sloggi
27.03.04, 00:38
Mowa o pani, która zastąpiła moja Mamęcję u boku Ojca. Specjalnie
piszę "pani" z małej litery, bo inaczej o tym tłumoku pisać nie mogę.
Babsztyl jest prosty jak konstrukcja młotka, bo ta prostota urzekła 23 lata
temu mojego Starego. Dorwał ją nad morzem, chyba pracowała w jakiejś knajpie.
Przywlekła się za nim, aby robić karierę w stolicy. Od 16 lat są w separacji,
ale w tych najważniejszych latach babsztyl zdążył nabruździć. W swoim pustym
łbie ubzdurała sobie, że Ojciec po cichu kombinuje z Mamęcją (po co
rozstawaliby się?), zatem stanęła na głowie i płaczem oraz szantażami
wymusiła na tym głupolu izolację ode mnie. Na początku jeszcze kombinował,
przychodził po kryjomu. Aż miara się przebrała, gdy mając 12 lat minąłem ich
na ulicy i Ojciec odwrócił głowę. Przyszedł następnego dnia tłumacząc się,
Mamęcja o niczym nie wiedziała, bo wstyd mi było jej o tym mówić. Poprosiła
grzecznie, aby nas pożegnał i na tym kontakt się urwał na 7 lat. Przyszedł
wówczas nas powiadomić, że zmarł mój brat przyrodni, a jego syn z pierwszego
związku.