scriptus
05.11.09, 23:49
Tak mi się skojarzyło przy lekturze postu Errormixa o bombkach ... zbliżają się Święta, moje już trzecie, w których na wigilię prawdopodobnie zostanę wyalienowany z rodziny. Dwa razy już spędziłem je samotnie. Po raz pierwszy zniosłem to ciężko, po raz drugi, przewidując, jak będzie nawet sobie postawiłem mikrochoinkę i powiesiłem lampki, a nawetusmażyłem karpika. Zdołowałem sie nie mniej, niz rok wcześniej. Teraz będzie trzeci raz. Jeszcze nie wiem, czy znajdę w sobie tyle zapału, by stawiać choinkę i wieszać lampki tylko dla siebie, skoro to nic nie pomaga. Chociaż, w imię normalnego życia singla (właściwie, to już singiel, choć jeszcze żonaty), może powinienem to zrobić, po to, by przywykać do takich świąt, samotnych. Upiec ciasto, nasmażyć ryby, w ogóle zrobić 12 potraw wigilijnych. Postawić dwa talerze, jeden dla siebie, drugi dla niespodziewanego gościa, przełamać opłatek i zjeść obie połówki, z pełną powagą odczytać ewangelię o spisie ludności, a nawet położyć sobie jakiś prezent pod choinką (prezenty dla innych dam synowi w reklamówce, jak pójdzie na oficjalną wigilię u swoich dziadków, a moich teściów....)
Kto z Was ma doświadczenie z taką samotną wigilią, czy to warto zorganizować sobie ze wszystkimi szykanami, czy tez odpuścić sobie, wypić dwie butelki wina i pójść spać?? Czy w święta się można pogodzić z samotnością, czy raczej w ogóle to obejść i udać, że to normalny wieczór.