Dodaj do ulubionych

Tata jedzie po bandzie, jak ochronić dzieci?

23.12.12, 10:47
Pomożecie znowu?

Nie mamy rozwodu, mieszkamy razem, żadne z nas nie ma sie dokad wyniesc, zwrocilam sie jakis czas temu do szkoly córki o pomoc w zwiazku z biciem dzieci. Ruszyla maszyna, celem jest sklonienie męża do terapii. Wszystko strasznie sie slimaczy, trwa, z mezem praktycznie nikt jeszcze nie rozmawial poza kuratorem sadowym.

W miedzyczasie - mąż i jego rodzina zaczeli wojne totalna. Odebrali to jako atak na ich reputacje i mszcza sie na wszystkich frontach. Nevermind.

Mąż otwarcie deklaruje, ze "po tym, co jemu zrobilam" on nie widzi juz mozliwosci bycia razem, cigle mowi o rozwodzie, o tym, ze "sad sie ze mna policzy", ze "jeszcze bede plakac, jeszcze popamietam", straty taty. Nawet gdyby jutro zlozyl pozew (nie ma takiej szansy), to z podzialem majatku i takim faktycznym zamknieciem rozdziału "mama i tata sa razem" - cala procedura bedzie trwala wiele wiele miesiecy (w naszym miescie na sam rozwod czeka sie do 8 mcy). Mąż sie nie wyprowadzi, taki typ. Chyba wierzy, ze moze odebrac mi dzieci, ze moze "mi pokazac".

Sory, ze tak rozwlekle pisze, ale chce nakreslic kontekst.

Chodzi mi o to, ze meza nie bedzie na wigilii. Pojdzie do mamusi. Obrazil sie. I sobie nie wyobraza. Wszystko ok, nikt go nie zmusza. Ale boje sie, ze on powie dzieciom cos, co je zrani, a nie ochroni.

Beda pytac, dlaczego taty nie ma z nami - ja go poprosze, zeby im sam to wyjasniil, zanim wyjdzie, boje sie ze pojdzie po calosci, ze powie "bo Tata i mama nie sa juz razem" albo cos rownie nieodpowiedzialnego. Faktycznie - kiedys taka rozmowe z dziecmi bedziemy musieli odbyc, ale wyobrazam sobie, ze dokladnie na drugi dzien po takiej rozmowei ja wyniose sie z dziecmi do gotowego mieszkania. Nie chce zeby przechodzily katusze "okresu przejsciowego" - niby juz wiedza, ze tata i mama nie sa razem, ale ciagle sa, bo mieszkamy ze soba. To im zrobi z zycia pieklo.

Kurcze, jak je ochronic? Jak przekonac meza, zeby się zmóżdżył dla mlodych, ze nie musi sie ze mna dzielic oplatkiem, ale zeby nie brał dupy w troki obrazony?

Dzieci maja po kilka lat (najstarsze - zerowka) - juz sporo rozumieja, nie odpuszcza zbywania ich "Dzis tatusia nie bedzie z nami, pojechal do babci".
Beda drazyc, beda wystraszone. Ja bym im chetnie powiedziala prawde, gdybym jutro mogla jednym cieciem wprowadzic slowo w czyn i sie po prostu wyniesc do ICH nowego domu. A tak?

Kurcze, odbijam sie od sciany sad
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 Re: Tata jedzie po bandzie, jak ochronić dzieci? 23.12.12, 11:56
      "Dzieci mają uszy jak radary i oczy jak teleskopy". Zazwyczaj wiedzą o wiele więcej niż nam się wydaje, czasem więcej niż my sami. Nie rozumiem, czemu nie występujesz o rozwód, zwłaszcza jeśli on ucieka się do przemocy, dobrze by było jak najszybciej rozwiązać sytuację - a nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zwlekasz.
      Taty nie będzie na wigilii, idzie do babci, bo gniewamy sie na siebie. Wymów te magiczne słowa: tata i mama gniewają się na siebie - dzieci to widzą, słyszą, czują, i to jest dopiero piekło - wiesz że coś sie dzieje, a nie możesz o tym porozmawiać, pomyśleć, nazwać słowami. To jest piekło.
      • tilda77 Re: Tata jedzie po bandzie, jak ochronić dzieci? 23.12.12, 12:07
        Nanga,

        zaczelam sprawe opiekuncza, tak. Nie wiem, czy psychicznie, logistycznie, jakkolwiek jestem w stanie pociagnac walke na wszystkich frontach: sądu rodzinnego i zabiegania o pomoc instytucji dla .. no wlasciwie dla męża (terapia) a posrednio dzieki temu dla dzieci. Chyba nie dalabym rady jeszcze teraz ciagnac innej sprawy w innym sadzie z zupelnie inna dynamika, z innym celem.

        Ja musze jeszcze jakos żyć. Byc z dziecmi. Nie wszystko na raz. Mąż odgraża sie rozwodem, ale nic w tej sprawie nie robi i nie zrobi - pewnie tak, jak ja - czeka na rezultat dzialan w obszarze opiekunczym.

        Mysle, ze po tym, jak bedziemy oboje wiedzieli na czym prawnie stoimy w tym obszarze - oboje bedziemy bardziej sklonni do dalszych krokow. No wkazdym razie - ja na pewno.
        Choc wiem juz teraz, ze bedzie pieklo, echhhh..

        Co do słów.. masz racje. Najprostsze, ale jakos takie, nieinwazyjne.

        Dziekuje Ci.




      • blue_ania37 Re: Tata jedzie po bandzie, jak ochronić dzieci? 23.12.12, 12:09
        Tilda!
        Zabiegają jestem więc tylko krociutko.
        W tobie jest duża chęć dogadają sie, bo dzieci, bo przecież jesteśmy ludźmi itp....
        Ja nie znam twojego męża, ale uwierz mi ze jest typ ludzi z którymi nie da sie dogadać, on zachowuje sie w tym momencie jak chłopczyk i pokazuje ci gdzie twoje miejsce.
        A ty nie jestes w stanie sie z nim dogadać.poprostu, trzeba dzieciom powiedzieć prawdę, mama i tata nie kochają sie, ale kochają was.koniec następuje rodziny i tyle.
        Złe, ale prawdziwe.
        Buziak
        A
        • tilda77 Re: Tata jedzie po bandzie, jak ochronić dzieci? 23.12.12, 12:15
          Ania, tak powiem i od razu sie wyniose. Ale na razie nie mam gdzie, potrzebuje czasu.

          Nie chce po takim komunikacie przedluzac agonii, podczas ktorej mlode codziennie maja nadzieje, ze moze jednak nie, moze sie mama i tata dalej beda kochac, ze moze ONE moga jakos na to zapracowac.
          Ja pierdziele, no NIE. Nie zrobie im tego, Jedno zdanie i krotkie ciecie. Bez złudnych nadziei.

          Ze starym chce sie dogadac o tyle, o ile chodzi o dzieci. co do mnie (nas) nie mam juz zludzen.
          Tylko chcialabym jakos normalnie, po ludzku, masz racje. Zeby sobie tego, co jest juz i tak bardzo trudne, jeszcze bardziej nie utrudniac.


          • nowel1 Re: Tata jedzie po bandzie, jak ochronić dzieci? 23.12.12, 12:29
            Błąd w rozumowaniu popełniasz.
            Dzieci JUŻ czują i wiedzą, że jest bardzo źle.
            Gdy to jest przez Ciebie wobec nich nienazwane, jest jeszcze gorzej. To budzi lęk, "nie mówi się o tym", coś się dzieje, ale do mamy nie można z tym iść, bo mama o tym nie rozmawia...
            Nie uchronisz ich inaczej, niż z miłością i troską rozmawiając z nimi, co się dzieje.
            Nie zmusisz ich ojca, zeby zachowywał się dojrzale, to nie jest w Twojej mocy.

            A to "ostre cięcie " przez Ciebie wymyślone... dla mnie to nie jest dobre rozwiązanie. Próbujesz stworzyć iluzję rodziny, aby potem z dnia na dzień zburzyć to do fundamentów. To ma być dla dzieci lepsze?
            • maryanna212 Re: Tata jedzie po bandzie, jak ochronić dzieci? 23.12.12, 12:55
              dzeciaki już wiedzą co się święci
              oglądają telewizje, rozmawiają z innymi dziećmi, znają definicję słowa rozwód, kojarzą fakty
              mogą być zblokowane niemożnością porozmawiania o tym, co sie dzieje z tobą czy z kimkolwiek

              pogadaj z nimi normalnie, jak jest, w jakim kierunku to idzie, powiedz wręcz że nie zgadzasz się na bicie, na przemoc, że jest zła, że tata ma problem i musi się z nim uporać

              polecam to:bajki-zasypianki.pl/rozwod-dziecko
              • blue_ania37 Re: Tata jedzie po bandzie, jak ochronić dzieci? 23.12.12, 13:04
                Tilda!
                Dziewczyny maja racje, to jest przedłużanie czegoś czego nie ma.
                Ja miałam moment 6 miesięcy ze mieszkałam tam juz po.
                Myślałam ze będziemy umieli sie dogadać ze jakoś sie uda dla młodego.
                Nie chciałam juz nas ale ze dla młodego.
                Tego sie na da z pewnym typem ludzi.
                Twój maz nie myśli w tym momencie o psychicznym wsparciu dzieci.
                I to ty w tych warunkach musisz to wsiąść na swoje bary i tyle.
                Ciężkie ale do zrobienia.
                Służby które powinny ci pomoc bedą to robić w swoim tempie, coś z mojego podwórka pomimo ze maz schował czujnik gazu i wiedział o tym sad itp nikt mu nie zabronił kontaktów z dzieckiem.
                Przyjeżdżała policja gdzie były spółek lodu i to ja musiałam coś zrobić.
                A ty musisz teraz SAMA to ogarnąć co masz u siebie.
                I dzieci muszą poznać prawdę
                Poszukaj w necie bajek terapeutycznych dla zięcia rozwodzacych sie rodziców.
                Przestań myśleć o swoim mężu, ze sie dogadacie.
                Gdyby to miało nastąpić to by było, a nie to co wyprawia.
                A
                ...Niemożliwe po prostu wymaga, trochę więcej czasu.....
            • zofiulina1971 Re: Tata jedzie po bandzie, jak ochronić dzieci? 23.12.12, 13:04
              Błąd w rozumowaniu popełniasz.
              Dzieci JUŻ czują i wiedzą, że jest bardzo źle.


              Oczywiście, że tak. Tilda, Nowel ma rację. Ja właśnie jestem takim dzieckiem.

              Twój mąż bije Twoje dzieci, awanturuje się, sprawa opera się o kuratora sądowego, a Ty się martwisz, że facet powie "coś nieodpowiedzialnego"?

              Cóż jeszcze gorszego Twoje dzieci mogą zobaczyć/usłyszeć?

              Tilda, któraś z Gwiazdek będzie tą ostatnią wspólną (raczej wcześniej niż później), więc podtrzymując przed dziećmi iluzję "bycia razem" szykujesz im rozwałkę emocjonalną na lata.

              Gdy cofam się myślami do dzieciństwa uważam, że lepsze byłoby dla mnie mieszkanie na dmuchanym materacu u babci (i związany z tym święty spokój) niż obserwowanie wiecznie kłócących się rodziców.
          • nangaparbat3 Re: Tata jedzie po bandzie, jak ochronić dzieci? 23.12.12, 19:23
            Tilda, kiedy się rozstawaliśmy, córka miała równo 8 lat. Przez rok ukrywaliśmy przed nią, co się dzieje, nie kłóciliśmy się przy niej, oboje ją chroniliśmy. I kiedy dowiedziała się, że tato będzie mieszkał z dziadkami, powiedziała: Spodziewałam się czegoś takiego. Powiedziała też, że chciała wręcz, żebyśmy się rozstali, nie mogła znieść napięcia panującego w domu (bardzo kocha tatę).
            Problem jednak w tym, że podobno dla dziewczynek lepsze rozstanie, dla chłopców nie. Ale też znam chłopców, którzy sami, broniąc matkę i siebie, wyrzucali ojców z domu - to chyba najgorsza opcja.
            • tilda77 Re: Tata jedzie po bandzie, jak ochronić dzieci? 25.12.12, 13:06
              Wiem, pamiętam Twoja wypowiedz z mojego pierwszego wątku.

              U nas do takiej eskalacji mam nadzieje nigdy nie dojdzie (ze ktorekolwiek z dzieci bedzie musialo mnie bronic).
    • anbale Re: Tata jedzie po bandzie, jak ochronić dzieci? 23.12.12, 13:24
      Chciałabyś zapewnić miękkie lądowanie, ale za nic nie wysuwa się podwozie, więc musisz działać jak kapitan Wrona. Powiedzieć dzieciom co jest grane i dać z siebie wszystko co masz najlepsze, choć wiadomo, że na wielkie cuda liczyć nie można. Będzie co ma być, a nie da się przez to przebrnąć jak gdyby nigdy nic, jakby się nic nie stało i nie działo. Po prostu trzeba przez to przejść, a potem pójść dalej.
      A jeśli chodzi o dzieci- to ja akurat jestem byłe dziecko z rodziny dość patologicznej, rodzice byli głównie zajęci dzikimi awanturami. Ja marzyłam o tym, żeby się rozwiedli i żeby mnie zaadoptowali jacyś dobrzy, spokojni ludzie- więc naprawdę dzieci wcale nie są takie bezkrytycznie zapatrzone w swoich rodziców i kombinują wiele rzeczy po swojemu. Nie są też z kruchego szkła, dużo zniosą pod warunkiem, że nie pozostawi się ich kompletnie osamotnionych z czymś, czego w żaden sposób nie rozumieją.
    • altz Re: Tata jedzie po bandzie, jak ochronić dzieci? 23.12.12, 13:34
      Ojciec się wyniesie do babci na święta, dzięki czemu będzie spokojniej.
      Jeśli jest agresywny wobec dzieci, to wielkiego nieszczęścia nie będzie.
      Dziwi mnie trochę Twoje podejście, rozstaniecie się, przeniesiesz dzieci na nowe miejsce i będziesz im mówiła, że taty nigdy nie było? Jak u Orwella? big_grin
      Wiem, że to nie tak, ale w tym absurdzie jest trochę podobieństwa. Trzeba zacząć poważnie traktować dzieci i zacząć z nimi rozmawiać na te tematy, chyba temat dla Ciebie za trudny i liczysz na to, że dzieci zaczną pierwsze? wink
      U mnie oboje rozmawialiśmy z dziećmi i to było dobre. Jedyna rzecz, która mnie zdenerwowała, to pastelowa wizja byłej żony życia po rozstaniu, Była bezczelnie okłamała dzieci przed rozwodem, ale może była taka naiwna i sama wierzyła w swoje wizje? Nie wiem.
      • tornado27 Re: Tata jedzie po bandzie, jak ochronić dzieci? 23.12.12, 14:37
        nie rozumiem
        skoro chcecie wziąć rozwód, to go weżcie, nie przedłużajcie tego w nieskończoność, postawcie dzieciom sprawy jasno-one zrozumieją, będą pytać o wszystko,lub nie, ale nie stwarzajcie im iluzji szczęśliwej rodziny
        druga sprawa to stosunek twojego męża do dzieci-ty bardzo chcesz, aby jego relacje z dzieciakami ukladały się dobrze, ale do cholery nie możesz na siebie brać tej odpowiedzialności-czy mąż sam wyraża chęć terapii? czy to tobie bardziej zależy?
        po rozwodzie nie bedziesz miał wpływu na to, jak tatuś ułoży się z dziećmi-to wyłącznie JEGO sprawa, zadbaj raczej o to, aby teraz dzieciakom wytłumaczyć tą całą sytuację, dlaczego nie rozmawiacie ze sobą,dlaczego tata idzie na wigilę do babci, dlaczego on jest agresywny, upewniaj je o swojej miłości, nie obiecuj gruszek na wierzbie typu"tata się zmieni" i będzie OK

        powodzenia życzę
    • tilda77 People, hold on!! 23.12.12, 14:51
      Ludziska,

      bardzo Wam dziekuje za madre slowa i rady.

      Musze jednak jeszcze dopisac, bo niektorzy z Was nie maja jakby pelnego obrazu i wnioskowanie Wam sie przez to zakrzywia:

      Mlode maja 2,5 i 6 lat, nie ogladaja telewizji (nie mamy TV), nie rozmawiaja o rozwodach w szkole ani w zlobku.

      Ojciec ostatni raz uderzyl w pazdzierniku, corke we wrzesniu, wczesniej w czerwcu, wczesniej w marcu, ostatni raz powiedział "Przestan, bo zaraz dostaniesz w dupe!" w listopadzie.

      Od tego czasu jest ojcem ideałem, dzieci zyja w jakiejs bajce z tatą spelnieniem ich niespelnionych dotad marzen.

      Pokazowka trwa w najlepsze, ja im nie przypominam niczego, obraz taty - najcudwoniejszego na swiecie utrwala sie, OK, i dobrze, najwazniejsze ze nie tłucze i nie drze japy.

      I to jest punkt wyjscia dzisiejszej wigilii - taka "relacja taty z dziecmi i taka "atmosfera".

      Przekonuje mnie jednak to, co napisaliscie wyzej o urwanej nagle fikcji.
      • teuta1 Re: People, hold on!! 23.12.12, 16:14
        Najgorsze, co może byc, to ekstrema. Miłość i odrzucanie. Dlaczego niby masz czekać, aż wspólnie z meżem coś postanowicie, powiecie, albo ostatniego dnia je poinformujesz?
        BTW większość dzieci do czasu rozwodu rodziców w ogóle nie przejmuje się jakimiś tam rozwodami, czy w tv, czy u innych dzieci.
        www.zobacz-uslysz-powiedz.pl/ - tu masz fundację, do której mozesz się zgłosić ze swoimi dylematami. Pozdrawiam świątecznie, tata z wozu, dzieciom lżej.
        • tilda77 Hej Teuta 25.12.12, 13:03
          Dzięki.

          Zgadzam się, że ekstrema nie służą. Po tym, co napisaliście w tym wątku wiem, ze muszę jeszcze raz dobrze przyjrzeć się temu, jak dotychczas postrzegałam swoja sytuację i jak wyobrażałam sobie "co dzieci".

          Fundacja - no tak. Dzięki za namiar, podczytałam trochę, może da się tam z kimś tak po ludzku pogadać, podpytać co i jak.
          Dziękuję jeszcze raz.
    • tilda77 I jeszcze. 23.12.12, 16:43
      Bo zapomnialam dopisac wczesniej - w domu nie ma awantur, nie ma klotni. Jest do bolu poprawnie (przy dzieciach).

      A tak w ramach ciekawostki, z chwila, gdy pisalam ten post - dostalam kolejną fote od męża, ktory dokumentuje kazde moje dotkniecie komputera. Taka bedzie jego linia obrony w sadzie:

      jestem patologiczna matka, uzalezniona od internetu.

      smile
      • krokodil123 Re: I jeszcze. 23.12.12, 17:42
        No to zdecyduj się wreszcie. Mąż "jedzie po bandzie", bije dzieci, uruchomiłaś inne jednostki do pomocy.....jaki on jest wstrętny, chce rozwodu.

        Ale....w domu wszystko ok. "w domu nie ma awantur, nie ma kłótni. Jest do bolu poprawnie (przy dzieciach). " I och...ach dziewczyny co zrobić jak on święta będzie u rodziców.

        Albo jest tak że przyjmujesz poważnie jego słowa o rozwodzie (i nie ma znaczenia czy wystąpi jutro czy za 5 miesięcy) i zachowania-nie chce cie i to małżeństwo i spędza u rodziców czas.
        Albo nie i wtedy się oszukujesz że to że gada o rozwodzie to są bajki. Że nie będzie z wami na święta to czysty przypadek, zastanawiasz się jak też oszukać dzieci (przepraszam że by ich nie bolało)....ale przynajmniej nie oszukasz nas. Dlatego że to się w ogóle kupy nie trzyma.

        Czy ten twój mąż wyprawia awantury, czy tak z niczego bez żadnych oznak zaczyna lać wasze dzieci. Może ich bije kiedy go niema w domu?
        A może on jest w porządku a ty wymyślasz na niego historyjki bo ci się nudzi?

        • tilda77 Re: I jeszcze. 23.12.12, 17:50
          Hmm, mam wrazenie, ze dokladnie na kazde z powyzszych pytan odpowiedzialam w pierwszych postach i kazdy, kto wpisal sie w tym watku pi razdy drzwi przeczytal to ze zrozumieniem.

          Oczywiscie, ze przyjmuje slowa o rozwodzie powaznie (niezaleznie od tego, kto o ten rozwod realnie wystapi) chodzi mi wylacznie o to, zeby nie komunikowac tego otwarcie dzieciom juz teraz, skoro do rozwodu i faktycznego naszego rozstania nie dojdzie pewnie do wakacji.

          Sii? Paniała?
          • blue_ania37 Re: I jeszcze. 23.12.12, 18:00
            Tilda a jakie to ma znaczenie, kiedy nastąpi wasze formalne rozstanie?
            Jeśli nie chcecie być ze sobą, nie łączy was ani lodówka ani łóżko to przecież tez nie będziecie razem siedzieć na kanapie bawiąc sie z dziećmi razem wszyscy?
            Nie jest problem w tym kiedy sie rozstaniecie a tym co dzieci czuja i widza w tym momencie i to trzeba im wyjaśnić.
            A
            • tilda77 Re: I jeszcze. 23.12.12, 18:08
              > tez nie będziecie razem siedzieć na kanapie bawiąc sie z dziećmi razem wszyscy?

              wiesz, troche to w tej chwili tak wyglada: tata robi samoloty na dywanie, ja napierdzielam kredkami kolorowanki przy stole i dzieciaczki od sasa do lasa, mamunie i tatunia maja dla siebie non toper.

              Gdy zejde nieopatrznie ze stanowiska - dostaje fote + notatka sluzbowa (ze jednak jestem patologiczna). Teraz pisze z pralni, ze niby wieszam pranie smile ;PPPP

              • nangaparbat3 Re: I jeszcze. 23.12.12, 19:33
                To jakieś szaleństwo, nie masz jakiejś rodziny, do której mogłabyś uciec z dziećmi? Czytając poczułam się jakbym oglądała thriller. Czy masz świadków/dowody na to, że jest bez przerwy obserwowana? To jest przemoc.
                • tilda77 Nanga.. 25.12.12, 13:18
                  Nie mam na razie dokąd iść i nie mam świadków. To jest przemoc _domowa_, czyli wiadomo, ile widać na zewnątrz ..

                  Ciągle mam takie przekonanie, że o ile udało się powstrzymać męża od bicia i wrzeszczenia na młodych (tak, jak pisałam - od listopada, czyli od czasu, gdy mąż dowiedział się o zaangażowaniu szkoły) spokój - o tyle nie trzeba wykonywać gwałtownych działań w stylu: ucieczka, spanie na materacach kątem u ludzi i rozwalanie względnie poukładanego zycia dzieciom.

                  Cięgle (naiwnie?) mam nadzieję, że te, pardon, służby, staną na wysokości zadania i coś sensownego nam zaproponują, że jednak ich interwencja choćby w najmniejszym stopniu skłoni męża do pracy nad sobą. Być może otworzy się przestrzeń do naszej wspólnej pracy nad komunikacją między nami.

                  Ja tej pracy i tej zmiany po obu stronach nie utożsamiam z tym, ze zostaniemy razem. Pewnie nie, nie wiem. Czy chcę być z mężem razem .. nie raczej nie. Ale ruchy w tym obszarze na razie zostawiam.

                  Nanga, mogę napisać do Ciebie maila na gazetowy adres?
                  • nangaparbat3 Re: Nanga.. 25.12.12, 19:30
                    Oczywiście, pisz.
                    Wielki szacun, że chcesz pracować nad komiunikacją z mężem niezależnie od tego czy będziecie razem. Często myślę, że w przypadku rozwodzących się rodziców obowiazkowa powinna być jakaś forma treningu komunikacji, żeby byli się w stanie dogadywać po.
          • krokodil123 Re: I jeszcze. 23.12.12, 18:05
            No dobrze, ale zakładając że jesteś odpowiedzialna matka i kobieta, wiesz że jest tak że się rozwodzicie, to dlaczego się dziwisz że twój spędzi święta u rodziców.
            Po drugie tak jak dziewczyny napisali-łatwiej jest najpierw powiedzieć o święta bez taty ,a późnej o rozwodzie jako pewna kontynuacja zdarzeń.
            A po trzecie to dlaczego mąż by nie miał dzieci wytłumaczyć swój pogląd na to zdarzenie.

            Tak naprawdę jak ty sama chcesz to rozegrać?
            Święta razem, mama i tata się kochają i sielanka, składacie o rozwód cichaczem żeby nikt nie wiedział, i dopiero jak się uprawomocni to wtedy mówicie -tak?

            A i jeszcze jedno przy wariancie że żaden nie chce odejść i po rozwodzie możecie mieszkać w jednym mieszkaniem (są takie przypadki) i wtedy nadał będziesz chciała trzymać tajemnice przed dziećmi-tak?
            • tilda77 Re: I jeszcze. 23.12.12, 18:10
              Hmm zakladam, ze rozwod = podzial majatku = drugie mieszkanie.

              Macie jednak wszyscy razem racje, ze ostre ciecie (dopiero teraz to widze) jest bez sera.

              Musze sie zmóżdżyc mocniej nad tym. Dziekuje Wam jeszcze raz! Wiecie, ze to wszystkie jest kur..wsko trudno, prawda? sad
              • chalsia Re: I jeszcze. 26.12.12, 23:57
                > Hmm zakladam, ze rozwod = podzial majatku = drugie mieszkanie.
                >
                > Macie jednak wszyscy razem racje, ze ostre ciecie (dopiero teraz to widze) jest
                > bez sera.


                buahahaha
                masz całkowicie nierealistyczne spojrzenie na sprawę.

                Rozwód - trwa kilka miesięcy co najmniej.

                Podział majątku w trakcie sprawy rozwodowej jest możliwy jedynie przy pełnej zgodności obu stron, co do wszystkich aspektów podziału majątku. Jeśli tak nie jest - podział majątku to osobna sprawa w sądzie - trwająca co najmniej kilka miesięcy (a może się ciągnąć latami).

                Faktyczne podzielenie się majątkiem już po sprawie, czyli wejście w posiadanie kwot umożliwiających nabycie drugiego mieszkania oraz jego zakup czy wynajem etc - to również czas mierzony w miesiącach a nie dniach.
                • tilda77 Re: I jeszcze. 27.12.12, 01:33
                  Ty, Chalsia, a skad wiesz jaki przedział czasowy założyłam w miejsca znaków równości?

                  Hmm?

                  smile
                  • chalsia Re: I jeszcze. 28.12.12, 11:56
                    > Ty, Chalsia, a skad wiesz jaki przedział czasowy założyłam w miejsca znaków rów
                    > ności?

                    jakiekolwiek przedziały czasowe stoją w sprzeczności z Twoją koncepcją "ostrego cięcia"
                    • tilda77 Re: I jeszcze. 28.12.12, 13:10
                      Chalsia, mam inne zdanie.

                      Natomiast w miare rozwoju wątku i wpisów innych oósb i innych punktow widzenia - sama koncepcja ostrego ciecia uległa juz modyfikacji.

                      Co do przedziałów czasowych, ktore podalas - sa mi znane - mieszkam w duzym miescie, mnostwo moich znajomych jest rozwiedzionych, przechodzili te procedury, wiem, ile to u nas trwa.

                      Pozdr.

      • krokodil123 Re: I jeszcze. 23.12.12, 17:49
        " Mąż otwarcie deklaruje, ze "po tym, co jemu zrobilam" on nie widzi juz mozliwosci bycia razem, cigle mowi o rozwodzie, o tym, ze "sad sie ze mna policzy", ze "jeszcze bede plakac, jeszcze popamietam", straty taty. Nawet gdyby jutro zlozyl pozew (nie ma takiej szansy), "
        =

        "Bo zapomnialam dopisac wczesniej - w domu nie ma awantur, nie ma klotni. Jest
        > do bolu poprawnie (przy dzieciach).
        > A tak w ramach ciekawostki, z chwila, gdy pisalam ten post - dostalam kolejną f
        > ote od męża, ktory dokumentuje kazde moje dotkniecie komputera. Taka bedzie jeg
        > o linia obrony w sadzie:
        > jestem patologiczna matka, uzalezniona od internetu. "

        A może faktycznie zamiast klikać na internet kiedy małżonek bez awantur, spokojnie i rzeczowo mówi że jutro chce złożyć pozew o rozwód warto porozmawiać o co chodzi i ustalić strategie rodzinną.
        Jurto święta, jeżeli on zamierza was zostawić to teraz jest czas żeby to on wyjaśnił całą sytuacje dzieciom a ty się zajmiesz....pirogami.....

        Zastanów się nad tym chyba niezły pomysł.
        • tilda77 Re: I jeszcze. 23.12.12, 17:56
          Pysia,

          to jeszcze raz, powolutku. Wszystko cacy, porozmawiajmy, spokojnie rzeczowo (rozmarzylam sie), tak tak , ustalmy strategie, ale dzieciom zrobmy karuzele, gdy przynajmniej jakis papier bedzie zlozony w odpowiednim okienku.

          Gadanie o rozwodzie w roznych formach i odslonach to ja slysze od paru lat.

          Mysle, ze nie znasz kontekstu (opisywalam go wczesniej w dwoch innych watkach), dlatego troche piszesz od czapy. Ale, ok, Twoj punkt widzenia tez jest ciekawy. Dzieki smile
          • krokodil123 Re: I jeszcze. 23.12.12, 18:09
            Nie znam poprzednich wątkach, może i czytałam ale nie kojarzę teraz.

            To wytłumacz mi tak jak na niejarzącej co oznacza tytuł "mąż jedzie po bandzie"
          • krokodil123 Re: I jeszcze. 23.12.12, 18:11
            A ....i to gadanie o rozwodzie to kiedy słyszysz jak w domu nie ma kłótni i wszystko jest ok?
          • krokodil123 Re: I jeszcze. 23.12.12, 18:42
            Wiesz to Trida77, wróciłam do twojego poprzedniego postu o męża przemocowca, co tak strasznie męczył was i dzieciaki nawet mieli siniaki. Pisałam tam nawet.
            Zauważyłam że jeszcze tam pisali inne kobiety które cie nie rozumieli.

            Ja akurat żyłam w takim związku i nie rozumiem cie dopiero teraz.
            I wiesz dlaczego? Dlatego że absolutnie nie pasujesz do profilu takich kobiet a spotkałam takich multum. Nie jesteś wiarygodna. Dlatego że sprawiasz wrażenie że nabijasz się z mężem (a podobno jest taki zły), napawasz się sytuacją...ach...biedaczek teraz jest grzeczny, ja się nasłuchałam....strachy na lachy....niech złoży ten pozew...późnej zobaczymy jak będzie w okienku....
            Dlatego że próbujesz i mnie tutaj sprowadzić do jakieś tam roli pysi albo mysi i chyba to według ciebie jest super zabawne nawet w świetle poważnego problemu w twojej rodziny.
            A kobieta zastraszona, taka która widziała pręgi na placach swoich dzieci, która się martwi o nich cieszyłaby się nawet że przemocowca nie będzie i święta będą przynajmniej spokojnie.

            I nie na ostatnim miejscu że nie odpowiedziałaś konkretnie na pytania które ci zadałam.
            No z ciekawości nie umrę ale prawda jest bardziej istotna od faktu czy akurat piszesz z pralni i czy leżałaś na dywanie.
            Nie mój cyrk, nie moje małpy.

            Acha.....nie zawsze rozwód =nowy dom (jeżeli na to liczysz a i nie wiem jaka jest wasza sytuacja materialna).
            • zmeczona100 Re: I jeszcze. 23.12.12, 23:26
              Krokodil, piszesz kompletnie niezrozumiale, niegramatycznie, niedbale.
              Jeśli tak ogarniasz sprawę Tildy, to daj sobie spokój, OK?

              Na gazie jesteś, czy jak?
              • noname2002 Re: I jeszcze. 24.12.12, 10:20
                A ja bardziej rozumiem Krokodyla niz Tilde.
                Tildo, po co piszesz ze sie rozstajecie/ rozwodzicie, skoro wcale tak nie jest? Faktycznie nie ma sensu mieszac dzieciom w glowie skoro i tak najwyrazniej zostajecie razem.
                • altz Re: I jeszcze. 24.12.12, 11:44
                  noname2002 napisała:

                  > A ja bardziej rozumiem Krokodyla niz Tilde.
                  Ja mam podobnie. Tylda wyciąga jakieś sprawy sprzed miesięcy. W marcu ojciec krzywo spojrzał na dziecko, a w czerwcu powiedział brzydkie słowo... Mąż się obraził na amen, bo nie uważa się za najgorszego, ucierpiała jego duma i stara się udowodnić żonie, że ona też nie jest taka super i hiper. Zrobiło się bardziej niż przykro. Niedojrzałość z obu stron.
                  Martwi mnie to nagrywanie i fotografowanie, za daleko posunęło się to wszystko, żeby się teraz nie skupiło na dzieciach.

                  Miałem w ostatnim roku sporo rozmów z facetami. Wszyscy kochali swoje dzieci, ale uważali że można dziecku "przetrzepać skórę", "jeśli trzeba". Strasznie byli za to oburzeni na to, gdy sugerowałem, że ojcu też by się przydało manto, gdy jest agresywny i wyciąga ręce do rodziny. Mówili, że nie można bić ojca, bo to jest prawie świętokradztwo i powinna ręka uschnąć. big_grin To taka rodzinna odmiana fali.
                  Rozmawialiśmy w gronie facetów, o takich przypadkach, jak to taka akcja ze strony dorosłego syna ukróciła na zawsze zapędy ojca do wyciągania rąk w kierunku rodziny.
                  Ja to się staram tłumaczyć w ten sposób, że dziecko, to jest ktoś najważniejszy i najcenniejszy w życiu i jeśli kogoś swędzą ręce, to niech pomyśli, że to nie dziecko, ale to jest np. babcia-staruszka. Podobny układ sił i podobna zależność. A czasami jak to nie pomaga, mówię, że dzieci oddadzą na stare lata. Będą się zachowywały tak samo, jak rodzice wobec nich. Niech sobie wyobrazi, że to jest taki chłop 130 kg i 2 metry wzrostu, czy takiego też uderzy albo postawi do kąta czy zamknie w łazience? wink To robi wrażenie na ludziach, którzy mają odrobinę wyobraźni.
                  • cozzycie_80 Re: I jeszcze. 24.12.12, 11:58
                    Altz mądrze piszesz wink Wesołych Świąt smile
                  • tilda77 Re: I jeszcze. 24.12.12, 12:11
                    Lubię Cię czytać altz. Często mam inne zdanie, ale podoba mi się Twoj brak pieniactwa i taka .. hmm gotowośc do posunięcia się w argumentacji - w sensie, ze nie brak Ci rozsądku.

                    Ale..

                    >> W marcu ojciec krzywo spojrzał na dziecko, a w czerwcu powiedział brzydkie słowo..

                    tu jednak głupio piszesz. No głupio. Demagogia nie ma nic wspolnego z rozmową, jakąkolwiek.

                    Ad rem, tego, o czym pisałeś dalej: mój mąż też był bity, jego rodzice do dziś są z tego dumni. Mąż nie szanuje matki jak psa, ale chodzi na postronku pępowiny do dziś. Ręki nie podniesie niezależnie od różnicy w wadze. Ot, paradoks taki.
                    • altz Re: I jeszcze. 24.12.12, 12:59
                      tilda77 napisała:

                      > >W marcu ojciec krzywo spojrzał na dziecko, a w czerwcu powiedział br
                      > > zydkie słowo..
                      >
                      > tu jednak głupio piszesz. No głupio. Demagogia nie ma nic wspolnego z rozmową,
                      > jakąkolwiek.

                      Jaka demagogia? Ja jestem daleki od takich zagrań. Po prostu nie wierzę do końca w to, co piszesz. Gdybyś napisała na samym początku, że mąż przychodzi i robi awantury raz tygodniu albo częściej, to bym uwierzył i powiedział, że trzeba się faceta pozbyć, wystawić walizki za drzwi, bo tak nie może być.
                      Ty jednak sobie przypominasz jakieś fakty, które się zdarzyły co kilka miesięcy, a najbardziej Cię boli to, że teraz ojciec jest bardzo w porządku.
                      W naszym kraju jest przyzwolenie na klapsy na jakieś niezbyt ostre akty przemocy wobec dzieci, więc nie wiem, czy to, co robił mąż, jeszcze się na to łapało, czy już nie. Mogę tylko oceniać to, co widzę.
                      Nie jesteśmy idealni. Większość nas pochodzi z takich rodzin, gdzie była przemoc i trochę czasu potrzebowaliśmy, żeby się tego pozbyć, chociaż ta praca nie jest skończona.
                      Ja też miałem takie zapędy siłowego stawiania na swoim, pracowałem nad sobą, bo to zauważałem i było mi bardzo przykro, dziecku również. Byłem również wykorzystany przez żonę do załatwiania spraw porządkowych, byłem takim narzędziem w jej ręku, domagała się tego. W pewnym momencie się w tym połapałem i powiedziałem ostro że dość i nie dam się wykorzystywać, a dziecko jest dla mnie najważniejsze, sprzeciwiałem się jej głupim karom i zawoalowanej przemocy przez nią stosowaną. Wtedy się ze mną rozstała i w nagrodę dostała opiekę nad dziećmi. big_grin Taka sama skrywana przemoc, jaką stosuje od lat jej matka, skądś się to bierze. big_grin Widzę pozytywy, wiem, że nad sobą mocno pracuje, że zauważyła swoje zachowania, że powoli dojrzewa.

                      Z powodu moich doświadczeń i niełykania wszystkiego jak złotą monetę, nie wierzę do końca we wszystko, a już w takie odgrzebywane winy tylko jednej strony w zupełności. Myślę, że sama też jesteś w jakieś części winna, być może prowokujesz jakieś sytuacje, albo zgadzałaś się na to wcześniej. Nie wiem, ale to nie jest jakieś mocne oskarżenie.
                      • tilda77 Re: I jeszcze. 24.12.12, 13:09
                        >>Po prostu nie wierzę do końca w to, co piszesz.
                        OK,

                        inaczej to widzę, chocby dlatego, ze mam wiecej faktow. Ty masz inne zdanie - ok. Nie bede sie zmóżdżać, zeby Cie przekonywac, to przeciez nie jest cel pisania na forum.

                        Swoja sytuacje dokladniej opisalam kilka tygodni temu - chyba tez wtedy wziales udzial w tamtej dyskusji, ale wiadomo, mogles zapomniec.

                        W kazdym razie - dostalam to, o co prosilam sensowna rade i jakis impuls do oswojenia mysli "mama i tata sie gniawaja".

                        Jeszcze raz dzieki altz smile

                        • zlakobieta.haha Re: I jeszcze. 30.12.12, 23:20
                          To ja chyba też po alkoholu...

                          Bo nie ogarniam autorki....
                          Wprawdzie to boże narodzenie było ale, aby chłopu takie szopki robić to na serio trzeba mieć nie równo pod sufitem.... wypominki z przed kilku miesięcy... cóż i jeszcze zdziwiona, że na wigili nie chce zostać... a gdyby on ciebie tak potraktował to została byś??

                          Potraktuj ten post jako otrzeźwienie, a nie jako atak to z tobą jest coś nie tak przeczytaj swoje tylko posty z góry na dół...

                          Ty pojechałaś po bandzie... i to ostro
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka