Dodaj do ulubionych

Moja historia...

08.09.13, 10:52
Witajcie, nie sądziłam , że kiedyś tu się pojawie i opowiem Wam co mi przyniosło życie ale jest mi tak potwornie ciężko, że chciałabym usłyszeć choć kilka ciepłych słówsad

Byliśmy z męzem 6 lat małżeństwem, staraliśmy się o dziecko - bezskutecznie, ale postanowiliśmy rozpocząć proces adopcyjny. Jednak zanim doszło do 1 -go spotkania mój mąz z dnia na dzień postanowił , że nie ma już dłużej ochoty być mężem... Jak się niedługo potem okazało , poznał 23 latkę ( on 38) i to dla niej postanowił mnie zostawić. Złożyl pozew o rozwód. Ich romans trwał 4 miesiące i On jednak postanowił , że chce do mnie wrócić. Myślałam nad tym , bo bardzo go kochałam i chciałam dać mu szanse. Ale.... w międzyczasie okazało się , że ów 23 latka jest z nim w ciąży. Nie da się opisać co poczułam... Teraz są znowu razem, my już jesteśmy po rozwodzie ale im bliżej porodu tym jest mi coraz gorzejsad

Mam 36 lat i przeczucie, że wszystko co dobre już za mną. Że nie mam szans na poznanie kogoś wartościowego, na założenie prawdziwej rodziny, o której zawsze marzyłam.

On był dla mnie całym światem... Byliśmy uznawani za parę idealną i też tak czułam. Uzpełnialiśmy się , dzieliliśmy te same pasje,... Jego kochanka to osoba bez skurpołow. Napisała mu na początku ich romansu , że "podnieca ją to , że musi walczyć o Niego z Jego żoną..."

Ach , przepraszam, musiałam się wyżalićsad((((

pzdr

majka
Obserwuj wątek
    • altz Re: Moja historia... 08.09.13, 11:13
      Czasu na dziecko nie masz za dużo, ale tragicznie jeszcze nie jest, różne rzeczy się zdarzają.
      Ludzie się zmieniają i nic na to nie poradzisz, mąż tak wybrał, ale lekko mieć nie będzie, mogę się założyć o to.
      Dasz sobie radę, alimentów nie płacisz, o tyle masz lepiej. wink Jeszcze się jakoś ułoży, zacznij od pisania zaimków małą literą. wink
      • maja_1976 Re: Moja historia... 08.09.13, 11:20
        altz napisał:

        > Czasu na dziecko nie masz za dużo, ale tragicznie jeszcze nie jest, różne rzecz
        > y się zdarzają.
        > Ludzie się zmieniają i nic na to nie poradzisz, mąż tak wybrał, ale lekko mieć
        > nie będzie, mogę się założyć o to.
        > Dasz sobie radę, alimentów nie płacisz, o tyle masz lepiej. wink Jeszcze się jak
        > oś ułoży, zacznij od pisania zaimków małą literą. wink

        Dziękuje!!!

        Tak , alimentów nie płace ponieważ jak napisałam odpowiedź na jego pozew na 3 strony A4 to skład sędziowski orzekł o jego winie po 15 minutach rozprawy. Tyle mojego...

        łatwo mieć faktycznie nie będzie, ale jak widzę jak kolekcjonuje rzeczy niezbędna dla dziecka i opowiada o tym ile waży już dziecko to czuje potworny ból. Wiem , że to złe emocje i powinnam się ich pozbyć. Nie życze im źle ale nie rozumiem czemu mnie to spotkało...
        • mayenna Re: Moja historia... 08.09.13, 17:24
          maja_1976 napisał(a):


          > łatwo mieć faktycznie nie będzie, ale jak widzę jak kolekcjonuje rzeczy niezbę
          > dna dla dziecka i opowiada o tym ile waży już dziecko to czuje potworny ból.

          Odetnij się od tego źródła informacji.
          • maja_1976 Re: Moja historia... 08.09.13, 17:32
            mayenna napisała:

            > maja_1976 napisał(a):
            >
            >
            > > łatwo mieć faktycznie nie będzie, ale jak widzę jak kolekcjonuje rzeczy
            > niezbę
            > > dna dla dziecka i opowiada o tym ile waży już dziecko to czuje potworny b
            > ól.
            >
            > Odetnij się od tego źródła informacji.

            @MAYENNA - święta prawda, to najlepszy sposób, postaram się...dziękuję
        • zofiulina1971 Re: Moja historia... 08.09.13, 17:32
          Właśnie, Majka, po co wysłuchujesz jego zwierzeń? Przecież to już zupełnie obcy facet.

          Jesteś w o tyle komfortowej sytuacji, że masz możliwość zupełnego zerwania kontaktów z eksem. Zrób to.
          • maja_1976 Re: Moja historia... 08.09.13, 17:45
            zofiulina1971 napisała:

            > Właśnie, Majka, po co wysłuchujesz jego zwierzeń? Przecież to już zupełnie obcy
            > facet.
            >
            > Jesteś w o tyle komfortowej sytuacji, że masz możliwość zupełnego zerwania kont
            > aktów z eksem. Zrób to.

            @Zofiulina - bardzo chciałabym zapomnieć i zamknąć za tym rozdziałem drzwi, ale niestety łączy nas jeszcze kredyt i wspólny dom; duży na tyle abym go nie widywała ale mały na tyle abym słyszała jego rozmowy i oglądała porozrzucane katalogi z wózkami, śpioszkami i innymi dziecięcymi akcesoriami...Trudna sytuacja ale wierzę , że bliżej końca niż dalej.
            • altz Re: Moja historia... 08.09.13, 19:03
              maja_1976 napisał(a):
              > bardzo chciałabym zapomnieć i zamknąć za tym rozdziałem drzwi, ale
              > niestety łączy nas jeszcze kredyt i wspólny dom; duży na tyle abym go nie widy
              > wała ale mały na tyle abym słyszała jego rozmowy i oglądała porozrzucane katalo
              > gi z wózkami, śpioszkami i innymi dziecięcymi akcesoriami...Trudna sytuacja ale
              > wierzę , że bliżej końca niż dalej.

              Sprzedajcie dom, spłaćcie kredyt, wyjedź, jeśli trzeba.
              I odetnij się od wszystkich wiadomości, bo to jest chore.
              U mnie tak było, była żona nie może mi tego darować, że nie chciałem wysłuchiwać jej opowieści, ale to już jej problem, zrobiłem to dla własnego zdrowia, mimo to i tak mi zajęło jakieś przejście do pionu trzy lata. Ale ja miałem związek z dziećmi, Ty nie masz , masz o tyle łatwiej.
              Nie wiem, po co to orzeczenie winy? Jakiś relikt z czasów stalinizmu, zawsze ktoś musi być winny..., a potem to się ciągnie.

              Wyprowadź się z domu, nie żałuj murów. A jak będzie coś wspominał, zawsze się pytaj "dlaczego mi to mówisz?", to wystarczająco zniechęca.
              • maja_1976 Re: Moja historia... 08.09.13, 19:13
                altz napisał:

                .
                >
                > Sprzedajcie dom, spłaćcie kredyt, wyjedź, jeśli trzeba.
                > I odetnij się od wszystkich wiadomości, bo to jest chore.
                > U mnie tak było, była żona nie może mi tego darować, że nie chciałem wysłuchiwa
                > ć jej opowieści, ale to już jej problem, zrobiłem to dla własnego zdrowia, mimo
                > to i tak mi zajęło jakieś przejście do pionu trzy lata. Ale ja miałem związek
                > z dziećmi, Ty nie masz , masz o tyle łatwiej.
                > Nie wiem, po co to orzeczenie winy? Jakiś relikt z czasów stalinizmu, zawsze kt
                > oś musi być winny..., a potem to się ciągnie.
                >
                > Wyprowadź się z domu, nie żałuj murów. A jak będzie coś wspominał, zawsze się p
                > ytaj "dlaczego mi to mówisz?", to wystarczająco zniechęca.

                Dom jest w trakcie sprzedaży i to kwestia dni. Jeśli chodzi o orzekanie o winie to zrobiłam to w obawie, że w momencie kiedy byłby wyrok bez orzekania on mógłby ze względu na swoją fatalną sytuacje materialną żądać ode mnie alimentów. To jedyny powód.

                Ale bardzo dziękuję Ci za radysmile pozdrawiam
      • miacasa Re: Moja historia... 08.09.13, 11:29
        Pomyślałam dokładnie jak Altz, że mąż teraz dopiero zobaczy jaki los sobie zgotowała na fali, nazwijmy to wyrzutu testosteronu smile

        Maju, wierzę, że dużo dobrego przed Tobą. Musisz przejść okres żałoby po swoim małżeństwie, to pewne ale nie załamuj się, życie pisze różne scenariusze. Odnośnie macierzyństwa to masz duże szanse by jeszcze mamą zostać i tą biologiczną i tą z wyboru. Kończę studia położnicze, masa kobiet rodzi swoje pierwsze dziecko w okolicy czterdziestki i choć wiele musiały przejść zanim im się udało to wszystkie twierdzą, że nie najważniejsze to nie tracić nadziei. Życzę Tobie by wszystko dobrze się ułożyło i by ból odszedł.
        Mnie zdrada męża boli od 10 miesięcy, rany jeszcze się nie goją choć nie rozwiedliśmy się i próbujemy sklejać naszą rodzinę. Myślę, że musi upłynąć dużo czasu by emocje opadły.
        • maja_1976 Re: Moja historia... 08.09.13, 11:38
          @miacasa - Pięknie Ci dziękuję!!!!

          Tak jak wspomniałam była gotowa na adopcje dziecka - uważam , że jest tak wiele samotnych dzieci , że wspaniale byłoby im dać dom, rodzine, poczucie, że je ktoś kocha. Nie muszę mieć swojego biologicznego dziecka. Ale ważne jest aby mieć też obok siebie partnera , z którym można planować wspólne życie. Może jeszcze kiedyś spotkam...

          A Tobie miacasa życzę mnóstwa siły; ja też bardzo cierpie po zdradzie ale wiem , że czas leczy rany....Emocje opadną a uważam , że warto walczyć o tę miłośc. Ja chciałam wybaczyć zdradę ale było już za późno...Duże wytrwałości Ci życze!!!! I dziękuje za ciepłe słowasmile
          • blue_ania37 Re: Moja historia... 08.09.13, 11:50
            Majka!
            Będzie dobrze bo innej opcji nie ma.
            Zdrada boli i musi minąć czas zanim to przestaje boleć.
            Pojawiłam się na tym forum ponad dwa lata temu.
            Uważałam że nigdy się nie pozbieram.
            I jak ktoś mi mówił że czas goi rany to uważałam, że nie w moim przypadku.
            Bo ja się nie podniosę.
            Dzisiaj jest mi już dobrze.
            Na pytanie dlaczego, pewnie nie uzyskasz odpowiedzi ale uwierz mi, że po jakimś czasie nie będzie ci już zależało.
            Życie przynosi tyle fajnych zdarzeń po, że warto żyć.
            I Ty tez będzieszsmile
            Ania
            • maja_1976 Re: Moja historia... 08.09.13, 12:16
              blue_ania37 napisała:

              > Majka!
              > Będzie dobrze bo innej opcji nie ma.
              > Zdrada boli i musi minąć czas zanim to przestaje boleć.
              > Pojawiłam się na tym forum ponad dwa lata temu.
              > Uważałam że nigdy się nie pozbieram.
              > I jak ktoś mi mówił że czas goi rany to uważałam, że nie w moim przypadku.
              > Bo ja się nie podniosę.
              > Dzisiaj jest mi już dobrze.
              > Na pytanie dlaczego, pewnie nie uzyskasz odpowiedzi ale uwierz mi, że po jakimś
              > czasie nie będzie ci już zależało.
              > Życie przynosi tyle fajnych zdarzeń po, że warto żyć.
              > I Ty tez będzieszsmile
              > Ania


              Dziękuje Aniu!!!!! Co za paradoks, że obcy ludzie tak potrafią podnieść na duchu a najbliżsi niekoniecznie...

              Ale postanowiłam żyć wg zasady i powiedzenia , które kiedyś usłyszałam od psycholog: " życie odbiera dobrym ludziom to, co przestaje im służyć..." I jeśli tak faktycznie jest to ja też Aniu chyba za jakiś czas będę mogła napisać , że "dzisiaj jest mi już dobrze.."smile
              • blue_ania37 Re: Moja historia... 08.09.13, 12:32
                Zobaczysz, że ten który był całym światem dla ciebie, po jakimś czasie będzie wypłowiałym wspomnieniem,a żałobę trzeba odbyć aby być potem szczęśliwym.
                Zmierzyć się z własnymi słabościami, wadami, z pytaniem co ja zle robiłam co ja mogę w sobie zmienić, na jakie umiem iść kompromisy, co jest dla mnie ważne w życiu a co mniejsmile.
                Kochać się, aby ktoś już nie był całym światemsmile
                Zainwestuj w siebie, to czas dla ciebie na czytanie książek, słuchanie muzyki, wypady z znajomymi, nawiązywanie nowych znajomości.
                Patrzenie się na świat samodzielnymi oczami.
                A jak wezmą cię smuty to usiądż sobie w fotelu i sie wypłacz, bo to tez potrzebne.
                Zapisz się na jakiś wolontariat w domu dziecka np?
                A
                • maja_1976 Re: Moja historia... 08.09.13, 13:04
                  blue_ania37 napisała:

                  > Zobaczysz, że ten który był całym światem dla ciebie, po jakimś czasie będzie w
                  > ypłowiałym wspomnieniem,a żałobę trzeba odbyć aby być potem szczęśliwym.
                  > Zmierzyć się z własnymi słabościami, wadami, z pytaniem co ja zle robiłam co ja
                  > mogę w sobie zmienić, na jakie umiem iść kompromisy, co jest dla mnie ważne w
                  > życiu a co mniejsmile.
                  > Kochać się, aby ktoś już nie był całym światemsmile
                  > Zainwestuj w siebie, to czas dla ciebie na czytanie książek, słuchanie muzyki,
                  > wypady z znajomymi, nawiązywanie nowych znajomości.
                  > Patrzenie się na świat samodzielnymi oczami.
                  > A jak wezmą cię smuty to usiądż sobie w fotelu i sie wypłacz, bo to tez potrzeb
                  > ne.
                  > Zapisz się na jakiś wolontariat w domu dziecka np?
                  > A

                  Aniu dziękuję - tak zrobię. A że od zawsze mam ogromne pokłady empatii może uda mi się choć w minimalny sposób pomóc tym, którzy mnie potrzebują.
                  Czas żałoby powoli mija, ale faktycznie rachunek sumienia oraz wnioski to dobry pomysł. Ach, może gdybym była na to rozstanie przygotowana, gdybym widziała, że nie jest dobrze, gdybym miała jakieś przesłanki , że może potrzebuje on odmiany ale NIE!!! Spadło to na mnie i to jest najgorsze. No teraz musi być tylko lepiej choć siły troszkę brak...
                  • blue_ania37 Re: Moja historia... 08.09.13, 13:05
                    Jak jestes z Poznania wolontariat masz od jutrasmile
                    • maja_1976 Re: Moja historia... 08.09.13, 13:07
                      blue_ania37 napisała:

                      > Jak jestes z Poznania wolontariat masz od jutrasmile

                      Niestety Aniu - wschódsad
                      • blue_ania37 Re: Moja historia... 08.09.13, 13:17
                        Ty musisz się odbudować i to jest ważne, a byłym mężem i jego dzieckiem w ramach na ile możesz się nie zajmuj w myślach bo to nie ma sensu.
                        Zajęcie dla rąk i głowy ci się przyda.
                        Ja łaziłam po nocach, po polachsmile to były ciężkie km w moim życiusmile
                        Takie rzeczy zawsze spadają, dlatego tak bolą.
                        Ale to mija, naprawdę.
                        A


                        www.youtube.com/watch?v=TwIZFPGVL4I
      • kobieta306306 Re: Moja historia... 08.09.13, 13:00
        altz napisał:
        mąż tak wybrał, ale lekko mieć nie będzie, mogę się założyć o to.

        a dlaczego ?
        przecież równie dobrze może mieć lepiej niż w poprzednim związku. Dlaczego ma mieć gorzej? Co na to wskazuje? Przecież będzie miał niebawem dziecko, nowe doświadczenie. Może być wspaniałym ojcem dla tego dziecka, które niczemu winne nie jest.
        • maja_1976 Re: Moja historia... 08.09.13, 13:06
          kobieta306306 napisała:

          > altz napisał:
          > mąż tak wybrał, ale lekko mieć nie będzie, mogę się założyć o to.
          >
          > a dlaczego ?
          > przecież równie dobrze może mieć lepiej niż w poprzednim związku. Dlaczego ma

          > mieć gorzej? Co na to wskazuje? Przecież będzie miał niebawem dziecko, nowe doś
          > wiadczenie. Może być wspaniałym ojcem dla tego dziecka, które niczemu winne nie
          > jest.

          Wiesz, też o tym myślałam ale na wieśc o tym , że ona jest w ciąży powiedział, że najlepiej by było aby poroniła bo on to traktuje jako wpadkę około 40 stki...Z czasem przyzwyczaił się do tej myśli i jest z nią z powodu dziecka ale czy to wystarczy ???
          • lilyofthevalley31 Re: Moja historia... 08.09.13, 14:20
            Maju ja też trzymam za Ciebie kciuki.
            Ja zostałam z 2 letnim dzieckiem i wiesz co, wcale nie jest zle.
            Jest inaczej, ucze sie zyc na nowo, sama...
            Najgorsze są niedziele, kiedy to widzi się cale rodzinki wszedzie...ale mysle sobie, ze moze mnie jeszcze kiedys to spotka.
            Na razie skupiam sie na terazniejszosci, zyc tu i teraz i musi byc dobrze smile.
            Wszystkiego dobrego!
            • maja_1976 Re: Moja historia... 08.09.13, 14:29
              lilyofthevalley31 napisał(a):

              > Maju ja też trzymam za Ciebie kciuki.
              > Ja zostałam z 2 letnim dzieckiem i wiesz co, wcale nie jest zle.
              > Jest inaczej, ucze sie zyc na nowo, sama...
              > Najgorsze są niedziele, kiedy to widzi się cale rodzinki wszedzie...ale mysle s
              > obie, ze moze mnie jeszcze kiedys to spotka.
              > Na razie skupiam sie na terazniejszosci, zyc tu i teraz i musi byc dobrze smile.
              > Wszystkiego dobrego!

              Dziękuje!!! Masz rację, niedziele są najgorsze..Ciągle sobie stawiam pytania dlaczego ja? Czemu nie mogą żyć tak jak sobie wymarzyłam. Dla mnie to małżeństwo było wszystkim...

              Dobrze , że masz maluszka, dla którego jesteś wszystkimsmile Też Ci życzę dużo siły i niech się spełniają marzenia!!!!

              Pozdrawiam
              • xciekawax Re: Moja historia... 10.09.13, 17:13
                Jednym z bardzo waznych olsnien ktore doznalam w zyciu bylo zaakceptowanie, zrozumienie ze zle zeczy przydarzaja sie dobrym ludziom tak samo jak zlym ludziom. Byc moze troszke mniej gdyz dobzi ludzie nie pakuja sie specjialnie w tarapaty, ale tak czy owak - tez dostaja swoja porcjie od zycia.

                Dlatego rozpaczanie "dlaczego ja?" jest bezcelowe. Nigdy nie odpowiesz sobie na to pytanie. Tak Twoj ex zachowal sie, takie byly jego zyciowe wybory i z tym bedzie musial zyc. Ty sie pozbierasz, otrzasniesz, ogarniesz, i bedziesz ok - nie bedziesz musiala zyc z tym ciezarem ze cos zlego komus wyrzadzilas.

          • tautschinsky Re: Moja historia... 08.09.13, 14:43
            maja_1976 napisał(a):

            > Wiesz, też o tym myślałam ale na wieśc o tym , że ona jest w ciąży powiedział,
            > że najlepiej by było aby poroniła bo on to traktuje jako wpadkę około 40 stki..
            > .Z czasem przyzwyczaił się do tej myśli i jest z nią z powodu dziecka ale czy t
            > o wystarczy ???


            A z tobą "chciał" adoptować OBCE dziecko? Napisz to wprost - ty chciałaś tego
            dziecka i go przypierałaś do muru. Jeśli mu w niesmak WŁASNE, z jego krwi i kości dziecko z 23 letnią kobietą, to czym dopiero byłoby to obce, adoptowane z tobą. Pewnie gdyby miał możliwość wypowiedzenia się tutaj, napisałby, że nie dawało się z tobą od dłuższego czasu żyć: tylko dziecko, dziecko, czas mi ucieka, dziecko, bez dziecka nie ma rodziny, dziecko najważniejsze. W końcu UCIEKŁ. Czy ułoży sobie z tamtą życie? Być może tak, być może nie. Z tobą na pewno życia by sobie nie ułożył. Gdybyś w końcu już dopięła swego, urodziła to dziecko czy je adoptowała, jego zepchnęłabyś do właściwego według "matczynego widzenia" miejsca - czyli miałby być automatem wypluwającym gotówkę i oczywiście "odciążającym" cię od pracy przy dziecku i domu partnerem. Może uciekł z deszczu pod rynnę, to czas pokaże, ale całe życie stać na deszczu będąc spragnionym słońca???
            • maja_1976 Re: Moja historia... 08.09.13, 14:58

              >
              > A z tobą "chciał" adoptować OBCE dziecko? Napisz to wprost - ty chciałaś tego
              > dziecka i go przypierałaś do muru. Jeśli mu w niesmak WŁASNE, z jego krwi i koś
              > ci dziecko z 23 letnią kobietą, to czym dopiero byłoby to obce, adoptowane z to
              > bą. Pewnie gdyby miał możliwość wypowiedzenia się tutaj, napisałby, że nie dawa
              > ło się z tobą od dłuższego czasu żyć: tylko dziecko, dziecko, czas mi ucieka, d
              > ziecko, bez dziecka nie ma rodziny, dziecko najważniejsze. W końcu UCIEKŁ. Czy
              > ułoży sobie z tamtą życie? Być może tak, być może nie. Z tobą na pewno życia by
              > sobie nie ułożył. Gdybyś w końcu już dopięła swego, urodziła to dziecko czy je
              > adoptowała, jego zepchnęłabyś do właściwego według "matczynego widzenia" miejs
              > ca - czyli miałby być automatem wypluwającym gotówkę i oczywiście "odciążającym
              > " cię od pracy przy dziecku i domu partnerem. Może uciekł z deszczu pod rynnę,
              > to czas pokaże, ale całe życie stać na deszczu będąc spragnionym słońca???
              >
              >

              Naprawdę nie rozumiem czemu mnie atakujesz??? Decyzja o dziecku w naszym wieku jest chyba czymś naturalnym? Obydwoje tego chcieliśmy, szukaliśmy dobrych klinik i wiem, że nikogo do niczego nie zmuszałam. Ponadto on mi niedawno przyznał, że gdybym była z nim w ciązy to by mnie nie zostawił...Więc komu tu bardziej zależało? Uciekła nie dlatego, że nie chciał dziecka uciekł bo uległ młodej, bezwględnej w swoich poczynaniach kursantce, która uczył i która wykorzystała sytuacje aby go zdobyć!!!! Taka jest prawda...Ale związek budowany na takich fundamentach jak brak etyki, jakichkolwiek zasad i krzywdzie innych osób jest zgubny.

              Nigdy nie traktowałam nikogo jako automat "wypluwający gotówkę" jak to nazwałeś - sama sobie świetnie daje radę. Skąd ten pomysł aby mnie tak oceniać??? Czy to forum służy aby kopać leżącego?
              • zofiulina1971 Re: Moja historia... 08.09.13, 15:08
                Na posty Tautschinskiego się nie odpowiada. To taki forumowy folklor. Nie tłumacz się smile
                • tautschinsky Re: Moja historia... 08.09.13, 15:16
                  zofiulina1971 napisała:

                  > Nie mówiąc o tym, że słowa "najlepiej by było aby poroniła bo on to traktuje ja
                  > ko wpadkę około czterdziestki" dyskwalifikują go jako mężczyznę na zawsze. To d
                  > no, nie facet.


                  Powiedz to kobietom mordującym nienarodzone dzieci.





                  Punkt widzenia z drugiej strony, tej, która nie pasuje, zawsze jest niemiły.
                  Jeśli ktoś zawinił, to zawsze będzie to mężczyzna, nigdy kobieta big_grin

                  A tutaj mamy do czynienia z czymś bardzo przykrym dla kobiety i to podwójnie.

                  Gość wybrał: młodszą i płodną. Boli? No jasne, że boli!

                  Uciekając przed jedną ciężarówką, wpadł pod drugą.
              • tautschinsky Re: Moja historia... 08.09.13, 15:10
                maja_1976 napisał(a):

                > Naprawdę nie rozumiem czemu mnie atakujesz??? Decyzja o dziecku w naszym wieku
                > jest chyba czymś naturalnym? Obydwoje tego chcieliśmy, szukaliśmy dobrych klin
                > ik i wiem, że nikogo do niczego nie zmuszałam.


                Kto nie ze mną, to przeciw mnie? Oceniam sytuację z jego strony. A ona inaczej wygląda
                niż twoja. Ty piszesz, że obydwoje chcieliście i szukaliście, a to razem to zwykle oznacza
                uleganie drugiej stronie, bo ta go przypiera do muru. Oczywiście zaraz ktoś może napisze,
                że "misia" nikt siłą nie trzymał, a jednak nie trzeba kogoś łańcuchem do kaloryfera przypinać,
                by zachowywał się jak bezwolne zwierzę. W końcu jednak nawet taki zniewolony potrafi
                się zerwać, zwłaszcza kiedy ktoś mu w tym pomoże - tutaj wspomniana 23 latka.



                Ponadto on mi niedawno przyznał, że gdybym była z nim w ciązy to by mnie nie zostawił...Więc komu tu bardziej zależało? Uciekła nie dlatego, że nie chciał dziecka uciekł bo uległ młodej, bezwględnej w swoich poczynaniach kursantce, która uczył i która wykorzystała sytuacje aby go zdobyć!!!!


                Zatem zrobił to co robią kobiety, kiedy mężczyzna jest bezpłodny (bo on jest, skoro zapłodnił kursantkę) - szuka tego, który może. Z nią może się spełniać jako ojciec własnego dziecka. Ale z tego co piszesz, to raz wynika, że chciał dziecka (zostałby z tobą, gdybyś była w stanie mu urodzić jego dziecko), a z drugiej, że dał się złapać bezwzględnej kursantce na dziecko. Wcześniej wspomniałaś, że marzyło mu się, by poroniła. I najważniejsze - że nie widzi siebie 40 letniego gościa jako świeżego ojca, więc niezależnie od tego, która z was spełniałby "jego" marzenie, byłoby dla niego za późno. Z tego wszystkiego wynika, że naprawdę on nie chciał żadnego dziecka, wpierw tylko ulegał tobie i twojej żądzy posiadania potomka, a z kolei 23 latka (być może po jego wypłakiwaniu się w jej pierś, jak to pragnie dzidziusia, ale żona nie może zajść w ciążę), znalazła sposób na niego - obdarowując go potomkiem, którego w rzeczywistości on nie chce. Nie zazdroszczę mu.
              • malgolkab Re: Moja historia... 09.09.13, 10:02
                maja_1976 napisał(a):

                >
                > Uciekła nie dlatego, że nie chciał dziecka uciekł bo uległ młodej, bez
                > wględnej w swoich poczynaniach kursantce, która uczył i która wykorzystała sytu
                > acje aby go zdobyć!!!! Taka jest prawda...Ale związek budowany na takich fundam
                > entach jak brak etyki, jakichkolwiek zasad i krzywdzie innych osób jest zgubny.
                >
                Taaaaaaa, jasne, jak zwykle w takich historiach kochanka winna. Gdyby nie chciał to by nic nie zrobił. Ja pracuję wśród młodych facetów, nie raz i nie dwa zdarzały się zaproszenia "na kawę" - nie powiem, jest mi miło, czuję się atrakcyjna, ale nie korzystam, bo wszystko czego potrzebuję mam w domu. Uświadom sobie że bez etyki i skrupułów to jest Twój mąż - on Ci coś obiecywał, nie obca kobita (swoją drogą jesli Tobie się żalił z wpadki i chciał, żeby poroniła, to ciekawe co jej mówił o Tobie...)
                • noname2002 Re: Moja historia... 18.09.13, 10:49
                  Ja pracuję wśród młodych facetów, nie raz i nie dwa zda
                  > rzały się zaproszenia "na kawę" - nie powiem, jest mi miło, czuję się atrakcyjn
                  > a, ale nie korzystam, bo wszystko czego potrzebuję mam w domu.

                  Sugerujesz, że jakby się Maja1976 bardziej starała, to by jej mąż nie zdradzał?
              • komander Re: Moja historia... 30.09.13, 12:29
                Na czyims nieszczesciu nikt jeszcze wlasnego szczescia nie zbudowal i nie zbuduje.

                Zapomnij o nim, bo okazal sie Ciebie nie wart.

                Zycze Ci powodzenia oraz aby na Twojej drodze stanal ktos, kto Ciebie pokocha taka, jaka jestes i uczynil Cie szczesliwa wink
            • kami_hope DO MODERATOROW 11.09.13, 23:42

              czy ktos w koncu zbanuje tego swira??!

              czy bez konca bedzie zalewal forum swoimi toksynami?

              noz w koncu jest jakas granica "wolnosci slowa"

              Najgorzej przyzwyczaic sie do czegos zlego.
              nie jest dobrze tolerowac zlo. Oj NIE
              Prosze o reakcje moderatorow.
            • sonia_siemionowna Re: Moja historia... 05.10.13, 15:45
              Ale pie........... t-sky, aż głowa boli.

              Widzisz, mój bdb przyjaciel był gotowy na adopcję dziecka z bezpłodną wieloletnią partnerką (związeks ie rozpadł bo ona kogoś poznała), za to (na szczęście fałszywa-udawana) wpadka z kolejną wcale nie była mu na rękę.

              Widocznie w Twoim prostym oglądzie świata wszystko jest czarno-białe i chodzi o przekazanie genów. No ale cóż, istnieją na tej ziemi ludzie bardziej skomplikowani (na szczęście), dla któzy wolą adoptować dziecko z X niż mieć własne z Y.

              Rozumiem, że to dla Ciebie za trudne, rozrysuj sobie może.
          • zofiulina1971 Re: Moja historia... 08.09.13, 15:06
            Majka, czytam sobie Twoje wpisy i myślę, że naprawdę nie masz czego (a raczej kogo) żałować... smile

            Przejrzyj sobie archiwum: piszą tu dziewczyny, które rozwodzą się mając dwoje, troje dzieci a potem latami walczą w sądach i u komorników o alimenty, bo eksmąż, na fali układania sobie nowego, sielskiego życia, zapomina o odpowiedzialności za to, co niegdyś spłodził.

            W porównaniu z nimi Ty masz naprawdę świetną pozycję startową, że tak powiem smile

            Nie mówiąc o tym, że słowa "najlepiej by było aby poroniła bo on to traktuje jako wpadkę około czterdziestki" dyskwalifikują go jako mężczyznę na zawsze. To dno, nie facet.

            Już Ty się dziewczyno módl, żeby ich związek okazał się udany i żeby eksmężowi nie przyszło do głowy wracać do Ciebie smile
            • maja_1976 Re: Moja historia... 08.09.13, 15:18
              zofiulina1971 napisała:

              > Majka, czytam sobie Twoje wpisy i myślę, że naprawdę nie masz czego (a raczej k
              > ogo) żałować... smile
              >
              > Przejrzyj sobie archiwum: piszą tu dziewczyny, które rozwodzą się mając dwoje,
              > troje dzieci a potem latami walczą w sądach i u komorników o alimenty, bo eksmą
              > ż, na fali układania sobie nowego, sielskiego życia, zapomina o odpowiedzialnoś
              > ci za to, co niegdyś spłodził.
              >
              > W porównaniu z nimi Ty masz naprawdę świetną pozycję startową, że tak powiem :-
              > )
              >
              > Nie mówiąc o tym, że słowa "najlepiej by było aby poroniła bo on to traktuje ja
              > ko wpadkę około czterdziestki" dyskwalifikują go jako mężczyznę na zawsze. To d
              > no, nie facet.
              >
              > Już Ty się dziewczyno módl, żeby ich związek okazał się udany i żeby eksmężowi
              > nie przyszło do głowy wracać do Ciebie smile

              zofiulina1971 nawet nie wiesz jakie to trafne co napisałaś!!! Wiem, że moja sytuacja jest dużo prostsza niż wielu tu obecnych dziewczyn. Wiem i całym serduchem jestem z tymi, którym jest tak źle jak mi i jeszcze gorzej. Dziękuje za ciele słowa i wdrażam wszystko w życiesmile pozdrawiam serdecznie
              • tautschinsky Re: Moja historia... 08.09.13, 15:28
                Skoro już się uwolniłaś od tego "potwora", szukaj swojego szczęścia gdzie indziej. Jak sama zauważyłaś, zegar ci tyka: tyk.... TYK! TYK!! T Y K ! big_grin
          • kobieta306306 Re: Moja historia... 08.09.13, 21:56
            maja_1976 napisał(a):
            Wiesz, też o tym myślałam ale na wieśc o tym , że ona jest w ciąży powiedział,
            > że najlepiej by było aby poroniła bo on to traktuje jako wpadkę około 40 stki..
            > .Z czasem przyzwyczaił się do tej myśli i jest z nią z powodu dziecka ale czy t
            > o wystarczy ???

            no ale przecież on chyba chciał mieć dziecko, z tego co piszesz, bo zdecydował / zgodził się na adopcję. A swoje własne dziecko kocha się chyba jakoś nawet instynktownie mocniej.
        • altz Re: Moja historia... 08.09.13, 14:18
          >> altz napisał:
          >> mąż tak wybrał, ale lekko mieć nie będzie, mogę się założyć o to.

          > kobieta306306 napisała:
          > a dlaczego ?
          Dziewczyna jest bardzo młoda i traktuje ten związek sportowo, jako rywalizację, ma radość z wygrania o faceta, a empatii niewiele. To, według mnie, źle wróży. Nie wierzę w trwałość takiego związku.
          • argentusa Re: Moja historia... 08.09.13, 16:55
            To, według mnie, źle wróży.
            > Nie wierzę w trwałość takiego związku.
            i tu się zgodzę. Bo ja taką "parę" znam.
            hihih, facet po 2,5 roku jęczy eks-małżonce, że chce wrócić. Bo to był błąd... tyle tylko,ze eks grzecznie acz stanowczo powiedziała - nie. Bowiem pan jest "zużyty" zanadto. a poza tym, skoro chciał nowego to je ma. Ze wszystkimi konsekwencjami małżeńsko-rodzicielskimi.
        • nangaparbat3 Re: Moja historia... 08.09.13, 18:54
          > mąż tak wybrał, ale lekko mieć nie będzie, mogę się założyć o to.
          >
          > a dlaczego ?


          Ano dlatego:
          Jego kochanka to osoba bez skurpołow. Napisała mu na początku ich romansu , że "podnieca ją to , że musi walczyć o Niego z Jego żoną..."
          • malgolkab Re: Moja historia... 09.09.13, 10:09
            nangaparbat3 napisała:

            > > mąż tak wybrał, ale lekko mieć nie będzie, mogę się założyć o to.
            > >
            > > a dlaczego ?
            >
            >
            > Ano dlatego:
            > Jego kochanka to osoba bez skurpołow. Napisała mu na początku ich romansu ,
            > że "podnieca ją to , że musi walczyć o Niego z Jego żoną..."

            >
            Kwestia jeszcze skąd żona o tym wie. Mam niecne przeczucie, że od pana, który chciał wracać i postanowił zrobił z kochanki potwora, a z siebie misiaczka bez winy, co to dał się uwieść.
            • triss_merigold6 Re: Moja historia... 09.09.13, 10:24
              Też możliwe. Zresztą nie traktowałabym bardzo poważnie tego co w przypływie inwencji wypisuje zauroczona 23-latka. Faktem jest, że panna okazała się przynajmniej na razie skuteczna.
    • mia17 Re: Moja historia... 08.09.13, 18:42
      doskonale wiem, co czujesz i o czym piszesz. mnie się też wydawało, że nasz związek jest wyjątkowy i na zawsze... do momentu, kiedy dowiedziałam się o zdradzie i nie usłyszałam od eksa, że mnie nie kocha, bo kocha inną uncertain
      świat się zawalił na głowę i myślałam, że zwariuję.
      to było w styczniu tego roku. pod koniec kwietnia rozwiedliśmy się, od czerwca nie mieszkamy w jednym mieście. wyprowadziłam się z córką - bo mamy wspaniałą córeczkę.
      i tutaj jest moje rozdarcie: z jednej strony nie chcę go widzieć! nie chcę mieć w nim nic wspólnego. z drugiej - chcę, aby mała miała ojca, żeby się spotykali (co jak na razie się dzieje i co dwa tygodnie eks przyjeżdża do dziecka).
      chciałabym wymazać go z mojego życia, ale nie mogę. już zawsze będziemy związani poprzez dziecko. dlatego bardzo czekam na ten dzień, w którym przestanie mnie obchodzić jako osoba. czekam na to, aby "odżałować" związek (10-letni...) i wiele innych rzeczy.
      mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi....
      Tobie życzę wiele sił i wiary, że po rozwodzie da się jeszcze żyć smile
      • maja_1976 Re: Moja historia... 08.09.13, 19:07
        mia17 napisała:

        > doskonale wiem, co czujesz i o czym piszesz. mnie się też wydawało, że nasz zwi
        > ązek jest wyjątkowy i na zawsze... do momentu, kiedy dowiedziałam się o zdradzi
        > e i nie usłyszałam od eksa, że mnie nie kocha, bo kocha inną uncertain
        > świat się zawalił na głowę i myślałam, że zwariuję.
        > to było w styczniu tego roku. pod koniec kwietnia rozwiedliśmy się, od czerwca
        > nie mieszkamy w jednym mieście. wyprowadziłam się z córką - bo mamy wspaniałą c
        > óreczkę.
        > i tutaj jest moje rozdarcie: z jednej strony nie chcę go widzieć! nie chcę mieć
        > w nim nic wspólnego. z drugiej - chcę, aby mała miała ojca, żeby się spotykali
        > (co jak na razie się dzieje i co dwa tygodnie eks przyjeżdża do dziecka).
        > chciałabym wymazać go z mojego życia, ale nie mogę. już zawsze będziemy związan
        > i poprzez dziecko. dlatego bardzo czekam na ten dzień, w którym przestanie mnie
        > obchodzić jako osoba. czekam na to, aby "odżałować" związek (10-letni...) i wi
        > ele innych rzeczy.
        > mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi....
        > Tobie życzę wiele sił i wiary, że po rozwodzie da się jeszcze żyć smile

        Czyli nie ja jedna tak mam....Tobie, też życzę dużo siłe i wiary w to, że kiedyś ten Mont Everest zamieni się mała, niegroźną górkęsmile Dziękuję i Tobie i Twojej córeczce wszystkiego dobrego życzęsmile pozdrawiam, majka
        • mia17 Re: Moja historia... 08.09.13, 19:18
          niestety... rozwód to trauma i myślę, że wszyscy nim dotknięci "tak mają" sad
          mam nadzieję, że refleksja przychodzi do każdego - nawet do takich osób pokroju Twojego jeszcze męża i mojego już eks.
          chociaż co to zmieni w naszym życiu...? raczej nic. pewien etap się skończył i chcąc nie chcąc trzeba sobie radzić dalej. trzeba żyć i starać się jakoś pozbierać.
          i chociaż kocham swoją córkę nad życie to chwilami "zazdroszczę" tym, których po rozwodzie nic nie łączy z eksem. bo wtedy można zamknąć te drzwi raz na zawsze i pójść w cholerę.
          mając dziecko jest się "skazanym" na byłego/byłą do końca życia (swojego lub jego/jej).
          ale gdybym mogła cofnąć czas to oczywiście nie zmieniłabym faktu, że mam dziecko. skomplikowane to wszystko....
          • miacasa Re: Moja historia... 08.09.13, 19:45
            > i chociaż kocham swoją córkę nad życie to chwilami "zazdroszczę" tym, których p
            > o rozwodzie nic nie łączy z eksem. bo wtedy można zamknąć te drzwi raz na zawsz
            > e i pójść w cholerę.

            Też mam takie myśli.

            > mając dziecko jest się "skazanym" na byłego/byłą do końca życia (swojego lub je
            > go/jej).

            To prawda ale jedno dziecko można "wziąć pod pachę" i pójść w swoją stronę, a mając dzieci troje (jak ja) na ten krok trudniej się zdecydować.

            > ale gdybym mogła cofnąć czas to oczywiście nie zmieniłabym faktu, że mam dzieck
            > o. skomplikowane to wszystko....

            Ja zmieniłabym "tylko" ojca tych dzieci.
            Przedwczoraj byłam świadkiem agonii starszego pana, jego żona powiedziała tylko "Nie ma już mojego ukochanego, przeżyliśmy razem 57 lat" - zupełnie mnie to rozwaliło. Mój ukochany nie dał rady wytrwać ze mną nawet 10 lat, gdy zwaliły się na nas problemy on uciekł w ramiona kochanki.

            Majka ma w tym nieszczęściu też sporo szczęścia bo ma tę komfortową sytuację, że może swobodnie decydować o własnych wyborach.
            • blue_ania37 Re: Moja historia... 08.09.13, 19:54
              miacasa napisała:

              >
              > To prawda ale jedno dziecko można "wziąć pod pachę" i pójść w swoją stronę, a m
              > ając dzieci troje (jak ja) na ten krok trudniej się zdecydować.

              Rozumiem, że tym z jednym dzieckiem jest prościej?
              Bo to tylko jedno.
              To jedno nie ma też rodzeństwa i zostaje mu tylko rozwiedzeni rodzice i ewentualnie koledzy.
              Jak jest więcej dzieci ma się przetarte szlaki w przedszkołach, szkołach, dzieciaki się sobą zajmują.
              Nie zgadzam się z twierdzeniem, że jedynaka pod pachę i w długą.
              Jest to nieuczciwe.

              >
              > Ja zmieniłabym "tylko" ojca tych dzieci.

              Gdybyś zmieniła "tylko" ojca swoich dzieci nie miałabyś tych dzieci, nie wiadomo czy wogóle miałabyś dzieci.
              Co to w ogóle za myślenie?
              • altz Re: Moja historia... 08.09.13, 20:10
                blue_ania37 napisała:
                > Co to w ogóle za myślenie?

                Właścicielskie. Aż nie mogę czytać tych rzekomo pokrzywdzonych kobiet, taka agresja od nich bije i widoczny brak szacunku do własnych dzieci.
                • miacasa Re: Moja historia... 08.09.13, 20:35

                  > Właścicielskie. Aż nie mogę czytać tych rzekomo pokrzywdzonych kobiet, taka agr
                  > esja od nich bije i widoczny brak szacunku do własnych dzieci.

                  Gdzie ty tu Altz agresję dostrzegłeś? Bardziej jestem smutna niż bojowo usposobiona. Stoję pod ścianą. Ból mówi mi: uciekaj, będzie ci lżej ale nie mogę bo ból nie jest wystarczającym powodem a rany choć się nie goją to przecież w moim wieku nie są śmiertelne. Ciągle czekam aż upływ czasu złagodzi ból a myśli jak to myśli - różne do głowy przychodzą. co do dzieci to uważam, że nikt nie powinien mieć pomysłów na ich zawłaszczanie niestety mój mąż w obliczu nowej miłości zionął taką złością i niechęcią w ich kierunku, że siłą rzeczy wszystkie obowiązki związane z opieką nad nimi spadły na mnie (czego wcale nie chciałam bo praca przy trójce dzieci to właściwie orka 24h przez 7dni w tygodniu).
                  • altz Re: Moja historia... 08.09.13, 21:17
                    miacasa napisała:
                    > Gdzie ty tu Altz agresję dostrzegłeś?

                    Jak się mówi o wzięciu pod pachę dziecka i wyjściu, to jest jawne nielicznie się z dzieckiem. Może by wymazać mu część pamięci, jakoś przeprogramować? wink Szkoda, że nie można?
                    O tym żalu, że nie można się urwać też nie myślę dobrze.
                    Jak kobieta zaczyna od tekstu "mam córkę i syna", a ojciec żyje, to nie chce mi się już z taką rozmawiać, a tak mówi większość kobiet. To się powinno leczyć pod przymusem.
                    • miacasa Re: Moja historia... 08.09.13, 22:46
                      > Jak się mówi o wzięciu pod pachę dziecka i wyjściu, to jest jawne nielicznie si
                      > ę z dzieckiem.

                      W sytuacji gdy mieszka się w domu, którego właścicielem się nie jest to w obliczu wyprowadzki zabiera się z tego domu tylko dzieci (szczególnie gdy druga strona nie może już na nie patrzeć).

                      Może by wymazać mu część pamięci, jakoś przeprogramować? wink Szk
                      > oda, że nie można?

                      Co ty bredzisz?
                    • lampka_witoszowska Re: Altz :) 09.09.13, 07:57
                      to co zrobić z córką, która mówi - mam taką-a-taką mamę? myślisz, że traktuje mnie jak własność? kurcze, no... smile
                      • altz Re: Altz :) 10.09.13, 14:56
                        lampka_witoszowska napisała:

                        > to co zrobić z córką, która mówi - mam taką-a-taką mamę? myślisz, że traktuje m
                        > nie jak własność? kurcze, no... smile

                        Nie zrozumiałem pytania.
                        • lampka_witoszowska Re: Altz :) 11.09.13, 00:58
                          komentarz do Twojego tekstu o przymusowym leczeniu, gdy kobieta mówi: mam córkę i syna

                          rozumiem, że nei należy MIEĆ dzieci - to podobnie jak nei należy mieć rodziców? ot, taka prosta konsekwencja smile
                          • altz Re: Altz :) 15.09.13, 12:38
                            lampka_witoszowska napisała:

                            > komentarz do Twojego tekstu o przymusowym leczeniu, gdy kobieta mówi: mam córkę
                            > i syna
                            >
                            > rozumiem, że nei należy MIEĆ dzieci - to podobnie jak nei należy mieć rodziców?
                            > ot, taka prosta konsekwencja smile

                            Postawę właścicielską trzeba leczyć, tak uważam. Za słowami idą czyny i nastawienie, niestety.
                            Jeśli kobieta mówi stale "mam dzieci", zamiast "mamy dzieci", to sąd powinien się temu mocno przyjrzeć.
                            • lampka_witoszowska Re: Altz :) 15.09.13, 12:56
                              smile
                              ale ja naprawdę mam córkę - nei posiadam córkę, tylko mam. Mam córkę. A moja córka (nie sąsiadki, moja i byłego męża, w imieniu którego nei mam podstaw ani chęci się wypowiadać) - więc moja córka ma mamę i ma tatę. Też nas nei posiada. Choć czasem nie posiada się z radości, jak ma nas oboje razem. Ale to jużmy mamy wybór - czy zrobić jej czasem tę przyjemność - choć my przyjemności w tym nie mamy - czy nie smile

                              Ot, taka różnica w słowie "mam" i "posiadam". Kto chce, rozumie wink
                              • altz Re: Altz :) 15.09.13, 14:55
                                lampka_witoszowska napisała:
                                > Ot, taka różnica w słowie "mam" i "posiadam". Kto chce, rozumie wink

                                Jak ktoś chce, to zobaczy różnicę, jak ktoś nie chce, to ładnie się wytłumaczy.
                                Ostatnio był taki wpis, że mąż jest teraz dobrym ojcem "dla moich dzieci". Kobieta ma dzieci, a mężczyzna ma alimenty, jak ktoś pisał tutaj na forum i to jest prawda, a kobiety jeszcze się tym chwalą, choćby nie wprost.
                                • lampka_witoszowska Re: Altz :) 15.09.13, 15:20
                                  ale ja nei piszę, że nie ma takich kobiet, co swoje dzieci traktują jak swoją własność - ja piszę o zrównywaniu wszystkich kobiet będących matkami do takiej postawy

                                  i tylko tyle smile
                  • monkeywoman Re: Moja historia... 26.09.13, 02:27
                    Taka niestety prawda. Z jednym dzieckiem łatwiej tworzyć nowy zwiazek niż z trójką. Mężczyźni postrzegają to jako obciążenie i obawy rosną, i nie mozna im miec tego za złe.
              • miacasa Re: Moja historia... 08.09.13, 20:28
                > Rozumiem, że tym z jednym dzieckiem jest prościej?
                > Bo to tylko jedno.

                Aniu, nie prościej ale logistycznie łatwiej.

                > Gdybyś zmieniła "tylko" ojca swoich dzieci nie miałabyś tych dzieci, nie wiadom
                > o czy wogóle miałabyś dzieci.

                Miałabym lub nie miała ale w chwili obecnej uważam, że źle w życiu wybrałam i tylko tyle. Mój mąż byłby bez nas szczęśliwszy, jemu rodzina ciąży ale o tym czy nadajemy się do życia rodzinnego przekonujemy się dopiero kiedy tę rodzinę mamy. Moje dzieci nie mają kochającego taty, mają tatę, który jest z nimi z poczucia winy i obowiązku a to jest moim zdaniem krzywdzące bo zasługują na miłość.

                > Co to w ogóle za myślenie?

                Zwyczajnie uzależnione od nastroju.

                • blue_ania37 Re: Moja historia... 08.09.13, 20:41
                  miacasa napisała:


                  >
                  > Aniu, nie prościej ale logistycznie łatwiej.

                  Ale też to dziecko kiedy mieszka po rozwodzie tylko np z mama więcej wymaga czasu i uwagi, trójka szybciej się zajmie sobą.
                  Ja wolę jak u mojego syna są znajomi bo chociaż dom się nadaje potem do remontu to ja mam łatwiej.
                  Tak samo się gotuję dla jednego jak i dla 3.
                  >
                  > Miałabym lub nie miała ale w chwili obecnej uważam, że źle w życiu wybrałam i t
                  > ylko tyle. Mój mąż byłby bez nas szczęśliwszy, jemu rodzina ciąży ale o tym czy
                  > nadajemy się do życia rodzinnego przekonujemy się dopiero kiedy tę rodzinę mam
                  > y. Moje dzieci nie mają kochającego taty, mają tatę, który jest z nimi z poczuc
                  > ia winy i obowiązku a to jest moim zdaniem krzywdzące bo zasługują na miłość.

                  Życie się zmienia, piorytety się zmieniają, ludzie się zmieniają, dojrzewają itp...
                  Nie uważam, że zle wybrałam, wybrałam tak po coś.
                  Może po to aby docenić dzień dzisiejszy, moze żebym zdała sobie sprawę z piorytetów i z tego co chcę.
                  Ale nigdy bym nie osmieliła się powiedzieć, że żle wybrałam ojca.
                  Gdyby nie on nie byłoby mojego syna.
                  Jest idealny i taki jaki miałby być.
                  Wydaje mi się, że jesteś rozgoryczona, bo żal masz wielki i jesteś zawieszona pomiedzy rozwodem a małżeństwem.
                  To nie służy niczemu dobremu.
                  Mój były mąż w ogóle się nie kontaktuje z dzieckiem.
                  Mogę sobie w duchu mysleć rózne rzeczy, ale nigdy nie zaneguję faktu, że to jego tata.
                  Jakbym mogła przebić się przez mur jego złości to bym próbowała aby moje dziecko miało tatę chociaz weekendowego.
                  Ale ograniczenia byłego męża mu na to nie pozwolą.

                  >
                  > > Co to w ogóle za myślenie?
                  >
                  > Zwyczajnie uzależnione od nastroju.

                  Nastrój nie ma nic wspólnego z wiedzą z kim mam dzieci i ponoszeniem za to odpowiedzialności
                  >
                  • miacasa Re: Moja historia... 08.09.13, 22:38
                    > Ale też to dziecko kiedy mieszka po rozwodzie tylko np z mama więcej wymaga cza
                    > su i uwagi, trójka szybciej się zajmie sobą.


                    Aniu, nie było moim zamiarem licytowanie się czy z jednym czy z trójką dzieci łatwiej. Zwyczajnie widzę różnicę ile miałam obowiązków przy jednym dziecku a ile mam przy trójce. Dzieci też są różne, moje najstarsze jest autystyczne i ono absorbuje mnie bardziej niż pozostała dwójka. Pisałam o logistyce okołodzieciowej bo u mnie akurat dzieci mają zajęcia w szkole w systemie zmianowym i nawet jednego dnia w tygodniu nie zaczynają ani nie kończą o tej samej godzinie a z uwagi na problemy rozwojowe świetlica odpada.

                    > Wydaje mi się, że jesteś rozgoryczona, bo żal masz wielki i jesteś zawieszona p
                    > omiedzy rozwodem a małżeństwem.

                    Też tak to widzę, od 10 miesięcy jestem na tym forum kilka razy w tygodniu, każdego dnia przekonuję siebie, że powinniśmy próbować i tak ten czas płynie.

                    > Nie uważam, że zle wybrałam, wybrałam tak po coś.
                    > Może po to aby docenić dzień dzisiejszy, moze żebym zdała sobie sprawę z pioryt
                    > etów i z tego co chcę.
                    > Ale nigdy bym nie osmieliła się powiedzieć, że żle wybrałam ojca.

                    A dobrze wybrałaś? Skoro piszesz:

                    > Mój były mąż w ogóle się nie kontaktuje z dzieckiem.
                    > Mogę sobie w duchu mysleć rózne rzeczy, ale nigdy nie zaneguję faktu, że to jeg
                    > o tata.

                    Mam odmienną wizję ojcostwa, ktoś kto zrywa kontakt z dzieckiem tylko dlatego, że rozjechały się drogi życiowe z jego matką jest jedynie ojcem w wymiarze biologicznym.

                    > Jakbym mogła przebić się przez mur jego złości to bym próbowała aby moje dzieck
                    > o miało tatę chociaz weekendowego.

                    To chyba jednak nie Twoja rola, tę pracę nad własną złością powinien wykonać były mąż.



                  • malgolkab Re: Moja historia... 09.09.13, 11:05
                    blue_ania37 napisała:

                    > miacasa napisała:
                    >
                    >
                    > >
                    > > Aniu, nie prościej ale logistycznie łatwiej.
                    >
                    > Ale też to dziecko kiedy mieszka po rozwodzie tylko np z mama więcej wymaga cza
                    > su i uwagi, trójka szybciej się zajmie sobą.
                    > Ja wolę jak u mojego syna są znajomi bo chociaż dom się nadaje potem do remontu
                    > to ja mam łatwiej.
                    > Tak samo się gotuję dla jednego jak i dla 3.
                    Też lubię jak u syna są koledzy, ale Anka - nie przesadzaj - pamiętam jak pisałaś, że miałaś problem z młodym, gdy szłaś do pracy na nockę - uważasz, ze opiekę do 1 dziecka znajdziesz tak samo jak do 3 (np. 3 przedszkolaków), jak 1 choruje to bierzesz np. tydzień L4, jak choruje 3 jedno po drugim? Jeśli są to dzieci np. 2,4 i 6 lat to wybacz - nie będą się same sobą zajmować. To jest kolosalna różnica gościć (czy nawet nocować) w domu dzieci znajomych, a mieć 3 na stałe.
                    • blue_ania37 Re: Moja historia... 09.09.13, 17:27
                      Ja mam nadal problemy, kiedy potrzebuje coś naglesmile
                      Napewno łatwiej logistycznie jest przy 1 dziecku.
                      Mi się bardziej nie spodobało sformułowanie, że jak jedno to pod pachę i już.
                      Każde dziecko coś traci w sytuacji rozwodu, obojetnie czy jest jedynakiem czy ma 4 rodzeństwa.
                      Emocjonalnie myslę, że jest łatwiej tym którzy mają rodzeństwo.
                      Nawet jeśli w tym momencie są mali to z wiekiem będą mogli sobie pomagać bardziej.
                      Niebagatelną rolę odrywa też charakter malucha, są dzieci spokojniejsze przy których mozna prawie że pracować na jakiś dodatkowy etat w domu, jak i takie których roznosismile
                      A
              • malgolkab Re: Moja historia... 09.09.13, 10:55
                blue_ania37 napisała:

                >
                >
                > Rozumiem, że tym z jednym dzieckiem jest prościej?
                > Bo to tylko jedno.
                > To jedno nie ma też rodzeństwa i zostaje mu tylko rozwiedzeni rodzice i ewentua
                > lnie koledzy.
                > Jak jest więcej dzieci ma się przetarte szlaki w przedszkołach, szkołach, dziec
                > iaki się sobą zajmują.
                > Nie zgadzam się z twierdzeniem, że jedynaka pod pachę i w długą.
                > Jest to nieuczciwe.
                A ja jako była rozwódka i mama jedynaka uważam jednak, że z jednym jest łatwiej - chociażby zorganizować opiekę w sytuacjach nagłych typu choroba czy auto, które nie chce odpalić pod pracą itp.

                >
                > Gdybyś zmieniła "tylko" ojca swoich dzieci nie miałabyś tych dzieci, nie wiadom
                > o czy wogóle miałabyś dzieci.
                > Co to w ogóle za myślenie?
                Tu się zgadzam...
                >
    • fotm Re: Moja historia... 10.09.13, 14:41
      Majka nie powiem niczego nowego, ale uszy do góry! Po pierwsze jak mówili poprzednicy - to już Cię nie powinno interesować i odetnij się od tego. Teraz liczysz się tylko Ty i Twoja przyszłość. Skup się tylko na sobie, a jego potraktuj jako obcą osobę, z którą łączą Cię już tylko interesy (dom). Wierz mi, że z czasem będzie co raz lepiej smile.
    • xciekawax Re: Moja historia... 10.09.13, 17:00
      Maja, wydajesz mi sie bardzo silna osoba (choc pewnie tak o sobie nie myslisz jeszcze) i z glowa na karku. Zycze ci abys przeszla ten stan szybko ale skutecznie. (tego nie przeskoczysz - czas musi uplynac, bol bedzie - ale minie) A wiem jak sie czujesz bo trzy lata temu pisalam tu na tym forum, bylam zrozpaczona bo moj zwiazek 12letni sie rozpadl z dnia na dzien. w jednym dniu dostawalam emaile od exa jak bardzo mnie kocha i teskni (wyjechal na miesiac ) i jak nie moze sie doczekac az mnie zobaczy - a nastepnego dnia sie dowiedzialam o jego zdradach - co bylo tylko czubkiem gory lodowej.
      Tez ten czlowiek byl moim calym zyciem (wielka pomylka ktora popelnia wiele kobiet).

      Tez nie mielismy dzieci (wtedy uzalalam sie tu ze gdybym przynajmniej miala dziecko to bym nie byla taka samotna) ale teraz widze ze wszyscy Ci ktorzy mowili mi ze to "szczescie" ze nie mielismy dzieci - mieli racjie.

      Tez myslalam ze juz zycia sobie nie uloze, ze nie znajde juz drugiej polowki.

      Wiesz, nie jestem lekarzem, ale byc moze nie moglas zajsc w ciaze bo mialas jakis stress? obawy? Twoje cialo podswiadomie nie moglo sie do tego czlowieka przekonac?
      Ludzie sie nie zmieniaja z dnia na dzien. Oczywiscie ze facet do Ciebie bedzie mowil ze wolalby aby jego dziewczyna poronila - bo on mysli ze to chcesz uslyszec. Do niej pewnie mowi jak bardzo sie cieszy ze ona jest w ciazy a ty nie moglas mu tego kochanego dziecka dac, i inne bzdety. Chyba juz zostalo udokumentowane ze temu czlowiekowi nie mozna ufac wink

      Moj ex tez sobie znalazl dziewczynke 16 lat mlodsza. Ostatnio co slyszalam to sa nadal razem ( slyszalam z rok temu). Podobno bardzo zly zwiazek - krzycza na siebie, itd , itd...

      A ja jestem juz mezatka, w bardzo dobrym zwiazku. Nie wiedzialam ze uczucia ktore mam - moga istniec.

      Teraz sa takie postepy w medycynie ze masz spora szanse zostac mama. Probowalas Invitro?
      W Twoim wieku sie nie randkuje latami - zazwyczaj po kilku miesiacach wiesz czy facet jest dla ciebie czy nie. Dlatego szybko wszystko moze sie zmienic w ciagu bardzo krotkiego czasu. Kto wie, moze za 3 lata bedziesz mama blizniakow ? wink Po prostu nigdy nie wiesz.

      A przemawia przez Ciebie nadzieja na lepsze jutro - i juz w tym miejscu jestes na lepszej startowej lini niz wielu forumowiczow.

      Wiec odetnij sie od przeszlosci - bo poki bedziesz na nich patrzec to nie bedziesz mogla zaczac zyc pelnia zycia - swoim zyciem - tylko swoim. Teraz stoisz troche w miejscu czekajac na przyjscie na swiat dziecka- - jakby to cos mialo zmienic - ale to nie ma absolutnie zadnego znaczenia. To przeszlosc, i z czasem odplynie - musisz temu tylko troche pomoc.

      • maja_1976 Re: Moja historia... 13.09.13, 17:33
        Dziękuje wszystkim za wsparcie, dobre słowo, konstruktywną krytykę i opisanie swoich historii. To bardzo dużo dla mnie znaczy....

        Obiecuję , że będę dzielna a wszystkim , którym też jest teraz ciężko życzę siły i aby te Himalaje zamieniły się w małe wzniesienia.

        Pozdrawiam i raz jeszcze dziękuje!!!!

        maja
    • esteraj Re: Moja historia... 15.09.13, 11:49
      Wyobrażam sobie, jak musi być Ci ciężko.
      Myślę, że czujesz się okradziona. Okradziona ze swoich marzeń, pragnień i tego co ciężko budowałaś od dłuższego czasu. Ktoś inny dostał to zaledwie za jednym pstryknięciem palców i w sposób mocno nieuczciwy - kochanka Twojego męża.
      Twój ból jest zrozumiały. Masz prawo czuć niesprawiedliwość...

      Pierwszym życzeniem, które mogłoby przynieść ulgę, jest życzenie niepowodzenia, życzenie kary dla męża i jego nowej kobiety.
      Już powoli cieszy Cię myśl, że mąż zaczyna żałować swojego wybryku, że wizja kary zaczyna stawać się realna...
      Inni mogą przekonywać Ciebie, że Twój mąż był dupkiem i dobrze się stało, że nie musisz się więcej z nim męczyć. Ale czy istnieją ludzie idealni, którzy nie popełniają błędów? Czy można przejść przez życie wzorcowo, bez żadnych potknięć?
      Czy musimy wyznaczać kary za błędy?
      Dobrze jest wyciągać wnioski i uczyć się z zaistniałych konsekwencji. Życie samo zweryfikuje, co było dobre, a co nie.
      • maja_1976 Re: Moja historia... 16.09.13, 17:52
        Esteraj....ja nie wyznaczam kary za błędy, nie mam do tego prawo. Tylko i wyłącznie życie zweryfikuje co jest dobre a co nie. Mąż ( ex) oczywiście jak my wszyscy nie był idealny tylko zastanawiam się czy gdzie tu jest człowieczeństwo? Sposób i styl porzucenia mnie...Po jej wpływem w czasie oczekiwania na rozwód był tak agresywny, że musiałam założyć Niebieską Kartę. Czym sobie na to zasłużyłam? Pod moją nieobecnośc zapraszał ją do domu i spali w mojej pościeli...Tak wiele się wydarzyło, że mam wrażenie , że gram w a jakimś filmie , tylko szkoda, że moja rola niekoniecznie rodzi śmiech...
        • xciekawax Re: Moja historia... 16.09.13, 23:22
          Maja, dlatego musisz sie pernamentnie odciac od tej przeszlosci, od nich. Nie zaslugujesz na takie traktowanie i sie odetnij, zostaw to bagienko za soba.

          • flower82 Re: Moja historia... 18.09.13, 10:31
            Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dla Maji jest bagienko, a dla eks jest idylla...
      • flower82 Re: Moja historia... 18.09.13, 10:30
        To nie życie i nie czas weryfikuje czy coś jest dobre czy nie. To my sami to robimy. Granica pomiędzy dobrem a złem jest cały czas zacierana, stąd te wszystkie problemy, które mamy. Stąd wszystkie rozwody, ból i cierpienie. Gdyby ludzie wzajemnie się szanowali, gdyby rozmawiali o swoich problemach zamiast się od siebie odwracać, gdyby słyszeli potrzeby drugiego człowieka i byli w stanie je akceptować, oczywiście w utartych granicach, to wszystkiego tego by nie było.

        Dzisiaj rodzina nie jest już na pierwszym miejscu. Kiedyś to była świętość, której nikt nie ważył się niszczyć. Dzisiaj, jest tylko "zdrowy" rozsądek i "zdrowe" teorie. Jak to można być szczęśliwym, że trzeba się realizować, słuchać swoich pragnień i wychodzić poza "strefę komfortu".

        Nie życie weryfikuje co jest dobre, dobra jest zdrowa rodzina, bezpieczeństwo. Dobra jest szczera rozmowa i prawda. Wiemy co jest dobre, dlatego nie bójmy się powiedzieć co jest złe.

        Nie ma co myśleć o karze, albo nagrodzie. Wiem jak to jest. Życie nie jest sprawiedliwe i nigdy nie będzie. Walka, którą każdy z nas toczy każdego dnia, musi być uczciwa, nie dla innych, ale dla nas samych. Nie my wytyczamy pola bitwy, ale możemy zatknąć sztandar tam, gdzie jeszcze nigdy nie powiewał.
        • alinawk Re: Moja historia... 20.09.13, 11:05
          Kurcze, mężczyzna a tak mądrze pisze!

          (to żart oczywiście wink )
    • flower82 Re: Moja historia... 18.09.13, 10:36
      >Napisała mu na początku ich romansu , że "podnieca ją to , że mus
      > i walczyć o Niego z Jego żoną...

      Jeśli bym napisał, co mojej żonie napisał jej kochanek, to pewnie rozłożyłoby to wszystkich na łopatki. Ale nie ma sensu o tym myśleć, nie ma sensu tego analizować. Ktoś wybiera swoją drogę, bo ma do tego prawo. A że przy okazji niszczy komuś innemu życie, trudno. Głowa do góry, jeszcze tyle pięknych chwil przed Tobą. Popatrz na zachód słońca, zobacz poranne krople rosy na trawie, czyż to nie jest piękne. A faceci, zawodni wink Są na świecie rzeczy niezmienne i piękne. Są ludzie i wartości, których innym brak i których nie utracą wink
      • alinawk Re: Moja historia... 20.09.13, 11:08
        Ktoś wybiera swoją drogę, bo ma do tego prawo. A że przy okazji niszczy
        > komuś innemu życie, trudno.

        Dlatego nie mozna pozwolić zniszczyć sobie życia.
        A tak w ogóle to fajnie piszesz.
        Pozdrawiam.
    • kaj_ba Re: Moja historia... 18.09.13, 11:26
      Nie łam się, nie był Ciebie wart skoro tak postąpił. Teraz masz czas zrobić coś dla siebie i wykorzystaj go jak najlepiej. Nie patrz za siebie.
    • pesymista2 Re: Moja historia... 18.09.13, 18:02
      36 lat? Piekny wiek! Nie jesteś już (?) naiwna a jeszcze młoda i atrakcyjna. Dasz sobie radę, nie pękaj! Znajdziesz sobie jeszcze fajnego faceta, który etap młodych kobiet ma już za sobą (wiem coś o tym!)
      • orangeplus Re: Moja historia... 18.09.13, 22:52
        No chyba, że nie jesteś atrakcyjna smile
        • lampka_witoszowska Re: Moja historia... 20.09.13, 08:33
          nieatrakcyjne jest tylko pustogłowie i zacementowanie w swoich chorych poglądach smile
    • mbernadetka Re: Moja historia... 19.09.13, 22:25
      Wszystko sie moze zdarzyc, nawet milosc od pierwszego wejrzeniasmile W wieku 36 lat poznalam swojego obecnego meza a obecnie wychowuje 6 miesiecznego syna. Wszystko zdarzylo sie w ciagu 2 lat a wczesniej tylko tracilam czas. Glowa do gory, jeszcze mozesz miec wszystko.
    • the_1piotr Re: Moja historia... 20.09.13, 02:11
      znajdz I lepszego zrób sobie potomstwo i wychowaj
    • pogromca_kretynow Re: a niech idzie sie p...lic 20.09.13, 09:57
      maja_1976 napisał(a):


      Masz tylko 36 lat. Masz szczescie ze poszedl sobie w diably teraz a nie na przyklad za 10 lat. Wszystko przed Toba.
      • maja_1976 Re: a niech idzie sie p...lic 20.09.13, 13:24
        Witajciesmile Bardzo , bardzo wszystkim dziękuje!!!!!!!!!! Nawet nie wiecie jaką daliście mi siłe, mase optymizmu i nową energię!!!

        Tak więc aby nie tracic czasu na myślenie załątwiłam sobie druga pracę , na umowe zlecenie aby być między ludźmismile Przeszłam rekrutacje, dodało mi to wiary w siebie, że jednak jestem coś warta. Zaczynam w poniedziałek i zapewne nie będę miała czasu na zbędne analizowanie przeszłości. Wyciągnełam wnioski, wdrażam je w życie i czas na nowy rozdziałsmile

        Raz jeszcze dziękuję za wsparcie i wszystkie dobre słowasmile

        Fajnie , że jesteście....

        Pozdrawiamsmile maja
        • tommo6 Re: a niech idzie sie p...lic 20.09.13, 14:10
          Super, że mogliśmy pomóc smile Powodzenia!
    • delayla Re: Moja historia... 20.09.13, 15:14
      Napisze tylko: jutro idę na ŚLUB mojego 85-letniego dziadka.
      Żadne z jego wnuków jeszcze się nie ochajtało tongue_out.
      Wszystko i w każdym wieku jest możliwe!
    • flower82 Re: Moja historia... 20.09.13, 17:31
      Majka,

      Ktoś kiedyś powiedzial, ze to ta strona, ktore gra nie fair, która kłamie i oszukuje dyktuje warunki w związku. Jak sobie to uswiadomisz, to zrozumiesz ze jestes na gorszej pozycji. Bo nie wiesz czegoś, musisz sie czegoś domyślać i coś zrozumieć. To doprowadza do szaleństwa. Bo musisz wiedzieć, kontrolowac.

      Nie rozmawiaj, nie szukaj kontaktu, ciesz sie każdą chwila, która ze sobą spedzasz. Odkrywaj świat, przez muzykę, ptaków śpiew czy cokolwiek co przynosi Ci śmiech.

      Rozgladaj się, żyj i życiem swym się baw. Każdemu z nas jest dany czas i mamy go jak najlepiej wykorzystać.
    • kimonabike Re: Moja historia... 20.09.13, 20:33
      Maja,

      to że on był całym Twoim światem to ogromny problem. Rozważ terapię, żebyś nie powtórzyła w kolejnym związku. Bo wszystko przed Tobą i warto o siebie zadbać.

      Pozdrawiam,
      K.
    • maith Re: Moja historia... 24.09.13, 01:52
      Gazeta wypchnęła Twój wątek na wierzch. Zatem... nie znam się, to się wypowiem wink
      Ale na zdrowy rozum:
      1) To chyba dobrze, że nie zdążyliście razem adoptować dziecka. Ty wiesz, jaki to by był dla dziecka wstrząs, jakby trafił od razu na rozpadającą się rodzinę?

      2) Odetnij się znaczy odetnij się. Od razu. Wynajmij coś, przecież i tak będziesz szukała sobie nowego miejsca, to zacznij od razu. Przy okazji przekonasz się, co Ci najbardziej przeszkadza w sytuacji innej niż duży dom i kupując już coś dla siebie będziesz wiedziała, jakich błędów unikać.

      3) Rozwód ponoć jest podobnie stresujący jak śmierć. Więc poszukaj psychoterapeuty, który pomoże Ci przez tę traumę przejść.

      4) Nie patrz na jego sytuację, nie porównuj. Liczysz się Ty i to co Ty zrobisz ze swoim życiem.
      Twój mąż dla Ciebie okazał się szkodliwy, więc jedyne, co Cię powinno w związku z nim obchodzić, to żeby się od niego naprawdę, a nie tylko na papierze, odciąć.
      • maja_1976 Re: Moja historia... 24.09.13, 18:07


        Dziękuję!!!!!!!!!! Zaczynam od nowasmile Czas leczy rany ale także pomoc od takich ludzi jak Wy, którzy z dystansem potrafią spojrzeć na pewne sprawy i trzeźwo ocenić sytuacje.

        Życie jest za krótkie aby rozpamiętywać to co było, zastanawiać się co by było gdyby....Jutro jest nowy dzień i nowe możliwości.

        Dziękuje wszystkim za dobre słowo i za rady jak dalej życ... a reszta należy do mnie i zależy od tego jak wykorzystam szanse aby być szczęśliwąsmile

        maja
        • maksimum Re: Moja historia... 27.09.13, 05:23
          Moja zona przez 7 lat nie mogla zajsc w ciaze,juz przymierzalem sie do rozwodu a okazalo sie ze jest w ciazy i urodzila w wieku 37 lat pierwsze dziecko.Drugie 2,5 roku pozniej.
    • lily-evans01 Re: Moja historia... 27.09.13, 10:36
      Nie wiem, czy Cię pocieszę, ale koleżanka - sama uważająca się za "starą pannę" i desperacko poszukująca męża - znalazła faceta swojego życia wśród kolegów z pracy, po 2 latach znajomości odkryła, że to ON, a miała wówczas ok. 35 lat. Są małżeństwem, chyba ze 4 lata leczyli niepłodność, po drodze zdarzył się niestety przedwczesny poród - dzieci zmarły sad.
      Obecnie kumpela jest w 32 tc ciąży - rokowania świetne, dziecko duże, powinna dotrwać do terminu (stuknęła jej czterdziecha, wyniki badań prenatalnych ok).
      Małżonek też z naboru starych kawalerów, teraz będzie dobijał do pięćdziesiątki.
      Są bardzo udaną, zgraną parą i ... kumpela stwierdziła, że WARTO BYŁO POCZEKAĆ NA SZCZĘŚCIE smile.
    • eend Re: Moja historia... 28.09.13, 00:09
      Szanse masz zawsze TYLKO PO CO !? W JAKIM CELU CHCESZ POWTÓRKI TEGO CO JUŻ CIĘ SPOTKAŁO ? MASOCHIZM ? Przecież, z całym szacunkiem, nie bądź naiwna, że znajdziesz księcia z bajki który itd. itd. Pomyśl lepiej o najważniejszej rzeczy, ważniejszej od wszystkiego : O FINANSOWYM ZABEZPIECZENIU SIEBIE ! bo to jest najważniejsze, reszta to detale.
      Jesteś jeszcze biologicznie za młoda żeby siedzieć w biedronce na kasie za 1100 zł. i drżeć czy nie zwolnią. Teraz myśl wyłącznie o sobie, to ostatni dzwonek. Wiem co piszę. Nie daj się życiu i wyrywaj z niego wszystko co da się wyrwać ! W tej walce jesteś sama, nie wierz , że w razie problemów ktoś Ci pomoże. ŻYCZĘ CI SIŁY I WYTRWAŁOŚCI !
    • niebieska_kotka Re: Moja historia... 29.09.13, 19:18
      Najglubsze w całej sytuacji jest to, ze Ty masz pretensje do jakiejś laski, a nie do meza, który Tobie obiecywal wierność, czulosc i cala reszte:_) To ON zawiodl, a Ty czepiasz się jakiejś obcej dziewojismile
    • 0smutna0 Re: Moja historia... 03.10.13, 19:37
      Cześć Maju, pozdrawiam też wszystkich, którzy pisali w tym wątku.

      Postanowiłam napisać, choć właściwie nie wiem po co - może dlatego, że moja historia przejawia pewne podobieństwa do Twojej a wydarzyła się nieco wcześniej i moje przemyślenia Ci się przydadzą a może piszę przede wszystkim po to, aby usłyszeć jakieś rady albo słowa wsparcia.

      otóż dwa lata temu mój ....no właśnie? kto - kolega, który był mną zainteresowany, można powiedzie, że lekko flirtowaliśmy (wspólna kawa itp.), poczuł się urażony moimi słowami (był to żart, nieporuszający żadnych drażliwych kwestii). Dosłownie po kilku miesiącach wziął z ślub z inną kobietą. Bardzo to przeżyłam, bo wtedy chyba zrozumiałam, jak bardzo mi na nim zależy i że bardzo liczyłam na dalszy rozwój tej znajomości. Po ślubie unika jakichkolwiek kontaktów ze mną. Dowiedziałam się jednak, ze nie zamieszkał ze swoją żoną, nie nosi obrączki, nie pokazuje się nigdzie z żoną oraz że... pięć miesięcy po ślubie urodziło mu się dziecko. Ten ślub to najprawdopodobniej była efekt "wpadki" ...Wiem, że ja również powinnam się była odciąć od jakichkolwiek informacji o nim, ale nie potrafiłam.

      Czuję się źle - nie mam ochoty na związek z żadnym mężczyzną, choć próbowałam się przemóc. Jestem dwa lata starsza od Ciebie i zdaję sobie sprawę, że nie założę już rodziny.
      Moja rada: ODETNIJ SIĘ OD NIEGO ZA WSZELKĄ CENĘ, ja tego nie zrobiłam I TO BYŁ BŁĄD, bo w takich sytuacjach, jak moja i Twoja, jest to jedyne wyjście - są to sytuacje nie do odwrócenia.


    • sonia_siemionowna Re: Moja historia... 05.10.13, 15:39
      Kochana, ja mieszkam na Zachodzie, tutaj nikogo nie dziwią kobiety po czterdziestce rodzące pierwsze dzieci. Teraz ludzie żyją dłużej, to i wiek prokreacyjny się opóźnia, poza tym, życie się różnie układa.

      Nigdy nie mów nigdy, bo na szczęście nie wiemy, co przyniesie przyszłość smile x
    • marcepanna Re: Moja historia... 05.11.13, 14:58
      Ja myslę że facet cokolwiek mówi o swojej nowej sytuacji to KŁAMIE
      Chciał mieć swoje dziecko. Nie adoptowane. Dlatego błyskawicznie zadziałał.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka