Ciekawa jestem waszych opinii
Maż od 13 lat, razem od 16, dwoje dzieci.Wyszłam za niego z wielkiej
milosci,choc zawsze wydawało mi sie,że jego az tak wielka nie była.Zawsze
robił mi wiele przykrosci, niby glupoty...ale bolały.A ja zawsze sie
starałam, by była pełnia szczęscia, kończyłam studia, pracowałam,
wychowywałam dziecko, zajmowałam sie domem. Wzor matki polki

On nie miał
aspiracji, poprzestał na zawodówce, choc facet niegłupi.
To on biegal na imprezy z kumplami do bialego rana...ja płakałam, szlismy na
sylwestra, cała noc zabawiał jakąś panienke proszc ja w mojej obecnosci o nr
telefonu...takie rozne ...
Kiedy bylam w ciązy z drugim dzieckiem, nie ograniczyl mi tych
przykrosci...wyłam jak bóbr..
Jakis czas po urodzeniu dziecka, ktos zagadał mnie na gg...mile
pogawedki...trwaly pare miesiecy...w koncu sie spotkalismy.
Nie jestem jakąs zahukaną kobietą, mam wlasną firmę, to ja zarabiam na dom,
gdyz on od 3 lat nie pracuje...Mam kontakt z ludzmi, ale facetow trzymalam
zawsze na duzy dystans...bardzo sluzbowo
I nidy go nie zdradziłam, zresztą on mnie chyba rowniez...chociaz...moze
zwyczajnie nie wiem.
Po tym spotkaniu, z facetem mlodszym o 9 lat bylam w skowronkach.Okazalo
się,że ktos patrzy na mnie inaczej niz moj mąż, wiecznie niezadowolony,
narzekający, bez perspektyw i checi zmiany tego.
Było kolejne spotkanie, i kolejne, i sex...i bylo cudownie, bylam oczarowana.
Nie czulam sie zle,z powodu zdrady.Moze to ja jestem zła...Ale nie mialam
wyrzutow.Moglam wyjsc z domu pod pretekstem pojscia do firmy, a jechalam do
niego.Spotykalismy sie jakies 1,5 roku, bez zobowiązan...ot tak dla
przyjemnosci...lubilismy swoje towarzystwo.
Zdarzały się po drodze inne znajomosci... Moj przyjaciel mnie zepsuł

Zaczelam inaczej patrzec na meza, na zwiazek...Teraz widze, ze nie
przystaje...Jakos tak zarazilam sie zwiazkami z mlodszymi facetami, sa pelne
optymizmu...nie marudzą... jest inaczej..
Po co to pisze?
Otoz...juz dosc dlugo mysle o rozwodzie...
I nie umiem podjac decyzji...
Mężczyzni w moim zyciu maja mniej lat...i nie spotkalam takiego z ktorym
chcialabym byc...moze wtedy byloby latwiej...
Mąż mnie męczy, nie mogę na niego liczyc, zawsze wszystko jest na mojej
glowie,nie lubie go,ale...
Z drugiej strony..
-jest dobrym ojcem
-potrafi zając sie domem
generalnie dobry czlowiek.
Mysle i nie wiem...jak wyglada zycie po rozwodzie? czy bede umiala byc sama?
czy on sobie poradzi? wiele pytan...
Wiem..to ja musze podjąc decyzje...ale prosze, powiedzcie co myslicie??