Po rozstaniu czasami potrzebowalam ludzi, zeby pogadac, dziecko zajac z innymi dziecmi, a ze jestem raczej zamknieta i nie lubie sie narzucac, to nie byly to za częste spotkania. Z jedna rodzina mielialam fajny kontakt, i po 2-3 wygadaniach/wyplakaniach spotkalismy sie juz normalnie towarzysko (ale tez kilka razy, naprade jestem z tych przepraszajacych ze zyje) ze smiechami, zabawami dzieciakow, tak normalnie - teraz sie zastanawiam, ze moze to mnie się tylko tak wydawalo. Wspomnialam tez ze szukam towarzystwa na wakacje, osobne mieszkanie, czasami spotkania, moge zajac sie dzieciakami, zeby mieli czas dla siebie. No i sporo czasu po zaklepaniu wakacji dostalam info od kolezanki, ze mam zrezygnowac z tych wakacji, ale nie mowiac nic jej mezowi, bo bede im przeszkadzac.
Jestem rozwalona, wiec reaguje przesadnie, ale strasznie mnie to trzasnelo, i przeryczalam kawal dnia. Jak zwykle szukam winy w sobie, ale mi jako malzonce to spotkanie sie czasami z niesparowaną nie przeszkadzało, no ale nie jestem dobrym przykladem, bo moj maz wlasnie z rozwodka juz zamieszkal, a wczesniej organizowal sobie z nia wyjazdy i ja na to ufając mu pozwalalam

Kurcze, dziwny jednak dla mnie ten swiat
A jak wasze kontakty ze sparowanymi? To norma, czy jakos dziwnie trafilam?