poznanianka_45
21.01.13, 10:21
Chciałam Was zapytać o zdanie.
Rozwodzę się z mężem po 18 latach małżeństwa. Mąż zaczął szukać atrakcji poza związkiem. Ja go wciąż kocham, ale to już nie ma znaczenie.
Do rzeczy. Mamy dwie córki (10 i 15 lat). Dzieci mieszkają ze mną. Tata spotyka się z nimi w sobotę lub niedzielę na kilka godzin. W tygodniu go nie ma, w życiu codziennym go nie ma. Raz na miesiąc zabiera w tygodniu dziewczyny do kina.
Mąż jest właścicielem i prezesem firmy, dodatkowo jest dyrektorem zarządzającym w innej firmie. Ja pracuję na państwowej posadzie w godzinach 7-15. Zarabiam 3 tysiące netto. Mąż twierdzi, że ostatnio zaczął mniej zarabiać i są to również 3 tysiące miesięcznie.
Moja praca zawsze dawała mi miżliwości wcześniejszego wyjścia, późniejszego przyjścia (potem odrabiałam te godziny), wszystkie zwolnienia lekarskie były na mojej głowie. Mąż zawsze robił karierę i zarabiał więcej i więcej „łożył” na dom. Ja miałam opiekować się dziećmi i ogarniać wszystkie sprawy z nimi związane, a mąż miał zarabiać.
I teraz kwestia alimentów. O jakie alimenty mogę się ubiegać, aby były uczciwe, aby mąż nie miał poczucia, że go naciągam i aby nie posuło to jego kontaktów z dziećmi?
Mąż chce się „dogadać” i płacić „oficjalnie” 300 zł alimentów, a resztę ma mi dokładać wg potrzeb. Jesli się na to nie zgodzę, mam mieć problemy. Czy sądzicie, że takie rozwiązanie jest ok?
Poza tym twierdzi, że mamy na dzieci płacić po połowie, i nie obchodzi go, że ja zarabiam mniej od niego, po on także ostatnio zaczął zarabiać mniej....
Jaki jest Waszym zdaniem realny koszt utrzymania nastolatki w dużym mieście (Poznań) i jakie koszty mogę przedstawić w sądzie?
Dzieci chodzą do państwowej szkoły, mają zajęcia dodatkowe (basen+francuski), jeżdzą na obozy zimowe i letnie. Żyjemy bez ekstrawagancji.