Dodaj do ulubionych

ja też kocham, a on ...

18.05.10, 21:14
witam,na tym forum po raz pierwszy jako pisząca, ale od jakiegoś czasu
czytająca ...
Przeczytałam kilka postów, może to głupie ale dobrze wiedzieć, że nie
tylko ja jestem samotna i odrzucona. Choć oczywiście nikomu nie życzę.
Moja historia po krótce:
14 lat razem (od liceum) 3 lata po ślubie i dwumiesięczne dziecko. Jak
byłam w 7 tyg. ciąży mąż oświadczył, że coś jest między nami nie tak, że
pewnie ja też to czuję itd. itp. Zapytałam wprost czy kogoś ma,
stwierdził, że to TYLKO koleżanka. Po kilku dniach okazało się, że
jednak nie. Co czułam wiedzą Ci, którzy to przeżyli, nawet nie umiem
tego opisać. Nie wyrzuciłam z domubo cały czas miałam nadzieję, że jak
dziecko się urodzi to się opamięta. Niestety ... Cały czas piasał do
niej smsy z drugiego telefonu,który sobie sprawił. Ja cierpiałam,
płakałam, prosiłam nawet. Bywały dni, że dawał mi nadzieję, że skończy
to wszystko a za chwilę oznajmiał, że mnie nie kocha. Że kocha ją.
Ja tego wszystkiego nie rozumiam, byliśmy naprawdę fajnym małżeństwem,
staraliśmy się prawie rok o dziecko, naprawdę się kochaliśmy. A
tymczasem on twierdzi, że zawsze było "nie tak", że czegoś mu brakowało,
że myślał, że jak będzie dziecko to coś się zmieni.Ja myślę, że to nie
prawda, że mówi tak bo jakoś chce wytłumaczyć swoje świńskie zachowanie.
No i podstawowy argument to taki, że ja Go kiedyś zostawiłam. Tak to
prawda, 10 lat temu postanowiliśmy odpocząć od siebie i ja w tym czasie
kogoś miałam. Potem wróciliśmy do siebie, po 7 latach wzieliśmy ślub,
potem zdecydowaliśmy się na dziecko. Jak chciałam pare razy pogadać o
tym co było, mówił że to nie ma znaczenia, że "było - minęło", że jeśli
nic do tamtego nie czuję to nie ma po co wracać do tamtej historii. A
teraz mi mówi, że todlatego wdał się w romans, że niby przeze mnie.
Dlaczego mnie tym obarcza? Nie rozumiem. Kazałam mu się wyprowadzić jak
najszybciej, choć ciągle kocham, ciągle mam nadzieję.
Wiem, że tamta chyba odpuściła, on ciągle do niej pisze,a ona chyba
zrozumiała, że to nie było mądre. Albo to taka gra z jej strony ...
Wiem, że trochę chaotyczny ten mój post, ale nie umiem się
skoncentrować.
Kawałek tej historii jest na forum "mężczyzna" bo nie wiedziałam, że
jest to forum ... Poza tym chciałam poznać opinie facetów, czy starać
się, czy mieć nadzieję ... Ciągle mam choć chyba bez sensu. Nie wiem co
robić, czy jeszcze próbować? Chyba powinnam, choćby dladziecka. Czy już
szukac adwokata ...
Pozdrawiam wszystkich samotnych, oszukanych, zdradzonych,
zawiedzionych ...
Obserwuj wątek
    • zatracony72 Re: ja też kocham, a on ... 18.05.10, 22:05
      Wiem co Ci doradzą kobiety, że nie warto. Ja ze swojej strony powiem tyle, że
      jeśli wróci na kolanach i będzie błagał o przebaczenie możesz zastanowić się czy
      jest tego wart. Jest po prostu zwykłą świnią myślącą tylko o sobie.
    • esteraj Re: ja też kocham, a on ... 19.05.10, 09:02
      Według mnie powinnaś pogodzić się z myślą, że mąż odejdzie od Ciebie. Ucz się
      żyć bez niego. Postaraj maksymalnie opanować emocje (to jest najtrudniejsze).
      Powiedz, że go kochasz ale szanujesz jego decyzję i skoro wybrał inną nie
      pozostaje Ci nic innego jak to zaakceptować. On musi poczuć się wolny, ale także
      nie ignorowany przez Ciebie. Nie bierz go na litość. Jeśli zdecyduje jednak
      zostać z Tobą (a myślę, że tak będzie), zrobi to z własnej nieprzymuszonej woli.

      Mam nadzieję, że łatwiej będzie Ci zrozumieć położenie męża, bo jak pisałaś,
      wcześniej również potrzebowałaś odmiany.
      • anka_cyganka35 Re: ja też kocham, a on ... 19.05.10, 10:23
        no to, że przy kochance się dowiadujesz, że wasz związek był nietaki od dawna to
        stary numer. tez się tego nasłuchałam. współczuję Ci i podziwiam za siłę, którą
        masz bo musiałaś to przechodzić będąc w ciąży a teraz z malutkim dzieckiem. nie
        chcę pozbawiać cie nadziei bo jest taka, ze faktycznie przyjdzie na kolanach i
        powie, ze cie kocha nad zycie a tamta to był błąd. ale jeśli koleś wypisuje
        dalej sms pomimo jak twierdzić kochanka się usunęła to nie wróże happy endu
    • aneta-skarpeta Re: ja też kocham, a on ... 19.05.10, 11:59
      miałam podobna sytuację. Nie znalismy się az tak długo, nie
      rozstawaliśmy się itd

      ale po slubie planowalismy dziecko. poroniłam. po 1.5 roku znowu
      próba. 3 m-cu dowiedziałam się, ze ma kochankę, że zaczał sie
      pocieszać po poronieniu ( tak mu smutno byłosmile)...nagle to samo- ja
      go nie rozumiem, ja jestem zła, nie dbam o niego tak jak tamta
      itd..wszystko moja winasmile

      wyprowadziłam się, on zaczał sie kajać- wróciłam..szybko wszystko
      wróciło do starej normy

      wyprowadziłam sie z 3 m-cznym dzieckiem.. po kilku miesiacach
      nagabywania, ze zroumiał, ze kocha ponad zycie, ze jestem idealna
      itd wróciłam ( ze słabym przekoanniem, ale chcialam spóbowac)

      potem rozstałam sie na stałe. jeszcze długo podbijał, że zrozumiał,
      że zycia poza nami nie widzi, a w tym czasie baraszkował radosnie.
      na sprawie sadowej zapewniał sędzinę, ze kocha, że chce spóbowac...a
      był w innym związku

      ten typ tak masmile
    • anianiedowiarek Re: ja też kocham, a on ... 19.05.10, 13:23
      Powiem Ci tak.
      Bardzo niedawno temu, miałam podobną sytuację. On zdradzał - ja temu
      winna. Starałam się za wszelką cenę odbudować nasze małżeństwo.

      NIE WARTO.

      Czegoś co nie ma, nie odbudujesz. Widmo kochanki będzie cały czas na
      Wami (zwłąszcza Tobę) wisiało.

      Wiem na swoim przykładzie, ze przez to trzeba po prostu przejść, aby
      uwierzyć.

      Ja nie wytrzymałam i go wypieprzyłam z hukiem z domu.

      Wyobraź sobie, ze jest świetniesmile
    • a1ma Re: ja też kocham, a on ... 19.05.10, 14:26
      Nie poradzę Ci wiele, napiszę tylko, że bardzo, bardzo współczuję.

      Do niedawna nie mieściło mi się w glowie, że można zostawić partnera z małym
      dzieckiem, nie mówiąc już o kobiecie w ciąży! A teraz gdzie się nie obejrzę, to
      życie udowadnia, że widać niewiele jeszcze wiem - Twoja historia jest
      praktycznie identyczna z historią mojej koleżanki, też ma dziś prawie
      dwumiesięczną córeczkę, nawet myślałam, że Ty to ona.

      Trzymaj się.
      Mam nadzieję, że teraz czeka Cię już samo dobre.
    • zapominajka5 W 7 miesiącu a nie tygodniu 19.05.10, 14:44
      Przeczytałam swój post i patrzę, że się pomyliłam. Byłam w 7 miesiącu
      ciąży a nie tygodniu. No ale i tak ta sytuacja trwa jakiś czas. On cały
      czas mieszka z nami, ale po kryjomu pisze smsy, jakby nie mógł tego
      zrobić w czasie pracy.
      Nie poznaję tego człowieka, jak z nim rozmawiam na ten temat, to on się
      staje zupełnie obcym człowiekiem, nie takiego go znam. I nie takiego
      pokochałam. Wierzę, że w głębi duszy nie jest taką świnią ... Taka
      pewnie naiwna jestem.
      Dziękuję za słowa pocieszenia, ale nie jestem silna, czasem dziecko
      płacze a ja wyję razem z nim. Czasem nie mam ochoty w ogóle do niej
      podejść. Za chwilę mi przechodzi i jestem na siebie wściekła, że tak
      mogłam w ogóle pomyśleć... Jest mi baaardzo ciężko, ale jakoś daję radę,
      głównie dzięki przyjaciołom. Nie sądziłam, że to przetrwam, ale "tyle
      wiemy o sobie na ile nas sprawdzono".
      Jak spytałam go dlaczego nie chce ratować rodziny to stwierdził, że mnie
      nie kocha i nie chce się zmuszać.
      W sumie jak o tym myślę, to chyba ma racje. Niech idzie do niej i niech
      cieszy sie swoim szczęściem skoro przez 14 lat go nie miał.
      Wiele razy mówiłam, że ma się wyprowadzić ale nie robi tego. I co mam
      zrobić? Przecież go nie wyrzucę. Twierdzi, że chce mi pomagać przy
      dziecku, ale tak naprawde ta pomoc jest nie wielka, no bo
      cytuję:"przecież ja pracuję a Ty siedzisz w domu"
      Nie wiem co robić. Może ja powinnam się wyprowadzić i złożyć pozew. Choć
      z drugiej strony ciągle mam nadzieję ... Piszecie nie warto, ale kto
      chce się uczyć na cudzych błędach, każdy woli popełniać własne.
      • mozambique Re: W 7 miesiącu a nie tygodniu 19.05.10, 15:07
        A dlaczego go nei wyrzucisz ?

        sprawa o rozwód, alimenty ( takze na ciebie) podzial majątku i pan
        leci ze schodów

        ciekawe dokąd pójdzie i na jak długo ?
    • zapominajka5 poprosił o czas 20.05.10, 14:16
      poprosił o czas do końca miesiąca na podjęcie decyzji. Dałam mu 2
      możliwości: albo zostaje i próbujemy wszystko od nowa, albo się
      wyprowadza.
      Czuję, że się wyprowadzi, bo z tego co się dowiedziałam tamta przestała
      mieć wyrzuty sumienia i znów piszą romantyczne smsy i do siebie dzwonią.
      Przypuszczam,że te 10 dni chce mieć po to, żeby zorganizować sobie
      mieszkanie, ewentualnie zamieszkać u niej. Może powinnam po prostu wy...
      Go i nie czekać aż łaskawie coś zdecyduje, nie wiem co robić. Przeraża
      mnie myśl, że będę sama wychowywać maleństwo, że on mnie nie kocha,
      wszystko mnie przeraża i ciągle płaczę ... Mam dość ...
      • esteraj Re: poprosił o czas 20.05.10, 14:41
        Zatem, chyba czas przygotować się na najgorsze. Pomyśl jak możesz dać sobie
        radę, czy w wychowaniu dziecka pomogą Ci rodzice. Na pewno otrzymasz alimenty, o
        to możesz starać się nie mając rozwodu.

        Na pewno jest Ci ciężko, ale dasz radę. Ciesz się, że masz zdrowe dziecko, masz
        dla kogo żyć, jesteś młoda i jeszcze całe życie przed Tobą. Po burzy musi
        przyjść słońce i tego Ci życzę.
      • czarna9610 Re: poprosił o czas 20.05.10, 15:09
        ale dlaczego masz sama wychowywać dziecko. Nawet powinnaś od czasu do czasu
        dawać pod opiekę tacie. O na przykład na wieczór 14 lutego. No i jak dziecko
        będzie starsze tata powinien mu jak najbardziej zorganizować miesiąc wakacji. Co
        jakiś czas może też poświęcić zabawę sylwestrową żeby popilnować dziecka
      • yoma Re: poprosił o czas 20.05.10, 15:35
        Wy... go od razu i nie martw się, że się biedactwo nie będzie miało gdzie
        podziać. Hotele istnieją.

        Romansowac na oczach ciężarnej żony i jeszcze dawać sobie dziesięć dni luzu i
        komfortu, to trzeba być świnią bez jaj i honoru.
      • agamagda Re: poprosił o czas 20.05.10, 16:04
        Wiesz co, zbierz wszystkie dowody jakie znajdziesz - wydruki z
        listów, billingi itp., przygotowuj się na walkę w sądzie.
        OTRZĄSNIJ się.

        Powiedz mu co czujesz, zakazuj smsowania - na razie jeszcze
        mieszkacie razem i masz do tego prawo. Postaw się. I tak czujesz że
        odejdzie, więc zatruj mu życie - wtedy paradoksalnie zacznie się z
        Tobą liczyć. Pewnie nie będzie Cię kochał - ale i tak Cię zdradza,
        więc po co Ci taka miłość i taki balast u nogi.

        • yoma Re: poprosił o czas 21.05.10, 11:29
          Rada nie jest mądra, bo zatruwając życie jemu zatruje przede wszystkim sobie.
          • foxi-em Re: poprosił o czas 27.05.10, 09:46
            Co do wzrzucenia z domu....maz mojej kolezanki nie dal sie wzrzucic.
            Stwierdzil ze maja wspolnote i jesli jeszcze raz zmieni zamki w
            drzwiach to on wezwie policje. Prawo bylo po jego stronie. Nic nie
            mogla zrobic, normalnie mieszkal a wieczorami latal do kochanki.
            Wogole bydle z niego bylo a ona za miekka byla. Duzo sie nacierpiala
            • tautschinsky Re: poprosił o czas 04.06.10, 19:50
              foxi-em napisała:

              > Co do wzrzucenia z domu....maz mojej kolezanki nie dal sie wzrzucic.
              > Stwierdzil ze maja wspolnote i jesli jeszcze raz zmieni zamki w
              > drzwiach to on wezwie policje. Prawo bylo po jego stronie. Nic nie
              > mogla zrobic, normalnie mieszkal a wieczorami latal do kochanki.
              > Wogole bydle z niego bylo a ona za miekka byla. Duzo sie nacierpiala




              Ja znam sytuację jeszcze gorszą.

              Pani zdradzała pana na całego.
              Byli małżeństwem od nastu lat.
              Pani nie dość, że nie zamierzała
              się wyprowadzić ze wspólnego mieszkania,
              to jeszcze OCZEKIWAŁA od niego "męskiej
              decyzji" smile

              Gość, dureń jeden, wyprowadził się...
    • zapominajka5 Re: ja też kocham, a on ... 02.06.10, 18:57
      No i wyprowadził się... na razie do mamy, a potem... nie wiem, pewnie
      do niej.
      Wariuje już, nie wiem co robić... wciąż kocham.
      Dziś nasza 3 rocznica ślubu... byłaby...
      • makarona1 Re: ja też kocham, a on ... 02.06.10, 19:15
        Pomyśl, że masz gnoja z głowy- i tak nie był Ciebie wart.
        • kobieta_kobiecie_wilkiem Re: ja też kocham, a on ... 02.06.10, 20:41
          Podejdź do tego racjonalnie. Przecież on Cie zdradza. Facet sie
          dupczy. Dupczy się mając 2 miesięczne dziecko, ktore powinno byc dla
          niego pępkiem śwaita.. Choćby z racji obowiązku powiniemn udawać,
          dbac o risdzne, starać sie nie denrowac zony w ołogu!
          Ale on ma teraz mozg mamuta.
          Dupa sie nim zaintersasowala, fiut poszedl w uzycie i fru na
          ciągoty. Nie bedzie to staly stan, i pewnie po kilku, kilkunastu
          miesiącach wróci, a przez ten czas Ty odżałujesz swoje.
          Ważne jest jak postapisz. Ten czas bez niego będzie najcięższym
          czasem w Twoim zyciu, a jednoczesnie najbardziej Cie umocni. Nie
          mzrnuj tego udoporonienia, ktore nabędziesz teraz. Wystarczy Ci na
          cale życie. Niejednokrotnie bedziesz czerpala z niego siły. Będziesz
          z żelaza. A dziecko z każdym dniem, będzie się rowijalo, bedzie sie
          zmienial, Tobie bedzie latwiej.

          A potem pojawi sie ktos inny.
          • zapominajka5 Re: ja też kocham, a on ... 02.06.10, 23:31
            Upiłam się... po prostu się upiłam smile z okazji tej 3 rocznicy ...
            fajnie nie? nie upiłam się sama oczywiście, no i oczywiście niez nim,
            a z przyjaciółką... przyniosła flaszkę i sok smile pięęęęęękna rocznica,
            nawet pierwsza i druga nie była tak piękna
            idęspać i przetrzeźwieć bo o 4 wstaje niunia na jedzenie
            aaaa no i żeby nie było, nie karmię piersią (hmmm po co się
            usprawiedliwam?)
            dobrej nocki smile papa
            • nadia3008 Re: ja też kocham, a on ... 03.06.10, 00:59
              Wierzę, ze dam radę... Jesli ja dałam, ja słaba z pozoru i drobna
              kobietka, która świata poza byłym nie widziałą. Masz dziecko-to
              dużo, ono tez doda Ci siły. Ja swa ostatnia rocznicę ślubu spedziłam
              samotnie, ale teraz żałuję, ze nie wpadłam na taki pomysł jak Tysmile
              jeszcze liczyłam, ze mój ex cos zrobi, obudza się w nim jakieś
              pozytywne uczucie, ale on spier... jak ostatni tchórz. Nie warto
              wylewać tylu łez dla takich... Kiedys może zrozumieją, co stracili.
              Dobrej nocki.
              • errormix Re: ja też kocham, a on ... 03.06.10, 08:15
                Moje dziecko ostatnio mi powiedziało: "Tato starzejesz się, bo coraz częściej
                śpisz w ciągu dnia". Jestem więc stary. Dlatego to co powiem, zabrzmi może jak
                narzekanie starszego człowieka, ale...

                ...ale zwyczajnie nie mogę zrozumieć faceta, którego żona spodziewa się dziecka,
                a on sobie w tym czasie znajduje na boku kogoś innego. I jako stary człowiek
                czuję, że mogę, że po prostu mam moralne prawo o nim powiedzieć, że to zwyczajny
                kretyn jest, głupek, idiota.

                Bo słów brakuje czytając takie historie, bo w głowie się nie mieści, bo
                wyobrazić sobie nie mogę, że ktoś zamiast wrócić do żony, położyć się obok niej,
                pogłaskać po brzuchu, pogadać do pępka albo opowiedzieć temu pępkowi bajkę może
                pójść do kochanki.

                Ale to mi się wydaje. Bo ja już stary jestem.
                • jarkoni Re: ja też kocham, a on ... 04.06.10, 07:51
                  Error, ja też już stary i też tego zrozumieć nie mogę.

                  Ale przy okazji chciałem o czymś innym. Czy mi się wydaje, czy też polskie
                  kobiety mężatki są jedynymi właścicielkami domów/mieszkań w których mieszkają z
                  mężem i dziećmi?
                  Tyle razy pojawia się porada "wywal go z domu"..
                  • zapominajka5 Re: ja też kocham, a on ... 04.06.10, 17:42
                    ja jestem młoda smile i też tego nie potrafię zrozumieć. w głowie mi się
                    to nie mieści, pytam a on odpowiada "no co mogę ci
                    powiedzieć...", "wiem, że zrobiłem straszne świństwo, ale nie kocham
                    cię już, nie chcę być z tobą a z nią", słucham tego i czuję jak serce
                    rozpada mi się na miliony kawałków.

                    Powoli oswajam się z myślą, że to koniec. Może to naprawdę wieeeeelka
                    miłość, może będzie szczęśliwy tak, jak ze mną nigdy nie był. Bo tak
                    twierdzi, że było dobrze, ale nigdy tak do końca. Ja tego tak nie
                    czułam. Czułam, że to prawdziwa miłość, że do pełni szczęścia jeszcze
                    tylko dziecko, no i o...
                    Wczoraj rozmawialiśmy jeszcze, spytałam czy wszystko przemyślał, czy
                    nie chce wrócić i poukładamy wszystko razem, bo dziecko, bo my, bo
                    tyle lat, bo to przecież miłość była... Twierdzi, że jest pewien, nie
                    kocha mnie i chce rozwodu.

                    Cierpię strasznie, patrzę na nasze maleństwo i pytam, sama już nie
                    wiem który raz, dlaczego???? I znikąd odpowiedzi. Znaczy mój jeszcze
                    mąż mi odpowiedział: "takie rzeczy po prostu się zdarzają..." jakie to
                    proste...

                    Jeśli chodzi o mieszkanie to nigdy Go nie wyrzuciłam, sam zdecydował
                    się wyprowadzić. Co z nim zrobimy, z samochodem i innymi rzeczami
                    pewnie niedługo pogadamy. Na razie o tym nie myślałam, choć chyba w
                    końcu powinnam. No i kredyt na jeszcze tylko 27 lat ... smile ale jak to
                    mówi mój mąż "będzie dobrze"...
                  • errormix Re: ja też kocham, a on ... 04.06.10, 19:19
                    jarkoni napisał:

                    > Ale przy okazji chciałem o czymś innym. Czy mi się wydaje, czy też polskie
                    > kobiety mężatki są jedynymi właścicielkami domów/mieszkań w których mieszkają
                    z mężem i dziećmi? Tyle razy pojawia się porada "wywal go z domu"..

                    A widzisz. Bo to jest tak: Jak baba wywali chłopa z domu, to chłop uniesie się
                    honorem, weźmie walizkę i pójdzie - do matki, do hotelu, do kumpla, do kochanki
                    - nieważne gdzie, ważne żeby tego gadania i krzyku nad głową nie było smile

                    A teraz wyobraź sobie, że chłop wywala babę. Matko Boska. Krzyki, lamenty,
                    policja, sąsiadki w odwodzie, a za chwilę teść z synami pod drzwiami...

                    Teraz już wiesz? big_grin
                  • tautschinsky Re: ja też kocham, a on ... 04.06.10, 19:58
                    jarkoni napisał:

                    > Ale przy okazji chciałem o czymś innym. Czy mi się wydaje, czy też polskie
                    > kobiety mężatki są jedynymi właścicielkami domów/mieszkań w których mieszkają z
                    > mężem i dziećmi?
                    > Tyle razy pojawia się porada "wywal go z domu"..




                    Prawa takiego nie ma, ale chciałyby kobiety takiego,
                    oj, chciałyby smile

                    To jest taka już mentalność - zła, z nią trzeba walczyć. Bo prawo prawem, ale
                    powszechne przekonanie
                    o czymś, utwierdzanie się w nim jest również bardzo
                    szkodliwe, bo z tym jak z biciem za przesoloną zupę:
                    prawo od dawien dawna na to nie przyzwało, ale w
                    niektórych środowiskach trwało jako "prawo zwyczajowe".
    • potwor_z_piccadilly Re: ja też kocham, a on ... 04.06.10, 23:28
      Pozostaje Ci zapominajko wziasc sie w garsc.
      Placzem i korzeniem sie nic nie wywalczysz bo masz troszke za uszami.
      We wszystkich wypowiedziach zabraklo mi jednego. Tego co w/g mnie jest podlozem
      tej sprawy. Kiedys tego faceta zostawilas dla innego. On Ci nigdy tego nie
      wybaczy. Ty kiedys dokonalas wyboru na korzysc kogos trzeciego. Tamtego uznalas
      za lepszego. Zaden mezczyzna nie zapomni tego typu upokorzenia. Najwidoczniej
      probowal zaleczyc ta rane i pewno mu sie udawalo lecz zawsze patrzyl na Ciebie
      przez pryzmat tamtego zdarzenia.
      Roznie faceci reaguja na tego typu sprawy. Wiekszosc zrywaja natychmiast
      wszelkie kontakty z zdradzajaca. Inni sie pokornie godza, cierpiac w duszy a
      jeszcze inni sie motaja, krzywdzac siebie i innych. Z tym trzecim przypadkiem
      mamy do czynienia. To slaby facet i dziwny zwiazek bo z pietnem.
      Jaka rada.
      Spokoj, wyciszenie, ale z podniesiona glowa. Nie szalej lecz zadbaj o siebie,
      staraj sie dawac do zrozumienia ze wszystko masz pod kontrola i sama sobie z
      latwoscia poradzisz. Ne popelnij starego bledu i nie wybijaj klina klinem bo go
      stracisz na amen. Moze sie uda moze nie, poprobowac warto chocby ze wzgledu na
      dziecko.
      • zapominajka5 Re: ja też kocham, a on ... 05.06.10, 15:33
        tak, potworze, coś jest w tym co piszesz. zgadzam się, choć nie do
        końca.
        wtedy, tamto rozstanie, to nie było tak, że ja Go od razu zostawiłam
        dla kogoś. Rozstaliśmy się (choć wyszło to ode mnie) i oboje kogoś
        mieliśmy. Ja na dłużej i bardziej serio, on jak się potem okazało
        zupełnie platonicznie. Ale ja tego nie wiedziałam. Pomyślałam sobie,
        że skoro tak szybko sobie odpuścił, to decyzja była słuszna. Ale on
        potem zaczął walczyć a ja się motałam. Wiedziałam, że tamten związek
        to raczej nic na stałe, ale nie potrafiłam od razu wrócić. Minęło
        trochę czasu i tak się stało. Wróciłam, bo on walczył, udowodnił, że
        mnie kocha, że mu zależy. Przyznam, że najpierw wróciłam dla spokoju
        świętego, ale potem uznałam, że to właściwa osoba. Że ON i nikt więcej.

        Po 7 latach ślub. Nigdy go nie namawiałam, choć oczywiście chciałam.
        Decyzja wyszła od niego a ja podchwyciłam.Potem dziecko. Ja nie byłam
        pewna, miałam wątpliwości: nie - czy z nim, ale czy w ogóle. Czy się
        do tego nadaję, czy damy radę, czy uda nam się zmienić życie i
        pogodzić to wszystko. W końcu po wspólnych rozmawach, po roku, oboje
        uznaliśmy, że chcemy. Potem przez prawie rok nic, starania, stres ...
        W wakacje okazało się, że jestem w ciąży, cieszyliśmy sie strasznie,
        on chciał wszystkim wkoło od razu powiedzieć, ja się bałam, bo u mnie
        w rodzinie sporo było przypadków poronień. mnóstwo smsów, że kocham,
        że tęsknie, jak się czujecie dziewczyny ... No a w styczniu
        oświadczył, że ktoś jest... W marcu urodziłam... Najgorsze 2 miesiące
        w moim życiu

        Wiem, że nie byłam święta, wiele razy chciałam pogadać o tym co było,
        z resztą piszę o tym w pierwszym poście. On nie chciał, a teraz zwala
        winę,że to przez tamto zdarzenie...

        Teraz robi i mówi takie rzeczy, żebym go znienawidziła. Nawet nie będę
        tu przytaczać. Strasznie jest mi ciężko. Bo małe dziecko, bo stres, bo
        emocje... A on do mnie mówi:"weź się w garść", "znajdź sobie
        kogoś", "daj mi spokój".

        Powoli zaczynam odpuszczać... choć nie jest to łatwe. Są dni lepsze,
        są dni gorsze... Są nawet takie, że myślę, że nie dam rady i najlepsze
        co mogę zrobić to zasnąć i się nie obudzić.
        • potwor_z_piccadilly Re: ja też kocham, a on ... 06.06.10, 00:20
          Trudna sprawa bo jak wczesniej wspomnialem to slaby facet. Gosc nie bardzo
          potrafi sobie poradzic z zawijasami i pulapkami jakie natura ludzka na nas
          zastawia. Twoja wina jest mala, ale wieksza Twoich rodzicow bo niezbyt dokladnie
          Cie wyedukowali. Nie ostrzegli Cie przed genetycznie uwarunkowana natura
          kobiety. Wy (wybacz) jako samice gatunku podswiadomie szukacie najlepszego dawcy
          genow. W naturze sprawdza sie to wysmienicie lecz w przypadku ludzi powoduje
          powazne dylematy. Bo jesli w swiecie zyjacych w naturze ssakow samiec jest
          prawdziwym samcem to u ludzi jest to przewaznie farbowany lis. Tak jest bo my
          kierujemy sie rozumem i nauczylismy sie przewrotnosci. Dotyczy to mezczyzn
          polujacych na kobiety jak i kobiet ktore znajac wady swojego partnera rozgladaja
          sie za ksieciem z bajki i go znajduja by po czasie uznac ze to palant. Ty w ta
          pulapke wpadlas ale gosc ktory rozstraja Ci nerwy nie wie o drugiej stronie
          natury kobiety. Nie wie ze po okresie mniejszych lub wiekszych bledow kobiety
          staja sie wspanialymi prartnerkami na dlugie lata spokojnego pozycia bo juz nie
          potrzebuja ksiecia. Potrzebuja czulego partnera i opiekuna. Taka Wasza natura i
          zrodlo nieszczesc ale bywa ze sukcesow. Ty wczesnie wchodzisz w ten okres
          Czy bedziesz umiala mu to wytlumaczyc. Nie wiem. Wiem ze jesli ma troszke oleju
          w glowie to spojrzy na Ciebie jak na czlowieka i oleje urazy dla dobra Twojego,
          swojego i waszego dziecka.
          Przypominam ze w tym przypadlu najwazniejszy jest spokoj i ukrywanie uczuc.
          Sadze ze on upaja sie Twoim bolem myslac a masz za swoje. Ja cierpie to i ty
          cierp. Musisz mu odebrac te przyjemnosc i to ku sprawiedliwosci bo jego
          cierpienie to urazona infantylna duma a Twoje to walka o jutro.
          • zapominajka5 Re: ja też kocham, a on ... 06.06.10, 20:18
            Spokój i ukrywanie uczuć .... To jest właśnie najgorsze.
            Przychodzi z odwiedzinami do córki i kładzie na stole
            kluczyki,dokumenty i ten drugi telefon, ten tylko do niej...
            Pytam czy zajmie się dziś córką, czy przyjdzie na kąpiel, a on,że
            jest zajęty ... (nawet nie bardzo ukrywał czym)
            Piszę to i wyję. Już chyba nie ma czego ratować. Choć oczywiście
            cały czas, gdzieś bardzo bardzo głęboko, jest nadzieja.
            To możliwe żeby tak zgłupieć? Nie poznaję tego człowieka.
            • potwor_z_piccadilly Re: ja też kocham, a on ... 10.06.10, 21:47
              Czy w Waszym otoczeniu nie ma kogos kto by mu wytlumaczyl ze w zyciu
              najwazniejsza zasada jest "zyj tak by inni przez ciebie nie plakali".
              Ze zycie mezczyzny z kobieta to tango. On prowadzi widzac tylko ja. Ona
              zjawiskowa, prowadzaca gre o dominacje. Gra z nim, niby sie droczy lecz tylko po
              to by go sprawdzic czy nadal prowadzi i chce ja prowadzic, a wszystko to w
              harmonni idealnie zgranych krokow.
              Czy to nie da sie tak ulozyc sobie zycia. Przeciez mamy tylko jedno bo to real,
              nie gra komputerowa.
              Wiesz co. Czytam te watki i zastanawiam sie jak ludzie z prostych, malych spraw
              potrafia zrobic pelna nienawisci wielka drake krzywdzac innych i siebie. Jak w
              przyplywie zlosci, odwetu, opacznie rozumianego terminu wolnosc potrafia
              ludziska zrobic cos co jesli nie zrujnuje im zycia to mocno je skomplikuje.
              Pewno nie pocieszylem i nic nowego nie wnioslem do sprawy.
              Takie tam tylko wyrazy zdziwienia i nawet przygnebienia. Te pelne jadu i krzywdy
              sprawy to dla mnie szalony kontrast, bo my nigdy nawet sie nie klocilismy. My
              tanczymy tango, a pisze to tylko po to by udowodnic ze mozna.
    • temptation_ona Re: ja też kocham, a on ... 11.06.10, 08:44
      Witam,
      Czytając Twoją historię.... czytałam swoją. Jest tylko jedna różnica my mamy 4
      letniego syna ale po za tym identycznie. Moje zachowanie takie jak Twoje,
      zachowanie męża takiej jak twojego. Obarczanie winą mnie za wszystko "bo zupa
      była za słona" Ja myśle ze to taka forma samoobrony z ich strony żeby nie wyszli
      na tych złych a prawda jest taka że i tak ci co zdradzają są nie warci naszych łez.
      Ja też go kocham pomimo iż tak bardzo nas rani. Też mam nadzieje chodz wiem
      jedno skoro facet zrobił to raz to zrobi to też kolejny.... tym bardziej że my
      chcemy wybaczac.
      Trzymaj sie bo wiem jakie to ciężkie i trudne.
      pozdrawiam
      • zapominajka5 Re: ja też kocham, a on ... 11.06.10, 20:54
        Są chwile, że sobie myślę: odszedł i świetnie, dam sobie radę bez
        niego. A za chwilę jestmi źle i smutno.
        Między nami zawsze było dobrze, kochaliśmy się. On twierdzi, że
        kochał, ale zawsze czegoś mu brakowało. Teraz krzywdzi mnie
        strasznie, emocjonalnie. Bierze córkę na spacer i widzę jak ma w
        kieszeni ten drugi telefon, ten tylko dla niej ... Boli jak cholera.
        Parę razy przeczytałam to, co do siebie piszą, niepotrzebnie, bo
        teraz myślę o tym i boli jeszcze bardziej.
        W naszym otoczeniu już chyba wszyscy próbowali przemówić mu do
        rozumu, ale on odpowiada: nie kocham jej, mam być z nią dla dziecka?
        nie planowałem tego, tak wyszło... I co mu odpowiedzieć? Pytają: a
        gdzie odpowiedzialność?, a on: będę jej pomagał.
        Przychodzi czasem do dzidzi, czasem przebrać się, wykąpać,
        posiedziećna necie (bo tak do końca się jeszcze nie wyprowadził)
        gadamy normalnie, jakby nigdy nic, a ja po prostu w takich chwilach
        czuję się jakbym umierała bardzo powoli...
        Próbowałam już wykrzyczeć, powiedzieć mu co czuję, ale to działa jak
        płachta na byka. Czuje się atakowany i też atakuje. Więc przy nim
        udaję, że jest mi ok, że sobie jakoś radzę, że dobrze mi się żyje ...
        • potwor_z_piccadilly Re: ja też kocham, a on ... 11.06.10, 22:29
          Musisz sobie poradzic sama i to dla wlasnego dobra.
          Ten facet ma natrectwa. Wbudowal sobie w psychike uraze do Twojej osoby. To nie
          do usuniecia i zycie z nim bedzie dla Ciebie udreka. Dzis jest jeszcze jako
          tako, lecz w miare uplywu lat bedzie coraz gorzej.
          Chyba jakis rozdzial w Twym zyciu zostal zamkniety.
          Pozdrawiam i zycze Ci bys znalazla kogos dla kogo bedzie przyjemnoscia
          rozpoczecie z Toba nauki kroczkow tanga by po czasie osiagnac wlasciwa harmonie.
          Tak na ucho. Nie czekaj, pomagaj sobie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka