Wreszcie dostalam sie na terapie - bardzo potrzebowalam jakies dwa-trzy lata
temu, ale nielatwo w ramach NFZu, wiec teraz.
Pierwszego spotkania nie pamietam, na drugim uslyszałam, ze przesadzam, ze nie
powinnam byla czuc tego co czulam, ani tego co czuje, że to wszystko moja
wina, ze powinnam czuc niepokoj z powodu...., i cos ze mna nie tak, skoro
dostrzegam pozytywne skutki bardzo trudnych własnych doświadczeń.
Wyszłam, poplakalam sie jak dziecko, wpadlam w furię, i poczułam, ze stoje na
wlasnych nogach tak mocno, ze zadna terapia mi - teraz - nie potrzebna.
Podziekowalam za ciąg dalszy.
Teraz sobie myśle, że terapeuta chyba dokladnie wiedzial, czego mi trzeba.
Zycie jest pelne niespodzianek