Dodaj do ulubionych

Powroty...

13.10.12, 09:48
Natchnął mnie post Argentusy z innego wątku i dzisiejsza poranna rozmowa z rozwiedzioną koleżanką, która wróciła do eks-męża (2 lata po rozwodzie), pobyła z nim trochę i właśnie znów się z nim rozstała (tym razem podobno na zawsze).
Jak to jest z tymi "odgrzewanymi kotletami" ?
Znacie kogoś komu się udał taki "come back"?
Czy człowiek może się aż tak zmienić, tyle "zrozumieć", ze taki powrót ma sens?
Moim zdaniem nie, ale nie ma osobistych doświadczeń w tym względzie, jeszczewink
Obserwuj wątek
    • anbale Re: Powroty... 13.10.12, 10:34
      Moim zdaniem jest to jak najbardziej możliwe, i znam takie dwie pary, które wróciły do siebie z pełnym powodzeniem; ale muszą między ludźmi przetrwać mimo rozłąki jakieś pozytywne emocje do siebie nawzajem, muszą sobie wciąż wydawać się pociągający, no i rozwód nie był zbyt krwawy.
      Na ogół schodzą się chyba ludzie, którzy decyzję o rozstaniu podjęli pod wpływem jakiegoś impulsu, niezbyt dojrzale. Potem dojrzewają, układa im się w głowie i weryfikują swoje decyzje.
      A chyba najczęstszym powodem, że to się jednak czasem nie udaje, są wygasłe emocje albo też to, że powód rozstania mimo dobrych chęci, wciąż się nie zmienia.
      • roma113 Re: Powroty... 13.10.12, 13:22
        Moim zdaniem udane powroty są możliwe, ale muszą być spełnione następujące warunki:
        1. Przed rozwodem między małżonkami była silna więź, tzw. zgodność charakterów, wzajemny szacunek itp.
        2. Rozwód nie był efektem długotrwałego rozkładu pożycia, niezgodności charakterów
        3.Obie strony chcą naprawy - to znaczy chęć naprawy jest wynikiem pogłębionej refleksji obu stron na temat przyczyn rozwodu, obie strony mają świadomość swoich błędów i wolę zmiany oraz umieć tę świadomość i wolę pokazać
        Absolutnie nie wierzę w udane powroty w sytuacji, gdy jest to powrót tylko "dla wygody", bo np. jednemu z małżonków nie wyszło w innym związku albo gdy któraś ze stron nie ma świadomości wszystkich przyczyn rozwodu i chęci do zmiany
        Na pewno taka próba powrotu musi być przemyślana przez obie strony a nie po wpływem impulsu. Bo nie da się wejść wa razy do tej samej rzeki.
        Znam przypadek bardzo udanego powrotu, ale minęło kilka lat od rozwodu, podczas których byli małżonkowie właściwie powoli dochodzili do całkiem nowych zasad, dojrzewali do tej decyzji, świadomie go budowali.
        • 5pa.ulina Re: Powroty... 13.10.12, 14:28
          Zgadzam się z Romą. Mam w rodzinie przypadek powrotu bez spełnienia tych warunków. Bezpośrednim impulsem do rozwodu był tam związek męża "na boku", ale faktyczny głęboki kryzys trwał od lat - różne oczekiwania, u niego model związku z absolutną dominacją męża, ona zahukana, ale z ukrytymi aspiracjami do związku partnerskiego. Dogadywali się wyłącznie wtedy, gdy ona ustępowała ale za cenę jej coraz niższej samooceny, poczuciem słabości, utraty tożsamości, niespełnienia. Porwała się na ten rozwód, gdy już nie mogła udawać, że nie wie, że on ma stałą kochankę, ale zrobiła to bez większego przekonania, raczej dla zasady, żeby móc patrzeć w lustro, licząc chyba o końca, że on zrobi coś, co zatrzyma bieg wydarzeń - np. zadeklaruje chęć zakończenia romansu i coś obieca. On nic nie zrobił. Ale jakieś pół roku po rozwodzie on niemal zażądał ponownego zejścia się. Ona była w marnym stanie psychicznym, nie bardzo radziła sobie z samotnością, w dodatku była przez lata nauczona, że kobieta która nie potrafi mieć i utrzymać przy sobie mężczyzny jest gorsza i napiętnowana społecznie i że facetowi się ustępuje. Więc zgodziła się na ten powrót w zasadzie bez żadnych warunków, jedynie z mglistym oświadczeniem exa, że zakończył romans. Efekt jest fatalny. Wszystko wróciło do stanu sprzed rozwodu lub jeszcze gorszego. Ona gaśnie w oczach. On bryluje. Kiedyś mi powiedziała, że czuje się upokorzona, ale teraz już nie ma siły, by jeszcze raz próbować to zmienić, chociaż teoretycznie by mogła zrobić to bez trudu, bo nadal formalnie ma rozwód, przyznane alimenty. Stwierdziła, że nie wiedziałaby, co powiedzieć dzieciom, rodzinie, znajomym, że czułaby się jak jakaś niezrównoważona wariatka, która sama nie wie, czego chce.
          Powroty chyba mogą być piękne, ale Roma ma rację - można się na nie decydować po głębokim namyśle, gdy ma się pewność, że jest duża szansa na faktyczną naprawę tego co w związku było złe
        • unema Re: Powroty... 13.10.12, 20:16
          Ubrałaś moje przeczucia w słowa.
          Dzięki.
    • argentusa Re: Powroty... 13.10.12, 15:40
      Hmmm, to, co mapisałąm opieram wyłącznie na moich obserwacjach.
      Wśród rozwodników, znam wyłącznie jedną parę, która się zeszła ponownie i nawet pobrała formalnie.
      Trzy inne próbowały i niestety nic z tego długoterminowo nie wyszło.
      Ta pierwsza para pobrała się powtórnie po 5 latach od rozwodu. Pozostali próbowali po ok. 3 latach (jedni po 2 inni po 4).
      Faktycznie Ci, którym się udało (są ponownie 14 lat) i mają właśnie drugie sporo młodsze od pierwszego - 14 letnie dziecko. Jakieś dwa lata temu kobietka powiedziała mi,że niestety znowu to samo -mąż się zauroczył. Ale teraz to jej jest juz wszystko jedno. Z drugiej strony mogę sobie wyobrazić, że poza "romasową naturą" męża to on ejst całkiem fajnym towarzyszem życia. I możliwe, że ona jest z nim szczęśliwa przymykając oko na te "zauroczenia". Ostatnio się widziałyśmy i naprawdę wyglądała na zadowoloną i radosną. NIe mam podstaw by uważć ,ze mąż romasuje albo jest nielojalny. No i oni nie mają juz dawno 30-paru lat. Są dziadkami od 5 lat.
      Roma wyraziłą również i moje poglądy. Aby taki powrót byłmozliwy konieczne jest by między małżonkami były jeszcze dobre emocje i jednoczesnie oboje gruntownie przepracowali
      swoje problemy i w związku. No i nie moga byc w dobrych kolejnych związkach.
      Ar.
      • unema Re: Powroty... 13.10.12, 20:14
        No tak. Roma ujęła temat niezwykle trafnie. Też się z nią zgadzam. Zastanawiam się jeszcze jak na takie zmiany reagują dzieci. Z jednej strony wydawałoby się, że o niczym innym nie marzą, jak o tym żeby rodzice znów byli razem. Z drugiej, jak to się nie uda to chyba czują się o wiele mocniej pokrzywdzone i oszukane.
        Trzeba mieć mocne powody, żeby wracać po rozwodzie, mocniejsze niż te które do rozwodu doprowadziły.
        Czyli parafrazując motto forum:
        Zejść ponownie należy się nie wtedy jak się pojawi pierwszy powód do bycia znów razem, ale jak znikną wszystkie przeszkody które do rozwodu doprowadziły.

        • buba2002 Re: Powroty... 13.10.12, 23:34
          Próbowałam. Po ośmiu latach. Eks przestał pić, chodził do AA, cały czas utrzymywał kontakty z dzieckiem, mi też pomagał... Dobrze było przez kilka miesięcy. Nie zaczął pić, ale okazało się, że jakoś ciągle nie dorósł. Póki mieszkaliśmy osobno, jeszcze znajdował siłę, by coś zrobić, potem już tylko uniki, nic mu się nie chciało. Szarpanina trwała przez blisko pięć lat. Też obawiałam się reakcji dziecka, rodziny, znajomych, ale nie dałam rady.

          Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.
    • lampka_witoszowska Re: Powroty... 14.10.12, 12:31
      > Jak to jest z tymi "odgrzewanymi kotletami" ?

      "odgrzewane kotlety", podobnie jak tekst "nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki" (było jeszcze w wykonaniu triss, o ile pamiętam: "nie stać na lepszego misia, więc się wraca do starego" - jest tylko dorabianiem filozofii do faktów i próba zaszufladkowania: "powroty - to się nie uda"
      może się nie udać
      może się udać
      pewnie dlatego jednym się udaje - innym nie - a jeszcze inni nawet nie powinni próbować - i na to składa się tyle czynników, charaktery dwóch osób, przekonania, podatność na sugestie otoczenia, niezależność, zależność... że zaszufladkowanie jest tu skazane na porażkę, moim zdaniem

      > Znacie kogoś komu się udał taki "come back"?

      kambek - nie wiem, ale zwyczajny powrót - tak

      > Czy człowiek może się aż tak zmienić, tyle "zrozumieć", ze taki powrót ma sens?

      każdy może się zmienić, nie musi, ale to chyba nie kwestia diametralnej zmiany dwóch osób -
      do powrotu na szczęście wystarczy miłość i odrobina pokory, choć to mało modne i trochę obciach

      ewentualnie pojrzenie na swoje decyzje z punktu widzenia własnej śmierci - bo to całkiem dobry wyznacznik własnych decyzji - czy są dobre, czy złe
      • to_nie_ja2 A czy na tym forum... 14.10.12, 22:32
        ...były przypadki, kiedy ludzie rozwodzący się lub po rozwodzie jednak postanowili do siebie wrócić?
        Wiem, że każdy sobie pomyślicie, że nadal mam nadzieję, że ja nie pogodziłam się z tym co się stało i wszędzie szukam potwierdzenia, że mój mąż jednak do mnie wróci. Pewnie macie rację, ale ja właśnie na takim etapie teraz jestem sad
        • lampka_witoszowska Re: A czy na tym forum... 15.10.12, 18:51
          są, są

          a dlaczego on ma wrócić? A Ty?
          • to_nie_ja2 Re: A czy na tym forum... 16.10.12, 14:00
            lampka_witoszowska napisała:

            > są, są
            >
            > a dlaczego on ma wrócić? A Ty?

            Nie jestem w stanie racjonalnie odpowiedzieć Tobie dziś na żadne z pytań.
      • roma113 Re: Powroty... 14.10.12, 23:11
        lampka_witoszowska napisała:
        zaszufladkowanie jest tu skazane na porażkę, moim zdaniem
        >
        Ale w ten sposób można podsumować 50 procent dyskusji na forum, bo w ogóle przy wszystkich problemach tego typu każdy przypadek jest indywidualny. Ale jednak się o tym rozmawia
        • laura771 Re: Powroty... 15.10.12, 09:06
          Odgrzewane kotlety? Dla mnie osobiście nie ma takiej opcji.
          Znam jedną taką parę - teściów - ich powrót - jakaś masakra.
          Osób które wracają do siebie dla "dobra dzieci" w ogóle nie mogę pojąć. Jak można ryzykować (bo ryzyko rozpadu jest wielkie, tego, że nie wyjdzie), budząc w dziecku nadzieję.
        • lampka_witoszowska Re: Powroty... 15.10.12, 18:49
          ale i 50%, i 99% to żaden dowód, że jakiekolwiek szufladkowanie ma sens i coś pozytywnego daje smile

          za to jeśli się ktoś potrzebuje utwierdzić w przekonaniu, że tylko rozwód jest gwarancją szczęścia - tak, zwyczajnie można przyznać, dla niektórych rzeczywiście jest
    • pomichal Re: Powroty... 15.10.12, 14:07
      A ja wierzę w powroty. Z tym, że nie do tego, co było ale do czegoś całkiem nowego, zbudowanego na przemyśleniach i doświadczeniach z czasów rozstania. Nie wierzę w powroty budowane na wspomnieniach z początków znajomości, które najczęściej są miłe, wyidealizowane. I znam przypadki takich powrotów. Ale jak napisała Roma obie strony muszą mieć chęć do zmiany siebie i wzajemnych relacji, chcieć zacząć coś nowego Musi minąć trochę czasu zanim człowiek sobie to uświadomi, przetrawi i wyciągnie wnioski. Natomiast powroty tylko z powodów "bo mi nie wyszło w innym związku" albo "bo mi ciężko żyć solo" - to raczej udawanie czegoś przed samym sobą.
      • inna_nowa_ja Re: Powroty... 15.10.12, 14:15
        wracać do siebie mogą ludzie tylko dojrzali i tacy, którzy pomimo rozwodu, kłótni i innych do końca darzą siebie nawzajem szacunkiem.
        Kiedyś próbowałam powrotu i porażka, bowiem eks oczekiwał mojej wiecznej poprawy wszystkiego. Ale chyba warto spróbować.
        • to_nie_ja2 Re: Powroty... 15.10.12, 16:01
          Wydaje mi się, że przy powrotach bardzo ważne jest wybaczenie. Bez tego oraz ogromnej walki o ponowne zaufanie nie ma szans.
          Pytanie czy w każdym konkretnym przypadku uzyskanie tych dwóch rzeczy (zaufania i wybaczenia) jest w ogóle możliwe.
          • lampka_witoszowska Re: Powroty... 15.10.12, 18:56
            ogromna walka o zaufanie brzmi okropnie męcząco smile
            może wystarczy, jeśli ludziom zależy na tym zaufaniu i oboje chcą sobie ufać? bo to w sumie jednak nasze przemyślenia, znajomość drugiego człowieka i logika wyciąganych wniosków powodują, że ufamy

            a jak jedno zacznie walczyć, żeby mu zaufano od nowa, albo walczyć, żeby zaufać drugiej osobie wbrew logice i uczuciom - a jeszcze jak dwie osoby tak zaczną walczyć, to po miesiącu żyć im się odechce wink
      • teuta1 Re: Powroty... 15.10.12, 22:09
        Na taki , o jakim piszesz, mialam rok temu nadzieję. Ale okazał się zbyt trudny dla deklarującego wolę powrotu. Bo z wyciąganiem wniosków problem u niego pozostał... No trudno.
    • pomichal Re: Powroty... 15.10.12, 20:22
      Zgadzam się, Jeśli człowiek ma się zmagać z tym, czy jest w stanie zaufać, jeśli w ogóle o tym myśli, ma takie wątpliwości, to po cholerę sobie głowę zawracać?
      • plujeczka Re: Powroty... 16.10.12, 08:24
        w moim otoczeniu nie znam żadnego przypadku powrotu do siebie ale kobiety , które znam to silne babki, pracujace i dajace sobie świetnie radę bez facetów.W zasadzie wszystkie weszly w drugie zwiazki ale zyją po 20 lat w konkubinatach i powiem ,ze sa to super zwiazki .A byli Panowie..cóz większośc z nich nie zyje wskutek " dobrzego prowadzenia się"....
        osobiscie nie wyobrazam sobie powrotu do ex.Br. br.....
        • plujeczka Re: Powroty... 16.10.12, 13:39
          a i dodam w tek zwiazki konkubenckie weszly dopiero po kilku latach po rozwodach ..
          Osobiście wierzę ,że oprzyslowia są madrościa narodu wiec...nie wchodzi się 2 razy do tej samej rzeki".....
          • anbale Re: Powroty... 16.10.12, 13:45
            Eh...to nie jest żadne przysłowie...
            Autorem slow: „Nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki” jest Heraklit z Efezu.
            W dosłownym znaczeni powiedzenie to oznacza, że woda, do której weszliśmy za pierwszym razem będzie już inna, gdy wejdziemy do niej ponownie, ponieważ nurt rzeki przyniesie nową.
            Co wcale nie oznacza, że jest zakaz wchodzenia dwa razy do rzeki...
            • pomichal Re: Powroty... 16.10.12, 13:51
              Ale znaczenie chyba wszyscy rozumieją i w takim znaczeniu było to tu używane
              • anbale Re: Powroty... 16.10.12, 13:57
                Właśnie zauważyłam, że ludzie przywołują te powiedzenie na dowód tego, że nie można już do kogoś/czegoś wrócić. Można, tylko to już nie będzie to samo.
              • triss_merigold6 Re: Powroty... 16.10.12, 13:57
                No nie wiem, dla mnie samo rozważanie powrotu po rozwodzie brzmi desperacko i absurdalnie. Ale przyjmuję, że niektórzy nie znaleźli lepszej opcji.
                • plujeczka Re: Powroty... 16.10.12, 14:58
                  wnioskujac po ilości wypowiedzi na założony wątek nie ma wielu powrotów do poprzednich partnerów.. ..ale wynik chyba nikogo nie zaskoczył.W koncu rozwód to trudna ale przemyslana decyzja przyjnajmniej przez tych "dojrzalszych" społecznie...
                  Poza tym nie bardzo sobie wyobrażam być wyzywaną całe zycie od k..,d..ek,,,sz...t przez zacnego małzonka i nagle wskoczyc do łózka jak gdyby nigdy nic złego się nie wydarzyło.Wnieśc swoje walizki i rozpakowac rzeczy na starych półkach....dla mnie wizja koszmarna i nie do zrealizowania......teraz jest super wiec po co to zmieniac zwłacza ,że o godność walczyło się całe lata i z trudem wyprostowywałam się z ugiętych kolan..
                • roma113 Re: Powroty... 16.10.12, 16:22
                  triss_merigold6 napisała:
                  > No nie wiem, dla mnie samo rozważanie powrotu po rozwodzie brzmi desperacko i a
                  > bsurdalnie. Ale przyjmuję, że niektórzy nie znaleźli lepszej opcji.

                  Ja też ze swoim bym się nie zeszła, ale hasło "zejście się" nie brzmi mi desperacko. Różne są przypadki. Czasem ludzie nie zdają sobie sprawy, jak silnie są z sobą związani. Urazy z czasem blakną. Pojawiają się wnioski, refleksje. Czemu patrzeć na to w sposób uproszczony, że "nie znaleźli lepszej opcji"? - zupełnie jak taka musiałaby być z gruntu zła. Moim zdaniem nie musi z założenia być zła. Różnie bywa przecież. A jeśli się dwoje ludzi "odnajdzie", mimo wszystko, to tylko przyklasnąć i zazdrościć. Oczywiście jeśli faktycznie się "odnajdzie", a nie jedynie zamieszka razem np. dla wygody jednego z nich
                  • lampka_witoszowska Re: Powroty... 16.10.12, 18:34
                    przecież też nie każdy rozwód jest z tego samego powodu -
                    jedne są przez poniżanie i makabryczną przemoc, inne przez niemądre podejście przy wyborze małżonka, jeszcze inne przez zdradę, a następne przez pozwolenie emocjom na prowadzenie
                    kazdy w sumie powinien wiedzieć, co się w jego małżeństwie stało, żeby w następnym nie popełnić tego samego błędu

                    ps. co do wypowiedzi triss - żeby być złośliwym, to trzeba być inteligentnym, po prostu, przecież każdy głupek mógłby jej to samo powiedzieć: skoro szukała nowego pana, to musiała w desperacji być
                    nawet nie ma sensu podejmowanie rozmowy, moim zdaniem
                    • smutnyaniol Re: Powroty... 17.10.12, 09:33
                      A ja wierzę w powroty. Może dlatego, że aktualnie sama na taki liczę, cholernie liczę.
                      Jednak nie może to być powrót ot tak sobie. To wymaga ogromnej pracy z obu stron i dodatkowo zależy od tego czy znieknęła przyczyna rozstania. Powroty z desperacji nigdy się dobrze nie kończą. Osobiście znam parę, które zeszła się 2 lata po rozwodzie i są już ze sobą kilka kolejnych i są szczęśliwi, a to dlatego, że mają świadomość popełnionych błędów. Wiedzą co ma dla nich wartość i walczą o to.
                      • to_nie_ja2 Re: Powroty... 17.10.12, 09:49
                        Aniele, nie wiem co było powodem waszego rozstania, ale uważasz, ale sądzisz, że możliwe jest takie wybaczenie, aby znowu być razem?
                        Mnie każdy wokół pyta, co zrobię jak mój mąż się opamięta i będzie chciał wrócić? Ja nie wiem, ale bardzo bym chciała, abyśmy znów tworzyli rodzinę.


                        smutnyaniol napisał(a):

                        > A ja wierzę w powroty. Może dlatego, że aktualnie sama na taki liczę, cholernie
                        > liczę.
                        > Jednak nie może to być powrót ot tak sobie. To wymaga ogromnej pracy z obu stro
                        > n i dodatkowo zależy od tego czy znieknęła przyczyna rozstania. Powroty z despe
                        > racji nigdy się dobrze nie kończą. Osobiście znam parę, które zeszła się 2 lata
                        > po rozwodzie i są już ze sobą kilka kolejnych i są szczęśliwi, a to dlatego, ż
                        > e mają świadomość popełnionych błędów. Wiedzą co ma dla nich wartość i walczą o
                        > to.
                        • smutnyaniol Re: Powroty... 17.10.12, 09:52
                          Z mojej strony jest możliwe, czy z jego to nie wiem. Czas pokaże.
    • malgolkab Re: Powroty... 17.10.12, 12:14
      Nie znam nikogo, kto zszedł by się z ex małzonkiem i został na dłużej, znam za to takich co próbowali po rozwodzie 2 raz i 2 raz dostali w tyłek.
      Mi samej nigdy nie przyszedł do głowy pomysł ponownej relacji z ex mężem - decyzja o rozwodzie była tylko konsekwencją stanu faktycznego.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka