Pomożecie znowu?
Nie mamy rozwodu, mieszkamy razem, żadne z nas nie ma sie dokad wyniesc, zwrocilam sie jakis czas temu do szkoly córki o pomoc w zwiazku z biciem dzieci. Ruszyla maszyna, celem jest sklonienie męża do terapii. Wszystko strasznie sie slimaczy, trwa, z mezem praktycznie nikt jeszcze nie rozmawial poza kuratorem sadowym.
W miedzyczasie - mąż i jego rodzina zaczeli wojne totalna. Odebrali to jako atak na ich reputacje i mszcza sie na wszystkich frontach. Nevermind.
Mąż otwarcie deklaruje, ze "po tym, co jemu zrobilam" on nie widzi juz mozliwosci bycia razem, cigle mowi o rozwodzie, o tym, ze "sad sie ze mna policzy", ze "jeszcze bede plakac, jeszcze popamietam", straty taty. Nawet gdyby jutro zlozyl pozew (nie ma takiej szansy), to z podzialem majatku i takim faktycznym zamknieciem rozdziału "mama i tata sa razem" - cala procedura bedzie trwala wiele wiele miesiecy (w naszym miescie na sam rozwod czeka sie do 8 mcy). Mąż sie nie wyprowadzi, taki typ. Chyba wierzy, ze moze odebrac mi dzieci, ze moze "mi pokazac".
Sory, ze tak rozwlekle pisze, ale chce nakreslic kontekst.
Chodzi mi o to, ze meza nie bedzie na wigilii. Pojdzie do mamusi. Obrazil sie. I sobie nie wyobraza. Wszystko ok, nikt go nie zmusza. Ale boje sie, ze on powie dzieciom cos, co je zrani, a nie ochroni.
Beda pytac, dlaczego taty nie ma z nami - ja go poprosze, zeby im sam to wyjasniil, zanim wyjdzie, boje sie ze pojdzie po calosci, ze powie "bo Tata i mama nie sa juz razem" albo cos rownie nieodpowiedzialnego. Faktycznie - kiedys taka rozmowe z dziecmi bedziemy musieli odbyc, ale wyobrazam sobie, ze dokladnie na drugi dzien po takiej rozmowei ja wyniose sie z dziecmi do gotowego mieszkania. Nie chce zeby przechodzily katusze "okresu przejsciowego" - niby juz wiedza, ze tata i mama nie sa razem, ale ciagle sa, bo mieszkamy ze soba. To im zrobi z zycia pieklo.
Kurcze, jak je ochronic? Jak przekonac meza, zeby się zmóżdżył dla mlodych, ze nie musi sie ze mna dzielic oplatkiem, ale zeby nie brał dupy w troki obrazony?
Dzieci maja po kilka lat (najstarsze - zerowka) - juz sporo rozumieja, nie odpuszcza zbywania ich "Dzis tatusia nie bedzie z nami, pojechal do babci".
Beda drazyc, beda wystraszone. Ja bym im chetnie powiedziala prawde, gdybym jutro mogla jednym cieciem wprowadzic slowo w czyn i sie po prostu wyniesc do ICH nowego domu. A tak?
Kurcze, odbijam sie od sciany