iiona
21.12.09, 16:30
moze to nie do końca odpowiednie forum ale mam problem i czuję się wobec niego
bezradna. może ktos z Was potrafi mi pomóc? chodzi o natrętną kochankę mojego
męża. mielismy kryzys spowodowany przez znajomość z tą kobietą. jednak mąz się
wreszcie określił, jest ze mną i z dziećmi. zakonczył tamtą znajomość. kłopot
w tym, że ona nie uznaje odmowy. postanowiła zdobyc go choćby siłą. jest
natrętna, wciąż do nas wydzwania, mąż musiał zmienic swoje dwa numery
telefonów. jednak zdobyła nowe i dzwoni nadal. jeździ pod naszym domem, raz
nawet do nas przyszła, ale nas nie zastała. rozmawiała z naszymi dziecmi. moim
zdaniem- chora. chociaz krew mnie zalewa staram się nie ingerowac w te
narzucane przez nią kontakty z moim mężem. ale dwa razy wysłałam jej smsa z
ostrzezeniem, że ma nas zostawić. postanowilismy ją ignorować, ale to nie daje
żadnych efektow. ostatnio wyczekiwała na mojego męża pod jego pracą, złapała
go i próbowała przekonac do siebie. wcisnęła mu nawet klucze od swojego
mieszkania. powiem szczerze, ze mam tego serdecznie dość. chciałabym juz o
niej zapomnieć ale ona wciąz się pojawia. wiem, ze główną odpowiedzialność za
to wszystko ponosi mój mąż. to on dał jej kiedyś nadzieję i to on powiniem to
raz na zawsze załatwić. ale widzę, ze on jest słaby, mięknie kiedy ona tak
uporczywie naciska i po tysiąc razy tłumaczy jej grzecznie, żeby dała spokój.
wkurza mnie to, bo ja zupelnie inaczej bym to zalatwiła. teraz widzę, ze on
zupełnie nie jest asertwywny, nie potrafi walczyć z kobietą. ale powtarza, ze
kocha mnie i chce byc ze mną. i tak to sie w kółko kręci. wiem, ze w ten
sposob nigdy sie to nie skonczy. ze ona potrzebuje wyraznych przekazów i
konsekwencji. niestety mój mąz tego nie potrafi z siebie wykrzesać. chwilami
czuję, ze dłuzej tego nie wytrzymam. i zastanawiam się czy w tej sytuacji to
ja nie powinnam wziąć spraw w swoje ręce i w jakis sposób pozbyc sie tej
idiotki z naszego życia. nie wiem, juz mam mętlik w głowie. poradzcie co robić.