Dodaj do ulubionych

Moja historia

04.10.13, 10:01
Czesc, pisze, bo cos we mnie peka i musze gdzie dac upust moim uczuciom, ktorych absolutnie nikomu niezycze.
Miałem poukladane zycie mam 38 lat, troje dzieci (najmlodsze 5 lat), żona, dom, biznes. malzenstwem jestesmy 15lat. Roznie bywało. Ale do sedna. Rok temu zobaczyłem (nazwijmy ją Ala) Alę. Spotkalismy sie w szkole jezykowej. rozmowy, spisywanie zadań domowych wink. Mężatka, bezdzietna, śliczna. Spodobała i sie to wszystko. Potem rozmowy o zyciu, planach, malzenstwach itd. Nie raz bylem swiadkiem jak plakala przez swojego. jednak dyskretnie zbywala moje proby podpytania sie o jej placz. Od rozmowy do rozmowy... coz tu wiecej pisac. Kocham ją. ona tez mnie kocha, jest gootwa odejsc od meza, ale nie naciska, powiedziała, ze ma to byc moja decyzja. Dusze sie. Kocham dzieci nad zycie, Alę tez. odbijmy sie tak o to życie juz pol roku (bo po 6 m-cach wyznałem jej milosc). Czuje, ze juz dluzej nie wytrzymam. To najgorsze uczucie jakie poznałem, rozrywa mmnie wszystko od srodka. cale dnie mysle tylko o niej. Serce czy rozum....
Obserwuj wątek
    • malgolkab Re: Moja historia 04.10.13, 10:21
      Oj, nieodpowiednie forum wybrałeś... zaraz Cię zlinczują.
      Ja Ci nie powiem co bym zrobiła, bo nie byłam w takiej sytuacji, ocenić z zewnątrz się nie podejmuję...
      • molly_wither Re: Moja historia 04.10.13, 19:51
        Jasnowidzka czy cus.....

        malgolkab napisała:

        > Oj, nieodpowiednie forum wybrałeś... zaraz Cię zlinczują.
        > Ja Ci nie powiem co bym zrobiła, bo nie byłam w takiej sytuacji, ocenić z zewną
        > trz się nie podejmuję...
        • kruku33 Re: Moja historia 04.10.13, 20:09
          Raczej doświadczenie smile
    • pietrucha38 Re: Moja historia 04.10.13, 10:34
      masz racje, przejde na inne forum. pozdrawiam
    • joaaa83 Re: Moja historia 04.10.13, 12:04
      Chciałbys usłyszeć, że powinieneś dać się ponieść tej miłości i takie tam, ale ja Ci tak nie napiszę. Z resztą co to jest pół roku romansu? Na ile zdążyłeś ją poznać itd. Teraz jesteś nia zauroczony i parzysz przez różowe okulary. Pewnie sposób spotkań podsyca jeszcze amosferę i kobieta wydaje się być bardziej fascynująca. Jak Ala będzie już "legalna" to może okazać się wcale tak nie pociąga, a w innych aspektach nawet nie dorównuje żonie.

      A z żoną Ci sie nie układa od lat 10, czy przestało pół roku temu? Bo to też bardzo istotne. A może żona nawet nie wie, że Wam się nie układa? Mało o niej piszesz. Pomyśl co ona myśli o Waszym związku, a nawet zapytaj, bo może dla własnych potrzeb sobie wmówisz, że od dawna macie kryzys, chociaż ona uważa wręcz przeciwnie.

      Myślę, że rozwodzić się można z partnerem, z którym nie możemy dojść do porozumienia, a nie z powodu, że ktoś nas sobą zauroczył. Takie zauroczenie równie szybko może minąc, jak i się pojawiło. Owszem każdemu się może przydarzyć, ale dla mnie to słaby powód, żeby rezygnować z małżeństwa.
    • altz Re: Moja historia 04.10.13, 12:18
      Jak małpy, chwytamy następną gałąź, zanim puścimy tę. Oboje tak działacie, nie wróży to nic dobrego. Rozumiem, że Ty nie masz wielkich powodów do rozstania oprócz braku fascynacji obecną partnerką. Sympatia ma powody do rozstania, ale się trzyma tamtego związku. Pewno z powodów finansowych.

      Będzie gorzej finansowo po rozstaniu, będą gorsze kontakty z dziećmi a może nawet ich nie będzie, ale trwać w małżeństwie z łaski czy strachu to też nie fair wobec żony.
      Trudno cokolwiek więcej powiedzieć, nie znamy Twojej żony ani Ciebie.
    • luciva Re: Moja historia 04.10.13, 12:47
      No, po poznaniu żony po poł roku czy nawet roku pewnie też ją tak kochałeś.........
    • kruku33 Re: Moja historia 04.10.13, 12:51
      Przede wszystkim uspokoj uczucia. Mogles poznac wielka milosc, ale tez moze to byc zauroczenie. Porozmawiaj z zona - nie piszesz, czy sie Wam nie układa od dawna.
      Jesli nie znajdziecie lub nie bedziecie chcieli znalezc drogi porozumienia - nie ma sensu na sile siedziec w udawanym zwiazku.
    • rurek00 Re: Moja historia 04.10.13, 16:35
      Nie bój, to minie. Pewnie przez pierwsze pół roku z obecną żoną pewnie było podobnie, a po 15 latach ci się przejadła. Alunia też po 15 lat straci swój blask.
    • molly_wither Re: Moja historia 04.10.13, 19:50
      Szczerze? Rozum. 15 lat temu kierowales sie sercem i jak wyszlo? To,co przezywassz, to kryzys malzenski. Przypomnij sobie slowa przysiegi, badz wiarygodnym mezczyzna. Myslisz,ze to przeznaczenie? Byc moze.Wszystko jest "po cos". Zalecam jednak rozwage i "oczy szeroko otwarte". To nie pierwsze i nie ostatnie zauroczenie , jakie Cie czeka, tak samo z kryzysem. Ale i tak zrobisz, jak bedziesz uwazal.
    • zofiulina1971 Re: Moja historia 04.10.13, 19:53
      Pietrucha, a czy jesteś pewien swojej radości w momencie, gdyby się okazało, że żona nie robi żadnych problemów z rozwodem i że nowe - wydawałoby się lepsze życie - jest na wyciągnięcie ręki? Czy kolory nie zbledną?

      Czasem mam wrażenie, że w wielu romansach kluczową rolę odgrywa element baśniowości: "okrutny los", który rzuca kochankom kłody pod nogi w postaci żony zołzy, która ciemięży bezbronnego misia nie pozwalając na związek z "miłością życia" tudzież męża tyrana, przez którego płacze księżniczka w zamkowej wieży, nie mogąc połączyć się z ukochanym...

      Zapewniam Cię, że rozwód to trzęsienie ziemi nie tylko dla małżonków, ale i dla "tej trzeciej". Pozwalam sobie na takie refleksje, gdyż kilkanaście lat temu byłam taką Alą.

      Również słyszałam, że jego małżeństwo jest "w stanie agonalnym" i że "z nikim mu się tak dobrze nie rozmawiało, jak ze mną".

      Zerwałam tę relację w momencie, gdy pan oznajmił rodzinie, że się zakochał i że chce być ze mną.

      Ja nie chciałam brać na siebie odpowiedzialności za rozbicie czyjejś rodziny, za rozpacz innej kobiety, za płacz tamtych dzieci, nie wzięłabym tego na klatę po prostu. Nie chciałam tego całego bagażu, tych komplikacji, więc biegusiem zarządziłam odwrót.

      Dziś jestem więcej niż pewna, że nasz związek by się rozpadł.

      Zaczęłoby się normalne życie, skrzecząca rzeczywistość, pranie, wyciekające pieniądze, alimenty na jego dzieci, rosnące wydatki, kłopoty z pracą, nieustanne zmęczenie, brak czasu na wszystko, moje pretensje o jego czas z dziećmi, jego pretensje o moją zazdrość, kłopoty z psychiką dwojga wówczas bardzo małych dzieci, potem pierwsze kłótnie a z każdą kłótnią ja okazywałabym się coraz brzydsza a była żona jakoś coraz bardziej spokojna i wyrozumiała smile

      Przykro mi to pisać, ale funta kłaków nie postawię za powodzenie Waszej relacji.
      • dniuy Re: Moja historia 04.10.13, 21:28
        Dokładnie Zofiu smile

        Wiele z tej romantycznej otoczki to różowe okulary zbudowane na przekonaniu "och, jakżeż okrutny jest świat że żyć nie możemy razem!" tongue_out
        A po 3 latach wspólnego życia okazuje się, że gdyby dało się cofnąć czas to ...uciekało by się od tego kochanka z krzykiem tongue_out
        Zaś fakt, że autor zbliżył się do kochanki w momencie, gdy wg niego potrzebowała pociesznai i pomocy- świadczy tylko o jego kompleksach i małym zaangazowaniu w dobre relacje z żoną - czuje się niedoceniony/niedowartościowany jako samec a oto spotkał małą kobietkę którą się może zaopiekować i będzie jej bohaterem-wybawicielem.
        Pomyśleć, że jego żona za jakiś czas na jakimś kursie językowym może będzie płakać innemu facetowi w rękach, że jej mąż tak okrutnie ją potraktował, że ktoś inny musi ją pocieszyć. wink

        Moja znajoma tkwi piąty rok w związku z żonatym panem, i, o ile kiedyś wiele by dała żeby się on rozwiódł i żyli razem, to obserwując go przez te 5 lat zmieniła zdanie, i na wspomnienie o rozwodzie dostaje paniki, że co z tym facetem będzie robiła żyjąc z nim na co dzień? zanudzi ją facet na śmierć. Bo pociąga ich w sobie to co w codzienności dla obojga będzie wadą. A do tego przy każdym konflikcie będzie wypominanie "dla ciebie się rozwiodłam/em a ty jesteś gorsza/y od żony/męża" i gorzkie myśli i tęsknota za tym starym, kiepskim, ale własnym, czystym rodzinnym życiem.
    • xciekawax Re: Moja historia 04.10.13, 22:01
      Wrocilam wlasnie z fora "trudne milosci" gdzie autor znowu zamiescil swoj wpis i po paru przeczytanych watkach tam mam dosc smile czy tam pisza same nastolatki?

      tak czy owak... wydaje mi sie ze autor szukal sobie kogos aby sie "zakochac". wkoncu nie wpadl jak sliwka w kompot tylko drazyl do tego przez pol roku. Gdzies mial zone, rodzine, dzieci... chcialo mu sie rozrywki - i ja znalaz. (przeciez normalny czlowiek na znak ze cos z nim sie dzieje by wypisal sie ze szkoly, oziebil kontakt).

      Po drugie autor watku troche nam slodzi tu piszac o milosci, romantyzujac sytuacjie. Facet zdradza swoja zone od pol roku. Facet wykorzystuje zaufanie zony aby podtrzymywac swoje igraszki. Nie ma nawet za grosz checi aby swoj zwiazek ratowac od siebie samego. 6 miesiecy - jest mu z tym po prostu dobrze. Pewnie pan patrzy sie na swoje konto bankowe i dlatego decyzjia staje sie trudna. Sorry, ale dla mnie taki facet, ktory oklamuje swoja zone przez pol roku to dno.

      Juz nie bede wypowiadala sie o Asi, ktora nie ma absolutnie za grosz kontroli ze rozwala rodzine 4 osobowa, tylko "cierpliwie czeka" sypiajac z panem w tym czasie. Ha!

      Nie wiedze tego kolorowo. Niestety dla nikogo.


    • mulka Re: Moja historia 06.10.13, 13:51
      pietrucha38 napisał:

      > Miałem poukladane zycie mam 38 lat, troje dzieci (najmlodsze 5 lat), żona, dom,
      > biznes. malzenstwem jestesmy 15lat. Roznie bywało.

      Różnie bywało.
      A niby jak miało być po 15 latach? Zawsze tak samo? Każdy, kto przeżył w małżeństwie tyle lat powie: Różnie bywało.

      < Kocham ją. ona tez
      > mnie kocha, jest gootwa odejsc od meza, ale nie naciska, powiedziała, ze ma to
      > byc moja decyzja.

      To Ty masz podjąć decyzję za tę panią, żeby ta pani odeszła od męża?!
      Czyli pani zrzuca na Ciebie odpowiedzialność za wszystko: że ona odejdzie od męża (Ty zdecydowałeś, nie jej to wina, jakby co!), że Ty odejdziesz od żony i trojga dzieci (Ty zdecydowałeś, nie jej to wina, jakby co!).

      Cokolwiek złego się zdarzy w waszej wspólnej przyszłości - to Ty będziesz wszystkiemu winien i pani Ci to udowodni!

      Ja Ci radzę, chłopie, zwiewaj!!!



      < Dusze sie. Kocham dzieci nad zycie, Alę tez.

      Aj tam, aj tam smile
      Owszem, nad życie kocha się dzieci, ale nie jakieś tam Ale, no nie wygłupiaj się. Oddałbyś życie za Alę, no powiedzsmile


      > to najgorsze uczucie jakie poznałem

      to może poszukaj lepszego uczucia smile

      > rozrywa mnie wszystko od srodka

      tak przewaznie jest: rozrywa od środka, a nie jakoś tak z zewnątrz smile

    • kami_hope Re: Moja historia 07.10.13, 23:11
      Zwiazek milosny nie jest od poczatku do konca taki sam. Ewoluuje. Przechodzi etapowo od fascynacji, namietnosci, intymnosci, po zobowiazania. Twoj zwiazek malzenski jest w tej zaawansowanej fazie - zobowiazan. Nie dla kazdego takie zycie. Nie kazdy jest na tyle dojrzaly aby umiec wywiazywac sie z zobowiazan i do tego nie podchodzic do nich jak to kary i ciezaru ale do naturalnego etapu w zyciu, ktory przynosi satysfakcje.
      Tobie Pietrucha, zachcialo sie... jakiejs bohaterskiej milosci, motylki w brzychu, emocje, uniesienia, i takie tam porywy namietnosci... Ktore - rzecz jasna - wiecznie trwac nie beda. Wymieniona Ala, kieds bedzie poplakiwac na ramieniu kolegi z pracy z Twojego - tym razem powodu. Jesli facet bedzie dojrzaly, pewnie Ala ciagle bedzie grzala Twoje lozko. Jesli jednak owemu teskno do milosnych uniesien, to Ala - bedzie gotowa odejsc od Ciebie - Pietrucha. Takie zycie wink.
      Dzieci szkoda... no i zony. Ech!
    • lampka_witoszowska Re: Moja historia 08.10.13, 08:11
      nie, no, wiadomo: serce smile

      w sumie nie masz problemu, dzieci kochasz NAD ŻYCIE, jest ich trójka, Powiedzmyala jest jedna, kochasz ją tak jak dzieci - nad życie - 3:1, wygrały dzieci

      drugi sposób: doradź sobie z pozycji każdej z osób zamieszanych w sytuację, dzieci, żona, Ala, ty

      trzeci sposób: rozkminiaj małżeństwo - co nie posżło, że Powiedzmyala zajęła miejsce żony

      czwarty sposób: leć na żywioł, jak odzyskasz trzeźwość myślenia to sobie pozbierasz rozsypane koraliki, co się da wtedy urtować, uratujesz, co nie, to nie, podsumujesz czy było warto - i będziesz o tyle mądrzejszy

      piąty sposób: odstaw Alę i żonę na rok. Dzieci nie odstawiaj. Po roku będziesz wiedział.
      • ewa_2009 Re: Moja historia 08.10.13, 20:31
        lampka_witoszowska napisała:
        > piąty sposób: odstaw Alę i żonę na rok. Dzieci nie odstawiaj. Po roku będziesz
        > wiedział.
        Tylko czy Ala wytrzyma roczne odstawienie? Czy nie znajdzie sobie innego do wypłakiwania się na złego męża?
    • flower82 Re: Moja historia 08.10.13, 10:53
      "Kocham ją. ona tez mnie kocha, jest gotowa odejść od męża, ale nie naciska, powiedziała, ze ma to być moja decyzja."

      Jasne, piękna miłość, taka beztroska i wolna. Taka co wszystko przetrzyma, co nie szuka poklasku. Cudownie...

      A z drugiej strony ból, cierpienie, pytania dzieci, problemy. Psycholog dla nich i dla żony, układanie wszystkiego od nowa. Brak odpowiedzialności, kłamstwa, wymykanie się.

      Ja dalej nie mogę zrozumieć, jak to można nazwać miłością. Miłość nie krzywdzi, tylko daje radość, nie jest egoistyczna. Niektórzy nigdy jej nie poznają. Do miłości się dojrzewa, a potem wszystko wokół czerpie z niej energię.
    • ewa_2009 Re: Moja historia 08.10.13, 20:29
      Nie łapię. Nie raz płakała przez swojego męża na kursie językowym? Przy tłumie obcych ludzi? Jakaś ekshibicjonistka? Albo szuka właśnie kogoś, komu może się wypłakać...
    • dominika8 Re: Moja historia 21.10.13, 14:53
      historia znana mi niestety z zycia. Moj prawie ex tez pocieszał bardzo nieszczęsliwą koleżankę z pracy, tez mężatkę. Tak się do siebie zblizyli, no bo on tez był nieszczesliwy. Nie chce mi się pisać co przeszłam jak odkryłam smsy, jak dostałam maila, gdzie mi wyznaje, że od 5 lat inna kobieta jest wazniejsza ode mnie....
      Moja rada-nie graj na 2 fronty, bo tylko jednego tamtemu nie mogę darować-ZMARNOWANYCH LAT, których mi nikt nie odda...
      • dama_z_krokodylem Re: Moja historia 22.10.13, 19:21
        Jest coś przerażającego w tej historii.. bo okazuje się, że powtarza się w życiu tak wielu ludzi. Mój mąż miał podobną przyjaciółkę i podobne rozterki. Ostatecznie przyjaciółka go nie zechciała na stałe, a ja nie mam ani siły ani ochoty na sklejanie naszej relacji. Nie potrafiłabym mu zaufać, po tym jak 10 lat naszego małżenstwa postawił na szali z dziewczyną poznaną w internecie. Nie cofniesz czasu, dobrze zastanów się, czego chcesz.
    • zjm1111 Re: Moja historia 23.10.13, 21:58
      hmm, mojemu byłemu mężowi dobrze rozmawiało się z koleżanką z pracy, jakże się zaprzyjaźnilismilemąż jej nie rozumiał, mój biedak też był nie rozumiany.....rozwiódł się ze mną, zostawiając z 2 dzieci, ale czar prysł....i teraz twierdzi, że jest największym idiotą na świeciesmile bo się zauroczyłsmile bo mu odbiło...
      przemyśl to dobrze...
    • bombalska Re: Moja historia 03.11.13, 23:50
      Jestes niedojrzaly emocjonalnie. Myslisz jak nastolatek. No ale co sie dziwic, jesli sie ozeniles w wieku 23 lat. Widocznie jeszcze sie nie naskakales. Rece po prostu opadaja jak sie czyta te bzdury o zauroczeniu. Cala ta relacja z Ala w 80% to wytwor Twojej wyobrazni. Nie znasz tej osoby, nie mieszkales z nia. Nie znasz wersji jej meza, a wierzysz slepo w jej opowiesci. Chcesz kopnac w dupe swoje malzenstwo i rodzine, bo co? Bo z Ala nie bedzie klotni? Zapewniam Cie, ze pierwsza klotnia bedzie o to, ze chcesz spedzic swieta z dziecmi albo o alimenty, ze czemu az tyle. Poza tym wyrzuty sumienia skutecznie ogoloca milosc do Ali z zachwytu. na koncu okaze sie, ze zona jednak nie byla taka zla, bo Ali sie odwidzialo, bo bedzie chciala miec ojca dla wlasnych dzieci na wylacznosc. Ala nie ma swoich dzieci, wiec w ogole nie bierze pod uwage uczuc miedzy Toba, a Twoimi dziecmi. Tak jakby te emocje w ogole nie istnialy.
      • dominika8 Re: Moja historia 04.11.13, 10:12
        zgadzam się...Tylko niedojrzali emocjonalnie faceci, zostawiaja swoje żony i dzieci dla chwilowego zauroczenia...I głeboko wierzę, że szczęścia nie buduje sie na nieszczęściu i krzywdzie. Znam historie panów wracających do tych porzuconych zon po roku, dwóch na kolanach. I jakież ich zdziwienie, ze one już ich nie chcą? mmmm

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka