Czesc, pisze, bo cos we mnie peka i musze gdzie dac upust moim uczuciom, ktorych absolutnie nikomu niezycze.
Miałem poukladane zycie mam 38 lat, troje dzieci (najmlodsze 5 lat), żona, dom, biznes. malzenstwem jestesmy 15lat. Roznie bywało. Ale do sedna. Rok temu zobaczyłem (nazwijmy ją Ala) Alę. Spotkalismy sie w szkole jezykowej. rozmowy, spisywanie zadań domowych

. Mężatka, bezdzietna, śliczna. Spodobała i sie to wszystko. Potem rozmowy o zyciu, planach, malzenstwach itd. Nie raz bylem swiadkiem jak plakala przez swojego. jednak dyskretnie zbywala moje proby podpytania sie o jej placz. Od rozmowy do rozmowy... coz tu wiecej pisac. Kocham ją. ona tez mnie kocha, jest gootwa odejsc od meza, ale nie naciska, powiedziała, ze ma to byc moja decyzja. Dusze sie. Kocham dzieci nad zycie, Alę tez. odbijmy sie tak o to życie juz pol roku (bo po 6 m-cach wyznałem jej milosc). Czuje, ze juz dluzej nie wytrzymam. To najgorsze uczucie jakie poznałem, rozrywa mmnie wszystko od srodka. cale dnie mysle tylko o niej. Serce czy rozum....