Dodaj do ulubionych

Rozterki przed rozprawą

20.10.10, 20:07
Witam Wszystkich
Jestem przed pierwszą rozprawą, odbędzie sie na początku grudnia. Czekam na nią od czerwca, mam już serdecznie dość tej ciągłej niepewności, nie jestem pewien co się wydarzy. Popadłem już w niezłą depresję. Nie potrafię sobie poradzić z niepewnością , pustką, brakiem celu w życiu - do tej pory była to moja rodzina, ona i dwie córeczki 9 i 6 . Czy ktoś ma to już za soba i potrafi poradzić mi co robić i jak zacząć w miarę normalnie funkcjonować.
Obserwuj wątek
    • kami_hope Re: Rozterki przed rozprawą 20.10.10, 21:00
      Powrót do „normalności” – to zbyt duże wymaganie na tym etapie. Pozwól sobie najpierw na żal… Dopiero później wyłoni się chęć otwarcia na świat… I stopniowo będziesz wracał, do - wciąż toczącego się życia wokół. I wówczas „normalność” zaktualizuje swoją definicję.

      Wrócisz do normalności, kiedy będziesz gotowy. Jednak „normalność” to nie to, co sądziłeś do tej pory. Potraktuj okres cierpienia, żalu, tęsknoty, samotności, utraty złudzeń, etc. jako „dojrzewanie” (do normalności właśnie). Nie przyspieszaj tego procesu. Ale także nie spowalniaj, abyś nie zawiesił się w przeszłości i zaniechał działań budujących nową przyszłość.

      Pozdrawiam.
      • 11markus11 Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 08:17
        Kami
        To bardzo mądre co piszesz, dziekuję Ci. Pewnie masz to wszystko już za sobą. Wielu to przeszło i od tego się podobno nie umiera, jak mi podpowiadają. Wiem, że powinienem uzbroić się w cierpliwość. Wiesz, żal pojawia sie u mnie i znika, to dobry objaw, bo wczesniej był tylko żal.
        Pozdrawiam Cię
        • mayenna Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 08:36
          11markus11 napisał:

          > Kami
          > To bardzo mądre co piszesz, dziekuję Ci. Pewnie masz to wszystko już za sobą. W
          > ielu to przeszło i od tego się podobno nie umiera, jak mi podpowiadają. Wiem, ż
          > e powinienem uzbroić się w cierpliwość. Wiesz, żal pojawia sie u mnie i znika,
          > to dobry objaw, bo wczesniej był tylko żal.
          > Pozdrawiam Cię
          Poważnie: spróbuj z kimś porozmawiać.
        • kami_hope Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 20:46

          Dziękuję Markus. Tak, mam to wszystko za sobą. Ale to nie znaczy, że poszło w niepamięć. Jest to część mojego życia. Oczywiście, że lepiej aby to się nie wydarzyło (czas zniszczeń, bólu, etc.), ale mimo tego całego złego, mam odrobinę satysfakcji, bo przeżyłam… i wyszłam z tego z godnością, wzmocnioną samoświadomością i wolą… Ogólnie, był to – choć bolesny! – ważny proces dojrzewania. Dziś, kiedy spoglądam wstecz, mogę zauważyć, że milowym krokiem pokonałam pewien istotny etap w swoim życiu.
          • 11markus11 Re: Rozterki przed rozprawą 22.10.10, 19:07
            Kami
            Wiesz dzisiaj rozmawiałem z żoną przez telefon, każde jej słowo raniło mnie do żywego.
            Wydaję mi się, że jestem za miękki na rozwód , jest mi nawet właściwie wstyd, że poddaje sie uczuciom żalu, tęsknoty, zmartwienie,że bardzo boli...jestem przeciez mężczyzną i tak nie powinienem się czuć a jednak to sie dzieje. Nie wiem już co robić, może już teraz sobie odpuszczę i zacznę myśleć nie o niej i dzieciach ale o sobie.... tylko czy sie uda, bo to przecież byłoby zabranie sobie ostatniej szansy? Czasami wydaje mi sie , że nawet po rozwodzie jest szansa na powrót na nieco innych warunkach. Co robić ...?
            • kami_hope Re: Rozterki przed rozprawą 23.10.10, 15:48

              Myślę, że zdrowy człowiek jest zdolny do odczuwania i wyrażania uczuć i emocji, i to niezależnie od płci. Fakt, że pewne cechy są zdeterminowane płcią, jednak nie jest prawdą, iż Ty – jako mężczyzna, nie powinieneś odczuwać żalu, tęsknoty, bólu… Wprost przeciwnie, przejdź przez „dolinę łez” i odnajdź tam sedno sprawy. Nie zagłuszaj, nie uciekaj… Pozwól sobie na uzewnętrznienie uczuć, najlepiej przed osobą, która jest Ci życzliwa (może to być przyjaciel, ktoś z rodziny, a jeśli nie, to psycholog też mógłby być pomocny), możesz zapisywać swoje myśli… Kiedy człowiek pisze, zmuszony jest do myślenia, a w tym przypadku skonsultowanie uczuć z rozumem może przynieść bardzo pożyteczne rezultaty.
              Nie przestawaj myśleć o dzieciach. Pamiętaj, że cokolwiek by się działo, jesteś za dzieci ODPOWIEDZIALNY!
    • xciekawax Re: Rozterki przed rozprawą 20.10.10, 21:00
      To cale forum jest o tym jak sobie poradzic i zaczac funkcjonowac. Poczytaj sobie.

      Ja przed podpisaniem papierow napewno wypije jakiegos drinka mocnego, bo inaczej nerwy spowoduja ze zemdleje albo cos.

      Jest to na pewno nieprzyjemny process, aczkolwiek jak to mi moja kolezanka ciagle powtarza: "od tego sie nie umiera".

      Trzeba dac sobie duzo czasu aby przebolec (jak sam nie dajesz rady to wez sobie specjialiste do pomocy), potem nalerzy wziasc sie w garsc.
    • xciekawax Re: Rozterki przed rozprawą 20.10.10, 21:16
      A co nabroiles ze sie rozwodzisz wink :p zartuje.
      • zmeczona100 Re: Rozterki przed rozprawą 20.10.10, 21:54
        Tiaaa wink Depresja go ściga, czuje pustkę- ani chybi żona coś nawywijała, bo inaczej nie miałby depresji, bo przeżywałby chwile uniesienia ze swoja kochanką wink
        • xciekawax Re: Rozterki przed rozprawą 20.10.10, 22:56
          Dokladnie! lol
    • altz Re: Rozterki przed rozprawą 20.10.10, 22:29
      Ciężka sprawa, mam to samo i nic nie działa.
      Spróbuj walczyć o dzieci, chociaż mężczyźni z reguły mają małe szanse.
      Znajdź jakieś zajęcie, dużo zajęć, to trochę pomaga.
      Zostają metody: zapracować problem, klin (inna fajniejsza kobieta), alkohol (szkoda wątroby), leczenie u psychiatry, albo sznurek.
      Więcej nie znam, mi się to wszystko przewija i raz jest jedno, a raz inne, na kobiety się nie rzucam, bo trzeba mieć wszystko poukładane, żeby kogoś nie krzywdzić, albo nie wdepnąć.
      Gwarantowane jest tylko jedno, na pewno będziesz miał wspomnienia! wink
      • xciekawax Re: Rozterki przed rozprawą 20.10.10, 22:58
        Co wy faceci macie z tym sznurem??? tylko od facetow slysze takie teksty jako jedno z wyjsc.

        > Zostają metody: zapracować problem, klin (inna fajniejsza kobieta), alkohol (sz
        > koda wątroby), leczenie u psychiatry, albo sznurek.
        • altz Re: Rozterki przed rozprawą 20.10.10, 23:07
          Po takim czymś już nic nie boli. Podobno... wink
          Jak się nie ma celu, to po co się męczyć? Żeby znaleźć nowy cel?
          Mężczyźni chyba konkretniej podchodzą do życia, chce się żyć, albo się nie chce.
          A planując samobójstwo są zdecydowani i zamierzony skutek osiągają dużo częściej, niż kobiety, które być może to robią częściej na pokaz. Jednym słowem, kobiety są dziwne...
          • 11markus11 Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 08:00
            Ludzie co wy z tym sznurkiem wywijacie i jakimś samobójstwem. Nie mam zamiaru wieszać się przez kobietę.
            Powodem mojego rozwodu nie jest ani zdrada ani nic wielkiego. Poprostu przestaliśmy się dogadywać na wiosnę- po 14 latach znajomości- i żona podjęła szybką - moim zdaniem za pochopną - decyzję o rozwodzie , wniosła pozew i wyniosła sie z dziećmi do mamusi... Teraz ma lżej , bo nadopiekuńcza i znudzona brakiem zajęcia teściowa przyjęła pod dach córeczkę i ma teraz co robić a żona ma więcej czasu dla siebie. To jest pójście na łatwiznę. Rodzina to znacznie więcej obowiązków, żona tego nie wytrzymała i tyle. Problem mam ja, bo siedzę jak palec w pustym domu i nie mam dzieci, które bardzo kocham, nie mogę się nimi zajmować. To są sprawy, które nie pozwalaja mi normalnie funkcjonować. Poza tym czuję niepokój przed rozprawą i nadzieję, że może wszystko się odwróci jakimś cudem.
            O znalezieniu sobie zajęcia jest łatwo mówić a w rzeczywistości nie takie to proste...
            Zapracować się, ok ale jak tu sie skupić na pracy jak w głowie śmigaja dzieciaki...
            Może dla kogoś wyda się to śmieszne co piszę ale tak naprawdę nie jest mi do smiechu.
            Życ trzeba będzie sie nauczyć od nowa, a tu wiek niemowlęcy już minął dawno temu i wiedza nie przychodzi już tak naturalnie. Poza tym można robić wszystko ale to są już tylko ruchy zastępcze, książka , kino, znajomi, puby, kawiarnie,siłownia... można to robić z powodzeniem w małżeństwie, normalnie wychowywać dzieci, obcować z żoną .....
            Można powiedzieć, że trzeba sobie kogoś znaleźć i sprawy zaraz sie ułożą tylko, że to juz nie jest to samo. Kojaży mi się to z życiem w gorszym wydaniu.
            • anka_cyganka35 Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 08:20
              z tego co piszesz to powód wyprowadzki, rozbicia rodziny był koszmarnie błahy. jak można z powodu niedogadywania się zrobić coś takiego? proponowałeś może żonie jakąś terapię małżeńską? cholera no nie wierzę musi być jakiś inny powód. siedziła w domu z dziećmi czy pracowała? jak wyglądało Wasze zycie? moze to Tobie się wydaje, że nic takiego się nie stało a dla niej może był już to stan nie do wytrzymania. nie wiem nie chce oceniac bo nie znam sytuacji próbuję po tym co napisałeś znalezc przyczynę. zawsze tez mozesz nie zgodzić sie na rozwód i sędzie moze was wysłac na mediacje.
              • 11markus11 Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 08:46
                Witaj
                Powód był własnie taki jak napisałem, oczywiscie to niedogadywanie się to były zwykłe kłótnie małżeńskie ale jak napisałem było ich dosłownie kilka i to od wiosny, wczesniej nie kłócilismy sie praktycznie wcale.
                Proponowałem żonie terapie małżeńską ale powiedziała, że już nie chce.
                Nasze życie wyglądało tak, że ja przez ostatnie pieć lat zajmowałem sie budowa i wykańczaniem domu a ona wychowaniem dzieci i domem wewnątrz. Obowiązki były podzielone i miałem wrażenie, że jest jej dobrze jak dzieci są pod jej całkowita opieką.
                Przez ostatnie dwa lata pracowała i może to nadmiar obowiązków przerósł ją zwłaszcza, że w pracy miała bardzo stresogenna przełożoną.
                Wielokrotnie zastanawiałem sie gdzie leży prawdziwa przyczyna, bo te nasze kłótnie to był moim zdaniem tylko szczyt góry lodowej.
                Masz racje mówiąc, że była w stanie , którego nie mogła wytrzymać, tylko, że nigdy nie informowała mnie o niczym - ciekawe dlaczego - wszystko tłamsiła w sobie.
                Moim błędem było to, że nie próbowałem za wszelka cenę wyciągnąć z niej informacji co jest nie tak. Za bardzo byłem pochłoniety pracą i budową domu. Mój błąd.
                Po otrzymaniu pozwu w piśmie z odpowiedzią zrobiłem tak jak napisałasś,nie zgodziłem sie na rozwód. Mam nadzieję, że sędzia wyśle nas właśnie na mediacje, tylko nie jestem przekonany czy to coś da , bo postawa mojej żony jest bardzo stanowcza. W każdym razie postanowiłem troche powalczyć. Wiem, że to opóźni moje przestawienie sia na życie w roli rozwodnika ale może jeszcze troche wytrzymam i później będe wiedział, że zrobiłem wszystko żeby małżeństwo ratować.
                Pozdrawiam Cię
                • tully.makker Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 10:01
                  Nasze życie wyglądało tak, że ja przez ostatnie pieć lat zajmowałem sie budowa
                  > i wykańczaniem domu a ona wychowaniem dzieci i domem wewnątrz. Obowiązki były p
                  > odzielone i miałem wrażenie, że jest jej dobrze jak dzieci są pod jej całkowita
                  > opieką.
                  > Przez ostatnie dwa lata pracowała i może to nadmiar obowiązków przerósł ją zwła
                  > szcza, że w pracy miała bardzo stresogenna przełożoną.

                  No czemu sie dziwic, skoro wzieliscie na siebie za duzo, a zona byla kompletnie wykonczona obowiazkami. ja to doskonale rozumiem, bo mimo ze my mamy obowiazki domowe podzielone rowno miedzy obecnie juz 3 doroslych czlonkow rodziny, to i tak jestesmy wypruci najpierw praca, potem probami zonglowania potrzeb dzieci i potrzeb wykonania prac domowych, gdzie dla samego siebie czasu juz nie starcza. jak sobie pomysle, ze przy stresujacej pracy, 100% opieki nad dziecmi wszystkie obowiazki domowe mialabym wykonywac sama, to tez bym sie wyniosla z takiego ukladu.
                  • malgolkab tully 21.10.10, 10:53
                    ale chyba chodzi o to, że jak z kimś jesteś to o tym rozmawiasz- że jesteś zmęczona, nie dajesz rady itd. Druga strona to nie Duch Świętysmile
                    Kolejna sprawa- przecież on też w tym czasie coś robił, a nie leżał na kanapie... Niestety życie codzienne na tym polega jak się ma małe dzieci, rano do przedszkola, potem do pracy, po pracy do przedszkola, do domu, pod drodze zakupy, obiad, zajęcia dodatkowe , kolacja, spać itd....smile a do tego rzeczy nieplanowane, które zazwyczaj zdarzają się po kilka na raz.
                    • zmeczona100 Re: tully 21.10.10, 11:12

                      malgolkab napisała:

                      > .. Niestety życie codzienne na tym polega jak się ma małe dzieci, rano do przed
                      > szkola, potem do pracy, po pracy do przedszkola, do domu, pod drodze zakupy, ob
                      > iad, zajęcia dodatkowe , kolacja, spać itd....smile a do tego rzeczy nieplanowane,
                      > które zazwyczaj zdarzają się po kilka na raz.

                      Dodaj do tego jeszcze bardzo stresującą pracę zawodową i praca nad domem- wykończenie wnętrz..... Gdzie, do licha, i kiedy kobita mogła wypoczywać w takim razie?? Toż nawet roboty tego potrzebują, a co dopiero człowiek, który nie posiada części zamiennych.

                      Problemem nie są obowiązki, ale branie ich na siebie, kiedy z góry mozna założyć, że to ogromne obciążenie i nie są to sprawy zycia i smierci, tylko jednak mogą poczekać.
                      • malgolkab Re: tully 21.10.10, 11:40
                        zmeczona100 napisała:

                        >
                        > malgolkab napisała:
                        >
                        > Dodaj do tego jeszcze bardzo stresującą pracę zawodową i praca nad domem- wykoń
                        > czenie wnętrz..... Gdzie, do licha, i kiedy kobita mogła wypoczywać w takim raz
                        > ie?? Toż nawet roboty tego potrzebują, a co dopiero człowiek, który nie posiada
                        > części zamiennych.
                        miałam tak jakieś 3 lata temu i do tego męża, który oprócz pracy uważał, ze nic nie powinien robić (bo zarabia więcej niż ja), więc szczerze jak zostałam sama z synem nie odczułam różnicy, a nawet odpadło trochę rzeczy. za to nauczyłam się wielu ciekawych rzeczy (odśnieżanie podjazdu, ciachanie drewna, operowanie kluczem francuskim, odpowietrzanie kaloryferów itdwink) ale fakt, ludzie są różni i dla każdego inna dawka obowiązków jest zabójcza.
                        > Problemem nie są obowiązki, ale branie ich na siebie, kiedy z góry mozna założy
                        > ć, że to ogromne obciążenie i nie są to sprawy zycia i smierci, tylko jednak mo
                        > gą poczekać.
                        >
                        to fakt...
                • bramasole2 Jestem na tym samym etapie...tylko 21.10.10, 10:41
                  ...to ja odeszłam. U nas powody nie były takie błahe: chorobliwa zazdrość i porywczość męża, dziwne poglądy. Ja ratowałam 2 lata, poprzez rozmowy, potem poprzez pozew o separację, mediatora, aż w końcu wniosłam pozew rozowodowy.Gdy to uczyniłam, mój mąż utwieirdził mnie w przekonaniu, że to była najlepsza decyzja. Zgotował mi piekło, chce mi odebrać dziecko, podsłuchiwał mnie, inwigilował, używał spyphona, zatrudnił detektywów i osacza mnie do dziś.Generalnie moje życie to koszmar. Mimo to staram się normalnie funkcjonować. Ja nie poszłam na łatwiznę, sama wynajmuję mieszkanie i opiekuję się 3 letnim synkiem, pracuję i nie mam tu na miejscu rodziny. Dodam, że mąż jest policjantem i ma wiele znajomości by uprzykrzyć mi życie.
                  Każdego dnia jednak uśmiecham się, płaczę tylko gdy jestem sama.
                  Moja rada jest taka: pozwól jej odejść. Niz na siłe. W prawdziwej miłości nie trzeba walczyć się o drugą osobę. I nie wierzę, że chodzi o zwykłe niedogadywanie się. Może się zakochała, albo sama nie wie czego chce. Może była z Tobą z przyzwyczajenia. Takie pytanie: czy nie było tak, że Ty ją sobie wychodziłeś? Czy od początku było to spontaniczne uczucie?
                  • 11markus11 Re: Jestem na tym samym etapie...tylko 21.10.10, 15:51
                    .... może się zakochała w kimś inny a może nie wie czego chce.... może masz rację. Nasze uczucie było bardzo spontaniczne, pomimo, że jestem starszy o 8 lat zakochaliśmy sie w sobie od pierwszego spojrzenia i przez kolejne 10 lat małżeństwa często królowało u nas słowo kocham. O przyzwyczajeniu - jak piszesz - można pewnie mówić ale czy istnieją związki gdzie nie dochodzi do przyzwyczajenia się do siebie, gdzie nie ma rutyny ?
                    Ja nie będę walczył nieuczciwie, mam taki plan, że jak po pierwszej rozprawie dojdzie do mediacji a po mediacjach nic z tego nie wyjdzie to najprawdopodobniej odpuszczę i spróbuję.
                    wszystko zacząć od początku.
                    Podziwiam Cię za to , że znosisz to o czym piszesz, myślę że choc po części ale to rozumiem.
                    Pozdrawiam
                    • bramasole2 Re: Jestem na tym samym etapie...tylko 21.10.10, 16:21
                      Jesteś z Warszawy?
                      Znoszę, bo muszę uśmiechać się dla dziecka. Nie mogę schować się pod kołdrę i płakać, a zrobiłabym tak gdyby nie było synka.
                      Najcięższe są wieczory - kiedy jestem sama ze swoimi myślami i chwile, gdy mały choruje albo pyta: "gdzie jest Tatuś?" "Dlaczego tatuś ze mną nie śpi".
                      Problem jest taki, że ja nie mówię źle o mężu przy dziecku, nie nastawiam go, staram się delikatnie tłumaczyć. Mąż natomiast robi odwrtotnie, maniluluje dzieckiem by oddalało się ode mnie, mówi mu, że ja nie pozwalam mu mieszkać z nami i jestem zła, kiedy przy rozstaniu po dniu spędzonym razem synek płacze, mąż mam wrażenie się cieszy, że on tak reaguje. Zamiast go uspokoić potęguje jego smutek słowami:"mama nie pozwoliła nam się częściej widywać, muszę Cie zostawić" etc. Jutro przychodzi psycholog do synka...tylko co ztego, że ja go uspokajam a mąż go rozbija wsadzaniem do głowy różnych rzeczy.
                      Cóż jeszcze...choć muszę być twarda każdedo dnia...to brakuje mi męskiego ramienia...przytulenia ......i paradokslanie seksu.
                      Paradoksalnie - bo w małżeństwie miałam z tym problem (mąż posyłał mnie do seksuologa), a teraz ciężko mi wytrzymać...
                      • 11markus11 Re: Jestem na tym samym etapie...tylko 21.10.10, 18:45
                        Jestem z Gdańska
                        U nas też takie rzeczy jak rozwody mają miejsce wink.
                        Myślę, że Twój mąż reaguje tak cały czas ponieważ ciągle dużo w nim żalu do Ciebie i nie może sobie z tym poradzić aTy jestes o krok dalej i poza tym to Ty podjęłaś decyzję a niewielu facetów lubi jak kobieta ustala mu jak będzie wyglądała jego przyszłość - Ty ustaliłaś przyszłość swoją decyzja o rozwodzie dla Was wszystkich.
                        Myślę, że teraz przytłacza Cię samotność podobnie jak mnie. Rozumiem, że brakuje Ci kogoś obok, wiem że też że sex jest dla ludzi i dziwne by było żebyś była inna niż wszyscy.
                        Jesteś po rozwodzie wiec nie ma przeszkód żebyś znalazła sobie kogoś, może się okazać, że to będzie lekarstwo na Twoje kłopoty...
                        • bramasole2 Re: Jestem na tym samym etapie...tylko 21.10.10, 21:45
                          Już nie bądź taki zgryźliwy z tym...Gdańskiem...ja nie z Warszawy...z Elblągasmiletylko tu się męczę od 9 lat ze względu na pracę.
                          Zaplanować mógł inaczej swoją przyszłość ale jego chora zazdrość i psychika zniszczyły wszystko.
                          Tak dla ścisłości jestem w trakcie rozwodu a nie po, czekam na pierwszą rozprawę, pewnie jakoś w grudniu albo w styczniusad
                          Z seksem niestety mam tak, że muszę się zakochać...a z tym to nie tak łatwo..średnio zdarzało mi się raz na 4 lata do tej porywink
                          • 11markus11 Re: Jestem na tym samym etapie...tylko 22.10.10, 11:27
                            Witaj
                            No to nieźle z tym Elblągiem, mieszkasz w tej samej miejscowości co moja jeszcze żona i na dodatek jestem tam średnio dwa lub trzy razy w miesiącu jak odwiedzam dzieci - nawet będę tam jutro lub w niedzielę.
                            Co jest z tym miastem, czy tylko tam się kobiety rozwodzą ?smile.
                            Ja jej zbudowałem dom i zapewniłem przez wiele lat opiekę a i tak wybrała powrót do mamusi w Elblągu. Dziwne miasto i dziwni ludzie smile
                            Ja nie mam raczej ekscentrycznej psychiki a i za bardzo zazdrosny nie byłem - pomimo, że żona jest atrakcyjną kobietą - a mimo wszystko wniosła pozew.
                            Jak jesteś przed rozwodem do dokładnie rozumiem jak sie czujesz, ja czekam od czerwca- wtedy wpłynął pozew - a rozprawę mam 10 grudnia.
                            Jeżeli nie wiesz kiedy jest rozprawa to znaczy, że sąd sam jeszcze nie wie kiedy są wolne terminy albo w pozwie była jakaś niejasność i zastanawia się co z tym zrobić. Ale na pewno musisz trochę poczekać bo są jeszcze procedury sądowe i terminy, których sąd musi się trzymać - tak mi powiedział mój adwokat.
                            Wiesz, zastanawiam sie ,czy Ty tak do końca przyznałąś się przed soba do prawdziwego powodu wniesienia swojego pozwu, może było Ci poprostu za ciasno w związku a może dawałaś mu powody do zazdrości - czy podobasz sie mężczyznom?
                            • bramasole2 Re: Jestem na tym samym etapie...tylko 22.10.10, 11:47
                              Zaraz, zaraz....w skrócie: 4 lata chorobliwej zazdrości - BEZPODSTAWNEJ-jestem atrakcyjna (chybasmile)ale nigdy nie posunęłam się nawet do flirtu. Z pracy leciałam do synka, a jak utknęłam w korku to mąż dzwonił z awanturami. Gdy chciałam wyjść na kawę z koleżanką to też był problem. Do tego agresja słowna: "ty tłumoku" debilko, kretynko, przy drobiazgach.
                              Kiedy byłam na służbowym wyjeździe otrzymywałam sms-y typu "tylko nie przywieź hiv albo żółtaczki". Zresztą temat jest długi jak rzeka. Przez pierwsze 2 lata siedziałam cicho i płakałam, potem postanowiłam z tym walczyć. Nie udało się.
                              W sumie to nie czuję się winna, pojawił się ktoś w tydzień po złożeniu pozwu i wiesz, myślę, że pojawił się po to, bym wytrwała w swojej decyzji i nie wycofała pozu, jak to zrobiłam rok wcześniej. Wierzę w to, że na naszej drodze, pojawiają się ludzie, którzy czasem muszą odegrać krótką rolę, by wyznaczyć nam kierunek - tak do tego podchodzę.
                              Zresztą jestem tylko człowiekem - po 3 latach posuchy i słuchania jako to jestem drętwa, zalecania mi bym udała się do psychologa - to naturalne, że zmiękłam.
                              A z zseksem to było tak: co wieczór słyszałam "popieść mnie"...o mojej przyjemności nie było mowy. I mówiąć po chamsku i dosadnie, mąż wolał kochać się z moją ręką niż ze mną.
                              • 11markus11 Re: Jestem na tym samym etapie...tylko 22.10.10, 12:28
                                No trzeba przyznać, że sporo "żółci" w Tobie, myślę, że jesteś na nieźle zbuntowanym etapie i nie przebaczasz bo uważasz, że już za późno. Tylko podobno trzeba tak czy inaczej przebaczyć zarówno krzywdzącemu jak i sobie żeby poczuć sie lepiej ...pozostawić za sobą to co było nieciekawe i przejść do kolejnego etapu, ja tak próbuję robić, póki co skutki są takie sobie ale jestem pozytywnie nastawiony i jest mi już nieco lepiej. Na poczatku jak dostałem pozew to było tak jakbym młotkiem w głowe dostał i psy wieszałem na żonie ale teraz już tego nie robię a za każdym razem jak nachodzi mnie chęć to mówie sobie, że jaka jest taka jest i nie mnie to już przyjdzie znosić i zmieniać ..... i od razu mi lepiej. Uwierz mi, że nie ma innej drogi jak tylko uczciwość w stosunku do siebie samego i brak niechęci i agresji w stosunku do drugiej strony. Mnie taka postawa oczyszcza, będę lepiej przygotowany do kolejnego związku... tak myślę.
                                A z sexem to Ci nie zazdroszczę przejść, pozostaje Ci tylko mieć nadzieję, że z następnym partnerem będzie już lepiej , tego Ci życzę smile. U mnie pod tym względem było wszystko ok.
                                Z tymi, którzy znajdują sie na naszej drodze po to żeby tylko odegrać jakąś rolę i znikinąć to się z Toba całkowicie zgadzam... czasami nawet mam wrażenie , że wiele rzeczy jest w naszym życi z góry zaplanowanych to co sie dzieje ma zawsze jakiś sens i czemuś służy.
                                Może Twoje małżeństwoi rozwód były też niejako zaplanowanę i teraz czeka Cie w końcu coś normalnego lub ciekawszego smile
                                • bramasole2 Re: Jestem na tym samym etapie...tylko 22.10.10, 12:54
                                  Problem jest taki, że ja tej żółci nie chciałam. Mimo, że mnie skrzywdził chciałam odejśc po ludzku i złożyłam bez orzekania o winie. On wyjął broń, strzelił kilka razy aż w końcu musiałam się bronić. Co ma zrobić kiedy on robi ze mnie wyrodną matkę i zeznaje, że miałam kochanków.... Nie jest wtedy łatwo milczeć.
                            • bramasole2 Re: Jestem na tym samym etapie...tylko 22.10.10, 11:49
                              a, jeszcze rozumiem Cię, co to znaczy nieodcięta pępowina.
                              Jak z mężem wybraliśmy się na tropikalne wakacje to ja dałam połowę ze swoich zarobionych pieniędzy a on swoją połowę dostał od mamusi.
                              • matemil Re: Jestem na tym samym etapie...tylko 22.10.10, 12:52
                                Bramasole, na priwa maila wyslalam.
                                Pozdrawiam
                • zmeczona100 Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 11:20


                  > Powód był własnie taki jak napisałem, oczywiscie to niedogadywanie się to były
                  > zwykłe kłótnie małżeńskie ale jak napisałem było ich dosłownie kilka i to od wi
                  > osny, wczesniej nie kłócilismy sie praktycznie wcale.

                  Wiesz, ludzie kłócą się śmiertelnie wink nie o rzeczy błahe, ale o bardzo ważne, które wpływają na zdecydowane zmiany w życiu. To jest nie tylko normalne, ale i pożądane.

                  Widocznie nie mieliście ważnych rzeczy, które by Was łączyły.


                  > Za bardzo byłem pochłoniety pracą i budową domu. Mój błąd.

                  No to dlaczego teraz narzekasz, że żyjesz bez celu, masz pustkę i tp.?
                  Przecież możesz się nadal temu poświęcać- tym razem bez obaw, że nadmiar pracy i budowanie domu powoduje przemęczenie Twojej żony.
                • anka_cyganka35 Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 11:57
                  trudna sprawa bo tak naprawdę☺ nie wiadomo o co chodzi. jeżeli Ty nie znasz powodów jej odejścia to może porozmawiałbyś z jakąs jej koleżanką/przyjaciółką. może teściowa by Ci mogła jakoś rozjaśnić sprawę? najgorsza jest niewiedza wiem coś o tym.
                  • zmeczona100 Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 13:47
                    > trudna sprawa bo tak naprawdę nie wiadomo o co chodzi.

                    Ależ podał te najbardziej prawdopodobne powody i bynajmniej nie są to małe spzreczki od wiosny.

                    BTW, babka zapracowana ponad swoje siły, kursująca między wyczerpującą pracą zawodową, dziećmi, sprawami codziennymi i budującym się domem faktycznie musiała poznać kochanka, bo się po prostu nudziła.
                  • 11markus11 Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 16:11
                    Niewiedza to faktycznie coś co mi doskwiera najbardziej oprócz samotności...Nie wiem czy kiedykolwiek dowiem sie o co chodziło ale wiem jedno, nie zamierzam długo być sam jak palec, jak tylko uda mi sie pozbierac postaram sie poszukac "kolejnej" drugiej połówki, pewnie to już nie będzie to samo ale bycie w samotności naprawdę mnie przeraża.
                    Pozdrawiam
                • zmeczona100 Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 12:03
                  11markus11 napisał:

                  > Po otrzymaniu pozwu w piśmie z odpowiedzią zrobiłem tak jak napisałasś,nie zgod
                  > ziłem sie na rozwód. Mam nadzieję, że sędzia wyśle nas właśnie na mediacje, tyl
                  > ko nie jestem przekonany czy to coś da , bo postawa mojej żony jest bardzo stan
                  > owcza.

                  na mediacje musiałaby się zgodzić Twoja żona- nie ma przymusu, aby z niej korzystać. Skoro jest stanowcza, to nie licz na cud. Gdyby widziała jeszcze jakieś szanse dla Was, to czy wyprowadzałaby się z dziećmi od Ciebie?


                  > W każdym razie postanowiłem troche powalczyć.

                  Jeśli mieszkacie oddzielnie, to spełniacie przesłanki do rozwodu. Sąd nie chroni małżeństwa, które istnieje tylko na papierze.

                  Zawsze będzie mogła wnieść o ustalenie Twojej winy- wtedy żadne zapewnienia z Twojej strony plus życie osobno, nie uchronią Cię przed rozwodem, a jedynie go wydłużą.
                  • anka_cyganka35 Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 13:24
                    Zmęczona bez agresji takiej. Ja moge zrozumiec, że markus nie wie dlaczego tak sie stało i czuje się wtym wszytskim zagubiony. napisałam nam swoje własne przemyślenia i rozterki a tu jak zwykle zaczyna się osądzanie. dajcie spokój. a może faktycznie żona markusa znalazła sobie kochanka, którego istnienie dobrze ukrywa (bo nie ukrywajmy ale wydaje mi się, ze kobiety w tych sprawach sa lepsze i sprytniejsze) i on się dowie o tym po rozwodzie. i co wtedy dalej będziecie go osądzały, ze musiał być złym mężem dlatego sobie kochana znalazła?
                    • zmeczona100 Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 13:41
                      Ależ proszę Cię- gdzie Ty widzisz agresję?? W tym, że napisałam, jak to może wyglądać??

                      a moż
                      > e faktycznie żona markusa znalazła sobie kochanka, którego istnienie dobrze ukr
                      > ywa (bo nie ukrywajmy ale wydaje mi się, ze kobiety w tych sprawach sa lepsze i
                      > sprytniejsze) i on się dowie o tym po rozwodzie. i co wtedy dalej będziecie go
                      > osądzały, ze musiał być złym mężem dlatego sobie kochana znalazła?

                      Nigdy nie twierdziłam, że jest winna osoba zdradzana:

                      forum.gazeta.pl/forum/w,24087,117762913,117794370,Nagle_to_nas_tylko_szlag_moze_trafic.html
                  • 11markus11 Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 16:07
                    Witaj
                    ..raczej nie brzmi to optymistycznie co piszesz. Jak Twoja wersja sie zdarzy to napewno nie będę z tego zadowolony ale przecież może być inaczej. Żona może zgodzić sie na mediacje bo ma teraz trochę czasu na przemyślenia - chociażby stojąc u mamusi w kolejce do wspólnego kibelka dla 6 osób smile. Mimo wszystko jak po pierwszej sprawie nie bedzie rozstrzygnięć i nic sie nie polepszy to na drugiej już dam jej rozwód...
            • malgolkab Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 09:10
              11markus11 napisał:

              > Poprostu przestaliśmy się dogadywać na wiosnę- po 14 latach znajomości- i żona podjęła szybką -
              > moim zdaniem za pochopną - decyzję o rozwodzie , wniosła pozew i wyniosła sie
              > z dziećmi do mamusi... Teraz ma lżej , bo nadopiekuńcza i znudzona brakiem zaję
              > cia teściowa przyjęła pod dach córeczkę i ma teraz co robić a żona ma więcej cz
              > asu dla siebie. To jest pójście na łatwiznę.
              u mnie było podobnie i też uważam, ze pójście do rodziców to pójście na łatwiznę- u mojego byłego tym bardziej- poszedł do mamusi i tatusia, mimo, że stało jego mieszkanie, niedawno remontowane. No, ale zawsze można w sądzie powiedzieć- mieszkam u rodziców i oni mnie utrzymująsmile
              > nie mam dzieci, które bardzo kocham, nie mogę się nimi zajmować. To
              > są sprawy, które nie pozwalaja mi normalnie funkcjonować. > > Może dla kogoś wyda się to śmieszne co piszę ale tak naprawdę nie jest mi do sm
              > iechu.
              nie brzmi smiesznie, jak najbardziej zrozumiałe jest to co piszesz. Staraj sie zabiegać o jak najczęstsze kontakty i to nie tylko atrakcje- kino, plac zabaw itd., ale odbieraj ze szkoły, chodź z nimi do lekarza, bierz udział w codziennym życiu. mój ex z tego nie skorzystał , syn sie przyzwyczaił, choć jest młodszy od Twoich i może dlatego. Ale np. w sądzie mimo mojej zgody na pozostawienie władzy nam obojgu, sędzina ograniczyła mu prawa, tłumacząc mu, że widywanie dziecka 2 razy na miesiąc, mimo braku utrudniania z mojej strony (co sam potwierdził) nie jest wykonywaniem władzy rodzicielskiej.
              > Życ trzeba będzie sie nauczyć od nowa, a tu wiek niemowlęcy już minął dawno tem
              > u i wiedza nie przychodzi już tak naturalnie. Poza tym można robić wszystko ale
              > to są już tylko ruchy zastępcze, książka , kino, znajomi, puby, kawiarnie,siło
              > wnia... można to robić z powodzeniem w małżeństwie, normalnie wychowywać dzieci
              > , obcować z żoną .....
              dobre podejście, natomiast wiele osób uważa, że rodzina ogranicza i zycie się kończy... i po prostu sobie z tym nie radzą
              > Można powiedzieć, że trzeba sobie kogoś znaleźć i sprawy zaraz sie ułożą tylko,
              > że to juz nie jest to samo. Kojaży mi się to z życiem w gorszym wydaniu.
              jak się szuka to się nie znajdziesmile nie szukaj, ale nie zamykaj się na ludzi - jak coś ma być to będziesmile i to wcale nie musi być życie w gorszym wydaniu.
            • mayenna Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 10:24
              Moim zdaniem jest ktoś trzeci.
            • zmeczona100 Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 11:14
              11markus11 napisał:


              Teraz ma lżej , bo nadopiekuńcza i znudzona brakiem zaję
              > cia teściowa przyjęła pod dach córeczkę i ma teraz co robić a żona ma więcej cz
              > asu dla siebie.

              No to rzeczywiście- przegięła niewybaczalnie!
            • xciekawax Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 21:38
              sluchaj, nie wierze ze kobieta odchodzi z wlasnego gniazdka, zostawia wszystko, wyprowadza sie (wkoncu to ciezkie przezycie), zabiera dzieci, i gniezdzi sie u rodzicow - tylko za nieporozumienia.

              Nie mowisz prawdy, krecisz!!!!!
              • 11markus11 Re: Rozterki przed rozprawą 22.10.10, 11:40
                Nie kręcę.... nie ma powodu żebym kręcił. Sam sie nad tym zastanawiam co jest powodem i zapewniam Cię, że jest to problem który naprawdę mnie dręczy.. Poza tym gniazdko mojej teściowej to cztery pokoje, każde dziecko ma tam swój pokój, szkoła jest 100 metrów od domu a żona jest na zwolneniu lekarskim od 4 miesięcy i zamierza to ciągnąć aż zus sie wkurzy. Co miesiąc przesyłam pieniądze na utrzymanie dzieci. Jest więc babcia i dziadek do pomocy. Niestety jest jeszcze tak , że pomimo swojego wieku żona ma cały czas "niedciętą pępowinę"... może to jest powód..Póki co jedyny problem to pewnie tylko poranna kolejka do kibelka.
                • zmeczona100 Re: Rozterki przed rozprawą 23.10.10, 21:12
                  11markus11 napisał:

                  > Nie kręcę.... nie ma powodu żebym kręcił.

                  Ja tam Ci wierzę.

                  Sam sie nad tym zastanawiam co jest p
                  > owodem i zapewniam Cię, że jest to problem który naprawdę mnie dręczy..

                  Ależ napisałeś o najbardziej prawdopodobnych przyczynach. Jednak wierzę, że ich nie dostrzegasz.

                  Poza ty
                  > m gniazdko mojej teściowej to cztery pokoje, każde dziecko ma tam swój pokój, s
                  > zkoła jest 100 metrów od domu

                  No to mają super warunki- powinieneś się cieszyć smile

                  a żona jest na zwolneniu lekarskim od 4 miesięcy
                  > i zamierza to ciągnąć aż zus sie wkurzy.

                  Z jakiego powodu ma to zwolnienie? Poszła na nie przed wyprowadzką czy juz po?

                  Co miesiąc przesyłam pieniądze na utrz
                  > ymanie dzieci.

                  Pomnik Ci się należy.

                  Jest więc babcia i dziadek do pomocy. Niestety jest jeszcze tak
                  > , że pomimo swojego wieku żona ma cały czas "niedciętą pępowinę"... może to je
                  > st powód..

                  Ma nieodciętą pepowinę, bo padając na pysk ze zmęczenia pojechała do rodziców- jedynych osób, które jej pomagają??

                  > Póki co jedyny problem to pewnie tylko poranna kolejka do kibelka.

                  No taaak.... Ty jej wybudowałeś dom, zrobiłeś dzieci, dostarczyłeś zajęć na całą dobę na dwa etaty, a ona wolała wybrać życie z kolejką do kibla w tle, niż z Tobą...

                  Poraża mnie Twoja pogarda dla niej, jej rodziców i pomocy, jakiej jej udzielają.

                  Jeśli chcesz, aby ktoś pomógł Ci zrozumieć, co i dlaczego tak się stało, to radzę udać się na terapię do psychologa. Ale to raczej nie będzie miłe doświadczenie.
                  • doma791 Re: Rozterki przed rozprawą 24.10.10, 00:39
                    Zmęczona ale czemu piszesz ze Cię poraża pogarda i ze potrzebna mu pomoc psychologa?
                    Moim zdaniem wina pewnie gdzies tam leży po środku,cholera wie co było prawdziwym powodem odejscia żony,ale tez marcus nie był święty.Zresztą czesto sie słyszy o historiach gdzie budowa domu tak poróżniła małoznków ze konczyło sie rozwodem.
                    Marcus nie zadręczaj sie mysleniem ze moze zona kogos ma,bo mi sie wydaje ze mogła byc juz całą tą sytuacją sfrustrowana,moze i częsć rzeczy ją przerosła i nie dała rady ogarnąć wsystkiego.A wtedy najlepiej jest pojechac do rodziców którzy zawsze Cię wesprą,pomogą itp.
                    Dziwne jest to ze zonie nie zależy,ze nie próbuje podjąć próby pogodzenia się....naprawdę to dziwne-chyba jej nie zależy.
                    Jedyne co mogę Ci zyczyć by wszystko się ułozyło bezproblemowo i nie ciągnęło za długo, i bys z dieciakami mógł pozostac w dobrych kontaktach
          • malgolkab Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 08:57
            altz napisał:

            > Jak się nie ma celu, to po co się męczyć? Żeby znaleźć nowy cel?
            chociażby... cel można zawsze znaleźć. Poza tym akurat autor wątku cel ma- 2 dzieci, ważniejszego chyba w życiu nie ma...
            • altz Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 22:46
              Dzieci ma, fakt.
              Ale jaki ma cel? Być mikołajem, czyli sobotnim ojcem?
              Nie możesz dostać lizaka? to masz patyczek do polizania...
        • mayenna Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 08:27
          Ponieważ u mnie jezioro za oknem to ja miałam teksty z jego wykorzystaniem. Szczęscie że było zamarznięte, a jak zobaczyłam kąpiel morsów to mi definitywnie przeszło.

          No i takiego prezentu to ja eksowi nie zrobię, o niesmile
      • mayenna Re: Rozterki przed rozprawą 21.10.10, 08:25
        Errata: nie małe szanse, ale nie bardzo chcą opieki. Sa tu panowie, którzy chcieli i maja.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka