Mam problem nie mały, nie doczekałam jeszcze 7-mej rocznicy ślubu , już mam dość to jest coś okropnego. Po przejściach z moim tatą myślałam ,że moje życie będzie inne i piękniejsze, jest zupełnie inaczej.Odkąd po urodzeniu synka ,poszłam do pracy -jestem ''jedynym'' żywicielem , bo dla niego każda praca jest zbyt nudna, pracodawca oszukuje i mało płaci..Mój mąż pije i ciągle mnie oszukuje , a przy tym jak by tego było mało kradnie mi pieniądze. Nie radzę sobie, ale co śmieszne nie z problemami tj.że rozwalił mi samochód po pijanemu,że nie zarabia, że wciąż mnie okłamuje- lecz z wiadomością, że mogę zakończyć ten związek.Pewnie nie jedna z osób napisze ,że jestem współuzależniona , bo to prawda,że głupia to też, ale ja tylko chciałam ,aż do śmierci i żeby moje dziecko miało pełną rodzinę- wiem duże oczekiwania.W domu wykonuję swoje czynności należycie, obowiązków małżeńskich też nie odkładam na drugi plan

i on to wszystko docenia , ale dopiero, gdy wytrzeżwieje wówczas - posprzata cos upichci i nawet kwiaty czekaja - właściwie to nie wiem czego od Was oczekuję, bo nie porad jak napisac pozew do sądu tylko jak uchronić to małzeństwo przed rozpadem, a przy tym być szczęśliwą dodam że na dzień dzisiejszy to sa dwie osoby na tym świecie, które chcą , abym została z mężem - jego brat i tata , bo wiedza ,że się po prostu zapije, że jestem jedyną osoba która mu może w tym pomóc, ale po różnych terapiach mi juz pomysłow brak