mloda_mamx
28.02.12, 17:26
Moze zaczne od tego, ze mamy 7 latkę. Nie jestesmy juz razem od jej urodzenia i to ja przejalam opieke nad dizeckiem. Po prostu umowilismy sie, ze dziecko bedize przy mnie. Dostaje od niego 600 zl alimentow i nic poza tym. Wszystko psada na mnie: odbior ze szkoly, pranie, obiady no wszystko. On tylko placi. Dodatkowo nie stać mnie na to dizecko! Musze pracowac, codzinnie od 8-17. Wracam do domu kolo 18-19, oplacam ten cholerny odbior z przedskzola. Nie ma mowy o zmienie pracy, bo kwalifikacje mam, jakie mam. On pracuje, gdy moze, rodzice placa za niego te 600, jak nie daje rady i git. Ja musze wszystko organizowac kolo dizecka. On dizecka nie wezmie, jego rodzice sie wypieli. ja zostala z problemem, ktory kosztuje, ktory wymaga opieki-corka ma zaburzenia wzrokowe, wiec jest logopeda, jest SI. Chcialabym, by too n wychowywla dizecko a ja mu dam te 600 zl, doloże jeszcze stówke.
Niem goe ulozyc osbie zycia, podniesc kwalifikacji. Jestem zablokwoana. Ciagle w tej samej pracy. Niep laca za nadgodziny. To jest nie od zniesienia. Moiwlam mu, zeby wzoal dziecko, to odpowiada, zeo n za dizecko placi! Cholera a ja je obsluguje dizen w dizen.
Dziecka niep planowlaismy, ale namawial mnie na urodzenie, bajki opowiadal. Zreszta nie chcialam usuwac, myslalam ze jakos sie zgramy.
Mam odsyc ciaglych wyrzeczen, ciagle liczenia! Ciaglej niemocy. Chce by wzial dziecko do siebie, by je wychowywał.