Dodaj do ulubionych

Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ?

02.07.10, 08:28
Dlaczego rozpad to zawsze wina faceta ? Przeważnie każdy wątek taki
jest. Facet zdradzał, facet pił hektolitry wódy, facet nie opiekował
się dziećmi, nie dbał o rodzinę, nie pracował, nie wracał na
noce.... tysiące powodów.
Tylko ja się wybroniłem i jestem kryształ ? Nie - to jakieś dziwne ?
Wszystkie kobiety to anioły, wszystkie kobiety pracowały na 2
etatach żeby zarabiać na dom dzieci i pana... nie piły, nie
łajdaczyły się , nigdy nie zdradzały, wszystkie och i ach, są debest
i to zawsze wina faceta... To nie pojęte. Do tego sądy prawie zawsze
po ich stronach, bo już się tak utarło że to wina faceta i to
głównie on musi się bronić bo sąd głównie ma przedstawioną winę
jego, a nigdy jej, a jeśli winę jej to , z niedowierzaniem sędzina
zagłębia się w sprawę i głównie szuka winy w nim bo to niemożliwe że
to wina kobiety... Czy nie tak jest ??
Obserwuj wątek
    • laura_fairlie Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 02.07.10, 09:11
      Bo może te 'winne' panie tu nie zaglądają? Tak samo ,niewinni,
      panowie?
      Być może przy zdradach panie są dyskretniejsze?
      No i chyba to panowie mają większe problemy z alkoholem.
      Eks twierdził, że nasz rozwód to głównie moja wina. Bo za mało o
      niego dbałam i niecodziennie gotowałam obiad. To, że on w domu
      palcem nie kiwnął, wiecznie nie miał pieniędzy na potrzeby domowe i
      miewał romanse na boku - pominę. To nie była jego wina - taki model
      wyniósł z domu. wink
    • polnaa Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 02.07.10, 09:17
      Przesadziłeś smile nie zawsze tak bywa bo osobiscie znam świetnych
      mężczyzn którzy sprawdzają się i jako mężowie i jako
      ojcowie/niestety nie mój były/...temat rzeka ale w skrócie to
      wszystko zależy od genów, wychowania , wartości przekazanych w
      rodzinie,szkole,środowiska w którym żyjemy.W moim przypadku to Ja
      musiałam udowadniac że to nie moja wina a sąd trzymał stronę byłego,
      biednego skrzywdzonego przez żonę i dzieci - taka wersje
      przedstawił. Dopóki będzie istniało sołeczne przyzwolenie na
      zdrady ,agresję i przemoc wobec najbliżych - będzie coraz gorzej...
    • enesta Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 02.07.10, 09:25
      Szukasz odpowiedzi na to pytanie czy delektujesz się cynizmem
      własnej wypowiedzi?
      Z mojego punktu widzenia kobiety są (w większości)bardziej
      uczuciowe, romantyczne, siłą rzeczy po urodzenia mają silniejszy
      instynkt opiekuńczy w stosunku do dziecka, bardziej zależy im na
      utrzymaniu rodziny(bez patologii) i co za tym idzie nie są skłonne
      do zdrad, pijaństwa i nieodpowiedzialności. Tak jak napisałam- w
      większości. Dochodzą do tego jeszcze wzorce naszych rodziców, a nie
      oszukujmy się 30, 40 lat temu w Polsce kobiety siedziały cicho i
      tolerowały dużo a mężowie-ojcowie nie musieli starać się.
      Dodam że lubię przebywać w towarzystwie męskim bardziej niż w
      towarzystwie wielu kobiet z powodów intelektualnych, ich
      zainteresowań i opinii na różne tematy więc wydaje mi się że to co
      napisałam powyżej nie jest naciągane i jest w miare obiektywne mimo
      że jestem kobietąsmile
      • to.ja.kas Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 02.07.10, 10:00
        Kobiety zdradzają równie częso jak męzczyzni. Ale, że im bardziej zalezy na
        utrzymaniu tego co mają lepiej to maskują. Podchodzą do zdrady równie cynicznie.
        Równie często stosują przemoc.. Bo czymże są ciche dni, kłótnie, wieczna
        migrena, fochy, podniesiony głos, wydawanie rozkazów i zakazów? Rzeczywiście
        więcej dbają o dom w kategoriach porządkowych i czasami bardziej są żżyte z
        dziećmi. Ale kilka lat jeszcze i ciut wyższe PKB i będzie jak w Skandynawii, że
        od sprzatania jest pani i czas wolny bedzie można przeznaczyć na ciekawsze
        rozrywki (oby wink )
        Sądy rzeczywiście ciagle sa jeszcze bardzo prokobiece, ale miejmy nadzieje, ze
        zmienią się w końcu na prorodzinne.

        A moja wina w związku? Oj sporo jej była i nie napisze jak często czytam, że "za
        dobra i naiwna byłam". Oczywiście, że naiwna byłam bo myślałam, że może nam się
        udać. Ale ja mam ciężki charakter i jeśli chcę, a od jakiegoś etapu małżeństwa
        chciałam bo mi już na nim nie zależało potrafię być mocno nieprzyjemna,
        cyniczna, lodowata i mało współpracująca. Nie chciałam bo....mąż był nie taki
        jaki powinien być, ale myślę że on ma mi wiele do zarzucenia.
        I może ma rację. Bo w sumie moja racja jest moją racją i jest dla mnie
        prawdziwa, więc on ma prawo do swojej. Po rozwodzie na szczęście każde z tych
        racji mogą zyć bez konfliktu.
        • jumanji_7 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 02.07.10, 10:57
          "Kobiety zawsze postawią na swoim, bo mają piersi. Nieważne duże czy małe, sam
          fakt ich posiadania oznacza, że stoicie na wygranych pozycjach." - Jonathan
          Carroll

          "Okropne jest to, że nie można ani żyć z kobietami, ani bez nich."
          George Byron

          demotywatory.pl/uploads/1247560940_by_Cricket_500.jpg
          -smile
        • enesta Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 02.07.10, 11:49
          to.ja.kas napisała:
          > Równie często stosują przemoc.. Bo czymże są ciche dni, kłótnie,
          wieczna
          > migrena, fochy, podniesiony głos, wydawanie rozkazów i zakazów?

          Myślę Kas, że grzechem głównym żon jest w oczach mężów..kłótliwość.
          Panowie jednak nie zastanawiają się z czego ta kłótliwość bierze
          się. Depresja, przeciążenie obowiązkami, mąż(jak ktoś napisał)-
          sprzęt domowy, nieobecność męża, poczucie bycia niekochaną itd.?
          Jeśli chodzi o o zdrady *żon* to zaobserwowałam że często zdarzają
          się kobietom porzuconym emocjonalnie przez męża, kobietom w depresji
          i jestem w stanie to zrozumieć że rozpacz i brak siły może do tego
          doprowadzić.
          • to.ja.kas Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 02.07.10, 12:14
            Nie ma tak...panowie zaraz powiedzą, że porzucenie emocjonalne przez nich to
            wina własnie kłotliwosci, fochów, cichych dni.
            Nie przesadzajmy z tymi dwoma etatami w domu.
            Ja prowadziłam dom, pracowałam, miałam małe dziecko, zwierzęta i...no kurcze ile
            zajmuje sprzatanie i gotowanie? 2 godziny?
            My SAME Z SIEBIE często robimy garkotłuki i sprzataczki bo nie mieści nam sie w
            głowie by obiad był ten sam co wczoaj, by nie poodkurzacz, zmywarki stoją
            nieużywane a pani domu zmywa na bieżąco "bo tak woli". Są teraz pralki,
            zmywarki, żelazka parowe, roboty kuchenne, piekarniki co właczają sie o
            okreslonej godzinie, połprodukty, pampersy. A ja mam wrażenie że mówienie przez
            żonę o tym DRUGIM ETACIE co przy nim pazury sobie urabiają to jakaś
            martyrologia. I pracując z facetami słyszę czesto jak rozmawiają o zonach i
            kochankach i mowią, że woleliby pizze na telefon, obiad ze słoika,
            niepoodkurzany dom a kobietę która się uśmiecha a nie zgania z kanapy jak facet
            nogi położy na niej bo "pobrudzisz jasne obicie!".
            Mamy wiele grzechów na sumieniu, ale to takie ludzkie nie widziec ich u siebie.
            Tylko, że poki ich nie widzimy nie jestesmy tak naprawde nic zmienić we własnym
            zyciu. Bo wpływ mamy na drugiego człowieka tylko przez to jacy sami jestesmy.
            Kiedy zrozumiałam, ze rzucone skarpetki przez mojech męzczyznę z którym byłam to
            jest coś co dla niego jest poza percepcja a mnie kosztuje to TYLKO schylenie się
            i wrzucenie do kosza i przestałam toczyc wojne o drobiazgi dalej poszło z górki.
            On nie czepiał sie o uzywanie przeze mnie jego przyborów do golenia, plątnie
            żyłek w wedkach, niechęci do robienia śniadania i sam je robił...i tak to szło.
            Mój kolejny związek był cudowny nie tylko dlatego, że facet był WSPANIAŁY. Ale
            przede wszystkim dlatego, że ja bardzo, bardzo się zmieniłam. I zrozumiałam, że
            dom to nie tylko błyszczace podłogi i pozmywane naczynia, ale przede wszystkim
            czas dla siebie i to czas spedzony w sposób jaki łaczy a nie komunikaty o
            zakupach i logistyce domowej. I jak na pierwszym miejscu postawiłam NAS, to samo
            się niemalże robiło i żadno z nas nie czuło się wykorzystywane.
            • enesta Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 02.07.10, 15:46
              Kas, każdy patrzy/pisze przez pryzmat własnych doświadczeń lub osób
              bliskich- przyjaciół.
              Moje pierwsze dziecko-anioł, drugie- żywioł nie do okiełznania.
              Dwójka małych dzieci, żywiołowych, jest dużym wyzwaniem dla kobiety.
              Jeśli mąż pracuje i wraca o 19-tej a mama dzieci siedzi z nimi non-
              stop, to wybacz, ale ja rozumiem że nie jest uśmiechnięta.
              O ile moje pierwsze doświadczenie macierzyństwa było przepięknym
              zjawiskiem to drugie jest ciężką pracą.
              Jeśli chodzi o porzucenie emocjonalne to wydaje mi się że mężczyzna
              zdobywając kobietę-małżeństwo , zadowala się tym że ją ma i dalej
              realizuje swoje chcenia i niekoniecznie one muszą być prorodzinne.
              Tak było w moim przypadku gdy z z „królewny” zostałam żoną która ma
              czekać na powrót męża prowadzącego bujne życie towarzyskie ze swoimi
              kompanami.
              Czas dla rodziny stał się nagle utopią. Były rozmowy i płacze i
              obietnice. Nie pomogły. I nie chodzi o brudne skarpetki czy
              konieczność gotowania obiadu.
              Znam małżeństwa które funkcjonują tak, ale kobieta/y leczy się na
              depresję, nie umie odejść.
        • alex_wielki Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 15:36
          Ciekawe, co na temat Twojego widzenia przemocy (ciche dni, migrena, itd.)
          powiedzialyby kobiety bite przez swoich panow. Jestem pewnie, ze jednak wolalyby
          takie ciche dni od polamanych kosci i siniakow.
    • fuuuu Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 02.07.10, 10:57
      No niestety taka jest prawda.Generalnie faceci mają wrazenie,że są
      bogami panami,a kobieta jest od
      prana,sprzątania,gotowania,rodzenia,chowania dzieci i jeszcze ma
      siedzieć cicho.Jednak na szczęscie czasy się zmieniły i mamy prawo
      my kobiety do swojego zdania,marzeń i niezaleznośći! A to panom
      bardzo się nie podoba.Mój eks po 5 latach od rozwodu jest na mnie
      ciągle obrażony i robi mi złośliwośći....No bo jak mogłam urazić
      jego męskie ego i wnieść sprawę o rozwód???Ja kobieta,no nie to jest
      po prostu karygodne.A ja teraz jestem szczęśliwa,że nie muszę znosić
      jego humorów,chamstwa,patrzec na jego rozczochraną głowę i wąchac
      brudnych skarpetek!!!!
      P.S Jestem pewna,że Ty jestes tym nielicznym fajnym
      facetem,pozdrawiam
      • zuczek_sz Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 02.07.10, 11:04

        nie ma tak, że wina leży po jednej ze stron. No jak ktos pije, bije
        czy co tam to nie ma usprawiedliwienia. Ale jak tu ktos napisał
        kobiety sa bardziej uczuciowe i wylewne a facet rach ciach i zaraz
        się pozbiera, nowa narzeczona sobie znajdzie i jej naopowiada jak to
        jego żona była beznadziejna. I jeszcze jedno emancypacja: dała
        kobietom duzo dobrego ale też i złego. Kiedys facet poczuwał się do
        opieki nad rodziną a teraz żonie mówi czemu tak mało zarabiasz, albo
        ty w pracy przeciez nic nie robisz, a jak ci się nie podoba to
        wynocha, a często jak jemu się nie podoba to sam robi wynocha bo ma
        focha. Kobieta do garów? ok ale faceci powinni być bardziej
        odpowidzialni, niech stana się na powrót głowami rodziny i wtedy
        niech ona gotuje - jak chcę :+)
        • tautschinsky Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 02.07.10, 11:14
          zuczek_sz napisała:



          > kobiety sa bardziej uczuciowe i wylewne a facet rach ciach i zaraz
          > się pozbiera, nowa narzeczona sobie znajdzie i jej naopowiada jak to
          > jego żona była beznadziejna.



          Co za głupie UOGÓLNIENIE!
          Kobieta uczuciowa, mężczyzna ze skały.
          Kobieta kocha, mężczyzna coś tam czuje.
          Ona go zdradzi, to sobie raz dwa inną znajdzie.

          A to podobno ja widzę czarno-biało smile


          > I jeszcze jedno emancypacja: dała
          > kobietom duzo dobrego ale też i złego.



          A co złego w pracy? W OBOWIĄZKU pracy bez względu
          na płeć? smile Równe prawa równają równym obowiązkom.


          > Kobieta do garów? ok ale faceci powinni być bardziej
          > odpowidzialni, niech stana się na powrót głowami rodziny i wtedy
          > niech ona gotuje - jak chcę


          Nie, kobieta nie do garów, a do partnerstwa.

          Oprócz prawa pracy, która tak wielu kobietom ciąży
          partnerstwo oznacza dużo więcej - niezależność
          i szacunek oraz współdecydowanie o losach rodziny.
          • zuczek_sz Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 02.07.10, 12:26

            zle zinterpretowaleś to co napisałam pytanie brzmiało dlaczego
            rozwód to zawsze wina faceta? ja twierdzę, że tak nie jest ale w
            mojej opinii, w odniesieniu do wcześniejszego postu, upatruję w tym
            troche winy w emancypacji kobiet. Nie jestem ani za feminizmem ani
            przeciw - jestem za zdrowym rozsądkiem, który wg Ciebie objawia się
            w postaci partnerstwa, a ja Ci mówię, że partnerstwo o którym mówisz
            polega na tym że ja mam sprzątać pracowac gotować a ty możesz
            ogladac mecze poza domem i spotykać się z kumplami kiedy masz na to
            ochotę, bo niestety tak wygląda większość "parterskich" związków
            kobiet i mężczyzn. Co do uogólnień - to wszystko są mysli pisane na
            prędce, wszyscy stosujemy skróty myślowe i zglądamy tu przy okazji.
            Dyskusja na powyzszy temat żeby była słusznie dociekliwa i
            szczegółowa musiałaby sie toczyć tutaj przez pół doby nonstop, z
            zachowaniem zdrowego dystansu, czego niektórym :+) jednak często
            brakuje? Pozdrawiam
            • tautschinsky Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 02.07.10, 13:10
              zuczek_sz napisała:

              > a ja Ci mówię, że partnerstwo o którym mówisz
              > polega na tym że ja mam sprzątać pracowac gotować a ty możesz
              > ogladac mecze poza domem i spotykać się z kumplami kiedy masz na to
              > ochotę

              A ja ci mówię, że nie każdy mężczyzna marzy o piwie z kolegami w pubie i oglądaniu z nimi meczów w zamian za obowiązek utrzymywania dorosłej kobiety, która w ten sposób - wygodny dla siebie - sprowadza się do poziomu dziecka, które samo nie zarobi, które jest zależne od ciebie. Nie każdy mężczyzna chce mieć w domu takie "dorosłe dziecko" - wybiera partnerski związek. Oczywiście nie zawsze ma taki wybór, żona, otoczenie i rodzina, jeśli w określonej się wychował wywiera na nim presję, by poddał się dyktatowi i wtedy mamy coraz bardziej sfrustrowanego męża, który musi tyrać na dorosłą kobietę, która z braku laku i nudów powije kolejne dziecko, kiedy już starsze chodzą do średniej albo zaczynają studia. I zamiast możliwości odpoczęcia, bo za parę lat studia starszy syn czy córka skończą, pojawia się wizja harowania do końca życia. A co ma w zamian? Odgrzewanego kotleta z takimi ziemniakami po 21.00, bo wcześniej w domu nie bywa, bo pani się nie chce pracować. Frustracja rośnie, pojawia się wściekłość. Oczywiście jest tak, bo "oboje się umówili", żeby była jasność smile Na horyzoncie pojawia się myśl o uciecze - częściej w jakiś romans, bo to łatwiejsze i przyjemniejsze. A wcześniej są próby wygonienia żony do pracy,jak w jednym wątku pisał mąż zastanawiający się nad rozwodem, bo między innymi "pani nauczycielka" unika myśli o pracy jak zarazy.
              • zuczek_sz Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 02.07.10, 15:00

                A teraz mam nieodparte wrażenie, że Ty generalizujesz :+)
                • senseiek Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 14:13
                  > A teraz mam nieodparte wrażenie, że Ty generalizujesz :+)--
                  > pozytywnie nastawiona

                  On nie generalizuje, tylko opisuje "co jest przed etapem picia, a pozniej i bicia"..
              • alex_wielki Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 15:48
                Zawsze mnie powalaja teksty o tym, ze kobieta sobie dziecko robi i rodziwink Mimo wszystko wydaje mi sie, ze w robieniu dziecka facet ma jednak spory udzial, nie uwazasz? Jesli dziecka nie chce, moze paszcze otworzyc, powiedziec i naciagnac gume. Zgadza sie? Ten obraz chlopca, ktorego kobieta wiecznie zmusza...

                Kolejna sprawa, rynek pracy nie jest laskawy dla kobiet. Na pewno sa takie, ktore pracowac nie chca, podobnie jak sa faceci, ktorzy sa leniami. Ale nie oszukujmy sie, kobiety traktowane sa czesto jak element zdebny, sa zagrozeniem, grupa ryzyka. Pytam, jaka wine, do cholery, maja w tym kobiety? Nie jest przypadkiem tak, ze ktos jednak dzieci rodzic musi? Juz teraz kobiety rezygnuja z dzieci, przesuwaja w nieskonczonosc, jeszcze troche, to w ogole dzieci rodzic sie nie beda. Czytam niektore wypowiedzi i mysle sobie, ze jednak nie ma najmniejszych szans, zeby kobiety i mezczyzni dogadali sie.
                • coppermind Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 16:10
                  rynek pracy jest bardzo łaskawy dla świetnych pracowników,
                  którzy mają wartość dla pracodawcy.

                  Leniwe, rozkapryszone cipy plotkujące przez 7 godzin w pracy
                  to nie jest to o czym marzą pracodawcy.

                  Kobiety zarabiają znacznie więcej niż jest warta ich praca,
                  bo są nagminnie subsydiowane przez mężczyzn poważnie traktujących swoje zajęcie
                  i dla świętego spokoju wykonujących pracę
                  leniwych kretynek.
                  • to.ja.kas Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 21:14
                    Opamiętaj się proszę z tymi kretynkami. Bo przykro się czyta. Zdecydowanie
                    staram sie byc obiektywna, co przysporzyło mi opinię fanki panów na tym forum.
                    Ale Ty naprawdę przekraczasz granicę. To niesmaczne jak piszesz.
                    • coppermind Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 07.07.10, 11:20
                      prawda nie smakuje ludziom, którzy żyją w kłamstwie wink

                      na co dzień widzę jak pracują kobiety i mężczyźni - i jestem
                      przekonany, że 80% zatrudnionych Pań to ukryte bezrobocie,
                      bo i tak ich pracę wykonuje jakiś usłużny jeleń.
                      • haldeman79 Oczywiście Twoja połowica jest w tych 20%? 07.07.10, 13:56
                        coppermind napisał:

                        > prawda nie smakuje ludziom, którzy żyją w kłamstwie wink
                        >
                        > na co dzień widzę jak pracują kobiety i mężczyźni - i jestem
                        > przekonany, że 80% zatrudnionych Pań to ukryte bezrobocie,
                        > bo i tak ich pracę wykonuje jakiś usłużny jeleń.
    • hanyszka nie zawsze 02.07.10, 13:47
      Zazwyczaj jest po obu stronach - w bajkę o Pięknej i Bestii, jeśli
      chodzi o kryzys i rozpad związku, to ja nie wierzę. Wina, czy raczej
      może odpowiedzialność za to, że miłość była i już jej nie ma to
      współudział obojga, bardzo często nierówny, nieproporcjonalny, ale
      jednak.
      Niby to ja zostałam zdradzona, porzucona, to ja usłyszałam wiele
      okrutnych, podcinających szkrzydła słów. To prawda. Ale i ja
      popełniałam błędy, nieświadomie, przez zaniechanie, z lenistwa, z
      wygody...
      I myslę, że te wszystkie płaczące panie (panowie zresztą też)
      pomstujące/pomstujący na byłych partnerów i płeć przeciwną nie mają
      szans stworzyć nowego, dobrego związku, bez przeanalizowania swojego
      udziału w rozpadzie poprzedniego.
      • zuczek_sz Re: nie zawsze 02.07.10, 15:01

        podpisuje się pod powyzszym czterema ręcami :+)
        • jarkoni Re: nie zawsze 02.07.10, 17:03
          O dziwo zgadzam się w większości z panem T.

          I coś co mnie niezmiennie dziwi- jak to możliwe, że większość postów tutaj
          powstała w czasie pracy, czyżby wszyscy piszący pracowali na zmiany, w czasie
          dnia mieli wolne? Czy też wykorzystują służbowy komputer w czasie pracy do celów
          prywatnych? Ja osobiście, co jest do sprawdzenia, nie piszę na forum nic w
          czasie pracy..
          Chyba założę oddzielny wątek na ten temat...
          • enesta Re: nie zawsze 02.07.10, 17:25
            Jarkoni czas na urlopsmile
            A`propos pracy, czytałam że krótkie przerwy (zmiana uwagi) świetnie
            wpływają na wydajność w pracy:p
            • mola1971 Re: nie zawsze 02.07.10, 17:35
              Bo tak jest. Najwydajniej pracują wcale nie ci, którzy pracują najdłużej i bez przerw. Minimum co 1,5h powinno się robić 15 min przerwę i zająć się wtedy czymś innym. Iść na kawę, poplotkować czy też wejść sobie na forum smile
      • zmeczona100 Re: nie zawsze 02.07.10, 17:05
        hanyszka napisała:

        Wina, czy raczej
        > może odpowiedzialność za to, że miłość była i już jej nie ma to
        > współudział obojga, bardzo często nierówny, nieproporcjonalny, ale
        > jednak.
        A przyjaźń się nie liczy? Czym się różni przyjaźń od miłości w małżeństwie
        z 25- letnim stażem? Jak dla mnie- niczym.
        No ale jak się chce motyli w brzuchu, to trzeba "miłości" nowej poszukać.
      • malgolkab Re: nie zawsze 05.07.10, 11:43
        hanyszka napisała:

        > Zazwyczaj jest po obu stronach - w bajkę o Pięknej i Bestii, jeśli
        > chodzi o kryzys i rozpad związku, to ja nie wierzę. Wina, czy
        raczej
        > może odpowiedzialność za to, że miłość była i już jej nie ma to
        > współudział obojga, bardzo często nierówny, nieproporcjonalny, ale
        > jednak.
        > Niby to ja zostałam zdradzona, porzucona, to ja usłyszałam wiele
        > okrutnych, podcinających szkrzydła słów. To prawda. Ale i ja
        > popełniałam błędy, nieświadomie, przez zaniechanie, z lenistwa, z
        > wygody...

        dobrze napisane, z resztą sama to napisałam kilka razy, za co
        zostałam skrytykowana...
        > I myslę, że te wszystkie płaczące panie (panowie zresztą też)
        > pomstujące/pomstujący na byłych partnerów i płeć przeciwną nie
        mają
        > szans stworzyć nowego, dobrego związku, bez przeanalizowania
        swojego
        > udziału w rozpadzie poprzedniego.

        dokładniesmile
        • enesta Re: nie zawsze 05.07.10, 11:52
          malgolkab napisała:

          > hanyszka napisała:
          >
          > > Zazwyczaj jest po obu stronach - w bajkę o Pięknej i Bestii,
          jeśli
          > > chodzi o kryzys i rozpad związku, to ja nie wierzę.

          Moim zdaniem mylicie się obie. Znam kobiety = anioły, których jedyną
          winą jest to że bardzo kochają i ciągle dostosowują się do męża, by
          zadowolony był. A i tak jest źle, bo zawsze znajdzie się coś nie po
          myśli małżonka. I nie piszę tu o sobiesmile
          • malgolkab Re: nie zawsze 05.07.10, 12:39
            enesta napisała:

            > malgolkab napisała:
            >
            > > hanyszka napisała:
            > >
            > > > Zazwyczaj jest po obu stronach - w bajkę o Pięknej i Bestii,
            > jeśli
            > > > chodzi o kryzys i rozpad związku, to ja nie wierzę.
            >
            > Moim zdaniem mylicie się obie. Znam kobiety = anioły, których
            jedyną
            > winą jest to że bardzo kochają i ciągle dostosowują się do męża,
            by
            > zadowolony był. A i tak jest źle, bo zawsze znajdzie się coś nie
            po
            > myśli małżonka. I nie piszę tu o sobiesmile
            idąc tym tokiem rozumowania są też super faceci, a zonie wiecznie
            coś nie pasujesmile poza tym nie siedzimy w cudzym domu 24 h, więc nie
            wiemy jak to naprawdę jest...
            • enesta Re: nie zawsze 05.07.10, 20:38
              malgolkab napisała:
              są też super faceci, a zonie wiecznie
              > coś nie pasujesmile

              Z pewnością są,
              ja natomiast nie znam osobiście, tak blisko żadnego mężczyzny by
              pisać o tym jak cudowny jest w związku. Znam natomiast świetnych
              ojców.
              • malgolkab Re: nie zawsze 06.07.10, 09:16
                enesta napisała:

                > malgolkab napisała:
                > są też super faceci, a zonie wiecznie
                > > coś nie pasujesmile
                >
                > Z pewnością są,
                > ja natomiast nie znam osobiście, tak blisko żadnego mężczyzny by
                > pisać o tym jak cudowny jest w związku. Znam natomiast świetnych
                > ojców.

                a ja powiem tak - znam świetnych facetów i świetne babki (liczba
                porównywalnasmile) a to jak jest w zwiazku u kogoś tak naprawdę to nie
                wiem, bo z nim nie mieszkam i wiem to co widzę i słyszę, a to nie
                daje pełnego obrazusmile
                • e.i.t.h.e.l Re: nie zawsze 06.07.10, 12:48
                  A ja powiem jeszcze inaczej. Znam świetnych facetów, którzy są po prostu wspaniałymi ludźmi, którzy mi niezmiernie pasują, mają wiele cech, które są dla mnie u innych ważne, a jednak kompletnie nie widzę szansy ułożenia sobie z nimi szczęśliwie związku. Pozostają więc znajomymi przyjaciółmi. I bardzo dobrze, bo ten wgląd ustrzegł mnie pewnie przed niejednym błędem. Dwoje super ludzi niekoniecznie stworzy super związek, choć gdy są sami lub z innym partnerem mogą wydawać się ideałem. Chodzi o interakcje jakie wyobrażam sobie, że mogą między nami nastąpić.
          • hanyszka nie rozumiesz 05.07.10, 16:17

            "winą" (uwaga, cudzysłów!)może być również chęć/dążenie do bycia
            aniołem, doskonałością, perfekcyjną panią domu, spełnieniem marzeń,
            takich czy innych, drugiej strony. Kto normalny by chciał być z
            aniołem?
            Żeby było jasne, to nie mój przypadek. Aniołem nie jestem wink U mnie
            zachodziły inne okoliczności.
            • enesta Re: nie rozumiesz 05.07.10, 20:29
              hanyszka napisała:
              "winą" (uwaga, cudzysłów!)może być również chęć/dążenie do bycia
              > aniołem, doskonałością, perfekcyjną panią domu, spełnieniem marzeń,
              > takich czy innych, drugiej strony

              Miałam Na myśli osoby które z natury są dobre, a nie usiłują takimi
              być.

              Kto normalny by chciał być z aniołem?

              Ideał mojego faceta,
              niestetu utopjny, choć mój pierwszy mąż zachwycił mnie właśnie tym
              że np. każdemu pomógł ale niestety znajomi wykorzystywali to na
              każdym kroku..
          • rumpa Re: nie zawsze 06.07.10, 16:34
            są nudne, bezjajowe i traktowane tak jak same się traktują - jak
            podnózki

            taka sługa jest wygodna i tylko tyle
    • mola1971 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 02.07.10, 17:15
      Jak to dlaczego? Z powodu równouprawnienia big_grin
      demotywatory.pl/49840/Rownouprawnienie
      • enesta Re: :D 02.07.10, 17:29
      • tautschinsky Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 02.07.10, 18:25
        mola1971 napisała:

        > Jak to dlaczego? Z powodu równouprawnienia big_grin
        > demotywatory.pl/49840/Rownouprawnienie


        Znam to zestawienie dobrze smile

        Niby zabawne, a jednak nie.

        I znam kobiety, które tak to widzą
        i uważają to za oczywistość. I wprowadzają
        w czyn - dotyczy głównie zdrad swoich mężów.

        Historia: pani zdradza męża, mąż się dowiaduje,
        awantura, ona lodowacieje, gra na nim i nim.
        Sugeruje mu, że jeśli jest mężczyzną to się
        wyprowadzi z ich domu i da jej spokojnie żyć;
        w przyszłości planuje, że w małżeńskim mieszkaniu
        uwije sobie gniazdko z kochankiem smile Mąż już
        nie może wytrzymać jej znęcania się - zdradza go
        i śmieje się z niego - wyprowadza się! smile
        (PS. To nie o mnie, ale historię znam z bliska,
        mowa o znajomych).
        • llollobrygida Zdrady 06.07.10, 15:28
          tautschinsky napisał:

          > Historia: pani zdradza męża, mąż się dowiaduje,
          > awantura, ona lodowacieje, gra na nim i nim.
          > Sugeruje mu, że jeśli jest mężczyzną to się
          > wyprowadzi z ich domu i da jej spokojnie żyć;
          > w przyszłości planuje, że w małżeńskim mieszkaniu
          > uwije sobie gniazdko z kochankiem smile Mąż już
          > nie może wytrzymać jej znęcania się - zdradza go
          > i śmieje się z niego - wyprowadza się! smile
          > (PS. To nie o mnie, ale historię znam z bliska,
          > mowa o znajomych).
          >
          >
          Niby zabawne, a jednak nie. W każdej mieścinie jest conajmniej jeden
          burdel, jak myślisz -= dla żonatych czy dla mężatek?
          • malgolkab Re: Zdrady 06.07.10, 16:42
            > Niby zabawne, a jednak nie. W każdej mieścinie jest conajmniej
            jeden
            > burdel, jak myślisz -= dla żonatych czy dla mężatek?
            i to argument na to, że tylko faceci zdradzają? marny... kobiety po
            prostu lepiej się z tym kamuflują, tak samo z resztą jak z liczbą
            partnerów przed ślubem. ilość zdrad jest porównywalna u obu płci.
            • llollobrygida Re: Zdrady 06.07.10, 16:44
              malgolkab napisała:

              W każdej mieścinie jest conajmniej
              > jeden
              > > burdel, jak myślisz -= dla żonatych czy dla mężatek?
              > i to argument na to, że tylko faceci zdradzają? marny...

              A czemu marny? Dlatego, że sobie dośpiewałaś pasujący ci wniosek?
              • malgolkab Re: Zdrady 06.07.10, 16:50
                ...
                >
                > A czemu marny? Dlatego, że sobie dośpiewałaś pasujący ci wniosek?
                nie, dlatego, że widzę w otoczeniu tyle samo zdradzających kobiet co
                mężczyzn. i większość wcale do burdeli nie chodzi, wyjazdy służbowe,
                imprezy itd. przykre, lecz prawdziwe...bo gdyby tylko faceci
                zdradzali, to z kim?? chyba, że wg ciebie każdy zdradza żonę z
                prostytutką lub panienką z liceumsmile
                • llollobrygida Re: Zdrady 06.07.10, 18:14
                  malgolkab napisała:

                  > ...
                  > >
                  > > A czemu marny? Dlatego, że sobie dośpiewałaś pasujący ci wniosek?
                  > nie, dlatego, że widzę w otoczeniu

                  Ja piszę o faktach, czyli wielotysięcznej armii prostytutek
                  obsługujących mężczyzn, w większości żonatych, a ty piszesz o swoich
                  obserwacjach i takimż otoczeniu.
                  Mam wrażenie,że gorąco chciałabyś, aby nie było różnic, faceci są
                  tak samo winni czy niewinni, tak samo zdradzają, tak samo psują
                  małżeństwo itd.
                  Nawet w tym wątku widać,że tak nie jest.To faceci piszą o sobie
                  peany pochwalne, to oni piszą o kobietach obelżywe treści, nie na
                  odwrót!
                  Tak to widzę. Są wychowywani do pogardzania kobietami, do pychy i
                  nieumiejętności negocjowania. Oczywiście en masse, statystycznie,
                  ale to bardzo widać.
                  Częściej się wśród nich zdarza chory osobnik w rodzaju kopperminda,
                  a szczerze mówiąc nigdy nie spotkałam kobiety chorej na nienawiśc do
                  mężczyzn,a facetów patologicznych mizoginów - kilku.
                  Niepowodzenia w małżeństwie , to jasne wywołują w nich zdumienie i
                  oczywiście, pozę męczeńską.

                  • malgolkab Re: Zdrady 06.07.10, 18:56
                    llollobrygida napisała:

                    > malgolkab napisała:
                    >
                    > > ...
                    > > >
                    > > > A czemu marny? Dlatego, że sobie dośpiewałaś pasujący ci
                    wniosek?
                    > > nie, dlatego, że widzę w otoczeniu
                    >
                    > Ja piszę o faktach, czyli wielotysięcznej armii prostytutek
                    > obsługujących mężczyzn, w większości żonatych, a ty piszesz o
                    swoich
                    > obserwacjach i takimż otoczeniu.
                    o prostytutkach wiem niewiele, głównie jak coś przeczytam, więc się
                    nie będę już wypowiadaćsmile
                    > Mam wrażenie,że gorąco chciałabyś, aby nie było różnic, faceci są
                    > tak samo winni czy niewinni, tak samo zdradzają, tak samo psują
                    > małżeństwo itd.
                    tak jak piszę - opieram się na obserwacjach. a skoro są tacy źli, to
                    może bądź zawsze sama...
                    > Nawet w tym wątku widać,że tak nie jest.To faceci piszą o sobie
                    > peany pochwalne, to oni piszą o kobietach obelżywe treści, nie na
                    > odwrót!
                    > Tak to widzę. Są wychowywani do pogardzania kobietami, do pychy i
                    > nieumiejętności negocjowania. Oczywiście en masse, statystycznie,
                    > ale to bardzo widać.
                    to tu już nasza rola jako matek - wychować synów inaczej. skoro
                    wychowują głównie kobiety, więc to też wina kobiet, że tak synów
                    wychowują??
                    > Częściej się wśród nich zdarza chory osobnik w rodzaju
                    kopperminda,
                    > a szczerze mówiąc nigdy nie spotkałam kobiety chorej na nienawiśc
                    do
                    > mężczyzn
                    a to co ty piszesz o całym rodzie męskim to jak nazwiesz??,a facetów
                    patologicznych mizoginów - kilku.
                    > Niepowodzenia w małżeństwie , to jasne wywołują w nich zdumienie i
                    > oczywiście, pozę męczeńską.
                    >
                    ja osobiście nie znam-na szczęście, jednego zauważyłam na forumsmile)
                    • llollobrygida Re: Zdrady 06.07.10, 22:56
                      malgolkab napisała:

                      > tak jak piszę - opieram się na obserwacjach. a skoro są tacy źli,
                      to
                      > może bądź zawsze sama...
                      Osobisty przytyk, jak zrozumiałam, ale do czego pijesz, nie wiem.Nie
                      jestem sama,na wątek zajrzałam, bo jest na stronie głównej.Ale nawet
                      jakbym była sama, nie zmieni to sensu moich argumentówsmile


                      > to tu już nasza rola jako matek - wychować synów inaczej. skoro
                      > wychowują głównie kobiety, więc to też wina kobiet, że tak synów
                      > wychowują??

                      Wychowywałaś syna albo córkę? Bo ja tak. Matki nie siedzą ze swoimi
                      dziećmi na wyspie bezludnej, od jakichś 4-5 lat dziecko chłonie
                      wiedzę o świecie najpierw na podwórku, w przedszkolu, szkole, w
                      telewizji,książkach. Dzisiaj znów był jakiś film dla młodzieży,
                      kątem oka obejrzałam fragment - chłopak - geniusz i bohater coś tam
                      ratował czy zbawiał, poza nim i innymi facetami pojawiała się
                      dziewczyna sztuk 1, pełniąca rolę chóru greckiego, chwaliła, dziwiła
                      się, ale przeważnie stała z boku gdy bohater pokazywał swoją
                      wielkość. Dwa razy podsuwała mu niemoralne wyjście z sytuacji, które
                      on odrzucał pokazując swoją szlachetność.
                      Czego z takiego i setki podobnych filmów uczą się o sobie chłopcy? A
                      czego dziewczyny?


                      > a to co ty piszesz o całym rodzie męskim to jak nazwiesz

                      Ja to nazwę faktami.Np częściej są przestępcami, większość więźniów
                      to faceci, częściej nie wywiązują się ze swoich obowiązków wobec
                      rodziny i dzieci, niezwykle rzadko zajmują się opieką nad dziećmi
                      kalekimi czy chorymi, albo nad potrzebującymi opieki członkami
                      rodziny.
                      Takie i temu podobne rzeczy można sprawdzić, nie są tajemnicą, to
                      fakty.
                      Zaś opinie zwłaszcza wyrażone w egzaltowany sposób pozostawiam
                      innym smile
                      No i wątek jest o tym, czemu to ZAWSZE faceci sa winni
                      rozwodu.Oczywiście to "zawsze" to taka lekko histeryczna przesada,
                      ale coś jest na rzeczy, gdyż jak już pisałam, to kobiety w
                      większości składają pozew rozwodowy, pomimo iż na rozwodzie dużo
                      tracą, zwłaszcza materialnie.Myślisz,że robią to z masochizmu?
                      • malgolkab Re: Zdrady 06.07.10, 23:15
                        llollobrygida napisała:

                        > malgolkab napisała:
                        >
                        > > tak jak piszę - opieram się na obserwacjach. a skoro są tacy
                        źli,
                        > to
                        > > może bądź zawsze sama...
                        > Osobisty przytyk, jak zrozumiałam, ale do czego pijesz, nie
                        wiem.Nie
                        > jestem sama,na wątek zajrzałam, bo jest na stronie głównej.Ale
                        nawet
                        > jakbym była sama, nie zmieni to sensu moich argumentówsmile
                        tak po prostu odebrałam to co napisałaś. nie znam Cię, więc to nic
                        osobistegosmile
                        >
                        >
                        > > to tu już nasza rola jako matek - wychować synów inaczej. skoro
                        > > wychowują głównie kobiety, więc to też wina kobiet, że tak synów
                        > > wychowują??
                        >
                        > Wychowywałaś syna albo córkę?

                        wychowujęsmile ale co z tego wyjdzie, okaże się za jakiś czas...
                        Bo ja tak. Matki nie siedzą ze swoimi
                        > dziećmi na wyspie bezludnej, od jakichś 4-5 lat dziecko chłonie
                        > wiedzę o świecie najpierw na podwórku, w przedszkolu, szkole, w
                        > telewizji,książkach.
                        zgadza się, ale przyznasz, że w wielu domach nawet dziś chłopców
                        wychowuje się inaczej niż dziewczynki.

                        Dzisiaj znów był jakiś film dla młodzieży,
                        > kątem oka obejrzałam fragment - chłopak - geniusz i bohater coś
                        tam
                        > ratował czy zbawiał, poza nim i innymi facetami pojawiała się
                        > dziewczyna sztuk 1, pełniąca rolę chóru greckiego, chwaliła,
                        dziwiła
                        > się, ale przeważnie stała z boku gdy bohater pokazywał swoją
                        > wielkość.
                        ja mam problem odwrotny, młody mnie pytał czemu w bajkach
                        dziewczynki są ładne, grzeczne itd., a chłopaki zawsze coś narobiąsmile

                        Dwa razy podsuwała mu niemoralne wyjście z sytuacji, które
                        > on odrzucał pokazując swoją szlachetność.
                        > Czego z takiego i setki podobnych filmów uczą się o sobie chłopcy?
                        A
                        > czego dziewczyny?
                        >
                        >
                        > > a to co ty piszesz o całym rodzie męskim to jak nazwiesz
                        >
                        > Ja to nazwę faktami.Np częściej są przestępcami, większość
                        więźniów
                        > to faceci, częściej nie wywiązują się ze swoich obowiązków wobec
                        > rodziny i dzieci, niezwykle rzadko zajmują się opieką nad dziećmi
                        > kalekimi czy chorymi, albo nad potrzebującymi opieki członkami
                        > rodziny.
                        > Takie i temu podobne rzeczy można sprawdzić, nie są tajemnicą, to
                        > fakty.
                        > Zaś opinie zwłaszcza wyrażone w egzaltowany sposób pozostawiam
                        > innym smile
                        > No i wątek jest o tym, czemu to ZAWSZE faceci sa winni
                        > rozwodu.Oczywiście to "zawsze" to taka lekko histeryczna przesada,
                        > ale coś jest na rzeczy, gdyż jak już pisałam, to kobiety w
                        > większości składają pozew rozwodowy, pomimo iż na rozwodzie dużo
                        > tracą, zwłaszcza materialnie.Myślisz,że robią to z masochizmu?
                        szczerze, nie wiem - ja pozwu nie składałam. u znajomych to bywało
                        różnie i z różnych powodów, których i tak do końca nie znam.
                      • z_mazur Re: Zdrady 07.07.10, 07:52
                        A co powiesz na taki fakt:

                        "Dzieci z nieprawego łoża
                        O jednej z nich pisze Jared Diamond w książce "Trzeci szympans".
                        Wspomina tam o badaniach genetycznych, które w latach 40. XX wieku
                        prowadzono w USA. Ich celem było poznanie zasad rządzących
                        dziedziczeniem grup krwi. By uzyskać reprezentatywną grupę danych,
                        na oddziale położniczym szacownego amerykańskiego szpitala pobrano
                        próbki krwi od nowo narodzonych dzieci, ich matek oraz ojców.
                        Przebadano w ten sposób tysiąc rodzin. Ku ogromnemu zaskoczeniu
                        prowadzącego badania naukowca okazało się, że w 10 procentach
                        przypadków grupa krwi dziecka w żaden sposób nie może pochodzić ze
                        skrzyżowania genów matki i ojca. Pokrewieństwo z matką nie
                        pozostawiało wątpliwości, więc wyjaśnienie mogło być tylko jedno –
                        małżeńska zdrada.

                        Wyniki badań były tak szokujące, że nigdy ich nie opublikowano, a
                        naukowiec prowadzący program do dziś woli pozostać anonimowy. Ludzie
                        nie lubią, gdy na poukładanym obrazie świata pojawiają się
                        nieprzyjemne pęknięcia. Zresztą owe 10 procent według dzisiejszej
                        wiedzy było mocno niedoszacowane – ówczesne metody pozwalały wziąć
                        pod uwagę tylko niektóre czynniki genetyczne. Podobne badania –
                        odwołujące się do twardych faktów, a nie dobrowolnych oświadczeń –
                        powtarzano jeszcze kilkakrotnie, zawsze uzyskując wyniki między 5 a
                        30 procent. Co więcej, tak wysoki procent narodzin dzieci spoza
                        małżeństwa musi znaczyć, że zdrada jest niezwykle popularną
                        rozrywką. Okazuje się bowiem, że w przypadku ciąż z partnerem innym
                        niż stały kobiety częściej decydują się na aborcję. Ponadto tylko
                        nieznaczny procent stosunków seksualnych prowadzi do ciąży. Jak w
                        tym świetle wyglądają nasza niewzruszona wierność i chwalebna
                        monogamia?"

                        Jak widać, kobiety w tym zakresie wcale nie pozostają w tyle za
                        mężczyznami.
                  • malgolkab Re: Zdrady 06.07.10, 19:03
                    llollobrygida napisała:

                    > malgolkab napisała:
                    >
                    > > ...
                    > > >
                    > > > A czemu marny? Dlatego, że sobie dośpiewałaś pasujący ci
                    wniosek?
                    > > nie, dlatego, że widzę w otoczeniu
                    >
                    > Ja piszę o faktach, czyli wielotysięcznej armii prostytutek
                    > obsługujących mężczyzn, w większości żonatych, a ty piszesz o
                    swoich
                    > obserwacjach i takimż otoczeniu.
                    no, akurat tu się zgodzę - w płaceniu za sex panowie przodują. choć
                    czy głównie żonaci to nie wiem, musiałabym jakiejś prostytutki
                    zapytać.
                    ale patrząc z 2 strony to prostytutki to w większości kobiety, więc
                    co, mamy większą skłonność do brzydko mówiąc kurewstwa?? nie, więc o
                    tym mówię - generalizowanie nie ma sensu
                    • llollobrygida Re: Zdrady 06.07.10, 23:00
                      malgolkab napisała:


                      > ale patrząc z 2 strony to prostytutki to w większości kobiety,
                      więc
                      > co, mamy większą skłonność do brzydko mówiąc kurewstwa??

                      Nie bardzo rozumiem. Przecież są prostytutki męskie i żeńskie,
                      obydwa rodzaje obsługują panów.
                      Kurestwem jest popyt czy podaz według ciebie?
                      • malgolkab Re: Zdrady 06.07.10, 23:19
                        llollobrygida napisała:

                        > malgolkab napisała:
                        >
                        >
                        > > ale patrząc z 2 strony to prostytutki to w większości kobiety,
                        > więc
                        > > co, mamy większą skłonność do brzydko mówiąc kurewstwa??
                        >
                        > Nie bardzo rozumiem. Przecież są prostytutki męskie i żeńskie,
                        > obydwa rodzaje obsługują panów.
                        akurat męskie są też do obsługiwania pań - szcególnie starszych i
                        bogatychsmile choć jak już pisałam wcześniej dużo rzadziej. z resztą
                        tych do obsługiwania panów też jest więcej płci żeńskiej, bo więcej
                        jest facetów hetero niż homo czy bismile
                        > Kurestwem jest popyt czy podaz według ciebie?
                        jedno i drugie. choć tu akurat piłam do tego, że gdyby uogólniać, to
                        po najprostszej lini można by dojść do wniosku, że faceci lubią
                        płacić za sex (bo częściej to robią), a kobiety dawać za pieniądze
                        (bo częściej to robiąsmile a skoro tak lubisz statystyki, to akurat w
                        Polsce więcej jest prostytutek płci żeńskiej.
    • tully.makker Znalazlam w tym watku boski cytat 02.07.10, 17:17
      Równie często stosują przemoc.. Bo czymże są ciche dni, kłótnie,
      wieczna
      migrena, fochy, podniesiony głos, wydawanie rozkazów i zakazów?

      Znam mezczyzne - jestem z nim od prawie 10 lat - ktory stosuje te
      wszystkie metody. Nie sa one wylacznie domena kobiet. I nie sa
      przemoca. Najwyzej miewa sie lekki niesmak, ze partner sie osmiesza.

      Czasami, tak jak moj chlop, ktos ma inne zalety, ktorew rekompensuja
      niedostatki w dziedzinie komunikacji.

      Po co dorabiac dupie uszy?
      • gabriela2005 Re: Znalazlam w tym watku boski cytat 02.07.10, 20:30
        Mój ex mąż wygrał sprawe rozwodowa dzieki temu ze nie bylam obecna na niej wygralo jak zawsze klamstwo, falszi inne zagrywki i nie zawsze kobieta taka jest ale z reguly zyjemy z plcia przeciwna tzn facet ma taka zone,zona ma takiego meza.
      • z_mazur Re: Znalazlam w tym watku boski cytat 02.07.10, 21:41
        Masz irytujący zwyczaj z kpienia z poważnych rzeczy.

        Ciche dni, to forma kary, a karanie to nic innego jak przemoc. Podniesiony głos, prowokowanie kłótni, to przemoc werbalna. Kobiety jako słabsze fizycznie, a za to silniejsze emocjonalnie są o wiele skuteczniejsze w stosowaniu tych form przemocy, co nie znaczy że nie istnieją faceci, którzy korzystają z tych metod, podobnie jak są kobiety które potrafią przylać facetowi.
        • tully.makker Re: Znalazlam w tym watku boski cytat 04.07.10, 09:40
          karanie to nic innego jak przemoc.

          I tu sie bardzo mylisz. Jest mnostwo kar, ktore opieraja sie na
          przemocy, i mnostwo takich, ktore nie sa przemoca. Myslisz jak
          ludzie, ktozy nie rozumieja koncepcji bezstresowego wychowania -
          albo pozwalamy na wszystko, bo kazde ograniczenie to stres, albo
          tresujemy dziecko brutalnymi karami. A jest jeszcze mnostwo drog
          posrednich.

          Kobiety jako słabsze fizycznie, a z
          > a to silniejsze emocjonalnie są o wiele skuteczniejsze w
          stosowaniu tych form

          Znaczy uwazasz, ze jesli moj chlop stosuje fochy i ciche dni, to
          oznacza, ze jest ode mnie silniejszy emocjonalnie, a ja za to
          slabsza, bo sie z tego smieję?
          Metody opisane powyzej to sposoby postepowania osoby slebej, nie
          silnej. Osoba, ktora ma sile, mowi o co jej chodzi, a potem siada do
          stolu i negocjuje. Niestety, kobiety bardzo czesto czuja sie
          bezradne, zalezne i nie umieja zastosowac normalnych metod
          komunikacji. Zwlaszcza ze wielu mezczyzn znacznie bardziej woli
          ciche dni, niz negocjacje z silna kobieta. uwierz mi.
          • tautschinsky Re: Znalazlam w tym watku boski cytat 04.07.10, 10:10
            tully.makker napisała:

            > Znaczy uwazasz, ze jesli moj chlop stosuje fochy i ciche dni, to
            > oznacza, ze jest ode mnie silniejszy emocjonalnie, a ja za to
            > slabsza, bo sie z tego smieję?
            > Metody opisane powyzej to sposoby postepowania osoby slebej, nie
            > silnej.


            Bo to, czym jest, zależy od osób. Po tobie jego nie odzywanie się do ciebie śmieszy. Natomiast wyobraź sobie, że nie po wszystkich taka manifestacja oziębłości i odrzucenia spływa - zadręczają się. I osoba - zwykle kobieta - wiedząc, że tak jest stosuje tę metodę jako skuteczną, często tylko po to, by dręczyć - bo ma zły dzień, bo on czegoś nie zrobił, bo świat taki nie jest jakby chciała i znajduje byle powód, by móc sobie odreagować swoje bóle na partnerze. Wtedy mamy znęcanie psychiczne. Ważny jest kontekst, osoby, czy są podatne na oddziaływanie takiego rodzaju przemocy czy nie. Zdarzają się takie wypadki żałosne jak twój partner, który już wiedząc, że masz gdzieś jego milczenie, dalej próbuje coś tam zamanifestować.
            • tully.makker Re: Znalazlam w tym watku boski cytat 04.07.10, 11:27
              Znaczy jak Kalemu zabrac krowy to zle, ale jak Kali zabrac krowy,
              to dobrze, prawda? Tak naprawde wszystkie twoje posty sie do tego
              sprowadzaja.
              • tautschinsky Re: Znalazlam w tym watku boski cytat 04.07.10, 12:33
                tully.makker napisała:

                > Znaczy jak Kalemu zabrac krowy to zle, ale jak Kali zabrac krowy,
                > to dobrze, prawda? Tak naprawde wszystkie twoje posty sie do tego
                > sprowadzaja.



                Napisałaś GŁUPOTĘ, którą ja ci wykazałem smile
          • z_mazur Re: Znalazlam w tym watku boski cytat 05.07.10, 07:57
            Dyskutujesz z kimś, kto w całym życiu swojej prawie 18 letniej
            córki, przylał jej raz po łapie jak po raz kolejny próbowała
            wpakować gwóźdź do kontaktu i kto nie przypomina sobie, żeby
            kiedykolwiek wymierzył jej jakąś karę. Więc nie musisz mi tłumaczyć,
            że są inne drogi rozwiązywania konfliktów.

            Agresja niezależnie od formy jest stosowana przez osoby w jakiś
            sposób "słabe" o zaburzonych umiejętnościach komunikacji, problemach
            z samooceną i poczuciem własnej wartości itp.
            • enesta Re: Znalazlam w tym watku boski cytat 05.07.10, 08:44
              tautschinsky napisał:
              Natomiast wyobraź sobie, że nie po wszystkich taka manifestacja
              oziębłości i odrzucenia spływa - zadręczają się. I osoba - zwykle
              kobieta - wiedząc, że tak jest stosuje tę metodę jako skuteczną,
              często tylko po to, by dręczyć"

              i to dokładnie robił mój drugi mąż- emocjonalnie chyba słabszy, a
              wachlarz pomysłów miał szeroki, rozmowy na ten temat były
              zabronione i groziły gniewem-krzykiem.
              Zastanawiałam się czy to wynik "bojów" z poprzednich małżeństw (stąd
              teraz moja rezerwa do rozwodników)czy najnormalniej zły człowiek. W
              poprzednim moim małżeństwie na rozmowach o problemach spędziliśmy
              duużo czasu bo zależało mi na tym by wieczorem w łóżku leżał przy
              mnie człowiek o którym mogę powiedzieć -bliski, kochany.
              Dlatego Z_mazurze zgadzam się tu z Tully, chociaż widzę że jednak
              przychylasz się do naszych wniosków wyciągniętych ze zwyczajnej
              codziennej obserwacji.
              • z_mazur Re: Znalazlam w tym watku boski cytat 05.07.10, 11:00
                Nie ważne jest to kto jest silniejszy, a kto słabszy. Podałem tylko
                ogólne tendencje.

                W agresji i przemocy liczy się świadome działanie zmierzające do
                wymuszenia na drugiej stronie określonego zachowania. Można komuś
                przylać, a można stosować bardziej wyrafinowane formy przemocy.

                Czy matka mówiąca dziecku "byłeś niegrzeczny, nie będę się do Ciebie
                odzywała", nie karze tego dziecka? Czy takie same zachowanie żony w
                stosunku do męża (czy na odwrót) czymś się różni?
                • enesta Re: Znalazlam w tym watku boski cytat 05.07.10, 11:29
                  Z_mazur, wcześniej napisałeś: „Kobiety jako słabsze fizycznie, a za
                  to silniejsze emocjonalnie są o wiele skuteczniejsze w stosowaniu
                  tych form przemocy” podkreślając że chodzi o emocjonalną siłę i z
                  tym właśnie nie zgadzam się. Nie wiem czy siła czy słabość
                  emocjonalna ma tu znaczenie (choć obserwowałam to w przypadku
                  właśnie słabego emocjonalnie człowieka) czy zasada zły a dobry czy w
                  końcu wychowanie i stosowanie kar.
                  To co napisałeś: > Czy matka mówiąca dziecku "byłeś niegrzeczny, nie
                  będę się do Ciebie
                  > odzywała", nie karze tego dziecka? Czy takie same zachowanie żony
                  w
                  > stosunku do męża (czy na odwrót) czymś się różni” zdaje się to
                  potwierdzać, dlatego jestem za tym by nie stosować kar szczególnie
                  tych emocjonalnych ponieważ dzieci bardzo szybko uczą się i potem to
                  stosują.
                  Mojej córce (tydzień temu) wymierzyłam karę -za złe zachowanie nie
                  będzie cały dzień bajek.
                  Nie wiązało się to z odrzuceniem emocjonalnym w oczach dziecka, ale
                  i tak mam wątpliwości czy powinno się tak robić.
    • sauber1 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 02.07.10, 23:04
      rekind napisał:

      > Dlaczego rozpad to zawsze wina faceta ?


      A skąd wzięły Ci się takie przypuszczenia ??? wink
      • adaria38 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 02.07.10, 23:38
        Seksmisji się naoglądał wink
        • sauber1 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 03.07.10, 00:57
          adaria38 napisała:

          > Seksmisji się naoglądał wink


          Nie tylko że oglądał, ale wyjątkowo lubi smile

          www.youtube.com/watch?v=dEwniSvtOgM
        • malgolkab Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 05.07.10, 11:36
          adaria38 napisała:

          > Seksmisji się naoglądał wink

          raczej forum poczytałsmile jak ja tu trafiłam to zaczęłam myśleć, że
          może mam wyjatkowe szczęście, ze znam tylu fajnych facetówsmile)
      • zatracony72 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 05.07.10, 22:05
        sauber1 napisał:

        > rekind napisał:
        >
        > > Dlaczego rozpad to zawsze wina faceta ?
        >
        >
        > A skąd wzięły Ci się takie przypuszczenia ??? wink

        Oj Sauber, przecież to oczywiste i często wałkowane tutaj. Jak facet zdradza to
        jest świnią bo nie myśli o rodzinie, dzieciach a jedynie o swojej przyjemności.
        Jak kobieta zdradza to jest wina facet bo nie był odpowiednio troskliwy,
        kochający itd.
        Ano tak, przecież to wiesz bo zakończyłeś "oczkiem" wink


    • tade-k53 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 03.07.10, 14:15
      Jest dokładnie odwrotnie.
      tradycja-2007.blog.onet.pl/
      • sauber1 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 03.07.10, 14:36
        adaria38 napisała:

        > Seksmisji się naoglądał wink

        Dokładnie, seksmisja bardzo dobitnie mam uzmysławia jak łatwo można zagubionego
        zniewolonego człowieka w zakłamaniu trzymać i doić bez końca - prawda ?

        th.interia.pl/40,gb477e21c1945562/i614830.jpg

        • gabriela2005 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 05.07.10, 09:39
          Błąd ja jestem przypadkiem jednym na milion iz to ja jetsem winna a ex święty ale za 2 dni apelacja i zobaczymysmile
        • adaria38 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 05.07.10, 23:07
          Ha! czy ktoś może być pewien, że właśnie nie jest "dojony" wink
    • ef.endir Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 05.07.10, 10:54
      Oglądałeś "Sztukę kochania"?smile
      bo faceci to świnie....!!
    • malgolkab Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 05.07.10, 11:31
      rekind napisał:

      > Dlaczego rozpad to zawsze wina faceta ? Przeważnie każdy wątek
      taki
      > jest. Facet zdradzał, facet pił hektolitry wódy, facet nie
      opiekował
      > się dziećmi, nie dbał o rodzinę, nie pracował, nie wracał na
      > noce.... tysiące powodów.

      bo na tym forum jest więcej kobiet po prostusmile
      > Tylko ja się wybroniłem i jestem kryształ ? Nie - to jakieś
      dziwne ?
      > Wszystkie kobiety to anioły, wszystkie kobiety pracowały na 2
      > etatach żeby zarabiać na dom dzieci i pana... nie piły, nie
      > łajdaczyły się , nigdy nie zdradzały, wszystkie och i ach, są
      debest
      > i to zawsze wina faceta...

      generalnie są ludzie, którzy zawsze widzą winę w 2 osobie i nie
      dopuszczają myśli, ze ta wina praktycznie zawsze jest po obu
      stronach (taka lub inna, za wyjątkiem przypadków ekstremalnych)

      To nie pojęte. Do tego sądy prawie zawsze
      > po ich stronach, bo już się tak utarło że to wina faceta i to
      > głównie on musi się bronić bo sąd głównie ma przedstawioną winę
      > jego, a nigdy jej, a jeśli winę jej to , z niedowierzaniem sędzina
      > zagłębia się w sprawę i głównie szuka winy w nim bo to niemożliwe
      że
      > to wina kobiety... Czy nie tak jest ??
      tu sie akurat nie wypowiadam, bo nie mam doświadczeniasmile
      • prezesik_1 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 05.07.10, 19:39
        malgolkab napisała:


        > generalnie są ludzie, którzy zawsze widzą winę w 2 osobie i nie
        > dopuszczają myśli, ze ta wina praktycznie zawsze jest po obu
        > stronach (taka lub inna, za wyjątkiem przypadków ekstremalnych)


        Ale co w tym złego, że tak ludzie mają ?
        • zuza145 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 05.07.10, 22:27
          No właśnie- co złego w tym złym, że każdy inaczej postrzega sytuację, biorąc
          za podstawę swoje własne życie?

          Ja wiem jedno- miłośc prawie 20letnia oślepiła mnie na tyle, że zaufanie
          uśpiło.
          Mąż-ex był super, partner, ojciec, towarzysz , kompan itd.
          Poszedł w szkodę bo trawa po drugiej stronie płotu była inaczej zielona.
          Ja się odbudowuję, nie roztrząsam zbytnio- bo już to zrobiłam.
          Nie mam tyle sił aby analizować bo i czasu mi szkoda.Teraz raczej muszę dbać
          aby nie pozwolić na wykoślawienie postrzegania życia dzieciom, robić co
          zaplanowałam i odgrzebałam- coś już teraz nie dla "my" tylko dla "ja".

          A ex? Co jakiś czas rzuci- jesteś zdolna, poradzisz sobie i nawet mu nie
          mówiłam że odbieram to niezmiennie jako wytłumaczenie- skierowane przez niego
          do niego- że ona silna to sobie poradzi.
          Skończyłam małżeństwo wyrażając zgodę w danym czasie- - nie wiem czy we
          właściwym, ale z pewnością w czasie takim aby się nie zeszmacił facet bo
          najpierwo on mnie a potem ja bym jego znienawidziła.I nie umiem nazwać co do
          niego czuję- jak przewidziano mi tutaj na forum- zabijał moją miłośc ale
          jeszcze pewna nie jestem czy już abita czy nie- ale robię to co zaplanowałam-
          żyję dla siebie.

          I reasumując ten wywód w bok- znam niestety maaaasę panów którym małżonki
          wywinęły takie numery że oniemiałam- ja- kobieta po całkiem dużych przejściach
          i z fantazją.
          Puszcały się i puszczały panów w przysłowiowych skarpetkach za to z rogami jak
          stąd do Krakowa.

          Więc w podsumowaniu- nie jest prawdą że winni są tylko faceci.
          Kobiety też bywają winne.

          A ja jestem 7 miesięcy po rozwodzie- kolec siedzi w organiźmie- ale idzie mi
          chyba coraz lepiej. Tylko bezsenność została- ale to też spacyfikuję.Po cichu-
          bo raczej już nie czekam.
        • malgolkab Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 09:18
          prezesik_1 napisał:

          > malgolkab napisała:
          >
          >
          > > generalnie są ludzie, którzy zawsze widzą winę w 2 osobie i nie
          > > dopuszczają myśli, ze ta wina praktycznie zawsze jest po obu
          > > stronach (taka lub inna, za wyjątkiem przypadków ekstremalnych)
          >
          >
          > Ale co w tym złego, że tak ludzie mają ?

          hm, bo ciężko dyskutować z kimś, kto każdą rozmowę zaczyna z
          pozycji "ja jestem ideałem, ty zmieniaj w sobie wszystko"smile
    • potwor_z_piccadilly Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 00:01
      Bo to jest wina facetow.
      Oczywiscie mam na mysli zwiazki powstale na bazie wzajemnego zrozumienia i
      milosci. Mezczyzni zapominaja kim sa i czego kobiety od nich oczekuja. Naiwniacy
      mysla ze jak raz zaimponowali to baby wielbiac ich latami pozwola im, leniom a
      czesto burakom niemytym, nieczesanym zbierac frukta. Nie, nie panowie to nie
      tak latwo. Okres narzeczenstwa nigdy nie powinien sie skonczyc i imponowac mamy
      im zawsze. O kobiete trzeba zabiegac cale zycie. Adorowac ja i strzec. Ja nic
      oryginalnego nie pisze. Takie sa prawa natury o ktorych bardzo wielu facetow
      raczylo zapomniec. Cywilizacja zagluszyla naturalne meskie instynkty a wyscig
      szczurow i ped do dobr materialnych zaklocil zdolnosc postrzegania kobiety jako
      przyjaznego nam czlowieka.
      Smutne lecz prawdziwe panowie.
      Co robic ? Moge tylko doradzic by rodzaj meski raczyl siegnac do korzeni. Tam
      znajdziecie precyzyjne wskazowki jak obslugiwac rodzaj zenski. To bardzo cenny
      material i trudny ale gdy madrze i fachowo go obrobicie czeka Was nagroda. To
      najcenniejsza nagroda na tym swiecie.
      Powiem Wam.
      To zycie w swiadomosci ze sie kocha i jest sie kochanym.
      • adaria38 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 00:06
        O kurcze. Ty na pewno jesteś kobietą wink
        • potwor_z_piccadilly Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 00:40
          Nigdy w zyciu.
      • ef.endir Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 08:50
        potwor_z_piccadilly napisał:

        O kobiete trzeba zabiegac cale zycie. Adorowac ja i strzec. Ja nic
        > oryginalnego nie pisze. Takie sa prawa natury o ktorych bardzo
        wielu facetow
        > raczylo zapomniec.


        !!! niesamowite..... i przed oczyma stanął mi obrazek: moja prawie
        ex mówiąca: Jestem księżniczką i musisz o mnie zabiegać i walczyć!
        Codziennie! Od samego rana!! I moje pytanie: Więc ja jestem
        rycerzem?? Nie byłemsmile

        Drogi Potworze, to co napisałeś miało sens kilka dekad temu. Teraz,
        moim zdaniem. Wrócić do "natury" się nie da. A cywilizacja dała nam
        wiele dobregosmile Więc dla mnie partnerstwo jest podstawą. Szacunek,
        kompromis.....


        > Co robic ? Moge tylko doradzic by rodzaj meski raczyl siegnac do
        korzeni. Tam
        > znajdziecie precyzyjne wskazowki jak obslugiwac rodzaj zenski.


        A co ma robic rodzaj żeński? Też wrócic do korzeni bo tylko w ten
        sposób nauczy się obsługiwać facetów? Czy to tylko taki wybieg: ja
        będę królewną ale dla rycerza miejsca nie ma, bo trzeba pranie
        zrobić, marchewkę kupić, kasę zarobić.....
        Całe szczęście, że role społeczne się zmieniły!!smile
        • to.ja.kas Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 12:19
          Rzeczywiście, do korzeni.

          Pan mąz do pracy, po pracy męskie rozrywki włacznie z domami dla panów a żona w
          domu. Rozwód? A gdzie ona pójdzie z dziećmi? A za co będzie zyc? Stawia się? No
          cóż to iz w Polsce ciągle tak wiele przemocy, że hasła z poprzednich epok typu
          "jak sie baby nie bije to jej wątroba gnije" ciągle są żywe to świadczy o tym
          jakie miejsce miała kobieta w strukturze społecznej. Mniej oglądać "Nocy i dni"
          lub "Rodziny Połanieckich" a więcej literatury fachowej czytać o tym jakie role
          i kto pełnił w rodzinie i w społeczeństwie i jaki był rzeczywisty obraz
          stosunków społecznych i rodzinnych.
          No chyba, że zakładamy iż każda kobieta była wysoko postawioną szlachcianka albo
          królową - ale one tez łatwo nie miały, oj nie.
      • malgolkab Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 09:20
        potwor_z_piccadilly napisał:

        > Bo to jest wina facetow.
        > Oczywiscie mam na mysli zwiazki powstale na bazie wzajemnego
        zrozumienia i
        > milosci. Mezczyzni zapominaja kim sa i czego kobiety od nich
        oczekuja. Naiwniac
        > y
        > mysla ze jak raz zaimponowali to baby wielbiac ich latami pozwola
        im, leniom a
        > czesto burakom niemytym, nieczesanym zbierac frukta. Nie, nie
        panowie to nie
        > tak latwo. Okres narzeczenstwa nigdy nie powinien sie skonczyc i
        imponowac mamy
        > im zawsze. O kobiete trzeba zabiegac cale zycie. Adorowac ja i
        strzec. Ja nic
        > oryginalnego nie pisze. Takie sa prawa natury o ktorych bardzo
        wielu facetow
        > raczylo zapomniec. Cywilizacja zagluszyla naturalne meskie
        instynkty a wyscig
        > szczurow i ped do dobr materialnych zaklocil zdolnosc postrzegania
        kobiety jako
        > przyjaznego nam czlowieka.
        > Smutne lecz prawdziwe panowie.
        > Co robic ? Moge tylko doradzic by rodzaj meski raczyl siegnac do
        korzeni. Tam
        > znajdziecie precyzyjne wskazowki jak obslugiwac rodzaj zenski. To
        bardzo cenny
        > material i trudny ale gdy madrze i fachowo go obrobicie czeka Was
        nagroda. To
        > najcenniejsza nagroda na tym swiecie.
        > Powiem Wam.
        > To zycie w swiadomosci ze sie kocha i jest sie kochanym.

        to samo mozna powiedzieć o kobietach, które po ślubie/zamieszkaniu
        razem chodzą w rozciagniętym dresie, tyją 20 kg (nie mówię tu o
        ciąży czy chorobie), są wiecznie niezadowolone i skwaszone, a sex to
        raz na miesiąc i pod kołdrą, bo przecież dzieci już mamysmile)
        bardzo upraszczasz...
        • to.ja.kas Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 12:21
          Kochana - dzieci, dom, poród, obiad...a Ty o seksie. Jak nic jedno Ci w głowie.
          I co może przytyc nie mozna? Albo sobie brzydko pachnieć lub miec ulubione,
          stare majtki?
          A mąz sie czepia?
          No bo to swinia. Każdy facet to swinia któremu jedno w głowie.
          Tak jak Tobie wink
          • permanentne_7_niebo Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? ot 07.07.10, 12:46
            Te stereotypy, o niedającej kobiecie, które od jakiegoś czasu
            czytuję na forum, to jakaś abstrakcja… chyba, że panowie są naprawdę
            tak rozpaczliwie kiepscy w łóżku, bądź tak w nim egoistyczni, że się
            odechciewa. Albo ja tego nie rozumiem, bo nie mam 20letniego stażu.
            Dla tych pań mój facet by się świetnie nadawał, jak raz na 2
            miesiące mi się udało wyegzekwować jakiś wieczór, to był cud, bo ‘on
            tego nie potrzebuje’… Kurcze, przecież seks to fajna sprawa, należy
            do potrzeb człowieka, zaspokaja jego potrzebę bliskości, poza tym
            powinien być przyjemny…. ?
            • permanentne_7_niebo Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? ot 07.07.10, 12:50

              Te nie chcące pracować kobiety, o których mowa w wątku, to też
              zresztą abstrakcja. Kto normalny rezygnowałby z autonomii,
              niezależności finansowej, satysfakcji, spełniania się w życiu
              zawodowym, rozwoju, dla siedzenia w 4 ścianach, gotowania,
              sprzątania, prasowania i bycia na garnuszku 2 człowieka, choćby nie
              wiem, jak kochany byłby to człowiek… No ok., może nieliczne kobiety
              preferują taki model, ale nie większość..
            • haldeman79 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? ot 07.07.10, 16:03
              permanentne_7_niebo napisała:

              > Te stereotypy, o niedającej kobiecie, które od jakiegoś czasu
              > czytuję na forum, to jakaś abstrakcja… chyba, że panowie są naprawdę
              > tak rozpaczliwie kiepscy w łóżku, bądź tak w nim egoistyczni, że się
              > odechciewa.

              Mam nadzieję, że to taki skrót myślowy czy semantyczny jak wolisz ale to trochę
              za mało co by człowiek miał ochotę na seks z kobietą.
    • pppopularny nie zawsze choć często 06.07.10, 12:06
      Zazwyczaj to faceci zrywają związki, które im nie pasują - przeważnie dlatego,
      że faceci zwykle są bardziej odważni, kreatywni, idą do przodu, szukają nowych
      rozwiązań, są niezależni, ekonomicznie samowystarczalni, mniej sentymentalni -
      dlatego często to oni robią pierwszy krok aby wyzwolić się z chorego małżeństwa,
      obsesyjnej kobiety, złych układów. Kobiety wolą żalić się mamusi i
      przyjaciółkom, płakać w poduszkę, dzielić włos na czworo, szukać winnych,
      stosować emocjonalne szantaże, grać dziećmi itp., ale rzadziej decydują sie na
      rozwiązania radykalne, choć dzisiaj i to się zmienia i kobiet występujących z
      wnioskiem rozwodowym przybywa.
      Ktoś już słusznie tutaj zauważył, że - pomijając oczywiste przypadki przemocy w
      rodzinie, alkoholu i innych patologii - wina najczęściej leży po obu stronach i
      oboje często bardzo pracują nad tym, aby ich związek stał sie nie do zniesienia,
      tysiace drobnych spraw, pretensji, żalów, zaniedbań składa się na to, że mamy
      się nawzajem dość. Do tego dochodzą nierealistyczne oczekiwania co do związku i
      pełnionej w nim roli, oparte na serialach i komediach romantycznych a nie na
      realiach - np. ostatnio kolega opowiedział mi, dlaczego zerwał zaręczyny - jego
      kobieta chciała, aby się jej oświadczał w romantycznej restauracji z cyganem
      grającym na skrzypkach, pierścionkiem z brylantem i bukietem róż i za nic nie
      chciała przyjąć do wiadomości, że: 1. zupełnie się nie odnajduje w roli Clarka
      Gable'a, 2. nie stać go na to, 3. ośmiesza się w jego oczach takimi żądaniami. I
      kto tutaj był winien?!!
      • ugenwillla chyba wiele w tym racji! 06.07.10, 15:06
      • lima Re: nie zawsze choć często 06.07.10, 15:18
        > np. ostatnio kolega opowiedział mi, dlaczego zerwał zaręczyny - jego
        > kobieta chciała, aby się jej oświadczał w romantycznej restauracji z cyganem
        > grającym na skrzypkach, pierścionkiem z brylantem i bukietem róż i za nic nie
        > chciała przyjąć do wiadomości, że: 1. zupełnie się nie odnajduje w roli Clarka
        > Gable'a, 2. nie stać go na to, 3. ośmiesza się w jego oczach takimi żądaniami.
        > I
        > kto tutaj był winien?!!


        Ja się nizmiennie dziwię na jakiej zasadzie ludzie się pobierają, bo tych dwojga
        chyba niewiele łączyło oprócz tego, że w pewnym wieku, po kilku latach chodzenia
        i sypiania ze sobą to wypada się pobrać....

        Sama pamietam swatanie mnie przez znajomą: przyszedł pan, kawaler po 30tce,
        przyniosł flaszkę wodki i... na tym skonczył inicjatywe w zalotach i poznawaniu
        sie, "przyszedlem to mnie bierzcie", oczekiwał że zaraz termin ślubu ustalimy
        smile))))))
        • malgolkab Re: nie zawsze choć często 06.07.10, 15:34

          > Ja się nizmiennie dziwię na jakiej zasadzie ludzie się pobierają,
          bo tych dwojg
          > a
          > chyba niewiele łączyło oprócz tego, że w pewnym wieku, po kilku
          latach chodzeni
          > a
          > i sypiania ze sobą to wypada się pobrać....

          całe szczęście, że u tych się skończyło zanim ślub, dzieci. a tak
          nawiasem mówiąc - trafiłaś w sedno - wiele osób pobiera się, bo
          już "wypada".
          >
          > Sama pamietam swatanie mnie przez znajomą: przyszedł pan, kawaler
          po 30tce,
          > przyniosł flaszkę wodki i... na tym skonczył inicjatywe w zalotach
          i poznawaniu
          > sie, "przyszedlem to mnie bierzcie", oczekiwał że zaraz termin
          ślubu ustalimy
          > smile))))))
          a Ty niedobra nie chciałaś brać??big_grin wstydź się
          • ef.endir Re: nie zawsze choć często 06.07.10, 15:38
            przyszedł pan, kawaler
            > po 30tce,
            > > przyniosł flaszkę wodki i...

            taka partia......
            żeby mi sie trafiła panienka z flaszką wódki!!!smile
        • chrissis Re: nie zawsze choć często 06.07.10, 15:50
          niezmiernie często ludzie się pobierają dlatego że są w pewnym wieku i po kilku
          latach chodzenia i sypiania ze sobą wszyscy zainteresowani dochodzą do wniosku,
          że czas się pobrać ... co więcej, nie widzę w tym nic złego, czy lepiej byłoby
          pobrać się w nieodpowiednim wieku i bez chodzenia i sypiania ze sobą?!
          małżeństwo to najczęściej przypadek, zbiór okoliczności które ludzi popychają do
          siebie i raz się to konczy dobrze a raz źle i niewiele możemy z tym zrobić!
          osobiście nie wierzę w związki wykalkulowane, w których po wnikliwej selekcji
          kandydatów wybieramy tego najbardziej pasującego urodą, wiekeim, statusem
          społecznym, zainteresowaniami i stylem życia i .... wtedy okazuje się, że
          wybranek kocha się w zupełnie nieodpowiedniej dla niego Zosi, której właśnie
          zrobił dziecko - vide przypadek Bridget Jones!
      • llollobrygida Re: nie zawsze choć często 06.07.10, 15:49
        pppopularny napisał:

        > Zazwyczaj to faceci zrywają związki, które im nie pasują -
        przeważnie dlatego,
        > że faceci zwykle są bardziej

        /tu następuje szereg bredni opartych na pysze/


        zaś w rzeczywistości pozwy rozwodowe składają w większości kobiety.
        A dlaczego? Dlaczego decydują się rozstać skoro średnio status
        materialny kobiety po rozwodzie leci na łeb na szyję? Dlaczego życie
        z facetem pod jednym dachem tak często jest nie do zniesienia? Może
        z powodu tej męskiej pychy? Tego przekonania wysnutego z oglądania
        filmów, czytania książek, wysłuchiwania kazań innych, zaślepionych
        pychą facetów? To ta pycha zaślepia oczy na własne błędy, drodzy
        panowie.
        • chrissis Re: nie zawsze choć często 06.07.10, 15:52
          uuuu, ktoś tu ma traumatyczne doświadczenia z facetami za sobą i wali po oczach
          z grubej rury smile
        • kyyriad Re: nie zawsze choć często 06.07.10, 15:57
          czytałaś rocznik statystyczny czy tylko tak strzelasz? może pozwy częściej
          składają kobiety, wiążę się to najczęściej z chęcią zmuszenia wiarołomnego do
          płacenia alimentów kiedy wiadomo że i tak jest już po ptokach czyli związku, ale
          odchodzą ze związku zdecydowanie częściej faceci znajdując ładniejsze, milsze,
          bardziej zaangażowane kobiety. a tutaj mamy chyba przykład pani, która chciałaby
          pouczać wszystkich mężczyzn za błądy jednego, który od niej zwiał smile
          • llollobrygida Re: nie zawsze choć często 06.07.10, 16:10
            kyyriad napisał:

            > czytałaś rocznik statystyczny czy tylko tak strzelasz?

            Czytałam i tobie też polecam.
            Fakty to fakty.
            A ty jesteś kolejnym facetem który sie na nie dąsa, w dodatku łącząc
            swoje fantazje na temat rzeczywistości z nazbyt pochlebnym a
            wymierzonym przeciwko kobietom obrazem swojej płci.
            Działa to tak: my, faceci jesteśmy piękni, wielcy, silni, mądrzy,
            boscy, potężni, śliczni, prężni, gibcy, uczesani, więc to my
            odchodzimy od was, bab, które jesteście wręcz przeciwnie, choćby
            wszystkie statystyki twierdziły co innego.
            Więc dlaczego od nas odchodzicie, wy, takie-owakie, gorsze od nas,
            baby? Dlaczego w sądach okazuje się,że wina jest nasza? Przecież
            jesteśmy mędrcami, księżmi, politykami, wszystkimconajważniejsze, -
            MĘŻCZYNAMI - do cholery, władcami świata! A tu jakieś babiny
            bałakają coś o jakimś złamanym nadgarstku albo bywaniu w burdelu,
            albo finansowaniu nowej wędki za buty dla dziecka, gdzie tu sens?
            Tak rozumiem pytanie na wstępie, a parę wypowiedzi męskich bardzo
            mnie w tym utwierdziło.
            • nonameuno o rany, ciężki przypadek :) 07.07.10, 10:20
              kobieto, co on ci zrobił i dlaczego aż to na ciebie wpłynęło?!! nie kompromituj
              się proszę, swoimi wypowiedziami potwierdzasz stereotyp skrzywdzonej matki -
              polki opowiadającej po sądach swoje nieszczęścia, którym obowiązkowo winny jest
              facet! a może sama jesteś sobie winna? i dlaczego przyciągasz tylko takie chore
              osobniki? jak widać na tym forum są w naturze kobiety, które miały też dobre
              doświadczenia z facetami, jak zmienisz nastawienie to może tobie też się uda?
            • permanentne_7_niebo Re: nie zawsze choć często 07.07.10, 12:57
              Bardyo mi si kobieto podobasy Ł= jesteđmz na tzm samzm etapie
              percepcji ryecyzwistođci.
              • permanentne_7_niebo Re: nie zawsze choć często 07.07.10, 13:01
                Sorry, klawiatura mi płata figle, musze w wordzie pisać nie
                bezpośrednio w wątku. Napisałam, że jesteśmy na tym samym etapie
                percepcji rzeczywistości.
          • haldeman79 Re: nie zawsze choć często 07.07.10, 15:42
            kyyriad napisał:

            > ale
            > odchodzą ze związku zdecydowanie częściej faceci znajdując ładniejsze, milsze,
            > bardziej zaangażowane kobiety

            Czyli facet w związku jest zawsze tym bardziej urodziwym, milszym i zaangażowanym?
    • the_rapist Bo w sadach rodzinnych jest rownouprawnienie 06.07.10, 14:19
      Czyli kobieta jest uprawniona do zatrzymania dzieci, facet jest uprawniony do finansowania dzieci i bylej zony. Jesli bedzie grzeczny moze sie z dziecmi widywac w kazdy trzeci poniedzialek nieparzystego miesiaca w godz. 17.15 - 17.45. Oczywiscie jesli w tym czasie mama nie ma wazniejszych zajec dla dzieciakow.
      • ef.endir Re: Bo w sadach rodzinnych jest rownouprawnienie 06.07.10, 14:41
        Dobre!smile
        bo mocnesmile
        Ale już dzisiaj polityką nie będę się zajmowałsmile
    • adellante12 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 14:27
      Bo żyjesz w kraju Matki Polki Przenajświętszej, Matki Boskiej Królowej Polski
      itp... Bo zyjesz w kraju gdzie urodzenie dziecka to wystarczajacy powód do
      postawienia pomnika. Bo w naszym społeczeństwie facet musi sie starać i odciążać
      kobietę która jest przemeczona - nawet jesli nie pracuje i nie ma dzieci...
      Taki kraj.
      • llollobrygida Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 15:56
        Oj biedny umęczony ojciec-płatnik.
        Co za niewinność żona się z nim rozwiodła, sąd dzieci nie dał pod
        opiekę, a przede wszystkim co z nieśmiałości o prawo do tej opieki
        nie wystąpił.Biedny, ajajaj! Była żona siedzi sobie i wypoczywa z
        ich dziećmi a on nieszczęsny musi płacić 200zł miesięcznie.Może nie
        płacić, jak większość, ale on płaci, całe 50 zł!
        A za to zła eksżona zamyka mu drzwi przed nosem, gdy jemu przyszła
        ochota zobaczyć dzieci.W końcu zapłacił.
        • malgolkab Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 16:06
          Była żona siedzi sobie i wypoczywa z
          > ich dziećmi a on nieszczęsny musi płacić 200zł miesięcznie.Może
          nie
          > płacić, jak większość, ale on płaci, całe 50 zł!

          jak większość? może zrobimy ankietę na forumsmile

          • llollobrygida Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 16:14
            malgolkab napisała:

            > jak większość? może zrobimy ankietę na forumsmile
            >
            Na forum to chyba wszyscy płacąsmile
            Tu strzeliłam. Nie wiem, ile jest zasądzonych alimentów i jaka częśc
            nie jest płacona, wiem,że bardzo spora.Wiem też,że niektórzy płacą
            50 zł od czasu do czasu i uważają się za okradanych.
            • malgolkab Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 16:33
              llollobrygida napisała:

              > malgolkab napisała:
              >
              > > jak większość? może zrobimy ankietę na forumsmile
              > >
              > Na forum to chyba wszyscy płacąsmile chodziło mi bartdziej o to, by
              spytać samotne mamy ile dostają??smile
              > Tu strzeliłam. Nie wiem, ile jest zasądzonych alimentów i jaka
              częśc
              > nie jest płacona, wiem,że bardzo spora.Wiem też,że niektórzy płacą
              > 50 zł od czasu do czasu i uważają się za okradanych.
              całe szczęście - nie znam takichsmile znam za to takich, którzy
              ukrywają dochody, po to by sąd zasądził nizsze alimenty...ale zanm
              tez wielu, którzy sami deklarują, że będą płacić więcej, bo uważają,
              że tak należysmilewięc się równoważy...
      • laura_fairlie Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 16:00
        > Bo żyjesz w kraju Matki Polki Przenajświętszej
        jest ten sam kraj, w którym wg przekonań wielu osób i środowisk
        tylko kobieta jest w stanie zająć się dziećmi i domem, a pan jest o
        wyłącznego zarabiania kasy. Kraj, w którym kobiety zarabiają mniej i
        są dyskryminowane. Poglądy te są wyrażane nie tylko przez kobiety (
        i nie są to feministki), ale również przez mężczyzn. Konserwa i
        tyle.
    • jagger2009 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 15:56
      bo jezeli to robil co wyliczyles to oczywiste ze jest jego wina ktoz
      by z takim czyms zyl w XXI wieku, a pozatym mysle ze jezeli sytuacja
      jest odwrotna to chyba ze sedzia jest totalnym debilem jezeli tego
      nie widzi i dalej wini faceta, zarowno faceci jak kobiety robia to
      co wyliczyles + wiele innych rzeczy wiec nie patrz tak negatywnie bo
      sedziowie koncza studia w tym wlasnie kierunku i etyka ich zawodu
      jest byc obiektywnym a jezeli tego nie robia to trzeba skaldac na
      nich skargi
      • sauber1 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 07.07.10, 01:18
        jagger2009 napisała:

        > bo jezeli to robil co wyliczyles to oczywiste ze jest jego wina ktoz
        > by z takim czyms zyl w XXI wieku, a pozatym mysle ze jezeli sytuacja
        > jest odwrotna to chyba ze sedzia jest totalnym debilem jezeli tego
        > nie widzi i dalej wini faceta, zarowno faceci jak kobiety robia to
        > co wyliczyles + wiele innych rzeczy wiec nie patrz tak negatywnie bo
        > sedziowie koncza studia w tym wlasnie kierunku i etyka ich zawodu
        > jest byc obiektywnym a jezeli tego nie robia to trzeba skaldac na
        > nich skargi



        Od razu mówię nie ! A te różne skargi nie wiele dają i nie oszukujmy się, czasem
        może i by chcieli, ale widać nie mogą i to tych co niewinni najbardziej dotyka i
        latami boli.
        Dentysta tez się zbytnio z nie rozczula, jego zadaniem jest usunąć, tudzież
        zaplombować zęba, z resztą przykładów można by mnożyć, jak w każdym zawodzie -
        prawda ?
        Nawet nie wiem dlaczego uczepiłem się tego dentysty, sorki wink
    • coppermind Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 16:04
      zawsze winne są dwie strony - żona i teściowa.

      A w tłumaczeniu łopatologicznym: samice z przyczyn biologicznych
      są skrajnie egocentryczne. Liczy się dla nich wyłącznie jej doopa
      i interes jej jajników.
      Egoizm samice oślepia i po jakimś czasie facet ma dosyć kretynki
      widzącej wyłącznie siebie.

      A w sądach siedzą podobne "sprawiedliwe" jajniki i sądzą, że sądzą
      a w rzeczywistości rozgrzeszają rzesze kretynek z rozbicia rodzin
      i pozbawienia dzieci ojców.

      głupota samic jest nieskończona - podobnie jak zakłamanie.
      nie może przecież być niczemu winna ta co Ma ryja i w dodatku
      zawsze dziewica sad
      • malgolkab Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 16:14
        coppermind napisał:

        > zawsze winne są dwie strony - żona i teściowa.
        >
        > A w tłumaczeniu łopatologicznym: samice z przyczyn biologicznych
        > są skrajnie egocentryczne. Liczy się dla nich wyłącznie jej doopa
        > i interes jej jajników.
        > Egoizm samice oślepia i po jakimś czasie facet ma dosyć kretynki
        > widzącej wyłącznie siebie.
        >
        > A w sądach siedzą podobne "sprawiedliwe" jajniki i sądzą, że sądzą
        > a w rzeczywistości rozgrzeszają rzesze kretynek z rozbicia rodzin
        > i pozbawienia dzieci ojców.
        >
        > głupota samic jest nieskończona - podobnie jak zakłamanie.
        > nie może przecież być niczemu winna ta co Ma ryja i w dodatku
        > zawsze dziewica sad
        tak, tak, bo wszystkie baby to wredne sąsmile) heh, czemu zawsze trzeba
        pisać o ludziach jak o 2 gatunkach??
      • ef.endir Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 16:16
        też mocne....smile
      • niedowiary77 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 16:21
        coppermind napisał:

        > zawsze winne są dwie strony - żona i teściowa.


        Rozpad formalnego związku do złudzenia przypomina skutki wojny domowej, trudno
        mówić o wygranych, a wina to pojęcie bardzo względne, huragany tez niewinnie
        zaczynają się od machnięcia skrzydełkiem motyla ...
        • zuza145 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 17:49
          coppermind napisał:

          > zawsze winne są dwie strony - żona i teściowa.
          >
          > A w tłumaczeniu łopatologicznym: samice z przyczyn biologicznych
          > są skrajnie egocentryczne. Liczy się dla nich wyłącznie jej doopa
          > i interes jej jajników.
          > Egoizm samice oślepia i po jakimś czasie facet ma dosyć kretynki
          > widzącej wyłącznie siebie.
          >
          > A w sądach siedzą podobne "sprawiedliwe" jajniki i sądzą, że sądzą
          > a w rzeczywistości rozgrzeszają rzesze kretynek z rozbicia rodzin
          > i pozbawienia dzieci ojców.
          >
          > głupota samic jest nieskończona - podobnie jak zakłamanie.
          > nie może przecież być niczemu winna ta co Ma ryja i w dodatku
          > zawsze dziewica sad


          ŁÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓ,
          Wyrażam sprzeciw stanowczy.

          Samice sędziny- zwyczajowo za samcami są- pozywającymi/ pozwanymi.
          Nie doświadczyłam byłam "osobiźcie" ale z opowieści kolegów "pokrzywdzonych"
          wiem.

          U mnie obyło się bez excesów .
          Aczkolwiek znam sytuacje zaskakujące.


          ps nader ciekawie się wątas rozwija, nader ciekawie.
          • sauber1 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 18:35
            zuza145 napisała:


            > ps nader ciekawie się wątas rozwija, nader ciekawie.


            A we w czym tą ciekawość dostrzegasz?
            • zuza145 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 19:30
              We wszystkim. Absolutnie.
              • niedowiary77 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 20:13
                Panowie pozwolą że się przedstawię: Zdzisław Dyrman ... zasadniczo

                Panowie pozwolą: moja żona... Zofffiiiaa
      • to.ja.kas Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 06.07.10, 21:13
        Coppermind, jesli z trescia mogłabym od biedy sie zgodzić bo tak BYWA (ale nie
        genarlizujmy) to forma moim zdaniem jest nie do przyjęcia.
        • coppermind Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 07.07.10, 09:19
          prawda, niezależnie od formy, powoduje u samic bolesne
          skurcze macicy i szamotanie jajników.
          Dlatego ulegasz złudzeniu, że masz prawo wpływać
          na formę wypowiedzi innych ludzi.

          Dogadaj się ze swoimi jajnikami - niech one rządzą tobą w nocy
          a w dzień oddaj władzę mózgowi (najlepiej jakiegoś faceta).
          • to.ja.kas Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 07.07.10, 09:27
            Ciekawa uwaga. Ale szczycę się tym iż całkiem nieźle idzie mi samodzielne
            myślenie. Aczkolwiek nie mam nic przeciwko temu by wysłuchac opinii
            inteligentnego samca. Jak opinia podana strawnie to często się z takimi opiniami
            zgadzam.
          • haldeman79 Jaka jest twoja prywatna historia? 07.07.10, 09:28
            coppermind napisał:

            > prawda, niezależnie od formy, powoduje u samic bolesne
            > skurcze macicy i szamotanie jajników.
            > Dlatego ulegasz złudzeniu, że masz prawo wpływać
            > na formę wypowiedzi innych ludzi.
            >
            > Dogadaj się ze swoimi jajnikami - niech one rządzą tobą w nocy
            > a w dzień oddaj władzę mózgowi (najlepiej jakiegoś faceta).
            • malgolkab Re: Jaka jest twoja prywatna historia? 07.07.10, 09:30
              haldeman79 napisał:

              > coppermind napisał:
              >
              > > prawda, niezależnie od formy, powoduje u samic bolesne
              > > skurcze macicy i szamotanie jajników.
              > > Dlatego ulegasz złudzeniu, że masz prawo wpływać
              > > na formę wypowiedzi innych ludzi.
              > >
              > > Dogadaj się ze swoimi jajnikami - niech one rządzą tobą w nocy
              > > a w dzień oddaj władzę mózgowi (najlepiej jakiegoś faceta).
              >
              >
              mama go nie kochała, a kobieta wyrzuciła z domusmile
              • coppermind Re: Jaka jest twoja prywatna historia? 07.07.10, 11:17
                jeśli to mają być argumenty w dyskusji to współczuję
                żałosnym możliwości umysłu.

                co do meritum, to jestem żonaty, dzieciaty i zarobiony.
                nie jestem też ani impotentem ani kulawym karłem.

                Po prostu mam otwarte oczy i widzę pokoorwioną i zakłamaną
                nieuświadomioną naturę samic.

                Babilon to miejse w którym albo jesteś niewolnikiem jajników
                mamusi albo jesteś świadomym człowiekiem goniącym samice
                do myślenia i do roboty wink

                przykre jest to, że samice w ramach swojej absolutnej samonieświadomości masowo
                kaleczą swoje dzieci wychodząc
                z dość absurdalnego założenia, że mają pojęcie o ich
                kształtowaniu.

                Żeby stworzyć człowieka - trzeba najpierw samemu nim być
                - a to się zdarza wyłącznie samicom wychowanym na ludzi przez
                ojców.


                • malgolkab Re: Jaka jest twoja prywatna historia? 07.07.10, 12:02
                  czy w takim razie w dyskusji z żoną używasz tych samych argumentów i
                  słownictwa? i mówisz o niej "samica"?
                  i czy dzieciom przekazujesz podobne mądrości?
    • marcinzlegnicy Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 07.07.10, 09:55
      najczęstszą przyczyną rozwodów jest........ małżeństwo
    • mankatoja Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 07.07.10, 10:01
      Ty zwyczajnie uogolniasz. Pytanie dlaczego? Moim zdaniem nie ma
      znaczenia plec, tylko to jaki kto jest. Owszem, czesto dzieci sady
      zostawiaja przy matce, zdarza sie ze sad przychylnijeszy w ogole
      jest kobiecie, ale....czy to znaczy ze zawsze? Na szczescie nie.
    • noctivaga Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 07.07.10, 11:53
      Ponieważ nigdy nie jest winą kobiety.
      • sauber1 Re: Dlaczego rozpad to wina zawsze faceta ? 08.07.10, 01:24
        noctivaga napisał:

        > Ponieważ nigdy nie jest winą kobiety.


        Z tym akurat bywa różnie, nie ma skutków bez przyczyny, jak na równoważni, kiedy
        jedna ze stron w górę, druga automatycznie w dół i tak kilka razy, kto wypada
        ten przegrywa ...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka