Dodaj do ulubionych

warto sie brac za rozwodnika?

15.08.10, 22:40
jestem katoliczką i zależy mi, żeby żyć zgodnie z tą wiara. poznalam
chlopaka - jest po rozwodzie cywilnym, slubu koscielnego nie mial.
wiec wg kosciola moze on takowy slub wziac. z tym że zastanawiam sie
czy taki zwiazek ma sens - no bo jednak jest po rozwodzie, co jest
nie zbywalnym faktem. nie wiem jak to rozpatrzec pod wzgledem chocby
etycznym. czy warto wdawac się w takie cos czy lepiej dac sobie
spokoj. pewnie ma jakies tam doswiadcznienia jak kazdy po takich
ekscesach - obawiam sie ze to mogloby jakos rzutowac na nasz
zwiazek. doradzcie mi cos
Obserwuj wątek
    • ani_chybi Re: warto sie brac za rozwodnika? 15.08.10, 22:47
      te ekscesy to małżenstwo czy rozwod?
      • cwarek Re: warto sie brac za rozwodnika? 15.08.10, 22:49
        niby rozwod byl pokojowy; ale wiesz jedno i drugie to jedank
        przezycie nielatwie i zostawia slady
        • handra Re: warto sie brac za rozwodnika? 15.08.10, 23:39
          jak jestes katoliczka i chcesz zyc zgodnie z ta wiara-to nie.

          Czy rozwodnik jest dla Ciebie gorsza kategoria? Przeciez wszyscy wiemy, ze to co
          nie udalo sie w jednym zwiazku moze udac sie w nastepnym.

          A rozwodki kim sa dla Ciebie? moze i przezycie nie latwe a gdzie ma niby te
          slady zostawic?
          • malwa200 Re: warto sie brac za rozwodnika? 16.08.10, 09:03
            jak najbardziej-tak. on nie miał ślubu koscielnego czyli w świetle
            Kościoła jest wolny i moze takowy ślub wziać, wówczas będziesz mogła
            życ w zgodzie z zasadami wiary
        • tricolour Nie tylko rozwód pozostawia ślady... 16.08.10, 08:15
          ... także dewocyjny katolicym pozostawia ślady. Wiara domaga się używania
          rozumu więc określ co jest Twoim problemem: czy fakt, że facet nie miał
          ślubu kościelnego czy fakt, że jest po rozwodzie.

          Z pierwszego nic nie wynika, a drugie może mieć znaczenie. Ale nie musi.
        • simon_r Z takim podejściem nie warto!! 17.08.10, 15:09
          Skoro już teraz zastanawiasz się czy coś z nim może być nie tak to za chwilę
          Twoje zastanawianie zamieni się w pewność.. co z tego, że wynikającą z urojeń.


          ------------
          Podróże małe i duże.
    • potwor_z_piccadilly Re: warto sie brac za rozwodnika? 16.08.10, 00:20
      Popelniasz blad rozpatrujac sprawe w kontekscie wiary. Proponuje bys zdala sie
      na instynkt i zdrowy rozsadek z uwzglednieniem zasady "jesli sa watpliwosci to
      nie ma watpliwosci" a powiedzonko "jak sie ozeni, to sie odmieni" wsadz w bajki.
      Sprawdz wszystko (wlacznie z upiciem gorzala kandydata) bo jego konflikty w
      bylym zwiazku z gruszki nie spadly.
    • the_gust Re: warto sie brac za rozwodnika? 16.08.10, 00:53
      Coś Ci doradzę: wytrzyj mleko spod nosa i ciesz się młodością.
      Pomijając niedorzeczności jakie wypisujesz, nie wiem czy zdajesz sobie sprawę z
      tego, że każdy ślub kościelny można unieważnić. Kwestia tylko chęci i co
      najważniejsze pieniędzy .
      • tricolour Bzdura. 16.08.10, 08:13
        Nie jest prawdą, że każdy ślub kościelny można unieważnić - to jest
        kłamstwo ponieważ żadnego sakramentu nie można unieważnić. Można za to
        próbować udowodnić nieważność, a i to nie za każdym razem.

        Coś Ci doradzę: wytrzyj mleko spod nosa, wyjdź poza katechizm piewrszych
        czterech lat szkoły podstawowej i dojrzyj różnicę między znaczeniem
        słów "unieważnić" oraz "stwierdzić nieważność", co leży w zakresie
        materiału także pierwszych czterech lat szkoły podstawowej.
        • the_gust Re: Bzdura. 16.08.10, 08:41
          tricolour napisał:

          > Nie jest prawdą, że każdy ślub kościelny można unieważnić - to jest
          > kłamstwo ponieważ żadnego sakramentu nie można unieważnić.

          Sam sobie przeczysz, skoro twierdzisz, że nie każdy ślub kościelny można
          "unieważnić" - czyli jakiś można?

          Można za to
          > próbować udowodnić nieważność, a i to nie za każdym razem.
          >
          > Coś Ci doradzę: wytrzyj mleko spod nosa, wyjdź poza katechizm piewrszych
          > czterech lat szkoły podstawowej i dojrzyj różnicę między znaczeniem
          > słów "unieważnić" oraz "stwierdzić nieważność", co leży w zakresie
          > materiału także pierwszych czterech lat szkoły podstawowej.

          Dzięki za wyłapanie lapsusa językowego. Katechizm dawno temu schowałem między
          bajki... życie zweryfikowało wszystko.
          • labadine Definicja.... 16.08.10, 09:29
            Rozwod w sensie duchowym i religijnym nalezy rozumiec jako odpuszczenie grzechow
            popelnionych w czasie malzenstwa.
            • tricolour Morderstwo też odpuszczają? 16.08.10, 15:18
              • krezzzz100 Re: Morderstwo też odpuszczają? 16.08.10, 15:31
                Tak. Wszystko może być odpuszczone, oprócz grzechu przeciw duchowi św.
                • tricolour W trakcie rozwodu... 16.08.10, 15:35
                  ... wszytsko odpuszczają?

                  Szkoda, że nie nakradłem...
                  • krezzzz100 Re: W trakcie rozwodu... 16.08.10, 15:39
                    Jak spełnisz warunki- tak smile Ale, to że żałujesz, iż nie nakradłeś Cię
                    dyskwalifikuje smile
          • tricolour Mylisz się... 16.08.10, 15:17
            ... zdanie:

            "Nie jest prawdą, że każdy ślub kościelny można unieważnić" (co
            rzeczywiście twierdzę) nie jest tożsame ze zdaniem: "nie każdy ślub
            kościelny można unieważnić" czego nie powiedziałem.

            Próbujesz mi włożyć w usta zdanie, którego nie wypowiedziałem więc
            dochodzisz do fałszywych wniosków. Prawidłowo.
    • malgolkab Re: warto sie brac za rozwodnika? 16.08.10, 10:15
      a gdyby był po rozstaniu z wieloletnia partnerką np? to by było
      lepiej czy gorzej?
      nie wiem w jakim wieku jesteście, ale już ok. 30 każdy ma za sobą
      albo jakiś długi związek (sformalizowany lub nie) lub też wiele
      przelotnych (i znowu pytanie co lepsze i dlaczegosmile
      2 sprawa - ja nauczona doświadczeniem przyjrzała bym sie uważniej i
      dowiedziała dlaczego do rozwodu(rozstania) doszło...
    • ef.endir Re: warto sie brac za rozwodnika? 16.08.10, 10:48
      A ja jestem pod nieustającym wrażeniem - w tym wypadku "katolickiego" podejścia
      do człowieka.
      Czy nie wydaje Wam się, że rozumowanie (!) - związać się - czy się nie związać -
      nie powinno dobywać się na płaszczyźnie rozwód cywilny - stwierdzenie
      nieważności sakramentu - tylko jaki CZŁOWIEK????
      To może należy przeprowadzić jakiś test, który sprawdzi wszystkie za i przeciw
      od strony "formalnej" a potem dopiero się zakochać?
      • krezzzz100 Re: warto sie brac za rozwodnika? 16.08.10, 11:10
        Ja też smile
        Nieważne, że kolejny związek (obojętnie, czy po rozwodzie czy bez rozwodu),
        ważne- żeby sakramentalny)))

        Rozwód w związku cywilnym- źle, rozwód z unieważnieniem sakramentu- już ok. No,
        taka moralność...Człowiek w tym ginie.
        • tricolour Proszę o ścisłość.... 16.08.10, 15:12
          ... nie ma rozwodów z unieważnieniem sakramentów, ale jest za to
          stwierdzenie nieważności sakramentu małżeństwa.

          Nie wiem czy zwyczajnie nie rozróżniasz znaczeń "nieważnośc"
          vs "unieważnienie" czy też celowo "polemizujesz" z własna manipulacją
          polegającą na wymyśleniu czego czego nie ma i krytyce tegoż, że koślawe.
          • krezzzz100 Re: Proszę o ścisłość.... 16.08.10, 15:17
            Jak to: nie ma? Osoba, która unieważnia sakrament, chyba bierze również rozwód?
            No bo chyba nie chodzi tu o sanatio in radice (uzdrowienie w korzeniu)?

            Odnosimy się tu do ewentualności zawarcia ponownego związku małżeńskiego. Któren
            to związek można zawrzeć PO rozwodzie)))

            Zatem, powściągnij swój język i pomyśl, zanim zarzucisz komuś manipulację.
            • tricolour Manipulacją jest... 16.08.10, 15:31
              ... "unieważnia sakrament" ponieważ sakramentu się nie unieważnia. Można
              stwierdzić nieważność, a to ci innego.

              Może nie dostrzegasz róznicy w znaczeniu, choć w to akurat wątpię, bo to
              gruba różnica. Myślę, że celowo tworzysz nieistniejąca konstrukcję, co
              nazywam manipulacją poprzez późniejszą polemikę.
              • krezzzz100 Re: Manipulacją jest... 16.08.10, 15:47
                I kolejny raz imputacja manipulacji sad Szkoda. No, ale trudno.

                Otóż, tak właśnie to rozumiałam: przez "unieważnienie" rozumiem "stwierdzenie
                nieważności".

                Zapewne to skrót myślowy. Sensu jednak nie zmienia to nic a nic - w moim toku
                wywodu. Rozwód to rozwód, czy z orzeczeniem nieważności czy bez. Rozwodnik to
                człowiek, który zawiera kolejny związek małżeński. I na tym polega katolicka
                hipokryzja, że piętnuje kolejne małżeństwa u jednych, a u drugich już nie))))

                Zastanów się, zanim zaczniesz innym wmawiać manipulację. To Twoja przykra
                przywara z dawien dawna. A już miałam nadzieję, że Ci minęła...

                • tricolour To zaleta, nie przywara... 16.08.10, 16:00
                  "unieważnienie" znaczy tyle, że coś było ważne, ale z jakichś przyczyn
                  zostało właśnie unieważnione. Jak np stary dowód osobisty, który ma termin
                  ważności. Unieważnia się automatycznie w określonym momencie. Rozumiesz?
                  Do określonej daty był ważny, a po niej nie jest ważny, ponieważ sie
                  unieważnił
                  .

                  Stwierdzenie nieważności to stwierdzenie faktu, że coś nie było ważne
                  nigdy. Jak dowód osobisty z błędem - np numer dowodu jest powielony u
                  innej osoby. Taki dowód nigdy nie był ważny poprzez nieunikatowy numer
                  jednak do czasu stwierdzenia tego faktu dowód uważany był za ważny.

                  Jestem przekonany, że dobrze widzisz różnicę w powyższym przykładzie.
                  Jestem także przekonany, że nie chcesz jej zobaczyć w kontekście własnego
                  ślubu kościelnego.
                  • krezzzz100 Re: To zaleta, nie przywara... 16.08.10, 17:00
                    Tak właśnie uważam: że małżeństwo było ważne, i żadne stwierdzenie nieważności
                    sakramentu małżeństwa nie unieważnia małżeństwa. To jest właśnie błąd tej
                    struktury sakramentu małżeństwa, że odnosi się ...do niczego, skoro nie do
                    małżeństwa)))I właśnie dlatego powszechnym jest nazywanie/uznawanie owego
                    "stwierdzenia nieważności" za unieważnienie samego małżeństwa bądź wprost za
                    rozwód kościelny.

                    Tak widzę tę różnicę. A mój ślub kościelny nie ma nic tu do rzeczy.
                    Niepotrzebnie odnosisz się osobiście. Ale, skoro się do tego odniosłeś, to Ci
                    podpowiem: gdybym chciała, to bym owo unieważnienie otrzymała.
                    Ale nie chcę. I nie tylko dlatego, że nie jestem katoliczką. Dlatego, że...patrz
                    powyżej.

                    Prowadzisz rozmowę nie fair. Zwracam Ci na to uwagę, bo może tego nie dostrzegasz.
                    • tricolour Możesz tak uważać... 16.08.10, 18:13
                      ... i twierdzić co innego niz KK. Naprawdę nie ma to żadnego dla nikogo -
                      poza Tobą - znaczenia. Tyle, że nie dzieje się to bez przyczyny, co
                      zauważam.

                      I te przyczyny, jeśli mówić o Tobie, uważasz za rozmowe nie fair. Gdy sama
                      wytykasz podobne innym, a to bardzo częsty przypadek, to już pewnie nie
                      fair nie jest, co przekracza - moim zdaniem - granice hipokyzji, ale o to
                      mniejsza.

                      Krez, możesz uważać, co chcesz. Możesz nawet manipulować znaczeniam słów,
                      by Ci było łatwiej, ale nie dziw się, że ktoś (np. ja) to wytknie.

                      A Twoją podpowiedź, że gdybyś chciała, to byś nieważnośc dostała, kwituję
                      uśmieszkiem, bo wyrok sądu nie zależy od Twojego chcenia. Poza tym tej
                      nieważności nie masz i fakt, że jej nie masz ma kluczowe znaczenie dla
                      Twojej relacji z Kościołem, a że jest to relacja ekstremalna i nerwowa
                      świadczy, że widać "chcesz" ekstremum i ciągłą wewnętrzną walkę.

                      A ja chciałem spokój i mam.
                      • krezzzz100 Re: Możesz tak uważać... 16.08.10, 18:41
                        No pewnie, że mi wolno. I twierdzę smile I ma to znaczenie dla jeszcze kilku ludzi
                        poza mną smileI nie musisz wydawać zgody na to, że mi wolno smile

                        Grasz nie fair, grasz. Zawsze (no, prawie))) wpadasz "w nerw" i wyciągasz
                        osobiste)))) Tak już masz...smile

                        Uśmieszkiem kwitować możesz co tylko zechcesz, to wolny krajsmile

                        Mnie wystarczy uczciwy rozwód cywilny, a nie kombinacja z kolejnym
                        sakramentalnym mężem)))))

                        Moja relacja z krk jest obustronnie i satysfakcjonująco wyjaśniona))) Teraz
                        pozostało mi obserwować matactwa krk, w tym katolickich sądów w kwestii rozwodów
                        kościelnych, co z niekłamaną przyjemnością czynię- także na Twoim
                        przykładzie.
                        Zapewne, zapewne, zrobiłeś to dla osiągnięcia spokoju- tak działa
                        hipokryzja właśnie))).

                        Ale dojrzewasz, muszę przyznać, w ogólności- do coraz większego krytycyzmu
                        względem krk. I to doceniam smile
                        • tricolour No i właśnie o to chodzi... 16.08.10, 19:15
                          ... że gdyby Twoje relacje z KK były wyjaśnione i domknięte, to byś
                          olewała co sie tam dzieje. Olewała w takim rozumieniu, że dobre bys
                          widziała jako dobre, a złe jako złe. Na tym polega domknięta relacja, że
                          rozum jest przed emocjami.

                          Jeśli zaś z obserwujesz matactwa katolickich sądów w kwestii rozwodów
                          kościelnych, to sprawa ta leży Ci na sercu. Mnie nie leży więc niczego tam
                          nie obserwuję, bo moja sprawa została zamknięta, a czyjeś mnie nie
                          interesują pod żadnym względem. Jedni pewnie mataczą, drudzy nie mataczą i
                          koniec dla mnie.

                          Jeżeli zaś uważasz, że moja nieważnośc sakramentu jest dla świętego
                          spokoju, to owszem - ona jest TAKŻE dla świętego spokoju, którego Ty nie
                          masz. Uważam, że Twój niepokój jest wręcz modelowy i polega na ekstremum:
                          na postulacie "usunięcia kościoła z przestrzeni publicznej" bo sobie nie
                          radzisz więc chcesz wyplenić to, z czym sobie nie radzisz. Gdybyś sobie
                          radziła, to byś machnęła ręką czy tam ktoś mataczy czy nie, bo przecież
                          nie mataczy (lub mataczy) on w Twojej sprawie.
                          • krezzzz100 Re: No i właśnie o to chodzi... 16.08.10, 19:29
                            Tu się różnimy, bo ja generalnie nikogo i niczego nie olewam. Taki typ ze
                            mnie))) A widzieć , co dobre, a co złe- to zupełnie inna rzecz smile

                            Obserwuję, bo mnie to interesuje. Niektórzy tak mają, że ich świat interesuje
                            smile A wnioski z obserwacji wykorzystuję))) Np. zawodowo. Serio, serio...I to się
                            nazywa właśnie rozumnym działaniem))) Widzieć sfery mataczenia i uczciwości- to
                            w kwestii odróżniania dobra od zła, które Ty w swoim życiu zacierasz.

                            Co Ty z tym usunięciem krk z przestrzeni publicznej? Ktoś tu o tym mówi? Manię
                            prześladowczą masz czy co?

                            [A tak, swoją drogą, to wisz co? Pewna myśl mnie rozśmieszyła smile Coś dużo
                            pamiętasz z mojego życia. W sumie jak i ja z Twojego...To chyba naprawdę
                            jest....fajne (mimo, że bywa niefajnie) ]
                            • tricolour Tak, Ty powiedziałaś... 16.08.10, 19:39
                              ... co ująłem cudzysłowem. Pisałaś o konieczności usunięcia kościoła z
                              przestrzeni publicznej, a takie ekstremalne podejście swiadczy, że sobie z
                              nim nie radzisz.

                              Bo z jednej strony Twój ślub, także kościelny. Po porażce tamtego związku
                              można reagować róznie, ale skrajna emocjonalna reakcja PO LATACH to dowód,
                              że rzecz jest niezałatwiona.

                              Nie chcę Cię w żaden sposób dotykać, zwracam tylko uwagę na to, co jest -
                              moim zdaniem - jaskrawie widoczne.
                              • krezzzz100 Re: Tak, Ty powiedziałaś... 16.08.10, 20:03
                                A gdzie ja to napisałam? Daj, no proszę)))Ale bez manipulacji- w całości, czyli
                                w macierzystym kontekście ))))

                                Porażka mojego związku nie ma nic wspólnego ze ślubem kościelnym. Łe tam, żeby
                                to był ten wymiar porażki, to moje małżeństwo byłoby bezproblemowe)))) Mnie
                                chodzi o TWOJĄ hipokryzję. Ale nie tylko Twoją- na pocieszenie. Autorki wątku
                                też. No i tak ogólnie- prawie wszystkich rozwodników katolickich (prawe- bo nie
                                wykluczam, że rzeczywiście czasem ślub trzeba unieważnić- ale to dotyczy i
                                cywilnego i kościelnego).

                                Nie dotykasz mnie TYM akurat. Ale że chcesz mnie dotknąć Tri- to fakt. No, nie
                                bądź hipokrytą do końca smileJa tam chcę Cię dotknąć czasem- jak głupio albo podle
                                gadasz...
                                • tricolour Nie chcę Cię dotknąć... 16.08.10, 21:32
                                  ... gdybym chciał, to bym wymyslił coś takiego, co byś potem powtarzała na
                                  dowód jak Cie potraktowałem - takie rzeczy już były. Nie chcę.

                                  Znów się różnimy w widzeniu rzeczy i niech każde pozostanie przy swoim
                                  stanowisku. Zresztą nic innego nie wymyślimy, bo co wynika z faktu, że Ty
                                  uważasz, że jestem hipokrytą gdy ja uważam, że masz problem z KK?

                                  Zostawmy już to...
                                  • krezzzz100 Re: Nie chcę Cię dotknąć... 16.08.10, 21:42
                                    Dobrze.
                  • airam.as Re: To zaleta, nie przywara... 16.08.10, 22:16
                    Twierdzenie, że slub który byl, że w istocie go nie było, znaczy że był, ale nie byl ważny (jak dowód) nie jest do konca szczere w stosunku przede wszystki do siebie samego. To tak, jakby sie rzeklo, że sie przezyło x lat z kimś, ale nic z tego nie wynika, tak jakby chcialo zastrzeć ślady tego co było, wyprzeć z pamięci. Ale faktem jest - że ślub był, małżeństwo było (nie o papier chodzi i nie o ceremonię) Faktem jest, że bardzo wiele z tego wynika. Nie mozna zaprzeczyć czemuś, co było. Uciekanie się do reguł KK niczego nie zmiania, nie zaprzecza temu, że ten ślub FAKTYCZNIE był. Korzystanie z takich furtek, to dążenie do usprawiedliwienia siebie na zasadzie: ja tut nie pricziom. Na zassaadzie, owszem był ślub,ale ja w tym nie brałem udziału, tylko tak jakos wyszlo. Równiez świadczy o tym, że wystarczy papierek, aby poprawić sobie samopoczucie i się rozgrzeszyć. Nie tędy droga. Znaczyłoby to, ze życie REALNE, fizyczne, tu i teraz, jest mniej ważne, niz reguły narzucone przez jakiś abstrakcyjny, nierealny twór, któremu podporządkowujemy się, w celu uniknięcia odpowiedzialności za swoje czyny, tu i teraz, w życiu realnym. W tym kontekście - na pewno lepiej się przysluzy terapia u psychologa, niż stwierdzenie niewazności małżeństwa, które realnie istnialo (nie w papierach, nie przed Bogiem).
                    Co do porównania niewaznosci małżeństwa do dowodu expired, to można tez porównać że własnie KK wybacza winy mordercom, w więzieniach są kaplicy itp, więźniowie nawracają się i są rozgrzeszeni. Czy to oznacza,że nigdy nikogo nie zabili? Nie. To oznacza, że daje się im szansę. Na nowe zycie. Ale nie uznaje się tego co zrobili za nieważne, że niby nigdy nie mialo miejsca. KK był/jest jakąś formą psychoterapii dla ludu, ale w dzisiejszych czasach naprawdę bardziej skutecznym jest zawodowy psychoterapeuta, niż religia.
                    • tricolour Ale nie o ślub chodzi... 16.08.10, 22:25
                      ... tylko o sakrament.

                      Rozumiesz? Ślub był, chlanie było, pożycie było, dzieci były, małżeństwo
                      było. Sakramentu nie było.
                      • airam.as Re: Ale nie o ślub chodzi... 16.08.10, 22:38
                        Hehehe smile Rozbawiłeś mnie. big_grin
                        Czego nie było??

                        Katolicka doktryna mówiąca, że jest 7 sakramentów, formowała się dość długo. W XI w. św. Piotr Damiani († 1072) wymieniał 12 sakramentów. Oprócz znanych nam siedmiu uznawano np.: namaszczenie na króla, dedykację kościoła, konsekrację dziewic, poświęcenie zakonnic i obmycie nóg w Wielki Czwartek. Inni dodawali jeszcze jałmużnę.

                        Lub czego zabraklo? wink
                        • tricolour Śmiech to zdrowie... 16.08.10, 23:08
                          ... szczególnie gdy można pośmiac się z siebie.

                          Z którego wieku? Z jedenstego? Nie dało sie wyguglać czegoś starszego?
                          Czegoś sprzed Chrystusa nie było?
                          • airam.as Re: Śmiech to zdrowie... 17.08.10, 06:38
                            Kiedyś sie wierzyło w umycie nog w Czwartek, dzis w inne siedem. Widzisz jakąkolwiek róznicę? Chyba tylko taką, że w miarę rozwoju cywilizacji doktryna staje się coraz bardziej zagmatwana, bo i owieczki już nie sa takie głupie, więc stosuje się coraz bardziej wyrafinowane narzędzia manipulacji, byle tylko stado w kupie utrzymać. A nadrzędny "sakrament" wszelkich religii to kasa i polityka.

                            ps."obrocy krzyża" święcie wierzą, że obecne burze nad Polską, to spisek Rosjan, a pożary w Rosji - odwet Kaczyńskiego L wink
                            Wierzyć mozna we wszystko.
                            • tricolour Sam sobie przeczysz... 17.08.10, 08:19
                              ... skoro podajesz przykłady sakramentów sprzed tysiąca lat, które teraz
                              nie istnieją, to zmniejszenie ich liczby jest dla mnie
                              uproszczeniem "doktryny", a nie gmatwaniem.

                              A "obrońcy krzyża" w tej dyskusji? Wybacz, na taki poziom rozmowy mnie nie
                              naciągniesz.
                              • ryar Re: Sam sobie przeczysz... 17.08.10, 14:26
                                jeśli coś dzisiaj jest sakramentem a jutro już nie to jaką on ma
                                wartość ? widać wyraźnie że to wymysł kk i nie ma nic wspólnego z
                                religią (jak zresztą parę innych dogmatów jak choćby samo kapłaństwo,
                                celibat i że tylko mężczyźni mogą być twoim pośrednikiem do Boga ale to
                                już OT)
                                • tricolour To jest właśnie manipulacja... 17.08.10, 16:15
                                  ... że zakładasz (błędnie), że coś jutro sakramentem może nie być i na
                                  podstawie błednego założenia ekstrapolujesz na "parę innych dogmatów".

                                  Otóż nie zanosi się, by od jutra małżeństwo sakramentem być przestało.
                                  Koleżanka Airam, by cokolwiek zilustrować ze swoich tez, musiała sięgnąc
                                  tysiąc lat wstecz (a i wtedy małżeństwo było sakramentem) więc jak
                                  widzisz "jutro" ma często wymiar wręcz biblijny.

                                  Nie o to zresztą chodzi, co będzie jutro, bo prawo obowiązuje w tej
                                  chwili, a jest ono jednoznaczne.
                              • airam.as Re: Sam sobie przeczysz... 17.08.10, 20:17
                                To co powiedziałaś, to może i jest logiczne. Ale też wyraźnie pokazuje, jak kk
                                nie wytrzymuje próby czasu. Na szczęście dynamika upadku jest coraz większa, a
                                koniec bliższy. Na co wskazuje zmniejszająca się ilość przekazań, bo nikt
                                normalny w nie wierzy.
                                A co do "obrońców" krzyża. No własnie, to sa te owieczki na ktorych jeszcze
                                trzyma się KK. I to nie ja sprowadziłam ich do tego poziomu, na jakim się
                                zaprezentowali przed całym swiatem, tylko oni sami.
                                • tricolour " Na szczęście"? 17.08.10, 21:13
                                  Jesteś kolejną osobą, która do kościoła nic pozornie nie ma, ale wyczekuje
                                  aż padnie? I na co Ci to padnięcie skoro to taki obcy materiał, ten
                                  wstrętny i obłudny kościół?

                                  I to mnie właśnie bawi - jak bardzo potrzebujesz tego kościoła, by miec
                                  choć jedną rzecz prawie "na pewno", bo tysiąc lat - jakby nie patrzeć - na
                                  zamianę zdania w szczegołach, to żaden dynamizm. A jeśli koniec ma być
                                  pochodną tego dynamizmu, to zdążymy umrzeć sto razy zanim zmienią kolejny
                                  szczegół.

                                  Lubisz czekać gdy można być pewnym, że się nie doczekasz? Toż to czekanie
                                  bezsensowne i można zając się czyms innym...
                                  • airam.as Re: " Na szczęście"? 17.08.10, 22:09
                                    tricolour napisał:

                                    > Jesteś kolejną osobą, która do kościoła nic pozornie nie ma, ale wyczekuje
                                    > aż padnie? I na co Ci to padnięcie skoro to taki obcy materiał, ten
                                    > wstrętny i obłudny kościół?

                                    Żebym jakoś specjalnie czekała i sie tym martwiła, to nie. Imputujesz. A na co
                                    mi? Prosta reakcja,- jak wlazi w moje zycie nieproszony , to mi to przeszkadza.
                                    Normalne. Każdego intruza nachalnego pogonilabym.
                                    Ale tu nie mogę, bo na razie są zbyt wielkie związki Państwa i Kościoła (wbrew
                                    Konstytucji RP), więc , jako jednostka, niewielki mam wpływ na ewentualną ich
                                    separację, wyłącznie poprzez swoja postawę do KK, co zresztą czynię. A tendencja
                                    i tak jest taka,że albo KK zmieni swoją postawę i relacje z Państwem, albo
                                    szybciej zniknie niż sie wydaje. Wybierze KK z pewnością to pierwsze. I dobrze.
                                    Zostanie garstka wierzących, a nie stado deklarujących się i pod przykrywką
                                    "wiary" usprawiedliwiających się ze wszsytkich popełnianych przez siebie
                                    nagannych czynów, żeby nie powiedzieć...grzechów wink


                                    • tricolour To tu się różnimy... 17.08.10, 22:17
                                      ... mnie stada nic a nic nie interesują. Intersuje mnie jedynie moja
                                      relacja z Bogiem, Kościołem itp.
                                      • airam.as Re: To tu się różnimy... 17.08.10, 22:24
                                        tricolour napisał:

                                        > ... mnie stada nic a nic nie interesują. Intersuje mnie jedynie moja
                                        > relacja z Bogiem, Kościołem itp.


                                        Z Bogiem, czy Kościołem? czy z tp.
                                        Zdecyduj się, i nie wymieniaj ciurkiem.
                                        • tricolour To się nawzajem nie wyklucza... 17.08.10, 22:34
                                          ... a nawet wiąże.
                                          • airam.as I tu się różnimy. 17.08.10, 22:48
                                            wink

                                • kasper254 Re: Sam sobie przeczysz... 19.08.10, 07:03
                                  airam - pomyśl najpierw, jak coś napiszesz. W przykazania, które
                                  wcale się nie zmniejszają, ne wierzy ten, co nie chce wierzyć i
                                  normalność nie ma tutaj nic do rzeczy.
                                  Dlaczego tych, co manifestują w Warszawie, nazywasz "obrońcami"? To
                                  ich wiara. Co masz do ich poziomu" i czy w ogóle
                                  wyróżniasz "poziomy"? Czy poziom łajdusa lekarza, prawnika itd,
                                  prymitywnego Niesiołowskiego-n.b. "profesora" (?), złodzieja itd.
                                  jest inny - jaki? Powiesz o swoich najdroższych, najbliższych,
                                  że "kochają", a Ty sama kochasz, czy "kochasz", wyznajesz wartości
                                  czy "wartości"?.
                    • tricolour Zresztą to jest piękna sprawa... 16.08.10, 22:35
                      ... no wręcz mnie to zastanawia do głębi jak osoby "na bakier" z zasadami
                      KK bronia tej nierozerwalności katolicko-kościelnego węzła małżeńskiego.

                      No na co może byc komus potrzebny szczegół gdy olewa ogół? I znajduję
                      jedną z odpowiedzi: potrzebę constansu. Niezmienności i trwałości nawet
                      gdyby była to niezmienność znienawidzona i odrzucana. Transcendencja jako
                      żywo.
                      • airam.as Re: Zresztą to jest piękna sprawa... 16.08.10, 22:47
                        tricolour napisał:

                        > ... no wręcz mnie to zastanawia do głębi jak osoby "na bakier" z zasadami
                        > KK bronia tej nierozerwalności katolicko-kościelnego węzła małżeńskiego.

                        Ależ nie bronią wcale. Wykazują niekonsekwencję w doktrynie KK, ktora miesza owieczkom w głowach, I stwarza niezliczoną ilość furtek, by zyć jak się zyje i nie brać na siebie odpowiedzialności za swoje zycie. Bo i tak dostanie się rozgrzeszenie za zabójstwo albo stwierdzi niewazność małżeństwa ktore faktycznie istniało.
                        To po co taka doktryna?
                        • tricolour Eee tam, niekonsekwencję od razu... 16.08.10, 23:14
                          ... chcesz zauważać u innych mając ewidentną manipulację u siebie:
                          odbieranie słowom znaczenia --> nie jest mowa o nieważności małżeństwa
                          tylko mowa o nieważności małżeństwa sakramentalnego.

                          I jeśli zaczniesz stosować właściwe znaczenie słów, to nie bedziesz
                          dochodził do sprzeczności czy też niekonsekwencji. Jeśli celowo zmieniasz
                          to znaczenie, to nie dziw się, że prowadzi Cię na manowce.

                          BTW: można stworzyć algebrę, w której 2+2=7. Nawet są takie algebry.

                          • airam.as Re: Eee tam, niekonsekwencję od razu... 17.08.10, 06:42
                            Cały czas mowimy o malżeństwie sakramentalnym i jego zawarciu nieważnie, jeśli
                            nie zauwazyłeś. Stweirdzenie niewazności czegoś, co zostało zawarte nieważnie
                            jest zwykłą ekwilibrystyką myślową, taką algebrą 2+2=7.
                            • tricolour I na tym polega problem... 17.08.10, 08:12
                              ... że dla Ciebie to ekwilibrystyka, a dla mnie oczywistość.

                              No przeczytaj, co napisałeś: "Stwierdzenie niewazności czegoś, co zostało
                              zawarte nieważnie jest zwykłą ekwilibrystyką myślową" - to zdanie jest
                              właśnie manipulacją, na którą sam się nadziewasz, która prowadzi donikąd.

                              Jeśli rzecz jest nieważnie zawarta, to jest zupełnie naturalne, że można
                              stwierdzic nieważnośc czyli wydac osąd o stanie rzeczy. To jest
                              podstawowa wolnośc, by miec prawo do stanowienia o samym sobie.
                              • airam.as Re: I na tym polega problem... 17.08.10, 20:46
                                To nie ja się nadziewam, tylko Ty dążac do stwierdzenia niewazności swojego
                                małżeństwa (sakramentalnego - gwoli przypomnienia).
                                Żeby takie małżenstwo zostalo uznane za nieważne, musiały istnieć określone
                                przesłanki.

                                Np. dla porównania, w małżeństwie cywilnym , jesli jedna ze stron zawiera
                                małżeństwo z bigamistą, co w naszym prawie jest zakazane. Więc wtedy nie bierze
                                rozwodu, tylko zostaje orzeczona nieważność małżeństwa. Co, praktycznie patrząc,
                                jeśli ludzie przeżyli ze sobą rok, dziesięć czy 30 lat, - niczego nie zmienia.
                                Paradoksalna sytuacja by była, aby najpierw ci ludzie się rozwiedli (z jakichś
                                przyczyn), a dopiero po latach jedna ze stron dowiedziała się , że żyła w
                                małżeństwie z bigamistą. Nie sądzę by poleciała do sądu po zaświadczenie, że
                                jednak rozwodu, który byl, faktycznie nie było, bo przecież i małzeństwa nie było.

                                Obowiązuje zdaje się ślub konkordatowy, a więc można było najpierw, kiedy się
                                dowiedziało, że się żylo w nieważnym (sakramentalnym) małżenstwie, dokonać
                                ustalenia nieważności tegoż małżeństwa. Jesli robi się to po tylu latach, to
                                jest to czysta ekwilibrystyka i szukanie dziury w calym - dokładnie tak w
                                podanym przykladowym przypadku malżeństwa cywilnego.
                                Inna sprawa, że trzeba niexle się naglówkować, żeby stwierdzić nieważność
                                własnego sakramentalnego malżeństwa. Bo oczywiste to to nie jest. A więc -
                                ekwilibrystyka.

                                Można też powiedzieć inaczej. Że chce się mieć "uniewaznione" małżeństwo
                                sakramentalne, po to, by moc wziąć ślub ponownie. Czyli, nie z powodu wiary,
                                tylko ze względów czysto formalnych. Czyli kolejna ekwilibrystyka.
                                Jeżeli to jest wg Ciebie doktryna prosta, to podziwiam Twoj geniusz.
                                Choć sklonna jestem raczej oceniać to jako dzialania skierowane na to, by
                                udowodnić sobie, że wina za to małżeństwo,a raczej jego rozpad jest gdzie
                                indziej, na pewno nie w Tobie.
                                • tricolour Ja się nie nadziewam... 17.08.10, 21:08
                                  ... bo ja proces wygrałem. Chciałem, zgromadziłem materiał, postawiłem
                                  tezę procesową i udowodniłem. Czysta przyjemnośc choć z elementami
                                  pikantnymi przez niewiadomą.

                                  "Czyli, nie z powodu wiary, tylko ze względów czysto formalnych" -
                                  oczywiście, że z powodów formalnych. Wiara, a proces o nieważnośc
                                  małżeństwa sakramentalnego, to dwie różne (ale nie rozłączne) rzeczy. Nikt
                                  to nie twierdzi (ja na pewno) że wygrałem proces z powodu wiary.
                                  • cwarek Re: Ja się nie nadziewam... 17.08.10, 21:57
                                    z tym 'unieważnianiem' to tak jak z odnawianiem błony dziewicznej -
                                    ludzie mi nie chodzi, że był żonaty, tylko co mu po tym małżeństwie
                                    zostało, jakie wnioski, jak będzie podchodził do nowych związków, o
                                    emocje z tym związane
                                    • tricolour 100% racji... 17.08.10, 22:15
                                      ... ponieważ nie ma ani unieważniania ani odnawiania błony dziwiczej.

                                      Jest za to stwierdzanie nieważności zupełnie w swojej prostocie podobne do
                                      stwierdzania trzeźwości: badaniem rzeczy.
                                • tricolour I żeby była jasność.... 17.08.10, 21:36
                                  ... każdy ma prawo do procesu przed sądem. Także duchownym. I na takim
                                  procesie może sprawę wygrać lub przegrać, a zależy to od materii i
                                  dowodów. Nie rozumiem jak można nie ogarniac tak prostej sprawy opisanej
                                  wręcz wołami w Kodeksie Prawa Kanonicznego.

                                  Przecież to kompromitacja nie znać WARUNKÓW udzielania sakramentów. Toz to
                                  materiał sprzed 1 Komunii.
                                  • airam.as Re: I żeby była jasność.... 17.08.10, 21:51
                                    Nie wygłupiaj się. Nie Ty. Dobrze wiesz, że wystarczy człowiek, a paragraf się
                                    znajdzie. I dzieje się tak niezależnie od jakiegokolwiek kraju i jakiegokolwiek
                                    prawa.
                                    Czy to w prawie kościelnym, czy cywilnym.
                                    Udowodnic mozna wszystko. Nawet, że białe jest czarne. Pozostaje pytanie o
                                    intencje tej osoby, która to robi.
                                    • zmeczona100 Re: I żeby była jasność.... 17.08.10, 22:14
                                      > Udowodnic mozna wszystko. Nawet, że białe jest czarne. Pozostaje pytanie
                                      o
                                      > intencje tej osoby, która to robi.

                                      Maria, stwierdzenie organów KK do tego uprawnionych, że nie było
                                      sakramentu małżeństwa na podstawie spreparowanych dowodów, kłamstw nie
                                      czyni tego sakramentu nie ważnym- dla Boga. Jeśli ktoś zabiega o
                                      stwierdzenie niewazności tylko po to, aby kolejny raz zawrzeć małżeństwo w
                                      duchu KK, a nie ma tak naprawdę rzeczywistej przyczyny, aby to stwierdzić
                                      (tylko są wymysły dla potrzeby uzyskania stosownego papierka), to osoba
                                      popełnia grzech i dla Boga nadal jest sakramentalnym małżonkiem. To jest
                                      po prostu kwestia sumienia- czy są faktyczne przesłanki, które czynią
                                      sakrament zawartym nieważnie, czy jednak zostały spreparowane dowody.

                                      Dla osoby, która nie ma podstawowych wiadomości o warunkach udzielania
                                      sakramentów świętych, stwierdzenie nieważności wydaje sie kuriozum, ale
                                      tak nie jest. Aby sakrament spowiedzi był ważny, trzeba np. wyznać
                                      wszystkie swoje grzechy i nie zatajać żadnego z nich (tzn. powiedzieć
                                      wszystkie, które pamietamy). Jesli ktoś zatai swój grzech, albo obiecuje
                                      poprawę, a wie, że nie zamierza nic poprawiać (np. osoby stosujące
                                      antykoncepcję czy żyjące w konkubinacie), to spowiedzi w sensie sakramentu
                                      nie było. Jeśli ktoś po takiej "spowiedzi" przystępuje do Komunii Św. to
                                      popełnia grzech świętokradztwa- chociaz pozornie u spowiedzi był.
                                      Dokładnie tak samo jest z sakramentem małżeństwa.


                                      • airam.as Re: I żeby była jasność.... 17.08.10, 22:25
                                        zmeczona100 napisała:

                                        > > Udowodnic mozna wszystko. Nawet, że białe jest czarne. Pozostaje pytanie
                                        > o
                                        > > intencje tej osoby, która to robi.
                                        >
                                        > Maria, stwierdzenie organów KK do tego uprawnionych, że nie było
                                        > sakramentu małżeństwa na podstawie spreparowanych dowodów, kłamstw nie
                                        > czyni tego sakramentu nie ważnym- dla Boga.

                                        Ja to rozumiem.
                                        Wytlumacz to Tri. Nie mnie.
                                        smile
                                        • tricolour Gdybys była facetem... 17.08.10, 22:36
                                          ... to za insynuację, że spreparowałem dowody dostałabys ode mnie w twarz.

                                          Dla wrócenia do pionu.
                                          • airam.as Re: Gdybys była facetem... 17.08.10, 22:55
                                            na szczęście nie jestem facetem.
                                            Ale jakbys Ty byl szczerym wobec siebie (facetem), to byś myślał, starał sie
                                            wyjść poza utarte schematy, zamiast wymyślać i insynuować, że ja cokolwiek
                                            insynuuję odnośnie Ciebie.
                                            Szkoda słów.
                                            Rozumiem, że zabrakło Ci argumentów.
                                            A teraz nie insynuację, tylko słowa wprost, odnośnie Twego, że przyłożyłbyś mi,
                                            gdybym była facetem:
                                            "siła jest, uma nie nado".


                                        • zmeczona100 Re: I żeby była jasność.... 17.08.10, 22:46
                                          To znaczy, że wg Ciebie Tri nakłamał?? czyli nie jest katolikiem tylko go
                                          udaje?? A skąd ta pewność??
                                          • airam.as Re: I żeby była jasność.... 17.08.10, 23:01
                                            zmeczona100 napisała:

                                            > To znaczy, że wg Ciebie Tri nakłamał?? czyli nie jest katolikiem tylko go
                                            > udaje?? A skąd ta pewność??


                                            Czy ja coś takiego powiedziałam?
                                            Chyba was porąbało!
                                            Powinnam odpowiedziec w konwencji i stylu Tri, skoro tak to odebraliście, to
                                            znaczy macie coś z tą wiarą na bakier, a najbardziej z wlasnym sumieniem. Żeby
                                            nie było. Tak jak Tri mowi, że jesli poruszam temat Kościoła, to znaczy , że mam
                                            cos nie przerobione.
                                            No absurd!
                                            Nie bawmy się w przedszkole!

                                            Wszystko staralam sie wytłumaczyć na przykladzie w poście, gdzie dałam
                                            równolegly przykład stwierdzenia unieważnienia małżeństwa sakramentalengo
                                            (jesli byly przesłanki), i to samo - odnośnie cywilnego ( w kontekście
                                            ujawnienia faktu bigamii po rozwodzie).
                                            Nie chce się odnosić do konkretnych przykladów, to nie. Ale proszę mi nie
                                            wmawiać, że myślę to, czego nie myślę, bo juz nie wiadomo, czy plakac czy się smiać.


                                            • zmeczona100 Re: I żeby była jasność.... 17.08.10, 23:16
                                              Ja odpowiedziałam bezpośrednio na post, w którym cytowałas fragment mojej
                                              wypowiedzi. Ten zacytowany fragment odnosił sie akurat do manipulowania
                                              faktami, aby uzyskac papierek. Dla mnie wyglądało to tak, jakbys to
                                              zarzucała Tri. Stąd moja reakcja wink

                                              PS Zamierzam iść w ślady Tri wink
                                              • tricolour Zachęcam... 17.08.10, 23:21
                                                ... mogę posłużyć pomocą jeśli potrzebujesz.
                                                • zmeczona100 Re: Zachęcam... 19.08.10, 18:47
                                                  Dzięki wink
                                                  Na razie od wielu miesięcy jestem na etapie dojrzewania do spotkania z
                                                  pewnym zakonnikiem, który ponoć w Europie jest jednym z najbardziej
                                                  znających tematykę, tzn. ma jakieś wyjątkowe przygotowanie w tym zakresie.
                                                  Namiar na niego dostałam od osoby, która skorzystała z jego oceny. On nie
                                                  prowadzi i nie orzeka w tego typu sprawach, natomiast warto z nim się
                                                  umówić i pojechac na konsultację- on ocenia, czy są jakieś szanse na
                                                  stwierdzenie niewazności, czy należy dać sobie spokój i ponoć te jego
                                                  "wyroki" są takie, jak później wydają sądy kościelne. On też zwraca uwagę
                                                  np. na to, co może i powinno byc dowodem w konkretnej sprawie.

                                                  Wybieram się do niego długo, ale pewnie bliżej wiosny jednak się umówię. U
                                                  mnie jest jeszcze taka sytuacja, że nie mam jeszcze rozwodu, a do niego
                                                  droga jeszcze bardzo daleka. Wiem, że można składać bez orzeczenia
                                                  rozwodu, ale liczę na to, że akta ze sprawy mogą się przydać własnie
                                                  podczas stwierdzenia nieważności.

                                                  Ale jakby co, to będę pytać Ciebie, jeśli czegoś nie będę wiedziała smile

                                                  Tri, ja to podziwiam Twoją cierpliwość wink Setki razy tłumaczyć to samo na
                                                  tym forum smile Ja na tym skorzystałam- nie przeczę, że to dzięki Tobie w
                                                  ogóle pomyślałam o spróbowaniu takiej możliwości. Wcześniej myślałam
                                                  dokładnie jak Ty- że to fanaberie, wymysły itp.

                                                  Nie miałbyś ochoty założyć forum na ten temat?
                                              • airam.as Re: I żeby była jasność.... 17.08.10, 23:25
                                                Niestety trzeba czytać calośc, aby pojedyncze wypowiedzie nie stanowlu o
                                                calokształcie.

                                                A skoro zamierzasz, to powiedz, bo z nim sie nie da rozmawiać, przewrazliwiony gośc.

                                                Jakie przeslanki wg Ciebie nie zostały spelniony kiedy zawierałaś małżenstwo
                                                (sakramentalne, bo o tym caly czas mowa), o których nie wiedziałaś (rozumiem, że
                                                Twój slubny to ukrył przed Tobą przed slubem) że się zamierzasz starac teraz o
                                                stwierdzenie jego nieważności. I kiedy dowiedizłaś się, że te przesłanki
                                                istniały, zanim zawarłaś małżeństwo sakramentalne.
                                                Pytam z ciekawości. Pytam, by zrozumieć. I prosze się nie doszukiwac żadnych
                                                podtekstów w moim pytaniu.
                                                • zmeczona100 Re: I żeby była jasność.... 19.08.10, 19:24
                                                  maria, nie bardzo mam ochotę pisać na ten temat. Znalazłam opis historii-
                                                  jota w jotę jak moja, tyle tylko, że ja przekonałam się jeszcze, jak taki
                                                  człowiek funkcjonuje jako ojciec, no i jako opiekun w chorobie (u nas nie
                                                  wystąpił- początkowo- problem z seksem):

                                                  www.kosciol.pl/article.php?story=20100202115525516
                                                  Plus do tego inne historie.

                                                  Maria, KK nie dopuszcza możliwości "sprawdzenia się" przed ślubem- tj.
                                                  wspólnego zamieszkania (no i seksu). W tej sytuacji nie znasz przyszłego
                                                  męża z codziennego życia. W młodości rzadkością są problemy zdrowotne, w
                                                  pracy, trudna sytuacja materialna czy mieszkaniowa. A nawet, jeśli się
                                                  takowe pojawiają, to poznajesz tylko fragment przyszłego męża, bo jednak
                                                  nie jesteś z nim 24 godz. na dobę, więc nie wiesz, jak sobie radzi ze
                                                  stresem, czy nie jest agresywny, czy w każdej sytuacji możesz na niego
                                                  liczyć. Naturalnie też nie możesz sie przekonac, jakim będzie ojcem.
                                                  Dopiero po ślubie wszystko wychodzi. Przy czym ja mówię o katolikach- a
                                                  nie o ochrzczonych a niepraktykujących, ale takich zwyczajnych,
                                                  przeciętnych, którzy są wierzący i praktykujący, no i którzy popełniają
                                                  grzechy- jako, że człowiek nie jest istotą doskonałą.
                                                  Bardzo ważna jest rodzina, z której się wywodzi, ale nawet z
                                                  patologicznej, jak opisana w linku- nie zawsze "wchodzi w krew".

                                                  Czyli- przysięgasz ze świadomością, że Ty tej przysięgi dotrzymasz, bo
                                                  będziesz odpowiedzialna za rodzinę, nie jesteś skupiona tylko na sobie i
                                                  nie masz ciągot w tym, żeby się dobrze ustawić w życiu. Po prostu jesteś
                                                  pewna, że wiesz, czym jest życie w sakramencie małżeństwa i tego, że
                                                  osoba, która Ci to slubuje- mysli dokładnie tak samo , bo przecież tu
                                                  chodzi o deklaracje, nie ma innego sposobu, aby w tym momencie przekonać
                                                  się, czy są to deklaracje bez pokrycia; to dopiero zweryfikować może
                                                  życie.

                                                  Nie wszystko też wychodzi od razu, bo np. nie ma sytuacji podbramkowych, w
                                                  których może się sprawdzić mąż/ żona. To wychodzi z czasem. Najpierw
                                                  uważasz,że to przypadek, że może miał gorszy dzień, że naprawdę musiał
                                                  zostać w pracy, że musi wyjechać na szkolenie, że jest zmęczony itp. No bo
                                                  skoro zdecydował się na złożenie przysięgi w kościele, to przecież na
                                                  pewno to, co robi, robi dla nas, czyli dla rodziny, a na pewno nie
                                                  zaspokaja swoich ambicji. A potem następuje faza kulminacji, kiedy opada
                                                  mgła i kiedy nie da się już ukryć, że powiela schemat ze swojej rodziny i
                                                  że skoro facet trzydziestoparoletni tak postępuje, to znaczy, że nie
                                                  odmieniło mu się dopiero teraz. Analizujesz jego wcześniejsze wpadki i
                                                  wszystko układa się w jedną układankę.

                                                  Maria, ja pisałam tu wielokrotnie, że nie zamierzam sie już z nikim
                                                  wiązać, bo- jak mnie tu oceniono wink - mam za wysokie wymagania wink i nie ma
                                                  szans, aby spotkac kogoś takiego w realu. A ponieważ doszłam w życiu do
                                                  tego, co można nazwać spełnieniem (oprócz sfery uczuciowej), więc tym
                                                  bardziej moje wymagania rosną- na rzecz wyznawanych wartości, wyzwania
                                                  intelektualnego, zainteresowań (plus sprawy oczywiste typu wiara, higiena
                                                  czy chrapanie wink ) Skorzystam z mozliwości stwierdzenia nieważności nie
                                                  dla ewentualnego partnera (bo skąd wiadomo, że sie pojawi, albo że będzie
                                                  kawaler czy ktoś ze stwierdzoną nieważnością), tylko dla spokoju własnego
                                                  sumienia- chcę po prostu wiedzieć, czy w ogóle żyłam w sakramencie
                                                  małżeństwa.

                                                  Gdybym wiedziała, kim okaże się mój "mąż", nie zgodziłabym sie na takie
                                                  życie. Jednak nie miałam możliwości, aby sie o tym przekonać przed ślubem.
                                                  Od momentu poznania sie do momentu ślubu minęły u nas 4 lata.
                                            • tricolour Twój przykład był niedobry... 17.08.10, 23:20
                                              ... bo po pierwsze ja nie mówie o unieważnianiu, tylko o stwierdzaniu
                                              nieważności, a to duża różnica.

                                              A po drugie: stwierdzanie ważności polega na odniesieniu sie do warunków
                                              zawarcia sakramentu. Warunki są jasne więc i proces jest - w sumie - dość
                                              prosty. Trzeba wskazać co było nie tak jak sami koscielni piszą, że ma byc
                                              i udowodnic.
                                              • airam.as Re: Twój przykład był niedobry... 17.08.10, 23:29
                                                Tri, zrozum, aby coś zostało uznane za nieważne, muszą istnieć przesłanki.
                                                Zławiara, złe intencje i tp. ale ta zła wiara i złe intencje, wystepujące PRZED
                                                zawarciem związku, a nie ujawnione w trakcie. Tak jest w umowie każdej cywilnej.
                                                Wtedy stwierdza się, że umowa (ślub np) nieważne, i nigdy nie byly, bo zawarte,
                                                albo w zlej wierze, albo dzieki temu , że zostaly ukryte pewne fakty.
                                                Staram się zrozumieć, jak to jest z KK. Bo jesli o Boga chodzi, to ja to wiem.
                                                • tricolour Sa jeszcze inne rzeczy... 17.08.10, 23:35
                                                  ... można je nazwać "wadami ukrytymi". Na takie wady masz jako konsument
                                                  zwykła gwarancję wystawianą przez producenta. Pieknie na półce wyglądało,
                                                  kupiłaś, grało rok, ale szlag trafił na skutek wadliwej konstrucji. Do
                                                  wymiany.

                                                  Podobnie jest w przypadku sakramentu, że czasem nie można stwierdzić - bez
                                                  małżenstwa, wspólnego zamieszkania, życia, stanięcia wobec problemów - że
                                                  wszystko jest OK.

                                                  Przykład? Małżonek odmawia współżycia w płodnym okresie bo nie chce
                                                  dziecka. Powód stwierdzenia nieważności: warunkiem sakramentu małżeństwa
                                                  jest ZGODA na posiadanie potomstwa.
                                                  • airam.as Re: Sa jeszcze inne rzeczy... 17.08.10, 23:43
                                                    chciałam nie komentować w pierwszym odruchu, ale jednak pozwolę sobie.
                                                    Ja naprawdę szanuję religie wszystkich ludzi, i nic mi do tego, w co i kto wierzy.
                                                    Ale ten argument mnie zupełnie nie przekonuje. Dlatego, że druga strona może z
                                                    równą otwartością stwierdzić i doszukać argumentow bądź "argumentów" dlaczego ze
                                                    swoim slubnym sakramentalnym tych dzieci nie chce mieć,a może po prostu - nie
                                                    może. I do tego wszystkiego, poprzeć to wnioskem o stwierdzenie nieważności
                                                    małżeństwa.
                                                    No umówmy się, to działa przecież w obie strony!

                                                    Nie, nie przekonuje mnie to.
                                                    Dawaj inny argument.
                                                  • airam.as Re: Sa jeszcze inne rzeczy... 17.08.10, 23:48
                                                    No i te "wady ukryte".

                                                    Czy Bóg cokolwiek mówi o wadach ukrytych? Czy mówi że człowiek to rzecz? Nie.
                                                    Mówi co Bóg złączy , niech czlowiek nie rozdziela.A więc, jesli mowimy o Bogu, a
                                                    nie doktrynie Koscielnej, to cokolwiek wymysleć, jesteście nierozdzielni o
                                                    dmomentu zawarcia ślubu, i żadne stwierdzenia niewazności nie mają sensu przy
                                                    tym sensu. Oczywiście pod warunkiem, że wierzy się w Boga, a nie w doktrynę.
                                                  • tricolour A kiedy Bóg łaczył? 17.08.10, 23:56
                                                    Powiedz w którym momencie Bog łączył i jakimi słowy. Gdy się wgłębisz, to
                                                    zobaczysz znaczenie "Bóg złączył".
                                                  • airam.as Re: A kiedy Bóg łaczył? 18.08.10, 00:00
                                                    tricolour napisał:

                                                    > Powiedz w którym momencie Bog łączył i jakimi słowy. Gdy się wgłębisz, to
                                                    > zobaczysz znaczenie "Bóg złączył".

                                                    Nie. To nie może byc tak, że to Ty mnie zadajesz pytania dotyczące sfery Boga.
                                                    Sam stwierdziłeś, że niewiele wiem, więc pozwól, że to ja będę zadawac pytania,
                                                    po to by się dowiedzieć, od kogos, kto się na tym faktycznie zna. Więc to Ty
                                                    odpowiedz na to pytanie sam, tak , jak uznasz za stosowne, zgodnie ze swoją
                                                    wiedzą i wiarą.
                                                  • tricolour Chciałem, bys się zastanowiła... 18.08.10, 00:08
                                                    ... co to znaczy "Bóg złączył".

                                                    Że to nie jest klepanie formułki przed ołtarzem gdy ciotki już ślinią się
                                                    na myśl o ciastach i sałatkach więc cieszą się ze "ślubu".

                                                    Może użyj choćby guglarki z hasłem "sakrament małżeństwa" - trudno
                                                    kopiowac długie strony do postów, a nie będe udwał wszechwiedzącego.
                                                  • airam.as Re: Chciałem, bys się zastanowiła... 18.08.10, 00:13
                                                    Szkoda.
                                                    Łudziłam się jednak, że mi zycie troche ułatwisz.
                                                    Liczylam też, skoro sie wybrałeś w wyprawę dlugoletnią pt. "stwierdzenie
                                                    niewazności małżenstwa sakramentalnego", to na pewno wiesz o tym wszystko.


                                                  • tricolour A owszem - może... 17.08.10, 23:54
                                                    ... tworzyć kontrargumenty w procesie - wtedy klapa. Może nawet w łóżku
                                                    uciekać i bronic się pazurami, a w trakcie procesu mówić, że dziecka chce
                                                    jak pies kości. I po procesie: sąd uzna małżeństwo za ważne.

                                                    W moim przykładzie osoba rzeczywiście nie chce dzieci. Nie chce i już.
                                                    Jest gotowa zeznać to przed sądem i ma jeszcze świadków, że nie chce, bo o
                                                    tym często gadała. Wtedy rzecz jest do wygrania.

                                                    Inny przykład: alkoholizm, narkomania, pracoholizm. Uzależnienie wyklucza
                                                    używanie woli (wręcz z definicji), a przyjęcie sakramentu ma być aktem
                                                    woli.
                                                  • airam.as Re: A owszem - może... 18.08.10, 00:05
                                                    tricolour napisał:

                                                    > ... tworzyć kontrargumenty w procesie - wtedy klapa. Może nawet w łóżku
                                                    > uciekać i bronic się pazurami, a w trakcie procesu mówić, że dziecka chce
                                                    > jak pies kości. I po procesie: sąd uzna małżeństwo za ważne.
                                                    >
                                                    > W moim przykładzie osoba rzeczywiście nie chce dzieci. Nie chce i już.
                                                    > Jest gotowa zeznać to przed sądem i ma jeszcze świadków, że nie chce, bo o
                                                    > tym często gadała. Wtedy rzecz jest do wygrania.
                                                    >
                                                    > Inny przykład: alkoholizm, narkomania, pracoholizm. Uzależnienie wyklucza
                                                    > używanie woli (wręcz z definicji), a przyjęcie sakramentu ma być aktem
                                                    > woli.


                                                    Czy móglbys tu coś wkleić oryginalnego, tylko konkretnie, a nie cale strony i linki?
                                                    Co dokladnie stanowi przed zawarciem małżeństwa, lub może stanowić po jego zawarciu (czyli tzw "wady ukryte") podstawę do wystapienia o stwierdzenie nieważności małżenstwa sakramentalnego?
                                                  • tricolour A to nie było konkretnie? 18.08.10, 00:12
                                                    "Nie chce potomstwa" - tylko trzy słowa. Trudno będzie o większy konkret,
                                                    a zapewniam Cię, że to bardzo mocny agrument za nieważnościa sakramentu.
                                                  • airam.as Re: A to nie było konkretnie? 18.08.10, 00:15
                                                    Czy można jednostronnie wywalczyć niewaznośc sakramentu, nie wysłuchując drugiej
                                                    strony?
                                                  • tricolour Można jednostronnie... 18.08.10, 00:21
                                                    ... ponieważ proces ma stwierdzić czy zaistniała formalna zgoda z
                                                    warunkami sakramentu, a taka zgoda nie zależy od stron tylko od... no
                                                    właśnie formalnosci. To można zrobić wręcz zaocznie, tyle że wyjątkowo
                                                    rzadko.

                                                    Zerknij do guglarki, tam jest króko wszytsko wyjaśnione i nawet
                                                    posegregowane. Nawet to, o co teraz pytasz.

                                                    To naprawde nie jest wielki problem wygrac taki proces.
                                                  • airam.as Re: Można jednostronnie... 18.08.10, 00:46
                                                    tricolour napisał:

                                                    > ... ponieważ proces ma stwierdzić czy zaistniała formalna zgoda z
                                                    > warunkami sakramentu, a taka zgoda nie zależy od stron tylko od... no
                                                    > właśnie formalnosci. To można zrobić wręcz zaocznie

                                                    Nie mów. sad
                                                    Nie odbieraj tylko tego do siebie.
                                                    Czyli nawet człowiek nie jest potrzebny, wystarczy paragraf.
                                                    A najlepiej paragraf 22...


                                                    >
                                                    > Zerknij do guglarki, tam jest króko wszytsko wyjaśnione i nawet
                                                    > posegregowane. Nawet to, o co teraz pytasz.

                                                    Zerkałam, nieraz.

                                                    >
                                                    > To naprawde nie jest wielki problem wygrac taki proces.

                                                    Wiem.
                                                    I jak się ma do tego Wiara i Bóg?
                                                    sad
                                                  • airam.as Re: Można jednostronnie... 18.08.10, 01:18

                                                    www.youtube.com/watch?v=8aVZWOacsdI
                                                    smile
                                                  • zmeczona100 Re: Można jednostronnie... 19.08.10, 19:46
                                                    airam.as napisała:


                                                    > Nie mów. sad
                                                    > Nie odbieraj tylko tego do siebie.
                                                    > Czyli nawet człowiek nie jest potrzebny, wystarczy paragraf.
                                                    > A najlepiej paragraf 22...

                                                    Małżonek w procesie tez jest wzywany (konfrontacja twierdzeń drugiej
                                                    strony, opinia psychologa). Jesli więc ktoś czuje, że sakrament był
                                                    zawarty, a druga strona twierdzi, że nie, to chyba oczywiste jest, że
                                                    stawi sie, aby być przesłuchanym. A jesli nie, to tez jest to już jakaś
                                                    wskazówka dla prowadzących sprawę- albo jest tak, jak to przedstawiła
                                                    strona, albo na tym jej nie zależy.

                                                    > > To naprawde nie jest wielki problem wygrac taki proces.
                                                    >
                                                    > Wiem.
                                                    > I jak się ma do tego Wiara i Bóg?

                                                    Tri pisał tu kiedyś, że można stwierdzić niewazność prawie każdego
                                                    sakramentu, "mój" zakonnik twierdzi dokładnie to samo. Mario, tu nie
                                                    chodzi o szukanie paragrafów na siłę, ale o dotarcie do prawdy. Popatrz na
                                                    to forum- ono jest pewnie odzwierciedleniem naszego społeczeństwa i tego,
                                                    co się w nim dzieje. A o dojrzałość coraz trudniej, bo coraz łatwiej o
                                                    wygodę. Własną.
                                                  • airam.as Re: Można jednostronnie... 19.08.10, 23:47
                                                    zmeczona100 napisała:
                                                    Popatrz na
                                                    > to forum- ono jest pewnie odzwierciedleniem naszego społeczeństwa i tego,
                                                    > co się w nim dzieje. A o dojrzałość coraz trudniej, bo coraz łatwiej o
                                                    > wygodę. Własną.
                                                    >

                                                    Właśnie widzę.
                                                    Ale po co podpierać się Bogiem w takich sytuacjach? I wiarą.
                                                    Co to ma wspólnego z własną wygodą?
                                                    Retorycznie.
                                                    smile
                                                  • ef.endir Re: Można jednostronnie... 18.08.10, 10:38
                                                    tricolour napisał:

                                                    >
                                                    > To naprawde nie jest wielki problem wygrac taki proces.


                                                    Kiedyś już na ten temat pisaliśmy, pamiętasz?
                                                    I to co napisałeś teraz, najbardziej mnie w tym wszystkim przeraża.....
                                                  • tricolour Endir, co Cię przeraża? 18.08.10, 15:23
                                                    Powszechna płytka świadomość, że wymamrotanie formułki przed ołtarzem to
                                                    już sakrament? No tak, taki poziom wiedzy ludzi uważających się za
                                                    katolików może rzeczywiście przerażać.
                                                  • ef.endir Re: Endir, co Cię przeraża? 19.08.10, 19:03
                                                    tricolour napisał:
                                                    No tak, taki poziom wiedzy ludzi uważających się za
                                                    > katolików może rzeczywiście przerażać.

                                                    Tak, to mnie przeraża. Ale jeszcze coś.....
                                                    Przeraża mnie - mam takie wrażenie - łatwość uznania sakramentu za nieważny.
                                                    Dwoje dorosłych ludzi, przysięga, ołtarz..... a potem - uznanie przysięgi za
                                                    nieważną. Pomijam fakt, że część faktycznie jest nieważna z różnych względów ale
                                                    reszta to manipulacja, kłamstwo, chęć przypodobania się nowej/nowemu
                                                    małżonkowi/znajomym/rodzinie. Jednym słowem obłuda, która z wiarą i kościołem
                                                    nic wspólnego nie ma.
                                                    Poza tym, mam inne wrażenie - nauczanie religii stoi na tak słabym poziomie, że
                                                    95% ludzi uważających się za katolików nie wie w co wierzy.
                                                    Ale usprawiedliwiam ich dość łatwo choć nie rozumiem i czasem mnie denerwująsmile
                                                    Ale to tylko moja taka mała wadasmile
                                                  • airam.as Re: Sa jeszcze inne rzeczy... 17.08.10, 23:58
                                                    I jeszcze mam pytanie.

                                                    Czy uznanie malżeństwa za nieważne jest równoznaczne z tym, że go w ogóle nie było?
                                                    Czy też że bylo, tylko że zostało zawarte nieważnie (tj w oparciu o fałszywe,
                                                    nie spełniajace wymogów, do zawarcia sakramentalnego małżeństwa, przesłanki).?
                                                  • tricolour Jest równoznaczne z tym... 18.08.10, 00:01
                                                    ... że nigdy nie było sakramentu.
                                                  • airam.as Re: Jest równoznaczne z tym... 18.08.10, 00:09
                                                    Tj. jeśli dobrze rozumiem , nigdy nie było sakramentu malzeństwa.
                                                    A czym jest sakrament małżenstwa w takim razie?


                                                    Ok, sakramentu nie było.
                                                    A małżeństwo w ogóle było? Skoro Kościól stwierdza, że sakramentu nie było,
                                                    chciałam się zapytać, co na to Bóg?


                                        • panda_zielona Re: I żeby była jasność.... 18.08.10, 12:02
                                          >
                                          Maria, stwierdzenie organów KK do tego uprawnionych, że nie było
                                          > > sakramentu małżeństwa na podstawie spreparowanych dowodów,
                                          kłamstw nie
                                          > > czyni tego sakramentu nie ważnym- dla Boga.

                                          > >airam.as napisała:
                                          > Ja to rozumiem.
                                          > Wytlumacz to Tri. Nie mnie.
                                          > smile
                                          Czyżbyś sugerowała,że Tri dla usyskania stwierdzenia nieważności
                                          spreparował dowody?
              • ef.endir Tri.... 16.08.10, 15:53
                Rozumiem, że przeszkadza Ci niedokładność sfromułowania.
                Ok.
                Ale problem, który zaznaczyłem i do którego odniosła się krezzzz
                pozostaje.
                pomijając niedokładności...... nie przeszkadza Ci podejście do
                związku = człowieka w ten sposób jaki prezentuje autorka wątku?
                • tricolour Oczywiście, że przeszkadza... 16.08.10, 16:02
                  ... ponieważ pierwsze zdanie postu zaczynającego wątek niesie inną treść
                  od reszty.

                  W sumie nie wiadomo czego chce Cwarek: czy kawalera z niskim przebiegiem,
                  czy prawiczka, czy jeszcze czegoś innego. Nie wiadomo także kim jest
                  Cwarek i jaką ma historię. Także seksualną.
                  • krezzzz100 Re: Oczywiście, że przeszkadza... 16.08.10, 17:07
                    Coś tam wiadomo:
                    - żeby mogła ten "sakrament" uskutecznić,
                    - żeby nie mieć "kłopotów" z przeszłością eks.

                    Co się będzie kobieta z problemami mierzyć))))
                    • szizumami Re: Oczywiście, że przeszkadza... 20.08.10, 12:18
                      --nie warto pakowac sie w zwiazek z nami "przeszłosciowcami"-
                      bo wszelkie zasady i sakramenta okazały sie byc dla nas słaba
                      ochrona przed byciem szczęśliwym!
                      -ponieważ zasmakowaliśmy juz wywojowanej wolnosci-
                      nie zamierzamy jej utracić dla wiary,porzadku i niedzielnych
                      rytuałów---
                      ani nie warto wiązać sie z kims biednym bo harowac trzeba za dwóch
                      --
                      ani tez z kimś z innego regionu--bo co kraj to obyczaj
                      wypracowanie tolerancji wymaga zbyt wielu wyrzeczen
                      ---
                      wiazanie sie z długoletnim kawalerem lub panna--
                      wymaga bycia nauczycielem zycia--a to zbyt żmudna praca...a..
                      moze i zbierania porzuconych skarpetek
                      --
                      samotnosc z powodów zdrowotnych niewskazana!
                      to co?!
                      moze z ta sama płcia--jesli oczywiście--jest na tyle zamozna,tego
                      samego wyznania i pierze swoje skarpetki[ew.stringi]samodzielnie?!
                      --
                      no i co jeszcze wymyslimy żeby mijać sie ze swoim szczęściem!?

                      problemowiec pozdrawia problemowców!


                • tully.makker Re: Tri.... 17.08.10, 22:33
                  nie przeszkadza Ci podejście do
                  > związku = człowieka w ten sposób jaki prezentuje autorka wątku?

                  Ale przecuez tri mial taka sama nieromantyczna liste oczekiwan wobec kandydtaki
                  na kandydatke. Decydowalo o ile pamietam, miejsce zamieszkania, poziom dochodow
                  i inne takie.

                  Nie zebym kompletnie potepiala, bo sama mialam takowa w pewnym momencie - a
                  potem wbrew swoim zasadom niemarnowania czasu przyjelam zaproszenie faceta,
                  ktory tych kryteriow nie spelnial i zakochalam sie tak, ze do dzis mnie trzyma,
                  cale 10 lat.
                  • tricolour Od czegos trzeba było zacząć... 17.08.10, 22:48
                    • tully.makker Re: Od czegos trzeba było zacząć... 18.08.10, 10:19
                      No icwarek tez chce od czegos zaczac. Przeszkadza ci u niej to, co u
                      ciebie ci nie przeszkadzalo? to troche hipokryzja, nie sadzisz?
                      • tricolour Nie sądzę... 18.08.10, 15:39
                        ... żeby jest to hipokryzja, bo ja wiedziałem czego chcę i tak szczegółowo
                        potrafiłem to wyłuszczyć, że aż zapamiętałas na długo fakt, że kandydatka
                        ma mieszkać nie za daleko i nie być uboga jak mysz.
                        • tully.makker Re: Nie sądzę... 18.08.10, 16:21
                          Zapamietalam, bo mnie jednak to swego czasu to porazilo swoim
                          cynizmem. Gla mnie jednak podstawa malzenstwa jest milosc, ktora
                          oczywiscie powinna isc w parze z jakas chocby odstawowa refleksja
                          nad odpowiednioscia kandydata.

                          A nie zakupem samochodu - ma byc szybki, czerwony i stac u dilera w
                          moim miescie.

                          Autorka watku kims sie zainteresowala, ale - slusznie - na wstepie
                          pyta, czy to rozsadny wybor, zanim w to calkowicie wsiaknie. A ty
                          piszesz, ze jej postawa jest be, choc twoja chyba jeszcze gorsza
                          byla.
                          • tricolour To w takim razie bardzo proszę... 18.08.10, 16:52
                            ... o cytat, gdzie ja tak jasno piszę, że jej postawa jest be.

                            Bo z tego, co pamiętam, to napisałem, że nie wie czego chce, a to wcale
                            nie oznacza, że jest be.
                            • tully.makker Re: To w takim razie bardzo proszę... 18.08.10, 20:31
                              nie przeszkadza Ci podejście do
                              związku = człowieka w ten sposób jaki prezentuje autorka wątku?
                              Oczywiście, że przeszkadza...
                              tricolour 16.08.10, 16:02 Odpowiedz

                              Oczywiscie ze przeszkadza to tytul twojego postu...
                              • tricolour I po tytule mojego postu... 18.08.10, 20:44
                                ... było wymienione w szczegółach, co mi przeszkadza: że autorka nie wie
                                czego chce i dlaczego tak uważam.
                              • potwor_z_piccadilly Re: To w takim razie bardzo proszę... 18.08.10, 22:25
                                Moze byscie tak dziewczynie doradzili cos konkretnego bo jak dotad to karmicie
                                ja naukowa papka.
                                • krezzzz100 Re: To w takim razie bardzo proszę... 18.08.10, 22:33
                                  Ale co? By patrzyła na człowieka, nie na status- już jej poradzono. By nie była
                                  tak interesowna- też.

                                  Nie odpowiedziała, czy rady się jej podobają.
                          • tricolour A, i jeszce jedna rzecz... 18.08.10, 16:56
                            ... bo coś o swoich problemach w związku, że miałaś i przezwyciężyłaś.

                            No i ja, żeby uniknąć częsci problemów chciałem, by kandydatka mieszkała
                            blisko i miała trochę majątku. Chciałem dlatego, że miałem już
                            doswiadczenia z paniami, które na wstępie interesowały się tym, co mogą
                            ode mnie materialnie zyskać.
                            • tully.makker Re: A, i jeszce jedna rzecz... 18.08.10, 20:34
                              > No i ja, żeby uniknąć częsci problemów chciałem, by kandydatka mieszkała
                              > blisko i miała trochę majątku.

                              IMHO w zwiazku opartym na uczuciu nie takie sa zazwyczaj zrodla problemow. Ale
                              masz prawo do innego zdania, bo tez na czyms innym opierasz swoj zwiazek. Ja nie
                              bylabym w stanie zyc z czlowiekiem, ktorego nie kocham, tylko stwierdzam, ze
                              jest dla mnie odpowiedni.
                              • tricolour Wiesz, co... 18.08.10, 20:42
                                ... mam jakieś takie wrażenie, że bardzo chcesz wmówić sobie, że mam
                                kiepskiej jakości związek oparty na kasie i bliskim zamieszkaniu dawnej
                                kandydatki. Wmawiaj sobie co chcesz, a mnie nie przeszkadza, że sie mylisz.
                                • tully.makker Re: Wiesz, co... 19.08.10, 10:12
                                  Tri, ja tam nie wiem, jaki masz zwiazek. Jak wy jestescie happy, to
                                  co mi do tego.

                                  Po prostu gdyby gdybym sie dowiedziala, ze facet na podstawie takich
                                  kryteriow mnie wybieral ( miedzy innymi oczywiscie) to czulabym sie
                                  potraktowana przedmiotowo. Z kolwei wiem, ze mojemu chlopu bardzo
                                  dodatnio robi na pcozucie wartosci, ze mialam takie przedmiotowo
                                  podejscie zanim go poznalam i na jego widok poszlam za glosem
                                  serca. ;-P
                              • panda_zielona Re: A, i jeszce jedna rzecz... 18.08.10, 20:48
                                A co widzisz dziwnego w tym,że szukając kandydata stawiamy jakieś
                                warunki? i dlaczego twierdzisz,że nie można pokochać odpowiedniego
                                dla siebie.IMHO jak najbardzej można.
    • cwarek Re: warto sie brac za rozwodnika? 16.08.10, 11:25
      chciałam zaznaczyć, że on wziął tylko ślub cywilny, więc nie ma
      ptrzeby roztrząsać tu kwestii unieważnienia ślubu kościelnego. a co
      do powodu rozwodu, to z tego co mi wiadomo - ona się rozmyśliła po
      roku małżeństwa, była 5 lat młodsza od niego, znalazła sobie innego -
      podobno bardziej majętnego i chciała rozwodu. tyle mi wiadomo
      • ef.endir Re: warto sie brac za rozwodnika? 16.08.10, 11:27
        a czy Ty rozumiesz o co pytasz?
        to ja zadam pytanie: KOCHASZ GO??????
        • glasscraft Re: warto sie brac za rozwodnika? 16.08.10, 11:44
          E tam, a co ma piernik do wiatraka - pewnie, ze warto brac jezeli
          nie ma dzieci i nie musi alimentow placic ani na dzieci, ani na
          zone. I jak sie zadeklaruje, ze slub w kosciele wezmie.

          Rece, nogi i majtki opadaja smile
          • to.ja.kas Re: warto sie brac za rozwodnika? 16.08.10, 21:54
            Nie brac. Zostawic komus kto go pokocha.
            • mola1971 Re: warto sie brac za rozwodnika? 16.08.10, 23:03
              to.ja.kas napisała:
              > Nie brac. Zostawic komus kto go pokocha.

              I to wszystko na ten temat. Też mi się to "brać się" bardzo nie spodobało.
              • jarkoni Re: warto sie brac za rozwodnika? 17.08.10, 15:35
                mola1971 napisała:

                > to.ja.kas napisała:
                > > Nie brac. Zostawic komus kto go pokocha.
                >
                > I to wszystko na ten temat. Też mi się to "brać się" bardzo nie spodobało.

                A komu jeszcze Cwarek skojarzyło się trochę inaczej?
                Nic nie mam do autorki wątku, ale chyba poza wyimaginowanymi przeszkodami natury
                światopoglądowej, pozostaje chyba jeszcze w domyśle takie słowo jak MIŁOŚĆ.
                Chyba..Tak myślę..
                Bo o tym słowa nie było..
    • nangaparbat3 Brac się 17.08.10, 10:12
      to zawsze warto za uczciwą robotę.
      Trzymam kciuki.
    • lejla81 Re: warto sie brac za rozwodnika? 17.08.10, 15:46

      Jak na mój gust to daj sobie z nim spokój, bo chłopakowi i sobie
      życie zatrujesz. Zapisz się do jakiejś oazy, poznaj tam chłopaka
      (oczywiście prawiczka) o podobnych przekonaniach jak Ty i razem
      pędźcie takie życie (oczywiście po ślubie kościelnym), jakie
      uważacie za moralne i etyczne.
    • baabcia Re: warto sie brac za rozwodnika? 17.08.10, 20:08
      o matko chroń mnie panie
      żeby sie za mnie nikt nie brał
      zwłaszcza po katolicku

      "warto sie brac za rozwodnika?" a co Ty mu chcesz dziewczyno zabrać - bo chyba
      nie o miłość tu chodzi

      dobre podejście - warto wiedzieć ze i takie anioły polują na męża
      • potwor_z_piccadilly Re: warto sie brac za rozwodnika? 17.08.10, 21:25
        No coz. Zeby nie to pod spodnica, to by byla zakonnica.
    • krezzzz100 Zmiana desygnatu z "małżeństwo" na "sakrament" 18.08.10, 13:18
      Jednak się wtrącę,mając nadzieję, że uda nam się z Tri nie odnosić personalnie.
      Nie chciałabym także, jak Maria, czytać że mam coś nieprzerobione, bo to
      argument ad personam. Tak tylko zastrzegam,
      na wszelki wypadek. Zdecydowałam się wejść w rozmowę, by uściślić pewne rzeczy.

      Otóż, istotą, a zarazem i genezą, tzw. "sakramentu małżeństwa" było
      STWIERDZANIE ISTNIENIA MAŁŻEŃSTWA, nie sakramentu. To istotna różnica,
      którą się dziś zaciera. Jest to spuścizną z prawa rzymskiego, i oznaczało ni
      mniej ni więcej uznanie formalno-prawne, gdyż innego uznania prawnego wówczas
      nie było. Rzecz się skomplikowała, gdy owo uznanie prawne (przez prawo
      państwowe, oddzielne od kościelnego) zaistniało. To dlatego krk tak występował
      CZYNNIE przeciw owemu uznaniu - tzw. ślubów cywilnych- nie uznając ich strony
      formalnej. Został jednak zmuszony je uznawać, ale nadal podtrzymywał na użytek
      opinii publicznej, że małżeństwa świeckie nie są de facto małżeństwami, tylko
      konkubinatami. Stąd jego spór także z katolikami, którzy zawierają wyłącznie
      małżeństwa cywilne, gdyż chodzi im o zaistnienie małżeństwa, a nie czegoś
      innego. To jest problem krk, z którym sobie nie poradził do dziś. Bo przecież
      uczciwie zawierający małżeństwo katolik nie potrzebuje jego strony
      sakramentalnej, gdyż ta się wyczerpała- właśnie ze względu na to, że nie ma już
      konieczności potwierdzania przez krk strony formalnej.
      Krk zatem spróbował nadać temu sakramentowi inne znaczenie, którego to znaczenia
      do dziś logicznie nie objaśnił, nie rezygnując zarazem z pretensji do tego
      pierwszego.

      Drugim problemem, który jest pochodną tego pierwszego, jest stosunek do
      rozwodów. Otóż, skoro nie rezygnuje z pretensji do władzy nad rozwodami, a
      rozwody istnieją- są neutralną częścią funkcjonowania społeczeństw, w dodatku
      szerzącą się, podjął się operacji nadania nowego znaczenia "stwierdzaniu
      nieważności sakramentu".Otóż, kiedyś to stwierdzanie oznaczało właśnie
      STWIERDZENIE NIEWAŻNOŚCI MAŁŻEŃSTWA, a nie stwierdzenie nieważności
      sakramentu
      , (analogicznie jak sakrament małżeństwa oznacza ZAISTNIENIE
      MAŁŻEŃSTWA, a nie- zaistnienie sakramentu jako sakramentu). To oczywiście,
      chybiona operacja, obliczona na doraźne skutki, ale się załamuje, czego dowodem
      jest rozszerzenie owego "stwierdzania nieważności" przez niebotyczne
      rozdmuchanie możliwości zawartych w kanonie 1095 dotyczącym niezdolności do
      zawarcia małżeństwa "przez tych, którzy z przyczyn natury psychicznej nie są
      zdolni podjąć istotnych obowiązków małżeńskich".

      Suma summarum- krk chciałby utrzymać dawny status orzekania istnienia i
      nieistnienia małżeństwa, ale tego się już nie da. Usiłuje zatem utrzymać
      kontrolę nad tą sferą w inny sposób, modelując- niefortunnie zresztą- znaczenie
      sakramentu jako odniesienie mentalne (moim zdaniem- magiczne). Co wychodzi
      każdorazowo w obronie samego sformułowania "orzekanie nieważności" przed
      "unieważnianiem go".
      Kościołowi de facto chodzi bowiem o orzeczenie nieważności ISTNIENIA MAŁŻEŃSTWA,
      co zresztą potwierdzają słowa owego kanonu, które brzmią: " niezdolni do
      zawarcia MAŁŻEŃSTWA (nie- sakramentu)są...".

      Clou brzmi tak: Krk gubi łączność desygnatu (tu: małżeństwo) ze znaczeniem
      słowa
      . Desygnatem sakramentu staje się bowiem faktycznie ...sakrament, a
      nie małżeństwo
      , jak to było historycznie.
      Zatem nie do obrony staje się stwierdzenie, że kościół nie orzeka nieważności
      małżeństwa, bo TO CZYNI. I jeszcze: czyni to za pomocą UNIEWAŻNIANIA właśnie-
      orzekając, że coś, co do tej pory ISTNIAŁO, od tej pory już NIE ISTNIEJE. Nie
      może bowiem NIE ISTNIEĆ coś, co ISTNIAŁO. To karkołomne zabiegi słowne, coraz
      bardziej oddzielające, jak powiedziałam, desygnat, czyli rzecz samą (małżeństwo)
      od znaczenia słowa "sakrament", które kiedyś oznaczały TO SAMO. (Nie, żeby to mi
      się podobało, ale tak było)

      I to jest istota tej hipokryzji, z której to istoty wynikają dalsze komplikacje,
      jak chociażby ta, że krk wypiera się, że uznaje rozwody i ponowne związku, de
      facto..pozwalając na nie. Zmieniając swobodnie desygnaty, coraz bardziej
      odrywając rzeczy od znaczenia, zajść daleko nie można...
      Co obserwujemy coraz bardziej zniesmaczeni.

      • tricolour Ja nie jestem zniesmaczony... 18.08.10, 15:35
        ... wręcz przeciwnie: jestem zadowolony, bo punkt widzenia zależy od
        punktu siedzenia. Stąd też rozumiem tych, co siedzą gdzie indziej i z
        niesmakiem spoglądają na tych, co mają, a czego tamci pragną. To
        zrozumiałe.

        Co do meritum: nie masz racji. Małżeństwo ma określone cele przed sobą i
        tylko łączne spełnienie ich wszystkich czyni je ważnym w sensie
        sakramentu. Albo precyzyjniej, bo "spełnienie" niekoniecznie musi być
        zerojedynkowe: brak jednego elementu czyni małżeństwo nieważnym.

        Po szczegółowej analizie warto dokonać syntezy.
        • krezzzz100 Re: Ja nie jestem zniesmaczony... 18.08.10, 15:41
          Merytorycznie, czyli w kwestii desygnatu- mam rację. Wykaż, że jest inaczej. Ja
          swoje racje przedstawiłam.
          • tricolour Dlaczego mam wykazywać? 18.08.10, 16:00
            Nie moge zwyczajnie korzystać z tego, co mam napisane na papierze? Muszę
            jeszcze przy tym dłubać? Nie chce mi się.

            Dla mnie rzecz jest prosta: skorzystałem z kanonu, zgomadziłem materiał i
            udowodniłem to, co postawiłem jako tezę. Koniec dla mnie, bo gdzieś musi
            byc koniec. Nie będe żył tą sprawą do końca dni, bo cel osiągnąłem w
            warunkach jakie mi dano.

            Uważasz, że nie mam racji? Masz prawo tak uważać. Masz prawo dowolnie
            krytykować Kościół i wykazywać nieścisłości czy sprzeczności, co nie
            zmienia mego stanu.
            • krezzzz100 Re: Dlaczego mam wykazywać? 18.08.10, 16:12
              Nie o Twoim stanie teraz rozmawiamy- zaznaczyłąm na wstępie, że nie personalnie.

              Wiem, że mam rację. Zbiłam Twoje argumenty w temacie (podane w wywodzie)
              Rozumiem, że to uznajesz. A co z tym zrobisz, to już nie moja rzecz.
              • tricolour Nie masz racji, Krez. 18.08.10, 16:16
                Bardzo chcesz mieć rację na własny użytek, co naprawdę rozumiem.

                Mnie się naprawde nie chce czytac tych długaśnych akapitów, ale zrobię to,
                bo dokonujesz tam Steinerowskich zabiegów słownych. Tylko wstawię
                kalafiory do gotowania i napiszę choć nie chce mi się jak jasna cholera.
              • tricolour No dobra. 18.08.10, 16:48
                Żródło problemu.
                Mówiąc "małżeństwo" możemy mieć na myśli: związek dwóch osób w
                rozumieniu "formalna para", status prawny z konsekwencjami, status
                kościelny. To są rozłączne obszary, ale określone tym samym słowem, co
                stanowi żródło nieporozumień poprzez przenoszenie cech z jednego obszaru
                do drugiego.


                Przekształcenie.
                Dokonajmy przekształcenia problemu w taki, który zachowa wszelkie znamiona
                sprawy źródłowej, ale nie będzie obciążony wieloznaczeniem słów. Sakrament
                pokuty nie ma odpowiednika cywilno-prawnego, a słowo "pokuta" jest na tyle
                rzadkie, że z niczym - poza "kościelną" - się już chyba nie kojarzy.

                Meritum.
                Sakrament pokuty, by był ważny, skałada się z następujących czynności:
                rachunek sumienia, żal za grzechy, mocne postanowienie poprawy, szczera
                spowiedź, zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu. To są warunki konieczne,
                ustalone przez kościół katolicki (i nie tylko) oraz literalnie wymienione.
                Pominięcie choć jednego czyni sakrament pokuty nieważnym z definicji.

                Wnioski.
                Krez, ja nie dyskutuję z tym, że nie zaduśćuczyniłem Urzędowi Skarbowemu
                zwracając mu z nawiązką podatek, którego nie zapłaciłem przed wielu laty,
                co było kradzieżą. Godzę się z tym, że wszystkie moje spowiedzi wobec
                świadomości tejże kradzieży i kompletnej bierności w sensie warunków
                spowiedzi czynią sakramenty pokuty nieważnymi. Nie ma tu żadnej
                wątpliwości, a mlenie słowami nie zmieni tego stanu.

                Nie ma też żadnej wątpliwości, że sakrament małżeństwa ma swoje warunki,
                których można nie spełniać. Konsekwencja tego będzie taka sama jak przy
                sakramencie pokuty.
                • krezzzz100 Re: No dobra. 18.08.10, 17:03
                  Kompletnie nie odniosłeś się do meritum, którym jest zmiana desygnatu. Sakrament
                  pokuty nie jest tu żadnym odniesieniem właśnie ze względu na brak cywilnej
                  formuły prawnej, którą małżeństwo posiada.

                  Dziwi sformułowanie "mlenie słowami" i to nie tylko na pogardliwość tego
                  określenia, ale dlatego także, że sam usiłujesz dokonać "cudu" słownego
                  wydobywając znaczenia, które...nie istnieją. Opisałam Ci proces, który się
                  dokonał w tej materii, a którym jest zmiana desygnatu oraz powody, dla
                  których się to dokonało- utrata władzy nad realnym stanowieniem formuły
                  PRAWNEJ małżeństwa
                  przez krk.
                  Nie odniosłeś się do tego.

                  W ogóle nie poruszałam kwestii warunków ważności sakramentu. Mówiłam o czym
                  zupełnie innym.

                  Szkoda, że nadal personalizujesz.
                  • tricolour Po pierwsze... 18.08.10, 17:15
                    ... mlenie słowami odnosiłem do siebie. Przypomina mi się zdarzenie, gdy
                    zaczynałem pisac na tym forum i napisałem "dupa" co mi Jarkoni wytknął, że
                    to nieładnie. Zapytałem, czy moge pisac o sobie, że jestem dupa i...
                    zostało, że mogę nawet do innych. Żarty na bok.

                    Po drugie: Jeśli chodzi o powody, dla których Kościól zmienia znaczenie
                    pojęć, to jest oczywiste, że zmiana stosunków społecznych zmienia
                    stanowisko Kościoła. Tu nie ma nic dziwnego, bo każdy i każda instytucja
                    tak robi. Oczekiwanie, że Kościól będzie robił inaczej stałoby w
                    sprzeczności z rozwojem ludzkości. Jest też oczywiste, że jest Kosciól
                    instytucją polityczną z chęcią na rząd dusz więc używa metod adekwatnych
                    do celów jakie chce osiągnąć.

                    Co w tym złego jeśli chcę doń należeć z własnej woli? A inni, co chcą
                    wystąpić bo im formuła nie odpowiada - niech występują.

                    Nie zmienia to istoty rzeczy w zakresie ważności małżeństwa. Nawet gdy
                    prawo zmieni sie o 180 stopni, to nie zmienia to istoty rzeczy ponieważ
                    istotą rzeczy jest bieżące osadzenie w prawie.
                    • krezzzz100 Re: Po pierwsze... 18.08.10, 17:37
                      No, kurczę, Tri, my tu nie mówimy o TOBIE, ale o mechanizmach. Ile razy mam
                      prosić, by przestać personalizować...Ty sobie należ, do czego tylko chcesz, i
                      się nie odnoś do cudzego nie należenia, do diaska.

                      Owszem, niech krk zmienia znaczenia słów, skoro jest to wymuszone zmianami
                      społecznymi, ale niech te zmiany OPISUJE RZETELNIE. Wykazałam, że zmiany
                      interesów pociągnęły za sobą zmiany realne, do których znaczenia krk nie chce
                      się przyznać. To, co nazywa się "stwierdzaniem nieważności sakramentu" jest de
                      facto odpowiednikiem ROZWODU, uzyskanego za pomocą UNIEWAŻNIANIA. Rozwód jest
                      bowiem UNIEWAŻNIENIEM DOTYCHCZAS WAŻNEGO małżeństwa. Krk znalazł na to
                      odpowiednik, bo go procesy społeczne (też je opisałam) do tego zmusiły, ale nie
                      przyznaje się do ich rzeczywistego sensu i przypisuje im kłamliwą ideologię. Nie
                      bacząc na psucie morale, nie mówiąc już o obrażaniu inteligencji ludzkiej.

                      Prawo cywilne jest uczciwe, bowiem takich rzeczy nie robi. Nie stwierdza
                      nieważności zawarcia małżeństwa (poza nielicznymi wyjątkami, mocno obostrzonymi,
                      np, czasem, do lat trzech i na skutek rzeczywistych przestępstw: wymuszenie,
                      oszustwo, które są KARALNE), a krk żongluje znaczenie, przestawiając je jak
                      klocki lego.

                      To bardzo dobrze, powtarzam, że krk nadąża. Ale niech nadąża uczciwie.
                      Dulszczyzna i bigoteria to naprawdę nie są godne środki do realizacji owych zmian.
                      • tricolour Ale to jest Twoja opinia... 18.08.10, 20:26
                        ... że to dulszczyczna i bigoteria oraz, że nie opisuje rzetelnie zmian.
                        Moja opinia jest biegunowo przeciwna.

                        Jeżli piszesz, że "To, co nazywa się "stwierdzaniem nieważności
                        sakramentu" jest de facto odpowiednikiem ROZWODU, uzyskanego za pomocą
                        UNIEWAŻNIANIA" to jest to prawda, że jest to odpowiednik, a odpowiednik
                        tym rózni się od pierwowzoru, że najczęściej pełni te same funkcje
                        uzyskane inną drogą. Nie można przy tym powiedzieć, że jedna droga jest
                        kłamliwa (ze względów personalnych) a druga dobra, bo pasuje (ze względów
                        personalnych). Moje stanowisko jest dlatego przeciwne Twojemu, że nam
                        obojgu łatwiej tłumaczyć to samo zjawisko (był związek, nie ma związku)
                        posiłkując się narzędziami, do których mamy bliżej, ale narzędzia są
                        biegunowo przeciwne: kontestujesz to, co ja afirmuję. Nie ma przy tym
                        żadnego układu odniesienia do weryfikacji słuszności Twojej lub mojej tezy.

                        Nie dojdziemy w tej sprawie do wspólnego stanowiska właśnie z przyczyn
                        personalnych. Istotne jest też dla mnie to, że gdy kiedyś nie widziałem
                        możliwości rozwiąznia "problemu małżeństwa" myślałem bardzo podobnie do
                        Ciebie i używałem zupełnie podobnej argumentacji opartej na analizie
                        intelektuanej wyostrzonej na sprzeczności. Pamiętam, że podważając
                        doktrynę kościelną szukałem sposobu na uciszenie sumienia.
      • airam.as Re: Zmiana desygnatu z "małżeństwo" na "sakrament 18.08.10, 20:44
        krezzzz100 napisała:

        > Jednak się wtrącę<..>


        Dzięki Krez, jednym postem wszystko załatwilaś, a ja się produkowałam zadając pytania, by np Zmeczona albo Tri na nie odpowiedzieli. Ale nie odpowiedzieli, bo odpowiadając doszliby do tych samych wniosków co Ty w tym poście.

        ps. paragraf 22 "potoczne określenie sytuacji bez wyjścia, w której aby wypełnić jakieś kryterium, trzeba jednocześnie spełniać inny warunek, który to kryterium wyklucza".
        Taki lajf i takie realia, Zmęczona I Tri, jesli chodzi o doktrynę KK i katolików, którzy ją (tę doktrynę) skrzętnie wykorzystują.
        Oczywiście, wolna wola, wolny wybór, ale mówię to ze swojego punktu widzenia - ja bym w takiej schizofrenii nie potrafiłabym żyć.
        • tricolour Nie załatwiła... 18.08.10, 20:59
          ... zresztą otwarcie pisze, że wcale nie wypowiadała sie o warunkach
          ważności sakramentu.

          Jedyne, co zrobiła, to dostrzegła przeniesienie części znaczenia ze
          słowa "małżeństwo" na słowo "sakrament", co - jej zdaniem jest zachowaniem
          kłamliwym i dyswalifikującym istotę rzeczy. Gdyby miała naturę badacza, to
          by poprzestała na zauważeniu tego przeniesienia bez ekstremalnej oceny.
          • krezzzz100 Re: Nie załatwiła... 18.08.10, 21:14
            Ocena właściwa- bo owo nieprzyznane przez krk przeniesienie jest niczym innym
            jak hipokryzją. Wywód, a potem ocena własna. Jak najbardziej ok.
            • tricolour Może inaczej.... 18.08.10, 21:53
              ... Twoja ocena własna obciążona jest Twoją historią. Niestety nie da się
              odejśc od personalizacji jeśli z praktykującej katoliczki stajesz się
              wojującą apostatką, co ma przyczyny i cel.

              A w związku z ttym, że od personalizacji nie da sie odejść, to uważam, że
              możemy zamknąć dyskujsje przy pozostaniu przy własnych poglądach.
              • krezzzz100 Re: Może inaczej.... 18.08.10, 22:17
                No, niestety, potwierdza się stara historia- jak Tri nie ma argumentów
                merytorycznych, to zaczyna walić ad personam. A przestrzegałam przed tym.

                To kompromitacja, Tri. Tym razem Twoja, nie krk. I to rzeczywiście zamyka dyskusję.
                • tricolour Uważasz to za WALENIE? 18.08.10, 22:29
                  Toż to fakt, który sama opisałaś na publicznym forum. To jest FAKT!

                  Jeżeli powtórzenie faktu, który sama przedstawiłaś, prowadzi do takiej
                  emocjonalnej wypowiedzi, to widzimy obciążenie oceny osobistą historią.
          • airam.as Re: Nie załatwiła... 18.08.10, 21:33
            To przeniesienie, jest o tyle istotne, co dla nas jest ważniejsze, Bóg czy Kościół i jego dogmaty i formalności.
            Sam powiedziałeś, z czym bardzo się zgadzama, że sakrament to NIE jest klepanie formulek przed oltarzem. Jesli bym była wierząca praktykującą katoliczką, to na pewno wypowiedziane przeze mnie słowa przed ołtarzem (nie fizycznie, ceremonia, ołtarz, ksiądz itp, - tylko przed Bogiem, czyli przed samym sobą, bo przecież "Bóg jest w nas"), nie byłyby klepaniem formułek. Tylko Wiarą płynącą ze środka mnie, a nie z doktryny koscielnej - urzędniczej, formalnej.

            Masz prawo, jeśli wiarę traktujesz urzędniczo, ubiegać się o stwierdzenie nieważności małzeństwa. Bo doktryna daje Ci takie prawo.
            Czy to znaczy, że ZAWSZE z tego trzeba korzystać.? Jesli się korzysta, to... sam sobie dopowiedz. Ale doskonale pamiętam Twoje posty (które oceniałam jako bardzo pozytywne, znaczy zgadzałam się z Twoją opinią), że atakowałeś osoby, które pobierały rózne zasiłki (bo prawo dawalo im taka mozliwość), mimo że tak naprawdę nie potrzebowały tego. Ale działaly na zasadzie: dają - to trzeba brać. Wtedy taką postawę uznałeś za niegodną. I nie wiem, czy to gdzies to potwiedziłam postem, ale na pewno w myślach wtedy zgodziłam się z Tobą.
            I tutaj, w przypadku sakramentu małżenstwa, albo raczej - sakramentu i małżeństwa, skojarzenia mam jednoznaczne. To co nie jest zabronione, to jest dozwolone?
            Można i tak, czemu nie. Ale nie trzeba wtedy mówić, że jest jest się wierzącym katolikiem. Jest się katolikiem. Po prostu. Człowiekiem zawisłym od jakiegoś urzędu (czyli Koscioła, w danym przypadku). Bo Boga w takim postępowaniu nie ma nic a nic.
            • tricolour Dają - to trzeba brać? 18.08.10, 22:24
              Niegodne jest gdy ludzie biorą gdy nie potrzebują. Nie ma niczego złego,
              gdy prawo pozwala brać, ktos potrzebuje i bierze. Pełna spójność.

              Ja nie traktuje wiary urzędniczo. Rozgraniczam te dwie rzeczy, ale
              dostrzegam także ich część wspólną. To właśnie pomieszanie wiary i urzędu
              prowadzi do wniosków, takich jak Krez, która szuka równowagi między
              sakramentem i małżenstwem. I nie znajduje na skutek pomieszania, które
              sama wprowadziła.

              "To co nie jest zabronione, to jest dozwolone?" - oczywiście. na tym
              polega podstawowa komunikacja: na ustaleniu granic.
        • zmeczona100 Re: Zmiana desygnatu z "małżeństwo" na "sakrament 19.08.10, 21:04
          airam.as napisała:

          >
          >
          > Dzięki Krez, jednym postem wszystko załatwilaś, a ja się produkowałam
          zadając p
          > ytania, by np Zmeczona albo Tri na nie odpowiedzieli. Ale nie
          odpowiedzieli, b
          > o odpowiadając doszliby do tych samych wniosków co Ty w tym poście.
          >

          Mario, przyjęłam jakiś czas temu odmienną zasadę, niż Tri i zazwyczaj nie
          wchodzę w dyskusje z osobami, które nie znają prawa kanonicznego (głównie
          kan. 1055- 1165), katechizmu, a swoją "wiedzę" czerpią z bliżej
          nieokreślonych źródeł.
          Wybacz, ale skoro ktos pyta, czy skoro sakramentu małżeństwa nie było, to
          czy małżeństwa tez nie było, to dla mnie znaczy to tyle, że ten ktoś
          oddziela małżeństwo od sakramentu, a przecież w KK nie ma małżeństwa bez
          sakramentu. Czyli nie ma co brnąć dalej w tę dyskusje, bo to tak, jakbym
          ja dyskutowała np. o judaizmie czy buddyzmie na podstawie paru
          przeczytanych książek i podsłuchaniu paru dyskusji na ten temat. Nie znam
          podstaw, nie zagłębiłam się w źródła, więc cóż mogę dyskutować o zasadach,
          ich logiczności z religią czy pismami?

          Ja nie jestem tak "mocna" jak Tri, ale mam nadzieję, że z czasem nabędę
          trochę więcej wiedzy wink
          • airam.as Re: Zmiana desygnatu z "małżeństwo" na "sakrament 19.08.10, 23:53
            zmeczona100 napisała:

            > Wybacz, ale skoro ktos pyta, czy skoro sakramentu małżeństwa nie było, to
            > czy małżeństwa tez nie było, to dla mnie znaczy to tyle, że ten ktoś
            > oddziela małżeństwo od sakramentu, a przecież w KK nie ma małżeństwa bez
            > sakramentu.

            Patrz na prawo Kościelne i trzymaj się wykladni.
            To nie ja, abstrakcyjnie i z niewiedzy, stwierdzam że Kościól, Ba! nawet
            szczerze wirzący odzielają mależeństwo od sakramentu. Kościół tak mówi.


            Czyli nie ma co brnąć dalej w tę dyskusje, bo to tak, jakbym
            > ja dyskutowała np. o judaizmie czy buddyzmie na podstawie paru
            > przeczytanych książek i podsłuchaniu paru dyskusji na ten temat.


            Nie mam w zwyczaju czytać książek popularno-naukowych, nie karmię się sieczką.
            Szukam u źródeł.
            Taka wada. wink
            • zmeczona100 Re: Zmiana desygnatu z "małżeństwo" na "sakrament 20.08.10, 13:57
              airam.as napisała:

              > Patrz na prawo Kościelne i trzymaj się wykladni.
              > To nie ja, abstrakcyjnie i z niewiedzy, stwierdzam że Kościól, Ba! nawet
              > szczerze wirzący odzielają mależeństwo od sakramentu. Kościół tak mówi.

              Ależ to prawda, tyle tylko, że mówimy o stwierdzeniu nieważności sakramentu, czyli sytuacji, gdy były przeszkody kanoniczne, które spowodowały, że sakrament nie miał w ogóle miejsca. Małżeństwem są, ale niesakramentalnym (czyli mającym tylko wymiar cywilny, wynikający z KRiO, a nie prawno- kanoniczny i sakramentalny).

              Małżeństwo- daje skutki tylko cywilne
              sakrament małżeństwa- dodaje skutki "pozagrobowe"

              małżeństwo cywilne + sakrament = małżeństwo sakramentalne (którego nie da się unieważnić, nawet jeśli zostanie rozwiązane małżeństwo cywilne)

              Więcej poczytasz tutaj.
      • kasper254 Re: Zmiana desygnatu z "małżeństwo" na "sakrament 19.08.10, 07:23
        Słuchaj, krez, przedstawiona przez Ciebie analiza stwierdzenia
        nieważności sakramentu itd. mieści się na poziomie wiedzy studenta I
        roku prawa. Średnio inteligentny student już V roku - po zajęciach z
        wykładni, doktryn itd. - nie mógłby już z taką dowolnością,
        indolencją, a wręcz głupotą - dokonać egzegezy przedmiotowej
        instytucji.
        Zamiast u Bartka Joncia, mogłaś zamówić ta ekspertyzę u A.
        Kwaśniewskiego, wówczas zniknęłaby chocaż teza o zniesmaczeniu.
        Po pierwsze: ktoś zrobił wykładnię literalną z pominięciem
        teleologicznej, tracąc opis dynamicznego
        sensu/istoty,wartości,funcji rozwodu - de facto - kościelnego.
        Po drugie - prawo krk ma charakter podobny do każdego prawa
        stanowionego, a więc i rządzący kościołem mają prawo - wręcz
        obowiązek - modelować określoną sferę stosunków społecznych. Ty
        tego, krezz, ani w ząb nie rozumiesz, stąd jako najważniejsze
        podajesz desygnaty, łączenia leksykalne itym podobne pierdoły, które
        nie mają najmniejszego znaczenia.
        Po trzecie - jeśli już mówisz o hipokryzji, to każde prawo
        stanowione może być tak postrzegane. Jest ono wynikiem gry
        interesów, narzucania wartości jednych, eliminacji innych itd. Ileż
        hipokryzji w polskim prawie (krus, dominacja
        interesów "silniejszych"...), w orzeczeniach TK... W ogóle nie
        rozumiesz, o czym piszesz, krez: otóż z prawa danego państwa
        wynikają konsekwencje i dotykają nas wszystkich; nie możemy się
        przecież z niego wypisać. W kościele nie ma konsekwencji hipokryzji,
        lecz jest stosowana pewna polityka: jeśli nie wierzę, odchodzę.
        Co do meritum - konstrukcji porównywalnych instytucji - nie chce mi
        się wykazywać i wskazywać absurdalnych określeń w Twoim wydaniu,
        krez. Jeśli jednak zinterpretujesz teleologicznie to, co wyżej
        napisałem, zrozumiesz.
        • ef.endir Re: Zmiana desygnatu z "małżeństwo" na "sakrament 19.08.10, 19:23
          A ja teraz nie rozumiem Ciebie...
          Rozumiem Tri, rozumiem Krezzzz ale Ciebie..... ni cholery.
          Możesz raz jeszcze wytłumaczyć o co Ci chodzi?
          Bo temat (pomijając autorkę wątku i jej dylematy oraz dziwne podejście do
          sprawy) bardzo ciekawy.
          Coś wniósł Twój post do rozmowy?
          • kasper254 Re: Zmiana desygnatu z "małżeństwo" na "sakrament 19.08.10, 23:41
            Oj, ef, czy mój post musiał wnosić coś nowego? Takie-tam pogaduszki
            starszego pana. Cóż Ci będę tłumaczył, np., że nie można prowadzić
            pokrętnych dywagacji, gdy się nie zna dobrze tematu lub gdy się w
            ogóle nie rozumie osnowy danego przedmiotu; że o każdym prawie
            stanowionym można mówić, iż jest schozofreniczne; że Tri miał prawo
            żądać stwierdzenia... i nikomu nic do tego, a już nie na miejscu są
            szyderstwa, drwiny, kpina; że wiara jest dobrem danego człowieka i
            jej istnienie u niego nic w nim nie umniejsza..; że de facto rozwód
            kościelny jest w skutkach podobny do rozwodu w prawie państwowym, a
            swoista metaforyka i symbolika kościelna, związana z omawianą
            instytucją, ma po prostu swoistą konstrukcję, na co wpływ mają
            chronione dobra, tradycja, kultura, warstwa dowodowa/skutki
            procesowe itd? Taką samą ma prawo amerykańskie czy ludów
            afrykańskich - i nikomu nie przychodzi do głowy z tego drwić.
            I ta wyższość patrzenia na katolików, wierzących! Jestem ateistą,
            ale mnie to oburza.

            • airam.as Re: Zmiana desygnatu z "małżeństwo" na "sakrament 20.08.10, 00:04
              Nikt z Tri i jego postawy tutaj nie kpił. Byla jakaś tam dyskusja i wymiana
              poglądów, to wszystko.
              A Ty , jako ateista zatwardziały, chroń swoja kulturę, tradycję i symbolikę, bo
              tak ładnie i wyniośle do tego sie odwołujesz z czym nawet nie identyfikujesz się
              realnie.
              Może też masz cos nie przerobione z tym Kościołem do końca, hę?
              Lata i doświadczenie zobowiązują. Więc nie wyglupiaj, Kasper. Kazdy ma lustro w
              domu.
              • tricolour I nich tak zostanie... 20.08.10, 07:51
                ... bo dyskusja szegółowa niekoniecznie musi miec sens.

                Łączenie Boga z Kościołem też do końca sensu nie ma choćby z tego ważnego
                powodu, że oprócz katolików żyje jeszcze pare miliardów innych ludzi,
                wielu ważnie pożenionych wedle ich obrządku (albo bez obrządku), a na
                pewno nieważnie katolicko. I co? Nic.

                Wiara to wybór. Świadomy. To także wybór swojego kościoła, co wiąże się z
                prawami i obowiązkami, a z praw można korzystac.
                • cwarek kłótnia 20.08.10, 15:08
                  roztrząsacie tu problem uniewazniania itd...
                  ja nikt mi nie powiedział, jake mogą mnie dotknąć realne konsekwecje
                  związku z facetem po rozwodzie, no co musze uważac, czego być
                  swiadoma itd - i czy warto mi się w ten związek angażowac, czy mnie
                  to nie przerosnie
                  • ef.endir Re: kłótnia 20.08.10, 16:46
                    a nikt mi nie powiedział, jake mogą mnie dotknąć realne konsekwecje
                    > związku z facetem po rozwodzie, no co musze uważac, czego być
                    > swiadoma itd - i czy warto mi się w ten związek angażowac, czy mnie
                    > to nie przerosnie

                    A jak sobie wyobrażasz odpowiedź na tak postawione pytanie?
                    Mogę Ci opowiedzieć, co Cię spotka jak poznasz moją ex!smile
                    Bo ją znam......
                    I jeszcze jedno...... naprawdę sądzisz, że to jaki miał ślub i jaki ma rozwód
                    jest najważniejszą kwestią? A to jakim jest człowiekiem znaczenia nie ma?
                    Czy to jak i w co wierzy determinuje jego podejście do życia, do Ciebie, do
                    związku, problemów, które pewnie w życiu spotkacie?
                    Niesamowite....
            • ef.endir Re: Zmiana desygnatu z "małżeństwo" na "sakrament 20.08.10, 16:53
              kasper254 napisał:
              Słuchaj, krez, przedstawiona przez Ciebie analiza stwierdzenia
              nieważności sakramentu itd. mieści się na poziomie wiedzy studenta I
              roku prawa. Średnio inteligentny student już V roku - po zajęciach z
              wykładni, doktryn itd. - nie mógłby już z taką dowolnością,
              indolencją, a wręcz głupotą - dokonać egzegezy przedmiotowej
              instytucji.
              Zamiast u Bartka Joncia, mogłaś zamówić ta ekspertyzę u A.
              Kwaśniewskiego, wówczas zniknęłaby chocaż teza o zniesmaczeniu.


              kasper, nie musi wnosić nic nowego, ale.....
              Twój wpis mi się po prostu nie spodobał i tyle. Szczególnie ten fragment, który
              zacytowałem.
              Mnie też oburza wyższość z jaką patrzy się na INNYCH
              I może dlatego sam nie używam takich zwrotów....
              PS. Jestem agnostykiem
    • akacjax Re: warto sie brac za rozwodnika? 20.08.10, 21:13
      Jeżeli to ona go zostawiła, istnieje możliwość, że nadal ja kocha. No i że to
      ona będzie zawsze ta pierwsza....
      Pytanie brzmi-czy on już otrzepał się z tamtego związku, czy jesteś tylko
      lekarstwem.
      • cwarek Re: warto sie brac za rozwodnika? 20.08.10, 22:07
        a no właśnie i to mnie martwi najbardziej; od rozwodu minęło pare
        miesięcy - nie wiem dokładnie ile, ale wynika z obliczeń że koło
        roku; laska okazała się "niedojrzała", znalazła sobie bardziej
        majętnego i poszła w długą
        • akacjax Re: warto sie brac za rozwodnika? 20.08.10, 22:08
          Może wystarczy dostatecznie długo poczekać, by sprawdzić uczucie?
          • cwarek Re: warto sie brac za rozwodnika? 20.08.10, 22:38
            tu jeszcze nie ma uczucia - jest dopiero poznanie; a ja sie poprostu
            glosno zastanawiam czy jest sens sie angazowac
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka