sok.z.truskawek
19.07.13, 11:58
Zaczne tak, ze jestem po ślubie 4 lata, mam 31 lat i nie mamy dzieci. Nie wiem dlaczego przed ślubem (a bylismy 5 lat zanim sie pobralismy) nie widzialm, ze dla mojego meża najwazniejsi sa kumple. Jeśli nie pracuje wieczoramii nocami, to bawi sie z kumplami (kawalerami). Zdarza mu sie wracac w soboty o 4 rano i jeszce mowic ze nie odbierał bo nie slyszal. Ze mną jest mu nudno, nie lubi w domu siedziec. Tyle, ze uz dawno przestałam z nim wychodzic, bo nie ma umiaru z piciem, co jest kolejną sprawą. Codziennie pije 4 piwa wieczorem w weekend koledzy imprezy czyli picie do stanu ze ledwo stoi. Ma ojca alkoholika i boję sie. On uważa, ze nie ma problemu bo dla niego alkoholikiem jest ten co spi po sklepem, albo sie awanturuje. Zupełnie mnie olewa, wychodzi kiedy chce, a Jego argumentem na wszystko jest to ze "nie poznałam go w bibliotece" wiele razy po pijaku powiedział mi, ze jak mi sie nie podoba, to wolna droga. zaznacze ze mieszamy w domu jego rodziców. Jestem samotna w małżenstwie. Jestem atrakcyjna kobieta i wzbudzam zainteresowanie meżczyzn, na co on oczywiscie reaguje awanturami i krzykami po pijaku jak to mi nie ufa itd... Nie iwdze przyszłości, nie planuje z nim dzieci. Rodzice mnie wspierają i twierdza, ze marnuje najlepsze lata. Na trzeżwo jest do zniesienia, ale kazdego wieczora kładzie sie do łózka cuchnacy piwem i podpity o weekendach nie wspomne. Inaczej to sobie wyobrazałam. myśle o rozsatniu bo on nie widzi w sobie nic złego. Jednak boje sie samotnosci, musiałbym wynajac mieszkanie, a nie wiem czy dalbym rade finansowo. Od roku jest taka sytuacja, tkwie w marazmie i boje sie. Ktos jest w podobnej sytuacji?