Dodaj do ulubionych

inny powód rozwodu

28.09.10, 00:04
Witam,podczytuję Wasze forum od paru tygodni,i zauwazyłam jedno-że u większości z Was zdrada się przewija jako głowny powód rozpadu małżeństwa.
U mnie jest nieco inny powód i sie zastanawiam czy ze mną wszystko ok,skoro tylko tzw "różnice charakterologiczne" zadecydowały o mojej decyzji.Przyblizę Wam trochę moją historię-jestesmy ze sobą 10 lat, w tym 5 po slubie,mamy prawie 4letnią córcię.Maż zawsze był typem totalnego wygodnickiego lenia,to ja zawsze o wszystko dbała,trzymałam rękę na pulsie we wszystkich sprawach(opłaty,remonty mieszkania,wyjazdy na wakacje),kuźwa nawet mandaty za niego opłacałam i prace mu załatwiałam.Generalnie byłam "facetem w naszym związku".Zawsze był pracoholikiem,nigdy nie potrafił się nagiąc w sprawach opieki nad dzieckiem,to zawsze ja musiałam myśleć co i jak gdy niani cos wypadło.Jego opcja spędzania wolnego czasu polegała nie na spędzaniu go z nami,tylko na gniciu przed laptopem.Nigdy nie miałam w nim wsparcia,pomocy-zawsze wszystko sama,sama.Nieraz były kłotnie o te jego minimalistyczne wymagania zyciowe,o to że mi źle w takim układzie,ale zawsze kończyło się chwilową zmianą.
Od początku tego roku nastapił kryzys,mniej istotne co go spowodowało,ale bardzej jakie miało skutki:małż jeszcze bardziej niz dotąd rzucił się w wir pracy(wracał nawet i o 21-23ej),w imprezy(no standard po prostu-gdy sie pojawiają problemy to najlepiej od nich uciec),zacząl sie zacowywac jak gość hotelowy,jak dwudzuestoparoletni kawaler.Jakis czas mogłam to wszystko tolerowac,ale ileż można?Zaznaczam zdrady i innej panny na boku nie było i nie ma.
Moja frustracja zaczynała z tygodnia na tydzień osiągac apogeum,no i oddalilismy sie od siebie zupełnie,a uczucie zaczęło wygasac.Zrozumiałam że z niego typ egoistycznego Piotrusia Pana,który chyba nigdy nie dorośnie do małżeństwa,do ojcostwa.A że ze mnie silna i samodzielna kobieta to stwierdziłam że ileż się można męczyć,ze lepiej być samej,skoro to nie będzie się za wiele nie różniło niz to co mam teraz.Złozyłam pozew prawie 2 mce temu,kilka dni temu przyszło pismo ze rozprawa w połowie października.I zaczęłam miec dylematy:czy aby wszystko zrobiłam by to małżeństwo ratowac(dodam ze myslałam o terapii ale mąz nie chce o niej słyszec),ze masa facetów jest taka i mój nie jest jedynym wyjątkiem,że nie ma ludzi bez wad itp,że w sumie kumplowsko to nam się układa tyle ze małżeńsko gorzej.
Napiszcie proszę czy moje powody są jakies dziwne,czy z tym się da życ,czy kobiety zaciskaja zęby i dzielnie zyją z takimi wygodnickimi leniami?
Obserwuj wątek
    • laura_fairlie Re: inny powód rozwodu 28.09.10, 00:23
      Jakbym czytała o moim eksie. Też proponowałam terapię - nie chciał. Zacisnęłam zęby , wzięłam wszystko na siebie - a on znalazł sobie panienkę na boku, więc i tak g... z tego wyszło.
    • xciekawax Re: inny powód rozwodu 28.09.10, 00:46
      jezeli jest pracoholikiem to chyba nie taki len?

      Ogolnie uwazam ze jezeli facet nie chce isc po pomoc nawet gdy rozprawa rozwodowa sie toczy to juz jest powazny problem. To znaczy ze ON nie chce sie starac.

      Nie wiem czy zrobilas wszystko. Tylko ty to wiesz. Jezeli jestes przekonana ze tak, to nie miej wyrzutow sumienia. Wiesz, jezeli on nie chce sie zmienic aby bylo lepiej, to ty go nie zmusisz.

      Ja tez chcialam isc na terapie malzenska, ale wolal wyjechac do swojej kochanki.
      Pozdrawiam cieplo.
    • cieplefuterko Re: inny powód rozwodu 28.09.10, 00:57
      doma791 napisała:
      >Przyblizę Wam
      > trochę moją historię-jestesmy
      Moj maz zrobil sie typem wygodnickiego lenia po slubie
      >Maż zawsze był typem totalnego wygodnickiego lenia,to ja zawsze o
      > wszystko dbała,trzymałam rękę na pulsie we wszystkich sprawach(opłaty,remonty m
      > ieszkania,wyjazdy na wakacje),kuźwa nawet mandaty za niego opłacałam i prace mu
      > załatwiałam
      Zawsze był pracoholikiem, praca byla jego jedynym zajeciem (ktore lubil)
      poza tym nic nie robil i wiekszosc czasu zarabial mniej niz ja, ale wydawal wiecej

      >Zawsze był pracoholikiem,nigdy nie potrafił się nagiąc w sprawach opieki
      >nad dzieckiem,to zawsze ja musiałam myśleć co i jak gdy niani cos wypadło.
      >Jego opcja spędzania wolnego czas
      > u polegała nie na spędzaniu go z nami,tylko na gniciu przed laptopem.Nigdy nie
      > miałam w nim wsparcia,pomocy-zawsze wszystko sama,sama.
      Nieraz były kłotnie o takie podejscie ze ja mam wszystkie obowiazki a on zadnych
      > klotnie o to że mi źle w takim układzie nie wprowadzaly dlugoterminowych zmian
      >ale zaw
      > sze kończyło się chwilową zmianą.

      Terapia odpadala bo on wie wszystko lepiej i jemu tak jest dobrze
      Zaciskalam zeby, ciagnelam to przez bardzo dlugi czas
      az sztrzelil sobie kochanke ..........ale nawet wtedy nie mial zamiaru sie wyprowadzac
      Zaluje ze tak dlugo to ciagnelam, bo wychowano mnie w duchu
      nierozelwalnosci malzenstwa i rodziny

      To Ty masz wiedziec co czujesz i czego chcesz!
      Jak juz masz tego dosyc i zmiany nie widac
      czy chesz tak zyc do konca waszych dni?
      • biedroneczka370 Re: inny powód rozwodu 02.10.10, 21:08
        Podobnie było w moim małżeństwi, tylko, że on synek mamusi, lubiący popić do nieprzytomności(czasami). Na terapię nie chciał pójść, bo wszystko wiedział najlepiej. Nikt go rozumu uczył nie będzie. Po rozwodzie wyprowadził się dopiero po pół roku, po mojej interwncji w sądzie z wnioskiem o wymeldowanie. Nagle zaczęło mu zależeć na dziecku. Nagle zaczął udowadniać jaką okropną jestem matką i żoną. Panna na boku też była (tylko na czas rozwodu i trochę po się usunęła). Teraz mieszka u mamusi. A ja radzę sobie nieźle. Przeszłam piekło, ale nie związane było ono ze zradą (na początku) tylko z kompletnym nidobraniem się pod względem charakterów. Jestem wolna i niezależna od 4 lat. Jestem spokojna, moje życie wróciło do równowagi. Świetnie dogaduję się z moją córką. On też angażuje się w jej wychowanie. A najważniejsze, że nie mieszka z nami.
        Sama powinnaś widzieć co dla Ciebie jest dobre. Weź siebie pod uwagę, nie to co zrobiłaś lub nie dla tego małżeństwa. Zrobiłaś bardzo dużo! I nadal robisz. On do tej pory nie zwracał uwagi na Ciebie ani Twoje potrzeby, tylko był na pierwszym miejscu, bo tak chciał, a Ty się na to zgodziłaś. Skoro stan ten nie zmienia się aż tak długo, a Ty jesteś w dalszym ciągu na drugim planie, zastanów się czy rzeczywiście tego chcesz.
    • mayenna Re: inny powód rozwodu 28.09.10, 06:48
      Zdecyduj się może: leń czy pracoholik?
      Nie bardzo też rozumiem z jakiego powodu ten rozwód?
      • malgolkab Re: inny powód rozwodu 28.09.10, 10:11
        mayenna napisała:

        > Zdecyduj się może: leń czy pracoholik?
        > Nie bardzo też rozumiem z jakiego powodu ten rozwód?
        a czego nie rozumiesz? mój ex też w pracy siedział po 12 godzin, za to w domu (weekend, wolne, wieczory) gapił się w laptop (nie słuzbowo) lub tv, na moją sugestię, żeby np. pobawił się z synem był tekst - "wystarcza mi, jak siedzę przy kompie i obserwuje co chwilę jak on się bawi", w domu nie kiwnął palcem( bo on pracuje więcej), nawet talerza po sobie nie wyniósł, bo "jak tak to ma wyglądać to woli iść do knajpy". z zewnątrz jak ktoś patrzył to pracoholik, w domu - leń.
    • estimata Re: inny powód rozwodu 28.09.10, 08:04
      Ja także żyję z takim panem, tyle że on jeszcze się awanturował. I nie nadaje się na kumpla. Jednak wobec zagrożenia rozwodem, którego nie chce, zgodził sie na terapię (że nic z tego nie wyszło, bo po kilku spotkaniach juz nie znalazł czasu to inna sprawa). A jak Twój mąż odnosi się do rozwodu? Jest mu to obojętne? Zgadza się? Czy obiecuje zmiany? Nic o tym nie napisałaś. A to wydaje się być dośc istotne, zwłaszcza wobec pytania, które sobie zadajesz - czy wykorzystałaś wszystkie szanse. Bo zapewne starałaś się je wykorzystać lecz postawa męża wiele spraw (jak np. terapię) Ci uniemozliwiała (wiadomo, że do tanga trzeba dwojga). Byc może teraz jego postawa mogłaby ulec zmianie - przeciez widzi, że nie przelewki. Chyba, że jest mu to obojętne, czy mieszka z toba i ty go obsługujesz czy np. z mamusią czy tez w hotelu. Więc może w tej nowej sytuacji - o ile on chce - można jeszcze czegoś spróbować?
    • tully.makker Uwielbiam takie historie 28.09.10, 10:07
      Najpierw kastrujemy faceta robiac wszystko za niego, a potem placzemy, ze musimy same wszystko robic.
      • malgolkab Re: Uwielbiam takie historie 28.09.10, 10:17
        wiesz, nie zgodzę się z Tobą, są po prostu ludzie, którzy nie nadają się do życia z kimś - uważają, że wszystko ma być pod nich. rozumiem, że Ty jakbyś prosiła o zajęcie się dzieckiem, a pan by sie odwrócił na pięcie to też byś wyszła? w końcu 4 latek powinien być samodzielny i zająć się sobą...
        • yoma Re: Uwielbiam takie historie 28.09.10, 12:01
          No moment, to było małżeństwo aranżowane, dopiero przed ołtarzem się poznali państwo młodzi? Widziały gały co brały, a potem od wziętego zmian o 180 stopni wymagały.

          Nie w tym problem, że rozwód, tylko że to małżeństwo nie powinno było w ogóle powstać smile
        • tully.makker Re: Uwielbiam takie historie 28.09.10, 12:51
          są po prostu ludzie, którzy nie nadają się do życ
          > ia z kimś -

          To oczywiscie prawda

          uważają, że wszystko ma być pod nich.

          No ale co wynika z tego, ze ktos cos uwaza? ma do tego prawo, a ty masz rowne prawo nie stosowania sie do jego uwazan. A nie najpierw zgadzania sie na wszystko dla misia, a potem pretensje, ze mis wykorzystuje.

          Nie ma ofiar, sa tylko ohotnicy - i cale mnostwo ochotniczek.
          • malgolkab tully 28.09.10, 17:37
            i z tą wypowiedzią się zgadzamsmile po prostu w końcu ochotnik przestaje mieć chęci - przynajmniej ze mną tak było.
            • doma791 Tri i Yoma 28.09.10, 23:12
              macie rację:to małżeństwo pewnie nigdy nie powinno powstac, jak i to ze małż prawie zawsze taki był.I oczywiscie ze wiedziały gały co brały.Tylko z czasem "okoliczności przyrody" i narastająca frustracja zrobiły swoje.Kiedy się poznalismy na studiach to nie do końca zauwazałam istotne teraz dla mnie wady,było się młodym,nie do końca się patrzyło rozsądnym okiem na swiat i na drugą osobę,wtedy człowiek jeszcze się łudził ze moze się cos zmieni,a po drugie skąd mogłam wiedzieć ze okaże się np. nieodpowiedzalnym i niedojrzałym ojcem.
              Dziękuję jeszcze raz za wszystkie wypowiedzi,niektóre naprawdę dodały mi otuchy,myślę ze zagoszczę tu u Was na dłużej smile
              • tully.makker Re: Tri i Yoma 29.09.10, 10:10
                macie rację:to małżeństwo pewnie nigdy nie powinno powstac

                A ja tak nie uwazam. Autorka watku i jej maz sa wspouzalenieni - ona od bycia potrzebna, on od zaspokajania jej potrzeby bycia ptorzebna.
              • yoma Re: Tri i Yoma 29.09.10, 11:34
                Trzymaj się Doma. Zrobiłaś co się dało, męczyć się nie ma po co, wszyscy robimy błędy, sztuka, żeby się na nich uczyć. Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia smile
              • tricolour Możesz mi wyjaśnić.. 30.09.10, 16:17
                ... a właściwie nie mnie, bo ja odpowiedź znam. Czy więc możesz wyjaśnić SOBIE dlaczego o mężu piszesz w trzeciej osobie i masz przeciw komu kierować oskarżenia (bo jest konkretna osoba), ale o sobie nie piszesz w osobie pierwszej tylko bezosobowo.

                Dlaczego o sobie piszesz "było się młodym, nie do końca patrzyło się, człowiek łudził się" a nie "byłam młoda, nie do końca patrzyłam, łudziłam się"?

                Dlaczego stawiasz zarzuty osobie, która przez cały czas jest taka sama tylko TOBIE zmienia sie optyka?
    • malgolkab Re: inny powód rozwodu 28.09.10, 10:14
      ja Cię doskonale rozumiem, miałam to samo. zero pomocy w domu, jak byłam chora, nawet w szpitalu usłyszałam "poł ciąży leżałaś, a teraz znowu jesteś sobie w szpitalu, a wszystko na mojej głowie". bycie z człowiekiem, na którego nie można liczyć w żadnej sytuacji to makabra...
      • doma791 Re: inny powód rozwodu 28.09.10, 10:45
        dla Was to dziwne że można byc pracoholikiem a jednocześnie leniem?On jest chorobliwie ambitny i nie zniósł by gdyby ktoś go skrytykował,wytknął mze że coś zrobił źle.Sam powtarza ze on potrzebuje adrenaliny w zyciu,a praca mu to daje....wcześniej była bukmacherka ale mu przeszło.Mówiłam mu ze jak mu brak adrenaliny to niech se poskacze na bungiee albo kupi motor,na co on to że nie o taki rodzaj adrenaliny mu chodzi.Odnoszę wrazenie że mu się całkiem zachwiały proporcje pomiedzy zyciem prywatnym a pracą,on jakby wrócił o 16-stej do domu to nie wiedziałby co z sobą począć.
        Co do rozwodu to on sie zachowuje jak taka panienka co chciałaby ale się boi.Najlepiej pewnie by chciał żeby wszystko wróciło do starej postaci rzeczy,ale zeby on za wiele z siebie dać nie musiał.Jak mu oznajmiłam ze złozłyłam pozew to on "no skoro chcesz".Najbardziej nie potrafie pogodzić z tym że próbuje mu dac szanse,mówie mu czarno na białbym co uwazam ze powinien zmienic,i nie są to jakies nieosiągalne rzeczy,bo chyba bycie wspierającym partnerem w mażeństwie i bycie dobrym ojcem dzielącym się wychowaniem dziecka i dzielacym codzienne trudy,obowiązki itp,nie nazwiecie wymaganiem nie wiadomo czego.Sama mu powiedziałam że ja siebie nie wybielam,tez wiem że kryzys w małżeństwie to nie jest wyłącznie wina jednej osoby,i tez spróbuje popracowac nad sobą.I on wiedząc o tym wszystkim nie robi nic by cokolwiek zmienić,tylko z góry zakłada że pewnie za pól roku bedzie to samo,że to nie ma sensu......a za chwile tekst "kocham Cię" " z nikim innym sobie lepiej nie uloże zycia" "moze dojrzeję za kilka lat i znów bedziemy razem"-jak dla mnie on zaczyna miec problemy z samym sobą i chyba potrzebny mu jest specjalista.
        • mayenna Re: inny powód rozwodu 28.09.10, 10:55
          Możesz określić dokładnie jakbyś chciała żeby było?
          Jak ktoś pracuje 12 godzin to nie ma siły na pomoc w domu. Może warto poszukać rozwiązania?
          O rozwód zawsze zdążysz wystąpić.
          Nawet jeśli za pól roku będzie to samo, to warto próbować terapii.
          • serendepity Re: inny powód rozwodu 28.09.10, 16:48
            Z postu powyzej wynika, ze pracuje 12h, bo nie wiedzialby co ma ze soba zrobic w domu. Czyli nie pracuje 12h, bo musi zarabiac pieniadze, tylko woli spedzac czas w pracy zamiast w domu. Widzialam takich ludzi u siebie w firmie. Gosc mial trojke dzieci i zostawial po godzinach chociaz nie robil zadnych nadgodzin. Po prostu siedzial sobie spokojnie przed kompem, gral w cos lub robil to co mial zrobic w ciagu dnia, kiedy obijal sie.
        • lavanda100 Re: inny powód rozwodu 28.09.10, 12:00
          > a za chwile tekst "kocham Cię" " z nikim innym sobie lepiej nie uloże zycia"

          Też słyszę takie teksty. I wiem, że to wcale nie jest komplement dla mnie.
          Od jakiegoś czasu zaczynam rozumieć, że ten tekst znaczy: "trudno będzie znaleźć kolejną kobietę, która ze mną wytrzyma. Jak odejdziesz to kto będzie to wszystko za mnie robił?!".

          U mnie też nie chodzi o zdradę.
          Mój mąż najchętniej chciałby, żebym nic od niego nie chciała.
          Każda prośba o zrobienie czegoś w domu to jego zdaniem "czepianie się", "szukanie powodu do awantury" itd.
    • tricolour Dziwna rzecz... 28.09.10, 11:15
      ... przez 9 lat było z leniem nawet dobrze, a nagle - od kilku miesięcy - źle. I to jest najbardziej zastanawiające, że facet ZAWSZE taki był. Nie zmienił się z dbającego i czułego mężczyzny tylko "ZAWSZE był typem totalnego wygodnickiego lenia".

      To jaki ma być facet dla Ciebie skoro pięć lat narzeczeństwa i cztery małżeństwa nie wystarczyły, byś mogła określić, co jest dla Ciebie ważne w dziesiątym roku związku?
      • malgolkab Tri 28.09.10, 11:49
        ale przecież to zazwyczaj tak jest...
        przykład - facet ma przygodę 1,2, a żona za 3 lata zdziwiona, że jest pani nr 3...
        Ludzie rzadko kiedy się zmieniają, po pierwsze niektórzy dobrze się kamuflują, po drugie po kilku latach "spadają klapki z oczu".
      • triss_merigold6 Re: Dziwna rzecz... 28.09.10, 11:59
        Może zwyczajnie się zmęczyła i uznała, że ma dosyć. Ludzie mają różny próg odporności i cierpliwości, a kobiety w tym kraju są trenowane od dziecka do dbania o utrzymanie związku (nawet beznadziejnego i słabo rokującego) i rodziny w całości oraz do "wspierania" bliskich.
        • malgolkab Re: Dziwna rzecz... 28.09.10, 12:12
          cała nadzieja w nas, że inaczej wychowamy swoje dziecismile
          choć mnie i brata na szczęście rodzice wychowywali praktycznie tak samo...
      • mayenna Re: Dziwna rzecz... 29.09.10, 00:02
        Dokładniesmile
        Albo pokochać albo starać się zmienić.Nie na zasadzie że masz robić tak i tak, ale masz wziąć odpowiedzialność za...i tu wstawić dowolne. warunkiem powodzenia jest nie mieszanie się w tę odpowiedzialność i nie krytykowanie go. Facet siedział bo miał spokój. W domu nie miał spokoju bo jak wyniósł śmieci to musiał jeszcze pomyć naczynia, jak pomył to coś innego miał do zrobienia..Nie musiał wracać bo żona zajmowała się dziećmi. Nie maił obowiązku i wiedział że nie poniesie konsekwencji bo ona jest odpowiedzialna i dzieci nie zostawi, nie przywiezie mu do pracy...Najwyżej pogderasmile

        • lastsenses Re: Dziwna rzecz... 29.09.10, 08:31
          jakbym czytala o moim mężu - tylko on jeszcze nie pracowałwink
          a najlepsza jest reakcja rodziny jak w końcu po 15 latach zaczęłam mieć w nosie martyrologię i nasze typowo kobiece poświęcanie się dla "dobra rodziny" - wynajęłam mieszkanie i odeszłam. Mimo, że sama utrzymuję dzieci - alimentów dostanę czasami 100 czasami 200, mieszkam w wynajętym mieszkaniu (mąż domu nie opuści) - dzieci jeśli ma zobaczyć muszę dowieźć pod nos - chociaż zostawiłam mu auto (ale dzieci chcą kontaktu, więc dowożę). To niestety winna jestem ja - rozbiłam rodzinę, odebrałam ojca dzieciom. W ogóle jestem be.
          • tully.makker Glupota jest niestety nieuleczalna 30.09.10, 13:22
            sama utrzymuję dzieci - alimentów dostanę
            > czasami 100 czasami 200, mieszkam w wynajętym mieszkaniu (mąż domu nie opuści)
            > - dzieci jeśli ma zobaczyć muszę dowieźć pod nos - chociaż zostawiłam mu auto

            I do kogo masz o to pretensje? Do meza, czy do siebie?
            • fargaga ludzie zmieniają się co najwyżej na gorsze 30.09.10, 14:43
              Rozwiodłam się 11 lat temu, kiedy nasza córka miała zaledwie roczek (parą byliśmy 3 lata). Decyzję o rozwodzie podjęłam z podobnych jak Twoje pobudek. Żadnej zdrady, nie pijak, nie łobuz. Byliśmy niby we dwoje, ale jednak osobno. Czułam się zwyczajnie nieszczęśliwa i miałam dość. Rok po rozwodzie postanowiliśmy z mężem spróbować jeszcze raz. On zapewniał, że się zmienił, że rozwód uśwaidomił mu, co jest w dla niego w życiu najistotniejsze, że był ślepy i doceniał tego, co mu los ofiarował. Nie był mi jeszcze wtedy obojętny + małe dziecko i faktycznie wydawał się w swoich zapewnieniach szczery. Spędziliśmy rok-sielankę, lepszy niż miesiąc miodowy. I co? I nic, nie wiedzieć kiedy wszystko wróciło do strarego porządku, "każdy sobie rzepkę skrobie". Ponieważ rozwód mieliśmy już za sobą, kolejne rozstanie nie było bolesne, dziecko wciąć jeszcze malutkie, więc i ono przeżyło bez większej tragedii.
              W zeszłym roku złożyła mi wizytę narzeczona mojego ex, zasypując serią pytać o rozpad naszego małżeństwa. Moja wypowiedź miała jej ułatwić podjęcie decyzji, czy dalej próbować z nim być. Przedstawiła mi wypisz-wymaluj historię mojego związku z nim, z tym że z tym razem nią samą w roli głównej.
              Nic się nie zmienił, a wiem, że kochał i mnie i później narzeczoną także. Taki typ. A raczej to typ większości z nas. Człowiek, jeśli na czymś mu zależy, potrafi się zmienić, ale zwykle efekt jest krótkotrwały. No i w końcu przestaje mu zależeć... Nie ma szans, by kogoś zmienić, albo akceptuje się drugą osobę z jej wadami, albo nie ma co sobie wzajemnie głowy zawracać. Nie oczekuj, że przeniesiesz góry, raczej skup się na sobie i postępuj w zgodzie z własnym sercem i sumieniem, tak byś Ty czuła się szczęśliwa.
              Wszystkiego dobrego!
              • tully.makker Re: ludzie zmieniają się co najwyżej na gorsze 30.09.10, 21:04
                Spędziliśmy rok-sielankę, lepsz
                > y niż miesiąc miodowy. I co? I nic, nie wiedzieć kiedy wszystko wróciło do stra
                > rego porządku, "każdy sobie rzepkę skrobie".

                A ty, co zmienilas w swoim postepowaniu? Bo to, co miedzy wami bylo, to wypadkowa postawy i jego i twojej. Ty nic nie zmienilas, to i jego zmiany nie potrwaly dlugo.
                • fargaga Re: ludzie zmieniają się co najwyżej na gorsze 02.10.10, 19:43
                  jak w tytule postu, ludzie się nie zmieniają... i to tyczy się także mnie i pewnie Ciebie. Nie czytałeś widać dość uważnie...
                  • tully.makker Re: ludzie zmieniają się co najwyżej na gorsze 03.10.10, 21:03
                    Mylisz sie, ludzie sie zmieniaja. Jesli maja motywacje i pracuja nad soba.

                    Jelsi bledy popelnione w jednym zwiazku powtorzysz w nastepnym, to i ten sie zle skonczy.
                    • doma791 Re: ludzie zmieniają się co najwyżej na gorsze 04.10.10, 21:56
                      Tully masz rację-ja tez wierzę w to ze ludzie sie potrafią zmienić,tylko faktycznie muszą świadomie tego chcieć.
                      Ale jeśli mój mąz jest tak szlachetny i chce mi oszczędzić kolejnego rozczarowania i mówi "to nie ma sensu,za pó roku czy rok będzie to samo",więc z góry zakłada ze sie nie zmieni i nie chce zmienić.
                      Na szczęscie póki co przeszłam juz fazę "dlaczego rezygnuje,dlaczego nie chce skorzystac z szansy?",i jestem aktualnie na etapie żalu że się zmarnowało tyle lat,i ze trzeba bylo to zakończyć dawno dawno temu zanim się slub wzięło......sama nie wiem który etap lepszy.
                      Dobrze ze z tego wszystkiego pozostanie mi zarąbista córeczka smile
                      • tully.makker Z wlasnego doswiadczenia 06.10.10, 14:49
                        > Tully masz rację-ja tez wierzę w to ze ludzie sie potrafią zmienić,tylko faktyc
                        > znie muszą świadomie tego chcieć.

                        U nas wystarczylo, ze ja sie zmienilam, i zmienil sie tez on - czy tez moze, nie tyle zmienil, o ile stal sie takim, jakim byl na poczatku zwiazku.
            • lastsenses Re: Glupota jest niestety nieuleczalna 30.09.10, 19:54
              tully - jak widać uleczalnawink odeszłam - wyciągnełam wnioski. z kasą jestem do tyłu - ale doświadczenie - bezcenne.
              • tully.makker Re: Glupota jest niestety nieuleczalna 30.09.10, 21:02
                A fdlaczego nie wyegzekwowalas od pana stosownego podzialu majatku? Chocby po to, zeby dzieciom zapewnic lepszy start w zycie?

                A teraz znowu zalisz sie, jaka jestes cacy, a on be. Nic z tych rzeczy.
          • malgolkab Re: Dziwna rzecz... 30.09.10, 20:11
            odejść odeszłaś, ale dalej robisz za niego. dowożenie dzieci pod nos - lekka przesada, chyba, że byłby inwalidą.
        • malgolkab Re: Dziwna rzecz... 29.09.10, 10:17
          mayenna napisała:

          > Dokładniesmile
          > Albo pokochać albo starać się zmienić.
          a ja stwierdziłam, że dorosłego człowieka raczej się nie zmieniuncertain choć może są wyjątki

          . Facet sied
          > ział bo miał spokój. W domu nie miał spokoju bo jak wyniósł śmieci to musiał je
          > szcze pomyć naczynia, jak pomył to coś innego miał do zrobienia..Nie musiał wra
          > cać bo żona zajmowała się dziećmi. Nie maił obowiązku i wiedział że nie poniesi
          > e konsekwencji bo ona jest odpowiedzialna i dzieci nie zostawi, nie przywiezie
          > mu do pracy...Najwyżej pogderasmile
          >
          znam jedną taką, która jak się wkurzyła to zawiozła mu do pracy i pojechała i szczerze mówiać wszyscy misiowi współczuli, że taką straszną babę ma, więc metoda średnia (z reszta praca to nie miejsce na prywatne porachunki)
    • aiwlysji Re: inny powód rozwodu 30.09.10, 11:47
      przeczytalam post autorki i wszystkie wypowiedzi, i doszlam do smutnej prawdy...panowie w naszym kraju sa zle wychowywani. dla nich odpowiedzialnosc "lezy" poza domem.
      pewnie nie wszyscy tak maja, ale jak sie poslucha o problemach w zwiazkach czesto przebija podstawowy motyw: rob tak, zeby najrzadziej przebywac w domu, badz jak juz przebywac to najmniej sie angazowac bo to jest NUDA i strata zycia...

      plus partnerka to zastepstwo matki, wije gniazdko ale jest rowniez przewidywalna, brak jej spontanicznosci. z kolega duzo latwiej o spontaniczne akcjewink
      to bardzo smutne ale do zmienienia (inne kraje w europie np. niemcy).
      z tym, ze jak ogladam sobie mamy i chlopcow na placu zabaw to nie widze, zeby wychowywaly swoich synow dla innych kobietwink

      co robic z tymi, ktorzy sa niereformowalni? odsylac do mamusiwink
      • yoma Re: inny powód rozwodu 30.09.10, 11:51
        Wiesz, ale to działa w dwie strony: skoro partnerka uważa, że musi wić gniazdko i być przewidywalna...

        Co robić z taką, odsyłać do tatusia? smile
        • jarkoni Re: inny powód rozwodu 03.10.10, 09:46
          To chyba kwestia wychowania, przynajmniej naszego polskiego
          Kobieta jako obrończyni i strażniczka domowego ogniska, a mężczyzna to ten, który chadza na polowania(czytaj:do pracy), a w domu jest obsługiwany, bo przecież już zapolował...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka