krezzzz100
02.08.10, 10:35
Uważam, że to forum nie radzi sobie z dwiema podstawowymi kategoriami problemów:
1. Z problemem porzucenia (głownie z rozpoznaniem jego rzeczywistych przyczyn
oraz jego osadzeniem - nazwijmy je -ideowym).
2. Z problemem odreagowywania traumy, w tym przez "granie" dziećmi. To
ostatnie szczególnie drastyczne.
W związku z powyższym kształtuje się specyficzny stosunek osób tym dotkniętych
do tego forum:
1. Traktują to forum jako miejsce tylko dla nich.
2. Odreagowują swoje traumy na tych, którzy przypominają im negatywnie o ich
usytuowaniu.
Do tegoż usytuowania należy pewien ważny jego wymiar, mianowicie to, że nie
dopuszczają do głosu żadnych "szczelin" w sobie (procesowości, konfliktów
wewnętrznych, itd) i wszystko, co im o tym przypomina, usiłują zagłuszyć,
zdeptać.
Obserwuję te rzeczy. Widzę, jak to zatruwa nawet tych, którzy kiedyś byli
bardziej "konsyliacyjni". Wtórnie ich traumatyzuje, tym razem na okoliczność
braku komunikacji. Następuje polaryzacja. Niedobra polaryzacja. Przemocowa.
Stadna.
WNIOSEK: Bez uznania, że zdrada i opuszczenie to skutki rozpadu związku (poza
rozwiązłością, ale tu chyba sprawa jest jasna) i wnikliwego rozpoznania ich, i
że NIE WOLNO GRAĆ DZIEĆMI,reszta problemów pozostanie nierozwiązana, ba-
generowane będą inne problemy, bardzo drastyczne.
Wielokroć o tym pisałam, że dzieci nie są walutą płatniczą i powinny mieć się
nijak do relacji porozwodowej między ekspartnerami.
Mój przykład pokazuje, że można te sprawy ustawić NORMALNIE, czyli bez szkody
dla dzieci. Że jest możliwa bezkonfliktowa opieka wspólna nad dziećmi, w tym i
formalne "przypisanie" ich ojcu, bowiem ojciec jest pełnowartościowym rodzicem
(jak to brzmi! pardon- ojcowie). Słowem- można chronić dzieci w wysokim
stopniu także w sytuacji rozstania. Trzeba tylko zrezygnować z zemsty. Można
być dojrzałym człowiekiem, czyli takim, który bierze się z problemami za bary
i nie odreagowuje traum na innych, ale je prawidłowo rozwiązuje, w tym i
leczy. Tymczasem, kiedy przedstawiłam moją sytuację w jej konkretach na forum,
zostałam opluta. A moja sytuacja jest modelowa. Opieka sprawowana razem, bez
wyliczania komukolwiek czasu, bez kłopotów finansowych, z dobrą komunikacją.
Trzeba chcieć. Reakcja na mój model, atak na mnie i ten model, pokazują gdzie
leży problem- w tym, że takie modelowe rozwiązanie wcale nie jest pożądane na
tym forum (oczywiście przez pewne osoby). Dlaczego, napisałam wyżej.
Jesteśmy w takim miejscu społeczno-prawnym, że prawo umożliwia "granie"
dziećmi. Niestety. Nie ma to nic wspólnego z płcią. Kiedyś prawo stało po
stronie mężczyzn (patriarchat), umożliwiając im szantazowanie kobiety dziećmi.
To naprawdę nie chodzi o płeć, ale o możliwości prawne. Polskie prawo generuje
ten skandal, niestety, przez brak formalnej instytucji opieki wspólnej (wiem,
trochę się nie zmieniło, ale nie całkiem). Prawo umożliwia uderzenie w jedno z
najczulszych miejsc: w rodzicielstwo. Stojąc po stronie kobiet umożliwia
karanie, szantażowanie mężczyzn przez reglamentację ich dostępu do dzieci.
To jest rzeczywisty problem tego forum: niezałatwione traumy "związkowe"
odreagowywane na ekspartnerach, w tym ich rodzicielstwie.