Ja liczyłam ale się przeliczyłam...Zacznę od tego, że jak niektórzy z Was
pamiętają w zeszłym roku w listopadzie dostałam nową pracę. Podobało mi się,
sprawdziłam się, pieniądze dobre i bardzo dobre czasami. Lojalnie i uczciwie
pracowałam przez ten cały rok. Ale kilka dni temu dostałam bardzo ciekawą
ofertę. Ta sama branża, większa drukarnia, maksymalnie więcej możliwości a co
najważniejsze dwukrotnie wyższa podstawa plus praktycznie ten sam % od zysku.
Samochód tylko do mojej dyspozycji i inne narzędzia do pracy w standardzie.
Tam gdzie do dzisiaj pracowałam za samochód do celów prywatnych płaciłam
ustawowe około 80gr/km. O innych warunkach nie wspomnę

Tak więc dzisiaj złożyłam wypowiedzenie podkreślając, że mogę spokojnie
pracować jeszcze te 14 dni zgodnie z umową. Oczywiście podkreśliłam, ze moja
decyzja ma jedynie wymiar finansowy (chciałam być miła
Ale na tym "pięknie" się skończyło. Argumenty szefowej może nie tyle mnie
zaskoczyły co wprawiły w zakłopotanie i zażenowanie. Komentarze o tym, ze za
miesiąc z tamtej pracy mnie wyrzucą i przyjdę do nich z płaczem to komentarze
lajtowe - moje dzieci będą lizały tynk z głodu jak stracę pracę. Hasła pt. "
to największy błąd w twoim życiu" pozostawię bez komentarza. Oczywiście zaraz
zabrano mi telefon służbowy (co bym nie poinformowała moich Klientów o moim
odejściu

oraz dano mi do podpisu urlop...
Po tej rozmowie tylko utwierdziłam się w przekonaniu, ze zrobiłam dobrze. Od
poniedziałku zaczynam w tej firmie z Warszawy.
Ale zastanawiam się czy inaczej nie można się pożegnać? Grzecznie i z klasą?
Na zaczepki nie zareagowałam bo temat już sobie odpuściłam. Ale niesmak
pozostał....inaczej się nie da?