eluthiena
14.12.13, 23:38
mam nadzieję, że mnie przyjmiecie, bo mi to bardzo potrzebne.
Po paru miesiącach kolejnej próby kontynuowania małżeństwa podejmujemy decyzję o rozwodzie. Nie twierdzę, że to tylko jego wina, ale wydaje mi sie, że mogę moim dzieciom spojrzeć prosto w oczy - naprawdę zrobiłam wszystko co w mojej mocy, żeby to trwało nadal. Żeby nasza rodzina trwała....Niestety mojego męża zgubiły jego paskudne cechy - zawiść, o to że pomimo kłód rzucanych przez niego pod moje nogi, realizuję swoje cele, zazdrość o ludzi, na których mogę liczyć i którzy stoją za mnie murem, chciwość - przez co cierpią jego własne dzieci, a mi się wydawało, że odpowiedzialnością i ambicją ojca jest zapewniać byt dzieciom i godziwe warunki życia. A mógł mieć wszystko...Wzgardził by bronić tego co uważa za swoją własność, pomimo że tworzone i nabywane wspólnie.
Szykujemy się więc niestety na wojnę, bo z nim nie można niczego ustalić uczciwie - jest postawa - walka na śmierć i życie, o wszystko. Masakra - niewiem jak to przetrwam... W każdym razie w tym tygodniu muszę złożyć wniosek o zabezpieczenie alimentów oraz pozew o rozwór - przerażają mnie te prawne kwestie....Ogólnie czuję się tak jak balonik przekłuty - położyłabym się do łóżka i z niego nie wychodziła...niech się życie toczy bez mojego udziału...Czy ten stan szybko minie???