30.10.09, 23:38
Witajcie. Dużo tu mądrych ludzi, więc proszę o radę. Jestem 5 lat po
rozwodzie, ex ma zasądzone 500 zł (po 250 na dziecko). Rok nie
płacił wcale, ale potem spłacił zaległości i dobrowolnie zobowiązał
się płacić 800zł (jedynym dowodem są potwierdzenia przelewów). Potem
naiwnie uwierzyłam jego zapewnieniom, że zerwał z nałogiem
(alkohol), zrozumiał itp., pozwoliłam wrócić (na szczęście bez
ślubu). Pracował dorywczo, w większości ja utzrymywałam dom,
zapłaciłam jego zobowiązania (adwokata, grzywnę itp). Kiedy
pracował, dawał coś na dom. Niestety, jego alkoholizm po
chwilowym "wyciszeniu" dał znać o sobie ze zdwojoną siła, esperal,
rok spokoju, potem picie na umór bez trzeźwienia i ostateczne
rozstanie. Znowu przyjeżdżał, obiecywał, 2 razy dał kasę na dziecipo
1000zł, a potem odpłynął na miesiąc. Przepił pracę, którą miał
podjąć od 1 paźdz., teraz objawił się, ale dla dzieci nie ma kasy.
Już po rozstaniu dowiedzaiłam się, że kiedy pracował i rzekomo
nieiwele zarabial, dostawał, 5, 6 a był nawet miesiąc, że 8 tysięcy.
Na dom (w którym mieszkał, korzystał ze wszystkiego, niezależnie od
tego, czy pracował, czy nie)dawał 2 tys., śrrednio 4, 5 razy w roku,
w tym roku do czerwca tylko 2. W tajemnicy przede mną (kiedy było
jeszcze "dobrze")kupił sobie motor, a jak jie pracował, poza tym, co
codziennie oficjalnie brał na swoje potrzeby, nieoficjalnie też
prawdopodobnie uszczuplał mój prtfel (to jedyna rzecz, co do której
nie mam 100%pewności, reszta, niestety, są niezbite dowody,
świadkowie). Wiem, że to długie, ale opisałam dla jasności całą
sytuację. Albowiem dzisiaj exobjawił się po miesiącu picia i
oświadczył, że nie ma pieniędzy dla dzieci, da jak będzie miał i
żebym go nie straszyła komornikiem, bo on moze mu "naskoczyć" i moge
składaćwniosek do śadu, a oni i tak mu nic nie zrobią, bo nie ma
pracy. Ja w tej chwili pracuję na 1,5 etatu, na rękę mam ok. 3tys.
Jakie mam szanse na wyegzekwowanie alimentów? Wiem, że sąd bierze
pod uwagę możliwości zarobkowe, a ex ma. Od 2007 pracuje na umowę
zlecenie, mam dokładny adres firmy, kopie jego RMUA z kilku miesięcy
i PIT za 2007, z którego jasno wynika, że przy tej sezonowej pracy
wychodziło średnio kiesięcznie 2 tys. netto. Czy mam szansę w
sądzie, czy soboie odpuścić i czekać, kiedy łaskawie da i cieszyć
się, że dał. I jak ma się te 800 zł, czy w takiej sytuacji jest
szansa na sądowe podniesienie kwoty alimentów. teraz radzę sobie
(chociaż zostawił mnie z długami), ale za kilka miesięcy wraca z
macu=ierzyńskiego koleżnak, za którą mam te dodatkowe0,5 etatu i
wtedy będę miała ok. 2 tys. Co radzicie? 5 lat byłam cierpliwa, ale
kiedy musiałam córce oddać moje buty, bo nie miałam kasy, żeby jej
kupić, pękłam. Dzieci mają też ojca. Pomóżcie.
Obserwuj wątek
    • tricolour Trochę zawile napisałaś... 30.10.09, 23:43
      ... czy mąż płaci czy nie?

      Alimentów zaległych możesz się domagać do 3 lat wstecz.
      • sauber1 Re: Trochę zawile napisałaś... 30.10.09, 23:53
        tricolour napisał:



        > Alimentów zaległych możesz się domagać do 3 lat wstecz.

        Jak to? To jak była żona mi nie płaci alimentów na dzieci to po 3 latch przepadną?
        • tricolour Przepadną... 30.10.09, 23:55
          ... nie przepadną tylko za ostatnie 3 lata, a te "stare" przepadną.
          • chalsia Re: Przepadną... 31.10.09, 00:07
            tricolour napisał:

            > ... nie przepadną tylko za ostatnie 3 lata, a te "stare" przepadną.

            natomiast jesli została np. 8 lat temu zaczęta egzekucja komornicza, to nawet
            jełśi jest w zawieszeniu, to takie alimenty zaległe nie przepadają.
            • tricolour To dobra wiadomość dla Saubera! 31.10.09, 00:13
              On ma chyba taką egzekucję od lat!
            • sauber1 Re: Przepadną... 31.10.09, 00:42
              chalsia napisała:

              > natomiast jesli została np. 8 lat temu zaczęta egzekucja komornicza, to nawet
              > jeśli jest w zawieszeniu, to takie alimenty zaległe nie przepadają.

              No to całe szczęście, bo inaczej w bankach bym nie był w stanie kredytów na ten
              cel zaciagnbietych uregulować.
            • majkel01 Re: Przepadną... 31.10.09, 11:55
              tak, dokładnie. Zobowiązanie stwierdzone prawomocnym orzeczeniem sądu przedawnia
              się po 10 latach (art. 125 kc). Przy czym bieg przedawnienia przerywa się
              poprzez czynność przed sądem lub organem uprawnionym do egzekucji (art. 123 kc)
              Termin 3 letni dotyczy dochodzenia samego świadczenia alimentacyjnego (art. 137
              krio). Wówczas wnosząc sprawę do sądu musimy się liczyć że zostaną zasądzone
              alimenty za czas nie dalszy niż 3 lata. Ale i to nie jest tak do końca. Można
              dochodzić alimentów i za kilka lat wstecz i jeżeli zobowiązany nie podniesie
              zarzutu przedawnienia to sąd z urzędu go sam też nie uwzględni. Bowiem to
              zobowiązany powinien podnieść zarzut przedawnienia by móc uchylić się od
              świadczenia na rzecz wierzyciela (art. 117 § 2 kc).
              • sauber1 Re: Przepadną... 31.10.09, 12:34
                majkel01 napisał:

                > tak, dokładnie. Zobowiązanie stwierdzone prawomocnym orzeczeniem sądu przedawni
                > a
                > się po 10 latach (art. 125 kc). Przy czym bieg przedawnienia przerywa się
                > poprzez czynność przed sądem lub organem uprawnionym do egzekucji (art. 123 kc)
                > Termin 3 letni dotyczy dochodzenia samego świadczenia alimentacyjnego (art. 137
                > krio). Wówczas wnosząc sprawę do sądu musimy się liczyć że zostaną zasądzone
                > alimenty za czas nie dalszy niż 3 lata. Ale i to nie jest tak do końca. Można
                > dochodzić alimentów i za kilka lat wstecz i jeżeli zobowiązany nie podniesie
                > zarzutu przedawnienia to sąd z urzędu go sam też nie uwzględni. Bowiem to
                > zobowiązany powinien podnieść zarzut przedawnienia by móc uchylić się od
                > świadczenia na rzecz wierzyciela (art. 117 § 2 kc).
                >

                Śliczmne dzięki Majkelsmile
                Jak tu dochodzić alimentów i za kilka lat wstecz, jak bieżących ani widu ? I
                najgorsze że nam przyszło kolejny raz w kryzysie żyć i przędź cienko ... wink
      • aga1418 Re: Trochę zawile napisałaś... 30.10.09, 23:58
        teraz nie płaci, od lutego 2007 do połowy czerwca br. mieszkał z
        nami i dawał 4,5 razy w roku po 2 tys., więc to nawet alimenty nie
        wyjdą, a gdzie jego utrzymanie. Ostatni raz zapłacił we wrześniu i
        oświadczył, że teraz nie ma i nie da i żaden komornik nic mu nie
        zrobi, bo nie pracuje. Ja nie chcę żadnych pieniędzy wstecz (chociaż
        długi zostnich dwóch "wspolnych" lat będę spłacała jeszcze 2,5
        roku), ale to nieważne. Ja chcę tylko zabezpieczyć dzieciom chociaż
        należne im alimenty. Z października i dalej, żeby dawał regularnie.
        • tricolour Dalej nie rozumiem... 31.10.09, 00:02
          ... skoro alimenty wynoszą 500Zł to jest to 6000zł rocznie. Mąż dawał 4.5
          razy w roku po 2000zł czyli dawał 8-10 tys. zł - czyli więcej niż
          zasądzone.

          No tak nie dawał skoro dawał więcej niż trzeba?
          • aga1418 Re: Dalej nie rozumiem... 31.10.09, 00:10
            sorry, nerwy, źle policzyłam. Tak, dawał, ale to był okres, kiedy
            mieszkał z nami, był na moim utrzymaniu przez pozostałe miesiące,
            kiedy nie pracował, ja spłaciłam jego zobowiązania typu adwokat,
            zasądzona grzywna, odzyskanie prawa jazdy, itp, więc jak to
            zsumujemy.........(na te zobowiązania zaciągnęłam pożyczki w banku,
            bo on nie miał stałych dochodów) Ale zostawmy to, nie będę go
            rozliczać, nie chcę wracać do przeszłości. Sytuacja na dzisiaj: za
            październik nie zapłacił (termin do 10), dzisiaj oświadczył, że nie
            będzie płacił, bo nie ma pieniędzy. Jest nałogowym alkoholikiem z
            wyrokiem, więc na pracę marne szanse. I stwierdził, że ma gdzieś
            sąd, komorników, bo nie pracuje i nie ma. A ja pytam, jakie mam
            szanse, żeby dzici dostawały regularnie chociaż te pieniądze, które
            mają zasądzone w oficjalnym wyroku?
            Bez żadnych wyrównań, wyliczeń wstecz, tylko od paźdz.
            • tricolour No wiesz.... 31.10.09, 00:16
              ... jeśli facet rzeczywiście nie ma kasy, pije i ma cały świat w tyłku, to
              co mu zrobisz? W zasadzie można wsadzić do więzienia, ale z tego kasy nie
              ma.

              W każdym razie do komornika iść trzeba - może gdy wytrzeźwieje, to odda.
          • aga1418 Re: Dalej nie rozumiem... 31.10.09, 00:14
            opisałam długo naszą historię, bo wiem (czytam Was od dawna), że są
            tu osoby, które zaraz będą atakować, wieszać na mnie psy, że chcę
            kasy dla siebie itp, itd. A ja chcę tylko tego, co dzieciom należy
            się od ojca.
            • tricolour Nie obawiaj się... 31.10.09, 00:16
              ... wywalę atakujących.

              smile
              • aga1418 Re: Nie obawiaj się... 31.10.09, 00:24
                Dzięki za wsparcie, czytam zawsze z ciekawością Twoje posty, nie
                atakujesz głupio, to fakt. Pogodziłam się z tym, że muszę na
                wszystko zarobić sama, jak tatuś da, to dobrze, jak nie da, trudno.
                Po co mam go wsadzać do więzienia, skoro nawet tam musi wyrazić
                zgode na leczenie. Ostatnio pękłam, badania wykryły guza, po
                kiesiącu wynik - na szczęscie łagodny, ale od tej pory zapaliło się
                światełko... co będzie, gdyby.... a tatuś ma dzieci w d... Spodnie,
                buty - koniecznie firmowe, szafa pęka w szwach, ale córa (17) lat
                niech pierze codziennio i obleci w 2 bluzkach i 2 parach
                spodni, "gówniarze w głowie się przewróciło", a syn - rozwiezie
                ulotki i zarobi, ma 15 lat. Rozumiesz już..............
                • sauber1 Re: Nie obawiaj się... 31.10.09, 00:46
                  aga1418 napisała:

                  > Pogodziłam się z tym, że muszę na
                  > wszystko zarobić sama, jak tatuś da, to dobrze, jak nie da, trudno.
                  > Po co mam go wsadzać do więzienia,


                  Ale jakby nawet tam się znalażł to tym bardziej nie ma obowiązku płcic
                  alimentów, no bo i z czego, a na wolności ma szansze zarobić, ale też jak
                  bystry to w szarej strefie moze tłuc kokosy, a i tak mu nie udowodnisz, żaden
                  sąd Ci nie uwierzy
                  • aga1418 Re: Nie obawiaj się... 31.10.09, 00:54
                    Właśnie o to mi chodzi. Nie pałam żądzą zemsty, nie chcę go wsadzać
                    za kratki, bo i po co.... Ta chwilowa wizja raka uświadomiła mi, że
                    nie jestem nieśmiertelną tytanką i nie tylko ja mam obowiązek dbania
                    o dzieci. To nie było niepokalane poczęcie...
                    • sauber1 Re: Nie obawiaj się... 31.10.09, 01:15
                      Jednak po rozwodzie zostając z dziećmi, stajemy sie niewolnikami życia, skazani
                      jesteśmy nam łaskę losu, ciekawe jak to wygląda w innych krajach Unii, że nie
                      widać tej biedy?
                      • aga1418 Re: Nie obawiaj się... 31.10.09, 01:51
                        Nigdy nie myślałam o sobie jako o niewolnicy życia, ale tak jest.
                        Choćby cały świat zawiódł, dzieci mają nas i to my musimy o nie
                        dbać. A to daje siły do działania, ale i zobowiązuje. Nie potrafię
                        sobie odpuścić, imam się każdego zajęcia, mam dyplomy trzech
                        uczelni, a w wakacje (bez fochów i fałszywych ambicji) pracuję jako
                        sprzątaczka... dla siebie...nie, bo są dzieci, które rosną i nie
                        chcę, żeby czuły się gorsze, wystarczy, że maja świadomość, jak mało
                        liczą się dla ojca. Nie układam sobie życia na nowo (no sorry,
                        spróbowałam, nie mogłam być do dyspozycji 7 dni w tygodniu), bo nie
                        mam czasu, pracuję po godzinach.... Masz rację, chyba jestem
                        niewolnicą, ale świadomą swego wyboru.
                        • sauber1 Re: Nie obawiaj się... 31.10.09, 02:51
                          aga1418 napisała:

                          >.... Masz rację, chyba jestem
                          > niewolnicą, ale świadomą swego wyboru.

                          Chciałbym to co czuję móc tu wyrazić w słowach, tylko czy mnie ktoś zechce
                          zrozumieć?
                          Jedno co robię to nie staram sie oszukiwać dzieci, nie robię im złudzeń, one
                          znaja fakty, a być może najgorszy okres zycia mają juz za sobą. Nigdy nie mogłem
                          zrozumiec co to płacz głodnych dzieci, co dzieje się z ich psychiką, jak to
                          kiedyś odreagują, starsze mają skalę porównaczą, na pytania najmłodszego nie
                          jestem w stanie zawsze odpowiedzieć. Był czas że goniłem po 20 godzin na dobę, a
                          to błąd, choć starczało na bardzo wiele i dziś też byłoby stać na utrzymanie w
                          miarę standardu zycia, ale skutki nikomu niepotrzebnej wojny głupio mszczą sie
                          latami i końca nie widać...
                          Mówisz, że masz wykształcenie, żadnej pracy sie nie wstydzisz tylko po to by
                          zapewnić dzieciom wiele samemu, skoro drugi rodzić uzależniony, obojętne jemu
                          takie przyziemne są sprawy i tu nasuwa sie pewna reflksja, sam przez to
                          przeszedłem i nie był to alkohol, szkoda tylko, że 9 lat temu nie zostałem
                          zrozumiany w sądzie, dziś było by łatwiej. Nie jest moim celem kogokolwiek
                          atakować, ale nadal uważam, że pewne uzależnienia niestety napotykają w
                          człowieku na pewne chęci szybkiego wzbogacenia się za wszelka cenę łącznie z
                          falandyszowskim stylem ..., a przez to w efekcje szybkiego tracenia dorobionego
                          majątku, który mógł dziś słuzyć z pożytkiem zaspokojeniu potrzeb wspólnych
                          dzieci. Gdzie juz wiadomo, zostały okradzione z przyjemności beztroskiego
                          dzieciństwa i narażone na utratę rodziny i nie tylko, a w tym i zdrowia. Jak już
                          wczesniej wspominałem (nawet załozyłem tu taki wątek) córka od 11 roku cierpi na
                          anoreksję, przeleżała wiele miesięcy w szpitalach, odpukać w niemalowane, jak na
                          razie jest dobrze i jestem pełen nadziei, że tak utrzyma się nadal, o ile nie
                          wystąpią, i nie za jej przyczyną kolejne dziwne sytuacje. Nie wspomnę o kosztach
                          i nie o finanse tylko chodzi, by dac obraz jak trudno jest w takich
                          okolicznościach przywrócić dziecku coś najbardziej cennego czym jest zdrowie.
                          O rozwodzie myślałem już jak tylko zaczął jawić sie problem z uzalezniem, ale
                          zostałem postawiony wobec faktu dokonanego, a długi i inne zobowiazania rosły
                          jak grzyby po deszczu, może błędem moim, że przyjąłem za sprawę honoru, by
                          uregulowac nalezności, których ciężar z tyutułu rozszerzonej umowy majatkowej
                          spoczywał i na mnie. dzis praktycznie chodzę z podniesionnym czołem nie muszę
                          uciekać na widok jkichś tam wierzycieli, komorników, czy innych bandziorów.
                          Tak przegrałem zycie i tylko dlatego, że najbliższym zaufałem, a długo
                          niepotrafiłem jebnąć rąką w stól i wykrzyknąć NIE !!!, DOŚĆ TEGO!!! ...
                          Ok ., bo sie rozpisałem, nikt i tak nie będzie tego czytał, a tym co wytrwali,
                          przeczytali ten fragment do końca, serdecznie dziekuję smile
                          • aga1418 Do Saubera 31.10.09, 09:53
                            No cóż, możemy podać sobie rękę. Ja, na szczęście mam zdrowe dzieci,
                            choć z córką mam bardzo poważne problemy, jest tak rozchwiana
                            emocjonalnie, że oparło się o psychologa. Ale co ma czuć dziewczyna,
                            najpierw mała dziewczynka, która lgnie do ojca, wpatrzona jest w
                            niego, a on ją po prostu odtrąca.......Długo tłumaczyłam dzieciom,
                            że to choroba, że tata nie jest złym człowiekiem, tylko chorym, a
                            choroba wymaga długiego i poważnego leczenia. Teraz przekonały się
                            same, że to nie tylko nałóg, ale skrajny egoizm. Sauber, napisałeś,
                            że dumnie podnosisz czoło, wyszedłeś z honorem z długów, to dobrze.
                            Ja po rozstaniu zostałam z długami, ale zakasałam rękawy, spłaciłam,
                            wyszłam na prostą, miałam trochę na "czarną godzinę". I potem znowu
                            naiwnie uwierzyłam, dla siebie, dla dzieci. Miało być pięknie.
                            Ironią jest to, że w temacie uzależnień teoretycznie jestem dobrze
                            przygotowana (przerabiałam to dokładnie na studiach), ale to była
                            tylko teoria, doradzałam różnym osobom. Jednak, kiedy dotknęło to
                            mnie, kiedy w grę weszły uczucia (wtedy ciągle jeszcze miłość),
                            straciłam instynkt samozachowawczy i ........ Znowu zostałam z
                            długami, pracuję po 12 godzin poza domem, a potem jeszcze zawodowe
                            sprawy w domu, ale wiem, że dam radę. Mam mądre dzieci, wspierają
                            mnie i choć czasem mam złe momenty, wiem, że dla nich warto się
                            podnieść. Tworzymy zgrane trio.
                            A co do sądu - Ty zostałeś źle zrozumiany, a "moja" pani sędzia
                            ewidentnie była po stronie biednego, skrzywdzonego "Misia". Przecież
                            on chory, potrzebuje miłości, a pani go odtrąca. Z uwagą wysłuchała
                            opowiadania, jak to ciężko pracował, jeżdżąc na trasach
                            międzynarodowych. Fakt, 3 lata tyrał, nie zaprzeczam, był gościem w
                            domu, ale potem......szkoda gadać, po co wracać. A potem z przekąsem
                            w głosie p. sędzia spytała; no a co pani zrobiła, żeby podnieść
                            standard życia rodziny? Kiedy zaczęłam o dodatkowych studiach, pracy
                            po nocach przy dokumentacji tzw. awansu zawod., wszystko po to, by
                            móc więcej zarabiać, p. sędzia przerwała i stwierdziła, że nie o
                            mojej karierze tu będziemy rozmawiać. I oczywiscie podsumowała, że
                            zajęta karierą zaniedbałam męża. Dobrze, że miałam świadków i w
                            składzie śedziowskim był mądry ławnik, bo pewnie nie skończyłoby się
                            na 3 sprawach. Ech, tym razem ja się rozpisałam, a kogo to
                            obchodzi...............
                            • greg014 Re: Do Saubera 31.10.09, 10:24
                              aga1418 napisała:

                              >> na 3 sprawach. Ech, tym razem ja się rozpisałam, a kogo to
                              > obchodzi...............

                              Obchodzi, obchodzi.....my tu wszyscy z "plecakiem"......
                              • salemka1 Re: Do Saubera 31.10.09, 10:52
                                greg014 napisał:

                                > Obchodzi, obchodzi.....my tu wszyscy z "plecakiem"......

                                Ot co.
                            • sauber1 Re: Do Agi 31.10.09, 12:30
                              aga1418 napisała:

                              > No cóż, możemy podać sobie rękę. ...Długo tłumaczyłam dzieciom,
                              > że to choroba, że tata nie jest złym człowiekiem, tylko chorym, a
                              > choroba wymaga długiego i poważnego leczenia. Teraz przekonały się
                              > same, że to nie tylko nałóg, ale skrajny egoizm.


                              Bo tak właśnie należy, a z czasem dzieci same zrozumieją, ale i tak już nikt w
                              żaden sposób nie przywróci im utraconych radości zycia.
                              Za cel postawiłem sobie kiedys tak prowadzić i kierować życiem, by następne
                              pokolenie miało o wiele lepiej, i miało. Ale niestety wobec dobrze wyszkolonych
                              (wytresowanych) w zakresie prania mózgów, kreowania świetlanej przyszłości i te
                              wirtualne ciepłe wyspy, i wszystko na zasadzie, że tylko udać się musi, czasem
                              silna psychika i zakodowana potężna wola walki to jeszcze zbyt mało, a bywaja
                              osobniki które mimo oporów i tak ulec muszą. ja Posiadam zmysł matematyczny i
                              wiem że nie sposób zawiazac jest koło i choć się nie dałem to i tak przegrałem.
                              Mógłbym w tym wszystkim dopatrywac się i swoich błedów, ale nie ma sensu i tak
                              wyrokiem sądu apelacyjnego dzici mi zostały pod opiekę przyznane i ja sam pchać
                              muszę ten wózek (pięknie ktoś tu ujął: my tu wszyscy z "plecakiem"), a że o
                              przyszły byt też dbałem, to z racji osiaganych oficjalnie udokumentowanych
                              dochodów nie mam co liczyć na pomoc państwa, choć uważam że takiej drastycznej
                              sytuacji powinienem ...
                              Myślę, że możemy podać sobie rękę, choć jak dla mnie wymiar "czarej godziny"
                              pojecie dośc abstrakcyjne, nie ukrywam, miałem też zabezpieczone środki na
                              ewentualne dalsze kształcenie dzieci, jednak zmuszony byłem majatek wysprzedać,
                              by na papu stało, dziś mi sie już nie śnia "Wagnerowskjie Dwory", pozbyłem sie
                              marzeń, boli jak jasna cholera, a żyć trzeba dalej.
                              Tak podkreślasz swój osobisty wkład w wykształcenie i myslę że dobrze to Twój
                              osobisty sukces, lecz do tanga trzeba dwoje. Szkoda , że mi nie byłodane
                              posiąść wsykstałcenia, którym mógł bym sie tu pochwalić, ostania szkołę która
                              pamietam to Poznań, Czechosłowacka 27, ale myślę dobrze robiłem i to co
                              chciałem, tam gdzie się odnalazłem i cieszyło bardzo, dziś nbie muszę juz
                              pracowac, płacą smile
                              Tak wsześnie rano gotowałem, mały uznał że bardzo smacznie, a i reszta zjedie
                              się na święto, trochę rodzinnych klimatów. W sumie bardzo dobrze, że man
                              udostępniono to wspaniałe ustojstwo, gdzie możemy wymienić poglady, pobawić się
                              słowem ..., niby nic a cieszy - prawda ?smile
                              • aga1418 Re: Do Agi 01.11.09, 00:16
                                W sumie bardzo dobrze, że man
                                > udostępniono to wspaniałe ustojstwo, gdzie możemy wymienić
                                poglady, pobawić się
                                > słowem ..., niby nic a cieszy - prawda ?smile
                                Niby nic, a cieszy........ Czasami łatwiej wygadać się przed ludźmi,
                                których się nie zna, ale łącz nas z nimi ten "plecak". Mam dobre
                                relacje z rodziną, przyjaciół, którzy oazali pomoc, wspierają w
                                trudnych chwilach, ale............
                                Moim największym marzeniem była szczęśliwa rodzina. Nie marzyły i
                                się wspaniał willa, wypasiona bryka, wakacje w tropikach, tylko
                                spokojne, szczęsliwe życie. Nie udało się i to boli jak cholera. A
                                wykształcenie.....mam taki zawód, że nie mogę go wykonywać
                                bez "papierka" z zaświadzczeniem, żem mgr, ale jakie to ma
                                znaczenie. Jedynie takie, że mam stabilną pracę i
                                możliwość "ogarniecia" wydatków, a w mojej sytuacji to bardzo dużo.
                                Ale tych kilka literek przed nazwiskiem naprawdę nie świadczy o
                                człowieku. Jesteś Sauber wspaniałym ojcem i to jest najważniejsze,
                                nie to, że nie możesz pochwalić się wykształceniem.
                                A dzisiaj tatuś był u dzieci, córka chora, nawet nie spytał, jak się
                                czuje. Jedynie z synem pogadał i spieszył się, bo już go zaczynało
                                telepać. Oj, żal mi tej mojej córy...
                                noc sprzyja zwierzeniom, dobrze, że jest to forum.
                              • aga1418 Pozdrawiam wszystkich, a szczególnie Saubera1 01.11.09, 00:19
                                Miało być "do Saubera"
                                • sauber1 Re: Pozdrawiam wszystkich, a szczególnie Saubera1 01.11.09, 01:36
                                  aga1418 napisała:

                                  > Miało być "do Saubera"

                                  Ale za co ??? Choć jak starozytni mawiali - "Wszyscy ludzie pragną, aby ich
                                  chwalono" wink
                          • salemka1 sauber 31.10.09, 10:51
                            ja przeczytałam i szczerze podziwiam.
                            Pozdrawiam
                          • mayenna Re: Nie obawiaj się... 01.11.09, 09:06
                            Dobrze przeczytać takie wyznania, szczególnie gdy pisze to mężczyzna.
                            Dziękuję Sauber.
                            • sauber1 Re: Nie obawiaj się... 01.11.09, 22:14
                              mayenna napisała:

                              > Dobrze przeczytać takie wyznania, szczególnie gdy pisze to mężczyzna.
                              > Dziękuję Sauber.

                              Bardzo prosze, ale co, pozwolić sobie czasem nma szczerość to błędem jakowym być ?wink
                              Może dzięki temu i inni się otworzą ??? smile))
                              • mola1971 Re: Nie obawiaj się... 01.11.09, 22:18
                                Nie jest to żadnym błędem.
                                Wręcz przeciwnie. Może inni, którzy mają nieporównywalnie mniejsze problemy niż Twoje zwyczajnie się zawstydzą i przestaną narzekać.
                                Ale chyba naiwna jestem wink
                                • sauber1 Re: Nie obawiaj się... 01.11.09, 22:24
                                  Mola nie bądź taka skromna smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka