    przecież tylko klientów firmy) i dała jasny znak, że zmienia pracę - chce,
                                    by klienci poszli za nią.

                                    Żeby było jasne: nie mam nic do Doni i właśnie dlatego jasno piszę, co
                                    zrobiła.
                                    • mola1971 Re: Kraść można także z głowy... 30.10.09, 23:38
                                      Tri, gdybym była na miejscu Doni zrobiłabym dokładnie to samo.
                                      Komu jak komu, ale Tobie nie muszę chyba tłumaczyć, że oprócz czynu ważne są również motywy postępowania.
                                      Złodziej złodziejowi nierówny.
                                      • tricolour Motyw jest oczywisty - kasa. 30.10.09, 23:40
                                        To - można powiedzieć - powszechny motyw.

                                        smile
                                        • mola1971 Re: Motyw jest oczywisty - kasa. 30.10.09, 23:43
                                          Nie.
                                          Motyw to jest odpowiedzialność za dwójkę maleńkich dzieci i ich los.
                                          A okoliczność łagodząca to lokalny, bardzo ograniczony rynek reklamowy.
                                          • tricolour Uważasz, że odpowiedzialność... 30.10.09, 23:47
                                            ... wyraża się kradzieżą?

                                            Wiesz, ja mogę zrozumieć, że Donia zawiadomiła klientów o zmianie pracy -
                                            bo w nowej pracy chce sie tak wykazać, że pokusiała sie o kradzież
                                            informacji ze starej pracy. Ale to nie jest odpowiedzialność tylko
                                            przestepstwo.
                                          • tricolour W kwestii formalnej... 30.10.09, 23:52
                                            ... motywem (powodem) kradziezy jest chęć zysku. Okolicznościa łagodzącą
                                            jest fakt, że ma kredyt i dwójke dzieci.
                                            • mola1971 Re: W kwestii formalnej... 31.10.09, 00:03
                                              Odpowiedzialność za dzieci to jest zapewnienie im warunków do życia.
                                              W XXI wieku jest to m.in. dach nad głową. Podczas wojny to mogłaby być np. kradzież chleba dla głodnych dzieci.
                                              Ja nie oceniam tego co zrobiła Donia jako kradzieży (niech będzie, że relatywizuję), ale trzymając się Twojej terminologii ok. Niech będzie, że ukradła. I co w związku z tym? Ukradła by zapewnić dzieciom nie zysk tylko dach nad głową, podczas wojny ludzie kradli by zapewnić chleb.
                                              A poza tym wszystkim to przecież jej była już szefowa może przecież dać swoim klientom takie warunki współpracy, że Doni telefony na nic się zdadzą. Wolny rynek przecież mamy i o klienta trzeba umieć walczyć smile
                                              • tricolour Co w związku z tym? 31.10.09, 00:12
                                                Z jednej strony nic - bo nikt jej nic nie zrobi. Do kryminału za to nie
                                                wsadzą.

                                                Z drugiej strony bardzo wiele jeśli ktoś szanuje swoją opinię.

                                                A tak na marginesie masz świetny przykład jak działa relatywizm - padł
                                                przykład wojny, programistów i ich kodu, specyfiki polskich firm,
                                                przykłady świńskich zachowań innych szefów - i to po to, by jakoś nie
                                                chcieć skupić się na jednym prostym pytaniu: kto jest właścicielem
                                                kontaktów biznesowych w firmie?

                                                Z odpowiedzi na to pytanie wynikać bowiem będzie wprost ocena zachowania
                                                Doni.
                                                • mola1971 Re: Co w związku z tym? 31.10.09, 00:21
                                                  Właścicielem kontaktów biznesowych jest firma, w której te kontakty te zostały
                                                  zawarte, ale z tą samą firmą kontakty może zawierać wiele firm.
                                                  Tri, biznes to nie małżeństwo. Tu wyłączności na wdzięki nie ma smile
                                                  • tricolour Jeżeli właścicielem kontaktów jest firma... 31.10.09, 00:37
                                                    ... to jak nazwać wyniesienie własności poza firmę bez wiedzy i zgody
                                                    właściciela?
                                                  • mola1971 Re: Jeżeli właścicielem kontaktów jest firma... 31.10.09, 00:46
                                                    Z wrodzonej złośliwości i przekory odwrócę pytanie smile
                                                    A jak nazwać firmę, która współpracuje z wieloma klientami a nie tylko z jednym? wink
                                                    Wiem, złośliwa jestem a dyskusja schodzi na psy choćby z racji pory.
                                                    Tri, Ty patrzysz na sytuację z perspektywy pracodawcy. Ja patrzę z perspektywy i szefa (bo pracodawcą nie jestem) i pracownika. A jak wiadomo nie od dzisiaj punkt widzenia zależy od punktu siedzenia wink
                                                  • dsz27 Re: Jeżeli właścicielem kontaktów jest firma... 31.10.09, 08:35
                                                    Widzę, że watek już żyje własnym życiemsmile

                                                    Swoją opinię na temat specyfiki mojej branży opisałam poniżej w jednym z postów,
                                                    pozwolę go sobie tutaj wkleić:

                                                    Jeśli chodzi o specyfikę branży, w której pracuję. Nie mam ograniczenia
                                                    terytorialnego ale obsługując firmy ze śląska i nie tylko, siłą rzeczy mogę
                                                    natrafić na Klientów, których obsługiwałam u ostatniego pracodawcy. Podam jeden
                                                    przykład. Duża firma z branży grzewczej. Na stronie internetowej namiary na
                                                    konkretną osobę z działu marketingu. Dotarłam tam, łatwo ich przekonać nie było,
                                                    a finał jest taki, że Pan X poleca mnie swoim znajomym, dodam, że wielokrotnie
                                                    podkreślał, że poleca mnie a nie firmę, w której pracuję bo takich jest na
                                                    pęczki - jak to ujął. Co więcej podczas ostatniego zlecenia od innej drukarni
                                                    dostał lepsze ceny ale się nie zdecydował właśnie ze względu na obsługę jaką mu
                                                    zagwarantowałam. Powinnam odpuścić i nie kontaktować się z nim tylko dla zasady
                                                    "namiary na niego zdobyłam podczas pracy w innej firmie"?
                                                    Nawet gdyby namiarów na niego nie było bezpośrednio na stronie internetowej
                                                    zawsze mogłabym zrobić reset pamięci i budować nową bazę Klientów od podstaw
                                                    tyle, że pod barwami innej firmy. Tylko, że prawdopodobieństwo, ze natrafię na
                                                    mojego dawnego Klienta jest bardzo duże. Powinnam zatem ich wszystkich sobie
                                                    odpuścić i szukać tylko takich, z którymi nigdy wcześniej nie współpracowałam????
                                                    Jak dla mnie to bardzo abstrakcyjne i nierealne.

                                                    Może Tri pokusi się odpowiedzieć na moje pytanie, jestem ciekawa jaka będzie
                                                    odpowiedź. Oczywiście mogę się domyślić ale ciekawa jestemwink

                                                    Motywy mojego postępowania już Wam przedstawiłam. I w mojej ocenie kontaktując
                                                    się z Klientami i przedstawiając im w niedalekiej przyszłości moją ofertę
                                                    (bazując na kontaktach zdobytych podczas pracy u poprzedniego pracodawcy)
                                                    ułatwiłam sobie życie. Mój poprzedni pracodawca może nadal współpracować z tymi
                                                    Klientami, jest to kwestia wielu czynników: jakości produktu, poziomu obsługi a
                                                    także ceny.
                                                    Ale jak już kilkakrotnie wspomniałam, nawet gdybym tego nie zrobiła i tak silą
                                                    rzeczy bym do tych Klientów trafiła...taki rynek.

                                                    Oczywiście kierowałam się dobrem moim i mojej rodziny. I dodam jeszcze, że
                                                    gdybym miała zrobić to raz jeszcze, zrobiłabym dokładnie to samo.
                                                  • tricolour Rzecz jest prosta... 31.10.09, 11:13
                                                    ... i wyłuszczył ją Rybak - powiadamiasz klientów o zmianie pracy i
                                                    zostawiasz swoje namiary dawnemu pracodawcy gdyby cos trzeba było
                                                    wyjaśnić. Proste i uczciwe dlatego dało sie ująć jednym zdaniem.

                                                    Nowego zaś pracodawcę - zanim zaczniesz pracę - należy zapytać co on
                                                    sądzi o przejęciu klientów. Tak się bowiem często zdarza, że PONAD
                                                    chęcią zysku w handlu są także inne zależności biznesowe, o których
                                                    handlowiec wiedziec nie musi.
                                                  • dsz27 Re: Rzecz jest prosta... 31.10.09, 20:33
                                                    Ok Tri temat uczciwości mamy przerobiony ale ja nie o to Cię pytałam.
                                                    Jestem ciekawa jak podejdziesz do tematu następującego. Jako handlowiec
                                                    zmieniasz prace i oczywiście nie zabierasz ze sobą niczego, zero kontaktów, zero
                                                    kompletne. Jednak w głowie zostają Ci pewne informacje (nazwy firm, nazwiska,
                                                    możesz kojarzyć twarze). Jako handlowiec już w nowych barwach "uderzasz" do tych
                                                    firm jakoby od zera? Bierzesz w ogóle pod uwagę kontaktowanie się z firmami, z
                                                    którymi wcześniej współpracowałeś?

                                                    A swoją drogą tekst o powiadomieniu Klientów o zmianie pracy i jednoczesnym
                                                    zostawieniu namiarów dawnemu pracodawcy troszkę mnie ubawił. Głównie ta druga
                                                    część. Idealista z ciebie. Wszystko zależy od sposobu w jaki zostaniesz
                                                    ewentualnie pożegnany a na to nie do końca masz wpływ...

                                                    Jestem też ciekawa czy uważasz, że nowy pracodawca nie liczy nawet po cichutku
                                                    /o ile tego wprost nie powie/ na to, że nowy handlowiec pozyska kilku "starych"
                                                    Klientów?? Rozmawiałam z wieloma przedstawicielami handlowymi, jak również
                                                    menadżerami różnego szczebla i chyba ich opinie mogłyby Cię zdziwić.
                                                    Podkreślam, że mówię tu o praktyce a nie o teorii, pięknej aczkolwiek nie zawsze
                                                    odzwierciedlającej rzeczywistość.
                                                  • tricolour To może od środka... 31.10.09, 22:52
                                                    ... staremu pracodawcy zostawiasz prywatny adres mailowy. Zostawiasz po
                                                    to, by miał kontakt w zaległych sprawach. Nie musisz zostawiać namiarów na
                                                    nową pracę. Dziwi mnie, że nie dostrzegasz tak oczywistej ochrony własnych
                                                    interesów prywatnych (opinia) i biznesowych.

                                                    2. Naiwnością było uważać, że klienci ze starej pracy tylko tam są znani.
                                                    Najczęściej (wręcz zawsze) klienci znają sie nawzajem więc mowy nie ma, że
                                                    Ty zabierasz klientów starej firmy do nowej, bo oni tam już są. Ty chcesz
                                                    zabrać ich pieniądze - i to jest niegodziwe. I to tym bardziej, że nawet
                                                    nie wiesz, czy ci "twoi" klienci juz nie mają tam tak dobrych warunków
                                                    współpracy, których Ty - jako nowy pracownik - nie zagwarantujesz.

                                                    3. Nowy pracodawca liczy na nowych klientów - rzecz jasna. Może nawet
                                                    chcieć ich pozyskać w niecny sposób - to też się może zdarzyć. Tyle, że
                                                    nie on jest inicjatywą. Ty jesteś. Nie zasłaniaj się wymyslonym naprędce
                                                    powodem.
                                                  • dsz27 Re: To może od środka... 31.10.09, 23:22
                                                    Staremu pracodawcy zostawiłam swój prywatny numer telefonu oraz adres mailowy.
                                                    Właśnie po to by ewentualnie odpowiedzieć na ich pytania lub pomóc w pozamykaniu
                                                    spraw, które są aktualnie "na tapecie". Tak więc w tym konkretnym przypadku nie
                                                    zrozumiałam Twoich intencji lub opacznie je odebrałam.

                                                    Idąc dalej:
                                                    2. Nie mogę się zgodzić z twierdzeniem, ze Klienci wręcz zawsze znają się
                                                    nawzajem, są wyjątki ale bez przesady. Szczególnie jeśli nie ma ograniczeń
                                                    terytorialnych. Co tak de facto nie ma większego znaczenia w tych rozważaniach.
                                                    "Chcesz zabrać ich pieniądze..." - chce im zaproponować nową ofertę. Może i jest
                                                    to niegodziwe. W moim odczuciu nie wszystko jest białe albo czarne, istnieją
                                                    jeszcze szarości.
                                                    Dodam, że przynajmniej w mojej branży staż pracy nie wpływa na jakość oferty,
                                                    którą mogę złożyć Klientowi. Tak więc czy jako nowy czy stary pracownik, oferta
                                                    będzie wyglądała baardzo podobnie - kwestia negocjacji.
                                                    3. Nie bardzo rozumiem czym się zasłaniam, jakim wymyślonym naprędce powodem? Bo
                                                    jeśli nie zrozumiałeś do tej pory, nie zasłaniam się niczym.
                                                  • dsz27 Re: To może od środka... 31.10.09, 23:30
                                                    No i tak na koniec dnia, jesteś w stanie jasno udzielić mi odpowiedzi na zadane
                                                    wcześniej pytanie?
                                • insula.incognita Re: Nie ma znaczenia czy dostawcy czy odbiorcy... 30.10.09, 18:14
                                  Przeczytała cały wątek.

                                  Mylisz sie .
                                  Kontakty i relacje, jakie wypracowuje handlowiec w swojej pracy mozna porównac
                                  do tego, co programista robi pracując dla firmy software'owej.
                                  Zaden programista nie zostawi pracodawcy, od którego odchodzi, swojego warsztatu
                                  pracy, ani kodu. Musialby byc psychicznie chorym i samobójcą zawodowym.
                                  • tricolour No to mam prośbę... 30.10.09, 22:22
                                    ... otwórz okienko "informacje o produkcie" w swojej wersji Windowsa i
                                    zacytuj nazwiska programistów. Tych, którzy nie zostawili kodu
                                    Microsoftowi. Może też zrób to z jakąkolwiek inną aplikacją, którą masz
                                    zainstalowaną i przytocz choc jedno nazwisko programisty. Albo przytocz
                                    kto jest właściicielem oprogramowania i czy KTOKOLWIEK (w tym koderzy-
                                    programiści) mogę wykorzystać choć część tego, co sami napisali.

                                    Co do warsztatu pracy: sprzęt jest własnością pracodawcy. Umiejętności
                                    należą do pracownika. Efekty pracy są własnością pracodawcy.
                                    • insula.incognita Re: No to mam prośbę... 30.10.09, 22:38
                                      tricolour napisał:

                                      > ... otwórz okienko "informacje o produkcie" w swojej wersji Windowsa i zacytuj nazwiska programistów.

                                      No i po co odwracasz kota ogonem?
                                      Nie wiesz, że na innej zasadzie pracuja miedzynarodowe korporacje a na innej - typowo polskie (o swojej specyfice tidzież mentalności szefów) firmy?

                                      Tych, którzy nie zostawili kodu
                                      > Microsoftowi.

                                      Wiesz czym jest kod, który się zostawia, a który zabiera się ze sobą?
                                      Nie wiesz? To włącz Windows. Jezeli jesteś z tego systemu zadowolony - to gratulację. Jesteś na poziomie niemowlęcym - jeśli chodzi o uzytkowanie systemu.

                                      > Co do warsztatu pracy: sprzęt jest własnością pracodawcy. Umiejętności
                                      > należą do pracownika. Efekty pracy są własnością pracodawcy.

                                      WARSZTAT pracy - to nie jest li tylko sprzęt i fotel. To jest w każdym domu i biuro do tego nie jest potrzebne.
                                      Warsztat pracy - to jest raczej wartość którą się buduje na bazie intelektualnej, a nie materialnej.
                                      • insula.incognita Re: No to mam prośbę... 30.10.09, 22:49
                                        insula.incognita napisała:

                                        > Warsztat pracy - to jest raczej wartość którą się buduje na bazie
                                        intelektualnej, a nie materialnej.


                                        Uścislę tylko.
                                        Czyba że chodzi o WARSZTAT samochodowy w garażu pana Józia wink
                                        • tricolour Koleżanka się zdenerwowała... 30.10.09, 22:56
                                          ... że padają argumenty ad personam?

                                          Nie potrafisz inaczej przekonać?
                                          • insula.incognita Re: Koleżanka się zdenerwowała... 30.10.09, 23:01
                                            Absolutnie.
                                            Mam sie denerwować, że wyciagasz wnioski na podstawie swojego doswiadczenia?
                                            Wybaczam Ci to wink
                                            Nie każdy musie się znać na wszystkim.
                                            Ale też nie powinien zabierać głosu na tematy o których nie ma pojęcia (jak to
                                            funkcjonuje od podszewki).
                                            Tylko tyle, Tri.

                                            A to że generalnie, często, mówię cos emocjonalnie, to tylko mój charakter. I
                                            to nie znaczy ze się zdenerwowałam.Po prostu nie jestem mdła. Tak mam.
                                            smile
                                            • tricolour A o czym teraz Ty piszesz? 30.10.09, 23:24
                                              O czym nie mam pojęcia?

                                              Widzę wyraźnie, że kombuinujesz dając różne przykłądy - a to kodu
                                              programu, a to własności w polskich firmach, podajesz swoje doświadczenia
                                              z dziwnym szefem... żeby tylko nie skonfrontowac się z faktem, że Donia
                                              ukradła własnośc firmową.
                                              • insula.incognita Re: A o czym teraz Ty piszesz? 30.10.09, 23:45
                                                To może jasniej, skoro nie dociera.
                                                Nie uważam, że Donia cokolwiek komukolwiek ukradła.
                                                Teraz jest jasne?
                                                • tricolour No to fajnie, bo Donia uważa... 30.10.09, 23:48
                                                  ... sama to napisała.

                                                  smile
                                                  • insula.incognita Re: No to fajnie, bo Donia uważa... 30.10.09, 23:51
                                                    Bo Donia delikatna zbyt kobietka jest, i ugięła się pod Twoimi naciskami.
                                                    Powiedziała Ci to, co chciałes uslyszeć.
                                                    Ale nie ze mna te numery, Brunner.
                                                    Dobranoc.
                                                  • tricolour Dobranoc... 30.10.09, 23:54
                                                    ... mam nadzieję, że rano zastaniesz radio w samochodzie.

                                                    Żłodziej może wszak uznać, że sobie je weźmie jak programista kod. smile)
                                            • kasiapfk Re: Koleżanka się zdenerwowała... 31.10.09, 19:06
                                              Insula ja się nie zgadzam z Tobą. Kod to kod, skompilowany do czegoś
                                              to co innego. Wiadomo, fragmenty kodu można wkleić w inny soft. Ale
                                              produktu ni cholery całego/identycznie funkcjonalnego itp nie można.
                                              I są firmy, które to szanują. Polskie, jak słowo daję, że są.
                                              A o akurat TYM rynku i TYM charakterze pracy wiem. Więcej,
                                              niz "conieco" (jak to się pisze?)
                                      • tricolour Warsztat pracy ma jasną definicję... 30.10.09, 22:58
                                        ... nie trzeba kombinować ze sferą intelektualną, żeby jakoś wybrnąć z
                                        kąta, w ktory własnoręcznie sama wpadłaś.
                                        • insula.incognita Re: Warsztat pracy ma jasną definicję... 30.10.09, 23:45
                                          tricolour napisał:

                                          > ... nie trzeba kombinować ze sferą intelektualną, żeby jakoś wybrnąć z
                                          > kąta, w ktory własnoręcznie sama wpadłaś.

                                          Zaczynasz bredzić.
                                          • tricolour Gubisz się - stąd znów ad personam. 30.10.09, 23:49
                              • wiosenka.pl Re: Dostawca tak, ale nie odbiorca... 30.10.09, 18:08
                                mola1971 napisała:

                                > A jeśli chodzi o pieniądze to w moje branży właśnie dostawca i to
                                >co się u niego wynegocjuje jest najważniejsze. I odejście do
                                > konkurencji osoby, która zna warunki współpracy z dostawcą może
                                >być niebezpieczne.

                                Mola, jak zwykle mądrze piszesz, chociaż nie Ty Amerykę odkrywasz,
                                tylko ci, którzy wymyślili zakaz pracy u konkurencji. Nie da się
                                tego problemu rozwiązać umoralniającymi pogadankami, jakby chciał
                                tri, bo granice zbyt płynne i nie do sprawdzenia.


                                • mola1971 Re: Dostawca tak, ale nie odbiorca... 30.10.09, 18:12
                                  Tyle tylko, że za zakaz pracy u konkurencji trzeba pracownikowi
                                  zapłacić. Minimum 25% wynagrodzenia za cały okres zakazu.
                                  I tu zaczynają się schody choć przecież to takie proste rozwiązanie
                                  jest.
                                  • wiosenka.pl Re: Dostawca tak, ale nie odbiorca... 30.10.09, 18:34
                                    mola1971 napisała:

                                    > Tyle tylko, że za zakaz pracy u konkurencji trzeba pracownikowi
                                    > zapłacić. Minimum 25% wynagrodzenia za cały okres zakazu.
                                    > I tu zaczynają się schody choć przecież to takie proste
                                    rozwiązanie jest.

                                    Zdaję sobie sprawęsmile
                                    Ale niektórzy chcieliby lojalność w biznesie mieć za darmo, jak w
                                    małżeństwie, a tak się nie da. Czasmi trzeba złość schować do
                                    kieszeni, bo że szefowej nie do śmiechu było to też rozumiem.
                                    • mola1971 Re: Dostawca tak, ale nie odbiorca... 30.10.09, 19:54
                                      Słuszna uwaga smile
                                      W biznesie obowiązują trochę podobne zasady jak w małżeństwie pod tym względem, że wymagać lojalności można tylko w okresie trwania umowy o pracę. Podobnie jak od byłego męża nie można wymagać wierności tak też od byłego pracownika nie można wymagać lojalności.
    • tricolour Szefowa zachowała się żenująco... 30.10.09, 10:34
      ... i na to nie ma usprawiedliwienia.

      Można za to zrozumieć jej zdenerwowanie gdy odchodzisz, bo gdziej
      indziej płacą więcej (i to tylko prawdopodobnie). Mogło też byc tak,
      że szefowa szykowała Ci podwyzkę (lub inne bonusy) z np. nowym
      rokiem, po roku pracy i teraz wszytsko bierze w łeb.

      Pracodawca też ma kłopot gdy odchodzi mu pracownik. Faktem jednak
      jest, że nie powinien zachowywać się tak, jak napisałaś.
      • dorata351 Re: Szefowa zachowała się żenująco... 30.10.09, 11:12
        I w tym chyba wszyscy jestesmy zgodni, tak się nie zachowuje szef,
        były czy aktualny, to niewazne. Ja mam 10 letni staz pracy, zdażyło
        mi się zmieniać miejsce zatrudnienia juz 4 razy. oprócz jednego pana
        dyrektora, który powiedział mi, że jescze pozałuję, bo jest kryzys
        na rynku pracy i bedę błagała zeby mnie zatrudnił, rozstawałam się
        bardzo zgodnie.
        • dsz27 Re: Szefowa zachowała się żenująco... 30.10.09, 11:33
          To także moja któraś tam praca i tylko tutaj odejście z pracy będę wspominać
          negatywnie.
        • dorata351 Re: Szefowa zachowała się żenująco... 30.10.09, 11:37
          A co do zabierania klientów czy złosliwosci to oczywiście
          przegięcie. Mnie sie zawsze wydawało że jak nie będę lojalna w
          stosunku do byłego pracodawcy to przyszły to wyczuje.
          Poza tym spalić wwzystkie mosty to muszę tylko w kontaktach ze
          swoim byłym mężem, inne sie mogą przydać.
          • wiosenka.pl lojalność tak, ale ... 30.10.09, 16:48
            Czyli człowiek odchodzący, powinien zresetować sobie umysł i
            wykluczyć kontakty z byłymi kontrahentami? A jak taki klient sam
            zadzwoni to dla idei odesłać go z kwitkiem? Zawsze dobry pracownik
            odchodzący do konkurencji pociągnie część klientów za sobą i tego
            nie da się uniknąć. Dlatego też wymyślono zakaz pracy u konkurencji,
            ale nic za darmo.
            Szefowa może być wściekła, jej prawo, ale na tym koniec,
            analogicznie jak w przypadku klienta nad którym się napracowało,
            poniosło koszty, a on potem - zgodnie z prawem- wycofał się z
            transakcji.
            • tricolour Nie, nie zresetować umysł... 30.10.09, 16:59
              ... ale zwyczajnie nie ciągnąc kontaktów, które nie są własnością
              pracownika, a są własnością pracodawcy - na tym polega ta kradzież.

              Gdy kontrahent sam zadzwoni, to inna sprawa niż poinformowanie go o
              zmianie miejsca pracy w konkretnym celu - by przeszedł do konkurencji
              razem z pracownikiem.
              • jarkoni Re: Nie, nie zresetować umysł... 30.10.09, 18:39
                Czytam ten wątek od kwadransa i powiem na 100% szczerze - miałem napisać to co
                Tri i Rybak, zanim zobaczyłem ich posty.
                Ja osobiście odszedłem w 1998 z ciekawej, rozwojowej firmy, założyliśmy ze
                wspólnikiem własną, opartą z początku na wyraźnej propozycji firmy angielskiej:
                Panowie, chcemy pracować wyłącznie z Wami, załóżcie firmę, będziecie naszymi
                przedstawicielami na Polskę i rynki wschodnie. Odchodząc z byłej firmy wyraźnie
                to powiedzieliśmy, zresztą Anglicy sami o tym poinformowali. Rozstanie było
                takie sztywno-przyjacielskie, ale z czasem musieliśmy się jednak widywać czy to
                na targach, czy w firmach, z którymi równolegle pracowaliśmy(żadne wykradzione
                kontakty, ogólnie znane fabryki obuwia, była ich ograniczona ilość, wszyscy
                trafiali w te same miejsca chcąc eksportować). Klientów do eksportu mieliśmy
                swoich, nowych, dzięki rzeczywiście mocnej pracy przez pierwsze lata i
                niedojadanie= inwestycje w wyjazdy, reklamę, targi. Opłaciło się, mimo, że
                finalnie "zjadł" nas rynek rosyjski, ukraiński i pribałtyki. Dużo pary w
                gwizdek, kryzysy, oszustwa, nieważne..
                Meritum jest takie, że po latach wolności we własnej firmie pracuję znów na
                etacie, z całkiem satysfakcjonującym zajęciem(oczywiście zawsze kasa mogłaby być
                lepsza), ale... Ale okazuje się, że mógłbym wrócić do swojej dawnej pracy przed
                odejściem, tej sprzed 11 lat.
                Nie tak powinno być? Byliśmy przez lata konkurencją, ale mnie cenią i pamiętają
                co dla nich zrobiłem, i że rozstaliśmy się jako ewentualni partnerzy biznesowi,
                nie jak wrogowie. I (sic) mogę wrócić..
                Może trochę się rozpisałem, przepraszam...
                • wiosenka.pl Re: Nie, nie zresetować umysł... 30.10.09, 19:20
                  Jarkoni, to tak jak napisała mola: nie da się wszystkiego wrzucić do
                  jednego worka. Klasa i brak chamskich podchodów zawsze jest w cenie.
                  jestem za. Ale weźmy taką sytuację. Sprzedajesz produkt x panu Y za
                  5, a potem w innej firmie sprzedajesz produkt x+ (tzn niby ten sam,
                  ale obiektywnie o klasę lepszy) za 4. Z byłym pracodawcą nic cię już
                  nie łączy, pana Y wspominasz z sentymentem. I co nie zadzwonisz do
                  niego z nową propozycją, bo ... były pracodawca się obrazi,że
                  kontakty wykradłeś, bo zarzucą ci brak lojalności, oszustwo, etc?
                  • wiosenka.pl i jeszcze: każdy kij ma ... 30.10.09, 19:37
                    Weźmy sytuację, że zatrudniam osobę do kontaktów z klientami,
                    pracuje na moim sprzęcie, za moją kasę, bazuje na moich kontaktach,
                    innymi słowy przychodzi z ulicy z niczym i ... sprawdza się. Zdobywa
                    uznanie klientów, pieniądze, wiedzę i po czasie ma wybór: iść na
                    swoje (czy do konkurencji)lub pozostać i pracować ze mną/dla mnie. I
                    jeśli dojdzie do wniosku, że woli odejść, bo nie spełniam jej
                    wymagań finansowych, coż mogę zrobić? Wściekać się, jak małe
                    dziecko, złorzeczyć? Wyjścia są dwa: daję jej więcej, albo ... biorę
                    świat jakim jest i żyję dalej, przy pełnej świadomości, że część
                    klientów może odejść z nią.
                  • jarkoni Re: Nie, nie zresetować umysł... 30.10.09, 19:43
                    Szczerze powiem, że to chyba zależy od branży. Ja ze swoimi starymi klientami
                    spotykałem się na targach(było w sumie 5-6 branżowych w Europie + Poznańskie)i
                    oni sami prosili o współpracę i prosili o oferty. Cóż, to, że miałem lepsze
                    oferty od byłego pracodawcy? To mój sukces.
                    Ale powtarzam, w byłej firmie zostawiłem wszystkie dane, zaczynałem od zera. No
                    poprawka, poza Anglikami i poza nowymi klientami,których znalazłem, ale jeszcze
                    nie nawiązałem kontaktu jako stara firma. Ci byli ewidentnie moi..
                    Oczywiście pojawia się problem natury moralnej-czy naprawdę ewidentnie tylko
                    moi. W końcu szukając ich korzystałem z telefonu/faksu/komputera byłego pracodawcy.
                    Ale to już dzielenie moralności na kawałki.
                  • dsz27 Re: Nie, nie zresetować umysł... 30.10.09, 19:53
                    Ok to ja podam inny przykład ale najpierw troszkę o swoich relacjach z byłymi
                    pracodawcami. Duża korporacja z Warszawy, pracowałam tam 5 lat, do dnia
                    dzisiejszego utrzymuję z byłym szefem bardzo dobre relacje, do dnia dzisiejszego
                    otrzymuje od niego rady i "jak jego nowy interes się rozkręci" ofertę wspólnej
                    pracy.
                    Kolejny przykład. Duża agencja reklamowa z Warszawy. Pracowałam tam 3 lata,
                    bardzo miło wspominam zarówno pracę tam jak i samo pożegnanie. Podczas pracy w
                    drukarni z Bielska udało mi się ich pozyskać ale na mniejsze rzeczy bo te duże
                    mieli na miejscu i nie byliśmy w stanie zagwarantować im ani ilości ani terminów
                    odpowiednich dla nich. W chwili obecnej możliwość taka jest a co więcej, są
                    zainteresowani współpracą. Mają takich propozycji od groma więc uczciwie
                    oświadczyli, że zainteresowanie ofertą wynika z naszych dobrych relacji i
                    dotychczasowej nienagannej współpracy. Kolejny przykład. Mała firma z Bielska, w
                    której pracowałam po wyjeździe z Warszawy. Kontakty również bardzo dobre,
                    spotykamy się prywatnie mimo, że także odeszłam w trudnym dla nich momencie.
                    A więc da się, jeśli obie strony chcą.

                    Jeśli chodzi o specyfikę branży, w której pracuję. Nie mam ograniczenia
                    terytorialnego ale obsługując firmy ze śląska i nie tylko, siłą rzeczy mogę
                    natrafić na Klientów, których obsługiwałam u ostatniego pracodawcy. Podam jeden
                    przykład. Duża firma z branży grzewczej. Na stronie internetowej namiary na
                    konkretną osobę z działu marketingu. Dotarłam tam, łatwo ich przekonać nie było,
                    a finał jest taki, że Pan X poleca mnie swoim znajomym, dodam, że wielokrotnie
                    podkreślał, że poleca mnie a nie firmę, w której pracuję bo takich jest na
                    pęczki - jak to ujął. Co więcej podczas ostatniego zlecenia od innej drukarni
                    dostał lepsze ceny ale się nie zdecydował właśnie ze względu na obsługę jaką mu
                    zagwarantowałam. Powinnam odpuścić i nie kontaktować się z nim tylko dla zasady
                    "namiary na niego zdobyłam podczas pracy w innej firmie"?
                    Nawet gdyby namiarów na niego nie było bezpośrednio na stronie internetowej
                    zawsze mogłabym zrobić reset pamięci i budować nową bazę Klientów od podstaw
                    tyle, że pod barwami innej firmy. Tylko, że prawdopodobieństwo, ze natrafię na
                    mojego dawnego Klienta jest bardzo duże. Powinnam zatem ich wszystkich sobie
                    odpuścić i szukać tylko takich, z którymi nigdy wcześniej nie współpracowałam?
                    Jak dla mnie to bardzo abstrakcyjne i nierealne.
    • useless00 Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 19:42
      Cóż. A u mnie było tak: Swego czasu pracowałam na czas określony. Już miała być trzecia umowa na czas nieokreślony, ale zmienił się kodeks i można było zawierać umowy na czas określony ile się chce. No i podpisano kolejną na 3 lata, potem znów zmienił się kodeks i trzecia umowa ponownie miała być na czas nieokreślony, ale ta umowa czasowa, którą miałam, była potraktowana jako pierwsza (!), czyli znów na lodzie bez względnego poczucia bezpieczeństwa. Okres wypowiedzenia 14 dni. Taka była wola pracodawcy. Wiedział, że nie będę szukać innej pracy, że nie mam wyjścia. Mała wieś, kiepska płaca jak na moje wykształcenie i umiejętności, tyle że blizutko do pracy. Uziemiona byłam na amen.

      Kiedy podjęłam decyzję o rozwodzie i znalazłam pracę w innym miejscu, złożyłam wypowiedzenie. Z 14 dniowym okresem wypowiedzenia. I nagle krzyk, pretensje, no jak mogłam im to zrobić! Żebym dała im chociaż miesiąc. Grzecznie odmówiłam. Oni nie mieli sentymentów. Ja też. Moje i dziecka bezpieczeństwo finansowe było najważniejsze. Każda prosba o podwyżkę kończyła się hasłem: administracja nie generuje zysku.

      Gdybym miała umowę na czas nieokreślony mieliby i 3 misiące na przyjęcie kogoś na moje miejsce. Chcieli być chytrzy to i przechytrzyli sami siebie.
      • insula.incognita Re: Nie licz na przyjemne pożegnanie 30.10.09, 20:01
        useless00 napisała:
        >>Chcieli być chytrzy to i przechytrzyli sami siebie.

        Dokładnie.
        Wg słów Jarkoniego wyglada na to ze pracodawca może moralność na kawałki
        dzielić, a pracownik juz nie. A to ciekawe....

        Nie znam szefowej Doni, ale to jak się zachowala - to jest cios poniżej pasa.
        I w sumie Doni sie nie dziwię - jak Kuba Bogu...

        Mam doskonaly przykład mojego szefa, wobec któeego nie mam skrupułów. JUŻ nie mam.
        Podjęłam tę pracę i miałam obiecnae (owszem, słownie. Ale dla mnie słowo
        wypowiedziane równa się pisanemu, bo nie lubię jak ktoś z geby robi cholewe,
        nawet jesli jest to mój szef), że moje warunki zatrudnienia (po miesiącu) ulegną
        zmianie (czyli podwyżka). Milczę miesiąc. Pod koniec miesiąca - szef dostaje
        jakiejś dziwacznej furii,. wzywa wszystkich, robi naradę i artystycznie i
        teatralnie wszystkim oglasza - że wszyscy wiedza co mają robić, iże pracujemy na
        dotychczasowych zasadach.
        No przecież tępa nie jestem, i wiem, ze całe to zebranie i posiadówa była
        zwolana tylko i wyłącznie z mojego powodu. Czyli zebym nawet nie podskakiwała
        wypominając mu jego obietnice sprzed miesiąca. Innego powodu po prostu nie było.
        Ok, zaciskam zęby i nic nie mówię. Pod koniec trzeciego miesiąca (kiedy kończy
        się moja umowa próbna) jestem w trakcie załatwiania grubej transakcji. Jest 30.-
        ostatni dzień umowy. Na dobrą sprawę pierwszego nie powinnam przyjsc do pracy i
        wszystko w ogole olać, skoro ze strony szefa - cisza. Ale jest klient! Który tez
        pakuje swoja kasę w interes, więc co? mam go rzucić? Bo szef nie przedluzył ze
        mna umowy? A i transakcja jest juz w tym momencie baaaardzo zaawansowana,
        łącznie ze zrywaniem mi urlopu, ciąglymi telefonami, mailami czkawką mi sie
        odbiła itp.
        Ale nic, pisze maila do szefa z tekstem, że nie mam pojęcia, czy pan ma zamiar
        przedłuzuc ze mna umowę czy nie, ale tak czy inaczej - ma pan moje slowo - że tę
        transakcję, nawet jesli juz nie bede pracować, - doprowadzę do końca. A jezeli
        chce mnie dalej zatrudniać, to moje warunki są takie i takie, bo....to i to.
        Na drugi dzień prosi mnie o spotkanie - że owszem owszem...zabiegany byłem...i
        blablabla..
        Dał umowe od ręki, na moich warunkach.
        Zakończyłam transakcję, zacekałam na rozliczenia, imówię do szefa: zgodnie z
        umową - premia prowizyjna mi się należy. A gość w reakcji, zę miałby coś
        uszczyknąć z kasy, de facto przeze mnie zarobionej i wynegocjowanej dla firmy,
        zaczął po prostu paskudnie sie zachowywać....
        Wydlubałam swoją premię owszem. Nie bez awantury. I trzykrotną podwyżkę w pensji
        przy zawarciu umowy na czas nieokreślony.
        Ale, no własnie. Klient już jest mój. Bo nikt nie będzie (nawet szef) z buta
        mnie traktował i oszukiwał. To co do mnie należy - w ramach umowy - zrobię. Ale
        klient od transakcji, którą przeprowadziłam - nie chce już wspołpracować z
        firmą. Bo słowo szefa - slowem nie jest. Ani w stosunku do kontrahentów, ani w
        stosunku do pracowników jak widać.
        I nie mam tu żadnych skrupułów. Bo widzę jego postępowanie. Gościa, który nie
        dotrzymuje umów ani w stosunku do pracowników, ani w stosunku do kontrahentów.
        Myslę, że Donia po tym, co ją spotkało ze strony szefowej - tez nie powinna
        mieć zadnych skrupułów.

        Dla jasności: korzystam ze swojego telefonu i nikt mi nie zwraca (ale był
        obiecany), ze swojego auta ( a było obiecane, choć fakt dostaję na paliwo), i ze
        swojego laptopa. A maile wysyłam ze swojej prywatnej poczty, fakt, ze stopką -
        dla kogo pracuję.
        Co raz częściej i intensywniej zastanawiam się nad przejściem na własną
        działalność. Wolę pokonac swóch strach przed urzędami niz pracować dla jakichś
        buców.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka