Dodaj do ulubionych

kto kieruje na badania psychiatryczne?

29.11.14, 19:55
Zachodzą podejrzenia, nie tylko z mojej strony, ze mój eks z którym toczą się sprawy sądowe, jest niezupełnie zdrowy pschicznie. Ponieważ sprawy dotyczą dziecka - boje sie o dziecka bezpieczeństwo. Gdzie mam szukać pomocy? Kto ma mozliwość zlecic takie badania? Czy może w tym pomóc RODK ?Czy mozna iśc do kuratora w sądzie i powiedzieć o tym? Z tym ,że nie mamy kuratora przydzielonego chyba na stałe, była tylko jednorazowa rozmowa. Kto może mi pomóc?
Obserwuj wątek
    • tata_tomek Re: kto kieruje na badania psychiatryczne? 02.01.15, 15:09
      Realistycznie to jest tak, że dopóki osoba podejrzewana o zaburzenia nie zrobi czegoś sobie albo komuś, to można jej nagwizdać, chyba że sama zechce się leczyć:

      prawo.legeo.pl/prawo/ustawa-z-dnia-19-sierpnia-1994-r-o-ochronie-zdrowia-psychicznego/rozdzial-3_przyjecie-do-szpitala-psychiatrycznego/?on=01.01.2012

      Warto zapytać kuratora albo w opiece społecznej. RODK działa na zlecenie sądu rodzinnego więc nic tu nie pomoże.
      • lampka_witoszowska Re: kto kieruje na badania psychiatryczne? 02.01.15, 15:30
        albo wystąpić do sądu o spotkania dzieka z tatą tylko w obecności kuratora z podaniem powodu - wtedy albo sąd naprostuje sprawę, albo tata sam się będzie musiał wybronić i sam pobiegnie po dowód swojego zdrowia psychicznego, albo kurator widząc zaburzenia będzie wnioskował dalej (czego nie jestem pewna).
        • tata_tomek Re: kto kieruje na badania psychiatryczne? 05.01.15, 11:03
          lampka_witoszowska napisała:

          > albo tata sam się będzie musiał
          > wybronić i sam pobiegnie po dowód swojego zdrowia psychicznego

          Dowód zdrowia psychicznego to jak dowód niewinności - nie ma czegoś takiego; może być natomiast brak dowodu winy. Dlatego podejrzewam, że ojciec powie "Jeśli uważasz, że mam odchyły to mi to udowodnij."

          Może pomysł ze spotkaniem z dzieckiem w obecności kuratora nie jest zły, ale kurator sam nie jest kompetentny do stwierdzenia odchyleń psychicznych u kogoś. Może tylko stwierdzić, czy zachowanie ojca wobec dziecka nie zagraża jego życiu. Bo "zagrażanie zdrowiu" to kategoria rozciągliwa jak balonik - niewłaściwe ubranie dziecka na spacer zimowy też może pod to podchodzić ale zupełnie nie dowodzi kłopotów psychicznych opiekuna.
          • lampka_witoszowska Re: kto kieruje na badania psychiatryczne? 05.01.15, 13:09
            kurator może tez zwyczajnie olać sprawę.
            I możesz mieć rację.

            W zasadzie w takich sytuacjach są dwie możliwości - wściekła była może organizować nagonkę na Bogu ducha winnego ojca, a może trzeba się zmierzyć z rzeczywistymi problemami psychicznymi ojca. To samo dotyczyć może też oczywiście matki. I jak taki problem rozwiązać bez czekania na tragedię?
            Realnie groźnej osobie nie powierza się dziecka. Chyba jednak bym mimo wszystko złożyła wniosek do sądu o zaniechanie spotkań albo ustalenie spotkań przy kimś, w obecności matki albo obcej osoby, kuratora. Zależnie od sytuacji, więzi dziecka z ojcem, stanu dziecka. Przede wszystkim zależnie od stanu dziecka, bo chorego psychicznie dziecko może się bać. Ale gdyby to była tylko nagonka... zdrowa psychicznie matka takich rzeczy nie zrobi swoim dzieciom.
        • rar.ely Re: kto kieruje na badania psychiatryczne? 06.01.15, 17:11
          Moze zanim ty cos napiszesz na forum to nam takie zaświadczenie o tym ze jestes zdrowa przedstawisz ?
          • lampka_witoszowska Re: kto kieruje na badania psychiatryczne? 06.01.15, 19:52
            owszem, o ile ktoś w potrzebie przeskoczy pewien absurd - bo zważ, że osoba zdrowa na umyśle, której udało się pokonać stres związany z rozwodem i która wróciła do jako takiej równowagi, bierze pod uwagę każdą mniej więcej zrównoważoną odpowiedź.

            Załóżmy, że niezrównoważone wypowiedzi są albo lekceważone, albo kilka osób ocenia je jako niezrównoważone i autora takowych o tym odkryciu informuje, w bardziej lub mniej kulturalny sposób.
            Załóżmy, że od paru lat niewiele razy zdarzyło mi się zebrać takowe opinie - albo od rozjechanych psychicznie mężczyzn, albo od kobiet szukających tu partnera. Rozumiem, że do drugiej kategorii się nie zaliczasz?
            Zakładając więc dalej - skoro moje wypowiedzi są w stanie zainteresować osoby w miarę zrównoważone i nie odpowiadają agresją, to nie potrzebują zaświadczenia o moim zdrowiu psychicznym. Po prostu bardziej lub mniej agresywnie podyskutujemy i finito.
            Ale przynajmniej podyskutujemy.
            Ty zaczynasz od oczekiwania zaświadczenia. Z tego wniosek, że albo nie jesteś w stanie pokonać swojej agresji, czyli nie jesteś zrównoważony psychicznie - albo nie masz ochoty na dyskusję, za to masz bolesny nadmiar czasu.
            Ani w jednym, ani w drugim przypadku nie potrzebujesz zaświadczenia o moim zdrowiu psychicznym.
            I dlatego go nie uzyskasz.

            A że Twoja obecność na forum niezmiennie przejawia się agresją wobec kobiet, jak leci, na którą wypadnie, na tę bęc - to nie podyskutujemy póki nie udowodnisz swojego zdrowia psychicznego czy choćby jakiejkolwiek równowagi umysłowej.

            Pozdrawiam serdecznie, mocno trzymając kciuki za powrót z krainy matrix. Twój powrót. Szkoda życia na nienawiść, słoneczko.
    • tricolour Jest zupełnie zrozumiałe i naturalne... 02.01.15, 15:42
      ... że osoby, które muszą toczyć sądowe boje o własne sprawy, są niezupełnie zdrowe psychicznie. Ponieważ zdrowie psychiczne polega również na tym, że ma się zasoby psychiczne do rozwiązania spraw, które się samodzielnie splątało.

      Piszę to zupełnie serio.
      • altz Re: Jest zupełnie zrozumiałe i naturalne... 02.01.15, 16:42
        tricolour napisał:
        > ... że osoby, które muszą toczyć sądowe boje o własne sprawy, są niezupełnie zd
        > rowe psychicznie.

        To są za poważne sprawy, żeby być w pełni sprawnym psychicznie.
        Osoby, którym nie zależy, zostaną z kolei określone jako zaburzone. smile
        I tak źle, i tak niedobrze. wink
      • zmeczona100 Re: Jest zupełnie zrozumiałe i naturalne... 02.01.15, 20:24
        tricolour napisał:

        > ... że osoby, które muszą toczyć sądowe boje o własne sprawy

        Autorka nic nie napisała o bojach sądowych, ale o sprawach sądowych.
        Ty też toczyłeś boje sądowe w sprawie o swój pierwszy rozwód?
        To by tłumaczyło "niezupełne zdrowie psychiczne".
        • tricolour Moja odpowiedź by tłumaczyła... 03.01.15, 20:58
          ... ale Tobie coś o mnie "tłumaczy" Twoje własne pytanie, na które nie padła jeszcze moja odpowiedź.

          Bo na złodzieju czapka gore. Rozwód u Ciebie miał zakończyć małżeństwo, ale nie zakończył, bo rozpoczął erę kilkuletnich bojów alimentacyjnych, która przerodziła się w niekończącą nienawiść. Miała być miłość, a pozostała nienawiść. I "partnerski" związek, w którym facet ma gdzieś religijny wymiar duchowości swojej wolnej wybranki.

          Zatem widzisz jaki realizuje się "niezupełne zdrowie psychiczne".
          • zmeczona100 Re: Moja odpowiedź by tłumaczyła... 04.01.15, 14:01
            > ... ale Tobie coś o mnie "tłumaczy" Twoje własne pytanie

            Ale czytaj uważnie. Mnie nic nie tłumaczy, tylko by tłumaczyło.

            Bez wątpienia twoje brandzlowanie się wpływa negatywnie na twoje możliwości intelektualne.

            A już w kwestii ważności/ nieważności katolickiego małżeństwa, to oprócz tego, że masz prawdziwego jobla na tym punkcie, to w dodatku cierpisz na kompletną niemoc intelektualną (coś jak uwiąd starczy). Czepiasz się normalnego, Bogu ducha człowieka, faceta mego- jak go nazwałeś-bo nie jest popaprańcem (w znaczeniu z mojej wsi). Bezapelacyjnie wolę taki niekatolicki związek, niż katolicki związek z popaprańcem- tylko dlatego, że tenże popapraniec legitymuje się stwierdzeniem nieważności swego katolickiego małżeństwa z powodu własnej niedojrzałości do podjęcia obowiązków w małżeństwie, niemożności ich wypełniania (np. danie dvpy na całej linii w okresie ciąży małżonki swej czy tuż po porodzie- coś ci to przypomina?), oszukaństwa małżonki swej czy innej trwałej przeszkody. Ta totalna niemoc intelektualna nie pozwala ci dostrzec takiej oto oczywistości, że nie każde małżeństwo katolickie rozpada się z tego powodu, że zostało zawarte nieważnie, a nie każdy facet po rozwodzie to popapraniec smile Wolę więc swego faceta, który nie jest popaprańcem i który nie miał cywilnej żony popapranej - choć to stanowi przeszkodę w uznaniu jego katolickiego małżeństwa za nieważnie zawarte smile

            Twoja obsesja na punkcie przekonywania innych, że jesteś w katolickim małżeństwie i dosrywania tym, którzy są w szczęśliwym związku niekatolickim, a także twoja obsesja względem realizacji obowiązków, wynikających ze spłodzenia potomstwa, polegająca tylko i wyłącznie na sprowadzeniu ojcostwa do comiesięcznego przelewu obciążenia alimentacyjnego i traktowania swego spłodzonego potomstwa w kategoriach comiesięcznej straty finansowej, przekonuje o czymś innym- że dyspensa biskupa wobec twojej osoby, pozwalająca ci stanąć kolejny raz przed ołtarzem i wyklepać kolejny raz regułkę katolickiej przysięgi małżeńskiej, jest pozbawiona jakichkolwiek podstaw. Bo z takimi poglądami, jakie prezentujesz na forum, to nadal zaliczasz się do osób niedojrzałych, niezdolnych do podjęcia podstawowych obowiązków w rodzinie katolickiej. Czyli kolejne twoje katolickie małżeństwo istnieje jedynie na papierku i w twojej wyobraźni. A nie przed Bogiem.

            Rozwód u Ciebie miał zakończyć małżeństwo, ale nie
            > zakończył, bo rozpoczął erę kilkuletnich bojów alimentacyjnych, która przerodz
            > iła się w niekończącą nienawiść.

            Z racji tego, że przeszedłeś kilkuletnie boje alimentacyjne, które przerodziły się u ciebie w niekończącą się nienawiść nie tylko do ex, ale i do każdej kobiety (to się nazywa mizoginia), nie wynika, aby tak było u każdego innego- w tym i u mnie. Najprostsza recepta- nie sądź innych według swej miarki smile
            • tricolour Hehehehehe... 04.01.15, 15:32
              ... dotknęło i brandzlowanie, i wypowiedź na temat wspaniałego "partnera", co ma w dupie. Stąd taki ślinotok.

              Kochanieńka, pudełeczko! Rozprawkę to ja miałem jedynieńką, wraz z alimenteczkami. Pół godzineczki. A insynuacyjki na temat moich obowiązków w czasie ciąży i czy porodu - no także pudełeczko. Żeby dosrać, to trzeba mieć czym.

              A jeśli masz odwagę, to zapytaj tego swego rycerza - kurwa jego mać - gdy on mówi "kocham cię" to co on robi z myślą o religijnej stronie Twojej duchowości?
              • yoma Re: Hehehehehe... 04.01.15, 16:01
                Kurde, Tri, weź ty się już raz zamknij, czytać forum nie można. Idźcie się lać na privie, jak musicie.
                • lampka_witoszowska Re: Hehehehehe... 04.01.15, 17:35
                  on się nei zamknie. On musi wywalać swoje potoki słów, żeby zagłuszyć coś tam. Albo fakt, że nienawidzi wszystkie kobiety świata, albo własną niemoc w paru tematach, albo chgw co.

                  Tri, a może chcesz raz normalnie o tym pogadać, jak człowiek z człowiekiem?
              • zmeczona100 Re: Hehehehehe... 04.01.15, 21:13
                tricolour napisał:

                > ... dotknęło i brandzlowanie

                Nie mam ptaka, konia czy kapucyna, żeby mnie brandzlowanie miało dotykać.

                i wypowiedź na temat wspaniałego "partnera", co m
                > a w dupie.

                A no ma. Ja też mam w dvpie to, co o nim, o mnie czy o nas sądzisz smile


                >
                > Kochanieńka, pudełeczko! Rozprawkę to ja miałem jedynieńką, wraz z alimenteczka
                > mi. Pół godzineczki.

                Raz na całe 18 lat smile Przy braku kontaktu z matką dziecka smile Hoho smile

                .... znaczy, uprawiasz twórczość literacką, korzystasz z wieści od wróża Macieja , albo są to spostrzeżenia urojeniowe.

                A insynuacyjki na temat moich obowiązków w czasie ciąży i
                > czy porodu - no także pudełeczko.

                Ojoj. Uderz w stół...?

                >
                > A jeśli masz odwagę, to zapytaj tego swego rycerza - kurwa jego mać - gdy on mó
                > wi "kocham cię" to co on robi z myślą o religijnej stronie Twojej duchowości?


                Tri, jak by ci to uświadomić....
                Ja nie jestem w niewoli smile
      • boczek1957 Re: Jest zupełnie zrozumiałe i naturalne... 23.09.18, 02:56
        He he teza twoja taka ze w nocy jest ciemno
    • zmeczona100 Re: Mogę spokojnie o tym porozmawiać... 04.01.15, 21:22
      Nowy rok, a Tri nadal ten sam.

      Sytuacja zaczęła się wymykać spod kontroli i zbaczać z bezpiecznej drogi, więc trzeba odwrócić uwagę od sedna sprawy i rozpocząć temat zastępczy smile Tania, marna manipulacja.

      Ż_E_N_A_D_A
      Dno i sto metrów mułu.

      Taplaj się sam.
    • lampka_witoszowska Re: A co, uciekasz z podkulonym ogonem? 05.01.15, 10:22
      Tri, nie wiem, czy Zmęczona lata za Tobą, ale bardzo by mnie to zdziwiło. Z tego co pamiętam, to nawet jak ze Zmęczoną się nie zgadzamy, to nie skaczemy sobie do oczu, zaś jak Ty się z kimś nie zgadzasz, to piana wściekłości zalewa Twoje posty... do przemyślenia, udziału w ewentualnej kolejnej jatce nie mam czasu brać...
      • zmeczona100 Re: A co, uciekasz z podkulonym ogonem? 05.01.15, 10:39
        lampka_witoszowska napisała:

        > Tri, nie wiem, czy Zmęczona lata za Tobą, ale bardzo by mnie to zdziwiło.

        To nie ma żadnego znaczenia smile
        Tri tworzy własną rzeczywistość i to ją tutaj opisuje.
      • tricolour Piana wściekłości powiadasz? Na pewno masz rację.. 05.01.15, 18:00
        ... że wyjawienie skrywanej prawdy prowadzi do wstydu, a stąd krok do wściekłości. I tym łatwiej zobaczyć nieistniejącą wściekłość rozmówcy im bardziej własny wstyd pali. Bo jeśli nie zamienisz wstydu na cokolwiek - choćby na cudzą wściekłość - to przyznasz się do tego wstydu i jego źródeł.

        Mieliśmy wyśmienitą ilustrację tego zjawiska: wobec nieodpartych faktów moja rozmówczyni wydusiła z siebie - w jej rozumieniu - epitet (szkoda, że usunięty, bo straciłem dogodne miejsce na komentarz). Dla niej to miała być obelga, dla mnie jest pochwałą.
        • nowel1 Re: Piana wściekłości powiadasz? Na pewno masz ra 05.01.15, 18:51
          Wciąż to samo. Pozwalasz sobie na napastliwe, apodyktyczne komentarze na temat życia innych ludzi, a kiedy reagują, czynisz z tej reakcji argument, że twoje nieuprawnione oceny są słuszne.
          Tyle razy już to widziałam... żal.
          • tricolour Bo tak jest... 05.01.15, 20:40
            ... że moje komentarze są apodyktyczne i napastliwe. Ale nie są bezsensowne, nieprawdziwe, wyssane z palca - sama o tym piszesz. Żywiołowa reakcja na mój komentarz jest dowodem, że komentarz coś robi.

            Dlaczego robi?
            • anbale Re: Bo tak jest... 05.01.15, 21:05
              Apodyktyczny, napastliwy i do tego megaloman
              Przeceniasz się. Nic nie robią. Niektórzy, bezradnie, próbują Ci wytłumaczyć błędne, zaburzone postrzeganie rzeczywistości, próbują Ci naświetlić naiwnie jakiś inny punkt widzenia- ale każdy, kto ma trochę oleju w głowie szybko się orientuje, że to odnosi odwrotny skutek, jeszcze bardziej się zacietrzewiasz, zapowietrzasz i zaburzasz. No i wtedy się machnie ręką na Ciebie, i tyle, tyle robi.
              • tricolour I teraz już we czwórkę... 05.01.15, 21:21
                ... razem się organizując, jakby ktoś Was zwołał, chcecie mi powiedzieć, że nie macie mi nic do powiedzenia, bo nie ma nawet do kogo gadać.

                Przyznam, że zebranie takiego szanownego gremium przekonuje mnie do zupełnie czego innego.
                • nowel1 Re: I teraz już we czwórkę... 05.01.15, 22:01
                  Ależ oczywiście, że jest do kogo gadać. Mnie jest nieustannie smutno, gdy ciebie czytam, bo pamiętam cię jako innego rozmówcę, niepozbawionego szacunku do innych. Zawsze dość ostrego w opiniach, ale, bogowie, nie- chamskiego, nie - wywyższającego się, nie - manipulującego... I wciąż w naiwności swojej próbuję tamtego ciebie jakoś przywołać. Chyba pora dać spokój.
                  • tricolour To ja mam w takim razie prośbę... 05.01.15, 22:05
                    ... serio prośbę, o próbkę takiej manipulacji i wywyższania się. Bo może masz rację, może coś knocę i idę w złym kierunku.

                    O chamstwo nie proszę, bo chamstwo jest celowe jako narzędzie.
                    • nowel1 Re: To ja mam w takim razie prośbę... 06.01.15, 00:48
                      Tricolour, nie będę szukać cytatów i wklejać, to nie w tym rzecz. Wielekroć zwracałam ci na te zjawiska uwagę. Atakujesz bezpardonowo, agresywnie, tej agresji jest tak wiele, że zamiast pobudzać ludzi do myślenia, co pewnie jakoś tam masz na celu, budzi bunt i złość. Oceniasz radykalnie, nieempatycznie. Stawiasz swój model zycia ponad każdym innym.
                      A manipulacje? Pisałam. Atakujesz, obrażasz, po czym gdy atakowany się oburza, tryumfalnie wykrzykujesz: "A, zabolało, czyli mam rację!"
                      Otóż nie, to nie jest tak proste. Nie jest zero-jedynkowe.
                      • anderikka Re: To ja mam w takim razie prośbę... 07.01.15, 12:38
                        nowel1 napisała:
                        > acałam ci na te zjawiska uwagę. Atakujesz bezpardonowo, agresywnie, tej agresji
                        > jest tak wiele, że zamiast pobudzać ludzi do myślenia, co pewnie jakoś tam mas
                        > z na celu, budzi bunt i złość.

                        Podpisuję się pod tym. Tricolour, gdy tu na forum byłam, ceniłam sobie Twój opieprz nawet, mimo że uważałam, że czasami przeginasz - ale to "potrząsanie" dawało mi dużo i przeważnie mi pomagało. Ale było, minęło, od pewnego momentu nie mogłam Cię już czytać.
                        • anbale Re: To ja mam w takim razie prośbę... 07.01.15, 13:14
                          anderikka napisała:

                          Ale było, minęło, od pewnego momentu nie mogłam Cię już czytać.

                          Jak dla mnie podręcznikowy przykład dialogu z przemocowcem psychicznym. Interlokutor bez żadnego prawa do obrony, wszystko co powie, każda jego reakcja zostaje wykorzystana przeciwko niemu. Każdy jego pogląd, wyznawana wartość, odmienny punkt widzenia zdeptany, spluty i wykorzystany jako kula armatnia. Zerowy brak szacunku. Do tego obrzydliwe wstawki pornograficzne wymieszane z jakimiś "chrześcijańskimi wartościami", koktajl wybitnie wstrętny...
                          No i zawsze obowiązkowy atak furii, gdy ktoś zaczyna walczyć z nim tą samą bronią...i oczywiście megalomania, przekonanie o swej wyjątkowej roli, po prostu chodzące sumienie forum dla rozwodników...
                          Właściwie wygląda na to, że samego Tri jakaś frustracja ciężka toczy...
                          • tricolour Tak, toczy mnie frustracja... 07.01.15, 20:01
                            ... w obliczu czyjegoś tchórzostwa, kłamstwa, krętactwa i ogólnie pojętego oportunizmu.

                            Szczególnie gdy to wszystko razem lub z osobna wiąże się z życiowymi porażkami z "niewiadomo" skąd. Wtedy to podtykam pod nos oczywistą odpowiedź wraz z uzasadnieniem, która jest nie do przyjęcia.

                            Dla tchórza, kłamcy, oportunisty normalność jest psychiczną przemocą.
                            • anbale Re: Tak, toczy mnie frustracja... 07.01.15, 20:23
                              No i znowu to samo...Jedyny sprawiedliwy wśród narodów świata...smile
                            • kami_hope Re: Tak, toczy mnie frustracja... 07.01.15, 20:52
                              Tri, a nie mozesz tak po prostu zaakceptowac, ze ludzie nie sa doskonali? Podobnie jak Tobie, innym tez brakuje wiele do doskonalosci? Ucz sie tolerowac ludzkie odmiennosci, i im wiecej zrozumienia bedziesz mial dla innych tym latwiej Tobie samemu bedzie zaakceptowac swoje braki. Byc moze trudno Ci w to uwierzyc, ale Twoje zabieganie o doskonalosc za przejaw zdrowia uznac nie mozna. Uznaj ze swiat i zycie jest jakie jest, i nie bedzie takie jakim Ty chcialbys widziec, chocbys nie wiem jak sie scieral i przemoca (bo tak jest w Twoim wydaniu) wciskal ludziom swoje poglady.
                              • tricolour Ja wciskam poglądy? 08.01.15, 17:59
                                Jakie, czyje, komu?

                                Tam obok jest wątek o uldze na dzieci. Prawo mówi jasno: ulga dzieli się tak, jak się umówili rodzice, a gdy sie nie umówili, to po połowie. I co?

                                I nagle okazuje się, że gdy matka podpierdzieli całą ulgę, to sztukuje prawo pod swoją jumę. A gdy jej to wypomnisz (że krętaczka) to jest to narzucanie swoich poglądów...

                                Nie. To nie jest narzucanie poglądów tylko wskazywanie palcem złodzieja, który się wije, bo wstyd.
                                • kami_hope Re: Ja wciskam poglądy? 09.01.15, 00:09
                                  Wskazywanie palcem zlodzieja - czy jakkolwiek sobie to nazwiesz jest opinia Twoja, a nie prawda obiektywna. To Ty tak myslisz i Ty tak to przedstawiasz i Tobie zalezy aby to predstawiac.
                                  Ja tu widze duzo roznych rzeczy i wcale niekoniecznie czuje potrzebe aby to uzewnetrzniac, czasem i owszem, wypowiem swoj poglad, ale kontynuowac, uzasadniac, klocic sie, etc... po co??
                                  • tricolour Kiedy jest prawda obiektywna? 09.01.15, 20:54
                                    Złodziejem jest sie wtedy gdy się kradnie czy wtedy gdy złapią niewinnego, osadzą w areszcie nieszczęśnika, potem procesują, na koniec wydadzą wyrok i poczekają do uprawomocnienia?
                                    Tyle czasu pastwią się nad biednym, niewinnym człeczyną, który nagle zmieni się w winnego?

                                    Złodziejem jest się w tej chwili, gdy się bierze nie swoje bez pytania.
                                    • lampka_witoszowska Re: Kiedy jest prawda obiektywna? 09.01.15, 21:07
                                      dlatego przejrzyście czystego byłego małżonka należy chronić przed skalaniem przeczystych rąk złodziejstwem - i aby go przed złodziejstwem uchronić, należy wziąć, co się człowiekowi należy. I już smile
                                      Tri, z ciebie zwykły gamoń jest, że ludzi tak sobie beztrosko wyzywasz - i sądzisz, że jeszcze ktoś się twoimi bredniami przejmuje. Już chyba nikt. Noooo, chyba, że świeżynki forumowe się przejmują smile
                                      umyj rączki przed snem. Po tym stukaniu w klawisze... rozumiesz.
                                      • zmeczona100 Re: Kiedy jest prawda obiektywna? 09.01.15, 22:40
                                        lampka_witoszowska napisała:

                                        > dlatego przejrzyście czystego byłego małżonka należy chronić przed skalaniem pr
                                        > zeczystych rąk złodziejstwem - i aby go przed złodziejstwem uchronić, należy wz
                                        > iąć, co się człowiekowi należy. I już smile

                                        Otóż to! Zwłaszcza, gdy mowa o kościelnych małżonkach- wszak jedno odpowiada za zbawienie drugiego wink I żaden rozwód tego nie zmienia wink
                                      • flower82 Re: Kiedy jest prawda obiektywna? 13.01.15, 14:09
                                        > Noooo, chyba, że świeżynki forumowe się przejmują smile

                                        Ja się w sumie trochę przejmuje, gdy ludzie się nie rozumieją. Rozumiem skrzywdzenie, cierpienie a co za tym idzie skrzywienie widzenia świata i ludzi, którzy po nim chodzą. Rozumiem chrześcijaństwo, jako piękno, szczęście i dobro, jednakże ludzie, w tym ja, wszystko są w stanie zepsuć i zniszczyć, w tym siebie nawzajem i dzieci.

                                        Widzimy świat taki jakim chcemy go widzieć ale nie takim jakim widza go inni. Oburzamy się, iż inni nas okłamują i są podli, ale gdy sami tak robimy, to wszystko jest w imię wyższego dobra. Nie ma czegoś takiego jak prawda obiektywna, jest tylko towarzystwo wzajemnej adoracji albo samotne trwanie w prawdzie, choć czasem ludzie samotnie trwający mogą się spotkać. Nie oceniam, nie wartościuje, po prostu akceptuje, choć nie jest to sprawiedliwe... dla mnie
                                        • lampka_witoszowska Re: Kiedy jest prawda obiektywna? 14.01.15, 17:33
                                          ludzie często, zważ, się nei rozumieją. Co gorsza, całkiem fajnie urządzony świat psują jak się da. Nie wiem, w imię jakiego dobra, ale na pewno jedna z obiegowych głupot brzmi: świat jest zły, trzeba się do tego dostosowac i jakoś żyć.
                                          Ale gdzie i w czym świat jest taki zły?
                                          • flower82 Re: Kiedy jest prawda obiektywna? 14.01.15, 23:41
                                            Ważę, już długo, dość, ale nie rozumiem. Wszyscy w jakiś sposób ułomni jesteśmy, ale dlaczego tak wiele jest łez i cierpienia, a nie prowadzi to do oczyszczenia i wyznania win wink

                                            Ale tak, świat jest zrozumiały, mam wpływ na swoje życie, moje życie ma sens... To też głupota, a miało być tak pięknie.
                                            • nowel1 Re: Kiedy jest prawda obiektywna? 15.01.15, 07:55
                                              Myślę, że teo oczyszczenia i wyznawania win jest znacznie więcej, niż np.100 lat temu.
                                              I tak, mamy wpływ na własne życie. Czy świat jest zrozumiały? W zakresie dostępnym mojemu poznaniu - tak . Ale kiedy oglądam zdjęcia Pillars of creation - przestaję rozumieć cokolwiek smile
                                              • lampka_witoszowska Re: Kiedy jest prawda obiektywna? 15.01.15, 09:31
                                                Świetne są smile
                                                jak dla mnie - wiem, że nie ogarniamy całości, tylko wycinek, najbardziej potrzebny czy dostępny - więc uzupełnić można to w zasadzie wszystkim. również tym, co się "w głowie nei mieści".

                                                robimy mea culpa - ale potem przerabiamy następne tematy. Znowu błądzimy. Czasem po drodze wpadamy na kogoś, tratujemy, czasem ze złości, częściej przez nieuwagę - stratowany widzi sytuację po swojemu i jesli nałoży się na obraz sytuacji subiektywne przekonanie, że "ja jestem dobry, inni są źli" - to żal rośnie ponad potrzebę... i bum.

                                                w takim bum potrzeba nam się odnajdywać. Więc znowu błądzimy. Albo i nie.
                                                Ale ciągle się uczymy, czy ktoś chce, czy nie. Mamy komfort czucia się mikrą cząstką - albo częścią doskonałości. Najprawdopodobniej jedno z drugim ciągle idzie w parze smile fajnie to jest urządzone smile i pofilozofować można. I oglądać "z zewnątrz". I wpadać po uszy. I w sumie co kto chce.
        • zmeczona100 Lampko, 05.01.15, 19:59
          tricolour napisał:

          > ... że wyjawienie skrywanej prawdy prowadzi do wstydu, a stąd krok do wściekłoś
          > ci. I tym łatwiej zobaczyć nieistniejącą wściekłość rozmówcy im bardziej własny
          > wstyd pali. Bo jeśli nie zamienisz wstydu na cokolwiek - choćby na cudzą wście
          > kłość - to przyznasz się do tego wstydu i jego źródeł.

          No i co? Trza Ci było, Lampko, wypowiadać się nie po tej stronie, hę?

          big_grin
          • lampka_witoszowska Re: Lampko, 06.01.15, 19:55
            mnie już jest wszystko jedno wink

            coraz bardziej cenię sobie możliwość wypowiadania się tak, jak mnie się wydaje, a nie jak ktoś oczekuje. A to źle rokuje, najprawdopodobniej z tego powodu za mąż już nie wyjdę... wink
            • zmeczona100 Re: Lampko, 06.01.15, 21:29
              A to źle rokuje, najprawdopodobniej z tego powodu za
              > mąż już nie wyjdę... wink

              Ojtam. Nie musi być mąż; przecież możesz być w związku partnerskim wink
              • lampka_witoszowska Re: Lampko, 07.01.15, 08:49
                nie mogę. Bardzo sobie cenię akty własności. Przynajmniej notarialne.
                • zmeczona100 Re: Lampko, 07.01.15, 10:21
                  A już zawarte w kościele gwarantują, oprócz własności na wieki wieków, pełnię szczęśliwości wink
                  Lampko, działaj, bo nie takiż jest nas-kobiet, cel w życiu? wink
                  • lampka_witoszowska Re: Lampko, 07.01.15, 11:55
                    ooo, to to! big_grin
            • tricolour Nie trać nadziei... 07.01.15, 09:51
              .... odpowiednio napisany anons na portalu randkowym powoduje, że nie odzywa się prawie nikt, co daje możliwość selekcji w spokoju.

              Na ten przykład: ja napatoczywszy się onegdaj na moją obecną żonę zostałem uprzejmie poinformowany pięcioma słowami, żebym poczekała aż będzie miała czas. Cierpliwość przyniosła róże.
              • zmeczona100 Re: Nie trać nadziei... 07.01.15, 10:23
                Nie każdy goni w życiu za kolcami smile
              • lampka_witoszowska Re: Nie trać nadziei... 07.01.15, 12:00
                Właśnie to mnie zaczyna kręcić. Napisać bez lukrowania, autoreklamy i zbędnej tajemniczości (acz zalecanej) przez poradniki (autorstwa ciotek gorszego sortu) - i czekać na brak odzewu.

                Może pora się zdeflorować na portalach randkowych? dawno mnie nic nie bolało, żadne złamane serce, nawet palców drzwiami sobie nie przytrzasnęłam ostatnimi laty... pełna stabilizacja. A akurat do czasu rycia na działce parę tygodni zostało. Pomyślę i może sobie ulegnę big_grin
                • zmeczona100 Re: Nie trać nadziei... 07.01.15, 14:49
                  > - i czekać na brak odzewu.

                  Ale za to ze spokojem dokonać można wyboru big_grin

                  > Pomyślę i może sobie ulegnę big_grin

                  Tylko najpierw przejrzyj poradniki, bo niby komu ulegniesz?
                  wink
                  • lampka_witoszowska Re: Nie trać nadziei... 08.01.15, 10:35
                    namawiasz do złego - poczytam poradniki i co? zmienię się nagle w omdlałą, przygłupią leliję bez kręgosłupa? ja? toż to sobie przeczy. Albo zacznę strzelać oczkami kaprawymi. Albo mizdrzyć się.
                    Oświadczyłam się póki co koleżance w pracy. Robi muffiny córkom na śniadanie. Z zastrzeżeniem, żeby seksu nei było, bo to sobie obie załatwimy poza związkiem, zgodnie z orientacją. I może to zda egzamin, obie się pogodzimy z tym, co druga umie - bez oczekiwania, żeby druga umiała mniej od samca "alfa" (cudzysłów zamierzony) wink
                    • zmeczona100 Re: Nie trać nadziei... 09.01.15, 15:37
                      lampka_witoszowska napisała:

                      >
                      > Oświadczyłam się póki co koleżance w pracy.


                      I może to zda egzamin, obie się pogodzimy z tym, co drug
                      > a umie - bez oczekiwania, żeby druga umiała mniej od samca "alfa" (cudzysłów za
                      > mierzony) wink


                      No i jak tu mogą się czuć dobrze prawdziwi mężczyźni, skoro kobiety robią za nich?? Toż to jakiś dżender! Zaprzeczenie biologii!!!

                      Jeszcze tylko partenogenezy brakuje.

                      Świat schodzi na psy
                      Przez takie jak Ty.
                      • lampka_witoszowska Re: Nie trać nadziei... 09.01.15, 20:38
                        nie, to już nie dżender tylko wygoda smile

                        dżender był dla mnie 3-letniej, tylko że wprowadzono go za późno. Jak miałam 3 lata miałam swoje ciuchy "garażowe" i dzień w dzień pomagałam dziadkowi przy aucie. Szczególnie jak babcia sprzątała/gotowała/prała. Dziś bym dzięki dżender wybrała sobie zajęcie, wtedy uciekałam do garażu smile
                        i moim kuzynom, jak chcieli z wózkami na spacer z lalami pójśc, nikt by nie mówił: a co wy, baby jesteście? tylko by szli.

                        No, dobrze, przesadziłam. Nie dziś, ale za jakieś 50 lat od wprowadzenia dżender i przetoczeniu się przez Ojczyznę pyskówki o zmianach płci i noszeniu sukienek przez chłopców w przedszkolach...
                        • zmeczona100 Re: Nie trać nadziei... 09.01.15, 22:45
                          No i wszystko jasne! Zawinili Twoi rodzice! Nie zauważyli Twoich męskich ciągot! Takie nieszczęście na Cię sprowadzili. I pomyśleć, że wszystko to przez zwykły brak różowych sukieneczek i laleczek. Eh, co za zaniedbania rodzicielskie....
                          Przynajmniej Ci kuzyni Twoi zostali uratowani. No chyba, że żony przerobiły ich na dżenderową modłę.


                          wink
                          • lampka_witoszowska Re: Nie trać nadziei... 10.01.15, 08:44
                            rodzice nie, rodzice mieli rozsądne podejście - choć wiatrówki już mi nie chcieli kupić, mimo, że tarcze strzelnicze już miałam i na kółko strzeleckie chodziłam... ale to dalsza rodzina miała zagwózdki dżęderowe smile

                            Mówisz, że jak się zacznę bawić lalkami, to jest szansa? bawiłam się lalkami z córką... nie, nie, ja jednak wolę mieć w domu kogoś bliskiego, komu ufam, a nie chłopa big_grin a samców alfa jak kot napłakał.
                            W sumie, żeby być samcem alfa, to jednak w dzieciństwie należy mieć prawo do wyboru choćby zabawy... może w ogłoszeniu napisać "szukam samca alfa, któremu nie przeszkadza, jak robię meble zamiast obiadu, a sam bawił się w dzieciństwie czym chciał"? big_grin
                            • tricolour Projekt ogłoszenia niezły... 10.01.15, 09:40
                              ... tylko trzeba by było jakoś odstraszyć tych, którzy uważają, że samiec alfa ma tylko fiuta. Inaczej nie opędzisz się od spolaryzowanych propozycji.

                              No i liczyć się generalnie trzeba, że napotkasz tricolourowych, którzy bawili się czym chcieli i dalej się bawią.
                              • lampka_witoszowska Re: Projekt ogłoszenia niezły... 10.01.15, 09:54
                                i tak należy trzymać - bawimy się czym chcemy i jak chcemy - o ile to nikomu nei szkodzi smile

                                masz rację z tymi pseudo-samcami alfa. Źle napisane. Który samiec nie czuje się alfa? nawet ja si,ę czuję samcem alfa. Nie czuje się tylko jakiś nieszczęśnik, a takiego musiałabym najpierw wyciągać z depresji, potem wychować na samca alfa - co może być już trudne, bo samiec niedepresyjny stawia niezrozumiały opór...
                                nie, to trzeba inaczej napisać.
                                • tricolour Jeżeli mógłbym odrobinę doradzić... 10.01.15, 10:25
                                  ... to nie co do tekstu - Tat twam asi. Ty jesteś Ty.

                                  Co do cierpliwości. Mnie napisanie anonsu zajęło pół roku. Po pół roku odezwała się - nie bez problemów - żona, a inne pisały, że nie są gotowe na poważny związek. Jeśli już cokolwiek pisały.

                                  Po połowie roku wstydziłem się swoich wcześniejszych opisów. Takie były nieprawdziwe.
                                  • lampka_witoszowska Re: Jeżeli mógłbym odrobinę doradzić... 10.01.15, 11:08
                                    nie widzę siebie piszącej anons. Cenię internet jako możliwość poznawania fajnych ludzi, bardzo mis ie podoba, że są z tego małżeństwa, to świetne - ale ja jednak wybieram pojedynczość. Choć nie bez oporów big_grin
                            • zmeczona100 Re: Nie trać nadziei... 11.01.15, 19:57
                              lampka_witoszowska napisała:


                              > Mówisz, że jak się zacznę bawić lalkami, to jest szansa?

                              Coś Ty. Dla Ciebie to już ratunku nie ma żadnego. Za staraś.


                              bawiłam się lalkami z
                              > córką...

                              I tak trzymać. Przynajmniej córkę uratujesz i nie będzie wybrzydzać co do chłopów. Portki to portki- byle były.

                              może w ogłoszeniu napisać "szukam samca alfa, któremu nie
                              > przeszkadza, jak robię meble zamiast obiadu, a sam bawił się w dzieciństwie cz
                              > ym chciał"? big_grin

                              No ja nie wiem, czy znajdzie się taki, który z głodu umrzeć zechce. Choćby to miało być przy boku Twym big_grin
                              • lampka_witoszowska Re: Nie trać nadziei... 12.01.15, 08:04
                                no, i właśnie dlatego się wzdragam przed ogłoszeniem. Taki chłop to jednak mógłby coś czasem ugotować. Miliony kobiet robią to codziennie...
                                wink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka