Dodaj do ulubionych

trochę posmęce...

17.02.05, 21:38
Ciekawa jestem waszych opinii

Maż od 13 lat, razem od 16, dwoje dzieci.Wyszłam za niego z wielkiej
milosci,choc zawsze wydawało mi sie,że jego az tak wielka nie była.Zawsze
robił mi wiele przykrosci, niby glupoty...ale bolały.A ja zawsze sie
starałam, by była pełnia szczęscia, kończyłam studia, pracowałam,
wychowywałam dziecko, zajmowałam sie domem. Wzor matki polkismileOn nie miał
aspiracji, poprzestał na zawodówce, choc facet niegłupi.
To on biegal na imprezy z kumplami do bialego rana...ja płakałam, szlismy na
sylwestra, cała noc zabawiał jakąś panienke proszc ja w mojej obecnosci o nr
telefonu...takie rozne ...
Kiedy bylam w ciązy z drugim dzieckiem, nie ograniczyl mi tych
przykrosci...wyłam jak bóbr..
Jakis czas po urodzeniu dziecka, ktos zagadał mnie na gg...mile
pogawedki...trwaly pare miesiecy...w koncu sie spotkalismy.
Nie jestem jakąs zahukaną kobietą, mam wlasną firmę, to ja zarabiam na dom,
gdyz on od 3 lat nie pracuje...Mam kontakt z ludzmi, ale facetow trzymalam
zawsze na duzy dystans...bardzo sluzbowo
I nidy go nie zdradziłam, zresztą on mnie chyba rowniez...chociaz...moze
zwyczajnie nie wiem.
Po tym spotkaniu, z facetem mlodszym o 9 lat bylam w skowronkach.Okazalo
się,że ktos patrzy na mnie inaczej niz moj mąż, wiecznie niezadowolony,
narzekający, bez perspektyw i checi zmiany tego.
Było kolejne spotkanie, i kolejne, i sex...i bylo cudownie, bylam oczarowana.
Nie czulam sie zle,z powodu zdrady.Moze to ja jestem zła...Ale nie mialam
wyrzutow.Moglam wyjsc z domu pod pretekstem pojscia do firmy, a jechalam do
niego.Spotykalismy sie jakies 1,5 roku, bez zobowiązan...ot tak dla
przyjemnosci...lubilismy swoje towarzystwo.
Zdarzały się po drodze inne znajomosci... Moj przyjaciel mnie zepsułsmile
Zaczelam inaczej patrzec na meza, na zwiazek...Teraz widze, ze nie
przystaje...Jakos tak zarazilam sie zwiazkami z mlodszymi facetami, sa pelne
optymizmu...nie marudzą... jest inaczej..

Po co to pisze?
Otoz...juz dosc dlugo mysle o rozwodzie...
I nie umiem podjac decyzji...
Mężczyzni w moim zyciu maja mniej lat...i nie spotkalam takiego z ktorym
chcialabym byc...moze wtedy byloby latwiej...
Mąż mnie męczy, nie mogę na niego liczyc, zawsze wszystko jest na mojej
glowie,nie lubie go,ale...
Z drugiej strony..
-jest dobrym ojcem
-potrafi zając sie domem
generalnie dobry czlowiek.

Mysle i nie wiem...jak wyglada zycie po rozwodzie? czy bede umiala byc sama?
czy on sobie poradzi? wiele pytan...

Wiem..to ja musze podjąc decyzje...ale prosze, powiedzcie co myslicie??

Obserwuj wątek
    • marcepanna Re: trochę posmęce... 17.02.05, 21:58
      Ja bym sie nie rozwodzila
      Zwiazki z mlodszymi mezczyznami do niczego nie prowadza. W koncu dostrzezesz
      wokol siebie pustke i bedziesz zalowac tego kroku
      Bedziesz sie czuc zwyczajnie samotna
      I ZNIENAWIDZISZ to co teraz ta bardzo podoba ci sie u mlodych mezczyzn, ten ich
      optymizm, beztroske
      Zobaczysz w koncu ze chca sie tylko bawic i poczujesz sie wtedy bardzo samotna
      Warto kochac
      • sansi13 Re: trochę posmęce... 17.02.05, 22:14
        tego wlasnie sie boje, ze bede zalowala, ze bede sama, ze bedzie wokol mnie
        pustka
        tylko jak nauczyc sie znowu zyc z facetem, dy cos sie juz wypalilo?
        • bezecnymen Re: trochę posmęce... 17.02.05, 22:24
          jesli koniecznie musisz miec faceta...wybór należy do ciebie, albo ten sam
          nudny jak urlop u teściów, albo ktoś nowy niekoniecznie kochany za to bardziej
          interesujący i excytujący, do wymiany w razie czego....któryś..o ile nie chcesz
          czekać do skutku może opanuje Twoje serduszko i da Ci troszke swego
    • kasiar74 Re: trochę posmęce... 18.02.05, 09:51
      z tego o piszesz to i tak jesteś sama, i nie możesz poplegac na mężu. Sytuacja
      która jest teraz to raczej dobre dla kogoś dwulicowego. Zatrzęś tym
      małżeństwem , może coś z tego wyniknie a jak nie? Naprawde lepiej dla ciebie
      życ w jasnej sytuacji.
      Ja jakis czas temu już w trakcie separacji poszłam do łózka z facetem. Nie
      pwoiem było fajnie, były wielogodzinne rozmowy, ale zdałam sobie sprawę że nie
      chce się budzić koło tego człowieka tylko koło męża i podjęłam decyzję że
      jeszcze powalczę, jeszcze nie skreślam całkiem tego związku mimo wszystko. Jak
      to było u ciebie? Kogo chcesz widzieć koło siebie rano po przebudzeniu, do kogo
      sie chcesz przytulic?
      Czasami jedem poranek powie więcej niż sie wydaje, dziwny jest ten świat
    • bezecnymen Re: trochę posmęce... 18.02.05, 10:35
      sansi..
      jak każda pracująca kobieta potrzebujesz żony!!
      • kasiar74 Re: trochę posmęce... 18.02.05, 11:43
        bezecnymen napisał:

        > sansi..
        > jak każda pracująca kobieta potrzebujesz żony!!
      • kasiar74 Re: trochę posmęce... 18.02.05, 11:43
        no tak sansi jstes facetem w spodnicysmile

        bezecnymen napisał:

        > sansi..
        > jak każda pracująca kobieta potrzebujesz żony!!
    • 27letnia Re: trochę posmęce... 18.02.05, 11:12
      Zdaję sobie doskonale sprawę z tego,że nie powinnam się wypowiadać na tym forum
      bo nie mam takiego bagażu doświadczeń jak większość ludzi tutaj.Ale może
      właśnie dlatego potrafię spojrzeć na pewne sprawy z perspektywy osoby
      trzeciej,osoby pozbawionej stronniczości.Nie stanę murem po jednej ze stron
      tylko dlatego,że odezwie się solidarność kobieca.Nikt nie musi brać pod uwagę
      tego co napiszę,dlatego pozwolę sobie wyrazić swoją opinię.Nie jestem w twojej
      sytuacji sansi i nawet nie potrafię sobie wyobrazić takowej.Nie mam firmy,nie
      mam dzieci etc.,etc.Wiem,że podjęcie decyzji ważącej na całym życiu nie jest
      łatwe.Trzeba rozważyć wszystkie"za"i"przeciw",ale nawet wtedy nie będziemy
      mieli gwarancji,że decyzja jest właściwa.Rozumiem twoją ekscytację związkami z
      młodszymi facetami.Z autopsji znam ten powiew świeżości jaki wnoszą w nasze
      życie tacy mężczyźni.Ale czy są wiarygodni i godni zaufania to już zupełnie
      inny rozdział.Wiem,że nie można generalizować.Są zapewne dojrzali
      emocjonalnie,odpowiedzialni i mądrzy życiowo 18-latkowie i
      infantylni,zapatrzeni w siebie,pozbawieni wyższych uczuć 50-latkowie.Jednak
      mimo wszystko sądzę,że większe jest prawdopodobieństwo udanego związku z
      równolatkiem lub mężczyzną starszym,niż z młodszym facetem.Nie chcę Ci sansi
      wylewać kubła zimnej wody na głowę ale zastanów się,co przyciąga do Ciebie
      tych "młodszych".Czy widzą Ciebie jako kobietę mądrą,wartościowa,godną miłości
      i trudu wkładanego w stworzenie i utrzymanie związku czy tylko postrzegają Cię
      jako starszą,zaradną życiowo i niezależną finansowo osobę z którą można przeżyć
      miłe chwile i ekscytujący seks ale nic więcej.Przemyśl jak chcesz zmienić swoje
      życie.Bo nie wiem czy warto z matki równolatka(ale jakby nie było Twojego męża
      którego niegdys kochalaś i ojca Twoich dzieci)przeistoczyć się w opiekunkę i
      mamuśkę znacznie młodszego faceta.Czy nadal chcesz być kobietą troszczącą się o
      wszystko,dbającą o dom i zarabiającą na niego?Z tego co napisałaś,to to już
      masz.Masz też stabilizację rodzinną i finansową.Więc co chcesz zmienić?Męża i
      ojca swoich dzieci na młodszy model?Może warto popracować nad związkiem który
      jakby nie bylo trwa już kilkanaście lat.Decyzja należy do Ciebie.Pozdrawiam i
      życzę podjęcia właściwej decyzji.
      • joanek1 Re: trochę posmęce... 18.02.05, 11:58
        Wiesz 27-letnia, chyba piszesz tutaj najmądrzej
        • 27letnia Re: trochę posmęce... 18.02.05, 14:10
          Dziękuję za uznanie,którego się zupełnie ale to zupełnie nie spodziewałam.Swoja
          aktywność na forum zaczęłam zaledwie wczoraj.I proszę...Nawet kogoś
          zainteresowały moje wywodywinkSerdeczne dzięki joaneksmile
    • picinia Re: trochę posmęce... 18.02.05, 11:14
      Mąż mnie traktwał podle przez kilkanaście lat małżeństwa. Seks z nim był udany
      i częsty, ma super warunkibig_grin. Ale życie codzienne porażka, lekcewazenie mnie,
      brak powazania. Zawsze byłam ta zła, co nic nie potrafi a do tego ma kurewski
      charakter -jak to często mi wypominał. Dużo kłótni, których słuchały dzieci. Ja
      zapędzona w rolę typowej matki polki kury domowej obsługującej męża. Nawet
      herbaty sam sobie nie robił bo od tego miał mnie. Zmieniłam pracę na taką
      bardziej reprezentacyjną. Poznałam młodszego kilka lat męzczyznę który był mną
      zauroczony. Dał mi tyle ciepła, akceptacji, podziwu w ciągu kilku miesięcy
      spotkań ile od męza nie dostałam w ciągu całego małżeństwa. Choć w łóżku nie
      dorównywał mojemu mężowi to gdyby nie dzieci kto wie czy bym się nie rozwiodła.
      Odżyłam, zadbałam o siebie, dowartościowałam się, stanęłam na nogi jako kobieta
      i jako człowiek. Skończyłam romans. Na pewno bardzo mi pomógł nie zwariować.
      Przemyslałam wszystko, przewartościowałam. Troche mi wstyd, że dojrzewałam
      drogą romansu. Postanowiłam zadbać o lepsze małżeństwo i udało się . Kilka lat
      sielanki, wydawało się miłości, wszystko się miedzy nami coraz lepiej układało.
      Aż znajomi mi donieśli, że mój mąż ma od dłuzszego czasu romans. Ten facet-
      który wierność cenił podobno najbardziej na świecie, który gdyby się dowiedział
      o mojej zdradzie to by mnie zabił a na pewno rzucił w sekundzie, to uosobienie
      zasad moralnych - od roku mnie zdradzał i to w wyjątkowo bezmyslny sposób.
      Zobaczyłam z drugiej strony całe ohydztwo zdrady.
      Własciwie tłumaczę sobie, że dostałam za swoje, nauczka za mój romans.
      Mąz oczywiście zapewnia, że tylko mnie kocha, że nie chce rozwodu itd.
      Ja tez nie chcę. Ale z tego co wiem chyba znowu się z nią spotyka...
      • bezecnymen Re: trochę posmęce... 18.02.05, 11:27
        aż miło poczytać... Ty sie dowartościowałaś na boku i on też, oboje na tym
        widocznie skorzystaliście, czy w ogóle jest sens mówic o rozwodzie??
        • picinia Re: trochę posmęce... 18.02.05, 12:10
          zapewniam cię, że nie jest przyjemnie WIEDZIEĆ, że tym samochodem którym
          jedziesz mąż woził d... innej kobiety i jej wyznawał miłość i nie tylko, wtedy
          gdy ja prosiłam żeby coś dla mnie czy dla dzieci załatwił albo żebyśmy
          wyjechali na weekend.
          robił to z nią a mnie wyśmiewał, że mam głupie zachcianki gdy on jest
          zapracowany.

          I niestety teraz mu głupio i przeprasza nie dlatego, że zrozumiał jaką ja
          jestem dobrą żoną ale dlatego, że został przyłapany i chce zatuszować sprawę.
          Już probuje zrzucić to na mnie starą śpiewką o moim ku... charakterze.
          Widzę, że jest zadowolony, że jak dotychczas mnie ma w domu do wyłącznej
          dyspozycji a po głowie mu dalej "coś" chodzi. To nie był jakiś skok w bok tylko
          dłuzszy romans i chyba to najbardziej boli.
          Ja jako "żona domowa" ja naprawdę jestem dobra, usłużna i cierpliwa, i on o tym
          wie. Tylko chętnie zakochałby sie w kimś innym.
          Realia są takie, że chyba oboje sobie zdajemy sprawę, że w przypadku rozwodu -
          obciążony obowiązkami i alimentami na trójkę dzieci nie będzie atrakcyjnym
          kąskiem dla kochanki. Dzieci są na tyle małe, że potrzebują ojca. Ja tez nie
          mam się dokąd wyprowadzić z nimi. Sytuacja patowa. I pewno tak zostanie.


          • bezecnymen Re: trochę posmęce... 18.02.05, 12:26
            no to już nie bede Cię katował, jak on się czuje WIEDZĄC, że inny facet
            dostarczył Tobie więcej rozkoszy... ale masz rację, na razie jest pat
            • joanek1 Re: trochę posmęce... 18.02.05, 12:44
              Ale bezecnymenie, on chyba o tym nie wie, bo w przeciwnym razie zgodnie ze
              słowami picini "Ten facet-......, który gdyby się dowiedział
              o mojej zdradzie to by mnie zabił a na pewno rzucił w sekundzie,...." nie było
              by jej wśród żywych.
              Ale tak na poważnie to współczuję bardzo zarówno jej jak i jemu, po prostu
              sytuacja nie do pozazdroszczenia
            • picinia Re: trochę posmęce... 18.02.05, 12:45
              On o tym nie wie, i się nie dowie. Ja tez wolałabym nie wiedzieć i żyć w
              błogiej nieswiadomości aż mu amory przejdą.
              Ale on przyłapany raz w dziwnej sytuacji przez mojego brata wytłumaczył się, że
              to tylko znajoma i nigdy więcej. Aż przepraszałam tamtą że brat jej opinię
              psuje. A za jakiś czas sytuacja się powtórzyła. Mąz przeprasza, że to z
              głupoty. Czuje, że ma ochotę kontynuowac tę głupotę i najlepiej żebym ja mu na
              to pozwoliła oczywiście nie wypisując się z roli jego osobistej kury domowej i
              codziennego porannego seksu.
              • bezecnymen Re: trochę posmęce... 18.02.05, 12:51
                hmmmm sex o poranku...już zapomniałemsad
                swoja drogą jakoś mnie zdumiewa fakt, że mozna zaspokajać potrzeby męża wiedząc
                że to tylko fizjologia, pewnie jestem brutalnym chamem, ale czy to nie wygląda
                tak , że rano trzeba siku, sexu i prysznica by dzień sie dobrze zaczął??
                • picinia Re: trochę posmęce... 18.02.05, 12:57
                  smile naprawdę nie doświadczyłeś uroków długoletniego "seksu małżeńskiego"? może
                  inaczej na to patrzysz jako facet. On ma duże potrzeby. I nudzi i budzi i prosi
                  aż dostanie choćby dla świętego spokoju. często nie może zasnąć bez...relaksu.
                  a przykro mi jak widzę że się męczy bez.
                  proza życia.
                • julka1800 Re: trochę posmęce... 18.02.05, 12:57
                  bezecny jestes, jestes


                  ps. do niedawna wydawało mi sie ze zapomnialam co to sex w ogole, nie mowiąc o
                  tym o poranku...
              • julka1800 Re: trochę posmęce... 18.02.05, 12:54
                słowo, zyje na tym swiecie juz jakis czas i ciagle dochodze do jednego wniosku,
                że mezczyzni chca miec za duzo rzeczy na raz, w domu żonę, kucharkę, matkę /sex
                tez czemu nie/ poza domem wspanialą czarującą olsniewająca kochankę. Gdyby
                kobiecie zachciało się tych dwoch rzeczy na raz, - ziemia by się zatrzesła....

                wspolczuje cie i pozdrawiam
                goraco
                • picinia Re: trochę posmęce... 18.02.05, 13:07
                  Dziękuję. Duzo o tym myslę ostatnio i doszłam do wniosku, że największym błędem
                  był nasz ślub. Ale teraz nie cofnę tego a na drastyczne zmiany nikogo nie stać.
                  Nie podchodzę do tego już tak emocjonalnie.
                  Czasem nawet myślę że my jednak naprawdę się kochamy. Rozmawiamy ze sobą o
                  różnych sprawach, ciągle seks jest atrakcyjny, nie nudzimy się ze sobą, zdarza
                  się chodzić za rączkę. Większość znajomych małżeństw po latach już tego nie ma.
                  Ale co będzie gdy dzieci dorosną i odejdą z domu? Tego nie wiem czy mąz się nie
                  zakocha do szaleństwa w 20-latce.
                  • bezecnymen Re: trochę posmęce... 18.02.05, 13:24
                    zakocha się do szaleństwa? no to będzie dobry powód do rozwodutongue_out nie zechcesz
                    żyć z szaleńcembig_grin
                    • picinia Re: trochę posmęce... 18.02.05, 13:41
                      Mam duzo znajomych, rodzinę, nie jestem samotna. Mam dzieci które trzeba
                      wychować. Znalezienie kochanka to żaden problem i jako rozwódka na pewno bym
                      nie piła w samotności z rozpaczy. Nie jestem zdeterminowana obsesją posiadania
                      męża. Oczekuję tylko, żeby się zdecydował nie robił ze mnie idiotki. I zwalając
                      winę na mnie. Ja się staram, żeby było dobrze mimo wszystko, rozmawiam z nim,
                      tłumaczę. Wiem przeciez jak to było ze mną. Ale on jakoś wychodzi z załozenia
                      że nic się nie stało. Gdyby mnie przyłapano chodziłabym na rzęsach by wszystko
                      naprawić i wynagrodzić. On przeprosił i uważa, że wszystko jest jak zawsze
                      dobrze. Albo pracuje albo zatapia się przed komputerem (gdzie?), a dziecku nie
                      ma kto przywieźć biurka od babci.
                      • bezecnymen Re: trochę posmęce... 18.02.05, 13:45
                        może sedno sprawy tkwi własnie w tym, że on nie zamierza ułatwiać Tobie życia
                        bez niego...
                        • picinia Re: trochę posmęce... 18.02.05, 13:52
                          Może nawet nie myśli, że ja sobie wyobrażam życie bez niego. A poza tym nigdzie
                          nie ma tak dobrze jak u mamy.. tfu.. żony.
                      • viillemo Re: trochę posmęce... 18.02.05, 13:56
                        no cóż picinia, z mojego doświadczenia (hihihi) wydaje mi się, ze to typowy
                        samiec, zawalił sprawę ----> przeprosiłsmile) no i o co Ty masz do niego
                        pretensje?????? Tylko my kobiety oczekujemy, ze za słowem przepraszam idą
                        czyny, a oni faceci uważają sprawę za zakończoną i że właściwie dużo krzyku o
                        nic, aaaaa i że jeszcze same jesteśmy sobie winnesad Ja dzis usłyszałam, ze
                        nauczyłam mojego 19miesięcznego synka, że kiedy się je śniadanko albo kolację
                        to nalezy biegać po całym domusmile) Tak, tak przez 2 tygodnie dzień w dzień
                        pokazywałam mu jak się biega z kanapką ustach, echhh...
                        • picinia Re: trochę posmęce... 18.02.05, 14:00
                          Jak mogłaś! takich strasznych rzeczy uczyć dziecko.... smile)))))))))) zrobiłas to
                          z premedytacją i do tego żeby zrobić na złość męzowi smile)))))) na pewno.


                          smile coś w tym "typowym samcu" jest.
                          • sansi13 Re: trochę posmęce... 18.02.05, 14:05
                            sorki picinia, przekreciłam Twoj nick...
          • bursztynowe Re: trochę posmęce... 18.02.05, 14:22
            Piciniu,

            Czy nie nieco jesteś tendencyjna? Ty go zdradziłaś, co dowartościowało Cię,
            sprawiło że odżyłać. Inny mężczyzna dał Ci to czego ślubny nie chciał (bo
            niekoniecznie niepotrafił). Usprawiedliwiasz się, że on był taki czy śmaki

            Gdy on zafundował sobie analogiczną "rozrywkę" potępiasz go i boli Cię to
            niezmiernie. Nazywasz hipokrytą itp. On ma romans, ty tylko skok w bok... Czy
            to właśnie nie jest hipokryzja?

            Jak widać, nie ma między wami więzi... co nie wróży dobrze... będzie trwanie i
            czekanie aż dzieci dorosną.. i poczucie zmarnowania życia (ale to za kilka lat,
            jak już będzie na wiele rzeczy za późno)

            Pozdrawiam
            • picinia Re: trochę posmęce... 18.02.05, 15:06
              Nie zafundował mi "analogicznej rozrywki" jak to określasz. Narobił smrodu
              wśród znajomych i sąsiadów którzy teraz milkną na mój widok i z współczuciem
              kiwają głowami, że mąz mnie robi w wała w żywe oczy a ja go jeszcze bronie.
              Zrobił to z niedaleką sasiadką a do tego nauczycielką córki. Kompletne
              bezmózgowie jesli chodzi o "dobro" rodziny. Co więcej zrobił to w czasie gdy po
              wielu ciężkich latach wyszliśmy na prostą i w finansach i we wzajemnym
              dogadywaniu się.
              Ja zdradziłam z kimś "obcym", nikt oprócz nas o tym nie wie, a zrobiłam to gdy
              w domu było piekło i ciągłe wyzwiska z męza strony. Jeśli ktoś cię wyzywa od
              ku.... to przynajmniej miałam tę satysfakcję, że nie obrywam za niewinność.

              Zdaję sobie sprawę ze swoich błędów w małżeństwie ale mimo wszystko uważam, że
              niewielka tu analogia.
              • bursztynowe Re: trochę posmęce... 18.02.05, 17:09
                Nie widzisz w tym typowej argumentacji Kalego?

                Straszliwie relatywizujesz winę i przewinę. Ty jesteś OK, on nie jest OK,
                podaczas gdy oboje jesteście wzajemnie nie w porządku. Dla siebie masz
                usprawiedliwenia, podczas gdy on nie ma nic dla swojej obrony (przynjamniej w
                Twoich oczach.

                zacytuje Ci dwa (spośród wielu) posty, napisane przez kobiety, na tym właśnie
                forum:

                "• Re: dlaczego się rozwodzicie?
                dora641 03.02.2005 19:10 + odpowiedz


                Masz rację, panowie często dorabiają teorie do usprawiedliwienia swej zdrady.
                Panie pewnie też. A zdrady nie usprawiedliwia nic!!! Nawet jeśli
                partner/partnerka jest potworem. Jak mi się nie podoba, to odchodzę, zostawiam
                wszystko i dopiero potem szukam nowego partnera czy partnerki. Tak powinno być,
                ale tak nie jest. I potem zwykłą chęć przeżycia nowej fascynacji nowym ciałem
                tłumaczy się niedopasowaniem charakterów, brakiem komunikacji, deficytem miłości
                itd itp. Bzdura! Do rozwodu bez zdrady to pasuje, ale nie do zdrady. A
                najczęstszym powodem rozwodów są właśnie zdrady niestety...Tylko potem ubiera
                się je w białe rękawiczki. Pozdrawiam.



                • Re: dlaczego się rozwodzicie?
                gosiaas25 03.02.2005 20:38 + odpowiedz


                zdrady nei tlumaczy nic!!
                to, ze rozne sa jej przyczyny, to inna sprawa
                ale dorosly czlowiek problemy i konflikty rozwiazuje w zwiazku a nei poza nim!
                poza tym, gdy juz wie, ze inna lepsza, to potrafi sie rozstac!! zanim wskoczy
                do lozka, zakoch asie na zaboj, czy pocznie potomka!to jest wyznacznik szacunku
                do drugiej osoby, honoru i dojrzalosci!
                a cała reszta i wszelkie inne tlumaczenia to wybielanie siebie"



                Ale to było a propos męskiej zdrady. Jak widać zdrada kobieca jest inna, w
                pełni usprawiedliwiona i słuszna.

                Trochę to wyszło zgryźliwe - nie miałem takiej intencji


                Pozdrawiam,
    • sansi13 Re: trochę posmęce... 18.02.05, 14:03
      dziękuje za wasze uwagi...

      dają wiele do myslenia i to dobrze, a i kubeł imnej wody tez jest czasem
      potrzebny 27letniasmilewiec dzieki...

      nie mysle o zwiazkach z mlodszymi facetami, takiego ktory nigdy nie pomysli za
      mnie juz mam...to raczej fascynacja...zauroczenie...to cos co porywa i dodaje
      skrzydeł, co sprawia że chce się chcieć...
      facet z ktorym zdradzilam poraz pierwszy byl mlodszy, to mi sie spodobałosmile
      inaczej spojrzalam na wiele spraw i wiele rzeczy w swoim życiu
      przewartosciowałam,teraz mysle tez o sobie, czasem sie zastanawiam czy wyszlo
      mi to na zdrowie...


      może gdybym sie zakochała byloby mi łatwo podjąć decyzje...

      nie jest łatwo, w kazdym razie mnie, sypiac z facetem ktorego miewam serdecznie
      dosc, i podziwiam Cię pincia,że jak to mowisz szkoda Ci Twojego...ja tak nie
      potrafie

      z drugiej jednak strony tkwie w jakims zaklamaniu,moze to taki moment życia,
      taki zakret,że sama nie wiem czego chce...moze to ja jestem okropna...zdradzam
      nawet nie mam wyrzutow...może cos ze mną jest nie tak
      • viillemo Re: trochę posmęce... 18.02.05, 14:06
        ja myślę, że każdy podśawiadomie nawet szuka tej bliskiej osoby...bliskiej w
        znaczeniu dajacej miłośc i przyjmującej miłość, Ty też...
        • sansi13 Re: trochę posmęce... 18.02.05, 14:08
          to prawda...moze powinnam sie rozejrzec za jakims obiektem do zakochania??wink)to
          by wiele spraw uproscilo...
          • viillemo Re: trochę posmęce... 18.02.05, 14:11
            mhmmmm, raczej się nie da rozejrzećsad(( niestety...to raczej trafia
            niespodziewanie i najlpesze w tym jest to, że czasami taki "obiekt" masz w
            zasięgu ręki kilka, kilkanaście lat i dopiero w pewnym momencie to zauważaszsad((
            • sansi13 Re: trochę posmęce... 18.02.05, 14:46
              chyba masz racje...tylko jak patrzec by zauwazyc??
            • julka1800 Re: trochę posmęce... 18.02.05, 15:14
              viillemo
              Święta Racja
              trzeba mieć oczy szeroko otwarte! tylko tyle!
              • bezecnymen Re: trochę posmęce... 18.02.05, 15:49
                a tu sie nie zgodzęsmile
                miłośc raczej rzadko pozwala realnie ocenić i sytuację i obiekt westchnień...
                czy to juz starożytni odkryli, że miłośc jest ślepa? jak i sprawiedliwośc? czy
                nie stąd biora sie nasze pomyłki w wyborze życiowego partnera/partnerki?
                • julka1800 Re: trochę posmęce... 18.02.05, 15:57
                  chodzilo mi o to, ze byc moze ktos mily, zyczliwy i dobry dla nas stoi tuz
                  obok, tylko nie potrafimy tego dostrzec, az pewnego dnia ten czlowiek staje sie
                  blizszy niz ktokolwiek inny. To sie zdarza, przyznacie?
                  • sansi13 Re: trochę posmęce... 18.02.05, 16:01
                    owszem, ale innym...
                • jarkoni Re: trochę posmęce... 19.02.05, 18:44
                  bezecnymen napisał:

                  > a tu sie nie zgodzęsmile
                  > miłośc raczej rzadko pozwala realnie ocenić i sytuację i obiekt westchnień...
                  > czy to juz starożytni odkryli, że miłośc jest ślepa? jak i sprawiedliwośc?
                  czy
                  > nie stąd biora sie nasze pomyłki w wyborze życiowego partnera/partnerki

                  No i wreszcie mam jasność...Nie było tego wcześniej napisać? Tak co najmniej ze
                  dwa lata temu? smile)))))
                  Ale spokojnie, już się pary dobierają internetowo..jeszcze trochę i komputer z
                  programem Matchmaker 1.0 będzie dobierał idealne bezkryzysowe i szczęśliwe po
                  kres swych dni pary...Obym tego doczekał...
      • 27letnia Re: trochę posmęce... 18.02.05, 16:17
        Sądzę,że wszystko jest z tobą jak najbardziej w porządku.To że szukasz
        zrozumienia i akceptacji jest zrozumiałe. Zastanawiam się tylko jak długo
        chcesz jeszcze żyć chwilowymi uniesieniami i potajemnymi schadzkami będącymi
        odskocznią od przykrej codzienności.Obawiam się,że zdradzanie męża z młodszym
        kochankiem a kochanka z innym chłopaczkiem stało się dla ciebie celem samym w
        sobie,sposobem na choćby chwilowe zapomnienie o problemach dnia codziennego i
        znalezienie potwierdzenia własnej atrakcyjności w oczach innych.Jeśli z
        założenia twoje postępowanie ma na celu znalezienie partnera,mężczyzny z którym
        zechcesz się związać na stałe to OK.Jeśli jednak jest tak jak wcześniej
        napisałam to obawiam się,że zaprowadzi cię to donikąd.Nie rozwiążesz w ten
        sposób problemów.Możesz co najwyzej jeszcze bardziej zapętlić się w spiralę
        kłamstw i niedomówień a w konsekwencji tego zatracisz własną osobowość.Czy tego
        właśnie chcesz?Cóż...decyzja należy do ciebie...
        • sansi13 Re: trochę posmęce... 18.02.05, 18:23
          Twoj post dal mi wiele do myslenia, dzieki...
    • annaris Re: trochę posmęce... 18.02.05, 20:56
      sansi13 napisała:

      > Ciekawa jestem waszych opinii
      >
      > Maż od 13 lat, razem od 16, dwoje dzieci.Wyszłam za niego z wielkiej
      > milosci,choc zawsze wydawało mi sie,że jego az tak wielka nie była.Zawsze
      > robił mi wiele przykrosci, niby glupoty...ale bolały.A ja zawsze sie
      > starałam, by była pełnia szczęscia, kończyłam studia, pracowałam,
      > wychowywałam dziecko, zajmowałam sie domem. Wzor matki polkismileOn nie miał
      > aspiracji, poprzestał na zawodówce, choc facet niegłupi.
      > To on biegal na imprezy z kumplami do bialego rana...ja płakałam, szlismy na
      > sylwestra, cała noc zabawiał jakąś panienke proszc ja w mojej obecnosci o nr
      > telefonu...takie rozne ...
      > Kiedy bylam w ciązy z drugim dzieckiem, nie ograniczyl mi tych
      > przykrosci...wyłam jak bóbr..
      > Jakis czas po urodzeniu dziecka, ktos zagadał mnie na gg...mile
      > pogawedki...trwaly pare miesiecy...w koncu sie spotkalismy.
      > Nie jestem jakąs zahukaną kobietą, mam wlasną firmę, to ja zarabiam na dom,
      > gdyz on od 3 lat nie pracuje...Mam kontakt z ludzmi, ale facetow trzymalam
      > zawsze na duzy dystans...bardzo sluzbowo
      > I nidy go nie zdradziłam, zresztą on mnie chyba rowniez...chociaz...moze
      > zwyczajnie nie wiem.
      > Po tym spotkaniu, z facetem mlodszym o 9 lat bylam w skowronkach.Okazalo
      > się,że ktos patrzy na mnie inaczej niz moj mąż, wiecznie niezadowolony,
      > narzekający, bez perspektyw i checi zmiany tego.
      > Było kolejne spotkanie, i kolejne, i sex...i bylo cudownie, bylam oczarowana.
      > Nie czulam sie zle,z powodu zdrady.Moze to ja jestem zła...Ale nie mialam
      > wyrzutow.Moglam wyjsc z domu pod pretekstem pojscia do firmy, a jechalam do
      > niego.Spotykalismy sie jakies 1,5 roku, bez zobowiązan...ot tak dla
      > przyjemnosci...lubilismy swoje towarzystwo.
      > Zdarzały się po drodze inne znajomosci... Moj przyjaciel mnie zepsułsmile
      > Zaczelam inaczej patrzec na meza, na zwiazek...Teraz widze, ze nie
      > przystaje...Jakos tak zarazilam sie zwiazkami z mlodszymi facetami, sa pelne
      > optymizmu...nie marudzą... jest inaczej..
      >
      > Po co to pisze?
      > Otoz...juz dosc dlugo mysle o rozwodzie...
      > I nie umiem podjac decyzji...
      > Mężczyzni w moim zyciu maja mniej lat...i nie spotkalam takiego z ktorym
      > chcialabym byc...moze wtedy byloby latwiej...
      > Mąż mnie męczy, nie mogę na niego liczyc, zawsze wszystko jest na mojej
      > glowie,nie lubie go,ale...
      > Z drugiej strony..
      > -jest dobrym ojcem
      > -potrafi zając sie domem
      > generalnie dobry czlowiek.
      >
      > Mysle i nie wiem...jak wyglada zycie po rozwodzie? czy bede umiala byc sama?
      > czy on sobie poradzi? wiele pytan...
      >
      > Wiem..to ja musze podjąc decyzje...ale prosze, powiedzcie co myslicie??
      >
      Cześć mam na imię Marzena, to co poszesz to też mój dylemat. Podobny wiek,
      jedno dziecko, mąż pracoholik, jak tu rzucić porządnego faceta, który po 16
      godzin na dobę zapracowuje się na dom? Tylko że robi mi się duszno gdy On
      wchodzi do domu, sex, zapomniałam co to, Zazdroszczę Ci uniesień gdyby mnie
      ktoś tak chciał... Ale co do rozwodu to jest trudna decyzja, ja też o tym
      myślę...i zostaję na razie przy myśleniu, też jestem niezależna finansowo...
      • joanek1 Re: trochę posmęce... 18.02.05, 21:10
        To może z nim o tym poważnie porozmawiaj.
        • annaris Re: trochę posmęce... 18.02.05, 21:29
          joanek1 napisała:

          > To może z nim o tym poważnie porozmawiaj.
          Z kim? Rozmów było dużo, teraz już nie da się rozmawiać. On unika konfrontacji,
          ja tracę cierpliwość. Można chodzić do psychologa, itp.robię to ale cały czas
          jest tak, że widzę zamykające się drzwi. .zresztą już mi nie zależy, wiesz.
          Teraz już tylko zebrać się na odwagę, któej brak.
          • sansi13 Re: trochę posmęce... 19.02.05, 18:36
            dobrze to ujęłas...przychodzi moment,że jest wszystko jedno, nie zalezy...gdyby
            te decyzje jeszcze byly łatwe...
          • joanek1 Re: trochę posmęce... 19.02.05, 19:19
            Nawet nie bardzo wiem, co Ci teraz napisać... z jednej strony Cię rozumiem, że
            mogło po tylu próbach przestac Ci zależeć, ale może tylko tak Ci sie wydaje...
            Zastanów się i odpowiedz sobie na pytanie, co byś zrobiła, gdyby Twój mąż
            powiedział Ci dzisiaj: dobrze pójdę do psychologa, spróbujmy to naprawić....
            Czy dałabyś mu jescze szansę?
      • jarkoni Re: trochę posmęce... 19.02.05, 19:00
        Marzena, duszno Ci bo on pracuje na dom? A może z niego ucieka w pracę? Jesteś
        niezależna finansowo, on zarabia...Warto dla kasy poświęcić związek? Może czas
        na poważną rozmowę o priorytetach...wymuś taką rozmowę..Albo myśl o końcu
        związku...Dorośli w końcu jesteście i warto rozmawiać a nie być i zyć obok
        siebie..Moje małżeństwo się przez to rozsypało..Przemyśl to
        • joanek1 Re: trochę posmęce... 19.02.05, 19:22
          Popieram, spowoduj, że do takiej szczerej rozmowy dojdzie, powiedz mu, czym sie
          to skończy, jak nie nastąpi żadna zmiana i uświadom,że to nie straszenie ani
          nie żarty, że Ci jeszcze na tym zależy (o ile to prawda), a później go
          wysłuchaj...
          Bedziesz mogła wtedy spojrzeć w lustro i powiedziec sobie, że spróbowałam
          wszystkiego, by nas ratować..
        • 27letnia Re: trochę posmęce... 20.02.05, 11:50
          Problem polega na tym,że z tego co wiem,to Marzena juz rozmawiała z mężem,a co
          gorsze to właśnie ona inicjowała te rozmowy.Nie da się rozmawiać z kimś,kto
          tego unika.A nie może być tak,że tylko jedna strona będzie w nieskończoność się
          starała i walczyła,podczas gdy ktoś inny złożył już broń.Jedynym rozsądnym w
          tym momencie rozwiązaniem jest poinformowanie męża o swoich przemyśleniach
          odnośnie związku.Powiedzenie o tym,że taka sytuacja nie może trwać wiecznie i
          trzeba się na coś w końcu zdecydować.Albo w prawo albo w lewo.Albo jesteśmy
          razem rozmawiając o tym co nas boli i nie odpowiada w związku,próbując osiągnąć
          kompromis albo sie rozstajemy i dajemy sobie obojgu szansę na szczęśliwe życie
          u boku innych ludzi,ktorzy gdzieś tam na nas czekają.Jeśli to nim nie
          wstrząśnie...no coż...trzeba by zacząć podejmować konkretne decyzje
          • bezecnymen Re: trochę posmęce... 20.02.05, 11:55
            ktoś inny złożył już broń
            raczej okopał sie na z góry upatrzonych pozycjach...
            • 27letnia Re: trochę posmęce... 20.02.05, 12:05
              Okopywanie się jest domeną przedszkolaków.Należy zastosować zatem te same
              metody...Bierzemy łopatkę i z premedytacją sześciolatka rozgrzebujemy misternie
              stworzony w pocie czoła okop.Sądzę,że Marzena bez problemu poradzi sobie z tym
              problemem.Mocno w nią wierzę.
              • bezecnymen Re: trochę posmęce... 20.02.05, 13:58
                a że wiara czyni góry przenosi więc poradzi sobie również z okopanym facetemsmile
                • 27letnia Re: trochę posmęce... 21.02.05, 10:08
                  Nie potrafię powiedzieć,czy rzeczywiście sama wiara potrafi przenieść górę,bo w
                  moim przypadku jakoś nigdy się to nie sprawdziło(może po prostu zbyt słabo
                  wierzyłam?).Wiem tylko,że wiara połączona z realnym wysiłkiem i determinacją
                  przynosi zaskakujące,pozytywne rezultatysmile
    • 27letnia Re: trochę posmęce... 20.02.05, 11:36
      Podjęcie decyzji należącej do kategorii:"Ostateczne" nigdy nie jest łatwe i
      proste.Zastanawiamy się czy warto,czy to co robimy jest jedynym słusznym
      rozwiązaniem.A im dłużej się zastanawiamy tym więcej pojawia się pytań i
      wątpliwości.Niejednokrotnie wybieramy trwanie w stanie zawieszenia tylko po
      to,żeby stworzyć sobie samemu złudzenie stabilności-czegoś pewnego.Tylko po co?
      To nie jest żadnym rozwiązaniej zaisniałej patowej sytuacji.A najgorszą
      rzeczą,jaka nam się może w życiu przydarzyć to dreptanie w miejscu i czekanie
      aż sytuacja sama się wyklaruje.Jeśli jest źle to mamy dwa wyjścia.Albo
      naprawiać to co jest(jeśli jeszcze da się naprawić i obydwie strony uznają,że
      warto ratować to,co jeszcze pozostało)albo zamknąć stary rozdział,położyć przed
      sobą czystą,niezapisaną jeszcze kartkę i zacząć tworzyć
      nowe,lepsze,szczęśliwsze życie.Po prostu dać sobie szansę.Tylko jest jeden mały
      problem.Aby przejść do nowego wątku trzeba właśnie zdecydować się na
      konkretne,radykalne posunięcia.Trwanie w stanie zawieszenia może nas
      doprowadzić bowiem do tego,że za kilka lat pożałujemy tego,że zabrakło nam
      odwagi i wiary w lepsze jutro.Życze podjęcia właściwych decyzji i pozdrawiam.
      • bursztynowe Re: trochę posmęce... 21.02.05, 12:58
        Wbrew pozorom brak decyzji jest także decyzją.
        Decyzją na to by ktoś (lub coś) inny decydował za nas...
        • 27letnia Re: trochę posmęce... 21.02.05, 22:32
          Może nie umiem czytać ze zrozumieniem,bo Twoj post bursztynowe odebrałam mniej
          więcej tak:Nie zabieraj głosu głupia babo,bo nawet jeśli tak ci się wydaje to
          nie masz recepty na życie.Nie było bynajmniej moim celem przepisywanie
          komukolwiek jakiejkolwiek recepty na życie.Wiem,że podejmowanie decyzji
          mogących zaważyć na całym naszym życiu nie jest łatwą sprawą i ja sama mam z
          tym problemy.Ale wiem jedno-pozwalanie by strach i inni decydowali o naszym
          życiu nie jest najlepszym z rozwiązań.Ty możesz postępować wedlug swojego
          uznania.Ja wyraziłam tylko swoją opinię z którą mozna się zgodzić albo nie.Ty
          masz inne zdanie i ja to przyjmuję do wiadomości.Dziękuję za ocenę mojego postu
          i serdecznie pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka